Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 40 gości
S T A R T
Saturday 22 September 2018 15:45:35.26.
migawki
Na wątpliwości ludzi; „Czy tyle miliardów w ogóle było, by je zrabować??” Nie rabuje się banknotów, lecz papiery dłużne, zobowiązania itp. Za to zyskuje się udziały w bankach, w wielkich mediach, fabryki – też te do „wrogiego przejęcia”. Dalej - „piniądz robi piniądz”, ale nie bogacą się najlepsi, najaktywniejsi, lecz udziałowcy brutalnych tajnych związków. Skutki - przez utratę nadziei - też demograficzne [wsp. dzietności zamiast trzy, jest 1.29 - 1.34 – czyli zagłada narodu].

 
N O W O Ś C I
W Y S Z U K I W A R K A
Od 15 sierpnia do 7 października: Święta Liga Narodów. Drukuj Email
Wpisał: krucjata rozancowa za Ojczyzne   
09.08.2018.

Od 15 sierpnia do 7 października: Święta Liga Narodów.

http://krucjatarozancowazaojczyzne.pl/

Inicjatywa modlitwy różańcowej za Ojczyznę w okresie od 15.08 do 7.10.2018, 

W ostatnich tygodniach w USA, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Australii oraz Nowej Zelandii powstała – wzorem Polski – inicjatywa by w każdym z tych krajów wierni podjęli różańcową modlitwę w obronie katolickiej wiary i ocalenia swych Ojczyzn. W ostatnich dniach dołączyły Dania, Indie, Panama, Liban, Nigeria, Zimbabwe, Włochy oraz Meksyk. Spływają kolejne powiadomienia.

Organizatorzy tej Światowej Krucjaty Różańcowej za Ojczyzny łączą się w inicjatywie Świętej Ligi Narodów.

Więcej informacji na stronie internetowej:  HolyLeagueOfNations.com


Ten Różaniec Święty za Ojczyznę odbędzie w dwóch etapach:

1.    54. dniowej codziennej modlitwie różańcowej za Ojczyznę trwającej od 15.08 (Wniebowzięcie NMP) do 7.10 (Matki Bożej Różańcowej).

Dla wiernych modlących się indywidualnie (czy wspólnie w rodzinach), byłby to minimum jeden dziesiątek różańca odmawiany codziennie w tym okresie z intencją Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę:

Z Maryją Królową Polski modlimy się o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu”.

W parafiach byłaby to modlitwa za Ojczyznę (z tą samą jak wyżej intencją) cząstką różańca przed jedną Mszą Świętą, (która to miałaby być Msza Święta zadecyduje proboszcz) lub minimum 1 dziesiątek różańca przed każdą Mszą Świętą.

W Polsce będzie to realizowanie postulatu Sługi Bożego Augusta kard. Hlonda i Sługi Bożego Stefana kard. Wyszyńskiego o konieczności  codziennej modlitwy różańcowej za Ojczyznę przed Mszą Świętą w każdej polskiej parafii.

Polska nie powinna chcieć stać się narodem modnym, bo moda postępowa to fałsz i obłuda w stosunku do Boga.

Codziennie, we wszystkich kościołach ma być odmawiany różaniec za Ojczyznę. Jedyna broń, której Polska używając, odniesie zwycięstwo, jest różaniec. On tylko uratuje Polskę od tych strasznych chwil, jakimi inne narody będą karane za swą niewierność wobec Boga”(Dzienniki, Sługi Bożego Augusta Hlonda)

 „Niech cała diecezja /…/ rozbrzmiewa modlitwą różańcową. Z niej czerpiemy odnowę i siłę ducha, pokój i harmonię w rodzinie i w otoczeniu. /…/ Niech wspólnie z nami, z duchowieństwem i ze świętym Ludem Bożym stanie się armią modlitewną, tarczą i puklerzem w walce, hymnem pochwalnym Boga, /…/”  (List pasterski o codziennym odmawianiu Różańca Świętego, 15.08.1947 r. [fragm.], sł. Boży Stefan Wyszyński)

2.    W ostatnim dniu, a wiec 7 października, w każdej parafii w Polsce Msza Święta za Ojczyznę a po niej (w tej samej intencji jak wyżej) procesja różańcowa ulicami naszych miejscowości.

W Polsce będzie to z jednej strony zrealizowanie zeszłorocznego postanowienia I Ogólnopolskiego Kongresu Różańcowego z Jasnej Góry o organizacji parafialnych procesji różańcowych w dniu 7 października a z drugiej strony będzie to doskonałe zawierzenie losów naszej Ojczyzny w 100 rocznicę odzyskania przez Polskę  niepodległości.

W każdym z innych krajów modlitwa różańcowa za ich Ojczyzny przyjmie formę manifestacji wiary w sferze publicznej. W niektórych krajach – co wynika już z deklaracji organizatorów z tych krajów –  będzie to u nich miało formę „Różańca do granic” (lub „Różańca do wybrzeży”, gdy chodzi o wyspy takie jak np. Irlandia).

Maria Vincit!

Sekretariat Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę
Jadwiga Lepieszo 505075818

Zmieniony ( 09.08.2018. )
 
Obrona (tania) przed upałem Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
01.06.2018.

[dla NOWYCH CZYTELNIKÓW (i dla tych, co mają dobrą pamięć, ale krótką POWTARZAM stary tekst:

Proste instrukcje, jak bez użycia "klimy" mieć o 8-12 stopni niższą temperaturę w mieszkaniu. ]

Obrona (tania) przed upałem

[ "Wieszam" dopiero teraz - bo u mnie tak wyrosło dzikie wino na ścianie południowej i wschodniej domu (warstwa liści 30-40 cm, trzeba dobrze podlewać, bo intensywnie paruje, a przez to schładza ścianę), że upałów  nie zauważyłem na sobie.

Dla tych, co mają płaski dach i "smykałkę", jest nowość - pod koniec tekstu.]

 

W mieszkaniu czy domu:

a)      Okna, na które pada słońce (południowy wschód do połudn. -zachodu) zasłaniać na dzień białym materiałem (np. prześcieradło) na zewnątrz. Umocować (przycisnąć) przy zamykaniu okna. Nigdy wewnątrz, bo wtedy całe ciepło gromadzi się w mieszkaniu. W dzień wszystkie okna zamknięte (nie wchodzi upał).

b)       na noc (lub zawsze, gdy temperatura zewn. niższa od wewnętrznej) otwierać okna – wietrzyć. Chłodzić też strychy!

c)      pić dużo wody chłodnej – do trzech litrów dziennie, by się nie odwodnić (raczej nie z lodówki, bo powoduje ból gardła).

2. Siedzieć w domu (lub lesie, jeśli możliwe). Kto musi być na ulicy – unikać godzin południowych. Odzież najjaśniejsza - odbija cieplo. Koniecznie kapelusz słomkowy (czyli jasny i przewiewny).

2a. Kąpiele częste w wannie, w letniej wodzie (by czuć miły chłodek, nie zimno!!)

3. Na dalsza metę: Obsadzić południowe ściany domu pnączami (bluszcz, dzikie wino).  Przykład działania: Jeśli słońce ogrzewa goły mur do 40-60 st.C, to pod pnączami jest o 20 do 30 stopni C mniej!!

 W moim domu utrzymuję temperaturę wnętrza (sposobami 1 ab, 3) o 10-12 st.C poniżej temperatury zewnętrznej.  A w szpitalu, którego dyrektor nie zdecydował się na tak proste rozwiązania, właśnie (znów, jak co roku!!) rośnie umieralność małych pacjentów: komplikacje po-operacyjne, zakażenia, serce... U innych, silniejszych znacznie rośnie czas zdrowienia, a więc też czas pobytu w szpitalu.

 
Nie wstydźmy się rozwiązań prostych!

-------------------------

Poniżej „dla zaawansowanych”:

Zasłona termiczna – rolety konwekcyjne.

Cel: wielokrotne zmniejszenie mocy nagrzewania pomieszczeń w lecie, klimatyzacja z zerowym poborem energii elektrycznej.

Nagrzewanie następuje zwykle poprzez szyby wystawione na bezpośrednie działanie promieni słonecznych.

 Sposób:

Zasłony okienne charakteryzujące się tym, że:

Cechy zasłony:

1)      Umieszczona na zewnątrz szyb lub murów w odległości 8-10 cm.

2)      Boczne umocowanie (prowadnice) ażurowe, szczególnie u góry urządzenia

3)      Po pełnym zasłonięciu szeroka szpara u góry, dla poprawienia konwekcji.

4)      Zasłona musi być biała, plastik trwały, sztywny, niepodatny na deszcz , wiatr i UV

5)      Zaciąganie z wewnątrz, w taniej wersji przez sznurek, identycznie, jak obecnie w roletach wewnętrznych.

6)      W czasie pracy zasłony, lufciki i okna powinny być zamknięte

Dodatkowo:

1.     Działa też ocieplająco w zimie, przeciw wiatrom. Wtedy ażur z boków oraz szparę z góry należy zasłonić. Np. przypinać na zatrzaski

2.     Podobne zasłony mogą też chronić te mury, które w lecie ulegają nadmiernemu nagrzaniu: Ściany południowe (S) do E oraz W.

 Koszt inwestycji ok. 100 razy niższy, niż klimatyzacji. Pozatem: Zero kosztów energii elektrycznej w czasie użytkowania.

Zastosowanie zasłon zapewnia obniżenie temperatury wewnętrznej o 5-12o C w porównaniu z nie-stosowaniem. Ta ostatnia wartość przy wietrzeniu w sytuacji, gdy temperatura zewn. niższa od wewnętrznej (tz<tw), czyli praktycznie w nocy.

Mirosław Dakowski, Anin, maj 2008

 Przypadki szczególne:

a)      kto ma kotłownię swoją, a w niej np. 13 oC, a w mieszkaniu np. 24 oC, to powinien otworzyć wszystkie drzwiczki kotła i włączyć pompkę obiegową. Schłodzi mieszkanie o stopień lub lepiej.

b)      kto dusi się pod płaskim, nie-(lub źle-) izolowanym dachem, ma kupić folię zagrzejnikową ( w sklepach hydraulicznych). Ma ona 3 mm pianki, na niej folia Alu. Wyłożyć dach tą folią (Alu na wierzch!) , umocować cegłami czy deskami. Zdejmować przed burzą, bo to prowizorka... Zyski: 4 - 6 stopni niższa temp. w pokojach.

Można ew. wyłożyć białą folią - plandeką. Przycisnąć mocniej. To taniej, trwalej i gorzej termicznie. Pod folie - bardzo dobrze wpuszczać wodę np. ze zraszacza postaci rurki z dziurkami, stosowany w ogródkach. Mały strumień wody nie obciąży licznika, czyli kieszeni, a skutek - świetny!

A NAJLEPIEJ: Uszczelnić dach, na wierzchu posiać trawę, wśród niej inne, wyższe zioła. Podlewać, najprościej - z perforowanego węża - kropelkami.

To idealnie chłodzi.

============================

Wprowadzenie tych zasad dla koszmarnie projektowanych i „tanio” budowanych domów poza miastami w USA pozwoliłoby na szybkie wyłączenie jednej trzeciej reaktorów jądrowych – one pracują „na klimatyzacjęmilionów tych podmiejskich bud.

 


Zmieniony ( 28.07.2018. )
 
Permanentny pochód pierwszomajowy nad Wisłą Egalitaryzm. Etatyzm Antyklerykalizm Państwo wie lepiej Drukuj Email
Wpisał: Michał Wałach   
30.04.2018.

Permanentny pochód pierwszomajowy nad Wisłą

Egalitaryzm. Etatyzm. Antyklerykalizm. Państwo wie lepiej.



Michał Wałach

http://www.pch24.pl/permanentny-pochod-pierwszomajowy-nad-wisla,59872,i.html#ixzz5E8xp64dR


Wraz z tzw. upadkiem komuny zakończyła się w naszym kraju epoka pierwszomajowych pochodów z udziałem przedstawicieli władz. Idea socjalizmu zdaje się być jednak – zgodnie ze słowami Władysława Gomułki, wypowiedzianymi 1 maja 1963 roku – nieśmiertelna. „Czerwona” doktryna żyje w sercach wielu z nas, co wpływa na polityków.

 

Egalitaryzm

Wiara w absolutną równość między ludźmi i traktowanie jej jako czegoś dobrego to najpowszechniejsza w polskim społeczeństwie „herezja” wynikająca z błędów socjalistycznej ideologii. Mówienie o tym, że nie jesteśmy równi, wywołuje powszechną konsternację i niezgodę.

 Popularną postawą jest również niechęć do elit rozumianych niezwykle szeroko. O ile bowiem zrozumiały byłby dystans Polaków wobec zawodnych liderów politycznych, to już trudniej pojąć często występującą niechęć np. wobec osób zarabiających więcej. Szczególnie w sytuacji, gdy od dłuższego czasu sytuacja ekonomiczna ulega poprawie.

 Egalitaryzm ma oczywiście przełożenie na polską politykę. Antyelitarną narrację uprawiają bowiem nie tylko neomarksiści z marginalnej, ale głośnej partii Razem. Odwoływanie się do mitycznych „zwykłych Polaków” zestawianych ze złymi „elitami” to domena rzekomo prawicowego PiSu.

 

Etatyzm

Zamiast prywatnej inicjatywy wolimy inicjatywę państwa.

[Może nie „my”, ale Oni, tj. ta grupa, która zagarnęła władzę – i walczy o nią ze wszystkich (naszych) sił. Mirosław Dakowski]

Zamiast – w myśl katolickiej zasady pomocniczości – realizować pewne zadania samemu, wierzymy raczej w centralną administrację i redystrybucję. Ponadto mało kto podważa dziś zasadność państwowego mecenatu nad kulturą, istnienia państwowych mediów czy państwowych przedsiębiorstw energetycznych, nie mówiąc już o państwowej edukacji i służbie zdrowia. Już sama próba wywołania takiej dyskusji naraża nas na towarzyski ostracyzm. A wszystkie te postawy to przecież nic innego jak poglądy socjalistyczne.

 W kwestii aktywnego (a często kluczowego) udziału państwa w życiu gospodarczym panuje powszechna zgoda nie tylko Polaków, ale także niemalże wszystkich partii i środowisk politycznych, a więc – tak naprawdę – od lewa do… lewa.

 

Państwo wie lepiej

Z typowo socjalistycznego myślenia pokutuje w nas również niemalże transcendentna wiara w państwo – wiara, co warto przypomnieć, niezgodna z doktryną Kościoła. Państwo bowiem nie jest Bogiem, a nakazy administracji nie są Przykazaniami.

 W ramach tej swoistej statolatrii godzimy się na wszystko, co zaproponują nam politycy. Od upaństwowienia naszych pieniędzy odłożonych w OFE, przez finansowanie niewydolnych systemów publicznej opieki zdrowotnej czy ubezpieczeń społecznych, po regularne zmiany programów szkolnych – oczywiście w ramach obowiązkowej edukacji. W tej ostatniej materii można jednak zauważyć pewien opór, zdrowe odruchy. Zarażanie edukacji ideologią gender czy ograniczanie liczby godzin nauczania historii wywołało w czasach rządów PO-PSL wyraźny społeczny opór. Nie wywołuje go jednak postępująca inwigilacja społeczeństwa czy produkowane w zatrważających ilościach przepisy regulujące wszystko. Tutaj zresztą nic się nie zmienia, a kolejne formacje rządzące zachowują się jak koalicjanci. Oczywiście socjalistyczni.

 

Antyklerykalizm

Typowa dla poglądów socjalistycznych jest również wrogość do religii. Wszak to już Karol Marks, twórca filozoficznego prądu na którym opiera się socjalizm, mówił o religii jako „opium dla ludu” (co później Lenin przełożył na rosyjskie warunki: „gorzałka dla ludu”).

 Ten zestaw poglądów na pozór nie jest w Polsce popularny. Właśnie! Na pozór. Wszak pozornie marginalny antyklerykalizm urasta do monstrualnych rozmiarów przy każdej medialnej informacji dotyczącej np. księdza, który za udzielenie ślubu wziął od pary młodej więcej pieniędzy, niż ktoś się spodziewał. Wtedy gawiedź rozgrzewa się do czerwoności i rzuca w stronę duchowieństwa niewybrednymi słowy.

 Antyklerykalizm nie jest również obcy politykom – i nie mówimy tutaj tylko o postkomunistach, spadkobiercach reżimu odpowiedzialnego za mordowanie księży w epoce PRL. Przy okazji debaty dotyczącej prawa aborcyjnego na niewybredne uwagi pod adresem ludzi Kościoła pozwalali sobie politycy wielu formacji: Razem, Nowoczesnej czy PO. Zresztą niegdysiejszy lider tej formacji, Donald Tusk, obiecywał „nie klękać przed biskupami”.

 

Amoralność

Rewolucja socjalistyczna miała radykalnie odmienić oblicze świata. Lenin podczas bolszewickiego przewrotu wspierał wszystko, co służyło zniszczeniu, społecznej destrukcji. Tym tropem poszli także twórcy kolejnej rewolucji, rewolucji seksualnej z maja roku 1968. Jej skutki odczuwamy do dziś, zaś do przejawów owej rewolty należą wszelkiej maści wynaturzenia i zachowanie niemoralne – wszystko, co sprzeczne z nauczaniem Kościoła.

 Wśród obecnych również i u Polaków postaw będących efektem obyczajowej rewolucji występuje rozwiązłość, rozwody, związki niesakramentalne, aborcja i homoseksualizm. Wielu z nas – nawet jeśli osobiście nie praktykuje któregoś z tych grzechów – traktuje je pobłażliwie i akceptuje „wolną miłość”, „życie na kocią łapę”, aborcję, czy związki LGBT (z ich prawną legalizacją włącznie).

 Odpowiedzią na takie przekonania i życiowe wybory Polaków są… programy partii politycznych. Najlepszym przykładem spoglądania na wywrotowe poglądy obywateli jest strach PiSu przed zakazaniem aborcji eugenicznej.

 

Internacjonalizm

Proletariat, w myśl ideologii marksistowskiej, miał nie mieć narodowości i ojczyzny (charakterystycznych rzekomo dla „klas posiadających”). Przegrana przez bolszewików wojna z Polską w roku 1920 doprowadziła jednak do zmiany planów: ograniczenia zasięgu rewolucji i powstania koncepcji „socjalizmu w jednym kraju” – Związku Sowieckim, który po latach rozniósł „czerwoną” zarazę po całej Europie Wschodniej i Środkowej.

 Przez dekady funkcjonowania na naszych ziemiach państwa komunistycznego i siania rewolucyjnej propagandy, myśl internacjonalistyczna zakorzeniła się w polskich umysłach do tego stopnia, że dziś, blisko 30 lat po formalnym upadku komunizmu… święci tryumfy. Doktrynę ponadnarodową uosabia obecnie bowiem integracja europejska.

 Sympatie wobec Unii Europejskiej podziela znaczna część Polaków i – poza prawicową „drobnicą” – wszystkie partie polityczne.

 

Polak – wybrakowany socjalista

Oczywiście są i takie socjalistyczne poglądy, których Polacy (zarówno jako naród jak i jako klasa polityczna) nie wyznają. Najlepszym tego przykładem jest kolektywizm. Polacy w większości reprezentują zupełne przeciwieństwo tej socjalistycznej herezji. Jesteśmy indywidualistami – aż do przesady myślimy o nas samych, zupełnie zapominając o wspólnocie.

 Nauka Kościoła stawia jednak w tej materii na umiar, podobnie z resztą jak Arystoteles, który twierdził, że człowiek to istota polityczna. Musimy więc żyć w społeczeństwie – nie możemy ani zatracać własnej indywidualności w ramach grupy, ani izolować się od innych ludzi.

 

Ale polski indywidualizm to już temat na zupełnie inny kryminał…

Zmieniony ( 30.04.2018. )
 
Posłanka PiS Lichocka jawną czcicielką bożka MOLOCHA, który żarł dzieci. Drukuj Email
Wpisał: Posłanka PiS Lichocka   
23.04.2018.

Posłanka PiS Lichocka jawną czcicielką bożka MOLOCHA, który żarł dzieci.

Wprowadzenie ustawy „zatrzymaj aborcję” jest sprzeczne z realiami polityki społecznej



https://www.ekspedyt.org/2018/04/22/poslanka-pis-wprowadzenie-ustawy-zatrzymaj-aborcje-jest-sprzeczne-z-realiami-polityki-spolecznej/



Wprowadzenie tej ustawy jest być może zgodne z nauczaniem Kościoła, ale sprzeczne z realiami polityki społecznej– powiedziała Joanna Lichocka, posłanka PiS

Posłanka wyraziła swoją opinię na spotkaniu ze zwolennikami PiS, które odbyło się w Bochni. Słowa Lichockiej zacytowało kilka dzienników. Jedno z pytań dotyczyło projektu zmiany prawa aborcyjnego.

To nie jest projekt PiS, ale projekt Kai Godek, projekt obywatelski (…) Osobiście uważam, że mierzony ludzką miarą ten projekt jest nieludzki. To rzekome opowiadanie się „za życiem” środowisk forsujących projekt z mojej perspektywy ma za zadanie realizację innych celów, które nie mają nic wspólnego z obroną życia (…) Jest to projekt, który w przypadku dramatycznego wyboru pomiędzy życiem i zdrowiem matki a życiem dziecka, jednoznacznie opowiada się po stronie dziecka.

Na tym samym spotkaniu Joanna Lichocka porównała PiS i PO.

PiS od PO odróżnia moralny, etyczny wymiar służby państwu, obywatelom; wymiar nawiązujący do dorobku Solidarności”.


Zmieniony ( 23.04.2018. )
 
Witajcie w "Rzeczpospolitej przyjaciół". To nie żaden kryzys - to rezultat. Drukuj Email
Wpisał: Grzegorz Braun   
26.02.2018.

Witajcie w "Rzeczpospolitej przyjaciół".

To nie żaden kryzys - to rezultat.



Brutalnie zakłócony został proces gotowania polskich żab na wolnym ogniu – że aż niektóre wyskakują z garnka

Grzegorz Braun

https://polskaniepodlegla.pl/opinie/item/14991-tylko-u-nas-grzegorz-braun-witajcie-w-rzeczpospolitej-przyjaciol



Po pierwsze: to nie żaden kryzys – to rezultat. Kto dziś sprawia wrażenie zaskoczonego potężniejącą manifestacją żydowskiej polonofobii, ten dotąd albo naiwnie sam siebie łudził, albo innych cynicznie oszukiwał. Żeby bowiem traktować tę najnowszą odsłonę międzynarodowej kampanii wymierzonej w Polskę jako nieoczekiwany eksces, trzeba było wcześniej tak głęboko chować głowę w piasek, by przeoczyć największego słonia w menażerii.

Trzeba było puszczać mimo uszu (albo z wyrachowaniem przemilczać) wszystkie wcześniejsze kłamstwa, oszczerstwa, pogróżki, fale nagonki i akty szantażu, jakich w ostatnich dekadach (zgodnie zresztą z wielowiekową tradycją) nie szczędzili nam przedstawiciele elity żydowskiej – reprezentujący zarówno Państwo Położone w Palestynie, jak i diasporę w świecie, jak wreszcie V kolumnę (postsowiecką i neo-euro-sowiecką) w granicach Rzeczypospolitej.

Żeby dziś się autentycznie dziwić, czy ostentacyjnie rozdzierać szaty, trzeba było wcześniej latami bezkrytycznie przyjmować i kolportować wszystkie historyczne urojenia i polityczne iluzje o „wspólnej przeszłości”, „strategicznym partnerstwie” i „Rzeczypospolitej przyjaciół” (copyright: prez. belwederski Duda).

Słowem, trzeba było trwać w głównym nurcie polit- poprawnego ścieku, być lojalnym lub wprost przynależeć do którejś z sekt (spod znaku „Gazety Wyborczej” albo „Gazety Polskiej”) bezkompromisowych pogromców wszelkich „nacjonalizmów” (poza jednym żydowskim, ma się rozumieć).

Po drugie: to nie „nagły zwrot w stosunkach polsko-żydowskich”, tylko po prostu permanentna wojna. Wojna wciąż ta sama – której podstawowym narzędziem było oszustwo, prowokacja i zdrada; a stałymi motywami: bezwzględność, pogarda, trzymanie strony silniejszego i przyzywanie obcej interwencji; a ideologiczną bazą rasistowski, plemienny kult – stanowiący istotę religii Talmudu w wersji tradycyjnej, a w wersji zmodernizowanej - religii Holocaustu.

I nic się w tej fundamentalnej kwestii nie zmienia od czasu, gdy pierwsi żydowscy handlarze niewolników i fałszerze monety zawitali w nasze strony. Od czasu gdy najstarsze kahały w Polin podsuwały tutejszym władcom kolejne Esterki i kolejne podrobione wersje „przywilejów kaliskich”; od czasu gdy „mesjasz” Jakub Frank prorokował wrogie przejęcie masy upadłościowej po Rzeczypospolitej, a rabin Szneur Zalman autorytatywnie potwierdzał, że goje pochodzą od demonów (patrz: traktat „Tania”, najczęściej drukowana księga żydowska w świecie – sic); od czasu gdy niejaki Lehman (faktor drezdeńskiego dworu Wettynów) występował ze swym oryginalnym planem rozbiorowym; od czasu gdy rabin Ber Misels (rekomendowany przez wiedeńskiego Rothschilda) inicjował kolejną prowokację powstańczą; od czasu gdy liderzy diaspory jednoznacznie deklarowali się przeciwko niepodległości Polski w dobie I wojny światowej, konferencji w Wersalu i wojny z bolszewikami; od czasu gdy żydowscy przywódcy bez wahania decydowali się na kolaborację z okupantem niemieckim i okupantem sowieckim – zmieniają się, owszem, realia historyczne, ale nie zmienia się realne nastawienie elit żydowskich względem polskiej suwerenności.


       Frontalna agresja i pełne pogardy zakłamanie, jakich aktualnie doświadczamy ze strony Żydów, to po prostu historyczna norma. I doprawdy najgłębszej trzeba ignorancji albo najbezczelniejszej chucpy, by próbować tę normę zamazać i zagadać – albo metodą „Łapaj złodzieja!” (tj. poprzez uprawianie pedagogiki wstydu z kłamstwem kieleckim czy brednią jedwabieńską w stałym repertuarze, z wiecznie otwartym sezonem polowań na „polskich antysemitów”), albo metodą „Kochajmy się!” (tj. poprzez propagandę sentymentalnych urojeń, z dyżurnym Berkiem Joselewiczem pod Kockiem i Jankielem z „Pana Tadeusza”).

Po trzecie: nie chodzi tu o niszczenie dobrego imienia narodu i prestiżu państwa polskiego dla samej łajdackiej satysfakcji. O nie, zbyt dużo już kosztowało to nominowanie Polaków na zastępczych winowajców II w. ś., by chodziło tylko o czystą przyjemność naszych potwarców i prześladowców. Antypolska kampania zapowiedziana przez Israela Singera (prezesa Światowego Kongresu Żydowskiego z ll. 90.: „Polska będzie upokarzana na arenie międzynarodowej…” itd.) – to jest projekt międzynarodowy, prowadzony na skalę grubo przekraczającą format bezinteresownej podłości.

Promocja oszczerczych produktów popkultury, seriali telewizyjnych, fabuł kinowych, pseudo-dokumentów, hodowanie tabunów łże-historyków, bajkopisarzy, nie mówiąc o hordach „dziennikarzy”, „reporterów”, a nawet „eseistów” – tropicieli „polskiego antysemityzmu” – to się tak samo z siebie nie dzieje; za tym stoją całkiem pokaźne budżety produkcyjne i wydawnicze, katedry akademickie, stypendia, nagrody, klakierzy, etc. A jeżeli czynione są tak znaczne i systematyczne wydatki, to znaczy, że jest plan inwestycyjny i są spodziewane zyski. Ale uwaga: wypłaty w gotówce (owych 65 mld dolarów zalicytowane przez wspomnianego aferzystę Singera) – to także nie jest jeszcze ostateczny cel sam w sobie.

Cóż zatem jest celem ostatecznym? Ni mniej, ni więcej: przejęcie kontroli nad terytorium – instalacja żydowskiej suwerenności (zrazu „wyspowej”, przede wszystkim w większych aglomeracjach) na całym Międzymorzu bałtycko-adriatycko -czarnomorskim. Państwu Izrael, którego resurs geopolityczny jest od dawna na wyczerpaniu (z wszelakich względów: demograficznych, hydrologicznych i rzecz jasna, geopolitycznych), ma to zapewnić konieczną „głębię strategiczną”.

Tymczasowo zaś, na zachętę dla okolicznych i aktywnych w Europie Środkowej mocarstw (wyjąwszy Chiny), ma to być wymarzona formuła dziejowego kompromisu: kondominium rosyjsko-niemieckie pod żydowskim zarządem powierniczym (to ostatnie jako gwarancja utrzymania anglosaskiego arbitrażu).

Po czwarte: wydarzenia ostatnich tygodni znamionują skierowanie do realizacji nowego scenariusza – przy czym generalna linia pozostaje niezmieniona, ale z jakichś względów zdecydowano przyspieszyć kulminację.

To trochę tak, jakby operator w staroświeckim kinie zgubił albo świadomie pominął kolejną rolkę sensacyjnego filmu – publika odczuwa gwałtowny przeskok w akcji, ale przecież nie gubi zasadniczych wątków, a ekranowi gwiazdorzy nie wypadają ze swych ról. Tak i w naszej „Rzeczypospolitej przyjaciół” – mimo przykrych perturbacji warszawskie salony kontynuują realizację testamentu prezydenta Lecha Kaczyńskiego (który wszak „przyjaźń” z Żydami podniósł niejako do rangi aksjomatu polityki Post-PRL/III RP).

Prezydent belwederski Duda, który wszak jeszcze rok temu nadawał „Orła Białego” Weissowi i celebrował polsko-żydowskie „braterstwo broni”, nie byłby sobą, gdyby nie podał Żydom pomocnej dłoni – kierując do Trybunału Konstytucyjnego podpisaną ustawę o IPN, która posłużyła Żydom za pretekst do plucia i szczucia, podarował im faktycznie bezterminową prolongatę możliwości manipulowania opinią wewnętrzną i międzynarodową przeciwko Polsce.

Premier tymczasem na telefon z Jerozolimy powołał spec-zespół ds. „dialogu” – a więc de facto stworzył narzędzie stałej ingerencji zewnętrznej w wewnętrzne sprawy państwa. Przy okazji nasi przywódcy dokonali kolejnej mimowolnej auto-demaskacji – oświadczyli mianowicie, że projekt ustawy, o którą poszło, „już od dwóch lat” konsultowali z Żydami.

A w jakimże trybie? Z pewnością nie parlamentarnym, a zatem pozaprawnym. Cóż jeszcze tak sobie z nimi konsultują, jakie jeszcze projekty i inne dokumenty w zębach im noszą – Bóg raczy wiedzieć.

Owszem, przy okazji niektórzy eksponenci żoliborskiej grupy rekonstrukcji historycznej sanacji przystąpili do energicznego lansowania się w oczach patriotycznego elektoratu jako niezłomni obrońcy przed tymi właśnie upiorami antypolonizmu, które wcześniej tak wytrwale ignorowali lub wręcz sami wywoływali. Również znakomita większość etatowych „niezależnych” i „niepokornych” publicystów bez większego trudu z dnia na dzień przestroiła się na mądrość nowego etapu. Ci sami, którzy wcześniej praktykowali publicystyczne „szmalcownictwo”, ochotniczo pisując donosy prasowe na mniemanych „judeofobów” i „kłamców oświęcimskich” – teraz nadal bez najmniejszej żenady kreują się na liderów patriotycznej opinii. Muszą jednak uważać, by nie przesadzić – bo wszak nadal skrycie marzą o tym, by starsi i mądrzejsi treserzy-selekcjonerzy sięgnęli właśnie po nich, kiedy przyjdzie pora ostatecznego wyboru kandydatów do „Polenratów”.

Po piąte wreszcie: ryzyko krwawej prowokacji i wojny poważnie wzrosło. Skoro tak brutalnie zakłócony został proces gotowania polskich żab na wolnym ogniu – że aż niektóre wyskakują z garnka – to trudno będzie przywrócić wiarygodność dotychczasowej linii propagandowej. Może więc już nie jesteśmy potrzebni jako „towarzysze broni” na wojnę perską? Nic nie szkodzi, jest inna wojna, która pozwoli zutylizować polski potencjał militarny i zneutralizować element patriotyczny (bez czego plany wyżej wspomniane nie mogą się w pełni ziścić) – mianowicie wojna ukraińska.

To na nią posłać należy „polskich faszystów” z Marszu Niepodległości i Wojsk Obrony Terytorialnej – aby „żydowska suwerenność wyspowa” od Odessy do Szczecina mogła osiągnąć wyższy poziom jawnej organizacji i osiągnąć gotowość na przyjęcie w ramach operacji „Most 2” fali „uchodźców z Bliskiego Wschodu” (fali wygenerowanej właśnie przez wciąż odraczaną wojnę perską). Właśnie w ostatnich dniach wystosował pod adresem Polski słabo zawoalowane groźby karalne jeden z b. ministrów obrony Ukrainy.

A tymczasem przecież nie od wczoraj na fejsbuku „skrzykują się” u nas Ukraińcy niezadowoleni z płac (sic). Niewykluczone więc, że czas grubszej prowokacji jest nieodległy – zważywszy i inne, pojawiające się na ziemi i niebie poważne znaki i drobniejsze znaczki. Do tej drugiej kategorii zaliczmy choćby świeżą obecność w kraju Andrzeja Gąsiorowskiego – w swoim czasie dyskretnego współ- organizatora zaplecza finansowego operacji „Most 1”.

Natomiast do tej pierwszej kategorii, znacznie poważniejszej, należy np. ubiegłoroczne uruchomienie regularnych połączeń lotniczych połowy polskich miast wojewódzkich z Państwem Połączonym w Palestynie (w czym jako żywo nie mógł być argumentem przesądzającym sam wdzięk i bezpretensjonalność sierż. Jonny’ego Danielsa, „wielkiego przyjaciela” Polski i prezesów PLL LOT) – ale też i całkiem świeże podpisanie przez Polskie Sieci Energetyczne z ich izraelskim partnerem (Israel Electric Corp. Ltd) umowy o cyber-bezpieczeństwie (sic, sic – umowa podpisana w Hajfie 29 stycznia, a więc w apogeum ataku histerii na tle „polskich obozów śmierci”).

To już może lepiej w charakterze specjalistów od zwalczania terroryzmu zaprośmy weteranów ISIS – będą nie mniej nieobliczalni, ale chyba tańsi.

Zmieniony ( 26.02.2018. )
 
Zobacz też…
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 1 - 50 z 518
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.