Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 24 gości
S T A R T
Tuesday 28 September 2021 02:46:37.40.
migawki
O płynność informacji: Gdy widzisz mą stronę zablokowaną [pusto,wolno], dzwoń natychmiast 501 044 516 [zapisz ten numer]
==============

Niewolnik VAT-euszek o „karach” do UE: Mamy tu twarde stanowisko i stać nas na poniesienie finansowych kosztów tych absurdalnych i niesprawiedliwych względem obywateli Polski żądań.

W mediach m
ichałki. Czy to cisza przed burzą, czy też jesteśmy w oku cyklonu? Widać sens pojęcia Ogłuszające Milczenie.
================
Niedawno Minister Pandemii zapowiadał czwartą falę - na przełom sierpnia i września. A według najnowszych wyliczeńma ona nas "zalać" w połowie listopada, gdy będą, jak co roku, słoty, przeziębienia,chrypki i grypki...

 ===============

 
N O W O Ś C I
W Y S Z U K I W A R K A
 
POLECANE
Krótki poranny wywiad z Premierem Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
01.04.2011.

Krótki poranny wywiad z Premierem

Donald Tusk: - Nie czas żałować róż kiedy lasy płoną. Nie możemy myśleć o kłopotach, które będą w dalekiej przyszłości i nie wiadomo jeszcze kto będzie wtedy rządził i w jakich warunkach. Pieniądze są potrzebne już, by się państwo nie rozleciało.

Warszawa, godz. 8.40, piątek

- Panie premierze. Kiedy umawialiśmy się na ten dzisiejszy króciutki wywiad obiecaliśmy sobie dwie rzeczy. Ja mam panu zadawać wyłącznie merytoryczne pytania, pan natomiast szczerze odpowiadać na pytania dotyczące mijającej kadencji pańskiego rządu. Szczerze, czyli nie odwołując się do populistycznych haseł. Dzień jest szczególny, w razie czego zawsze się Pan zasłoni datą 1 kwietnia. Oto pierwsze pytanie. Mijają cztery lata rządów PO – PSL. Z zapowiadanych przez pana reform większość się nie odbyła. Zacznijmy od administracji publicznej, która miała być odchudzona, tymczasem nadmiernie się rozrosła...

- To miała być krótka swobodna rozmowa a Pan buduje takie pytania. Cóż, przyrost administracji był uzasadniony. Złożyliśmy w okresie wyborów pewne obietnice i musieliśmy się z nich wywiązać.

 

- Przecież nie obiecywał Pan społeczeństwu rozrostu administracji.

 

- Nie mówię o społeczeństwie tylko o konkretnych ludziach i środowiskach, którzy nam pomogli wygrać poprzednie wybory.

 

- Rząd jest zakładnikiem lobbystów?

 

- Nie oszukujmy się, taka jest polityka. Najpierw trzeba realizować obietnice osobiste.

 

- A Polska?

 

- Takie górnolotne rzeczy robi się przy okazji dzięki temu, że konkretni ludzie, biznesmeni, właściciele mediów, instytuty międzynarodowe umożliwią sprawowanie władzy. Coś za coś. Można być oczywiście hurra-idealistą jak Kaczyński, ale wtedy się rządzi niecałe dwa lata. Nasz sposób jest lepszy, będziemy rządzić osiem.

 

- Mimo to wciąż cieszycie się relatywnie dużym poparciem społecznym. Nie rozumiem jednak optymizmu PO – w styczniu podnieśliście podatki. Wbrew pozorom właśnie w taki sposób, który najmocniej uderza w najbiedniejszych. Ceny paliwa osiągają poziom, którym groziliście w kampanii cztery lata temu, gdyby u władzy pozostało PiS. Podniesienie podatków Polacy coraz mocniej odczuwają. I nie pomogą wcale telewizyjne komunikaty, że ceny aż tak bardzo nie wzrosły. Jest drożej i bezspornie jest to wina rządu. Lubi pan grać w piłkę nożną, więc skorzystam z boiskowego słownika. Nie boicie się czerwonej kartki?

 

- Mamy swoje sposoby by utrzymać ten dobry wizerunek. Nie jest bowiem tak ważne co robi polityk, bo ludzie się nie znają, nie wiele rozumieją a nikt nikogo z rękę nie złapał, ale jak się to sprzeda w mediach. Dobrze ustawiona polityka to samograj, wszyscy ważni mają interes by korzystny dla nich rząd trwał i utrzymają go z własnej inicjatywy. Dlatego wciąż mam czas by co drugi dzień grać w piłkę. Zresztą prawdziwej polityki nie robi się przed kamerami ale przy różnych nieformalnych okazjach.

 

- Na przykład w szatni?

 

- To pan powiedział, ale taka jest prawda.

 

Kolejna niezałatwiona przez rząd sprawa to kwestia nadmiernego deficytu budżetowego. Rośnie nam dług publiczny i ani myśli się zatrzymać. Studzenie deficytu zmianami w systemie emerytalnym to działanie wyłącznie doraźne. Tym gorsze, że odbije się w dalekiej przyszłości na wysokości emerytur. Również pańskiej, czy mojej. Choć pańskiej, to chyba mniej... Czy rząd w ogóle ma jakiś pomysł na zmniejszenie tego deficytu?

 

- Deficyt to sprawa księgowa, a na szczęcie nawet Unia nie ma pomysłu jak powinno się liczyć we właściwy sposób. To gra i taką grę prowadzimy.

 

- Ale pański rząd pieniądze roztrwonił i nie bardzo ma z czego łatać.

 

- Nie roztrwonił tylko realizował ważne zobowiązania o których już mówiłem. A z czego łatać jest póki istnieje taki twór jak OFE. Ostatnia ustawa to pierwszy krok. Po wyborach podważymy zasadność istnienia OFE, a tam czeka do zagospodarowania 200 mld złotych. Polska musi odzyskać te pieniądze.

 

- A emerytury? Przecież z tego miały być nasze emerytury.

 

- Nie czas żałować róż kiedy lasy płoną. Nie możemy myśleć o kłopotach, które będą w dalekiej przyszłości i nie wiadomo jeszcze kto będzie wtedy rządził i w jakich warunkach. Pieniądze są potrzebne już, by się państwo nie rozleciało. Zresztą, czas przestać się oszukiwać, wskaźniki demograficzne podpowiadają, że czy to będzie OFE czy ZUS to za 20 lat pieniędzy na emerytury i tak nie będzie. Jedyna szansa, że skarb będzie na tyle pełen, że będzie można obywateli jakoś poratować.

 

- Pan wie i ja wiem, że owa legendarna „zielona wyspa na mapie Europy”, którą tak pan pokazywał nie była sukcesem rządu tylko efektem konsumpcji wewnętrznej. Poziom tej konsumpcji w dużym stopniu był zasługą banków, które kredytowały każdego konsumenta. Przyszedł czas na spłacanie kredytów, a Polska z zielonej wyspy stanie się niechlubnym miejscem o najgłębszym odcieniu czerwieni. Nie ma pan wrażenia, że sytuacja wymknęła się rządowi spod kontroli?

 

- My tej kontroli nigdy nie mieliśmy. Rząd to tylko administrator. Naprawdę rządzi finansjera. Mówi pan o kredytach, no właśnie na nie będziemy potrzebować te 200 mld. Teraz tylko zastanawiamy się jak o tym ludziom tak opowiedzieć by nie wyszli na ulicę. Nie chcemy drugiej Grecji. Gdy ktoś myśli inaczej to znaczy, że chce.

 

- Podsumowując pana kadencję muszę pana również zapytać o Mira i Zbycha, czyli krótko mówiąc aferę hazardową. Wszyscy wiedzą, że pana ministrowie i partyjni koledzy dali się skusić korupcji. Pan zaś deklaruje, że żadnej afery nie było powołując się na sejmową komisję śledczą, która pracowała tak, żeby udowodnić, że nic się nie stało. To, jak to jest – była ta afera, czy też puszczane przez telewizję rozmowy telefoniczne Zbycha i Mira były zbiorową halucynacją?

 

- To nie była afera tylko proza rządzenia. Gdy partia dochodzi do władzy musi zacząć spłacać swoje długi. To nic złego, mocny biznes to miejsca pracy. Cała afera to kwestia złej woli szefa CBA, który polityki nie rozumie i kwestia fatalnego stylu w jakim Chlebowski i inni moi koledzy to załatwiali.

 

- Czy pan, magister historii, nie czuje dyskomfortu wypowiadając się o gospodarce? Nie ma tygodnia, aby decyzje rządu, czy pana słowa nie były negowane przez ekonomistów.

 

- Człowiek wiele się uczy gdy musi podejmować decyzje. Ja jestem teraz mniej kompetentny w historii niż w rządzeniu. Nie mogę się oglądać na ekonomistów, bo raz – nikt nie ma monopolu naprawdę, a dwa – wtedy biznes i media postawią na innego konia. Platforma Obywatelska zna realia i wie jak to zrobić by - oczywiście znając swoje ograniczenia - sprawować władzę przez 8 a nawet 12 lat. Przekona się pan.

 

- Swojemu poprzednikowi zarzucał pan hegemonię w strukturach własnej partii. Spośród trzech polityków zakładających PO został już tylko pan. A po drodze zdarzyło się panu pozbywać się z partii innych kolegów. Jaka jest granica władzy, której pan nie przekroczy?

 

- Partią trzeba zarządzać umiejętnie, nie tylko batem ale i marchewką. Ja to nie jestem Kaczyński i mając możliwości szefa rządu oraz wsparcie z najbardziej wpływowych środowisk w Polsce umiem korzystać także z marchewki. Nie ma nikogo lepszego ode mnie w zarządzaniu i członkowie Platformy Obywatelskiej to wiedzą.

 

- Ostatnie pytanie, czy spiskował Pan z Putinem przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu.

 

- To nie był żaden spisek, zwykła zbieżność politycznych interesów. Lech Kaczyński był wrogiem politycznym PO czego nigdy nie ukrywał i wrogo nastawiony do Rosji. Nie ma się co dziwić, że Putin mnie zaprosił do Katynia jednocześnie marginalizując rolę niechętnego mu Prezydenta Polski. Sprawa była negocjowana przez wiele miesięcy. I nie ma w tym przecież nic dziwnego. To także się dzieje w Parlamencie Europejskim. Europosłowie PiS, sympatyzujący z byłym Prezydentem RP, są w innej frakcji parlamentarnej niż Europosłowie PO i często tam się spieramy miedzy sobą i realizujemy odmienne interesy. To kwestia innego pomysłu dwóch polskich partii politycznych na gospodarkę oraz polską politykę międzynarodową. PiS jest nihilistą zasłaniającym się jakimiś wartościami i ideami oderwanymi od rzeczywistości. PO jest partią praktyków. Tu nie ma sentymentów. W naszych rękach Polska będzie może mniej ważna ale bezpieczniejsza.

 

- Panie Premierze, dziękuję za rozmowę ale muszę przyznać, że nabrałem Pana.

 

- Taak?

 

- Prima aprilis, nie nazywam się Tomasz Brochocki i nie jestem z Gazeta.pl, nazywam się Łażący Łazarz i jestem z serwisu NowyEkran.pl

 

- Tak się nie robi, nigdy nie zautoryzuję Panu tego wywiadu.

 

- Dziękuję, nie trzeba, i tak opublikuję, mam Pana na dyktafonie. Do widzenia.

 
Tysiąc niechcianych ciał Drukuj Email
Wpisał: rzepa   
31.03.2011.

Tysiąc niechcianych ciał

katk 31-03-2011, http://www.rp.pl/artykul/635064_Tysiac-niechcianych-cial.html

Znaleziono około tysiąca zwłok, leżących w pobliżu japońskiej elektrowni Fukushima I. Władze boją się je usnąć z powodu ich silnego napromieniowania

Napromieniowane zwłoki trudno będzie usunąć, bo przy tak wysokim ich napromieniowaniu stanowią zagrożenie dla zdrowia.

Według premiera Japonii, Naoto Kana, "elektrownia Fukushima powinna zostać zamknięta".

 
czyją własnością są pieniądze gromadzone w OFE Drukuj Email
Wpisał: St.Michalkiewicz   
24.03.2011.

czyją własnością są pieniądze gromadzone w OFE

Wyjątek z: http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=1977

....w poszukiwaniu brakujących pieniędzy rząd premiera Tuska oskubał nawet Otwarte Fundusze Emerytalne, co wywołało gniew i przede wszystkim – ogromnie zasmuciło profesora Leszka Balcerowicza. W tej sytuacji doszło wreszcie do tego, do czego dojść musiało, to znaczy – do konfrontacji obydwu księgowych przed telewizyjnymi kamerami.

Przysłuchując się tej wymianie zdań, łatwiej można było zrozumieć przyczynę, dla której więcej jest ekonomistów, niż astronomów. Jak wiadomo, astronomowie już wiedzą, że gwiazdy poruszają się same. Ale nie to było w tej debacie najciekawsze. Najciekawsze było to, że żaden z posiadaczy najtęższych głów w naszym nieszczęśliwym kraju nie potrafił udzielić odpowiedzi na, zdawałoby się, proste pytanie: czyją mianowicie własnością są pieniądze gromadzone w OFE. Na to pytanie nie potrafił jasno odpowiedzieć ani profesor Balcerowicz, ani minister Rostowski, który schronił się za murami orzeczenia Sądu Najwyższego, jak zwykle przesiąkniętego jakimiś potwornymi krętactwami. A przecież – gdyby pieniądze zgromadzone w OFE stanowiły własność ubezpieczonych, to rząd nie miałby prawa zabierać ich do ZUS-u – to chyba jasne? Jeśli natomiast pieniądze te nie stanowią własności ubezpieczonych i rząd w każdej chwili może je sobie przywłaszczyć, to znaczy, że wiekopomna reforma emerytalna charyzmatycznego premiera Buzka była ordynarnym szwindlem – jak zresztą cały system ubezpieczeń emerytalnych.

 
W linii prostej.... "pochodzą" Drukuj Email
Wpisał: Izabela Falzmannowa   
22.03.2011.

W linii prostej

Izabela Falzmannowa

Tomasz Jastrun recenzując „Uważam Rze” w „Newsweeku” pisze: „Pismo kontynuuje tradycję nienawiści chama wobec intelektualisty”. Oraz: „Wildstein i Ziemkiewicz dają naszej młodzieży poglądową lekcję, na czym polegał stalinizm”.

 

Młody czytelnik może się czuć trochę zdezorientowany. Syn Mieczysława Jastruna, członka PZPR, w czasach stalinowskich redaktora Kuźnicy, wymyśla od stalinowców ludziom, którzy urodzili się zbyt późno, żeby- jak pokolenie jego ojca- mieć szanse ogrzewać swój mierny talent w promieniach „słoneczka narodów”. Potomek PZPR-owców,  czyli ciemiężycieli ziemian, inteligencji, a nawet bogatych chłopów (zwanych kułakami), z niejasnych przyczyn czuje się arystokratą.

 

Tylko osoba bardzo naiwna uwierzy w lewicową wrażliwość kolejnych władców PRL. W objęcia różnych lewicowych ugrupowań wpychała ich najczęściej niska kondycja społeczna.

Przejmujący władzę komuniści ze wszystkich sił pragnęli zaznać komfortu, którego kiedyś zazdrościli uprzywilejowanym. Zajmowali cudze luksusowe mieszkania ( Szucha 16, Aleja Róż) sprowadzali z ziem zachodnich poniemieckie fortepiany, meblowali się antykami, posyłali dzieci na muzykę i francuski.

Potrzebowali jednak jakiejś legitymacji wobec tych, w których imieniu pili koniak, a którymi bezbrzeżnie pogardzali, tak jak świeży wyzwoleniec pogardza niewolnikiem. Taką legitymacją w ich mniemaniu stał się intelektualizm i sztuka. Było jeszcze za wcześnie na dorabianie sobie szlacheckich rodowodów, natomiast uprawianie socrealistycznej literatury, czy pisanie wierszy na cześć Stalina tworzyło z nich- ich zdaniem- arystokrację ducha i uprawniało do rozkoszowania się pobytami w zrabowanych prawdziwym właścicielom pałacach oraz wylegiwania w cudzych antycznych łożach.

 

Takim FWP dla komunistycznych notabli stał się radziwiłłowski pałac w Nieborowie. Nieliczni wiedzą, że profesor Lorentz prowadził tam właściwie dom wczasowy. Gdy zamknęły się drzwi za ostatnim zwiedzającym, przestawały obowiązywać muzealne zasady. Na zabytkowych kanapach wysypiały się psy córki Lorentza, w bibliotece panowie popijali koniaczki, znacząc kółkami zabytkowe meble. Piękne holenderskie krzesełko oddzielane od zwiedzających pluszowymi sznurami, za dotknięcie, którego szkolne dzieciaki otrzymywały surową reprymendę, służyło oczekującym na telefon z Warszawy jako kuchenny stołek.

Do stołu w Sali jadalnej zwanej wenecką usługiwali dwaj radziwiłłowscy lokaje (Walenty i Grigorij) w białych rękawiczkach. 

 

Skąd to wszystko wiem? Otóż byłam tam kilka razy na zaproszenie znajomych. Nie posłuchałam przestróg mojej matki, która upominała mnie, że nie bywa się w cudzym domu pod nieobecność gospodarzy. Pobyty te jednak mi w jakiś sposób pomogły. W całej okazałości ujrzałam kłamstwo tak zwanej „lewicowej wrażliwości”.

 

Pewnego dnia siedząca u szczytu stołu tęgawa jejmość ( była to- o ile pamiętam- pani Wende) powiedziała z najgłębszym przekonaniem: „tutaj czuję się naprawdę u siebie w domu”. Z radości zadławiłam się kompotem. Grigorij, który przyszedł likwidować skutki mego nieprzyzwoitego zachowania, wydawał się też być uradowany. Kilka razy gawędziliśmy potem na ławeczce w parku. Mówił, że ludzie we wsi przechowują radziwiłłowskie sztućce, żeby je oddać właścicielom. Pamiętam, że ktoś z rodziny Radziwiłłów miał potem sprawę sądową za próbę wywiezienia własnego, srebrnego kubeczka.

 

W czasie jednego z moich pobytów remontowano klatkę schodowa wyłożoną kafelkami z nieborowskiej manufaktury. Kilka dni potem kupiłam taki kafelek za 60 złotych w Desie przy Placu Zbawiciela. Kierownik Desy zaklinał się, że to Delft. Następnego dnia kafelki zniknęły. Na klatce schodowej w Nieborowie dotąd widać puste miejsca.

Grigorij złapał pewnego znanego pisarza na próbie wywiezienia srebrnej tacy. Komunistyczni bonzowie i literaci czuli się w Nieborowie jak u siebie w domu, ale ten dom okradali.

 

Komuniści to zdolni ludzie. Błyskawicznie uczyli się używać sztućców i dobierać wina. Ich dzieci wysyłane na zagraniczne uniwersytety, oczytane, kulturalne, znające dobrze obce języki tworzą teraz towarzyska elitę. Można ich jednak zawsze od prawdziwej elity odróżnić po głębokiej pogardzie dla człowieka z ludu i równie głębokiej nienawiści do tych, których kiedyś prześladowali i okradali ich rodzice.

 
Uważam, że najgorsze za NIMI Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
18.03.2011.

Uważam, że najgorsze za NIMI

MD

Piątek, 18 marca. Ósmy dzień po trzęsieniu i tsunami. Może to, co w tytule, okaże się zbyt optymistyczne. Ale czas podsumować w skrócie.

Katastrofy w Fukushima 1 nie spowodowało trzęsienie, mimo, że miało ono magnitudę ok 9. (tak w żargonie sejsmologów nazywa się ta miara). Spowodowało ją idiotyczne postawienie EJ na płaskim brzegu morza, więc podatność na zniszczenia przez tsunami.

 

Ale w oktawę początku katastrofy można powiedzieć:

- MOX  (wysoce alfa radioaktywne tlenki Pu i U) jest tylko w R- 3;

- pod wszystkimi reaktorami jest betonowa „wanna” do której spłynęłoby stopione (melted) paliwo; wyklucza to MELTDOWN, czyli wejście wrzącego paliwa do warstw wodonośnych, co groziło w Czarnobylu.

- trwa walka o jak najstabilniejsze chłodzenie zużytych prętów w R-4, oraz doprowadzenie energii elektrycznej z sieci dla profesjonalnego chłodzenia wszystkich rdzeni i paliw.

===============

Będą pewnie jeszcze wybuchy wodoru (dowód na niezwykle wysoka temperaturę pozbawionych wody rdzeni), może straty w ludziach ratownikach - ale gigantycznego pożaru wynoszącego mikro-kropelki Pu i U, oraz Cez, Stront, aż do stratosfery - nie będzie. A Jod rozpada się szybko, w parę dni.

 

W tytule piszę „za NIMI”, by podkreślić, że zapewne - źle może być tylko w otoczeniu Japonii.

 

W Europie nawet strachliwi (o siebie i swoich..) mogą spać spokojnie.

 
Zobacz też…
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 201 - 250 z 539
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.