Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 32 gości
S T A R T
Sunday 29 March 2020 07:33:04.29.
migawki
 

Trzeźwi bądźcie i czuwajcie, bo przeciwnik wasz diabeł jak lew ryczący krąży, szukając, kogo by pożarł. Sprzeciwiajcie mu się mocni w Wierze, wiedząc, że to samo utrapienie spotyka braci waszych na świecie. A Bóg wszelkiej łaski, który wezwał was do swej wiecznej chwały w Chrystusie Jezusie, udoskonali, utwierdzi i ugruntuje utrapionych. 1P 1,5

===========
Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich. Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. List do Efezjan, 6 – 12,13
 
N O W O Ś C I
W Y S Z U K I W A R K A
 
POLECANE
"w bulu i nadzieji" - kolejny "bronek" Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
18.03.2011.

"w bulu i nadzieji"

Dwa "ortografy" Komorowskiego we wpisie z kondolencjami 

"Jednoczymy się w imieniu całej Polski z narodem Japonii w bólu i w nadziei na pokonanie skutków katastrofy" - takie słowa miały znaleźć się we wpisie pary prezydenckiej w księdze kondolencyjnej w ambasadzie Japonii w Warszawie. Prezydent popełnił jednak aż dwa błędy ortograficzne: napisał "w bulu i nadzieji" - zauważyli internauci.

Do księgi kondolencyjnej, wyłożonej w związku z trzęsieniem ziemi i tsunami w Japonii wpisali się m.in. prezydent Bronisław Komorowski wraz z żoną Anną, premier Donald Tusk oraz szef MSZ Radosław Sikorski.

Ambasador Japonii Yuichi Kusumoto poinformował dziennikarzy, że prezydent Polski w rozmowie z nim przekazał słowa otuchy, wyraził solidarność z całym japońskim narodem i swój żal w obliczu katastrofy. Dyplomata nie wspomniał jednak o treści wpisu.

Na telewizyjnych zdjęciach internauci zauważyli jednak aż dwa błędy we wpisie, którego dokonał w imieniu pary prezydenckiej Bronisław Komorowski: "w imieniu całej Polski" napisał, że jednoczymy się z narodem Japonii "w bulu" i "nadzieji" na pokonanie skutków katastrofy.

W oficjalnej informacji o dokonaniu wpisu na stronie internetowej prezydent.pl podano treść kondolencji, jednak błędy poprawiono. Można je zobaczyć tylko na zdjęciu strony z księgi kondolencyjnej.
===============

Uprzejmie informuję, że z powodu nawału takich "bronków" uruchomiłem osobną kategorię:  "bronki" i bzdety  w dziale podśmiewajki. W trosce o nie zaśmiecanie tymi produktami intelektu naszych władców innych działów.

Zmieniony ( 18.03.2011. )
 
Laksacja umysłowa, ejakulacja słowna, gra półsłówek Drukuj Email
Wpisał: Izabela Falzmannowa   
12.03.2011.

Laksacja umysłowa, ejakulacja słowna, gra półsłówek

Izabela Falzmannowa

Sądzę, że cierpię na coś w rodzaju synestezji. Słowa, poza swym znaczeniem mają dla mnie dodatkowy wymiar. Smak, kształt, sama nie wiem jak to opisać. Istnieją słowa, których nie cierpię bez żadnych racjonalnych przyczyn. Takim słowem jest na przykład „ubogacić”. Kiedy je słyszę, czuję w ustach smak posolonego kompotu.

Ta dolegliwość ułatwiała mi zawsze pracę redaktorską i tłumaczenie z języków, które znam na poziomie dużo mniej niż średnim. Na sprzeczność wewnętrzną tekstu, nawet dobrze ukrytą, reaguję wręcz fizjologicznie.

 

Na tej zasadzie „Ziele na kraterze” Wańkowicza wywoływało we mnie zawsze odruch wymiotny. Uspokoiłam się, gdy ostatnio przeczytałam publikowane w „Rzeczpospolitej” fragmenty wspomnień pisarza, z których wynikało, że fatalne relacje z żoną doprowadzały go do permanentnego nieżytu jelit i jedynym spokojnym okresem jego małżeństwa był czas, gdy żona przeniosła się do kochanka. Uspokoiłam się, że miałam rację nie chcąc czytać tego lukrowanego kłamstwa.

Podobnie odbierałam „Cesarza” Kapuścińskiego. Odrzuciłam książkę po kilku stronach nie wiedząc, że Kapuściński miał zwyczaj zmyślać swoje reportaże i że był agentem.

Fałsz tej ksiązki było widać słychać i czuć. Nie mogłam pojąć jak można się nią zachwycać.

 

Na prośbę znających moją przypadłość znajomych usiłowałam przeczytać książkę „Pola Laska” niejakiego Alefa Sterna. Napiszę wprost- czytając ten tekst czułam się tak, jakbym stała w zamkniętej windzie, a obok ktoś wymiotował, albo wypróżniał się, albo ejakulował. Autor bez najmniejszych zahamowań wydobywa z siebie strumień głupawych i wulgarnych skojarzeń równie prymitywnych jak jego częstochowskie rymy.

 

Jak gdzieś przeczytałam, Stern umieszczany jest przez krytyków pomiędzy Masłowską i Ziemkiewiczem. Uwierzyłabym, gdyby taką recenzję napisał sobie i umieścił w sieci sam Stern. Nie brakuje mu dobrego samopoczucia, a nawet samouwielbienia.

 Ziemkiewicz, jak nikt wśród dziennikarzy, ma wspaniałe wyczucie języka potocznego. Używa go dla wzmocnienia swoich wyrafinowanych intelektualnie wywodów, we właściwym miejscu i we właściwy sposób. Masłowską, też obdarzoną dużym wyczuciem językowym, różni od Ziemkiewicza fakt, że w przeciwieństwie do niego ma niewiele do powiedzenia. Jej pełne wulgaryzmów teksty mają jednak dla jej wielbicieli zapewne taki sam smaczek, jak swego czasu picie bimbru z musztardówek na intelektualnych salonach.

Ktoś inny porównywał Sterna do Łysiaka na tej chyba zasadzie, że Łysiak też nie potrafi oprzeć się pokusie luźnych skojarzeń, aluzji, gry półsłówek. Tyle, że każdy bon mot Łysiaka jest na najwyższym poziomie, natomiast skojarzenia Sterna są na poziomie koszarowej latryny.

 

Osobnym problemem jest cel wydania takiej książki i jej adresat. Swego czasu wielkie wzburzenie wywołał „Rok w trumnie” Romana Bratnego. Choć zgodziłabym się z wieloma tezami autora, książka też wydawała mi się obrzydliwa. Bratny załatwia w niej porachunki z „solidaruchami” z wdziękiem kogoś, kto wypróżnia się na grób nielubianej osoby.

 

To, że godzimy się z przesłaniem tekstu nie musi oznaczać, że akceptujemy jego formę i inspirację. Wiele lat temu Andrzej Mencwel „popełnił” w areszcie tekst pod tytułem „Sprawa komandosów” analizujący środowisko koncesjonowanej opozycji. Osób, jak napisał, potrójnie wyalienowanych: przez pochodzenie etniczne, działalność rodziców i zamknięty kwartał ulic, gdzie mieszkali. Choć z wieloma tezami tego tekstu zgadzałam się już wtedy, a tym bardziej zgodziłabym się dziś, podzielałam oburzenie środowiska na konfesjonał, który niefortunnie wybrał sobie Mencwel dla swych wyznań.

 

Jakie rewelacje o polskiej rzeczywistości zawarte są w książce Sterna? „Że to panie złodziej na złodzieju i złodziejem pogania”. Aby usłyszeć takie prawdule wystarczy wybrać się na  najbliższy bazar. Pewne zaskoczenie budzą rzekome prorocze wizje Sterna na temat katastrofy smoleńskiej. Być może w środowisku, na które powołuje się sam Stern mówiło się o tym wprost, albo pośrednio. Piotrowski zapytany w sądzie, czy ktoś wydał mu rozkaz zamordowania księdza Popiełuszki odparł, że nie, ale w jego środowisku mówiło się, że trzeba „z tym skończyć”. (Osobną sprawą jest wiarygodność zeznań Piotrowskiego).

Równie dobrze moglibyśmy przypisać profetyczne zdolności Komorowskiemu, który na dwa lata przed katastrofą powiedział, że „może prezydent gdzieś poleci i wszystko się zmieni”.

 

Stern ma tyle wspólnego z Komorowskim, że zarówno jeden jak i drugi nie panują nad językiem ( chciałoby się powiedzieć nad zwieraczami). Stern wydaje się wręcz cierpieć na zespół Tourette’a przejawiający się nieopanowanym wykrzykiwaniem wulgarnych słów.

Książka Sterna imituje strumień świadomości, albo pismo automatyczne używane do leczenia rozhisteryzowanych paniuś, które w ten sposób miały możliwość wyrazić w nieskrępowany sposób swoje fantazje erotyczne i frustracje.

Ci z państwa, którzy mieli nieprzyjemność być przesłuchiwani powinni rozpoznać w niej ubecki język pełen wulgarności, niedomówień i podprogowego przekazu. Rozmawiając ze studentami czy inteligentami taki ubek zapewniał o swym patriotyzmie (Być może Mencwel w ten patriotyzm uwierzył i dlatego powierzył ubekom swe przemyślenia). W książce Sterna ubek i syn ubeka kocha Polę (czytaj Polskę) nad życie. To właśnie jest jej główne przesłanie.

 

Stern jest wydmuszką, kreacją ex nihilo, jak Owsiak, Doda i inne zjawiska popcorn kultury. Tak jak Owsiak przemyca tezę „róbta co chceta”, jak Doda epatuje przemyślaną wulgarnością. Pół biedy gdyby Stern najzwyczajniej w świecie chciał zarobić na swych mętnych proroctwach i jak mówią psychiatrzy „lepkości tematu”. Obawiam się jednak, że jest to działanie na zamówienie.

Nie bardzo rozumiem, dlaczego Nowy Ekran promuje taką twórczość. Czy zadecydowały o tym zobowiązania finansowe właściciela tego portalu?

 
Japonia wycofuje szczepionki Prevnar i Act Hib, które zabiły czworo dzieci Drukuj Email
Wpisał: D. Majewska   
08.03.2011.

Japonia wycofuje szczepionki Prevnar i Act Hib, które zabiły czworo  dzieci

Wiadomość od prof. D. Majewskiej:

Japonia właśnie ogłosiła, ze wycofuje szczepionki Prevnar i Act Hib, które
 w marcu b.r. zabiły prawie natychmiast 4 dzieci. Szczepionki te spotyka
sie też w Polsce.  Proszę o rozesłanie innym rodzicom tego  ostrzeżenia,
bo to samo zdarza sie wszędzie. Różnica jest taka, ze Japonia nazywa zgony
poszczepienne
takimi zgonami, a w Polsce , czy USA urzędnicy państwowi
nazwa je  "przypadkowym zbiegiem okoliczności", że zdrowe dzieci nagle
umarły bez przyczyny wkrótce po szczepieniach. Szczepionki przeciw Hib (np.
Act Hib) w bazie VAERS występują jako powodujące najwięcej  zgonów.
Szczepionki przeciw pneumokokom (np. Prevnar) są blisko za nimi.

Pozdrawiam
D. Majewska
http://regulatoryaffairs.pharmaceutical-business-review.com/news/japan-suspends-prevnar-acthib-following-deaths-070311

 
Sukcesy i zalety Amnesty International Drukuj Email
Wpisał: elGuapo, NE   
23.02.2011.

Sukcesy i zalety Amnesty International

Drogie bojowniczki

elGuapo http://elguapo.nowyekran.pl

Po upływie roku od wydarzenia wyciekła informacja o niebotycznej odprawie wypłaconej byłej szefowej Amnesty International Irene Khan. Została ona wynagrodzona sumą pół miliona funtów szterlingów. Jej zastępczyni - Kate Gilmore, która odeszła wraz z nią pod koniec 2009 roku, zadowolić się musiała sumą zaledwie Ł300 000. Umowy miały charakter poufny, a Amnesty International Limited odmawia komentowania całego wydarzenia.

=======

Na NE skomentowano: Obie dzielne... ...obie Krysie, obie drogie zdaje mi się?

 
Płk Klich do końca wciska kit Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
11.01.2011.

Płk Klich do końca wciska kit

Troll na wysokim stanowisku ?

Mirosław Dakowski

            Czytam wywiad z płk Edmundem Klichem. http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,page,2,title,Czy-ostatnia-rozmowa-braci-Kaczynskich-dotyczyla-matki,wid,13008952,komentarz.html  . (5.I.2011). Jak go przedstawia Agnieszka Niesłuchowska z WP, jest to szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych i polski akredytowany przy MAK.

            Porażające jest nagromadzenie w jednym wywiadzie tak wielu insynuacji i kłamstw. Karygodne jest, że czyni to wysoki urzędnik państwowy, którego zadaniem było WYJAŚNIENIE przyczyn i przebiegu Katastrofy Smoleńskiej. Zamiast tego topi w niebycie wszystke istotne wątki śledztwa. Ośmiela się, wbrew jasnym dowodom, nie brać pod uwagę najważniejszego wątku, a mianowicie zamachu, oraz wykazuje swą ignorancję lub ogromnie złą wolę w sprawie pojawienia się nagłej mgły i jej możliwych, a ewidentnych związków logicznych z elektronicznym meaconingiem.

             Podam tu jedynie w punktach jego akcję dezinformującą:

 1)      „...Wiele razy mówiłem, że nawet jeśli załoga popełniła jakieś błędy to odpowiedzialność za nie ponoszą ci, którzy ich źle szkolili i nadzorowali szkolenie. Brak symulatorów, brak szkoleń w zakresie zarządzania zasobami załogi (CRM) czy też brak umiejętności zarządzania ryzykiem to tylko niektóre braki w szkoleniu załóg”

Jednoznacznie wskazuje, że wg. niego tu są główne przyczyny katastrofy.

2)      Propaganda książki „Ostatni lot”. Autorzy to Jan Osiecki, Tomasz Białoszewski, Robert Latkowski. Analiza jej przekłamań i fałszerstw zawarta jest m.inn. w http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=2755&Itemid=100   Książka została napisana w miarę rzetelnie”- powiada płk Klich. Żadnych krytyk, analiz kłamstw tej książki nie czytał? Nie uznał za potrzebne ustosunkować się do nich?

3)      „Jestem pewny w 100%, że zamachu nie było”. Gdyby szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych i akredytowany przy MAK (firmie!!) wygłosił takie twierdzenie w jakimkolwiek państwie praworządnym, z istniejącą opinią publiczną, to w trybie natychmiastowym i dyscyplinarnym zostałby usunięty ze stanowiska i wdrożono by przeciw niemu sprawę karną.

4)      E. Klich pisze na temat nagłej mgły: „Wątku sztucznej mgły nie biorę pod uwagę, bo nie sądzę, by Rosjanie chcieli spowodować wypadek swojego samolotu, który przed tupolewem dwukrotnie podchodził do lądowania, bo już wtedy była mgła”. Pułkownik Klich, musiał w swoim czasie zdawać egzamin (czy testy...) na podporucznika. A już na tym etapie szkolenia wojskowego uczy się elewów zauważania współzależności zjawisk. W tym przypadku student musi odpowiedzieć, po co generuje się mgłę. Otóż po to, by po takim wzrokowym oślepieniu pilotów, a właściwie równocześnie z oślepieniem optycznym, wprowadzić fałszywe dane elektroniczne z satelitów GPS (meaconing), wsparte przez fałszywe potwierdzenie z wieży (na Siewiernym – z baraku) kontroli lotów. „Jesteś na kursie i na ścieżce” (czyli widzę cię, schodzisz pod odpowiednim kątem i we właściwym kierunku).

[ A) p. na dole strony]

 

Nakazem chwili jest wnioskowanie o wyeliminowanie płk E. Klich z pracy jako osoby działającej świadomie na szkodą śledztwa. Jeśli ktoś z Czytelników tego tekstu wie, jaki Organ (Państwowy) jest ponad stanowiskiem szefa Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych i (polskiego) akredytowanego przy MAK, czyli stanowiskiem piastowanym obecnie przez E. Klicha, proszę o wiadomość, bym mógł tam tę analizę przesłać z prośba o natychmiastowe uwzględnienie.

            Gdy pisałem do Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta, cyt.:

Argumentacja E. Klicha jest tak głupawa i szkodliwa dla Polski, że powinien zostać natychmiast dyscyplinarnie zwolniony z „akredytacji” i wszelkiej odpowiedzialnej pracy. Konieczne też jest śledztwo, ile szkód poniosła Polska z powodu dotychczasowej działalności płk Klicha w sprawie oficjalnego poznania prawdy o Katastrofie i jakie były motywy tej działalności [...],

 to zastanawiałem się, czy nie jest to zdanie obraźliwe.

[ B) p. na dole strony]

 

            Ta analiza ma za zadanie podtrzymanie powyższego wniosku do Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta oraz szersze uzasadnienie tego wniosku.

             Parafrazując tytuł wywiadu-rzeki z autorami wspomnianej a zakłamanej książki: Pilot do końca wciskał gaz, można analizowany wywiad z płk. Klichem opisać tak:

 

Płk Klich do końca wciskał kit

 

--------------------

            Namówiono mnie do usunięcia tych uwag z tekstu głównego. Z żalem to zrobiłem. Podobno psują powagę tekstu. Ale oddają one powagę sytuacji, więc choć w uzupełnieniach - i tylko na mojej stronie - umieszczam ocenę moralną i wyjasnienia. 

-----------

A) Ktoś, kto takich powiązań nie potrafi umysłowo opanować przed egzaminem na podporucznika, musi zostać wyeliminowany z grona kandydatów na oficera - jako jołop. Ponieważ E. Klich jest pułkownikiem, wnioskować musimy, że mówi, pisze i działa w złej woli, a nie z powodu matołectwa.

----------

            B) Mianowicie zwykle przygłupy i jołopy są osobami dobrodusznymi i życzliwymi dla swego otoczenia. W działalności i oświadcze­niach płk. Klicha tych cech stanowczo brakuje. Jego działania dezinformacyjne prowadzone są z jakąś, może ograniczoną, ale jednak świadomością sprowadzania różnych nurtów tak ważnego dla Polaków i Polski śledztwa na manowce. Liczę jednak, że ze względu na wspo­mnianą dobroduszność zwykłych przygłupów, że nie obrazi ich to porównanie.

Zmieniony ( 16.01.2011. )
 
Zobacz też…
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 201 - 250 z 534
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.