Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 19 gości
S T A R T
Monday 02 August 2021 05:04:55.40.
N O W O Ś C I
W Y S Z U K I W A R K A
 
POLECANE
Nowy szef IPN -Lesław Maleszka Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
11.05.2010.
Nowy szef IPN -Lesław Maleszka  http://www.youtube.com/watch?v=G7S1BrAAIr4
 
Do dziennikarzy... Nowa piosenka Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
03.05.2010.

Do dziennikarzy... Nowa piosenka

http://niepoprawni.pl/blog/449/do-dziennikarzy-nowa-piosenka

 
MY I ONI Drukuj Email
Wpisał: Aleksander Ścios   
02.05.2010.

MY I ONI

Aleksander Ścios  http://bezdekretu.blogspot.com sobota, 1 maja 2010 

            Bez podziału świata na My i Oni nie byłoby Polski. Nawet ten twór, zwany III RP powstał z dychotomii różnych postaw i poglądów, choć sprowadzonych do wspólnego mianownika „historycznego pojednania”. Bez podziału na My i Oni nie byłoby  patriotyzmu, poczucia dumy narodowej, ruchów politycznych czy religijnych. Bez tego podziału nie byłby możliwy opór przeciwko okupantowi, sprzeciw wobec komuny, wybór między dobrem, a złem.

            Dychotomia My - Oni jest w życiu niezbędna. Organizuje i porządkuje nasz świat, pozwala odnaleźć grupową tożsamość, wydobyć się z nieokreśloności  Bez Oni nie byłoby My. To poczucie odrębności wyznacza granice tego, kim jesteśmy, do jakiego kręgu kultury należymy, co identyfikujemy jako nasze. Wskazanie wrogów, nazwanie obcych - pełni ważną funkcję i buduje grupową solidarność. Jest konieczne, by świat stał się uporządkowaną rzeczywistością, a nie chaosem przypadkowych, nienazwanych relacji.

            Dlatego Oni boją się podziałów. Boją – szczególnie wówczas, gdy podziały prowadzą do budowania narodu, gdy identyfikują nas wokół wartości godnych miana Polaka. Dlatego nie pozwolili dobić nam komuny, czyniąc z tego zaniechania największą winę mojego pokolenia.  Choć od dwóch dziesięcioleci dzielą nas sami, według mętnych kryteriów własnego interesu, boją się wówczas, gdy to my dokonujemy wyboru, wprowadzając kategorię niedostępną dla ich mentalności.

            Dziś doprowadzili nas do muru, poza którym nie ma drogi. Dzieląc nas nienawiścią do człowieka prawego, drwiąc z naszych wartości i z naszych marzeń.

            Postawili nas pod murem obojętności na zło, przyzwolenia na rządy miernot i kanalii, wymagając zgody dla rzeczy niegodnych i fałszywych. Ale i tego było im mało. Gdy pod ciężarem ich nienawiści zginął mój Prezydent, zażądali od nas milczenia, wezwali do „pojednania”, do narodowej amnezji - w imię lęku przed katem. Zniewolenie każąc nam nazywać „pragmatyzmem”, kłamstwo  - „polityką pojednania”, a zdradę – „racją stanu”. W obronie zafajdanych życiorysów i marnych interesów narzucają nam semantyczne oszustwo i żądają odstąpienia od nazywania rzeczy po imieniu. Chcą dialektyki, w której prawa oprawcy mierzy się zdolnością do deptania grobów ich ofiar.

            Historia nie znosi idiotów i błędów popełnianych ponownie. Doświadcza - lecz uczy.  Dla tych, którzy ją ignorują - bywa bezlitosna i spycha ich w otchłań zapomnienia.

            Dlatego podział na My i Oni jest dziś konieczny. Nasz gniew jest dziś konieczny. I nasz sprzeciw. Nie okazaliśmy go, gdy był na to czas. Gdy żył nasz Prezydent, gdy mieliśmy wokół ludzi na miarę wolnej Polski. Nie okazaliśmy go wcześniej, gdy Książę Poetów wykrzyczał nam, że  „naród dostał w pysk, napluto na niego, na wszystkie jego marzenia.” Milczeliśmy tak długo, aż wina za smoleńską tragedię naznaczyła nas wszystkich, dających przyzwolenie na zatarcie granic dobra i zła.

            „Dusza polska jest chora, to prawda. [...] Głównym symptomem tej choroby jest wszak przekonanie, że nic od nas nie zależy, bo wszystkie ważniejsze role rozdano. To jest mentalność człowieka zniewolonego. [...] Najważniejsze, żeby zobaczyć tę polską niemoc i się wkurzyć. Im więcej ludzi to zobaczy i się wkurzy, tym większa szansa, że coś się zmieni. Kiedyś widziałem w filmie taką scenę: mężczyzna otwiera okno w środku nocy i krzyczy, że ma już dość i tak dalej być nie może. Po jakimś czasie zaczynają tak się zachowywać inni i powstaje reakcja zbiorowa. Może to jest jakiś pomysł?” – pytał przed dwoma laty prof. Ryszard Legutko.

            Trzeba się wreszcie wkurzyć i nie powtarzać bredni o naszej jedności. Trzeba się wkurzyć, by nie usypiać Polaków opowieściami, jak wspaniałym są społeczeństwem i jak zjednoczyli się w obliczu tragedii. Trzeba się wkurzyć, by zamknąć drogę do kolejnej kampanii nienawiści. To, co chcą z nami zrobić Oni, wymaga otwarcia okien i krzyku w środku nocy.

            Wymaga wyznaczenia jawnej, nieprzekraczalnej granicy wobec retoryki rozmywania odpowiedzialności, wobec pokusy relatywizowania postaw. Wymaga wreszcie, by słowa i wybory były wyrażane według jasnych kryteriów dobra i zła, bez „światłocienia” , który jest mową oszustów.   

            Jeśli ten podział dziś nie nastąpi, będziemy skazani na „Polskę Ketmanów”, którzy usprawiedliwią każde łajdactwo i z zaprzeczenia rzeczom niezaprzeczalnym uczynią wspólną normę. To Oni  - „światli naprawiacze świata”, tchórzliwi konformiści, bufoni, karierowicze i pospolite kanalie stworzyli przestrzeń własnej miernoty, nieistniejące „państwo Ketmana”, w którym próbują dyktować fałszywą wersję zdarzeń, pisaną językiem łgarzy. W świecie który wznoszą – ich zaprzaństwo ma znieść wszelkie granice, zatrzeć hierarchie i zniszczyć normy. Ma przeczyć istnieniu naturalnego porządku, w którym wybór (choćby i polityczny) dokonuje się zawsze w kategoriach dobra i zła. Nie wolno do tego dopuścić, ponieważ „państwo Ketmanów” zabija nadzieję i niszczy fundamentalną prawdę o naszej rzeczywistości, drwiąc z ludzi zdolnych udźwignąć ciężar odpowiedzialności. Nie wolno - bo takie państwo jest śmiertelnym wrogiem człowieka - wszystkiego, co w nas słabe i potężne, co czyni nas wolnymi i pozwala się zmierzyć z wyzwaniem. Nawet wówczas, gdy przygniata nas ciężar tragedii.

            My i Oni to podział dziś konieczny.  Kto boi się takiej dychotomii, niech zostanie w „Polsce Ketmanów”. Ten podział jest  konieczny, by stworzyć nową Polskę.

Aleksander Ścios

Zmieniony ( 02.05.2010. )
 
PIERWSZY MAJA - ponad 130 lat FAŁSZERSTWA Drukuj Email
Wpisał: ks. prof. Michał Poradowski   
01.05.2010.

[„PIERWSZY MAJA” - ponad 130 lat FAŁSZERSTWA. umieszczam, gdyż dziś, 1 maja..) w PR1 znów podawali kłamstwa o "1 Maja"  md]

„PIERWSZY MAJA” ŚWIĘTEM (?) PRACY CZY DNIEM PRACY?

ks. prof. Michał Poradowski, z książki „Nowy Światowy Ład”, wyd. Wers, 1994

            Od przeszło stu lat obchodzi się prawie we wszystkich krajach tzw. "Święto (?) Pracy", która to uroczystość powinna nazywać się Dniem Pracy, jako że ze świętością niewiele ma wspólnego. Słusznym jest, że uwagę skupia się na tym dniu pracy, który jest dla człowieka charak­terystyczny, bowiem tylko człowiek pracuje, w ścisłym tego słowa znaczeniu (zwierzęta i maszyny "pracują" tylko w znaczeniu prze­nośnym), tylko człowiek używa swoich zdolności twórczym dla po­większenia i polepszenia dóbr kulturalnych, intelektualnych, artystycznych i gospodarczych, aby móc żyć lepiej i dostatniej, aby samego siebie doskonalić przez pracę.

            Kościół zawsze chwalił wszelką pracę, do niej zachęcał i wynosi ją do godności cnoty (pracowitość). Obecny Papież, Jan Paweł II, poświęcił pracy specjalną encyklikę, Laborem exercens.

            Przez wiele lat obchody Dnia Pracy były często okazją do manifestacji robotników, połączonych nieraz z gwałtem i zajściami, co powodowało interwencje policji, bowiem zajścia te mogły przekształcić się w groźne konflikty i niszczenie mienia prywatnego i publicznego. Niejednokrotnie obchodzenie Dnia Pracy było wykorzystywane przez rewolucjo­nistów i terrorystów, i dlatego bywały w niektórych okresach zaka­zywane. Dopiero po drugiej wojnie światowej obchody te nabrały godności i umiarkowania, i prawie we wszystkich krajach zostały za­legalizowane.

            Niektórzy występujący przy tej okazji mówcy, wspominają tzw. "mę­czenników z Chicago" i przypisują ustalenie obchodu Dnia Pracy na dzień pierwszego maja, jako rzekomą datę zajść w tym mieście. Otóż jest to jakieś nieporozumienie, gdyż odnośny pomnik w Chicago oddaje hołd nie robotnikom, lecz policji, a głównie kapitanowi Ward, który w zajściach tych stracił życie.

            Przypomnijmy jak to było. W roku 1886, dnia 16 lutego, rozpoczyna się strajk robotników w fabryce maszyn rolniczych Mac Cormik. Strajk ten przedłuża się aż do dnia 3 maja, kiedy to przybyła z Europy grupa zawodowych terrorystów i dołączyła do strajkujących, nadając straj­kowi charakter rewolucyjny i powodując gwałtowne zajścia w całym mieście, a głównie na placu Haymarket. Policja była zmuszona in­terweniować; 130 policjantów, pod komendą kapitana Ward usiłowało opanować te gwałty i niszczycielskie manifestacje. W momencie, kiedy kapitan Ward z podniesioną dłonią (jak to widać na pomniku), prze­mawiał do manifestantów, terroryści rzucili bomby na policjantów, zabijając siedem osób, w tym i kapitana Ward, a siedemdziesiąt osób ciężko raniąc. Grupa terrorystów wraz ze swym przywódcą Samuelem Fieldem została aresztowana i oddana władzom sądowym. Po kilku miesiącach (drugiego listopada tegoż roku) Sąd Najwyższy skazał czte­rech terrorystów na karę śmierci i wyrok został wykonany.

Podsumowując te wydarzenia, można stwierdzić:

            1. Nie dają one żadnych podstaw do obchodzenia Pierwszego Maja, gdyż dnia pierwszego maja w Chicago nic nie zaszło, bowiem akt terrorystów przybyłych z Europy i nie mających nic wspólnego z robot­nikami z Chicago, miał miejsce trzeciego maja.

            2. W historii współczesnych ruchów robotniczych, zwłaszcza syndykal­nych, w walce o sprawiedliwe ustawodawstwo pracy, było wiele krwa­wych zajść, w których poległo wielu robotników. Zapewne najgłoś­niejszym i najważniejszym wydarzeniem był strajk robotników w sto­czni w Gdańsku, w okresie świąt Bożego Narodzenia w roku 1970, kiedy to policja ówczesnego rządu komunistycznego tzw. Polskiej Rzeczy­pospolitej Ludowej zabiła wielu robotników; autentycznym "męczen­nikom" dopiero w roku 1980 został postawiony pomnik, kiedy to, dzięki bohaterskiej walce polskich robotników zaczęły szybko rozwijać się głębokie przemiany w całym ustroju "realnego socjalizmu" za "żelazną kurtyną". Tak więc, robotnicy mają swoich własnych "męczenników" i nie potrzebują posługiwać się cudzymi, a zwłaszcza "męczennikami" policji, gdyż owi "męczennicy" z Chicago nie byli robotnikami, ale policjantami, a pomnik wystawiony na Haymarket gloryfikuje odwagę kapitana Ward. Czas już, aby skończyć z legendą o "męczennikach z Chicago" i wspominać ich w Dniu Pracy, czyli Pierwszego Maja.

            3. Kto miałby jakieś wątpliwości w tej sprawie, może wszystko to spra­wdzić czytając gazety z tego okresu, które z łatwością znaleźć można w bibliotece w Chicago (National Libr4ry).

            4. Byłoby wskazane, aby "Solidarność" zażądała od wszystkich związ­ków zawodowych na całym świecie, aby w przemówieniach w dniu Pierwszego Maja nie wspominano "męczenników z Chicago", ale auten­tycznych męczenników warstwy robotniczej poległych w Gdańsku, w roku 1970, jako ofiary terroru komunistycznego.

            5. Zdaje się, że historia zanotowała tylko dwa wydarzenia "pierwszego maja", a mianowicie: ogłoszenie dnia 1 maja 1776 roku założenia przez satanistę Adama Weishaupt'a masońskiej loży Iluminatów, w Niem­czech, oraz dekret rządu pruskiego z dnia 1 maja 1841 roku, odnoszący się do wyrzucenia z Niemiec rewolucjonisty Heinrich Heine (znanego raczej jako poeta), ale oba te wydarzenia nie mają nic wspólnego ani ze "sprawą robotniczą", ani też z Dniem Pracy.

1992

Zmieniony ( 17.08.2011. )
 
W przededniu Dnia Konfidenta Drukuj Email
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
30.04.2010.

W przededniu Dnia Konfidenta

Stanisław Michalkiewicz  http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=1607

 „Dziennik Polski” (Kraków) 30 kwietnia 2010

            Jak Polska długa i szeroka, ze wszystkich stron kraju, a zwłaszcza z miejsc szczególnie nasyconych autorytetami moralnymi, dało się słyszeć potężne westchnienie ulgi, gdy pełniący obowiązki prezydenta marszałek Sejmu Bronisław Komorowski podpisał nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Wprawdzie w nowelizacji expressis verbis tego nie napisano, ale nie ulega wątpliwości, iż oddaje ona Instytut pod kuratelę tajnych służb, sprawowaną za pośrednictwem wypróbowanych konfidentów. Tak właśnie odczytuję likwidację kolegium IPN i zastąpienie go radą, w której będą zasiadać naukowcy delegowani przez środowiska. Kiedy przypomnimy sobie potężny ruch w obronie godności, jaki pod przewodnictwem dwóch tajnych współpracowników SB objął środowiska naukowe i opiniotwórcze, to nie ulega wątpliwości, kto zasiądzie w radzie, decydującej o ustalaniu priorytetów badawczych. Już tam prezes Instytutu, który może być odwołany zwykłą większością głosów, nikomu nie ośmieli się sprzeciwić, nawet gdyby taki pomysł w ogóle przyszedł mu do głowy - a przecież na pewno nie przyjdzie. Dlatego właśnie, jak Polska długa i szeroka, konfidenci odetchnęli z ulgą. Znowu jest bezpiecznie - i to jest właśnie to największe dobro, jakie wypływa ze smoleńskiej katastrofy, a którego próbowaliśmy doszukiwać się podczas narodowej żałoby. I – jak to w życiu bywa – kiedy mija czas żałoby, nastaje czas wesela. A ponieważ jest się z czego cieszyć, to tylko patrzeć, jak w całym kraju odbędą się nabożeństwa dziękczynne, zarówno świeckie, w codziennej audycji dla konfidentów, jaką nadaje TVN pod tytułem „Szkło kontaktowe”, jak i religijne, pod przewodnictwem przedstawicieli wpływowego zakonu Ojców Konfidencjałów. Akurat zbliża się 1 maja, więc trudno wyobrazić sobie lepszy moment, niż to święto naszych okupantów dla ustanowienia Dnia Konfidenta.

Stanisław Michalkiewicz

 
Zobacz też…
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 251 - 300 z 538
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.