Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 16 gości
S T A R T
Monday 25 May 2020 05:44:02.29.
migawki
 

Michael, Michael of the morning,
Fresh chord of Heaven adorning,
Keep me safe today,
And in time of temptation
Drive the devil away. Amen.

=======================================================

To go jeszcze nie zdymisjonowano ???

APEL DO KOŚCIOŁA I DO ŚWIATA, do wiernych Katolików i ludzi dobrej woli.

 

[PORADNIK przewrotny]. Co robić gdy kapłan zmusza do przyjęcia Komunii Św. na rękę?

 
N O W O Ś C I
W Y S Z U K I W A R K A
 
POLECANE
Duraczyć - to specjalność caryc Drukuj Email
Wpisał: Szpot   
26.03.2009.

 ZEBRANE UTWORY POETYCKIE (pięknie zebrane!) 

http://monika.univ.gda.pl/~literat/szpot

Z poematu Szpota (Janusz Szpotański) „Caryca i zwierciadło”

[....Atomnych nielzia nam kartaczy, nam nada tolko oduraczyć! ....]

Duraczyć - to specjalność caryc.

To jest po prostu nie do wiary,

jakie miewają tu pomysły,

jakie odnoszą tu sukcesy

i jakie łapią się umysły

na niewybredne ich karesy!

 

Tę trudną sztukę duraczenia

na szczyty wzniosła od niechcenia

]ekatierina Wielikaja.

Ach, jak te twarde lizał stopy

kwiat oświeconej Europy,

jak na wyścigi cała zgraja

Wolterów, Russów, Diderotów,

z poważną miną, bez wymiotów,

na cześć jej układała ody ­–

patronki nauk i swobody,

gdy ta dusiła twardą ręką

każdą myśl wolną, a narody

za kark chwytała tak kak koszkę

i przenosiła na wschód troszkę.

 

Gdy to wcielenie gumanizma

humanitarnie niesłychanie

stłumiło chłopów swych powstanie

("wot, kak gumanno" - myśli głowa

na pal wbitego Pugaczowa),

kiedy zesłała Radiszczewa

i Polszy sjeła kawał spory,

tłum postępowców ją opiewał,

wielbiły liberalne chory.

Wot krasawica! Wot mistrzyni!

Nieważne czto, ważne kto czyni!

 

A Soso? Kakie czudne wąsy!

Pod wąsem pykal sobie z trubki,

a że się wkoło słały trupki,

czy kto powiedział na to co?

Były z powodu tego dąsy?

Chwalił go Wells i Bernard Shaw,

a daże słynny Russeł łord.

Raził jewo tot całyj mord ­

te łagry, tiurmy, kaźnie?

Niet! Mołodiec Soso! Wot kokiet!

 

Bo nic nie wzrusza tak Zachodu,

jak szum frazesów o wolności.

Możesz pół świata zakuć w dyby,

strzelać w tył głowy, łamać kości,

ale bredź przy tym o ludzkości,

o Lepszym]utrze, Wielkim Świcie,

a wyjdziesz na tym znakomicie!

 

Wot Gitler, kakoj to durak!

On się przechwalał zbrodnią swoją!

A mudriec to by zdiełal tak:

Nu czto, że gdzieś koncłagry stoją?

Nu czto, że dymią krematoria?

Taż w nich przetapia się historia,

niewoli topią się okowy,

powstaje sprawiedliwszy świat,

rodzi się typ człowieka nowy!

I czto, nie mialby wtedy on

gumannych w krąg apołogietów,

co pieliby, kak on jest miły,

a kakij kapitalizm zgniły?

Wsadzać na czapku główkę trupią,

o, Boże mój, kak eto głupio!

 

Na czarne - "białe" mówić nada,

bo to przemawia do Zapada;

na knuty, kaźnie i tortury ­

że to gumanne manikiury!

Nada ich przekonywać mudro,

że wojna - mir, że chlew to źródło,

że okupacja - wyzwolenie,

a będą cieszyć się szalenie!

 

A kiedy z wolna, po troszeczku

w tej dialektyce się wyćwiczą,

to moją staną się zdobyczą ­

poniał mienia, ty jołop Greczko?

[.....]

Zmieniony ( 02.08.2010. )
 
Dziewice konsystorskie czyli Roma locuta causa finita? Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
24.03.2009.

Dziewice konsystorskie czyli Roma locuta causa finita

[szersza wersja wygłoszona  została w Radio Polonia 2000 w Chicago, 25 marca '09]

Izabela Falzmannowa

            Kościelna komisja pracowała bardzo długo nad problemem współpracy biskupów ze służbami specjalnymi PRL. Opracowała obszerne sprawozdanie, którego wierni nie poznali i nie będą mieli możliwości poznać. Na jego podstawie Stolica Apostolska dokonała wnikliwej analizy, której też nie znamy. Przekazano nam streszczenie listu kardynała Bertonego, z którego wynika, że wszyscy hierarchowie zostali w tej sprawie raz i na zawsze uznani za niewinnych jak dziewice. Jak dziewice konsystorskie.

            Dlaczego konsystorskie? Bo o niewinności i winie decydują nie fakty a watykańska biurokracja. Jak wiadomo dziedzictwem zaborów w II Rzeczpospolitej było niejednolite ustawodawstwo rodzinne. W Poznańskiem moc prawną miały tylko śluby cywilne, w byłym Królestwie Polskim ślub kościelny miał dodatkowo cywilną moc prawną, w byłej Galicji istniały tylko śluby kościelne. Osoby, które chciały się rozwieść musiały uzyskać za pośrednictwem Konsystorza unieważnienie małżeństwa w Rzymie. Najprostszym argumentem na rzecz nieważności małżeństwa było jego nie skonsumowanie. Zdarzało się, że potwierdzenie dziewictwa uzyskiwały w Konsystorzu matki sporej gromadki dzieci. Niektóre podobno przeprowadzały w tym celu prosty zabieg chirurgiczny, inne wykorzystywały moc sprawczą biletów Banku Narodowego.

            Proceder ten skutecznie ośmieszył Tadeusz Boy Żeleński, ale nie on przecież go wymyślił i stosował. Odsądzanie go za to od czci i wiary nie ma wielkiego sensu.

            Podobnie nie ma sensu obrażanie się przez hierarchię na dziennikarzy, którzy chcą się podzielić z czytelnikami wynikami swoich badań historycznych oraz na wiernych, których interesuje przeszłość pasterzy. To Kościół powinien się troszczyć, aby wierni nie obrazili się za ich lekceważenie. Polscy wierni nie boją się prawdy i są przygotowani na to, że będzie ona gorzka. Nie wiadomo dlaczego uporczywie zakłada się, że lubią tylko landrynki.

Zmieniony ( 25.03.2009. )
 
Wielka Orkiestra Pomocy Samemu Sobie Drukuj Email
Wpisał: Iza Falzmann   
22.03.2009.

Izabela Falzmannowa

Wielka Orkiestra Pomocy Samemu Sobie

            Pani Barbara Jackiewicz wstrzeliwszy się swym apelem o eutanazję dla syna w sam środek dyskusji, w której prym wiedzie niestety indywiduum ze świńskim ryjem i sztucznym penisem, uzyskała realną pomoc dla siebie i Krzysia. Teraz konsumuje swoje pięć minut istnienia publicznego. Można powiedzieć, że pani Barbara na własnej skórze poznała, czym różni się pomoc odświętna od codziennej. Dziennikarze, politycy i przedstawiciele organizacji charytatywnych ustawiają się do niej w kolejce jak do papieża.

            Przez 24 lata pani Barbara była pozbawiona zarówno z ich strony, jak i powołanych do tego służb, które finansujemy przecież z naszych podatków, najmniejszego zainteresowania. Była również pogardliwie odprawiana w wielu instytucjach i organizacjach pozarządowych, w tym w fundacjach takich jak fundacja Dymnej czy fundacja „ Budzik”.

         Fundacja „Budzik” buduje za pieniądze z publicznej zbiórki szpital dla kilkorga dzieci w śpiączce, w tym dla dziecka założycielki. To znana aktorka, którą spotkało wielkie nieszczęście i nie widzę nic złego w tym, że troszczy się o własne dziecko. Nie twierdzę też, że fundacja powinna przyjmować pod opiekę pacjentów na podstawie castingu czy konkursu kontrolowanego przez NIK, urząd skarbowy i minister Piterę. Jak to zresztą z prostacką bezpośredniością wyraził ostatnio pan Pawlak, pomoc dla własnej rodziny i przyjaciół jest najistotniejszym zadaniem każdego, w tym każdego polityka. A najlepiej pomagając innym, pomagać sobie. Dobrze to rozumie senator Misiak, który pomagał stoczniowcom zlikwidować ich miejsca pracy, żeby móc ofiarnie im pomagać w znalezieniu następnych. Oczywiście za wielkie pieniądze.

            Można również chyba przyjąć, że osoby, które dobrowolnie wspomagają fundację „Budzik” wiedzą, co robią, choć niewątpliwie wysyłając, w ramach odświętnej dobroczynności, swoją złotówkę przez telefon, budują najdroższe łóżka szpitalne świata. Zjawisko odświętnej dobroczynności jest zupełnie zrozumiałe.

            O wiele łatwiej wrzucić parę złotych do puszki WOŚP niż ugotować obiad dla chorej sąsiadki. Zupełnie zrozumiale jest również, że dobroczynność to ogromny przemysł korzystający z wszelkich technik manipulacyjnych i marketingowych w tym, z ludzkiej potrzeby publicznego pokazywania się i ocierania się o osoby znane. Po reklamowanego przez TV psa z wypadku ustawiają się kolejki osób, które nigdy nie podniosłyby go z ulicy. Z tych samych przyczyn kwestujący na Powązkach uzyskują kwoty wprost proporcjonalne do czasu prezentowania się przez nich w telenowelach.

            Dla polityków, a przede wszystkim żon polityków dobroczynność to również bezpieczna forma autoprezentacji. Szczególnie użyteczne są tu chore dzieci, bo ich interes zamyka usta krytykom.

            Jeżeli ktoś próbuje zapytać na przykład o sens organizowanych przez Owsiaka zbiorowych imprez dla młodzieży, połączonych z nadużywaniem alkoholu i tarzaniem się w błocie, albo interesuje się, kto i z jakich pieniędzy remontuje dla niego pałac na Mazurach, jako argument pada zawsze liczba zakupionych przez jego fundację respiratorów i tomografów. Dyskutanci nie rozumieją, że za tomografy i respiratory płacą poprzez składkę zdrowotną i za skandaliczną należy uznać sytuację, w której w cywilizowanym kraju, życie i zdrowie małych pacjentów ma zależeć od fantazji i dobrej woli jednego człowieka, nawet człowieka orkiestry. Nie chcą również zrozumieć, że gdyby sprzedać czas antenowy ofiarowywany za darmo Owsiakowi i dochody z tej sprzedaży przeznaczyć na wyposażanie dziecięcych szpitali, efekt byłby wielokrotnie większy.

            I zasada termodynamiki w fizyce to inaczej niemożliwość perpetum mobile pierwszego rodzaju. Nie istnieje urządzenie, które produkuje więcej energii niż samo pobiera, nie da się wytwarzać energii z niczego. Podobna zasada w życiu społecznym (w sformułowaniu Anglików) mówi, że nie istnieje darmowy lunch. Za wszystko ktoś musi zapłacić.

            II zasada termodynamiki bywa formułowana jako niemożliwość perpetum mobile II rodzaju. Niemożliwe jest korzystanie z energii rozproszonej, na przykład z energii ruchu cząstek pary wodnej, bez specjalnego urządzenia zwanego silnikiem. W życiu społecznym zachodzi ścisła analogia. Rozproszoną energię społeczną jakiś silnik, na przykład fundacja Owsiaka, musi zamienić na prace użyteczną. Silniki cieplne charakteryzuje sprawność definiowana jako stosunek energii uzyskanej do energii włożonej. Instytucje społeczne i charytatywne też mają określoną sprawność. Na przykład sprawność Unicefu jest rzędu 3% , bo jak wynika z oficjalnych sprawozdań 97% zdobytych funduszy instytucja ta przeznacza na cele wewnętrzne a nie statutowe: na pensje personelu, podróże, wynajem lokali, reklamę. Dlatego nigdy nie przyszłoby mi do głowy wspieranie tej znanej instytucji charytatywnej. Podejrzewam, że WOŚP ma sprawność tego samego rzędu lub niższą.

            Obrońcy Owsiaka podnoszą zawsze wychowawcze znaczenie jego działalności. Tymczasem tak naprawdę pedagogika społeczna w wydaniu WOŚP to antypedagogika. Uczy młodych ludzi jak można zabłysnąć i wspaniale się bawić zasłaniając się szlachetnym celem. Ma tyle wspólnego z uczeniem empatii i współczucia, co siusiająca lalka z nauką opieki nad dzieckiem lub elektroniczny piszczący piesek z miłością do zwierząt. Wątpię czy ktoś z młodych ludzi biegających po mieście z puszką ( i często wyciągających z tej puszki pieniądze w bramie) byłby skłonny siedzieć w nocy z umierającym dzieckiem. A przecież jest cała armia bezimiennych wolontariuszy, którzy to robią nie oczekując nagrody ani poklasku.

            Gdyby firmy i banki, które w ramach reklamy futrują organizację Owsiaka policzyły ile z ich (a pośrednio naszych) pieniędzy idzie, zamiast na respiratory, na hałaśliwe imprezy, stałoby się jasne, że gra nie jest warta świeczki.

            Za czasów II Rzeczpospolitej powstał komitet społeczny zbierający pieniądze na budowę polskiego sterowca. Bale i przyjęcia, podczas których przeprowadzano zbiórki, kosztowały więcej niż zebrana na ten szlachetny cel suma. Rząd, aby uniknąć skandalu pokrył manko.

            Przypominam o tym ku rozwadze.

 
Żądamy wyjaśnień od rządzących Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
20.03.2009.

[zbyt ważne pytanie - i jego konsekwencje, by tylko odsyłać do strony p. Michalkiewicza.  Stąd ten przedruk MD]

Żądamy wyjaśnień

Komentarz  ·  „Dziennik Polski” (Kraków)  ·  2009-03-20  |  www.michalkiewicz.pl

            Podobno rząd zamierza zwiększyć polski kontyngent wojskowy w Afganistanie o dodatkowych 400 żołnierzy, których liczba osiągnie w ten sposób 2 tysiące. Jako przyczynę generałowie podają wzmożoną aktywność talibów, na którą zamierzają odpowiedzieć „bardziej ofensywnie”. Ponieważ w sytuacji, gdy polski kontyngent w Afganistanie był o połowę mniejszy, koszty jego wyposażenia i funkcjonowania wynosiły ok. 300 mln złotych, wypada zapytać, o cele wojenne, jakie Rzeczpospolita Polska ma w Afganistanie. Za taki cel nie można bowiem uznać ani chęci zabawy w wojnę, jaką mógł odczuwać Radosław Sikorski, jeszcze jako minister obrony narodowej w rządzie premiera Kaczyńskiego, ani też pragnienia objęcia funkcji sekretarza generalnego NATO, jaką odczuwa będąc ministrem spraw zagranicznych w rządzie premiera Tuska.

            Jak dotąd, nie otrzymaliśmy żadnych wiarygodnych wyjaśnień, ponieważ informacja, jakoby NATO pragnęło zaprowadzić w Afganistanie demokrację, jest przeznaczona niewątpliwie dla idiotów, a nie dla polskiej opinii publicznej. Żądamy zatem odpowiedzi na pytanie, jakie cele wojenne stawia sobie Polska w Afganistanie, bo tylko wtedy będziemy mogli wiedzieć, czy wygraliśmy tę wojnę, czy nie i czy wydatkowanie co najmniej 300 milionów zł rocznie było uzasadnione interesami naszego państwa. Ponieważ jest bardzo mało prawdopodobne, by rząd premiera Donalda Tuska zechciał z własnej woli udzielić prawdziwej odpowiedzi na to pytanie, trzeba wykorzystać każdą okazję, by go do tego nakłonić. Akurat nastręcza się sposobność, ponieważ bardzo wielu czynnych polityków zamierza ubiegać się o mandat do Parlamentu Europejskiego. Zachęcam tedy wszystkich wyborców, by od kandydatów do PE i posłów zasiadających w Sejmie żądali jasnej odpowiedzi na to pytanie pod rygorem odmowy głosowania zarówno na nich, jak i na partię, jaka ich rekomenduje.

Stanisław Michalkiewicz     www.michalkiewicz.pl

 

Zmieniony ( 21.03.2009. )
 
Synteza energetyki jądrowej i węglowej - kolejna brednia Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
18.03.2009.

MD

Synteza energetyki jądrowej i węglowej - kolejna brednia

            Chodzi o pomysł krążący wśród części (małej) fizyków i inżynierów, by na dół, do pokładów węgla, zwieźć niewielki reaktor jądrowy („Całkowicie bezpieczny!”) i ciepło przezeń wytwarzane użyć do przekształcania pod ziemią związków chemicznych zawartych w węglu - w węglowodory płynne („benzyna syntetyczna”) i/lub w gazy: metan (CH4) lub wodór (H2) i ciepło [por. L. Pieńkowski, Rurociągi, 2007 r ].      Dlaczego do ogromnego źródła ciepła, jakim są pokłady węgla kamiennego lub brunatnego, dodawać jeszcze jedno, dodatkowe źródło energii (EJ), tego nam specjalistom, jeszcze żaden z pomysłodawców nie wyjaśnił.

            Dn. 17 marca (’09) w PR1 mówił o tej „technologii przyszłości” niejaki Antoni Tajduś, profesor i rektor Akademii Górniczo Hutniczej w Krakowie. Niestety, dla „promocji” tego pomysłu wybrano człowieka zupełnie nie znającego ani proponowanej technologii, ani ocen opłacalności. Wszystko to wyszło na jaw wobec paru prostych i jasnych pytań dziennikarza. Widocznie poziom wyższych uczelni w Polsce obniżył się na tyle, że rektorem znanej uczelni i referentem pomysłu może być człowiek bez podstawowej wiedzy w dziedzinie, którą „promuje”.

            Od kilkunastu lat usiłujemy przebić się do umysłów rządzących nami z informacją, że znane i pracujące technologie zgazowania węgla są opłacalne od ceny 25 – 27 $ za baryłkę ropy ( ok. 160 litrów). A niedawno oszuści na skalę planetarną wywindowali cenę baryłki nawet do $147.

            Niestety, wśród niezatapialnej kasty polityków jest dużo (oj, dużo!) prawników, jest (czy był?) OMC Magister (AK), a też doktor honoris causa wielu uczelni, który przeczytał jedną książkę (LW), czy „Profesor” bez magisterium i z wątpliwa maturą (WB). Premierem był nauczyciel w szkole podstawowej (KM). Wszyscy ONI i IM podobni są ponad zasadę słuchania czy radzenia się ekspertów. Zajęte pozycje przy korycie upewniają ICH przecież, że wiedzą lepiej.

            Kupioną za Gierka technologię zgazowania i upłynniania węgla (i potrzebne do tego maszyny) sowieckie GRU rozkazało zniszczyć (por. wywiad z v-premierem PRL A. Kopciem, Rurociągi nr. 44, 2006).

            Teraz wszystko jest tańsze i lepsze: por. np. M. Ściążko, dyrektor Instytutu Chemicznej przeróbki Węgla w Zabrzu: „Zgazowanie węgla”, Rurociągi nr. 49/2007 i R. Miszkiel, „SASOL - zgazyfikowanie węgla”, Rurociągi nr. 42, 2006.

            Obecnie zdecydowanie opłacalną ulepszoną technologię, używaną m. inn. w Afryce południowej, blokują ci, którzy stoją za kolejnymi ekipami ciemniaków u władzy.

Jak długo jeszcze?

Zmieniony ( 18.03.2009. )
 
Zobacz też…
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 301 - 350 z 537
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.