Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 7 gości
S T A R T
Friday 24 May 2019 05:09:56.27.
migawki

 

 

    Ostatnie parę wieków satanizmu, magii i zboczeń u władzy.

Regina Poloniae, Mater Gratiarum, ora pro nobis

 
N O W O Ś C I
W Y S Z U K I W A R K A
 
POLECANE
Neutralny punkt widzenia w Wikipedii - contra Veritas - Prawda Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
25.04.2008.

„Neutralny punkt widzenia” w Wikipedii

- contra Veritas - Prawda

Veritas

            1) Rzeczywistość, duchowa oraz materialna, istnieje bez wątpienia, czyli naprawdę.

            2) W takim razie, jak to genialnie i prosto ujął św. Tomasz z Akwinu, „prawda to zgodność rozumu z rzeczywistością” (veritas est adequatio rei et intellectu).

            Te dwa „poglądy” , jakby nazwali je post-moderniści, są fundamentem, na którym tak nagle powstały w Średniowieczu nauki eksperymentalne, a potem burzliwie rozwinęły się nauki ścisłe. Nauki ścisłe oparte są o krytyczne porównania różnych hipotez, sprawdzanie zbliżania się do prawdy przez niektóre z tych hipotez. I modyfikowanie ich. W rozstrzygnięciu , która z hipotez jest bliższa prawdy, pomagają doświadczenia, wymyślane w tym celu. Takie, realistyczne, podejście jest źródłem i bazą Nauki. Nauk ścisłych.

            Wiele set lat później, lub także w innych, niż łacińska, cywilizacjach, powstawały nurty myślowe, które tu zbiorowo ( i mało ściśle) określę jako post-modernistyczne. Tak zostały one nazwane w Europie XX wieku. Ludzie należący do tych nurtów zaczęli artykułować wątpliwości tak co do istnienia jednej Rzeczywistości, jak i co do możliwości ewentualnego jej poznania. Stąd pojęcia „wszechświatów równoległych”, czy „spektrum prawd”.

            Wiązało się to również z usilnym, namolnym rozprzestrzenianiem mody, by pewne, ważne sprawy rozstrzygać i przegłosowywać „demokratycznie”.

            Oczywiście żadnych praw przyrody nie można ustalić przez „demokratyczne” głosowanie, można je odkryć i udowodnić.

 
Wikimedia

            Ale...  z podejścia wątpiącego powstała taka instytucja, jak firma Wikimedia (dalej często będę ją nazywał Firma), która w internecie założyła Wikipedię, czyli (cyt. za Wikipedia) kompilację ludzkiej wiedzy.

A. "Ludzka wiedza".

             I tu przedziwna dla uczonego definicja ludzkiej wiedzy, jako (cyt. za Wikipedia: Neutralny punkt widzenia):  „...szerokie spektrum sprzecznych teorii tworzy to, co nazywamy "ludzką wiedzą". Dalej piszą: „Dlatego powinniśmy - zarówno indywidualnie, jak i zbiorowo - czynić wysiłki, by przedstawiać te sprzeczne teorie rzetelnie, bez prób obrony którejkolwiek z nich.... ...bezstronne prezentowanie różnych poglądów bez wskazywania, który z nich jest słuszny”. Autor tego artykułu, zapewne etatowy pracownik Firmy, tworzy zupełnie błędną, szkodliwą dla rozwoju nauki, definicję ludzkiej wiedzy. I według tej definicji buduje się całą kompilację - Wikipedię.

W tym momencie naszego rozumowania proszę tylko Czytelnika o zastanowienie się, czy:

            1) na podstawie tak wątpliwej definicji można i czy wolno tworzyć kompilację?

            2) czy taka definicja wynika z niedouctwa szefów Firmy, czy raczej z chęci skierowania nurtu wiedzy na rozlewiska i bajora „wątpliwości” , rozważania „wielu prawd”, i podobne zbrodnie (z punktu widzenia wiedzy i logiki) przeciw Prawdzie, a więc i przeciw człowiekowi.

            Jednym z ważnych a groźnych pytań (dla pytającego), które może sobie zadać człowiek niedoinformowany po zapoznaniu się z filozofią Wikipedii, brzmi:

Czy prawda istnieje obiektywnie, czy też trzeba dla wyrobienia sobie zdania na jej temat, przeprowadzić głosowanie i przedstawić dokumenty, podkładki prezentujące poglądy Ważnych gremiów?

            Na to pytanie nauka i filozofia znalazła i zna odpowiedzi! Nie oszukujmy ludzi!

B. Anonimowość

            Zabawne w swej bezczelności, ale i groźne w skutkach są zasady dopuszczania autorów do pisania w Wikipedii. Zupełna Anonimowość!!

            W każdym szanującym się internetowym forum dyskusyjnym do dyskusji dopuszczane są osoby zarejestrowane, znane Administratorowi Forum zwykle z imienia i nazwiska, a zawsze z adresu mail’owego o znanym obu stronom haśle. To ostatnie- dla uniknięcia podszywania się Anonimów. Znacznie utrudnia to dostęp do Forum oszustów, wariatów i prymitywów.

            Odwrotnie jest w Wikipedii: Dostęp jest anonimowy, a w przypadku pojawienia się wpisów kłamliwych czy oszczerczych, pracownicy Wikipedii (a może firmy Wikimedia?? – nie wiem, nie potrafimy odróżnić) aktywnie bronią oszczerców. Przykład: gdy „nieznani sprawcy” w dniu 1 listopada 2007 r. umieścili w moim biogramie oszczerstwa, na mój alarm jeden z pracowników Wikipedii (Roo 72, zdaje się, Michał Rosa )

            1) najpierw napisał mi, że nie było żadnych wpisów,

[> O jakim haśle piszesz? W haśle "Mirosław Dakowski" nigdy nie było żadnych informacji na temat współpracy z SB. Z poważaniem, Michał Rosa]

            2) a potem we dwóch (z p. Tomaszem Ganiczem) podawali, że wpis był, ale.. zasadą Wikipedii jest (obrona) anonimowości wpisujących.

            Firma, znająca i mająca przecież wypracowane sposoby ukrócenia oszczerstw, oraz ujawniania oszczerców – broni się (i ich..) przed tym...

            Wynika z tego, że możliwość bezkarnego wpisywania oszczerstw należy do ważnych, podstawowych tajnych broni Wikipedii. O tym, co jest neutralne, decydują szkoleni pracownicy (agenci?) Firmy.

            Przy obecnych procedurach w Wikipedii, znalezienie tożsamości oszczercy wymaga wielomiesięcznych zabiegów poprzez policję i prokuraturę. Dopiero potem można ew. wkraczać na drogę sądową. Nie każdemu się już chce..

C. Cenzura

            Wiele haseł monitorowanych przez pracowników Firmy jest trwale i systematycznie przez nich, w imię swoiście pojętej neutralności, deformowanych. Hasła te są stale cenzurowane.

            Przykłady. Do znanych mi tak cenzurowanych haseł należą tematy:

a)      Neo-darwinizm. Systematycznie zmieniane są tendencyjnie na „korzyść” ewolucji naturalistycznej.

b)      Hasła dotyczące szkodliwości promieniowań elektro-magnetycznych (dalej EM), jak maszty telefonii komórkowej, czy anteny radiostacji, czy wreszcie same telefony komórkowe. Hasła te są stale deformowane w kierunku „nie-szkodliwości” promieniowań EM. Autorzy poprawek podających prawdę zrezygnowali.

c)      „Efekt cieplarniany” , szczególnie spowodowany przez działalność człowieka, jeszcze dokładniej przez „antropogenne emisje CO2”. Hasła te są systematycznie zakłamywane „na rzecz” istnienia tego efektu.

d)      „Niewygodni” działacze i publicyści. Nie wiem, jaki związek (finansowy czy podległość służbowa?) ma firma Wikimedia z grupami wyszkolonych w dezinformacji oszczerców w tej dziedzinie. Fakty wspólnych działań są liczne.

e)      Al Gore i inni, heroldowie polit-poprawności. Ukrywane są jego (i ich ) kłamstwa czy nielogiczności.

f)        Zboczeńcy seksualni, w szczególności pederaści. Firma jest bardzo ciepło i życzliwie do nich nastawiona. Unika informacji o możliwościach leczenia, o udokumentowanych kłamstwach Kinsey’a itp.

g)      Zupełnie stronnicze, hagiograficzne teksty o Che Guevarze, a wrogie o Ronaldzie Reaganie (por. Wikipedia, oraz artykuł „Wikihistoria, czyli pisanie historii na nowo”, NCzas!, nr. 1, 5 I 2008 r) 

Wnioski i Apel

            Konieczne jest ustalenie, jakie „tajne służby” mają przemożny wpływ na tak zdefiniowaną neutralność Firmy.

            Na Zachodzie podobno jest to m.inn. CIA. Który jej odłam? Czy zawsze, czy tylko „na zlecenie”?

            Jak ta zależność wygląda w Polsce?

            A jaki jest wpływ obcych służb na Wikipedię w Polsce?

 

            Proszę o sygnalizowanie mi o zauważonych naciskach i oszustwach w redagowaniu Wikipedii. Konieczne jest bowiem zebranie pełnej informacji na ten temat. Może wtedy uda się wpłynąć na politykę informacyjną (dezinformacyjną? ) tej Firmy.

            Lub powołać, stworzyć Encyklopedię wolną od tych wad.

Te trzy cechy Wikipedii:

Atak na prawdę pod pozorem Neutralności,

Aktywne ukrywanie autorów, co zachęca do umieszczania oszczerstw,

Cenzura i podatność na wpływy,

- powodują, że należy się sprawie przyjrzeć krytycznie.

            Najgroźniejsze z nich – to świadoma rezygnacja Firmy z podanej na początku tego tekstu definicji prawdy.

Zmieniony ( 04.01.2009. )
 
Typowo niemiecki wdzięk czyli Biust Frau Merkel Drukuj Email
Wpisał: Jacek Bartyzel   
16.04.2008.
Jacek Bartyzel

Typowo niemiecki wdzięk czyli Biust Frau Merkel

            Od kilku dni media ekscytują się wieczorową kreacją Pani Kanclerki IV Rzeszy Europejskiej na przyjęciu u króla Norwegii, odsłaniającą imponujące rozmiary jej gruczołów mlekowych. Niepowtarzalna uroda, eteryczna sylwetka, talia osy i ogólny wdzięk Frau Merkel zawsze wprawdzie rzucały się w oczy, teraz jednak, jak się zdaje, z jej głównego waloru postanowiono uczynić prawdziwą polityczną Wunderwaffe. „Nasza Aniela przytuli do piersi i wykarmi wszystkich Europejczyków” – to byłoby całkiem pociągające motto do Traktatu Reformującego.

            Tabloidy wszelako mają, jak wiadomo, słabą pamięć historyczną, a po prawdzie są jej pozbawione zupełnie. Nie wiedzą przeto, że – jak mawia biblijny mędrzec – „nic nowego pod słońcem” i wszystko już było. Tymczasem, skłonność potomków Arminiusa do propagandowego wykorzystywania zalet dobrze zbudowanych niemieckich dójek dawno już dostrzegł francuski pisarz Maurycy Barrès. W jego tłumaczonej na polski, lecz zapomnianej powieści Colette Baudoche. Historia młodej dziewczyny z Metzu, pruski kulturträger w anektowanej Alzacji, doktor filozofii Fryderyk Asmus, próbuje przekonać śliczną Colette i jej zacną babcię do wyższości niemieckiej cywilizacji również i w taki sposób:

            „Podczas pobytu w Berlinie widziałem na ulicy reklamę nadzwyczaj pomysłową. Wpadł na nią mleczarz. Wypuścił na miasto wspaniałe wozy, na których siedzące bardzo piękne dziewczęta, przebrane za mamki, miały na piersiach ogromnemi literami napis: «mleko świeże»”.

            Niestety (dla cywilizacyjnej misji doktora Asmusa), Francuzki okazały się zupełnie niezdolne do okazania podziwu dla niemieckiej pomysłowości i organizacji, a co gorsza, uznały ją za obrzydliwość. Z drugiej jednak strony, historia opowiadana przez Barrèsa zdarzyła się już dość dawno temu, a od tego czasu postęp zrobił ogromne postępy. Jakie są obecnie standardy obyczajowe, nie trzeba wyjaśniać, bo widać gołym okiem, lecz przecież i standardy estetyczne też nieomal wszędzie dorównały tym, którymi w Berlinie zachwycał się pan Asmus. Promocja biustu Pani Merkel przyniesie zatem z pewnością obfity plon.

Jacek Bartyzel

 
My nie możemy nie mówić Drukuj Email
Wpisał: ks. St. Małkowski   
16.04.2008.

ks. St. Małkowski, 15/04/2008 ze strony Prawica.net

http://www.prawica.net/node/11363

            My nie możemy nie mówić - w ten sposób apostołowie św. Piotr i św. Jan postawieni przed sądem Sanhedrynu dają świadectwo wolności w prawdzie słowa Bożego przeciw tym prześladowcom, którzy chcą zamknąć im usta i narzucić posłuszeństwo ustawom ludzkim według woli sprawujących władzę, przeciw prawu Bożemu i posłuszeństwu woli Boga (Dz 4, 19-20).

            Milczenie, gdy trzeba mówić, jest anty-świadectwem, odmową świadectwa danego prawdzie. Nieprawdziwy, bo niewierny Bogu i ludziom traktat reformujący Unii Europejskiej powinien być odrzucony przez państwa i narody, jeżeli one mają tworzyć wspólnotę ojczyzn i żyć. Ów traktat ustanawia socjalistyczne państwo totalitarne, którego celem jest zniszczenie ludzkich wspólnot.

            I oto obłudnie deklarowana demokracja przekształca się w zakamuflowany, a następnie jawny totalitaryzm, zgodnie z przestrogą wypowiedzianą wielokrotnie przez sługę Bożego Jan Pawła II. Ze złodziejskim pośpiechem traktat narzucany jest Polakom nieświadomym jego istoty.

            Owce milczą, bo są oszukane, i nie wiedzą, co im grozi. Ale dlaczego milczą pasterze, którzy wiedzą więcej niż owce? I nie tylko wiedzą, ale ponoszą odpowiedzialność za owce, za nasz Naród, naszą znowu zniewalaną Polskę.

Ks. Stanisław Małkowski

Zmieniony ( 16.04.2008. )
 
Szkoła podstawowa , naprawdę katolicka w Warszawie. Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
26.03.2008.

Od paru lat mamy w Warszawie szkołę podstawową, katolicką . Jest przy kościele  Bractwa św. Piusa X w Radości, ul Garncarska 34. Zapewnia wychowanie tradycyjne, katolickie. Dla rodzin obawiających się dla swych dzieci wpływu spontanu, czy róbta -co-chceta. Więcej zobacz pod link'i. Oraz tel. (022) 615 96 11.    Obserwuję dzieci przed  wejściem do tej szkoły - i po roku. Ziemia i niebo. 

 Z wyjaśnienia wstępnego Pani Dyrektorki (urywki):

Drodzy Rodzice!  Dzieci Wasze są przede wszystkim dziećmi Boga, oczekującymi życia wiecznego. Ich przeznaczenie wykracza daleko poza ducha tego świata. Powołaniem ich jest świętość

Powinnością rodziców jest zatroszczyć się o zapewnienie dzieciom nauczania i wychowania według zasad Kościoła. My dążymy do tego, aby działalność naszej Szkoły była podporządkowana woli Bożej. Nasza nauka nie jest naszą, jest to nauka najlepszego Nauczyciela, Jezusa Chrystusa. Najbliższym celem edukacji jest rozwój życia intelektualnego, jej ostatecznym celem jest stworzenie warunków do rozwoju życia nadprzyrodzonego uczniów. Rezultatem, jaki chcemy osiągnąć jest uformowanie człowieka o możliwie najszlachetniejszym charakterze, wyznającego niezmienne wartości we właściwej hierarchii, kierującego się w życiu mocnymi zasadami, wykorzystującemu swoje uzdolnienia do rozwoju intelektualnego i duchowego....

...Nie polegamy na własnych siłach, ale przede wszystkim na łasce Bożej, przez wstawiennictwo Niepokalanej. Naszym patronem jest Święta Rodzina. Wspólną modlitwą do Niej rozpoczynamy każdy dzień w Szkole.

[Adm. Jeszcze gdzieś na stronie Szkoły znalazłem , też urywki: ]

  • Szkoła posiada uprawnienia szkoły publicznej.
  • Zatrudnia wykwalifikowana kadrę pedagogiczną.
  • Dysponuje własnym, nowym, bezpiecznym budynkiem z ładnymi, kolorowymi salami lekcyjnymi.
  • Usytuowana jest na zalesionej, ogrodzonej działce w bezpiecznej odległości od ruchu ulicznego.
  • Posiada dobre połączenie komunikacyjne (pociągi, autobusy).
  • Zapewnia wszechstronny rozwój intelektualny i fizyczny pod kierunkiem wykwalifikowanej kadry pedagogicznej.
  • Przedmiotami wiodącymi są: język polski, historia i matematyka. Wielką rolę przywiązujemy do nauczania języków obcych, jak również do czytelnictwa.
  • Dużą uwagę przywiązujemy do wychowania patriotycznego, przekazywania i pielęgnowania tradycji.
  • Szkoła pracuje według klasycznych, sprawdzonych wzorców i zasad pedagogicznych, wykorzystując nowoczesne metody i środki dydaktyczne.
  • Zapewnia małą liczebność klas, a w związku z tym indywidualizację pracy z uczniem i efektywność nauczania.
  • Panuje w niej rodzinna atmosfera.
  • Organizowany jest wypoczynek letni w ramach obozów dla dziewcząt i chłopców.
  • Przewidywane są kontakty z rówieśnikami z Niemiec, Francji, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii, w ramach nauki i pogłębiania znajomości języków obcych.

Wiele serca wkładamy w wychowanie religijne, które realizujemy w codziennej pracy. Jego przejawy to:

  • uczestnictwo w cotygodniowej czwartkowej Mszy św.,
  • uczestnictwo w nabożeństwach np. Droga Krzyżowa, Roraty,
  • codzienna modlitwa przed lekcjami i po lekcjach,
  • modlitwa przed i po posiłku,
  • lektura duchowa, głośne czytanie np. przy posiłku,
  • rekolekcje adwentowe i wielkopostne,
  • kształtowanie życia szkoły zgodnie z kalendarzem liturgicznym,
  • współpraca z księdzem, ze spowiednikiem, pomoc w rachunku sumienia, częsta spowiedź,
  • pozdrawianie po katolicku,
  • odwoływanie się do aktów strzelistych,
  • noszenie poświęconego medalika, szkaplerza,
  • ukazywanie wzorców osobowych świętych i błogosławionych,
  • udział w spotkaniach formacyjnych np. ministrantura,
  • uczestnictwo w pielgrzymkach.
Zmieniony ( 27.03.2008. )
 
Rekolekcje tynieckie Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
18.03.2008.


[z zasady nie kopiowałem Pana Michalkiewicza uważając, że każdy wchodzący na mą stronę czyta Go u źródła. Ale.. 1) ci, co wchodzą do mnie w sprawach "rozmiaru biustów”, lub by dowiedzieć się, jak nie dać się fiskusowi (to ~70% ludzi), nie znają Go od ZAWSZE, więc są nowymi czytelnikami, 2) ten tekst jest tak śliczny, że i tak bym się nie oparł... MD]

Felieton  ·  tygodnik „Nasza Polska”  ·  2008-03-18  |  www.michalkiewicz.pl

            Hiszpański bucik, osioł dardanelski, karczmy babińskie, sycylijskie nieszpory, austriackie gadanie – można by mnożyć podobne przysłowiowe zwroty, do których wkrótce pewnie dołączą rekolekcje tynieckie. Co najmniej 70 posłów, senatorów i euro-deputowanych z Platformy Obywatelskiej wzięło udział w „dniach skupienia” w benedyktyńskim klasztorze w Tyńcu , zorganizowanych przez posła Ireneusza Rasia, którego brat pełni funkcję sekretarza Jego Eminencji Stanisława kardynała Dziwisza. Pewnie dlatego tym razem nikt nawet się nie zająknął przeciwko „wykorzystywaniu Kościoła do celów politycznych”, ani się nie kajał, jak bywało przy innych okazjach. Jak to mówił Hermann Goering? „O tym, kto jest Żydem - ja decyduję”? Otóż to. Nie chodzi o to, by w Kościele nie uprawiać polityki, tylko o to, żeby to była polityka słuszna, tzn. - zatwierdzona przez sanhedryn, albo przynajmniej – przez Wielki Wschód.

            Ponieważ rekolekcje tynieckie wypadły zaraz po podjęciu przez Sejm uchwały blokującej referendum w sprawie Anschlussu Polski do Eurosojuza, a przed pierwszym czytaniem rządowego projektu ustawy o ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, a więc likwidacji niepodległości Polski, pobożni politycy PO najwyraźniej postanowili poprzedzić planowaną zdradę narodu i państwa kąpielą w święconej wodzie. Jawnogrzesznictwo in odore sanctitatis ma w Polsce, a zwłaszcza w Krakowie solidną tradycję, którą jeszcze w latach 70-tych jeden z moich przyjaciół nazwał „stommizmem”. Młodzi ludzie pewnie tego nie pamiętają, ale chodziło mu o katolickiego posła Stanisława Stommę, który potrafił i kolaborować z komunistami i przez cały czas zachować opinię świętości. Takie rzeczy wymagają wprawdzie rozmaitych kompromisów, ale za to dostarczają konkretnych korzyści, które mogą przecież uchodzić za oznakę aprobaty, a nawet błogosławieństwa Niebios, bo azaliż tylko dla grzeszników Pan Bóg stworzył rzeczy smaczne?

            Dlatego też i uczestnicy rekolekcji tynieckich nie przesadzali z ascezą, tylko, jak przystało nas elitę narodu, pokazali, że można pościć suto i smacznie. „Bo popatrzcie i zważcie u siebie...” W piątek, jako, że to mimo wszystko jour maigre, podano ryby: karmazyna w winnym sosie i łososia z grilla, a do tego białe wino austriackie. W sobotę za to już pofolgowano sybarytyzmowi: zupa borowikowa z boczkiem, filet z kaczki w sosie kurkowym, rolada z polędwicy, jeszcze jakieś filety, no i sernik. Podobnie Karol ks. Radziwiłł „Panie Kochanku”, kiedy zaprosił posłów prowincji litewskiej na rodzaj rekolekcji, najpierw kazał służbie odbić beczki z ostrygami, wysypać na tace toruńskie pierniki i otworzyć gąsiory z gdańską wódką, a potem powiedział: „mości panowie, zanim zaczniemy radzić o dobru Rzeczypospolitej, posilmy się nieco.” Jak pamiętamy, tamte obrady zakończyły się rozbiorami. Czy rekolekcje tynieckie zakończą się Anschlussem? Wszystko to być może, ale i wtedy każdy będzie musiał przyznać, że jeśli nawet posłowie PO zdradzili Polskę, to zdradzili po Bożemu.

            Na przykład eurodeputowany Jacek Saryusz-Wolski twierdzi, że po rekolekcjach tynieckich „nabrał dystansu” do polityki. „Spojrzałem na nią z perspektywy tysiącletniego opactwa. To da mi zdolność do lepszego odróżniania rzeczy ważnych od nieważnych” – powiedział. Pan Jacek Saryusz-Wolski jest znany na całym świecie ze swojej skromności, co zresztą jest całkowicie uzasadnione, ale tym razem chyba przesadził, mówiąc, że dopiero rekolekcje tynieckie „dadzą mu zdolność” odróżniania rzeczy ważnych od nieważnych. Przecież wiadomo, że miał ją od samego początku i to właśnie ona pomagała mu wspinać się po szczeblach kariery. Czy po tysiącu lat ktokolwiek będzie jeszcze pamiętał o roli deputowanego Jacka Saryusza-Wolskiego w przeprowadzeniu Anschlussu Polski do Eurosojuza? Prawdopodobnie już nikt. Zatem – jest bezpiecznie, więc można z całym spokojem przygotować się do spraw ważnych, tzn. - do przetrawienia – chciałem napisać: honorarium, ale myślę, że właściwszym słowem będzie „wynagrodzenie”, zwane w czasach staropolskich „jurgieltem”.

            Podobnie, ale jednak trochę inaczej przeżywała rekolekcje tynieckie pani posłanka Elżbieta Radziszewska, której premier Tusk obiecał, że po powrocie z Ameryki zrobi ją pełnomocnikiem do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn. Z nauk rekolekcyjnych wyciągnęła wniosek, by pracować „z zaangażowaniem” i „kochać ludzi”. Biorąc pod uwagę cele, jakim służy urząd pełnomocnika, po tej deklaracji można być pełnym najgorszych przeczuć. Osobiście wolałbym, żeby na tym stanowisku pani Elżbieta raczej markowała pracę, bo co się tyczy „kochania ludzi” – no cóż; większość i tak co noc kogoś kocha, dobrze, jeśli za każdym razem nie kogoś innego. Najbardziej konkretne wnioski wyciągnął z tynieckich rekolekcji poseł Tadeusz Arkit – żeby dawać drugiemu człowiekowi „uśmiech i radość”. No proszę; zamiast „cudu gospodarczego” - „uśmiech i radość”... Ano cóż; dobra psu i mucha. Uśmiech świadczy o radości, zatem radość można mierzyć szerokością uśmiechu. Jeśli ktoś, dajmy na to, uśmiecha się półgębkiem, to wprawdzie niby się uśmiecha, ale nie wiadomo, czy naprawdę, czy fałszywie, jak, np. pan Leszek Balcerowicz. Chodzi zatem o to, żeby ludzie nie tyle się uśmiechali, co śmiali i to na całego. Jak to osiągnąć w sytuacji kryzysu finansów publicznych? Sprawa jest prosta; najprędzej przy pomocy łaskotek. Zatem – wesołych Świąt!
Stanisław Michalkiewicz   www.michalkiewicz.pl

Zmieniony ( 18.03.2008. )
 
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 351 - 400 z 526
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.