Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 43 gości
S T A R T
Tuesday 25 September 2018 07:09:06.26.
migawki
Na wątpliwości ludzi; „Czy tyle miliardów w ogóle było, by je zrabować??
Nie rabuje się banknotów, lecz papiery dłużne, zobowiązania itp. Za to uzyskuje się udziały w bankach, w wielkich mediach, fabryki – też te do „wrogiego przejęcia”. Dalej - „piniądz robi piniądz”, ale nie bogacą się najlepsi, najaktywniejsi, lecz udziałowcy brutalnych tajnych związków. Skutki - przez utratę nadziei - też demograficzne [wsp. dzietności zamiast trzy, jest 1.29 - 1.34 – czyli zagłada narodu].

 
N O W O Ś C I
W Y S Z U K I W A R K A
LED-y versus Energetyka Jądrowa Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
29.02.2008.

Mirosław Dakowski

LED-y versus Energetyka Jądrowa

            Od „ruskiej” kupiłem na bazarze latarkę o siedmiu światłach. Z akumulatorkiem i ładowarką do sieci. Wszystko za pięć złotych. Ze sporym zyskiem dla hurtownika i sprzedawczyni. I chyba też - przemytnika. Lampka dobrze oświetla na odległość 50 – 70 metrów i się nie psuje.
            To są LED’y (light emitting diodes). Są to diody półprzewodnikowe, świecące przy przepływie prądu elektrycznego (elektro-luminescencja). Są niezwykle proste: Poza półprzewodnikiem składają się z korpusu i epoksydowej kapsuły. W 2007 r. (postęp jest szybki) mają już prawie dowolną barwę światła, dowolny rozmiar (więc i jasność) i napięcie (stałe). Czas pracy to ok. 100 000 godzin. Porównajmy z żarówką; Jej czas pracy to 50 - 1000 godzin (tak!). Ten czas, jak i sprawność żarówki zależy od mocy i wytwórcy (firmy). Sprawność żarówki wynosi 5-20 lm/W, a średnia sprawność LED-a to 40 - 100 lm/W.

            Czyli w skrócie: nowe źródła światła mają ok. 10 razy mniejsze zużycie energii elektrycznej i ogromny czas pracy (ponad 11 lat nieprzerwanej pracy!). Zastępują żarówki w reflektorach samochodowych, zastępują je w domach i latarkach (tu – dziesięć razy rzadziej wymieniamy drogie przecież bateryjki – lub używamy prawie darmowych ładowarek). Można je bezpiecznie używać w atmosferze gazów wybuchowych (metan, np. w kopalniach, czy mieszanki powietrza z wodorem). Praktycznie nie ma kosztów utrzymania i konserwacji – nie psują się. Żadnych zakłóceń dla komputerów będących w bliskości (inaczej niż część świetlówek – które generują wysokie harmoniczne).

            Dlaczego więc o tym piszę tu, z pewną frustracją, zamiast wskazywać sklepy, gdzie się to-to wybiera i kupuje?

BO:
            1) W latach 90-tych rządzący zmajstrowali nam zasadę „równowagi interesu producenta i konsumenta”. Na skutek tego – monopolista chce i może maksymalnie zarabiać na „sprzedanym towarze”, w tym wypadku energii elektrycznej.

            2) Przemysł jądrowy (EJ), obecnie bezrobotny na Zachodzie - i finansiści - chcą zarobić na budowie EJ w krajach niedorozwiniętych – a nie zarobią przy zmniejszeniu tam zapotrzebowania na energię.

            3) „Niewidzialna ręka” istnieje w Polsce; tak, ale nie rynku, lecz dla mafii energetycznych.

            4) Wszystkie zmiany dzieją się metodą BAU (Business as Usual), a nie w wyniku decyzji gospodarza kraju. Czyli realizują się krótkowzroczne interesy różnych grup nacisku (rabunku). Te grupy – chcąc nie chcąc –blokują rozwiązania racjonalne dla użytkowników.

            5) Politycy myślą (kombinują) „do następnych wyborów”, a nie - o dobrobycie narodu. Vide Ludwik Dorn i energetyka jądrowa lub Pawlak i J&S.

            Podobne rozwiązania do podanych tutaj analizowałem w tekście „Świetlówki a Turoszów” pod „Energetyka Odnawialna”. I też g..no to obchodzi polityków, „strategów” w Polsce, prawników czy – w lepszym razie - biochemików z pochodzenia.

Zmieniony ( 29.02.2008. )
 
Pilnuj szewcze kopyta! - nie zaś teologii Drukuj Email
Wpisał: Jacek Bartyzel   
26.02.2008.
Jacek Bartyzel

Pilnuj szewcze kopyta!

Dr Tomasz Teluk jest znanym już i cenionym publicystą gospodarczym oraz politycznym, autorem słusznie chwalonego studium na temat libertariańskiej teorii państwa. I byłoby dobrze, gdyby od czasu do czasu jakiś diabeł nie kusił go – skutecznie – do wypowiadania się na tematy teologiczne i eklezjalne, w których brak, delikatnie mówiąc, dostatecznej wiedzy zastępuje konfabulacjami, a co gorsza – również insynuacjami. Tak też rzeczy się mają z jego najnowszym wypadem w tę dziedzinę, tyczącym bezpośrednio eks-księdza i niedoszłego zamachowca na Jana Pawła II, tudzież na belgijską i hiszpańską parę królewską – Jana (Juana) Fernándeza Krohna (Anarcho-konserwatysta z Brukseli, „Najwyższy Czas!”, nr 8 z 22 lutego 2008).

Przypomnienie dość powszechnie znanych okoliczności burzliwego żywota tego nieszczęsnego psychopaty – a zapewne i opętańca, wydaje się raczej tylko pretekstem dla autora do wylania żółci na wyraźnie niemiłych mu tradycjonalistów katolickich, w pierwszym rzędzie na Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X, w dalszej zaś kolejności na środowiska sedewakantystyczne. Autor nie czyni zresztą między nimi żadnej różnicy, a także (nazywając je „ruchami schizmatyckimi”) twierdzi, że pozostają one „poza strukturami Kościoła katolickiego” i wymyśla im od „sekt”. Nie on jeden, skądinąd, stara się w tym względzie być le plus catholique que le Pape, ignorując wyraźne oświadczenia kompetentnych dykasterii watykańskich, iż kwestia FSSPX jest „problemem wewnętrznym” Kościoła, co wyklucza znajdowanie się „poza” Nim.

Bycie „poza” Kościołem nie jest też wcale takie oczywiste w wypadku sedewakantystów.


Zmieniony ( 29.02.2008. )
Czytaj całość…
 
Piosnka o Donku Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
20.02.2008.
ładna Piosnka o Donku,   półtorej minuty.
http://www.youtube.com/watch?v=LQd6pcIwxA4
Zmieniony ( 20.02.2008. )
 
Jezuiccy pluraliści Drukuj Email
Wpisał: Jacek Bartyzel   
19.02.2008.

Jacek Bartyzel

Jezuiccy pluraliści

            Rektor krakowskiej Wyższej Szkoły Filozoficzno-Pedagogicznej "Ignatianum", ks. prof. dr hab. Ludwik Grzebień SJ, złożył wiernopoddańczą lojalkę wobec "michnikowszczyzny", w której kaja się za udostępnienie swej auli dla wykładu prof. J. R. Nowaka nt. książki J. T. Grossa Strach (Ignatianum odcina się od Jerzego R. Nowaka, "Gazeta Wyborcza", 16-17 lutego 2008, s. 5).

            Nie jesteśmy naiwni i wiemy dobrze, jakiej degrengoladzie uległ na całym świecie przez pół wieku z okładem zakon jezuitów, powstały jako "armia papieża", lecz od dawna niestety już będący raczej wysuniętą szpicą "antykościoła" (nie dotyczy to oczywiście wszystkich jezuitów, ale obraz całości jest niestety taki). Rzecz nie byłaby jednak godna nawet wspomnienia, gdyby w "pokajaniu" Księdza Rektora nie znalazł się taki oto passus:

Jako uczelnia kościelna w swojej działalności kierujemy się duchem poszanowania wobec wszystkich ludzi, również inaczej myślących i inaczej wierzących. Opowiadamy się za pluralizmem poglądów. Szukamy prawdy. Szukamy tego, co łączy ludzi, społeczności i narody, a nie tego, co dzieli i co konsekwentnie przeciwne jest duchowi Ewangelii. Dlatego opowiadamy się za dialogiem międzyreligijnym, utożsamiając się z Kościołem Soboru Watykańskiego II oraz Kościołem Jana Pawła II i Benedykta XVI. Przy Uczelni działa Centrum Kultury i Dialogu, które prowadzi swoją działalność w tym duchu. Jesteśmy przeciwni wszelkim formom nietolerancji, ksenofobii, a tym bardziej antysemityzmu. Uważamy Żydów za naszych «starszych braci w wierze».

            Od razu uprzedzam: nawet nie chce mi się znęcać nad powtarzaną jak pies Pawłowa mantrą o byciu przeciwko „wszelkim formom nietolerancji..." itp. Natomiast, jeżeli przypomnimy sobie, że cały ten wywód napisał kapłan Kościoła katolickiego, osoba konsekrowana, która dobrowolnie zgodziła się być nieustraszonym żołnierzem Ecclesia Militans, to rzecz nabiera innego wymiaru.

Cóż nam bowiem ów kapłan powiada (nie tylko w swoim, lecz i swoich konfratrów z Ignatianum imieniu, bo wypowiada się w liczbie mnogiej)? Otóż, że "szuka" ("szukają") prawdy. Skoro zatem dopiero "szuka" ("szukają"), to znaczy, że jeszcze jej "nie znalazł" ("nie znaleźli"). Co w takim razie myśli (myślą), kiedy naucza, czy to na katedrze w uczelni, czy na ambonie; albo kiedy udziela sakramentów? Co dzieje się w jego (ich) duszy, kiedy konsekruje Święte Postaci odprawiając Najświętszą Ofiarę?

            Wydawałoby się, że dla katolickiego kapłana i uczonego teologa jezuity nie powinno być żadnej trudności w ustaleniu Kto i co jest Prawdą, skoro wie to nawet niepiśmienna staruszka przebierająca paciorki różańca. Ona wie, że to Jezus Chrystus, Syn Boży, Druga Osoba Trójcy Świętej, Słowo Wcielone jest Drogą, Prawdą i Życiem, i że to Kościół Święty jest po wieczne czasy depozytariuszem i nieomylnym nauczycielem tej Prawdy, i że ta Prawda jest zawarta i uroczyście zdefiniowana w dogmatach przez ten Kościół ogłoszonych.

            Jeżeli katolik chce się dowiedzieć dokładniej, co jest Prawdą, wystarczy mu zajrzeć do Breviarum fidei. Jeżeli chce się dowiedzieć, co jest nieprawdą, czyli błędem, wystarczy mu zajrzeć do Syllabusa errorum. Nic trudnego: Prawda katolicka nie jest "ezoteryczna".

            Lecz uczonym z Ignatianum taka droga nie odpowiada. Można się domyślać, że wydaje się im zbyt prosta i za mało wyrafinowana (widać bardziej wyrafinowane jest odklepywanie zaklęć o "wszelkich formach nietolerancji..." itp.), może nawet "prostacka". Oni wybrali się na poszukiwanie prawdy gdzie indziej. Gdzie?


Zmieniony ( 23.06.2008. )
Czytaj całość…
 
"Profiessor" a odpowiedzialność Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
08.02.2008.

MD 

Profiessor” a odpowiedzialność

            Agent GRU (FSB?) w niedawno wydanej książce ujawnił (wydał??), że na szczytach III RP był uplasowany i działa(-ł?) ważny agent o pseudonimie „Profiessor” , szczególnie w sprawach zagranicznych. [GW: Siergiej Tretiakow był od 1995 do 2000 r. zastępcą szefa placówki rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego (SWR) w Nowym Jorku]. A właściwie p. Tretiakow  nie ujawnił a pogroził. Pogrożenie zaś – to nie pogrążenie – tylko przyjacielskie ostrzeżenie. Odpowiedzialni towarzysze (aj! no przecie tera my som businessmen!!) wskazują Profiessorowi, gdzie kończą się plecy, a zaczyna – odpowiedzialność. Przecież pacta sunt servanda, ochrona i dyskrecja może działać aż do śmierci, a nawet... daleko za grób! Ale nie musi. Oficerowie prowadzący są władzą tylko dla TW lub Agentów, czy niższych rangą oficerów. Natomiast AW (Agenci Wpływu) prowadzą Rozmowy za swymi Partnerami, Można przecież takiego Agenta upewnić, że tych Rozmów nijak nie protokołujemy, prawda?

            Stąd takie bezmierne zdziwienie różnych Teologów czy Filozofów, czy innych A...gentów (Adam), że jednak „są na haku” i można ich utrącić lub choć ich działania przypomnieć..

            Więc niezależnie od tego, czy Profiessor badał prostytutki (średniowieczne, oczywiście!), czy z honorem opisywał zalety „przyzwoitości”, to musi wykonywać polecenia wszystkich swych Rozmówców. Spoko: Nie sądzę, Profiessor, by te zlecenia były sprzeczne. Od czegóż dziesięciolecia doświadczeń w negocjacjach, dialogu i kompromisie? Kompromis lepszy, niż kompromaty (jak mówią Rosjanie). Tylko tubylcy są i mogą być ofiarami tego dialogu.

Zmieniony ( 13.02.2008. )
 
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 351 - 400 z 518
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.