Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 120 gości
S T A R T
Tuesday 26 October 2021 17:22:18.35.
N O W O Ś C I
W Y S Z U K I W A R K A
 
POLECANE
Początek decydującej fazy Drukuj Email
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
13.03.2016.

Początek decydującej fazy

 

Stanisław Michalkiewicz http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3603

 

Komentarz  •  tygodnik „Goniec” (Toronto)  •  13 marca 2016

 

Wprawdzie w mediach, zarówno tych ubeckich, jak i tych życzliwych rządowi – bo generalnie podział coraz wyraźniej przebiega wzdłuż tej linii – od środy aż huczy od komentarzy na temat „sporu” między rządem a Trybunałem Konstytucyjnym – ale żadnego „sporu” tutaj nie ma.

To znaczy – oczywiście jest, ale to tylko powierzchnia zjawiska, bo tak naprawdę, to prezes Trybunału Konstytucyjnego, pan prof. Andrzej Rzepliński, krok po kroku realizuje scenariusz wysadzenia w powietrze zarówno wybranego w maju ub. roku prezydenta państwa, jak i rządu utworzonego po jesiennych wyborach, by w ten sposób ponownie doprowadzić do kierowania państwem poprzez polityczną ekspozyturę Stronnictwa Pruskiego, za jaką uważam Platformę Obywatelską oraz „Chamów”, to znaczy przedstawicieli największych ubeckich dynastii, którzy w tym celu sprzymierzyli się z „Żydami”, to znaczy – nie tylko z przedstawicielami „lewicy laickiej”, a więc dawnymi stalinowcami w drugim, a nawet już trzecim pokoleniu, ale również z Żydami sensu stricto, to znaczy – z lobby żydowskim w Polsce i za granicą.

Kto jest autorem scenariusza, który krok po kroku realizuje drapujący się w togę Katona pan prof. Andrzej Rzepliński – tego oczywiście nie wiemy, ale nietrudno się tego domyślić. Z obfitości serca bowiem usta mówią, a w tej sprawie najbardziej wymowna była od początku prasa niemiecka oraz media kontrolowane przez lobby żydowskie zarówno w Polsce, jak i za granicą. Is fecit cui prodest – ten zrobił, kto skorzystał – powiadali starożytni Rzymianie – a któż może skorzystać na interwencji w Polsce w ramach zapisanej w traktacie lizbońskim tak zwanej „klauzuli solidarności”? Jak wiadomo przewiduje ona, że w przypadku zagrożenia demokracji w kraju członkowskim UE, Unia, na prośbę tego państwa, może udzielić mu „bratniej pomocy”, również w postaci interwencji wojskowej.

Z brzmienia zapisów traktatu wynika, że z taką prośbą powinny zwrócić się władze zainteresowanego kraju, ale cóż zrobić w przypadku, gdy zagrożenie dla demokracji wypływa właśnie od tych władz? Wtedy ktoś musi je wyręczyć i właśnie dlatego Wojskowe Służby Informacyjne, których oficjalnie „nie ma”, ale ta nieobecność stanowi tylko wyższą formę obecności, na bazie rozbudowanej w okresie dobrego fartu agentury, wokół której zaroiło się od osób zagrożonych utratą alimentów, no i oczywiście – pożytecznych idiotów, którzy myślą, że z tymi zagrożeniami demokracji to wszystko naprawdę – otóż właśnie dlatego WSI utworzyły Komitet Obrony Demokracji.

Na jego fasadzie umieściły naturszczyka, współczesną edycję „Bolka”, w osobie pana Mateusza Kijowskiego, filuta „na utrzymaniu żony”, który już był w Brukseli przyjmowany z rewerencją należną głowie państwa. Zadaniem KOD jest wykorzystanie sytuacji zaognianej przez pana prezesa Rzeplińskiego do wywołania pod pretekstem obrony demokracji rozległych rozruchów połączonych z niszczeniem mienia i aktami przemocy, by w ten sposób sprowokować rząd do ich pacyfikacji i wykorzystać to do oskarżenia go o stosowanie „państwowego terroryzmu” - bo impulsem do uruchomienia procedury opisanej w „klauzuli solidarności” jest właśnie zagrożenie demokracji z powodu „terroryzmu”.

Jak widzimy, role w realizacji scenariusza nie tylko zostały precyzyjnie rozpisane, ale są krok po kroku realizowane z iście niemiecką pedanterią, wspieraną przez żydowską hucpę, która nie cofa się nawet przed wykorzystaniem w antypolskiej propagandzie syna kata Polaków Hansa Franka. Skoro wszyscy tak się uwijają wokół wysadzenia w powietrze aktualnego polskiego rządu, to muszą mieć na uwadze niebagatelne korzyści – bo samą demokracją w Polsce nikt by się tak nie przejmował.

Otóż Niemcy pewnie liczą, że w tym zamieszaniu uda im się załatwić remanenty, które czekają na załatwienie już 70 z górą lat, a Żydzi – że WSI odwdzięczy im się za odsuniecie zagrożenia utratą korzyści z dotychczasowej okupacji kraju i nakaże swoim figurantom w rodzaju pani Ewy Kopaczowej z psiapsiółkami, zrealizowanie tak zwanych roszczeń majątkowych. Rysuje się zatem scenariusz rozbiorowy. Co z tego będzie miał pan prof. Andrzej Rzepliński – trudno zgadnąć, chyba, że liczy na to, iż interwenci zrobią go prezydentem powstałego w ten sposób bantustanu, podobnie jak Breżniew w swoim czasie osadził na afgańskim tronie Babraka Karmala, a później Amerykanie – Hamida Karzaja.

Ano, skoro prezydentem naszego nieszczęśliwego kraju był Lech Wałęsa, czy Aleksander Kwaśniewski, to dlaczego nie mógłby nim zostać pan prof. Andrzej Rzepliński, który właśnie próbuje zatrzeć nieprzyjemne wrażenie wysługiwania się komuchom w PZPR ciułaniem sobie legendy nieprzejednanego obrońcy demokracji i praworządności.

Niestety mimo osobistych starań, a także pompowania przez ubeckie i żydowskie media, nadal śmierdzi mu z tyłka. Oto bowiem, kiedy w czerwcu ub. roku sejmowa większość zdominowana przez PO i PSL wybrała „nadprogramowych” sędziów do Trybunału Konstytucyjnego, to pan prof. Rzepliński przeszedł do porządku nad tym naruszeniem prawa. Dlaczego? Przecież nie dlatego, by tego nie zauważył. Posądzenie pana prof. Rzeplińskiego o taki brak spostrzegawczości byłoby niegrzeczne. Skoro zatem sprawiał wrażenie, jakby nie zauważył, to pewnie dlatego, że był dopuszczony do konfidencji i wiedział, że jest to prowokacja, obliczona na wciągnięcie PiS w działania balansujące na granicy prawa, albo ją przekraczające.

Wprawdzie nie ma pewności, czy owi „nadprogramowi” sędziowie TK też byli dopuszczeni do konfidencji, ale trudno uwierzyć, by tacy tędzy prawnicy nie zdawali sobie sprawy z tego, co się dzieje. A jeśli zdawali sobie sprawę i pozwolili wybrać się w tym trybie, to niestety muszę uznać ich za szubrawców pozbawionych kwalifikacji moralnych wymaganych do sprawowania funkcji sędziego. Podobnie od tego momentu za szubrawca muszę uważać również pana prof. Andrzeja Rzeplińskiego.

PiS dał się w pułapkę wciągnąć – prawdopodobnie dlatego, że i Jarosław Kaczyński nie miał najmniejszych złudzeń co do sędziów TK - że mianowicie będą posłusznie i w podskokach blokować wszystkie ustawodawcze inicjatywy rządu pod pozorem ich „niekonstytucyjności”. Jest to zadanie dziecinnie łatwe, bo zawsze można orzec, że ustawa jest niezgodna z art. 2 konstytucji, stanowiącym, że RP jest „demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.”

Tylko absolwent wszystkich akademii pierwszomajowych Aleksander Kwaśniewski do spółki ze znanym z „postawy służebnej” nieboszczykiem Tadeuszem Mazowieckim, był w stanie umieścić tyle nonsensów w jednym krótkim zdaniu, które wskutek tego jest pełne wewnętrznych sprzeczności. A zgodnie z prawem Dunsa Szkota, z fałszywego zdania można wyprowadzić dowolny wniosek – z czego Trybunał Konstytucyjny skwapliwie i wielokrotnie korzystał – w sposób szczególnie rażący w roku 2007, kiedy zajmował się ustawą lustracyjną, która choćby z uwagi na tematykę i zagrożenia dla konfidentów uplasowanych w międzyczasie na ważnych stanowiskach państwowych, musiała wzbudzać żywe zainteresowanie oficerów prowadzących.

Dowody tej skwapliwości widać było i wcześniej, kiedy TK zajmował się uchwałą lustracyjną Sejmu. Postępowanie w tej sprawie zakończyło się o godzinie 14.30, a już półtorej godziny później TK ogłosił wyrok, a następnie pan prof. Andrzej Zoll odczytał 30 stron maszynopisu uzasadnienia.

Teraz było jeszcze bardziej osobliwie, bo z Trybunału nie tylko „wyciekł” projekt wyroku przed jego ogłoszeniem, ale uzasadnienie liczyło około 200 stron. Najwyraźniej Trybunał musiały wspierać proroctwa – co jest oczywiście przypuszczeniem uprzejmym, bo mniej uprzejmie trzeba byłoby podejrzewać, że sprawa od samego początku była przesądzona.

Dodatkową poszlakę stanowi fakt, że pan prezes Rzepliński, zanim jeszcze rozpoczęło się postępowanie przed TK postanowił zignorować nowelizację ustawy o TK. Ponieważ nie mógł jeszcze wiedzieć, że jest niekonstytucyjna, musimy przyjąć, że zignorował ją, bo mu się nie podobała. Jemu – a także oficerom prowadzącym – bo nie chce mi się wierzyć, żeby akurat w Trybunale Konstytucyjnym, od którego tak wiele przecież zależy, nie było żadnych konfidentów. Przeciwnie – wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że wszyscy są tam konfidentami – bo jakieś kryteria doboru muszą przecież być.

Prowokacja, w jaką dał się wciągnąć rząd, zaowocowała kolejnymi dziwactwami, a nawet łajdactwami. Najwyraźniej rząd musiał dojść do wniosku, że vim vi repellere licet, co się wykłada, że siłę godzi się odeprzeć siłą – a że trzeba było do tego dorabiać coraz to bardziej karkołomne uzasadnienia zarówno z jednej, jak i drugiej strony – doszło wreszcie do zaognienia konfliktu, w który coraz wyraźniej angażują się różne ośrodki zagraniczne, przede wszystkim – Niemcy i Żydzi. Najwyraźniej coraz szybciej nasz nieszczęśliwy kraj zmierza do scenariusza rozbiorowego.

Na tym tle osobliwie, a nawet komicznie zabrzmiał apel, z jakim europoseł Janusz Korwin-Mikke zwrócił się do naszej niezwyciężonej armii, żeby przejęła władzę i w ten sposób ratowała państwo. Apel osobliwy, a nawet komiczny z dwóch powodów. Po pierwsze – po 18 czerwca ubiegłego roku RAZWIEDUPR, który co najmniej od stanu wojennego przejął w Polsce władzę i sprawował ją za fasadą demokratycznych dekoracji, został wpisany przez Amerykanów na listę „naszych sukinsynów” i dlatego może dzisiaj wojować z PiS-owskim rządem. W przeciwnym razie żadnej wojny by nie było, a każdy, kto by próbował ją rozpocząć, wylądowałby albo w ziemi, albo w bazie Guantanamo. Skoro tedy RAZWIEDUPR jak dotąd utracił jedynie fasadę władzy, ale nadal kontroluje nie tylko jej zaplecze, ale – poprzez agenturę - kluczowe segmenty gospodarki i całe segmenty aparatu państwowego z wymiarem sprawiedliwości na czele – to jakże ma władzę dopiero „przejąć”? Nie można „przejąć” tego, co się ma, to chyba jasne?

A – po drugie – nawet gdyby tak nie było, nawet gdyby punkt ciężkości władzy rzeczywiście spoczywał u nas w konstytucyjnych organach państwa, to oczekiwanie, że nasza niezwyciężona armia byłaby zdolna do przejęcia władzy, a zwłaszcza do jej sprawowania w interesie państwa, może wywołać wyłącznie niezamierzony efekt komiczny. Tworzące trzon naszej niezwyciężonej armii grono poprzebieranych w mundury urzędników o żadnej władzy nie myśli. Jeśli już – to o jak najszybszym przejściu na emeryturę – i stanie po stronie każdego, kto mu to obieca. Dlatego nie mam wątpliwości, że kiedy scenariusz rozbiorowy wejdzie w fazę realizacji, nasza niezwyciężona murem stanie po stronie „demokracji i praworządności”, czyli – po stronie interwentów.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Zmieniony ( 15.03.2016. )
 
73 lata temu Hitler wprowadził aborcję. Promotorzy mordowania dzieci ogłoszą 9 marca swoim świętem? Drukuj Email
Wpisał: Adolf i Soso   
09.03.2016.

73 lata temu Hitler wprowadził aborcję na terenach Polski. Kiedy promotorzy mordowania dzieci ogłoszą 9 marca swoim świętem?

 

2016-3-9 

źródło  

Dwóch pierwszych przywódców europejskich, którzy wprowadzili aborcję do prawodawstwa podległych im terenów to Józef Stalin i Adolf Hitler. Wszystkie przepisy zezwalające na mordowanie dzieci w łonach matek stanowią więc realizację ich duchowego testamentu. Pamiętajcie o tym, zwolennicy „wyboru”.

9 marca 1943 roku na okupowanych przez Niemców ziemiach polskich ukazało się rozporządzenie zezwalające Polkom na aborcję bez jakichkolwiek sankcji i kar z tego tytułu. Tymczasem aborcja niemieckiego dziecka karana była nawet śmiercią, choć była dopuszczalna, jeżeli posiadały one (lub mogły posiadać) wady wrodzone.

 Chodziło oczywiście o stworzenie idealnej „rasy panów”. Niemieckie dzieci miały rodzić się idealne. A polskie? Najlepiej, gdyby w ogóle ich nie było, w końcu w myśl rasistów spod znaki swastyki, byli to podludzie.

Martin Borman, sekretarz Hitlera mówił wprost: „płodność Słowian jest niepożądana. Niech używają prezerwatyw albo robią skrobanki - im więcej, tym lepiej”.

Sam Hitler powiedział zaś w 1942 roku: „W obliczu dużych rodzin tubylczej ludności, jest dla nas bardzo korzystne, jeśli dziewczęta i kobiety mają możliwie najwięcej aborcji. Osobiście zastrzelę tego idiotę, który chciałby wprowadzić w życie przepisy zabraniające aborcji na wschodnich terenach okupowanych”.

Źródło: interia.pl kra

Zmieniony ( 09.03.2016. )
 
kobieta-z-wenecji . Suchocka. Drukuj Email
Wpisał: Suchocka   
05.03.2016.

kobieta-z-wenecji . Suchocka.

 

Przypomnijmy:

 

Pani Suchocka jest wiceprzewodniczącą Komisji Weneckiej.


Brała udział w prywatyzacji Iglopolu - głównego dysponenta PGR-ów na południu Polski.

 

A to jej willa. Tu porównana do domku Putina.

 

https://wirtualnapolonia.com/2016/03/05/coco-jambo-i-do-przodu-czyli-kobieta-z-wenecji

 

 
List czytelniczki Drukuj Email
Wpisał: Lusia Ogińska   
04.03.2016.

List czytelniczki

 

Warszawska Gazeta 4 - 10 marca 2016 r.

 

Szanowny Panie Redaktorze!

 

Mamy „na fali” Żołnierzy Wyklętych, Niezłomnych. Świętujemy, pamiętamy, wspominamy… To, że o nich się mówi, jest świadectwem zmian, które zachodzą w Polsce.

Zmiany te są jednak fasadowe i niestety kosmetyczne.

Mówi się o zabitych w latach 1948-1956, a nie mówi się prawdy o ich katach… Jakby upubliczniony fakt, że ktoś został zmaltretowany, zniszczony, zabity – automatycznie mordercę uniewinniał?!...

Przecież naród polski to widzi!!!

 

Wspominamy: „Nila”, Pileckiego, „Inkę”, „Łupaszkę”, „Zaporę”, „Żbika”.

Na temat ich katów: Wolińskiej, Fejgina, Bristigerowej, Światły, Romkowskiego, Różańskiego, Bermana i wielu, wielu innych – w dalszym ciągu obowiązuje stara zmowa milczenia!!!

 

Jeśli ten rząd chce istnieć, musi stanąć w prawdzie, musi mówić nie tylko o Żołnierzach Wyklętych, ale i o katach przeklętych. Nie wystarczą maratony przez całą Warszawę, nie wystarczą okazjonalne przyśpiewki, capstrzyki, akademie, wieczorki poetyckie czy filmy. 

Nadeszła pora, by zlikwidować grubą kreskę na rzecz cienkiej linki, na której, bodaj symbolicznie, powinni zawisnąć ci, którzy ten ustrój stworzyli!

Tego milczenia o katach żadna dyplomacja nie usprawiedliwi, żadne politykowanie, żaden „interes społeczny”! Jeśli milczeniem usprawiedliwia się zbrodniarzy, to znaczy, że nasz kolejny rząd jedzie po tych samych, po wojnie wytyczonych – jedynie słusznych torach, które zawsze prowadzą do stacji – Wysiadka!

Nawet  bardzo gruba betonowa krecha nie jest tak gruba, żeby mogła zamurować usta prawdzie.

 

Prawda

 

W lochu więziennym, pośród nocy

otwarły się przed Prawdą drzwi…

Ktoś wołał Boga, ktoś pomocy,

a inny tylko liczył łzy.

Wiatr zachichotał, potem załkał,

kropla po murze skapywała…

We drzwiach stanęła naga Prawda,

w źrenicy naga łza błyszczała.

 

Za biurkiem siedział on. Notował,

nie spojrzał nawet w Prawdy stronę.

Wiatr się unosił i wciąż wołał,

poniósł cierpienie nieskończone…

 

- Nazwisko!?

- Prawda!

- Kłamiesz suko!

 

- Nazwisko!?

- Prawda!

- Ot zeznanie…

 

Bykowiec w celi zabrzmiał głucho:

- Nazwisko!?

- Prawda!

- Kłamiesz!... Kłamiesz!

 

On miał skórzaną czapkę ciemną,

bykowiec też skórzany był.

Wiatr wzbił się w niebo, w nieśmiertelność

i żalił się, i łkał, i wył!

 

A on z kabury wyjął broń:

- Nazwisko!?

- Prawda… Przecież wiesz!

Wysyczał mierząc prosto w skroń:

- Ty podła suko, ciągle łżesz!

Kropla po murze skapywała,

gdy naga Prawda umierała…

On tylko krzyknąć zdążył jeszcze:

- To za to… że ty suko… jesteś!!!

 

A dziś tak samo. W środku nocy,

przed Prawdą się otworzą drzwi!

Boga zawoła ktoś! Pomocy!

Znów zalśnią Prawdy krople krwi…

 

Z uszanowaniem Lusia Ogińska

 
Nowy naród (zd)radziecki Drukuj Email
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
03.03.2016.

Nowy naród (zd)radziecki

Stanisław Michalkiewicz http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3595

Felieton    Radio Maryja    3 marca 2016

Szanowni Państwo!

Starsi ludzie, zwłaszcza ci, co to w przeszłości zetknęli się z marksistowską politgramotą, pamiętają zapewne jedno z czterech spiżowych praw dialektyki, że mianowicie zmiany ilościowe przechodzą w zmiany jakościowe. Młodszym wyjaśnię to na przykładzie. Pojedynczy dureń, to po prostu dureń, chociaż, gdyby partia kazała, to i on może zostać autorytetem moralnym, a nawet narodowym bohaterem. Kiedy jednak zbierze się wielu durniów, to z tego robi się całkiem nowa jakość. Powstaje partia, która charakteryzuje się zbiorową mądrością, a nawet – nieomylnością – oczywiście do czasu, to znaczy – do zmiany kierownictwa. Bo wtedy dawna zbiorowa mądrość okazuje się stekiem sprośnych odchyleń Niebu obrzydłych, a nieomylność – błędami i wypaczeniami. Wszystko tedy zaczyna się od nowa, aż do kolejnej zmiany kierownictwa – i tak dalej.

Po cóż jednak odwoływać się do dawnych przykładów, kiedy oto na naszych oczach sprawdzają się tamte spiżowe prawa dialektyki? Po ujawnieniu dokumentów dotyczących agenta „Bolka”, poparcie dla byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju Lecha Wałęsy, zaczęło zataczać coraz szersze kręgi, obejmując wszystkie środowiska społeczne bez wyjątku. Prawdomównego Lecha Wałęsę popierają zarówno partyjni, jak i bezpartyjni, wierzący, jak i niewierzący, żywi i umar... - no mniejsza z tym. Słowem – za sprawą oficerów prowadzących, którzy mobilizują wszystkie istniejące rezerwy, zmiany ilościowe idą pełną parą, co zgodnie z marksistowską dialektyką musiało w końcu doprowadzić do zmiany jakościowej.

No i doprowadziło! W dniach ostatnich (czyżby rzeczywiście nadchodziły zapowiadane „dni ostatnie”?) - otóż w dniach ostatnich odbyły się w kilku miastach naszego nieszczęśliwego kraju manifestacje Komitetu Obrony Demokracji, których uczestnicy tym razem kicali w obronie prawdomównego Lecha Wałęsy. Ale nie chodzi o to, że kicali, tylko, że nieśli przed sobą transparent z napisem: „My, Naród”. Było to nawiązanie do pierwszych słów przemówienia Lecha Wałęsy w Kongresie Stanów Zjednoczonych, które do spółki ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich zaprojektowały sławną transformację ustrojową. Jak wiadomo, przewidywała ona, że trzeba wiele zmienić, by wszystko zostało po staremu.

W ramach takiej strategii rola konfidentów staje się kluczowa, bo tylko oni potrafią zapewnić ciągłość między dawnymi i nowymi laty – oczywiście pod warunkiem ulokowania ich na odpowiednich stanowiskach, na przykład – na stanowisku prezydenta. Wtedy wszystko – jak powiadają gitowcy - „gra i koliduje”, zwłaszcza gdy wszelkie wątpliwości zagłuszy propagandowy klangor. I tak się właśnie stało; jak ogłosiła przez telewizor pani Joanna Szczepkowska – 4 czerwca „upadł komunizm”, a najlepszym tego dowodem był wybór przywódcy owych upadłych komunistów, czyli generała Jaruzelskiego na prezydenta „wolnej Polski”.

Ale nie chodziło tylko o nawiązanie do chwalebnej przeszłości. Transparent z napisem: „My, Naród” dawał również, a może nawet przede wszystkim, świadectwo zmianie jakościowej. Pojedynczy konfident, niechby nawet „Bolek”, to tylko konfident. Jeśli jednak RAZWIEDUPR zmobilizuje wszystkich konfidentów z rodzinami, to kto wie – może wystarczy ich nawet na „naród”? Widać wyraźnie, że polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza, z którą historyczny naród polski od roku 1944 musi dzielić terytorium państwowe, ma ambicję podniesienia formy swojej egzystencji na wyższy poziom – z poziomu przednarodowego na poziom narodowy. Warto przypomnieć, że precedensy już były; kiedy Nasz Najważniejszy Sojusznik nakazał nam uznać Kosowo, to „Gazeta Wyborcza” na poczekaniu wymyśliła naród „Kosowerów”. Ano, skoro na Mazowszu żyją Mazowerowie, to dlaczego w Kosowie nie mogłoby być „Kosowerów”?

Skoro jednak już pojawił się nowy naród konfidentów, to trzeba by dorobić mu jakąś historyczną tradycję, bo naród bez historycznej tradycji, to jak Cygan bez drumli. Na początek – narodowe święto. Akurat 1 marca historyczny naród polski obchodził Dzień Pamięci Żołnierzy Niezłomnych, ale przecież trudno wymagać, żeby w tych obchodach uczestniczyli konfidenci. Dla nich byłoby to niezręczne, a dla bohaterów – ubliżające. Ale przecież już wkrótce nadejdzie 1 maja – święto naszych okupantów! Czyż to nie odpowiedni moment na ustanowienie Dnia Konfidenta? W ramach obchodów konfidenci mogliby defilować przez miasta w uroczystych pochodach, zakończonych nabożeństwami ku czci Świętego Spokoju, najlepiej w świątyniach pod wezwaniem patrona prowokatorów, Jewno Azefa.

Mówił Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza z cyklu „Myśląc Ojczyzna” jest emitowany w Radiu Maryja w każdą środę o godz. 20.50. Komentarze nie są emitowane podczas przerwy wakacyjnej w lipcu i sierpniu.
Tu znajdziesz komentarze w plikach mp3 – do wysłuchania lub ściągnięcia.

 
Zobacz też…
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 51 - 100 z 539
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.