Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 18 gości
S T A R T
Wednesday 04 August 2021 02:22:18.40.
N O W O Ś C I
W Y S Z U K I W A R K A
 
POLECANE
73 lata temu Hitler wprowadził aborcję. Promotorzy mordowania dzieci ogłoszą 9 marca swoim świętem? Drukuj Email
Wpisał: Adolf i Soso   
09.03.2016.

73 lata temu Hitler wprowadził aborcję na terenach Polski. Kiedy promotorzy mordowania dzieci ogłoszą 9 marca swoim świętem?

 

2016-3-9 

źródło  

Dwóch pierwszych przywódców europejskich, którzy wprowadzili aborcję do prawodawstwa podległych im terenów to Józef Stalin i Adolf Hitler. Wszystkie przepisy zezwalające na mordowanie dzieci w łonach matek stanowią więc realizację ich duchowego testamentu. Pamiętajcie o tym, zwolennicy „wyboru”.

9 marca 1943 roku na okupowanych przez Niemców ziemiach polskich ukazało się rozporządzenie zezwalające Polkom na aborcję bez jakichkolwiek sankcji i kar z tego tytułu. Tymczasem aborcja niemieckiego dziecka karana była nawet śmiercią, choć była dopuszczalna, jeżeli posiadały one (lub mogły posiadać) wady wrodzone.

 Chodziło oczywiście o stworzenie idealnej „rasy panów”. Niemieckie dzieci miały rodzić się idealne. A polskie? Najlepiej, gdyby w ogóle ich nie było, w końcu w myśl rasistów spod znaki swastyki, byli to podludzie.

Martin Borman, sekretarz Hitlera mówił wprost: „płodność Słowian jest niepożądana. Niech używają prezerwatyw albo robią skrobanki - im więcej, tym lepiej”.

Sam Hitler powiedział zaś w 1942 roku: „W obliczu dużych rodzin tubylczej ludności, jest dla nas bardzo korzystne, jeśli dziewczęta i kobiety mają możliwie najwięcej aborcji. Osobiście zastrzelę tego idiotę, który chciałby wprowadzić w życie przepisy zabraniające aborcji na wschodnich terenach okupowanych”.

Źródło: interia.pl kra

Zmieniony ( 09.03.2016. )
 
kobieta-z-wenecji . Suchocka. Drukuj Email
Wpisał: Suchocka   
05.03.2016.

kobieta-z-wenecji . Suchocka.

 

Przypomnijmy:

 

Pani Suchocka jest wiceprzewodniczącą Komisji Weneckiej.


Brała udział w prywatyzacji Iglopolu - głównego dysponenta PGR-ów na południu Polski.

 

A to jej willa. Tu porównana do domku Putina.

 

https://wirtualnapolonia.com/2016/03/05/coco-jambo-i-do-przodu-czyli-kobieta-z-wenecji

 

 
List czytelniczki Drukuj Email
Wpisał: Lusia Ogińska   
04.03.2016.

List czytelniczki

 

Warszawska Gazeta 4 - 10 marca 2016 r.

 

Szanowny Panie Redaktorze!

 

Mamy „na fali” Żołnierzy Wyklętych, Niezłomnych. Świętujemy, pamiętamy, wspominamy… To, że o nich się mówi, jest świadectwem zmian, które zachodzą w Polsce.

Zmiany te są jednak fasadowe i niestety kosmetyczne.

Mówi się o zabitych w latach 1948-1956, a nie mówi się prawdy o ich katach… Jakby upubliczniony fakt, że ktoś został zmaltretowany, zniszczony, zabity – automatycznie mordercę uniewinniał?!...

Przecież naród polski to widzi!!!

 

Wspominamy: „Nila”, Pileckiego, „Inkę”, „Łupaszkę”, „Zaporę”, „Żbika”.

Na temat ich katów: Wolińskiej, Fejgina, Bristigerowej, Światły, Romkowskiego, Różańskiego, Bermana i wielu, wielu innych – w dalszym ciągu obowiązuje stara zmowa milczenia!!!

 

Jeśli ten rząd chce istnieć, musi stanąć w prawdzie, musi mówić nie tylko o Żołnierzach Wyklętych, ale i o katach przeklętych. Nie wystarczą maratony przez całą Warszawę, nie wystarczą okazjonalne przyśpiewki, capstrzyki, akademie, wieczorki poetyckie czy filmy. 

Nadeszła pora, by zlikwidować grubą kreskę na rzecz cienkiej linki, na której, bodaj symbolicznie, powinni zawisnąć ci, którzy ten ustrój stworzyli!

Tego milczenia o katach żadna dyplomacja nie usprawiedliwi, żadne politykowanie, żaden „interes społeczny”! Jeśli milczeniem usprawiedliwia się zbrodniarzy, to znaczy, że nasz kolejny rząd jedzie po tych samych, po wojnie wytyczonych – jedynie słusznych torach, które zawsze prowadzą do stacji – Wysiadka!

Nawet  bardzo gruba betonowa krecha nie jest tak gruba, żeby mogła zamurować usta prawdzie.

 

Prawda

 

W lochu więziennym, pośród nocy

otwarły się przed Prawdą drzwi…

Ktoś wołał Boga, ktoś pomocy,

a inny tylko liczył łzy.

Wiatr zachichotał, potem załkał,

kropla po murze skapywała…

We drzwiach stanęła naga Prawda,

w źrenicy naga łza błyszczała.

 

Za biurkiem siedział on. Notował,

nie spojrzał nawet w Prawdy stronę.

Wiatr się unosił i wciąż wołał,

poniósł cierpienie nieskończone…

 

- Nazwisko!?

- Prawda!

- Kłamiesz suko!

 

- Nazwisko!?

- Prawda!

- Ot zeznanie…

 

Bykowiec w celi zabrzmiał głucho:

- Nazwisko!?

- Prawda!

- Kłamiesz!... Kłamiesz!

 

On miał skórzaną czapkę ciemną,

bykowiec też skórzany był.

Wiatr wzbił się w niebo, w nieśmiertelność

i żalił się, i łkał, i wył!

 

A on z kabury wyjął broń:

- Nazwisko!?

- Prawda… Przecież wiesz!

Wysyczał mierząc prosto w skroń:

- Ty podła suko, ciągle łżesz!

Kropla po murze skapywała,

gdy naga Prawda umierała…

On tylko krzyknąć zdążył jeszcze:

- To za to… że ty suko… jesteś!!!

 

A dziś tak samo. W środku nocy,

przed Prawdą się otworzą drzwi!

Boga zawoła ktoś! Pomocy!

Znów zalśnią Prawdy krople krwi…

 

Z uszanowaniem Lusia Ogińska

 
Nowy naród (zd)radziecki Drukuj Email
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
03.03.2016.

Nowy naród (zd)radziecki

Stanisław Michalkiewicz http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3595

Felieton    Radio Maryja    3 marca 2016

Szanowni Państwo!

Starsi ludzie, zwłaszcza ci, co to w przeszłości zetknęli się z marksistowską politgramotą, pamiętają zapewne jedno z czterech spiżowych praw dialektyki, że mianowicie zmiany ilościowe przechodzą w zmiany jakościowe. Młodszym wyjaśnię to na przykładzie. Pojedynczy dureń, to po prostu dureń, chociaż, gdyby partia kazała, to i on może zostać autorytetem moralnym, a nawet narodowym bohaterem. Kiedy jednak zbierze się wielu durniów, to z tego robi się całkiem nowa jakość. Powstaje partia, która charakteryzuje się zbiorową mądrością, a nawet – nieomylnością – oczywiście do czasu, to znaczy – do zmiany kierownictwa. Bo wtedy dawna zbiorowa mądrość okazuje się stekiem sprośnych odchyleń Niebu obrzydłych, a nieomylność – błędami i wypaczeniami. Wszystko tedy zaczyna się od nowa, aż do kolejnej zmiany kierownictwa – i tak dalej.

Po cóż jednak odwoływać się do dawnych przykładów, kiedy oto na naszych oczach sprawdzają się tamte spiżowe prawa dialektyki? Po ujawnieniu dokumentów dotyczących agenta „Bolka”, poparcie dla byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju Lecha Wałęsy, zaczęło zataczać coraz szersze kręgi, obejmując wszystkie środowiska społeczne bez wyjątku. Prawdomównego Lecha Wałęsę popierają zarówno partyjni, jak i bezpartyjni, wierzący, jak i niewierzący, żywi i umar... - no mniejsza z tym. Słowem – za sprawą oficerów prowadzących, którzy mobilizują wszystkie istniejące rezerwy, zmiany ilościowe idą pełną parą, co zgodnie z marksistowską dialektyką musiało w końcu doprowadzić do zmiany jakościowej.

No i doprowadziło! W dniach ostatnich (czyżby rzeczywiście nadchodziły zapowiadane „dni ostatnie”?) - otóż w dniach ostatnich odbyły się w kilku miastach naszego nieszczęśliwego kraju manifestacje Komitetu Obrony Demokracji, których uczestnicy tym razem kicali w obronie prawdomównego Lecha Wałęsy. Ale nie chodzi o to, że kicali, tylko, że nieśli przed sobą transparent z napisem: „My, Naród”. Było to nawiązanie do pierwszych słów przemówienia Lecha Wałęsy w Kongresie Stanów Zjednoczonych, które do spółki ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich zaprojektowały sławną transformację ustrojową. Jak wiadomo, przewidywała ona, że trzeba wiele zmienić, by wszystko zostało po staremu.

W ramach takiej strategii rola konfidentów staje się kluczowa, bo tylko oni potrafią zapewnić ciągłość między dawnymi i nowymi laty – oczywiście pod warunkiem ulokowania ich na odpowiednich stanowiskach, na przykład – na stanowisku prezydenta. Wtedy wszystko – jak powiadają gitowcy - „gra i koliduje”, zwłaszcza gdy wszelkie wątpliwości zagłuszy propagandowy klangor. I tak się właśnie stało; jak ogłosiła przez telewizor pani Joanna Szczepkowska – 4 czerwca „upadł komunizm”, a najlepszym tego dowodem był wybór przywódcy owych upadłych komunistów, czyli generała Jaruzelskiego na prezydenta „wolnej Polski”.

Ale nie chodziło tylko o nawiązanie do chwalebnej przeszłości. Transparent z napisem: „My, Naród” dawał również, a może nawet przede wszystkim, świadectwo zmianie jakościowej. Pojedynczy konfident, niechby nawet „Bolek”, to tylko konfident. Jeśli jednak RAZWIEDUPR zmobilizuje wszystkich konfidentów z rodzinami, to kto wie – może wystarczy ich nawet na „naród”? Widać wyraźnie, że polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza, z którą historyczny naród polski od roku 1944 musi dzielić terytorium państwowe, ma ambicję podniesienia formy swojej egzystencji na wyższy poziom – z poziomu przednarodowego na poziom narodowy. Warto przypomnieć, że precedensy już były; kiedy Nasz Najważniejszy Sojusznik nakazał nam uznać Kosowo, to „Gazeta Wyborcza” na poczekaniu wymyśliła naród „Kosowerów”. Ano, skoro na Mazowszu żyją Mazowerowie, to dlaczego w Kosowie nie mogłoby być „Kosowerów”?

Skoro jednak już pojawił się nowy naród konfidentów, to trzeba by dorobić mu jakąś historyczną tradycję, bo naród bez historycznej tradycji, to jak Cygan bez drumli. Na początek – narodowe święto. Akurat 1 marca historyczny naród polski obchodził Dzień Pamięci Żołnierzy Niezłomnych, ale przecież trudno wymagać, żeby w tych obchodach uczestniczyli konfidenci. Dla nich byłoby to niezręczne, a dla bohaterów – ubliżające. Ale przecież już wkrótce nadejdzie 1 maja – święto naszych okupantów! Czyż to nie odpowiedni moment na ustanowienie Dnia Konfidenta? W ramach obchodów konfidenci mogliby defilować przez miasta w uroczystych pochodach, zakończonych nabożeństwami ku czci Świętego Spokoju, najlepiej w świątyniach pod wezwaniem patrona prowokatorów, Jewno Azefa.

Mówił Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza z cyklu „Myśląc Ojczyzna” jest emitowany w Radiu Maryja w każdą środę o godz. 20.50. Komentarze nie są emitowane podczas przerwy wakacyjnej w lipcu i sierpniu.
Tu znajdziesz komentarze w plikach mp3 – do wysłuchania lub ściągnięcia.

 
Przerwany spektakl trupy osiadłej "KABOTYN". "Au-tor ! au-tor !!!" Drukuj Email
Wpisał: Sir Winston   
28.02.2016.

Przerwany spektakl trupy osiadłej „KABOTYN”.

„au-tor! au-tor !!!”

 

Sir Winston  18.02 http://sirwinston.salon24.pl/697219,przerwany-spektakl-trupy-osiadlej-kabotyn

Cały misterny konstrukt „transformacji” – rozumianej jako wyzwolenie Polski spod niewolniczego jarzma i zamieszkanie „wreszcie we własnym domu”UPADŁ. Nie było w tej historii wyzwolenia, zwycięstwa Dobra nad Złem i przegnania Złego. Jest gra pozorów, imitacji i gnębienie Dobra – iście szatańska kombinacja.

To Zło postawiło tu fasadę i kulisy, wszechobecnym graniem – teatr z życia, teatr wystawiający Crying Games z aktorami o wyznaczonych rolach i ze statystami którym nie napisano ról, a więc mają w zamyśle ukrytego demiurga milczeć lub też ich kwestie nie wywierają wpływu na akcję. I z widownią, której oświadczono, że to nie jest granie, lecz samo prawdziwe życie, w którym siedząc na widowni, właśnie grają!

Uwierzyli!

Nagle w tym igrzysku o dynamicznie zmiennym scenariuszu, w którym  zmienić może się wszystko, tylko nie zasadniczy kierunek akcji i grand finale, wszystko zburzyło zrazu niepozorne wydarzenie, które rychło miało się przerodzić w katastrofę: upadający fragment inscenizacji upadł, boleśnie uderzył i odarł z kostiumu kluczowego aktora, odarł go do osobistego, autentycznego podspodniego ubrania a gdzieniegdzie i do gołej... no…! skóry.

Lecz to nie jeden bohater utracił wiarygodność. Odsłonił się sam mimikryczny mechanizm udawania rzeczywistości i oto czar prysł. Przestało działać udawanie Dobra przez Zło – a wszak taki rodzaj podstawienia był samym sednem naszej perwersyjnej inscenizacji. Poddawanie prawdziwego Dobra opresji przez Zło wyłoniło się spod zetlałych tkanin, w powietrzu zawisł kurz... widownia zamarła w oczekiwaniu na rozwiązanie suspensu. Przywykła we wszystkim odgadywać sens, spodziewała się więc ciągłości swej emocjonalnej więzi z ulubionymi postaciami dell’arte, utraciwszy nawet zdolność ich zasadniczego odróżniania od samych siebie.

Próżne okazały się jednak nadzieje i skapcaniałych widzów, i Złych, udających Dobrych; zasada spektaklu została przełamana i na zawsze utracona, a to nie ostatnie biada! Strona Zła utraciła bowiem nie jednego aktora za przyczyną obnażenia jego... skóry,

-- lecz zawalił się TEATR!

Odpadający element dekoracji– choć w pierwszej chwili nie było to dla wszystkich oczywiste – zniszczył WSZYSTKO, wstrząsnął kurtyną, odsłonił kulisy i sznurki, poruszające ‘bohaterami’.

A w chwilę potem poleciały kolejne części scenografii i sam scenariusz stracił sens. Jedni aktorzy próbowali improwizować, przezornie unikając stawania w miejscach, w których spodziewali się upadku kolejnych brył kunsztownie lakierowanego styropianu.

Inni uporczywie powtarzali swoje z każdą chwilą coraz bardziej groteskowo brzmiące kwestie. A przecież ten teatr miał być jak samo życie! i prawdziwszy nawet! Teraz zaś przez szczeliny jego konstrukcji coraz wyraźniej przeziera prawdziwa zielona trawa, słoneczne światło agresywnie wdziera się w sceniczną powagę i boleśnie razi w oczy! To prawdziwe ŻYCIE, ta prawdziwa zielona trawa; wobec natarczywości której nie wiadomo, jak przetrwać i zachować jakże zasłużoną godność dostojnej divy.

Sufler zamilkł, pewnie dzwoni do autorów... ale czy oni mogą mieć wersję gotowca do gry w ruinach: nie tylko z dynamicznym scenariuszem, ale i z dynamiczną ponad normy BHP scenografią? Świszczą pozbawione rytualnego porządku odłamki styropianu, widzowie gwiżdżą i plują na niedawnych idoli, nie wierząc już za Gross w prawdziwość imitacji. PO prostu strach wyjść przed kurtynę po oklaski; choć słychać już i skandowanie „au-tor! au-tor!”

TEATR KABOTYN W RUINIE!
Sztuka nie może już i nie ma gdzie udawać życia, zwłaszcza gdy ono ze swą tętniącą namiętnościami autentycznością przegania teatr, jak światło wypędza ciemność!

Nie ma teatru.
Nie ma sceny.

Aktorzy... Gracze starają się dyskretnie, jak tylko potrafią, przemykać ku garderobie, by pozbyć się kostiumów i założyć coś własnego, w miarę możności podobnego do ubioru scenicznej postaci, by zminimalizować kontrast i móc wobec świata udawać, że przecież nic się nie stało, bo niczego nie było.

I naprawdę! pragną zapomnieć. I żeby inni zapomnieli. I żeby nadal istnieć w tej nagle zdziczałej wszędobylskiej, wrogiej teatrowi RZECZYWISTOŚCI.

 

Teatr w mgnieniu oka jest zarastany przez RZECZYWISTOŚĆ.
Programy rzucone w kąt.
Karnety straciły ważność.
Kasa nie zwraca pieniędzy.

Zmieniony ( 29.02.2016. )
 
Zobacz też…
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 51 - 100 z 538
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.