Myszygene kopf --------[nie bój się, po POLSKU]
Wpisał: Katarzyna TS   
18.04.2020.

Myszygene kopf

Prace nad stworzeniem szczepionki na koronawirusy trwają od 30 lat. Bez rezultatu!

Katarzyna TS: Kwi 17, 2020 https://wprawo.pl/katarzyna-ts-myszygene-kopf/


Żydzi mają takie określenie „myszygene kopf”. Co to znaczy? To znaczy wariat, czubek, pomylony.

Po czwartkowej (16.04.2020) konferencji prasowej premiera Mateusza Morawieckiego i ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego pozwolę sobie określić tego drugiego mianem „myszygene kopf”. Wobec deklaracji, którą wygłosił minister Szumowski, jest to określenie bardzo łagodne. Dlaczego? Dlatego, że w związku z tym, co wyczynia minister Szumowski, bardziej adekwatne byłoby określenie powszechnie uważane za wulgarne i to z gatunku mocno wulgarnych. Pozostańmy jednak przy „myszygene kopf” licząc na to, że ministrowi Szumowskiemu wróci rozum i wycofa to, co powiedział podczas konferencji. Chodzi o wypowiedź dotyczącą obowiązku zasłaniania nosa i ust ze względu na epidemię koronawirusa. Zapytany, kiedy możemy spodziewać się wycofania tego nakazu, minister Szumowski odparł: „Jak będzie szczepionka”. Nie czarujmy się. To nie jest poważna odpowiedź. To jest odpowiedź na poziomie „jutro, w grudniu, po południu”. Tyle ma do powiedzenia Polakom minister zdrowia. A jeśli szczepionka nie powstanie, to co powie Szumowski? Nakaże nam noszenie szmaty na twarzy do końca życia?

Przyjrzyjmy się bliżej kwestii ewentualnej szczepionki na koronawirusa. Pierwsze pytanie brzmi: kiedy i czy w ogóle taka szczepionka powstanie, a jeśli tak, to czy będzie bezpieczna i czy będziemy mieli gwarancję, że przyniesie ona pożytek, a nie szkodę?

Drugie pytanie brzmi: jeśli szczepionka powstanie, to czy zostanie wprowadzony przymus szczepień pod rygorem ograniczenia praw obywatelskich? Na drugie pytanie odpowiedź jest prosta – tak, zostanie wprowadzony obowiązek szczepień pod rygorem ograniczenia praw obywatelskich. Dlaczego tak sądzę? Dlatego, że przez ostatni miesiąc władza przekonała się, iż może z nami zrobić, co chce. A skoro władza ogłosiła, że pozwoli nam normalnie żyć dopiero wtedy, gdy będzie szczepionka, to oczywistym jest, że zostaniemy przymuszeni do szczepień. W taki, czy inny sposób, ale ten przymus będzie.

Teraz przejdźmy do pytania pierwszego, czyli samej szczepionki. Prace nad stworzeniem szczepionki na koronawirusy trwają od 30 lat. Bez rezultatu! Jedyne szczepionki, jakie udało się wyprodukować to takie, które nie dają odporności, ale powodują cięższy przebieg choroby. Testowano je na kotach. To nie jest teoria spiskowa, tylko informacja przedstawiona pod koniec marca 2020 przez epidemiologa, dr. Johna Ioannidisa z Uniwersytetu Stanforda. Dr Ioannidis ostrzegł, że obecna sytuacja, w której istnieje niesłychana presja na stworzenie szczepionki przeciw SARS-CoV-2, już doprowadziła do złamania podstawowych reguł bezpieczeństwa. Rozpoczęto testy na ludziach bez przeprowadzenia koniecznej fazy weryfikacji.

– Uważam, że to bardzo zły pomysł, szczególnie w przypadku szczepionki na koronawirusa –  mówi dr Ioannidis w programie „Perspectives on the Pandemic”. Co ważne, ten naukowiec nie jest przeciwnikiem szczepień. Wprost przeciwnie, w swojej wypowiedzi podkreśla, że szczepionki to najwspanialsze osiągnięcie medycyny, dzięki któremu uratowano miliony ludzi. Jeśli ktoś taki alarmuje, że tworzenie szczepionki na SARS-CoV-2 odbywa się w sposób nieprawidłowy, to nie wolno tego lekceważyć i wrzucać do worka z napisem „oszołom”.

Czy wobec tych informacji minister Szumowski jest w stanie zagwarantować nam, że szczepionka na koronawirusa kiedykolwiek powstanie? Czy jest w stanie zagwarantować nam, że o ile taka szczepionka powstanie, to będzie skuteczna i bezpieczna? Odpowiedź jest oczywista: NIE! Minister Szumowski nie jest w stanie zagwarantować nam nic takiego, ale wychodzi na konferencję i oświadcza, że będziemy chodzić ze szmatami na twarzy do czasu „jak będzie szczepionka”. Myszygene kopf!

Kolejna kwestia to mutacja koronawirusa, która przebiega w takim tempie, że produkcja szczepionki jest gonieniem sprintera przez żółwia. Badacze z Uniwersytetu w Cambridge wyodrębnili już trzy odmiany SARS-CoV-2: typ A, który pojawił się w Wuhan i został przeniesiony do Stanów Zjednoczonych, Australii i Hiszpanii, typ B występujący w Niemczech, Francji, Belgii, Holandii i Szwajcarii i typ C, który powstał z typu B i to on zaatakował we Włoszech.

Ciekawe ile typów będziemy mieli do jesieni. Czy minister Szumowski raczy odpowiedzieć na to pytanie? Nie sądzę.

Mamy zatem perspektywę następującą: albo będziemy dożywotnio chodzić w szmatach na twarzy, które – jak twierdzi wirusolog, prof. Włodzimierz Gut – mogą być źródłem gorszych infekcji niż koronawirus, albo zostaniemy przymusowo zaszczepieni jakimś specyfikiem, który może być skuteczny, ale wszystko wskazuje na to, że skuteczny nie będzie, a może być szkodliwy. Nie zapominajmy też o tym, że zablokowanie transmisji wirusa spowodowane obecną kwarantanną najprawdopodobniej doprowadzi do kolejnej fali zachorowań po wypuszczeniu ludzi z domów.

Owijanie twarzy szmatą nie zatrzyma koronawirusa tak jak siatka ogrodowa nie zatrzyma komara.

Amerykański epidemiolog, prof. Knut Wittkowski z  Uniwersytetu Rockefellera mówi jasno i wyraźnie, że kwarantanna całego społeczeństwa, społeczne dystansowanie i zamknięcie szkół to najgorsze, co można było zrobić w związku z pandemią koronawirusa. Prof. Wittkowski mówi, że tak jak w przypadku każdej infekcji dróg oddechowych powinniśmy chronić osoby starsze i schorowane, ponieważ zapalenie płuc jest dla nich śmiertelnym zagrożeniem.

Natomiast dzieci lekko znoszą takie infekcje, więc powinny chodzić do szkół i poprzez wzajemne zarażanie się budować odporność całego społeczeństwa. Po czterech tygodniach osoby starsze mogłyby zakończyć kwarantannę, ponieważ do tego czasu wirus byłby już wyeliminowany. – Jedynym czynnikiem zatrzymującym infekcje dróg oddechowych jest odporność stadna – mówi prof. Wittkowski. Innego wyjścia nie ma.

Oczywistym jest, że skoro nie pozwala się ludziom nabyć tej odporności w sposób naturalny, pozostaje tylko szczepionka. Ale szczepionki nie ma, a jeśli będzie, to wirus już dawno wyprzedzi ją o kilka długości nie mówiąc już o tym, że ze szczepionki, która zostanie przygotowana metodą „na skróty”, może być więcej szkody niż pożytku. A my będziemy chodzi w szmatach na twarzach, a minister Szumowski będzie nam opowiadał, że gdyby nie te szmaty, to wszyscy już dawno bylibyśmy ciężko chorzy lub martwi.

Myszygene kopf, moi Państwo! Myszygene kopf!



Zmieniony ( 18.04.2020. )