Medytacje smoleńskie 9: KOŃCÓWECZKA
Wpisał: FYM   
12.06.2012.

Medytacje smoleńskie 9: „KOŃCÓWECZKA”

 

[Jest to tekst DŁUGI, specjalistyczny, nie zaś „lektura łatwa i przyjemna”. Osobom zajętym - odradzam... Tu zamieszczam tylko POCZĄTEK, dla tych bardziej upartych. MD]

 

Wg.: Aneks 3 http://freeyourmind.salon24.pl

poniżej wklejam link, z którego można pobrać Aneks-3 do "Czerwonej strony Księżyca":

 http://fymreport.polis2008.pl/wp-content/uploads/2012/06/FYM-Aneks-3.pdf

 lektura jest dość długa (48 stron).

 

(aneks-3 do „Czerwonej strony Księżyca”)

 

  1. W poszukiwaniu „samolotu Wiśniewskiego”

 

Gdy opublikowano „stenogramy” w wersji opracowanej przez krakowski IES

(http://www.naszdziennik.pl/pdf/ies.pdf), skrótowo je w mojej książce określiłem jako CVR-3

(wersji różniącej się, co oczywiste, od poprzednich wersji „zapisow rozmow załogi prezydenckiego tupolewa” - z biegiem czasu bowiem i w wyniku „kopiowania końcoweczki”, rożne szczegoły się na dziwnych ruskich szpulach pozacierały (http://freeyourmind.salon24.pl/381899,pozdrowienia-dlaies))

– pojawiła się fraza, ktora rzuciła poniekąd nowe światło na „sprawę smoleńską”.

Wyeksponowałem tę frazę (przypisywaną śp. R. Grzywnie) jako motto do rozdziału „W

wielowymiarowej ruskiej zonie” (http://fymreport.polis2008.pl/wpcontent/

uploads/2012/02/FYM-cz-5.pdf, s. 1). Chodzi o wypowiedź (ulokowaną w CVR-3 w

godzinie 08:06 pol. czasu): „Zniża. Czyżby też do Katynia leciał?

(http://www.naszdziennik.pl/pdf/ies.pdf, s. 7). Sygnalizuje ona jednoznacznie, iż piloci widzą inny

statek powietrzny (jak się domyślamy, nie może chodzić o jaka z Dowodcami ani o iła-76 z

„prezydencką ochroną” w ruskim stylu – te bowiem samoloty nie budziłyby takiego znaku

zapytania), ktory najwyraźniej kieruje się w stronę Smoleńska.

Jeśliby wierzyć CVR-3, czyli tej IES-owej wersji „stenogramow”, o 8:06 „prezydencki tupolew”

znajduje się jeszcze w przestrzeni powietrznej Białoruskiej SSR, ale gdzie dokładnie, to już temat na

osobną dyskusję. Czy z kolei ten „zniżający się do Katynia” to jeden z samolotow „białoruskiego

lotnictwa”, o ktorym to lotnictwie wspominano 10 Kwietnia, iż „wielokrotnie ostrzegało” polską

załogę o fatalnych warunkach w Smoleńsku („Przedstawiciele władz rosyjskich poinformowały, że

białoruskie lotnictwo wielokrotnie ostrzegało polskich pilotow Tu-154 przed złą

pogodą i trudnymi warunkami do lądowania w Smoleńsku. Mimo ostrzeżeń, załoga

zdecydowała się lądować zgodnie z planem” http://www.tvn24.pl/wiadomosci-zeswiata,

2/bialorusini-ostrzegali-o-trudnych-warunkach,211449.html)?

Gdyby nawet jakiekolwiek ostrzeżenie „białoruskiego lotnictwa” się pojawiło, to na pewno żadnej

rozmowy załogi „prezydenckiego tupolewa” z jakąś w kokpicie białoruskiego samolotu w żadnych

stenogramach nie znajdujemy (ani w wersji komisji Burdenki 2, ani tej „komisji Millera”

(http://mswia.datacenter-poland.pl/protokol/Zalacznik_nr_8_-

_Odpis_korespondencji_pokladowej.pdf), ani IES-u). Warto jednak wspomnieć o białoruskim (?)

samolocie „Belavia 1958” (http://info.flightmapper.net/flight/Belavia_B2_1958), ktory kieruje się

na ASKIL koło 8:14 pol. czasu (http://www.naszdziennik.pl/pdf/ies.pdf, s. 27-28)

Wiemy jednak z lektury rożnych wersji „stenogramow”, że trochę samolotow się wtedy kręciło w

powietrzu to tu, to tam. Takim wyjątkowo znanym jest choćby ruski TSO 331 dopytujący wieżę

szympansow o pogodę na Siewiernym” na jakieś 12 minut przed zgłaszaniem się „prezydenckiego

tupolewa” w ASKIL, sam zaś zbliżający się do tego punktu o 8:18/8:19;

(http://www.naszdziennik.pl/pdf/ies.pdf, s. 36). Możemy też z dużym prawdopodobieństwem

założyć, iż mogły w powietrzu być takie, ktorych załogi nie miały zamiaru (ani rozkazu)

porozumiewać się z polskimi pilotami (przykładowo tu można podać pilotow rozmawiających o

„zakończonym zrzucie/wybrosce” (8:27-8:28 pol. czasu; do dziś nie wiadomo, co/kogo zrzucano i

gdzie, a paranoicy smoleńscy twierdzą, że uzupełniano scenografię na Siewiernym „przed

katastrofą”)).

To, iż nie wiadomo, gdzie dokładnie znajduje się „prezydencki tupolew”, kiedy Grzywna

wypowiada cytowane wyżej zdanie, wynika z wielu przesłanek. Po pierwsze, klasyczna już, Ruscy

łżą, a więc dokumentacja dot. lotu polskiej załogi została ewidentnie sfałszowana (jeśli tak, to także

pod względem parametrow czasowych lotu i położeń statku powietrznego). Po drugie, jeśli

weźmiemy pod uwagę wstępny „plan lotu” na 10-04 przygotowany przez dowodcę eskadry

tupolewow, czyli B. Stroińskiego (wysłany clarisem do Ruskow 18 marca 2010

(http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/plan-lotu-2.html)), to mamy tam dwie

istotne dane: przelot z ASKIL do XUBS jest wyliczony na 7 minut: 5:28-5:35 (droga powrotna

nawet krocej, bo 5 minut: 12:00-12.05).

Tymczasem z „danych” komisji Burdenki 2, wynika, iż „prezydencki tupolew” miał być w ASKIL o

8:22, zaś o 8:41 miał się rozbić w okolicach XUBS, co zresztą potwierdzały rozliczne smoleńskie

leśne dziadki. Warto jednak pamiętać, że zrazu szacowano odcinek czasowy między ASKIL a XUBS

nawet na jeszcze dłuższy – owszem, „prezydencki tupolew” miał być w tym pierwszym punkcie o

8:22, ale rozbić się miał 36 minut poźniej (http://www.tvn24.pl/wiadomosci-zeswiata,

2/bialorusini-ostrzegali-o-trudnych- warunkach,211449.html : „Tu-154 opuścił obszar

odpowiedzialności białoruskiej o 09:22 czasu lokalnego (10:22 czasu moskiewskiego). Do

katastrofy doszło po 36 minutach - donosi Interfax”).

2. Osobliwości wlotu jaka-40

Jeśli natomiast spojrzymy do stenogramow z wieży szympansow

(http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/stenogramy-z-wiezy.html, por. też

Załącznik 8 do pseudoraportu Millera), to jak-40 A. Wosztyla zgłasza się w ASKIL o 6:52/6.55, zaś

ląduje o 7:15/7:17. Z samym jakiem-40, co sygnalizowałem w zakazanej „Czerwonej stronie

Księżyca”, jest o tyle ciekawa sprawa (na ktorą, gwoli ścisłości, zwrocili uwagę już sami millerowcy,

choć zagadki nie rozwikłali – ZP zaś w ogole tej kwestii nie bada, bo tak jak i millerowcy

skoncentrowany jest ze swymi ekspertami wyłącznie na „końcoweczce”), że Wosztyl zgłasza się o

6:52 (6:55?) moskiewskiej kontroli obszaru, zaś parę sekund później odzywa się...

wieża ruskich szympansów ze smoleńskiego Siewiernego. Gdyby tego było mało Wosztyl z

angielskiego przestawia się od razu na ruski i kontynuuje konwersację.

06:52:42 Як-40 Moscow-Control, Papa Lima Fox zero three one, good day, descent FL 3300

meters approaching ASKIL point.

06:52:52 А (нрзб)./(niezr.)

06:52:56 РП Papa Lima Fox zero three onе. Корсажвызывали?/ Papa Lima Fox zero

three onе. Коrsaż wzywaliście?

06:53:28 Як-40 Papa Lima Fox zero three onе, снижаюсь эшелон 3-3-0-0 метровю/ Papa

Lima Fox zero three onе, schodzę na wysokość przelotową 3-3-0-0 metrow.

06:53:39 РП Papa Lima Fox zero three onе, занимайте эшелон 1500 с курсом 30 градусов./

Papa Lima Fox zero three onе, zajmujcie wysokość przelotową 1500 z kursem 30

stopni.

06:53:53 Як-40 Занимаю эшелон 3-5-0-0 метров с курсом 30./Zajmuję wysokość

przelotową 3500 metrow z kursem 30.

(w wersji translacyjnej millerowcow jest parominutowe przesunięcie np. z 6:52 na 6:55 – przyp.

F.Y.M.)

Osobliwa rzecz z tym Wosztylowym wlotem; zwrocono na nią uwagę także w polskich „Uwagach”

(http://naszdziennik.pl/zasoby/raport-mak/comment_polsk2_opt.pdf, s. 7); ponieważ wygląda na

to, iż „dziennikarski” jak-40 dostaje się do ruskiej przestrzeni powietrznej niejako z pominięciem,

tak, z pominięciem, komunikacji z ruską kontrolą obszaru, a tym samym, dodajmy: zgody ruskiej

kontroli obszaru na taki wlot. Co więcej, załoga PLF 031 najwyraźniej od razu (uzyskała dane od

białoruskiej kontroli obszaru?) ma do komunikacji ustawioną częstotliwość „Korsaża”, zaś na

odzew wieży szympansow wcale nie reaguje zdziwieniem, tylko normalnie rozwija dialog, jakby

porozumiewanie się z moskiewską kontrolą w ogole do niczego nie było w takim międzynarodowym

przelocie natowskiego samolotu potrzebne.

Ciekawe więc, czy po (dokonanej już dawno ponoć przez IES: http://niezalezna.pl/22682-

tajemnica-czarnej-skrzynki-jaka-40) analizie rozmow nagranych na szpule jaka-40, dowiemy się

czegoś więcej o tej i innych osobliwościach lotu załogi Wosztyla, ktora, nawiasem mowiąc, jak

przynajmniej ustalili „fachowcy wojskowi” stojący za książką „Zbrodnia smoleńska” (por.

http://fymreport.polis2008.pl/wp-content/uploads/2012/02/FYM-Aneks-11.pdf, s. 33), podczas

przelotu do Smoleńska rożne konwersujące ze sobą ruskie załogi słyszała („Problemow nastręczało

radio. Ciągle się przebijały przez nie głosy z jakichś innych samolotow. „Byli to

piloci samolotow myśliwskich latający nad nieodległą Sieszczą, gdzie obudzili ze snu

wielu świadkow, bo nieczęsto Rosjanie urządzają sobie ćwiczenia w sobotę), ale nie

tylko ruski jazyk ekipa Wosztyla słyszeć miała po drodze.

Za autorami „Zbrodni smoleńskiej” mogę bowiem podać (a propos w/w „taśm jaka”), że: „Początek

nagrania to granica polsko-białoruska, miejsce gdzie załoga skontaktowała się z kontrolą lotow

w Mińsku. Kolejny moment, kiedy zarejestrowały się rozmowy, to przejście pod opiekę innego

kontrolera, co wiąże się z kolejną zmianą częstotliwości. Białoruska kontrola lotow

porozumiewała się z załogą po angielsku, aczkolwiek widoczne są pojedyncze słowa w języku

polskim. Np. kontroler białoruski pożegnał się z PLF-031 mowiąc po polsku „do

zobaczenia””. (http://fymreport.polis2008.pl/wp-content/uploads/2012/02/FYM-Aneks-11.pdf,

s. 32). Czy to ślad jakichś polskich „fachowcow wojskowych” z 10 Kwietnia?

3. Wokół „końcóweczki” Millera

Wracamy do kwestii tupolewa. Wosztylowcy lecą plus minus 20 minut z ASKIL do XUBS, jak

pamiętamy. Z kolei, wg raportu komisji Burdenki 2, „prezydencki tupolew” jest, przypominam, w

ASKIL o 8:22 pol. czasu, a w okolicach XUBS o 8:41, zatem jakby w podobnej rozpiętości czasowej.

Albo więc ow „prezydencki tupolew”, mający lecieć „w końcoweczce” (zdaniem najlepszych

radzieckich badaczy) ok. 20 minut, przeczekiwał jakąś sytuację w powietrzu (np. na wysokości

kręgu, czyli tu na 500 metrach), nim „podszedł do lądowania”, albo... po prostu nie był tupolewem,

tylko innym statkiem powietrznym. Innym i zarazem imitującym (na potrzeby poźniejszych

„badań” radzieckich badaczy i nie tylko radzieckich, jak już dziś wiemy) przelot „prezydenckiego

tupolewa” w tak newralgicznej (dla wielu pochłoniętych niesamowitymi obliczeniami ekspertow)

„końcoweczce”, tj. na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrow od białorusko-ruskiej granicy do

tajemniczej polany pod murem wojskowego smoleńskiego lotniska. Taką maszynę mogł 10

Kwietnia widzieć „polski montażysta” (przy założeniu, że nie zmyślał).

O szczegoły „końcoweczki” dopytywano w polskich „Uwagach” do raportu komisji Burdenki 2

(http://naszdziennik.pl/zasoby/raport-mak/comment_polsk2_opt.pdf, s. 6), ale niewiele zdołano

się od Moskwy dowiedzieć (tak jak nie dowiedziano się nic o innych statkach powietrznych, ktore

operowały w tamtym czasie nad Siewiernym – z iłem-76 dokonującym akrobacji powietrznych

włącznie). O ile-76 warto wspomnieć także z tego powodu, iż W. Binienda widzi go jako

prawdopodobnego winowajcę zniszczenia pancernej brzozy (http://www.fakt.pl/Rozmowa-

Wieslawem-Binienda-ekspertem-NASA-doradca-zespolu-parlamentarnego-Antoniego-

Macierewicza,artykuly,159004,1.html):

„(Fakt) - Ale brzoza jest przełamana.

WB: – To nie znaczy, że uderzył w nią tupolew. Wiemy, że przed polskim samolotem w

Smoleńsku lądować miał rosyjski Ił, ktory w ostatniej chwili został zawrocony i ktory leciał

bardzo nisko. Nie wiemy, czy to nie on złamał drzewo. Ponadto jest ona złamana w inną stronę

niż tor lotu samolotu – nie wzdłuż tylko w poprzek.

(Fakt) - Komisja Millera twierdzi jednak, że tupolew złamał także drzewa rosnące wcześniej,

potem uderzył w brzozę i wszystkie te uderzenia miały miejsce dokładnie na trasie jego lotu.

WB: – To nie jest mocny argument. Bo zniszczeń tych drzew mogły dokonać inne samoloty.”

Zostawiamy znakomitego Biniendę i nie mniej znakomity „Fakt” pod brzozą czy szerzej w lesie

okołosiewiernieńskim, i wracamy do sprawy fałszowania zapisow CVR. W jaki sposob można było

dokonać takich fałszerstw? Choćby w taki, że poprzestawiano by w czasie wypowiedzi pilotow,

sytuując np. poźniej to, co mowili oni wcześniej. Po co miano by dokonać takich przestawień?

Przede wszystkim po to, by ukryć miejsce autentycznego lądowania „prezydenckiego tupolewa” i

zarazem dostosować narrację do wymogow „badawczo-dochodzeniowo-śledczych”, a więc krotko:

do moskiewskiej narracji.

To, że elastycznie do tych rozmaitych zmian narracyjnych podeszli potem badacze znad Wisły (a dziś i z wielu kontynentow, czyli niemalże z wszystkich stron świata), świadczy, iż problem mieli wyłącznie narratorzy z Moskwy, ktorzy usiłowali dość topornie (tj. kalecząc na chama materiał dowodowy), wyciosać głowne zręby naciąganej jak diabli opowieści. Wspomniana elastyczność naszych z kolei ekspertow wiązała się z tym, że nie przejęli się zbytnio kwestiami takimi jak np. przesuwanie godziny „katastrofy” o kilkanaście minut wstecz, zakładając zapewne, iż jak już radzieccy badacze coś wyliczają, to wyliczają na dobre i na złe, w związku z czym pewne przesunięcia to rzecz normalna. (Tak jak to, że nie szuka się rannych i nieprzytomnych po komunikacyjnym wypadku, bo z wyglądu szczątkow każdy milicjant wie, że wsie, co lecieli, pogibli.)

Dlaczego jednak w oficjalnej narracji pewne zdarzenia by „cofano w czasie”

 [-----]

Reszta w oryginalnym linku md]

Zmieniony ( 12.06.2012. )