| Księdza prof. Michała Hellera bajdy o kosmitach i mnóstwie wszechświatów | |
| Wpisał: Mirosław Dakowski | |
| 30.03.2009. | |
|
Mirosław Dakowski Księdza prof. Michała Hellera bajdy o kosmitach i mnóstwie wszechświatów Motto: Jakie jest prawdopodobieństwo powstania życia na Ziemi w sposób przypadkowy, zgodny ze znanymi lub dającymi się wymyślić (przewidzieć) prawami przyrody? -Ludzie myślący racjonalnie, a posługujący się logiką i matematyką, wyliczają, że jest ono nieprawdopodobnie małe, „miary zero”. -Natomiast ludzie wierzący w nie-istnienie Stwórcy uważają, że jest ono równe JEDEN. Ot, i całe Zderzenie Racji.
Dają się wyróżnić trzy podejścia do Wszechświata: Logiczna definicja Wszechświata jest prosta i krótka: Jest to TO wszystko, materialne, z czym możemy mieć fizyczny, materialny kontakt. 1) Jest on (W.) nieskończony w Czasie i Przestrzeni. Ponieważ jednak znamy z grubsza masę i czas życia Wszechświata, łata się tą hipotezę koncepcją wielu (ściślej - nieskończonej ilości) kosmicznych Wybuchów i Kurczeń, oraz koncepcją wszechświatów „nie oddziaływujących między sobą”. Tak dziwaczny zlepek hipotez potrzebny jest jedynie tym, którzy mocno wierzą w nie-istnienie Stwórcy (takie marksy i engelsy...). 2) Umysły czysto „naukowe”, opierające się na logice i matematyce, widza i badają istniejący realnie Wszechświat. Szczególnie badają jego pierwsze mikro-sekundy (czy nawet 10-43 sek!) Istnienia. Natykają się na co najmniej trzy Tajemnice: a) przyczyny powstania Wszechświata, b) przyczyny powstania życia na Ziemi, c) przyczyny powstania umysłu (czy duszy) Człowieka. Mogą oczywiście, posługując się logiką i matematyką, ocenić prawdopodobieństwo samorzutnego – naturalnego – zgodnego ze znanymi prawami (lub prawami dającymi się pomyśleć!) powstania bytów wymienionych pod a), b), i c). Prawdopodobieństwa te okazują się niezmiernie małe, jak mówi się w matematyce „dokładnie miary zero”. 3) Trzecia grupa uczonych przyjmuje, dodatkowo do wszystkiego z pkt. 2, jako Pewnik to, co Stwórca w Objawieniu Starego oraz Nowego Testamentu nam przekazał: To, że tylko ON jest bytem samym w Sobie (JAM JEST KTÓRY JEST), że cała reszta to stworzenia, byty nie-konieczne). Zobaczmy, jak te trzy grupy ludzi podchodzą do np. sprawy istnienia życia na Ziemi. Uczeni pierwszej grupy (tj. wierzący jak w Dogmat, w nie-istnienie Stwórcy) argumentują, że prawdopodobieństwo powstania życia na Ziemi jest równe Jedności, więc (ponieważ NIE MA STWÓRCY!) również np. w skończonych, choć ograniczonych obszarach Wszechświata życie też musiało (z gry przypadku) powstać. Ci szukają SETI, a szczególnie miliardów dolarów na poszukiwanie cywilizacji poza-ziemskich. I jako swój sukces otrąbują w me®diach np. znalezienie wody na Marsie, lub planety przy innej gwieździe. Jaki to ma mieć związek z powstawaniem życia? Grupa druga, posługując się rozumem i logiką, uznaje fakt, że prawdopodobieństwo przypadkowego (naturalnego) powstania życia na Ziemi jest nieskończenie małe, zaniedbywalnie małe. Dalej – widzą tajemnicę. Trzecia grupa: tylko ta grupa wyciąga wnioski z Objawienia: Życie na Ziemi zostało stworzone. Kiedy? Jak? Na te pytania naukowcy trzeciej grupy nie dają jednoznacznych odpowiedzi. Grupy 2) i 3) widza więc niemożność istnienia kosmitów stworzonych przypadkowo, przez prawa natury. Ale: czy można racjonalnie, naukowo zastanawiać się (jak to robi ks. prof. M. Heller) nad stwarzaniem przez Boga różnych kosmitów. Np. o tyle lepiej od nas „zaprojektowanych”, iż nie popełnili grzechu pierworodnego, nie mają, nie znają więc zła. Wynika więc z tego, że są niepokalanie poczęci, nie potrzebują Odkupienia. Lub - prześmiewcy wśród anty-teistów nie pominą tego - czy Zbawiciel „lata” z planety na planetę i zbawia tam seryjnie innych „ludzików”? Widzimy, że taka hipoteza prowadzi do sprzeczności z Objawieniem, lub do Jego ośmieszania: Wiele Matek Bożych , wielu Judaszów itp... Z powyższej definicji Wszechświata wynika, że np. „prawdziwy” Pinokio, czy Królewna Śnieżka nie należą do Wszechświata. Kontakt z nimi jest tylko myślowy, wymaga użycia wyobraźni. Co innego książki o Pinokiu czy Królewnie: są realne, stoją na naszych półkach. Podobnie różne hipotezy matematyczne, dotyczące np. „mnóstwa wszechświatów”, nie należą do nauki. Nauka umożliwia bowiem weryfikację hipotez przez doświadczenie - i odwrotnie: teoria może potwierdzić lub obalić doświadczenie, np. błędne. Rojenia o wszechświatach (z małej litery) są więc z definicji poza nauką, należy je umieścić tam, gdzie umieszczamy losy Kopciuszka: w świecie Wyobraźni. Powtórzmy trochę inaczej: Pomysły o wielości wszechświatów, czy o wszechświatach równoległych są z definicji Wszechświata nieweryfikowalne, a więc nienaukowe. Są więc w tej samej kategorii, co losy Pinokia czy królewny Śnieżki. Czy ktoś rządzący (np. skarbem państwa...) dałby fundusze na program badawczy na temat dalszych losów królewny Śnieżki i np. jej potomstwa z siedmioma krasnalami? Pomysły o wielości wszechświatów nie należą nawet do „otoczki nauki”, nie są „jeszcze-nie-nauką”, jak chciałby ks. M. Heller. Należy je umieścić wśród bajek. Według ks. Hellera - „Zasady metodologii również ewoluują”. I to twierdzenie w omawianym polu badań należy uznać za niemądre. Gorzej jeszcze - za wiodące na manowce, a więc szkodliwe. Andriej Linde (por. artykuł w www.wiw.pl/biblioteka/poczatek_heller/06.asp ) fantazjuje na temat „Zbiór wszystkich wszechświatów jest wieczny, choć poszczególne wszechświaty mogą trwać przez ograniczony czas..” Pomysł Lindego rozwinął Lee Smolin, postulując prawo doboru naturalnego w skali wszystkich wszechświatów - pisze dalej Heller . I jeszcze: ”...ważnym motywem ich napisania była chęć neutralizacji filozoficznego lub nawet teologicznego wniosku, jaki często wiąże się z modelem Wielkiego Wybuchu, a mianowicie, że świat miał początek”. Czyli bajdy takie wymyślają ludzie zaliczeni na początku mych rozważań do grupy pierwszej: wierzący w nie-istnienie Stwórcy. Czemu ksiądz katolicki, i do tego pochodzący z fizyków, zajmuje się tego rodzaju bajkami? Zostawiłby to pani Shirley Mac Laine i podobnym nju-ejdżowcom. A czy nam warto sobie zamulać umysł takimi bajdami? Nie! |