Sukces Singapuru a gnuśność Europy
Wpisał: Andrzej Betlej   
07.01.2014.

Sukces Singapuru a gnuśność Europy

 

Singapoore. Jest taki kraj

 

Andrzej Betlej  wilre - 7 stycznia, 2014 niepoprawni

 

 

O Singapurze ani się zbyt wiele nie mówi ani nie pisze. A jeśli już, to przeważnie przez pryzmat wrażeń turysty lub wysłannika mediów, których z reguły zachwycają lub zaskakują rzeczy, które pomimo faktu, że są dość normalne i logiczne, to jednak stanowią spory kontrast z rzeczywistością do której na co dzień przywykli.

 

Singapur według dziennikarzy

 

Miasto – ogród, przesadna czystość, a może wręcz sterylność na ulicach, darmowy dostęp do Internetu na obszarze całego państwa, w tym nawet w metrze, niezwykła uprzejmość obywateli wobec siebie oraz przyjezdnych, darmowe i lśniące czystością toalety, brak napiwków – to najczęstsze komentarze opisujące pobyt w tym mieście.

Wysłannicy mediów muszą też dla zasady trochę pomarudzić, a to że za dużo tabliczek przypominających o konieczności przestrzegania przepisów (zwłaszcza dotyczących czystości), a to że „zrobotyzowany” tłum karnie ustawia się w kolejkach zawsze według kolejności przyjścia, a to znów, że jednak daje się odczuć, że społeczeństwo jest zastraszane.

Czasem tylko ktoś przez przypadek zająknie się nieopatrznie o bardzo wysokim standardzie życia, rzadziej o niezwykle wysokim poziomie edukacji i opieki medycznej, a już w ogóle nie słychać dociekań, jak to było możliwe, żeby w czterdzieści kilka lat stosunkowo biedny i pozbawiony bogactw naturalnych kraj, jakim przez dekady był Singapur, zdołał przekształcić się w praktycznie najbogatsze państwo świata. Bogatszy jest bowiem tylko Katar, leżący na ogromnych zasobach chwilowo bardzo drogiego gazu oraz Luksemburg, którego pozycja w znacznej mierze wygenerowana została przez niedoskonałe statystyki Eurostatu.

W ten sposób kraj niebywałego sukcesu gospodarczego i cywilizacyjnego wspominany jest przez media najczęściej półgębkiem zamiast jasno świecić przykładem, chociażby tak sponiewieranej ekonomicznie Europie. Problem jednak w tym, ze prostych wydawałoby się singapurskich receptur na sukces, inni politycy, a w szczególności europejscy, boją się jak diabeł przysłowiowej święconej wody. A media jak to media, z reguły świadomie lub nie, mocno lgną do władzy i zawsze gotowe są wyświadczyć jej jakąś przysługę i po prostu unikają nieprzyjemnych dla zgnuśniałej Europy, singapurskich tematów

Kto jeszcze wierzy w bezstronność i niezależność płatnych dziennikarzy, temu można przypomnieć nie tak dawne przecież czasy, gdy całe tłumy przedstawicieli tego zawodu karnie powtarzały rozmaite banialuki, farmazony oraz dyrdymały o wyższości jedynego słusznego ustroju nad Zachodem. Gdy komunizm z hukiem upadł, przeszli oni równie karnie na dokładnie przeciwną stronę.

Singapur – problem europejskich mediów

 

Co zatem jest takiego w Singapurze, że media tak niechętnie piszą o tym państwie, a jeżeli już, to raczej o parkach, ogrodach zoologicznych i objętej zakazem importu gumie do żucia ?

Żeby zrozumieć problem jaki mają z Singapurem europejskie media należy o pół wieku cofnąć się w historii.

 

Brytyjczycy kupili Singapur od sułtana Johor w 1826 roku i uczynili z niego swoją najważniejszą bazę wojskową na Dalekim Wschodzie. W 1959 roku uzyskał on pełną autonomię, a w sierpniu 1965 roku niepodległość i stał się członkiem ONZ.

Od 1959 roku Singapurem rządzi (wielbiona do dziś) Partia Akcji Ludowej. Pierwszym premierem był Lee Kuan Yew (do 1990 roku), po czym funkcję przejął jego najbliższy współpracownik Goh Chok Tong, który w 2004 roku, przekazał z kolei władzę Lee Hsien Loongowi, najstarszemu synowi Lee Kuan Yewa (żyje do dziś ma 89 lat).

Już w połowie lat sześćdziesiątych premier postanowił wydać zdecydowaną walkę rozplenionej urzędniczej korupcji oraz przestępczości. W tym celu powołał Biuro Badania Praktyk Korupcyjnych, które wyposażył w bardzo rozległe kompetencje. Część obserwatorów miała jeszcze nadzieję, że będzie to walka pozorowana i w rzeczywistości chodzi jedynie o narzędzie do sprawnej, fizycznej eksterminacji przeciwników politycznych premiera. Sprawy potoczyły się jednak inaczej.

 

Bezwzględna walka z korupcją i narkotykami

 

Walka z wszechobecnym w Azji zwyczajem wykorzystywania stanowisk dla uzyskiwania korzyści osobistych oraz z wysokim poziomem przestępczości przybrała charakter jak najbardziej poważny i – o zgrozo – okazała się nadzwyczaj skuteczna. Dużą rolę odegrała w niej nadzwyczaj często stosowana kara śmierci w stosowaniu której Singapur jest niezagrożonym światowym liderem.

Kodeks karny przewiduje karę śmierci za morderstwo, piractwo i porwanie (jeśli jest połączone ze śmiercią) oraz korupcję wśród urzędników.

Oddzielne Ustawy o narkotykach przewidują karę śmierci za handel lub posiadanie stosunkowo niewielkiej ilości tych środków (np. heroina 15 g, kokaina 30 g). Egzekucji podlegają także obcokrajowcy i z reguły nie pomagają tu nawet interwencje głów państw, z których pochodzi delikwent.

Wyroki wykonuje się przez powieszenie (tylko w piątki), a główny kat zgładził już w ten sposób ponad 850 osób (rekord 18 osób w ciągu jednego dnia).

Wszystko to wygląda dla przestępców w zwykłych i w białych kołnierzykach nadzwyczaj ponuro, ale przyniosło pozostałej części społeczeństwa nadzwyczajne korzyści. Gospodarka wyspy uwolniona od przestępczości i urzędniczego cwaniactwa ruszyła z impetem do przodu.

 

Niesamowity sukces gospodarczy i cywilizacyjny

 

Trudno w to dziś uwierzyć, ale na początku lat sześćdziesiątych Singapur z dochodem 2250 USD na głowę był nieco uboższy od Meksyku, o 1/3 od Grecji i o ponad połowę od Argentyny. Początkowo, czyli do roku 1980 kraj nadrobił niewiele, przeskoczył wprawdzie Argentynę i Meksyk, ale nadal pozostawał nieco za Grecją.

Przez kolejne dwie dekady, inwestycje w rozwój kraju, wysokie technologie oraz edukację i naukę przyniosły już prawdziwą rewolucję. Przeskoczono nie tylko Grecję (o ponad 43 procent), ale nawet Szwajcarię (o ponad 6 procent), a oraz mocno zbliżono się do USA i Norwegii (straty odpowiednio 12 i 15 procent). W 2004 roku wyprzedzono USA, a w 2010, mimo ciągle drogiej ropy naftowej, Norwegię.

Gospodarka tego wcale nie tak małego państwa (liczba ludności porównywalna z Danią, Finlandią, Norwegią, czy Słowacją) już teraz odnosi niesamowite sukcesy.

Bardzo duży export (ca.400 mld usd), wysoka nadwyżka w handlu zagranicznym (ca.35 mld usd), ogromna nadwyżka na rachunku bieżącym (prawie 60 mld, czyli 2/3 japońskiej), rezerwy walutowe 250 mld usd, zagraniczne aktywa netto 560 mld usd., to tylko niektóre liczby świadczące o pozycji tego państwa w światowej gospodarce.

Ale może nawet ważniejsze są nie liczby, a struktura gospodarki, a ta zdominowana jest przez nowoczesne gałęzie przetwórstwa. Dlatego udział towarów wysoko przetworzonych w exporcie jest najwyższy na świecie i wynosi 72 procent  (Japonia 31, Niemcy 32 procent).

Średnia płaca wynosi 4450 dolarów singapurskich (ok. 11500 złotych) przy bardzo niskich podatkach i średnich cenach wyższych od polskich jedynie o 16- 20 procent.

Bezrobocie utrzymuje się na poziomie 2-3 procent, a kraj nie ma zupełnie zadłużenia zagranicznego i jest jedynie wierzycielem.

Dziś Singapur posiada również szkolnictwo wyższe na najwyższym światowym poziomie. Największy uniwersytet, National University of Singapore (NUS) stale rywalizuje z uniwersytetem z Hongkongu o miano najlepszego w Azji, a w światowych rankingach jest na 23-29 miejscu (nasze Jagieloński i Warszawski klasyfikowane na miejscach 351-400).

Na NUS studiuje 37,5 tys. studentów, a 3 kampusy uniwersyteckie mają powierzchnie 240 hektarów i mnóstwo basenów boisk i kortów tenisowych.

Singapur biznesowi, biznes Singapurowi

Bardzo sprzyjające przedsiębiorczości środowisko prawno-biznesowe, skuteczny i szybko działający wymiar sprawiedliwości (najkrótszy średni czas rozstrzygania sporów sądowych w świecie), praktyczna likwidacja szarej strefy i korupcji, spowodowały, że Singapur we wszystkich rankingach gospodarczych jest w najściślejszej czołówce.

Według opublikowanego niedawnego przekrojowego rankingu konkurencyjności w przemyśle przygotowanego przez renomowaną firmę Deloitte zwyciężyły wprawdzie dzięki bardzo niskim płacom Chiny, ale Singapur został uznany (w grupie 142-184 państw) numerem jeden w innowacyjności gospodarki oraz we względnej dynamice wydajności, w likwidacji korupcji (freedom from corruption), a także w poziomie wykształcenia młodego pokolenia w naukach ścisłych i przyrodniczych.

Singapur został uznany za No. 2 w wolności ekonomicznej oraz badaniach prorozwojowych, a No. 3 w rozwoju infrastruktury oraz ogólnym poziomie wydajności.

 

Sukces Singapuru i gnuśność Europy

 

Przyglądając się tym ocenom niektórzy mogą dojść do wniosku, że są one już jakby znajome. I jest to dla nas niestety konkluzja prawidłowa. Są to bowiem mniej więcej cele osławionej Strategii Lizbońskiej przyjętej przez Unię Europejską w 2000 roku. Jak widać strony solidarnie podzieliły się robotą to znaczy Unia strategię przyjęła, a Singapur wykonał.

Dzieje tej osławionej Strategii są doprawdy zasmucające. Przyjęta z wielką pompą i mająca jako jeden z głównych celów wyprzedzenie Stanów Zjednoczonych szybko zaczęła się rozłazić niczym stare gacie. (Singapur w międzyczasie USA wyprzedzić jednak zdołał).

W raporcie Komisji Europejskiej z 2004 roku stwierdzono, ze dotychczasowe rezultaty strategii są pesymistyczne, a UE pozostała jeszcze bardziej w tyle za USA. Za główne przyczyny porażki wskazano „zbyt obszerny program, słabą koordynację, sprzeczne cele”.

W 2009 roku znowu potwierdzono, że „pomimo pewnych postępów… cele strategii pozostały niezrealizowane, a ona sama okazała się porażką”. Europejski Związek Izb Przemysłu i Handlu (Eurochambers) wskazał na „pogłębiające się zapóźnienie Unii Europejskiej w PKB, zakresie konkurencyjności oraz finansowania nauki w stosunku do Stanów Zjednoczonych wynoszące 20 – 30 lat”.

Przyczyn klęski Strategii wymieniano wiele, ale można niestety iść o zakład, że cały szereg istotnych jest przemilczany tylko po to, żeby broń Boże kogoś nie urazić i nie naruszyć jakiś norm poprawności politycznej. W ten to sposób gremia przywódcze Unii chowają głowę w piasek i jedynie pozorują działania mające wyprowadzić starą Europę na prostą.

A dlaczego nie uprościć wzorem Singapuru, przepisów dla przedsiębiorców do maksimum?

Według ankiet młodzi w UE w 84 procentach widzą siebie na państwowym lub w dużych korporacjach podczas gdy w Azji Pd-Wsch. jest nieomalże odwrotnie.

A dlaczego radykalnie nie zwiększyć efektywności wymiaru sprawiedliwości, który działa kilka razy za wolno, a Europejski Trybunał Sprawiedliwości nad każdą sprawą biedzi się całymi latami?

A dlaczego nie karać urzędników za partactwo tylko traktować ich jak święte krowy?

W Singapurze gdyby tamtejszy urząd statystyczny latami oszukiwał odnośnie danych z gospodarki, dostałby zapewne mocno po głowie. W Europie Grecy też dostali, ale monstrualną nagrodę w postaci (na razie) już około 200 mld euro rozmaitych umorzeń, subwencji odsetkowych, zysków EBC ze skupu obligacji i Bóg jeden wie czego jeszcze.

Singapurowi zrzuca się czasem skrajny nepotyzm, bo rodzina seniora rodu zawiaduje znaczną częścią najważniejszych stanowisk. Ale nepotyzm – tak jak cholesterol – może być dobry i zły. Gdy na stanowiska dobierani są ludzie mądrzy i energiczni, to związki rodzinne nie są w stanie zaszkodzić rozwojowi kraju.

W Unii za fasadą demokracji, na najwyższe stanowiska dobierane są przy zielonym stoliku miernoty, których jedyną zaletą jest, że są miernotami i ciągną za sobą kolejne miernoty, i w rezultacie mamy w UE coś, co mocno dyplomatycznie zwane jest już kryzysem przywództwa.

 

Unia musi się wreszcie ogarnąć

 

Słabe przywództwo z trudem panuje nad sytuacją i toleruje najgroźniejszego raka toczącego gospodarki, czyli korupcję. O ile w Skandynawii, Niemczech i Holandii jej poziom jest niski (i pewnie dlatego państwa te nie mają jakiś specjalnych kłopotów), to na południu, a szczególnie w Grecji, korupcja wręcz rozsadza gospodarkę. I nie ma na to żadnego bata.

Gdy francuskie ministerstwo finansów przekazało Grekom dyskietkę z nazwiskami osób nielegalnie wyprowadzających z kraju pieniądze, ta najpierw gdzieś zaginęła, potem po awanturze odnalazła się w szufladzie wicepremiera, potem znów się gdzieś zapodziała, a na koniec nikt już nie wie , czy to jest ta pierwotna, czy częściowo wyczyszczony falsyfikat.

Degrengolada Unii jest porażająca. Nawet tzw. Trojka, działając razem, nie jest w stanie zmusić greckich przestępców podatkowych do oddania zagrabionych pieniędzy. Dla świętego spokoju woli kolejny raz sypnąć kasę narażając potem na straty uczciwych podatników.

Nawet student z kalkulatorem może łatwo oszacować, że problem coraz bardziej niebezpiecznego bezrobocia wśród europejskiej młodzieży można rozwiązać przy pomocy jedynie małej części środków przekazanych na łatanie czarnej greckiej dziury.

Tak pokoślawiona Unia nie ma zbytnich szans w globalnej rywalizacji z Dalekim Wschodem i Stanami Zjednoczonymi. Zamiast zielonych stolików i nieustannych szczytów, przydałyby się wreszcie jakieś konkretne koncepcje rozwiązania europejskich problemów, zamiast sypania pieniędzy do czarnej greckiej dziury, skuteczne rozwiązania antykorupcyjne, zamiast ględzenia o nieskutecznym wymiarze sprawiedliwości, konkretne i skuteczne reformy.

No, ale do tego wszystkiego potrzebni są zdeterminowani przywódcy z długoterminową wizją potrzebnych przemian, a takich w Europie na razie nie widać

Ale jest taki kraj…..i tacy ludzie…..jaka szkoda, że niestety nie na naszym kontynencie.

 

Andrzej Betlej 

absolwent m. in Wydziału Handlu Zagranicznego SGPiS, wieloletni członek zarządów i rad nadzorczych w bankowości i branży finansowej, a także lotniczej i turystycznej.

Obecnie zajmuje się oceną wpływu czynników na konkurencyjność gospodarki.

W kraju publikuje na portalu Turystyka.rp.pl

http://raptularz.net/2013/03/27/singapur-jest-taki-kraj/