O takich, którzy przez zbrodnie doszli do władzy książęcej
Wpisał: Niccolo Machiavelli   
14.11.2010.

O takich, którzy przez zbrodnie doszli do władzy książęcej

Niccolo Machiavelli, „KSIĄŻĘ”, str. 58, PIW 1984 , przedmowa K.T.Toeplitz [doradca deGenerała – jakże bardzo im wtedy rady Machiavelli’ego były potrzebne]

            Lecz ponieważ można z prywatnego człowieka zostać księciem jeszcze na dwa sposoby (które nie dadzą się w całości odnieść ani do szczęścia, ani do dzielności), przeto sądzę, że nie należy ich pomijać, chociaż o jednym z nich można by obszerniej rozprawiać tam, gdzie mowa o republikach. Polegają one na tym, że dochodzi się do władzy książęcej albo drogą zbrodniczą i niecną, albo tak, że prywatny obywatel dzięki poparciu innych obywateli zostaje władcą swej ojczyzny. Mówiąc o pierwszym sposobie, pokażę go na dwóch przykładach, jednym starożytnym, drugim nowożytnym, nie wchodząc w ocenę wartości tej rzeczy, bo sądzę, że one same przez się wystarczą temu, kto do ich naśladowania będzie zmu­szony.

            Agatokles Sycylijski z człowieka nie tylko prywatnego, lecz na domiar najniższego i podłego stanu, został królem Syrakuz. Był on synem garncarza i prowadził zawsze na wszystkich stop­niach swej kariery życie zbrodnicze. Lecz swe zbrodnie łączył z taką tężyzną umysłu i ciała, że wstąpiwszy do wojska, doszedł stopień po stopniu do pretury Syrakuz. Umocniwszy się na tym stanowisku, postanowił zagarnąć władzę książęcą, by przez gwałt i nie zobowiązując się względem nikogo, zatrzymać to, co mu z dobrej woli zostało przyznane. Porozumiawszy się co do tego planu z Kartagińczykiem Hamilkarem, który z wojskiem stał na Sycylii, zgromadził pewnego poranka lud i senat syrakuzański pod pozorem rozpatrzenia spraw tyczących rzeczypospolitej. Na dany znak kazał swoim żołnierzom wymordować wszystkich se­natorów i najbogatszych z ludu; po ich śmierci zagarnął i dzierżył najwyższą władzę w tym mieście bez żadnego oporu obywateli. A chociaż dwukrotnie przez Kartagińczyków rozbity, a w końcu oblegany, potrafił nie tylko obronić swe miasto, lecz nadto, zosta­wiwszy część swych ludzi jako załogę, z resztą najechał Afrykę i w krótkim czasie uwolnił Syrakuzy od oblężenia, i doprowadził do ostatecznej konieczności Kartagińczyków, którzy byli zmuszeni pogodzić się z nim, poprzestać na posiadaniu Afryki, a jemu zostawić Sycylię.

Kto przeto zastanowi się nad czynami i męstwem Agatoklesa, nie znajdzie w nich wcale lub niewiele rzeczy dających się przy­pisać szczęściu, gdyż, jak się wyżej rzekło, doszedł on do władzy książęcej nie dzięki czyjemuś poparciu, lecz przez stopnie wojsko­we, osiągnięte wśród tysięcznych trudów i niebezpieczeństw, a utrzymał się przy niej później przez odważne i ryzykowne spo­soby postępowania. Zapewne, nie można jeszcze nazwać dziel­nością mordowania obywateli, zdradzania przyjaciół, braku wier­ności, człowieczeństwa i bogobojności; takimi sposobami można zdobyć władzę, ale nie chwałę. Atoli gdy się weźmie pod uwagę tę dzielność Agatoklesa, z jaką narażał się i zwalczał niebezpieczeństwa, i tę wielkość jego umysłu, z jaką znosił i zwyciężał przeciwności, nie widzi się przyczyny, dla której miałby być uwa­żany za niższego od któregokolwiek ze znakomitych wodzów. A jednak jego dzika srogość i nieludzkość w połączeniu z niezli­czonymi zbrodniami nie pozwalają go sławić na równi ze znako­mitymi mężami. Nie można przeto szczęściu i cnocie przypisywać tego, czego dokonał bez jednego i drugiego.

            W naszych czasach, za pontyfikatu Aleksandra VI, Oliverotto da Fermo, zostawszy sierotą w dzieciństwie, był na wychowaniu u swego wuja nazwiskiem Giovanni Fogliani, który oddał go bar­dzo jeszcze młodego do wojska pod komendę Paola Vitelli, aby nauczywszy się tam tego rzemiosła, doszedł do jakiegoś wyższego stopnia wojskowego. Następnie, gdy Paolo umarł, służył Olive­rotto pod Vitellozzem, jego bratem, a ponieważ był zdolnym i krzepkim na ciele i duchu, stał się w krótkim czasie jednym z pierwszych ludzi w jego wojsku. Lecz ponieważ uważał, że słu­żyć innym jest ujmą dla niego, przeto powziął zamiar opanowania Fermo [to miasto; czyżby KI „FERMO” brał natchnienie z opisanych tu czynów?  md] za poparciem Vitellozza tudzież z pomocą niektórych tam­tejszych obywateli, którzy przekładali niewolę nad wolność włas­nej ojczyzny. Napisał więc do Giovanniego Fogliani, że chciałby po tylu poza domem spędzonych latach odwiedzić swe miasto i rozpatrzyć się nieco w ojcowiźnie. A ponieważ nie stara się o nic innego, jak tylko by zasłużyć na dobre imię, więc pragnie wjechać do miasta uroczyście, w otoczeniu stu konnych przyjaciół i sług, aby obywatele zobaczyli, że nie stracił czasu na darmo; prosił więc wuja, aby zechciał nakłonić obywateli, by przyjęli go z ho­norami, co nie tylko jemu przyniesie zaszczyt, lecz także Foglia­niemu, którego jest wychowankiem. Otóż Giovanni nie zaniedbał żadnych starań na korzyść krewniaka i uzyskał uroczyste przy­jęcie go przez mieszkańców Fermo. Oliverotto zamieszkał w jego domach, gdzie przepędził kilka dni zajęty przygotowaniem tego, co mu było potrzebne do jego przyszłej zbrodni; następnie zaś wydał uroczystą ucztę, na którą zaprosił Giovanniego Fogliani i wszystkich znakomitych obywateli Fermo. Po spożyciu uczty i po zabawach, zwyczajnych w podobnych okolicznościach, wszczął Oliverotto umyślnie poważną rozmowę o potędze papieża Ale­ksandra i jego syna Cezara tudzież o ich przedsięwzięciach. Gdy Giovanni i inni wzięli udział w rozprawie, ten naraz powstał ze słowami, że o tych rzeczach należy mówić w bardziej sekretnym miejscu, i udał się do jednej z komnat, dokąd podążyli za nim Giovanni i wszyscy inni obywatele. Ledwo usiedli, gdy z kry­jówek wypadli żołnierze i zamordowali Giovanniego i wszystkich innych. Po tym mordzie wsiadł Oliverotto na konia, opanował miasto i obległ w pałacu Najwyższą Radę, która ze strachu musia­ła go słuchać i zgodzić się na utworzenie rządu, którego on ogłosił się naczelnikiem. A ponieważ wyginęli wszyscy ci, którzy, jako niezadowoleni, mogli mu szkodzić, więc zdołał umocnić się przez wprowadzenie nowej organizacji cywilnej i wojskowej tak dalece, że w ciągu jednego roku, gdy dzierżył władzę książęcą, nie tylko był bezpieczny w mieście Fermo, lecz nadto stał się postrachem dla wszystkich sąsiadów. I byłoby trudno obalić go, podobnie jak Agatoklesa, gdyby w rok po popełnionym ojcobójstwie nie dał się podejść Cezarowi Borgii, który uwięził go w Sinigaglii razem z Orsinimi i Vitellimi, o czym opowiedziało się powyżej, i kazał udusić tak jak i mistrza jego, w dzielności i zbrodni, Vitellozza.

`           Mógłby ktoś dziwić się, jak to się dzieje, że Agatokles i nie­ jeden mu podobny mógł po niezliczonych zdradach i okrucień­stwach żyć długo bezpiecznie w swej ojczyźnie i bronić się prze­ciw wrogom zewnętrznym, a nigdy obywatele nie spiskowali przeciw niemu, natomiast wielu innych nie umiało za pomocą okrucieństwa utrzymać państwa podczas pokoju, a tym bardziej w burzliwych czasach wojny.

            Sądzę, że zależy to od dobrego lub złego posługiwania się okrucieństwami. Dobrze użytymi mogą nazywać się te (jeżeli o złem wolno powiedzieć, że jest dobrem), które popełnia się raz jeden z konieczności, dla ubezpieczenia się, nie powtarza się ich później, a które nadto przynoszą możliwie największy pożytek poddanym. Źle użytymi są takie, które choćby z początku nielicz­ne, z czasem raczej mnożą się, zamiast rzednieć. Ci, którzy uży­wają pierwszego sposobu, mogą z pomocą boską i ludzką przynieść swemu państwu pewną korzyść, jak np. Agatokles. Dla drugich jest rzeczą niemożliwą utrzymać się. Z tego należy wy­ciągnąć wniosek, że zdobywca, opanowawszy rządy, powinien przygotować i popełnić naraz wszystkie nieodzowne okrucieństwa, aby nie wracając do nich codziennie i nie powtarzając ich, mógł dodać ludziom otuchy i pozyskać ich dobrodziejstwami. Kto czyni inaczej, czy to przez tchórzostwo, czy złą radę, jest zmuszony trzymać ciągle nóż w ręku i nie może nigdy spuścić się na swych poddanych, którzy wskutek ustawicznych i świeżych krzywd me mogą nabrać do niego zaufania. Albowiem krzywdy powinno się wyrządzać wszystkie naraz, aby krócej doznawane, mniej tym samym krzywdziły, natomiast dobrodziejstwa świadczyć trzeba po trosze, aby lepiej smakowały.

            Przede wszystkim powinien książę żyć ze swymi poddany­mi w sposób taki, którego nie potrzebowałby zmieniać na skutek żadnego pomyślnego czy niepomyślnego wydarzenia; gdy bowiem pozostawać będziesz pod przymusem czasów burzliwych, za późno już na wyrządzanie ludziom zła, a dobro, które wtedy wyświad­czysz, na nic się nie przyda; będzie bowiem uważane za wymu­szone, więc nie przyniesie ci żadnego uznania.