155 lat temu: Pontmain 17 stycznia Roku Pańskiego 1871

150 lat temu: Pontmain 17 stycznia Roku Pańskiego 1871

Posted on January 12, 2021

Zważywszy, że widzenia nie można przypisać oszustwu ani mistyfikacji, ani sprowadzić do iluzji optycznej bądź halucynacji, zważywszy, że zdarzenie przekracza moc człowieka oraz jakiegokolwiek widzialnego i cielesnego czynnika, że nie może być wyjaśnione jako wynik sił diabelskich, że ma charakter zdarzenia w porządku nadprzyrodzonym i Boskim, wyrażamy osąd, że Niepokalana Dziewica Maryja, Matka Boża, prawdziwie pojawiła się 17 stycznia 1871 Eugeniuszowi Barbedette, Józefowi Barbedette, Franciszce Richer oraz Joannie Marii Lebosse we wsi Pontmain.

Tyle ordynariusz diecezji Laval, Ks. Biskup Kazimierz Aleksy Józef Wicart w swoim oświadczeniu z 2 lutego 1872 roku. Pontmain to niewielka osada między historyczną Normandią a Bretanią w pn. zach. Francji. Dziw bierze że podczas wojny, która rozpoczęła się dzień po ogłoszeniu dogmatu definiującego papieską nieomylność, a która była w istocie wojną o powstanie Niemiec, wojska pruskie dotarły niemal tutaj. Niemal, bo zatrzymały się nagle pod niedalekim Laval.

W styczniu 1871, po klęsce pod Sedanem, gdy trwało oblężenie Paryża, Francuzi byli w rozsypce a Prusacy posuwali się coraz dalej w głąb kraju Napoleona III. Pod LeMans właśnie została rozbita przez nich Armia Loary generała Chanzy. Jej niedobitki cofały się na zachód, w stronę Pontmain, na tyły następowały im szybkie jednostki przeciwnika. Znaki z nieba, w tym zorza polarna jaka ukazała się 11 stycznia 1871 roku, zwiastowały dalsze niezwykłe wydarzenia.

Józef miał lat 10, Eugeniusz – dwanaście. Wieczorem 17 stycznia pomagali ojcu przy pracach w gospodarstwie, w stodole, gdy starszy z nich wyszedł na zewnątrz i spojrzał na gwiaździste niebo. Ujrzał tam postać pięknej Pani w płaszczu zdobionym złotymi gwiazdami i złotej koronie. Uśmiechała się do niego. Dołączyła do niego Jeanette Detais, miejscowa niewiasta zajmująca się przygotowywaniem zmarłych do pogrzebu. Piękną Panią zobaczył także mały Józef. Na miejsce przybyli także ojciec braci Barbedette i ich matka. Matka chłopców była osobą pobożną i wniosła z ich opisu, że widzianą postacią jest Najświętsza Maryja Panna, kazała zatem im odmówić pięć Ojcze Nasz i pięć Zdrowaś Mario oraz posłała po siostry zakonne uczące w miejscowej szkole: Witalinę oraz Marię Edwardę.

Przybyły one na miejsce z dwoma dziewczynkami Franciszką i Joanną Marią, w wieku 9 i 11 lat, które ujrzały postać Pani. Dorośli jej nie widzieli – jedynie formację z trzech jasnych gwiazd wokół miejsca, gdzie dzieci widziały głowę Maryi. Nie ujrzała jej również dwunastoletnia Augustyna przyprowadzona przez siostry. Zakonnice posłały zatem po sąsiada i jego sześcioletniego wnuka Eugeniusza. Ten, podobnie jak czterolatek August, który pojawił się również na miejscu zdarzenia, także stwierdził, że widział Panią. Nie widziały jej jednak siostry Augusta w wieku 12 i 10 lat (późniejsza komisja biskupia oparła się na zeznaniach starszych z grupy dzieci tj. Eugeniusza, Józefa, Franciszki i Joanny Marii).

Wkrótce na miejscu zdarzenia, przed domem Barbedette, zebrał się tłum klęczących na śniegu i modlących się mieszkańców. Jedna z sióstr postanowiła zawiadomić proboszcza ks. Michała Guerina. Podczas gdy ludzie modlili się Różańcem, widzenie zwiększyło swój rozmiar dwukrotnie. Gdy rozpoczęto śpiew Magnjficat dzieci ujrzały rozwiniętą przy Pani chorągiew, na której pojawiły się słowa: Proszę módlcie się, moje dzieci. Ks. Guerin podjął śpiew Litanii Loretańskiej. Wówczas dzieci ujrzały kolejne słowa: Bóg was wkrótce wysłucha a przy kolejnych pieśniach, przy Salve Regina napis uległ zwieńczeniu: Mój Syn da się poruszyć.

Odśpiewano Matko nadziei. Jak zapisał potem o. Józef Barbedette, jeden z wizjonerów: “Uśmiechnęła się, gdy na nas spojrzała i uśmiech ów był piękniejszym od wszystkiego co wcześniej widziałem. Tak był piękny, że nie mogliśmy się powstrzymać od klaskania w dłonie i wołania w zachwycie: Uśmiecha się! Uśmiecha się! O, jaka jest piękna, jaka piękna!”

Tłum zaczął śpiewanie pieśni przeplatanej błagalnym wezwaniem Parce Domine [Przepuść nam Panie] a kiedy doszedł do słów o Jezusie, w rękach radosnej dotąd Pani pojawił się Krucyfiks i ze smutkiem zaczęła rozważać mękę Syna. Krzyż był czerwony – o barwie krwi z napisem: Jezus Chrystus na małej tabliczce u szczytu. Józef Barbedette zeznał potem przed komisją biskupią: “Przez cały czas, w którym Najświętsza Panna trzymała w dłoniach Krucyfiks Jej twarz nie była zapłakana, nie widzieliśmy łez w Jej oczach, lecz, zwłaszcza, w kącikach ust, drżenie warg ukazujące silne uczucie. Usta poruszały się, najwyraźniej wymawiając słowa pokutnej pieśni, którą śpiewano u Jej stóp, zwłaszcza podczas chóru: Parce, Domine.” W późniejszej relacji zapisał: “Nie roniła łez, lecz smutek wyrażony na Jej twarzy był nie do opisania.”

Gdy kapłan zaintonował Ave Maris Stella, czerwony Krucyfiks zniknął, na twarz Pani wrócił uśmiech. W końcu  widzenie trwające około trzy godziny, wśród owych śnieżnych nieszporów – Różańca, litanii i hymnów, około za piętnaście dziewiąta w nocy zniknęło.

W tym samym czasie pod Laval, oddalone od Pontmain o niecałe 50 kilometrów, nadciągały czołówki wojsk pruskich dowodzonych przez sprawnego dowódcę kawaleryjskiego generała Karla von Schmidta, ścigające pozostałości rozbitej w bitwie pod Le Mans francuskiej armii Loary.  Jej  resztki schroniły się w Laval. Prusaków w popołudnie 17 stycznia dzieliło od miasta niewiele. Patrzyli na to samo rozgwieżdżone niebo, które rozciągało się na Pontmain. I nagle pruskie wojska, wieczorem 17 stycznia zatrzymały się. A potem przyszedł rozkaz odwrotu. 28 stycznia zawarto zawieszenie broni.

O. Józef Barbadette, zakonnik Oblatów Niepokalanej, tak wspominał później owo widzenie, którego zaznał jako chłopiec (cyt. za: Bernard St. John: The Blessed Virgin in the XIXth Century: Apparitions, Revelations, Graces, p. 341-342):

W powietrzu, siedem, osiem metrów nad domem Augustyna Guidecoq, ujrzałem niewiastę niezwykłej piękności. Zdawała się młoda – około 18-20 lat – oraz wysokiej postury. Była odziana w ciemnoniebieskie szaty. Kiedy poproszono nas byśmy opisali dokładnie odcień tego niebieskiego, byliśmy w stanie jedynie poprzez porównanie z kulkami indygo jakie używa się do płukania lnu. Jej szata była pokryta złotymi gwiazdami, pięciobocznymi w kształcie, wszystkie tego samego rozmiaru i jasne, choć nie wysyłające promieni. Nie były bardzo liczne i wydawały się rozsiane po niebieskości bez żadnego wzoru. Niebieska szata była obszerna, ukazująca pewne mocno zaznaczone fałdy, bez przepaski ani innego zacisku od szyi po stopy. Rękawy były proste i długie, opadające na dłonie. Na stopach, które szata pozostawiała odsłonięte, znajdowały się pantofle tak samo niebieskie. Na głowie znajdował się czarny welon do połowy zakrywający czoło, skrywający włosy i uszy oraz opadający na ramiona. Nad nim znajdowała się złota korona przypominająca diadem, wyższa z przodu niż w innych miejscach, poszerzająca się po bokach. Czerwona linia, szeroka na 5-6 milimetrów obiegała koronę mniej więcej w środku. Dłonie były małe i wyciągnięte ku nam jak na cudownym medaliku, lecz nie wysyłały promieni. Twarz była lekko owalna. Do świeżości młodości miała dodaną najwyborniejszą delikatność rysów i odcienia, cera była raczej blada. Na ustach igrał uśmiech niewysłowionej słodyczy. Oczy o nieopisanej łagodności były na nas skupione. Nie jestem w stanie bardziej opisać Jej pięknej postaci spoglądającej na nas i uśmiechającej się. Jak prawdziwa matka wydawała się bardziej szczęśliwa, patrząc na nas, niż my Ją rozważając.” I dalej: “Mimo iż była noc i że byliśmy oddzieleni od pięknego Widzenia o około sto metrów, mogliśmy widzieć każdy szczegół twarzy tak wyraźnie jakby miało miejsce w pełnym świetle dnia i w bliskości.”

Podobnie niesłychany był smutek, który “musiał być smutkiem Matki Jezusa u stóp Krzyża, który dźwigał jej umierającego Syna.” Jego brat – Eugeniusz został kapłanem diecezjalnym a Franciszka jego gospodynią. Joanna Maria złożyła śluby zakonne.

Wszyscy żołnierze rekrutowani z Pontmain na wojnę z Prusami, w sumie 38 osób, wrócili cali do rodzinnych stron, składając potem jako wotum dziękczynne tablicę w kościele. Działy się i inne rzeczy – kilka dni przed objawieniem w Pontmain ogłoszono uroczysty ślub – z inicjatywy biskupa Nantes Feliksa Fourniera i grupy katolików m.in. Aleksandra Legentila wybudowanie jako ekspiacji za grzechy narodu francuskiego bazyliki Najświętszego Serca Jezusowego na wzgórzu Montmartre: “Uznajemy że byliśmy winni i zostaliśmy słusznie ukarani. Aby właściwie zadośćuczynić za nasze grzechy oraz zyskać nieskończone miłosierdzie Najświętszego Serca Naszego Pana Jezusa Chrystusa oraz przebaczenie za nasze grzechy a także nadzwyczajną pomoc, która jedynie może uwolnić naszego Najwyższego Pasterza od niewoli [w Watykanie – w wyniku zajęcia Rzymu przez masońskie państwo włoskie] i odwrócić nieszczęście Francji, ślubujemy przyczynić się do wzniesienia w Paryżu sanktuarium poświęconego Najświętszemu Sercu Jezusowemu”. Wielu francuskich katolików uważało, że objawienie w Pontmain było odpowiedzią Nieba na ową szczerą obietnicę i błogosławieństwem dla niej.

Wróćmy jednak do Pontmain. Już w roku 1871 przybyło tu łącznie ok. 100 tysięcy pielgrzymów, nie tylko z Francji. Jednym z tych wczesnych pielgrzymów był Atanazy Karol Maria de Charette, krewniak słynnego generała Franciszka Atanazego de Charette – jednego z dowódców powstania w Wandei przeciw bezbożnej rewolucji, długoletni obrońca Piusa IX przed zakusami masońskiego Risorgimento. Po upadku Rzymu w roku 1870 de Charette ze swymi papieskimi żuawami wrócił do Francji by walczyć z armiami Bismarcka. Wziął udział pod sztandarem Najświętszego Serca w bitwie pod Loigny, gdzie został ranny i dostał się do niewoli, z której uciekł jednak i tuż przed objawieniem w Pontmain został mianowany generałem. Do Pontmain przybył w towarzystwie dwóch innych papieskich żuawów i zapisał w księdze gości: “Wierzę”.

W roku 1872, w miejscowości rozpoczęto budowę nowego kościoła, w stylu neogotyckim, konsekrowanego w 1877 roku. W tymże roku papież Pius IX podniósł miejscowe stowarzyszenie modlitewne do godności arcykonfraterni zaś w roku 1897 papież Leon XIII nadał mu miano Arcykonfraterni Matki Bożej od Modlitwy. W roku 1905 papież św. Pius X nadał kościołowi w Pontmain godność bazyliki mniejszej. W roku 1922 papież Pius XI zatwierdził dla diecezji Laval święto Matki Bożej z Pontmain z własnym formularzem mszalnym, rozszerzone następnie na siedem kolejnych diecezji a także francuskie prowincje jezuitów, o. oblatów Niepokalanej oraz sióstr pasjonistek z Mamers. W roku 1934 ukoronowano figurę Matki Bożej – Matki Nadziei z Pontmain papieską koroną.