Friday Funnies: „I Speak Jive” [MEM-y, nie bój się…]

Friday Funnies: „I Speak Jive”

Exit Stage left – Gruesome Newsom

Dr. Robert W. Malone Feb 27, 2026





[Brag i bragging – oznaczają przechwalanie się. asshat, arsehat – dupek; arogant. md]














Finding good Newsom jokes today is like shooting fish in a barrel!



OK- for those that missed the actual video, here it is! Comedy doesn’t get much better!



The World’s a Stage and Newsom is Front and Center

He doesn’t govern so much as he tours. Every microphone becomes a spotlight, every press appearance a carefully staged scene, while the state he’s supposed to manage simmers on the back burner. Wildfires flare, water systems creak, rolling blackouts hum — but those aren’t cues for him, just background noise to the next photo op. The problem with living under the lights is that they don’t just illuminate, they expose. When you build a career on visibility, every crack shows in high definition. The real work waits in the wings while the roadshow rolls on, polished optics and soundbites front and center. In a world where attention is currency, overexposure is the cost.

He stands in the limelight while backstage, the theater is ablaze.

  • from: Worlds Amiss






Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work, consider becoming a free or paid subscriber.


Thanks for reading Malone News! This post is public so feel free to share it.

Share




Wybraństwo jest kategorią zbawczą, a nie etniczną

List otwarty księdza prof. Waldemara Rakocego do kardynała Grzegorza Rysia

GM: Ojciec Antoni pokazał mi dzisiaj ten list, a ja postanowiłem go opublikować. Jest wszak listem otwartym.

gabriel-maciejewski/list-otwarty-ks-prof-waldemara-rakocego-do-kardynala-grzegorza-rysia

=================================================================

Ks. prof. dr hab. Waldemar Rakocy CM

Emerytowany profesor zw. KUL Kraków, 6 lutego 2026 r.

ul. Św. Filipa 19

31-150 KRAKÓW

e-mail: rakocyw@poczta.fm

——————————————————

Jego Eminencja Ksiądz Kardynał Grzegorz Ryś

Kraków

Jestem profesorem nauk biblijnych, specjalizującym się w pismach Pawłowych, i pragnę podzielić się z Eminencją Pawłowym i biblijnym postrzeganiem kilku istotnych dla chrześcijaństwa tematów. Są to tematy – poza jednym – powiązane z judaizmem. Dotykam tych z nich, które są źle rozumiane lub występują niejasności albo uproszczenia.

Czy Żydzi są narodem wybranym? W zamyśle Bożym przynależność etniczna do jakiegoś ludu nigdy nie równała się wybraństwu w znaczeniu ludu Bożego. Wybraństwo jest kategorią zbawczą, a nie etniczną. W wybraństwie uczestniczy ten, kto odpowiada na Boże wezwanie. Celem wybrania Izraela było obwieszczenie światu przyjścia Mesjasza, Chrystusa. Cel był zbawczy. I z tym celem było związane jego wybranie.

Historyczne wybranie ludu izraelskiego jako miejsca Bożego objawienia i przyjścia w nim Chrystusa jest powodem do chluby, ale nie gwarantuje ono automatycznie wybraństwa w sensie wejścia do ludu Bożego. Fakt urodzenia się Żydem nie zapewnia z góry takiego udziału.

Stwierdza to jasno apostoł Paweł w Rz 9, 6b: „Nie wszyscy, którzy pochodzą z Izraela, są Izraelem”. Innymi słowy nie wszyscy, którzy urodzili się Żydami, są Bożym Izraelem, czyli wybranym ludem Bożym. Są nimi ci, którzy odpowiedzieli na Boże wezwanie (obecna w ST koncepcja ‘wiernej reszty’). I dalej: „[…] i nie wszyscy przez to, że są potomstwem Abrahama, stają się jego dziećmi” (w. 7). Biologiczne pochodzenie od Abrahama nie decyduje o przynależności do ludu Bożego, czyli o byciu dzieckiem Boga („nie synowie co do ciała są dziećmi Bożymi” w. 8a). Decyduje ono jedynie o przynależności do etnicznego Izraela, lecz nie do ludu Bożego. Tu musi mieć miejsce odpowiedź na Boże wezwanie.

Stąd urodzenie się Żydem nie gwarantuje bycia w gronie wybranego ludu Bożego; decyduje jedynie o przynależności do ludu, w którym został zapowiedziany i przyszedł Mesjasz. W przeciwnym razie Bóg byłby niesprawiedliwy: Żyd apostata z racji swego urodzenia uczestniczyłby w Bożym wybraństwie, a bogobojny poganin byłby z niego wykluczony, bo nie urodził się Żydem. Takie są konsekwencje etnicznego rozumienia wybraństwa.

Niepoprawnym jest przede wszystkim określenie „naród wybrany”. Po pierwsze, Pismo św. nie zna określenia „naród wybrany” używanego powszechnie w jęz. polskim (lecz nie w jęz. obcych: np. the chosen people, le peuple élu, il popole eletto itd.); Pismo św. zna jedynie pojęcie ludu wybranego. Po drugie, w tamtych czasach nie istniała jeszcze koncepcja narodu, która jest zjawiskiem nowożytnym (na marginesie: tłumacze ksiąg Pisma św. na jęz. Polski błędnie używają w odniesieniu do tamtych czasów terminu ‘naród’; wszędzie powinno być ‘lud’, ‘plemię’ itp.).

Po trzecie, Sobór Watykański II (Nostra Aetate, pkt. 4) używa w odniesieniu do Żydów określenia „lud wybrany”, a nie „naród”; naród może być izraelski, ale nie wybrany. Po czwarte, określenie „naród wybrany” jest niepoprawne teologicznie, ponieważ ma konotację etniczną, ograniczającą etnicznie dostęp do Bożej łaski, co jest sprzeczne z ekonomią zbawienia. Stąd nie mówimy ‘naród Boży’, ale ‘lud Boży’. Jedynie występującym i poprawnym określeniem jest „lud wybrany”. Wybraństwo jest kategorią zbawczą i obejmuje tych, którzy realizują zamysł Boży.

Określenie „naród wybrany” kształtuje błędne przekonanie, że z racji bycia Żydem ktoś przynależy automatycznie do ludu wybranego. Nigdy przynależność etniczna / narodowa nie równała się Bożemu wybraństwu (chociaż w czasach Jezusa judaizm doszedł już do takiego przekonania). Wybraństwo jest kategorią zbawczą, a nie etniczną.

O dzisiejszym Izraelu i o Żydach na świecie można mówić jako spadkobiercach tych, wśród których Bóg zapowiedział przyjście Mesjasza i w tym sensie ich wybrał jako miejsce Bożego objawienia. Nie znaczy to jednak, że są ludem wybranym, że korzystają z przywileju wybraństwa, bo o tym decyduje realizacja woli Bożej związanej z ich wybraniem. Tą wolą było przyjęcie Chrystusa i Jego ogłoszenie światu, cel ich wybrania. A oni Go odrzucili. Są ludem wybranym w pewnym momencie historii jako locus divinae revelationis; następnie część z nich do momentu przyjścia Chrystusa była ludem wybranym (Bożym) w ramach etnicznego Izraela (tzw. ‘wierna Reszta’). Obecnie lud wybrany, lud Boży stanowią ci, którzy przyjęli Chrystusa, tj. Kościół Chrystusowy. Lud wybrany jako lud Boży jest jeden. Z tej racji nie można mówić o wyznawcach prawa mojżeszowego, że są nadal ludem wybranym. Jest to tworzenie dwóch równoległych porządków zbawczych, co jest obce zbawczemu planowi Boga.

Obecny stan wyznawców prawa mojżeszowego jasno obrazuje apostoł Paweł metaforą drzewka oliwnego (Rz 11, 16b-24). Żydzi są od niego odcięci. Mogą być na powrót wszczepieni (Bóg ich miłuje [w. 28b]). Ale aktualnie są odcięci. Z tej racji są według apostoła „nieprzyjaciółmi Boga” (w. 28a), co w języku biblijnym oznacza zerwanie z Nim relacji. Nie znaczy to jednak, że Bóg ich odrzucił definitywnie. Bóg nikogo nie odrzuca definitywnie.

Żydzi są stale zaproszeni do tego, aby przyjąć Chrystusa, bo „dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne” (w. 29). Boże wezwanie jest stałe i dlatego Bóg stale wzywa ich do wkroczenia na drogę ku Chrystusowi.

2. Czy przymierze na Synaju jest stale aktualne? Przymierze na Synaju wygasło, i tym samym ustało z racji nowego przymierza zawartego w Chrystusie, do którego przygotowywało: „Ponieważ zaś mówi o nowym [przymierzu], pierwsze uznał za przestarzałe; a to, co się przedawnia i starzeje, zanika” (Hbr 8, 13). Utrzymywanie, że przymierze na Synaju nadal trwa, jest uznaniem za niepotrzebne (czy o względnej wartości) przymierza zawartego w Chrystusie. Tymczasem przymierze na Synaju jest etapem na drodze ku Chrystusowi i Jego Kościołowi. Doprowadziło ono do Chrystusa, spełniło swoją rolę i wygasa. Nie jest anulowane, odwołane, ale wygasa, ustaje. Gdyby Żydzi przyjęli Chrystusa, właśnie tak by o nim myśleli i mówili. Postrzegają je jako stale trwające, bo nie przyjęli Chrystusa.

Utrzymywanie, że przymierze na Synaju jest stale aktualne, jest tworzeniem równoległej rzeczywistości zbawczej: jednej z Chrystusem, a drugiej bez Niego. Jest to występowanie przeciwko zbawczemu planowi Boga.

3. Czy Żydzi wierzą w prawdziwego Boga? Izraelitom (Żydom) objawił się Bóg prawdziwy, ale odrzucając Chrystusa, odrzucają oni prawdziwego Boga. Nie wygląda to tak, że Izrael odrzucił Syna Bożego, a trwa przy Bogu. Kto odrzuca Syna, nie ma też Ojca (1 J 2, 23), bo Bóg jest jeden. Izrael odwołuje się do prawdziwego Boga, ale Go nie zna, bo On objawił się w Chrystusie. Dopiero Chrystus objawia Ojca i tajemnicę Trójcy Świętej. To, co o Bogu poznał biblijny Izrael, jest mglistą wiedzą w porównaniu z poznaniem Go w Synu Bożym (J 10, 30: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”; 14, 9: „Ten, kto widzi Mnie, widzi i Ojca”). Sytuacja obecnego Izraela jest trudna, bo zna on Boga tylko w wąskim zakresie, bo Ten objawił się w pełni w Chrystusie. Na ich oczach spoczywa zasłona (2 Kor 3, 14).

Odrzucając Syna Bożego, Izrael odrzucił Boga Jahwe, bo Jezus razem z Ojcem i Duchem Świętym jest Bogiem Jahwe: „Jeżeli nie uwierzycie, że JA JESTEM [który jestem], pomrzecie w grzechach swoich” (J 8, 24. 58). Jezus jest Bogiem Jahwe i dlatego odrzucenie Go jest odrzuceniem prawdziwego Boga – stąd konkluzja: „[…] pomrzecie w grzechach swoich”.

Nie można trwać przy Bogu, odrzucając Syna Bożego, który poprzez jedną naturę boską jest jednym Bogiem z Ojcem i Duchem Świętym. Odrzucenie Syna Bożego jest odrzuceniem (całego) Boga. Żydzi wiedzą, który Bóg jest prawdziwy, ale jednocześnie Go odrzucają. Czy w tej sytuacji wierzą w prawdziwego Boga? Chrystus nie jest dopełnieniem wiary Żydów w Boga (obrazowo brakujące np. 30%), ale całym poznaniem Boga (obrazowo 100%). Z tej racji w nikim innym nie ma zbawienia.

Czy Żydzi potrzebują Chrystusa tak samo jak pozostała ludzkość? Żyd potrzebuje w takim samym stopniu Chrystusa, i nawrócenia w Nim do Boga, co wszyscy inni ludzie. Dlaczego? Bo odkupienie jest nowym stworzeniem w Chrystusie (Ga 6, 15; 2 Kor 5, 17; Ef 2, 15). Nie jest wydoskonaleniem starego porządku zbawczego, ale powołaniem go do istnienia od początku! Właśnie dlatego, że jest to nowy porządek zbawczy (nowe stworzenie), każdy musi do niego wejść: tak poganin, jak i Żyd, bo nikt wcześniej w nim nie trwał. Żyd był w korzystniejszej sytuacji jedynie z tej racji, że był lepiej przygotowany na przyjęcie nowego porządku zbawczego.

Przyjęcie Chrystusa jest według NT najwyższą formą nawrócenia, której potrzebuje każdy: zarówno Żyd, jak i poganin. Jest odmianą człowieka, jakiej dokonuje w nim Bóg. Nic się nie równa temu, czego Bóg dokonuje w człowieku, kiedy przyjmuje on Chrystusa – odmienia go i wprowadza w nowe życie ze sobą. Żyd potrzebuje takiego nawrócenia tak samo jak poganin, bo porządek religijny Żydów wyznania mojżeszowego nie jest w stanie tego zapewnić.

Nie jest prawdą, że przyjmując wiarę w Chrystusa, poganin się nawraca a Żyd jedynie dopełnia swoją wiarę. Skoro jest to nowy porządek zbawczy (nowe stworzenie), każdy wchodzi do niego na tych samych warunkach. Stąd Żyd bezwzględnie potrzebuje Chrystusa. Przykładem nowego stworzenia, czyli rzeczywistości nieobecnej w ST, a obecnej aktualnie, jest Kościół. Jest on nowym bytem, stworzeniem, bo jego Ciało, tj. Chrystus, jest nowe. Na etapie ST nie ma niczego, co równałoby się darowi Kościoła. Na etapie ST lud Boży był zgromadzony przy Bogu. Obecnie jest on wszczepiony w Chrystusa, Jego Ciało, i stanowi z Nim jedno. W Kościele jesteśmy członkami Ciała Chrystusa. Nie jest to zatem wydoskonalenie porządku ST ani jego dopełnienie w sensie  uzupełnienia brakującym elementem, ale danie czegoś nowego. Z tej racji do Kościoła jako nowego stworzenia, nieobecnego w ST, musi wejść zarówno poganin, jak i Żyd, bo żaden z nich wcześniej nie korzystał z takiego przystępu do Boga (jest on czymś nowym). Innym przykładem jest przymierze Boga z człowiekiem. Nie jest to już przymierze, w którym każda ze stron bierze na siebie określone zobowiązania, bo tu w razie nie wywiązywania się jednej ze stron ze swych zobowiązań, przymierze zostaje zerwane. Obecna relacja z Bogiem, zawarta w Chrystusie, nie ma odpowiednika w ST. Nie jest ona przymierzem, ale testamentem, czyli jednostronnym, wspaniałomyślnym obdarowaniem ludzkości przez Boga relacją ze sobą, gdzie Bóg czyni się gwarantem tej relacji i z tej racji nie zostanie ona nigdy zerwana. Testament nie podlega zerwaniu, a jedynie wykonaniu. Określenia jak wydoskonalenie czy dopełnienie nie są tu adekwatne. Obecna relacja z Bogiem na wzór testamentu, nawiązana w Chrystusie, jest ‘nowym stworzeniem’ względem tej  starotestamentowej. Daje to, czego tamta nie dawała. To nie jest tylko danie czegoś więcej. Dobrze rozumieli to u początków chrześcijanie i dlatego nazwali księgi święte Starym i Nowym Testamentem, a nie Starym i Nowym Przymierzem.

‘Nowe stworzenie’ odnosi się także do koncepcji Mesjasza, synostwa Bożego, dekalogu, kapłaństwa, ekspiacji jako modelu pojednania z Bogiem itd. Każda prawda zbawcza ST, każdy przywilej zostają przewyższone w Chrystusie (nowe stworzenie), bo Bóg dał coś nowego i większego niż na etapie ST. Między Starym a Nowym Testamentem jest ciągłość, drugie wynika z pierwszego, ale między nimi jest jednocześnie niewyobrażalny przeskok jakościowy. Różnicę wyznacza osoba Chrystusa: mówimy tu o różnicy między brakiem Chrystusa a Jego obecnością.

Między Starym a Nowym Testamentem nie ma przejścia w sensie dopełnienia pierwszego przez jakiś element drugiego; jest to danie czegoś nowego (nowe stworzenie w Chrystusie) – czegoś, co niewyobrażalnie przewyższa pierwsze (stan braku Chrystusa i stan Jego posiadania). Ten przeskok wyraża apostoł Paweł w 2 Kor 3, 10: „Wobec przeogromnej chwały [rzeczywistości nowotestamentowej] okazało się w ogóle bez chwały to, co miało chwałę tylko częściową [rzeczywistość starotestamentowa]. ST przy NT jest jak światło świecy przy świetle Słońca; traci całkowicie swój słaby blask.

Czy Żydzi są naszymi starszymi braćmi? Zdarza się nadużywać słów Jana Pawła II z 13 kwietnia 1986 r. z jego wystąpienia w synagodze w Rzymie. Przypisuje się papieżowi, że powiedział o Żydach „nasi starsi bracia”. Papież powiedział dokładnie: „[…] i w pewnym sensie można by powiedzieć nasi starsi bracia”. Nie powiedział, że są naszymi starszymi braćmi, bo nie są nimi. Byliby wtedy, gdyby przyjęli Chrystusa. Przez warunkowy charakter wypowiedzi („w pewnym sensie” i „można by powiedzieć”) papież unika znaczenia dosłownego. Jednocześnie wyznacza granicę i rozdział między judaizmem, który odrzucił Chrystusa, a chrześcijaństwem. Są to dwa porządki religijne, które rozwijają się niezależnie od siebie i nie ma między nimi braterstwa wiary w sensie dosłownym, bo występuje rozdźwięk w najistotniejszej kwestii, Mesjasza.

Czy Żydzi ukrzyżowali Chrystusa? Odpowiedzialni historycznie za ukrzyżowanie Jezusa byli Żydzi i Rzymianie. Ewangelie nie pozostawiają tu cienia wątpliwości. Chrześcijanie zaś są winni śmierci Chrystusa (KKK 598) w tym sensie, że nasze grzechy doprowadziły do ekspiacyjnej śmierci Chrystusa. Chrystus umarł, ponieważ zgrzeszyliśmy. W tym sensie odpowiedzialna jest cała ludzkość. Trzeba jasno rozgraniczać między historyczną odpowiedzialnością za śmierć Jezusa a winą w sensie religijnym. Nie należy wykorzystywać stwierdzenia Katechizmu Kościoła Katolickiego do wybielania Żydów z ich winy za ukrzyżowanie Jezusa. Nie rozumiem ich winy jako winy zbiorowej, ale winę tych, którzy usilnie zabiegali o wyrok śmierci dla Jezusa. To, że Drugą Wojnę Światową wywołali Niemcy, nie znaczy, że wszyscy Niemcy ponoszą za to odpowiedzialność, ale nie znaczy to też, że Niemcy nie wywołali Drugiej Wojny Światowej i nie ponoszą za nią żadnej odpowiedzialności.

Jaka powinna być nasza postawa względem judaizmu? 1) Należy podtrzymywać kontakty z Żydami, bo wszyscy jesteśmy dziećmi tego samego Boga, ale prawda zbawcza nie może być wyciszana. 2) Nie należy usprawiedliwiać, wybielać odrzucenia Chrystusa przez Żydów (wypaczanie historii zbawienia), ale trzeba pomóc im w otwarciu się na Niego.

W latach 20. XIX w. Żydzi z synagogi w Strasburgu postanowili przeczytać Nowy Testament i przyjrzeć się jego przesłaniu. Kolejnych trzech rabinów, a z nimi kilkadziesiąt osób z synagogi, przyjęło Chrystusa. Pojawiła się dyspozycja otwartości na prawdę i łaska natychmiast zadziałała. Jest to kierunek, w jakim należy iść w kontaktach z wyznawcami prawa mojżeszowego – tak postępować, aby pojawiła się w nich dyspozycja otwartości na prawdę. Nie należy rezygnować z takich prób. Przykład mamy w apostole Pawle (Rz 11, 14). Nie wolno rezygnować z wysiłków na rzecz pozyskania Żydów dla Chrystusa. Misja ewangelizacyjna stale trwa i obejmuje wszystkich – bez wyjątku. Wymaga jednak roztropności w działaniu.

W nawiązaniu do powyższego, w kontaktach z judaizmem nie może być to dialog jednostronny, w którym my, chrześcijanie, pochylamy się stale nad ich wiarą, zgłębiamy myśl żydowską, a oni zamykają się całkowicie na myśl chrześcijańską. Nie jest to dialog, ale jednostronna rozmowa. W szczerym dialogu każda ze stron powinna wysłuchać racji drugiej strony.

Jeżeli tego nie ma, wzajemne spotkania skutkują „urabianiem” przez myśl żydowską chrześcijan biorących w nich udział, którzy przejmują żydowskie myślenie i rozumienie historii zbawienia. Chrześcijanie się judaizują, a Żydzi nie tylko się nie chrystianizują, ale jeszcze utwierdzają w swoich przekonaniach. Z takich spotkań korzyść dla siebie odnoszą jedynie wyznawcy prawa  mojżeszowego.

Czy w modlitwie konsekracyjnej podczas Mszy św. powinny być słowa o Ciele Chrystusa wydanym i Krwi przelanej „za wielu” czy „za wszystkich”? Ten temat nie stanowi kontrowersji z Jego Eminencją, ale przedstawiam go, bo pojawiają się próby zmiany.

W tekście greckim NT (Mt, Mk, Łk i 1 Kor 11) znajdują się dwie formy: „za wielu” (hyperpollōn) i „za was” (hyper hymōn). W żadnym z czterech świadectw nie mówi się o wydanym Ciele Chrystusa i przelanej Krwi „za wszystkich”.

Według Ewangelii Mateuszowej Jezus ma na myśli tych, w których dzieło odkupienia odniesie zamierzony skutek: „Moja Krew …, która będzie wylana … na odpuszczenie grzechów”, czyli przelana za tych, w których dokona odpuszczenia grzechów, tj. którzy skorzystają z łaski odkupienia i wejdą w relację z Bogiem.

Jezus nie ma na myśli tych, którzy nie skorzystają z łaski odkupienia, tj. w których przelana krew nie przyniesie zamierzonego skutku. Bóg nie działa na darmo, nie marnuje swojej łaski. Jako istota doskonała, kiedy działa, osiąga cel.

Jezus nie ma zatem na myśli wszystkich ludzi, ale tylko owych wielu, którzy odpowiedzą pozytywnie na łaskę odkupienia i wejdą w relację z Bogiem. Zgodnie z intencją słów Jezusa poprawną formą jest „za wielu” (w tym także „za was” – dzisiaj w odniesieniu do każdego, kto uczestniczy w Eucharystii), co znajdujemy na kartach NT i co funkcjonuje w aktualnej modlitwie konsekracyjnej w jęz. polskim.

Forma „za wszystkich” nie występuje w NT, bo jest niezgodna z rozumieniem dzieła odkupienia. Forma „za wielu” naprowadza na jego właściwe rozumienie. Należy porzucić myślenie, że wszyscy zostali odkupieni, czyli wprowadzeni w relację z Bogiem. Wszystkim została otwarta droga do Boga, ale odkupieni zostali ci, którzy weszli w relację z Bogiem (odpowiedzieli pozytywnie). I za nich Jezus przelewa krew (odkupienie jest stanem podobnym zbawieniu).

Jezus nie przelewa krwi za tych, w których nie przynosi to zamierzonego skutku, bo byłoby to działanie daremne. Posługując się obrazem Jezusa, nie rzuca On pereł przed świnie. Zatem dzieło odkupienia swymi owocami dosięga tej części ludzkości, która odpowiada na nie pozytywnie. I to przesłanie zawiera się w wyrażeniu „za wielu”.

U początku sprawowania posługi pasterskiej w Archidiecezji Krakowskiej życzę Eminencji Bożego błogosławieństwa i wszelkiej pomyślności.

In Christo Salvatore mundi,

ks. prof. Waldemar Rakocy CM

Szef Światowego Forum Ekonomicznego odchodzi po ujawnieniu kontaktów z Epsteinem. A tak dzielnie zaprzeczał…

Szef WEF odchodzi

po ujawnieniu kontaktów z Epsteinem

– „nie wiedziałem” nie wystarczyło…

zmianynaziem/szef-wef-odchodzi-po-ujawnieniu-kontaktow-z-epsteinem

Børge Brende, prezes i dyrektor generalny Światowego Forum Ekonomicznego, złożył rezygnację 26 lutego 2026 roku. Bezpośrednim powodem była wewnętrzna kontrola przeprowadzona przez WEF w sprawie jego kontaktów z Jeffreyem Epsteinem – skazanym przestępcą seksualnym, który w 2019 roku „zmarł w areszcie”. To kolejna prominentna postać ze świata globalnych elit, której nazwisko pojawia się w kontekście afery Epsteina.

Brende przyznał się do uczestnictwa w trzech kolacjach z Epsteinem – jednej w 2018 roku i dwóch w 2019 roku – odbywających się w nowojorskiej rezydencji finansisty. Pierwsza miała się odbyć na zaproszenie byłego norweskiego wicepremiera Terjego Rød-Larsena. Oprócz spotkań twarzą w twarz doszło też do wymiany wiadomości e-mail i SMS-ów. Brende utrzymuje, że nie wiedział o przestępczej działalności Epsteina.

Problem w tym, że jeszcze w listopadzie 2025 roku Brende publicznie zaprzeczał jakimkolwiek kontaktom z Epsteinem. Dopiero dokumenty opublikowane przez Departament Sprawiedliwości USA w styczniu 2026 roku zmusiły go do zmiany wersji. Akta ujawniły, że Epstein pisał do Brende o „przyszłości Davos” i proponował swoje usługi jako pośrednik w aranżowaniu spotkań z miliarderami i szefami rządów – sam określał się mianem „concierge Davos”.

Norweski polityk i menedżer ma za sobą długą karierę na styku polityki i biznesu. Był ministrem środowiska, ministrem handlu oraz ministrem spraw zagranicznych Norwegii z ramienia Partii Konserwatywnej. Z WEF związał się w 2011 roku, a od 2017 roku stał na czele całej organizacji. Przez niemal dekadę był twarzą forum, które co roku gromadzi w Davos przywódców państw, szefów największych korporacji i przedstawicieli świata nauki.

Po ujawnieniu kontaktów z Epsteinem WEF zlecił niezależne dochodzenie. Jego wyniki były lakoniczne: nie znaleziono „żadnych dodatkowych problemów poza tym, co już ujawniono”. Brende ogłosił rezygnację, uzasadniając ją chęcią uniknięcia „rozpraszania Forum”. Stanowisko tymczasowego prezesa objął Alois Zwinggi, wieloletni menedżer WEF związany wcześniej z koncernem budowlanym Holcim.

Sprawa Brende to kolejny epizod w długiej historii powiązań Epsteina z elitami finansowymi i politycznymi. Finansista przez lata budował sieć kontaktów wśród najpotężniejszych ludzi świata, wykorzystując prestiż takich wydarzeń jak szczyt w Davos. Według materiałów opublikowanych przez Bloomberga w lutym 2026 roku, Epstein otwarcie chwalił się swoją rolą pośrednika i używał nazwy forum jako przepustki do kolejnych środowisk. Robił to nawet po skazaniu w 2008 roku za nakłanianie nieletniej do prostytucji.

Wśród osób, których nazwiska pojawiały się w kontekście Epsteina, są byli prezydenci, miliarderzy i członkowie rodzin królewskich. Bill Clinton wielokrotnie korzystał z prywatnego samolotu finansisty. Bill Gates przyznał się do spotkań i publicznie wyraził żal. Książę Andrzej zrezygnował z obowiązków publicznych po tym, jak wyszły na jaw jego relacje z Epsteinem. Lista jest długa i obejmuje ludzi z kręgów regularnie obecnych na szczytach w Davos.

Obrońcy Brende wskazują, że nie ma żadnych dowodów na jego udział w przestępstwach ani świadomość tego, co Epstein robił swoim ofiarom. To prawda. Jednak trudno przejść obojętnie obok faktu, że szef organizacji, która od lat stawia się w roli moralnego autorytetu w kwestiach etyki biznesu i praw człowieka, spotykał się z człowiekiem skazanym za przestępstwa seksualne – i to po jego skazaniu, nie przed. Epstein był osobą publicznie skompromitowaną już od 2008 roku. Wystarczyło kilka minut z wyszukiwarką, by to ustalić.

Sama rezygnacja Brende nie rozwiązuje głębszego problemu. Akta Epsteina, które trafiają do opinii publicznej etapami, zawierają tysiące stron dokumentów i setki nazwisk. Każde nowe ujawnienie pokazuje, jak szeroka była sieć powiązań „finansisty” i jak długo funkcjonowała bez żadnych konsekwencji. Odejście jednego prezesa to za mało, by uznać sprawę za zamkniętą.

WEF zapewne przetrwa ten kryzys wizerunkowy. Kolejny szczyt w Davos odbędzie się zgodnie z planem, a globalne elity znajdą nowego lidera. Pytanie, które pozostaje bez odpowiedzi, brzmi: ilu innych uczestników tych samych kolacji i tych samych konferencji miało podobne kontakty z Epsteinem i nigdy nie zostało z tego rozliczonych?

Źródła:

reuters.com/world/ceo-world-economic-forum-qu…

bbc.com/news/articles/cr5lq9ll15jo

cnn.com/business/borge-brende-wef-…

theguardian.com/us-new/boss-worl…

theguardian.com/business

euronews/davos-forum-chief-bre…

Legnica. Prokuratura kapituluje w starciu z siatką pedofilów

Prokuratura kapituluje w starciu z siatką pedofilów
goniec.pl/prokuratura-kapituluje-w-starciu-z-siatka-pedofilow


Liliana Łukasiewicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy, fot. Lubin.pl

============================================

Prokuratura Okręgowa w Legnicy, policja i służby specjalne właśnie kapitulują w sprawie pedofilskiej siatki, na której ślad natrafiły w połowie 2022 roku, a przez dwa i pół roku prowadziły śledztwo. Ustalenia dziennikarzy Gońca, prowadzących śledztwo dziennikarskie od końca 2024 roku wskazują jasno, że decyzja o umorzeniu śledztwa jest przedwczesna, dlatego dla dobra interesu społecznego ujawniamy szokujące treści rozmów, którymi dysponowali śledczy.


Niezrozumiała postawa prokuratorów

Piątek trzynastego jest uznawany za najbardziej pechowy dzień w roku, ale nie bacząc na przesądy Prokuratura Okręgowa w Legnicy umorzyła tego dnia śledztwo prowadzone ws. podejrzenia pedofilii i innych przestępstw, których mogli się dopuszczać politycy, policjanci, ludzie związani ze służbami i potentaci z branży śmieciowej.

Decyzja budzi zdumienie, bo ledwie trzy dni wcześniej rzeczniczka prokuratury w specjalnym komunikacie potwierdzała fakt istnienia opinii biegłych, która uniemożliwia uznanie przekazanych dowodów za wytwór sztucznej inteligencji, co sugerowali podejrzani.

PROKURATURA ŚCIGA DZIENNIKARZA ZAMIAST SPRAWCÓW? ZOBACZ WIDEO!

Chodzi o domniemane rozmowy, jakie w okresie 2021 – 2023 mieli prowadzić między sobą Robert Raczyński, prezydent Lubina i lider ogólnopolskiej formacji Bezpartyjnych Samorządowców, startującej w przeszłości w wyborach parlamentarnych i prezydenckich, ze swoim współpracownikiem Andrzejem Pudełką, naczelnikiem oświaty w ratuszu.

10 lutego 2026 r ujawniliśmy, że od października 2025, czyli od przeszło trzech miesięcy prokuratorzy prowadzący śledztwo dysponują opinią wykluczającą, że rozmowy stworzyła sztuczna inteligencja. Taką wersję próbowali narzucić Raczyński z Pudełką, składając w 2024 roku doniesienie do tej samej legnickiej prokuratury, rok po rozpoczęciu umorzonego właśnie śledztwa wszczętego w sprawie art. 200, czyli pedofilii. Ich opinie i zarzuty biegli w opinii jednoznacznie obalili, co powinno otwierać drogę do dalszych działań weryfikujących bulwersujące okoliczności ujawnione w stenogramach.

W rozmowie z redaktorami Gońca 27.01 rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy Lilianna Łukasiewicz zapewniała:

“Uzyskano opinię biegłego z zakresu informatyki, który wypowiadał się w tym zakresie. Niestety, z uwagi na dobro tego śledztwa, absolutnie nie możemy ujawnić żadnych informacji dotyczących treści tejże opinii (…)”

„Ten materiał jest w sprawie skomplikowany, wymaga dużo pracy. Opinia informatyczna również wymagała dużo pracy z uwagi na tą obszerność materiału dowodowego, więc na obecnym etapie prokurator analizuje też tą opinię i podejmuje kolejne czynności w sprawie, które są niezbędne do tego, aby to postępowanie właściwie wyjaśnić” – tłumaczyła.

Na pytanie o możliwy czas zakończenia śledztwa usłyszeliśmy: „Oba te śledztwa są jeszcze przedłużone. Na tym etapie jest za wcześnie, aby o tym informować, a poza tym takie informacje też mogą się odbić niekorzystnie na toku prowadzonych śledztw (…) Oba te postępowania zakończą się wtedy, kiedy prokurator wyjaśni wszystkie wątki, które są przedmiotem jednego i drugiego śledztwa”.

Wśród dolnośląskich samorządowców i parlamentarzystów, do których docierały wcześniej informacje o domniemanej zorganizowanej na wielką skalę siatce pedofilów wybuchła dyskusja o konsekwencjach naszego odkrycia. Jak ustalił Goniec parlamentarzyści zajmujący się służbami i zwalczeniem pedofilii rozpoczęli serię spotkań m.in. z ministrami rządu Donalda Tuska oczekując wyjaśnienia sprawy i konkretnych działań organów ścigania.

W nadchodzącym tygodniu sprawę dalszego postępowania miał rozstrzygnąć minister Waldemar Żurek, a informacji na temat sprawy domagał się też Marcin Kierwiński, szef MSWiA nadzorujący policję.

Najszybciej i w zupełnie niespodziewany sposób zareagowała rzeczniczka prokuratury Liliana Łukasiewicz. W komunikacie zamieszczonym na stronie poinformowała o… wszczęciu nie jednego, ale dwóch śledztw, które miały na celu ustalenie, kto przekazał nam opinię i dlaczego Goniec ujawnia tajemnice śledztwa.

„W związku ze stwierdzonym podejrzeniem ujawnienia osobie nieuprawnionej informacji (…) Prokurator Okręgowy w Legnicy w dniu 11 lutego 2026 r. wszczął śledztwo w tej sprawie – czytamy w oficjalnym komunikacie PO w Legnicy 11 lutego 2026. – Śledztwo zostało również wszczęte w sprawie publicznego rozpowszechnienia w dniu 10 lutego 2026 r. za pośrednictwem sieci Internet na portalu Goniec.pl informacji z postępowania przygotowawczego”.

Dwa dni później, Prokuratura Okręgowa w Legnicy publikuje w tej sprawie kolejny komunikat, informując, że w sprawie zostało ostatecznie wszczęte tylko jedno postępowanie, dotyczące ujawnienia informacji śledztwa: „W toku tego samego postępowania prowadzone będą również czynności zmierzające do ustalenia, kto w sposób nieuprawniony przekazał materiał dowodowy toczącego się śledztwa do publicznego rozpowszechniania. W trakcie postępowania będą w pełni respektowane prawa wszystkich uczestników, w tym prawa dziennikarza określone w art. 15 ust. 1–3 ustawy – Prawo prasowe” – zapewnia prokuratura.

Podsumujmy.

Opinia biegłych, jak ujawnił Goniec, uprawdopodobniała istotnie prawdziwość stenogramów spisanych z rozmów dwóch mężczyzn, przesłanych na skrzynkę mailową prokuratury wrocławskiej wiosną 2023 roku.

Wrocławska prokuratura ukrywała fakt śledztwa przed opinią publiczną i dziennikarzami, którzy jako pierwsi zajęli się sprawą w lutym 2024 roku.

Wówczas wspólne śledztwo Onetu i Superwizjera TVN24 zakończone publikacją „Brudna gra” koncentrowało się na domniemanej inwigilacji, jaką miało prowadzić ABW wobec Raczyńskiego i Pudełki, ale wątki pedofilskie skwitowano jedynie formułką, że służby pozyskały też rozmowy dotyczące drastycznych wątków obyczajowych.

Dziennikarzom Onetu, kiedy pytali o stenogramy, które miały być pozyskane w ramach inwigilacji, prokuratura wrocławska potwierdzała jedynie fakt wszczęcia śledztwa, ale nie podawała nawet jego podstawy prawnej, odmawiając jakichkolwiek szczegółów. Dopiero pytania Gońca ujawniły, że chodzi o pedofilię, a nasza publikacja sprzed dwóch tygodni ujawniła ciężar gatunkowy śledztwa.

Było tak wbrew zapewnieniom rzeczniczki, która w rozmowach z naszymi dziennikarzami przekonywała, że nie jesteśmy jedyną redakcją, która pyta o postępowanie i wszystkim przekazuje to samo.

Te wszystkie okoliczności sprawiają, że trudno jest zrozumieć decyzje o umorzeniu po cichu sprawy i wzmacniają wątpliwości, co do rzetelności i determinacji prokuratury i policji. Decyzja o umorzeniu była szokiem dla radnych i polityków podejmujących po naszej publikacji interwencję w rządzie.

Dziwne okoliczności nagłego umorzenia śledztwa skłoniły naszą redakcję do ujawnienia, co faktycznie zawierają stenogramy. Publikujemy ledwie kilka, wcale nie najdrastyczniejszych, fragmentów, a wobec wyraźnie nerwowej postawy Prokuratury Okręgowej w Legnicy żądamy natychmiastowych działań.
Wstrząsające wątki pedofilskie

Po wielomiesięcznym analizowaniu i braku działań ze strony służb oraz prokuratury ujawniamy zatrważające wątki ze stenogramów.

Na przeszło sześciuset stronach można wyczytać dziesiątki faktów wskazujących na to, że osoba w stenogramach podpisana jako “RR” (zadaniem śledczych było ustalić, czy “RR” to prezydent Lubina, a jego rozmówca “AP” to jego podwładny i czy ich rozmowy są prawdziwe) prowadzi zbrodniczą działalność nie tylko na terenie swojego miasta i województwa, ale nawet Podkarpacia, Mazowsza i przygranicznych terenów z Niemcami.

Rozmowy wskazują na związki siatki ze światem przestępczym Hamburga, miasta wokół którego koncentruje się transport na całą Europę, a także z księżmi z okolicznych miasteczek oraz grupami przestępczymi zajmującymi się przemytem, handlem narkotykami, handlem ludźmi i bandycką działalnością prowadzoną wespół z grupą gangsterów z niewielkiego miasteczka Ścinawa.

Przestępstw, jakie można wyczytać ze stenogramów jest kilkadziesiąt, ale jako dziennikarze nie jesteśmy w stanie zweryfikować wszystkich tropów, od których roi się w rozmowach, którymi dysponuje prokuratura.

Ujawniamy je, bo już po opublikowaniu przez nas tekstu o ekspertyzie, nie tylko nie podjęto natychmiastowych działań, ale wybrano drogę gróźb i prób zniechęcenia nas do ujawnienia kolejnych okoliczności.

W skrócie pisząc, ze stenogramów osób podpisanych jako RR i AP wyłania się obraz dwóch gangsterów i zwyrodnialców, którzy kontrolują półświatek Lubina i okolic, uzyskując wielkie „cyfry” jak nazywają pochodzące z przestępstw pieniądze z wielu źródeł. Opierając się na strachu, przekupstwie i szantażach działają od lat pod ochroną służb i policji.

Trudno stwierdzić, na ile współpracujący z nimi politycy zdają sobie sprawę z prawdziwego charakteru ich działalności, więc na ten moment będziemy unikać przesądzania i wskazywania konkretnych osób. Ograniczymy się tylko do tych, którzy pojawiają się przy przestępstwach pedofilskich, bo dobro dzieci wymaga ich natychmiastowego, gruntownego sprawdzenia.

O skali procederu najbardziej świadczy przerażający obraz działań pedofilów, którzy perspektywicznie i na bieżąco obserwują dzieci w szkołach, przedszkolach i placówkach zajmujących się dziećmi z niepełnosprawności intelektualną. Ze spisanych rozmów wynika, że dzieci są na bieżąco fotografowane i trafiają na listę, którą mężczyźni nazywają rejestrem.

Podczas trzyletniego okresu, w którym toczyli rozmowy, wielokrotnie omawiają oni zlecenia, które realizują dla nich pracujący w urzędach lub wywodzący się ze świata przestępczego mężczyżni i kobiety. Wszystko ma na celu pozyskanie dzieci, które biorą udział w spotkaniach z mężczyznami. Są odurzane, wykorzystywane i nagrywane na filmach pedofilskich, którymi pedofile wymieniają się potem w sieci.

Scenariusz jest zwykle podobny. RR i AP wysyłają zaufanych ludzi, którzy nagrywają szkolne apele lub inne uroczystości gromadzące lubińskie dzieci, by wybrać ofiary. Współpracownicy siatki montują dzień wcześniej kamery a zdobyte dzięki nim nagrania przekazują pedofilom.

Z rozmów wynika, że te dzieci, które uznają za atrakcyjne, trafiają na pedofilski celownik. Zbrodniczy proceder nadzoruje AP, dysponujący siecią kontaktów wśród dyrektorek, nauczycielek i innych pracowników szkół. Informacje przekazuje mu np. szkolna woźna, która ostrzega przed zbyt ostentacyjnym zachowaniem współpracującego z nimi księdza, popadającego w uzależnienie od narkotyków, w które mieli go wkręcić RR i AP.

„Portierka dzwoniła na moje biurko. Ona wie coraz więcej. Muszę ogarnąć sytuacje z syfem u salezjan. Ksiądz G. jest w kiepskim stanie, znowu siedzi najebany u siebie i wydobywają się dziwne odgłosy z gabinetu” – można przeczytać relację AP z września 2021.

Ile razy i jakimi środkami dzieci miałyby być zniewolone do pedofilskich orgii ze stenogramów się nie dowiadujemy. Mamy jednak wiele konkretnych terminów, w których seanse miały miejsce, jak choćby majówki, kolonie czy długie weekendy.
Mężczyźni używający specjalnych szyfrujących aplikacji mieli przekonanie, że mogą prowadzić bezpiecznie organizacyjne rozmowy, ale i tak w niektórych sprawach umawiali się na rozmowy bez jakiejkolwiek elektroniki w ustronnych miejscach, wybranych tak, by maksymalnie zabezpieczyć się przed możliwością użycia mikrofonów kierunkowych.

Świadczy to i ma potwierdzenie w wielu fragmentach, że RR i AP byli przeszkoleni przez osoby znające policyjne procedury i możliwości służb. Chodzi zarówno o doświadczonych pedofilów i organizacje przestępcze, jak i ludzi ze służb i organów ściągania.

Jedną z takich osób był ksiądz współpracujący z nimi przez dwa lata i pracujący w jednej z szkół. Dwie inne, których wsparcie najbardziej cenią, to tajemnicza postać nazywana przez nich „pułkownikiem”, „ciemnym policjantem”, a także związany z położoną nieopodal Ścinawą „Mich”, który z opisu wydaje się być lokalnym mafijnym bossem z dostępem do narkotyków (kokainy, marihuany i mefedronu), prostytutek, i towarów z przemytu.

Mich uczestniczy, jako jeden z wielu współpracujących z bohaterami stenogramów, w organizowaniu „słupów” do wielu innych przestępczych aktywności organizowanych przez ludzi związanych z ugrupowaniem Bezpartyjni Samorządowcy, a także ważnymi w czasach ich rządów politykami PiS.
W kontekście działalności przestępczej RR i AP wypowiadają się także o środowisku prezydenta Jacka Sutryka, w którego deale układ lubiński się nie wtrąca.

Z materiału, którym dysponują śledczy wynika, że RR i AP posiadają szeroki wachlarz osób, instytucji i organizacji związanych z Kościołem, które służyć mają jako zasób dzieci do wykorzystywania seksualnego, produkcji pornografii pedofilskiej, a nawet do handlu żywym towarem, którego odbiorcy tworzą grupę operującą w Hamburgu i kilku innych miastach.

Kto dokładnie organizuje dzieci? W stenogramach wskazane są konkretne osoby, ale też instytucje i miejscowości skąd można zamówić „Aniołki”, jak nazywają w swoich rozmowach dzieci używane do seksualnych imprez lub za wcześniejszym zamówieniem, udostępniane przez osoby sprawujące nad nimi opiekę.

Prokuratorzy dysponowali nawet jednym konkretnym nazwiskiem upośledzonego dorosłego już mężczyzny, który miał być wykorzystywany przez pedofilów jako dziecko. W jego przypadku chodziło o układ z matką, której przestępcy płacili za dobę z dzieckiem około dwóch tysięcy złotych i spotykali się w wynajętych domach na uboczu. W rozmowach padają też imiona innych dzieci i wspomnienia z działań pedofilskich w Ścinawie, Głogowie i innych miejscach.

Pokrzywdzonych dzieci można było szukać po imionach, które kilkukrotnie nieostrożnie wymieniają rozmówcy, (najczęściej robi to AP, co niemal zawsze łączy się z paniczno-napastliwą reakcją RR, wyraźnie odpowiedzialnego za zorganizowanie zabezpieczeń technologicznych) oraz nazwach miejscowości, z których dzieci miały pochodzić.

Wśród miejsc ich pochodzenie wymienia się Głogów, Ścinawę, Górę, Trzebnicę, miejscowości przygraniczne nieopodal Wałbrzycha, Zgorzelec oraz Cieszyn po czeskiej stronie. Nagrania, którymi chwali się przed nimi znajomy ksiądz, miały być natomiast wytworzone na Śląsku, a kontaktami księdza mieli być też pedofile z Ostrawy.

Z rozmów wynika, że dostawy dzieci mieli organizować także dwaj inni księża. Jednym z nich jest ksiądz S., aktualnie pracujący w Częstochowie oraz nieznany z nazwiska pracownik szkoły. Dzieci miały być też dostarczane przez zakonnice z kilku ośrodków, którym zwyrodnialcy płacą za pośrednictwem ludzi-słupów. W stenogramach wymienione są miejscowości, w których należało szukać śladów działalności zakonnic i księży, oraz prowadzić operacyjne działania, niestety, wedle ustaleń Gońca, nic takiego się nie działo.

Rozmówcy ze stenogramów chełpią się układami z lokalnymi prokuratorami, wtykami w policji, a także wśród ludzi powiązanych z armią, nazywanymi w rozmowach „zielonymi” lub „leśnymi dziadkami”.

Usługi świadczą też dla nich detektywi oraz eksperci od podsłuchów, często z przeszłością w SB lub służbach wolnej Polski, byli oficerowie SKW i Biura Wewnętrznego Policji. Poza zorganizowaniem systematycznie uaktualnionego systemu łączności mają oni też pilnować, czy RR i AP nie są śledzeni i sprawdzać miejsca spotkań na wypadek podłożonej „techniki”, jak w slangu służb nazywają podsłuchy.

W jednym z dialogów RR i AP rozmawiają o konkretnych ludziach świadczących systematycznie tego rodzaju usługi. Jeden z nich miał być oficerem, specjalizującym się w sztukach walki i wyrzuconym ze służby, a innym ktoś zatrudniony w KGHM.
System kaucyjny
Znalazł sposób na oszukanie systemu kaucyjnego. Na jednej butelce zarobił prawie 200 tys. zł
Nie żyje aktor, pożar, nie żyje Bobby J. Brown, Bobby J. Brown
Nie żyje znany aktor. Zginął w potwornych okolicznościach, fani we łzach
Wątek morderstw

Najbardziej wstrząsające w stenogramach są jednak wypowiedzi wskazujące na to, że dzieci mogły być mordowane. Takie wątki dotyczą zarówno abstrakcyjnych dyskusji o organizacji procederu, jak i konkretnych dzieci, które wykorzystali.

„Na majówkę pofolgujemy sobie, a potem ucinamy temat. Poczekamy, aż wymienią się kadry u aniołków. Tych klechów, wokół których robi się szum, wymieni się gdzieś” – mówi RR.

„Tak. Wszystko mam już dogadane. Są dwaj chłopcy i dziewczynka. No już bardziej dziewczyna. Mam badania i farmakologię dla nich, zjedzie też dodatkowy soczek (tak nazywają kokainę). Skoczymy tylko do Legnicy przebrać łachy i możemy ruchać” – planuje 19 kwietnia 2021 AP, który po weekendzie doda, że „żal iść pod prysznic, ciągle mi koszula pachnie młodym ciałkiem”.

Potworna impreza wspominana przez RR i AP miała odbyć się na majówce 2021, a jej podsumowanie powinno na baczność postawić całą policję i służby.
„Dzieciaczki też wspaniałe. Szkoda, że już się nie przydadzą” – mówi RR, na co AP odpowiada pytaniem „Czy chcesz je wrzucić do utylizacji”. RR odpowiada szokująco „Zastanawiam się nad tym. Ta dziewczynka jednak chyba coś zapamięta. Trzeba brać więcej cukierków następnym razem. (,,,) Jesteś pewien, że ktoś przyjedzie po tamte dzieciaki? Zostawiliśmy je naćpane. Leżące na podłodze” – mówi RR, ale najwyraźniej nie zdeterminowało to w prokuraturze do działania nikogo.

„Trochę chemii przyjęliśmy w majówkę. Dobrze, że wódka się skończyła w pewnym momencie – mówi RR, a na uwagę, że przestawał nad sobą panować, ten przyznaje rację. – „Wtedy jak zacząłem krzyczeć na aniołka, jak rozlał wodę” – dopowiada.
Final

Obraz zła, jakie widzimy na kartach stenogramów, to coś, czego nigdy dotąd nie opisywały polskie media. Mężczyźni nie są sami. Wokół nich istnieje grupa działających podobnie, albo specjalnie wkręconych w pedofilię przez RR i AP. Ich degenerację widać najwyraźniej, gdy rozmowy prowadzą będąc pod wpływem narkotyków i pozwalając sobie na szczere refleksje. Jak wtedy, gdy wrócili z weekendu, który zorganizował dla nich jeden młody ksiądz:

„Nie mogę się przy nim w pełni odprężyć. On jest po prostu pierdolnięty. Psychopata!” – komentuje AP, na co zaskakujące pytanie stawia RR: „A my nie jesteśmy?”

„My jesteśmy tylko znudzeni urzędowymi pierdami i naszymi starymi. Przebiliśmy szklany sufit” – mówi AP, a RR odpowiada. „Moja fujara przebiła szklany sufit dobre 15 lat temu.”

„I wylądowała w cieplutkim aniołkowie” – kończy rozmowę AP.
Czytaj więcej: goniec.pl/prokuratura-kapituluje-w-starciu-z-siatka-pedofilow

Prokuratura nie chce ścigać pedofilów. Woli ścigać dziennikarza, który ujawnił proceder

Prokuratura nie chce ścigać pedofilów.

Woli ścigać dziennikarza,

który ujawnił proceder

magnapolonia.org/prokuratura-nie-chce-scigac-pedofilow-woli-scigac-dziennikarza

Decyzja Prokuratury Okręgowej w Legnicy o umorzeniu śledztwa dotyczącego siatki pedofilskiej, wywołała ostrą reakcję części opinii publicznej. Sprawa, którą od miesięcy opisywali dziennikarze śledczy, ponownie trafiła do debaty publicznej po publikacji materiałów wskazujących na kulisy działań organów ścigania oraz treści stenogramów rozmów, będących przedmiotem postępowania.

Prokuratura nie chce ścigać pedofilów.

Według ustaleń medialnych śledztwo było prowadzone przez ponad dwa i pół roku, a jego początki sięgają 2022 roku. Prokuratura zdecydowała się jednak na jego umorzenie, co spotkało się z krytyką części komentatorów i polityków domagających się wyjaśnień. Dziennikarze podkreślają, że jeszcze na krótko przed zakończeniem sprawy istniała opinia biegłego z zakresu informatyki, która miała podważać tezę, iż materiały dowodowe były wytworem sztucznej inteligencji.

Decyzja śledczych budzi pytania o tempo i kierunek postępowania. Jak się bowiem okazuje, równolegle z umorzeniem śledztwa wobec szajki pedofilskiej, ruszyło postępowanie, mające ustalić źródło przecieku informacji do mediów. W efekcie, ścigani są dziennikarze, którzy ujawnili aferę, a nie potencjalni sprawcy przestępstw.

W tle pojawiły się także wątki polityczne. Wśród osób wymienianych w materiałach prasowych znalazł się m.in. samorządowiec Robert Raczyński oraz jego współpracownik, których rozmowy miały stanowić część analizowanych stenogramów. Sam fakt pojawienia się nazwisk w publikacjach nie oznacza jednak potwierdzenia winy — postępowanie zostało bowiem formalnie umorzone, a zarzuty nie zostały rozstrzygnięte przez sąd.

Największe emocje wzbudzają fragmenty rozmów ujawnione przez dziennikarzy. Opisywane materiały mają zawierać liczne wątki dotyczące przestępstw seksualnych wobec nieletnich oraz powiązań polityków PO i „Bezpartyjnych Samorządowców” ze światem przestępczym. Siatka powiązań pedofilskich obejmuje różne środowiska — od lokalnych urzędników po osoby związane z grupami przestępczymi. Trzeba jednak podkreślić, że są to twierdzenia dziennikarzy, oparte na interpretacji treści stenogramów, których autentyczność i znaczenie procesowe nie zostały publicznie ocenione przez niezależny sąd.

Nagłe zakończenie śledztwa miało wywołać reakcje parlamentarzystów zajmujących się tematyką bezpieczeństwa i zwalczania przestępczości seksualnej wobec dzieci. Według relacji medialnych część z nich domagała się wyjaśnień od przedstawicieli rządu oraz służb odpowiedzialnych za prowadzenie sprawy. Standardowo, nie uzyskali odpowiedzi.

Ta sprawa pokazuje napięcia pomiędzy mediami a organami ścigania oraz trudności związane z publikowaniem materiałów pochodzących z toczących się postępowań. Z jednej strony dziennikarze wskazują na interes społeczny i konieczność ujawniania możliwych nadużyć, z drugiej — prokuratura podkreśla obowiązek ochrony tajemnicy śledztwa.

Na obecnym etapie trudno jednoznacznie ocenić skalę i wiarygodność opisywanych wątków. Umorzenie postępowania nie zamknęło publicznej debaty — przeciwnie, stało się impulsem do kolejnych pytań o skuteczność instytucji państwa i standardy prowadzenia śledztw w sprawach o szczególnie wrażliwym charakterze.

Nietrudno domyślić się, jaki wpływ na krajową politykę miałoby ujawnienie, że część polityków partii rządzącej, wchodzi w skład siatki pedofilskiej. Właśnie dlatego, tej sprawie należało „ukręcić łeb”.

Do czego przyznał się Bill Gates?

Fundacja Pro-Prawo do ŻyciaDzień dobry Panie Mirosławie. 
Czy słyszał Pan o tym, że kilka dni temu Bill Gates publicznie potwierdził, że zdradzał swoją żonę i przyznał się do bliskich, wieloletnich relacji z sutenerem, pedofilem i handlarzem dziećmi Jeffreyem Epsteinem? Gates nabawił się choroby wenerycznej na skutek kontaktów, które aranżował Epstein.
=====================

Dlaczego piszę o tych, wydawać by się mogło, prywatnych sprawach Billa Gatesa?

Miliarder Gates, uchodzący za filantropa, to od dawna jeden z największych na świecie sponsorów „edukacji seksualnej” oraz tzw. „zdrowia reprodukcyjnego”, czyli antykoncepcji i aborcji.
Bill Gates to również największy sponsor Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) – promotora Standardów Edukacji Seksualnej.

Zgodnie z tymi Standardami od 1 września 2025 roku prowadzone są lekcje „edukacji zdrowotnej” w polskich szkołach.
Obecnie blisko 40% uczniów szkół podstawowych w Polsce poddawanych jest programowi sponsorowanemu przez Billa Gatesa, który sam otwarcie przyznał, że w gromadzeniu funduszy „na ochronę zdrowia” pomagał mu… Epstein.

Media piszą właśnie o tym, że Gates przeprosił za relacje z Epsteinem. Nastąpiło przyznanie się do winy, ale brakuje przy tym pokuty i chęci poprawy. Uruchomione przy wsparciu Gatesa programy „zdrowotne” nadal dewastują moralność w Polsce i na całym Zachodzie. Środowiska powiązane z Gatesem dalej angażują ogromne środki finansowe, polityczne i medialne na „edukację zdrowotną”. 

Czy da się ich powstrzymać?

Tak – robimy to. Powstrzymujemy ich dając Polakom wiedzę, która buduje świadomość, oraz mobilizuje nasze społeczeństwa do oporu.Zdjęcie z ulicznej akcji informacyjnejNasza Fundacja organizuje kolejne akcje informacyjne, w trakcie których mówimy o założeniach „edukacji zdrowotnej”. Kiedy rodzice dowiadują się z naszych materiałów,jakie są skutki tej „edukacji” na Zachodzie, kto sponsorował program nauczania ich dzieci, budzą się i zaczynają reagować – patrzeć na ręce dyrektorom i nauczycielom, sprawdzać programy lekcji (nie tylko szkolnych ale również zajęć dodatkowych) oraz organizować się w swoim środowisku lokalnym.

Świadomy rodzic to bezpieczne dziecko. Chcemy, aby takich rodziców było jak najwięcej.

Tylko dzisiaj i jutro (27 i 28 lutego) planujemy organizację akcji w 14 miastach Polski. Aby przeprowadzić te działania i dotrzeć do kolejnych miejscowości, nasi wolontariusze potrzebują Pana zaangażowania, które pozwoli wyposażyć rodziców w wiedzę umożliwiającą obronę swoich dzieci:

50 zł to wydruk pakietu broszur informacyjnych o „edukacji zdrowotnej”, które nasi wolontariusze rozdadzą na ulicach zainteresowanym rodzicom w trakcie nadchodzących akcji informacyjnych. Broszury te trafiają również do szkół, do parafii itp.

100 zł to wydruk całego pakiet materiałów (ulotki, broszury, plakaty itp.) dla wolontariusza na całodniową akcję uliczną.

Za 200 zł możemy zatankować auto, aby nasz koordynator mógł dotrzeć do kolejnych miejscowości i pomóc sympatykom naszej Fundacji zorganizować akcję uliczną. Możemy też wyposażyć ludzi w duży, widoczny z daleka banner informacyjny, którego użyjemy w kolejnych miastach.

Większe kwoty (takie jak np. 400 zł) to nowy namiot reklamowy lub nowy megafon, dzięki któremu naszą akcję na ulicy nie tylko widać, ale również słychać z daleka (odtwarzamy nagrania informujące o „edukacji zdrowotnej”). 
WPŁACAM
Konto Fundacji do darowizn: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPWZ wyrazami szacunku, 

Mariusz DzierżawskiPodpis e-maila: Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia
Fundacja Pro – Prawo do życiaKRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

WYRWAĆ POLSKĘ Z RĄK IDIOTÓW. Krzysztof Baliński.

WYRWAĆ POLSKĘ Z RĄK IDIOTÓW

Krzysztof Baliński

Naczelnym zadaniem dyplomacji jest realizacja „interesu narodowego”. Tak było, jest i będzie. Świadczy o tym obowiązuje do dziś doktryna lorda Palmerstona: „Wielka Brytania nie ma wiecznych sojuszników, ani wiecznych wrogów; wieczne są tylko interesy Wielkiej Brytanii i obowiązek ich ochrony”. Jest też przykazanie Prymasa Tysiąclecia: „Każdy naród pracuje przede wszystkim dla siebie, a nieszczęściem jest zajmowanie się całym światem kosztem własnej ojczyzny”.

Tymczasem u nas nie tylko, jak ognia unikają słów „polski interes narodowy”. Nie tylko słowa te nie przechodzą im przez gardło, ale zamiast nich mamy pilnowanie cudzych interesów kosztem własnych i przypadki działań przeciwko interesom własnego państwa.

Przemiany ustrojowe dawały nadzieję, że polski interes narodowy zostanie zdefiniowany i że będziemy myśleć jego kategoriami. Niektórzy, ci najbardziej naiwni, mieli nadzieję, że przywołana zostanie dewiza Romana Dmowskiego „Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie”. Tak się nie stało. Nie tylko dlatego, że nie było woli podjęcia takiego zadania, ale dlatego, że nie było komu tego zrobić. Bo, czy można było tego oczekiwać od ludzi, którzy każde myślenie o interesach Polski zwalczali jako przejaw nacjonalizmu, od ludzi bez poczucia lojalności wobec kraju, w którym żyją, którzy – jeśli już używali tego słowa – to w formie „interes Ukrainy”, „interes Izraela”, „interes Tatarów Krymskich”?

Wiemy, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych jest opanowane przez mniejszości narodowe, które dogadały się w Magdalence. Wiemy, jak w Polsce zostaje się ministrem. Zdradził to Władysław Bartoszewski – Geremek zapytał go: Władek, mam dla ciebie propozycję na tak lub na nie. Chcesz porządzić w MSZ? Dziwne były kryteria doboru ludzi mających bronić polskich interesów. Dostrzegł to inkryminowany Władek, obwieszczając: „Pokażcie mi taki drugi kraj w Europie, w którym w ciągu ostatnich dwóch dekad  trzech szefów dyplomacji miało żydowskie pochodzenie, jeden był honorowym obywatelem Izraela a drugi ma żonę Żydówkę”. I nie dziwi, że wykoncypowana przez niego i obowiązująca do dziś doktryna brzmi: „Polska to panna stara, brzydka i bez posagu, która nie powinna być zbytnio wybredna.

Schedę po dyplomatycznym durniu przejął Teofil, który w pierwszym dniu urzędowania uraczył nas cymesem: „Żydzi są naszymi braćmi i musimy się z państwem Izrael identyfikować”. Bartoszewski Teofil w Sejmie reprezentuje partię chłopską, ale kiwa się tam w takt muzyki klezmerskiej i inspiruje się (tak, jak ojciec) mądrością: „Bierz, kiedy dają, tańcz, kiedy grają, uciekaj, kiedy gonią, klękaj, kiedy dzwonią”. W takiej sytuacji pytanie, czy Teofil jest godnym następcą swego ojca, poprzedźmy pytaniem: Czy idiotyzm jest dziedziczny? Dobrze komponuje się z tym powiedzenie: „Głupi mówi co wie, a mądry wie co mówi”. Niezłe określenie miał też ojciec Teofila: „dyplomatołek”.

W MSZ było – trzymając się stylistyki wieszcza – cymbalistów wielu, ale wszystkich na głowę pobił Radek Sikorski. Sytuacja międzynarodowa Polski jest niezwykle trudna. Dyplomacją powinni kierować najlepsi z najlepszych. Tymczasem Radek znaczy tylko jedno – „minister spraw przegranych”. Nasi sąsiedzi w czasach przedrozbiorowych „polskim sejmem” nazywali bezładne gadanie, dziś obiegowe staje się powiedzenie „polska dyplomacja”. Kiedyś Łukaszenko zdiagnozował, że Radkowi przydałyby się konsultacje u dobrego psychiatry. Tej trafnej diagnozy nic lepiej nie potwierdza, niż fotka Radka w łachach afgańskiego mudżahedina i jego fizjonomia: wybałuszone oczy, nerwowe tiki, głupawe uśmieszki, pokraczne miny, z których wyziera twarz wsiowego głupka.

Idealnie pasuje do niego określenie „szybciej mówi niż myśli”. Słowa te nie wyczerpują jednak jego dokonań. Nie za bardzo wypada w kontekście matołów cytować filozofów, ale Platon powiedział: „Mądrzy mówią, ponieważ mają coś do powiedzenia. Głupcy mówią, ponieważ muszą coś powiedzieć”. Jest też inne wytłumaczenie – za korzyści osobiste jest gotów służyć każdemu i nieraz proste powody rozstrzygają, po której stronie staje. Gdy był europosłem brał pieniądze od szejków z Dubaju, co nasuwało skojarzenie z popularną wówczas książką „Dziewczyny z Dubaju”, o polskich celebrytkach prostytuujących się w Emiratach.

Typowy dzień pracy Radka: Wyjmuje smartfon i tweetuje: Dać Ukrainie rakiety dalekiego zasięgu. Rosjanie mówią, że Polacy to podżegacze wojenni. A Radek? Cieszy się jak dziecko, że znowu pokazali go w telewizorze. Gdy zadziera z Elonem Muskiem, w świat idzie przesłanie: ministrem w Polsce jest „mały człowiek” i „obśliniony imbecyl”. W Monachium używa argumentu: „Trump powiesił zdjęcie Putina w Białym Domu, a ja nie mam zdjęcia Putina w domu”. W Davos słowo „Ukraina” wymienił 38 razy, równoważąc je tylko raz słowami „polski rząd”. A wydawało się, że trudno na tym polu pobić Dudę, który słowo „Ukraina” wymienił 24 razy a „Polska” dwa razy. À propos idiotów – w tymże Davos Donald Trump wygłosił: „Musimy chronić i doceniać w polityce ludzi mądrych, bo nie jest ich zbyt wielu”. I te słowa każdy polski polityk powinien umieścić sobie na biurku (lub, jak w przypadku próżniaka Tuska, powiesić sobie nad łóżkiem).

U Radka na czoło wysuwa się opanowana do perfekcji umiejętność stawania się przedmiotem kpin. Serią komediowych gagów była jego eskapada do Waszyngtonu, kiedy to „mistrz dyplomacji” strzelał sobie „selfiki” na trawniku przed Białym Domu, by przekonać, że nie jest tam persona non grata. Wyglądał przy tym, jak nastolatek turysta we wczesnym PRL-u, który udając pilota robił sobie zdjęcie wsadzając głowę w otwór w płachcie, na której namalowany był samolot. Pal licho, gdyby ośmieszył siebie, ale „minister, którego zazdrości nam cały świat” skompromitował Państwo Polskie.

Powszechna opinia głosi, że karierę zrobił dzięki wpływowej żonie, czyli globalistom. Tymczasem to twór Jarosława Kaczyńskiego, któremu inny głupek Jan Parys podszepnął, że Radek to światowiec, bo był w Afganistanu, zna obcy język i ma zagraniczną żonę. No chyba, że za ingerencję globalistów uznamy umieszczenie Radka przez „Foreign Policy”, organ prasowy amerykańskich trockistów na liście „100 czołowych myślicieli świata”.

Kolejne przykłady z półki „Idioci dyplomatyczni” poprzedźmy słowami Viktora Orbána: „Małe kraje nie mogą sobie pozwolić na głupich przywódców. To przywilej dużych krajów”. Oryginalny kanon polskiego interesu narodowego wypracował Lech Kaczyński: Żydzi mają przemożny wpływ na amerykańską politykę i jeśli zainteresujemy ich Polską, to ich interesy staną się interesem USA. Innymi słowy – im więcej Żydów w Polsce, tym większe bezpieczeństwo Polski. Kto mu tak zamieszał w głowie? Wychowawcą braci Kaczyńskich był Jan Józef Lipski, „przyjaciel” mamy, która sama przyznała, że jej synowie wychowywali się oraz kształtowali w oparciu o jego przekonania. A Lipski był masonem, który całe życie poświęcił na walkę z katolicyzmem i z polskim ruchem narodowym, a w publikacjach obarczał Polaków winą za zbyt małą ofiarność w pomaganiu Żydom w czasie okupacji. Promotorem doktoratu Jarosława był prof. Stanisław Ehrlich, stalinowski politruk w stopniu majora, o którym Kaczyński napisał, że był „jego mistrzem na równi z marszałkiem Piłsudskim”. A może, po prostu, wykonuje posługę szabesgoja, czyli – jak podaje Wikipedia – „ubogiego chrześcijanina służącego za niewielkie wynagrodzenie do wykonywania czynności, które są zakazane Żydom podczas szabatu, jak rozpalenie pieca i zmiana świec w chanuce”?

No chyba, że za robotę globalistów uznamy zaleceniastarożytnego mędrca chińskiego, który nakazywał tępić szkodników i idiotów u siebie, ale zdecydowanie popierać ich u sąsiadów. Po tę broń nasi sąsiedzi, i ci ze Wschodu i ci z Zachodu (a nawet Ukraińcy”) nie wahają się sięgać – zawsze wspierają najgłupszych, a tępią mądrych. I dlatego można odnieść wrażenie, że w całej tej krzątaninie na polskiej scenie politycznej chodzi wyłącznie o utrzymywanie określonego poziomu głupoty i wymianę, po kolejnych wyborach, jednych idiotów na drugich.

I jeszcze jedno – Kaczyńskiego, gdy bezkrytycznie poparł przewrót na Majdanie, ujawnił doktrynę, którą kierować powinno się Państwo Polskiej: „W ten sposób realizuje się marzenie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego”. Tymczasem Majdan to była ukraińska Magdalenka, którą sfinansowali ludzie Soros, a do władzy dorwali się postsowieccy oligarchowie. Andrzej Lepper nazwał kiedyś profesora doktora Balcerowicza, prezesa NBP „idiotą ekonomicznym”. Ale czy na taki sam tytuł nie zasłużył sobie doktor Jarosław Kaczyński, który mówiąc o pomocy dla kijowskiego reżimu rzekł: „Nas stać, bo jesteśmy trzy razy bogatsi od Ukrainy”.

Idiotów nie brakowało wśród prezydentów RP. Lech Wałęsa, na spotkaniu z nowojorskimi biznesmenami radził: Jedźcie do Polski zakładać biznesy, bo tylko na głupocie Polaków można zarobić pieniądze. Gdy słyszało się Andrzeja Dudę, który strojąc głupawe miny głosił: „To się może w głowie nie mieści, że Polska wysłała taką pomoc – ale faktycznie wysłaliśmy (…) wysłaliśmy prawie że bez zastanowienia” – to musiało chodzić o idiotę. Kto mu tak we łbie zamieszał? Częsty bywalec Pałacu Prezydenckiego rabin Schudrich?

Bronisław Komorowski, przekonywał, że Korfanty lubił się z Piłsudzkim, a jego minister Grzegorz Schetyna, też absolwent studiów historycznych, że obóz w Auschwitz wyzwolili Ukraińcy (czyli strażnicy obozowi). W tym miejscu, tak na marginesie podajmy, że doktor nauk historycznych Karol Nawrocki, podczas obchodów rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego w Wilnie podkreślił razem z Zełenskim udział w powstaniu Ukraińców. Tymczasem powstanie spacyfikowali Kozacy, a chłopstwo ukraińskie nie tyle powstańcom pomagało, co ich wyrzynało. Czyżby chciał zostać tak, jak jego poprzednik wiceprezydentem Ukrainy? I czy następnym krokiem nie będzie zgoda na wysłanie polskich żołnierzy na Ukrainę?

I czy nie lepiej byłoby, żeby przestał zajmować się polityką zagraniczną, albo zmienił doradców? W pierwszym rzędzie Sławomira Cenckiewicza, który autorytatywnie ocenił, że Tusk nie był agentem niemieckim, bo przeczytał dokumenty Stasi, które przesłali mu Niemcy (po 30 latach czekania). Ale i tak w głupocie nie pokonał Tomasza Siemoniaka, który pytany, czy  podsłuchuje go niemiecki wywiad, odpowiedział: „Po co miałby sojusznik inwigilować ministra koordynatora, jak może mnie po prostu zapytać i ja mu wszystko powiem,  tak samo on mi powie”.

Nie ma rzeczy ważniejszej niż wsparcie dla Ukrainy. Polska nie poprze żadnej decyzji dotyczącej traktatu pokojowego, która byłaby sprzeczna z interesami Ukrainy” – ogłosił w Kijowie Donald Tusk (i tego samego dnia przelał do przepastnej kabzy Zełenskiego 6,8 miliarda). I tu pytanie: Czy można wyobrazić sobie ukraińskiego premiera oświadczającego, że nie zrobi nic sprzecznego z interesami Polski? Innymi słowy, dla Tuska najważniejsze są interesy – po pierwsze Niemiec, po drugie Niemiec, po trzecie Niemiec, a następnie interes Ukrainy. A interes Polski? Polska to nienormalność!

Wyzwaniem na kolejne lata dla Polski jest zdefiniowanie własnych interesów. Musimy wiedzieć, czego chcemy”. To szokujące, budzące w sytuacji wielkich geopolitycznych wyzwań grozę wyznanie wygłosiła Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, ministra od funduszy unijnych. Ale na tak ważny urząd nie namaścili ją globaliści. Zrobił to Szymek Hołownia, autor słów „Putina wgnieciemy w ziemię”, dowód na to, że w Polsce nie tylko ministrem, ale marszałkiem Sejmu może zostać każdy, a którego zidiociały funkcjonariusz Onetu Janusz Schwertner powitał: Bóg faktycznie istnieje i po prostu zesłał posłom Hołownię”.

Tak głupiego rządu i tylu głąbów u władzy w historii III RP jeszcze nie było. Najważniejsze urzędy związane z bezpieczeństwem i polityką zagraniczną objęli durnie. Ministrem energii został Miłosz „Cep” Motyka. Minister edukacji nie zna się na edukacji. Minister zdrowia nie zna się na medycynie, a ministrem obrony został lekarz pediatra, który ma jeszcze mniejsze szanse na uzdrowienie armii niż chorych dzieci. Jedynym doświadczeniem zawodowy ministra rozwoju i technologii jest praca w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Pile. A premier? Nie zna się na niczym! Wszystkich lub wszystko podsumowała inna intelektualistka – Agnieszka Pomaska: Można powiedzieć, że jeśli chodzi o wybitne osobistości, to mamy w Platformie klęskę urodzaju. I tu pytanie: Czy ministrami zostali na polecenie globalistów czy premiera, który nie zna się na niczym, ale jest folksdojczem?

Nie zapominajmy też o rządzie poprzednim. Bo kim, jeśli nie niedouczonymi głupkami była ferajna Morawieckiego? Za odpowiedź wystarczy tępa, przypominająca komendanta posterunku MO w Wołominie gęba wicepremiera. Gdy na horyzoncie pojawiło się widmo gospodarczej zapaści, antykryzysową tarczą zasłaniali się: premier po studiach historycznych, minister finansów po technikum ogrodniczym, minister rozwoju po stażu w Muzeum PRL i 28-letni wiceminister finansów Piotruś, przy którego nominacji decydujące okazało się, że w licealnych czasach „był wyszczekany” i był finalistę olimpiady wiedzy o prawach człowieka.

Coś musi być „na rzeczy” w przypuszczeniach, że rolą spiskowców z Magdalenki było takie ogłupienie Polaków, żeby, nie daj Boże, nie wybrali sobie jakiegoś mądrego przywódcę. I tylko przyjmując taką hipotezę, decyzje kadrowe Tuska mają sens. Nie oznacza to, że globalistów nie ma i że Majdanu i wojny za naszą wschodnią granicą nie wywołali globaliści. Nie sposób jednak pominąć wkładu rodzimych głupków. I właśnie dlatego teoriom o „podszeptach globalistów”, o „globalnym resecie” nie zaprzecza, lecz dyskretnie powiela Donald Tusk. Bo pozwala mu to zwalać winę za nieszczęścia, które sprowadza na Polskę na innych i pozwala sumitować: Chciałem inaczej, ale te globalisty mi nie pozwalają. A jeszcze w tym wszystkim uwiarygadniają go domorośli wyznawcy teorii spiskowej o „globalistycznym spisku”.

Znamy nazwiska idiotów. Ale pamiętajmy też o tych, którzy tych idiotów wybrali. Bo największymi idiotami są wyborcy idiotów, którzy śpią przez 4 lata, a jak się budzą to tylko po to, aby zagłosować na idiotów. Pisał o tym proroczo George Orwell: „Ludzie, którzy głosują na nieudaczników, złodziei, zdrajców i oszustów, nie są ich ofiarami. Są ich wspólnikami”.

W dzisiejszej Polsce krzyżują się obce wpływy, toczy się mnóstwo potyczek a nasza „elita” polityczna składająca się z przypadkowych miernot, natrętnie podsuwa nam tezę: Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy. Tymczasem wolnej Polski nie będzie bez wyrwaniaPolski z rąk idiotów, bez pozbycia się zidiociałego towarzystwa notorycznie przegrywających miernot, ludzi nie tylko nie myślących po polsku, ale nie myślących w ogóle.Na koniec powiedzmy: Polska nie jest biednym, pustynnym krajem. Polska nie jest nękana przez kataklizmy. Jedynym kataklizmem, jaki gnębi Polskę od lat są pospolite głupki przy władzy.

===============================

===============================

mail:

WYRWAĆ POLSKĘ Z RĄK IDIOTÓW  do odsłuchu 37 minut:   youtube.com/watch

O sytuacji w Iranie z Agnieszką Piwar rozmawia M. T. Chodorowski

ROZMOWY ODWAŻNYCH – O sytuacji w Iranie z Agnieszką Piwar rozmawia Marek Tomasz Chodorowski

podał: AlterCabrio, 26 lutego 2026

Dlaczego Persowie są aż tak pozytywnie nastawieni do Polaków?

Skąd wzięły się elementy stroju perskiego w ubiorze XVI – to wiecznego polskiego szlachcica? Dlaczego w obecnym konflikcie izraelsko – irańskim nasza sympatia podąża za Iranem?

Po raz kolejny ciepły obraz współczesnego społeczeństwa irańskiego szkicuje nam niezależna polska dziennikarka – Agnieszka Piwar. Rozmowę poprowadził autor książki “Bestia, cywilizacja nad przepaścią” – Marek Tomasz Chodorowski.

ROZMOWY ODWAŻNYCH – O sytuacji w Iranie z Agnieszką Piwar rozmawia Marek Tomasz Chodorowski

Dramatyczny spadek liczby zawieranych małżeństw

Potężne tąpnięcie. Dramatyczny spadek liczby zawieranych małżeństw

27.02.2026 nczas/potezne-tapniecie-dramatyczny-spadek-liczby-zawieranych-malzenstw

Ślub. Wesele. Para młoda.
NCZAS.INFO | Ślub. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay

W ciągu dekady o 30 proc. spadła liczba zawieranych małżeństw cywilnych w Polsce i blisko o 50 proc. ślubów kościelnych. Wzrosła o 3 lata średnia wieku nowożeńców. Rokrocznie ok. 10 tys. par zarejestrowanych w urzędach stanu cywilnego decyduje się po kilku latach na sakrament małżeństwa.

Według wstępnych danych GUS liczba ludności Polski na koniec 2025 r. wyniosła 37,3 mln, czyli o ok. 157 tys. mniej niż rok wcześniej.

W ubiegłym roku zawarto ok. 133 tys. związków małżeńskich, czyli ponad 2 tys. mniej niż rok wcześniej. Natomiast współczynnik małżeństw pozostał na tym samym poziomie co w 2024 r. i wyniósł ok. 3,6. Można wnioskować, że zmiany wnikają z spadku liczby mieszkańców kraju.

Z analizy danych GUS można stwierdzić, że w ciągu dekady o 30 proc. spadła liczba zawieranych małżeństw cywilnych w kraju. W 2014 r. zawarto ponad 188,4 tys. małżeństw, w tym 118,2 tys. wyznaniowych czyli w kościołach lub związkach wyznaniowych i jednocześnie zarejestrowanych w urzędach stanu cywilnego (117,2 tys. – katolickich).

W roku 2015 r. – 188,8 tys.

w 2020 r. ponad 145 tys., w tym wyznaniowych 77,8 tys.

W 2024 r. zawarto 135,4 tys. małżeństw w tym ponad 59,7 tys. wyznaniowych, co stanowi niespełna 44 proc. wszystkich. W Kościele katolickim zawarto wówczas 58,9 tys. małżeństw sakramentalnych.

Nieco większą liczbę udzielanych ślubów podaje zawsze Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego, choć także i z tych danych można zaobserwować tendencję spadkową. Według ISKK, w diecezjach w Polsce w 2014 r. udzielono 132 tys. sakramentów małżeństwa.

W 2019 r. – ponad 125 tys., rok później – 91,4 tys., a w 2024 r. już 68,2 tysięcy.

Różnice w danych między oboma instytutami wynikają z tego, że Kościół w swoich statystykach uwzględnia pary w związkach cywilnych, które po kilku latach decydują się na ślub kościelny. W związku z tym, że są one już zarejestrowane w urzędach stanu cywilnego, nie trzeba ich tam zgłaszać, przez co statystyki GUS podają mniejsze liczby. To pokazuje, że co roku blisko 10 tysięcy małżeństw cywilnych w Polsce decyduje się po jakimś czasie także na ślub kościelny.

Mimo tego i tak, w ciągu dekady liczba sakramentów małżeństwa w Kościele katolickim spadła o połowę.

Według rocznika ISKK „Annuarium Statisticum Ecclesia in Polonia” w 2024 r. najwięcej małżeństw zawarto w archidiecezji krakowskiej (4 297), diecezji tarnowskiej (3 917) i archidiecezji katowickiej (3 886). Z kolei najmniej w diecezji drohiczyńskiej (634), bydgoskiej (660) i elbląskiej (682).

W archidiecezji warszawskiej obejmującej lewobrzeżną część stolicy i obszar podwarszawski w 2024 r. zawarto w Kościele 2 553 małżeństw zaś w diecezji warszawsko-praskiej, a więc po drugiej stronie Wisły 1 854 małżeństw sakramentalnych. To dużo więcej niż w archidiecezji gdańskiej – 1 484 czy poznańskiej – 1 309.

Z roku na rok wzrasta średnia wieku nowożeńców. W 2014 r. dla mężczyzn wynosiła ona ok. 29 lat, a dla kobiet 27 lat, podczas gdy w roku 2024 była ona analogicznie – 32 lata i 30 lat.

W ciągu dekady odnotowano spadki liczby rozwodów.

Z danych GUS wynika, że:

  • w roku 2014 było ich blisko 65,7 tys.;
  • w 2015 r. 67,2 tys.;
  • w 2016 .r 63,5 tys.;
  • w 2020 r. – 51 tys.; w
  • 2024 r. – 57,4 tys. par małżeńskich, tj. o ok. 0,6 tys. więcej niż w 2023 r.

Według wstępnych szacunków GUS w 2025 r. rozwiodło się ok. 61 tys. par małżeńskich, tj. o ponad 3 tys. więcej niż rok wcześniej.

Najwięcej w liczbach bezwzględnych rozwodów w 2024 r. odnotowano w woj. mazowieckim 8565, a najmniej w woj. świętokrzyskim 868. Natomiast biorąc pod uwagę liczbę ludności, to na 10 tys. mieszkańców najwięcej w warmińsko-mazurskim, a najmniej w woj. świętokrzyskim.

W miastach częstość rozwodów jest blisko trzykrotnie wyższa niż na wsi.

W porównaniu z początkiem XXI w. wzrósł wiek małżonków podejmujących decyzję o rozwodzie. W 2024 r. rozwodzący się mężczyzna miał prawie 44 lata, a kobieta 41 lat, byli zatem o 5-6 lat starsi niż, ci którzy podejmowali identyczną decyzję w roku 2000.

Coraz częściej sąd orzeka wspólne wychowywanie dzieci przez rozwiedzionych rodziców. W 2024 r. takich rozstrzygnięć było blisko 77 proc. (wobec 29 proc. w 2000 r.). Opieka przyznana wyłącznie matce dotyczyła 19 proc. przypadków (wobec 65 proc. w 2000 r.), a wyłączną opiekę ojcu przyznano jedynie w ok. 2 proc. orzeczeń (wobec niecałych 4 proc. w 2000 r.).

Z danych GUS wynika, że od kilku lat sąd orzeka rocznie separację w stosunku do ok. tysiąca małżeństw. Zdarzają się pojedyncze przypadki zniesienia separacji, czyli powrotu do małżeństwa, jednak większość wnosi o rozwód.

Wśród małżeństw rozwiedzionych w 2024 r. ponad 57 proc. wychowywało ok. 51 tys. dzieci poniżej 18. roku życia.

Biorąc pod uwagę liczbę dzieci, to 24,5 tys. par, które się rozwiodły było bez dzieci, a blisko 33 tys. miało dzieci małoletnie, w tym: z jednym – 17,7 tys.; z dwójką dzieci – 12,7 tys.; z trójką dzieci – 2,1 tys.

Według GUS rozpadło się 11,8 tys. małżeństw z wyższym wykształceniem obu małżonków, 12,6 z średnim i 5,7 tys. – zasadniczym zawodowym. Trzykrotnie rzadziej rozpadają się związki, w których mężczyzna miał wyższe wykształcenie, a kobieta średnie – 2185, niż w sytuacji odwrotnej – 7394.

Najwięcej par rozwiodło ze stażem małżeńskim 5—9 lat (blisko 12 tys.) oraz 10-14 lat (10,8 tys.), zaś najmniej 25-29 lat (4,2 tys.). Najczęściej jako powód wskazano niedochowanie wierności małżeńskiej połączonej z innymi przyczynami.

Biorąc pod uwagę wiek to najwięcej par rozwiodło się w grupie, w której kobiety i mężczyźni byli między 40 a 49 rokiem życia.

W Kościele katolickim nie ma rozwodów. Jeśli sakrament małżeństwa został ważnie zawarty i dopełniony, to może go rozwiązać wyłącznie śmierć jednego z małżonków.

Sądy kościelne badają jedynie, czy małżeństwo zostało ważnie zawarte. W procesie kościelnym badane się zatem okoliczności, które mogły uniemożliwić zawarcie małżeństwa sakramentalnego. W danym momencie nikt o ich istnieniu mógł nie wiedzieć lub mogły zostać zatajone.

Kodeks prawa kanonicznego określa wszystkie podstawy do stwierdzenia nieważności małżeństwa, które można ująć w trzy grupy: przeszkody zrywające, wady zgody małżeńskiej oraz wady formy kanonicznej. Jeśli z różnych powodów wierni mają wątpliwości co do ważności swojego małżeństwa, to mogą poprosić o pomoc w rozeznaniu konkretnej sytuacji sąd kościelny.

Epstein twarzą Zachodu

Epstein twarzą Zachodu

Prof. Anna Raźny

Tzw. afera Epsteina nie jest żadnym tematem zastępczym. To świadectwo epoki, w której władzę, pieniądze i sławę zdobywa się dzięki uczestnictwu – biernemu bądź czynnemu – w pedofilii, przestępstwach seksualnych, handlu ludźmi.

W zeznaniach jego ofiar jest również mowa o praktykach satanistycznych i kanibalizmie. Dokumenty afery to ponure świadectwo upadku moralnego Zachodu, który pod przywództwem USA dążył w ramach globalnej westernizacji do narzucenia braku norm moralnych całej ludzkości. Epstein jest twarzą zdechrystianizowanego, zdemoralizowanego i ostatecznie zdehumanizowanego kolektywnego Zachodu ostatnich dziesięcioleci. Zdehumanizowanego, gdyż  odrzucenie wszelkich norm moralnych jest transgresją w dół w hierarchii istnień, przekraczaniem, które nie uszlachetnia, nie doskonali, nie umacnia duchowo. Jest drogą ku zezwierzęceniu. [Biedne zwierzątka.. Nie mogą protestować. Ja czynię to w ich imieniu. md]

Udokumentowane przez grupę przestępczą Epsteina praktyki dowodzą, iż  świadomie prowokowała ona i umożliwiała przekraczanie norm moralnych przez jej prominentnych gości i klientów ze świata polityki, biznesu, nauki, kultury, sztuki. – Znamienne bowiem jest, iż wśród nich nie ma szarych obywateli, pozbawionych kontaktów z wielkim światem. – Wszystko po to, aby poprzez uczestniczących w aferze przedstawicieli najważniejszych dziedzin życia na Zachodzie mieć wpływ na dalszy ich rozwój – z jednej strony, natomiast z drugiej – narzucić odrzucenie norm moralnych szarej masie jego społeczeństw i tym sposobem sprawować nad nimi władzę. Demoralizacja została bowiem wpisana w program rewolucji kulturalnej jako jej najważniejszy punkt, zmieniający dogłębnie zachodnią cywilizację.

Dokumentowanie działalności Epsteina miało na celu fabrykowanie kompromatów na związane z nim wpływowe osoby i zamierzone ich szantażowanie w realizacji  różnych celów – od czysto politycznych po cywilizacyjno-kulturowe.

W tym punkcie pojawia się pytanie: kto określał owe cele i za czyim pośrednictwem? Częściowa odpowiedź jest zawarta w już opublikowanych dokumentach, wskazujących na służby specjalne, pośród których wymieniany jest Mosad.

Dla politologów i socjologów równie ważne jest pytanie: czy inne służby – nade wszystko amerykańskie – nie wiedziały o przestępczej działalności siatki Epsteina? CIA i FBI? Jeśli służby Stanów Zjednoczonych nie wiedziały, to mamy do czynienia ze spektakularnym świadectwem słabości amerykańskiego państwa. Jeśli wiedziały i tę wiedzę utajniały, mamy do czynienia ze świadomym uczestnictwem tych służb w osłabianiu USA. Natomiast dla badacza problematyki antropologicznej i cywilizacyjno-kulturowej istotne są w dokumentacji Epsteina świadectwa przekraczania norm moralnych i związanych z nimi wszystkich innych norm aksjologicznych jako sposobu bycia elit. Jako współczesny amoralny modus vivendi całego Zachodu, upowszechniany pod patronatem jego liderów  nie tylko w polityce – poprzez wiodące ideologie – ale nade wszystko w kulturze, nauce, edukacji.

Nie ma już elit

Ujawniony w aktach Epsteina mechanizm kreowania władzy w tych sferach poprzez sieć – z jednej strony znajomości i różnych form wpływu, z drugiej – poprzez szantaż i kompromaty – nie istniał samodzielnie. Był ściśle powiązany z mechanizmem kryminalnej działalności tego przestępcy. Kierowanie procesem zdobywania czy też utrzymania władzy w ścisłym powiązaniu z przekraczaniem norm moralnych – od przestępstw po zbrodnie – nie jest niczym nowym. Zwłaszcza, gdy ich przekraczanie wpisane jest  w ideologiczny fundament przemian cywilizacyjno-kulturowych Zachodu.

Takim przypadkiem jest  dokumentacja Epsteina. Nie można jej rozpatrywać w wymiarze wyłącznie polityczno-prawnym. O wiele ważniejszy jest jej wymiar antropologiczny – widoczny na poziomie  cywilizacyjno-kulturowym. Miliony stron tej dokumentacji to zderzenie nowoczesnych technologii zapisu z upadkiem moralnym Zachodu na obecnym etapie rewolucji kulturalnej – dehumanizacji ludzkości. Wiodącą rolę w tym procesie odegrały elity. Ich liderzy w sferze polityki, biznesu, nauki, kultury mają w dokumentacji amoralne twarze – korzystają z usług przestępcy, aby się  nurzać w rozpuście, robić karierę, pogrążyć konkurencję, otrzymać pieniądze na tajne programy naukowe, etc.

Niektórzy korzystali jedynie z umocowań Epsteina w służbach specjalnych i kontaktów ze środowiskami decydenckimi, aby osiągnąć cel niemożliwy do zrealizowania na gruncie obowiązującego prawa – poprzez spisek, który pojawia się w ujawnianych aktach w różnorodnych formach. Jego najdobitniejszym przykładem było planowane zniszczenie – z pomocą siatki Epsteina – papieża Franciszka. Zaproponował je temu przestępcy Steve Bannon, bliski współpracownik Donalda Trumpa z pierwszej kampanii wyborczej i współtwórca MAGA. „Zniszczymy (papieża) Franciszka” – pisał Bannon do Epsteina w czerwcu 2019 roku, określając ówczesnego ojca świętego jako osobę „godną pogardy” i namawiając do ataku na nią przywódcę włoskiej prawicy Matteo Salviniego [i].

[Zostawiam te dziwaczne rozważania o Franciszku. Zadziwiają mnie jednak. Nie będę polemizował… md]

W tym samym materiale (www.polsatnews.pl/2026002-14) cytowana jest trafna ocena współpracy Bannona z Epsteinem w sprawie głowy Kościoła Katolickiego, przedstawiona przez watykanistę. Można ją uznać za jeden z głównych celów przestępczej działalności najgłośniejszego amerykańskiego wip-sutenera: „Ksiądz Antonio Spadaro, urzędnik watykański i bliski współpracownik papieża Franciszka, powiedział CNN, że zachowanie Bannona świadczy o chęci połączenia ‘władzy duchowej z władzą polityczną dla osiągnięcia strategicznych celów’”. Chodzi tu nie tylko o władzę nad Watykanem, ale również o władzę nad całym światem. Nadal, niestety, nie mamy pewności, o czyją władzę chodzi. [Czyżby?? Pani nie chce wymienić ich Pana, Szatana?? md]

Z punktu widzenia cywilizacyjno-kulturowego najistotniejsza na tym styku dwóch rodzajów władzy jest ta, która dotyczy ducha. Gdyby taki  rząd dusz po amerykańsku – zapośredniczony przez przestępcę – był planem odrodzenia duchowego i zarazem moralnego ludzkości, mógłby stanowić pewną formę usprawiedliwienia człowieka Trumpa.

Okazało się jednak, że w tej formie antywatykańskiego spisku szło czołowemu amerykańskiemu konserwatyście tylko o zwycięstwa polityczne jego partii. Co więcej, ani Bannon, ani żaden przedstawiciel amerykańskiej elity nie ma zamiaru kajać się przed swoim narodem, przepraszać za kontakty z przestępcą, domagać ukarania jego wspólników. W szoku są jedynie uczciwi, przeciętni ludzie, nad którymi skompromitowane elity nadal panują i z szatańską pychą demonstrują swoją nietykalną amoralność. Materiały Epsteina pozwalają sformułować tezę, iż elity te stały się – paradoksalnie – awangardą upadku Zachodu, zapoczątkowanego już na pierwszym etapie rewolucji kulturalnej 1968 roku.

Nihil novi sub sole

Amoralność jako podstawową zasadę europejskiej rewolucji odczytał genialnie już w XIX wieku Fiodor Dostojewski w Biesach (1872). Pisarz pokazał ideę rewolucyjną jako produkt zachodniej cywilizacji, który pochłonął umysły ówczesnej inteligencji rosyjskiej i pchnął ją na bezdroża nie tylko polityki i kultury, ale również antropologii i aksjologii. Przedstawiony w powieści nosiciel tej idei Piotr Wierchowieński mówi otwarcie, na czym będzie polegał przewrót w Rosji: na chaosie i wszechogarniającym zepsuciu moralnym. Ten dziewiętnastowieczny rosyjski zwolennik zachodnich idei jest literackim archetypem wszystkich późniejszych rewolucjonistów. Dostojewski jak nikt inny potrafił uchwycić istotę ich mentalności: obłędną fascynację złem. Oni wzniecają wielkie rewolucje po to, aby się upajać ich destrukcyjną siłą.

Przede wszystkim – wykrzykuje Wierchowieński w amoku – będziemy szerzyć zamęt. Przenikniemy w lud. Czy pan wie, że już teraz jesteśmy strasznie silni? Nasi ludzie – to nie tylko ci, którzy rżną i podpalają, nie tylko ci, którzy strzelają czy gryzą. (…) Nauczyciel, który wraz z dziećmi drwi z ich Boga i z ich kołyski – jest nasz. Adwokat, który broni wykształconego zabójcy, powołując się na to, że tamten, stojąc wyżej intelektualnie  od ofiary, musiał zabić, gdyż potrzebował pieniędzy – także nasz. Sztubacy, którzy zabijają chłopa, aby poznać wrażenia zabójcy – są nasi. Przysięgli, którzy uniewinniają zbrodniarzy – nasi. Prokurator, który drży przed sądem, czy nie spadnie nań zarzut braku liberalizmu – nasz, nasz. Administratorzy, literaci, o, naszych jest dużo, strasznie dużo, chociaż sami oni o tym nie wiedzą” [ii].

Ukazany rewolucjonista upaja się szczególną formą totalnego zniszczenia moralnego – rozpustą. „Teraz – kusi Stawrogina, duchowego nauczyciela tytułowych biesów – niezbędne są ze dwa pokolenia rozpusty. Niesłychanej rozpusty, najpodlejszej, która robi z człowieka plugawą, tchórzliwą, okrutną, samolubną istotę. To jest niezbędne. I potrzeba świeżej krwi, aby się człowiek przyzwyczaił” [iii]. Ten obraz rewolucji zamyka odsłona będąca szyderstwem nie tylko z dobra i sprawiedliwości, ale również z prawdy. Na czele przewrotu ma bowiem stanąć najbardziej zdemoralizowany bohater powieści, jakim jest właśnie Stawrogin. Aby lud mu uwierzył i poszedł za nim, rewolucjoniści puszczą pogłoskę, że jest on cudownie pojawiającym się Iwanem Carewiczem – mitycznym bohaterem rosyjskich baśni, dokonującym heroicznych czynów w imię wielkiego dobra.

Przedstawiony 154 lata temu w powieści rosyjskiego pisarza antydekalog rewolucyjnej świadomości jako jej antychrześcijańska determinanta – jawi się w XXI wieku jako aktualny ideowy i aksjologiczny fundament rewolucji kulturalnej. Uległ jedynie rozwinięciu i swego rodzaju „udoskonaleniu” na bazie rozwoju cywilizacyjnego i postępu naukowo-technologicznego. Promowane w kulturze od czasów renesansu przekraczanie chrześcijańskich norm moralnych było stałym impulsem myślenia rewolucyjnego. Drogę tej promocji amoralności  łatwo odtworzyć, sięgając do historii literatur europejskich – rosyjska, na swoje szczęście nie miała w tym wypadku żadnego znaczącego udziału.

Od Decamerona do J. Epsteina

Temat przekraczania obowiązujących w określonej epoce norm moralnych jest stałą daną  literatury światowej od jej zarania. W kulturze Zachodu nabiera szczególnego znaczenia, gdy staje się programowym elementem przemian cywilizacyjnych. Tak było w przypadku Decamerona Giovanniego Boccaccio – powstałego w połowie XIV wieku zbioru 100. nowel, umieszczonego w  1559 roku w Indeksie ksiąg zakazanych.(Indeks librorum prohibitorum). Dlaczego? Ponieważ te opowieści dziesięciorga „szlachetnie urodzonych” mieszkańców (pań i panów) Florencji – chroniących się przed dżumą na wsi – zawierają wątki erotyczne stanowiące tabu w epoce średniowiecza, m.in. zmysłową miłość pozamałżeńską. „Szlachetne urodzeni”, zabijając w ten sposób nudę kwarantanny, odsłaniają jednocześnie mroki swej moralności.

W innej sytuacji nie zdobyliby się na takie opowieści, bo wiedzą o istnieniu czerwonych  linii w obowiązującym wówczas kodeksie moralnym, mają świadomość grzechu i zgorszenia. Tę świadomość ma nade wszystko Boccaccio, który wymyślił dla swoich narratorów kwarantannę, izolującą ich od ludzi. Pierwszy na gruncie literatury krok w odejściu od obowiązujących norm moralnych został już jednak uczyniony. Decameron okrzyknięto zwiastunem nowej epoki – renesansu, który maksymę rzymskiego dramatopisarza Terencjusza „Człowiekiem jestem i nic, co ludzkie, nie jest mi obce” uczynił hasłem ponadczasowym.

Niestety, to właśnie hasło otwarło kulturową puszkę Pandory. Stało się bowiem zaczynem degrengolady renesansowego humanizmu, który rozpoczął długie dzieje tolerancji dla różnych wynaturzeń erotyczno-seksualnych człowieka, skazując go tym samym na chaos moralny i powrót pod tym względem do epoki pogaństwa.

Kolejnym wybuchem z tej puszki była twórczość Donatiena A. F. de Sade, występującego w historii kultury jako Markiz de Sade. Ten skandalista, kryminalista, rewolucjonista, filozof libertynizmu i nade wszystko pisarz drugiej połowy XVIII i początku XIX wieku epatował w swojej twórczości przestępstwami seksualnymi, które łączył z okrucieństwem – noszącym pochodzącą od niego nazwę sadyzmu. Najbardziej reprezentatywne dla jego poglądów są dwie pozycje: Sto dwadzieścia dni Sodomy, czyli szkoła libertynizmu oraz Justyna, czyli nieszczęścia cnoty – będące swego rodzaju katalogiem zboczeń seksualnych i jednocześnie credo amoralizmu, sprowadzającego się do negacji Boga, moralności i wszelkich wyższych wartości.

Jego twórczość literacką i libertyńską filozofię można ująć wspólnym mianownikiem: w służbie rewolucji. Nade wszystko francuskiej 1789 roku, która pokazała nie tylko swoje amoralne, ale również antychrześcijańskie oblicze. Sam Markiz de Sade wziął w niej bezpośredni udział jako sekretarz Maksymiliana Robespierre’a. Jego twórczość odegrała na tym polu o wiele większą rolę: ukształtowała amoralną mentalność, bez której idea rewolucji nie znalazłaby swojego urzeczywistnienia.

Co łączy Epsteina z Markizem de Sade? Bardzo wiele: obaj byli skandalistami, przestępcami, kryminalistami. Obaj przyczynili się do zwycięstwa rewolucji swoich czasów poprzez utrwalanie czy wręcz narzucanie amoralizmu jako fundamentu rewolucyjnych zmian w cywilizacji Zachodu. Różni ich jedynie forma zapisu demoralizującej działalności. Francuski pisarz posługuje się literackimi formami. Amerykański wip-sutener, nazywany eufemistycznie finansistą, zostawił „surowy” zapis, nade wszystko elektroniczny, stanowiący materiał faktograficzny dla ewentualnych różnorodnych literackich ujęć. Ponadto dla ukrycia zbrodniczej działalności używał szyfrów, o których Markiz nawet nie myślał.

Afera Epsteina i jej dokumentacja to punkt zwrotny w cywilizacji Zachodu. Istotne jest, kto i jak rozstrzygnie o jego przyszłości w tym wymiarze. Współczesną politykę zachodnią, a także kulturę, naukę, edukację zdeterminowała bowiem koncepcja tzw. tolerancji represywnej, będącej de facto formą bezwzględnego zwalczania wszelkiej prawicy i wszelkich konserwatyzmów. Jedynie te bowiem mogą domagać się ujawnienia wszystkich aspektów afery i ukarania wszystkich wspólników jej organizatora, nade wszystko utajnionych jego zleceniodawców. Chronić ich będzie wymyślona –m.in. dla takich sytuacji – przez niemiecko-amerykańskiego filozofa i socjologa żydowskiego pochodzenia – Herberta Marcuse owa tolerancja represywna.

Ten marksista szkoły frankfurckiej – głównie okresu tzw. zachodnio-europejskiego – guru rewolty 1968 roku,  nadal uważany jest za ideologa nowej lewicy, która patronuje obecnemu etapowi rewolucji kulturowej, narzucającej współczesnemu człowiekowi amoralizm i kształtującej jego antychrześcijańską mentalność. Uznanie eseju Marcuse’go Tolerancja represywna (1965) przez ideologów trwającej rewolucji za podstawowy punkt ich programu polityczno-społecznego nadaje im specyficzny immunitet przed odpowiedzialnością – m.in. prawną – za dehumanizacyjną działalność w sferze cywilizacyjno-kulturowej. Marcuse z myślą o obronie czy wręcz uprzywilejowaniu takiej działalności pisał swój „represywny” manifest.

„Wyzwalająca tolerancja (tolerancja represywna) – pisał – oznaczałaby zatem nietolerancję wobec prawicy i tolerancję dla ruchów lewicowych. Jeśli chodzi o zakres tej tolerancji i nietolerancji, musiałaby się ona rozciągnąć zarówno na płaszczyznę działania, jak i też dyskusji i propagandy, na słowa i czyny (…) Brak tolerancji dla ruchów reakcyjnych, zanim jeszcze staną się one aktywne, nietolerancja skierowana również przeciw myśleniu, poglądom i słowom (przede wszystkim nietolerancja wobec konserwatystów i politycznej prawicy)” [iv].

Niestety, zniewolona fałszywym mitem Ameryki konserwatywna prawica na razie nie znajduje dość odwagi ani w USA, ani w Europie, a tym bardziej w proamerykańskiej Polsce, aby podjąć walkę z elitą, która działała w różnych sferach naszej rzeczywistości pod wpływem Epsteina i jego utajnionych promotorów. Dlatego tkwimy nadal w trującej mieszance cywilizacyjnej – zanikającej chrześcijańskiej i dominującej nad nią antychrześcijańskiej.

Prof. Anna Raźny

[i] https://www.polsatnews.pkl/wiadomosc/2026-02-14/bannon-korespondowal-z-epsteinem-obale-papieza-franciszka/

[ii] F. Dostojewski, Biesy, tłum. Z. Zagórski i Z. Podgórzec, PIW, Warszawa 1977, s. 410-411.

[iii] Tamże, s. 411.

[iv] https://wiedzaspoleczna.pl/tolerancja-represywna-herbert-marcuse/

Myśl Polska, nr 9-10 (1-8.03.2026)

Mróz i śnieg. Dzięki czemu przetrwaliśmy ostatnią zimę?

Mróz i śnieg. Dzięki czemu przetrwaliśmy ostatnią zimę?

27.02.2026 Miroslaw Gajer nczas/mroz-i-snieg-dzieki-czemu-przetrwalismy-ostatnia-zime

Termometr. Temperatura. Zima. Mróz.
NCZAS.INFO | Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay

Po kilkunastoletniej przerwie zawitała wreszcie do naszego kraju, jak to drzewiej bywało, prawdziwie solidna i mroźna zima. Fakt ten przeczy w oczywisty sposób tezom głoszonym wszem i wobec przez różnorodnych klimatystów, ponieważ według nich narastający w tempie około 2 ppm rocznie poziom dwutlenku węgla w ziemskiej atmosferze powinien powodować, że każda kolejna zima powinna być już nieco cieplejsza od poprzedniej, skoro dwutlenek węgla według powszechnie głoszonego przez nich dogmatu o charakterze wręcz religijnym jest tutaj czynnikiem absolutnie dominującym, niwelującym całkowicie wpływ wszelkich pozostałych czynników.

Natomiast w ostatnim czasie w sposób empiryczny mieliśmy właśnie okazję przekonać się, że to nie prawda (bądź mówiąc bardziej dosadnie, według ks. prof. Tischnera mamy w tym wypadku do czynienia z trzecią kategorią prawdy…), co świadczy o tym, że temperatura atmosfery ziemskiej zależy od bardzo wielu czynników, a sam dwutlenek węgla jest tylko jednym z elementów znacznie większej i zapewne o wiele bardziej skomplikowanej układanki i z całą pewnością w żadnym wypadku nie jest jej elementem najważniejszym.

Jednak gdyby nawet i z tym dwutlenkiem węgla było w ogóle cokolwiek na rzeczy, to warto zauważyć, że antropogeniczna emisja CO2 stanowi zaledwie około 4 proc. całkowitej naturalnej emisji tego gazu cieplarnianego. Tymczasem wkład Unii Europejskiej do antropogenicznej emisji CO2 stanowi jedynie około 7 proc. [z tych 4%.. md] Wypływa stąd istotny wniosek, że emisja CO2 przez Unię Europejską stanowi jedynie niecałe 3 promile jego emisji naturalnej, wywołanej głównie przez procesy związane z oddychaniem organizmów żywych, a zwłaszcza jednokomórkowych bakterii i grzybów, które nieustannie rozkładają na czynniki pierwsze martwe szczątki organizmów żywych.

Zresztą spora część szczątków roślinnych trafia i tak ostatecznie do wilgotnej gleby bądź na dno zbiorników wodnych, gdzie nieustannie zachodzą procesy gnilne, w wyniku których zawarty w nich węgiel zostaje uwięziony w tworzącej się warstwie próchnicy bądź torfu. [A ogromną większość CO2 z atmosfery pochłaniają oceany. md] Tak czy inaczej, jego naturalny bilans krążenia w przyrodzie jest zdecydowanie ujemny, a dopiero eksploatacja surowców kopalnych sprawiła, że uwięziony przez miliony lat pod ziemią węgiel mógł ponownie zostać włączony w naturalny obieg w przyrodzie.

Warto także wiedzieć, że w samej tylko epoce trzeciorzędu jego stężenie spadło z ponad 1000 ppm do około 400 ppm, a następnie w czwartorzędzie, w którym obecnie żyjemy, zmniejszyło się do zaledwie 280 ppm i gdyby w ten sposób nadal malało, osiągając wartość 150 ppm, to nieuchronnie nastąpiłaby śmierć roślin i w efekcie koniec życia na Ziemi, ponieważ w ten sposób przerwane zostałyby wszelkie łańcuchy pokarmowe (no może przetrwałby jakieś prymitywne beztlenowe bakterie).

Czy zatem, będąc w pełni władz umysłowych, ktoś może nadal twierdzić, że zmniejszenie ogólnej światowej emisji CO2 o zaledwie niecałe 3 promile, w wyniku wprowadzania w Unii Europejskiej Zielonego Ładu, może przynieść jakikolwiek pozytywny skutek?

Wręcz przeciwnie, ostateczny efekt osiągnięcia przez Unię Europejską założonej zeroemisyjności będzie całkowicie niezauważalny i absolutnie niemierzalny. Samotna walka Unii Europejskiej z dwutlenkiem węgla pozbawiona jest obecnie jakiegokolwiek sensu, skoro wydobycie węgla na świecie sięga już 9 miliardów ton, USA planują w przyszłości istotnie zwiększyć jego wydobycie, a same tylko Chiny wydobywają go prawie 5 miliardów ton i zapewne śmieją się głośno z Unii Europejskiej, na której zbijają obecnie niezły interes, będąc producentem około 80 proc. wytwarzanych na świecie paneli fotowoltaicznych i 75 proc. akumulatorów litowych, na które to produkty znalazły sobie świetny rynek zbytu w zarażonej zieloną ideologią naszej części świata.

Warto także zdawać sobie sprawę z faktu, że wprowadzenie w Unii Europejskiej mitycznej zeroemisyjności poprzez dosłowne zaoranie, zniszczenie istniejącego na jej terytorium przemysłu, energetyki, górnictwa, transportu i rolnictwa ostatecznie spowoduje, że gros tego rodzaju działalności przeniesie się po prostu w inne rejony świata, a takie Chiny, Indie, Indonezja czy Wietnam zapewne tylko na to czekają. Zatem wspomniana światowa redukcja emisji dwutlenku węgla w rzeczywistości nie będzie wynosiła wspomnianych niecałych trzech promili jego podaży naturalnej, tylko będzie to znacznie miej, może około jednego promila, ponieważ wspomniany gaz cieplarniany i tak będzie ostatecznie do atmosfery ziemskiej wypuszczany, tyle że poza obszarem eurokołchozu.

Czy da się zastąpić węgiel podczas mroźnej zimy

Na rys. 1 przedstawiono polski miks energetyczny, który został wyliczony za grudzień 2025 roku, a tego rodzaju zestawienie informuje nas, z jakiego rodzaju źródeł pochodziła wytworzona w tym miesiącu w naszym kraju energia elektryczna.

Rys. 1. Miks energetyczny Polski wyliczony za grudzień 2025 roku (źródło: https://www.rynekelektryczny.pl/produkcja-energii-elektrycznej-w-polsce/)

Ogółem z węgla kamiennego i brunatnego pochodziło 66,46 proc. wytwarzanej w Polsce w grudniu 2025 roku energii elektrycznej. Natomiast łącznie ze spalania różnego rodzaju paliw kopalnych (węgiel i gaz) pochodziło 81,52 proc. energii elektrycznej.

Problem polega na tym, że zdecydowana większość polskich elektrowni węglowych, które w grudniu ubiegłego roku wytworzyły aż 2/3 zużywanej w naszym kraju energii elektrycznej, jest już bardzo stara, ponieważ powstały głównie w epoce Edwarda Gierka, a nawet i w czasach towarzysza Wiesława, a według Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu po roku 2035 węgla w polskiej elektroenergetyce ma już w zasadzie w ogóle nie być albo też jego udział ma być wręcz szczątkowy, co i tak w sumie na jedno wychodzi (rys. 2). W tym kontekście można zadać retoryczne pytanie, czym sobie mamy ten węgiel po roku 2035 w grudniu podczas mroźnej zimy w zasadzie zastąpić?

Zastąpienie w znacznym stopniu węgla gazem ziemnym w krajowej elektroenergetyce jest całkowicie nierealne, głównie ze względu na ograniczoną dostępność na światowych rynkach potrzebnych do tego turbin gazowych i problemy związane następnie z zaopatrzeniem w tak wielkie ilości skroplonego gazu ziemnego.

To niby czym mamy w zasadzie sobie ten niechciany węgiel u nas zastąpić? Może hydroenergią, której w Polsce prawie w ogóle nie mamy (udział w miksie 1,59 proc.), gdyż nie jesteśmy położeni nad rzeką Jangcy bądź Nilem, a nasz kraj jest w przeważającej mierze nizinny i nie ma w związku tym żadnego sposobu na uzyskanie większej wartości spadu wód.

A może węgiel mamy sobie zastąpić innymi źródłami odnawialnymi, takimi jak fotowoltaika, biomasa i biogaz, które w grudniu 2025 roku wyprodukowały łącznie jedynie 2,40 %wytwarzanej w Polsce energii?

Pozostaje nam jeszcze wiatr, którego udział w polskim miksie energetycznym jest już istotny, na poziomie 14,49 proc. Niestety dalsze zwiększenie tego udziału nie jest bynajmniej sprawą prostą, a podwojenie mocy zainstalowanej w siłowniach wiatrowych w żadnym wypadku nie spowoduje podwojenia udziału energii wiatrowej w krajowym miksie energetycznym.

Rys. 2. Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu

W przypadku Danii udział energii wiatrowej w miksie energetycznym sięga prawie 50 proc., ale gdy popatrzmy na mapę wietrzności Europy, przedstawioną na rys. 3, to wystarczy już pierwszy rzut oka, aby stwierdzić, że pod względem wietrzności Polska to w żadnym wypadku nie Dania.

Rys. 3. Mapa poziomu wietrzności wyznaczonego dla obszaru Europy. (źródło: https://elektrykapradnietyka.com/wp-content/uploads/2017/08/mapy-wietrzno%C5%9Bci-europa.jpg)

Należy przy tym pamiętać, że energia kinetyczna wiatru zależy aż od trzeciej potęgi jego prędkości, a zatem zmniejszenie się prędkości wiatru zaledwie o połowę (przykładowo z 8 m/s na wybrzeżu Jutlandii do zaledwie do 4 m/s w południowej Polsce) automatycznie powoduje, że moc siłowni wiatrowej maleje aż ośmiokrotnie. W związku z tym choćbyśmy zastawili nawet cały obszar naszego kraju wiatrakami, to i tak nigdy nie bylibyśmy w stanie osiągnąć takiego udziału energii wiatrowej jak Dania w naszym miksie energetycznym. Z pewnością nie jesteśmy pod tym względem w stanie prześcignąć także i Niemców, w przypadku których udział energii wiatrowej w ich miksie energetycznym przekracza nieco 30 proc., ale trzeba koniecznie mieć świadomość, że osiągnięte zostało to gigantycznym wręcz przewymiarowaniem farm wiatrowych, w których nasz zachodni sąsiad zainstalował już zawrotną wartość mocy elektrycznej w wysokości ponad 75 GW, czyli około 7 razy więcej niż Polska, mając roczne zużycie energii elektrycznej zaledwie 2,5 razy większe od nas.

Wniosek z tego wszystkiego jest taki, że w naszych warunkach, tzn. przy takiej wietrzności i nasłonecznieniu w ciągu roku, jakie mamy w naszej lokalizacji geograficznej, dla węgla nie ma obecnie żadnej realnej alternatywy. Teoretycznie można byłoby go zastąpić gazem ziemnym bądź atomem, ale obie wymienione opcje są dla nas obecnie całkowicie nieosiągalne, ponieważ nie jesteśmy w stanie w realistycznie przyjętym przedziale czasu zainstalować około 20 GW mocy ani w blokach gazowo-parowych, ani tym bardziej w blokach jądrowych.

W tab. 1 zamieszczone zostały dane dotyczące pracy krajowego systemu elektroenergetycznego (KSE) w kolejnych dniach stycznia 2026 roku podczas tzw. wieczornego szczytu obciążenia, gdy instalacje fotowoltaiczne generują wówczas dokładnie zero watów, a nawet same pobierają wtedy z sieci pewną moc elektryczną potrzebną do zasilania ich sterowników i urządzeń pomiarowych.

Kolejny dzień stycznia 2026 rokuZapotrzebowanie mocy w KSE [GW]Generacja mocy w elektrowniach cieplnych [GW]Udział procentowy elektrowni cieplnych w pokryciu zapotrzebowania mocy w KSE
117,11411,05264,6%
220,51913,09663,8%
320,42413,21764,7%
419,28813,84271,8%
522,71218,75582,6%
620,95317,74584,7%
725,44322,16387,1%
826,09721,78883,5%
923,33519,25382,5%
1023,21518,26878,7%
1121,15816,31877,1%
1226,16523,41089,5%
1326,04722,47386,3%
1425,64521,77384,9%
1525,06820,74882,8%
1624,73920,12581,3%
1722,29217,20677,2%
1820,78215,44874,3%
1925,67118,65872,7%
2025,54120,95182,0%
2125,65321,22482,7%
2225,15419,51077,6%
2325,26621,81386,3%
2422,70018,11579,8%
2520,95418,38387,7%
2624,60521,65286,7%
2724,97521,94287,9%
2825,19921,47285,2%
2923,63322,12693,6%
3025,49921,93786,0%
3121,82317,25879,1%

Tab. 1. Dane dotyczące zapotrzebowania mocy i generacji elektrowni cieplnych podczas szczytu wieczornego w kolejnych dniach stycznia 2026 roku

Jak wynika z zawartości tab. 1, w styczniu 2026 roku elektrownie cieplne w czasie trwania wieczornego szczytu obciążenia pokrywały średnio aż 80,8 proc. zapotrzebowania mocy w krajowym systemie elektroenergetycznym. Rekordowy pod tym względem był dzień 29 stycznia 2026, gdy w okresie wieczornym elektrownie cieplne pokrywały aż 93,6 proc. zapotrzebowania mocy. Pozostała część zapotrzebowania mocy pokrywana była przez import energii elektrycznej od krajów ościennych, a także przez siłownie wiatrowe oraz elektrownie wodne i szczytowo-pompowe, przy czym należy mieć świadomość, że elektrownie szczytowo-pompowe jako takie nie są bynajmniej żadnym źródłem energii, lecz jedynie wspomnianą energię magazynują (ze sprawnością wynoszącą około 70 proc.), w związku z czym pozyskana z elektrowni szczytowo-pompowych w okresie wieczornym energia i tak w zdecydowanej większości pochodzi pierwotnie z pracujących w systemie elektroenergetycznym elektrowni cieplnych.

Przetrwaliśmy dzięki… Gierkowi?

Wniosek końcowy jest taki, że relatywnie mroźną zimę 2025/26 byliśmy w stanie przetrwać, egzystując na poziomie cywilizacji technicznej, a nie na poziomie jakichś osiemnastowiecznych chłopów pańszczyźnianych, tylko i wyłącznie dzięki temu, że w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku towarzysz Edward Gierek zainstalował w węglowych blokach o mocy 200 MW łącznie prawie 10 GW mocy elektrycznej (wybudowano wtedy nowe bloki w elektrowniach, takich jak Dolna Odra, Pątnów, Ostrołęka, Kozienice, Połaniec, Jaworzno, Rybnik i Turów).

Dodatkowo wspomniany Pierwszy Sekretarz wybudował w elektrowni Kozienice dwa bloki o mocy 500 MW, a następnie rozpoczął budowę elektrowni w Bełchatowie (12 bloków o mocy 360 MW). Niestety w najbliższych latach wszystkie te elektrownie będą [mają być.. md] sukcesywnie likwidowane, a powstały w wyniku tego ubytek mocy dyspozycyjnej nie będzie mógł zostać skutecznie skompensowany budową nowych bloków gazowo-parowych, co w nadchodzących latach wymusi bezwzględnie wprowadzenie w okresie zimowym stopni zasilania, a nawet i wyłączeń rotacyjnych wybranych grup odbiorców. Zatem niezależnie od tego, czy jakiekolwiek zmiany klimatu będą u nas w ogóle mieć miejsce, nadchodzące, najbliższe już zimy będą dla nas pod tym względem wyjątkowo ciężkie.

Biblia o homoseksualizmie

Biblia o homoseksualizmie

Jacek Salij OP 17 października 2023, idziemy.pl/wiara/biblia-o-homoseksualizmie

Próby relatywizowania praktyk homoseksualnych, także w niektórych środowiskach kościelnych, skłaniają nas do szukania odpowiedzi u źródeł: w Piśmie Świętym i Katechizmie Kościoła Katolickiego.

„Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą – to jest obrzydliwość”. Jednoznaczny sens tego zapisu Księgi Kapłańskiej (18, 22) współcześni sofiści próbują zrelatywizować twierdzeniem, że nie jest to zakaz moralny, ale jedynie obrzędowy. Obrzędowe zaś przepisy Starego Testamentu, jak wiadomo, w Nowym Testamencie już nie obowiązują. Twierdzenie to łatwo poprzeć cytatami z Pisma Świętego, gdzie obrzydliwością nazwane jest jedzenie żab, ślimaków czy wieprzowiny (np. Kpł 11, 9-42).

Przerzucanie się cytatami biblijnymi po to, żeby postawić na swoim, jest typowo sekciarską metodą posługiwania się Pismem Świętym. Kto chce naprawdę usłyszeć zawarte w Biblii Słowo Boże, stara się badany przez siebie temat zobaczyć w Piśmie Świętym całościowo. Stara się też pamiętać o tym – jak napisał apostoł Piotr – „że żadne proroctwo Pisma nie jest do prywatnego wyjaśniania” (2 P 1, 20), toteż należy je czytać w Kościele i razem z Kościołem.

Jeżeli zatem chcemy rzetelnie wiedzieć, co na temat czynów homoseksualnych mówi Pismo Święte, trzeba sobie postawić i szukać odpowiedzi na trzy następujące pytania. Po pierwsze: Czy argument, że czegoś nie wolno, gdyż to jest obrzydliwość, dotyczy jedynie zakazów obrzędowych? Po wtóre: Czy temat homoseksualizmu obecny jest na kartach Nowego Testamentu? I wreszcie po trzecie: Skoro Kościół został ustanowiony przez Boga „filarem i podporą prawdy” (1 Tm 3, 15), nie może nas nie obchodzić pytanie, jaka jest nauka Kościoła na ten temat.


MORALNOŚĆ, NIE OBRZĘDOWOŚĆ

Jeśli chodzi o pytanie pierwsze, dość przypomnieć fragment Księgi Powtórzonego Prawa (18, 9-11), w którym obrzydliwością nazwano cały szereg niewątpliwie ciężkich grzechów, m.in. zabijanie w ofierze dla bożków swojego własnego dziecka. Zatem powiedzmy krótko: to naprawdę karkołomna i kompletnie bezwartościowa interpretacja, ażeby na tej podstawie, że zachowania homoseksualne są w Biblii nazwane obrzydliwością, wnioskować, jakoby były one zakazane jedynie na mocy prawa obrzędowego. Chyba że również dzieciobójstwo nie było w Starym Testamencie zabronione prawem moralnym, ale było zakazane jedynie na mocy przemijalnego prawa obrzędowego…

Pytanie drugie: Co na temat homoseksualizmu mówi się w Nowym Testamencie? Dwa razy wśród ludzi popełniających najcięższe grzechy wymienieni są „mężczyźni współżyjący z sobą” (1 Kor 6, 9; 1 Tm 1, 10). Grecki termin użyty w obu tych tekstach – arsenokoitai, co w staropolskim przekładzie ks. Jakuba Wujka oddano dosłownie jako „mężołożcy” – precyzyjnie wskazuje, że nie chodzi tu o ludzi mających skłonności homoseksualne, ale o osoby, które dopuszczają się homoseksualnych czynów.

Szczególnie obszerny wywód na ten temat znajduje się w pierwszym rozdziale Listu do Rzymian.

Apostoł Paweł wyjaśnia tam, że ludzie uznający Boga dlatego podejmują zachowania homoseksualne, że nie potrafią samych siebie do końca zawierzyć Bogu, lecz faktycznie stali się bałwochwalcami: „Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych, stali się głupimi. I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów. Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał. Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie. A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi” (Rz 1, 19-28).

Otóż nawet tę wypowiedź, która tak jednoznacznie odrzuca możliwość aprobaty dla zachowań i związków homoseksualnych, niektórzy próbują relatywizować. Przecież – argumentują – apostołowie wypowiadali się krytycznie również o takich zwyczajach, które we współczesnym Kościele raczej nie budzą zastrzeżeń. Apostoł Paweł pisał, że nie wypada, aby „kobieta modliła się z odkrytą głową”, oraz że „dla mężczyzny hańbą jest nosić długie włosy” (1 Kor 11, 13-14). Z kolei apostoł Piotr zachęcał kobiety, żeby ich ozdobą było wnętrze serca, a „nie to, co zewnętrzne: uczesanie włosów i złote pierścienie czy strojenie się w suknie” (1 P 3, 3-4).

Nie sądzę, żeby ludzi, którzy posługują się takimi argumentami, naprawdę interesowało to, co Pismo Święte mówi na temat aktywności homoseksualnej. Im chodzi raczej o to, żeby przekonać siebie albo innych, jakoby w Nowym Testamencie wcale nie była ona potępiona. Nie wierzę, by nie zauważali tego, iż apostoł Paweł otwarcie twierdził, że mężczyźni współżyjący ze sobą „królestwa Bożego nie odziedziczą” (1 Kor 6, 9-10), natomiast twierdzenia, jakoby nie mogła być zbawiona strojnisia czy długowłosy mężczyzna, w Nowym Testamencie nie tylko nie znajdziemy, ale kompletnie kłóciłoby się ono z duchem Nowego Testamentu.

Podświadomie wiedzą to również przeciwnicy moralności biblijnej. Toteż coraz częściej się zdarza, że występując z apologią homoseksualizmu, wypowiadają się z pogardą na temat moralności biblijnej jako takiej, a nieraz nie cofają się nawet przed bluźnieniem samemu Bogu.


ZŁY CZYN, NIE CZŁOWIEK

Na koniec podejmijmy pytanie trzecie: Jaka jest nauka Kościoła na ten temat? Niekiedy wmawia się Kościołowi, jakoby nienawidził homoseksualistów albo miał ich w pogardzie. Trudno udowadniać, że nie jest się wielbłądem. Może jednak warto przypomnieć ten fragment Katechizmu Kościoła Katolickiego, w którym wyraźnie mówi się jedno i drugie: że czyny homoseksualne Kościół uważa za moralnie naganne, natomiast osobom homoseksualnym należy się szacunek, współczucie i delikatność.

Zresztą, oceńmy sami: „Homoseksualizm oznacza relacje między mężczyznami lub kobietami odczuwającymi pociąg płciowy, wyłączny lub dominujący, do osób tej samej płci. Przybierał on bardzo zróżnicowane formy na przestrzeni wieków i w różnych kulturach. Jego psychiczna geneza pozostaje w dużej części niewyjaśniona. Tradycja, opierając się na Piśmie Świętym, przedstawiającym homoseksualizm jako poważne zepsucie, zawsze głosiła, że «akty homoseksualizmu z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane». Są one sprzeczne z prawem naturalnym; wykluczają z aktu płciowego dar życia. Nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej. W żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane” (KKK 2357).

I dalej: „Pewna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne. Skłonność taka, obiektywnie nieuporządkowana, dla większości z nich stanowi trudne doświadczenie. Powinno się traktować te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. Osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i – jeśli są chrześcijanami – do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji. Osoby homoseksualne są wezwane do czystości. Dzięki cnotom panowania nad sobą, które uczą wolności wewnętrznej, niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę sakramentalną, mogą i powinny przybliżać się one – stopniowo i zdecydowanie – do doskonałości chrześcijańskiej” (KKK 2358-2359).

Jacek Salij OP

Włochy: Olbrzymia nadreprezentacja migrantów wśród kryminalistów

Włochy:

olbrzymia nadreprezentacja

migrantów

wśród kryminalistów  

pch24.pl/wlochy-olbrzymia-nadreprezentacja-migrantow-wsrod-kryminalistow

(fot. pixabay.com)

Choć migranci stanowią od 10 do kilkunastu procent ludności Włoch, to udział obcokrajowców wśród kryminalistów jest wyjątkowo duży. Wedle danych z 2024 roku cudzoziemcy popełnili na Półwyspie Apenińskim ponad połowę przestępstw z użyciem przemocy.

Jak podał portal lanuovabq.it, statystyki sprzed dwóch lat świadczą, że migranci odpowiadali za 34, 7 procent popełnionych przestępstw. Dane tym wyraźniej ukazują nadreprezentację obcokrajowców wśród kryminalistów, gdy wziąć pod uwagę naruszenia prawa związane z przemocą. Cudzoziemcy to sprawcy 60 procent z nich.

Migranci dominują szczególnie wśród kradzieży kieszonkowych, są sprawcami 60,1 procent przypadków rozbojów ulicznych oraz 43 procent incydentów na tle seksualnym.  

Znaczny odsetek z cudzoziemców popełniających przestępstwa przebywa we Włoszech nielegalnie. Wieloletnie badanie prowadzone przez resort spraw wewnętrznych śródziemnomorskiego kraju do 2009 roku stwierdziło, że 70 procent winnych obcokrajowców nie posiada uprawnień do pobytu.

Źródło: lanuovabq.it

Lotniskowiec amerykański „USS Gerald R Ford” napędzany przez dwa reaktory jądrowe – tonie. W gównie, przy Krecie.


Lotniskowiec amerykański tonie

[lotniskowiec, napędzany przez dwa reaktory jądrowe typu A1B. md]

Nearly 5,000 sailors, malfunctioning toilets: What’s happening on US’ largest warship amid Iran tensions?

FP Explainers February 25, 2026, firstpost/us-iran-tensions-uss-gerald-r-ford-toilets-malfunction

The USS Gerald R Ford, the world’s largest warship, is deployed in West Asia amid rising threats of the US striking Iran. However, for the 4,600-strong crew on board, the biggest problem is not the enemy, but blocked toilets

Nearly 5,000 sailors, malfunctioning toilets: What’s happening on US’ largest warship amid Iran tensions?

USS Gerald R Ford aircraft carrier is at Souda Bay on the island of Crete, Greece, February 24, 2026. Reuters

=============================================

The United States is preparing for a potential war with Iran, with the largest military build-up in West Asia in decades. The world’s largest warship has been deployed in the region to support any future American airstrikes on Iran.

The USS Gerald R Ford reportedly passed through the Strait of Gibraltar on Friday (February 20), heading east towards the Mediterranean. However, the enemy missile is not the biggest problem for the sailors on board the warship; it is the blocked toilets.

We take a look.

Toilet troubles on USS Ford

The USS Gerald R Ford’s toilet troubles were first reported by NPR in January.

Last June, after the aircraft carrier left its home port in Norfolk, several toilets went out of commission.

According to a 2025 internal engineering memo, dated 18 March, over 205 toilet breakdowns were recorded on the vessel in just four days last year.

More from Explainers

US orders partial evacuation of Beirut embassy amid rising Iran tensions How Trump’s escalation math doesn’t yet add up to war with Iran

The crisis on the US Navy’s $13 billion aircraft carrier reached a point where sailors were forced to wait for 45 minutes in queues to use the toilets.

Ford’s sewage system uses vacuum technology to transport waste from roughly 650 toilets on board, as per The Wall Street Journal (WSJ).

The problem stems from a design and engineering flaw in the vacuum system. Any issue with one head (toilet) can lead to all the toilets in that part of the ship losing suction, reported NPR.

USS Gerald R Ford
USS Gerald R Ford aircraft carrier arrives at Souda Bay on the island of Crete, Greece, February 23, 2026. Reuters

From T-shirts to rope, the crew found different items clogging the toilet. The most common problem was the back of the toilet coming loose.

Any temporary fixes while the ship remains in enemy waters are not possible.

Temporary repairs, such as acid flushes to dispose of calcium build-ups, can be performed when the vessel is safely docked in US shipyards.

With the warship currently deployed in hostile waters, there is “no prospect” of a permanent fix, as per ThePrint. 

The mechanical failure has triggered heated arguments between the crew and the sewage specialists, known as hull technicians.

An engineering head has reportedly complained that sailors are “mistreating and damaging” the system every day.

These hull technicians were working 19 hours a day to detect and fix leaks.

A Navy official told WSJ that the situation is improving and the problems have not obstructed the carrier’s ability to carry out its mission.

Why Gerald R Ford is facing toilet woes

The aircraft carrier USS Gerald R Ford has been at sea since last June. Once it left Norfolk, the problem appeared to have worsened.

In October, the Pentagon rerouted the warship to the Caribbean to support the US seizure of oil-carrying vessels near Venezuela.

Later, the ship was deployed for the US operation to capture Nicolás Maduro, then Venezuela’s president.

The Ford was reportedly slated for repairs at the US Navy’s public shipyard— Norfolk Naval Shipyard, Virginia — this year.

However, earlier this year, the crew was told that their deployment would be extended again, taking them back across the Atlantic Ocean to West Asia, reported WSJ.

During peacetime, carrier deployments are usually six months long, with planners considering a few months of potential overrun if needed, Mark Montgomery, a retired rear admiral, told the American newspaper.

The Ford sailors have been away from home for eight months already, leading to a possible deployment of 11 months, he said.

This would break the record for a continuous deployment by a US Navy ship.

How long deployment affects sailors

With 4,600 sailors on board and multiple toilets not functioning, compounded by a long deployment, the unfavourable conditions are bound to affect the crew.

Many sailors on the Ford are men and women in their early 20s. Some have missed the funeral of close ones, others the birth of their children.

https://youtube.com/watch?v=F7KiWL5dOz4%3Fautoplay%3D1%3Fim%3DFitAndFill%3D%28596%2C336%29

A sailor on board the Ford told WSJ that many crew members are “angry and upset”, with some even considering leaving the Navy at the end of the deployment.

The sailor said she was also strongly thinking about quitting, adding that she misses her toddler daughter.

Weary crews can hurt the entire Navy’s fleet, beyond just the Ford. Last year, the aircraft carrier USS Harry S Truman lost several jet fighters while countering Houthi rebel attacks in the Red Sea. This happened in April and May 2025, near the end of an eight-month deployment. A Navy investigation blamed the increased operational tempo of the operation.

Long deployments can also impact the ships themselves. After eight months at sea, equipment starts to break, while long-planned maintenance and upgrades have to be deferred, disrupting schedules at the shipyards, Montgomery told WSJ. That has a ripple effect on the maintenance and training cycles of other ships.

With inputs from agencies

Przeciwko ewolucjonistom. Człowiek nie pochodzi od małpy, stworzył go Bóg!

Roberto de Mattei: Przeciwko ewolucjonistom. Człowiek nie pochodzi od małpy, stworzył go Bóg!

roberto-de-mattei-przeciwko-ewolucjonistom-czlowiek-nie-pochodzi-od-malpy-stworzyl-go-bog

(Prof. Roberto de Mattei/youtube/TVP)

„Memento, homo, quia pulvis es, et in pulverem reverteris” („Pamiętaj człowiecze, że prochem jesteś i w proch się obrócisz”). Tymi słowami, wypowiadanymi przez kapłana posypującego głowy wiernych popiołem, w Środę Popielcową rozpoczyna się w rycie rzymskim Wielki Post.

Źródło tej formuły liturgicznej sięga trzeciego rozdziału Księgi Rodzaju, gdy Pan po grzechu Adama powiedział do niego: „W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!!” (Rdz 3,19).

Wszyscy Ojcowie Kościoła komentują ten fragment biblijny, przypominając, że skutkiem upadku Adama stało się skażenie i śmiertelność natury ludzkiej, a owo skażenie zostało przekazane całej ludzkości, ponieważ Adam, stawszy się śmiertelny, zrodził śmiertelnych potomków. Święty Augustyn mówi: „Śmierć ciała, która następuje, gdy dusza opuszcza ciało, nie dotknęłaby człowieka, gdyby nie zgrzeszył. Powiedziano bowiem: prochem jesteś i w proch się obrócisz” (De Genesi ad litteram VI, 25, 36).

Człowiek, zrodzony z ziemi, powraca do niej na skutek buntu. Tekst Księgi Rodzaju zawiera wezwanie do pokory, przypominając, że człowiek nie jest autorem samego siebie, oraz stanowi przestrogę, by nie przywiązywać się do rzeczy materialnych, ponieważ słowo „proch” oznacza przemijalność wszystkiego, co ziemskie. Święty Ambroży z Mediolanu komentuje ten werset następująco: „Uznaj, człowiecze, swoją naturę; niech twoje ciało się nie wynosi. Z ziemi jesteś i do ziemi powrócisz” (De Paradiso, XI, 51). Pokora rodzi się z uznania własnego pochodzenia: człowiek nie dał sobie istnienia sam, we wszystkim i całkowicie zależy od Boga.

To samo przypomnienie o prawdzie ludzkiej kondycji rozbrzmiewa u wielkich mistrzów duchowości średniowiecznej. Święty Bernard z Clairvaux, z właściwą sobie siłą ascetyczną, stawia człowiekowi trzy pytania, które obnażają wszelką pychę: „Quid fuisti? Quid es? Quid eris?” („Kim byłeś? Kim jesteś? Kim będziesz?”). Odpowiedź jest zawsze ta sama: prochem. Proch nie jest jedynie biologicznym przeznaczeniem ciała, lecz znakiem radykalnej zależności stworzenia. Człowiek nie jest wytworem spontanicznej przemiany materii, lecz został ukształtowany z prochu ziemi bezpośrednim aktem Boga. I właśnie dlatego, że został stworzony bezpośrednio przez Boga, jego powrót do prochu jest w Piśmie Świętym przedstawiony jako skutek winy, a nie naturalny etap procesu ewolucyjnego. Sentencja „Memento, homo, quia pulvis es, et in pulverem reverteris” posiada gęstość teologiczną wykraczającą daleko poza zwykłe moralne przypomnienie o przemijalności życia. Zawiera wizję pochodzenia człowieka przeciwstawną ujęciu ewolucjonistycznemu.

W poprzedzających wersetach Pismo Święte opisuje stworzenie człowieka w następujących słowach: „Wtedy Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, tak iż człowiek stał się istotą żyjącą” (Rdz 2,7). Tekst jest jednoznaczny: człowiek, złożony z duszy i ciała, nie pochodzi od hominidów, małp ani innych niższych form zwierząt, lecz został bezpośrednio ukształtowany przez Boga z prochu ziemi. Temu opisowi odpowiada wyrok po grzechu: jesteś prochem i w proch się obrócisz. Ciało pierwszej kobiety zostało bezpośrednio uformowane przez Boga z żebra Adama (Rdz 2,21–24) i również w tym przypadku nie ma możliwości dostosowania słów Pisma do narracji ewolucjonistycznej.

Kardynał Ernesto Ruffini w swoim studium poświęconym książce „La teoria dell’Evoluzione secondo la scienza e la fede” (Centro Librario Sodalitium, Verrua Savoia 2023) przytacza liczne cytaty potwierdzające jednomyślną zgodę Ojców w tej kwestii: od Ireneusza z Lyonu po Cyryla Jerozolimskiego, od Grzegorza z Nyssy po Jana Chryzostoma, od Hieronima ze Strydonu po Augustyna z Hippony. Według tego ostatniego „Adam został ukształtowany z prochu ziemi w doskonałej dojrzałości męskiej”, to znaczy jako człowiek w pełni uformowany, a nie w stanie embrionalnym (De Genesi ad litteram 6, 18, 29).

Święty Tomasz z Akwinu w Summa Theologiae (I, q. 91) wyjaśnia teologiczną stosowność ukształtowania człowieka z prochu ziemi, podkreślając, że akt ten ukazuje zarazem pokorę materii i szlachetność formy duchowej wszczepionej przez Boga. Jego mistrz, święty Albert Wielki, stawiając pytanie, „czy ciało człowieka mogło zostać uformowane przez kogoś innego niż Bóg”, odpowiada: „Należy powiedzieć, że ciało pierwszego człowieka, według nauki Świętych i zgodnie z wiarą katolicką, ani nie wypadało, ani nie mogło być uczynione inaczej jak tylko przez samego Boga” (Summa Theologiae, II, Tract. XIII, q. 85).

Jedność tej tradycji patrystycznej i scholastycznej znajduje wyraz w stałym nauczaniu Magisterium Kościoła dotyczącym bezpośredniego pochodzenia ciała pierwszego człowieka. Dekret Papieska Komisja Biblijna z 30 czerwca 1909 roku potwierdził zasadniczo historyczny charakter pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju, wykluczając ich redukcję do czysto symbolicznego mitu.

Ewolucjoniści odrzucają biblijne objawienie o Adamie i Ewie jako jedynych prarodzicach ludzkości, przyjmując ewolucjonistyczny poligenizm, który zakłada równoczesne pojawienie się ludzi w różnych częściach ziemi jako rezultat długiej transformacji biologicznej, poczynając od gatunków niższych. Nauka Kościoła głosi natomiast, że ciało Adama nie wyłoniło się z uprzednio istniejącej formy cielesnej, lecz zostało bezpośrednio stworzone przez Boga z prochu ziemi, a Adam i Ewa byli pierwszą i jedyną parą, z której wywodzi się cały rodzaj ludzki. Wraz z negacją historyczności Adama i Ewy, zredukowanych do zbiorowej metafory, upada nauka o grzechu pierworodnym, a wraz z nią konieczność Wcielenia Chrystusa, Odkupiciela ludzkości.

Proch z Księgi Rodzaju nie jest pozostałością ewolucji zwierzęcej, lecz materią nieożywioną bezpośrednio ukształtowaną przez Stwórcę. Dlatego teoria ewolucji pozostaje sprzeczna z wiarą katolicką. I dlatego słowa Wielkiego Postu: „Pamiętaj, człowiecze, że jesteś prochem i w proch się obrócisz”, mogą być odczytane jako manifest anty-ewolucjonistyczny, wzywający do refleksji nad pochodzeniem i przeznaczeniem człowieka.

Roberto de Mattei

Corrispondenza Romana

Izraelskie szpiegowanie po Epsteinie

Izraelskie szpiegowanie po Epsteinie

Raport Corbetta 22 lutego 2026 r. corbett-report

Werdykt zapadł: Epstein był szpiegiem!

I wbrew temu, co mówią główne media , nie produkował Kompromatu dla swoich towarzyszy z KGB, lecz raczej handlował na zlecenie swoich przyjaciół, Izraelczyków.

Oprócz licznych powiązań z Izraelem, które wymieniłem w moim artykule redakcyjnym „10 rzeczy, których dowiedziałem się z akt Epsteina” , pojawia się coraz więcej danych pokazujących, jak Epstein współpracował ze swoim kumplem (i byłym premierem Izraela) Ehudem Barakiem, aby zdobywać kontrakty i osiągać cele dyplomatyczne dla Izraela. Dane te obejmują informacje o tym, jak Epstein:

Co gorsza, rząd Izraela zainstalował i utrzymywał system bezpieczeństwa w apartamencie na Manhattanie, który Epstein często wynajmował Barakowi.

Tak, bez względu na to, co jeszcze robił Epstein, wydaje się, że działał za kulisami jako agent wpływu, promując interesy Izraela na całym świecie.

Ale Epstein nie żyje, jak zapewne słyszeliście. Jak więc Izrael będzie sprawował władzę i wywierał wpływ na zagranicznych dyplomatów i biznesmenów, skoro nie mogą już polegać na swoim ulubionym pośredniku?

Okazuje się, że w aktach Epsteina możemy znaleźć także fragmenty odpowiedzi na to pytanie…

ZAŁOGA CARBYNE’A

W listopadzie ubiegłego roku gazeta San Francisco Standard opublikowała artykuł „ Wewnątrz długotrwałych zalotów łączących Jeffreya Epsteina, Petera Thiela i izraelskich urzędników ”. W artykule szczegółowo opisano, w jaki sposób Handala („powiązana z Iranem grupa hakerska”) uzyskała e-maile od izraelskich urzędników, które pokazują, że Epstein po raz kolejny był smarem ułatwiającym manewry izraelskiemu państwu głębokiemu w ich próbie uwiedzenia broligarchów z Doliny Krzemowej.

Najpierw Epstein zabiegał o względy Thiela:

Do 2014 roku Epstein utrzymywał relacje z Thielem. Według kopii kalendarza Epsteina, do których dotarł„The New York Times”, we wrześniu tego roku mieli zaplanowane co najmniej trzy spotkania.

Z perspektywy czasu widać, że zaczynali razem biznes: w ciągu roku lub dwóch po tych spotkaniach Epstein zainwestował 40 milionów dolarów w Valar Ventures, firmę, którą Thiel współzałożył,według „The New York Times”. Thiel nie został oskarżony o żadne przestępstwo w związku ze swoją relacją z Epsteinem.

Następnie przedstawił Thiela Barakowi:

W 2014 roku Epstein chciał połączyć swoje dwa kontakty, namawiając Baraka mailowo do spotkania z Thielem na kolacji. Barak ostatecznie przystał na propozycję Epsteina i, według e-maili, które wysłał do znajomych, w czerwcu 2014 roku spotkał się na kolacji ze współzałożycielem Palantir.

Co więc stało się z tym związkiem?

Jak donosił w zeszłym miesiącu portal Drop Site News , Epstein natychmiast wykorzystał to powiązanie, aby sprzedać Thielowi firmę Carbyne, izraelską firmę dostarczającą „oprogramowanie do przesyłania strumieniowego wideo i geolokalizacji dla służb ratunkowych” na całym świecie.

Pierwotnie nazywana „Reporty”, firma Carbyne nie tylko otrzymała finansowanie od Epsteina. Firmą nie tylko kierował Barak. Nie tylko chwaliła się, że wśród jej inwestorów znalazł się Sultan Ahmed bin, który „ uwielbiał film z torturami ” Sulayem. Co więcej , została założona przez Amira Elichię, weterana izraelskiej jednostki wywiadowczej ds. cyberprzestępstw, Unit 8200.

Sulayem przesłał e-mail od Elichaia, weterana izraelskiej jednostki wywiadu radioelektronicznego Unit 8200, proponując udział Sulayema ​​w rundzie finansowania serii B Carbyne w tym samym roku. Po spotkaniu z Epsteinem i Barakiem, Peter Thiel również zainwestował w tę rundę. Epstein przedstawił Barakowi i Elichaiowi jeden z funduszy venture capital Thiela, pomagając jednocześnie Barakowi w nawiązywaniu relacji z wysokimi rangą urzędnikami ds. bezpieczeństwa w Mongolii. (Rozmowy te przerodziły sięwformalne porozumienie w sprawie bezpieczeństwa między Izraelem a Mongolią w 2017 roku, które obejmowało plany integracji Carbyne z mongolskimi służbami ratunkowymi).

Innymi słowy, Epstein okazuje się być łącznikiem między Izraelczykami, finansistami, kartelem Big Tech i różnymi rządami zagranicznymi.

Oczywiście, nie jest to żadna nowość dla tych, którzy śledzili doniesienia Whitney Webb na ten temat w 2019 roku .

Jednak niedawno opublikowane akta Epsteina zawierają więcej informacji na temat tych powiązań, w tym faktyczną korespondencję między Epsteinem, Barakiem, Thielem, Sulayemem i innymi osobami zaangażowanymi w to przedsięwzięcie, a także dokumenty, które badali.

Historia Carbyne – izraelskiej firmy wywiadowczej założonej i wspieranej przez Izrael, która dąży do wkręcenia się w systemy reagowania kryzysowego krajów na całym świecie, w tym w USA – jest ważna sama w sobie. Osoby zainteresowane zgłębieniem tematu powinny przeczytać oryginalny artykuł Webba na ten temat z 2019 roku.

Ale saga Carbyne jest interesująca nie tylko sama w sobie. Jest interesująca ze względu na to, co mówi nam o naturze szpiegostwa w XXI wieku.

Po pierwsze, daje wgląd w historię Jednostki 8200, niesławnej izraelskiej grupy cyberszpiegów.

GANG 8200

Jak wspomniano powyżej, założycielem i dyrektorem generalnym Carbyne był Amir Elichai.

Strona firmy „ O nas ” pomocnie wyjaśnia moment olśnienia, który skłonił Elichaia do założenia firmy:

Firma Carbyne została założona w 2015 roku przez Amira Elichaia po tym, jak osobiste doświadczenie ujawniło krytyczną lukę w komunikacji w sytuacjach kryzysowych. Po napadzie na plaży Amir zadzwonił do lokalnych służb ratunkowych, ale okazało się, że nie były one w stanie zweryfikować jego lokalizacji ani wysłać natychmiastowej pomocy. Ten moment uwypuklił rozdźwięk między nowoczesną technologią komunikacyjną a przestarzałymi systemami reagowania kryzysowego.

Strona „O nas” Carbyne’a niefortunnie pomija jednak przeszłość Elichaia. Nie była to przypadkowa ofiara napadu (zakładając, że taki napad w ogóle miał miejsce). Przeciwnie, jak donosił Adam Bensaid dla TRT World w 2019 roku, Elichai był „wybitnym członkiem elitarnej izraelskiej grupy wywiadowczej”. Nie był też jedynym „byłym” izraelskim funkcjonariuszem wywiadu w zarządzie firmy. Współzałożyciel firmy, Lital Leshem, był jeszcze rezerwistą w Siłach Obronnych Izraela, gdy pomagał w zakładaniu Carbyne; Alex Dizengof, dyrektor ds. technologii w firmie, był wcześniej odpowiedzialny za cyberbezpieczeństwo w biurze premiera Izraela; a, jak donosi również Bensaid, pierwszy dyrektor firmy miał własne powiązania z izraelskim wywiadem.

Pinchas Berkus, były generał brygady elitarnej Jednostki 8200, był członkiem izraelskiego korpusu wywiadowczego, gdzie odpowiadał za wywiad radiowy i deszyfrowanie, dopóki nie objął stanowiska dyrektora kompanii w Carbyne.

Czym właściwie jest Jednostka 8200? Jak wyjaśniłem w moim artykule redakcyjnym z 2021 roku na temat izraelskiego oprogramowania szpiegującego „Pegasus” klasy wojskowej, zatytułowanym „ Beyond Pegasus: The Bigger Picture of Israeli Cyber ​​Spying” :

Dla tych, którzy nie wiedzą, Jednostka 8200 to jednostka Sił Obronnych Izraela odpowiedzialna za wywiad elektroniczny – czyli izraelski odpowiednik NSA. Jednostka, rzekomo założona w 1952 roku (a może w latach 30. XX wieku?), została oficjalnie uznana dopiero na początku XXI wieku, kiedy to zaczęły ukazywać się doniesienia o niewiarygodnych (i niewiarygodnie nielegalnych) aktach cybernetycznego szpiegostwa, których dopuściła się na przestrzeni dekad.

A w jakie konkretnie akty cybernetycznego szpiegostwa zaangażowana była Jednostka 8200? A co z takimi aktami jak:

Niewątpliwie istnieje wiele innych przykładów perfidii i zbrodni wojennych popełnionych lub umożliwionych przez Jednostkę 8200, ale biorąc pod uwagę fakt, że jest to agencja wywiadowcza, tego typu działania są nadal ściśle tajne.

Można jednak argumentować, że ważniejsze od działań podejmowanych przez członków Jednostki 8200, którzy nadal są aktywnymi członkami organizacji, są firmy, które zakładają po opuszczeniu jednostki szpiegowskiej. Jak powiedział Forbesowi w 2016 roku jeden z weteranów Jednostki 8200, Avishai Abrahami, nie sposób już zignorować rozpowszechnienia „byłych” członków Jednostki 8200 w Dolinie Krzemowej: „Tylko z mojego pokolenia znam osobiście ponad 100 osób z jednostki, które zbudowały startupy i sprzedały je za duże pieniądze”.

Ponownie, jak donosiłem w „ Beyond Pegasus ”:

Od firm komunikacyjnych, takich jak AudioCodes i Viber, przez firmy zajmujące się cyberbezpieczeństwem, takie jak Argus i CheckPoint, po usługi oprogramowania do nawigacji GPS, takie jak Waze, popularność absolwentów Jednostki 8200 w prywatnym sektorze technologicznym byłatakszeroko komentowana wprasie, że nawet branżowe czasopisma zmuszone zostały do​​napisania o tej sprawie, zauważając, że izraelskie wojsko coraz częściej zleca projekty z zakresu cyberbezpieczeństwa i wywiadu firmom, „które w niektórych przypadkach powstały właśnie w tym celu”.

Firmy założone przez tych „byłych” agentów 8200 to nie tylko Carbyne, ale także Comverse Infosys (tak, ten Comverse Infosys), Cybereason (tak, ten Cybereason), Toka (tak, ta Toka) i oczywiście NSO Group (tak, ta NSO Group).

Fakt, że tak wiele izraelskich firm high-tech, stanowiących trzon amerykańskiego (i światowego) systemu reagowania kryzysowego, infrastruktury komunikacyjnej, systemów płatności i narzędzi do analizy cyfrowej, zostało założonych przez izraelskich oficerów cyberwywiadu przeszkolonych w wojsku, powinien nam o czymś powiedzieć. Mianowicie, że te aplikacje, urządzenia i systemy szpiegujące są niezbędnymi narzędziami dla potencjalnych szpiegów w XXI wieku.

Tak, jak informują nas powiązania Epsteina/Thiela/Baraka/Elichaia odnalezione w samych aktach Epsteina, rosnące znaczenie gangu Jednostki 8200 w sercu globalnego sektora cyberbezpieczeństwa odzwierciedla fundamentalną zmianę, jaka zaszła w wywiadzie w ostatnich dekadach. Krótko mówiąc, szpiedzy i informatorzy odchodzą od staromodnych pułapek na seksbomby z krwi i kości, które charakteryzowały szpiegostwo ery Epsteina, i zmierzają w kierunku panoptikonu, tylnego wejścia do inwigilacji, charakterystycznego dla ery szpiegostwa po Epsteinie.

OD PUŁAPEK MIODOWYCH DO PANOPTYKONU

Każdy, kto choć pobieżnie śledził działania kakistokracji w ciągu ostatniego stulecia, wie, że staromodny szantaż zapewniał kontrolę państwa głębokiego nad marionetkami w państwie powierzchniowym przez dekady, jeśli nie wieki (jeśli nie tysiąclecia). I żaden szantaż nie działa tak skutecznie, jak szantaż seksualny.

Wiemy na przykład, że J. Edgar Hoover szantażował każdego liczącego się polityka w Waszyngtonie podczas swojej prawie półwiecznej kadencji na stanowisku dyrektora FBI, w tym (jak się twierdzi) braci Kennedy. Wiemy też, że inni szantażowali Hoovera w związku z jego własnymi tabuistycznymi praktykami seksualnymi.

Wiemy, że FBI próbowało wymusić na Martinie Lutherze Kingu samobójstwo, grożąc ujawnieniem nagrań audio jego romansów z różnymi kobietami.

Wiemy, że KGB wykorzystało pułapkę, aby szantażować Johna Vassalla , brytyjskiego urzędnika, i zmusić go do szpiegowania na rzecz Związku Radzieckiego.

Czytelnicy książki Whitney Webb „ One Nation Under Blackmail” dowiedzą się o licznych sposobach, w jakie osoby sprawujące władzę w amerykańskiej polityce były wciągane w kompromitujące sytuacje w celu podporządkowania sobie różnych grup przestępczych.

Oczywiście, to tylko kilka przykładów szantażu seksualnego, o których wiemy i które udokumentowano. Jest ich o wiele, wiele więcej, o których znamy jedynie zarys historii.

Jednak w całej długiej, haniebnej historii szantażu, potencjalni szantażyści zawsze musieli znaleźć, zwabić, nagrać i zrekrutować ofiarę. Dotychczas wymagało to od potencjalnych szantażystek stosowania skomplikowanych zasadzek, w tym sprowadzania ofiar do placówek podsłuchiwanych za pomocą urządzeń nagrywających.

Choć takie taktyki okazywały się w przeszłości skuteczne, są niewątpliwie trudne, uciążliwe i zawodne. Cel, który choć trochę rozeznał się w sytuacji lub posiada podstawowe przeszkolenie w zakresie szpiegostwa, prawdopodobnie zorientowałby się, że wpada w pułapkę na długo przed jej uruchomieniem.

Jak pokazują również akta Epsteina, choć Epstein i Maxwell często udawało się zwabić bogate i wpływowe osobistości w swoje kręgi i namówić je na wyspę, ranczo czy apartament na Manhattanie, równie często nie udawało im się wbić szponów w cel. Wiele potencjalnych ofiar szantażu Epsteina wyczuło, że coś jest nie tak i odrzuciło jego lub Ghislaine zaloty. Takie są właśnie kaprysy tych bezpardonowych operacji szantażu.

Ale w naszej obecnej cyfrowej dystopii takie taktyki nie są konieczne. W tej chwili każdy nosi przy sobie urządzenie śledzące i nagrywające 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Każdy agent wywiadu, który mógłby monitorować te urządzenia za pomocą backdoorów oprogramowania szpiegującego i nagrywać rozmowy dowolnego celu w dowolnym momencie za pomocą jednego kliknięcia, byłby w stanie znaleźć mnóstwo materiałów szantażujących ten cel, bez konieczności przeprowadzania skomplikowanej operacji typu honeypułap na wzór Epsteina.

I jak można się domyślić, izraelski wywiad intensywnie pracuje nad rozwojem właśnie takiej technologii szpiegowskiej .

Dzięki Comverse InfoSys, izraelskiej firmie z siedzibą w Izraelu, wspieranej i zarządzanej przez Izrael, udało się przez dziesięciolecia podsłuchiwać rozmowy telefoniczne w USA.

Dzięki Pegasusowi izraelska firma zajmująca się oprogramowaniem szpiegującym mogła pomóc rządom wielu krajów śledzić działania dysydentów za pośrednictwem smartfonów.

Dzięki firmie Toka Izrael zaoferował rządom „kompleksowy punkt hakerski ”, który miał pomóc szpiegom na całym świecie szpiegować ludzi za pomocą urządzeń „internetu rzeczy”, w tym urządzeń zabezpieczających podłączonych do sieci Wi-Fi .

Oczywiście, istnieje jeden oczywisty sposób na zmniejszenie wpływu tych izraelskich szpiegów internetowych: rządy mogłyby zaprzestać przyznawania kontraktów firmom założonym przez byłych izraelskich agentów wywiadu.

W następstwie skandalu z oprogramowaniem szpiegującym Pegasus w 2021 roku nadszedł moment, w którym wydawało się, że UE faktycznie zrobi absolutne minimum, aby przekroczyć ten niezwykle niski próg „działania” w kwestii oprogramowania szpiegującego. Po tym, jak komisja Parlamentu Europejskiego badająca wykorzystanie oprogramowania szpiegującego w Europie wydała miażdżący raport potępiający NSO Group (firmę, która opracowała oprogramowanie szpiegujące Pegasus) i Black Cube (prywatną izraelską agencję wywiadowczą złożoną z byłych członków Mossadu), Parlament Europejski podjął śmiały krok… „ Ustanowienia standardów oprogramowania szpiegującego ”, które państwa UE będą mogły naśladować. Jeśli tylko będą miały na to ochotę. Nawet zwolennicy UE musieli przyznać , że całkowicie nieskuteczna reakcja Parlamentu oznacza, że ​​(głównie izraelski) przemysł oprogramowania szpiegującego będzie kontynuował swoją działalność bez zmian.

I – kto wie? – ci krytycy mieli rację. Zaledwie zeszłego lata UE została dotknięta kolejnym skandalem związanym z oprogramowaniem szpiegującym . Tym razem Paragon Solutions, „izraelska firma wspierana przez USA”, została przyłapana na pomaganiu włoskiemu rządowi w szpiegowaniu trzech prominentnych europejskich dziennikarzy.

A co z Wujkiem Samem? W ruchu, który nikogo nie zaskoczy, rząd USA podwoił swoje uzależnienie od izraelskiego oprogramowania szpiegującego. Jak donosił w zeszłym miesiącu Reuters , administracja Trumpa aktywnie pracuje nad zniesieniem sankcji nałożonych na izraelskich dyrektorów powiązanych z oprogramowaniem szpiegującym.

Administracja prezydenta Donalda Trumpa zniosła sankcje nałożone na trzech dyrektorów powiązanych z konsorcjum oprogramowania szpiegowskiego Intellexa, zgodnie zinformacją opublikowaną na stronie internetowej Departamentu Skarbu USA. Decyzja ta częściowo cofa sankcje nałożone w zeszłym roku przez administrację ówczesnego prezydenta Joe Bidenana siedem osób powiązanych z Intellexą. Departament Skarbu opisał wówczaskonsorcjum, powołane przez byłego izraelskiego urzędnika wywiadu Tala Diliana, jako „złożoną międzynarodową sieć zdecentralizowanych firm, które stworzyły i skomercjalizowały kompleksowy pakiet wysoce inwazyjnych produktów szpiegujących”.

Ale nie martwcie się, Amerykanie. Zamiast zlecać cały szpiegostwo Izraelowi, amerykańskie firmy chcą teraz włączyć się do inwigilacji po aferze Epsteina… wykupując izraelskie firmy produkujące oprogramowanie szpiegowskie objęte sankcjami.

W artykule z ubiegłego roku na temat tego, jak „ Ameryka jest obecnie światowym liderem w inwestycjach w oprogramowanie do inwigilacji ”, The Register poinformował o jednej z izraelskich firm zajmujących się oprogramowaniem do inwigilacji, Saito Tech Ltd, która została objęta sankcjami przez Departament Handlu USA w 2021 r. „na podstawie dowodów, że podmioty te opracowywały i dostarczały zagranicznym rządom oprogramowanie szpiegujące, które wykorzystywały te narzędzia do złośliwego atakowania urzędników rządowych, dziennikarzy, przedsiębiorców, aktywistów, naukowców i pracowników ambasad”.

Po nałożeniu sankcji amerykańscy inwestorzy nie zrezygnowali z objętej sankcjami firmy. Zamiast tego ją wykupili.

Nie powstrzymało to jednak amerykańskiej firmy Integrity Partners przed zakupem firmy stojącej za [zatwierdzonym oprogramowaniem szpiegującym] za 30 milionów dolarów w kwietniu, po tym jak firma zreorganizowała swoje prawa własności intelektualnej, dzięki czemu sprzedaż stała się technicznie legalna w świetle amerykańskiego prawa.

Tak, oprogramowanie szpiegujące to wielki biznes i każdy rząd chce mieć z tego swój udział. Tak się składa, że ​​izraelski wywiad praktycznie zmonopolizował rynek. Zatem każdy rząd, który chce szpiegować swoich obywateli, musi wciągnąć Izrael w ten interes.

Biorąc pod uwagę wszystkie te informacje, nie dziwi fakt, że w aktach Epsteina można znaleźć oznaki przejścia metod wywiadowczych od rzeczywistych pułapek na cyber-inwigilację. Być może jedynym prawdziwym zaskoczeniem jest to, że tak długo zajęło osobom, które nie powinny mieć władzy, zorientowanie się, że Epstein staje się bardziej obciążeniem niż atutem, i podjęcie działań w celu rozwiązania tego problemu.

Nabierani na turański „konserwatyzm”. Dlaczego Rosja nigdy nie będzie drogą…

Nabierani na turański „konserwatyzm”. Dlaczego Rosja nigdy nie będzie drogą do odrodzenia cywilizacji łacińskiej?

#fałszywa alternatywa #konserwatyzm #rosja

(PCh24TV)

„Konserwatywna Rosja” – ów mocno kontrowersyjny pojęciowy zlepek funkcjonował dotychczas w narracji odnajdywanej raczej u ideologów, analityków czy publicystów z krajów Zachodu. Patriotyczni Polacy, doświadczeni sowieckim opresyjnym reżimem, przez lata byli odporni na pokusy upatrywania cywilizacyjnego ratunku w Moskwie. Coś zaczęło się jednak w tej kwestii zmieniać, i to musi budzić obawy. Rosja jest bowiem zarówno dla nas, jak i dla całego, dziś zepsutego Zachodu alternatywą fałszywą i niebezpieczną.

Powyższemu zagadnieniu poświęcona będzie już niebawem konferencja naukowa w Zamościu, pod hasłem „Konserwatywna Rosja. Fantasmagoria czy rzeczywistość?”. Wydarzenie to objęła swym honorowym patronatem Kancelaria Prezydenta RP. Jeden z prelegentów, historyk i publicysta Piotr Doerre z zarządu Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi, był gościem red. Krystiana Kratiuka w studiu PCh24TV.

 Z pewnością to, że obecnie poruszamy temat konserwatyzmu w Rosji czy wizerunku Rosji jako konserwatywnego kraju, jest spowodowane faktem, iż w ostatnich latach coś się zmieniło w świadomości przynajmniej części Polaków. Kiedy na łamach magazynu „Polonia Christiana” zaczynaliśmy pisać o problemie takiego konserwatywnego zwrotu – nawet używając określenia „manewr Putina” w odniesieniu do przyjęcia przez prezydenta Rosji tej nowej ideologii, tego tak zwanego nowoczesnego konserwatyzmu, i wpływu tego wszystkiego na politykę Kremla – to mieliśmy świadomość, że jest to zwrot i polityka obliczone przede wszystkim na użytek Zachodu. To była próba pozyskania sobie przez Rosję części konserwatywnej opinii publicznej w krajach zachodnich, szczególnie anglosaskich, a zwłaszcza w Ameryce, z uwagi na to, że pod wpływem ofensywy ruchów rewolucyjnych owa opcja została tam w pewnym momencie zepchnięta do głębokiej defensywy, wręcz na margines. Zatem w oczywisty sposób poszukiwała wszędzie w świecie jakichś sojuszników – zauważył Piotr Doerre.

Wesprzyj nas już teraz!

25 zł

50 zł

100 zł

Jak wskazał historyk, takim sprzymierzeńcem miał okazać się albo raczej chciał się okazać właśnie Putin wraz ze swoim państwem. To oblicze, ta idea mówiąca o konserwatywnej Rosji, w głębokim przekonaniu środowiska SKCh nie jest zgodna z prawdą. Faktycznie trafiła jednak do zachodniej opinii publicznej przynajmniej do jej konserwatywnej części albo wręcz nawet do obydwu stron tamtejszego polityczno-ideowego sporu. Bo cała liberalna i lewacka strona owej konfrontacji zaczęła podkreślać to, iż rzeczywiście istnieje związek pomiędzy konserwatyzmem, prawicą a Rosją, która jest jednak państwem niedemokratycznym, gwałcącym różne swobody obywatelskie etc. I to miał być dla zachodnich konserwatystów wizerunkowy „pocałunek śmierci”.

W ocenie gościa PCh24TV, przez dłuższy czas analizowaliśmy powyższy proces z „bezpiecznych” pozycji, ponieważ wydawało się, że w Polsce raczej nikt specjalnych złudzeń co do Rosji nie ma. Dostrzegaliśmy, że jest to kraj rządzony w dalszym ciągu przez post-kagiebowską elitę władzy, traktującej chrześcijaństwo i konserwatyzm czysto instrumentalnie – jako narzędzia w jej polityce, której celem jest restytucja mocarstwowej pozycji Rosji. Dla realizacji tego zamierzenia owa władza może popierać rozmaite środowiska. W jednym kraju konserwatystów – tam gdzie dla interesów Moskwy istotne jest, aby osłabić rządzących liberałów. Z kolei na innym gruncie sprzyjać może skrajnym lewicowcom – na przykład pokroju obalonego ostatnio przez Amerykanów w Wenezueli Nicolása Maduro. Dla Rosji nie ma w tym żadnej sprzeczności, bo istotny jest nadrzędny cel, który stanowi dla niej potęga jej państwa.

I wydawało się, że tak naprawdę czymkolwiek byłby reżim panujący na Kremlu – czy byłby liberalny, czy socjalistyczny, czy też komunistyczny, konserwatywny i tak dalej – to i tak z punktu widzenia Polski jest to obojętne. Z zasadniczych, geopolitycznych przyczyn Rosja zawsze będzie naszym rywalem. Nieodmiennie będzie patrzeć na Polskę jako pomost, po którym należy przejść, aby w zwycięskim marszu dotrzeć na Zachód. Tak jak dążyła do tego w czasach stalinowskich czy wcześniej – w okresie walki z Napoleonem. Drugą ewentualność stanowi chęć nawiązania z Zachodem współpracy – jak w 1939 roku – i podziału Polski, wówczas pomiędzy dwa imperia: Związek Sowiecki oraz III Rzeszę.

– Jak powiedział słynny myśliciel i geopolityk rosyjski Aleksander Dugin, Rosja w żadnym wypadku nie będzie zainteresowana istnieniem silnej i niepodległej Polski. A chyba takiej Polski każdy polski patriota sobie życzy. Było dla naszego środowiska oczywiste, że niezależnie od tego, jak identyfikujemy ów reżim (…), Polacy powinni w bardzo ostrożny sposób odnosić się do wszelkich perspektyw współpracy i otwarcia na Rosję. Tymczasem okazuje się, że ta idea zaczyna w Polsce, także na polskiej prawicy, zyskiwać coraz większą rzeszę zwolenników – ocenił Piotr Doerre.

Jak zauważył Krystian Kratiuk, jawnie fałszywa narracja o rosyjskim konserwatyzmie okazała się dość skuteczna i kusząca. Ma w tym udział sam Zachód – pod względem moralnym coraz bardziej zdegenerowany i zgniły oraz porzucający wiarę. Nic dziwnego, że do wyobraźni tamtejszych konserwatystów trafiały pokazówki z Putinem w uroczystość Chrztu Pańskiego czy też inne obrazy z cerkwi. Tyle tylko, że ten wizerunek to złudzenie.

– Rosja nie jest chrześcijańskim krajem, od tego trzeba zacząć. Tamtejsze społeczeństwo wcale nie jest prawosławne, jak się powszechnie sądzi. Jest prawosławne w sensie identyfikacyjno-narodowym, tam gdzie jego tradycyjna wiara oznacza identyfikację z rosyjskością, z kulturą rosyjską, z „rosyjskim mirem”. Jednak nie w tym sensie, który wiążemy z pojęciem społeczeństwa chrześcijańskiego, a więc respektującego prawa Ewangelii, próbującego urządzić swoje życie wspólnotowe właśnie w oparciu o Chrystusowe Prawo – zaznaczył Piotr Doerre.

Jak dodał prelegent konferencji poświęconej rosyjskiemu złudzeniu, należy więc porzucić ową tytułową fantasmagorię. Określenie to pojawiło się w haśle nadchodzącego wydarzenia nieprzypadkowo. Ma francuskie pochodzenie, sięga przełomu XVIII i XIX stulecia i oznaczało wówczas popularne w owym czasie spektakle,podczas których używano tak zwanej latarni magicznej. Jej światło poprzez grę cieni prowokowało u widzów wrażenie,że wśród nich poruszają się  przeróżne, nieistniejące w rzeczywistości stwory.–I to bardzo dobrze oddaje sens naszej konferencji, powiemy bowiem o fantasmagorii, a więc o pewnym wytworzonym w wielu umysłach obrazie, którego w rzeczywistości po prostu nie ma – wskazał gość PCh24TV.

W ocenie historyka, można próbować zrozumieć patrzących na Rosję z pewną nadzieją, estymą, z uwagi na kryzys zachodniego świata i jego cywilizacji. Im bardziej diagnoza tego stanu jest dojmująca, tym mocniej może wywoływać u niektórych obrońców tradycyjnego porządku poczucie osaczenia, osamotnienia, nawet może i rozpaczy. Takie osoby patrząc na Wschód dostrzegają coś innego, a w złudnej nadziei – jakościowo lepszego i bliższego. Tyle tylko, że to po prostu fatamorgana.

Widzą to, bo taki obraz usiłuje im się sprzedać, bo jest to pewna strategia rządu rezydującego w Moskwie i w Petersburgu. Ale należy podkreślić, że nawet gdyby ten obraz był prawdziwy, to i tak nie byłaby to żadna prawdziwa alternatywa, bo właśnie taka jest istota tej polityki, którą prowadzi w stosunku do nas, katolików, Rewolucja. Drąży ona naszą cywilizację już od wieków, usiłuje nam prezentować różne zakłamane alternatywy i skłaniać do wyboru jednego zła przeciw innemu złu; do szukania patrona czy sojusznika tam, gdzie chcemy uciec od innego opresora. Otóż ta putinowska, rosyjska alternatywa malowana przed naszymi oczami, jest niewątpliwie fałszywa. Chociażby z tego powodu, że nie może być opcją dla odrodzenia cywilizacji zachodniej, łacińskiej coś, co tą cywilizacją nie jest. Obcość cywilizacyjna Rosji w stosunku do naszego świata jest oczywista. Rzecz jasna nie wszyscy muszą to wiedzieć i rozumieć, ale też właśnie od tego są intelektualiści, profesorzy, wykładowcy, żeby im to uświadomić. Staramy się takich myślicieli, badaczy i mówców gromadzić na tego typu konferencjach, żeby do opinii publicznej mógł docierać przekaz wynikający z ich wiedzy – wyjaśnił Piotr Doerre ideę zamojskiej sesji.

Cała rozmowa o Rosji jako fałszywej alternatywie, dostępna jest na PCH24TV:

============================

Ponieważ Autor używa pojęcia „cywilizacji łacińskiej”, sądzę że zna dorobek prof. Feliksa Konecznego. Ale chyba powierzchownie.

Bo Koneczny ułatwia diagnozę: W Rosji była – i jest – mieszanka cywilizacyj: turańskiej, bizantyjskiej, żydowskiej, arabskiej – i domieszka łacińskiej. Co dawało i daje – stan a-cywilizacyjny. Czyli Latrocinium Magnum.

Dlatego pytanie: Dlaczego Rosja nigdy nie będzie drogą do odrodzenia cywilizacji łacińskiej? jest nie tylko głupio postawione, lecz wręcz głupie.

Myśliciele Rosji starają się z tego bagna kraj wyprowadzić – i chwała im za to. Mirosław Dakowski

Cztery komentarze do: Aptekarz profesora Diabelskiego

Tagi:Aptekarz profesora Diabelskiego

O autorze: CzarnaLimuzyna ekspedyt/aptekarz-profesora-diabelskiego-z-wizyta-robocza-w-polsce

4 komentarze

  1. pokutujący łotr 25 lutego 2026
  2. W 2022 roku kardynał Hollerich stwierdził, że uważa naukę Kościoła o grzeszności związków homoseksualnych za fałszywą: „Uważam, że społeczno-naukowe korzenie tej nauki nie są już prawdziwe”. W 2023 roku dodał na ten sam temat: „Jeśli powiemy, że wszystko, co robią, jest z natury złe, to będzie to równoznaczne z powiedzeniem im, że ich życie nie ma wartości”. it/tutti-i-peccatori-sono-uguali-ma-alcuni-sono-piu-uguali-degli-altri Najniebezpieczniejsze jest to, że ci rewizjoniści Nauczania Chrystusowego przebrani są w owcze skóry i jako dostojnicy Kościoła, do woli mogą mieszać w głowach maluczkich. Jezuita Jean-Claude Hollerich od 2011 r. jest arcybiskupem luksemburskim, w latach 2018 – 2023 przewodniczącym Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej.
  3. Emisja 25 lutego 2026
  4. Katolicy muszą bojkotować heretyka, ekumenistę kardynała Grzegorza Rysia.
    Katolik nie ma obowiązku posłuszeństwa wobec heretyka wroga Kościoła Katolickiego nawet ze statusem “kardynała”.
  5. Encyklika papieska Papieża Piusa IX “Quanta cura” z “Syllabus Errorum”, “Spisem Błędów” potępia błąd nr 21: „Kościół (Katolicki) nie ma władzy definiowania dogmatycznie, że religia katolicka jest jedyną prawdziwą”20 kwietnia 1875 r. Papież Pius IX: “Nie dość jest wyznawać szacunek dla Stolicy Świętej, trzeba jeszcze koniecznie być posłusznym Syllabusowi i dogmatowi o Nieomylności”.Leon XIV,
  6. Ryś popiera ten błąd powołując się na “Lumen gentium”, które relatywizuje jedność Kościoła Katolickiego , mówiąc o „elementach zbawienia” poza Kościołem Katolickim, co jest sprzeczne z dogmatem „extra Ecclesiam nulla salus”.“
  7. Jasną rzeczą więc jest, Czcigodni Bracia, dlaczego Stolica Apostolska swym wiernym nigdy nie pozwalała, by brali udział w zjazdach niekatolickich. Pracy nad jednością chrześcijan (tj katolików) nie wolno popierać inaczej, jak tylko działaniem w tym duchu, by odszczepieńcy powrócili na łono jedynego, prawdziwego Kościoła Chrystusowego (tj Katolickiego), od którego kiedyś, niestety, odpadli.”Encyklika Papieska Mortalium Animos, o popieraniu prawdziwej jedności religii, Papież Pius XI“
  8. To jest ten jedyny Kościół Chrystusowy, który wyznajemy w Symbolu wiary jako jeden, święty, katolicki i apostolski, który Zbawiciel nasz po zmartwychwstaniu swoim powierzył do pasienia Piotrowi (J 21,17), zlecając jemu i pozostałym Apostołom, aby go krzewili i nim kierowali (por. Mt 28,18 nn), i który założył na wieki jako „filar i podwalinę prawdy” (1 Tm 3,15). Kościół ten, ustanowiony i zorganizowany na tym świecie jako społeczność, trwa w Kościele katolickim, rządzonym przez następcę Piotra oraz biskupów pozostających z nim we wspólnocie (communio), choć i poza jego organizmem znajdują się liczne pierwiastki uświęcenia i prawdy, które jako właściwe dary Kościoła Chrystusowego nakłaniają do jedności katolickiej.”
    LUMEN GENTIUM – KONSTYTUCJA DOGMATYCZNA O KOŚCIELE, Paweł VI, Sobór Watykański 2Sobór Watykański 2 podobno jest s. pastoralnym a nie dogmatycznym:)
  9. Emisja 25 lutego 2026
  10. Grzegorz Ryś wykorzystuje zakompleksienie Polaków wobec Zachodu.
    Co może Niemiec-Luksemburczyk powiedzieć o katolicyzmie Polakom jak na Zachodzie nie ma wiary katolickiej.
    W drugą stronę byłoby to nie do pomyślenia dla Niemca żeby Polak nauczał wiary katolickiej Niemców – Luksemburczyków.
  11. CzarnaLimuzyna 26 lutego 2026
  12. Dotychczasowe obserwacje skłaniają mnie do hipotezy badawczej, że w przypadku takich zachowań i bredni typu “To jest białe, ale może jest też czarne” oraz wypowiadania herezji – to w takich przypadkach mamy do czynienia z mało lotnym lewakiem (przypadek Franciszka) albo ze zboczeńcem albo z wyrachowanym, świadomym satanistą. Również promotorzy dni bez Jezusa i Maryi, od Zbysia do Rysia, mają bardzo podobne poglądy. Jak jest w tym przypadku, nie wiem. Skłaniam się do przypuszczenia, że Hollerich nie jest debilem, a jego przypadek może być związany z pozostałymi przypadłościami.
  13. Na głoszone, identyczne lub podobne, brednie odpowiedział w jednym aspekcie w roku 2023 Jacek Salij OP – link.

Co kryje się za skandalami Epsteina

returntoorder.org/2026/02/what-lies-beneath-the-epstein-scandals

==================================================

Kiedy miliony stron akt Epsteina stają się dostępne, wiele osób jest zszokowanych ich ogromną objętością i rozległą siecią powiązań, jaką utrzymuje ten znany przestępca seksualny.

Wiele prominentnych osobistości z elity miało z nim przynajmniej jakiś kontakt. Ci przywódcy społeczni popadają teraz w niełaskę z powodu tych powiązań. Skandale nie oszczędzają nikogo.

Choć te pliki mogą być przerażające, ich istnienie sugeruje, że w ukryciu kryje się coś jeszcze gorszego. Takie sieci nie powstają z dnia na dzień. Dynamiczny charakter tego zła sugeruje, że ujawnione pliki były jedynie wierzchołkiem ogromnej góry lodowej.

Wierzchołek góry lodowej

Skandal Epsteina jest możliwy tylko dlatego, że skorumpowana liberalna kultura zawiera już w sobie tak wiele z deprawacji, które można znaleźć w aktach. Jest to mainstream i przenika wiele sektorów.

Filmy i media wszędzie przedstawiają i celebrują niemoralne związki. Moda i popkultura przedstawiają, a nawet gloryfikują najbardziej zwyrodniałe zachowania. Memy i media społecznościowe przekraczają granice przyzwoitości, publikując szokujące treści łamiące wszelkie zasady. Opinia publiczna wykazuje apetyt na drastyczne szczegóły tych skandali, sugerujące ukryty współudział w tego typu rozwiązłości.

Kiedy góra lodowa Epsteina pojawiła się na horyzoncie, grunt był przygotowany. Ludzie są przyciągani do tych rewelacji, które promują wszystko, co irracjonalne, zepsute i nieczyste.

Pod wodami

Wierzchołek góry lodowej zakłada istnienie ogromnej masy lodu pod zamarzniętą powierzchnią. Zatem głośna rozwiązłość, która trafia na pierwsze strony gazet, zakłada [sugeruje] istnienie złowrogiego podziemnego świata, który czerpie z wszystkich warstw społecznych i deprawuje całe społeczeństwo.

Lokalne sieci nieprawości muszą również istnieć równolegle do sieci Epsteina. Sieci te muszą mieć swoje postacie podobne do Epsteina, które ułatwiają szerzenie się rozpusty i niemoralności. Mają swoje mroczne sekrety. Jedyna różnica polega na tym, że ich charaktery pozostają ukryte.

Rzeczywiście, wielu próbowało przedstawić debatę o Epsteinie jako walkę klasową między skorumpowanymi elitami a nieskorumpowanym zwykłymi ludźmi. Prawda jest jednak taka, że ​​całe społeczeństwo jest zepsute i pogrążone w powszechnym upadku. Każdy powrót do porządku musi wiązać się z powszechną odnową moralną.

Stan moralności publicznej

Dowodem degradacji całego społeczeństwa jest ewidentny katastrofalny stan moralności publicznej, który uległ drastycznemu pogorszeniu od czasu rewolucji seksualnej w latach sześćdziesiątych.

Jest to szczególnie widoczne w rozpadzie rodziny. Tam, gdzie jej brakuje, można spodziewać się najbardziej poniżających związków, najbardziej rozwiązłych obyczajów i najbardziej rozbitych domów. Dewastacja związana z rozwodami i związkami partnerskimi przygotowuje grunt pod najgorsze skandale na miarę Epsteina.

Drugim wskaźnikiem jest rozprzestrzenianie się deprawujących wpływów, które podważają moralność. Można je znaleźć w sieciach narkotykowych, przestępczości i handlu ludźmi. Wpływy te przenikają szkoły publiczne, dzielnice i przemysł. Niszczą one więzi społeczne, które spajają społeczeństwo.

Na osobną wzmiankę zasługuje trzeci element destrukcji społecznej. W masowy rozrost twórców i odbiorców pornografii musi być zaangażowany ogromny podziemny świat agentów. Ten nikczemny deprawator jest powszechnie dostępny za jednym kliknięciem myszy, w zaciszu każdego małego ekranu. Ludzie mogą tworzyć takie treści za pomocą aparatów w telefonach, a teraz także programów opartych na sztucznej inteligencji .

Wszystkie te czynniki sprawiły, że świat stał się coraz większym siedliskiem zła, dziś ukrytego, lecz czekającego na swój czas, by zostać ujawnionym.

Zanieczyszczenie narodu

Sprawa Epsteina to nie tylko rewelacje na temat osób w nią zamieszanych. Wszyscy powinni zostać oskarżeni o popełnienie przestępstw przed sądem, a nie w procesie medialnym.

Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że eksplozja brudu splamiła wszystko wokół tych prominentnych postaci. Cały naród jest splamiony, a media zamieniły się w gigantyczny tabloid, który szerzy najohydniejsze sekrety.

Ta afera jest katalizatorem, który ma na celu włączenie tych bulwersujących tematów do dyskursu narodowego. Jej celem jest zniszczenie zaufania społecznego i przywództwa.

Ludzie z natury skłonni są podążać za elitami , które nadają ton społeczeństwu. Jeśli ci przywódcy wiernie podążają ścieżką cnoty, całe społeczeństwo się rozwija.

Kiedy jednak schodzą na manowce, odgrywają odwrotną rolę, spadając wraz ze swoimi wielbicielami w przepaść ku zagładzie, zarówno w życiu doczesnym, jak i przyszłym.

Pierwotnie opublikowano w TFP.org