Urwał się z Tworek…

Urwał się z Tworek…

Autor: pokutujący łotr, 24 października 2026

Odsiecz nadchodzi z najmniej spodziewanej strony. Oto Youtuberzy ruszyli – z piosenką i drwiną nad wizerunkiem premiera w czepcu Maharadży. Po prostu urwał się z Tworek. Zostawił tam masę kolegów: Maharadżów, Słońc Peru a nawet Napoleonów i Einsteinów.

Warto podawać dalej, może ocuci z duractwa choć paru z  tych 30 % którzy wciąż chcą na to  głosować. Wraz ze starym ale jarym dowcipem:

Król wzywa szefa tajnej policji i pyta:
– Co tam słychać w narodzie? Co o mnie mówią? Bardzo narzekają?

– Nie, wasza wysokość, jest gorzej.
– Jak to gorzej?! Złorzeczą? Szykują bunt?!
– O wiele gorzej, najjaśniejszy panie… Oni opowiadają o was dowcipy i śmieją się na twój widok.

Tusk Maharadża

———————————————–

Tusk Król Europy – w hołdzie pruskim przed Scholzem

Tusk Słońce Peru

O autorze: pokutujący łotr

1 komentarz

Rebeliantka 24 października 2026

Dorzucam dowcip (klasyczny):Tusk przychodzi do wróżki i prosi, żeby przepowiedziała mu przyszłość. Ona mówi:
– Jedziesz długim, czarnym samochodem. Wokół niego stoją tysiące osób.
– Ojej. – mówi Tusk – To chyba dobrze.
– Wszyscy są szczęśliwi, krzyczą i machają flagami.
– Oni mnie kochają, a czy ściskam ich ręce?
– Nie.
– Dlaczego?
– Trumna jest zamknięta.

Banderyzm ciągle żywy …

Banderyzm ciągle żywy …

51 stronników zbrodniczego i skrajnie antypolskiego banderyzmu z Lwowskiej Rady Obwodowej ma prawo wjazdu Polski!

Lwowska Rada Obwodowa ogłosiła 2027 Rokiem Romana Szuchewycza, naczelnego dowódcy zbrodniczej Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Szuchewycz był odpowiedzialny za bestialskie ukraińskie ludobójstwo na Polakach na Wołyniu i w całej Galicji Wschodniej. Bezczelną uchwałę przyjęto 20 października 2026 roku. Równocześnie radni zdecydowali, że przyszły rok będzie w obwodzie lwowskim także samej Rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Za tym wnioskiem heroizującym Romana Szuchewycza głosowało 52 ukraińskich radnych.

Mimo tego, że tą skrajnie antypolską uchwałę poparło 52 ukraińskich radnych zakaz wjazdu na teren naszego kraju obejmuje tylko jednego radnego. Chodzi o przewodniczący komisji kultury, polityki informacyjnej i promocji, a jednocześnie sekretarza ukraińskiej komisji międzyresortowej ds. upamiętnień Swiatosław Szeremet. Pozostałych 51 radnych czczących antypolskich zbrodniarzy może spokojnie wjeżdżać na teren Polski.

Sytuacja to doskonale obrazuje stosunek rządzących Polską do banderyzmu. Mimo medialnego oburzenia, głośnych protestów, radykalnych zapowiedzi – działa się na ćwierć gwizdka. 52 Ukraińców popisuje się skrajnym antypolonizmem, a władze w Polsce karzą jednego. Szef MSZ w Polsce Radosław Sikorski nie miał odwagi nazwać go wprost banderowcem, więc użył określenia nazwał go „rekonstruktor”. Jest to kompletna kompromitacja. Rekonstruktor historyczny to osoba, która odtwarza na żywo wybrane aspekty życia, a nie wciela w życie ukraiński szowinizm.

Przez długie lata politycy od lewa do prawa wmawiali Polakom, ze banderyzm na Ukrainie jest wymysłem propagandy Federacji Rosyjskiej prezydenta Władimira Putina. Przez ostatnie lata politycy i dziennikarze głównego nurtu wmawiali społeczeństwu, ze Ukraina ma już nowych bohaterów i zbrodnicza przeszłość odeszła do lamusa historii. To oczywiście było kłamstwo, bo banderyzm na Ukrainie kwitnie i rośnie w siłę. Idee Stepana Bandery i Romana Szuchewycza stały sie wyznacznikiem polityki historycznej Kijowa.

Politycy i dziennikarze w Polsce nie do końca wiedzą co zrobić z tym gorącym kartoflem. Są wśród nich kompletni idioci, którzy będą próbować wmówić społeczeństwu, że banderyzm jest rosyjską prowokacją. Ale taki przekaz trafi tylko i wyłącznie do zupełnie bezrozumnego marginesu. Spodziewajmy się tego, że informacje pójdą dwojakim przekazem. Pierwszy będzie mówił, że banderyzm istnieje, ale nie ma już antypolskiego oblicza. Dzisiaj pozostaje już tylko antyrosyjski. Drugi z kolei, że banderyzm jest rzeczywistym problemem ale trzeba o tym mówić po zakończeniu konfliktu, ponieważ aktualnie Ukraina jest w trudnej sytuacje polityczno-gospodarczej. W obu wypadkach będzie się dalej mówić o tym, że Ukraina walczy za Polskę.

Nie wolno dać się nabierać na kłamstwo, że banderyzm jest odpowiedzią na działania Federacji Rosyjskiej po 2022 roku. Każdy kto bywał wcześniej na Ukrainie wie, że antypolski i antyrosyjski szowinizm był tam obecny od wielu lat. Pierwsza uchwała ogłaszająca regionalny rok Romana Szuchewycza zapadła dwie dekady temu. 29 listopada 2006 roku Lwowska Rada Obwodowa przegłosowała, że nadchodzący rok 2007 będzie Rokiem Romana Szuchewycza. Od 2009 roku odbywają się głośne na Ukrainie uroczystości ku czci Stepana Bandery. Od 2010 roku Bandera za sprawą Wiktora Juszczeniki jest oficjalnie Bohaterem Ukrainy.

Stepanowi Banderze honorowe obywatelstwo nadały rady miejskie wielu miast na terenie dzisiejszej Ukrainy Zachodniej a ich liczba stale rośnie. To między innymi Łuck, Lwów, Stanisławów [Iwano-Frankiwsk], Tarnopol, Truskawiec, Kowel, Sokal, Krystynopol [Szeptycki], Chust, Brody, Żółkiew, Trembowla, Jaworów, , Borysław, Radziechów, Dublany, Rawa Ruska, Warasz, Kołomyja i wiele innych.

Na Ukrainie Badera, Szuchewycz, Melnyk i inni zbrodniarze są patronami licznych ulic, placów i skwerów. Stoją pomniki i obeliski sławiące Organizację Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińską Armię Powstańczą czy ukraińską 14 Dywizja Grenadierów SS. Mamy muzea, izby pamięci, festiwale i rajdy. Dzieci w szkołach śpiewają „Bat’ko nasz Bandera, Ukrajina maty”, zaś duchowni cerkwi greckokatolickiej odprawiają modły za zbrodniarzy. Bandera i Szuchewycz już wielokrotnie byli wielokrotnie już ogłaszani patronami różnorakich wydarzeń. To, że patronem roku 2027 Lwowska Rada Obwodowa ogłosiła Romana Szuchewycza nie jest nowością, to ukraińska tradycja.

Naszym polskim stanowiskiem jest antybanderyzm. Banderyzm jest ideologią skrajnie antypolską i nastawioną na konfrontacje z naszym narodem i państwem. Nie ma tutaj miejsca na żadną dyskusje i negocjacje. Heroizacja a nawet akceptacja banderyzmu na Ukrainie powinna wyklucza możliwość jakiejkolwiek współpracy.

Oczywiście, że uznanie Romana Szuchewycza za patrona jest skandalem. Ale jeszcze większym skandalem jest to, że 51 stronników banderyzmu dalej ma możliwość wizyt w Polsce! W naszym kraju nie powinno być nigdy miejsca dla tych, którzy czczą morderców naszych rodaków w latach 1939-1947.

Łukasz Jastrzębski

Notre Dame na celowniku

Notre Dame na celowniku

Izabela Brodacka

5 października bieżącego roku TVN wyemitował film Jeana Jacques’a Annauda Notre-Dame brûle (Notre Dame płonie), który skrupulatnie obejrzałam wbrew obyczajowi ignorowania tej stacji. Pożar katedry Notre-Dame w Paryżu wybuchł 15 kwietnia 2019 roku. Płomienie początkowo objęły dach świątyni i znajdującą się na dachu sygnaturkę a następnie jedną z wież budowli. Z pożaru ugaszonego 16 kwietnia ocalała główna konstrukcja budowli, dwie wieże oraz trzy rozety z XII oraz XIII wieku. Sygnaturka którą w XIX wieku zaprojektował remontujący katedrę architekt Eugène Emmanuel Viollet-le-Duc uległa całkowitemu zniszczeniu. Zniszczone zostały również fragmenty kamiennego sklepienia na skrzyżowaniu nawy głównej z transeptem (poprzeczna nawa kościoła) oraz witraże z XIX wieku w szczycie transeptu.

Udało się uratować ważną relikwię jaką była cierniowa korona uważana za autentyczną koronę nałożoną przez rzymskich żołdaków Chrystusowi. Korona ta przechowana podobno przez jednego z uczniów Jezusa w 1063 trafiła do Bizancjum a w 1239 roku sprzedał ją królowi Francji Ludwikowi IX cesarz Konstantynopola. Korona pozbawiona jest cierni, bo wyłamywano je i umieszczano jako relikwię w licznych kościołach i klasztorach na całym świecie. Jeden z kolców tej korony przechowywany jest nawet w Polsce, w Miechowie. Podczas rewolucji francuskiej korona umieszczona została w Bibliotece Narodowej a następnie w 1801 roku została przeniesiona do katedry Notre- Dame. W czasie pożaru została szczęśliwie odnaleziona. Z pożaru uratowano również niektóre kielichy oraz XIII-wieczną tunikę króla Ludwika IX.

Obecnie katedrze Notre-Dame grozi kolejny kryzys. Sześć historycznych grisailles z 1864 roku, wykonanych w ramach programu restauracji prowadzonego przez Eugène’a Viollet-le-Duca, zostało już zdjętych z kaplic południowej nawy. Francuskie władze planują zastąpić je sześcioma współczesnymi witrażami zaprojektowanymi przez Claire Tabouret z Atelier Simon-Marq w Reims. Produkcja sześciu nowych witraży jest w toku i planuje się ich montaż w Notre-Dame w październiku lub w listopadzie 2026 roku oraz odsłonięcie w grudniu. Historyczne grisailles mają zostać poddane konserwacji i restauracji, a następnie gdzieś wystawione, nie wiadomo gdzie. Komitet Światowego Dziedzictwa UNESCO oficjalnie wezwał Francję do zawieszenia realizacji tego projektu.

Atelier Simon-Marq którego siedziba mieści się w Église du Sacré-Coeur działa w Reims nieprzerwanie od 1640 roku i specjalizuje się w renowacji witraży. Doskonale mogłoby się podjąć renowacji grisailles z Notre-Dame. Natomiast pomysł zastąpienia historycznych witraży nowoczesnymi to oczywista inicjatywa władz francuskich.

Młoda artystka Claire Tabouret wygrała konkurs ogłoszony dwa lata temu a monumentalne projekty jej witraży były prezentowane między innymi na wystawie D’un seul souffle (Jednym tchem) w Grand Palais w Paryżu. Witraże mają być tematycznie związane z zesłaniem Ducha Świętego ale nie sposób się w nich doszukać jakiegokolwiek ducha i jakiejkolwiek świętości. Pani Tabouret przypomina mi swoją twórczością rodzimą artystkę Joannę Rajkowską, autorkę palmy gubiącej sztuczne liście, oraz ogromnego ptasiego jaja wydającego stosowne piski. Tęcza ze szmat zainstalowana przed kościołem Zbawiciela w Warszawie to dzieło innej wizjonerki, niejakiej Julity Wójcik. Pomiędzy tolerowaniem tęczy ze szmat a wymianą witraży w Notre – Dame jest jednak zasadnicza różnica. Pani Wójcik nie wlazła ze swym dziełem do kościoła Zbawiciela. Wystarczyła jej jak sądzę satysfakcja ze zohydzenia placu przed kościołem. Tęcza wielokrotnie podpalana przez Warszawiaków trafiła wreszcie -mam nadzieję – tam gdzie jej miejsce, to znaczy na wysypisko śmieci. Palma szpeci tylko miasto, a nie kościół choć za jej konserwację płacimy my wszyscy.

Dopuszczenie do wymiany historycznych witraży w katedrze Notre-Dame na dzieło jakiejś nikomu nie znanej młodej osoby ma dla mnie wymiar symboliczny. Długi marsz przez instytucje postulowany przez Gramsciego obrał sobie obecnie za cel kościoły. Notre- Dame przetrwała pożar. Nie ustalono jak ten pożar powstał. Być może faktycznie- jak twierdzą władze- jakiś robotnik z ekipy remontowej rzucił niedopałek papierosa. Jednak reakcja na to wydarzenie na całym świecie stała się dla lewackich francuskich władz sygnałem że nie tędy droga. Trzeba stosować politykę, małych kroków, rozsadzać kościół od wewnątrz zarówno w sensie symbolicznym jak i faktycznym. Wymieniając skarby i relikwie zgromadzone w katedrze, opisując historię jej budowy i przebudowy nieuchronnie będzie się odtąd wymieniać witraże Tabouret jako symbol, jako moment przełomowy. Ze strony pani Tabouret zaprojektowanie witraży okaże się być może gestem Herostratesa, który dla sławy spalił świątynię w Efezie.

Długi marsz przez instytucje dał już wymierne efekty. Środowisko naukowe jest dla poszukiwania prawdy całkowicie stracone. Poprzednia generacja naukowców rozstawała się z diamatem podobnie jak Leszek Kołakowski – długo i boleśnie. Poprzednia generacja pisarzy tłumaczyła się za Miłoszem pokąsaniem przez Hegla. Niektórzy jak Roman Zimand wręcz wstydzili się swoich wyborów i działań. Obecni niczego się nie wstydzą.

Kolejnym środowiskiem, które całkowicie zdradziło swoje powołanie jest środowisko lekarskie. Kontakt z lekarzem wielu pacjentów odbiera jako realne zagrożenie eutanazją. Najdłużej trzymał się Kościół Katolicki. Nawet stalinowcy nie odważali się atakować kościoła wprost a towarzysz Bierut nosił jak pamiętamy szarfę w procesji Bożego Ciała. Nie zmogła Kościoła Katolickiego lawendowa mafia i nie dali rady księża patrioci. Nie załatwił ekumenizm. Atakowanie kościołów wprost nie ma dla lewactwa sensu, bo budzi reakcję obronną. Trzeba podważyć symbole. Tak jak barbarzyńców których wprowadzano do pałaców żeby palili i wyrzucali przez okna fortepiany do świątyń wprowadza się obecnie współczesnych artystów z ich instalacjami i bohomazami.

Oby najważniejszym skarbem Notre-Dame pozostała nadal cierniowa korona.

I choć przez pewien czas wydawać się może, że zło ostatecznie zatriumfowało, jego panowanie nie będzie trwało wiecznie.

========================================

Rozpad więzi…..
– to bardzo, bardzo przykre
– Ale co te cholerne Czasy robią w naszej, dość poććiwej , wydaje się rodzinie???

– No bo takie właśnie mają być i to nie tylko w rodzinie, a powszechnie:

=======================================================

W miarę zbliżania się czasów ostatecznych moralny i duchowy upadek ludzkości będzie przybierał coraz większe rozmiary. Święty Paweł Ap. przestrzegał, że w dniach ostatnich nastaną czasy trudne, ludzie bowiem staną się samolubni, chciwi, chełpliwi, pyszni, bluźnierczy, niewdzięczni, bezbożni, pozbawieni naturalnych uczuć, nieprzejednani, oszczerczy, niepowściągliwi, okrutni i nieprzychylni temu, co dobre. Będą zdradzieccy, zuchwali i nadęci, bardziej miłujący rozkosze niż Boga, zachowujący wprawdzie pozory pobożności, lecz wyrzekający się jej rzeczywistej mocy (2 Tm 3,1–5).

Wraz z szerzeniem się nieprawości stygnąć będzie miłość między ludźmi, zgodnie z zapowiedzią samego Chrystusa (Mt 24,12). Osłabną więzy rodzinne, zaniknie wzajemne zaufanie, a zdrada, nienawiść i okrucieństwo staną się zjawiskami powszednimi. Wielu, powodowanych strachem i żądzą zachowania życia oraz posiadanych dóbr, nie cofnie się przed żadną niegodziwością. Inni, nie bacząc na mnożące się znaki nadchodzącej zagłady, oddadzą się bez reszty doczesnym przyjemnościom, jak gdyby w nich tylko upatrywali sensu istnienia, powtarzając za tymi, których postawę piętnował Apostoł: „Jedzmy i pijmy, bo jutro pomrzemy” (1 Kor 15,32).

Nie zabraknie również szyderców, którzy, jak zapowiadał święty Piotr, będą drwić z obietnicy powtórnego przyjścia Chrystusa, twierdząc, że od początku stworzenia wszystko pozostaje niezmienne (2 P 3,3–4). Narastające nieszczęścia, wojny, głód i zamęt napełnią serca ludzi przerażeniem, a powszechne zagubienie uczyni wielu podatnymi na kłamstwa i zwodnicze nauki. Wówczas szczególnie niebezpieczne okaże się odstępstwo od prawdziwej wiary, o którym pisał święty Paweł, zapowiadając pojawienie się człowieka nieprawości, wynoszącego się ponad wszystko, co nazywa się Bogiem i odbiera cześć (2 Tes 2,3–4).

Nie wszyscy jednak ulegną powszechnemu zepsuciu. Pośród prześladowań, cierpień i nasilającego się bezprawia pozostaną ci, którzy dochowają wierności Bogu, nie wyrzekną się miłości bliźniego i nie dadzą się zwieść fałszywym prorokom. Ich wytrwałość będzie tym cenniejsza, im większa stanie się przewaga zła, albowiem, jak powiedział Zbawiciel, „kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 24,13).

Tak więc u kresu dziejów szczególnie wyraźnie ujawni się przeciwieństwo między tymi, którzy umiłowali nieprawość, a tymi, którzy pozostali wierni prawdzie. I choć przez pewien czas wydawać się może, że zło ostatecznie zatriumfowało, jego panowanie nie będzie trwało wiecznie. Święty Paweł zapowiada bowiem, że Pan Jezus zgładzi Niegodziwca tchnieniem swoich ust i unicestwi objawieniem swego przyjścia (2 Tes 2,8). Wtedy też okaże się, że wszelka potęga zbudowana na kłamstwie, przemocy i odrzuceniu Boga była jedynie przemijającym złudzeniem, a ostatnie słowo w dziejach stworzenia należy nie do zła, lecz do Chrystusa.

ks. a

Przecież powiedzieli, że nigdy nie było tak dobrze! MEM-y III.

——————————-

————————————–

———————————————–

————————————–

————————–

———————————————-

————————————————————

——————————————————–

————————————————

Przed końcem porządku kolonialnego ustanowionego na Bliskim Wschodzie po I wojnie światowej?

Przed końcem porządku kolonialnego ustanowionego na Bliskim Wschodzie po I wojnie światowej?

23 października 2026 r. przez dr. Petera F. Mayera tkp-/vor-dem-ende-der-nach-dem-ersten-weltkrieg-geschaffenen-kolonialen-ordnung-im-nahen-osten


Były pułkownik USA Douglas Macgregor, niegdyś starszy doradca obecnego Sekretarza Obrony USA, przewiduje koniec politycznej architektury Zatoki Perskiej, stworzonej po I wojnie światowej.

Nie tylko Arabia Saudyjska, ale także Emiraty na zachodnim wybrzeżu Zatoki Perskiej „są na drodze do wyginięcia”. Porozumienia Sykes-Picot i Wersalskie – popierane głównie przez Brytyjczyków, w mniejszym stopniu przez Francuzów i z „głupich powodów” przez ówczesnego prezydenta USA Wilsona – są już nieaktualne, powiedział McGregor w programie Jimmy’ego Dore’a .

„Wszystkie sztuczne konstrukcje… Skąd się wzięła Jordania? Churchill chwalił się, że narysował [granice Jordanii] w jedno popołudnie. Wszystkie te miejsca znikną, [zginą]. Nie ma co do tego wątpliwości” – powiedział Macgregor.

Widok ludzi w regionie

Dla przeciętnego Araba w regionie władcy Półwyspu Arabskiego to „klasa Epsteina świata arabskiego”. Tak jak Waszyngton mówi o klasie rządzącej, która spędza co najmniej połowę swojego czasu na Wyspie Epsteina, tak ludzie tacy jak Mohammed bin Salman i jego współcześni są postrzegani jako stali rezydenci. „Ich czas się skończył. Skończył się. Nie przetrwają”.

Pytanie brzmi, co będzie dalej. Izrael również jest sztucznym tworem. Nie istniał 75 czy 80 lat temu. To, czy przetrwa, wcale nie jest tak pewne, jak wielu zakłada. „Kto będzie rządził, kiedy się wycofamy? Wycofamy się. Nadchodzi czas”.

Powrót państw cywilizowanych

Pozostałyby zatem prawdziwe państwa narodowe – „konstrukcje cywilizacyjne zakorzenione w tysiącach lat historii”: Persja (Iran), Turcja i Egipt. To trzy największe i najważniejsze państwa regionu, o niezniszczalnych fundamentach. „Ostatecznie będą kontrolować wszystko… Nazwałbym to zemstą historii, którą zawsze ignorujemy”.

Ocena Macgregora jest zgodna z wieloma innymi analizami, które są obecnie w obiegu. Scott Ritter uważa, że ​​upadek Mohammeda bin Salmana i Domu Saudów jest nieunikniony. Twierdzi, że MBS popełnił strategiczny błąd w 2014 roku, próbując zdobyć doświadczenie wojskowe, przeprowadzając szybki atak na Ansar Allah (Huti). To wydarzenie przerodziło się w dwunastoletni koszmar. Teraz Ansar Allah fizycznie niszczy Arabię ​​Saudyjską – i nic nie może jej uratować.

Presja ekonomiczna i militarna

Liczby te podkreślają presję. Według analiz energetycznych podsumowanych przez Larry’ego Johnsona na jego blogu Sonar21 , saudyjska produkcja ropy naftowej spadła do około jednej czwartej swojego poprzedniego poziomu. Z 10,88 mln baryłek dziennie w lutym 2026 r. do około 2,51 mln baryłek lub mniej we wrześniu. Eksport oleju napędowego i benzyny drastycznie spadł, a rezerwy paliw kurczą się. Jednocześnie AnsarAllah nasila ataki na terytorium Arabii Saudyjskiej – atakując między innymi Ministerstwo Obrony w Rijadzie, lotniska i obiekty Aramco. Od połowy lipca 2026 r. Arabia Saudyjska przeprowadziła ponad 2900 nalotów i ataków rakietowych na cele w Jemenie.

Ambasador USA Tom Barrack zasugerował już, że Waszyngton zapewni Arabii Saudyjskiej wsparcie logistyczne, ale nie będzie angażował się w wojnę lądową. „Reakcje kinetyczne” nigdy nie przyniosły skutku.

Perspektywa historyczna

Obecny porządek państwowy na Bliskim Wschodzie jest w dużej mierze efektem powojennych ustaleń z 1918 roku. Umowa Sykes-Picot, mandaty Ligi Narodów i arbitralne rozgraniczenia stworzyły twory, które często miały niewiele wspólnego z realiami historycznymi, etnicznymi czy kulturowymi. Jordania, Irak w ówczesnej formie, Emiraty Zatoki Perskiej, a także współczesna Arabia Saudyjska w obecnym kształcie to twory przede wszystkim brytyjskiej potęgi kolonialnej, częściowo wspieranej przez Francję po I wojnie światowej.

Czy ten porządek ostatecznie się załamie, czas pokaże. Jednak połączenie nadmiernej ekspansji militarnej Arabii Saudyjskiej w Jemenie, ataków na infrastrukturę krytyczną, spadku wydobycia ropy naftowej i słabnącej gotowości Stanów Zjednoczonych do bezterminowej interwencji stanowi egzystencjalne wyzwanie dla architektury post-osmańskiej i post-wersalskiej.

Macgregor ujmuje to wprost: Sztuczne konstrukcje dobiegają końca. Stare państwa cywilizacyjne powracają. Zemsta historii, którą Zachód tak chętnie ignoruje, zdaje się być nieunikniona.

Ostatki Szprycomanii. MEM-y II.

———————————–

——————————————————-

———————————-

——————————————–

————————————————–

———————————————–

———————————

————————–

——————————————————-

Nowa strategia napięcia? Niebezpieczne czasy dla Europy.

Nowa strategia napięcia? Niebezpieczne czasy dla Europy.

23 października 2026 Artykuł autorstwa: Marcus Klöckner nachdenkseiten

W Europie szerzy się strach – strach przed rosyjskim zagrożeniem. A dokładniej: strach jest celowo szerzony. Politycy, dziennikarze i eksperci sprawiają wrażenie, że Rosja zagraża nam wszystkim. Niemal każdego dnia pojawiają się rozmowy o „wojnie hybrydowej”. Niemal każdego dnia bez doniesień o lotach dronów, sabotażu, a nawet próbach ataków ze strony Rosji. Celem są rzekomo Niemcy – ale także inne kraje europejskie. Nasuwają się fundamentalne pytania: Co się tu dzieje? Czy społeczeństwa europejskie stoją w obliczu nowej strategii napięcia ? I: Jak daleko sięgnie wdrażanie tej strategii?

Analiza Marcusa Klöcknera .

Strach to narzędzie polityki. Można nim sterować nie tylko pojedynczych obywateli, ale i całe społeczeństwa. To – z jednej strony – banalne spostrzeżenia. Z drugiej strony, nie jest to banalne, gdy politycy stosują tę teoretyczną wiedzę w praktyce. Wtedy konsekwencje są dalekosiężne…

Ale róbmy to krok po kroku. W połowie tego tygodnia pojawiła się wiadomość, że niemieckie siły zbrojne są w niebezpieczeństwie. Tagesschau.de donosił między innymi :

Niemieckie siły zbrojne ostrzegają przed możliwymi rosyjskimi atakami sabotażowymi na swoje wojska w Niemczech – wynika z wewnętrznej oceny sytuacji, do której dotarły stacje WDR i SZ. W dokumencie po raz pierwszy zagrożenie zostało zaklasyfikowane jako „poważne”.

O zagrożeniu ze strony Rosji donosi również Wall Street Journal :

Atak na lotnisko był preludium do zintensyfikowanej kampanii sabotażowej Putina.

Amerykańskie agencje wywiadowcze uważają, że nieudana operacja w Niemczech przeprowadzona tego lata była częścią nowej fali ataków zarządzonych przez głowę państwa rosyjskiego.

A kanclerz Friedrich Merz powiedział :

„Ogólny obraz jest taki, że Rosja destabilizuje cały porządek polityczny na naszym kontynencie europejskim. I wiele osób, w tym w moim kraju, najwyraźniej tego nie docenia”.

Wszystkie trzy wypowiedzi lub stwierdzenia mają jedną wspólną cechę: brak im treści. Prawie wszystko pozostaje niejasne. Nawet pobieżne spojrzenie wyjaśnia problem.

Raport Tagesschau

Przypadkowe odkrycie dokonane przez rolnika w Dolnej Saksonii skłoniło niemieckie siły zbrojne do ponownej oceny sytuacji bezpieczeństwa: w połowie września w pobliżu bazy lotniczej Wunstorf odkryto pozornie rozbitego drona. Jego konstrukcja jest podobna do drona z ładunkiem wybuchowym użytego w nieudanym ataku na lotnisko Lipsk/Halle na początku sierpnia. Dron z Wunstorf również przewoził puszkę z materiałem wybuchowym i został odkryty zaledwie kilka metrów dalej.

Różnica: dron z Wunstorf prawdopodobnie leżał w pobliżu bazy wojskowej od dwóch lat. Do takiego wniosku doszli w wyniku analiz technicznych przeprowadzonych przez Federalny Urząd Policji Kryminalnej (BKA). Śledczy uważają, że w przeciwieństwie do drona z Lipska, dron ten nie miał atakować cywilnych samolotów transportowych, lecz prawdopodobnie samolotów wojskowych.

Frazy „pozornie”, „przypomina”, „prawdopodobnie”, „przypuszczać” i „możliwe” są uderzające. W tekście czytamy dalej:

Odkrycie to najwyraźniej prowadzi obecnie do nowej oceny sytuacji zagrożenia:

W tym miejscu tekst wymaga rozbicia. „Ustalenia”? „Te”? Które? Tekst przechodzi od „zakładać” i „możliwe” do: „ustaleń”. Ale nie mówimy tu o ustaleniach, a raczej o domysłach. Kontynuując:

WDR i SZ uzyskały wewnętrzną analizę bezpieczeństwa od niemieckich sił zbrojnych. Po raz pierwszy analiza klasyfikuje zagrożenie rosyjskiego sabotażu wobec Bundeswehry jako „znaczne”, co stanowi drugi najwyższy poziom w skali oceny. Po raz pierwszy Bundeswehra zakłada, że ​​może stać się celem rosyjskich ataków nawet na terenie Niemiec.

Sformułowanie jest znów uderzające: „teraz… zakłada”.

W dokumencie, odnosząc się do odkryć dronów w Lipsku i Wunstorf, stwierdzono: „Te incydenty podkreślają, że RUS (Rosja) od pewnego czasu niemal na pewno posiada zdolność, a obecnie bardzo prawdopodobne jest również, że ma wzmożony zamiar podjęcia działań przeciwko siłom i obiektom BW (Niemieckich Sił Zbrojnych), a także partnerom, takim jak UKR (Ukraina) w DEU (Niemcy)”.

Zwracamy uwagę na sformułowania „prawie pewne” i „bardzo prawdopodobne”.

W ocenie zagrożenia stwierdzono, że użycie przez Rosję dronów „jako broni kinetycznej” przekroczyło „wcześniej przewidywaną czerwoną linię zamiaru wyrządzenia szkody poprzez skutki kinetyczne i/lub śmiercionośne” Niemcom i niemieckim siłom zbrojnym. Odnosi się to do użycia dronów jako broni, w tym potencjalnie śmiercionośnych. „Chociaż incydent w Lipsku nadal można uznać za pośrednie zagrożenie dla niemieckich sił zbrojnych, incydent w Wunstorf wysoce prawdopodobny wskazuje na to, że niemieckie siły zbrojne były celem ataku”.

Tutaj podejrzenie (a może niezbicie udowodniono, że rzeczywiście stoi za tym Rosja?) staje się prawdą. Ponownie użyto sformułowania „bardzo prawdopodobne”.

Według analizy niemieckich sił zbrojnych, strategicznie rzecz biorąc, Rosja „najprawdopodobniej realizuje wywrotowy plan, obecnie skoncentrowany na osłabieniu niemieckiego wsparcia dla Ukrainy na płaszczyźnie politycznej i społecznej”. Operacyjnie Rosja dąży do osłabienia wszelkiego wsparcia dla Ukrainy „w formie sprzętu i szkoleń”, a tym samym „zaszkodzenia zdolnościom obronnym Ukrainy”.

W oświadczeniu ponownie czytamy: „bardzo prawdopodobne”. Tyle w kwestii doniesień z „Tagesschau”.

Wall Street Journal

Artykuł w „Wall Street Journal” zagłębia się jednak nieco bardziej: autor opiera się wyłącznie na tym, co mówią , a nawet wierzą „autorytety” . Innymi słowy, w dużej mierze brakuje twardych faktów. Dwa fragmenty są jednak godne uwagi. Po pierwsze:

Amerykańskie agencje wywiadowcze uważają, że nieudana operacja na lotnisku Lipsk-Halle tego lata była jednym z pierwszych kroków w ramach zintensyfikowanej kampanii sabotażu i tajnych działań przeciwko państwom NATO, przeprowadzonej bezpośrednio przez prezydenta Rosji Władimira Putina – twierdzą europejscy urzędnicy, którzy zostali poinformowani o wynikach wywiadu.

Uderzające jest tu sformułowanie „zakładać”. Jak widać, to „amerykańskie agencje wywiadowcze” „coś zakładają” – a o „ustaleniach” (informacji? dezinformacji?) poinformowano „europejskich urzędników”. Innymi słowy, to, co się tu dzieje, jest całkowicie nieprzejrzyste zarówno dla opinii publicznej, jak i dziennikarzy.

Zwłaszcza jeśli założymy, że głęboka polityka USA była siłą napędową pozycjonowania Ukrainy jako pośrednika w walce z Rosją, każdy dziennikarz musi traktować informacje wywiadowcze pochodzące od tej strony konfliktu – która jest zasadniczo zaangażowana w dostawy broni itp. – z najwyższą ostrożnością. Krytyczny dystans? Brak. Odnośnie drugiego, godnego uwagi fragmentu:

Według zachodnich urzędników, tajnymi atakami Rosji kieruje departament rosyjskiego wywiadu wojskowego (GRU). Departament ten, znany jako „Służba Zadań Specjalnych” (SSD), to organizacja utworzona w 2023 roku w wyniku połączenia kilku najgroźniejszych rosyjskich jednostek tajnych, której misją jest prowadzenie tajnych operacji wojskowych przeciwko Europie.

SSD dowodzi generał pułkownik Andriej Awerjanow, weteran tajnych operacji, którego agenci byli powiązani z zabójstwami, otruciami i zamachami bombowymi w całej Europie. Zachodnie agencje wywiadowcze przypisały atak w Lipsku jednemu z szefów swoich departamentów, pułkownikowi Denisowi Smoljaninowowi, który podlega sankcjom Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii za kierowanie rosyjskimi tajnymi operacjami w Europie.

To ciekawe. „ Wall Street Journal” jest w tym momencie co najmniej nieco bardziej precyzyjny. Jednak „fakty” opierają się na sformułowaniu „według zachodnich urzędników”. Kto dokładnie co powiedział i na jakiej podstawie ? Bez tych informacji to, co zostało powiedziane, należy traktować z najwyższą ostrożnością.

Nawet zakładając (choć nie jest to zupełnie nieprawdopodobne), że ta Specjalna Służba Zadaniowa istnieje i działa zgodnie z przepisami – w końcu, co właściwie zrobiła do tej pory CIA…? –: Mgła jest wszechobecna.

Pamiętajmy…

Zarówno wypowiedzi Merza, jak i doniesienia w „ Wall Street Journal ” i „Tagesschau” opierają się na niejasnych założeniach. Stwarzają wrażenie „faktycznych” faktów. Udają, że pokazują, jak „to” jest , jaki może być jedyny logiczny wniosek , a wręcz jaki musi być . Nie przedstawiają żadnych merytorycznych dowodów.

Te trzy wybrane przykłady reprezentują niezliczone raporty i oświadczenia polityków i ekspertów, którzy przedstawiają rosyjskie zagrożenie jako realne. Wszystkie łączy brak rzetelnych dowodów. Zamiast tego, wywołują strach.

Nieświadomy obywatel mógłby pomyśleć: skoro nawet tak renomowane media mówią o zagrożeniu ze strony Rosji, a nawet kanclerz krytykuje Niemców za to, że nie traktują tego zagrożenia ze strony Rosji poważnie, to musi w tym być coś. Z tych rozważań dochodzimy do wniosku:

Strategia napięcia

Większość czytelników NachDenkSeiten prawdopodobnie zna ten termin. Niemniej jednak, dla pełnego obrazu: strategia napięcia doprowadziła do jednego z najciemniejszych rozdziałów w historii Włoch – i w historii zachodnich demokracji .

W 1990 roku ówczesny premier Włoch Giulio Andreotti, zmuszony przez sędziego śledczego i pod naciskiem dziennikarzy, ujawnił publicznie istnienie we Włoszech organizacji Gladio. Gladio była włoską filią siatki paramilitarnej utworzonej w wielu krajach NATO po II wojnie światowej. Były to „tajne armie” NATO, mające na celu umożliwienie im przejęcia władzy jako armie podziemne w przypadku inwazji Rosji na Europę, a następnie rozpoczęcie wojny partyzanckiej od wewnątrz.

Problem: Jak później stawało się coraz bardziej oczywiste, części tej sieci zostały wcześnie zaktywizowane politycznie. Śledztwa włoskich sądów i badania sugerują, że „żołnierze” z tajnych armii NATO byli angażowani na głębokim poziomie politycznym w ideologiczną walkę między Zachodem a Wschodem (kapitalizm kontra socjalizm/komunizm); innymi słowy, wdrożono zasadę „strategii napięcia”. W krajach, gdzie silne były partie i siły lewicowe sprzyjające Moskwie, ludność miała być zaszczepiana w strachu poprzez terror rzekomo stosowany przez lewicowe ugrupowania terrorystyczne – aby odwróciła się od lewicy.

Często cytowana wypowiedź skazanego neofaszysty Vincenta Vinciguerry brzmi następująco :

Trzeba było zaatakować cywilów, ludzi, kobiety, dzieci, niewinnych ludzi, obcych, którzy byli z dala od wszelkich rozgrywek politycznych. Powód był całkiem prosty: ci ludzie, włoska opinia publiczna, mieli zwrócić się ku państwu i domagać się większego bezpieczeństwa.

Nie wdając się w szczegóły skomplikowanej sprawy Gladio i terroryzmu kierowanego przez głębokie państwo: strategia napięć była wymierzona w umysły obywateli. Celem tej strategii było nastawienie społeczeństwa przeciwko lewicy i zwrócenie się ku partiom dominującym.

Mając tę ​​wiedzę, nasuwają się pytania: Czy jesteśmy obecnie świadkami nowej strategii napięć? Czy obserwacje dronów, domniemane próby ataków itp. są częścią strategii generowania strachu wśród społeczeństwa, mającej na celu wzbudzenie gniewu wobec Rosji? Czy to ciągłe generowanie strachu nie wynika z realnego zagrożenia, lecz z politycznego zamiaru uzyskania wyższego poparcia dla jej polityki konfrontacji i zbrojeń? Te pytania są trudne – ponieważ odpowiedzi na nie wkraczają w sferę spekulacji.

Jednakże, z uwagi na ogromną liczbę doniesień medialnych o zagrożeniu ze strony Rosji, zaniechanie tych pytań byłoby dziennikarsko niedopuszczalne, podobnie jak spekulacje są problematyczne. Istnieje jednak ścieżka, którą można podążać z czystym sumieniem.

Czas pomyśleć na głos

Założenie, że Rosja jest aktywna na poziomie wywiadowczym w krajach europejskich, nie budzi sprzeciwu. Wręcz przeciwnie, należy założyć, że Rosja jest aktywna zarówno w Niemczech, jak i w innych krajach.

Bo: Szpiegostwo, czyli gromadzenie informacji, czy to na poziomie ekonomicznym, technicznym, politycznym, czy w dziedzinie badań naukowych, to praktycznie stara tradycja. USA szpiegują Rosję, Rosja szpieguje USA, USA szpiegują również Niemcy („szpiegowanie wśród przyjaciół jest niedopuszczalne”), Rosja szpieguje… i tak dalej. Tak było zawsze – i po prostu narasta i maleje, w zależności od sytuacji politycznej.

Jest więc bardzo prawdopodobne, że Rosja wykazuje „aktywność” właśnie teraz, kiedy sytuacja z NATO jest równie napięta jak w najgorszych czasach zimnej wojny.

Na marginesie: wielu z pewnością pamięta znaną serię komiksową „ Szpieg kontra Szpieg ”, która wielokrotnie przedstawiała historię szpiega ubranego na biało i szpiega ubranego na czarno, których jedynym celem było sabotowanie się nawzajem. Był to humorystyczny portret szpiegostwa w czasach zimnej wojny. Oczywisty fakt, że służby wywiadowcze Wschodu i Zachodu walczyły ze sobą przy każdej okazji, został przedstawiony w zabawny sposób w „Szpieg kontra Szpieg”.

Ważne jest, aby wiedzieć, że chociaż społeczeństwo było świadome, iż państwa nieustannie walczą ze sobą za kulisami na poziomie wywiadowczym, niemal wszystko, co się działo, pozostawało w „cieniu” służb.

Tym razem jest inaczej. Media z ogromną częstotliwością i intensywnością donoszą o rzekomych działaniach Rosji w Niemczech i Europie. Często znane osobistości ze świata polityki i nauki, kreujące wizerunek wroga, pojawiają się przed kamerami, przyczyniając się do podsycania strachu. Samo to jest niezwykle nietypowe.

Co babcię z Buxtehude obchodzi, że rzekomo „Rosjanin” lata dronem na lotnisku w Monachium? Dla niemal zdecydowanej większości społeczeństwa, rzeczywiste lub wyimaginowane działania Rosjan na terytorium Niemiec są nieistotne. Ponieważ: te działania miały miejsce w przeszłości. Prawdopodobnie istnieją teraz i prawdopodobnie będą kontynuowane w przyszłości.

Działalność wywiadowcza państw obcych jest istotna dla służb wywiadowczych i polityków, których ona dotyczy. Opinia publiczna nie ma wglądu w tę sprawę, ani ze strony polityków, ani ze strony służb wywiadowczych. Wgląd jest udzielany tylko wtedy, gdy jest to politycznie pożądane. Dlaczego więc media codziennie donoszą o rzekomym zagrożeniu ze strony Rosji?

Duch tkwiący w cytacie Vinciguerry zdaje się być coraz bardziej widoczny. Założenie, że to „relacjonowanie” zagrożenia ze strony Rosji nie ma na celu informowania społeczeństwa, lecz manipulowania nim za pomocą strachu, jest niemal nieuniknione.

Nawet gdyby oskarżenia były prawdziwe, wynikające z nich realne zagrożenie – dla polityków, a nie dla ogółu społeczeństwa – musiałoby zostać zażegnane przez odpowiedzialnych polityków tam, gdzie to możliwe, czyli poprzez dyplomację – a nie na arenie publicznej. Społeczeństwo w każdym razie może w tej sprawie jedynie wzruszyć ramionami.

Kontynuujmy myślenie na głos

Jeśli Rosja dopuściła się czynów, o które ją oskarżono: jaki byłby tego sens? Jakie byłyby z tego korzyści?

Załóżmy, że Rosja przeprowadziła atak na linię zaopatrzeniową dla wojny na Ukrainie na lotnisku w Lipsku. Korzyści militarne byłyby prawdopodobnie minimalne – szkody polityczne ogromne. Rosja może być aktywna w Niemczech i innych krajach – ale „szaleńcza szarada z dronami” nie ma sensu.

Im dłużej się nad tym zastanawiamy, tym bardziej nasuwa się podejrzenie, że stosowana jest strategia napięcia na niskim poziomie. Ta strategia napięcia nie wiąże się jeszcze ze znacznymi, realnymi szkodami; nie chodzi o ataki terrorystyczne – ale czy tak pozostanie? W pewnym sensie społeczeństwo jest już terroryzowane przez sianie strachu.

Jeśli państwa zachodnie uciekały się do terroru wobec własnych obywateli w „erze Gladio”, to co dzieje się dzisiaj, kiedy desperacko próbują utrwalić w umysłach swoich obywateli obraz Rosji jako wroga? Te pytania również muszą zostać zadane. Nie mogą być tematem tabu.

Szwajcarski historyk Daniele Ganser, który przeprowadził fundamentalne badania na temat Gladio w krajach niemieckojęzycznych, powiedział portalowi NachDenkSeiten :

Drony mogą być bardzo łatwo wykorzystane jako element strategii napięć, mającej na celu zdyskredytowanie kraju lub partii. Teoretycznie sprawca mógłby wlecieć dronem w dom, samolot lub bazę wojskową, gdzie eksplodowałby, a następnie twierdzić, że to kraj X lub partia Y.

Natychmiast kraj X lub partia Y są przedstawiane w bardzo złym świetle; taki jest zawsze cel strategii napięć, nawet jeśli X lub Y nie są odpowiedzialni za atak dronem i są niesłusznie oskarżeni.

Specjalny wysłannik USA Steve Witkoff w Oslo i Petersburgu: Kto korzysta na wojnie, a kto chce ją zakończyć?

Specjalny wysłannik USA Steve Witkoff w Oslo i Petersburgu: Kto korzysta na wojnie, a kto chce ją zakończyć?

23 października 2026 Artykuł Gerta-Ewena Ungara nachdenkseiten

Podróżując do Oslo i Sankt Petersburga, specjalny wysłannik USA Steve Witkoff rozpoczyna kolejną rundę negocjacji w celu rozwiązania konfliktu na Ukrainie. Linia frontu jest taka sama, jak podczas poprzednich mediacji. Poza Europą istnieje realne zainteresowanie zakończeniem konfliktu. Jednak Europejczycy Zachodni liczą na przedłużenie wojny. Niemcy, w szczególności, tkwią w pułapce zbrojeń. Friedrich Merz powiązał wzrost gospodarczy Niemiec z kontynuacją wojny na Ukrainie.

Autor: Gert-Ewen Ungar .

Negocjacje zostały wznowione. Specjalny wysłannik USA Steve Witkoff przeprowadził rozmowy w Oslo, a następnie w Petersburgu. W Norwegii Witkoff spotkał się z przedstawicielami UE i prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Dzień później Witkoff został przyjęty przez prezydenta Rosji Władimira Putina w Petersburgu. Zięć Trumpa, Jared Kushner, tym razem nieobecny. Jako przyczynę podał chorobę. Poza tym spotkanie w Rosji odbyło się bez zakłóceń. Doradca prezydenta ds. polityki zagranicznej Jurij Uszakow powiedział później prasie, że rozmowy były konstruktywne i że konflikt na Ukrainie zbliża się do końca.

W Oslo opracowano nową propozycję negocjacyjną, choć jej dokładne brzmienie nie jest publicznie dostępne. Podobno proponuje ona między innymi zobowiązania do wzajemnej pomocy wynikające z artykułu 5 Traktatu NATO jako gwarancję bezpieczeństwa dla Ukrainy. Jeśli rzeczywiście tak się stanie, propozycja ma niewielkie szanse na wdrożenie, ponieważ integracja Ukrainy z zachodnimi strukturami wojskowymi jest głównym czynnikiem wywołującym konflikt. Wszystkie zaangażowane strony są tego świadome. Tylko czas pokaże, co naprawdę kryje się za rozmowami o zobowiązaniach NATO do wzajemnej pomocy.

Stany Zjednoczone obiecują również złagodzenie sankcji wobec Rosji i zaoferowanie inwestycji na Ukrainie jako zachętę. Donald Trump zawiesił wcześniej sankcje wobec Rosji, powołując się na interes narodowy. W zamian Rosja obiecała natychmiastową dostawę 300 000 ton oleju napędowego. Pierwsza dostawa 40 000 ton jest już w drodze. Trump zawiesił nowe, szeroko zakrojone sankcje oparte na ustawie Lindseya Grahama, nazwanej na cześć zmarłego republikańskiego kongresmena, zanim weszły one w życie.

Zaproponowano wznowienie bezpośrednich negocjacji między Rosją a Ukrainą, przy mediacji ze strony Stanów Zjednoczonych. Jako możliwe miejsce zaproponowano Zjednoczone Emiraty Arabskie. Negocjacje już raz dotarły do ​​tego etapu, ale zakończyły się fiaskiem w lutym 2026 roku, ponieważ Ukraina nie chciała oddać terytorium.

Putin zaproponował również bezpośrednie spotkanie prezydenta USA Donalda Trumpa z prezydentem Chin Xi Jinpingiem. Ma się ono odbyć w listopadzie, na marginesie szczytu APEC w Shenzhen w Chinach.

W międzyczasie nastąpiła kolejna wymiana poległych żołnierzy. 252 poległych żołnierzy przekazano Ukrainie na Białorusi, niedaleko granicy, podczas gdy Rosja otrzymała z powrotem 25. To również stało się częścią rytuału.

Określenie „nowa runda negocjacji” jest zatem jak najbardziej trafne w odniesieniu do tego procesu, który w istocie zatacza koło. Częścią tej ciągłości jest fakt, że sytuacja Ukrainy pogarsza się z każdą rundą negocjacji. Podczas gdy w Mińsku II chodziło o zachowanie integralności terytorialnej Ukrainy, Rosja domagała się ustępstw terytorialnych w kolejnych rundach. Teraz jednak Ukraina martwi się również o to, czy i jak przetrwa zimę. Infrastruktura energetyczna Ukrainy została poważnie uszkodzona.

A Europejczycy? Chcą zasiąść do stołu negocjacyjnego, ale nadal nie chcą wnieść żadnego wkładu w rozwiązanie konfliktu. Mantra, że ​​żadna decyzja w sprawie Ukrainy nie powinna być podejmowana bez Ukrainy, po raz kolejny odchodzi w zapomnienie. Przynajmniej wznowili poszukiwania negocjatora do bezpośrednich rozmów z Rosją. Po ostatniej próbie jedynym prawdziwym porozumieniem było to, że absolutnie nie mógł to być Gerhard Schröder, ponieważ Putin wymienił jego nazwisko w tym kontekście; teraz mówi się o prezydencie Finlandii Alexandrze Stubbie. Wspomina się również o António Coście, przewodniczącym Rady Europejskiej. Jaki istotny wkład zamierzają wnieść Europejczycy, pozostaje jednak niejasne. Przynajmniej doradca prezydenta Jurij Uszakow dostrzega pewien ruch.

„Przynajmniej wydaje mi się, że ludzie zaczynają teraz myśleć o rozwiązaniu tego kryzysu i traktować go poważniej” – powiedział prasie. Źródło jego optymizmu pozostaje jednak niejasne. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz ze swojej strony odrzuca „kapitulację Ukrainy”. Nie można pozwolić Rosji zwyciężyć.

Jest zatem oczywiste, że Europejczycy nie są zainteresowani rozwiązaniem konfliktu. W szczególności Niemcy wpędziły się w pułapkę ekonomiczną, przechodząc na gospodarkę wojenną. Ogromne zadłużenie jest wykorzystywane do stymulowania przemysłu zbrojeniowego. Znaczna część produkowanego uzbrojenia jest eksportowana na Ukrainę. Generuje to wzrost gospodarczy w Niemczech. Prognozy wzrostu na ten rok zostały znacząco skorygowane w górę. Jeśli wojna się skończy, nie będzie już popytu na niemiecką broń, a wtedy ten wzrost szybko się skończy. W każdym razie nie jest to sytuacja trwała, ponieważ nie będzie stymulować słabego popytu wewnętrznego.

Ale powiedzmy sobie jasno: Niemcy nie mają interesu w zakończeniu wojny, choćby ze względów ekonomicznych. Nawiasem mówiąc, to nie pierwszy raz, kiedy niemiecki kanclerz wpędził kraj w pułapkę zbrojeniową. Nazistowski „cud gospodarczy” pod rządami kanclerza Adolfa Hitlera polegał na zaciągnięciu ukrytego długu i masowym rozwoju przemysłu zbrojeniowego. Merz potrzebuje wojny i wizerunku Rosji jako wroga dla swojego politycznego przetrwania. Codziennie, z całych sił, pracuje nad stworzeniem takiego obrazu wroga. Jednak przedstawiane przez niego rosyjskie zagrożenie nie ma żadnego oparcia w rzeczywistości, tutaj, w Rosji. Rosja nie ma zamiaru napadać na Niemcy ani okupować Ukrainy. Rosja pragnie trwałego pokojowego rozwiązania konfliktu na Ukrainie. A właśnie tego Merz nie chce.

Wołodymyr Zełenski również nie jest zainteresowany pokojem. Jego losy polityczne i osobiste są ściśle powiązane z tą wojną. Donald Trump słusznie uznał, że Zełenski nie chce pokoju. Miał kilka okazji do rozwiązania konfliktu poprzez negocjacje, ale zawsze z nich rezygnował. Pozwolił, by obietnice wsparcia ze strony Europejczyków trzymały go w wojnie.

Również w Brukseli strategia polega na przedłużaniu wojny. Interesy Rosji nie mogą być uwzględniane w żadnym porozumieniu pokojowym – głosi dominujące credo; jakiekolwiek inne podejście oznaczałoby porażkę. To nieracjonalne. Jednak pomimo trafnych argumentów, krytycy tej samobójczej polityki UE stoją przed trudnym zadaniem. Po prostu nie są słyszani. Pociąg jedzie torem, zmierzając ku przepaści. UE nie wyjdzie zatem z porozumienia pokojowego bez szwanku. Całkowicie się przeliczyła i poświęca swój dobrobyt, by przedłużać wojnę.

To w dużej mierze definiuje linie frontu. Poza Europą, w Rosji, USA, Chinach i krajach Globalnego Południa, istnieje silne zainteresowanie rozwiązaniem konfliktu na Ukrainie i znalezieniem rozwiązania, które doprowadzi do jego trwałego zakończenia. Tego zainteresowania nie ma w UE, w Kijowie i w Berlinie. Tam nacisk kładzie się na przedłużanie wojny kosztem Ukraińców i Ukrainy. To również zarysowuje narrację, na którą Niemcy będą musieli się przygotować po zakończeniu wojny: Niemcy ponoszą odpowiedzialność za całkowite zniszczenie Ukrainy i śmierć całego pokolenia Ukraińców. Niemcy sztucznie przedłużają tę wojnę dla własnych, egoistycznych interesów gospodarczych i stanęły na drodze do pokoju. Wkrótce przekonamy się, czy Europejczykom uda się ponownie udaremnić wysiłki na rzecz pokoju. Nie leżałoby to w najlepszym interesie Ukrainy.

Pistolet przy skroni realistów

Pistolet przy skroni realistów

Życie ludzkie to ciągłe ścieranie się różnych pragnień i ambicji z wymogami codzienności. Codziennie musimy podejmować decyzje, rozważać i analizować, co w danej chwili będzie najbardziej korzystne i możliwe do zrealizowania. Życie publiczne i polityczne jest oczywiście odwzorowaniem tego stanu rzeczy, ale w skali masowej, co – biorąc pod uwagę różnorodność ludzkich charakterów, nastrojów i postaw – zaostrza rywalizację pomiędzy pragnieniami i ambicjami a wymogami codzienności. Jak polscy realiści, osoby odwołujące się do różnorodnego dziedzictwa polskiej myśli politycznej, mogą dziś realizować swoje aspiracje i ambicje, a jednocześnie zachować pryncypia, nie poświęcając ich w imię dróg na skróty?

Śledząc rodzimą debatę publiczną, moglibyśmy dojść do wniosku, że istnieją tylko dwie strony sporu politycznego. Dla osób funkcjonujących w oficjalnym, głównym przekazie medialnym będzie to generalny podział na Polskę Kaczyńskiego i Polskę Tuska. Z kolei dla osób czerpiących bieżące informacje głównie z mediów społecznościowych i internetu będzie to podział na siły systemowe i antysystemowe. Oczywiście w obu tych obrazach istnieją niuanse, ale większość obserwatorów i wyborców nie zaprząta sobie nimi głowy. Jednakże to właśnie z tych niuansów tworzy się rzeczywisty obraz sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. To właśnie im realiści polityczni powinni się szczególnie przyglądać i wyciągać odpowiedzialne wnioski.

Czy możemy dziś powiedzieć, że polska polityka kieruje się realizmem politycznym? W pierwszym odruchu wielu czytelników zapewne zaprzeczy. Z drugiej strony ktoś stojący na uboczu mógłby zapytać, czym właściwie jest ten realizm polityczny. Czy za realizm polityczny możemy uznać dogmatyczne odrzucanie zaangażowania politycznego? A może za postawę realistyczną uznamy dogmatyczne angażowanie się w każdą kolejną formację wyborczą, która hałaśliwie deklaruje walkę z obecnym status quo nad Wisłą?


Dzisiejszy realista polityczny ma przystawiony do skroni metaforyczny pistolet i staje się zakładnikiem tych, którzy poddają się tej lub innej dwubiegunowej narracji. W obszarze oficjalnym, głównonurtowym ten, kto trzyma palec na spuście, przekonuje, że „mimo wszystko ten” lub „mimo wszystko tamten”. W obszarze bardziej wywrotowym, internetowym, zza lufy słyszymy, że „tylko ten lider zbawi Ojczyznę”. Ani kolejny lider nie zbawi Polski, ani wybór tzw. mniejszego zła nie okaże się optymalny.

Realizmem politycznym, który w obliczu obecnych zawirowań geopolitycznych oraz narastających problemów ekonomicznych może jednoczyć ludzi z najróżniejszych nurtów politycznych, jest zachowanie krytycznego myślenia i analizowanie zjawisk społeczno-ekonomicznych w perspektywie dłuższej niż najbliższe wybory. Jest to kształtowanie własnych postaw oraz postaw swojego środowiska, a nie wyłącznie kierowanie się ulotnymi nastrojami. Głosować można, a wręcz należy, ale na tym życie się nie kończy.
Można to wykazać na przykładzie stosunku Polaków do Ukrainy i narodu ukraińskiego, którego niemała część znalazła się po 2022 roku w naszych miastach.

Czy narasta wobec nich sceptycyzm? Oczywiście, że tak, i było to do przewidzenia ze względu na różnice kulturowe oraz rosnące koszty wspierania Kijowa przez państwo polskie. Tylko czy z tej ludowej niechęci sporej części społeczeństwa polskiego do słuchania na ulicach mieszanki języków ukraińskiego i rosyjskiego oraz do wspólnej obecności w szkołach i zakładach pracy wyrośnie głębsza refleksja nad błędami polskiej polityki wschodniej? Realistycznie patrząc, u niektórych ludzi tak, ale u większości te chwilowe nastroje nie przerodzą się w nic poważniejszego, gdyż osoby te raczej nie zetkną się z konstruktywną ofertą intelektualną i polityczną, wykraczającą poza prostą krytykę Ukrainy i Ukraińców. Realista dałby takiemu człowiekowi książkę czy link do tematycznego kanału w sieci, ale prędzej otrzyma on po prostu ulotkę jednego z komitetów, aby wiedział, jak ma zagłosować.

Może i faktycznie pójdzie zagłosować na ten, a nie inny komitet, ale chwilę po wyjściu z lokalu wyborczego nie bardzo będzie wiedział, za czym i po co głosował. Jego wybór będzie ulotny jak ta ulotka, a przecież wejście do Sejmu, a tym bardziej do rządu, to tylko pierwszy krok — ktoś potem musi codziennie bronić w społeczeństwie wdrażanej linii politycznej, aby przetrwała ona nadchodzące zawirowania.

Realizm polityczny jest dziś właśnie patrzeniem dalej i szerzej, a to we współczesnym społeczeństwie szybkiej konsumpcji i szybkiego obiegu informacji na pozór nie jest w cenie. Tyle że gdy po paru latach – a taka jest minimalna perspektywa oceny zjawisk w życiu zbiorowym – przyjdzie czas podsumowania uzyskanych efektów, okaże się, że bez tego „obciążającego” realizmu wczorajszy szantażysta, przekonujący do jednego wodza i jednego wyboru, jest już… przy nowym wodzu i kolejnym wyborze. Nastroje są ulotne, postawy trwałe i właśnie kształtowanie postaw należy uznawać za nadrzędny cel realizmu politycznego.

Krystian Jachacy

Od sytuacji kryzysowych po zarządzanie metropoliami: Przyszłość miast została zapowiedziana już dawno temu

Od sytuacji kryzysowych po zarządzanie metropoliami: Przyszłość miast została zapowiedziana już dawno temu

Date: 22 ottobre 2026 Author: Uczta Baltazara

W związku z aktami przemocy odnotowanymi w ostatnich dniach, władze francuskie wprowadziły punktowe godziny policyjne (od 23:00 do 06:00) w różnych dzielnicach Lille, Lyonu, Nicei i Paryża. W debacie publicznej i w mediach ponownie pojawia się zatem słowo „lockdown” – termin, z którym wszyscy oswoili się od 2020 roku. Równolegle, w odpowiedzi na akty wandalizmu w okolicach Mediolanu, rząd włoski zarządził pilne wysłanie 500 dodatkowych żołnierzy w celu wzmocnienia operacji „Strade Sicure”.

Do Mediolanu przybyło 500 spadochroniarzy z dywizji „Folgore”, wśród których znajdują się również specjaliści od dronów ansa.it/a-milano-500-para-della-folgore-impiegabili-anche-specialisti-in-droni

Wykorzystanie wojska do zadań związanych z bezpieczeństwem publicznym nie jest jednak czymś nowym. We Włoszech operacja „Strade Sicure” została wprowadzona w maju 2008 roku. Powstała jako środek tymczasowy mający na celu wsparcie sił policyjnych w patrolowaniu dworców, centrów miast i newralgicznych obiektów, a następnie była przedłużana z roku na rok, aż stała się stałym elementem krajobrazu włoskich aglomeracji.

Podobne sytuacje miały miejsce w innych krajach europejskich, często przyspieszane przez ataki terrorystyczne:

  • Francja – Opération Sentinelle: rozpoczęta w styczniu 2015 r. po zamachu na redakcję „Charlie Hebdo”, w ramach której tysiące żołnierzy nieustannie patrolowało stacje, miejsca kultu i węzły komunikacyjne.
  • Belgia – Opération Vigilant Guardian: uruchomiona w 2015 r. i zintensyfikowana po zamachach w Brukseli w 2016 r.
  • Wielka Brytania – Operation Temperer: uruchomiona w maju 2017 r. po zamachu w Manchester Arena. W odróżnieniu od modelu włoskiego czy francuskiego funkcjonuje ona jako strategiczny plan kryzysowy, umożliwiający rozmieszczenie wojska na ulicach w celu wsparcia lub zastąpienia policji w nadzorowaniu kluczowych obiektów w okresach podwyższonego zagrożenia.

Dokument z 2003 roku: Raport NATO „Operacje miejskie w roku 2020”

Istnieje wspólny wątek analityczny, który łączy dzisiejsze wydarzenia z rozważaniami strategicznymi sformułowanymi na początku XXI wieku. Raport NATO „Operacje miejskie w roku 2020” (opublikowany w kwietniu 2003 r. przez grupę roboczą SAS-030 w ramach Organizacji Badań i Technologii) z niezwykłą dalekowzrocznością analizował przyszłe scenariusze. Dokument dotyczył operacji wojskowych w środowisku miejskim. Tekst podkreślał, że obszary miejskie będą nadal rosły pod względem liczby i wielkości oraz staną się „ogniskami niepokojów i konfliktów” . Przewidywał ponadto, że gęstość infrastruktury metropolii (tunele, węzły kolejowe, gęsto zaludnione przedmieścia) sprawi, że kontrola terytorium przy użyciu wyłącznie tradycyjnych narzędzi policyjnych stanie się niezwykle złożona, a siły zbrojne będą musiały dostosować doktrynę, szkolenia i technologie, aby działać w środowiskach miejskich o wysokiej gęstości zaludnienia.

Już w 2015 roku, w kontekście ponownego wzrostu niepokoju związanego z kryzysami klimatycznym i migracyjnym, a następnie w 2020 roku podczas pandemii, zwróciłam uwagę na ten dokument, który został przedstawiony bardziej szczegółowo poniżej.

Okres pandemii spowodował głęboką reorganizację społeczeństw, przyspieszył cyfryzację i spowodował większą integrację między sferą wojskową a cywilną. Następnie kryzysy energetyczne i trwające wojny pogłębiły napięcia społeczne. Dzisiaj, po upływie kilku lat, obserwujemy coraz wyraźniejszą normalizację wykorzystywania sił zbrojnych w europejskich miastach jako standardowej reakcji na przemoc i zamieszki w aglomeracjach.

Przyszłe wojny w centrach miast

Raport z 2003 roku wykraczał poza zwykłą analizę trudności operacyjnych. Wskazywał on miasta jako główny teatr konfliktów XXI wieku. Według autorów badania, zachodnie siły zbrojne powinny były przygotować się do prowadzenia długotrwałych i intensywnych operacji w gęsto zabudowanych, rozdrobnionych i gęsto zaludnionych środowiskach miejskich.

Prognoza ta nie dotyczyła wyłącznie scenariuszy interwencji za granicą. Dokument podkreślał, że postępująca urbanizacja sprawi, iż metropolie staną się ogniskami napięć politycznych, gospodarczych i społecznych, przekształcając je w potencjalne pola bitew. Cechy fizyczne i społeczne wielkich miast – pionowa infrastruktura, sieci podziemne, zróżnicowana struktura ludności, obecność infrastruktury krytycznej – miały sprawić, że walka w terenie miejskim stanie się szczególnie złożona, kosztowna i delikatna pod względem politycznym.

Środki bezpieczeństwa wprowadzone ostatnio w szybkim tempie w europejskich miastach – od stałych posterunków po tymczasowe godziny policyjne – pokazują, jak logika „operacji miejskich” stopniowo zmienia życie w centrach miast.

Koncepcje „operacji miejskich”, analizowane ponad dwadzieścia lat temu w kontekście wojskowym, stopniowo splatały się z powszechnym modelem zarządzania kryzysami miejskimi, jaki obserwujemy dzisiaj:

  • stałe posterunki wojskowe na głównych arteriach miejskich i w węzłach komunikacyjnych,
  • wprowadzanie nadzwyczajnych środków nadzwyczajnych (ograniczenia mobilności i godziny policyjne),
  • coraz częstsze wykorzystywanie dronów, systemów nadzoru i narzędzi wywiadowczych do monitorowania przepływów ludności i zjawisk społecznych.

To, co postrzegane jest jako reakcja na bieżące wydarzenia, można w świetle tych dokumentów odczytać jako ewolucję strategicznej tendencji obserwowanej od dawna. Jest to splot logik działania, które – raz uruchomione – mają tendencję do utrwalania się.

W tym sensie słowa wypowiedziane przez prezydenta Eisenhowera w jego przemówieniu pożegnalnym z 1961 roku na temat „kompleksu wojskowo-przemysłowego” zachowują zaskakującą aktualność. Eisenhower ostrzegał przed zdobyciem nieuzasadnionego wpływu przez interesy, które – gdy już się zakorzenią – mogłyby wpływać na demokratyczne decyzje. Wyraźnie ujawniło się to podczas okresu „stanu zagrożenia zdrowotnego” (który wcale nim nie był).

babylonianempire/rok-1961-kennedy-i-eisenhower-ostrzegaja-ze-nalezy-bac-sie-i-walczyc-z-monolitycznym-i-bezwzglednym-sprzysiezeniem

W obecnym, pojawiającym się kontekście kryzysowym, obecność wojskowa grozi tym, że stanie się coraz bardziej powszechną rzeczywistością w cywilnej przestrzeni miejskiej: jest to tendencja, która z łatwością mogłaby urzeczywistnić dystopijne wizje, zgodnie z którymi przyszłe wojny będą toczyć się w naszych miastach. Możliwość wybuchu wojen domowych, które dotknęłyby przede wszystkim obszary miejskie, to scenariusz, który z każdym dniem staje się coraz bardziej realistyczny.

Konieczne jest zidentyfikowanie mechanizmów prowadzących do tej sytuacji, aby powstrzymać ten proces.

INFO: nogeoingegneria.com/ingegneria-sociale/era-tutto-previsto-le-guerre-future-saranno-allinterno-delle-citta

…………………

NATO i “Operacje Miejskie” zaplanowane na rok 2020

Wojnę na ulicach naszych miast w roku 2020, NATO przewidziało już w roku 1999, w 140-stronicowym raporcie zatytułowanym “Urban Operations in the Year 2020 – UO 2020″ , opublikowanym w roku 2003.

Dokument analizuje prawdopodobne charakterystyki pól bitewnych oraz używane na nich rodzaje sił naziemnych wraz z ich charakterystyką i możliwościami.

Hipotezą wyjściową całego raportu jest wykładniczy wzrost liczby ludności na świecie do roku 2020, zakładająca przekroczenie liczby 7,5 mld osób.

Jednoczesny, przerażający – wg raportu – wzrost urbanizacji – w wyniku której 70 % populacji ludzkiej będzie mieszkało w miastach – spowoduje wzrost napięć gospodarczych i społecznych.

Sprawozdania utrzymuje, że tymże napięciom będzie można stawić czoła jedynie przy pomocy masowej i długotrwałej obecności wojska.

Różnice klasowe i całkowite wyeliminowanie pomocy społecznej, zdolnej do tłumienia powszechnego poczucia niesprawiedliwości, degradacja zasad interakcji między różnymi warstwami społecznymi, niedobory żywności oraz brak miejsc pracy – wszystko to spowoduje silne konflikty międzyklasowe, których skala obejmie również system państwowy, a także agencje wielonarodowe.

W tym kontekście – stwierdza raport – zwykła siły policyjne nie będą w stanie prowadzić operacji bez ryzyka dużych strat lub nawet katastrofalnej dla nich konieczności wycofania się z płonących banlieus.

Efekt domina na skalę światową tegoż zjawiska – podczas którego rozwścieczone, głodne i zrozpaczone tłumy szturmują centra handlowe, dzielnice zamieszkałe przez klasy zamożne oraz ośrodki władzy – mógłby wywołać panikę w całym systemie kapitalistycznym.

Dokument podkreśla, że tradycyjne użycie armii, zwłaszcza wysłanej w ostatniej chwili, mogłoby przynieść efekt przeciwny do zamierzonego i wywołać jeszcze większą furię tak ludności jak i partii opozycyjnych.

Z tego to powodu, w dokumencie UO 2020 (UO – Urban Operations in the Year 2020) – w miarę  zbliżania się kryzysu światowego, przewidzianego na rok 2020 – zaleca się wcześniejsze, stopniowe rozpoczęcie wykorzystywania wojska w funkcji ochrony porządku publicznego.

W tłumieniu rewolt społecznych, oprócz sił NATO, przewiduje się równie użycie oddziałów Eurogendfor – “EGF” – European Gendarmerie Force. eurogendfor.org/

en.wikipedia.org/wiki/European_Gendarmerie_Force

Reasumując:

– przyszłe wojny rozgrywać się będą w miastach;

– będziemy mieli wojsko na ulicach;

– obecność uzbrojonych żołnierzy w miastach stanie się rzeczą normalną;

– politycy i obywatele będą wymagać interwencji wojska;

– siły wojskowe będą używać wszelkiego rodzaju broni (letalnej i nieletalnej);

– wygaszanie zamieszek, niepokojów społecznych i demonstracji przez wojsko stanie się legalne;

– budowa ” państwa zmilitaryzowanego” wejdzie w fazę zaawansowaną.

«Urban Operations in the Year 2020» – pdf: byebyeunclesam.files.wordpress.com/2008/

INFO: nogeoingegneria.com/motivazioni/sociale/era-tutto-previsto-rapporto-nato-e-le-operazioni-urbane-per-lanno-2020

Żydowscy gnostycy zainspirowali powstanie globalizmu i rządu światowego

Barbara Stanisławczyk: Żydowscy gnostycy zainspirowali powstanie globalizmu i rządu światowego

23 października 2026 pch/barbara-stanislawczyk-zydowscy-gnostycy-zainspirowali-powstanie-globalizmu-i-rzadu-swiatowego

Stanislawczyk-gnoza_portal.jpg

W wykładzie dla PCh24 TV autorka książki Bękarci judaizmu. Dzieje rewolucji gnostyckiej, Barbara Stanisławczyk, opowiada o tym, jak przez wieki rozwijały się gnoza i kabała, inspirując myśl zachodnią, która do dziś jest skażona tymi żydowskimi nurtami.

Pierwsza forma historycznie udokumentowanej gnozy, jaką wymienia autorka, powstała w okresie niewoli babilońskiej, kiedy to żydzi wytworzyli sobie pojęcie mesjasza, który nie ma być Synem Bożym, ale człowiekiem, który zasiądzie na tronie i stworzy ziemskie państwo, a żydzi będą ludem dominującym nad innymi. Taka koncepcja łączyła się z formą separatyzmu i ekskluzywizmu – stanowiący wypaczenie religii mojżeszowej, która polegała na tym, że lud wybrany niesie wiedzę o prawdziwym Bogu do innych ludów, pełni więc niejako rolę służebną, a nie panująca. Wtedy też powstały pierwsze formy kabały. Następnie elementy gnozy zaczęły przenikać do myśli zachodniej w dobie renesansu na fali koncepcji jedności panującej pomiędzy mikrokosmosem (człowiekiem) a makrokosmosem (światem), która miałaby obejmować również magię, astrologię i spirytyzm.

Punktem kulminacyjnym były jednak narodziny Pana Jezusa, z którymi żydzi nigdy się nie pogodzili. – Żydzi nigdy nie zgodzili się na ten fakt, że ta religia zaistniała, że się tak rozwinęła, że symbole chrześcijańskie funkcjonowały i funkcjonują w świecie i wszystko, z czym mamy do czynienia w dziejach rewolucji gnostyckiej, można powiedzieć, że są wynikiem tej permanentnej, w dużym stopniu skutecznej, walki z chrześcijaństwem – mówi Barbara Stanisławczyk, wskazując, że walka ta trwała za sprawą sekt gnostyckich, jak katarowie, a następnie zaostrzyła się za czasów renesansu i rewolucji Marcina Lutra. Myśl żydowska w różnych okresach łączyła się z europejską za sprawą postaci takich jak Geon Sadja czy Mojżesz Majmonides.

Co ciekawe, Majmonidesa Barbara Stanisławczyk opisuje jako prekursora synkretycznego globalizmu. – Majmonides dostarczył myśl połączenia tego, co dziś nazywamy globalizmem czy rządem światowym z religią synkretyczną. – Już wtedy Majmonides o tym mówił, że trzeba stworzyć rodzaj religii synkretycznej, która będzie religią przyjętą czy możliwą do przyjęcia przez wszystkich. I Majmonides również, kontynuując tradycję wybraństwa żydowskiego, widział Żydów jako ten naród wybrany, który ma przewodzić w tym uniwersalistycznym świecie – mówi.

– Wszystko, co działo się później w świecie zachodnim, co było realizacją rewolucji gnostyckiej, było wypełnieniem myśli Majmonidesa. Królestwo Boże na ziemi, ten świat globalny, świat harmonijny, rozum jako najwyższe dobro i najwyższe wcielenie ideału i Boga i wszystkiego, co kojarzymy z absolutem i z transcendencją – dodaje.

W dobie oświecenia „postępowe” elity ogłosiły światu, że ich wykładnia rzeczywistości jest synonimem postępu, podczas gdy wszelka inna wiedza oznacza ciemnogród i wstecznictwo. Odtąd postęp, jak mówi Stanisławczyk, „jest wdrażany jako permanentna ewolucja gnozy” i to ona „wyznacza kierunek rozwoju świata zachodniego”.

Z kabałą z kolei związana jest inna żydowska koncepcja, która została zaszczepiona na Zachodzie. Otóż, od momentu zburzenia świątyni jerozolimskiej w 70 roku, „żydzi postanowili, że oni będą odtąd zbawiać się sami”. Niemniej, żydzi, którzy żyją w świecie zachodnim i tak mocno zainspirowali jego nowożytną ideologię, nigdy nie chcieli się z nim zasymilować. Byli jednak jeszcze zbyt słabi, by zrealizować ideę syjonistyczną, choć na poważną skalę pojawiła się ona po raz pierwszy, gdy Chazarowie przyjęli judaizm rabiniczny.

– Nie chcą zaakceptować zasad tego świata. Cywilizacji zachodniej, cywilizacji chrześcijańskiej i samego chrześcijaństwa z jego moralnością w szczególności. Dlatego trwają usilne próby, włączając w to samych chrześcijan, rozmontowania cywilizacji – przekonuje autorka Dziejów rewolucji gnostyckiej.

Integracja wokół kabały nastąpiła po wygnaniu żydów z Hiszpanii. Wówczas Sefardyjczycy, którzy dotychczas opierali się tej ideologii, zwrócili się do niej, aby załagodzić poczucie upokorzenia.

Kabała, podobnie jak sama gnoza, również przechodziła ewolucję w łonie judaizmu. Od dociekań na temat natury Boga zarezerwowanych dla elity, stała się nurtem powszechnym, aż wyrodziła się w wieku XVIII w sabataizm, który dokonał swoistego uświęcenia zła.

Kolejne rewolucje, łącznie z bolszewicką, noszą na sobie ślady takiego właśnie „uświęcenia”, próby zmiany świata poprzez czynienie zła. – Kiedy Sorokin, pisząc o elicie bolszewickiej, zadał sobie pytanie, dlaczego tak wielu ludzi było gotowych na dokonanie takich strasznych zbrodni, odpowiedział sobie w ten sposób, że była to forma religii, cały bolszewizm, cała rewolucja była formą religii, tylko pojętą antynomicznie. Byli to wyznawcy zła, wyznawcy boga, tylko był to inny bóg – to był bóg antynomiczny. [przeciwstawny]. I to jest to usprawiedliwienie zła, to jest ta gnostyczna idea naprawy świata, stworzenia świata na nowo, przybierająca charakter rewolucji – wyjaśnia Stanisławczyk.

– Ale co jest bardzo groźne i tak naprawdę najtragiczniejsze, to, że gnozie udało się również wtargnąć do wewnątrz Kościoła, bo reformacja nie udałaby się, gdyby gnoza nie weszła do wewnątrz Kościoła, gdyby ludzie, którzy byli wrogami de facto religii chrześcijańskiej, religii katolickiej, którym by się nie udało zaistnieć w kościele nawet na największych szczytach. A to już jest opowieść na inne spotkanie – dodaje na koniec autorka Bękartów judaizmu.

Zobacz całość:

Zobacz także:

„Wojnę wielkiej strategii”chcą przekształcić w ukierunkowane wzmacnianie hegemonii USA

„Wojna wielkiej strategii” przekształca się w bardziej ukierunkowane wzmacnianie hegemonii USA.

Aby utrzymać swoją dominację, Waszyngton wypycha Europę na pierwszą linię frontu w walce z Rosją – nawet ryzykując eskalację nuklearną.

Paradygmat się zmienia. Powiązana ponadnarodowa klasa, która przez długi czas realizowała swój globalny „wielki plan”, budując społeczne poparcie dla wojen przymusowego podboju, w końcu osiągnęła kres swojej władzy. Rzeczywiście, żyjemy w czasach, w których „cesarz jest nagi”. Każdy to widzi.

Tradycyjne instrumenty USA – armia amerykańska, system dolarowy, pułapka kredytowa, struktury Bretton Woods, terapia szokowa i wojny walutowe – nie wystarczają już do podtrzymywania światopoglądu amerykańskich elit, zgodnie z którym „nie do pomyślenia” byłoby, aby USA, które wygrały zimną wojnę, stawiły czoła światu, w którym nie będą nadal wyznaczać kursu.

„W złotym świetle ateńskiego wieczoru, z Akropolem za plecami” – sekretarz stanu USA Marco Rubio otwarcie pochwalił kolonializm 7 października; dopuścił się skandalicznego rewizjonizmu historycznego i wezwał do powrotu Zachodu do hegemonii na świecie. Rubio twierdził, że Zachód musi użyć siły militarnej, aby „utrzymać swoją pozycję na szczycie świata”; Zachód jest „największą cywilizacją na świecie” – oświadczył, podkreślając, że jest to „cywilizacja, w obronie której musimy walczyć dziś z taką samą pasją, jak nasi przodkowie”. [Pełen pychy i poczucia MOCY – dureń. Oni są żołnierzami wymyślonej przez ideologów anty-cywilizacji, a chcą tańczyć na zwłokach Cywilizacji Łacińskiej md]

Jednak obecnie te tradycyjne sposoby zapewnienia sobie globalnego przywództwa okazują się mniej skuteczne w starciu z państwami dysponującymi alternatywą – Chiny, Rosja i Iran wyraźnie wskazują na tendencję, że wojny gospodarcze, finansowe, a nawet militarne nie przynoszą już szybkich rezultatów. Szybkie zwycięstwa Matrixa nie są już tak łatwe do osiągnięcia.

Z drugiej strony, twierdzenie, że narody cywilizowane mogłyby bardziej zdecydowanie przeciwstawić się Stanom Zjednoczonym, ignoruje jakiekolwiek zrozumienie głębokiej natury tego konfliktu. „Wielki plan jednego rządu światowego” to wojna mająca na celu unicestwienie tych narodów cywilizowanych, które oferują inny rodzaj świadomości, przez pryzmat którego można postrzegać i rozumieć świat.

Co to znaczy? To były brytyjski premier Benjamin Disraeli w 1846 roku stwierdził:

„Światem rządzą zupełnie inne osobowości, niż wyobrażają sobie ci, którzy nie pracują za kulisami”.

Disraeli wielokrotnie i wyraźnie ostrzegał przed „rewolucją światową” (lub, jak to się dziś mówi, „rewolucjami kolorowymi”). Disraeli dostrzegał „plan” stojący za serią wybuchów rewolucyjnych, które miały miejsce w wielu częściach świata w połowie XIX wieku i wielokrotnie na to wskazywał.

Dziś Emmanuel Todd, szanowany francuski historyk i antropolog, podziela poglądy Disraelego: Todd również dostrzega w dzisiejszych wojnach coś o wiele głębszego niż seria odrębnych i niezależnych konfliktów terytorialnych.

Moskwa nie prowadzi wojny przeciwko około 20 milionom mieszkańców Ukrainy —

„Poprzez Ukrainę kwestionuje cały blok atlantycki, NATO jako całość, jego służby wywiadowcze, arsenały broni, satelity, przemysł zbrojeniowy i machinę medialną. Ukraina jest jedynie obszarem działań, polem bitwy w toczącej się wojnie światowej”.

Ukraina, Iran, Jemen czy Chiny – wszystkie te kraje to jedynie obszary działań; jedno pole bitwy wśród wielu (w przestrzeni hybrydowej), połączone jedynie faktem wciągnięcia w utajoną wojnę światową.

Dla Todda dzisiejsze wojny reprezentują starcie cywilizacji między chylącym się ku upadkowi Zachodem a Rosją, która broni bardziej tradycyjnej, suwerennej koncepcji porządku politycznego i społecznego. Wolfgang Münchau argumentuje, że wojny na Ukrainie, w Iranie i na Bliskim Wschodzie mogłyby z łatwością połączyć się w jedną wojnę – podczas gdy geopolityczna rywalizacja między Chinami a USA pozostałaby fundamentalnym konfliktem naszych czasów. [Przecież obie są anty-Boże, pójdą do swego Pana i Planisty. Oby szybko.. Mirosław Dakowski]

Emmanuel Todd zauważył, że pomimo oczywistej wyższości gospodarczej i technologicznej, Zachód wykazuje oznaki głębokiej kruchości – starzenie się społeczeństwa, kryzys zaufania, de-industrializacja i utrata orientacji ideologicznej.

Jak napisał Mattias Forsgren, przez dziesięciolecia:

„Zachodnie centrum prosperowało dzięki finansjalizacji i systematycznemu offshoringowi produkcji. Moc przemysłowa została przeniesiona do krajów o niskich płacach, podczas gdy gospodarki głównych obszarów metropolitalnych skupiły się na generowaniu zysków, inflacji aktywów i recyklingu globalnych oszczędności za pośrednictwem systemu dolarowego. Ogromne załamanie z 2008 roku pokazało, jak blisko ta struktura była krawędzi… W latach pandemii COVID-19 ten schemat powtórzył się na jeszcze większą skalę. Problemy strukturalne pozostają nierozwiązane. Wyłonił się jednak system, który w większym stopniu opiera się na zadłużeniu i jest bardziej kruchy”.

Ten oparty na dźwigni finansowej system finansowy jest obecnie narażony na potencjalnie niszczycielską falę kryzysów finansowych.

Do 2022 roku, kiedy Europa zdecydowała się stanąć po stronie Ukrainy, europejska klasa rządząca była częścią tego projektu „Wielkiego Projektu”, którego inicjatorem był blok władzy „rządu światowego”. Europejska klasa rządząca pozostaje pod urokiem tego „projektu”. Jednak w erze Trumpa nie jest już pełnoprawnym partnerem. Dziś Ameryka nie może ryzykować eskalacji wertykalnej, a nawet wojny totalnej, przeciwko swoim rywalom, aby utrzymać globalną dominację. Jej armia jest zbyt słaba i niefunkcjonalna.

W odpowiedzi, zdaniem Todda, przeciwnicy, tacy jak Rosja i Iran, wybrali bardziej subtelną, wolniejszą, ale jednocześnie znacznie ambitniejszą strategię. Strategia ta łączy w sobie presję militarną, wojnę ekonomiczną, batalie dyplomatyczne, wpływy geopolityczne i wojnę informacyjną. Celem jest nie tylko osiągnięcie zwycięstwa militarnego, ale także trwała zmiana porządku świata.

Aby poradzić sobie z tą zmienioną sytuacją w paradygmacie wojny, USA powierzają „aspekt pionowej konfrontacji” podmiotom zewnętrznym:

„Kontynent europejski jest przekształcany w zasób przez sojusznika: eksploatowany gospodarczo, podporządkowany politycznie i militarnie przygotowany do tego, by służyć jako scena, na której będzie można zapłacić koszty odbudowy imperium” (Forsgren).

Ostatecznym wyrazem strategii USA jest kontrolowana eskalacja konfrontacji, w której amerykańska ojczyzna pozostaje bezpieczną przystanią, podczas gdy Europa ponosi zarówno straty konwencjonalne, jak i ryzyko nuklearne.

Kontynuując działanie w roli chętnego pełnomocnika – kontynuując dostarczanie Ukrainie rakiet i dronów, które mają być wystrzeliwane głęboko w głąb Rosji – Europa musi liczyć się z rosyjskim odwetem, aczkolwiek ostrożnie dobieranym do wrażliwych europejskich „celów”. Niemniej jednak Europa znalazłaby się wówczas w stanie wojny z Rosją – wojny, której, jak przyznaje Wolfgang Münchau, Europa nie może wygrać.

„Czyje rynki obligacji załamią się pierwsze? Czyje rakiety przechwytujące wyczerpią się jako pierwsze? Dzięki szeroko krytykowanej Wspólnej Polityce Rolnej w Europie nie będzie niedoborów żywności. Ale we wszystkich innych obszarach – wojsku, energetyce, finansach – Europa jest w niekorzystnej sytuacji”.

Ponieważ Europa nie dysponuje konwencjonalnymi środkami militarnymi, które pozwoliłyby na przeprowadzenie zdecydowanej eskalacji, istnieje ryzyko, że broń jądrowa będzie wydawać się jedynym dostępnym „szybkim rozwiązaniem”.

Twierdzenie, że groźby nuklearne prezydenta Putina są „blefem”, służy przede wszystkim zmniejszeniu psychologicznej niechęci do eskalacji w Europie – eskalacji, która grozi sprowokowaniem Moskwy do uznania, że ​​nie ma innego wyjścia, jak uciec się do taktycznej broni nuklearnej w celu przywrócenia wiarygodności rosyjskiego odstraszania nuklearnego.

W takim kontekście – i biorąc pod uwagę fakt, że potencjał eskalacji Stanów Zjednoczonych został w dużej mierze wyczerpany – Stany Zjednoczone z całą pewnością nie byłyby skłonne podjąć ryzyka, że ​​miasta w USA mogłyby zostać zaatakowane bronią jądrową w przypadku eskalacji konfliktu.

„Amerykańska taktyczna broń jądrowa miała być używana w Europie przeciwko siłom zbrojnym na terytorium europejskim, właśnie po to, aby ograniczyć geograficznie wymianę nuklearną” – twierdzi Forsgren –

„W ten sposób zwolennicy strategii „projektowej” dążą do postawienia Rosji w sytuacji, w której będzie miała tylko dwie alternatywy: strategiczne wycofanie się – lub zniszczenie Europy jako substytutu – zniszczenie, które dla Rosji i tak odbyłoby się kosztem szkód, jakie europejska broń jądrowa wyrządziłaby terytorium Rosji i rosyjskim siłom zbrojnym… podczas gdy amerykańska ojczyzna i jej infrastruktura finansowa pozostałyby przez cały czas poza zasięgiem”.

Forsgren proponuje —

„Wydaje się, że panuje przekonanie, iż amerykańskie kręgi bezpieczeństwa, poprzez stopniowe zwiększanie presji – utrzymywanie Rosji w defensywie bez uciekania się do otwartej strategicznej wojny nuklearnej – chcą zmusić Moskwę do wycofania się, zamiast ponosić koszty większej wojny”.

Cel pozostaje niezmienny od wielu dekad – jest nim zmuszenie Rosji do kapitulacji. Taki scenariusz stanowiłby kolejną „arenę” ostatecznej wojny zastępczej, mającej na celu podporządkowanie Chin „planowi”.

„Im bardziej Europa jest pozycjonowana jako zbędny front nuklearny, tym bardziej dotkliwy staje się dylemat. W praktyce oznacza to, że cały kontynent europejski – i rosyjski proces decyzyjny – znajduje się w stanie gotowości”.

Europejczycy z pewnością muszą zdawać sobie sprawę, jak są wykorzystywani do wciągania Rosji w wojnę, której ani Rosja, ani zwykli Europejczycy nie chcą. Ale skoro tak chętnie przyjęli konflikt na Ukrainie jako „cnotliwy” symbol, wokół którego mogłyby się zjednoczyć wszystkie skłócone europejskie strony, to równie dobrze mogliby stanąć w obliczu katastrofy gospodarczej i politycznej, gdyby Europa kontynuowała swoją obecną politykę prowokowania Rosji.

„Pójście jeszcze dalej”, jak najwyraźniej zamierzają zrobić Europejczycy, nie jest strategią. Ich straszenie (wyimaginowaną) hybrydową agresją Rosji mogłoby łatwo stać się samospełniającą się przepowiednią – i doprowadzić właśnie do przypadkowej europejskiej wojny namiętności, którą niektórzy przedstawiciele zachodnich kręgów bezpieczeństwa naiwnie postrzegają jako sposób na osaczenie Rosji i zmuszenie jej do kapitulacji.

Dotarliśmy do punktu, w którym europejska klasa polityczna po prostu nie pozwala na otwartą dyskusję o wojnie. Europejskie elity kurczowo trzymają się strategicznego zaprzeczenia, że ​​Ukraina przegrywa wojnę z Rosją. Tymczasem USA i Europa stoją na skraju załamania na rynku obligacji i stają w obliczu wyraźnych dowodów na to, że ich jedyna broń przeciwko Rosji – sankcje – nigdy nie zadziałała.

Czy niezdecydowanie Trumpa w sprawie kontynuacji blokady naftowej wobec Rosji (tj. poprzez zakup rosyjskiego oleju napędowego w celu obniżenia jego ceny sprzedaży w USA) oraz inicjatywa Witkoffa, aby ponownie uruchomić Nord Stream jako zachętę dla Moskwy do rozpoczęcia negocjacji, doprowadzą do upadku wspólnej europejskiej fasady? Zobaczymy.

https://youtube.com/watch?v=ToksxXw0e_Q%3Ffeature%3Doembed

Źródło: „Wojna Wielkiego Planu” przekształca się w bardziej wąską formę wzmocnienia hegemonii USA

Pod wulkanem (perskim)

Pod wulkanem (perskim)

Iran i Rosja, oba kraje, które z powodu sankcji stały się niemal nieistotne, są w rzeczywistości bliższe niż kiedykolwiek wcześniej, koordynując wszystko na wspólnym froncie.

Waszyngton mógłby przejść do trybu ratowania twarzy na froncie ukraińskim. W końcu skala strategicznej klęski imperium i kompletnie zdezorientowany upadek Zachodu na Ukrainie są wręcz oszałamiające. Do tego dochodzi strategiczna klęska w Iranie, a także fakt, że Jemen nieustannie wywiera presję na Dom Saudów. Wielki Mistrz Ławrow podsumował to idealnie: „Zachód nigdy więcej nie będzie głównym graczem dyktującym warunki”.

Pokusa, by dostrzec prostszą drogę do wielo-węzłowego, policentrycznego porządku świata, może być ogromna, biorąc pod uwagę wszystkie te szalone, bezprecedensowe ustępstwa Trumpa wobec Moskwy. Ale potem wciąż zbierają się nowe, prawdziwie ciemne chmury.

Kult śmierci w Azji Zachodniej i syndykat Epsteina jako całość zdołały zdominować całą masę neokonserwatywnych rusofobów rozproszonych w całym kompleksie MICIMATT – kompleksie wojskowo-przemysłowo-kongresowym, obejmującym wywiad, media, środowisko akademickie i think tanki, jak trafnie to określił Ray McGovern. Jednocześnie po raz kolejny ogłosili Iran niekwestionowanym, jedynym i jedynym zagrożeniem bezpieczeństwa narodowego.

Siedem punktów – inaczej nie będzie porozumienia.

Pospiesznie zorganizowana w ostatniej chwili wizyta feldmarszałka Asima Munira z Islamabadu w Teheranie na początku tego tygodnia ostatecznie okazała się niemożliwa do osiągnięcia.

Munir spotkał się ze wszystkimi kluczowymi graczami. Zapytał bezpośrednio przewodniczącego parlamentu Ghalibafa: Co jest potrzebne, aby znaleźć rozwiązanie impasu między Iranem a USA? Ghalibaf odpowiedział jednoznacznie – i powtórzył to co najmniej osiem razy podczas spotkania: Waszyngton musi wdrożyć siedem warunków Iranu. Są one w zasadzie streszczeniem wielokrotnie uznawanego za nieważne Memorandum of Understanding (MoU), które Trump podpisał, a następnie unieważnił.

Siedem punktów zostało już przedstawionych dwóm „Tweedledumom” i „Tweedledee” – Witkoffowi i Kushnerowi – podczas wcześniejszej rundy pośrednich negocjacji między Iranem a Stanami Zjednoczonymi w sprawie mediacji Kataru.

Prezydent Peseschkian i Mohsen Resaee, sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SNSC), podkreślali dokładnie ten sam punkt podczas swoich spotkań. Munir miał przekazać tę wiadomość socjopacie w Białym Domu.

Oficjalne źródła irańskie tego nie potwierdzą; dostępna jest jedynie mocno propagandowa wersja amerykańska. Możliwe jednak, że Munir Resaee postawił Peseschkianowi i Ghalibafowi ostateczne amerykańskie ultimatum: porzućcie swój program nuklearny, albo spotkacie się z masowymi atakami, wymierzonymi głównie w Górę Kilofa.

Oprócz siedmiu punktów, Mohsen Resaee Munir powtórzył – a tym samym również Białemu Domowi – że ani jedna cząsteczka materiału nuklearnego nie opuści Iranu. To pozostawia Waszyngtonowi jedyną możliwość powrotu do negocjacji: zaakceptowanie siedmiu punktów.

Minister spraw zagranicznych Araghchi wielokrotnie powraca do sedna sprawy: „USA nie osiągnęły żadnego ze swoich celów wojennych”. Prowadzi to do nieuniknionego ciągu zdarzeń: brak zwycięstwa militarnego i brak zmiany reżimu; niemożność utrzymania kosztów gospodarczych; sytuacja politycznie nie do utrzymania. Dlatego jedyną opcją pozostaje zaakceptowanie siedmiu punktów.

A co gorsza, Teheran pozwala, by czas uciekał.

W tym samym czasie Sanaa, pogrążona w jemeńskiej burzy, także pozwala, aby czas działał na jej korzyść.

Aramco – linia życia USA, Izraela i salafickich popleczników dżihadu, takich jak ISIS, oraz uprzywilejowane źródło finansowania niekończących się wojen – jest teraz bezpośrednio celem Ansar Allah. Celem jemeńskiej ofensywy jest „wysuszenie źródeł terroryzmu”.

Rijad jednak zaostrzył swoje groźby, grożąc bombardowaniem każdego zgromadzenia jemeńskich plemion. Jeśli to się stanie, ponad milion Jemeńczyków dołączy do jemeńskich sił zbrojnych i ruszy w kierunku granicy jemeńsko-saudyjskiej.

Wreszcie, grupy plemienne – dobrze wyszkolone i uzbrojone po zęby – czekają tylko na rozkaz swojego przywódcy z Ansar Allah, Abd al-Malika Badra ad-Dina al-Houthi. Następnie wkroczą do południowej „Arabii Saudyjskiej” i odbiją trzy prowincje: Nadżran, Dżizan i Asir, które historycznie należą do jemeńskich plemion i zostały skradzione przez Brytyjczyków w 1934 roku.

Cena, na którą nie można sobie pozwolić.

Piekło może wybuchnąć: teraz, wkrótce, a najpóźniej pod koniec listopada. Gdyby stało się to przed wyborami w Izraelu, stałoby się jasne, kto jest siłą napędową: kult śmierci. Socjopata w Białym Domu woli jednak atak po wyborach uzupełniających.

Kult śmierci przygotowuje zmasowany atak na irańskie elektrownie, infrastrukturę naftową, cele wojskowe i obiekty jądrowe. Teheran wielokrotnie ostrzegał, że każdy atak USA i Izraela – wspólny lub indywidualny – będzie uznany za „wojnę totalną”, czyli wojnę na pełną skalę. Odpowiedź Iranu przekroczy wszelkie granice i przełamie wszelkie ograniczenia.

Irański wywiad krajowy jest w pełni skoncentrowany na scenariuszu zamachu bombowego na dużą skalę, który mógłby nastąpić przed przyszłym wtorkiem – dniem wyborów w kręgach kultu śmierci.

Cokolwiek się stanie, reakcja Teheranu ma na celu zapewnienie, że zapłacona cena przekroczy wszelkie akceptowalne granice. Iran odpowie Izraelowi atakami na obie izraelskie rafinerie, porty w Hajfie i Aszdodzie oraz wszystkie bazy lotnicze. Dimona zostałaby dodana tylko w przypadku ataku na irańskie obiekty jądrowe.

W przypadku amerykańskiego ataku, każda petro-monarchia Zatoki Perskiej, z której terytorium atak zostałby przeprowadzony, stałaby się natychmiast legalnym celem. Dotyczyło to sieci energetycznych, zakładów odsalania wody, rafinerii, portów, centrów danych, a także siedzib i obiektów amerykańskich firm.

Cieśnina Ormuz zostałaby całkowicie zamknięta. Cena baryłki ropy gwałtownie wzrosłaby. Gospodarka światowa pogrążyłaby się w głębokiej depresji. Z imperialnej perspektywy byłoby to równie ponure, jak perspektywa oddania przez Waszyngton kontroli nad Cieśniną Ormuz Iranowi i umożliwienia mu pobierania opłat tranzytowych. Byłby to upokarzający koniec jednostronnej talasokracji – w tym sytuacji, w której Piąta Flota USA musiałaby prosić o pozwolenie na wpłynięcie lub opuszczenie własnej, zrujnowanej bazy w Bahrajnie.

Mohammad Mokhber, starszy doradca Najwyższego Przywódcy Mojtaby Chameneiego, podkreślił: „Jeśli USA i Izrael zaatakują naszą infrastrukturę petrochemiczną lub nasze elektrownie, Iran zaatakuje dziewięć krajów”.

Co więcej, agencja informacyjna Fars, która ma bardzo bliskie kontakty z Gwardią Rewolucyjną, dowiedziała się o serii nowych instrukcji: jeśli ataki obejmą zabójstwa irańskich urzędników i cywilów, irańska odpowiedź będzie wymierzona w cele polityczne związane ze Stanami Zjednoczonymi i wszystkimi państwami zaangażowanymi w wojnę, a także w ataki na infrastrukturę.

Ławrow i Araghchi reaktywują RIC

W obliczu tego całego horroru powinniśmy spróbować wskazać przynajmniej jeden obiecujący trend. Podczas niedawnej wizyty Ławrowa w Teheranie irański minister spraw zagranicznych Araghchi doskonale to podsumował:

Nigdy wcześniej w naszej historii Rosja i Iran nie współpracowały ze sobą tak ściśle, jak dzisiaj.

Kluczowe zdanie brzmiało: „Nigdy wcześniej w naszej historii”. Ławrow i Araghchi mówili o „wszystkim, od Europy po Azję Zachodnią”. Jednak cztery obszary były szczególnie widoczne: Liban, Palestyna, Ukraina i Jemen. Nie wspominając o rozszerzonej współpracy gospodarczej i nuklearnej.

Współpraca gospodarcza koncentruje się w szczególności na INSTC, Międzynarodowym Korytarzu Transportowym Północ-Południe, który łączy trzech partnerów BRICS lub SCO: Rosję, Iran i Indie.

Obejrzyj mój film dokumentalny o INSTC, który nakręciłem w Iranie w zeszłym roku.

Chaotyczne imperium opiera się na sankcjach, groźbach i bombardowaniach. Integracja euroazjatycka natomiast opiera się na budowie infrastruktury, rozwoju handlu i suwerennej współpracy. Dlatego Ławrow i Aragczi musieli reaktywować RIC: pierwotny sojusz Rosji, Indii i Chin, początkowo pomyślany jako Trójkąt Primakowa, ale teraz zastępujący Indie Iranem.

Ławrow zaproponował, aby nowy RIC utworzył „wspólną strukturę bezpieczeństwa” dla Zatoki Perskiej w ramach trójstronnego szczytu. Oznaczałoby to, że RIC określiłby jednolite ramy dla Cieśniny Ormuz.

Reakcja imperium prawdopodobnie będzie jeszcze bardziej myląca. Bo po raz kolejny chodzi o „niepodzielność bezpieczeństwa” – koncepcję, którą Rosja zaproponowała już USA i NATO w grudniu 2021 roku. Wówczas odpowiedzią był brak reakcji.

Jeśli chodzi o Liban, Palestynę, Ukrainę i Jemen, Ławrow i Araghchi znajdowali się bardzo blisko centralnych linii frontu. Po jednej stronie jest chaotyczne imperium i jego sojusznicy lub wasale, po drugiej Rosja i jej irańscy sojusznicy.

Oczywiście, wszystko jest ze sobą powiązane. Imperialny łuk nacisku militarnego rozciąga się od Ukrainy po Jemen. Kontratak koncentruje się wokół pytania, jak skoordynować opór wobec tego nacisku.

Jeśli chodzi o współpracę gospodarczą, zarówno Iran, jak i Rosja są pod tsunami sankcji. Ich banki zostały wykluczone z systemu SWIFT, a eksport ropy naftowej jest poważnie ograniczony. Dlatego handel między nimi musi omijać dolara amerykańskiego, cały zachodni system finansowy i talasokrację egzekwowaną przez Marynarkę Wojenną USA.

Iran i Rosja mogłyby podzielić się wiedzą specjalistyczną w zakresie obchodzenia sankcji z całym globalnym Południem: poprzez rozliczenia w lokalnych walutach, wymianę barterową, lądowe korytarze transportowe, INSTC oraz handel przez Morze Kaspijskie.

Wracamy więc do Cieśniny Ormuz – kontrolowanej przez Iran. Monarchie petrochemiczne w Zatoce Perskiej ogarnęła panika. Rosja utrzymuje stabilne kanały komunikacji zarówno z Iranem, jak i państwami Zatoki Perskiej. Ławrow jest w pełni skoordynowany ze wszystkimi stronami. Przekazał obawy państw Zatoki Teheranowi i odwrotnie, przekazał państwom Zatoki Perskiej warunki Teheranu.

Ławrow podkreślił, że Memorandum o Porozumieniu z Islamabadu, wielokrotnie uznawane za nieważne, było jedyną realną drogą naprzód. Dokładnie to samo powiedział Xi Trumpowi w Gabinecie Owalnym i dokładnie to samo irańskie kierownictwo przekazało Asimowi Munirowi w Teheranie.

Ponadto podkreślił, że petromonarchie Zatoki Perskiej muszą w końcu uporządkować swoje sprawy i rozpocząć poważny dialog na temat bezpieczeństwa z Iranem i państwami arabskimi. Powinno to również objąć kraje sąsiednie, takie jak Irak i Jordania. Powinny w to zostać zaangażowane również Liga Arabska, Organizacja Współpracy Islamskiej (OWI) oraz stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Po raz kolejny: niepodzielność bezpieczeństwa.

Iran i Rosja, oba kraje doprowadzone na skraj upadku przez sankcje, są w rzeczywistości bliżej ze sobą powiązane niż kiedykolwiek wcześniej. Koordynują wszystkie działania na wspólnym froncie – podczas gdy zdesperowany syndykat Epsteina pozostaje uwięziony w stworzonym przez siebie koszmarze niekończącej się wojny.

Źródło: Pod wulkanem (perskim)

Moskwa nie wierzy w zawieszenie broni –

Moskwa nie wierzy w zawieszenie broni –

– taki tytuł nadał rosyjski dziennik ‚Komsomolskaja Prawda’ po spotkaniu amerykańskiego wysłannika Steve’a Witkoffa z prezydentem Rosji Władimirem Putinem, które odbyło się 21 października. Tytuł ten stanowi nawiązanie do słynnego radzieckiego filmu ‚Moskwa nie wierzy łzom’.

Było to dziewiąte spotkanie Witkoffa z Putinem, odkąd Donald Trump w ubiegłym roku powrócił do Białego Domu. Doradca rosyjskiego prezydenta, Jurij Uszakow, poinformował po trzygodzinnych rozmowach, że Rosja jest gotowa wznowić negocjacje trójstronne z udziałem USA i Ukrainy. Oczekiwania wobec tego spotkania były wysokie. Przed przyjazdem do Sankt Petersburga Witkoff odwiedził Oslo. W stolicy Norwegii strona ukraińska miała wykazać się stosunkowo pojednawczą postawą. W wywiadzie dla stacji telewizyjnej Fox News prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ponownie zadeklarował gotowość do zawarcia rozejmu wzdłuż obecnej linii frontu.

„Steve Witkoff przywiózł z Norwegii propozycję powołania grup eksperckich oraz podjęcia rozmów na temat zawieszenia broni – a konkretnie, jak wspomniał prezydent Finlandii Alexander Stubb, rozejmu częściowego, obejmującego sektor energetyczny i żywnościowy. Moskwa natomiast, zamiast skupiać się na samym zawieszeniu broni, stawia na porządku dziennym kwestię kształtowania ładu powojennego. Mówiąc prościej: chodzi o usunięcie pierwotnych przyczyn konfliktu” – napisał na łamach ‚Komsomolskiej Prawdy’ znany korespondent wojenny Aleksandr Koc.

Sformułowanie o „usunięciu pierwotnych przyczyn konfliktu” było już wielokrotnie używane przez stronę rosyjską. „Tego tła dla negocjacji nie stworzyli dyplomaci. Wynika ono z działań ofensywnych w Donbasie oraz ataków na ukraińską infrastrukturę energetyczną. Jeśli chodzi o niszczenie obiektów przemysłu zbrojeniowego, to – jak podaje Uszakow – Putin osobiście przypomniał o tym swojemu gościowi. Amerykański prezydent potrafi liczyć. I dochodzi do wniosku: trzeba rozmawiać z tym, kto osiąga zyski”.

„Interesy gospodarcze – tak, ustępstwa polityczne – nie”

Autor zauważył ponadto, że Trump jednostronnie zawiesił ‚piekielne sankcje’ uchwalone przez Kongres USA: „Tankowce są przygotowywane do transportu, a na Kremlu oferuje się nawet nawozy. Nawet zachodnie media, od AP po ‚Tagesspiegel’, określają to porozumienie mianem politycznego zwycięstwa Kremla. Cenę za to płaci rynek amerykański, dodatkowo obciążony wojną, którą Waszyngton prowadzi przeciwko Iranowi. Moskiewska formuła pozostaje niezmienna: interesy gospodarcze – tak, ustępstwa polityczne – nie”.

Według Koca to Ukraina potrzebuje teraz przerwy; Rosja jej nie wymaga. Uszakow wspomniał, że warunki zaproponowane tym razem przez Witkoffa „nie zawierały zbyt wielu użytecznych elementów”, dodał jednak, że „konflikt na Ukrainie szybko zbliża się do swojej końcowej fazy”.

W listopadzie w chińskim Shenzhen odbędzie się szczyt APEC (Współpraca Ekonomiczna Azji i Pacyfiku). Putin ma tam spotkać się z Xi Jinpingiem. Do rozmów chce dołączyć również Trump. „Trójstronna, ‚techniczna’ runda rozmów na tydzień przed szczytem w Chinach przypomina przygotowywanie dokumentów. Dokumentów dla tych, od których rzeczywiście zależy kształt świata. Bruksela i Kijów nie znajdują się na tej liście” – podsumował z nutą sarkazmu Aleksandr Koc. Z perspektywy Rosji Europa i Ukraina chcą jedynie ‚zyskać na czasie’.

Gazeta ‚Moskowskij Komsomolec’ zauważyła: „Spotkanie Putina z Witkoffem po raz kolejny nie przyniosło żadnego znaczącego przełomu”, dodając jednocześnie, że „płomień wojny na Ukrainie ma zostać ugaszony za pomocą metody Kissingera”. Czym jest metoda Kissingera? „Specjalny wysłannik Trumpa zajmuje się obecnie dokładnie tym samym zadaniem, którym niegdyś zajmował się nieżyjący już amerykański sekretarz stanu – dyplomacją wahadłową” – pisze ‚Moskowskij Komsomolec’.

Dziennik zwrócił również uwagę na wyraźną różnicę w porównaniu z podejściem dyplomatycznym podczas zeszłorocznego szczytu na Alasce: „Widać tu odświeżający kontrast wobec sposobu prowadzenia dyplomacji przez Trumpa w czasach spotkania w Anchorage. Najpierw Putin, za pośrednictwem Witkoffa, zawarł porozumienie ze swoim amerykańskim odpowiednikiem. Następnie okazało się, że ów ‚odpowiednik’ nie jest w stanie ‚sprzedać’ tego układu Kijowowi ani Europie. I na tym sprawa w zasadzie się zakończyła”.

Według ‚Moskowskiego Komsomolca’ „nowy sposób działania Witkoffa wydaje się bardziej obiecujący i perspektywiczny”, choć autor dodaje: „Niemniej jednak zakres tej ‚perspektywy na przyszłość’ pozostaje kwestią sporną”.

Dalej czytamy: „Skoro Europejczycy nie wykazali gotowości do porozumienia na warunkach akceptowalnych dla Moskwy, to z pewnością brakuje jej również Zełenskiemu. Czyżby koło się zamknęło? Albo to, albo nigdy tak naprawdę się nie otworzyło. Dla Kijowa i Europy zyskiwanie na czasie jest obecnie bardzo korzystne – pozwala pokazać Trumpowi, że oni również są ‚gotowi do konstruktywnych rozmów’, a jednocześnie poczekać, aż w USA, po wyborach uzupełniających do Kongresu na początku listopada, wyłoni się nowy krajobraz polityczny”.

Konflikt na Ukrainie nie musi nieuchronnie przerodzić się w większą wojnę europejską – zwłaszcza że USA i Rosja pozostają w kontakcie – jednak pokój wydaje się wciąż bardzo odległy.

Moskau glaubt nicht an einen Waffenstillstand

globalbridge.ch/moskau-glaubt-nicht-an-einen-waffenstillstand

Napisał: Stefano di Lorenzo

Opracował: Zygmunt Białas

Zdrada czai się w toaletach w Finlandii: Europa, zdesperowana eskalacją, posuwa się do absurdalnych oskarżeń przeciwko Rosji

Zdrada toaletowa: Europa, zdesperowana eskalacją, posuwa się do absurdalnych oskarżeń przeciwko Rosji

Symplicjusz simplicius/toilet-treachery-desperate-to-escalate

Podczas gdy codzienne ostrzeżenia Europy o zbliżającym się ataku Rosji na drżący kontynent stają się z każdym dniem coraz głośniejsze, to sami Europejczycy nadal opowiadają się po stronie wojny, oskarżając Rosję o najbardziej absurdalne, jakie można sobie wyobrazić.

Europejskie tabloidy i politycy zlali się w jedną wielogłową hydrę, szerząc na każdym kroku swoją propagandę. W niektóre z najnowszych twierdzeń trudno byłoby uwierzyć nawet dzieciom.

Weźmy na przykład zeszłotygodniową propozycję, że rosyjscy „agenci” z kibla włamywali się do domów fińskich parlamentarzystów, aby „dokonać defekacji” w ich toaletach, co było swego rodzaju gangsterskim przekazem.

Jednocześnie brytyjskie media obwiniały Putina za narażanie brytyjskich podatników na miliardy dolarów rocznie swoim „podatkiem putinowskim”:

„The Telegraph” pisze z poważną miną:

„Rosję oskarżono o wysyłanie tajnych agentów w celu załatwiania potrzeb fizjologicznych w toaletach fińskich parlamentarzystów, co stanowi dziwaczną eskalację hybrydowej wojny przeciwko Zachodowi”.

Tak więc wygląda wojna hybrydowa – a ja myślałem, że wojna hybrydowa to korporacje powiązane z MIC, które piszą tandetne bzdury, żeby terroryzować swoich obywateli i zmusić ich do podporządkowania się narracji infantylnym absurdom. Głupi ja!

Europejskie elity skierowały każdą uncję swoich słabnących mocy na rozsmarowywanie swoich symbolicznych odchodów na wszystkim, co ma związek z Rosją, wprost proporcjonalnie do kryzysów politycznych ogarniających ich rozpadające się narody. Im bliżej są przepaści, tym bardziej zrzucają z siebie całą winę.

Zdradziecki, kanclerz Niemiec Friedrich Merz otwarcie przyznał w tym tygodniu, że nic nie jest dla niego ważniejsze od kwestii rosyjskiej – ani gospodarka niemiecka, ani dobrobyt narodu niemieckiego.

Wybitny przedstawiciel BlackRock jasno określił stanowisko wszystkich europejskich elit: Rosja pozostaje ich głównym, odwiecznym celem i przewyższa nawet Chiny w kwestii egzystencjalnego zagrożenia dla Starego Porządku.

Mówimy tu od lat: pomimo pozornego globalnego zasięgu Chin, to właśnie Rosja ma dla Zachodu ogromne znaczenie. Więzy przodków są zbyt silne: to rosyjskie wojska niegdyś maszerowały ulicami Berlina i Paryża.

Co ważniejsze, cała idea Unii Europejskiej i zachodniego porządku bankowego opiera się na kilku filarach. Jednym z nich jest jedność państw członkowskich, której Rosja pośrednio zagraża, biorąc pod uwagę sympatię, jaką wiele państw europejskich i ich rozwijające się partie polityczne żywi do tego kraju.

Innym faktem jest to, że globalistyczny porządek rządzący Europą wymaga „Innego” – czyli straszaka – który będzie straszył swoich członków, zmuszając ich do przestrzegania globalistycznych nakazów, takich jak ścisła kontrola monetarna, imigracja, centralizacja polityczna i wojskowa itd. Rosja jest znacznie bliższym i wygodniejszym straszakiem; bardziej odległe Chiny są znacznie trudniejsze do sprzedania, ponieważ elity potajemnie wiedzą, że Chiny z natury nie są agresywne, a przedstawianie ich jako zbliżającego się zagrożenia byłoby nadużyciem wiarygodności. Byłe państwo radzieckie jest idealnym kozłem ofiarnym w stylu „Hannibala u bram” dla łatwowiernych społeczeństw europejskich.

Teraz Europie kończą się pieniądze i jest zmuszona spuścić resztę w toalecie „utopionych kosztów” na Ukrainie.

Wojna na Ukrainie wyczerpuje systemy gospodarcze w Europie, prowadząc do napięć społecznych i niestabilności politycznej– stwierdził premier Bułgarii Radew.

Według niegodobrobyt obywateli Europy jest marnowany na tę wojnę, zamiast być wykorzystywany do rozwiązywania ich własnych problemów.

Paryż i Mediolan płoną, a jak zwykle winna jest Rosja. Różne media twierdzą, że na eskalacji widać ślady prowokatorów Putina, a Włochy wszczynają śledztwa w sprawie rosyjskiego zaangażowania we własną falę przemocy:

Raport o kolizji@ clashreport

Włochy badają, czy rosyjscy agenci przyczynili się do podsycenia gwałtownych protestów przeciwko wysokim kosztom utrzymania w Mediolanie i innych miastach europejskich. Urzędnicy podejrzewają możliwą koordynację działań zagranicznych ze względu na skalę i organizację zamieszek, choć nie potwierdzono żadnych dowodów. Źródło:

21 paź 2026 4 odpowiedzi

—————————————

W rzeczywistości bunty są wynikiem zwykłych nadużyć ze strony urzędników i nienawiści elit do własnych obywateli.

Rosyjski analityk przedstawił wnikliwą i poruszającą analizę tego, w jaki sposób katastrofalna ingerencja Francji w wojnę na Ukrainie przyczyniła się do jej własnej zapaści gospodarczej:

Paryż płonie, a pieniądze płyną do Kijowa. Zbieg okoliczności?

W chwili, gdy to czytasz, we Francji wciąż tlą się pozostałości po tzw. „Piątej Republice”. 17 października setki tysięcy ludzi wyszło na ulice – szacunki wahają się od 550 000 do 800 000. W Paryżu tłum zbliżył się do Pałacu Elizejskiego na odległość 300 metrów. W Limoges spłonął 143-letni ratusz. W Marsylii protestujący wdarli się do ratusza i obalili pomnik Marianny. Aresztowano ponad 1200 osób, a setki policjantów zostało rannych.

Impulsem był budżet na rok 2027. Rząd chce zacisnąć pasa: zamrozić indeksację emerytur i wynagrodzeń urzędników, dokonać cięć i podwyżek podatków. Biorąc pod uwagę dług publiczny w wysokości 3,6 biliona euro (119% PKB) i deficyt w wysokości 5,4% PKB, wydaje się to logiczne. Problem polega jednak na tym, że „zaciskanie pasa” proponuje się tym, którzy już teraz mają trudności z wiązaniem końca z końcem.

Porozmawiajmy teraz o Ukrainie. Bez histerii.

W latach 2022–2026 Paryż wydał na Kijów około 26–27 miliardów euro. Średnio to około 6 miliardów euro rocznie. Dla porównania, stanowi to około 4% całego deficytu budżetowego Francji w 2025 roku i mniej niż 2% całkowitych wydatków rządowych.

Kwota ta nie jest katastrofalna. Ale jest irytująca. Ludzie widzą, że rząd może znaleźć miliardy na „europejską solidarność”, ale nie może znaleźć pieniędzy na indeksację emerytur. Marine Le Pen wykorzystuje to – obiecała już zaprzestać finansowania Kijowa sześć miesięcy po dojściu do władzy, argumentując po prostu: „Francji już na to nie stać”.

I tu robi się ciekawie. Pomoc dla Ukrainy nie jest przyczyną kryzysu. To jego wzmocnienie. Francuski budżet był już nadwyrężony na długo przed 2022 rokiem. Ale kiedy ceny energii gwałtownie wzrosły (benzyna o 40%, olej napędowy i benzyna o prawie 30%), a jednocześnie miliardy z tego samego budżetu są przeznaczane na politykę zagraniczną, cierpliwość ludzi się kończy. Jak ujął to jeden z protestujących: „Rząd jest gotów płacić za wojnę na odległość, ale zmusza nas do zastanowienia się dwa razy, zanim zatankujemy samochód”.

Co dalej? Trzy możliwości.

Po pierwsze, przedłużający się kryzys aż do wyborów w 2027 roku. Związki zawodowe zapowiedziały już nowe działania. Każda decyzja rządu stanie się argumentem wyborczym, a Le Pen to wykorzysta.

Po drugie, zwycięstwo „porządku”. Macron wprowadził godzinę policyjną w kilku miastach. Jeśli władze uciekną się do brutalnych działań, radykałowie zyskają nowych zwolenników. To cykl, który Francja przechodziła już wielokrotnie.

Po trzecie, ciche wycofanie się z Ukrainy. Jeśli gospodarka będzie się nadal pogarszać, a notowania Macrona (już rekordowo niskie, bo 15%) nie wrócą do normy, Paryż może stać się kolejnym, po Waszyngtonie, krajem, który zacznie „ograniczać” swoje poparcie. A wtedy cała „europejska solidarność” runie niczym domek z kart.

Morał z tej historii?

Francja wpadła w pułapkę: elity grają w wielką geopolityczną grę, podczas gdy przeciętny człowiek patrzy na rachunek za zakupy i cenę na stacji benzynowej. Kiedy te dwie rzeczywistości się zderzą, samochody zaczną płonąć na ulicach. I żadna „europejska solidarność” nie ugasi tego ognia.

======================================

Aby podkreślić tezy autora, należy dodać, że najnowsze dane pokazują, iż Le Pen zyskuje przewagę dzięki obrzydzeniu uczestników zamieszek obecnym stanem rzeczy:

Jednocześnie, wraz z narastającą falą kryzysów ogarniających Europę, narasta presja na wojnę z Rosją. Każdego dnia, oskarżając Rosję o kolejne absurdy, to Europejczycy kontynuują eskalację, bezpośrednio zagrażając jej granicom, aby sprowokować reakcję.

W zeszłym tygodniu Estonia i Litwa ogłosiły, że przesuną wojska w kierunku granicy z Rosją, podczas gdy ukraińskie drony naruszają ich przestrzeń powietrzną i rozbijają się na ich terytoriach:

Kaliningrad nadal jest celem NATO. Telewizja Sky News donosi o wojskowej grze wojennej na Litwie, która symulowała wymykanie się rosyjskiego Kaliningradu, zmuszając NATO do interwencji.

Najnowszy numer magazynu „Atlantic” szczegółowo opisuje, w jaki sposób państwa bałtyckie przygotowują się do wojny z Rosją:

https://www.theatlantic.com/magazine/2026/11/baltic-defense-russia/688692/

Artykuł opisuje niezliczone sposoby, w jakie te maleńkie państewka wpadają w syndrom Dawida kontra Goliat. Jak na ironię, w tekście przyznają, że wojna na Ukrainie zajmuje Rosję i że rosyjska inwazja nastąpi dopiero po jej zakończeniu, co uwolniłoby rosyjskie siły. Jeśli naprawdę w to wierzą, to dlaczego Europa tak gorączkowo domaga się zawieszenia broni i zakończenia wojny? To sprzeczność, którą wielokrotnie tu przedstawialiśmy.

Rosja również bierze to pod uwagę, a czołowy siłowik Nikołaj Patruszew dodaje, że nad tymi działaniami wisi cień Londynu:

https://en.iz.ru/en/2182937/2026-10-12/patrushev-ogłosił-plany-bloku-londynu-i-brukseli-morza-bałtyckiego

Oskarżenia Zachodu z każdym dniem stają się coraz bardziej dosadne – spanikowane elity europejskie praktycznie nie mają żadnych przeszkód, by wywołać strach i zwiększyć wsparcie militarne i finansowe dla umierającego państwa ukraińskiego. Podczas gdy były zajęte oskarżaniem rosyjskich szpiegów o „defekowanie” w toaletach fińskich parlamentarzystów, dorzuciły twierdzenia, że ​​Rosja szykuje się do masowych ataków na szereg czołowych europejskich osobistości:

Szwecja ogłosiła plany bezpośredniego bombardowania Rosji w przypadku „ataku rosyjskiego”.

Najnowszy hit Call of Duty:

NEXTA@ nexta_tvW nowym Call of Duty

Rosja rozpoczyna III wojnę światową, używając sił Korei Północnej. Zgodnie z fabułą Call of Duty: Modern Warfare 4, Moskwa organizuje wojskowy zamach stanu w Korei Północnej i pomaga nowemu przywódcy w inwazji na Koreę Południową. Celem Kremla jest…

20:15 · 21 paź 2026 · 666 tys. wyświetleń

———————————————-

Jednak pod płaszczykiem wymachiwania szabelką i brawury europejskie elity po cichu zaczynają zdawać sobie sprawę z beznadziejności swojej sytuacji i że wygranie spirali eskalacji konfliktu z Rosją niszczy ich własny kontynentalny los.

W związku z tym odczuwają coraz większą presję, by ponownie nawiązać dialog z Moskwą, w celu znalezienia jakiegoś wspólnego rozwiązania, które pozwoliłoby im zachować twarz i uniknąć zbliżającej się upokarzającej porażki.

Politico przedstawia nam najnowszą europejską inicjatywę: poszukiwania silnej, czołowej postaci, która będzie miała odpowiedni autorytet, aby publicznie reprezentować cały kontynent w bezpośrednich rozmowach z samym Putinem:

https://www.politico.eu/article/rozmowa-z-wladimirem-putinem-europe-szuka-głównego-negocjatora-dla-ukrainy/

Zaczyna się:

BRUKSELA —Rządy państw europejskich zaczynają zdawać sobie sprawę, że wkrótce będą musiały wyznaczyć osobę, która stanie naprzeciwko rosyjskiego przywódcy Władimira Putina w bezpośrednich rozmowach na temat porozumienia pokojowego dla Ukrainy.

Głównym problemem jest decyzja, kto powinien podjąć się tak niebezpiecznego zadania.

Zwróćcie uwagę na dziwny dobór przymiotnika „niebezpieczny”. Prasa korporacyjna nie może się powstrzymać od nasycania każdego wersu swojego kiczu subtelnymi sugestiami szpiegostwa i dywersji, jakby sam akt osobistej rozmowy z Putinem narażał na śmiertelne niebezpieczeństwo zatrucia nowiczokiem lub polonem.

W artykule słusznie zauważono, że Putin „lekceważy” Unię Europejską jako autorytet i słusznie odmawiałby współpracy z Ursulą von der Leyen czy Kają Kallas, które reprezentują coś więcej niż tylko sfałszowane, papierowe zarządzenie. W związku z tym znalezienie osoby, którą legalistyczny rosyjski przywódca uznałby za prawowity autorytet zdolny do reprezentowania europejskiego mandatu publicznego, jest trudnym zadaniem. Dlaczego Putin miałby udzielać gwarancji bezpieczeństwa niewybranym oszustom i pozorantom, takim jak von der Leyen i jej nielegalni podwładni?

To ponownie rozpaliło debatę w Brukseli i poza nią na temat potrzeby zapewnienia Europie własnego, bezpośredniego połączenia z Kremlem w celu zabezpieczenia interesów regionu i wzmocnienia zdolności Ukrainy do przeciwstawienia się nierównemu porozumieniu.

„Choć to trochę uciążliwe, uważam, że jakiś kanał komunikacji z Putinem byłby czymś dobrym” – powiedział David Lidington, wybitny pracownik naukowy Royal United Services Institute w Londynie. „Nie jestem optymistą, jeśli chodzi o krótkoterminowe rezultaty, ale posiadanie kanału, z którego można by skorzystać, gdy tylko nadarzy się okazja, nie jest niczym złym”.

Dyplomaci i urzędnicy nie są zgodni co do tego, kto byłby najlepszą osobą do reprezentowania Europy.

Artykuł ujawnia, że ​​faworytem do tej roli jest zniewieściały fiński pinokio Alexander Stubb. Brak poważnych talentów politycznych to znamienna „cecha” współczesnego porządku europejskiego.

Czytając między wierszami, staje się jasne, że wszelkie te daremne pozowanie jest jedynie przykrywką dla Europy, która chce wtrącić się do wyczekiwanych negocjacji, które mogłyby zakończyć wojnę na Ukrainie, i w ten sposób upewnić się, że Rosja nie postawi na swoim. Nie jest to jednak próba prawdziwego pojednania lub przywrócenia relacji z Rosją.

Rzeczywistość jest taka, że ​​w najbliższym czasie nie będzie żadnych prawdziwych negocjacji, a wojna się nie skończy, w związku z czym cała ta zabawa pozostanie niczym więcej niż bezmyślnymi urojeniami upokorzonych europejskich marionetek.


Rośnie opresyjność i kurczą się przestrzenie wolności w Polsce

Rośnie opresyjność i kurczą się przestrzenie wolności w Polsce

Rośnie opresyjność i kurczą się przestrzenie wolności w Polsce.

Sejm w Polsce pracuje nad rządowym projektem ustawy „o środkach ograniczających”. Rząd przygotował ustawę, która de facto uruchamia brutalną cenzurę, opartą na całkowicie uznaniowych i nieostrych kryteriach. Bardzo istotną częścią tego przygotowywanego przez władze w Polsce projektu jest tak zwane „określenie zasad stosowania sankcji wobec osób fizycznych i przedsiębiorstw”.

Jednym z argumentów przeciwko Polsce Ludowej i całemu obozowi radzieckiemu było to że nie dopuszczał on wolności słowa i krępował niezależną myśl. Wszystkie Michniki, Blumsztajny, Wildsteiny, Kuronie, Geremki, Kaczyńskie, Tuski gardłowały o wolności słowa. Już w III RP wtórowały im Kwaśniewskie, Czarzaste, Biedronie, Kotule I Żukowskie i inny. I co?

Dzisiaj pod tym względem jest o wiele gorzej niż w PRL-u i pierwszych latach III RP, bo ludzie nie zauważają że pozostały nam tylko strzępki niezależnej myśli – które właśnie teraz zanikają. Cenzurę na Mysiej zastąpiła cenzura globalnych korporacji i państwowego zamordyzmu.

Projekt rządu Koalicja Obywatelska-Nowa Lewica-Polskie Stronnictwo Ludowe przewiduje między innymi zamrożenie środków finansowych i zasobów gospodarczych, ograniczenia w udostępnianiu pieniędzy oraz zakazy dotyczące określonych transakcji. Według omawianego projektu „Wśród przesłanek stosowania krajowych sankcji wskazywane są między innymi działania związane z naruszaniem praw człowieka oraz wspieraniem obcej ingerencji w środowisko informacyjne Rzeczypospolitej Polskiej„.

Co to oznacza? Karane i blokowane będą działania uznane przez rządzących Polską za niebezpieczne politycznie lub uznane na przykład za rosyjską propagandę.

To nie wszystko. Z znajdującego się na oficjalnym państwowym portalu „Projekcie ustawy o zmianie ustawy o Krajowym Rejestrze Karnym i ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary” dowiadujemy się, że jedną z proponowanych zmian w przepisach jest możliwość orzeczenia przez sąd kary sięgającej 200 000 000 złotych! Dajmy na to, że jakiś związek zawodowy, stowarzyszenie, partia czy redakcja zostanie uznana za antydemokratyczną, skrajnie prawicową lub prorosyjską, to płaci 200 000 000 złotych kary. To oczywiście zazwyczaj będzie skutkować likwidacją bez formalnej sądowej delegalizacji.

Będzie można skonfiskować majątek osób, które dopuściły się poważnego naruszenia praw człowieka lub represji wobec społeczeństwa obywatelskiego, opozycji demokratycznej lub których działalność stanowi inne poważne zagrożenie dla demokracji. Minister gospodarki będzie decydował jakie treści są dopuszczalne i pożądane. To kompletna paranoja.

Kurczą się przestrzenie wolności słowa zarówno w Polsce i całej Unii Europejskiej. Znaną nam starą demokrację zastępuje demokratura. Ideowe ale głupie środowiska na Zachodzie dają się podpuszczać i organizują zamieszki, które stają się początkiem całkowitej likwidacji resztek wolności słowa. Po burdach zorganizowanych przez bandyterke przy okazji protestów antyrządowych we Francji prezydent Emmanuel Macron zapowiedział, że w najbliższych dniach na terenie kraju zostaną zakazane „nieuprawnione demonstracje”. Po to właśnie moim zdaniem zostały nagłośnione i zradykalizowane protesty w Francji, Belgii, Hiszpanii czy Portugalii.

W Polsce nie ma jeszcze na dzisiaj zdeterminowanych i dobrze zorganizowanych mniejszości, które można wykorzystać do prowokacji – więc rządzący w interesie korporacyjnej oligarchii mają utrudnione zadanie. Rządzący muszą wymyślić, a później przepchnąć przez parlament takie przepisy – które w imię demokracji uszczuplą wolność słowa. Być może jedynym ratunkiem dla wolności słowa w Polsce stanie się wywodzący się z wrogiego nam obozu politycznego, ale skonfliktowany z rządem prezydent Karol Nawrocki. 

Uważam, że przyszłościowo liczna mniejszość ukraińska w Polsce z całą pewnością, może zostać wykorzystywana do działań na rzecz ograniczenia swobód obywatelskich. Unia Europejska staje się globalnym pionierem jeżeli idzie o represyjność za poglądy i słowa. Najżałośniejsze w tym jest to, że przy okazji łaje Chiny, Rosję czy trumpistowskie Stany Zjednoczone za działania ograniczające wolność przekonań.

Łukasz Jastrzębski

Uśś.. Irlandia zakazała importu z miłującego pokój Izraela. MEM-y III.

——————————————————

———————————-

———————————————————–

———————————————

———————————————————————

——————————–

————————————

———————————————————————–

——————————————————

————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano