Ostatni wolny partyzant

Ostatni wolny partyzant

28.01.2024 Myslek nczas/ostatni-wolny-partyzant

Józef Gryga.
Józef Gryga.

Józef Gryga pseudonim „Jędrek”, „Twardy”, „Partyzant” – w latach 1963-1966 był ostatnim na ziemiach polskich ukrywającym się wraz z bronią palną partyzantem powojennego antykomunistycznego podziemia. Ukrywającym się, uzbrojonym i często przemieszczającym z jednej wsi do innej. Był także ostatnim z polskiego zbrojnego wolnościowego podziemia, który został schwytany przez MO i SB. Był poszukiwany przez służby komunistycznego państwa, mniej lub bardziej intensywnie, od końca września 1945 r. do sierpnia 1966. Został ujęty i aresztowany dopiero 8 sierpnia 1966 r. i to zupełnie przypadkowo.

Józef Gryga urodził się 26 sierpnia 1923 r. w ubogiej rodzinie chłopskiej we wsi Wapniska koło Biecza w powiecie Gorlice (współcześnie to część Biecza). Był synem Karoliny Podkulskiej z domu Gryga (ur. w maju 1896 r.) i Antoniego. Został ochrzczony 29 sierpnia 1923 r. w kościele rzymsko-katolickim w Bieczu. Jeszcze przed II wojną światową ukończył 5 lub 6 klas szkoły podstawowej. Do pierwszych dni września 1945 r. mieszkał wraz z matką i młodszą siostrą Anną w starym drewnianym domu (współcześnie już nieistniejącym) we wsi Wapniska nr 45. Od któregoś dnia z pierwszej połowy września 1945 r., tj. od czasu, gdy otrzymał kartę powołania do komunistycznego wojska, ukrywał się i następnie działał w wolnościowej, antykomunistycznej konspiracji. W tym pierwszym okresie ukrywania się i konspiracji, tj. do lipca 1946 r., nosił pseudonim „Jędrek”, którego używał najprawdopodobniej już od roku 1943 lub 1944 – jeszcze w czasie okupacji niemieckiej. Bo w latach 1943-1944 prawdopodobnie należał do jakiejś konspiracyjnej grupy czy komórki AK w Bieczu lub okolicy. Istnieją bowiem krótkie kartoteczne zapisy niektórych jednostek UB i MO, jak np. KW MO i WUBP w Rzeszowie i Krakowie, wskazujące na bliżej nieokreślone członkostwo Józefa Grygi w AK, jak np. „nieujawniony członek AK”, „członek AK ps. »Jędrek«” itp. W jednym z dokumentów operacyjnych UB zapisano, że ówczesny przełożony „Jędrka” w AK nosił nazwisko Duda. W innych dokumentach UB i potem SB zapisano też, że (20-letni wówczas) Józef Gryga w roku 1943 został zabrany do przymusowej pracy w niemieckiej Baudienst (Służbie Budowlanej w Generalnym Gubernatorstwie). Po jakimś czasie uciekł z tej Służby i pracy w Krakowie, i powrócił w rodzinne strony, gdzie ukrywał się. Prawdopodobnie wówczas nawiązał kontakt z organizacją AK.

Józef Gryga „Twardy” od połowy kwietnia 1946 r. do 15 października 1946 walczył zbrojnie z komunistyczną administracją, MO i UB w szeregach partyzanckiego oddziału Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) pod dowództwem najpierw Jana Widełko pseud. „Czarny”, a następnie Andrzeja Szczypta pseud. „Zenit” (w oddziale „Zenita” został zaprzysiężony, otrzymał nową broń i pseudonim „Twardy” jednak dopiero około 30 lipca 1946 r.). Ten oddział podlegał od maja 1946 r. zgrupowaniu partyzanckich oddziałów NSZ pod dowództwem kpt. Jana Dubaniowskiego pseud. „Salwa” i okręgowej komendzie NSZ w Krakowie. „Twardy” brał udział w kilku większych zbrojnych akcjach oddziału „Czarnego” i „Zenita” – między innymi w zasadzce na ciężarowy samochód MO i UB z komendy w Gorlicach w dniach 22-23 września 1946 r. Dzięki pomocy współpracującego z partyzantami milicjanta z posterunku w Ropie sprowokowali oni wyjazd grupy operacyjnej MO-UB z Gorlic. Na drodze przy lesie koło Szymbarka ostrzelali ciężarówkę MO z broni maszynowej i zmusili funkcjonariuszy do poddania się. Po kilkugodzinnych przesłuchaniach rozstrzelali czterech funkcjonariuszy UB, a sześciu młodych milicjantów rozbroili, rozmundurowali i puścili wolno – zakazując im jednak dalszej służby w MO i UB pod groźbą kary.

Od końca września 1945 r. do kwietnia 1946 i następnie od 15 października 1946 r. do wiosny 1954 r. Józef Gryga sam dowodził kilkuosobowymi grupkami partyzantów i ludzi ukrywających się przed UB i MO. Stopniowo zdobywał broń, amunicję, żywność, pieniądze i inne zaopatrzenie. Z pomocą swoich towarzyszy broni zwalczał na wsiach w okolicach Biecza, Gorlic, Jasła i Tarnowa, zbyt gorliwych komunistycznych poborców wiejskich podatków i kontyngentów rolnych, niektórych sołtysów, gminnych urzędników i kierowników zlewni mleka. Kilkakrotnie przeprowadzał też zbrojne napady zaopatrzeniowe na sklepy i magazyny komunistycznych gminnych spółdzielni – powstałych w latach 1945-1946 na ogół na bazie ziemi i majątku przymusowo zabranych prywatnym właścicielom. Między innymi w Ołpinach 25 czerwca 1947 r. Kilkakrotnie dokonał też ostrzelania i odstraszenia lokalnych patroli MO i UB. W sporządzonej w roku 1976 „charakterystyce nr 69” – dotyczącej „bandy Grygi” – w jej podsumowaniu funkcjonariusze SB zapisali, że w latach 1946-1954 zbrojne 2-4-osobowe grupy pod dowództwem Józefa Grygi dokonały w sumie „25 aktów terrorystycznych, w tym 35 czynów przestępczych”. Były w tym m.in. 2 „napady” na funkcjonariuszy UB, 4 „napady” na funkcjonariuszy MO, 3 ataki na w sumie kilku członków PPR i ORMO oraz „13 napadów na sklepy i instytucje spółdzielcze” (wg akt IPN Rz 05/89). Ta statystyka UB/SB nie obejmuje udziału „Twardego” w zbrojnych akcjach oddziału „Czarnego” i „Zenita” od maja do 14 października 1946 r.

Józef Gryga stawiał zbrojny opór i walczył z komunistycznymi okupantami jego kraju od kwietnia 1946 r. do lata 1954 – wraz ze swoimi wiejskimi współpracownikami i towarzyszami broni. Później, tj. po aresztowaniu w maju i czerwcu 1954 r. kilku jego współpracowników i towarzyszy, już samotnie ukrywał się przed MO i UB i walczył o przetrwanie swoje, swojej matki, krewnych i przyjaciół. Matkę krótko odwiedzał wieczorami lub nocą – co kilka miesięcy. Nie mógł bywać u niej dłużej, gdyż MO i UB okresowo obserwowała dom matki z ukrycia – ze strychu i stodoły jej sąsiadów. A w latach 1954-1959 w jej starej chałupie funkcjonowała jakaś podsłuchowa instalacja UB – choć nie cały czas. Jednak, jak to wielokrotnie zapisali funkcjonariusze, Karolina Podkulska, pouczana przez syna, była wyjątkowo ostrożna i mądra. UB-SB nie pomogło nawet zwerbowanie trzech czy czterech tajnych informatorów z kręgu jej rodziny i bliskich przyjaciółek. Ich w sumie dość liczne podchody i zapytania o jej „Józka” zbywała ogólnikami i twierdzeniami, że „nic nie wie”.

W latach 1948-1966 Józef Gryga nosił kolejne konspiracyjne pseudonimy: „Partyzant” i „Józek”. Od września 1945 r. do sierpnia 1966, a więc prawie 21 lat, ukrywał się i wymykał kolejnym akcjom poszukiwania go, obławom i operacyjnym przedsięwzięciom UB, MO i SB – od października 1946 r. do lata 1966 przeprowadzanym kilkanaście razy specjalnie przeciwko niemu i jego pomocnikom przez jednostki UB, MO, KBW i SB z Gorlic, Jasła, Tarnowa, Rzeszowa i Krakowa. Od roku 1953 do 1966 były to przedsięwzięcia nadzorowane przez kilku oficerów Departamentu III MBP/MSW i Komendy Głównej MO w Warszawie. Były to między innymi operacje o kryptonimach „Szpak”, „Wisła” i „Melina” – angażujące każdorazowo i przez kilka miesięcy lub kilka lat po kilkunastu lub kilkudziesięciu funkcjonariuszy i po kilkudziesięciu ich tajnych współpracowników i informatorów. Np. w latach 1962-1966 w celu złapania „Partyzanta” i jego kilkunastu niedawnych i obecnych „meliniarzy” powiatowe i wojewódzkie jednostki SB i MO korzystały z donosów i informacji aż 51 ich tajnych współpracowników i informatorów – i to tylko w ramach samej operacji krypt. „Melina”.

Józef Gryga niekiedy ukrywał się w lasach i górach, a jesienią, zimą i wczesną wiosną w zabudowaniach w sumie kilkunastu gospodarzy-rolników. Między innymi w domu Władysława i Anny Słowików w Rzepienniku Strzyżewskim nr 304 (w latach 1954-1960) oraz w domu Józefa Bartusika i jego syna Alfreda we wsi Olszyny nr 447 (w latach 1961-1966). W latach 1954-1964 co kilkanaście miesięcy dokonywał, już w pojedynkę, zaopatrzeniowych napadów na wiejskie spółdzielcze sklepy GS „Samopomoc Chłopska” i na inne komunistyczne spółdzielnie. Zabierał z nich pieniądze, żywność i papierosy, żeby mieć co jeść i materialnie wspomóc ukrywających go, kwaterujących i na ogół bardzo ubogich wiejskich gospodarzy. Ostatnią taką akcję z bronią w ręku przeprowadził 30 października 1964 r. Po wcześniejszym rozpoznaniu terenu i zasięgnięciu od jednej z pracownic informacji na temat terminu wypłat pensji i pieniędzy napadł na kasę Spółdzielczego Zrzeszenia Chałupników w Żurowej w gminie Szerzyny. Około godz. 14.50 wszedł do budynku tej spółdzielni – z pistoletem w kieszeni oraz z pistoletem maszynowym MP i granatem ukrytymi pod płaszczem. Postraszył kasjera i dwóch innych mężczyzn obecnych w pomieszczeniu kasy groźbą użycia pistoletu i nakazał kasjerowi wyjąć pieniądze z żelaznej kasy i szuflady. Następnie spokojnie pochował paczki banknotów do kieszeni, powiedział grzeczne „do widzenia” i spokojnie poszedł przez pola do niezbyt odległego lasu (wg zapisów śledztwa SB). Pościg kilkudziesięciu funkcjonariuszy MO i SB za „Partyzantem”, trwający kilkanaście miesięcy, znów nie przyniósł im sukcesu. Chociaż uruchomili oni wszelką swoją agenturę i setki zwykłych donosicieli w trzech czy czterech powiatach. A listy gończe i plakaty z narysowanym przez speca SB domniemanym wizerunkiem Grygi wisiały w prawie każdej okolicznej wsi i na dworcach kolejowych aż prawie dwa lata – do sierpnia 1966 r. W aktach SB zapisano także, że Józef Gryga „zagarnął” wtedy 138,3 tys. zł (tj. równowartość ok. 90-92 ówczesnych przeciętnych pensji). Część tych pieniędzy „Józek” dał 20-letniemu wówczas Alfredowi Bartusikowi i polecił mu kupić w Gorlicach nowy i dobry rower, narty marki „Beskidy” i buty do nich, radioodbiornik, aparat fotograficzny i kilka innych potrzebnych mu rzeczy.

Kilka zapisków w aktach operacyjnych bezpieki dot. kilku ustnych i niedatowanych doniesień tajnych informatorów UB-SB z drugiej połowy lat 1950-ch. Te trzy czy cztery zapiski wskazują na to, że Józef Gryga zawarł, w ścisłej konspiracji i nocą, tajny ślub kościelny z panną o imieniu Zofia. Ponoć doszło do tego za dużą sumę pieniędzy zapłaconych jakiemuś księdzu, który początkowo nie chciał udzielić ślubu ściganemu przez UB „Partyzantowi”. Najprawdopodobniej ten ślub odbył się w kościele pw. św. Michała Archanioła w Binarowej w roku 1957 lub 1958. W liście do matki datowanym 15 grudnia 1958 r. (przechwyconym i odnotowanym przez SB) „Józek” napisał bowiem m.in.: „ożeniłem się”. Ale nie napisał, kiedy się ożenił, gdzie i z kim. Powtórzył to w kolejnym liście do matki z marca 1959 r. W aktach SB z lat 1960-ch już nie ma mowy o okolicznościach tajnego ślubu i konspiracyjnego, „zdalnego” i najpewniej krótkotrwałego małżeństwa „Partyzanta” z tajemniczą Zosią z Binarowej lub może z Jodłówki Tuchowskiej. Być może była to Zofia Kawa z Binarowej, córka Władysława, ur. 16 kwietnia 1928 r. – w połowie 50., cicha „narzeczona” Józefa Grygi. Ale jak wynika z zapisów UB-SB, ten konspirator w samych latach 50. miał bliskie kontakty z co najmniej czterema dziewczynami o imieniu Zofia. SB poszukiwała tej oficjalnej panny, a zakonspirowanej żony Grygi, w aż kilkunastu wsiach przez okres około dwóch lat – bez sukcesu. Np. pewien rozkaz szefa Wydziału III SB z komendy wojewódzkiej w Rzeszowie mówił o konieczności wytypowania przez lokalnych funkcjonariuszy MO i SB i ich donosicieli co najmniej trzydziestu urodziwych panien w wieku 20-35 lat, które z niejasnych powodów nadal mieszkają z rodzicami i odtrącają swoich adoratorów. Więc takie panny wyszukiwano, typowano i inwigilowano, czy aby nie kontaktują się z Grygą. Zaangażowana do tego zadania agentura UB-SB miała więc zapewne ciekawe zajęcie.

Józef Gryga został ujęty przez siły komunistyczne zupełnie przypadkowo. Dość upalnego 8 sierpnia 1966 r. został zatrzymany przez milicjanta i kilku mieszkańców we wsi Rzepiennik Suchy – w zabudowaniach nieznanego mu wcześniej wiejskiego „dentysty” Tadeusza Niemca, do którego „Partyzant” zgłosił się w celu usunięcia mocno bolącego go zęba. Ale dentysta polecił mu czekać na zabieg rwania. Został pojmany po donosie córki dentysty, która w marynarce podejrzanego i nietrzeźwego nieznajomego (bo „Józek” od rana pił wino i wódkę, żeby ukoić ból zęba) zauważyła pistolet i wkrótce poinformowała o tym żonę milicjanta mieszkającego w sąsiedztwie. W efekcie Józef Gryga został zatrzymany przez tego funkcjonariusza MO i skuty kajdankami – przy pomocy kilku mieszkańców wsi, w tym wspomnianych kobiet. Chwilę wcześniej próbował uciekać, ale nie udało mu się przeskoczyć płotu przydomowego ogródka. Nikt z tych mieszkańców Rzepiennika Suchego nie wiedział, kogo zatrzymali. Dowiedzieli się dopiero po dobrych kilku godzinach – po przyjeździe funkcjonariuszy z Gorlic.

Po ponad rocznym śledztwie SB i po licznych przesłuchaniach, pomimo swoich obszernych i dość szczerych zeznań, a także pomimo dobrowolnego wydania SB swojej ukrytej w lesie broni maszynowej, granatów i ponad 65 tys. zł z pieniędzy pozostałych mu z rabunku w Żurowej, 21 września 1967 r. Józef Gryga został skazany przez Sąd Wojewódzki w Rzeszowie na karę śmierci, utratę praw obywatelskich i publicznych i karę grzywny 60 tys. złotych. Choć zarzutu zabójstwa jakiejś osoby cywilnej czy konkretnego funkcjonariusza UB, KBW lub MO nie było. Kara śmierci została mu zamieniona prawdopodobnie jeszcze na tym samym posiedzeniu Sądu na dożywotnie więzienie. Karę dożywotniego więzienia władze PRL zamieniły mu w roku 1969 na 15 lat więzienia – na mocy ogólnej amnestii. Zakład karny w Barczewie koło Olsztyna „Twardy” opuścił 29 kwietnia 1981 r. Według zapisów więziennej administracji (akta IPN Ol 52/1765) mógł on opuścić to więzienie już w końcu grudnia 1979 r., gdyby nie wspomniana kara grzywny, której wraz z odsetkami ani on, ani jego uboga matka i siostra z Biecza nie byli w stanie w pełni spłacić. W aresztach i więzieniach PRL „Partyzant” – w latach 1945-1966 prawdziwie „wolny ptak” – spędził 14 lat, 8 miesięcy i 3 tygodnie. Był całkowicie „wolnym ptakiem” przez 21 lat – wolnym przede wszystkim od licznych kontroli, nakazów, zakazów i podatków urzędów i organów socjalistycznego państwa.

Po wyjściu z więzienia Józef Gryga przez kilka lat mieszkał w rodzinnym Bieczu – w domach rodziny, w tym u córki siostry swej matki – p. Łucji Kuk. Pracował w zakładach drzewnych w Bieczu. W 1982 r. ożenił się z Marią Winiarską z okolic Biecza. To małżeństwo trwało tylko kilkanaście miesięcy i zakończyło się urzędowym rozwodem. Natomiast 25 października 1989 r. Józef Gryga zawarł ślub kościelny z Emilią Nieć z parafii rzymsko-katolickiej w Czechowicach-Dziedzicach, pow. Bielsko-Biała. I najprawdopodobniej tam mieszkał od roku 1989 i tam zmarł dn. 17 stycznia 1997 r. (wg danych z systemu PESEL MSW PRL dot. ewidencji ludności i obowiązującego też w latach 1990-ch). Zmarł w wieku 73 lat i niespełna 5 miesięcy. Jesienią 2023 r. grób Józefa Grygi znajdował się na Cmentarzu Parafialnym w Czechowicach-Dziedzicach.

=============================

+ Christus vincit !

Ps. 

        1 marca – dzień żołnierzy niezłomnych (dla zmylenia nazywanymi – „wyklętymi”)….

 „…..I  na koniec jeszcze jedno ogłoszenie- 1 marca w Bieczu, w kinie , o godz 18-tej odbędzie się premiera nowego filmu pt. „Gryga” pokazującego losy ostatniego partyzanta ,który dał się złapać dopiero w 1966 r (sierpień). Wszystkich mieszkańców Biecza i okolic*  serdecznie zapraszamy.. Wstęp wolny.

*ponieważ nie ma wyszczególnienia jaki zasięg „okolicy” ,zatem czyż to określenie nie można rozpatrywać wg uznania (np. dla zainteresowanych dowolny promień odległości ziemskiej).

Światło Loży, czy Światło Chrystusa? Franciszkanin o dialogu Kościoła z masonerią

Światło Loży, czy Światło Chrystusa? Franciszkanin o dialogu Kościoła z masonerią

swiatlo-lozy-czy-swiatlo-chrystusa

Światło Loży nie jest tożsame ze Światłem Chrystusa. Masoneria proponuje swoją własną religię – religię gnozy i relatywizmu. Dlaczego Kościół katolicki podejmuje z nią dialog? Takie pytanie stawia na łamach „La Nuova Bussola Quotidiana” franciszkanin Niepokalanej, o. Paolo Siano, włoski ekspert ds. masonerii. 

Ojciec Siano odwołuje się do słynnego spotkania 16 lutego w Mediolanie pomiędzy przedstawicielami trzech największych włoskich lóż a ludźmi Kościoła. Przypomina, że mediolańskie spotkanie przyniosło dwie zasadnicze konkluzje, przynajmniej na ile można to stwierdzić na podstawie przecieków medialnych. Po pierwsze, kardynał Francesco Coccopalmerio zaproponował ustanowienie „okrągłego stołu” dialogu Kościoła z masonerią. Po drugie, bp Antonio Staglianò wezwał do oddzielania podejścia prawnego od duszpasterskiego, proponując „miłosierną drogę” wobec wolnomularzy.

Duchowny zwrócił następnie uwagę na treść przemówień dwóch mistrzów masońskich, Stefano Bisiego i Luciano Romoliego, które zostały opublikowane w sieci. Stefano Bisi zarzucał Kościołowi wrogość i nieuzasadnioną walkę z masonerią, co, jak przypomniał ojciec Siano, nie ma żadnego uzasadnienia historycznego, bo było raczej dokładnie odwrotnie. Autor wskazał ze szczególnym naciskiem na te partie przemówienia Bisiego, które dotykały samej istoty masonerii: relatywizmu. Bisi wzywał bowiem Kościół, by ten odszedł od pojęcia Prawdy, sugerując, że ci, którzy twierdzą, że wyznają jedyną Prawdę – jak katolicy – po prostu „oszukują samych siebie”. Masoneria ma być bardziej wolnościowa i „nieustannie szukać prawdy, pozostawiając dogmaty innym”. W tych słowach Bisiego dobrze widoczna jest wrogość do dogmatów Kościoła, relatywizm, budowanie kontrastu pomiędzy Słowem Bożym a nauką dogmatyczną Kościoła. Dalej Stefano Bisi sugerował, że mianem „boga” (w tekście pisał „bóg” z małej litery) można określić wszechświat, co odsyła nas do panteizmu w stylu heretyka Giordana Bruno, na którego w innym miejscu wystąpienia Bisi się zresztą powoływał.

Podobne tezy prezentował w swoim przemówieniu Luciano Romoli. Wielki mistrz stwierdzał, że masoneria kultywuje takie idee jak „tolerancja, relatywizm, wiara w postęp badań i wiedzy, równość i wolność”. Przekonywał, że idee „tolerancji i relatywizmu” są szczególnie istotne „w odniesieniu do religii” – zwłaszcza w takim świecie, jak zachodni, który staje się „coraz bardziej wieloetniczny i wieloreligijny”. Romoli mówił też nieco o ezoteryce i gnozie masonerii. Członków masonerii nazywał „adeptami”, wskazując na łączenie przez wolnomularzy „tego, co racjonalne, z tym, co przed-racjonalne”, mówił o „procesie aktywnej transformacji i stopniowej identyfikacji ze świętym jądrem własnej osobowości”, o doświadczaniu sacrum oraz o „zrozumieniu współistotności materii i ducha” czy wreszcie o „współuczestnictwie w powszechnej harmonii”.

Ojciec Siano pyta na koniec, jaki jest zatem cel publicznego i oficjalnego dialogu Kościoła i masonerii. Z perspektywy wolnomularzy, wskazuje, jest to dość oczywiste: masoneria prezentuje się jako szanowany, uznany i zgoła niezbędny partner Kościoła, co daje też szansę na otwarcie drogi do „pojednania”, tak, by katolicy mogli być częścią masonerii. „Jednak masońskie Światło, Światło Wielkiego Architekta Wszechświata… nie jest Światłem Chrystusa i Kościoła katolickiego” – podsumowuje kapłan.

Źródło: lanuovabq.it

Pach

Życie na linie 6. Życie towarzyskie i uczuciowe.

Życie na linie 6

Życie towarzyskie i uczuciowe

Pędząca Glizda

Pracownicy spółdzielni robót wysokościowych „Okienko” byli na ogół bardzo młodzi. Wyznawali – jak już wspominałam – zasadę, że cnota jest to permanentny brak okazji.

A że okazji im nie brakowało, ich życie towarzyskie i uczuciowe było bogate, ciekawe i pełne zmiennych konfiguracji. Osoby rzadziej bywające na imprezach jak je nazywano „okiennych” łatwo mogły popełnić gafę pytając parę, która już dawno przestała być parą o dzieci albo budowę wspólnego domu. Spółdzielnia, poza opozycją regionu, skupiała wszelkiej maści oryginałów. Mówiąc wprost – różnych sympatycznych swoją drogą wariatów. Jedni nurkowali w zimie w Bałtyku, inni latali na paralotni, wreszcie inni wspinali się i żeglowali.

Był wśród nich Mietek Ryś, który po licznych podróżach wylądował gdzieś na Syberii w syberyjskiej chacie z syberyjską damą u boku. Jego ślubna żona pocieszała się jak mogła. Ponieważ poprzedni ślub był tylko cywilny, każda nowa konkieta mogła dla niej zaowocować prawdziwym sakramentalnym małżeństwem. Sakrament – sakramentem, lecz biała suknia, kwiaty i deszcz monet różnych nominałów przy wyjściu z kościoła to to, o czym marzy każda kobieta niezależnie od wieku. Żona Rysia była młoda i ładna więc pocieszycieli nie brakowało.

Chłopcy formułowali zresztą często pogląd, że nie ma zbyt brzydkich i zbyt starych żeby się nimi (nazwijmy to ) zainteresować kobiet, tylko czasami brakuje wódki.

C D N

Zbieżność nazwisk i sytuacji jest przypadkowa. W kolejnych odcinkach mojej opowieści poznają państwo losy innych osób pracujących w spółdzielni „Okienko”

=====================

mail: Jakich “nazwisk”? Nawet ksywy ukrywasz, Gizdo…

Przepychanka wokół melasy

Przepychanka wokół melasy

Stanisław Michalkiewicz  tygodnik „Goniec” (Toronto)    25 lutego 2024 melasa

Dawno, dawno temu, krążyła po Polsce anegdota, jak to partyzanci walczyli z Niemcami o leśniczówkę. Najpierw partyzanci wyparli stamtąd Niemców, potem Niemcy uderzyli i wyparli partyzantów. Następnie partyzanci otrzymali posiłki i wyparli Niemców. Wreszcie leśniczy się zdenerwował i wygonił stamtąd i jednych i drugich.

Z podobną sytuacją mamy do czynienia i teraz, w związku z protestem rolników, który rozlewa się już na cały kraj, a także – co najmniej na pół Europy. Zostawmy jednak Europę na boku,, chociaż w tamtym proteście jest jeden wspólny punkt z naszym. Chodzi o tak zwany „Zielony Ład”, czyli komplet przedsięwzięć zaprojektowany przez wariatów, którzy obleźli instytucje Unii Europejskiej i – jak to wariaci – dopuścili sobie do głowy, że będą ratowali „planetę”.

Utwierdzają ich w tej dolegliwości Judenraty europejskich i amerykańskich gazet wyborczych, kierowanych przez tamtejszych panów redaktorów Michników. Redaktorowie Michnikowie, podobnie jak ich starsi i mądrzejsi mocodawcy w te wariactwa chyba nie wierzą, ale od czego mają głupich gojów? Jak głupie goje naczytają się gazet wyborczych, jak nasłuchają się utytułowanych ekspertów, co to za pieniądze gotowi są udowodnić wszystko, ja w wyższych szkołach gotowania na gazie wbiją im do głów, że „cztery nogi dobre, dwie nogi złe”, to popadają w takie wariactwo, którego żaden doktor nie wybije im z głowy – chyba, że razem z mózgiem.

Jednym z elementów „Zielonego Ładu” jest pomysł, by jedna dziesiąta gruntów w każdym gospodarstwie ugorowała. Jak w swoich pamiętnikach wspomina Adam Grzymała-Siedlecki, coś takiego już się zdarzyło pod koniec XIX wieku w zaborze rosyjskim. Niejaki pan Zapalski, absolwent uniwersytetu, gospodarował w swoim majątku w sposób nie zwracający niczyjej uwagi do momentu, kiedy jadąc saniami uderzył głową o węgieł stodoły. Akurat Europę zaczęło zalewać tańsze zboże amerykańskie, co spowodowało zaburzenia na rynku rolnym. Pan Zapalski zareagował na to osobliwym połączeniem teorii naukowych i bzika. Skoro nie mogę – powiadał – zwiększyć popytu na zboże, to dla utrzymania ceny ograniczę podaż – i ku rozpaczy oficjalistów, połowę gruntów w swoim majątku pozostawił nieobsianych. Sąsiedzi ze zrozumieniem kiwali głowami mówiąc, że już kiedy wybierał się on na ten cały uniwersytet, to przeczuwali, że nic dobrego z tego nie wyniknie.

W Polsce, jak wiadomo, trwa wojna między Volksdeutsche Partei z satelitami i znienawidzonym Jarosławem Kaczyńskim, który teraz uwija się wokół nowej strategii, drapowania się w kostium męczennika świętej sprawy niepodległości Polski. Obydwie „strony wojujące” nie tylko pyskują na siebie nawzajem w telewizjach i sejmowych komisjach śledczych, ale przepychają się w rozmaitych instytucjach państwowych i spółkach Skarbu Państwa, bo jużci – po ośmioletnim poście ci nowi chcieliby wreszcie umoczyć pyski w melasie, a ci, co je moczyli do tej pory, nie chcą się od melasy oderwać. Do tego sprowadza się u nas życie polityczne, bo – jak już wielokrotnie przypominałem – uprawianie prawdziwej polityki nasi mężykowie stanu mają od Naszych Sojuszników surowo zakazane.

Toteż na protesty rolników, którzy zaczęli wysypywać ukraińskie zboże z ciężarówek w Dorohusku i z kolejowych wagonów w Medyce, a poza tym – blokować drogi i skrzyżowania w całej Polsce, nie mają żadnej rady. Wprawdzie pan wiceminister Kołodziejczak próbował szlajać się na przejściach granicznych, ale kiedy rolnicy przekonali się, że on nic nie może i tylko obiecuje gruszki na wierzbie, więc go stamtąd pogonili. Wtedy szlajać zaczął się minister, ale okazało się, że i on nic nie może, bo decyzja spoczywa w rękach Komisji Europejskiej i ukraińskich oligarchów, którzy do serc unijnych ludowych komisarzy zawsze potrafią się przeborować. Toteż inicjatywę zaczyna przejmować ukraiński ambasador w Warszawie, pan Bazyli Zwarycz. Po pierwszym wysypaniu zboża oskarżył rolników o „haniebną zbrodnię”, a po incydencie w Medyce – nie tylko zgromił ich, że „wstyd i hańba”, ale rozkazał policji, by zrobiła z nimi porządek. Jednak policja nie jest pewna, kogo ma słuchać, więc na razie nic nie robi, wychodząc ze słusznego założenia, że wtedy przynajmniej nie popełni błędu.

Nie robią też nic również obydwie „strony wojujące” – bo co ich tam obchodzą jacyś rolnicy, kiedy chodzi przecież o melasę? A podchody pod melasę nabierają dynamiki. Oto minister sprawiedliwości, pan Bodnar kombinuje, jakby tu powyrzucać 15 faworytów Naczelnika Państwa z Krajowej Rady Sądownictwa i na opróżnione miejsca powsadzać fagasów wskazanych przez stare kiejkuty. Chodzi o to, by wszystkie stanowiska poobsadzać własnymi fagasami i dopiero wtedy stawiać przed ich obliczem niegodziwych pisiorów, opróżniając w ten sposób żerowisko i robiąc miejsce dla swoich. Jeszcze nie wiadomo, czy Sejm będzie te wszystkie operacje wykonywał przy pomocy uchwał przeciwko trzęsieniom ziemi i lodowcom – bo na przykład pojawił się projekt, żeby w ten sposób uchwalić, że tak zwani „neo-sędziowie” nie są żadnymi sędziami, tylko przebierańcami. Tak w każdym razie doradzała chluba socjalistycznej jurysprudencji, pan Wojciech Hermeliński.

Nie jest jednak wykluczone, że Volksdeutsche Partei zaryzykuje ustawę. Wprawdzie pan prezydent Duda odgrażał się, że każdą ustawę uchwaloną bez udziału panów Kamińskiego i Wąsika skieruje do Trybunału Konstytucyjnego – ale jak na razie nie skierował tam nawet ustawy budżetowej, a ustawę przedłużającą socjal dla obywateli Ukrainy w Polsce podpisał bez gadania. Cóż zresztą ma robić, skoro przekonał się, że zuchwałe zapowiedzi obydwu panów, iż wtargną do Sejmu jak tornado, by wykonywać swoje mandaty, zakończyły się żałosną rejteradą? Poza tym chyba jeszcze nie wie, jakie zadania nałoży wkrótce na niego prezydent Józio Biden, więc na wszelki wypadek próbuje siedzieć cicho. To znaczy – nie tyle „cicho”, co stwarzać wrażenie bezstronności. Oświadczył na przykład, że nie będzie słuchał ani Donalda Tuska, ani Jarosława Kaczyńskiego. Jak długo wytrwa w swoim postanowieniu – tego nie wiemy, a wesołość komentatorów wzbudziła jego niedawna deklaracja: „podjąłem decyzję”. Toteż pani Monika Pawłowska, co to wygartywała chyba ze wszystkich kominów, zanim wylądowała w PiS-ie, właśnie oświadczyła, że obejmuje mandat „po Mariuszu Kamińskim”, chociaż były Naczelnik Państwa surowo tego zabronił. Pan poseł Czarnek zwrócił jej uwagę, że w ten sposób zostanie 461 posłem, podczas gdy konstytucja przewiduje tylko 460, ale pani Monika puściła to mimo uszu. Kto by się przejmował takim embarras de richesse, kiedy melasa, to znaczy – pardon – jaka tam znowu „melasa”? Nie żadna melasa, tylko praca i poświęcenie dla Polski, bez którego nie może już wytrzymać? Toteż pochodząca ze świętej rodziny pani red. Dominika Wielowieyska nie może się jej nachwalić na łamach „Gazety Wyborczej” , a w tej sytuacji kto wie, czy pani Monika nie zostanie przez wiadomy Judenrat awansowana na autorytet moralny?

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Polska ma największe złoża srebra […znane, na świecie].

Polska na czele światowej listy kruszców. Rekordowe złoża i… niewykorzystana szansa?

25.02.2024 nczas

Według najnowszego raportu amerykańskiej Służby Geologicznej (USGS), Polska stała się liderem światowych zasobów srebra, wyprzedzając takich potentatów jak Chiny, Australia i Peru.

Raport „Mineral Commodity Summaries 2024” opublikowany przez USGS na początku tego roku zawiera informacje o ponad 90 niepaliwowych surowcach mineralnych, w tym o srebrze.

Z raportu wynika, że Polska dysponuje zasobami srebra (w postaci rud) szacowanymi na 170 tys. ton. Przy obecnym kursie na światowych giełdach mają one wartość ok. 127 miliardów dolarów, czyli ok. 505 miliardów złotych. To oznacza, że Polska ma więcej srebra niż jakikolwiek inny kraj na świecie.

Jak doszło do takiego stanu rzeczy? Głównym powodem jest odkrycie nowych złóż srebra w Polsce w zeszłym roku, które znacznie zwiększyły nasze zasoby tego metalu. Dzięki temu Polska i Rosja, która również znalazła nowe pokłady srebra, stały się kluczowymi graczami na rynku tego kruszcu. W sumie światowe zasoby srebra wzrosły z 550 tys. ton do 720 tys. ton w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Polska ma więc ogromny potencjał do wykorzystania, zwłaszcza w kontekście rosnącego zapotrzebowania na srebro w przemyśle. Jednak posiadanie dużych zasobów srebra to nie wszystko. Trzeba je również wydobywać i sprzedawać. W tym zakresie Polska nie jest jeszcze liderem.

W 2023 roku Polska wydobyła 1,3 tys. ton srebra, co plasuje ją na piątym miejscu na świecie pod tym względem. Na pierwszym miejscu jest Meksyk, który wyprodukował 6,4 tys. ton srebra, a na drugim Chiny, które wydobyły 4,5 tys. ton. Polska ma więc sporo do nadrobienia, jeśli chce być nie tylko posiadaczem, ale również producentem i eksporterem srebra.

W Unii Europejskiej rozpoczęła się procedura zmian unijnych traktatów, której zakończeniem ma być całkowita likwidacja polskiej niepodległości. Jak walczyć.  

Ordo Iuris

Jerzy Kwaśniewski Ordo Iuris <kontakt@ordoiuris.pl>

Politycy cytują Ordo Iuris
 
Szanowny Panie,w cieniu politycznej wojny i narastającego chaosu w państwie, toczy się proces, który jest ważniejszy niż wszystko, o czym słuchamy i czego dowiadujemy się każdego dnia z polskich mediów. W Unii Europejskiej rozpoczęła się procedura zmian unijnych traktatów, której zakończeniem ma być całkowita likwidacja polskiej niepodległości. Jako Polacy nie będziemy mieli już nic do powiedzenia na temat ochrony życia, rodziny, wolności, migracji, ekonomii czy edukacji – bo decyzje będą zapadać w Berlinie i Brukseli. Niestety większość rodaków cały czas nie jest świadoma tego gigantycznego zagrożenia.Dlatego od kilku miesięcy nie ustajemy w nagłaśnianiu procesów zachodzących w UE. 
Tydzień temu na Pana skrzynkę trafiła wiadomość, w której w szczegółach opisywałem, z czym konkretne – dla życia codziennego każdego z nas – będzie się wiązać odebranie państwom członkowskim prawa weta w kluczowych dla bezpieczeństwa i suwerenności Polski obszarach.Nasza praca zaczynać przynosić konkretne owoce.
 Nasze analizy i ostrzeżenia docierają do wielu Polaków – w tym także do istotnych decydentów.W tym tygodniu uczestniczyłem wraz z mec. Bartoszem Lewandowskim z Collegium Intermarium w sejmowym seminarium prawniczym „Stan praworządności w Polsce. Działania organów władzy publicznej po 13.12.2023 r.”.
Otwierając seminarium, Jarosław Kaczyński cytował wprost nasze eksperckie ustalenia, mówiąc o tym, że referendum w sprawie zmian traktatów UE może się okazać „referendum rozbiorowym”.
Podobnie zbieżne z naszymi ekspertyzami głosy słychać coraz częściej z różnych stron, a nasz najnowszy raport cieszył się poważnym zainteresowaniem także na Węgrzech.To pokazuje jedno – nasza praca ma sens!
Liczę gorąco na to, że również Pan i wszyscy nasi sympatycy oraz Darczyńcy zechcecie być ambasadorami tej ważnej wiedzy, ostrzegając swoich bliskich, przyjaciół i współpracowników przed realnymi skutkami procedowanych zmian UE.O konkretnych zagrożeniach związanych z tą sprawą pisałem Panu tydzień temu. Jeśli do tej pory, nie udało się Panu zapoznać z treścią tej wiadomości, to bardzo gorąco zachęcam do lektury.
Jest poniżej.
Z wyrazami szacunkuAdw. Jerzy Kwaśniewski - Prezes Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris  
Temat: Niemcy chcą odebrać nam prawo weta. Wiceszef polskiego MSZ… jest „za”Data: sobota, 17 lutego 2024 r.,

Szanowny Panie,gdy Parlament Europejski przyjmował poprawki do unijnych traktatów, które zakładają przejęcie przez Unię kompetencji w 10 obszarach kluczowych dla naszej narodowej suwerenności, Donald Tusk odgrywał rolę dobrego policjanta. W sejmowym exposé uspokajał, że „żadne próby zmian traktatów Unii Europejskiej wbrew interesom Polski nie wchodzą w rachubę”. Buńczucznie zapowiadał, że za jego rządów to Polska będzie rozstrzygać o kierunkach zmian w Unii Europejskiej.Jednak uruchomiona oficjalnie procedura zmiany traktatów jak walec ruszyła naprzód. Polska – będąca przez lata hamulcowym w budowie „superpaństwa” na gruzach państw narodowych – od 13 grudnia po cichu wspiera zmiany, usypiając czujność polskich obywateli.Instytut Ordo Iuris jest obecnie w Polsce najważniejszym głosem sprzeciwu, ujawniając skalę ofensywy, budząc społeczny opór oraz dostarczając prawnych argumentów. Już w 2022 roku – gdy w Polsce o sprawie nie mówiono wiele – opisaliśmy planowane zmiany.Teraz wykazujemy, że UE chce odbierać nam armię i ambasady; że chce kontrolować polski przemysł i decydować bez udziału Warszawy o rozwoju wielkich projektów jak CPK czy porty morskie. Poprawki obejmują także przejęcie przez unijnych urzędników decydowania o seksedukacji, dostępności aborcji, surogacji, homoadopcji czy… możliwość odgórnego narzucenia polskim dzieciom wspólnej, europejskiej listy lektur i ujednoliconego nauczania historii.
Zaraz po zaprzysiężeniu Donalda Tuska, przedstawicielka rządu mogła sprzeciwić się dalszemu procedowaniu projektu zmian unijnych traktatów podczas posiedzenia Rady UE… ale tego nie zrobiła. Ograniczyła się do złożenia niewiążącego oświadczenia, by liderzy obozu rządzącego mogli później udawać w mediach, że bronią polskiej suwerenności.
Gdy dziennik Rzeczpospolita zapytał wiceszefa MSZ Andrzeja Szejnę o opinię w sprawie niemieckiego postulatu likwidacji prawa weta w sprawach związanych z polityką zagraniczną, zastępca Radosława Sikorskiego stwierdził bez wahania, że Unia „nie może być sparaliżowana stanowiskiem jednego kraju” i dodał, że „w jakimś stopniu rozumowanie Berlina jest więc zasadne.”
Niektórzy powiedzieliby, że to drobnostka. Ale oddanie obcym prowadzenia polskich spraw zagranicznych oznacza przecież możliwość rozpoczęcia wojny celnej z USA lub nawiązania sojuszu energetycznego z Rosją – wbrew interesom Polski, a nawet pomimo sprzeciwu kilkunastu państw UE. To oddanie wielkiego obszaru niepodległości w ręce Brukseli i Berlina.Takich sfer polskiej kapitulacji i oddawania suwerenności jest jednak więcej. Unijni urzędnicy postanowili zawalczyć o przejęcie dziesięciu obszarów narodowego samostanowienia.Budując strategię obrony suwerenności opieramy się na jednoznacznych zasadach Konstytucji. Przyjęcie zmian traktatowych wymaga polskiej zgody. Jeżeli takiej zgody nie udzieli 2/3 polskiego Sejmu i Senatu, konieczne stanie się referendum. Szacujemy, że odbędzie się za dwa lata.To oznacza, że wkrótce będziemy zapewne bombardowani prymitywną propagandą, w ramach której rewolucjoniści będą wmawiać Polakom, że głosowanie przeciwko reformie traktatów, to głosowanie za biedą, cywilizacyjnym upadkiem i „przeciwko Europie”.Przed nami epokowe wyzwanie. Musimy dotrzeć do wszystkich Polaków z informacją, że referendum dotyczy w rzeczywistości oddania suwerenności; że utrata niepodległości to konkretne szkody dla każdego Polaka. I tylko powszechny sprzeciw może zatrzymać rozpędzoną, niemiecką machinę przejmowania Europy.
Dlatego w ubiegłym roku – 11 listopada, gdy świętowaliśmy kolejną rocznicę odzyskania niepodległości – ogłosiliśmy powołanie do życia Kolegium Suwerenności, które staje się zapleczem eksperckim, dostarczającym wsparcie prawne i merytoryczne analizy dla całego polskiego ruchu suwerennościowego.Pierwsze owoce naszej decyzji już są widoczne. Za mną szereg spotkań terenowych. Nasz głos jest obecny w mediach poprzez setki wypowiedzi, wywiadów, artykułów i wzmianek. O wynikach naszych analiz wspominają politycy z różnych politycznych środowisk. Jarosław Kaczyński mówił na partyjnym wiecu, że „prawnicy z Ordo Iuris wykazali, że w 10 najważniejszych strefach tracimy suwerenność”. W wielkiej konferencji suwerennościowej „Wolni Polacy wobec zmian traktatowych Unii Europejskiej”, która zostanie zorganizowana w marcu w Katowicach, nasi eksperci będą najliczniejszym niezależnym środowiskiem. Rozpoczęliśmy także budowę międzynarodowego ruchu sprzeciwu wobec zmian w traktatach UE.
Aby wszystkim obrońcom niepodległej Ojczyzny dać do ręki argumenty i konkretną wiedzę – przed kilkoma dniami zaprezentowaliśmy raport „Po co nam suwerenność?”. Precyzyjnie pokazujemy w nim, że traktatowe zmiany mają trwale odebrać Polsce suwerenność w 10 konkretnych obszarach – kluczowych dla naszej narodowej suwerenności.Skutkiem wdrożenia reformy może być przejęcie przez Unię dowodzenia nad siłami zbrojnymi Polski, zamknięcie polskich ambasad i zastąpienie polskich dyplomatów służbami unijnymi. To także ostateczne oddanie Brukseli kontroli nad przepływem imigrantów. Unia Europejska będzie mogła przejąć nadzór nad kluczowymi gałęziami polskiego przemysłu, zamykać kopalnie i porty, oraz nabyć wyłączną kompetencję w zakresie zawierania porozumień dotyczących ochrony klimatu. To urzędnicy UE zdecydują, czy mamy budować Centralny Port Komunikacyjny lub autostrady. Reforma będzie skutkować narzuceniem państwom członkowskim akceptacji aborcji, surogacji, eutanazji, permisywnej edukacji seksualnej, przywilejów dla homozwiązków i homoadopcji.
Raport przetłumaczyliśmy już na język angielski i rozpoczęliśmy jego szeroką promocję. W ubiegły piątek kopie raportu trafiły do przedstawicieli węgierskiego rządu podczas Polsko-Węgierskiego Politycznego Forum w Budapeszcie, gdzie uczestniczyliśmy w dyskusji o przyszłości naszego regionu.Już niedługo raport trafi do wszystkich eurodeputowanych. Będzie też podstawą rozmów i spotkań ze środowiskami ze Słowacji, Chorwacji, Włoch, Hiszpanii, Francji, Rumunii, Bułgarii i wielu innych krajów, które mogą przyczynić się do zablokowania zmian.Wszystkie te działania to dla nas duże koszty, ale wszystkie są absolutnie niezbędne, bo jeśli oddamy naszą suwerenność – cała nasza walka w obronie kluczowych dla nas i dla Pana wartości nie będzie już miała znaczenia, bo decyzje podejmować będzie za nas Bruksela… a tak właściwe, to Berlin.
Dlatego ośmielam się prosić Pana o rozważenie jednorazowego lub stałego wsparcia dla Instytutu Ordo Iuris, bo przed nami ogrom pracy, który będziemy musieli wykonać – także w Pana imieniu – by obronić wiszącą już na włosku niepodległość naszej Ojczyzny.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Wciąż nie jest za późno
Choć w ciągu ostatnich kilku lat centralizacja Unii Europejskiej uległa radykalnemu przyspieszeniu, to jednak przed nami nadal długa droga.Procedura zmian traktatowych została formalnie rozpoczęta w ubiegłym roku, gdy projekt został przyjęty na forum Parlamentu Europejskiego. Następnie została przekazana Radzie Unii Europejskiej (złożonej z właściwych ministrów poszczególnych państw członkowskich), która przekazała ją do kolejnego etapu procedowania 18 grudnia.Trzecim etapem procedury będzie podjęcie przez Radę Europejską
 (złożoną z szefów państw i rządów) decyzji zwykłą większością głosów o zwołaniu konwentu złożonego z przedstawicieli parlamentów narodowych, szefów państw i rządów, Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej.Konwent dokona wstępnej oceny merytorycznej poprawek zgłoszonych przez Parlament Europejski, a następnie – w drodze konsensusu – przyjmie zalecenia dla konferencji międzyrządowej. Alternatywnie Rada Europejska może samodzielnie ustalić takie zalecenie bez zwoływania konwentu, ale na taki ruch musi uzyskać zgodę Parlamentu Europejskiego.Następnie przewodniczący Rady UE zwołuje konferencję międzyrządową, która będzie najważniejszym etapem procedury. To wtedy przedstawiciele rządów państw członkowskich wypracują ostateczną treść poprawek traktatowych, które mogą przyjąć jedynie w drodze konsensusu. Potem nie będzie już można dokonywać żadnych zmian w treści poprawek.Ostatnim etapem procedury jest ratyfikacja nowych traktatów przez wszystkie państwa członkowskie zgodnie z ich konstytucyjnymi wymaganiami. W przypadku Polski ratyfikacja traktatów leży w gestii Prezydenta RP, który musi wcześnie uzyskać zgodę parlamentu. Ponieważ proponowane poprawki przewidywałyby znaczące poszerzenie kompetencji Unii Europejskiej, taka zgoda musiałaby zostać wyrażona odrębnie przez Sejm i Senat – w każdym przypadku większością 2/3 głosów. Alternatywnie zgoda na taką ratyfikację mogłaby zostać wyrażona w drodze referendum.Otwórzmy oczy Europejczykom!Przed nami zatem proces, który może potrwać około dwóch lat. Wciąż mamy więc czas na zorganizowanie sprzeciwu i uświadomienie Polakom skali zagrożenia. 
Ale musimy te działania rozpocząć już teraz – zanim ruszy machina propagandowa unijnych federalistów.Co więcej – bardzo istotne będzie uświadomienie skali zagrożenia także obywatelom innych państw europejskich, bo sprzeciw jednego kraju łatwo złamać, co dobitnie pokazuje chociażby historia przyjmowania Traktatu lizbońskiego, który pierwotnie także nie był akceptowany przez część państw, których sprzeciw został ostatecznie przełamany.
Dlatego opublikowany w tym tygodniu raport „Po co nam suwerenność?” przetłumaczyliśmy już także na język angielski. Sam raport trafi do eurodeputowanych, polityków krajowych oraz organizacji społecznych w całej UE.W raporcie opisaliśmy 10 konkretnych obszarów postulowanej cesji narodowej suwerenności. Zebrani przez Instytut Ordo Iuris eksperci pisali o utracie samostanowienia w dziedzinach: ochrony klimatu, polityki zdrowotnej, infrastruktury transgranicznej, ochrony granic, polityki zagranicznej, bezpieczeństwa i obronności, przemysłu, edukacji, polityki monetarnej i prawa rodzinnego. Każdemu z tych zagadnień poświęciliśmy odrębny rozdział raportu, w którym omówiliśmy zakres oddawanych kompetencji narodowych i ich przewidywane konsekwencje.Z całego pakietu zmian wyłania się konkretna wizja „europejskiego superpaństwa”, gospodarczo scentralizowanego i zarządzanego odgórnie na poziomie znacząco przekraczającym federalizację USA. 
W świetle przyjętych zmian Polska straciłaby kontrolę nad obszarami, które według teoretyków państwowości są esencją tego, co możemy nazywać państwem niepodległym i suwerennym, a więc sprawami wewnętrznymi państwa, własną polityką zagraniczną, zdolnością do prowadzenia wojny obronnej i ochrony zdefiniowanych granic.To prawdziwy tryumf Altiero Spinellego, który pisał w Manifeście z Ventotene, że „fundamentalny, wymagający rozwiązania problem, którego istnienie sprawia, iż wszelki dalszy postęp jest jedynie pozorny, to kwestia zniesienia ostatecznego podziału Europy na suwerenne państwa narodowe”.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk[to w oryginale, nie kopiuje mi sie MD]
Unia zamknie polskie kopalnie?W raporcie piszemy między innymi o wyposażeniu Unii Europejskiej w wyłączną kompetencję w zakresie zawierania międzynarodowych porozumień „w sprawie zmiany klimatu” oraz usunięciu obszaru „środowisko naturalne” z zakresu kompetencji dzielonych (poprawka 70), co prowadzić będzie do przejęcia przez Unię Europejską wyłącznej kompetencji nad zagadnieniami środowiska naturalnego.Mowa jest także o włączeniu nowej kategorii przestępstw przeciwko środowisku do kategorii przestępstw unijnych oraz wyposażanie Europolu w dodatkowe kompetencje do ich ścigania. W świetle dotychczasowej polityki energetycznej UE bezpośrednim skutkiem przyjęcia poprawek będzie uderzenie w konstytucyjną zasadę bezpieczeństwa energetycznego.
Nie ulega wątpliwości, że w poszczególnych państwach europejskich istnieją różne – często sprzeczne ze sobą – interesy związane z przyszłością energetyki. Najdobitniejszym tego przykładem jest niemiecka polityka energetyczna, która przez dekady zakładała ścisłą współpracę z Rosją, co stoi w sprzeczności z interesami polskimi.Warto też przypomnieć, że jeden tylko spór między Polską a Czechami w sprawie elektrowni Turów postawił pod znakiem zapytania dalsze funkcjonowanie kompleksu, który odpowiada za dostarczanie ok. 6-8% krajowej produkcji energii elektrycznej. A nietrudno sobie wyobrazić sytuację, w której w wyniku ustaleń klimatycznych poczynionych przez Unię Europejską Polska w trybie natychmiastowym zmuszona byłaby zrezygnować z wydobycia węgla brunatnego i wytwarzania energii elektrycznej w polskich elektrowniach węglowych.CPK, port LNG, energetyka i waluta – o tym zdecydują w Brukseli
Kluczowa dla przyszłości Polski może być też poprawka 71, która zakłada poszerzenie kompetencji dzielonych – w ramach których Unia ma pierwszeństwo przed państwami członkowskimi – w zakresie transportu o infrastrukturę transgraniczną.
 Dotyczyć to będzie wszelkiego rodzaju transportu: drogowego, kolejowego, morskiego, lotniczego oraz żeglugi śródlądowej.Przyjęcie poprawki może oznaczać, że państwa członkowskie zostaną pozbawione możliwości podejmowania suwerennych decyzji dotyczących między innymi dróg o znaczeniu międzynarodowym, kolejowych połączeń międzypaństwowych, międzynarodowych portów lotniczych czy portów morskich. W kontekście Polski poprawka dotykałaby suwerennych kompetencji w zakresie planowania i realizacji takich inwestycji jak: Centralny Port Komunikacyjny, rozwój Portu Gdańskiego, budowa i rozwój terminalu LNG (gazoportu) czy planowanie i budowa Via Carpatia.
Proponowane zmiany traktatowe dotyczą także takich strategicznych obszarów jak: przemysł wydobywczy, energetyka i przemysł zbrojeniowy. Projektowane zmiany uderzą zatem w konkurencyjność i dynamikę rozwoju polskiej gospodarki, wymuszając dalsze jej podporządkowanie głównym ośrodkom gospodarczym UE – w szczególności gospodarce niemieckiej.Projekt zmian traktatowych przyjęty przez Parlament Europejski przewiduje też wpisanie do traktatu prostego zdania, że „walutą Unii jest euro”. Zmiana ta będzie naglącym zobowiązaniem do wdrożenia wspólnej waluty we wszystkich państwach członkowskich i zrzeczenie się suwerenności walutowej. Tymczasem głównym beneficjentem wspólnej waluty są Niemcy, a zaraz za nimi Holandia. Wszystkie pozostałe państwa członkowskie traciły na obecności w strefie euro względem tego, co potencjalnie mogłyby zyskać, posiadając własną walutę. Taką niekorzystną perspektywę ma również Polska.
Polska armia do likwidacji?Projekt zmian traktatowych może być także bardzo groźny dla naszego bezpieczeństwa. Obejmuje on bowiem prymat unijnej większość w sprawach „bezpieczeństwa zewnętrznego i obronności”. Preambuła rezolucji Parlamentu Europejskiego wzywa „do ustanowienia Unii Obronnej obejmującej jednostki wojskowe i stałą zdolność do szybkiego rozmieszczenia, pod dowództwem operacyjnym Unii”. Ponadto „proponuje, aby wspólne zamówienia i rozwój uzbrojenia były finansowane przez Unię ze specjalnego budżetu podlegającego współdecyzji i kontroli parlamentarnej”.Powołanie Unii Obronnej należy odczytywać jako wyzwanie rzucone strukturom NATO, a w dalszej perspektywie jako próbę całkowitej rezygnacji Europy ze współpracy militarnej z USA. Mówił o tym wprost jeden ze sprawozdawców rezolucji Paramentu Europejskiego Helmut Scholz.Przeniesienie kompetencji dotyczących obronności i bezpieczeństwa na grunt wspólnej polityki unijnej w praktyce oznaczać będzie pozbawienie państw narodowych ich własnych zdolności obronnych i całkowitą zależność od decyzji podejmowanych w Brukseli. Dobrze znana opieszałość struktur unijnych – widoczna zwłaszcza w jej działaniach na rzecz wsparcia Ukrainy, które były jedynie tłem dla działań państw narodowych – sprawi, że rzeczywiste bezpieczeństwo państw członkowskich nowego sojuszu się zmniejszy, a nie wzrośnie. Doprowadzi to do paraliżu możliwości obronnych konkretnych państw, które w razie wrogiej aktywności będą musiały oczekiwać na podjęcie decyzji przez polityków i urzędników znajdujących się setki kilometrów od miejsca agresji. Praktyka ostatnich miesięcy dobitnie pokazuje, że cyniczna postawa Berlina i niektórych innych stolic państw zachodniej Unii każe nam się zastanowić, czy w sytuacji rzeczywistej agresji Federacji Rosyjskiej na Polskę lub państwa bałtyckie nowy sojusz podejmie odpowiednie działania na tyle szybko, by przeciwstawić się jej i ją zatrzymać.W projekcie mamy także bezpośrednio powiązaną z kwestią bezpieczeństwa poprawkę nr 73, która oddaje w ręce unijnej większość „sprawy zagraniczne”, prowadząc do pozbawienia państw członkowskich możliwości prowadzenia suwerennej polityki zagranicznej oraz poprawkę nr 98, która umożliwi Unii Europejskiej bezpośrednie ingerowanie w kompetencje państw członkowskich w zakresie ochrony granic zewnętrznych – w tym w uprawnienia i sposób wypełniania obowiązków przez krajowe służby graniczne i imigracyjne.Aborcja, tranzycja i seksualizacja dzieci? Obowiązkowo!
Projektowane zmiany traktatów unijnych obejmują także kwestie związane z narzucaną nam od lat przez instytucje unijne aborcją i ideologią gender.Poprawki nr 103 i 104 usuwają z Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej wymóg uzyskania jednomyślności w Radzie UE w zakresie prawa rodzinnego i zastępują go zwykłą procedurą ustawodawczą umożliwiającą przegłosowanie jednych państw przez drugie. W konsekwencji, kwalifikowaną większością mogłyby zostać przyjęte rozwiązania sprzeczne z tożsamością kulturową, konstytucyjną i obyczajową istotnej części państw członkowskich. Przykładowo, mogłoby to być rozporządzenie dotyczące instytucjonalizacji związków homoseksualnych i zrównania ich z małżeństwami czy rozporządzenie dotyczące uznaniowego odbierania dzieci rodzicom za wychowywanie ich w danym systemie wartości.Do obszarów, w których decyzje będą należeć do unijnej większości miałaby dołączyć także edukacja. Oznaczałoby to daleko idące ograniczenie samodzielności państw członkowskich w zakresie określania treści nauczania oraz organizacji systemów edukacji. Po wprowadzeniu zmian niewykluczone będzie wprowadzenie jednolitej, europejskiej matury oraz ograniczenie nauczania ojczystego języka, historii czy geografii. Możliwe stanie się odgórne wprowadzenie do szkół jednolitej dla wszystkich, obligatoryjnej, permisywnej edukacji seksualnej, a także modelu edukacji włączającej, zakładającego likwidację szkół specjalnych. Kluczowe kompetencje Ministra Edukacji mógłby przejąć unijny komisarz, którego nie będzie można jednak zmienić przy kolejnych, krajowych wyborach parlamentarnych.Wśród przyjętych przez Parlament Europejski poprawek do unijnych traktatów znalazły się zmiany oddające Unii Europejskiej kontrolę nad szerokim obszarem polityki zdrowotnej. Miałoby to także dotyczyć, nieuznanej dotąd w normach traktatowych, niedookreślonej koncepcji „zdrowia i praw seksualnych i reprodukcyjnych”, oznaczające de facto głównie aborcję i antykoncepcję, ale także drastyczne ingerencje chirurgiczne i hormonalne w ramach tzw. korekty płci czy „prawo do edukacji seksualnej”, afirmującej hedonizm i rozwiązłość.Proponowane rozszerzenie kompetencji Unii na politykę zdrowotną państw członkowskich w przypadku ogłoszenia kolejnej epidemii skutkować może centralną polityką sanitarną, włączając w to decydowanie o ograniczaniu praw i wolności (w tym przez wprowadzanie lockdownów, ograniczeń w przemieszczaniu się i obowiązkowych szczepieniach) z pominięciem polskiego rządu i parlamentu.
Pomóż nam obronić polską niepodległość!
Jak widać zatem – Polska suwerenność i niepodległość wisi na włosku. Ale wciąż możemy ją obronić.Poprzednie pokolenia Polaków często musiały walczyć o tę niepodległość z bronią w ręku. My będziemy mogli to zrobić bez ryzykowania życia, bo to nasz głos przy referendalnej urnie może zdecydować o tym, czy Polska pozostanie państwem suwerennym.Aby zwyciężyć, musimy już teraz rozpoczęć walkę o świadomość Polaków. I nie będzie to sprint. Przed nami prawdziwy maraton, na który musimy być gotowi i który musimy rozpocząć już teraz.Zapewniam Pana, że się nie poddamy. Będziemy robić, co w naszej mocy, by najlepiej jak potrafimy służyć Ojczyźnie w tym czasie wielkiej próby.Mamy przed sobą ogrom pracy, która będzie przekraczać codzienną aktywność prawników Ordo Iuris – bo i samo zagrożenie dla naszej Ojczyzny jest bezprecedensowe. Dlatego nie tylko piszemy o istniejącym zagrożeniu na naszych stronach i w mediach społecznościowych, występujemy w mediach, piszemy analizy i raporty, uruchamiamy internetowe petycje i udostępniamy efekty naszych prac europejskim decydentom i naszym partnerom z całej Europy. Ruszyliśmy już także w Polskę, by osobiście spotykać się z rodakami i uświadamiać im, czym skończy się proponowana reforma UE.W czwartek osobiście spotkałem się z mieszkańcami Suwałk. A wcześniej – w ciągu zaledwie kilku tygodni – odwiedziłem też między innymi Dąbrowę Górniczą, Częstochowę, Mielec, Zawiercie i Jasło a w przyszły piątek będę rozmawiał na ten temat z mieszkańcami Lublina. Teraz czas na budowanie Klubów Suwerennościowych w całym kraju.Już dziś potrzebujemy Pana pomocy – zarówno w uświadamianiu swoich bliskich i znajomych co do skali zagrożenia, jak i pomocy finansowej. Bez zgromadzenia niezbędnych do naszej pracy środków finansowych, nie będziemy mogli jej kontynuować.Dlatego będę Panu bardzo wdzięczny za podzielenie się tą wiadomością ze swoimi bliskimi i znajomymi i jej szerokie rozpowszechnienie oraz za rozważenie wsparcia Instytutu Ordo Iuris – najlepiej wsparcia regularnego, które umożliwia nam planowanie kolejnych miesięcy pracy.Wsparcia można dokonać, klikając w poniższy przycisk lub dołączając do Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Z wyrazami szacunkuAdw. Jerzy Kwaśniewski - Prezes Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo IurisP.S. W każdym pokoleniu jako Polacy stajemy wobec wyzwania obrony niepodległości naszej Ojczyzny. Za każdym razem zagrożenie przybiera inną postać, chociaż zwykle nadchodzi ze strony tradycyjnych wrogów polskiej państwowości. I tym razem nadszedł czas próby. Jedynie od naszego zaangażowania zależy, czy ogarnie nas mrok rozbiorów i ponownie – całkiem dosłownie – Polska zostanie wymazana z map świata, wchodząc w skład scentralizowanego Państwa Europa. Dlatego musimy działać odważnie i razem. Wspólnie obronimy naszą suwerenność!
Działalność Instytutu Ordo Iuris możliwa jest szczególnie dzięki hojności Darczyńców, którzy rozumieją, że nasze zaangażowanie wymaga regularnego wsparcia.Ustaw stałe zlecenie i dołącz do naszej misji.
Dołączam do Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris

Czterej jeźdźcy zrównoważonego rozwoju już pędzą…

Czterej jeźdźcy zrównoważonego rozwoju już jadą…

Aleksander Rybczyński 29.12.2023 – 09.01.2024

Zbigniew Herbert: “dowodem na istnienie potwora są jego ofiary”


==========================

I dano im władzę nad czwartą częścią ziemi,
by zabijali mieczem i głodem, i morem, i przez dzikie zwierzęta

Apokalipsa św. Jana Ap.6.8.

 ======================

Jak opisać świat, w którym żyjemy? Dostrzegać to, co ukrywane jest pod powierzchnią propagandy, zakłamania i manipulacji? Od pewnego czasu bowiem ludzie, społeczeństwa i tracące swoją tożsamość narody utrzymywane są w iluzji, fałszu i kłamstwie, mającym zagwarantować bezkarność tym, którzy przyjęli postawę boga i konsekwentnie zmierzają do stworzenia nowego porządku świata, nowego człowieka – istoty pozbawionej umiejętności samodzielnego myślenia i posługującego się sztuczną inteligencją, wypierającą wiarę, rozum oraz intuicję.

Kiedyś podjęcie walki dobra ze złem było oczywistą powinnością, dla której warto było poświęcić wiedzę, umiejętności, a kiedy było to konieczne nawet życie. Dzisiaj kwestionuje się wszystkie wartości, a relatywizm zdominował naukę, rozterki moralne i codzienną egzystencję. Zło rozpanoszyło się wszędzie, a jego kopyta wpychane są we wrota największych świętości.

Pod pozorem szczytnych, opartych na fałszywych przesłankach idei zacieśnia się horyzonty, odbiera rozsądek i zdolność dostrzegania prawd oczywistych, zagubionych dzisiaj w bałamutnej wizji, która ma odebrać zdolność do samodzielnej obserwacji świata i dostrzegania faktów, które zastępowane są analizami i pomysłami z piekła rodem. Bóg i dobro przestaje być dostrzegane, bo – jak pisze Andrzej Juliusz Sarwa “zło widać, ono się skromnie nie skrywa, jest bezczelnie i nachalnie jawne i grozi! Niebezpiecznie jest z nim zadzierać. Rozsądniej żyć w zgodzie.”

Tak oto mkną obłąkani jeźdźcy, ponad ziemią, przez nasze domy i serca, niosąc zarazę, wojnę, głód i śmierć. Już nie są postaciami z wizji świętego Jana, zakorzenionymi w tradycji, wierze i bogobojnym przekonaniu o niezwyciężonej mocy Najwyższego. Przebrani są w kuse garnitury od Armaniego i pod biurkami światowych urzędów tupią obcasami, krzesząc iskry, mające podpalić kolebkę cywilizacji tak, by spłonęła większa część populacji. Kryją się pod szyldami, budzącymi u nieświadomych szacunek: Światowego Forum Ekonomicznego [WEF], Organizacji Narodów Zjednoczonych [UN], Światowej Organizacji Zdrowia [WHO], niezliczonych organizacjach pozarządowych [NGO] i charytatywnych. Wygłaszają mowy i orędzia, uśmiechając się spod pożółkłej cery zła, udając, że idee głoszą wzniosłe, mające na względzie tylko dobro Ziemi i ludzkości.

Mają na celu pełną kontrolę, zniewolenie i depopulację. To proste zamierzenie, które objawione wprost mogłoby wywołać nieobliczalne w skutkach protesty i bunt, kryje się pod płytkimi sloganami w rodzaju “zrównoważony rozwój”, deklarującymi koniec z ubóstwem, zero głodu, dobre zdrowie i jakość życia, dobrą jakość edukacji, równość płci, czystą i dostępną energię, czystą wodę, innowacyjność, równość, działanie w dziedzinie klimatu, pokój, sprawiedliwość, silne instytucje i wreszcie “zrównoważone” miasta i społeczności. Słowa straciły swoje dawne znaczenie i celowo używa się ich pozytywnego wydźwięku do przekazania niewygodnych i groźnych treści, które mogłyby wywołać sprzeciw i oburzenie.

Realizację tego piekielnego planu, zamierzonego na wiele generacji postanowiono nagle przyspieszyć, po wstępnych sukcesach, które z jednej strony okazały się bardzo skuteczne, ale z drugiej wywołały przebudzenie świadomości znacznej części manipulowanych społeczności i narodów. Ten moment iluminacji umysłów musiał u globalistów wywołać obawę, że zwłoka i działanie krok po kroku, może spowodować skuteczny protest ludności, która wprawdzie traktowana jest jak “bydełko”, ale jednak w wielomiliardowej masie może stanowić zagrożenie i źródło buntu, zdolnego do powstrzymania ekspansji “postępu i nowoczesności”.

Zaraza

Pierwszym krokiem tego marszu nowego porządku świata była pandemia z 2019, zaplanowana perfekcyjnie i rozsiana po całym świecie, po uwolnieniu z laboratorium wirusa dobrze zaprojektowanej broni biologicznej. Towarzyszyła temu polityka siania strachu – stacje telewizyjne pokazywały kolumny samochodów wojskowych, rzekomo transportujących ciała zmarłych na pandemię, otwierano polowe szpitale, ukrywając, że te istniejące były w wielu wypadkach prawie puste, gdyż zaprzestano wykonywania standardowych operacji, leczenia chorób i wykonywania zabiegów, ratujących życie. Pokazywano lodowiska, przeznaczone do składania zwłok w budzących grozę, czarnych, plastykowych workach. Terror był oparty na “nauce”, które to słowo było kluczem, zamykającym próby kwestionowania sensu rygorystycznych zarządzeń. Wprowadzano lockdowny, co prowadziło do izolacji ludzi i atomizacji społeczeństwa, niszczenia ekonomii opartej na działaniu małych przedsiębiorstw i firm oraz budowaniu potęgi molochów takich jak Amazon i wielkie sieci handlowe. Choroby, wywoływanej przez wirus nie leczono, wręcz zabraniano stosowania terapii lekarzom, którzy mieli wymierne sukcesy w leczeniu zestawami witamin i leków takich jak iwermektyna, czy amaltadyna. W zamian tego w ekspresowym tempie przygotowano preparat, który działając na innych zasadach niż tradycyjne szczepionki, nazwano jednak szczepionką, gdyż do tej formy zabezpieczenia przed chorobami ludzie mają duże zaufanie. Wielu poważnych naukowców i ekspertów twierdzi nawet, że wirusa wypuszczono tylko po to, by później wielokrotnie “szczepić” większą część populacji. Wbrew faktom ogłoszono, że “szczepionka” jest “bezpieczna i skuteczna”, pomimo licznych zgonów, reakcji alergicznych i poważnych skutków ubocznych. By w perfidny sposób zmusić obywateli do rzekomo “dobrowolnych szczepień” rozpętano masową akcję propagandową, do której zaangażowano słynnych aktorów, sportowców i innych celebrytów, nie mówiąc o armii skorumpowanych “dziennikarzy”. To właśnie oni w dużym stopniu ponoszą odpowiedzialność za zdezorientowanie większości ludzi, którzy w obawie przed “zarazą”, posłusznie poddawali się i nadal poddają eksperymentalnej procedurze. Plan wielokrotnych szczepień był iście szatański: setki milionów pacjentów, którzy dali się wciągnąć w niekończące się “dawki odnawiające” uwierzyło w nieszkodliwość preparatu, kontynuowało “terapię”, a wszelkie, bardzo powszechne skutki uboczne zapisywało na konto zwykłych dolegliwości, efektów starzenia się i przypadkowych, typowych chorób, których w żaden sposób nie kojarzono ze szkodliwym działaniem zastrzyków. Głosy bijących na alarm niezależnych specjalistów skutecznie tłumiono i eliminowano z publicznej debaty, całkowicie zdominowanej przez jednostronną propagandę, wyposażoną w narzędzia przymusu.

Pandemia i akcja masowych “szczepień” stała się okazją do ścisłej kontroli ludności, zaostrzania przepisów sanitarnych, zakazów podróży, przebywania w miejscach publicznych i obowiązkowi przyjmowania niebezpiecznych zastrzyków przez liczne grupy zawodowe. Wszelkie protesty były tłumione. Najbardziej spektakularny protest kanadyjskich truckerów, słynny “Konwój Wolności” porwał serca nie tylko Kanadyjczyków, ale i wzbudził entuzjazm na całym świecie. Mimo to liberalny rząd Trudeau nie podjął żadnych rozmów z pokojowo nastawionymi kierowcami, wspieranymi przez przygotowanych do poważnej debaty lekarzy oraz naukowców i po medialnej akcji szkalowania protestujących, zakończył konwój wprowadzeniem stanu wyjątkowego, użyciem do pacyfikacji policji i konnych oddziałów, tratujących zgromadzony, spokojny tłum. Konwój Wolności wspierali liczni mieszkańcy, przekazując pieniężne datki, by protest mógł być kontynuowany. Nawet tym, którzy ofiarowali niewielkie sumy, reżim Trudeau zablokował konta bankowe. Do dzisiaj trwają procesy głównych organizatorów protestu, pomimo tego, a może właśnie dlatego, że mają oni w Kanadzie status bohaterów, a oskarżenia są sfabrykowane i groteskowe.

tu YT ma byc https://youtu.be/Y7vTqEmlkvw

Prawda o działaniu “szczepionek” powoli wychodzi na jaw, ale mimo to nadal oferuje się kolejną, już piątą dawkę przypominającą dla “osób od pięciu lat wzwyż”, chociaż dzieci bardzo rzadko i łagodnie przechodzą infekcję, a kolejne zastrzyki nie dają żadnych zdrowotnych korzyści, a wręcz przeciwnie.. Na całym świecie obserwuje się nadmiarowe ilości zgonów (co jest przemilczane przez wszystkie mainstreamowe media) i trudną do ukrycia eksplozję chorób nowotworowych (tak zwanych “turbo raków”) Okazało się, że to zaszczepieni częściej zarażają się “kowidem”, mają przewlekłe przeziębienia i dziwne, niespotykane dotąd objawy. Gwałtowny wzrost przypadków zapalenia mięśnia sercowego u młodych ludzi i dzieci, którzy poddali się szczepieniom, próbuje się przedstawić, jako typowe, nie budzące niepokoju zjawisko.

Wojna

Po “wyszczepieniu” znacznej części populacji, ustąpieniu najbardziej niebezpiecznej formy pandemii i przekształceniu wirusa w zmutowany, łagodny wariant zaczęto siać grozę nową zarazą, zwaną “małpią ospą” Wstępne alarmy, raportujące o ciężkich przypadkach kolejnej pandemii szybko przycichły i zostały przez zmęczonych, poddawanych stałej propagandowej obróbce ludzi natychmiast zapomniane. Przestano także “małpią ospą” straszyć. Nad światem pojawiło się widmo wojny na Ukrainie i temat zarazy został odstawiony na boczny tor. Szczególnie spektakularne było zakończenie pandemii w Polsce, gdzie z dnia na dzień zamieniono śmiertelny wirus na zaraźliwego bakcyla wojennej propagandy. Narracja “wolnego i demokratycznego” świata była niepokojąco jednakowa i jednowymiarowa. Opierając się na postsowieckiej wizji “imperium zła” stworzono nękający czerwonymi paskami na ekranach telewizorów obraz bandyckiej Rosji i miłującej wolność i demokrację Ukrainy. Wszystkie niuanse, fakty historyczne, zostały wyparte z przestrzeni informacyjnej, a świat obiegł niepodważalny, propagandowy przekaz, przedstawiający Putina jako satrapę i tyrana, który nie powstrzymany będzie parł aż do Portugalii. Jego przeciwieństwem stał się prezydent-aktor Zelenski, polityczna marionetka, kreowany na wielkiego męża stanu i charyzmatycznego przywódcę ciemiężonego narodu. Zapomniano, że do niedawna Ukraina uchodziła za najbardziej skorumpowany kraj świata, znany z haniebnego handlu ludźmi i “fabrykami” rodzenia i sprzedawania dzieci. Nikt nie mówił o korupcji rodziny Bidenów, przejmowaniu majątku Ukrainy przez międzynarodowe korporacje i licznych, nielegalnych amerykańskich laboratoriach broni biologicznej na terenie Ukrainy. Pielgrzymka Zelenskiego po parlamentach państw całego świata po prośbie o pomoc militarną i finansową była relacjonowana przez mainstreamowe media, których zadaniem było zyskanie poparcia opinii publicznej dla morderczej wojny, w której ginęły setko tysięcy ludzi w większości po stronie ukraińskiej. W ręce Zelenskiego i oligarchów, kontrolujących państwo i ekonomię słano miliardy dolarów, czołgi, rakiety, drony i amunicję. Pomoc była szczodra, nieograniczona i nie oparta na racjonalnej ocenie sytuacji. Na palcach jednej ręki można policzyć polityków, którzy skłonni byliby wezwać do podjęcia rozmów pokojowych. Rozmowy takie miały jednak miejsce, zaraz po rozpoczęciu wojny i były bliskie doprowadzenia do traktatu pokojowego między Ukrainą a Rosją. Finalizacji tej inicjatywy przeszkodziła nagła wizyta Borysa Johnsona, ówczesnego premiera Wielkiej Brytanii, który wybił Zelenskiemu z głowy tak niekorzystne dla globalistów rozwiazanie. Wojna toczyła się dalej i trwa do dzisiaj. Jej działania ograniczają się głównie do wschodniej części Ukrainy, ale nie ma mowy o podjęciu wysiłków pokojowego zakończenia konfliktu. Zelenski robi wszystko, by wciągnąć do wojny kraje NATO, nadal domaga się płynącej strumieniem z Zachodu pomocy finansowej i militarnej i nadal wysyła kolejne oddziały wojsk na pole bitwy, nie zważając na tragiczny bilans tej rzezi. Według szacunku ekspertów militarnych dotychczas zginęło blisko pół miliona ukraińskich żołnierzy. Nikt o tym nie mówi, ale pogłoski te potwierdzają rozpaczliwe powołania do wojska kolejnych grup ludności oraz apele o brankę wśród mężczyzn, którzy omijając przepisy uciekli z Ukrainy po rozpoczęciu wojny.

Konflikt na Ukrainie to tylko jedna z licznych wojen toczonych na całym świecie, jedno z wielu miejsc na Ziemi, z którego może rozprzestrzenić się pożoga zagłady. Wojna w strefie Gazy, Izraela z Palestyną szybko zdominowała zainteresowanie światowej opinii publicznej, odwracając uwagę od walk na Ukrainie. Prawie w ogóle nie mówiło się o wojnie w Jemenie i konfliktach w innych regionach. Mimo tych niezliczonych ognisk zapalnych, przybliżających zagrożenie III wojną światową, wspólnym mianownikiem narracji medialnej stała się uparta propaganda wojenna. Nikt już nie nawołuje do rozmów pokojowych, a prawdziwe dane o ilości ofiar wysyłania na front armatniego mięsa są przemilczane.

Po najeździe barbarzyńców upadło imperium rzymskie. Trudno nie doszukać się analogii do tych historycznych faktów we współczesnej niekontrolowanej migracji (a właściwie kontrolowanej przez siły dążące do zniszczenia zachodniej cywilizacji) do Europy i Stanów Zjednoczonych. Od lat pontony z migrantami, wypełnionymi po brzegi przez uchodźców, składających się głównie z młodych mężczyzn z Afryki, Bliskiego i Dalekiego Wschodu lądują na wyspach i wybrzeżach Włoch, Hiszpanii i Grecji. Przybysze ci przedostają się potem w głąb Europy. Traktowane to jest jako dziejowa konieczność i problem, którego nie można rozwiązać inaczej, jak poprzez nieskończone przyjmowanie nowych mieszkańców na utrzymanie Europejczyków. Podobna flota pontonów dociera do wybrzeży Wielkiej Brytanii. Uchodźcy, których właściwie powinno się nazywać najeźdźcami, niszczącymi charakter europejskiej kultury i tradycji, kwaterowani są w hotelach, pensjonatach i utrzymywani na koszt podatników. Europejskie miasta stały się koczowiskami przybyszów, którzy nie mają zamiaru podjąć próby prawdziwej integracji ze społeczeństwem wychowanym w wielowiekowej tradycji, które wielkodusznie, chociaż wbrew woli ich przyjęło. W wyniku tej polityki w znanej z dobrobytu i bezpieczeństwa Szwecji powstały “no go zones”, a do niektórych dzielnic policja nie ma odwagi wjechać. W zabawach sylwestrowych na placach i ulicach europejskich miast, takich jak Mediolan i Berlin uczestniczyli głównie przybysze z egzotycznych krain, a nieliczne kobiety, które odważyły się witać Nowy Rok w tym zgromadzeniu były napastowane, molestowane, a nawet gwałcone. Takie jest prawdziwe oblicze “ubogacenia kulturowego” starego kontynentu.

Na drugiej półkuli południowa granica Stanów Zjednoczonych szturmowana jest przez tysiące migrantów z Ameryki Południowej i całego świata. Proceder ten jest sprawnie przygotowany. Zorganizowane grupy przemytników odbierają “uchodźców” na międzynarodowych lotniskach i transportują ich do granicy, która od czasu przejęcia władzy przez administrację Bidena jest praktycznie niestrzeżona. Przybyłych czeka wieloletni proces imigracyjny, który sprawia, że fala tej wędrówki ludów rozlewa się po całej Ameryce, praktycznie bez kontroli. W procedurze tej dochodzi do handlu ludźmi, brutalnego wykorzystywania kobiet i oddawania dzieci w ręce “sponsorów”, należących do pedofilskiego lobby. Skala procesu migracyjnego, brak akcji prewencyjnej i bezczynność służb granicznych, dysponujących przecież wojskiem, marynarką wojenną i środkami kontroli, tak skutecznie stosowanej wobec lojalnych obywateli, którzy są ofiarami tej lawinowej inwazji, świadczy o dobrze zaplanowanym projekcie zniszczenia, którego celem jest stworzenie nowych społeczeństw, niezdolnych do samoobrony i zachowania historycznej tożsamości.

Głód

Wojna na Ukrainie miała spowodować głód – trąbiły media. Informowano, że Ukraina jest największym na świecie producentem zboża, podczas wojny zasiew i plony miały być niemożliwe, co miało stać się przyczyną głodu w krajach uzależnionych od dostaw ukraińskiego zboża. Nie było to prawdą. Rok później okazało się, że nadmierny eksport zboża z terenów zza wschodniej granicy spowodował w Polsce zalew zboża, niespełniającego europejskich standardów żywnościowych i rujnującego polskich producentów. To był dopiero początek problemów dyplomatycznych, ekonomicznych i społecznych między Polską a Ukrainą. Niesnaski zaczęły powoli przysłaniać bezwarunkową pomoc, forsowaną przez polskich polityków, którzy kreując się na patriotów, przyjęli postawę bezwolnych wasali wobec Ukrainy, rzekomo walczącej z Rosją “za Polskę i wolność całej Europy”. Na fasadowej przyjaźni pomiędzy dwoma, sąsiadującymi ze sobą krajami z mroczną przeszłością i niewyjaśnioną historią zbrodni wołyńskiej, systematycznie zakłamywanej przez stronę ukraińską, zaczęły pojawiać się poważne rysy. Żądania przez Ukrainę, by na Polskę nałożono kary finansowe zdewaluowały wartość i sens nadania Zełenskiemu najwyższego polskiego odznaczenia – Orderu Orła Białego.

Ostatnio jednym z głównych biczy propagandowych światowych elit są “zmiany klimatyczne” Stało się to sposobem wprowadzania rozmaitych restrykcji i tłumaczenia wszelkich niewygodnych problemów “wpływem klimatu”. Globalnym ociepleniem i wysokimi temperaturami wyjaśnia się nawet nadmierną ilość zgonów, by tylko nie kojarzyć tego z ubocznymi skutkami masowych “szczepień” mRNA. Ratunkiem dla planety, między innymi absurdalnymi pomysłami, ma być redukcja emisji gazów cieplarnianych, w tym metanu wydalanego przez bydło na całym świecie. Forsuje się konieczność eliminacji znacznej ilości bydła i eksperymentalnie rozpoczęto tę akcję od Holandii, która jest jednym z największych producentów wołowiny i mleka. Likwidacja holenderskich farm wywołała powszechne protesty Holendrów, starcia z policją i próby powstrzymania polityki zmierzającej do zmniejszenia konsumpcji mięsa, likwidacji farm i przystosowania się do innej struktury pożywienia. Jednym z rozwiązań ma być produkcja insektów, przeznaczonych do konsumpcji, jako substytutu dla rzekomo szkodliwego dla dobra natury i klimatu mięsa. Już w 2024 roku w Hiszpanii rozpocznie pełną produkcję największy na świecie kompleks hodowli robaków Tebrio, nie tylko na nawozy i jako karmę dla zwierząt, ale także stanowiących źródło pełnowartościowego białka w produktach spożywczych dla ludzi.

Wszystkie te działania, postępująca drożyzna, obniżenie stopy życiowej oraz arogancja polityków, którzy z kłamliwymi sloganami o demokracji, wolności i dobru społeczeństw niepostrzeżenie wprowadzają system totalitarny, wywołują narastający obywatelski sprzeciw na całym świecie. Nie wiadomo, czy globaliści zdołają stłumić protesty we Francji, masowe demonstracje i strajki farmerów w Niemczech, wspieranych przez inne grupy zawodowe, zwykłych obywateli, a nawet kultowe środowiska motocyklistów. Pomruk niezadowolenia słychać już na wszystkich kontynentach i nie o taki “globalizm” chodziło Klausowi Schwabowi, Billowi Gatesowi i innym wykonawcom planu “udoskonalenia świata”.

Trwają konsekwentne próby likwidacji trzody chlewnej, bydła i tradycyjnej hodowli zwierząt. Strategia ta może tylko powodować istotne braki żywnościowe na rynku, przerzucenie mięsa na półki towarów luksusowych, dostępnych tylko dla zamożnej części społeczeństwa. Globaliści chcą byśmy w zamian jedzenia tego, co podawano na stół przez wieki, karmili się i truli robakami, trawiąc chitynowe pancerzyki świerszczy i innych insektów. Podobnie niebezpieczne i zagrażające zdrowiu są regularne rozpylania przez samoloty substancji, zasłaniających słońce, prawdopodobnie głównie nad krajami europejskimi i Ameryki Północnej, należącymi do NATO. Nie do końca wiadomo, jaki jest cel tej niebezpiecznej geoinżynierii, łatwej do zauważenia przez wszystkich, którzy potrafią czasem oderwać się od ekranu telefonu i spojrzeć w niebo. Wiadomo, że rozpylane substancje zawierają szkodliwe dla zdrowia materiały, z których aluminium, bar, stront, arsen, cynk, dziwne bakterie i włókna są wykrywane w nadmiernych ilościach w opadach i w glebie. Zasłanianie słońca wpływa negatywnie na ludzkie organizmy, przyswajające dzięki działaniu promieni słonecznych witaminę D, konieczną dla prawidłowego funkcjonowania systemu immunologicznego. Procedura zamykania nieba w sieci “chemtrails”, trzymana w głębokiej tajemnicy, ma też negatywne działanie na fotosyntezę i florę, co może spowodować poważne deficyty żywnościowych produktów roślinnych.

Twiiter https://twitter.com/i/status/1744591101925659104

Twierdzenie, że twórcy wielkiego resetu chcą nas zagłodzić byłoby pewnie przesadą, jednak wyraźnie widoczna jest tendencja drastycznej zmiany diety, promowanie weganizmu, który praktykowany nierozważnie może prowadzić do chorób i wycieńczenia organizmu i śmierci. Przerażająca jest także koncepcja budowania naszego menu na insektach. Na razie oswaja się zdezorientowaną ludność z widokiem talerza niecierpliwie wiercących się robaków, czekających na spożycie przez człowieka. Po cichu dosypuje się także przetwory z robaków do żywności – na przykład “mączkę z insektów” do prawdziwej maki zbożowej. Wielki niepokój budzi także całkowita zmiany sposobu odżywiania dzieci. Sprawdzona przez wieki i troskliwą tradycję naszych przodków dieta, zastępowana jest nowymi trendami, eliminującymi mleko, mięso, warzywa, cukier i delikatne potrawy, na których wyrastały w zdrowiu całe generacje dzieci. Trend ten jest bezkrytycznie akceptowany przez generację młodych matek, odwracających się od tradycji i przymykających uszy na dobre rady swoich rodziców. Prowadzi nas pod mroczne skrzydła czwartego z jeźdźców.

Śmierć

Największą grozę budzi jednak ostatni z jeźdźców, o bladym obliczu i transparentnej sylwetce, przenikającej zaświaty. Wspominanie o nim wywołuje zazwyczaj grymas niesmaku i niedowierzanie, nikt bowiem, wychowany w zachodniej kulturze, kierujący się moralnym kompasem nie potrafi sobie wyobrazić, że potrzeba działania na rzecz powiększania dobrobytu i ochrony życia może zostać zastąpiona ideą depopulacji. Niestety fakty i liczne publikacje elit z kręgu Światowego Forum Ekonomicznego, ONZ, masonerii i innych organizacji, dążących do wprowadzenia “nowego porządku świata” nie ukrywają zaniepokojenia, wywołanego przeludnieniem Ziemi. Można wyszukać wypowiedzi Billa Gatesa i innych “filantropów”, kierujących się wyłącznie “dobrem ludzkości”, wyrażających przekonanie o konieczności (“dla dobra planety”) ograniczenia populacji nawet do 500 milionów, co stanowiło zaludnienie Ziemi kilkaset lat temu. Słynny, tajemniczy monument “Georgia Guidestones” Nowego Wieku Rozumu (Kamienne przykazania w stanie Georgia) ma wyryte w wielu językach dziesięć “przykazań” – zasad, z których pierwsza mówi: “utrzymywać populację na wysokości 500 milionów ludzi.

Można zaryzykować twierdzenie, że agenda depopulacji przybiera rozmaite formy. Zasada jest taka, że każdy mały kroczek przybliża do celu. Są one niezliczone i lista działań, które powodują choroby, skracają życie i rujnują zdrowie stale jest powiększana. Otwierają ją choroby generowane w laboratoriach: zaczęło się od AIDS, które pojawiło się znikąd i skutecznie uśmiercało ofiary i było pierwszym eksperymentem skromnej depopulacji i działania psychologicznego efektu siania strachu. Kowid był już perfekcyjnie zaplanowaną akcją na skalę globalną; po pandemii wypuszczonej z laboratorium, bez prób podejmowania leczenia, setkom milionów ludzi na całym świecie zaczęto podawać tak zwane “szczepionki mRNA” w perfidny sposób powodujące nagłe zgony, choroby i ataki serca, gwałtownie rozsiewające się “turbo raki” i rozmaite problemy zdrowotne, których “zaszczepieni” nawet nie zauważają, składając objawy na konto niespodziewanych problemów zdrowotnych, starzenia się, czy przypadkowych zarażeń. Większość odczuwa skutki szczepień, ale takie objawy, jak bóle stawów, stany lękowe, częściowe uszkodzenia nerwów, zakrzepice, zaburzenia żołądkowo-jelitowe, zmiany skórne i tkanki podskórnej, zaburzenia układu oddechowego i rozmaite infekcje nie kojarzone są z przyjętym preparatem. Zło nie może być przyczyną problemów, ani naweti tematem konwersacji. Stąd często słyszymy: nikt z moich znajomych nie miał żadnych skutków ubocznych!

Tak obnaża się wierzchołek góry lodowej depopulacji, najbardziej ostatnio zauważany i budzący obawy, niepokój i sprzeciw. Pod tą powierzchnią jest cała masa innych działań, wyjaśnianych z reguły w zakłamany sposób tak, by prawda nie wyszła na jaw. To potężny przemysł “świadomego macierzyństwa” – aborcji, antykoncepcji, promowania homoseksualizmu, coraz powszechniejszego procederu zmiany płci, tworzenia karkołomnych związków, wykluczających reprodukcję, zjawisko narastania patologii społecznej, jaką jest faworyzowanie samotnego życie i wchodzenie w wirtualne związki z wyimaginowanymi partnerami sztucznej inteligencji. To technologia 5G, eksponująca organizmy ludzi działaniu fal elektromagnetycznych, których szkodliwość jest nie do końca wyjaśniona, ukrywana i będąca cały czas tematem niezależnych badań (bo te “zależne” ukrywają fakty, zakłamują dane i wprowadzają w błąd). Technologia ta może być także wykorzystywana do kontroli umysłu, a eksperymenty nad skutkami takich działań są objęte całkowitą tajemnicą, a wszyscy nagłaśniający problem nazywani są ośmieszającymi epitetami w rodzaju “płaskoziemców”. Głośne są również ostrzeżenia przed masowo instalowanymi “inteligentnymi” licznikami energii elektrycznej – generują one nie tylko bardzo silne pole elektromagnetyczne, ale w pełni kontrolują schemat zużycia energii w każdym domostwie.

W poprzedniej części wspominaliśmy o “chemtrails”, technologii rozpylania i zasłaniania czystego nieba i słońca. Procedury te są całkowicie tajne i pomimo tego, że wiadomo jak są szkodliwe dla żyjących organizmów, nikt nie wie, jaki jest pełny skład rozpylanych substancji i jak bardzo są one niebezpieczne.
Mówiliśmy także o zmianie struktury żywności, ale nacisk trzeba położyć na genetycznie modyfikowane produkty i rozmaite substancje dodawane do produktów spożywczych. Naturalne składniki zamienia się sztucznymi, chemicznie tworzonymi preparatami, które mają rzekomo gwarantować zdrowy skład żywności. Przykładem może być aspartam, słodzik, którym zastępuje się cukier w 5000-6000 produktach. Jego wprowadzenie do użycia było trzykrotnie odrzucane, ale mimo tego, że środek ten uzależnia, że badania wykazywały związek aspartamu ze wzrostem bezpłodności, powodowaniem raka i guzów mózgu został dopuszczony do masowej produkcji. Czyżby cukier, o którym Wańkowicz kiedyś pisał, że “krzepi” był aż tak szkodliwy?

Trudno zaprzeczyć, że trend działania na szkodę zdrowia jest przerażająco powszechny. Można twierdzić, że to przypadek i nadmiar spiskowej wyobraźni, ale jak długo możemy się okłamywać. Zdrowy rozsądek i chłodna analiza prowadzi do przygnębiających wniosków.

Konkluzja

Czy warto wierzyć w powyższe teorie, zwane niegdyś spiskowymi, ale coraz skuteczniej potwierdzanymi przez fakty ( jak pisał Zbigniew Herbert: “dowodem na istnienie potwora są jego ofiary”), czy trzeba raczej podjąć rękawicę, unikać czterech jeźdźców zrównoważonego rozwoju i robić wszystko, by dosięgła ich ręka sprawiedliwości, czy wręcz kara boża? Każdy z nas musi zdobyć się na wysiłek samodzielnej analizy faktów, próbę udzielenia odpowiedzi na te dręczące pytania i wątpliwości, od których zależy nie tylko nas los, ale przede wszystkim los naszych dzieci, wnuków i w ostatecznym rozrachunku los całej ludzkości. Nadszedł czas przebudzenia.

========================================

mail:

2 Tesaloniczan, 2, 7-12
przekład dosłowny:

7. Tajemna (moc) bezprawia już bowiem działa, (tajemna) tylko dopóki ten, który teraz powstrzymuje (zatrzymuje), nie zejdzie ze środka.
8. A wtedy zostanie objawiony ten niegodziwiec – którego Pan zniszczy tchnieniem swoich ust i zniweczy objawieniem swego przyjścia –
9. – a pojawi się on za sprawą szatana w całej mocy, pośród znaków, fałszywych cudów (kłamstwa)
10. i wszelkiego oszustwa (zwodzenia) ku nieprawości (bezprawiu) wśród tych, którzy giną, ponieważ nie przyjęli miłości prawdy, aby dostąpić zbawienia (zostać uratowanymi).
11. I dlatego Bóg ześle na nich działanie zwiedzenia (obłędu), aby uwierzyli kłamstwu,
12. aby zostali osądzeni wszyscy, którzy nie uwierzyli prawdzie, lecz znaleźli upodobanie w niesprawiedliwości (bezprawiu).

Wróć Panie Jezu!

Hipochondria stosowana

24 lutego  2024 r. | Nr 8/2024 (660) mtodd
Hipochondria stosowana

       Szanowni Państwo!
           Odpowiedź na pytanie kto rządzi światem, jest prosta: koncerny farmaceutyczne. Udowodniły to dobitnie wywołując groźną pandemię zaraźliwej histerii. Kto jej nie podlegał, musiał przegrać. Zero tolerancji dla zdrowego rozsądku. Przekonał się o tym Donald Trump przegrywając reelekcję, bo nie zakazał obywatelom wszystkiego co mógł zakazać w związku z Covidem’19. Nieważne, że zgony z powodu tej choroby stanowiły pół procenta. Ważne, że pozostałe 90% populacji było śmiertelnie przestraszonych! Najgorliwszym wyznawcom pandemii „maseczki” nie chciały się odkleić od twarzy jeszcze przez wiele miesięcy.
           I o to właśnie chodziło. Korporacje farmaceutyczne trzęsły się ze śmiechu, trzęsąc zarazem światem, o czym wszyscy mogliśmy się przekonać. Mizerna służba zdrowia to woda na ich młyn, nie licząc małych młynków grubych geszefciarzy pokroju Owsiaka.
           Czy ktoś jeszcze pamięta Ewę Kopacz? Fakt, że była premierą (główną specjalistką do walki z dinozaurami) nikogo nie dziwił, bo Berlin nie mógł sobie lepiej wymarzyć. Przeraża jednak fakt, że ktoś taki mógł skończyć medycynę i „leczyć” ludzi. Obawiam się, że nic w tym zakresie nie zmieniło się, bo komu miałoby zależeć na uzdrawianiu Służby Zdrowia? Pacjentom? A co oni mają do gadania? Oni mają grzecznie chorować i stać w kolejkach.
           Po co o tym wspominać?
A no po to, żebyśmy pamiętali jak łatwo jest nami manipulować. Nie bez kozery stale jesteśmy namawiani do emocji. Odwoływanie się do zdrowego rozsądku „nowoczesnemu” człowiekowi wręcz nie przystoi. Może by jednak spróbować?
Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd

Ponad pół miliona firm zniknęło z rynku w 2023 r. Nowe zawody: “Aborcjonista” i “specjalista ds. nowego ładu”.

Obłąkańcza polityka rządów Morawieckiego i Tuska doprowadziła do wyeliminowania z rynku około pół miliona jednoosobowych działalności gospodarczych. W ich miejsce rząd Tuska chce powołać specjalistów ds. nowego ładu i aborcjonistów. nowe-zawody

Nienawiść przyobleczona w szaty miłości i wierząca głęboko, że jest miłością – oto czym jest socjalizm.

Mirosław Dzielski

================================

Ponad pół miliona firm zniknęło z rynku w 2023 roku – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Na tę sumę składają się zlikwidowane działalności gospodarcze (ok. 230 tysięcy) oraz zawieszone tymczasowo (ok. 350 tysięcy). Wprowadzane w gospodarce przepisy utrudniające funkcjonowanie jednoosobowych firm okazują się ich rzeźnią. Rząd Platformy Obywatelskiej stworzył jednak dla nich alternatywę.

Specjalista od ładu

Międzynarodowa agencja pracy Manpower Group opublikowała właśnie wyniki badań rynku usług HR. Wynika z nich, że zmiana prawa wprowadzana pod pretekstem ochrony klimatu stworzyła na rynku pracy miejsce dla nowych specjalistów. Tych, którzy znają się na zielonym ładzie. „Zielona transformacja będzie miała istotny wpływ na rynek pracy; według szacunków niemal wszystkie kompetencje będą musiały ulec zmianie, by dostosować pracowników do zielonych strategii biznesowych” – wynika z badania ManpowerGroup. – „Pracodawcy będą zobowiązani do jeszcze głębszego wdrażania strategii zrównoważonego rozwoju, co poskutkuje np. poszukiwaniem u pracowników takich cech, jak empatia czy… świadomość społeczna i ekologiczna”. Z analizy ekspertów zatytułowanej „Niedobór talentów” wynika, iż „Dostosowanie firm do zielonej transformacji będzie wymagało od organizacji niemałych zmian. W największym stopniu na nowo zostaną zdefiniowane umiejętności obszaru zrównoważonego rozwoju i środowiska (56 proc.), a także sprzedaży i marketingu (56 proc.)”. Cytowana w analizie ekspert rynku pracy w Manpower Polska Agnieszka Adamiec podkreśla, że „obszar zrównoważonego rozwoju i środowiska był dotychczas rozumiany nie tylko jako wpływ organizacji na środowisko, ale głównie jako zaplanowany, korzystny rozwój samej firmy, zgodny z jej długofalowymi celami biznesowymi. Obecnie, wdrażanie strategii zrównoważonego rozwoju dokonuje się na dużo głębszym poziomie i dotyczy nawet takich kwestii jak życie prywatne pracowników.”

Dwie świadomości

Wynika z tego, że zmieni się cały znany nam dotychczas proces rekrutacji do firm prywatnych. Dotychczas kandydat do pracy w prywatnej firmie musiał się wykazać umiejętnościami niezbędnymi tej firmie, a więc np. produkcją, znajomością technik sprzedaży czy marketingu. Teraz te umiejętności zejdą na dalszy plan, a kandydat do pracy będzie musiał odbyć rozmowę już nie z dyrektorem konkretnej firmy czy rekruterem, ale ze specjalistą ds. nowego ładu. Ten zaś będzie badał jego „kompetencje ekologiczne”. Może zatem podczas rozmowy o pracę paść pytanie o to, w jaki sposób kandydat zamierza dojeżdżać do firmy. Aby uzyskać najwięcej punktów, trzeba będzie odpowiedzieć, że zamierza się… chodzić piechotą albo jeździć na rowerze, a to dlatego, aby spalinowym samochodem nie zatruwać powietrza. Może też paść pytanie o to, jakie menu zamówi sobie kandydat do pracy, jeśli firma w ramach programu integracji zapewni mu posiłek. Wówczas najbardziej premiowana zapewne będzie odpowiedź o daniu ze świerszczy lub innych robali (tfu!).

Drugi obszar, który będzie badał „specjalista ds. nowego ładu” dotyczyć ma „kompetencji społecznych”. To niezdefiniowane pojęcie, jednak znając lewacką nowomowę, można się domyśleć, że chodzi o stosunek do LGBT, zmiany płci, szczepionek na COVID itp. W tej sytuacji kandydat do pracy będzie musiał się wykazać odpowiednim poziomem „empatii” społecznej, aby przejść testy rekrutacyjne. A zatem w drugiej części rozmowy kwalifikacyjnej trzeba się będzie spodziewać pytania np. „dlaczego popierasz prawo do adopcji dzieci przez gejów” itp.

Takie rozwiązanie będzie miało trzy skutki. Pierwszy – komiczny – polegający na tym, że kandydaci do pracy będą się uczyć odpowiedzi na idiotyczne pytania, aby przejść testy, dostać pracę i zyskać źródło zarobkowania, a w rzeczywistości będą myśleć inaczej. Będzie to przypominało egzamin teoretyczny na prawo jazdy – kandydat uczy się na pamięć pytań i odpowiedzi, by tylko zdać.

Efekt drugi to marnotrawstwo talentów. Uzdolnieni muzycy czy inżynierowie zamiast rozwijać swoje umiejętności w dziedzinach potrzebnych, będą się uczyć na specjalistów od Zielonego Ładu i wdrażać wszystkie te idiotyzmy.

Efekt trzeci to dalsze zniszczenie małych firm. Korporacja zatrudniająca na całym świecie tysiące osób może sobie dodatkowo zatrudnić i stu specjalistów od rzeczy niepotrzebnych. Natomiast małe i średnie firmy, liczące każdą złotówkę, nie mogą tego zrobić, bo nie stać ich na kolejny etat (zwłaszcza nieuzasadniony warunkami ekonomicznymi). To zaś oznacza, że małe firmy, nie mogąc sprostać tym wymaganiom, będą upadać.

Absurdalny jest oczywiście sam pomysł zmuszania firm do zatrudniania specjalistów ds. nowego ładu. Jeśli takie stanowisko jest firmie obiektywnie potrzebne, stworzy go ona sama – interwencja państwa jest tutaj niepotrzebna. Jeśli zaś takie stanowisko nie jest potrzebne – interwencja państwa jest szkodliwa.

Aborcjonista

Rząd Donalda Tuska stworzy też nowe miejsca pracy w przemyśle aborcyjnym. Konkretnie w szpitalach. W myśl prawa przygotowanego przez nową minister zdrowia – Izabelę Leszczynę – warunkiem kontraktu szpitala z NFZ będzie to, aby można było na oddziale ginekologiczno-położniczym dokonać aborcji. To zaś stworzy nowe miejsca pracy dla aborcjonistów. Dotychczas, bazując na tzw. klauzuli sumienia, lekarz mógł odmówić przerwania ciąży. Z kolei szpital nie miał prawa zmusić nikogo do przeprowadzenia takiego zabiegu. Musiał zaś wskazać pacjentce inny szpital, w którym „zabieg” zabicia nienarodzonego dziecka zostałby przeprowadzony. Teraz się to zmieniło. Szpital, jeśli będzie chciał kontraktu z NFZ, będzie musiał zagwarantować obecność lekarza-aborcjonisty i możliwość przeprowadzania zabiegów przerywania ciąży. W innym wypadku straci kontrakt.

Smutne perspektywy

To wszystko nakazuje postawić pytanie, jakie będą dalsze kroki rozwoju eurosocjalistycznego prawodawstwa.

Pewnym tropem jest to, co wydarzyło się w miniony piątek w Holandii. Rząd przyjął prawo pozwalające poddać się eutanazji drogą śmierci głodowej osobie, która nie skończyła 60 lat. Dotychczas takie prawo przysługiwało tylko temu, kto przekroczył ten wiek. W zachodniej europie rozwija się bardzo dynamicznie przemysł eutanazyjny, czyli przemysł oferujący usługi zabijania staruszków. A kolejne wpływowe lobbies starają się wymusić na rządach rozszerzenie prawa do eutanazji. Symbolem „postępu” w tej dziedzinie jest prawodawstwo pozwalające sądom krajów europejskich zadecydować o poddaniu kogoś przymusowej eutanazji. To z kolei każe przypuszczać, że następnym krokiem będzie wprowadzenie w szpitalach przymusowego eutanazisty, czyli lekarza, który na życzenie pacjenta (lub na polecenie niezawisłego sądu) gotów jest w każdej chwili przeprowadzić eutanazję. Sankcją za nieprzestrzeganie tego nakazu będzie oczywiście utrata kontraktu z NFZ. Ale i to nie koniec. Spodziewam się również, że wraz z rozwojem psychiatrii w jej lewackim wydaniu, rządy wprowadzą obowiązek zatrudniania przez każdy szpital specjalisty ds. walki z homofobią. Taki specjalista będzie musiał „leczyć” każdego, kto będzie wykazywał homofobiczne objawy. A więc np. tego, kto publicznie się nie zgadza z propagandą LGBT. Żeby było to skuteczne, taki „specjalista” będzie musiał zostać wyposażony w katalog narzędzi prawnych, m.in. możliwość analizowania wypowiedzi każdego potencjalnego homofoba (czyli każdego z nas).

Dokąd jeszcze zaprowadzi nas lewackie szaleństwo?

Min. Czarnek: Panie Szmyhal, czy w ramach środków odwetowych oddacie nam miliardy za edukację ukraińskich dzieci w polskich szkołach?

Czarnek: panie Szmyhal, czy w ramach środków odwetowych oddacie nam miliardy za edukację ukraińskich dzieci w polskich szkołach?

oddacie-nam-miliardy-za-edukacje-setek-tysiecy-ukrainskich-dzieci

„Niech Pan porzuci ten bezczelny ton, bo szkodzi pan Ukrainie i naszym relacjom”, napisał na Twitterze poseł PiS Przemysław Czarnek.

Polityk skomentował w ten sposób skandaliczne słowa premiera Ukrainy Denysa Szmyhala, który zagroził w piątek Polsce, że jeśli sprawa odblokowania granicy nie zostanie rozwiązana do 28 marca, jego kraj może zastosować środki odwetowe na przejściach granicznych.

„Panie @Denys_Shmyhal, w ramach środków odwetowych może oddacie nam miliardy za edukację setek tysięcy ukraińskich dzieci w polskich szkołach? A może oddacie nam miliardy za pomoc militarną?”, napisał na wstępie Przemysław Czarnek.

„Nie chcemy, bo wiemy, że to nasza ludzka, chrześcijańska powinność. Dokładnie taka sama jak obrona polskiego, zdrowego, prawdziwie ekologicznego rolnictwa, ochrona konsumentów polskich przed szkodliwymi dla zdrowia produktami.

Dlatego niech Pan porzuci ten bezczelny ton, bo szkodzi Pan Ukrainie i naszym relacjom”, dodał były minister edukacji i nauki.

Źródło: platforma X

Widmo nowej “wiosny ludów” nadciąga nad Europę

Widmo nowej wiosny ludów nadciąga nad Europę

Andrzej Krajewski dziennik/widmo

Widmo nowej wiosny ludów nadciąga nad Europę [FELIETON]
Widmo nowej wiosny ludów nadciąga nad Europę [FELIETON] / PAP / Michał Meissner

Protesty rolników jakie przetaczają się od Dorohuska aż po przedmieścia Porto są pierwszym symptomem tego, iż zwrot “zielona rewolucja” może nabrać zupełnie innego znaczenia, niż chciałaby Komisja Europejska.

Widmo krąży po Europie – widmo zielonej rewolucji. Wszystkie potęgi starej Europy połączyły się dla świętej nagonki przeciw temu widmu – można by napisać, bawiąc się sławnym cytatem z Karola Marksa.

Niestety rozbawienie znika po tym, gdy do cytatu doda się kontekst. Pisząc pod koniec 1847 r. “Manifest Partii Komunistycznej” Karol Marks i jego mniej uzdolniony kolega Engels wykazali się dobrym wyczucie. Dostrzegli, że wiatr historii na Starym Kontynencie nabiera mocy i coś ważnego nadciąga. Minęło wówczas ponad trzydzieści lat od Kongresu Wiedeńskiego, który ustalił nowy, pokojowy ład. Na jego straży stały wszystkie mocarstwa oraz rządzące nimi arystokratyczne elity. To nie był przyjazny świat dla biednych ludzi, ani tych skorych do buntowania się, lub pragnących radykalnych zmian.

Pierwszą zapowiedzią, iż te mogą nadejść, okazał się nagły skok cen żywności. Zaraza ziemniaczana, niszcząca uprawy podstawowego dania biedaków, przyniosła Irlandii klęskę głodu, zaś mieszkańcom Starego Kontynentu drożyznę. Spotęgował ją nieurodzaj oraz kryzys gospodarczy. Wielką Brytanię, Francję i kraje niemieckie dotknęła ekonomiczna zapaść. Z upadających fabryk tysiące robotników trafiało na bruk. Co drugi, dorosły mieszkaniec Paryża bezskutecznie szukał pracy.

Oprócz zapowiedzi kłopotów widocznych jak na dłoni, były jeszcze te trudniej dostrzegalne, choć nie mniej ważne. Stolice europejskich krajów zaczęły splatać ze sobą druty telegraficzne, a w miastach rozkwitała prasa. Z powszechnie dostępnych, umykających kontroli cenzorów gazet, wydawanych rano oraz popołudniami, ludzie dowiadywali się co słychać w świecie. Trwały rewolucje informacyjna i komunikacyjna, których wagi rządzący wciąż nie doceniali. Gdy w roku 1801 został zamordowany cara Pawła I w Londynie rząd oraz jego mieszkańcy dowiedzieli się o tym po trzech tygodniach.

Natomiast kiedy 22 lutego 1848 r. Paryżanie zaczęli stawiać na ulicach barykady, cała Europa śledziła już te zdarzenia prawie w czasie rzeczywistym. Kolejne zamieszki zaczęły wybuchać najpierw tam, gdzie docierały linie telegraficzne i kolejowe. Ich fala po przez miasta francuskie, przekroczyła granice niemiecką, dochodząc do Karlsruhe. Po czym popłynęła w stronę Berlina i Wiednia. Zamieniając Europę we wrzący kocioł, gotowy do eksplozji.

Wprawdzie szukanie analogi z zamierzchłymi czasami, to stąpanie po kruchym lodzie, jednak spójrzmy na kilka rzeczy, próbując być mądrzejsi o doświadczenia z przeszłości.

Zielony Ład – rewolucja, która dzieli Europę

Bunt rolników na skalę ogólnoeuropejską wybuchł, bo zadziałał zapalnik w postaci gwałtownego spadku cen żywności, a zwłaszcza zbóż na światowych rynkach. Przed wojną zarówno Rosja, jak i Ukraina zajmowały czołowe miejsca w rankingach eksporterów produktów rolnych. Teraz oba państwa dramatycznie potrzebują funduszy, a tanie produkty rolne są czymś, co zawsze znajdzie nabywców. W Polsce rolników do blokowania miast i dróg pchnął napływ żywności z Ukrainy. We Francji, czy Hiszpanii fakt, że zboże z Rosji, skutecznie ciągnie w dół ceny na całym świecie. Ale to tylko zapalnik, bo wystarczy spojrzeć do „Food Price Index” FAO (Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa), by zobaczy, iż owszem jest najtaniej od 2019 r., lecz w przeszłości bywało jeszcze taniej.

Zapalnik jedynie zmotywował do próby stawienia oporu czemuś, co przynosi powszechny wśród rolników (nie tylko w Polsce ale w całej Unii) lęk przed wielkim i nieodwracalnym zubożeniem. Strach, że to co się osiągnęło i dorobiło pójdzie stopniowo w diabły. Aż niegdyś zamożnemu farmerowi pozostanie zaciskanie wraz z całą rodziną pasa mocniej i mocniej. Tak do końca życia. Pierwsze, odczuwalne symptomy ubożenia, pchnęły więc od razu w całej Unii jedną grupę zawodową do buntu. Mimo iż do prawdziwej nędzy jej jeszcze bardzo daleko. Acz tu trzeba od razu nadmienić, że częściej bunty wszczynają nie nędznicy przyzwyczajeni do nędzy, lecz ci, którzy coś już posiadali i to tracą.

Skąd ów lęk się bierze, nietrudno zauważyć. Wedle założeń przyjętych jeszcze w 2019 r. w Europejskim Zielonym Ładzie, rolnictwo w Unii już do roku 2030 czeka gruntowna transformacja. W ogólnikowych hasłach sprowadza się ona do obniżenia emisji gazów cieplarnianych (głównie metanu i podtlenku azotu), promowania ekologicznych form produkcji oraz przywracania kolejnych obszarów Unii do stanu pierwotnego – czyli zamieniania pól uprawnych w lasy.

Przekładając hasał na codzienność unijnych dyrektyw “Fit for 55” oznaczają on jak na dziś: redukcję użycia środków ochrony roślin o 50 proc., nawozów sztucznych o 20 proc., obowiązek ugorowania 4 proc. ziemi., a także stopniowe wybijanie stad bydła. Dopłaty bezpośrednie dla rolników będą bowiem uzależnione od ich działań proekologicznych, obniżających emisję gazów cieplarnianych i odchodzenia od hodowli zwierzęcej.

Wprawdzie, pod wpływem protestów rolników, do rekomendacji Komisji Europejskiej, ogłoszonej na początku lutego, wpisano wycofanie się z najbardziej drastycznych ograniczeń w odniesieniu do nawozów i pestycydów, lecz jest to nadal jedynie propozycja.

I znów przewidzenie skutków Europejskiego Zielonego Ładu dla rolnictwa w Unii nie jest czymś trudnym. Jeśli nastąpi powrót do technologii uprawiania ziemi, jakie stosowano na początku XX w (to de facto niosą za sobą wspominane zakazy), adekwatnie do tego spadnie wysokość plonów. Wówczas bez wielkich dopłat cenny wszystkiego co jadalne pognają w sklepach ostro w górę. No chyba, że unijny rynek otworzy się szeroko na produkty rolne z: Ukrainy, Rosji, USA, Kanady, Australii, Brazylii, Argentyny. Wszystkich tych miejsce, gdzie Europejski Zielony Ład w rolnictwie obserwuje się jako, ciekawy dziw natury, dający sporą nadzieję na zasobną przyszłość.

Zielona transformacja – koszty, które zapłacimy wszyscy

Oczywiście Komisja Europejska i szefowie rządów na posiedzeniu Rady Europejskiej mogą za jakiś czas zdecydować, że żadnego otwierania rynku nie będzie. Droga żywność i bardzo drogie mięso, to niższa konsumpcja. Zatem otrzymamy mniej otyłe społeczeństwo, skuteczniej przyczyniające się do obniżania emisji dwutlenku węgla, metanu oraz innych gazów cieplarnianych.

Jednakże jest mały szkopuł, zapisany w założeniach Europejskiego Zielonego Ładu i wytyczających ku niemu drogę dyrektywach “Fit for 55”” Mianowicie wielka transformacja nie obejmie tylko rolników, ale każdego z mieszkańców Unii. I nie zapowiada się na fajne doświadczenia dla biedniejszych ludzi. Choć może nie będzie aż tak źle.

W ciągu najbliższych czterech lat, obwiązującym już w energetyce i przemyśle, systemem handlu pozwoleniami na emisję CO2 (EU ETS) objęty zostanie transport drogowy i morski. W przypadku lotniczego skończą się darmowe pozwolenia.

Czyli wszystko co jest przewożone do magazynów, hurtowni i sklepów, przez co zawiera w swej cenie koszty transportu, zacznie drożeć. Firmy transportowe aby nie paść muszą przerzucić nowy podatek na konsumenta. Ale to tylko jedna ze składowych ceny, wiec może nie będzie aż tak źle.

Pojawi się też podatek od posiadania samochodu z silnikiem spalinowym (jak zapisano w polskim KPO: “ma na celu zmniejszenie ilości najbardziej emisyjnych pojazdów i promocje niskoemisyjnych środków transportu”). Zatem im starszy samochód, gorzej plasujący się w normach emisji spalin EURO, tym coroczna opłata zrobi się wyższa. Ale może nie będzie aż tak źle i kwota okaże się niezbyt wysoka. Poza tym auto można opchnąć złomiarzom za osiem stów, co w zupełności wystarczy na zakup roweru.

Podobnie rzecz się ma z domami i mieszkaniami ogrzewanymi paliwami kopalnymi, które obejmie system handlu emisjami ETS 2.

Ściślej mówiąc uprawnienia do emisji CO2 będą musiały kupować firmy dostarczające gaz, lub ciepło indywidualnym odbiorcom. Zgadnij Drogi Czytelniku, komu doliczą koszt ETS 2 do rachunku. Ale może nie będzie aż tak źle, bo polskim europosłom Jerzemu Buskowi i Adamowi Jarubasowi udało się wynegocjować zapis, że jeśli cena uprawnienia do emisji tony CO2 przekroczy 45 euro, wówczas na rynek zostaną rzucone dodatkowe pozwolenia, by zapobiec dalszemu jej wzrostowi.

Tymczasem w kolejce czeka jeszcze obowiązek termomodernizacji wszystkich budynków w Unii, tak aby do 2050 r. stały się zeroemisyjne. Ale może nie będzie aż tak źle ….

Ucinając to rozdrabnianie się na szczegóły, wieźmy po porostu raport firmy konsultingowej McKinsey, wyceniający koszty transformacji założonej w Europejskim Zielonym Ładzie. Otóż transformacja wymaga wydania do 2030 roku na przekształcenie Starego Kontynentu w emitujący o 55 proc. mniej gazów cieplarnianych niż czterdzieści lat wcześniej, okrągłego 1,7 biliona euro. Ktoś tą sumę musi wyłożyć, ewentualnie wziąć na siebie spłacanie kredytów zaciągniętych na cele transformacyjne. I tym kimś tak czy inaczej będzie przeciętny, unijny obywatel, za sprawą opisanych powyżej, nowych podatków. Bo choć te opłaty mają bardzo skomplikowaną formułę, są de facto podatkami, przenoszącymi przy udziale wielu pośredników pieniądz z kieszeni zwykłego człowieka do budżetu państwa. Gdy obejmuje nas jeden, mały podatek, to go prawie nie zauważamy. Kiedy doda się jeszcze dwa, robi się mniej miło. Ale gdy tak w cztery lata spada na nas z cirka dziesięć nowych …

Cóż wówczas, nawet jeśli państwo stale zwiększa oferowane osłony socjalne dla najuboższych (takie działania wpisano w Zielony Ład), to one jedynie łagodzą proces ubożenia. Jak szybko może on przebiegać, gdy w grę wchodzą koszty powiązane z energią, świetnie obrazują ciekawe statystyki wzięta z raportów Institut der deutsche Wirtschaft.

Ubóstwo energetyczne – coraz większy problem Europy

Otóż w RFN przyjęto, że jeśli obywatel wydaje ponad 10 proc. swoich dochodów na ogrzewanie, ciepłą wodę i prąd, to jest osobą dotkniętą “ubóstwem energetycznym”. Od najazdu Rosji na Ukrainę, gdy ceny energii poszły w górę, do połowy 2022 r. liczba Niemców ubogich energetycznie skoczyła z 14,4 proc do ponad 25 proc. Minął kolejny rok i statystycznie dziś już ok. 40 proc. mieszkańców RFN cierpi z powodu “ubóstwa energetycznego”. Choć wzrost kosztów nie był dramatycznie wysoki, w zaledwie trzy lat liczba ludzi dotkniętych ubożeniem zwiększyła się ponad 3,5 krotnie w jednym z najbogatszych krajów UE. Stało się tak, choć mogli liczyć na mrożenie przez rząd cen energii oraz dopłaty socjalne.

A to tylko mały przedsmak tego, co oferują cztery najbliższe lata Europejskiego Zielonego Ładu. Dla dziesiątek milionów osób w UE, u których suma zarobków i koniecznych wydatków wychodzi miesięcznie na zero, będzie to czas coraz częstszego mierzenie się z pytaniem – ogrzewamy mieszkanie, czy jemy obiad. Po czym pod koniec dekady mogą nałożyć się na to nowe ceny żywności, będące efektem “zielonej transformacji” rolnictwa. No chyba, że Unia otworzy swój rynek na import dużo tańszych produktów rolnych z całego świata. Acz wówczas oznaczałoby to koniec rolnictwa w Europie aż po Bug. Potem pozostałaby jedynie konieczność modlitwy o to, żeby nigdy szlaki komunikacyjne, wiodące ze Starego Kontynentu do głównych dostawców żywności, nie zostały przecięte. Ale może nie będzie aż tak źle, w końcu milicje Huti grasują jedynie na Morzu Czerwonym.

Takie wybieganie myślami w odleglejszą przyszłość ma jednak niewielki sens. Zapowiada się bowiem, iż bardzo istotne rzeczy zadzieją się o wiele wcześniej. Nawet bez bezpośredniego zderzenia Unii z agresywnymi poczynaniami putinowskiej Rosji.

Liczący tysiące ludzi unijnych aparat urzędniczo-ekspercki zdaje się zupełnie nie przejmować tym, iż trwa właśnie wzorcowe narastanie w społeczeństwach krajów unijnych masy krytycznej. Nie ma możliwości, aby nagły wzrost podatków i kosztów życia, ubożenie, brak poczucia sprawczości i utrata zaufania do elit, nie owocowały narastaniem frustracji. Zwłaszcza gdy towarzyszy temu strach przed nadciągającą, nieodwracalną biedą.

Bunt rolników jest tego pierwszym symptomem.

Jednak suma odczuwalnych strat oraz lęków często kumuluje się całymi latami, nim osiągnie masę krytyczną. Po czym społeczną eksplozję może zainicjować zupełny drobiazg.

Przed lutym 1848 r. Francuzów do szewskiej pasji doprowadzały: kryzys ekonomiczny, ceny żywności, bezrobocie, przysługiwanie prawa głosu w wyborach jedynie właścicielom ziemskim, zakaz demonstracji ulicznych, głupota króla Ludwika Filipa i bezwzględność jego wiernego premiera Françoisa Guizota. Ale dopiero kiedy ten ostatni zakazała urządzania w paryskich restauracjach bankietów, podczas których opozycja toczyła debaty polityczne, miarka się przebrała. Skoro nie będzie bankietów będą barykady stwierdzili mieszkańcy Paryża. Nieco wcześniej genialny obserwator ówczesnego świata Alexis de Tocqueville zanotował, myśl, która nie dawała mu spokoju. “Śpimy razem na wulkanie” – zapisał.

Andrzej Krajewski

„Wiosna nasza” – czyli czyja?

„Wiosna nasza” – czyli czyja?

 Stanisław Michalkiewicz 24 lutego 2024 czyja??

Kto przeżyje, wolnym będzie, kto umiera – wolny już!” – głoszą słowa kultowej pieśni Wojska Polskiego, „Warszawianki”. Przypomniała mi się ta „Warszawianka” na wiadomość, że prezydent Józio Biden wezwał przed swoje oblicze premiera Donalda Tuska i pana prezydenta Andrzeja Dudę. Skoro ich wezwał i to obydwu, to znaczy, że ma do nich jakiś ważny interes. Właśnie do nich, a nie na przykład – do Księcia-Małżonka, dla którego sekretarz stanu Antoni Blinken, nie mógł znaleźć nawet chwili czasu. A skoro sam prezydent Biden wzywa i to od razu obydwu naraz, to nie ma rady; interes nie tylko musi być ważny, ale i pilny. Jaki to może być interes?

Pewne światło na tę sprawę rzuca rewelacja, z jaką niedawno wystąpił amerykański wywiad – że mianowicie złowrogi Putin „zamierza” umieścić broń jądrową w przestrzeni kosmicznej. Dopiero „zamierza” – co pokazuje, że w amerykańskim wywiadzie najwyraźniej stosują się do wskazówek Alfreda Hitchcocka, który radził, że najpierw trzeba zdetonować bombę atomową, a potem napięcie powinno stopniowo narastać.

Jak tedy pamiętamy, całkiem niedawno Kongres USA zajmował się i to całkiem serio, kosmitami, którzy wprawdzie odwiedzają nas na latających talerzach, ale konspirują się, niczym moja Prześladowczyni, Hermenegilda Kociubińska. O ile mi wiadomo, nie wzbudziło to specjalnego zainteresowania tak zwanej „szerokiej publiczności”, więc nic dziwnego, że w tej sytuacji musiały pojawić się doniesienia o broni jądrowej, którą „zamierza” umieścić w przestrzeni kosmicznej zimny ruski czekista Putin. Co tu gadać; Putin jest dobry na wszystko!

Nie sądzę jednak, żeby prezydent Józio Biden wzywał premiera Tuska i pana prezydenta Dudę akurat w tej sprawie. Myślę, że do nich to on ma inny interes, a nawet dwa.

Pierwszy interes wiąże się z pomocą dla Ukrainy. Kongres uchwalił już trzy tymczasowe budżety, ale w żadnym z nich nie było i nie ma ani centa na pomoc dla Ukrainy. W tej sytuacji do Senatu USA napisał Kukuniek, że „nasze wnuki nam nie wybaczą”. Na takie dictum Senat pękł i zgodził się przyznać pomoc Ukrainie, ale Izba Reprezentantów nadal pozostaje nieugięta. Nie ma rady, Związek Ukraińców w Polsce powinien podkręcić Kukuńka, na przykład – żeby znowu wygrał w totolotka i żeby napisał i tam, a wtedy – kto wie? Ale to interes do Kukuńka, a nie do premiera Tuska czy pana prezydenta Dudy.

Do premiera Tuska i pana prezydenta Dudy Józio Biden ma interes następujący: Po pierwsze – jak już mogliśmy zorientować się po przebiegu Rady Gabinetowej 13 lutego, premier Tusk, w odróżnieniu od pana prezydenta Dudy, nie jest przekonany co do konieczności budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego. Doszło nawet do tego, że funkcjonariusze rządowego Propaganda Abteilung zaczęli się z tego pomysłu naigrawać Tymczasem CPK to tylko taki kamuflaż, bo tak naprawdę – chodzi o zbudowanie wielkiego lotniska wojskowego, na które Amerykanie mogliby w razie czego szybko przerzucić do Europy Środkowej wielkie ilości ludzi i sprzętu, w dodatku na lotnisko leżące zaledwie 200 km od granicy wschodniej. Toteż prezydent Józio Biden może powiedzieć Donaldu Tusku tak: wiecie, rozumiecie Tusk; wy nie bluźnijcie przeciwko CPK, ani nie wierzgajcie przeciwko ościeniowi, bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa. Jakże inaczej, kiedy wszystkie koszty budowy ma pokryć nasz nieszczęśliwy kraj, a Nasz Najważniejszy Sojusznik nie dokłada do interesu ani centa?

No dobrze – ale dlaczego prezydent Józio Biden nie wzywał Donalda Tuska w tej sprawie wcześniej, skoro on naigrawał się z CPK jeszcze podczas kampanii wyborczej? Dlatego, że – po pierwsze – Niemcy wtedy jeszcze nie przeprowadziły podmianki na pozycji lidera sceny politycznej naszego bantustanu, więc jakże prezydent Biden miałby pospolitować się z jegomościem, który nie był nawet prostym posłem? Teraz, to co innego, Teraz Donald Tusk stoi na czele swego vaginetu, a poza tym uczestniczy w „tójkącie weimarskim”, do którego wciągnęli go panowie Macron i Scholz. A dlaczego oni go do tego trójkąta wciągnęli? Tu przychodzi nam z pomocą analogia z trójkątem małżeńskim, gdzie zawsze jeden z uczestników jest dymany. Chyba nie mamy tedy wątpliwości, że w „trójkącie weimarskim” dymana ma być Polska? Żadnych wątpliwości co do tego mieć nie można tym bardziej, że zarówno Emanuel Macron, jak i kanclerz Scholz, żeby nie wspomnieć o Naszym Najważniejszym Sojuszniku, coraz częściej wspominają o wojnie z Rosją.

Co prawda Niemcy dopiero podjęły decyzję o przeznaczeniu 2 procent PKB na zbrojenia, co pozwoli im na zbudowanie potęgi militarnej w ciągu 10, a może nawet 7 lat, podobnie jak w przypadku Francji, gdzie jeszcze prezydent Chirac armię zredukował – tymczasem wojna ma wybuchnąć nie za 10 lat, tylko wkrótce.

Co z tego wynika? Ano, to samo, co w 1939 roku. Ponieważ ukraińskie mięso armatnie powoli zaczyna się kończyć, to żeby Putin sobie nie pomyślał, że wojnę wygrał, trzeba zużyte ukraińskie mięso armatnie zastąpić nietkniętym polskim. I taki właśnie interes ma prezydent Józio Biden do pana prezydenta Dudy: wiecie, rozumiecie Duda; wy chcieliście przeprowadzić unię z Ukrainą. No to na co czekacie? Przeprowadzajcie – bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa!

Toteż na początek, zanim jeszcze powstanie wspólny, ukraińsko-polski rząd, w Bydgoszczy ma powstać Centrum Edukacji i Szkolenia NATO-Ukraina. Omnia principia parva sunt – mawiali starożytni Rzymianie – co się wykłada, że wszystkie początki są skromne – ale jak już Polska zostanie wepchnięta do wojny z Rosją i to w dodatku – w sposób, który nie rodzi żadnych zobowiązań dla NATO – to w ramach zrekompensowania Ukrainie nieuniknionej, jak się wydaje, utraty co najmniej 20 procent terytorium, Nasi Sojusznicy będą podejmowali kolejne kroki, popychające nasz nieszczęśliwy kraj w stronę „unii”, o której marzy pan prezydent Duda. Jestem pewien, że ten kierunek polityczny spotka się z aprobatą ponad podziałami. Będzie go popierała zarówno „Gazeta Polska”, która dla Ukrainy zrobiłaby wszystko, jak i koncern Polska Press, który – po dymisji prezesa Obajtka – z rąk pani red. Doroty Kani prawdopodobnie przejmie pan redaktor Andrzej Rozenek, ongiś zastępca nieboszczyka, czy jak kto woli – piekłoszczyka Jerzego Urbana w tygodniku „Nie”.

Już tam stare kiejkuty należycie obsadzą wszystkie media, tak, że za wojną z Putinem będą wszyscy mądrzy, roztropni i przyzwoici, co to rozpoznają się po zapachu, z Judenratem wiadomej gazety na czele – a kto nie będzie, to Agencja Wywiadu załatwi go na szaro. Właśnie na rogu Dobrej i Tamki zauważyłem afisz firmowany przez tę Agencję, z apelem: „co mógłbyś zrobić dla Polski?”. Jeśli pyta wywiad, to odpowiedź jest jasna: mógłbym donieść na kogo trzeba. W ten sposób znowu będziemy zwarci i gotowi, by nie oddać ani guzika.

Stanisław Michalkiewicz

================================

Mail:

Iiiiiiiiiiiiiiiiiiiii:

Alabama: Sąd stwierdził, że „embrion” to człowiek. Lewicowy salon wściekły, „zabiegi” in vitro wstrzymane

Sąd stwierdził, że „embrion” to człowiek. Lewicowy salon wściekły, „zabiegi” in vitro wstrzymane

embrion-to-czlowiek

Życie ludzkie zaczyna się w momencie zapłodnienia, a nienarodzone dzieci są ludźmi w rozumieniu stanowego prawa dotyczącego śmierci bezprawnej, niezależnie od etapu ich rozwoju i miejsca lokalizacji – stwierdził 16 lutego Sąd Najwyższy stanu Alabama. W rezultacie kliniki w stanie Alabama zawiesiły świadczenie usług związane z zapłodnieniem in vitro (pozaustrojowym), obawiając się pozwów o spowodowanie śmierci ludzi wskutek zniszczenia „zamrożonych embrionów”.

Decyzja została wydana w dwóch sprawach wniesionych przez trzy pary, których zamrożone zarodki uległy zniszczeniu w wyniku wypadku w jednej z klinik leczenia niepłodności. Sędziowie, powołując się na konstytucję stanu Alabama, potwierdzającą świętość życia orzekli, że prawo stanowe z 1872 r. zezwalające rodzicom na pozywanie osób odpowiedzialnych za śmierć ich dziecka „ma zastosowanie do wszystkich nienarodzonych dzieci, niezależnie od ich fizycznego położenia”.

„Dzieci nienarodzone to «dzieci»… bez wyjątku ze względu na etap rozwojowy, położenie fizyczne lub inne cechy dodatkowe” – napisał sędzia Jay Mitchell w orzeczeniu większościowym wydanym przez SN.

W następstwie orzeczenia klinika Uniwersytetu Alabama w Birmingham wstrzymała zabiegi zapłodnienia in vitro do czasu oceny skutków prawnych orzeczenia dla pracowników przeprowadzających tak zwane procedury zapłodnienia pozaustrojowego. Klinika obawia się pozwów o odszkodowanie z powodu nieudanych zabiegów i zniszczenia „embrionów” oraz zarzutów karnych o spowodowanie śmierci dzieci („embrionów”).

Sąd Najwyższy w Alabamie potwierdził, że życie ludzkie zaczyna się w momencie zapłodnienia, a nienarodzone dzieci są ludźmi w rozumieniu stanowego prawa dotyczącego śmierci bezprawnej, niezależnie od tego, na jakim etapie rozwoju jest „zarodek”. Dlatego zniszczenie „embrionów” może stanowić podstawę do wniesienia pozwu o spowodowanie bezprawnej śmierci.

Katie O’Connor, szefowa Krajowego Centrum Prawa Kobiet, proaborcyjnej organizacji w Waszyngtonie oceniła, że to „najbardziej ekstremalna” jak dotąd decyzja sądu stanowego w sprawie uznania osobowości „embrionów”. Orzeczenie sprawia, że zapłodnienie in vitro stanie się praktycznie niedostępne w Alabamie i otworzy także drzwi grupom antyaborcyjnym forsującym takie rozwiązanie w innych stanach. Kobieta obawia się, że więcej przeciwników aborcji „podchwyci ten trend” i przy pierwszej nadarzającej się okazji wysunie ten sam argument w innych procesach w stanach wrogich wobec aborcji.

Z orzeczenia cieszy się Denise Burke, starszy doradca w pro-chrześcijańskiej kancelarii prawnej Alliance Defending Freedom. Organizacja chwali decyzję SN, który potwierdził „podstawową prawdę”, że „każde życie ludzkie jest cenne od momentu poczęcia”. ADF ma nadzieję, że „to orzeczenie zachęci wyborców, prawodawców i sądy do uznania, iż życie jest prawem człowieka, bez względu na okoliczności”. Podobnie orzeczenie chwali Danielle Pimentel, doradca ds. polityki w antyaborcyjnej grupie Americans United for Life, która wyraziła nadzieję, że decyzja ta przyczyni się do „zapewnienia wszystkim nienarodzonym dzieciom jednakowej ochrony prawnej”.

Przeciwnicy orzeczenia np. American College of Obstetricians & Gynecologists, straszą, że decyzja SN zakończy dostęp do zapłodnienia in vitro, ponieważ kliniki będą musiały wykonywać tylko jedną procedurę przy użyciu tylko jednego zarodka, traktując każdy zarodek jak osobę.
Już toczy się ponad sto procesów sądowych związanych z zapłodnieniem in vitro. W stanie Alabamy pozwy wnieśli rodzice z powodu bezprawnej śmierci „zamrożonych embrionów”. Rodzice pozwali Centrum Medycyny Rozrodu PC, zarzucając, że naruszyło ono obowiązek stałego zabezpieczenia i monitorowania kriogenicznego przechowywania zarodków.

Ustawa o bezprawnej śmierci obowiązująca w Alabamie umożliwia rodzicom zmarłych dzieci wszczęcie postępowania sądowego o odszkodowanie za śmierć dzieci. SN od dawna uważał, że dotyczy to także dzieci nienarodzonych. Obecnie sędziowie rozstrzygali, czy przepisy można zastosować w odniesieniu do „zamrożonych zarodków”.

Prawo stanowe pozwala na wniesienie powództwa – w ciągu sześciu miesięcy od śmierci dziecka – gdy jest ona spowodowana bezprawnym działaniem, czy zaniedbaniem jakiejkolwiek osoby. Ustawa nie definiowała „dziecka”, ale Sąd Najwyższy stanu wskazał, że regulacja obejmuje nienarodzone dziecko, niezależnie od etapu ciąży i tego, czy może żyć poza macicą.

Sąd stwierdził, że nie ma wyjątku od tej reguły w przypadku nienarodzonych dzieci, które w chwili śmierci nie znajdowały się fizycznie w macicy. Sąd przywołał stanową konstytucję potwierdzającą „świętość życia nienarodzonego”.

Amerykańskie stowarzyszenia medyczne potępiły orzeczenie, twierdząc, że „jest sprzeczne z rzeczywistością medyczną i potrzebami obywateli Alabamy”. Komentatorzy nie mają złudzeń, że orzeczenie w sprawie embrionów w Alabamie wzmacnia ruch potwierdzający, że „płód” niezależnie od etapu rozwoju jest osobą.

Poza kliniką Uniwersytetu Alabamy „zabiegi” in vitro wstrzymała również Alabama Fertility Specialists. „Podjęliśmy niezwykle trudną decyzję o wstrzymaniu nowych zabiegów IVF ze względu na ryzyko prawne dla naszej kliniki i naszych embriologów” – napisano w oświadczeniu. „Kontaktujemy się dzisiaj z pacjentami, których to dotyczy, aby znaleźć dla nich rozwiązanie i dokładamy wszelkich starań, by ostrzec naszych ustawodawców o dalekosiężnym negatywnym wpływie tego orzeczenia na kobiety w Alabamie”.

Doktor Mamie McLean, lekarka w Alabama Fertility zaznaczyła, że „nie są pewni, co jest dla nich bezpieczne i legalne w związku z zapłodnieniem in vitro (…) Ostatecznie obawiają się, że z powodu tego orzeczenia w Alabamie będzie rodzić się mniej dzieci”.
Orzeczenie Sądu Najwyższego stanu Alabama pozwoliło rodzinom pozwać klinikę leczenia niepłodności za bezprawną śmierć po przypadkowym zniszczeniu kilku „zarodków”.

W zdaniu odrębnym orzeczenia SN Alabamy, sędzia Greg Cook napisał: „Żaden sąd – nigdzie w kraju – nie doszedł do wniosku, do jakiego dochodzi główna opinia”, dodając, że „prawie na pewno kończy to tworzenie zamrożonych embrionów w wyniku procedury in vitro (IVF) w Alabamie”.

Orzeczenie pochwaliła republikańska kandydatka na prezydenta Nikki Haley Komentowała w CNN, że zgadza się, że „embrion jest uważany za nienarodzone dziecko”. Zdecydowanie potępił ją prezydent Joe Biden, wskazując, że orzeczenie jest konsekwencją innej decyzji SN z 2022 r., znoszącej „prawo do aborcji” w całych Stanach Zjednoczonych.

„To orzeczenie stwierdza, że zapłodnione jajo, które jest zlepkiem komórek, jest teraz osobą. To naprawdę stawia pod znakiem zapytania praktykę zapłodnienia in vitro” – komentowała orzeczenie Barbara Collura, dyrektor generalna RESOLVE: The National Infertility Association, która obawia się, czy w ogóle możliwe będzie zamrażanie niewykorzystanych „zarodków”.

Doktor Paula Amato, prezes Amerykańskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu uważa, że decyzja o traktowaniu zamrożonej zapłodnionej komórki jajowej jako prawnego odpowiednika dziecka może ograniczyć dostępność „nowoczesnej opieki zdrowotnej”.
Warto zauważyć, że prezes Sądu Najwyższego Tom Parker zacytował Biblię, omawiając znaczenie wyrażenia „świętość życia nienarodzonego” zapisanej w konstytucji stanu Alabama. Wskazał, że „nawet przed narodzeniem wszyscy ludzie noszą obraz Boga”. Tylko jeden sędzia Greg Cook wyraził sprzeciw wobec decyzji.

Orzeczenie częściowo opierało się na dodanym w 2018 r. do konstytucji stanu Alabama języku antyaborcyjnym, w którym stwierdzono, że „polityką tego stanu jest zapewnienie ochrony praw nienarodzonego dziecka”.

Sekretarz prasowa Białego Domu Karine Jean-Pierre stwierdziła, że decyzja w sprawie Alabamy odzwierciedla konsekwencje wyroku Sądu Najwyższego unieważniającego wyrok w sprawie Roe przeciwko Wade i oskarżyła niektórych Republikanów o blokowanie kobietom dostępu do „opieki reprodukcyjnej i opieki w nagłych przypadkach”. Zapewniła, że prezydent Biden i wiceprezydent Harris „będą w dalszym ciągu walczyć o ochronę dostępu do opieki w zakresie zdrowia reprodukcyjnego i wzywać Kongres do przywrócenia w prawie federalnym ochrony takiej, jaką dawała sprawa Roe przeciwko Wade wszystkim kobietom w każdym stanie”.

Prezydent Joe Biden uznał decyzję za „oburzającą” i „niedopuszczalną’. W czwartek stwierdził, że w 2024 r. kobiety w USA pozabawia się „opieki zdrowotnej”, „lekarze obawiają się ścigania za przeprowadzenie aborcji, a sąd w Alabamie ograniczył dostęp do niektórych metod leczenia niepłodności rodzinom, które desperacko starają się zajść w ciążę”.

Konsekwencji wyroku obawiają się nie tylko medycy i kliniki in vitro w USA, ale wszyscy zwolennicy aborcji i stosowania pigułek poronnych „dzień po”. Rechel Rebouche, dziekan Temple University Beasley School of Law w Filadelfii mówi o „długim marszu ku uznaniu osobowości płodu”. – Być może – komentowała – nie jest to przypadek, który go uruchamia, ale jest to bardzo strategiczna decyzja ze strony sił antyaborcyjnych.

Kanadyjski portal CBC News wskazuje, że orzeczenie Alabamy o tym, iż „embriony są dziećmi, może podsycić ruch antyaborcyjny w Kanadzie”. Chociaż orzecznictwo w Kanadzie stwierdza, że embriony nie są osobami, a kodeks karny stanowi, że dziecko staje się istotą ludzką dopiero, „kiedy w stanie żywym całkowicie wyszło z ciała matki”, to jednak proaborcyjni medycy obawiają się „eksportu” amerykańskiego myślenia o tym, że „embriony to dzieci”. Może to podsycić działalność ruchów antyaborcyjnych w Kanadzie i gdzie indziej – uważa Kathleen Hammond, adiunkt w Lincoln Alexander School of Law na Toronto Metropolitan University, która specjalizuje się w obszarze technologii wspomaganego rozrodu.

„Pomijając niedawne uchylenie wyroku w sprawie Roe przeciwko Wade i niedawne środki podjęte w USA, takie jak całkowity zakaz aborcji w Alabamie, tego rodzaju decyzja nie jest zaskakująca, ale niezwykle niepokojąca dla praw reprodukcyjnych” – mówiła w rozmowie z CBC News.

Przemawiając na krajowej konferencji w czwartek rano, Frédérique Chabot, dyrektor wykonawcza Action Canada for Sexual Health and Rights opowiadała o obawach kanadyjskich lekarzy. Mają oni być „przerażeni” decyzją SN w Alabamie, ponieważ może ona sprawić, że coraz więcej klinik nie będzie chciało świadczyć usług zapłodnienia pozaustrojowego czy też aborcji. Widzą bowiem zmianę nastawienia ludzi. – Jesteśmy przerażeni, widząc ponownie tego rodzaju przełomowe sprawy sądowe, które wprowadzają w życie bardzo niepopularny projekt polityczny, który będzie miał wpływ na zdrowie ludzi i dostęp do opieki w Stanach Zjednoczonych oraz będzie miał reperkusje w Kanadzie – uznała kobieta.

Michelle Flowerday, prawniczka z Toronto stwierdziła, że jej klienci są „głęboko zaniepokojeni” tą decyzją, ponieważ wielu z nich korzysta z usług w USA. Jej zdaniem, szczególnie dotknięci mogą być członkowie „społeczności 2SLGBTQ+”. – Zdecydowana większość członków społeczności 2SLGBTQ+, które chcą mieć rodzinę, potrzebuje pomocy strony trzeciej, niezależnie od tego, czy jest to surogatka, czy dawca gamet, a wiele z tych rodzin pozyskuje zamrożone embriony jako krok w projekt planowania rodziny – tłumaczyła. W jej przekonaniu orzeczenie SN Alabamy jest „zniewagą” i „krzywdzi” ową społeczność tęczową.

Decyzja może mieć znaczenie także dla regulacji aborcyjnych i dostępu do pigułki „dzień po” czy innych środków antykoncepcyjnych. Niebawem ma zapaść orzeczenie w sprawie zakazu stosowania pigułki aborcyjnej w Teksasie.

Action Canada for Sexual Health and Rights wyraża obawy, że zmieniający się krajobraz prawny i polityczny w USA może mieć wpływ na całą opiekę w zakresie „zdrowia reprodukcyjnego” na świecie. Wszystko bowiem może się zdarzyć, ostrzega Martha Paynter, adiunkt na wydziale pielęgniarstwa na Uniwersytecie w Nowym Brunszwiku i autorka książki „Abortion to Abolition: Reproductive Health and Justice in Canada”. Nawołuje ona ruchy proaborcyjne do czujności i ciągłego zwalczania działalności proliferów.

Źródło: news.bloomberglaw.com, cbsnews.com, scrippsnews.com, cbc.ca, npr.org
AS

Potwierdzono: “Tajemnicze”, białe włókna, znalezione jedynie w zwłokach osób zaszczepionych to najpewniej grafen

Tajemnicze, białe włókna w zwłokach osób zaszczepionych to prawdopodobnie grafen

Data: 23 febbraio 2024 Author: Uczta Baltazara

FOTO: Białe włókniste substancje znajdujące się w zwłokach wielu osób

Pierwszą osobą, która zetknęła się z tym bezprecedensowym zjawiskiem w światowej historii medycyny i zdrowia, był amerykański balsamista Richard Hirschman.

https://babylonianempire.wordpress.com/2022/01/29/video-balsamisci-stwierdzaja-ze-zyly-i-tetnice-zwlok-wypelnione-sa-nigdy-wczesniej-nie-zaobserwowanymi-gumowatymi-skrzepami/embed/#?secret=CfPwwqPXq2#?secret=ovvhv59zqC

https://babylonianempire.wordpress.com/2022/02/21/cary-watkins-potwierdza-relacje-balsamisty-richarda-hirschmana-na-temat-charakterystycznych-skrzepow-krwi/embed/#?secret=E7Iu0uaE5l#?secret=WAiAOn0JTi

Balsamista to zawód, którego zadaniem jest sprawienie, aby ciała osób zmarłych były bardziej estetyczne, gdy mają być wystawione na widok publiczny podczas pogrzebu. Niektórzy, być może nie bez racji, nazywają to rzemiosło sztuką, ponieważ umiejętności balsamisty polegają na przywróceniu zwłokom wdzięku i naturalności, które śmierć często odbiera.

We Włoszech istnieje starożytna szkoła tego zawodu i jednym z najlepszych przykładów jest rodzina Signoracci, która balsamowała papieży przez ponad półtora wieku. https://www.stefanolorenzetto.it/pagine/interviste/Signoracci.pdf

Balsamista musi opróżnić ciało zmarłego z obecnej w nim krwi i wprowadzić w jej miejsce substancje, które pomogą lepiej zakonserwować zwłoki.

I to właśnie robi Hirschman w Stanach Zjednoczonych – nie od wczoraj, ale od co najmniej 20 lat. To, co obecnie ma miejsce i co uawnił, wydaje się nie mieć żadnego konkretnego precedensu. Od roku 2021, amerykański taksydermista zaczął znajdować w ludzkich naczyniach krwionośnych skrzepy, które bynajmniej nie wyglądały naturalnie.

Niektórzy ludzie, gdy je ujrzeli, ze zrozumiałych względów zareagowali wstrętem, ponieważ wydawało im się, że mają do czynienia z kadrem ze słynnego filmu Alien, w którym obca forma życia wykorzystywała do reprodukcji ciała istot ludzkich, które nieuchronnie umierały, gdy owa obca istota “rodziła się”.

Kiedy Hirschman zaczął otwierać ciała w ostatnich latach, aby je zabalsamować, znalazł tam długie włókniste białe włókna. Wydają się one być bardzo wytrzymałe, ponieważ można je rozciągać i napinać bez żadnych oznak zwiotczenia z ich strony.

Nie wydają się być pochodzenia biologicznego, ale raczej wydają się być wykonane z gumy.

Inni balsamiści potwierdzają obecność substancji włóknistych w ciałach

Niedawno, były amerykański major sił zbrojnych USA, Thomas Haviland, postanowił dokładniej zbadać odkrycia Hirschmana i przygotował ankietę dla balsamistów, aby zapytać ich, czy znaleźli te włókna w przygotowanych przez siebie zwłokach. https://childrenshealthdefense.org/defender/blood-clots-embalmers-report-mid-2021-covid-vaccines/

Haviland przygotował kwestionariusz składający się z 12 pytań i wysłał go do 179 balsamistów ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Wielkiej Brytanii, Australii i Nowej Zelandii. 66% z nich odpowiedziało twierdząco, że znaleźli te włókna w ciałach, którymi się zajmowali. Zdecydowana większość ankietowanych taksydermistów wydaje się zgadzać, że substancje te zaczęły pojawiać się w ciałach ludzi od 2021 roku, kiedy rozpoczęła się kampania szczepień przeciwko Covid-19.

Korelacja między kampanią szczepień a bezprecedensowym pojawieniem się tych włókien jest statystycznie bardzo wysoka i nie można jej odrzucić jako zwykłego “zbiegu okoliczności”, ponieważ inni przedsiębiorcy pogrzebowi, z którymi rozmawiała amerykańska gazeta Epoch Times, wyjaśnili, że włókna te nie są obecne w ciałach osób niezaszczepionych. https://www.theepochtimes.com/article/some-embalmers-say-white-fibrous-clots-showing-up-others-say-its-a-conspiracy-theory-5481469

Przedsiębiorca pogrzebowy ze stanu Ohio wyjaśnił, że “u nieszczepionych zmarłych takich skrzepów nie znajdujemy, a jedynie normalne skrzepy krwi i dobry drenaż krwi”.

Wyjaśniając różnicę między normalnymi skrzepami krwi a skrzepami nienormalnymi (między innymi) dr Ryan Cole, amerykański anatomopatolog, który przeprowadził kilka sekcji zwłok, stwierdził, że te pierwsze są “czerwone i galaretowate”  ina pewno nie są “białe i gumowate”.

Wydaje się zatem, że to, co się dzieje, ma wyraźny związek ze szczepieniami i aby zrozumieć, co powoduje tworzenie się tych włókien, musimy ponownie przyjrzeć się zawartości surowic.

Pierwszym, który przeprowadził analizy laboratoryjne tych szczepionek był hiszpański biolog, Pablo Campra, profesor na Uniwersytecie w Almerii w Hiszpanii.

https://babylonianempire.wordpress.com/2022/11/11/co-znajduje-sie-w-zastrzykach-firmy-pfizer-tlenek-grafenu-nanoboty/embed/#?secret=ZzNjHWEzGr#?secret=dWVrZ99fwE

Campra w swojej analizie zacytował numery partii kilku szczepionek, takich jak Pfizer, Moderna i Astrazeneca. Do tej pory, nikt – żadną kontr-analizą owych próbek, które Campra udostępnił każdemu kto chciałby je przeanalizować – nie przeciwstawił się.

To, co Campra znalazł w surowicy, całkowicie zaprzecza temu, co jest napisane w ulotkach towarzyszących szczepionkom. Faktem jest, że napisano w nich, że zawartość surowic składa się z mRNA i niesławnego białka Spike, z wyjątkiem Astrazeneca i Johnson & Johnson, o których mówi się, że zostały wyprodukowane z adenowirusów. Nic takiego nie wynika jednak z dostępnych analiz. Według analiz, surowice składają się głównie z grafenu i nanobotów, mikroorganizmów mechanicznych i nie ma między nimi istotnej różnicy.

Wszystkie firmy farmaceutyczne, które uzyskały zgodę na swoje surowice od UE, opracowały tę samą surowicę, która w żaden sposób nie jest szczepionką. Jest to preparat pochodzenia biomechanicznego, który z pewnością nie służy ochronie naszego układu odpornościowego ani zapobieganiu “zarażeniu” zwykłą i nieszkodliwą grypą.

Grafen w kontakcie z naszym ciałem wywołuje efekty, które można określić jako zabójcze.

Świat nauki i UE od lat pracują nad grafenem

O działaniu tego materiału wspomniano już w 2018 r. w badaniach przeprowadzonych przez niektórych lekarzy i biologów z Uniwersytetu Katolickiego, takich jak Valentina Palmieri, Marco De Spirito, Massimiliano Papi i Giordano Perini w badaniu zatytułowanym “Tlenek grafenu oddziałuje na krew”. https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/32254085/#full-view-affiliation-1

Jesteśmy zatem w dziedzinie “oficjalnej” medycyny, że tak powiem, takiej, która z pewnością nie ma nic wspólnego ze światem “no vax”, mimo że nasi czytelnicy doskonale wiedzą, że takie sformułowania nie mają żadnego sensu i są jedynie wynikiem zwykłej propagandy mediów głównego nurtu, mającej na celu zdyskredytowanie lekarzy i naukowców niezwiązanych z kartelem farmaceutycznym.

W prezentacji wspomnianego studium wyraźnie stwierdzono, że tlenek grafenu we krwi “może prowadzić do trombogenności i aktywacji komórek odpornościowych”.

Związek między tworzeniem się skrzeplin we krwi a grafenem był więc już wcześniej znany międzynarodowej społeczności naukowej, a przynajmniej jej części.

Warto zauważyć, że w ciągu ostatnich 10 lat nastąpił “nagły” rozkwit badań nad grafenem prowadzonych przez kilka uniwersytetów, w tym La Sapienza w Rzymie i Cambridge, związanych z projektem Unii Europejskiej o nazwie “Graphene Flagship”. https://graphene-flagship.eu/

Bruksela przeznaczyła 1 miliard euro z pieniędzy otrzymanych od swoich płatników, w szczególności Włoch, na rozwój projektów badawczych związanych z tym materiałem. Międzynarodowy establishment polityczny, sanitarny i technologiczny od pewnego czasu żywo interesował się grafenem, aż do granicy czci dla tej substancji określanej przez instytucje UE jako “magiczna”.

To znacznie zwiększa prawdopodobieństwo, że różne firmy farmaceutyczne pracowały już nad przygotowaniem serum grafenowego w ciągu ostatnich kilku lat, między innymi dlatego, że na wyprodukowanie miliardów dawek, które zostały rozprowadzone w latach 2021-2022, potrzeba lat, a nie miesięcy, co potwierdzi każdy poważny specjalista farmaceutyczny.

Czy białe włókna są grafenem?

To nieuchronnie prowadzi do kolejnego pytania. Czy to, co różni balsamiści znaleźli w ciałach zaszczepionych ludzi na całym świecie, jest grafenem?

Opis białej, gumowatej, odpornej substancji nie jest daleki od opisu grafenowych gumek, które były badane już w roku 2017 i zostały opisane jako “200 razy mocniejsze od metalu”. https://www.sciencealert.com/unbreakable-rubber-bands-that-are-200-times-stronger-than-steel-are-coming-soon https://www.pcmag.com/news/graphene-makes-rubber-bands-200x-stronger-than-steel

Hirschman i inni wysłali to, co znaleźli w ciałach do różnych laboratoriów i czekają na bardziej ostateczne wyniki w tym zakresie. To, co znaleźli, prowadzi jednak do innej nieuniknionej obserwacji. Jeśli różni balsamiści i różni anatomopatolodzy w różnych krajach znajdują te włókna w ciałach zaszczepionych osób, wydaje się niemożliwe, aby również we Włoszech różni taksydermiści i patolodzy sądowi nie znaleźli tego samego zjawiska.

Na myśl przychodzą przypadki kierowcy autobusu z Mestre, Alberto Rizzotto, który został zaszczepiony i cierpiał z powodu niepożądanych następstw, a którego przyczyna śmierci do dziś owiana jest tajemnicą, lub przypadki dwóch kobiet, matki i córki, które zmarły w domu w Rzymie w styczniu 2023 r., a których przyczyny śmierci nadal nie zostały ujawnione rok później. A to tylko kilka przypadków spośród tysięcy nagłych zgonów, które można by przytoczyć. Ma miejsce bezprecedensowa masakra, w związku z którą najwyższe szczeble społeczności medycznej, po raz kolejny ujawniając całą swoją korupcję, próbują zrzucić zasłonę zapomnienia. Tę samą zasłonę zarzucił wymiar sprawiedliwości, który nie może być nieświadomy ustaleń różnych lekarzy orzeczników we wszystkich częściach Włoch.

Wraz z tą poważną kwestią pojawia się również problem krwi osób, które otrzymały szczepionkę, która nie jest taka sama jak wcześniej.

AVIS, włoskie stowarzyszenie honorowego krwiodawstwa, opisało jakiś czas temu jako “destabilizujące” informacje, które krążyły na temat zmodyfikowanej krwi biorców szczepionek, ale obecnie nawet Amerykański Czerwony Krzyż zaczyna pytać dawców, czy otrzymali surowicę, a jeśli tak, to prosi o skontaktowanie się z kierownictwem organizacji zdrowia przed oddaniem krwi.

Amerykański lekarz i biolog, Robert Young, potwierdził analizy szczepionek przeprowadzone przez Camprę jakiś czas temu, a także wykazał wpływ surowicy na krew. https://www.drrobertyoung.com/post/transmission-electron-microscopy-reveals-graphene-oxide-in-cov-19-vaccines

https://babylonianempire.wordpress.com/2021/08/30/szczepionki-anty-covid-mikroskopia-elektronowa-skaningowa-i-transmisyjna-ujawnia-obecnosc-peg-tlenku-grafenu-stali-nierdzewnej-a-takze-pasozyta-trypanosoma-cruzi/embed/#?secret=nobeTqOQTA#?secret=m29npyU3iy

Jak widać na poniższym obrazku, krew osób zaszczepionych wydaje się zmodyfikowana i zawiera czarne polimery grafenowe, które oczywiście nie są obecne we krwi osób niezaszczepionych.

Krew ta wydaje się “zainfekowana” i zmodyfikowana przez substancje zawarte w szczepionkach.

Pojawia się coraz więcej dowodów na to, co w rzeczywistości było celową próbą masowej depopulacji za pomocą surowicy, która nie miała innego celu niż wywołanie fali nagłych zachorowań, także wśród dzieci, co niestety obserwujemy każdego dnia.

Kampania szczepień była zaplanowaną masakrą, i oczekuje się, że ci, którzy narzucili przyjmowanie owej surowicy, odpowiedzą za to, co można opisać nie tylko jako bezprecedensowy atak na zdrowie publiczne, ale także na samo życie ludzkie.

INFO: https://www.lacrunadellago.net/il-mistero-dei-filamenti-bianchi-nei-cadaveri-e-la-croce-rossa-che-non-vuole-il-sangue-dei-vaccinati/

BRAWO !! Są już pieniądze na likwidację polskiego rolnictwa!

Są już pieniądze na likwidację polskiego rolnictwa!

sa-juz-pieniadze-na-likwidacje-rolnictwa Autor: CzarnaLimuzyna, 24 lutego 2024

Popularny showman, Donald Tusk, doganiający ostatnio Jarosława Kaczyńskiego w liczbie strzelonych goli do pustej polskiej bramki, ogłosił na platformie X wielki sukces.

Mamy praworządność. Mamy 600 miliardów. Przed nami kolejny wielki cywilizacyjny skok!

Tłumacząc to z języka propagandy…

Mamy leworządność! Mamy nowe miliardy do spłacenia, ale i kasę na realizację zielonego bezładu i na prowadzenie polityki promującej lgbt. Przed nami kolejna cywilizacyjna zapaść! Spełniamy obietnice!

Tymczasem trzeba w trybie pilnym uspokoić rolników, tym bardziej że bracia banderowcy grożą odwetem. Donosi o tym wiarygodny w tych sprawach i gorliwie śledzący dialog z nowoczesnym narodem ukraińskim – żydowsko-niemiecki portal pisząc:

Premier Ukrainy stawia Polsce ultimatum. “Możemy zastosować środki odwetowe”

===============================

Co zrobi Tusk? Na pewno nie odwoła zielonego absurdu ani nie wypowie paktu klimatycznego, po prostu sypnie kasą na otarcie pierwszych łez.

Wszytko zgodnie z planem: Unia, unia über alles, über alles in der Welt, a likwidacja Polski nie jest możliwa bez likwidacji: górnictwa i rolnictwa, a likwidacja rolnictwa nie może się przecież odbyć bez zapewnienia rolnikom bezpieczeństwa finansowego, potem już z górki: przyjęcie euro i likwidacja gotówki, Unia z Ukrainą, być może wojna, a na pewno Traktat Rozbiorowy.

W sprawie pieniędzy wypowiedziała się już wybitna prezenterka TVN

Nie wszyscy zareagowali entuzjazmem…

Ale widać, widać wyraźnie, że pani Kasia ma bardziej światowe poglądy, mając w profilu flagi: ukraińską, unijną i amerykańską, a pan Bob ledwie polską. Co prawda zabrakło flagi żydowskiej, ale niewtajemniczonym w temat wyjaśniam, że TVN to bardzo odpowiednia stacja i z bardzo odpowiednim właścicielem.

Pewne sprawy należy jeszcze przekonsultować i przyklepać w rozmowach twarzą w twarz. W tak ważnych sprawach nie ma zupełnie znaczenia czy ktoś ma jeszcze twarz czy ją dawno stracił. Ciemny scenariusz wieszczy komercyjnie pesymistyczny Stanisław Michalkiewicz.

Dwa interesy?

– Prezydent Biden zaprosił i Tusku, i Dudu w jednym samolocie na spotkanie – powiedział Sommer.

– Zaprosił? Wezwał ich. Od kiedy to prezydent Józio Biden zaprasza? On wzywa wasali – skomentował Michalkiewicz

– Jak on ich wezwał, to on musi do nich mieć interes, prawda? Jakby nie miał do nich interes, to by ich nie wezwał, a jak wezwał znaczy on ma interes i to pilny, bo on ich wezwał na początek marca, prawda? 

– A co to za interes może być Pana zdaniem? – dopytywał redaktor naczelny „Najwyższego CZAS!”-u

O czym Polacy nie mogą się dowiedzieć?

Zamknięte posiedzenie Sejmu, oficjalnie w sprawie “obronności i bezpieczeństwa” odbędzie się 20-22 marca. Wedle przewidywań minister wojny, Kosiniak-Kamysz będzie referował punkt po punkcie wszystkie Tajemnice Poliszynela. Zdaniem Hołowni, po takim posiedzeniu, wszyscy od prawa ( kilkanaście osób- przypis mój) do lewa “złapią pion, poczucie wspólnoty i odpowiedzialności” Czy oznacza to, że wszyscy staną się członkami “koalicji chanukowej” i…, państwo wybaczą określenie, “sługami Ukrainy”?

Tagi:konflikt polsko- ukraiński, Pieniadze na likwidację polskiego rolnictwa, Unia_unia über alles, Unijny traktat rozbiorowy

O autorze: CzarnaLimuzyna

Wpisy poważne i satyryczne

1 komentarz

kolejarz 24 lutego 2024

Wszystko jest możliwe, zależność Tuska od Brukseli, to niczym Bierutowa zależność ,od Stalina. Wprowadzenie na granice infrastruktury krytycznej to wstęp do likwidacji merytorycznej rolnictwa polskiego. Będą strzelać, czy tylko kości łamać ? Policja -może i ukraińska – wykształcona w Szczytnie, czy zamaskowani tajemniczy przybysze unijni? Grudzień 1970 to było tak dawno….

Czarownice z Salem i “zegar zagłady”. Krótka historia kryzysu klimatycznego

Czarownice z Salem i zegar zagłady. Krótka historia kryzysu klimatycznego

zegar-zaglady-krotka-historia-kryzysu-klimatycznego

(fot. Pixabay)

Poza ludzkim mózgiem klimat to najbardziej skomplikowana rzecz na tej planecie. Ilość czynników, które wpływają na klimat jest ogromna i niezmiernie zmienna – powiedział w roku 2019 emerytowany profesor fizyki z Uniwersytetu w Princeton Will Happer. Podobnych jemu naukowców twierdzących, że nie ma żadnego „kryzysu klimatycznego”, że na klimat wpływają dziesiątki czynników, a nie tylko emitowany przez człowieka do atmosfery dwutlenek węgla, jest wielu. Niestety ich głos jest albo pomijany, albo przedstawiany jako „wycie” wariatów, którzy chcą zamordować i zniszczyć  „Matkę-Ziemię”.

Chcę pooglądać telewizję, ale nie mogę, bo tam tylko niekończący się alarm! Człowiek niszczy klimat, wszyscy zginiemy!

Chcę posłuchać radia, ale się nie da, bo tam nieustanne biadolenie o „klimatycznym stanie zagrożenia”.

Chcę odpalić media społecznościowe, ale trochę się boję, bo pierwsze, co mi wyskoczy, to oskarżenia, że jestem szkodnikiem, który produkuje dwutlenek węgla, przez co morduje planetę.

Jeszcze trochę i z lodówki wyskoczą mi eko-aktywiści… Najpierw poleją zupą pomidorową wszystkie obrazy, jakie wiszą na ścianach mojego domu, a potem przykleją się do podłogi w ramach protestu przeciwko mojej „klimatycznej bierności”.

Taki stan rzeczy z jednej strony nie powinien dziwić. Strach jest przecież najlepszą metodą zarządzania społeczeństwem, o czym przekonaliśmy się najbardziej dobitnie w czasie tzw. pandemii koronawirusa. Ta się jednak skończyła i nastał czas wzmożonej aktywności eko-straszaków – polityków, naukowców, przedstawicieli wielkich korporacji, bankierów, sportowców, celebrytów i „zwykłych” eko-aktywistów – rozdzierających szaty, ponieważ „trzeba coś zrobić”, żeby uratować planetę. Co konkretnie trzeba zrobić? Zredukować emisję antropogenicznego dwutlenku węgla – jedynego (ich zdaniem) czynnika odpowiedzialnego za klimat.

Według wyznawców religii klimatyzmu swego rodzaju cezurą, jeśli chodzi o tzw. zmiany klimatu, jest połowa XIX wieku. Wtedy to na całego wystartowała tzw. rewolucja przemysłowa, a wraz z nią zaczęła rosnąć ilość dwutlenku węgla emitowana do atmosfery przez człowieka. Wtedy również raz na zawsze przestały oddziaływać na klimat wszystkie inne czynniki, jak Słońce, parametry orbitalne Ziemi, oceany, zachmurzenie, wulkanizm etc., a jedynym, co się liczy, stało się wytwarzane przy udziale ludzkości CO2. Każdy stan pogodowy, niezależnie od tego, czy jest ciepło, czy zimno; słonecznie czy pochmurno; wietrznie czy bezwietrznie etc. to dowód na „zmiany klimatu” wywołane globalnym ociepleniem, za które odpowiada tylko i wyłącznie człowiek.

W związku z tym wszystkim, zdaniem klimatystów, istnieje tylko jeden sposób, aby „uratować planetę” – radykalna transformacja społeczna, gospodarcza, technologiczna, mentalna, a nawet seksualna, czy może raczej „reprodukcyjna”.

Naukowy konsensus i czarownice z Salem

Wyznawcy religii klimatyzmu lubią powtarzać hasło, że zagrożenie antropogenicznymi zmianami klimatycznymi jest czymś, co do czego „zgodnych jest 97-99 proc. naukowców”. Podobno istnieje w tej sprawie naukowy konsensus i tylko kilku wariatów – negacjonistów klimatycznych twierdzi, że jest inaczej. Skąd to 97-99 procent? Mówiąc kolokwialnie – „z kapelusza” – o czym pisze Marc Morano w książce „Zielone oszustwo”, która ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Wektory.

„Twierdzenie, że 97 procent naukowców jest zgodnych w tej kwestii, opiera się na ankiecie przeprowadzonej wśród siedemdziesięciu siedmiu anonimowych naukowców. Nie wśród tysięcy, czy choćby setek naukowców, ale wśród siedemdziesięciu siedmiu. Naukowcy szybko też rozprawili się z innym badaniem, przeprowadzonym przez blogera Johna Cooka, wskazującego na 97-procentowy konsensus w sprawie badań klimatycznych. Klimatolog David Legates z Uniwersytetu Delaware wraz z trzema współautorami przyjrzeli się tym samym pracom, które badał Cook i stwierdzili, że jedynie 41 prac – 1 procent z 4014 – wyrażało poparcie dla koncepcji, że ludzkość jest w dużej mierze winna aktualnemu ociepleniu klimatu. NIE 97 procent, TYLKO 1 procent!

Sprawę skomentował cytowany w „Zielonym oszustwie” Richard Lindzen – klimatolog z MIT:

„Oni tak naprawdę nie precyzują, z czym się zgadzają. To propaganda. Wszyscy naukowcy zgadzają się, że teraz jest prawdopodobnie cieplej niż pod koniec małej epoki lodowej. Niemal wszyscy naukowcy zgadzają się, że jeśli zwiększyć ilość CO2, nastąpi ocieplenie. Może bardzo niewielkie ocieplenie. Ale jest już propagandą interpretowanie tego jako niebezpieczeństwa, w związku z którym musimy zredukować emisję CO2 itd.”.

W podobnym tonie wypowiedział się cytowany na wstępie tego tekstu prof. Happer. – Nie widzę dużej różnicy między konsensusem w sprawie zmian klimatycznych, a konsensusem w sprawie czarownic. Wszyscy sędziowie prowadzący rozprawy w Salem byli studentami Harvardu. Wszystko było jakby w stu procentach poparte naukowo. Jeden, czy dwaj ludzie, którzy powiedzieli, że nie ma czarownic, zostali natychmiast powieszeni. Wiele się od tamtej pory nie zmieniło – podkreślił naukowiec.

Dwutlenek węgla i zegar zagłady

Morano w „Zielonym szaleństwie” przytacza opinie wielu naukowców twierdzących, że wysoki poziom dwutlenku węgla w atmosferze nie ma aż takiego związku z ociepleniem, jak głoszą to klimatyści.

„Podczas epoki lodowcowej poziom dwutlenku węgla był dziesięć razy większy niż dzisiaj. (…) Dzisiejszy poziom CO2, wynoszący mniej więcej czterysta części na milion (ppm) nie jest alarmujący. W kategoriach geologicznych poziom dwutlenku węgla dzisiaj należy do najniższych w historii Ziemi”, podkreśla Morano.

Oto kilka wypowiedzi cytowanych przez autora „Zielonego oszustwa” ekspertów.

Philip Stott, emerytowany profesor biogeografii Uniwersytetu Londyńskiego:

„Zmiany klimatyczne rządzone są przez setki parametrów oraz zmiennych i sama myśl, że możemy w sposób możliwy do przewidzenia zarządzać zmianami klimatycznymi przez marginalną manipulację jednym politycznie wybranym czynnikiem (CO2), jest zwyczajnie błędna. To naukowy nonsens”.

Hendrik Tennekes, naukowiec z dziedziny nauk o atmosferze, pionier rozwoju numerycznej prognozy pogody i były dyrektor działu badań Królewskiego Holenderskiego Instytutu Meteorologicznego:

„Stanowczo protestuję przeciwko pomysłowi, że klimat reaguje jak domowa instalacja grzewcza na zmianę ustawienia termostatu – przekręcasz potencjometr i wkrótce będziesz miał upragnioną temperaturę”.

Dr Patrick Moore, współzałożyciel Greenpeace:

„Mieliśmy zarówno wyższe temperatury, jak i epokę lodową w czasie, kiedy emisje CO2 były dziesięć razy wyższe niż dzisiaj”.

Will Happer:

„Zebraliśmy się tutaj (na szczycie klimatycznym ONZ w Madrycie) pod fałszywym pretekstem i tracimy czas, rozmawiając o nieistniejącym klimatycznym stanie zagrożenia. Trudno zrozumieć, jak daleko można się posunąć w natarczywości, gdy wszystko zaczęło się od globalnego ocieplenia, potem była zmiana klimatu, ekstrema klimatyczne, kryzys klimatyczny, klimatyczny stan zagrożenia. Co będzie dalej? Poczekamy, zobaczymy. Mam nadzieję, że wcześniej czy później wystarczająco dużo ludzi dostrzeże fanatyzm tego dziwacznego ekologicznego kultu i skończy z nim”.

Richard Lindzen:

„Zmiany poziomu CO2 są równie nieistotne, jak zmiany dotyczące chmur i innych czynników, przy czym takie zmiany są powszechne. Jakie jest prawdopodobieństwo, że ten złożony, wieloczynnikowy system, jakim jest klimat (który sam jest wypadkową wielu zmieniających się czynników, a nie globalnie uśrednioną anomalią temperaturową), może być kontrolowany przez dwuprocentową perturbację jednej zmiennej? Wiara w to jest bardzo podobna do wiary w magię”.

Ilu ekspertów głoszących tezę, że emitowany przez człowieka dwutlenek węgla nie ma większego wpływu na „globalne ocieplenie” zostało zaproszonych do dyskusji w największych mediach? Ja osobiście nie przypominam sobie takiej sytuacji. W największych mediach panuje bowiem prawdziwy konsensus – zielony zamordyzm, zielony totalitaryzm to jedyny ratunek dla świata i każdy, czy tego chce, czy nie musi podporządkować się zielonej wizji polityków wspieranych przez neo-tyranów, czyli tzw. ekspertów. Przechodziliśmy przez to w czasie tzw. pandemii, kiedy „eksperci” wygłaszali swoje puste androny o potrzebie wprowadzenia lockdownów, konieczności noszenia maseczek i chodzenia w 2-metrowych odstępach, o zakazie wstępu do lasów, zamknięciu kościołów i cmentarzy, a na koniec podawaniu preparatów eksperymentalnych dla niepoznaki nazywanych szczepionkami. Teraz „eksperci” opowiadają, że jeśli nie przesiądziemy się do samochodów elektrycznych, komunikacji zbiorowej bądź na rowery, to poziom wód w oceanach podniesie się tak bardzo, że zalane zostaną Japonia i Australia. Jeśli nie damy się zamknąć w 15-minutowych miastach, to pandy i misie koala staną się gatunkami wymarłymi. Jeśli nie będziemy jeść robaków i sztucznego mięsa, to zwierzęta hodowlane nie dość, że będą bekać to jeszcze zasmrodzą cały świat puszczając bąki. Jeśli będziemy posiadać więcej niż 0 dzieci, to światowy poziom śladu węglowego osiągnie astronomiczne rozmiary i wówczas zegar zagłady zostanie ustawiony na godzinę 23:59 i 40 sekund.

Jest cieplej, ponieważ jest chłodniej

Wróćmy jeszcze na moment do „Zielonego oszustwa”. Morano pisze: „Według satelitów należących do Remote Sensing Systems (RSS) i Uniersytetu Alabamy w Huntsville (UAH), od niemal dwóch dekad globalne temperatury utrzymują się na niemal niezmiennym poziomie. Wiele uznanych badań stwierdziło, że zarówno średniowieczne optimum klimatyczne, jak i rzymskie optimum klimatyczne były równie ciepłe albo panowały wtedy temperatury wyższe od dzisiejszych. Klimatolog Pat Michael wyjaśnił, że dzisiejsze temperatury na świecie mogą być rekordowe, jeśli pomiary zaczniemy od końca XIX wieku, gdy temperatura lądów odczuwała jeszcze wpływ małej epoki lodowej”.

Dalej Morano cytuje naukowców, którzy zwracają uwagę, że rok 2019 był znacznie chłodniejszy niż 2005, 2018 niż 2016 etc. Wszystko zależy od tego, jaka metoda pomiarów zostanie przyjęta i w jaki sposób wyniki zostaną ogłoszone światu.

W roku 2023 Dariusz Wieromiejczyk przytoczył na łamach tygodnika „Do Rzeczy” badania naukowców z wywołanego wcześniej Uniwersytetu Alabamy w Huntsville. Wynikało z nich, że od trzech lat średnia temperatura na Ziemi spada – chociaż teoretycznie powinna rosnąć. „Ten niepokojący trend potwierdzają dane z badań satelitarnych i oceanograficznych, uzyskane przez agencję badań kosmicznych (NASA) oraz agencję oceanów i atmosfery (NAOO)”, podkreślił.

Publicysta przywołał „niepoprawne klimatycznie” dane, jakie w marcu tego roku zarejestrowano w stanie Utah na terenie USA. „Średnie temperatury były tam aż o 5 stopni Celsjusza niższe od przeciętnej z 30 lat. Amerykańscy badacze opublikowali więc raport, w którym uspokajają zdezorientowanych klimatyczną niesubordynacją czytelników. Obszar nadzwyczajnego chłodu nazywają w nim „kieszonką zimnego powietrza”, rozciągającą się – bagatela – od Kalifornii, przez Kanadę, Morze Norweskie, aż do Indii i północnego ­Pacyfiku”, napisał autor „Do Rzeczy”, po czym zakpił, że to „zaledwie pół globu”.

„Co ciekawe, trwające od trzech lat światowe ochłodzenie klimatu zdaje się nie mieć związku z ilością emitowanych do atmosfery gazów cieplarnianych. Ich stężenie, zdaniem badaczy, właśnie osiągnęło kolejne szczyty”, podsumował Dariusz Wieromiejczyk.

Czy ktokolwiek poważnie potraktował przywołane tu badania amerykańskiej uczelni? Oczywiście, że nie. Klimatyści prawdopodobnie dostrzegli, że narracja „globalnego ocieplenia” powoli im się sypie i dlatego zmienili metody mierzenia maksymalnej temperatury, o czym pisał na łamach tygodnika „SIECI” Dariusz Matuszak.

„Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) zmieniła parametry podawania temperatur. Do tej pory podawano temperaturę powietrza mierzoną w cieniu, 1,25-2 m nad ziemią. Tym razem zaś ESA przedstawiła piekielne prognozy o ociepleniu w oparciu o temperatury powierzchni – gruntu, chodnika, jezdni etc. Każdy, kto stąpał bosą stopą po rozgrzanym piasku, zna różnicę”, zaznaczył autor.

Publicysta zwrócił uwagę, że kiedy kolejni prezenterzy prognozy pogody, meteorolodzy i tzw. eksperci klimatyczni oraz politycy alarmowali, że w Rzymie jest 46 st. C, w Sewilli 47, a na Sycylii 48, to temperatura ta oznaczała stopień nagrzania się powierzchni, a nie powietrza.

„Jako wyznawca teorii spiskowych twierdzę, że jest szykowane wielkie oszustwo. Gdy za rok usłyszymy, że w Andaluzji, na Peloponezie jest 47 st. C, to nie będziemy wiedzieć, czy rzeczywiście jest gorąco, czy po prostu asfalt, czy skała nagrzały się do takiej temperatury. Stracimy rozeznanie i będzie jak z owymi mapami pogody, które przez lata były w kolorach normalnych, a teraz są malowane czerwienią jak z piekieł. Rzut oka na ekran telewizora, komputera i wiemy, że ratunku nie ma – smażymy się i przed wyjściem na dwór trzeba wkładać siedmiowarstwowy, żaroodporny kombinezon hutniczy”, czytamy.

W dalszej części artykułu Matuszak przytoczył dane, z których wynika, że tegoroczny lipiec, mimo zapewnień tzw. ekspertów, nie był rekordowo gorący ani w Europie, ani w Ameryce.

„W USA od ponad 100 lat są badane fale gorąca, a Agencja Ochrony Środowiska podaje tzw. wskaźnik fal upałów. W uproszczeniu chodzi o liczbę dni ekstremalnie upalnych. W latach 30. XX wieku wskaźnik upałów był cztery razy wyższy, co oznacza, że wtedy liczba dni skrajnie gorących była znacznie większa niż teraz”, wyjaśnił.

Na koniec publicysta zaznaczył, że jednym z największych kłamstw, które serwują wyznawcy klimatyzmu jest to, iż podobno panuje konsensus naukowy, że mamy globalne ocieplenie i nadzwyczajne zmiany klimatu, a wszystko to jest spowodowane spalaniem paliw i emisją dwutlenku węgla przez człowieka.

„Nikt nie chce uchodzić za zacofańca, więc kornie chylimy głowę przed nauką, bo wszak sami się nie znamy na klimacie, nie mamy narzędzi pomiarowych. No cóż, nie trzeba studiów z zoologii, by rozpoznać barana albo świnię. Pseudonaukowe brednie poznajemy po wiecznie niesprecyzowanych apokaliptycznych przepowiedniach jak te, że od dawna nie ma Holandii, Bangladeszu, że po Długim Rynku w Gdańsku pływają śledzie, a prerie USA są wypalone”, podsumował Dariusz Matuszak.

W oczekiwaniu na kontakt bojowy

I tutaj pojawia się najważniejsze pytanie: jak powinniśmy zareagować? Ktoś może powiedzieć, że najlepiej kupić najbardziej żrącego ropę i najmocniej kopcącego diesla; palić w piecu oponami i plastikiem; rozrzucać śmieci, gdzie tylko się da; wszelkie nieczystości płynne wrzucać do rzeki etc. Otóż nie! Takie działanie to coś w stylu „na złość babci odmrożę sobie uszy”. Każdy chce oddychać czystym powietrzem, pić czystą wodę, chodzić po zadbanych chodnikach etc. Musimy o tym pamiętać i działać na miarę naszych możliwości, aby dbać o środowisko. Zupełnie inaczej wygląda bowiem sprawa, jeśli sami zdajemy sobie sprawę z ewentualnych zagrożeń niż jesteśmy nimi nieustannie straszeni, a rozwiązania są nam narzucane odgórnie. To jednak temat na oddzielną dyskusję, na którą nie ma tutaj miejsca, bowiem za chwilę przekroczę liczbę 15 tysięcy znaków w tekście.

Jak reagować? Póki co jedynym sensownym wyjściem wydaje się oddolny protest na wzór protestu przewoźników i rolników. Widać wyraźnie, że jeśli twardo postawi się sprawę i równie twardo broni swoich racji, to władcy świata cofają się czasem pół kroku, czasem krok, czasem dwa kroki wstecz. Jednak, aby tak się stało potrzebna jest reakcja, czy też jak mawiał Napoleon: „Na początku kontakt bojowy, a później się zobaczy”.

Tomasz D. Kolanek

Bardzo groźne: Kontrolę nad polskim szkolnictwem obejmie bezpośrednio UE

23 lutego 2024

Prof. Andrzej Waśko: kontrolę nad polskim szkolnictwem obejmie bezpośrednio UE

Doradca prezydenta RP, przewodniczący Rady ds. Rodziny, Edukacji i Wychowania prof. Andrzej Waśko, odnosząc się do tzw. „Europejskiego obszaru edukacji” podkreślił, że polityka oświatowa, która dotąd była powierzona kompetencji rządów krajowych, stanie się częścią polityki unijnej. Zwrócił uwagę, że kontrole nad polskim szkolnictwem obejmie bezpośrednio UE.

W piątek odbyło się posiedzenie prezydenckiej Rady ds. Rodziny, Edukacji i Wychowania. Jej tematem był „Europejski obszar edukacji”.

Po posiedzeniu odbyła się konferencja, podczas której doradca prezydenta RP, przewodniczący Rady ds. Rodziny, Edukacji i Wychowania prof. Andrzej Waśko podkreślił, że treść owego projektu jest ściśle związana ze zmianami, jakie nowe Traktaty Europejskie przegłosowane przez Parlament Europejski wprowadzają do rządów krajowych i do kompetencji Komisji Europejskich.

To, co nas najbardziej interesuje to fakt, że polityka oświatowa, która dotąd w UE była całkowicie powierzona kompetencji rządów krajowych, stanie się częścią polityki unijnych i w związku z tym, w przypadku przyjęcia tych traktatów, będziemy mieli do czynienia z całkowicie nową sytuacją – tzn. kontrolę nad polskim szkolnictwem obejmie bezpośrednio UE – zaznaczył Waśko. Dodał, że nie wiadomo, w jakim zakresie to nastąpi, ale to jasno wynika z europejskich dokumentów.

W mediach jest obecny temat zmian w podstawie programowej, zgłaszanej przez rząd i ministerstwo pod kierunkiem minister Barbary Nowackiej. Kiedy przyglądamy się tym zmianom widzimy pewną zależność, czy wręcz równoległość w kierunku, w jakim idą te zmiany i rekomendacje, czy też zaleceń unijnych wynikających z tych dokumentów – stwierdził przewodniczący Rady ds. Rodziny, Edukacji i Wychowania.

Jak przekazał, w związku z tym uczestnicy piątkowego posiedzenia Rady ds. Rodziny, Edukacji i Wychowania zastanawiali się, co tak naprawdę oznaczają te zmiany w podstawie programowej. – Zbliżamy się do wniosku, że te zmiany są realizacją owych podstawowych założeń „Europejskiego obszaru edukacji” i priorytetów, które dla edukacji w krajach UE proponuje Parlament Europejski, Komisja Europejska. Wobec tego widzimy, że proces zmian w polskim szkolnictwie ma charakter jakby podwykonawstwa pewnego projektu, który ma ogólnopolski zasięg i to jest nowa sytuacja – powiedział Waśko.

Źródło: PAP / Aleksandra Kuźniar

Friday Funnies: You Are Here… Better late than never.


Friday Funnies: You Are Here…

Better late than never.

ROBERT W MALONE MD, MS FEB 23
 
READ IN APP
 















”Who is Robert Malone” is a reader supported publication. Please support our work by becoming a subscriber.

Upgrade to paid

Who is Robert Malone is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work, consider becoming a free or paid subscriber.

Upgrade to paid

Thank you for reading Who is Robert Malone. This post is public so feel free to share it.

Share

Give a gift subscription





Jan Jekielek and I filmed for our series “Fall Out” at CPAC on media row yesterday. The episode is coming soon on Epoch TV

.[PREMIERING 2/23, 9PM ET] FALLOUT with Robert Malone: 

“Is Mercenary Censorship the New Face of Warfare?”


Today is the first day of the International Crisis Summit – the talks have been amazing and will be available on line soon. 

If you wish watch the live stream, you can do so here:

ICS Livestream link



You’re currently a free subscriber to Who is Robert Malone. For the full experience, upgrade your subscription.

==========================================================

Upgrade to paid

=====================

Mail: