Świat: Od „piramidy przywilejów” do „platformy partnerstwa”

Od „piramidy przywilejów” do „platformy partnerstwa”

Jan Engelgard

Idee suwerennej równości i prawa międzynarodowego wprowadzone przez europocentryczny ład westfalski w 1648 roku nie wytrzymały  konfrontacji z interesami najsilniejszych aktorów.

Amerykański badacz Leon Gross skonstatował, że „zamiast wyznaczyć nowa erę powstania prawdziwej międzynarodowej wspólnoty narodów podporządkowanych rządom prawa narodów, w rzeczywistości traktat ten przyczynił się do nastania państw absolutystycznych zazdrosnych o terytorialną suwerenność, i to tak dalece, że idea wspólnoty międzynarodowej stała się pustym sloganem, a prawo międzynarodowe stało się zależne od państw zainteresowanych zachowaniem i ekspansją ich potęgi, zamiast ustanowieniem rządów prawa”. Zgodnie z prawem retrospekcji przewrotowej Kazimierza Kelles-Krauza, idee mogą się odrodzić w lepszym momencie dziejowym, ujawniając w pełni swój postępowy charakter. Na tej podstawie pojawiła się Organizacja Narodów Zjednoczonych, która zachowała jednak przywileje dla wybranych mocarstw zasiadających jako stali członkowie w Radzie Bezpieczeństwa.

W XXI wieku idee suwerennej równości obowiązujące wszystkich  próbują implementować aktorzy niezachodni skupieni w BRICS i Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Podjęli się trudu ukierunkowania „nowej ery” relacji międzynarodowych. W obliczu geostrategii USA zamierzenia te natrafiają na ogromny opór.

Geostrategia nieładu

Wczytując się w Strategię bezpieczeństwa narodowego USA z 2025 roku, możemy się dowiedzieć, że „dni, kiedy Stany Zjednoczone podtrzymywały cały porządek światowy jak Atlas, skończyły się”, co zdawało się oznaczać koniec hegemonii. Spoglądając zaś na praktykę, wydaje się, że postanowiono podważać same fundamenty westfalskiego modelu stosunków międzynarodowych. Chodzi m.in o przestrzeganie zapisów traktatów, wykonywanie umów w dobrej wierze, rozwiązywanie sporów metodą pokojową, zapewnienia wolności handlu, obowiązywanie prawa międzynarodowego i instytucji międzynarodowych oraz możliwość osiągania równowagi sił. 

Prezydentura Donalda Trumpa jawi się jako próba przywrócenie modelu spersonalizowanej władzy papieża lub cesarza, albo i postmodernistyczny melanż obu legitymizowany ideą „mrocznego oświecenia”. W jej imię zostaje odrzucona laicyzacja. Narracja o czasach ostatecznych powtarzana przez wiceprezydenta J. D. Vance’a oraz wizja nadejścia Antychrysta nagłaśniana przez twórcę Palantira, Petera Thiela, to czytelne przejawy tej tendencji. Gdy we wrześniu 2026 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję zachęcającą do stopniowego odchodzenia od odwzorowania Merkatora na rzecz Equal Earth i innych odwzorowań równo-powierzchniowych, tylko USA były przeciwko, twierdząc, że to ideologia. Czyżby (wujek) sam przeciw wszystkim?

Antytezą tego kierunku kształtowania systemu międzynarodowego są instytucje „nowej ery”. BRICS oraz Szanghajska Organizacja Współpracy, które odbyły swoje szczyty w ostatnich tygodniach. Pierwsza stanowi obecnie 49% populacji świata, 40% globalnego PKB według siły nabywczej oraz 26% handlu międzynarodowego. Eksport wzrósł w niej z około 900 miliardów dolarów w 2003 roku do 6 bilionów dolarów w 2024 roku, co odzwierciedla skalę i potencjał przestrzeni geoekonomicznej. Z kolei druga reprezentuje około 3,5 miliarda ludzi żyjących na jednej czwartej planety i 35 bilionów dolarów nominalnego PKB, który podwaja się wraz z uwzględnieniem siły nabywczej.

Zgodnie z podziałem Davida Harvey’a, pierwszą najłatwiej badać w ramach geopolityki kapitalizmu, a drugą w perspektywie geopolityki terytorialnej, gdyż odwołuje się do  przestrzeni bezpieczeństwa eurazjatyckiego na sformalizowanym fundamencie organizacyjnym. Ich spoiwem jest zbliżona narracja strategiczna promującą świat wielobiegunowy, prawo międzynarodowe i ONZ, suwerenną równość i prawo do rozwoju służące wzmacnianiu roli państw Globalnego Południa. Kategoria „wielobiegunowość” ma tu kluczowe znaczenie i należy je rozumieć dosłownie: jest to współczesne przeformułowanie odwiecznego konfliktu między Morzem a Lądem. Aktorzy „nowej ery” domagają się prawa Heartlandu i jego partnerów do istnienia jako autonomiczny biegun, a nie jako peryferia kapitalistycznego systemu – świata. Antytezą mrocznego oświecenia jawi się więc pax multipolarica.

Szczyt BRICS

Przed szczytem w Indiach agencja informacyjna CGTN opublikowała wyniki sondażu dotyczącego postrzegania BRICS w państwach rozwiniętych i rozwijających się. Badanie zostało przeprowadzone wśród 12 250 respondentów z 41 krajów i objęło główne gospodarki rozwinięte oraz kraje Globalnego Południa. Ponad sześciu na dziesięciu respondentów uważa, że w ostatnich latach wpływ BRICS na sprawy międzynarodowe wzrósł. Aż 63% respondentów pozytywnie oceniło wkład w poprawę globalnego systemu zarządzania, przy czym w 25 z 41 badanych krajów wskaźnik poparcia przekroczył 60%. Co istotne, pozytywne oceny międzynarodowej roli BRICS były szczególnie wyraźne wśród młodszego pokolenia respondentów. Ten znamienny wzrost rozpoznawalności sugeruje narastającą potrzebę transformacji porządku międzynarodowego wśród społeczeństw świata. Niewykluczone, że odczytując ten trend indyjskie przewodnictwo w BRICS oparło się właśnie na podejściu zorientowanym na ludzi i stawiającym na pierwszym miejscu dobro ludzkości. Zorganizowano ponad 350 spotkań.

Osiemnasty szczyt BRICS obradujący pod hasłem „Budowanie odporności, innowacji, współpracy i zrównoważonego rozwoju” zakończył się w Nowym  Delhi 13 września 2026 roku przyjęciem deklaracji końcowej składającej się ze 140 punktów. Oprócz dziesięciu państw członkowskich i tyluż partnerskich wśród zaproszonych gości (formuła outreach) znaleźli się przedstawiciele Organizacji Narodów Zjednoczonych (sekretarz generalny António Guterres), Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), Światowej Organizacji Handlu (WTO) oraz Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB). Taki jest ilościowy zakres niesformalizowanej sieci BRICS plus.

Symbolem szczytu było wspólne sadzenie młodych drzewek figowca bengalskiego przez dziesięciu przywódców. W kulturze indyjskiej ma on unikalne, święte znaczenie. Banian charakteryzuje się głębokimi korzeniami i potężną siłą, co ma idealnie odzwierciedlać trwałość, rosnące znaczenie i dążenie do wspólnej przyszłości państw zrzeszonych w formacie BRICS. Inaugurując spotkanie, premier Narendra Modi podkreślił, że BRICS „musi przekształcić ’piramidę przywilejów’ w ’platformę partnerstwa’, w której każde państwo ma głos, każdy członek ma swój udział, a postęp ludzkości pozostaje w centrum każdego przedsięwzięcia”. Dotąd uprzedmiotowieni, z biorców zasad mają się stać ich dawcami. W deklaracji znalazło się wyraźne odwołanie do konferencji w Bandungu z 1955 roku, będącej zalążkiem Ruchu Państw Niezaangażowanych. Datując od pierwszego spotkania w ONZ, gospodarz szczytu uznał, że po dwóch dekadach nadszedł czas „dorosłości”. Wzmocnienie strategicznego partnerstwa oparto o trzy filary: współpracę polityczną i w zakresie bezpieczeństwa, współpracę gospodarczą i finansową oraz współpracę kulturalną i międzyludzką.

Trzy wymiary strategicznego partnerstwa BRICS

W deklaracji można wyodrębnić najważniejsze elementy każdego z trzech wymiarów strategicznego partnerstwa BRICS. Gospodarczym rdzeniem deklaracji jest dwuczęściowe posunięcie. Wzywa się do reformy instytucji z Bretton Woods: MFW, Banku Światowego,  Światowej Organizacji Handlu (WTO), a także popiera realizację Agendy na rzecz zrównoważonego rozwoju 2030 oraz dążenia Brazylii i Indii do odgrywania większej roli w ONZ, w tym w Radzie Bezpieczeństwa. Reformy te jednak nie następują od lat, a proszenie trzech mocarstw zachodnich o głosowanie za osłabieniem własnej pozycji jest równoznaczne z proszeniem monopolisty o uchwalenie przepisów przeciwko własnej konkurencji.  Najwyraźniej strategom BRICS zależy na sytuacji, gdy po każdym kolejnym roku, w którym reforma kończy się niepowodzeniem, wzmocnić argument, że systemu nie da się po prostu zreformować i alternatywa jest koniecznością.

Dlatego z drugiej strony, BRICS kontynuuje tworzenie własnych instytucji i formatów. Nowy Bank Rozwoju wkracza w swoją „drugą złotą dekadę” z ambicją udzielania pożyczek w walutach lokalnych. Także Fundusz Rezerw Walutowych ma być udoskonalony. A przecież dotąd tylko 30% każdej wypłaty może zostać zatwierdzone przez samą grupę BRICS; pozostałe 70% wymaga porozumienia z MFW. Fundusz pomyślany jako alternatywa nadal wymaga zgody Zachodu na prowadzenie działalności. O słabości BRICS świadczy, że jej nowi członkowie, Etiopia i Egipt, w 2024 roku musieli się zwrócić do MFW i poddać drakońskim warunkom, zgodnie z neoliberalnym konsensusem waszyngtońskim. Jak dotąd także wiele rosyjskich inicjatyw nie weszło w fazę implementacji. Chodzi o budowę infrastruktury płatniczej oraz rozliczeniowo-depozytowej; stworzenie nowej platformy inwestycyjnej, mechanizmu reasekuracyjnego oraz giełdy zbożowej. Mogłaby ona  stanowić tak potrzebną alternatywę dla giełd w Chicago i Paryżu. Obecnie 80–90% podstawowych towarów spożywczych i energetycznych jest przedmiotem handlu w dolarach, stanowiąc główny filar hegemonii waluty amerykańskiej.

Za niepowodzenie szczytu można uznać także brak porozumienia w sprawie powstania BRICS Clear, o czym mówiono na poprzednich dwóch. Indyjski bank centralny proponował wzajemne połączenie cyfrowych walut banków centralnych (CBDC), a prezydencja wydawała się skłonna poprzeć tę inicjatywę. Alternatywą byłoby połączenie krajowych systemów płatniczych — UPI (Indie), Pix (Brazylia), SBP (Rosja), QRIS (Indonezja) oraz systemów chińskich. Na pocieszenie w deklaracji wskazano, że Grupa Robocza ds. Płatności pracuje nad interoperacyjnymi systemami płatniczymi oraz rozliczaniem handlu w walutach krajowych. Rzeczywistość międzynarodowa jest polem rywalizacji i sprzeczności. A zatem używanie kategorii „nowa era” uwzględnia konieczność strategicznej cierpliwości. Chciałoby się powiedzieć: co się odwlecze to nie uciecze. A liczba proponowanych form współpracy jest imponująca!

Poparto koncepcję Centrum Odporności Ubezpieczeniowej BRICS (BIRC); trwają  pracę nad Nową Platformą Inwestycyjną (NIP), inicjatywą wielostronnych gwarancji BRICS (BMG), giełdą zbożową oraz wprowadzaniem medycyny tradycyjnej, komplementarnej i integracyjnej (TCIM). Wreszcie, po niepowodzeniu sprzed dekady, powrócono do koncepcji utworzenia szybkiej sieci komunikacyjnej za pomocą kabli podmorskich. Podkreślono również obronę suwerennych praw do kluczowych minerałów. Potępiono „jednostronne środki przymusu” oraz stosowanie korekt węglowych na granicach; sankcje i zielone cła są przecież formą anglosaskiej strategii anakondy dostosowaną do finansów, polegającą na uduszeniu nie-Zachodu bez oddania jednego strzału. Tymczasem członkostwo w BRICS przekłada się na korzyści strukturalne: rozszerzone korytarze eksportu energii, bezpośrednie inwestycje w infrastrukturę krajową oraz dostęp do ogromnych nowych rynków konsumenckich dla towarów.

W kolejnym wymiarze współpracy na podkreślenie zasługuje paragraf 23, który stwierdza, że „bezpieczeństwo wszystkich krajów jest niepodzielne”, analogicznie do deklaracji Szanghajskiej Organizacji Współpracy, którą teraz podpisały także Brazylia, RPA, Egipt, Etiopia, Indonezja, Zjednoczone Emiraty Arabskie. Narracja eurazjatycka rozprzestrzeniła się więc poza swoje epicentrum. Niepodzielne bezpieczeństwo podważa legitymację porządku, w którym bezpieczeństwo jednych opiera się na braku bezpieczeństwa innych, co stanowi istotę logiki anakondy przełożoną na sens obrony hegemonii.

Ważną częścią narracji strategicznej BRICS i SOW jest odrzucenie blokowości, a konkretnie antyzachodniej tożsamości obu. Prawdopodobnie taki jest powód, że poparciu dla powstania Palestyny i potępieniu niszczenia Gazy, krytyce postępowania wobec Kuby i Libanu nie towarzyszy wymienianie z nazwy państw odpowiedzialnych za agresję. Co więcej, zapewne pod wpływem gospodarza szczytu, w deklaracji użyto kategorii „społeczności międzynarodowej”, która w istocie przynależy do zachodniej narracji „porządku opartego na zasadach”. Można w tym dostrzec sposób w jaki transformacja porządku międzynarodowego ma swoje odbicie w samym języku.

Wymiar współpracy kulturalnej i międzyludzkiej najlepiej wyraża poparcie udzielone Międzynarodowemu Dniu Dialogu między Cywilizacjami ustanowionemu przez  ONZ. Wielobiegunowość gospodarcza i instytucjonalna opiera się ostatecznie na wielobiegunowości kulturowej: wiele ośrodków, wiele interpretacji własnych interesów, żadna z nich nie ma uprawnień, by wiązać wszystkich. Podczas indyjskiej prezydencji po raz kolejny zorganizowano Festiwal Kultury BRICS oraz Bazar WAVES, Festiwal Teatralny BRICS oraz Festiwal Filmowy BRICS, Igrzyska BRICS oraz Szczyt Młodzieży BRICS. Promowano także dalszą współpracę w ramach istniejących mechanizmów edukacyjnych BRICS i Uniwersytetu Sieciowego, zachęcając do włączenia do programów nauczania rdzennych i lokalnych systemów wiedzy jako dodatkowej Międzynarodowej Grupy Tematycznej (ITG).

Dyplomacja „nowej ery”

Przyjmując dywersyfikację walutową jako jeden z filarów budowy świata wielobiegunowego, papierkiem lakmusowym stała się postawa Arabii Saudyjskiej, dotąd gwaranta systemu funkcjonowania petrodolara. Pomimo uporu z jakim powtarzano, że grupa liczy jedenastu członków, faktyczne Rijad nie udzielił formalnej zgody na pełne członkostwo, ograniczając uczestnictwo do formatu BRICS plus. Przyczyną zwłoki jest presja Waszyngtonu, który walczy o utrzymanie tego państwa w pełnej strefie zależności, czego wymownym przykładem jest wycofanie się Arabii Saudyjskiej z kierowanego przez Chiny projektu waluty cyfrowej i systemu płatności opartego na technologii blockchain, który ma przecież na celu zmniejszenie zależności od dolara amerykańskiego, który stanowi wciąż aż 57% światowych rezerw walutowych, 54% globalnego fakturowania eksportu i 89% transakcji walutowych.

Wśród dyplomatycznych sukcesów szczytu można wyróżnić trzy: po pierwsze jednogłośne przyjęcie deklaracji pierwszego dnia, po tym jak szefowie delegacji pracowali do czwartej nad ranem. Głównym wyzwaniem było osiągnięcie porozumienia między Iranem a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, które de facto toczą wojnę; z tym, że te ostatnie w obozie obrońców „starej ery”. Sprzeczność załagodzono w punkcie 28, gdzie wyrażono „głębokie zaniepokojenie” postępującą eskalacją konfliktu w Azji Zachodniej i wezwano do „maksymalnej powściągliwości”, po „przypomnieniu naszych stanowisk narodowych”. Oprócz samego tekstu należy brać pod uwagę kontekst. Dlatego kolejnym osiągnięciem było spotkanie prezydenta Iranu, Masuda Pezeszkiana, z następcą tronu ZEA, szejkiem Chalidem bin Muhammadem al-Nahajanem. Obie strony doszły do porozumienia, aby pozostawić przeszłość i wspólnie zbudować lepszą przyszłość.

Trzecim pozytywnym akcentem stały się rozmowy przywódców Indii i Chin, którzy próbują poprawić relacje nadwyrężone po krwawych starciach na spornej granicy w Himalajach w 2020 roku. Pozostałości granic kształtowanych  przez imperium brytyjskie po to, by dzielić i rządzić, wciąż szkodzą – jak to zauważył prof. Jeffrey Sachs.  Xi Jinping wskazał, że Chiny i Indie są partnerami, a nie rywalami i oba kraje są szansą na rozwój dla drugiej strony, a nie zagrożeniem, co leży we wspólnym interesie. W podobnym tonie strona indyjska postrzega stosunki indyjsko-chińskie z perspektywy strategicznej i długoterminowej. Zamiast przeciwnikiem preferuje bycie partnerem Chin, traktując wzajemny rozwój jako szansę, a nie wyzwanie. W bilateralnych spotkaniach ujawnia się więc koncyliacyjny paradygmat BRICS.

Podczas szczytu chiński przywódca zaproponował, by członkowie grupy stali się  „pionierami w promowaniu rozwoju opartego na innowacjach”, wskazując przyszły kierunek praktycznej współpracy: inicjatywę dotyczącą sztucznej inteligencji (AI) opartej na otwartym oprogramowaniu i sprzyjającej włączeniu społecznemu, inicjatywę ułatwiającą handel i inwestycje, inicjatywę współpracy w zakresie przemysłu cyfrowego, inicjatywę współpracy w dziedzinie inteligentnej produkcji oraz inicjatywę rozwoju kadr naukowych i technicznych. Takie są obecne wymogi wyzwolenia się ze statusu peryferii a jednocześnie warunki oporu wobec koncepcji „mrocznego oświecenia” oraz wpływów Palantira i spółki!

Z kolei prezydent Rosji przypomniał o potrzebie stworzenia nowego mechanizmu ubezpieczeniowego oraz powołaniu giełdy zbożowej, a także kompleksowego podejścia w walce z globalnymi wyzwaniami. Sprawę dedolaryzacji i potępienia agresywnej postawy USA i Izraela akcentował oczywiście Iran. W ramach tego, co irańscy planiści nazywają „gospodarką oporu”, członkostwo w BRICS i SOW oraz dywersyfikacja handlu stały się podstawowymi narzędziami prowadzenia polityki międzynarodowej.

Szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy

Druga instytucja „nowej ery” podczas przewodnictwa Kirgistanu w latach 2025–2026 pracowała pod hasłem „25 lat SOW: Razem ku trwałemu pokojowi, rozwojowi i dobrobytowi”. Najważniejszym punktem był dwudziesty szósty, jubileuszowy szczyt w Biszkeku odbywający się na przełomie sierpnia i września 2026 roku. Podpisano aż 28 dokumentów. Głównym z nich była Deklaracja z Biszkeku, wydana z okazji 25-lecia istnienia organizacji.

Podobnie do BRICS, SOW nie jest skierowana przeciwko innym państwom ani organizacjom. Nie jest także blokiem wojskowo-politycznym, skupiając się na ukształtowaniu przestrzeni równego i niepodzielnego bezpieczeństwa w Eurazji. Ten cel zakłada jednocześnie  przeciwstawienie się anglosaskiej taktyce rozdrobnienia aktorów poprzez grę na „wielkiej szachownicy”. O odrzuceniu narracji egoistycznej wrogości państw w anarchicznej strukturze międzynarodowej świadczy poparcie idei budowania wspólnoty o wspólnej przyszłości dla ludzkości oraz pogłębianie dialogu opartego na idei „Jedna Ziemia, jedna rodzina, jedna przyszłość”, które łączy wizje Indii i Chin w jedną całość. Zgodnie z tym paradygmatem podkreślono poparcie dla Międzynarodowej Dekady Umacniania Pokoju dla Przyszłych Pokoleń ogłoszonej przez Zgromadzenie Ogólne ONZ na lata 2027–2036.

Owoce Biszkeku

Na szczycie tradycyjnie omówiono kwestie obrony przed ekstremizmem, separatyzmem, terroryzmem i handlem narkotykami. Pomimo braku dookreślenia przeciwników geostrategicznych, deklaracja objęła swoim zasięgiem kluczowe wyzwania generowane właśnie przez nich. Należą do nich: jednostronna i nieograniczona rozbudowa globalnych systemów obrony przeciwrakietowej, militaryzacja sektora IT, świadczenie nieautoryzowanych usług internetowych za pośrednictwem satelitów na terytoriach państw członkowskich bez posiadania licencji (w domyśle: Starlink), naruszanie prawa międzynarodowego, próby dyskredytowania organów i struktur państwowych państw członkowskich, czy jednostronne sankcje. Dlatego za ważny krok można uznać powołanie uniwersalnego Centrum ds. Zwalczania Wyzwań i Zagrożeń Bezpieczeństwa dla Państw Członkowskich SOW. W ten sposób powstał mechanizm przeciwdziałania imperialnym wojnom hybrydowym i gorącym inicjowanym przez wrogów integracji eurazjatyckiej.

W deklaracji opowiedziano się za bezpiecznym i odpowiedzialnym wykorzystaniem sztucznej inteligencji, popierając także suwerenne prawa państw do zarządzania ich krajowymi segmentami internetu. Wsparto utrzymanie przestrzeni kosmicznej wolnej od wszelkiego rodzaju broni, najwyraźniej antycypując ogłoszone wkrótce istnienie amerykańskiej „broni kontroli przestrzeni kosmicznej” na orbicie okołoziemskiej. Ten krok uzasadnia powtarzane jak mantra hasło: chcesz pokoju, szykuj się do wojny. Mało kto zwraca uwagę, że jest ono często spowodowane walką z wymyślonym zagrożeniem. W opozycji do tego paradygmatu pokojowe współistnienie „nowej ery” ma służyć zaspokajaniu rzeczywistych potrzeb społecznych.

Ze względu na trwająca wojnę USA i Izraela przeciwko Iranowi za najważniejszy fragment deklaracji można uznać „potępienie ataków wojskowych na terytorium Islamskiej Republiki Iranu” jako naruszające zasady i normy prawa międzynarodowego oraz Kartę ONZ. Tworzy ona więc „zagrożenie dla międzynarodowego pokoju, bezpieczeństwa i stabilności”. Poparto prawo do suwerenności i integralności terytorialnej Iranu.

Szczególnie ważna była tu zgoda Indii, które tym samym przyznały się do błędu geostrategicznego, którym było uleganie Waszyngtonowi, a przede wszystkim poparcie Izraela tuż przed atakiem na państwo ajatollahów. Iran podkreślił pilną potrzebę utworzenia zarówno banku rozwoju, jak i konsorcjum energetycznego. W deklaracji nie ma za to wzmianki o Ukrainie, co świadczy o braku sprzeciwu wobec rosyjskiej eskalacji militarnej. Trzeba podkreślić także obecność na szczycie tureckiego prezydenta, Recepa Tayyipa Erdogana, jako „partnera w dialogu”. Uznał on SOW za „wschodzącą  gwiazdę”, poparł Inicjatywę Pasa i Szlaku, a także podkreślił, że Sojusz Obronny z Mekki, ustanowiony przez Turcję, Arabię Saudyjską i Pakistan, także wpisuje się w procesy bezpieczeństwa eurazjatyckiego.

Na szczególną uwagę zasługuje propozycja sformułowana przez Uzbekistan. Prezydent tego państwa postulował zacieśnienie współpracy między SOW a ONZ, proponując nowe mechanizmy koordynacji inicjatyw regionalnych. Wezwał do utworzenia Sieci Partnerstwa Organizacji Regionalnych, a także utworzenia stałego Forum Kultur i Cywilizacji SOW Plus. Taka sieć organizacji regionalnych ustanowiłaby stałe kontakty robocze między sekretariatami i odpowiednimi organami. Dzięki temu wspólna realizacja projektów w Eurazji zapewniłaby możliwości dzielenia się doświadczeniami i najlepszymi praktykami, a także koordynacji podejść w ramach ONZ. W ten sposób mogłaby powstać SOW plus obejmująca niemal wszystkie gospodarki rozwijające się z pozaeuropejskiej części Eurazji poprzez platformę SAGES (SOW, ASEAN, GCC, EAEU, SAARC).

W Oświadczeniu Rady Szefów Państw Szanghajskiej Organizacji Współpracy w sprawie wzmocnienia wielostronnego partnerstwa na rzecz bezpieczeństwa jądrowego i ochrony jądrowej sprzeciwiono się użyciu broni atomowej (czym grozi Rosja), a także atakowaniu elektrowni jądrowych (co robi Ukraina), popierając cywilne wykorzystanie energii atomowej (co wspiera Iran). Z kolei Oświadczenie w sprawie wspierania i wzmacniania instytucji rodziny stanowiło jednoznaczne odrzucenie postmodernistycznej kultury hiperindywidualizmu wpisanej w agendę kulturową Zachodu. W zamian wskazano na „potrzebę konsolidacji wysiłków państw członkowskich SOW na rzecz wspierania rodzin, ochrony macierzyństwa, ojcostwa i dzieciństwa oraz wychowywania młodego pokolenia w duchu poszanowania tradycyjnych duchowych i moralnych fundamentów”.

Jeżeli chodzi o wymiar gospodarczy, w deklaracji potwierdzono realizację Strategii rozwoju gospodarczego do 2030 roku, Strategii współpracy energetycznej do 2030 roku, a przede wszystkim Strategii rozwoju SOW do 2035 roku. Wśród pozostałych ustaleń znalazły się. m.in. protokół wprowadzający zmiany w Karcie SOW oraz plany rozwoju centrów logistycznych i portów na lata 2026–2030. Podobnie jak w ostatnich latach, nie uzyskano zgody Indii wobec chińskiej Inicjatywy Pasa i Szlaku oraz zharmonizowania z nią rozwoju Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej. Niewątpliwie najważniejszym krokiem w kierunku emancypacji państw Globalnego Południa było wsparcie udzielone dalszej pracy nad utworzeniem Banku Rozwoju SOW. Jego potrzeba jest uzasadniona również faktem, że zarówno Nowy Bank Rozwoju BRICS, jak i Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych, są zbytnio uwikłane w gospodarkę opartą na dolarze. Wszak były tworzone dekadę wcześniej, gdy centrum globalizmu wciąż było silne. Podczas szczytu zatwierdzono wspólny plan działania na rzecz ochrony różnorodności biologicznej do 2031 roku wraz z memorandum w sprawie łagodzenia skutków zmian klimatu; zatwierdzono program Korytarz Zielonych Technologii, mający na celu zacieśnienie współpracy technologicznej do 2030 roku. SOW kontynuuje również poszerzanie swojej sieci partnerstw i porozumień poprzez podpisanie protokołu z Unią Afrykańską.

Podsumowanie

Siła instytucji „nowej ery” leży w możliwości stopniowego przekształcania reguł systemu międzynarodowego. Historia uczy, że poważne przemiany rzadko kiedy następują w jednym dramatycznym momencie; tym bardziej zmiany, w której traci na znaczeniu cywilizacja dominująca przez ostatnie 500 lat. Imperium Rzymskie nie zniknęło z dnia na dzień. Imperium Brytyjskie nie przestało nagle być potęgą globalną. Dlatego układ wielobiegunowy zorganizowany wokół kilku ośrodków potęgi natrafia na wciąż duży opór. Dwa filary dotychczasowego układu zmagają się jednak z nieodwracalnymi problemami. Unia Europejska przeżywa poważny kryzys gospodarczy, a Stany Zjednoczone nie potrafią już wymuszać uległości zarówno wśród wrogów (Iran), jak i sojuszników (Kanada, Korea Południowa). Szczyty w Nowym Delhi i Biszkeku ukazują, że świat zmienia się stopniowo. Narody od dawna poddawane maksymalnej presji wyszły poza ramy zwykłego znoszenia architektury swojej izolacji; aktywnie budują rusztowanie, które ją zastąpi. Tworząc równoległe systemy handlu, finansów i dyplomacji, zabezpieczają się przed zmiennością systemu dolara wykorzystywanego jako broń.

W miarę jak nowe sieci będą się rozrastać, środek ciężkości w sprawach globalnych będzie powoli, ale nieodwracalnie się przesuwać od „piramidy przywilejów” symbolizowanej przez klasę z Davos do „platformy partnerstwa” promowanej przez aktorów „nowej ery”. Jest ona szansą na skuteczne przezwyciężanie geostrategii nieładu w celu ukształtowania wielobiegunowego porządku międzynarodowego oraz zasady suwerennej równości i prawa do rozwoju dla wszystkich.

prof. Gracjan Cimek

Wojna gatunków

Wojna gatunków

13.10.2026 wolnemedia.net/wojna-gatunkow

Paryż, Berlin, Londyn, Bruksela – wszystkie te miasta mają dziś podobne oblicze: zablokowane ulice, pożary, krzyki tłumów i natarcia sił policyjnych na demonstrujących, wśród których przeważają młodzi mieszkańcy miast. Imperium Europy, wykreowane przez tandetnego architekta ze Stanów Zjednoczonych, płonie – dosłownie i w przenośni – gniewem. Zapożyczone z historii najgorsze wzorce utorowały drogę do władzy głupocie, której jedynym instrumentem kontaktu ze społeczeństwem jest brutalna siła.

https://youtube.com/watch?v=46eGGeOVv3g%3Frel%3D0

Imperium naczelnego przywódcy co cztery miesiące ogłasza, że właśnie zada ostateczny cios przeciwnikowi na arenie międzynarodowej, by za chwilę wycofać swoje niespożyte siły propagandowe i ujawnić niedostatki własnych zapasów żelastwa, które miało służyć zaprowadzeniu nowego porządku na świecie.

Bez cienia konsternacji ten sam wielki propagator pokoju prosi dotychczasowego wroga o pomoc w dostawach diesla, których sam wcześniej zakazał.

Oderwani od rzeczywistości kreatorzy polityki fałszu ukryli się w pałacowych komnatach, obawiając się wtargnięcia rozgniewanych tłumów. Rezydujący w Polsce namiestnik usiłuje nadać powagę własnej osobie, zapożyczając scenariusz sprawiedliwego cesarza Trampeusza i kreując się na ofiarę zamachu, do którego nie doszło.

Młode pokolenie Paryża czy Brukseli, przez lata przekonywane o świetlanej przyszłości, którą będzie współtworzyć pod warunkiem zachowania lojalności wobec władzy, ma już przesyt obietnicami. „Chcemy rzetelnej wiedzy w godziwych warunkach, zamiast powtarzania sloganów w salach z przeciekającymi sufitami i beznadziejną kadrą nauczycielską”.

Sprzeczność między oczekiwaniami tłumów, które przez lata chciały zachować pokojowy charakter protestów, a wojenną ścieżką, na którą skierowała je władza, staje się coraz bardziej widoczna. Głupi nauczyciele przez lata potrafili domagać się jedynie podwyżek pensji, nie dostrzegając merytorycznej degradacji przekazywanych treści. Studenci i uczniowie żądają dziś możliwości nauki w szkołach i na uczelniach, zamiast sprowadzania problemów edukacji do kwestii liczby płci i rozróżniania ról mężczyzn i kobiet.

Zgromadzeni Paryżanie wyznaczyli na miejsce swoich spotkań Plac Zgody, wcześniej zwany Placem Rewolucji, gdzie niegdyś stała gilotyna.

Rozkazy bezwzględnego tłumienia niezadowolenia, wydawane policji, stają się przyczyną zamieszek, a policjantom puszczają nerwy w konfrontacji z tłumami. Bezbronni ludzie nie chcą walczyć za głupotę cynicznej władzy. Nie chodzi im o przedłużone wakacje, lecz o jakość przyszłego życia. O determinacji protestujących świadczą ślady krwi na chodnikach i ulicach. Policjanci ustawieni w tyralierę, uzbrojeni i skryci za tarczami, swoim szykiem najdobitniej potwierdzają, że władza prowadzi wojnę ze społeczeństwem.

https://youtube.com/watch?v=G3WoGlFRqpA%3Frel%3D0

Aby zrozumieć skalę rozpadu napęczniałego od głupoty projektu amerykańskiej dominacji nad światem, nie wystarczy pojedyncza wiadomość z dowolnego miejsca. Ciężka przypadłość, której uosobieniem jest dziś prezydent USA, dotknęła zbyt wiele organizmów państwowych, by można było pominąć sieć powiązań, której kolejne nici są każdego dnia zrywane. Jeśli z każdą wojną amerykański kolos chwiał się na nogach, dziś grunt usuwa mu się spod stóp. I nikt nie będzie go żałować.

Nie inaczej jest w samej Brukseli. Dziesiątki tysięcy osób wyszły na ulice, dostrzegając, że ich bolączki są identyczne jak problemy Francuzów. Protestujący oczekują sensownego kształcenia w godziwych warunkach, zamiast karania studentów krytycznie wypowiadających się o systemie.

W piątek minionego tygodnia policja aresztowała co najmniej 20 studentów. Postronni obserwatorzy próbują mentorsko oceniać wydarzenia uliczne, ograniczając się do zdawkowego stwierdzenia: „Nie popieram aktów wandalizmu”. Tym samym potwierdzają własną niewiedzę na temat taktyki policyjnej polegającej na sterowaniu tłumem poprzez angażowanie prowokatorów, którzy wszczynają dewastację mienia, dając pretekst do policyjnych szarż. Możliwe też, że system nie zaszedł im jeszcze za skórę.

Niemcy, świadomi fundamentalnego znaczenia gospodarki dla państwa, zorganizowali 8 października br. przemarsz protestacyjny ulicami Monachium. Inspirator protestu, związek zawodowy IG Metall, domaga się pięcioprocentowej podwyżki wynagrodzeń w ciągu najbliższych 12 miesięcy, dodatkowych 110 euro dla praktykantów, podwyżek dla najmniej zarabiających pracowników, a także większego udziału załóg w zyskach firm.

Związek odnotował udział 3700 uczestników marszu, których niepokoją rosnące koszty życia, brak stabilności zatrudnienia i ogólna niepewność dotycząca przyszłości niemieckiego przemysłu. Organizacja pracodawców nie przedstawiła związkowcom żadnej alternatywnej oferty w obliczu kurczących się możliwości zatrudnienia w przemyśle.

Rozmowy dotyczące przyszłości 836 tysięcy pracowników zaplanowano na 27 października br. w Coburgu. Okres powstrzymania się od akcji strajkowej kończy się 31 października, co oznacza, że od 1 listopada możliwe będzie podjęcie strajku w tym sektorze.

https://youtube.com/watch?v=FzDXp5o0D3k%3Frel%3D0

Brytania – modelowy wzór głupoty

Sytuacja na brytyjskich wyspach, których mieszkańcy tak uwielbiają własny izolacjonizm, nie odbiega od zglobalizowanego kanonu. Mocno nieświeże argumenty wysuwa premier Andy Burnham, twierdząc, że za próbami wpływania na wynik referendum z 2016 r. w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej stała Rosja, a konkretnie Władimir Putin.

Pomimo podwyższonej gorączki politycznej w Europie, gdzie część społeczeństw wiąże zapaść gospodarczą i ograniczanie swobód z polityką władz unijnych, w tym przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, nowy człowiek wyznaczony do roli premiera Wielkiej Brytanii przestrzega Francję i Niemcy przed rosyjską ingerencją.

Wbrew stanowisku części komentatorów powołujących się na dane wywiadowcze Burnham twierdzi, że Rosja może próbować wpłynąć na wyniki wyborów w dwóch kolejnych państwach, wspierając ugrupowanie Marine Le Pen we Francji oraz Alternatywę dla Niemiec (AfD). Tym fortelem Brytyjczycy mają otrzymać premiera Starmera w nowym wydaniu – polityka, który zadba o kosztowny powrót na łono kontynentalnego potworka. Ten zaś nie widzi miejsca dla przywódców takich jak Marine Le Pen, ale za to uważa zwalczanie Rosji wszelkimi sposobami za swój obowiązek.

Dla brytyjskiego kanału TalkTV zeszłotygodniowy wiec propalestyński był przejawem manifestacji nienawiści, ponieważ kilku uczestników weszło na pomnik upamiętniający bitwę o Anglię. Uznając ten czyn za przestępstwo, policjanci zatrzymali ponad 20 osób.

Komentator Matthew Goodwin przesądza o winie uczestników: „To są ludzie, którzy nienawidzą w tym kraju wszystkiego. Ich protesty powinny być zakazane. Nic dziwnego, że dzisiaj Żydzi nie czują się bezpiecznie w Wielkiej Brytanii i wolą wyjechać do Izraela, zamiast tu pozostać, bo tam będą czuć się bezpieczniej mimo wojny. To ohydne, mam dość tego przyzwolenia na lewicowe działania dalekie od pokojowych”.

https://youtube.com/watch?v=bbyJrGEeek0%3Frel%3D0

Prowadzący program Duncan Barkes zauważa, że większość uczestników stanowią migranci, dlatego policja powinna zastosować znacznie bardziej radykalne środki zwalczania lewicowości.

Komentatorzy dochodzą do zgodnego wniosku, że organizatorzy wieców, którzy sami nie byli ani w Palestynie, ani w Izraelu, nie mają odpowiedniej wiedzy, ponieważ – jak stwierdzają: „To Hamas blokuje dostawy pomocy humanitarnej i działa przeciwko swoim ludziom, dlatego takiej przewrotnej interpretacji historii nie daje się znieść”.

Informacje o tym, kto ostrzelał lub aresztował uczestników Flotylli Sumud, najwyraźniej nie dotarły do funkcjonariuszy medialnego frontu. Tym bardziej nieznane pozostają im szczegóły działalności amerykańskiej fundacji, która dostarczała żywność, by następnie czekać na wygłodniałych ludzi w punktach dystrybucji i otwierać do nich ogień – niczym myśliwi polujący na zwierzęta przy wodopoju.

Współcześni przywódcy, stojący na szczytach władzy, z przejęciem odgrywają role postaci historycznych, już dawno ocenionych jako polityczne meteoryty epoki wojen: Napoleona Bonapartego, Adolfa Hitlera, Winstona Churchilla i Franklina Delano Roosevelta. Nie biorą pod uwagę, że wiecznego panowania nie da się zadekretować.

Opracowanie: Jola
Na podstawie: YouTube.com [1] [2] [3] [4]
Źródło: WolneMedia.net

Grzegorz Braun: „Nie idą po mnie, idą po was”

Grzegorz Braun: „Nie idą po mnie, idą po was”

W ponadgodzinnym podcaście omawia Jan Pospieszalski kilka ważnych i mniej ważnych tematów z Grzegorzem Braunem; omówimy te, które wydają się być najważniejsze.

Michał Klimek, przedsiębiorca, dwa tygodnie temu kandydat na prezydenta Krakowa, osiągnął wynik 4,15%, a więc niewiele mniej niż szef partii Konfederacji Korony Polskiej w tym mieście w ostatnich wyborach (Kraków nie sprzyja Koronie). W wywiadzie dla maistreamowej prasy powiedział: „Ukraina wywołała wojnę, bo prowokowała Rosję, coraz bardziej zbliżając się do niej i mordując Ukraińców pochodzenia w najbliższych Rosji terenach. Wie pan o tym? Słyszał pan o wojnie prewencyjnej, o wojnie sprawiedliwej?” – Wypowiedź ta wywołała niebywały kwik mainstreamu.

Jako że prowadzący wywiad Jan Pospieszalski nie za bardzo był przekonany do słuszności wypowiedzi M. Klimka, przypomniał G. Braun, co działo się w Donbasie po kijowskim majdanie i obaleniu demokratycznie wybranego prezydenta Wiktora Janukowicza. Mówi szef Korony: „Mniejszość rosyjska była brutalnie nękana, napadana i prześladowana. Donosiły o tym kilkanaście lat temu media zachodnie. Systematyczne ostrzeliwania Ługańska, Donbasu i okolic uruchomiły exodus ludności z tamtych terenów – jedni uciekli, a inni imali się różnych środków samoobrony. Opowiadanie o wojnie na Ukrainie z pominięciem tych tych faktów jest daleko idącą manipulacją. Słabo pamięta się dziś o ludziach, których żywcem popalili Ukraińcy 02 maja 2014 roku w Odessie”.

„Nie zgadzam się na wiązanie losu Polaków z decyzjami, które zapadają w innych stolicach” – kontynuuje szef Korony. – „Interesuje mnie, by Polacy byli bezpieczni i nie zgadzam się  na wkręcanie Polski w nie naszą wojnę”. W Mecklemburgii (na Pomorzu Przednim) Grzegorz Braun i Roman Fritz wraz z politykami Alternatywy dla Niemiec (AfD) wyrazili przekonanie, że przywrócenie bezpieczeństwa energetycznego jest sprawą szczególnie pilną. Polacy nie powinni płacić 50% haraczu od urojeń klimatycznych i politycznych. Trzeba wrócić do rzeczywistości i nie zajmować się ratowaniem całej galaktyki.

„Korona nie kontestowałaby Nord Streamu, lecz przyłączyła się do interesu” – mówi G. Braun. – „Polska byłaby akcjonariuszem, partnerem energetycznych przedsięwzięć. I nie zgadzamy się, by polskie terytorium służyło jako baza wypadowa dla ukraińskich terrorów”. Według przewodniczącego Korony Ukraina została nominowana na filar bezpieczeństwa w Europie, a Polska jest i ma być źródłem finansowania oraz obszarem, przez który przetacza się przemysł militarny, aborcyjny i transplantacyjny. Wojna stała się towarem eksportowym Ukrainy. „Polska jest rżnięta na kasie, by Zełenski mógł funkcjonować”.

G. Braun przyjechał na rozmowę z J. Pospieszalskim prosto z sądu. Miał już tych rozpraw kilkanaście. W tym roku spędził około 30 dni w sądach i prokuraturach. Tym razem sądy działają bardzo szybko, by zdążyć wydać wyrok skazujący i posadzić niewygodnego im polityka do więzienia. Tylko o to chodzi i nie ukrywają tego. Minister W. Żurek (nieprzyzwoicie brzmi ‚minister sprawiedliwości’) powiedział: „Pętla wokół tego człowieka zaciska się”. Nie muszę tu dodawać, że oskarżenia prokuratury są dęte, a proces sfingowany.

Dodajmy, że pod koniec września odbył się kongres Konfederacji Korony Polskiej, podczas którego podjęto decyzję o zmianie statutu ugrupowania. Najważniejsza modyfikacja dotyczy zasad kierowania partią w sytuacji, gdy Grzegorz Braun znajdzie się w więzieniu i  nie będzie mógł wykonywać obowiązków prezesa.

Zgodnie z nowymi zasadami obowiązki prezesa mają przejmować pierwszy i drugi wiceprezes. Funkcje te w Konfederacji Korony Polskiej pełnią posłowie Włodzimierz Skalik i Roman Fritz.

Zygmunt Białas

Ukraiński czarny rynek broni: Skąd terroryści biorą arsenały NATO

Ukraiński czarny rynek broni: Skąd terroryści biorą arsenały NATO

Boris Rozhin tłumaczy, dlaczego zachodnia pomoc dla Kijowa przyniesie odwrotny skutek w samej Europie.

Boris Rozhin , ekspert Centrum Dziennikarstwa Wojskowo-Politycznego

12 października, tass-ru./opinions

© ABACA za pośrednictwem Reuters Connect

Grupy terrorystyczne działające w Mali były sponsorowane przez „mocarstwa kolonialne i cieszyły się również wsparciem ukraińskich najemników, zwłaszcza ukraińskiego wywiadu wojskowego” – powiedział agencji TASS Fousseinou Ouattara, wiceprzewodniczący komisji obrony malijskiej rady przejściowej . To kolejne potwierdzenie systemowego kryzysu bezpieczeństwa, przed którym ostrzegały wcześniej rosyjskie władze. Na przykład prezydent Rosji Władimir Putin, podczas spotkania z szefami wiodących światowych agencji informacyjnych, zorganizowanego przez TASS na Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Sankt Petersburgu (SPIEF), w czerwcu, zwrócił uwagę  na rozprzestrzenianie się broni przeznaczonej dla Kijowa na całym świecie. W istocie „to już fakt”.

Z ogromnymi zapasami radzieckiego sprzętu wojskowego i amunicji pozostałymi po upadku ZSRR, Ukraina, jeszcze przed Euromajdanem i rozpoczęciem Specjalnej Operacji Wojskowej (SMO), była głównym dostawcą broni zarówno na czarnym, jak i szarym rynku. Wraz z rozpoczęciem masowego dopływu zachodniego arsenału wojskowego do Kijowa, wolumen tego nielegalnego eksportu gwałtownie wzrósł. Dziś kraj ten stał się w rzeczywistości największym europejskim centrum przemytu broni – zagrożeniem, którego nie chcą przyznać nawet europejskie agencje, w tym  agencja graniczna Frontex.

Zaraz po uzyskaniu niepodległości

Regularne skandale związane z dostawami broni do Afryki, bombardowania magazynów służących do ukrywania nielegalnego handlu amunicją, przekazanie Gruzji systemów rakiet przeciwlotniczych Buk w przededniu konfliktu w Osetii Południowej w sierpniu 2008 r. itd. – to wszystko, nawet za prezydentury Leonida Kuczmy (1994–2005) i Wiktora Juszczenki (2005–2010), ugruntowało reputację Ukrainy jako państwa nie stroniącego od nielegalnych operacji na czarnym rynku.

Co więcej, po „pomarańczowej rewolucji” (2004–2005) ten podejrzany interes nabrał wyraźnego antyrosyjskiego podtekstu politycznego: dostarczanie broni do Tbilisi nie było jedynie sposobem na zarabianie pieniędzy przez nieuczciwych urzędników i generałów, ale także narzędziem szkodzenia Rosji. Próby poruszania tej kwestii na szczeblu oficjalnym w Radzie Najwyższej były celowo przemilczane podczas dyskusji, a ślady kradzieży z arsenałów wojskowych ukrywano poprzez detonacje w dużych magazynach i podejrzane pożary. Za rządów Petra Poroszenki (uznanego przez Federację Rosyjską za terrorystę i ekstremistę) i Wołodymyra Zełenskiego kwestia ta została poruszona wyłącznie po to, by oskarżyć Wiktora Janukowycza o „osłabianie Ukrainy”. To wysoce ironiczne, biorąc pod uwagę skalę wycieku broni na nielegalne rynki, o której mowa w tych liczbach.

Po rewolucji Euromajdanu w 2014 roku i zamachu stanu, na Ukrainę zaczęły napływać masowe dostawy broni z krajów zachodnich, mające na celu sztuczną eskalację i podtrzymywanie konfliktu w Donbasie. Ten przepływ broni szybko stał się dwukierunkowy: dostawy zaczęły napływać w coraz szybszym tempie nie tylko na Ukrainę, ale także z Ukrainy.

Ukraińskie powiązania przestępcze były wyraźnie widoczne w rękach grup terrorystycznych działających na Bliskim Wschodzie. Na przykład, w listopadzie 2015 roku Osama Mohammed Said Hayat, lokalny przywódca ISIS (organizacji terrorystycznej zakazanej w Rosji), aresztowany w Kuwejcie, przyznał się podczas przesłuchania, że ​​zakupił broń – przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe (MANPADS) – na Ukrainie i przetransportował ją przez Turcję do syryjskich bojowników uzbrojonych przez Zachód do walki z rządem Baszara al-Assada. Logistykę zorganizowano za pośrednictwem Morskiego Portu Handlowego w Odessie, który po tragicznych wydarzeniach z maja 2014 roku – tzw. „Odessa Chatyń” – znalazł się pod faktyczną kontrolą firm oligarchy Ihora Kołomojskiego. W 2015 roku potwierdzono pierwsze próby reeksportu: część broni dostarczonej przez Amerykanów, rzekomo przeznaczonej dla Kijowa, została przekierowana do syryjskich islamistów.

Raporty śledcze ujawniające szczegóły tych łańcuchów tranzytowych – w szczególności dokumenty opublikowane przez grupę hakerską CyberBerkut – ujawniły nazwiska wysoko postawionych ukraińskich urzędników, w tym ówczesnego premiera Arsenija Jaceniuka, ministra spraw wewnętrznych Arsena Awakowa i szefa administracji obwodu charkowskiego Ihora Bałuty. Różny sprzęt łączności, sprzęt wojskowy, amunicja różnych kalibrów, pociski przeciwpancerne i przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe (MANPADS) bez przeszkód przechodziły przez terytorium Ukrainy na Bliski Wschód. Pod koniec 2015 roku ujawniono również informacje dotyczące polskich pośredników: radzieckie systemy obrony powietrznej S-125 Peczora zostały zakupione na Ukrainie za pośrednictwem Polski. Dokumenty wskazywały, że były przeznaczone dla Kataru, ale w rzeczywistości były używane w strefach wojennych w Syrii i Jemenie. Takich historii było wiele. Nielegalne schematy tranzytowe, w których uczestniczył Kijów po 2014 roku, są w dużej mierze identyczne i zintegrowane z tymi globalnymi szarymi szlakami, schematami wykorzystywanymi do uzbrojenia grup terrorystycznych.

Do wszystkich punktów na świecie

Po gwałtownym wzroście dostaw broni i amunicji w latach dwudziestych XXI wieku niektórzy obserwatorzy sugerowali, że Kijów – zmuszony do zaangażowania istniejących i nowo pozyskanych zasobów na polu walki – nie będzie w stanie aktywnie kontynuować swoich wcześniejszych, tajnych planów. W praktyce jednak sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Wraz z eskalacją konfliktu nawet Stany Zjednoczone i Europa Zachodnia zmuszone były przyznać, że różne rodzaje broni, w tym broń spełniająca wymogi NATO, napływały z Ukrainy na czarny rynek. Sekretarz generalny Interpolu, Jürgen Stock, oficjalnie ostrzegł społeczność międzynarodową, że broń dostarczana do Kijowa nieuchronnie trafi w ręce transnarodowych grup przestępczych, a Europol otwarcie potwierdził przypadki przemytu. Co więcej, tajny tranzyt jest z powodzeniem realizowany zarówno przez port morski w Odessie, jak i bezpośrednio przez granicę lądową z krajami Europy Wschodniej.

Część broni jest przekierowywana na tzw. poziomie oddolnym. Personel Sił Zbrojnych Ukrainy (UAF) często zabiera ze sobą broń strzelecką i różną amunicję podczas rotacji lub opuszczania linii frontu. Ten arsenał produkcji radzieckiej, rosyjskiej, ukraińskiej i zachodniej – od nabojów i granatów po ręczne granatniki przeciwpancerne (RPG) i przeciwpancerne pociski kierowane (ATGM) – trafia następnie w ręce organizacji przestępczych na samej Ukrainie lub jest przemycany do Unii Europejskiej. Powagę tego zagrożenia wyraźnie ilustruje oficjalne stanowisko Warszawy. Adam Radoń, naczelnik Wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej Centralnego Biura Śledczego Policji,  podkreślił , że po zakończeniu działań wojennych agencja spodziewa się jeszcze większego wzrostu nielegalnego tranzytu broni z Ukrainy – podobnego do scenariuszy obserwowanych wcześniej w Bośni i Afganistanie.

Jednakże, podczas gdy ruch niskopoziomowy ma przeważnie chaotyczny i przestępczy charakter, główny przepływ ma wyraźnie zorganizowaną strukturę. Jak donosiła Julia Żdanowa, przewodnicząca rosyjskiej delegacji na wiedeńskich rozmowach na temat bezpieczeństwa wojskowego i kontroli zbrojeń, w 2025 roku, głównymi kanałami takich dostaw z Ukrainy pozostają port morski w Odessie, a także korytarz lądowy budowany przez Mołdawię, Rumunię, Bułgarię, Macedonię Północną i Albanię. Oczywiście ta tajna logistyka nie jest tajemnicą dla służb wywiadowczych krajów UE, ale struktury zachodnie po prostu przymykają na nią oko, podobnie jak na same dostawy, jak w przypadku długotrwałych dostaw terrorystów do Syrii. Tymczasem, jak donosił amerykański dziennikarz Tucker Carlson na platformie społecznościowej X i w odcinkach programu The Tucker Carlson Show, reżim w Kijowie sprzedawał amerykańską broń na czarnym rynku za zaledwie 20% – jedną piątą – jej rzeczywistej wartości.

Według oficjalnych danych  z maja 2026 roku, władze USA prowadziły dochodzenia w 56 sprawach związanych z oszustwami finansowymi dotyczącymi środków finansowych przekazanych Kijowowi oraz kradzieżą broni w celu jej późniejszej odsprzedaży. Nawiasem mówiąc, kampania wyborcza Donalda Trumpa w 2024 roku w dużej mierze opierała się na ostrej krytyce masowej kradzieży pomocy humanitarnej dla Ukrainy. Jest ku temu wiele powodów. Na platformach darknetu regularnie pojawiają się reklamy amerykańskiej broni strzeleckiej, granatników, pocisków przeciwpancernych Javelin, a nawet zaawansowanych technologicznie dronów szturmowych Switchblade 300/600 (w cenie 4000 dolarów za sztukę).

Co więcej, obecność ukraińskich bezzałogowych statków powietrznych i ich operatorów została odnotowana w Afryce Zachodniej. Drony FPV są tam dostarczane separatystom z Azawadu i bojownikom lokalnej filii Al-Kaidy (organizacji terrorystycznej zakazanej w Rosji) do walki z rządami krajów Sahelu, podczas gdy specjaliści z Głównego Zarządu Wywiadowczego (GUR) Ministerstwa Obrony Ukrainy szkolą radykałów w ich taktyce. Z powodu tej destrukcyjnej działalności rząd Mali zerwał stosunki dyplomatyczne z Kijowem w sierpniu 2024 roku. Po wydarzeniach w Bamako podobny krok podjął Niger. Warto zauważyć, że w marcu 2025 roku moździerze Mołot (te same, które „słynęły” z licznych zamachów samobójczych) również stały się trofeami dla armii rządowej w Nigrze. Broń zachowała oryginalne oznaczenia fabryczne w języku ukraińskim.

Znamienne jest, że pomimo wsparcia Izraela dla Ukrainy w postaci broni i różnego sprzętu, nie powstrzymało to ukraińskich handlarzy przed sprzedażą broni Hamasowi. Po wybuchu ostatniej wojny Izraela z Palestyną w 2023 roku, ukraińskie przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe (MANPADS) zostały zauważone na filmach opublikowanych przez bojowników Hamasu. Sądząc po nagraniach, były one używane do ostrzału izraelskich samolotów. Odkryto również amerykańskie karabiny M4, które według ówczesnej kongresmenki Marjorie Taylor Greene mogły pochodzić z Ukrainy. Hamas odkrył również granatniki RPG-7 i przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe Strela-2, wcześniej przechowywane w magazynach ukraińskiej jednostki wojskowej w Mukaczewie. Ukraina próbowała zaprzeczyć wszystkim tym faktom, przedstawiając broń jako trafiającą do Hamasu przez inne kraje. Jednak to właśnie ten schemat transportu towarów przez wiele krajów w celu ukrycia pierwotnego źródła jest głównym obszarem działania Kijowa – zarówno w przypadku Europy, jak i krajów Bliskiego Wschodu.

Broń z Ukrainy trafia również do różnych krajów azjatyckich. Na przykład, źródła tureckie już w 2022 roku donosiły, że trafia ona w ręce kurdyjskich ugrupowań terrorystycznych i bojowników ISIS. Ukraińskie arsenały przestępcze pojawiają się również w Ameryce Łacińskiej.

W 2025 roku rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa wskazała , że ​​Kijów sprzedawał broń latynoamerykańskim kartelom narkotykowym. Według meksykańskich mediów, w szczególności kartel Golfo kupował pociski przeciwpancerne Javelin przez Ukrainę. Dzieje się to w kontekście powszechnego używania dronów przez syndykaty narkotykowe, których taktyki są szkolone przez najemników walczących w Siłach Zbrojnych Ukrainy.

Broń Klondike

Ogólnie rzecz biorąc, można śmiało powiedzieć, że wojna zastępcza Zachodu z Rosją na Ukrainie otworzyła prawdziwą kopalnię złota dla kijowskich handlarzy bronią. Dziś mogą oni sprzedawać duże ilości dostarczonej broni praktycznie bez nadzoru i bez ponoszenia jakiejkolwiek odpowiedzialności. Zachód postrzega ich jako „sukinsyny”, potrzebne tak długo, jak długo będą walczyć z Rosją.

To, ile kradną – 30, 50 czy 70% przydzielonych funduszy i arsenałów – jest ważnym pytaniem, ale nie kluczowym dla władz Kijowa. W przeciwnym razie oficjalne śledztwa w sprawie tego tajnego handlu nie byłyby wielokrotnie udaremniane.

Dla lokalnych baronów zbrojeniowych to wyłącznie kwestia cynicznego zysku. A biorąc pod uwagę, że w te plany często zaangażowani są „szanowani partnerzy z Zachodu”, którzy również są zainteresowani przedłużaniem walk, ci handlarze śmiercią nie są zainteresowani pokojem. Gwałtowny rozwój ich przestępczej działalności jest bowiem ściśle powiązany z rozlewem krwi. Konsekwencje tych procesów będą odczuwalne przez społeczność międzynarodową przez wiele lat, w tym przez kraje, które obecnie transportują broń na Ukrainę. Tam również będzie ona wystrzeliwana. 

Słońce, plaża, ostrzeżenie przed nalotem – relacja z podróży do Soczi

Słońce, plaża, ostrzeżenie przed nalotem – relacja z podróży do Soczi

13 października 2026 Gerta-Ewena Ungara nachdenkseiten-de

Ukraina jest ofiarą rosyjskiej agresji i broni się. Ukraina atakuje wyłącznie cele wojskowe, oszczędzając ludność cywilną. Taka jest narracja w Niemczech, opowiedziana przez kanclerz. Na miejscu sytuacja jest oczywiście inna. Jestem obecnie w Soczi. Ukraina nieustannie atakuje miasto, mimo że nie ma tu nic o znaczeniu militarnym. Ukraina ewidentnie używa terroru jako narzędzia przeciwko ludności cywilnej i jest w tym wspierana przez niemieckich polityków.

Autor: Gert-Ewen Ungar .

Kanclerz Friedrich Merz wielokrotnie twierdził, że Ukraina atakuje wyłącznie cele wojskowe w Rosji. Rosja natomiast celowo atakuje ludność cywilną. Oczywiście, powszechnie wiadomo, że oświadczenia Friedricha Merza nie są zbyt wiarygodne. Nieufność do kanclerza jest duża, co wyraźnie pokazują sondaże dotyczące jego popularności – i z pewnością ma to swoje uzasadnienie. Kluczowe jest niewątpliwie to, że jego oświadczenia rzadko pokrywają się z faktami. Dotyczy to również jego twierdzenia, że ​​Ukraina atakuje wyłącznie cele wojskowe w Rosji.

Moskwa jest regularnie atakowana przez drony, ale w Moskwie naturalnie trudno jest udowodnić, że ataki były skierowane przeciwko ludności cywilnej i infrastrukturze cywilnej. Dotyczy to nawet sytuacji, gdy trafiane są budynki mieszkalne, a cywile odnoszą obrażenia. Drony mogły być zbłąkane lub szkody mogły zostać spowodowane przez odłamki spadające z drona po zestrzeleniu go przez obronę przeciwlotniczą.

Ale w tej chwili nie jestem w Moskwie, lecz na wakacjach w Soczi nad Morzem Czarnym w Rosji.

Dzień przed naszym przyjazdem rosyjskie media doniosły, że Ukraina podpaliła tankowiec u wybrzeży Soczi. Wyciekała ropa i spodziewano się katastrofy ekologicznej. Zakładałem, że nasze zaplanowane wakacje na plaży pójdą na marne – wybaczcie mi ten żart. Tym razem zabrakło typowego alarmu ze strony niemieckich organizacji ekologicznych. Wygląda na to, że są dobre i złe katastrofy ekologiczne. Jednak katastrofa ekologiczna nie nastąpiła, ponieważ tankowiec został odholowany i zabezpieczony.

Już pierwszego dnia stało się dla nas jasne, że nasz pobyt nie będzie całkowicie beztroski. Rozległa się syrena alarmowa. Z głośników popłynął komunikat nakazujący nam opuszczenie plaży i szukanie schronienia. Ostrzeżono nas również, aby nie fotografować działań obrony przeciwlotniczej i nie publikować ich w internecie. Wróg będzie systematycznie przeszukiwał internet w poszukiwaniu takich zdjęć i mógłby wykorzystać je do ustalenia pozycji obrony przeciwlotniczej i potencjalnie jej unieszkodliwienia. Zalecono nam, aby nie zbliżać się do żadnych porzuconych części dronów, ponieważ nadal mogą one stanowić zagrożenie. Polecono nam dzwonić pod numer alarmowy 112 i zgłaszać wszelkie incydenty. W przypadku obrażeń, również pod ten numer powinniśmy skontaktować się ze służbami ratunkowymi. W tym momencie wiedziałem: to będą niesamowite wakacje.

Ukraina wysyła drony do regionu turystycznego nad Morzem Czarnym niemal codziennie, zarówno drogą powietrzną, jak i morską. Jednak nie ma tam praktycznie niczego o znaczeniu militarnym. Budowle w Soczi i okolicach służą jako ochrona przed atakami; mają charakter obronny. Lokalne lotnisko jest w tym kontekście wykorzystywane wyłącznie do celów wojskowych. W przypadku otrzymania alarmu o dronach, podrywane są śmigłowce. Oznacza to, że stacjonują tam siły obrony powietrznej.

Co więcej, znajdują się tu rezydencje wysoko postawionych rosyjskich polityków – w tym prezydenta – które są szczególnie dobrze zabezpieczone. Nie ma to jednak znaczenia dla przebiegu wojny na Ukrainie.

Abchazja, czyli Gruzja, leży bezpośrednio na południe od Soczi – w zależności od perspektywy. Soczi to region przygraniczny, najdalej na południe wysunięte przedłużenie Rosji nad Morzem Czarnym. Ze względu na to położenie region ten ma niewielkie znaczenie dla wojny na Ukrainie. Nie transportuje się stąd broni na teren działań wojennych, ponieważ najpierw musiałaby ona przejechać przez południową Rosję, pokonując znaczną okrężną trasę. Z tego samego powodu nie transportuje się stąd personelu na linię frontu. Nie ma tu również przemysłu zbrojeniowego.

Region ten czerpie korzyści z turystyki; Soczi jest ważnym ośrodkiem turystycznym. Klimat nad morzem jest subtropikalny, a temperatury utrzymują się latem nawet w październiku. Roślinność jest odpowiednio bujna. Góry Kaukazu oferują również możliwości uprawiania sportów zimowych. W miesiącach zimowych Soczi oferuje swoim gościom wyjątkową okazję zjedzenia śniadania pod palmami, a następnie udania się w góry na narty.

Pomimo braku strategicznego znaczenia dla wojny na Ukrainie, Ukraina atakuje ten region niemal codziennie, a czasem nawet kilka razy dziennie. Na przykład w nocy 10 października słyszeliśmy niemal bez przerwy odgłosy obrony przeciwlotniczej. Wystrzelenie rakiety z głośnym hukiem, a potem kolejna eksplozja, wskazująca na trafienie drona. Jeśli słyszysz odgłosy dział przeciwlotniczych, to prawdopodobnie odpowiadający im dron był już nieco bliżej. Nie jestem ekspertem wojskowym, więc nie mogę powiedzieć, czy moja interpretacja tego, co słyszałem, jest prawidłowa. Tej nocy lotnisko zostało uszkodzone przez spadające odłamki drona. To doświadczenie z pewnością było niezapomniane.

Ukraina również regularnie atakuje dronami morskimi, ale pytanie brzmi: Co właściwie? Jest tu tylko marina, również bez znaczenia militarnego. Z militarnego punktu widzenia ataki te są całkowicie bezcelowe. Nie są w stanie dać Ukrainie przewagi ani nawet odwrócić losów wojny na jej korzyść. To czysty terroryzm. Ich celem jest sianie strachu i poczucia niepewności. Ruch lotniczy jest sparaliżowany, internet mobilny tymczasowo wyłączony, plaże i targowiska są zamknięte, a życie na jakiś czas ulega ograniczeniom.

Twierdzenie kanclerza Friedricha Merza, że ​​Ukraina atakuje wyłącznie cele o znaczeniu militarnym, jest ewidentnie fałszywe. Tutaj, w Soczi, byłem naocznym świadkiem ukraińskiej strategii terrorystycznej. Mieszkańcy rosyjskich regionów przygranicznych, w Biełgorodzie i Kursku, doświadczają tego terroru codziennie. Ukraina celowo atakuje tam infrastrukturę cywilną: szkoły, domy, cele o znaczeniu niemilitarnym.

Główne niemieckie media regularnie nie informują o tym, a jeśli już, to w trybie łączącym. „Rosja twierdzi…”. Mogę teraz zapewnić z własnego doświadczenia, że ​​te ukraińskie ataki terrorystyczne na ludność cywilną i życie cywilne są absolutnie realne. Są one nie tylko tolerowane przez zachodnich sojuszników Ukrainy, ale i wspierane – w tym przez Niemcy. Dostarczają oni wiedzy technicznej i danych wywiadowczych, współpracują w produkcji broni i zapewniają Ukrainie możliwość wykorzystywania terroru jako narzędzia na coraz większą skalę.

Tutaj, lokalnie, ludzie akceptują ukraiński terroryzm. Obrona powietrzna działa. Nie ma tu paniki – przynajmniej na razie. Tutaj, w Soczi, zniszczenia są ograniczone, a ofiary wśród ludności cywilnej zdarzają się rzadko. Trasa dronów przez Morze Czarne jest długa i niewidoczna dla rosyjskiej obrony. Sytuacja jest jednak inna w regionach przygranicznych Rosji. Tam śmierć i zniszczenia spowodowane ukraińskimi atakami terrorystycznymi są na porządku dziennym.

Dlatego coraz głośniej słychać wezwania do podjęcia konsekwencji, nie tylko wobec Ukrainy, ale także wobec krajów wspierających ukraiński terroryzm. Kluczowe jest, aby Niemcy zrozumieli, że są okłamywani na najwyższych szczeblach. Ukraina celowo atakuje infrastrukturę cywilną i ludność cywilną, korzystając ze wsparcia Zachodu.

Niemiecka polityka wspiera terroryzm we wszystkich jego formach. Zrozumienie tego jest niezbędne, aby społeczeństwo obywatelskie mogło podjąć działania przeciwko niemu. Niemcy niosą terror, śmierć i zniszczenie. Kanclerz musi być szczery. Musi wyjaśnić, co chce osiągnąć, wspierając terroryzm. I musi udowodnić, dlaczego uważa, że ​​Niemcy są bezpieczne przed rosyjską odpowiedzią na terroryzm wspierany i promowany przez niemiecką politykę.

Rosnący chaos społeczny w Europie… Cena wojny zastępczej przeciwko Rosji

Rosnący chaos społeczny w Europie... cena wojny zastępczej przeciwko Rosji

Rosnący chaos społeczny w Europie…

Cena wojny zastępczej przeciwko Rosji

Dzień rozliczenia jest nieuchronny. Przestępczy politycy i ich system podżegający do wojny zostali zdemaskowani jak nigdy dotąd.

Unia Europejska przeżywa obecnie gwałtowny bunt społeczny. Partie rządzące i ich polityka gospodarcza są otwarcie potępiane, a w wielu krajach nasilają się protesty i strajki.

Marsze protestacyjne, masowe demonstracje i strajki przemysłowe rozprzestrzeniają się we Francji, Belgii, Hiszpanii, Włoszech, Niemczech, Irlandii, Portugalii i innych krajach UE. Skargi są zróżnicowane – od uczniów i nauczycieli narzekających na katastrofalny stan systemu edukacji, po pracowników służby zdrowia i transportu krytykujących niskie płace i cięcia emerytur.

W jego centrum leży jednak system nierówności kapitalistycznych, który podżega do wojny i nieludzki.

Nieznośne koszty utrzymania podstawowych potrzeb – od jedzenia po mieszkanie – wypychają miliony ludzi na ulice w rozpaczy i gniewie, w obliczu braku odpowiednich reakcji politycznych na ich trudną sytuację. Jak ujął to jeden z francuskich studentów: „Za młodzi, by ich usłyszano, wystarczająco starzy, by dać się potraktować gazem łzawiącym”.

Cały system polityczny jest dyskredytowany z powodu swojej dysfunkcjonalności i obojętności na podstawowe potrzeby człowieka. Całkowicie oburzające są kłamstwa szerzone przez rządzące elity i ich propagandowe media o „obronie narodowej i zagrożeniu wojną ze strony Rosji”.

W tym tygodniu w Hiszpanii schorowana 87-letnia kobieta o imieniu Maricarmen zmarła w szpitalu po eksmisji z mieszkania w Madrycie za niepłacenie wygórowanej podwyżki czynszu. Jej los wywołał ogólnokrajowy ruch protestacyjny przeciwko kryzysowi mieszkaniowemu w Hiszpanii – kryzysowi, który ma swoje odbicie w każdym kraju europejskim. Demonstranci gniewnie krzyczeli, że biedna staruszka została „zamordowana przez państwo i korporacje”.

We Francji brutalność policji wobec protestów studenckich wstrząsnęła krajem i światem. Prawie 7000 młodych ludzi zostało aresztowanych, gdy policja użyła gazu łzawiącego i gumowych kul przeciwko w większości pokojowym demonstracjom. Studenci zgromadzeni na Placu Bastylii w Paryżu i innych miastach zapowiedzieli, że nie ustąpią. Jednemu ze studentów policyjny granat hukowy odstrzelił rękę, a innemu wyłupił oko gumową kulą wystrzeloną z bliskiej odległości.

Plac Bastylii to miejsce, gdzie rewolucja francuska z 1789 roku objawiła się przeciwko znienawidzonej arystokracji, żyjącej w skrajnej nędzy. Dziś napięcia narastają w oczekiwaniu na kolejne doniosłe powstanie – tym razem inspirujące podobne ruchy w całej Europie.

Protesty te i nieludzkie cierpienie, które się za nimi kryją, przyczyniają się do wybuchu powstań w całej UE.

Wyraźnie widać, że społeczeństwa mają dość dziesięcioleci nierówności i chronicznego ubóstwa narzucanych przez politykę kapitalistyczną, która bogaci nielicznych, a egzekwowaną przez rządy, które niewolniczo służą interesom kapitału, stawiając potrzeby większości obywateli.

Doniesienia zachodnich mediów mówią o rządach borykających się z niedoborami gotówki, pod presją rynków obligacji, które domagają się redukcji rekordowych poziomów zadłużenia, podczas gdy pracownicy, studenci i emeryci domagają się większych inwestycji publicznych i ulgi w trudnościach gospodarczych.

To mylący i niepełny obraz problemu. Ignoruje się kluczowe tło: rządy europejskie przeznaczają ogromne zasoby gospodarcze na militaryzm i wojnę zastępczą na Ukrainie z Rosją. To właśnie powoduje „brak gotówki w rządach”. Innymi słowy, deklarowany przez nich kryzys budżetowy jest decyzją polityczną, a nie enigmatycznym dylematem.

Kryzys społeczny ogarniający Europę można zaobserwować również w Stanach Zjednoczonych i innych krajach o orientacji zachodnioeuropejskiej. Przyczyną jest niewydolny system gospodarczy, który nie jest już w stanie zagwarantować nawet minimalnego poziomu akceptowalnych warunków życia. Problem narasta od dziesięcioleci – z powodu rosnących nierówności i malejącej reprezentacji politycznej. Dziś można wręcz wątpić, czy państwa zachodnie nadal można uważać za demokracje, biorąc pod uwagę ich dominację korporacyjnych oligarchii.

Jednakże kryzys społeczny, który rozwija się w Europie, został spotęgowany i zaostrzony przez europejskich polityków, którzy nieustannie działają w trybie wojennym przeciwko Rosji.

W ciągu ostatnich czterech lat Unia Europejska wpompowała setki miliardów euro w Ukrainę, aby podtrzymać neonazistowski reżim pod skorumpowaną dyktaturą – wszystko po to, by pokonać Rosję. Przywódcy UE – z których wielu nie pochodzi z wyboru, jak Ursula von der Leyen, Kaja Kallas i António Costa – kierują się obsesyjną rusofobią. Ale to tylko część wyjaśnienia.

Nawet wybrani przywódcy i partie, takie jak francuski Macron i niemiecki Merz, są pogardzani za swój elitaryzm i megalomanię. Merz deklaruje zamiar uczynienia z Niemiec najsilniejszej potęgi militarnej w Europie – całkowicie ignorując problemy gospodarcze i społeczne swojego kraju oraz złowieszcze historyczne konotacje odrodzenia ery nazistowskiej. Podczas gdy jego rząd ponosi jedną porażkę wyborczą za drugą, europejskie elity oczerniają niemieckich wyborców, nazywając ich ślepymi, bo ośmielają się głosować na partie sprzeciwiające się wojnie z Rosją.

Istnieje wiele przyczyn ogólnoeuropejskiej pogardy dla partii rządzących: nierówności, ubóstwo, bezrobocie, rosnące koszty utrzymania, spadające płace i rozpadające się usługi publiczne. Niekontrolowana imigracja, obciążająca i tak już ograniczone zasoby publiczne, jest kolejnym powodem narzekań. Współudział Europy w ludobójczej wojnie Izraela z Palestyńczykami oraz jej współudział w agresji Trumpa na Iran, Jemen, Kubę itd. to kolejne czynniki przyczyniające się do tego zjawiska.

Zwodnicza narracja, że ​​rządy to „gotówka w ręku”, budzi jednak ogromne oburzenie opinii publicznej. Zasobów ekonomicznych jest wystarczająco dużo, aby zaspokoić potrzeby społeczeństwa. Problem polega na tym, że w panującym systemie kapitalistycznym, którego priorytetem jest wzbogacenie wąskiej elity, zasoby te nie mogą być wykorzystywane do tworzenia sprawiedliwych i humanitarnych społeczeństw.

Warunki „napiętych budżetów” i „środków oszczędnościowych dla mas” są tworzone poprzez celową politykę militaryzmu i promocję wojny zastępczej na Ukrainie.

Europejscy „przywódcy” i ich lobbyści z NATO, tacy jak Mark Rutte, domagają się setek miliardów euro na wsparcie przemysłu zbrojeniowego, jednocześnie apelując o drakońskie cięcia w wydatkach publicznych i świadczeniach socjalnych, aby sfinansować ten bezwzględny militaryzm. UE „pożycza” dodatkowe 90 miliardów euro w ciągu najbliższych dwóch lat, aby wesprzeć skorumpowany reżim w Kijowie i umożliwić mu kontynuowanie beznadziejnej wojny z Rosją. Ta przewrotna priorytetyzacja jest napędzana przez kompleks militarno-przemysłowy i jego korporacyjnych inwestorów. Jest ona również podsycana ideologicznie nacechowanym, propagandowym sposobem myślenia, który demonizuje Rosję jako wroga. Prezydent Putin i inni rosyjscy deklaranci wielokrotnie oświadczali, że nie chcą wojny z Europą. Twierdzą, że konflikt na Ukrainie ma swoje korzenie, które można rozwiązać poprzez zaangażowanie dyplomatyczne. Dlaczego europejscy politycy tak stanowczo sprzeciwiają się pokojowi?

Kluczowym czynnikiem jest maskowanie wewnętrznych politycznych i gospodarczych niedoskonałości systemu europejskiego. Gospodarki UE, podobnie jak gospodarki USA i innych państw zachodnich, to dystopie bankrutów, jeśli chodzi o zaspokajanie potrzeb społecznych i demokratycznych. Niepowodzenie to zostało pogłębione przez koszty wojny na Ukrainie.

Ta porażka jest przestępstwem i zagraża istnieniu polityków i rządów odpowiedzialnych za tę politykę. Dlatego klasa polityczna, w tym media propagandowe, nie może przyznać się do swojej przestępczej polityki.

W obliczu własnych wewnętrznych sprzeczności europejskie elity polityczne szukają rozwiązania, przedstawiając Rosję jako wroga zewnętrznego. To ten sam schemat, który europejscy władcy stosowali przez ponad wiek – co doprowadziło do dwóch wojen światowych.

Ci przestępczy politycy i ich dysfunkcyjny system gospodarczy po raz kolejny forsują wojnę jako plan ucieczki, mający zapewnić im przetrwanie — kosztem milionów istnień ludzkich i ryzykiem wybuchu Trzeciej Wojny Światowej, która tym razem może skutkować katastrofalną wojną nuklearną.

Praktycznie każdy rząd europejski, a zwłaszcza brytyjski, potępia brak wezwań do dyplomacji i porozumienia politycznego z Rosją. Zobowiązały się one do wojny z Rosją, aby uwolnić się od odpowiedzialności za zniszczenia społeczne, za które ponoszą odpowiedzialność.

Pozytywnym aspektem jest jednak to, że coraz więcej ludzi zaczyna dostrzegać machinacje i kłamstwa. Znak niesiony przez niemieckiego studenta idealnie to podsumował: „Nie będziemy walczyć w waszych wojnach… Edukacja zamiast bomb!”

Zbliża się dzień rozliczenia. Przestępczy politycy i ich system podżegający do wojny są bardziej niż kiedykolwiek wcześniej narażeni na niebezpieczeństwo – w sposób, który wymaga totalnego buntu jako właściwego rozwiązania. Tym razem konsekwencji nie da się zlecić na zewnątrz. Projekt ustawy zostanie przedstawiony, jak powiedział kiedyś Malcolm X.

Źródło: Narastający chaos społeczny w Europie… kurczaki wracają do domu, by wziąć udział w wojnie zastępczej z Rosją

Jak Ukraina przekształca się w państwo szczątkowe

Jak Ukraina przekształca się w państwo szczątkowe

Dirk Ellerbrock apolut/wie-die-ukraine-zum-reststaat-gemacht-wird

Jak Ukraina przekształca się w państwo szczątkowe | Autor: Dirk Ellerbrock

– i kto ponosi koszty

Artykuł Dirka Ellerbrocka.

Każdy, kto spojrzy na mapę Ukrainy w październiku 2026 roku, zobaczy kraj pozbawiony dostępu do morza. Według amerykańskiego politologa Johna Mearsheimera, porty Morza Czarnego są praktycznie sparaliżowane. W efekcie Ukraina stała się krajem pozbawionym dostępu do morza. Mearsheimer, czołowy zwolennik „ofensywnego realizmu”, szkoły myślenia, która postrzega politykę międzynarodową jako walkę o władzę między mocarstwami, jasno określa cel tego rozwoju: Rosja musi zadbać o to, by Ukraina pozostała „dysfunkcyjnym państwem resztkowym”. Nie jest to efekt uboczny wojny. Jest to jej rezultat, który jest systematycznie realizowany.

Wojna, która odrzuciła wszelkie zahamowania

Na początku konfliktu, w lutym 2022 roku, Rosja rozmieściła wojska obliczone na operację krótkoterminową. Na poziomie taktycznym zniszczenia były prowadzone w sposób mający na celu minimalizację ofiar wśród ludności cywilnej. Przyznaje to teraz sam wiceminister obrony Rosji Junus-Bek Jewkurow. Przyznaje on, że początkowo Rosja nie prowadziła „klasycznej wojny” i przypisuje tę zmianę doświadczeniom armii. Już latem rzecznik Kremla, Pieskow, oświadczył, że nie jest to już „specjalna operacja wojskowa”, lecz wojna. Tym samym powściągliwość oficjalnie ustała.

Ataki z ostatnich tygodni, opisane przez Mearsheimera i rzeczników kanału Duran, ilustrują skalę zniszczeń. Zakłóceniu uległy sieć energetyczna, kolej, stacje benzynowe i sieć komunikacyjna. Według Durana zniszczonych zostało około 500 lokomotyw. Zdobycie nowych jest praktycznie niemożliwe, ponieważ Ukraina, podobnie jak Rosja, korzysta z kolei o szerszym rozstawie szyn, a lokomotywy o tym rozstawie były budowane niemal wyłącznie w byłych republikach radzieckich. W Kijowie ataki wymierzone były w mosty na Dnieprze, samo miasto, stację Kijowską oraz obiekty SBU (Służby Bezpieczeństwa Ukrainy). Rezultatem są powszechne przerwy w dostawie prądu, zawieszony system metra i przepełnione systemy kanalizacyjne. Mer Kliczko mówi o „trybie przetrwania” i radzi mieszkańcom, aby opuścili miasto, jeśli to możliwe.

To, co łączy te cele, jest uderzające. Nie są one ukierunkowane przede wszystkim na żołnierzy, ale na państwo jako organizację: jego linie zaopatrzeniowe, mobilność, administrację i zdolność do dostarczania zaopatrzenia na front. Jednak na lądzie rosyjskie postępy pozostają powolne, ponieważ Moskwa obawia się strat, a drony utrudniają szybki przełom. Wojna zatem nie rozstrzygnie się tam, gdzie armie się zetrą, ale tam, gdzie kraj przestanie funkcjonować.

Kasa nie utrzyma

Fakt, że zniszczenia mają wymiar finansowy, jest zazwyczaj pomijany w debacie. Według Mearsheimera, Europejczycy zobowiązali się przekazać Ukrainie po 52 miliardy dolarów na lata 2026 i 2027. Jednak we wrześniu Kijów zgłosił dodatkowe zapotrzebowanie w wysokości 27 miliardów dolarów na przetrwanie bieżącego roku. Ukraińcy chcieli zatem przesunąć środki z 2027 roku, co, według Mearsheimera, Europejczycy przyjęli z niechęcią, ponieważ oznaczałoby to deficyt w kolejnym roku. Same kraje-darczyńcy borykają się z problemami gospodarczymi.

Każde zniszczenie obiektu pogarsza tę sytuację. Tam, gdzie gospodarka słabnie, spadają dochody podatkowe. Tam, gdzie spada produkcja krajowa, rośnie zapotrzebowanie na dotacje, a te spadają na Europę. Do tego dochodzi jeszcze liczba ludności. Przed 2022 rokiem na Ukrainie mieszkało około 44 milionów ludzi. Liczby na dziś są bardzo zróżnicowane: moderatorka Lena Pietrowa podaje 29 milionów, podczas gdy była rzeczniczka Zełenskiego, Julia Mendel, mówi o 20-25 milionach, z czego połowa jest w wieku emerytalnym. Mearsheimer uważa 25 milionów za prawdopodobną liczbę. Nawet pozostawiając ten przedział otwartym, trend jest wyraźny. Mendel określa strategię Zełenskiego jako „narodowe samobójstwo”, a Mearsheimer zasadniczo się z nią zgadza.

Na froncie brakuje żołnierzy. Wielu mężczyzn uchyla się od poboru, a wielu dezerteruje ze swoich jednostek. Według Mearsheimera, linię frontu utrzymują głównie drony, które wypełniają luki. Bez nich, jak twierdzi, Ukraina „już dawno przegrałaby wojnę”.

Kto płaci, a kto nie?

Tutaj trzeba przyjrzeć się bliżej niż Mearsheimer. Mówi, że Europejczycy nie muszą umierać, że Ukraińcy płacą „krwawą jałmużnę”, a Ukraina jest przez Europejczyków wykorzystywana jako „taran”, by zadać Rosji ból. To prawda, ale to tylko opis. Jako wyjaśnienie, dlaczego Europejczycy mimo wszystko trwają, sugeruje, że „wierzą”, że Rosję można pokonać. To wyjaśnienie psychologiczne: błąd, głupota, fałszywe przekonanie.

Analiza strukturalna stawia inne pytanie. Pyta, kto czerpie zyski z przedłużania wojny, a kto z niej żyje. Chodzi o przemysł zbrojeniowy, który otrzymuje kontrakty na lata; finansowanie, które zamraża i dystrybuuje kapitał za pośrednictwem obligacji i funduszy specjalnych; oraz klasę polityczną, która opiera swoją pozycję na wizerunku wroga. Wojna karmi klasę i robi to tym lepiej, im dłużej trwa i im mniej osiąga rezultatów.

Spójne z tym jest to, że w tej sytuacji Europejczycy dostarczają pieniędzy i retoryki, ale powstrzymują się od tego, co najważniejsze. Wysoka Przedstawiciel UE Kaja Kallas przyznała, że ​​jej apel do państw członkowskich o przekazanie pozostałych systemów obrony powietrznej trafił w próżnię. To logiczne: ci, którzy stale ostrzegają przed rosyjskim zagrożeniem, nie mogą oddać własnej obrony powietrznej. Według Durana, kanclerz Merz przybyła do Kijowa z około miliardem euro, ale bez pocisków rakietowych, radarów ani obrony powietrznej. Wsparcie kończy się tam, gdzie zagroziłoby bezpieczeństwu narodowemu. Jednoczesna remilitaryzacja i deindustrializacja to sprzeczność, której nie rozwiąże żadna przemowa.

Fikcja nieuczestnictwa

Oficjalnie Ukraina nie jest członkiem NATO. Minister spraw zagranicznych Rubio powiedział kilka dni temu, że nie zostanie nim, a prezydent Trump powiedział to samo. W tym samym czasie, po audycjach Durana, przedstawiciele wszystkich 32 państw członkowskich, w tym najwyżsi rangą generałowie Sojuszu, pojawili się w Kijowie z przesłaniem, że więź „staje się coraz silniejsza”. Skoro Ukraina nie jest w NATO, co tam robią ci generałowie?

Mearsheimer udziela odpowiedzi, choć nie nazywa tego wprost. Wskazuje, że Ukraina dokonała inwazji na terytorium Rosji w pobliżu Kurska w sierpniu 2024 roku, a latem 2025 roku, przy wsparciu Zachodu, zaatakowała część rosyjskich strategicznych sił jądrowych – te same systemy, na których opiera się jej odstraszanie nuklearne. Byłoby to nie do pomyślenia w czasach zimnej wojny. Rzecznicy Durana opisują system dowodzenia, kontrolowany z Wiesbaden i Brukseli, i porównują podróż generałów do inspekcji przeprowadzanych przez amerykański personel wojskowy w Sajgonie, gdy sytuacja w Wietnamie eskalowała. Podejrzewają również, że delegacji bardziej zależało na uspokojeniu sytuacji niż na zebraniu informacji.

Formuła „brak członkostwa w NATO” spełnia zatem dwie funkcje jednocześnie. Uspokaja opinię publiczną, podtrzymując wrażenie, że Rosja nie jest stroną wojującą. I pozwala Rosji prowadzić wojnę bez brania za nią odpowiedzialności. Dla Rosji to rozróżnienie jest bez znaczenia. Mearsheimer, który niedawno przebywał w Moskwie, donosi, że Rosjanie postrzegają Europejczyków jako swojego głównego wroga, w tym Brytyjczyków i Niemców, nawet bardziej niż Ukraińców i Amerykanów.

Negocjacje jako wydarzenie inscenizowane

Według Mearsheimera wojna mogła zakończyć się wcześniej. Już w kwietniu 2022 roku, zaledwie kilka tygodni po wybuchu wojny, Rosja i Ukraina prowadziły negocjacje w Stambule i zbliżały się do porozumienia.

Boris Johnson i inni przedstawiciele Zachodu naciskali wówczas na Ukraińców, aby zerwali negocjacje. Rozmowy w Anchorage, które doprowadziły do ​​powstania wstępnych ram, również załamały się. Minister spraw zagranicznych Ławrow oświadczył 7 października, że ​​odpowiedzialność za to ponosi Europa.

Obecna próba zimowego zawieszenia broni podąża tym samym schematem. Według portalu informacyjnego Axios, ma ona na celu wstrzymanie ataków na obiekty energetyczne i transporty zboża oraz ponowne otwarcie portów. W tym celu amerykańscy negocjatorzy spotykają się z przedstawicielami Ukrainy i Europy w Miami, Gerhard Schröder odwiedza Putina z okazji urodzin, a premier Indii Modi wygłosił apel. Uderzające jest to, czyje interesy są poruszane. Zima i amerykańskie wybory uzupełniające 3 listopada wywierają presję na Zachód, a nie na Rosję. Rubio mówi o „patowej sytuacji”, Pieskow się z tym zgadza i nie widzi szans na zawieszenie broni. Rzecznicy Duranu uważają dyplomację za zakończoną i opisują propozycje jako stare pomysły w nowym opakowaniu. Mearsheimer widzi to nieco inaczej: uważa, że ​​w obecnej sytuacji Kijów może poważniej niż dotychczas rozważać negocjacje. Zima pokaże, kto ma rację.

Mit ciosu w plecy już powstaje.

Kiedy porażka staje się oczywista, Zachód potrzebuje kogoś, kogo można obwinić. Rzecznicy Durana przewidują, kto to będzie: Trump. Rozmawiał z Rosjanami w pierwszym roku, a potem skupił się na Iranie; Ukraina poniosła porażkę z powodu niezdecydowanego przywództwa; gdyby wszystko było zapewnione od początku, wszystko poszłoby dobrze. Wniosek jest już wyciągnięty: jeszcze więcej pieniędzy na zbrojenia, a Amerykanie muszą pozostać uwiązani.

To mit o charakterze ciosu w plecy, podobny do tych, które istniały w Niemczech po 1918 roku. Funkcja takich mitów jest zawsze taka sama: chronią one zaangażowanych przed koniecznością ponoszenia odpowiedzialności za własne decyzje i uzasadniają kolejną rundę negocjacji. Mearsheimer wyjaśnia, dlaczego Europejczycy chcą za wszelką cenę utrzymać Amerykanów: postrzegają USA jako gwaranta, że ​​państwa europejskie nie zwrócą się przeciwko sobie, cel, który uspokajał również Związek Radziecki w czasie zimnej wojny, który pragnął nawet dalszego istnienia NATO ze względu na zjednoczone Niemcy. Trump natomiast chce wycofać się z Europy. Strategiczny imperatyw skupienia się na Chinach działa w tym samym kierunku. Jeśli do tego dojdzie, spór o odpowiedzialność za wycofanie połączy się z klęską na Ukrainie.

Co pozostaje

Mearsheimer opisuje punkt wyjścia jako sytuację bez nadziei na europejski porządek bezpieczeństwa, który uwzględniałby Rosję: relacje są zatrute. Uważa decyzję o przyjęciu Ukrainy do NATO za jeden z największych błędów strategicznych w historii nowożytnej, zwłaszcza że Merkel i Sarkozy sprzeciwiali się jej wówczas, a administracja Busha ją przeforsowała. Dziś nie da się tego odwrócić.

Przede wszystkim zima, z którą zmaga się Ukraina, pokazuje, co się dzieje, gdy kraj nie jest podmiotem, lecz towarem w konflikcie toczonym przez innych, którego koszty ponosi. Rachunek jest właśnie pisany. I, jak zawsze, zapłacą ci, którzy go nie rozpoczęli.

Bunt sklepowych zamrażarek

Bunt sklepowych zamrażarek

13. października 2026 Marek Wojcik world-scam/bunt-sklepowych-zamrazarek

Kiedy w poniedziałek rano we francuskich marketach pojawili się pierwsi pracownicy, odkryli, że zamrażarki, zamiast chłodzić, grzały.

Cyberatak we Francji spowodował awarię systemów chłodniczych w supermarketach, co doprowadziło do wzrostu temperatury do 50°C i dotknęło ponad 500 sklepów. Zakłócenie to przerwało łańcuch chłodniczy, co spowodowało konieczność utylizacji ton żywności.
Źródło: Telegram 13.10.2026 r. 08:22.

Osoba bliska premierowi Francji, Sebastienowi Lecornu, poinformowała, że ​​francuska agencja ds. cyberbezpieczeństwa zidentyfikowała już „lukę w oprogramowaniu dostarczonym przez duńską firmę i skontaktowała się z dostawcą”. „Firma współpracuje ze swoimi europejskimi odpowiednikami, gdyż problem może dotyczyć również innych krajów” i stara się „zidentyfikować inne francuskie firmy zaangażowane w tę sprawę, aby je ostrzec” i „zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa” – dodało źródło. Fragment z wczorajszego artykułu na insiderpaper.com: Francuskie supermarkety zostały zamknięte z powodu „bezprecedensowego” cyberataku. Źródło.

„Zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa”? Mamy przecież doskonale wypróbowane metody walki z tym paskudztwem. Proponuję zachowanie odstępu między zamrażarkami. Zgodnie z zaleceniem pana Fauciego tak na 1,5 m. Uchwyty przy drzwiach do zamrażarek trzeba koniecznie zaopatrzyć w maski ochronne. No i najważniejsze: zaszczepić przestarzałe, podatne na ataki urządzenia chłodzące nowoczesnymi szprycami na bazie mRNA. Nie zaszkodziłby także lockdown dla marketów spożywczych. Na co komu przydadzą się podgrzewane mrożonki?

Cyberatak na oprogramowanie duńskiej firmy Danfoss spowodował zakłócenia w działaniu systemów chłodniczych w około 150 sklepach sieci Intermarché i 80 placówkach sieci Carrefour w całej Francji.

Zgodnie z kilkuletnią tradycją zawsze prawdomównych mediów, winnym tego ataku jest bez wątpienia Rosja, a w szczególności Putin. Jak on to robi? I na to pytanie znajdziemy odpowiedź w wiarygodnych źródłach zachodniej propagandy. Otóż w ciemnych podziemiach Kremla, Putin kazał wybudować tajne laboratorium cybernetyczne, gdzie zajmuje się przede wszystkim odzyskiwaniem ze skradzionych na Ukrainie pralek chipów na cele militarne. W wolnych chwilach siada sobie za klawiaturą super komputera i włamuje się do zachodnich sklepów, by zrobić na złość wspaniałym obrońcom prawdziwej demokracji.

Powiecie, przecież ma od tego odpowiednio przeszkolonych fachowców. Pewnie, że ma, ale prawdziwy dyktator nikomu nie ufa i wszystkim musi się sam zajmować.

Putin wywołuje takie alarmy na monitorach porażonych strachem zachodnich korporacji.

Jak na wroga demokracji przystało, Putin potrafi wszystko. Może na przykład spowodować, że twój toster wyrzuci z siebie zamrożone grzanki! Albo pralka odkurzy twoje mieszkanie. W tak absurdalny świat wprowadza nas dzisiejsza telewizja. Musimy się bać i nienawidzić Putina. Na niego trzeba skierować naszą nienawiść za rozkradanie publicznego majątku przez…

Atak cyborga? To przecież nic strasznego – wystarczy zmienić hasło!

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

„Iran powinien zbudować bombę”

„Iran powinien zbudować bombę”:

Wpływowa irańska gazeta wzywa

do opracowania nowej strategii

dotyczącej broni jądrowej

W wielkich czarnych literach gazeta Vatan-e Emrooz z 13 października 2026 roku domaga się : „Iran powinien zbudować bombę”. Gazeta argumentuje, że ataki USA i Izraela wymusiły fundamentalną zmianę irańskiej doktryny nuklearnej. Broń jądrowa jest przedstawiana jako możliwy warunek bezpieczeństwa narodowego.

Nagłówek „Irańska broń jądrowa po wojnie” zajmuje znaczną część pierwszej strony. Pod nim gazeta prezentuje zdjęcie lotnicze zbombardowanego obszaru. Podtytuł zapowiada raport na temat oświadczeń międzynarodowych ekspertów dotyczących konieczności posiadania przez Iran broni jądrowej po wojnie z USA i Izraelem.

Założona w 2008 roku gazeta Vatan-e Emrooz jest jedną z najbardziej znanych konserwatywnych gazet w kraju. Choć nie jest oficjalnym organem władzy, jej poglądy są traktowane poważnie przez establishment polityczny. Dlatego decyzja o umieszczeniu tematu prac nad bombą atomową jako głównego nagłówka jest godna uwagi.

„Stany Zjednoczone same namawiały Iran do zakupu broni jądrowej”.

Gazeta argumentuje, że niedawna wojna zachwiała fundamentalnymi założeniami dotyczącymi militarnej przewagi Stanów Zjednoczonych. Pomimo najnowocześniejszej broni i ogromnych wydatków na obronę, Waszyngton nie osiągnął swoich kluczowych celów wojennych. Co więcej, irańskie ataki rakietowe i kontrola nad Cieśniną Ormuz obnażyły ​​podatność amerykańskich baz i regionalnych szlaków handlowych na ataki.

Kluczowy wniosek: Broń konwencjonalna może nie wystarczyć, aby zapobiec dalszym atakom ze strony USA i Izraela. Vatan-e Emrooz odnosi się do amerykańskiego eksperta ds. energii jądrowej Matthew Bunna z Uniwersytetu Harvarda, który powiedział:

„Ta wojna jeszcze bardziej utwierdziła Iran w dążeniu do osiągnięcia odstraszania nuklearnego”.

Ataki na irańskie obiekty nuklearne nie doprowadziłyby do zaniku istniejącej wiedzy, ale mogłyby zwiększyć motywację do faktycznego rozwijania broni jądrowej.

Mearsheimer: Trump tworzy zachęty do irańskiej bomby atomowej

Cytowany jest również amerykański politolog John Mearsheimer. Według gazety, określił on wojnę z Iranem jako poważny błąd strategiczny Waszyngtonu. USA nie zdołały doprowadzić do zmiany reżimu w Teheranie ani zakończyć irańskiego programu rakietowego i wsparcia dla sił sojuszniczych. Jednocześnie rozwiązania dyplomatyczne stały się trudniejsze. Według Mearsheimera, Trump dał Iranowi i innym państwom silną zachętę do polegania w przyszłości na własnych nuklearnych środkach odstraszających.

Korea Północna jako wzór odstraszania nuklearnego?

Argument ten staje się szczególnie wyraźny w porównaniu z innymi państwami. Vatan-e Emrooz odwołuje się do analiz Chatham House, a także do doświadczeń Iraku, Libii, Ukrainy i Korei Północnej

Podczas gdy Irak i Libia padły ofiarą ataków militarnych, a Ukraina po oddaniu sowieckiej broni atomowej stała się później celem rosyjskiej inwazji, Korea Północna, pomimo swojego programu nuklearnego, uniknęła bezpośredniego amerykańskiego ataku militarnego.

Gazeta cytuje następujące oświadczenie z analizy Chatham House: „Rozmowy nie ochroniły Iranu”.

Wskazuje w ten sposób, że kontakty dyplomatyczne nie mogły zapobiec atakom militarnym. Pytanie zatem brzmi, jaką wartość mają obietnice bezpieczeństwa, skoro nie oferują żadnej ochrony w kluczowym momencie.

„Nie wybór, lecz konieczność”

W ostatniej części gazeta przedstawia własną argumentację dotyczącą polityki bezpieczeństwa. Irańska bomba atomowa nie zagwarantuje wprawdzie absolutnego bezpieczeństwa, ale mogłaby fundamentalnie zmienić kalkulacje potencjalnych agresorów.

Gdyby Waszyngton i Izrael miały świadomość groźby odwetu nuklearnego w odpowiedzi na swoje ataki, mogłyby działać ostrożniej.

Vatan-e Emrooz interpretuje również ostatnie wypowiedzi amerykańskich polityków, w tym ministra spraw zagranicznych Marco Rubio, jako zapowiedź możliwej ponownej konfrontacji.

Gazeta stwierdza, że ​​biorąc pod uwagę istniejące zagrożenia, zmiana doktryny nuklearnej Iranu nie jest już tylko opcją polityczną, lecz koniecznością.

Źródła:

Jeśli wojna nie wystarcza – czy tylko dżuma może pomóc?

Jeśli wojna nie wystarcza – czy tylko dżuma może pomóc?

Date: 12 ottobre 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/jesli-wojna-nie-wystarcza-czy-tylko-dzuma-moze-pomoc

Analiza medialna przypadku dżumy na Syberii i powody, dla których traktuję go poważnie.

Powiedzmy sobie szczerze: jeśli ktoś na Syberii umiera na niezdiagnozowane zapalenie płuc, to nie oznacza to, iż powinienem o tym pisać, a wy – czytać o tym.

Jednak ten przypadek wygląda nieco inaczej. Według doniesień regionalnych mediów, 28-letnia pracownica laboratorium wysokiego bezpieczeństwa biologicznego w Irkucku, Daria Shipilova, mogła zarazić się dżumą płucną po tym, jak w laboratorium pękła probówka. Rosja zaprzecza tym doniesieniom, mimo to kilka szpitali zostało objętych kwarantanną (która została już zniesiona). Należy jednak pamiętać, że co roku na całym świecie na dżumę umiera 60–80 osób. Sto lat temu liczba ta sięgała jeszcze setek tysięcy, głównie w Indiach. Można by więc równie dobrze pisać o gorączce denga na Florydzie. Albo o nowych przypadkach eboli w Kenii.

Dlaczego więc budzi zainteresowanie (wciąż zaprzeczana przez stronę rosyjską) domniemana śmierć badaczki z powodu dżumy w laboratorium o najwyższym poziomie bezpieczeństwa?

Cóż, przede wszystkim dlatego, że Rosja jest w stanie wojny, a jeśli wierzyć Friedrichowi Merzowi, to „z Europą”. A na wojnie zegar tyka zupełnie inaczej. Każda wiadomość, która osłabia przeciwnika, jest w wojnie medialnej informacyjnym pociskiem manewrującym. Już z tego powodu potrzebna jest „rosyjska dżuma” (BILD).

Wojna i dżuma: dwa szablony nałożone na siebie

Do tej pory można było z grubsza założyć, że scenariusz wojenny zastąpił scenariusz pandemiczny. Od małpiej ospy po hantawirozę – nic już tak naprawdę nie przyciągało uwagi mediów. Zapas zainteresowania pandemią został całkowicie wyczerpany. Po koronawirusie przyszła Ukraina, a po wirusie – „nowy wróg”: Rosja. Jednak temat wojny budzi obecnie jedynie ograniczone zainteresowanie (pomimo nowej mody niektórych polityków na stroje w kamuflażu); panuje zmęczenie wojną i postawa sprzeciwu. Młodzi ludzie wychodzą na ulice, protestując przeciwko poborowi do wojska i wojnie. Zamiast „Marsz w równym kroku!” zaleca się Merzowi: „Idź się pieprzyć!”

Zarówno temat wojny, jak i temat pandemii potrzebują więc w tej chwili „dawki przypominającej”. W przypadku narracji obowiązuje ta sama zasada co w przypadku wirusów: mikroorganizm (temat) nic nie znaczy, liczy się tylko otoczenie. Więc czy nie należałoby nałożyć na siebie tych dwóch szablonów, zgodnie z mottem „podwójna ochrona jest lepsza”? – W ten sposób wkraczamy na pole wojny biologicznej. Najpierw wrogiem był wirus, teraz pojawia się niebezpieczna bakteria „pochodząca od wroga”. Narracja jest zbyt atrakcyjna, by nie wykorzystać jej propagandowo i nie podkręcić jej skuteczności. Dżuma („czarna śmierć”) pozostawiła w średniowiecznej Europie ślad spustoszenia; samo to pojęcie wywołuje głęboko zakorzenione traumy i lęki.

W polityce nie ma przypadków. A kiedy w mediach nagle pojawia się zbyt wiele „przypadków”, zawsze należy nabrać czujności.

Wyznaczanie agendy

Samo podniesienie tematu jest sygnałem. „Tagesschau” o tym informuje. Waszyngton jest „bardzo zaniepokojony”, Pekin również, a WHO obserwuje sytuację i czeka na odpowiedzi. Jeśli wszystkie trzy strony jednocześnie interesują się przypadkiem zgonu na Syberii, to jest to albo poważny sygnał medyczny, albo poważny sygnał polityczny. Z całą pewnością jest to poważny sygnał medialny.

“Kotwiczenie”

Ten sygnał potrzebuje teraz „kotwicy”: Taylor Swift i Zełenski wprowadzili termin „pacjent zero” do Google Trends praktycznie w tym samym czasie, co wypadek w laboratorium. Obraz Putina jako „pacjenta zero” wojny jest zresztą co najmniej nieco wypaczony. „Pacjent zero” to zazwyczaj pierwsza ofiara choroby, a nie główny wróg. Być może po kilku kreskach kokainy taki obrazek wydaje się bardziej sensowny. Także tekst piosenki Swift „Patient Zero” bardzo trudno jest logicznie powiązać z tematem utworu, który dotyczy jakiegoś złamanego serca. W każdym razie, godne uwagi jest to, że kiedy w Wuhan coś uciekło z laboratorium, każde pytanie na ten temat przez lata uznawano za teorię spiskową. Jeśli chodzi o Irkuck, to odpowiada się na pytanie, zanim jeszcze zostanie zadane.

substack.com/@miloszmatuschek/note

“Kadrowanie”

Jeszcze ważniejsze jest jednak to, że istnieje swego rodzaju schemat narracyjny, coś w rodzaju scenariusza. Coś pobudzającego wyobraźnię. Taki scenariusz podaje nam na srebrnej tacy dziennikarka głównego nurtu Annie Jacobsen. https://en.wikipedia.org/wiki/Annie_Jacobsen

Jej książka „Biological War” (nawiązująca do „Nuclear War”) ukazała się 28 lipca, a w ostatnich tygodniach była mile widzianym gościem w różnych programach informacyjnych. Warto przypomnieć: w czasie pandemii koronawirusa równolegle kręcono film o pandemii, jakby na zamówienie. Klaus Schwab wkrótce potem wydał książkę „Great Reset”. Programowa półfikcja jako przygotowanie do faktów nie jest dla mnie przypadkiem, lecz gatunkiem literackim. Ustalanie narracji to wytyczanie kierunków w mediach, w ramach których można dyskutować o problemie i rozwiązaniu.

Scenariusz Jacobsen wygląda następująco (moje komentarze w nawiasach):

  • W laboratorium o najwyższym poziomie bezpieczeństwa (BSL-4) rosyjskiego Instytutu Vector w Kolzowie na Syberii w mroźną styczniową noc dochodzi do wybuchu. W wyniku tego zdarzenia na zewnątrz przedostaje się syntetycznie zmodyfikowana odmiana bakterii Yersinia pestis. (Wszystko się zgadza: Syberia, Yersinia pestis, laboratorium o najwyższym poziomie bezpieczeństwa i oczywiście w styczniu panuje tam przenikliwy mróz – „Winter is coming”).
  • Zakaźność jest znacznie zwiększona: zamiast naturalnego współczynnika reprodukcji wynoszącego od 1,3 do 3,5, wartość ta wynosi średnio 11, a w ciasnych pomieszczeniach dochodzi do nawet 44 kolejnych zakażeń na osobę. (Co może zrobić państwo, aby spłaszczyć krzywą zachorowań: lockdowny, stan wojenny i stan wyjątkowy, a może przełożenie najbliższych wyborów?)
  • Wbudowana pułapka: czynnik chorobotwórczy zawiera obcy materiał wirusowy, który uaktywnia się dopiero po podaniu antybiotyku i prowadzi do śmierci. Leczenie zabija więc pacjenta, a nie chorobę. (Ergo: antybiotyki są nie tylko nieskuteczne, ale i szkodliwe; potrzebne jest coś innego. Co to mogłoby być? – Może szczepionka?)
  • Pacjentem zerowym w powieści Jacobsen jest naukowiec pracujący w instytucie, który udaje się do kościoła i tam zaraża kolejną grupę osób, po czym wycofuje się do lasu.
  • Znajduje go dziesięciu myśliwych, którzy zarażają się, a następnie rozlatują się po całym świecie przez Nowosybirsk. (A gdzieżby indziej – bo kto wraca do domu z łupem po wyprawie myśliwskiej?)
  • Pewien przedsiębiorca wraz z synami przenoszą patogen do Santo Domingo, co skutkuje setkami zakażeń w siłowni i restauracji.
  • Myśliwy z Syberii, mając 39 stopni gorączki, tańczy w dyskotece we Frankfurcie, a następnie wsiada do samolotu lecącego do Dallas z 420 pasażerami na pokładzie, gdzie wybucha epidemia dżumy płucnej. (Moim zdaniem Hollywood powinno tu nieco poprawić scenariusz: Syberia, Frankfurt, Dallas…).
  • W Los Angeles zdarzenie typu „superspreader” wśród 44 bezdomnych w dzielnicy Skid Row wywołuje reakcję łańcuchową. (Elita będzie zadowolona, że w końcu coś zrobi porządek z tą nędzą).
  • Moskwa tłumaczy wybuch epidemii skażonym mięsem świstaka z targu i nie ujawnia kodu genetycznego. (Od nietoperza z Wuhan do świstaka na Syberii brzmi mało kreatywnie, ale propaganda potrzebuje rozpoznawalności).
  • Zautomatyzowane badanie krwi w Los Angeles wykrywa nieszkodliwą bakterię; decydujące dni zostają zaprzepaszczone.
  • Krajowe zapasy antybiotyków wystarczą jedynie dla niewielkiej części ludności.
  • Plądrowanie aptek, strzelaniny w punktach wydawania leków, zamieszki
  • Ogniska epidemii na statku wycieczkowym i lotniskowcu, oba objęte kwarantanną (to już jakoś znane).
  • Waszyngton uruchamia plany na wypadek katastrof oraz plany ciągłości działania sił zbrojnych, w tym przeniesienie siedziby rządu.
  • Koniec w „Biologicznym Zmierzchu”: upadek porządku demokratycznego, opieki medycznej i infrastruktury.

Rozwiązanie: “pyszny” zastrzyk mRNA z Izraela?

Mamy również potencjalnego bohatera.

W roku 2023, izraelscy naukowcy opracowali szczepionkę przeciwko Yersinia pestis opartą na mRNA, która wykazała 100-procentową skuteczność u myszy. Badania te prowadzono bezpośrednio pod patronatem Kancelarii Premiera, gdzie do dziś jako trofeum stoi strzykawka firmy Pfizer. Netanyahu był wówczas pierwszym, który oddał swój naród firmie Pfizer do celów testowych. Nie wpłynęło to negatywnie na wskaźnik urodzeń (przynajmniej tam). Wkrótce w Izraelu odbędą się wybory. Na naprawę nadszarpniętego wizerunku prawdopodobnie nie wystarczy izraelski hydraulik, który uratował samolot pasażerski przed katastrofą. Poza tym, szczerze mówiąc, jeśli chodzi o mRNA z Izraela: któż by nie stanął po niego w kolejce?

***

«Broń biologiczna istnieje: zgłaszanie jej nie jest oszustwem

Wąglik w 2001 r., aerozolowy wirus Ebola w 2015 r. oraz SARS-CoV-2 w 2020 r. stanowiły budzące obawy badania nad substancjami podwójnego zastosowania [czynnik zakaźny + szczepionka]. Stany Zjednoczone, Izrael i Rosja prawdopodobnie prowadzą badania nad Yersinia pestis w ramach programu DURC. Jeśli został opracowany szczep odporny na antybiotyki i opracowany w formie aerozolu, oznacza to realne zagrożenie dla ludności, co tłumaczy ogromne inwestycje w szczepionki przeciwko dżumie.»

INFO: freischwebende-intelligenz.org/p/wenn-krieg-nicht-reicht-hilft-dann

babylonianempire.wordpress.com/2026/10/07/co-za-zbieg-okolicznosci-juz-w-roku-2019-swiatowe-elity-przeprowadzily-symulacje-miedzynarodowego-kryzysu-sanitarnego-zwiazanego-z-dzuma-plucna

Ukro-amok trwa w najlepsze. Kolejne 14,6 mln zł dla Kijowa

Ukro-amok trwa w najlepsze. 14,6 mln zł dla Kijowa

magnapolonia/ukroamok-trwa-w-najlepsze-146-mln-zl-dla-kijowa

Ponad 14,6 mln zł z polskiego budżetu przeznaczono na projekty pomocowe realizowane na rzecz Ukrainy. Wśród beneficjentów znalazły się organizacje pozarządowe, które mają wspierać ukraińskich weteranów wojennych oraz ich rodziny. Pieniądze przekazano w ramach programu „Polska pomoc rozwojowa” realizowanego przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych kierowane przez Radosława Sikorskiego. Kolejny raz pojawia się pytanie, jak daleko władze zamierzają posunąć się w finansowaniu potrzeb wschodniego sąsiada i czy przy podejmowaniu takich decyzji równie poważnie traktują interesy własnych obywateli.

W Warszawie ukro-amok trwa w najlepsze. Nowe środki wrzucane do studni bez dna jaką jest Ukraina, mają zostać wykorzystane na rehabilitację żołnierzy, pomoc psychologiczną, wsparcie rodzin oraz ułatwianie byłym wojskowym powrotu do życia cywilnego. Wśród organizacji, którym przyznano dofinansowanie, znalazły się m.in. Fundacja Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej z kwotą blisko 2,2 mln zł, Fundacja Inicjatyw Menedżerskich, której przyznano niemal 2 mln zł, oraz Fundacja HumanDoc, z kwotą 1,2 mln zł. Wymienione dotacje stanowią tylko część pakietu, którego całkowita wartość przekracza 14,6 mln zł.

Nie ma wątpliwości, że ranni żołnierze i ich rodziny mogą potrzebować pomocy. Nie oznacza to jednak, że to polski podatnik powinien finansować takie przedsięwzięcia na rzecz Ukrainy, zwłaszcza gdy państwo nie przedstawia obywatelom pełnego bilansu takich wydatków, a dodatkowo ma poważne problemy z utrzymaniem naszej służby zdrowia. Pomoc humanitarna to jedno, a prowadzenie polityki, w której kolejne zobowiązania wobec Ukrainy stają się automatycznie priorytetem, to zupełnie inna sprawa. Właśnie w tym miejscu potrzebna jest publiczna dyskusja o granicach solidarności i odpowiedzialności za własne państwo.

Polacy również mają liczne problemy wymagające nakładów finansowych. Chodzi między innymi o dostęp do świadczeń zdrowotnych, sytuację osób starszych, koszty życia, potrzeby rodzin oraz kondycję usług publicznych. Każda złotówka wydana przez państwo powinna być oceniana w kontekście konkretnych potrzeb i możliwych alternatyw. Tymczasem w debacie dotyczącej Ukrainy często dominuje przekaz, że kolejne formy wsparcia są oczywistą koniecznością, a pytania o ich zasadność można zbyć odwołaniem do solidarności i straszeniem „ruskimi agentami”. Takie podejście nie zastępuje rzetelnej analizy wydatków.

Dodatkowe wątpliwości budzi argument rządu warszawskiego, że wspieranie ukraińskich weteranów rzekomo leży w interesie Polski, ponieważ po zakończeniu wojny część byłych żołnierzy może przyjechać do naszego kraju, gdzie mieszkają ich bliscy. Przedstawiciele organizacji zaangażowanych w projekty wskazują w ten sposób na możliwe przyszłe „korzyści” związane z udzielaną pomocą.

Nie zmienia to jednak podstawowego pytania: dlaczego polski budżet ma finansować te zadania i jakie konkretne korzyści ma z tego odnieść polskie społeczeństwo? Samo powołanie się na przyszłe wyzwania nie zwalnia władz z obowiązku wykazania celowości wydatków, określenia ich rezultatów i zapewnienia skutecznej kontroli nad przekazanymi pieniędzmi.

Co więcej, weterani okrutnych wojen często mają objawy PTSD, a także skłonność do przemocy. Po co w ogóle ich tu ściągać i narażać własnych obywateli na ich agresję? No i przede wszystkim – o co ci ludzie walczą, skoro po zakończeniu wojny mają wyjeżdżać do Polski? Po co im Ukraina, za którą teraz narażają życie?

Problemem nie jest wyłącznie ta jedna, omawiana wyżej dotacja. Chodzi o szerszy model polityki, w którym Polska angażuje środki, zasoby i instytucje we wspieranie Ukrainy, a jednocześnie obywatele coraz częściej widzą, że ich własne potrzeby są spychane na dalszy plan. Solidarność międzynarodowa nie powinna oznaczać rezygnacji z pilnowania narodowego interesu. Państwo ma obowiązek pomagać w sposób przemyślany i w granicach rozsądku, a nie traktować każdej kolejnej inicjatywy pomocowej jako decyzji, której nie wypada kwestionować.

W przypadku programu finansowanego przez MSZ w stanie ukro-amoku należy domagać się jasnych informacji o beneficjentach, wysokości dotacji, kryteriach ich przyznawania oraz sposobie rozliczenia projektów. Opinia publiczna powinna wiedzieć, jakie rezultaty osiągnięto za miliony złotych i czy wydatki rzeczywiście odpowiadają deklarowanym celom. Bez takiej przejrzystości trudno ocenić, czy mamy do czynienia z działaniami pozorowanymi, na których zarobili „swoi”, dodatkowo ściągając niebezpieczeństwo na zwykłych Polaków. Frontowiec z PTSD to nie zwykły chuligan. To człowiek, który potrafi obsługiwać broń i zabijać.

Ławrow przypomniał o geopolitycznych konsekwencjach fake newsów

Siergiej Ławrow przypomniał o geopolitycznych konsekwencjach fake newsów

W dzisiejszych czasach są one nierozerwalnie związane z kreowaniem przyzwolenia na wojnę.

W zeszłym miesiącu rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow wygłosił przemówienie programowe podczas czwartego międzynarodowego forum ‚Dialogue On Fakes’ (Dialog o Fake Newsach), zorganizowanego przez Global Fact-Checking Network (GFCN). Rozpoczął od ostrzeżenia, że „burzliwe strumienie informacji zalewają życie ludzi, a wykorzystanie nowoczesnych technologii może sprawić, iż każda wiadomość – nawet niesprawdzona czy bezczelnie wprowadzająca w błąd – błyskawicznie dotrze do milionów, jeśli nie miliardów osób”. Następnie osądził ofensywę fake newsów Zachodu przeciwko Rosji w szerszym kontekście strategicznym.

Słowami Ławrowa: „Wojna informacyjna przeciwko nam rozpoczęła się na długo przed specjalną operacją wojskową – tuż po tym, jak Rosja (wraz z objęciem urzędu przez prezydenta Putina na początku lat 2000.) zaczęła uwalniać się od neokolonialnych form współpracy z naszymi zachodnimi partnerami, prowadzić niezależną politykę oraz powracać do swoich tradycji, zwyczajów i korzeni”. Wskazał również, jak fake newsy poprzedziły zachodnią agresję na Jugosławię i Irak, zanim przeszedł do przykładów związanych z Rosją.

Zaliczył do nich m.in. rzekome otrucie Skripalów nowiczokiem, okoliczności odrębnego przypadku otrucia Nawalnego i jego późniejszej śmierci, a także niedawną operację typu false flag  z użyciem dronów na lotnisku w Lipsku. Następnie Ławrow poświęcił wiele uwagi opisowi operacji typu ‚fałszywa flaga’  w Buczy – wydarzenia, o którym Rosja, jak stwierdził, nie chce pozwolić zapomnieć, nawet gdy „temat ten zniknął później z międzynarodowej przestrzeni medialnej, jakby nigdy nie istniał”, ponieważ tak dobitnie ukazuje on zakłamanie Zachodu. Był to również moment o kluczowym znaczeniu historycznym.

Ławrow przypomniał wszystkim, że operacja ‚fałszywej flagi’ w Buczy nastąpiła po wycofaniu się Rosji spod Kijowa w ramach ‚gestu dobrej woli’, mającego ułatwić finalizację toczących się wówczas rozmów pokojowych. Następnie wydarzenie to zostało wykorzystane przez byłego premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona do przekonania Zełenskiego, by wycofał się z tych negocjacji. Gdyby nie przeprowadzono operacji ‚fałszywej flagi’  w Buczy, Zełenski – w oczach opinii publicznej – nie miałby równie przekonującego (pozornie) powodu do kontynuowania walk. Reszta jest historią.

W kontekście zapobiegania podobnym, brzemiennym w skutki historyczne operacjom typu false flag  w przyszłości, Ławrow powiedział: „Istnieje wiele incydentów takich jak Bucza czy innych, o których wcześniej wspomniano. Oczywiście wymagają one dalszego wyjaśnienia. Jestem przekonany, że organizacja będzie zainteresowana tym, by nie dopuścić do zaśmiecania przestrzeni informacyjnej wierutnymi kłamstwami – kłamstwami, które aktywnie podważają dążenie do zacieśniania relacji, normalizacji stosunków i współpracy między wszystkimi państwami, a zamiast tego sieją niezgodę i nienawiść oraz ukrywają prawdę”.

Co tak naprawdę wydarzyło się w Buczy? – Były francuski żołnierz Adrien Bocquet był tam i prawie przypłacił to życiem.

Znaczenie wystąpienia Ławrowa polega na tym, że przypomniał on wszystkim o geopolitycznych konsekwencjach fake newsów; w przypadkach Jugosławii i Iraku doprowadziły one dosłownie do wojen, a w sytuacji konfliktu na Ukrainie – przedłużyły go do tego stopnia, że niemal pół dekady później stał się on de facto wojną bez końca. Fake newsy mogą zatem nieść ze sobą znacznie poważniejsze skutki niż tylko wywoływanie niechęci do jakiegoś kraju, gdyż obecnie są nierozerwalnie związane z kreowaniem społecznego przyzwolenia na wojnę.

Świadomość tego faktu podkreśla znaczenie GFCN. Bez przesady można stwierdzić, że zadania członków tej organizacji dotyczą kwestii o tak wielkiej wadze, jak wojna i pokój. Celem ich globalnej sieci jest szybkie obalanie fake newsów podżegających do wojny – takich jak przykłady wymienione przez Ławrowa – oraz szeroko zakrojone rozpowszechnianie materiałów prostujących wśród odbiorców, których przyzwolenie na nadchodzącą agresję ma zostać uzyskane właśnie za pomocą tych dezinformacyjnych środków. Dzięki temu można by potencjalnie zapobiec niektórym przyszłym wojnom.

uncutnews.ch/lawrow-erinnerte-alle-an-die-geopolitischen-folgen-von-fake-news

Napisał: Andrew Korybko

Opracował: Zygmunt Białas

Rządzą idioci. MEM-y III.

————————–

———————————–

——————————————

————————————-

—————————————————————–

—————————————————

——————————————-

————————————-

Arabia Saudyjska pod presją: Prosi Chiny o pomoc

Arabia Saudyjska pod presją:

Mohammed bin Salman

prosi Chiny o pomoc –

Pakistan i Turcja

odmawiają wojny z Jemenem

Według analityka geopolitycznego Pepe Escobara, eskalacja działań wojennych między Arabią Saudyjską a Jemenem przeradza się w kryzys egzystencjalny dla saudyjskiej rodziny królewskiej. W wywiadzie udzielonym 11 października Escobar relacjonuje prośbę Rijadu o pomoc dla Pekinu, obecność izraelskich oficerów wywiadu w stolicy Arabii Saudyjskiej oraz odmowę Pakistanu i Turcji bezpośredniego udziału w wojnie z Ansar Allah.

Szczególnie istotny jest fakt, że wysoki rangą oficer izraelskiego wywiadu wojskowego miał osobiście uczestniczyć w konsultacjach w Rijadzie.

Arabia Saudyjska najwyraźniej desperacko poszukuje wyjścia z wojny z Jemenem. Według dziennikarza i analityka geopolitycznego Pepe Escobara, władze Arabii Saudyjskiej skontaktowały się bezpośrednio z Chinami i zwróciły się o wsparcie dyplomatyczne. Escobar oświadczył w wywiadzie udzielonym 11 października, że ​​krótko wcześniej otrzymał potwierdzenie tych informacji za pośrednictwem kontaktów w Chinach. Jednak Pekin nie otrzymał oficjalnego potwierdzenia. Interwencja Chin i pośredniczenie w zawieszeniu broni między Rijadem a Ansar Allah, jego zdaniem, stanowiłyby znaczący sukces dyplomatyczny Pekinu i dodatkowo wskazywałyby na zmieniający się układ sił w Azji Zachodniej.

Znaczenie takiego posunięcia wykracza daleko poza Jemen. Chiny utrzymują stosunki z Jemenem od dziesięcioleci, które, według Escobara, sięgają czasów maoizmu. Jednocześnie Arabia Saudyjska jest kluczowym dostawcą energii dla chińskiej gospodarki. Skuteczna mediacja mogłaby ustabilizować stosunki energetyczne i jeszcze bardziej wzmocnić wpływy Pekinu w regionie. Escobar wskazuje również na rosnące znaczenie juana w handlu energią i przewiduje, że w dłuższej perspektywie Chiny mogłyby domagać się całkowitego rozliczenia importu energii z Arabii Saudyjskiej w chińskiej walucie. Jednak chińska mediacja pozostaje możliwością, a nie potwierdzonym porozumieniem dyplomatycznym.

Generał izraelski w Rijadzie: Nowe oznaki współpracy wojskowej

Szczególnie poważne są oświadczenia innego uczestnika rozmowy, który przedstawia się jako „Pan Z” i twierdzi, że ma wysoko postawione kontakty w pakistańskim wywiadzie. Według niego, izraelski generał dywizji z wywiadu wojskowego przebywa w Rijadzie wraz z innymi izraelskimi oficerami wywiadu. Informacje te rzekomo pochodzą od pakistańskiego oficera, który również przebywa w stolicy Arabii Saudyjskiej i miał wgląd w istotne rozmowy. Uczestnik zeznał, że w ciągu kilku godzin dwukrotnie potwierdził te informacje.

Według doniesień, przedstawiciele izraelskiego wywiadu nie tylko pełnią rolę obserwatorów, ale aktywnie uczestniczą w konsultacjach wywiadowczych Arabii Saudyjskiej. Świadkami tej współpracy byli również pakistańscy żołnierze. Escobar postrzega to jako potwierdzenie, że wojna w Jemenie coraz bardziej przekształca się we wspólną operację Arabii Saudyjskiej, Izraela i Stanów Zjednoczonych. Wskazuje na zaangażowanie amerykańskiego regionalnego dowództwa CENTCOM oraz informacje o co najmniej 110 amerykańskich specjalistach, doradcach wojskowych i ekspertach technicznych, którzy podobno zostali już włączeni do operacji saudyjskich.

Dane te opierają się na kontaktach wywiadowczych opisanych w wywiadzie; nie przedstawiono żadnych publicznie dostępnych dowodów potwierdzających obecność izraelskiego generała dywizji ani deklarowanej liczby amerykańskich specjalistów. Jeśli jednak okaże się to prawdą, będzie to świadczyć o znacznie bliższej współpracy operacyjnej między Rijadem a Izraelem, niż oficjalnie przyznawano do tej pory.

Escobar zwraca uwagę, że Arabia Saudyjska zorganizowała międzynarodową koalicję przeciwko Ansar Allah w 2015 roku, w skład której wchodziły Zjednoczone Emiraty Arabskie, i która uzyskała wsparcie Waszyngtonu. Uważa on, że obecna współpraca z siłami amerykańskimi i prawdopodobnie izraelskimi stanowi odrodzenie tej koalicji w zmienionych okolicznościach militarnych. Pomimo wsparcia Zachodu, Arabia Saudyjska od lat nie zdołała ostatecznie pokonać Ansar Allah. Escobar uważa, że ​​kolejna inwazja lądowa jest praktycznie niemożliwa, ponieważ nie ma wystarczającej liczby żołnierzy ani woli politycznej do przeprowadzenia takiej kampanii.

Pakistan i Turcja rysują granicę

Dla Mohammeda bin Salmana sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że, według uczestników rozmów, dwaj ważni partnerzy muzułmańscy nie są gotowi do bezpośredniej wojny z Ansar Allah. Pakistan ogranicza swoją obecność wojskową do ochrony świętych miast Mekki i Medyny. Wojska pakistańskie nie stacjonują na południowej granicy z Arabią Saudyjską i nie biorą udziału w operacjach bojowych przeciwko jemeńskim siłom zbrojnym. Wspomniane pakistańskie myśliwce JF-17 stacjonują również w bazie lotniczej im. Króla Abdulaziza, daleko od granicy z Jemenem.

Ta niechęć jest wyraźnie przypisana w rozmowie wewnętrznej sytuacji politycznej w Pakistanie. Rozmówca wskazuje na dużą populację szyitów w kraju, którą szacuje na około 40 milionów i opisuje jako w dużej mierze wspierającą Jemen. Jego zdaniem bezpośrednie zaangażowanie militarne przeciwko Ansar Allah mogłoby wywołać poważne reperkusje polityczne w kraju. Według jego kontaktów, dowódca armii Asim Munir i minister spraw wewnętrznych Mohsin Naqvi również nie są zainteresowani taką eskalacją. Stanowiska te są jednak ocenami i pośrednio przekazanymi oświadczeniami, a nie oficjalnymi deklaracjami obu polityków udokumentowanymi w wywiadzie.

Escobar opisuje podobne stanowisko wobec Turcji. Opierając się na rozmowach z tureckimi kontaktami, w tym naukowcami i obserwatorami politycznymi, dostrzega niewielkie poparcie w społeczeństwie tureckim dla bezpośredniego zaangażowania w wojnę w Arabii Saudyjskiej. Jego rozmówca twierdzi ponadto, że Ankara jednoznacznie odrzuciła takie zaangażowanie. Według obu mężczyzn oznacza to, że pomimo relacji obronnych, władze Arabii Saudyjskiej nie mogą liczyć na interwencję militarną tych partnerów przeciwko Jemenowi.

Wojna dociera do saudyjskiego centrum władzy.

Podczas gdy Rijad zabiega o wsparcie, sytuacja militarna eskaluje. Escobar nawiązuje do ataku rakietowego na Międzynarodowy Port Lotniczy im. Króla Chalida w Rijadzie, w którym pocisk rzekomo uderzył między terminalami 2 i 3, zabijając, według niego, obywatela amerykańskiego. Ostrzega, że ​​Waszyngton może wykorzystać ten incydent jako pretekst do bezpośrednich ataków na Ansar Allah. Rozmowa nie zawiera niezależnego potwierdzenia liczby ofiar, którą podaje.

Escobar interpretuje jemeńskie ataki jako element strategii, którą Ansar Allah uzasadnia formułą „blokada przeciwko blokadzie” i „lotnisko przeciwko lotnisku”. Po tym, jak saudyjskie ataki dotknęły również lotnisko w Sanie, jemeńskie władze uważają saudyjskie lotniska i instalacje wojskowe za potencjalne cele odwetu. Według Escobara ruch ten znacznie rozszerzył swoje zdolności militarne i realizuje długoterminową, skrupulatnie zaplanowaną strategię, wykraczającą daleko poza pojedyncze ataki rakietowe.

Kontrola nad zachodnim wybrzeżem Jemenu i strategiczną cieśniną Bab al-Mandab ma szczególne znaczenie. Escobar opisuje niedawne zdobycze terytorialne Ansar Allah jako pierwszy etap kompleksowego planu militarnego. Następnie ma nastąpić zdobycie Taiz i Marib, a potencjalnie, w dłuższej perspektywie, ekspansja na południowe regiony przygraniczne Arabii Saudyjskiej. Nawiązuje do historycznych roszczeń terytorialnych Jemenu do trzech południowych prowincji Arabii Saudyjskiej. Przedstawia ideę odzyskania tych terytoriów jako potencjalny, późniejszy etap strategii jemeńskiej, a nie jako już trwającą kampanię.

Według niego, planowanie to opiera się na coraz skuteczniejszej jemeńskiej strukturze wywiadowczej. Osoba kontaktowa w Jemenie wyjaśniła mu, że decyzja o nałożeniu blokady morskiej na Arabię ​​Saudyjską zapadła po tym, jak jemeńskie służby wywiadowcze otrzymały informacje o zbliżającej się, pełnej ofensywie amerykańskiej przeciwko całej tzw. Osi Oporu. Informacje te zostały następnie porównane z Iranem. Escobar przypisuje również wybór konkretnych celów wojskowych, w tym samolotu na saudyjskim lotnisku, podobnym informacjom wywiadowczym.

Walka o władzę w saudyjskiej rodzinie królewskiej?

Według informacji przedstawionych podczas wywiadu, kryzys może teraz ogarnąć sam saudyjski system władzy. „Pan Z” donosi o narastających napięciach między następcą tronu, księciem Mohammedem bin Salmanem, a ministrem obrony, księciem Chalidem bin Salmanem. Podobno doszło między nimi do otwartych starć na tle prowadzenia wojny. W saudyjskim aparacie władzy i wśród wpływowych plemion podobno już formują się różne frakcje.

Osoba udzielająca wywiadu opisuje grupę wokół ministra obrony i inną wokół następcy tronu. Według tej relacji Mohammed bin Salman próbuje wywrzeć większy wpływ na wynik wojny, nie osiągając jednak pożądanych rezultatów. Ta relacja również opiera się wyłącznie na kontaktach wymienionych w wywiadzie i nie może zostać niezależnie zweryfikowana na podstawie transkryptu.

Escobar przypisuje potencjalnej destabilizacji saudyjskiej rodziny królewskiej dalekosiężne znaczenie geopolityczne. Dla niego ród Saudów jest centralnym filarem amerykańskiej potęgi w Azji Zachodniej. Według jego szacunków upadek monarchii nie tylko zmieniłby Arabię ​​Saudyjską, ale także zachwiałby całą regionalną architekturą bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych.

Dlatego opisuje konflikt między Rijadem a Saną jako wojnę, która nabiera coraz większego znaczenia egzystencjalnego dla obu stron.

Iran przygotowuje się do dalszej eskalacji.

Równolegle z wydarzeniami w Jemenie, uczestnicy dyskusji spodziewają się ponownej eskalacji działań wojennych przeciwko Iranowi. Escobar oświadczył, że rozmawiał z irańskimi dyplomatami w weekend. Według niego, w aparacie dyplomatycznym panuje przekonanie o nieuchronności kolejnej wojny. Niektórzy z jego kontaktów spodziewają się eskalacji przed amerykańskimi wyborami uzupełniającymi, inni – bezpośrednio po nich.

Iran jest przygotowany na różne scenariusze i zidentyfikował już cele potencjalnych ataków wyprzedzających, gdyby pojawił się nieuchronny atak amerykańsko-izraelski. Jego rozmówca dodał, że irańscy partnerzy mówili o nowych systemach uzbrojenia, których możliwości mogłyby zaskoczyć przeciwników. Wspomniano o prędkościach Mach 10 i wielu głowicach, ale rozmówcy odmówili podania bardziej szczegółowych informacji na temat tych systemów.

Według tych doniesień Teheran zakłada, że ​​Izrael może próbować sprowokować Waszyngton do kolejnej ofensywy militarnej. Iran spodziewa się zaatakować cele izraelskie, jeśli Izrael weźmie w niej udział. Oświadczenia te odzwierciedlają oceny kontaktów, na które powołują się Escobar i jego rozmówca; nie potwierdzają one ani planowanego ataku amerykańskiego, ani faktycznej gotowości operacyjnej wspomnianych nowych systemów uzbrojenia.

Dla Escobara wydarzenia w Jemenie i Iranie są teraz bezpośrednio powiązane. Wojna z Ansar Allah może stać się punktem wyjścia do znacznie większej konfrontacji regionalnej. Jednocześnie dostrzega on w Jemenie czynnik, który od dawna jest niedoceniany przez rządy Zachodu: organizację polityczną, odporność militarną i gotowość ruchu do kontynuowania przedłużającej się wojny.

Jego wniosek jest daleko idący: w jego ocenie Arabia Saudyjska stoi nie tylko w obliczu porażki militarnej, ale potencjalnie w obliczu kryzysu całej swojej regionalnej potęgi. Fakt, że Rijad podobno prosi Chiny o pomoc, podczas gdy Pakistan i Turcja odmawiają bezpośredniego zaangażowania w wojnę, a przedstawiciele izraelskiego wywiadu rzekomo prowadzą konsultacje w stolicy Arabii Saudyjskiej, podkreśla skalę opisywanej przez niego sytuacji.

Czy Pekin rzeczywiście podejmie się mediacji, czy domniemane wewnętrzne walki o władzę w Rijadzie potwierdzą się i czy Waszyngton ponownie zainterweniuje bezpośrednio w wojnę, pozostaje kwestią otwartą. Na razie pewne jest jedynie to, że Escobar i jego rozmówca ostrzegają przed niebezpieczną eskalacją, której konsekwencje, ich zdaniem, mogą sięgnąć daleko poza granice Jemenu.

=====================================

mail:

Trump mówi: Żadnego ataku na Iran przed wyborami uzupełniającymi

Kołodziejczak?? Nie znam… MEM-y II.

———————————

——————————————————————–

———————————————–

—————————————

——————————–

——————————————

——————–

————————————————

——————————————————–

————————————————–

———————————————

Zdalne sterowanie: Hakerzy uderzyli w setki supermarketów we Francji

Lodówki rozgrzane do 50 stopni.

Hakerzy uderzyli

w setki supermarketów we Francji

Cyprian Gąsiorowskiwt., 13/10/2026 zmianynaziemi/lodowki-rozgrzane-do-50-stopni-hakerzy-uderzyli-w-setki-supermarketow-we-francji

W nocy z 11 na 12 października 2026 roku setki francuskich supermarketów padły ofiarą cyberataku, który sparaliżował ich systemy chłodnicze. Napastnicy zdalnie przejęli kontrolę nad regulatorami temperatury i wymusili ciągły cykl rozmrażania, podnosząc temperaturę w lodówkach i zamrażarkach nawet do 50°C. Gdy rano pracownicy otwierali urządzenia, uderzyło ich gorące powietrze, a część produktów uległa zepsuciu. W niektórych miejscach doszło do drobnych pożarów.

Skala zdarzenia, określonego przez paryską prokuraturę jako „atak na dużą skalę”, objęła kluczowe sieci detaliczne i wywołała straty szacowane na miliony euro.

Najbardziej dotknięte okazały się sklepy należące do Groupement Mousquetaires – Intermarché oraz Netto. Według różnych doniesień ucierpiało od 150 do ponad 300 placówek tej grupy. Coopérative U (sieć Super U, Hyper U i powiązane) zgłosiła około 100 lub mniej obiektów. Carrefour potwierdził problemy w 80 z 6000 swoich sklepów, a Monoprix – w około 5 procentach z ponad 400 placówek. E.Leclerc również odnotował zakłócenia w części punktów. Łącznie, według szacunków opartych na danych sieci, atak objął około 400 sklepów z około 15 tysięcy działających we Francji. Dodatkowe setki placówek pilnie odłączono od internetu, aby ograniczyć ryzyko.

Mechanizm ataku polegał na przejęciu oprogramowania zarządzającego chłodzeniem, dostarczanego przez duńską firmę Danfoss. Systemy te pozwalają zdalnie monitorować i sterować temperaturą jednostek chłodniczych. Hakerzy zmusili urządzenia do ciągłego rozmrażania – funkcji, która w normalnych warunkach działa krótko, by usunąć szron z parowników. Tym razem cykl trwał godzinami (w Intermarché nawet sześć godzin), a temperatura sięgała 50°C. Część jednostek korzystała ze starszych, niewspieranych już wersji oprogramowania (m.in. modele AK-SM 800 i AK-SC 355), które nie otrzymywały aktualizacji bezpieczeństwa. Danfoss potwierdził, że incydent dotyczył ograniczonej liczby systemów z przestarzałym oprogramowaniem układowym i od dawna zalecał klientom migrację do nowszych rozwiązań oraz regularne aktualizacje.

Skutki były natychmiastowe i wymierne. Świeże i mrożone produkty – mięso, warzywa, lody, nabiał – trzeba było wyrzucić, by uniknąć ryzyka zdrowotnego. W dwóch sklepach w Alzacji (Haguenau) straty oszacowano na 270 tysięcy euro. W skali kraju mówiono o milionach euro. Pracownicy i kierownicy opisywali fale gorącego powietrza wydobywające się z otwieranych zamrażarek. Francuskie media, w tym BFMTV, pokazywały m.in. zamrażarkę w alejce z lodami wskazującą 26,5°C. Niektóre placówki zgłaszały też drobne pożary.

Reakcje były stanowcze: Dominique Schelcher, prezes Coopérative U, nazwał atak „skrajnie poważnym i bezprecedensowym”. Podkreślił, że celowanie w urządzenia kluczowe dla przechowywania świeżej żywności i zaopatrzenia Francuzów jest „nieakceptowalne”. Premier Sébastien Lecornu polecił Agencji Narodowej ds. Bezpieczeństwa Systemów Informacyjnych (ANSSI) zbadanie sprawy. Paryska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie ataku na podłączone do sieci lodówki w kilku dużych sieciach. Komisarz UE ds. żywności Christophe Hansen skomentował, że bezpieczeństwo żywnościowe wymaga większej uwagi na wszystkich poziomach, ponieważ „uzbrojenie żywności stało się rzeczywistością”. Danfoss zobowiązał się do wsparcia klientów w przywracaniu bezpiecznych systemów.

[—-] Tak wygląda ta stanowczość eunuchów.

Kokaina Obywatelska. MEM-y I.

——————————————–

——————————————

————————————————

———————————————

—————————————–

[Jednak to przez Internet idzie ta fala zachęty do zbrodni ! MD]

————————————————

———————————

———————————

——————————————————

TikTok „true crime”: Jedna z wylęgarni młodzieżowego terroru

„Wylęgarnia młodzieżowego terroru”. Bosak: Albo TikTok odetnie true crime od polskiej młodzieży, albo powinien zostać wyłączony

12.10.2026 nczas/wylegarnia-mlodziezowego-terroru-bosak-albo-tiktok-odetnie-true-crime-od-polskiej-mlodziezy-albo

Polityk Konfederacji Krzysztof Bosak odniósł się w obszernym wpisie w mediach społecznościowych do zjawiska True Crime Community na TikToku.

Zażądał skorygowania algorytmu platformy albo jej całkowitego zakazu w Polsce. Przekonywał, że proces wciągania młodzieży w fascynację złem należy nazywać „deprawacją”, a nie „radykalizacją”.

Wpis Bosaka to pokłosie fali przemocy, jaka przetacza się przez polskie szkoły. Najpierw mieliśmy do czynienia z atakiem 19-letniego nożownika w jednej ze szkół w Ostrołęce, który ranił dziewięć osób. Dzień później w szkole podstawowej w Leszczydole-Nowinach pod Wyszkowem zaatakował 15-latek. W wyniku tego ataku zginęła 37-letnia woźna, a ranny został m.in. dyrektor placówki, który finalnie obezwładnił nastolatka.

W związku z aktami przemocy, do których doszło na terenie szkół, skontrolowanych zostało dotychczas blisko 80 tys. placówek, zatrzymano 135 osób w całym kraju – poinformowała w poniedziałek z rana policja.

Do sprawy w obszernym wpisie w mediach społecznościowych odniósł się Bosak. Wskazuje na zjawisko True Crime Community, czyli internetowej subkultury skupionej wokół fabularyzowanych opowieści o prawdziwych zbrodniach, która na TikToku przeradza się w miejsce kultu sprawców.

„True Crime Community na TikToku to wylęgarnia młodzieżowego terroru, miejsce wchodzenia w fascynację nim i robienia idoli ze sprawców zbrodni” – napisał Bosak.

Polityk postawił platformie warunek. „Albo TikTok skoryguje swój algorytm (potrzebujemy jawności algorytmów i opcji wyłączenia ich przez użytkownika!) i odetnie te treści z podpowiedzi dla polskiej młodzieży albo powinien zostać wyłączony w Polsce” – zażądał.

Deprawacja kontra radykalizacja

Zdaniem Bosaka dwa pojęcia są błędnie używane zamiennie w debacie o młodzieżowej przemocy.

„Proces wciągania młodzieży w fascynację złem należy nazywać «deprawacją», a nie «radykalizacją»” .

„Deprawacja to rozszerzanie społecznego oddziaływania zła, poprzez oswajanie ze złem, wciąganie w zło, usprawiedliwianie go i estetyzowanie go. Deprawacja może dotyczyć przemocy, używek, seksualności, pieniędzy etc. i nie musi mieć kontekstu ideologicznego” – wyjaśniał polityk.

Radykalizacja to według niego coś innego, to „zmiana przekonań w zakresie wyznawanego światopoglądu lub ideologii, w kierunku bardziej rewolucyjnych celów społecznych i bardziej siłowych metod”. Jak dodał, „zradykalizować może się ktoś, kto wyznaje i praktykuje jakąś doktrynę. Np. od prawicy do prawicowego ekstremizmu, od lewicy do lewicowego ekstremizmu, od umiarkowanego islamu do fundamentalizmu muzułmańskiego, od okultyzmu do satanizmu itd.”.

Na tym tle Bosak ocenił, że ostatnie ataki nastolatków nie noszą znamion radykalizacji ideologicznej. „Ostatnie młodzieżowe akty terroru – z tego co wiemy dotychczas – nie mają żadnej z tych cech. Sprawcy nie działali w celu osiągnięcia jakichkolwiek celów wynikających z ideologii, ale w celu dokonania czegoś ich fascynującego, zdobycia sławy, a być może także w celu przełamania poczucia pustki, cierpienia i bezsensu własnej egzystencji” – pisze.

„Zbrodnia i sława nadające sens ludzkiej egzystencji oraz pobrzmiewający w tle kult siły i pogarda dla norm oraz dla słabości to typowy opis deprawacji” – diagnozuje polityk Konfederacji.

Trzy zastrzeżenia

Bosak zastrzegł jednak, że jego ocena nie jest ostateczna. „Nie wykluczam, że jeszcze wyjadą nowe konteksty ideologiczne i wówczas zastrzegam prawo do zmiany oceny” – napisał.

Druga uwaga dotyczy złożoności internetowych subkultur. „Warto zaznaczyć, że współczesne subkultury internetowe, podobnie jak dawne subkultury młodzieżowe, mogą wymykać się prostym podziałom, a więc być może należy analizować usytuowanie sprawców zbrodni na osi deprawacja–radykalizacja” – podkreśla.

Trzecie zastrzeżenie polityka przenosi ciężar odpowiedzialności na dorosłych i instytucje kultury. „Samo pojęcie «deprawacji» zakłada pierwotne wpojenie norm moralnych przez rodzinę i społeczeństwo, a następnie ich porzucenie. Pytaniem otwartym jest czy proces transmisji norm z pokolenia na pokolenie jeszcze działa?” – pyta Bosak.

Patologia rządzenia w Polsce

Patologia rządzenia w Polsce

Posted by Marucha 2026-10-11 marucha/patologia-rzadzenia-w-polsce

W monografii „Dobro wspólne a rzeczywistość polska. Patologia rządzenia” autorstwa prof. Zdzisławy Janowskiej autorka wykazuje zniszczenia naszej gospodarki po 1989 roku, wyprzedaż Polski. 

Nikt nie poniósł z tego tytułu konsekwencji. Zdzisława Janowska przytacza dowody korupcji, grę interesów przy stanowieniu prawa i dowody łamania etyki przez parlamentarzystów.

Słusznie ostro krytykuje prawne zezwolenie na lobbing, a przede wszystkim nieobecność troski o dobro wspólne w działaniach władzy rozmaitych szczebli. Jednoznacznie stwierdza, że są to patologiczne przejawy władzy.

Zostało przypomniane w książce, że przemiany w roku 1989 miały doprowadzić do poprawy rozwiązań socjalistycznych, zgodnie z programem Solidarności.

Nieoczekiwanie dla społeczeństwa został wprowadzony neoliberalizm ekonomiczny, czyli neokapitalizm. Charakteryzuje go patologia rządzenia, brak szacunku dla człowieka, oddziaływanie niskich wartości, które funkcjonują zamiast wyższych wartości oraz manipulowanie obrazem Polski Ludowej w taki sposób, by nikt nie próbował powrócić do tamtych rozwiązań społecznych i gospodarczych.

Przenika to dzieło patriotyzm wyrażający się w głębokiej trosce o przyszłość Polski. Zdzisława Janowska domaga się kształtowania postaw etycznych od okresu dzieciństwa, oskarżając trafnie edukację za niewyrabianie troski o dobro wspólne. Czytamy w tej książce o niegodnych zachowaniach przedstawicieli wielu grup zawodowych, w tym polityków. Autorka odwołuje się do faktów.

Istotne znaczenie ma troska wyrażona w tym dziele o przyszłość Polski. Zdzisława Janowska uważa, że drogowskazem niezbędnych przemian powinna stać się etyka niezależna sformułowana przez Tadeusza Kotarbińskiego. Świat można inaczej ukształtować. Zależy to od świadomości i charakteru rządzących. Niestety w procesach prywatyzacji gospodarki dobro Polski nie było brane pod uwagę.
[Dlaczego nie etyka chrześcijańska? – admin]

Wprowadzenie własności prywatnej jako jedynej formy własności – a wyrugowanie własności spółdzielczej i dalece ograniczenie własności państwowej – pozwala na nadużywanie tego, co posiada się na własność. Wzgląd na dobro społeczne, czyli dobro wspólne, nie jest brane pod uwagę. Obecnie brakuje społeczników i ich cennej roli.

Autorka rozprawy „Dobro wspólne a rzeczywistość polska” jest wyjątkowym uczonym. Obiektywizm wywodów, niestety, przestał być powszechną właściwością uczonych w naszych czasach. A ponadto prof. Janowska domaga się przestrzegania etyki w każdej sferze życia publicznego, nie bacząc na wyrugowanie filozofii i etyki jako przedmiotów obowiązkowych z nauczania na poszczególnych Wydziałach. Na przykład przyszli sędziowie, notariusze, radcy prawni, prokuratorzy, adwokaci nie mają już wykładu obowiązkowego jakim była filozofia prawa.

W omawianej książce czytamy o niegodnych zachowaniach nauczycieli akademickich, o zachowaniach patologicznych pracowników służby zdrowia i kadr kierowniczych w rozmaitych sferach działalności. Zdzisława Janowska podaje także fakty bezkarnego naruszania godności człowieka w wybranych instytucjach.

Z omawianej rozprawy wynika niezbędność podjęcia debaty o przyszłości Polski we wszystkich dziedzinach, o potrzebie gruntownych przemian. Wymaga to odwagi. Książkę Zdzisławy Janowskiej powinno przeczytać i przemyśleć możliwie najszersze grono osób, a w tym przede wszystkim politycy, dziennikarze a także osoby zaangażowane w działalność publiczną.

Przedmiotem rozważań w monografii są etyczne i moralne zachowania polityków w sytuacji rozwiązywania problemów o wielkiej doniosłości, ważnych dla rozwoju społeczno gospodarczego gminy, regionu i kraju. U podstaw formułowanych treści tkwi teza mówiąca, że różnorodność polityczna w procesie sprawowania władzy nie może przeszkadzać w realizacji idei dobra wspólnego.

Równościowy udział społeczeństwa w procesie podejmowania decyzji w każdej sferze życia, a szczególnie politycznej, jest gwarantem demokracji, a tym samym pokojowego rozwiązywania problemów społeczno gospodarczych. Pokojowe rozwiązywanie przeciwstawnych sobie racji społeczno politycznych, prowadzenie racjonalnej dyskusji i poszukiwanie kompromisu staje się niezbędne do osiągania porozumienia i realizacji idei dobra wspólnego.

Mowa jest o konieczności przestrzegania uniwersalnych norm moralnych, które muszą być jednakowe dla wszystkich. Należy zatem zgodzić się z rozumieniem polityki traktowanej w kategoriach świadomej działalności zmierzającej do określonego celu, jakim jest dobro publiczne. Współczesnego polityka powinny obowiązywać uniwersalne zasady moralne, takie jak: uczciwość, odpowiedzialność, altruizm, obiektywizm, a także wizja dobra publicznego, wyrażona w idei praw człowieka.

W polityce określa się cele ze względu na obronę szeroko rozumianych interesów. Powinny to być interesy o charakterze ogólnonarodowym, dotyczące dobra wspólnego, takie jak: utrzymanie pokoju, dotrzymanie międzynarodowych umów, nakreślanie głównych kierunków rozwoju społeczno-gospodarczego.

Polityk decyduje zatem o sprawach wielkiej doniosłości i musi z tego tytułu ponosić odpowiedzialność. Akceptacja różnorodności politycznej, potrzeba prezentacji różnych poglądów, prowadzenie krytycznej dyskusji stanowi o sile przywódców politycznych sprawujących władzę.

Rzeczywistość polityczna daleka jest jednak od przedstawianych powyżej ideałów. Sięgając do genezy przewrotu politycznego w Polsce należy się zgodzić, że u jego podstaw leżał sprzeciw wobec „podeptanych” uniwersalnych wartości etycznych, takich jak prawda, sprawiedliwość, uczciwość, wolność.

Niestety, zbyt szybko elita solidarnościowa moralnego przełomu zaczęła ewaluować od elity moralności do elity interesu. Chodzi tu o postrzeganie w kategoriach »zła« działań politycznych, wynikających z przedkładania dobra własnego nad dobro wspólne, co prowadzi do wykorzystywania przez polityków dobra publicznego w celu pomnażania dobra własnego. Postawy ludzi nowej władzy degenerują niepostrzeżenie i powoli życie społeczne.

Powszechnie wiadomo, że partie zawłaszczają państwo i lokalną samorządność, a także administrację publiczną oraz gospodarkę. Jeśli działania polityków nie są zakorzenione w rzeczywistych wartościach moralnych, to nadzieje na postęp i ład społeczny, na sprawiedliwość by w życiu zbiorowym było coraz więcej najzwyklejszej ludzkiej przyzwoitości mogą okazać się płonne. Wielu przywódców partii zachowuje się niemal jak udzielni książęta. Uważają, że tylko oni i ich partie mają rację. Tymczasem dobro Polski jest zaniedbywane.

Prowadzone przez autorkę badania tematyczne w Polsce oraz doświadczenia z obserwacji uczestniczącej w życiu społecznym i publicznym pozwalają także na próbę dokonania oceny funkcjonowania samorządu terytorialnego. Stworzone dogodności ustawowe dla decentralizacji władzy w Polsce niestety w wielu przypadkach nie przyniosły oczekiwanych rezultatów społeczno-ekonomicznych. Zarówno władza ustawodawcza (rada gminy) jak i wykonawcza (wójt, burmistrz, prezydent) zbyt często dopuszczają się czynów, nie mających wiele wspólnego z ochroną i dobrem wspólnoty samorządowej. Przedstawione zostały przykłady, dowodzące bezkarności urzędników i radnych w procesie sprawowania władzy i zarządzania majątkiem gminy.

O strategicznym sukcesie gminy decydują kadry: pracownicy urzędów, radni z wyboru, ale przede wszystkim główni decydenci tj. wójt, burmistrz i prezydent. Ich kompetencje i otoczenie w którym działają (wpływy pozytywne i negatywne) oraz walory etyczne mogą kreować (lub nie) odpowiedni klimat dla pożądanego rozwoju gminy.

Niestety w ciągu minionych lat władzy samorządowej w Polsce coraz częściej opinia społeczna jest informowana o patologicznym funkcjonowaniu gminy, zarówno jej organów ustawodawczych jak i wykonawczych. Patologia dotyczy m.in. wykorzystywania posiadanej władzy do zaspokajania partykularnych interesów partii politycznych, a także prywatnych interesów urzędników, radnych i często najwyższych organów wykonawczych.

Władza przestaje być przejrzysta, bowiem dostęp do jawnych źródeł informacji bywa często utrudniany tj. np. do protokołów z posiedzenia rady, komisji tematycznych czy komisji przetargowych. Nie respektuje się postanowień ustawowych takich jak: konieczności odbywania konsultacji społecznych, upubliczniania konkursów kadrowych i ich wyników, jak i informowania społeczeństwa o planach zagospodarowania przestrzennego.

Nagminnym staje się prowadzenie polityki kadrowej (konkursów) pod kątem „swoich” kandydatów. Stąd też nic dziwnego, że upolitycznienie i dysfunkcjonalność samorządu zarówno w sferze doboru kadr i podejmowania kluczowych decyzji (często niweczących rozwój gminy) rodzi uzasadnioną niechęć społeczeństwa do uczestnictwa w wyborach, w których frekwencja niekiedy osiąga zaledwie 30%.

Badania prowadzone w ostatnim dziesięcioleciu dowodzą ponoszenie potężnych strat przez budżet państwa z tytułu korupcji, towarzyszącej życiu publicznemu. Omijanie prawa, łapownictwo, funkcjonowanie grup interesów, łączących przedsiębiorców z urzędnikami to tylko niektóre przykłady działań patologicznych.

Jak wynika z badań inicjowanych przez Bank Światowy, w efekcie korupcji dochodzi do wielkiego marnotrawstwa środków, a w rezultacie ograniczenia zdolności rozwojowych kraju. Często koszty inwestycji przyjmowane do realizacji przez instytucje publiczne przekraczają w 20–30% wartość realną. Choć prowadzi się dochodzenia prokuratorskie i kontrole NIK-u w sprawach korupcyjnych, to tylko część jest rozpatrywana w sądach i ostatecznie karze podlega znikomy procent (tylko 8%).

Polem do działań korupcyjnych w gminach jest proces związany z realizacją inwestycji budowlanych. Sprzyja temu brak planów zagospodarowania przestrzennego i związana z tym potrzeba przyśpieszenia starań np. o pozwolenie na budowę, odrolnienie gruntów itp.

Niepokojącym jest fakt, że w społeczeństwie dominuje przekonanie o łapownictwie jako zakorzenionym obyczaju, niezbędnym dla realizowania własnych spraw i interesów. Badani źle oceniają pracę radnych (38%). Wśród tej grupy aż 54% osobiście zna skorumpowanych radnych. 31% badanych uważa, że w zamian za łapówki radni są gotowi naginać i łamać przepisy prawa, a 58% twierdzi, że radni głównie dbają o interesy partii i ugrupowań, dzięki którym zdobyli mandaty.

Opisując sytuację łapówkową z udziałem radnych, badani wskazywali najczęściej: przydzielanie stanowisk, awansów, dawanie zatrudnienia (18%), wydawanie zezwoleń na różne budowy (17%), przydział mieszkań, gruntów, sprzedaż mienia komunalnego (16%), przetargi (8%).

Badani wystawili ocenę także urzędnikom. I tak blisko 30% badanych wystawiło ocenę złą. Wśród tej grupy 29% twierdzi, że urzędnicy są przekupni i wręczenie im prezentu lub łapówki przyśpiesza załatwienie spraw, 49% uważa, że w załatwieniu sprawy pomagają znajomość i protekcja a 23% sądzi, że świadomie się przewleka i opóźnia załatwienie sprawy wymuszając łapówkę. Sytuacja łapówkowa dotyczy m.in. przyjmowania do pracy (20%), przyśpieszania załatwienia spraw (17%), wydawania pozwoleń na budowę, zmianę warunków zabudowy (11%), przetargów (8%).

Demaskacja nieuczciwych, niemoralnych praktyk korupcyjnych, występujących w miejscu pracy i powiadomienie o nich właściwych organów ma szansę zatrzymać postępujący proces patologizacji. Demaskowanie nieprawidłowości jest właściwym naturze ludzkiej, samorodnym i samodzielnym zjawiskiem społecznym. Jest to „demaskacja w dobrej wierze”, która zatrzymuje procesy prowadzące do często olbrzymich strat w organizacji, a nawet jej upadku.

Rzeczywistość dowodzi, że demaskatorzy działający ze wszech miar słusznie bywają szykanowani, zastraszani i narażeni na różnego rodzaju działania odwetowe. Są oni pozbawieni faktycznej pomocy prawnej. W Polsce przyzwolenie dla działań korupcjogennych sprawia, że instytucja demaskacji społecznej nie cieszy się należytym prestiżem i nie znajduje właściwego miejsca w procesie wychowawczym społeczeństwa.

Inaczej dzieje się np. w Stanach Zjednoczonych, gdzie propagowanie postaw demaskacyjnych, ochrona prawna demaskatorów oraz system bodźców (nagród), premiujących odwagę przynosi pożądane rezultaty. To właśnie dzięki demaskacji społecznej (np. dotyczącej oszustw podatkowych) wzrastają znacząco przychody rządu.

Niestety tego rodzaju działania nie są popularne w Polsce, a przyświecające im szczytne cele często traktowane są jako czyny donosicielskie burzące ład i spokój społeczny. Również nie prowadzi się odpowiednich statystyk dowodzących zachodzenia korelacji między zgłoszeniem nieprawidłowości a wszczęciem odpowiednich działań kontrolnych w instytucjach publicznych. Instytucja demaskacji społecznej nie znajduje właściwego miejsca w polskim ustawodawstwie. W rezultacie osoby spełniające swoją powinność obywatelską są narażane na szykany i działania odwetowe.

Szerząca się patologia życia gospodarczego, politycznego w naszym kraju sięga coraz częściej do instytucji administracji publicznej. Przykłady patologii budzą zrozumiałą niechęć społeczeństwa do aktywnego włączenia się w życie społeczne gminy i kraju.

Szansy na odzyskanie zaufania społecznego upatrywać się winno w:

– nagłaśnianiu i karaniu działań patologicznych, dowodzących „obiektywizmu” władzy prokuratorskiej i sądowniczej;
– upowszechnianiu praktyk i konkursów na „przejrzystą gminę;”
– prowadzeniu ustawicznej powszechnej edukacji na temat zachowań etycznych;
– nadaniu właściwej rangi instytucji demaskacji społecznej.

dr Stanisław Tujaka https://chrobryszlak.pl/

Szef Arabii Saudów jest bardziej podatny na ataki wewnętrzne niż te ze strony AnsarAllah [Huti].

MbS [przywódca Arabii Saudyjskiej] jest bardziej podatny na ataki wewnętrzne niż te ze strony AnsarAllah.

12 października 2026 r.przez Alastair Crooke tkp-at/mbs-ist-intern-staerker-gefaehrdet-als-durch-angriffe-von-ansarallah


Jak pisze Alastair Crooke 11 października 2026 r., „obecny porządek” kolonialny narzucony Azji Zachodniej od ponad wieku osiągnął punkt zwrotny.

W ramach strategii „blokada za blokadą”, „lotnisko za lotniskiem”, AnsarAllah przeprowadził w sobotę trzeci atak na międzynarodowe lotnisko w Rijadzie, zabijając 12 osób (głównie cywilów) i raniąc ponad 300, również głównie cywilów. To, wraz z nasileniem ataków Iranu na tankowce i rozszerzeniem operacji morskich, natychmiast zwiększa presję na prezydenta Trumpa, by zareagował – tuż przed zbliżającymi się wyborami uzupełniającymi.

W miarę trwania konfliktu zbrojnego między Jemenem a Arabią Saudyjską , ta ostatnia coraz bardziej polega na atakach na jemeńskie cele cywilne. Doniesienia potwierdziły , że do września 2025 r. „prawie 15 000 cywilów zginęło w wyniku bezpośrednich działań wojskowych, większość z nich w nalotach przeprowadzonych przez koalicję pod przywództwem Arabii Saudyjskiej ”. Jednak jemeński ruch oporu, czerpiąc z doświadczeń Iranu, zdaje sobie sprawę, że Arabia Saudyjska jest o wiele bardziej bezbronna ze względu na odsłoniętą infrastrukturę energetyczną.

Jeśli Jemen będzie nadal celowo atakował kluczowe saudyjskie obiekty gospodarcze i energetyczne , konsekwencje dla Rijadu będą się mnożyć – pole bitwy będzie coraz częściej areną niszczenia saudyjskiej infrastruktury i cierpienia Zachodu, a nie ofiar cywilnych w Jemenie.

Ten scenariusz może doprowadzić do znacznych strat kapitałowych, kryzysu zadłużenia suwerennego i zmusić Rijad do porzucenia jeszcze większej liczby projektów „Wizji 2030” , na których MbS oparł przyszłość królestwa. [MbS (właśc. Muhammad ibn Salman ibn Abd al-Aziz Al Su’ud) to faktyczny przywódca Arabii Saudyjskiej, książę koronny i premier tego kraju. md]

Arabia Saudyjska nadal zachowuje się tak, jakby mogła ponownie wykorzystać stare recepty sekciarstwa, antyirańskiej propagandy i antyszyickiej narracji, aby utrzymać prozachodnie stanowisko. Jednak te oklepane mantry straciły na skuteczności – nawet wśród znacznej części sunnickiej populacji w regionie.

Obecna sytuacja jest zasadniczo inna. AnsarAllah nie reprezentuje ram dwunastowiecznego islamu szyickiego, który saudyjska propaganda mogłaby łatwo przedstawić jako „irański projekt”. Jemen, rządzony przez AnsarAllah, ma własne ramy ideologiczne, własne tradycje teologiczne, własną historię polityczną i własny system rządów. Ani AnsarAllah, ani szerszego obozu pro-Sana’a nie da się łatwo sprowadzić do pojedynczej sekty czy klasy społecznej.

Krajobraz Jemenu pod rządami AnsarAllah obejmuje sunnitów hanafickich, zajdytów, dżurodijów, ismailitów i inne szkoły myśli islamskiej, przy czym w szerszej strukturze społecznej Jemenu istnieją nawet elementy grup salafickich.

Krótko mówiąc: jeśli MbS nie ulegnie żądaniom AnsarAllah – czego najwyraźniej nie jest w stanie uczynić – konsekwencje mogą przekształcić się w niszczycielską makroekonomiczną reakcję łańcuchową rozgrywającą się w samym sercu modelu gospodarczego państw Zatoki Perskiej; reakcję łańcuchową, która co więcej, jeśli jej dynamika wzrośnie, a zagraniczny kapitał ucieknie z królestwa, doprowadzi do systemowego załamania się całego zachodniego projektu kolonialnego w Zatoce Perskiej.

Paradoks tego dramatu polega na tym, że największe zagrożenie dla MbS nie wynika z ataków AnsarAllah – ani że mogą one sprowokować jego upadek. Nie nastąpi on również na polu bitwy. Zmiana reżimu w Arabii Saudyjskiej nastąpi wskutek jego własnych działań – jego obsesyjnego dążenia do centralizacji władzy.

Nawet Edward Luttwak, znany ze swoich powiązań z zachodnim aparatem bezpieczeństwa, zauważa , że ​​–

„Powodem [bezsilności] Arabii Saudyjskiej w obliczu ofensywy Hutich jest to, że dla rodziny rządzącej królestwem najpoważniejszym zagrożeniem od dawna jest wojskowy zamach stanu – taki jak ten, który zakończył monarchię w Iraku 14 lipca 1958 roku, w wyniku którego zginął każdy członek rządzącej tam rodziny Husajnów”.

W odpowiedzi na to zagrożenie kolejni przywódcy saudyjskiej rodziny rządzącej stosowali najskuteczniejsze dostępne środki: zasadę „dziel i rządź” – nie wobec wrogów zewnętrznych, ale w obrębie własnych sił zbrojnych. Z tego powodu różne jednostki bojowe sił zbrojnych są geograficznie rozdzielone na rozległym terytorium kraju i dowodzone przez różnych książąt, którzy odpowiadają za różne obszary Ministerstwa Obrony, a wszystkie podlegają samemu ministrowi, księciu Chalidowi (młodszemu bratu Mohammeda bin Salmana).

MbS obawia się, że pilot F-15, który nie należy do uprzywilejowanego kręgu oficerów opłacanych przez rodzinę królewską, może zdecydować się na atak na jeden z pałaców książęcych królestwa (zamiast na cel AnsarAllah) – jako preludium do pełnoskalowego buntu wojskowego. To nie jest wydumana groźba – doświadczony saudyjski ekspert wspominał niedawno, że młody saudyjski oficer groził właśnie taką groźbą.

Odcinając się od tradycyjnej opieki plemiennej, w ramach której przywódcy plemienni spodziewali się otrzymać swoją część bogactw naftowych królestwa, konfiskując ziemie plemienne przeznaczone na „prestiżowe projekty” MbS i aktywnie dążąc do przekształcenia podstawowej legitymacji Arabii Saudyjskiej od tradycyjnych sojuszów plemienno-religijnych w stronę nacjonalistycznej, kształtowanej przez młodzież tożsamości skupionej wokół Wizji 2030 , MbS ograniczył wpływy polityczne, jakie historycznie mieli starsi plemienni na dworze królewskim.

MBS narobił sobie wielu wrogów, przekształcając królestwo – nie w państwo narodowe, lecz we własność jednej rodziny. Skoncentrował ogromną władzę polityczną, gospodarczą i w zakresie bezpieczeństwa w obrębie swojej najbliższej gałęzi rodziny i działa jako autorytet absolutny.

Jak pisze jeden komentator —

„Dla tradycyjnych grup plemiennych, takich jak «Anizah», oznacza to, że decyzje polityczne zapadają ściśle od góry do dołu, co nie pozostawia wiele miejsca na tradycyjne budowanie konsensusu lub szczególną autonomię, którą plemiona cieszyły się historycznie”.

Erozja historycznej umowy społecznej pozostawiła po sobie głębokie poczucie niepewności ekonomicznej i utratę prestiżu w tradycyjnych strukturach plemiennych – i w wahhabickim establishmencie religijnym.

W rezultacie —

„ Trwareorganizacjaplemion . W regionach północnych i centralnych pustynne plemiona Szammar i Anizzah podobno zamknęły granice z Jordanią i Irakiem. Na południu górskie plemiona, historycznie związane z AnsarAllah, są bardziej skłonne ignorować granicę z Jemenem niż bronić Korony”.

„Wkrótce dowiemy się, czy istnieją jakiekolwiek podstawy dla [licznych] plotek, jakoby przedstawiciele ponad tuzina plemion saudyjskich spotkali się z przedstawicielami Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej i zaproponowali nowy pakt polityczny – państwo federalne, w którym plemiona będą otrzymywać część dochodów z ropy naftowej i gazu”.

Nie byłoby zaskoczeniem, gdyby w regionie (Syria, Irak itd.) istniały inne plemiona i klany żywiące podobną, tlącą się urazę jak plemiona saudyjskie – urazę, która tli się w ukryciu i wynika z doświadczeń kolonialnej eksploatacji z góry.

Czy w królestwie Arabii Saudyjskiej może dojść do buntu przeciwko MbS? Taka możliwość nie jest bezprecedensowa: kiedy w 1964 roku bezwzględne rządy króla Sauda zagroziły przetrwaniu monarchii, rodzina, wysocy rangą książęta i przywódcy religijni interweniowali, by pozbawić go władzy i wymusić abdykację.

W przypadku upadku rządów rodu Al-Saudów pod przywództwem MbS, nie tylko doprowadziłoby to do upadku projektu kolonialnego w Zatoce Perskiej, ale także zapoczątkowałoby wyścig mający na celu gruntowną reorganizację geopolityczną całego regionu.

Kolonialna „obecna forma”, narzucona Azji Zachodniej od ponad wieku, znajduje się w punkcie zwrotnym. Wszystko jest „w zawieszeniu”. Jak prezydent Trump zareaguje na nasilone ataki AnsarAllah na Arabię ​​Saudyjską? Czy sprowokuje szerszą wojnę w regionie, atakując Iran, Jemen lub Irak? A może zezwoli na zakrojoną na szeroką skalę ofensywę przeciwko AnsarAllah w północnym Jemenie, z udziałem Pakistanu i Izraela? A może w irańskim regionie Sistan-Beludżystan wybuchną niepokoje, ponieważ Pakistan i CIA infiltrują rebeliantów z Beludżystanu przez granice do Iranu, co potencjalnie doprowadzi do strzelanin między Iranem a Pakistanem?

Nie wiemy. Powszechnie przyjmuje się jednak, że obecny kształt regionu został zaprojektowany dla innych, wcześniejszych celów – Bahrajn był częścią Persji przez dwa stulecia przed 1783 rokiem; Kuwejt był dystryktem Basry, dopóki Wielka Brytania nie wytyczyła linii podziału w 1899 roku; Zjednoczone Emiraty Arabskie były „Omanem Trucjalnym” (nadmorskie szejki pod protektoratem brytyjskim do grudnia 1971 roku). Katar początkowo znajdował się pod zwierzchnictwem Bahrajnu, następnie Imperium Osmańskiego, a ostatecznie Wielkiej Brytanii, zanim stał się niepodległym państwem w 1971 roku. Liban i Syria zostały wydzielone z ruin Imperium Osmańskiego przez Francję w 1920 roku. Jordania została ogłoszona „państwem” przez brytyjskiego Wysokiego Komisarza w 1921 roku.

Luttwak ostrzega , że ​​„ostatecznie… spadkobiercy [Al-Saudów] muszą nauczyć się dzielić ogromnymi dochodami Arabii Saudyjskiej z ropy naftowej ze wszystkimi innymi, w przeciwnym razie ryzykują utratą czegoś więcej niż tylko swojego bogactwa”.

Iran właśnie rozpoczął zakrojone na szeroką skalę ćwiczenia wojskowe, a jednocześnie pojawiają się sygnały możliwej, nieuchronnej eskalacji konfliktu izraelsko-amerykańskiego.

Zmiana wydaje się nieunikniona.