Miał zwichnięty bark, pojechał do szpitala.
Zetknięcia z państwową służbą zdrowia
nie przeżył
24.02.2026 zetkniecia-z-panstwowa-sluzba-zdrowia-nie-przezyl

Śmierć po rutynowym zabiegu i kolejne śledztwo prokuratorskie. Pan Maciej poszedł do szpitala ze zwichniętym barkiem, do domu nie wrócił już nigdy. Rodzina walczy o sprawiedliwość.
Dramat rozegrał się w połowie stycznia. 45-letni pacjent zgłosił się do placówki ze zwichniętym barkiem – urazem bolesnym, lecz w standardowych warunkach całkowicie niezagrażającym życiu. Splot niewyjaśnionych wciąż decyzji doprowadził jednak do katastrofy.
Z relacji pracowników oddziału, którzy zdecydowali się zawiadomić organy ścigania, wynika, że lekarz dyżurny miał podjąć decyzję o samodzielnym podaniu znieczulenia ogólnego pacjentowi. Nie wezwał anestezjologa, a potem nie podłączył aparatury monitorującej funkcje życiowe.
Przez blisko dwadzieścia minut pacjent pozostawał poza jakimkolwiek nadzorem medycznym. Gdy personel zorientował się, że mężczyzna nie oddycha, rozpoczęła się dramatyczna walka o jego życie. Reanimacja, tracheotomia przywróciły akcję serca i oddech, jednak mózg został już nieodwracalnie uszkodzony w wyniku głębokiego niedotlenienia i obrzęku. Lekarze nie dawali szans na poprawę stanu zdrowia. Pacjent został przekazany do hospicjum, gdzie po dwóch dniach zmarł.
Rodzina przez długi czas nie wiedziała, co się z panem Maciejem dzieje. Szpital nie udzielał informacji, a o dramatycznym przebiegu wizyty na SOR-ze bliscy dowiedzieli się dopiero od lokalnych dziennikarzy „Gazety Wyborczej”. – Szpital nas po prostu zbył – relacjonują rozgoryczeni.
Autorzy zawiadomienia do prokuratury twierdzą, że lekarz odpowiedzialny za pacjenta próbował po fakcie zastraszyć personel. Miał grozić pracownikom zwolnieniami z pracy, jeśli cała sytuacja „wyjdzie na jaw”.
Dyrekcja Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu unika merytorycznego odniesienia się do zarzutów. W odpowiedzi na szereg pytań wydano jedynie lakoniczny komunikat informujący, że „trwa postępowanie wyjaśniające”. Co zaskakujące, do oświadczenia dołączono nieprzystającą do tragicznych okoliczności wzmiankę, w której placówka chwali się dysponowaniem „jednym z najnowocześniejszych” oddziałów ratunkowych w Polsce.
Śmierć pana Macieja nie jest jedynym wątkiem badanym obecnie przez prokuraturę w tej placówce. Śledczy przyglądają się również sprawie nagłego zgonu pacjentki onkologicznej, przyjętej na oddział z migotaniem przedsionków. Kobieta została umieszczona na zwykłej sali, z dala od dyżurki pielęgniarskiej, bez dostępu do pulsoksymetru czy aparatury monitorującej. Zmarła w nocy, z powodu niewydolności oddechowej, o czym rodzina została poinformowana dopiero rano.