Pedofilia to zbrodnia, nie publicystyka.

Pedofilia to zbrodnia, nie publicystyka.

Jacek Tomczak konserwatyzm/tomczak-pedofilia-to-zbrodnia-nie-publicystyka

W Kanale Zero pokazano rozmowę z córką zwyrodnialca z Kłodzka, który dostał wyrok 25 lat pozbawienia wolności za pedofilię i zoofilię. Ten Coś, dwunóg człekopodobny, sprawca horroru z Kłodzka miał podręcznikowe cechy psychopaty. Wywoływał uzależnienie emocjonalne, straszył, że najbliżsi dziewczyny zginą, jeśli nie będzie się ona poddawać jego odrażającym praktykom, zakładał podsłuchy, montował urządzenia pozwalające ustalić lokalizację najbliższych mu osób. Dodajmy, że policjant, który zapoznawał się z materiałem dowodowym w tej sprawie musiał zacząć chodzić do gabinetu psychologicznego.

Te najbardziej podstawowe, a zarazem najważniejsze cechy, które czynią nas ludźmi uaktywniają się, gdy przeszywa nas ból i współczucie dla zwykłej, młodej dziewczyny, dojrzałej ponad wiek dojrzałością smutną i bolesną. Współczucie dla jej bezsilności, samotności, heroizmu w obronie najbliższych (by zwyrodnialec koncentrował się na niej i nie krzywdził innych – jak dziś wiemy, i tak krzywdził). Współczucie dla krzywdy zwielokrotnionej – przecież psychicznym i fizycznym torturom towarzyszyło poczucie nabywanego piętna, świadomość wyboru między samotnością w cierpieniu a krzywdą najbliższych.

Potępienie zła musi wynikać z wrażliwości na dobro.

Zastanówmy się nad wiarygodnością, autentycznością, szczerością oburzenia. Otóż, trudno uznać je za wynikające z prawdziwego odróżniania dobra od zła wtedy, kiedy nie idzie z nim w parze wrażliwość na krzywdę. Tak, wrażliwość na krzywdę jest punktem wyjścia do oburzenia czynem, często również do oburzenia osobą sprawcy. Oczywiście, relacja między oceną czynu a oceną człowieka to temat na osobne rozważania – na ile nasze czyny nas tworzą, a na ile są efektem chwilowych słabości, okoliczności (i jak odróżnić jedne od drugich).

Co najistotniejsze, potępianie zła musi wynikać z odczuwania dobra i wrażliwości na nie – w przeciwnym przypadku zatraca wymiar moralny i staje się plotką, atakiem, propagandą, nienawiścią. Obawiam się, że rodzima “klasa polityczna” doszła w zacietrzewieniu do pułapu, na którym wrażliwość odbiera się jako słabość.

Zdolność zrozumienia i refleksji nad bólem ofiary jest warunkiem niezbędnym, by potępienie dla sprawcy miało wymiar autentycznie moralny i zarazem moc rażenia. Tylko człowiek uwewnętrzniający choć w części cierpienie skrzywdzonego zachowuje “łączność” między potępieniem a systemem wartości – tylko ktoś taki działa w imię etyki, w oparciu o odróżnianie dobra od zła. Samo potępianie zła, bez wrażliwości na krzywdę, tego niezbędnego komponentu dobra staje się odruchem krzykacza albo – w gorszym przypadku – wyrachowanego politycznego gracza. Taki ktoś nie jest zdolny zrozumieć co właściwie potępia.

Dziewczyna, z którą przeprowadzona została rozmowa, jak i inne skrzywdzone przez zwyrodnialca z Kłodzka osoby są najważniejszymi ludźmi w tej historii – i nad nimi trzeba się pochylić w pierwszej kolejności, jeśli nie chce się całej sprawy traktować instrumentalnie.

Jeśli “lepszość” którejś ze skonfliktowanych stron (tych, którzy używają epitetu “pedofil” i tych, którzy są nim określani) miałaby mieć jakieś oparcie to musiałoby ono tkwić w zrozumieniu i odczuwaniu krzywdy, której druga strona nie próbuje pojąć. Rzecz w tym, że człowiekowi mającemu takie cechy nie o “lepszość” chodzi. Deklarowana “lepszość” tych, którzy oskarżają przeciwników o bycie “pedofilami” tkwi natomiast w czymś od nich zupełnie niezależnym – w nie znalezieniu się w liczącej 20 tysięcy członków partii, której jedna działaczka dostała wyrok w procesie o pedofilię. Przypadek nie buduje “lepszości”. Szczęśliwy traf nie jest źródłem dumy.

Człowiek z wyczuciem podchodzący do takich historii nie będzie zachowywał się tak, jakby się mu one opłacały, jakby tak naprawdę większa liczba ofiar umożliwiała skuteczniejszy atak polityczny.

Takie historie nikomu się nie opłacają.

Jacek Tomczak