Szatan planuje zawsze o krok dalej?

Szatan planuje zawsze o krok dalej?

ks. A.

Oczywiście, że tak.

Ale działanie zwykle ma szczególne „natężenie” w konkretnych okresach roku, zgodnie z kalendarzem satanistycznym/okultystycznym.

Zwróć uwagę na to, że dotknęło to w jednym czasie Uczty i Ciebie, ale także były ataki na życie nienarodzonych, na porządek społeczny etc., bo przełom października i listopada to jeden z najbardziej złowrogich okresów w kalendarzu okultystycznym.

Szczególne znaczenie mają dwie następujące po sobie noce: z 30 na 31 października oraz z 31 października na 1 listopada. Jest to czas symbolicznego panowania śmierci, rozpadu i destrukcji, czas, w którym ciemność występuje przeciwko światłu, a siły zniszczenia zwracają się przeciwko wszystkiemu, co dobre, szlachetne, czyste i wartościowe.

W demonologicznym obrazie świata nie ma przypadkowości. Zło nie działa bez celu. Jego istotą jest nieustanne przeciwstawianie się dobru, niszczenie tego, co zostało stworzone, rozbijanie tego, co połączone, i unicestwianie tego, co mogłoby przynieść człowiekowi duchowy, moralny lub materialny pożytek. Szatan nie jest twórcą. Jest przeciwnikiem stworzenia, burzycielem ładu, siewcą niezgody i ojcem kłamstwa. Nie potrafiąc stworzyć niczego prawdziwie dobrego, dąży do zniszczenia dobra już istniejącego albo do udaremnienia jego narodzin.
Właśnie dlatego przełom października i listopada zajmuje tak szczególne miejsce w mrocznej symbolice okultystycznej. Samhain, dawne celtyckie święto końca jasnej połowy roku, wyznacza granicę między czasem życia i wzrostu a czasem obumierania i ciemności.

W tradycji magicznej jest to okres, w którym zasłona oddzielająca świat widzialny od niewidzialnego staje się najcieńsza, a moce związane ze śmiercią, podziemiem i rozpadem zbliżają się do świata żywych.
Noc z 30 na 31 października otwiera ten złowrogi okres. Jest progiem, na którym dotychczasowy porządek zaczyna ustępować miejsca chaosowi. To czas przygotowania, wyznaczania celów, skupiania niszczycielskiej woli i kierowania jej przeciwko temu, co ma zostać obalone. W symbolice magii destrukcyjnej właśnie wtedy rozpoczyna się proces odcinania, rozdzielania i osłabiania więzi podtrzymujących istnienie rzeczy, spraw i ludzkich przedsięwzięć. I stąd w tym okresie najcięższe ataki na wszystko co prawdziwie dobre.
Noc z 31 października na 1 listopada stanowi kulminację tego mrocznego cyklu.

Samhain jest świętem granicy, śmierci i przejścia, a w jego okultystycznej symbolice koniec jednego porządku otwiera drogę następnym przemianom. To, co ma odejść, zostaje symbolicznie skazane na śmierć. To, co ma przestać istnieć, zostaje odcięte od źródeł swojej trwałości.
W magii destrukcyjnej szczególnego znaczenia nabiera zasada zgodności rytuału z charakterem czasu. Obrzędy mające prowadzić do rozpadu, zerwania więzi, zakończenia działalności, zniszczenia planów i przekreślenia przyszłości zostają wpisane w okres, którego podstawowym znakiem jest śmierć starego porządku. Niszczycielska intencja zostaje w ten sposób zespolona z symboliką obumierającej przyrody, ciemności i przemijania.
W perspektywie demonologicznej nie chodzi przy tym jedynie o niszczenie rzeczy materialnych. Przedmiotem ataku staje się przede wszystkim samo dobro. Może nim być rodzina, miłość, przyjaźń, pojednanie, dzieło religijne, przedsięwzięcie artystyczne, książka, praca naukowa, działalność charytatywna czy każde inne zamierzenie, którego urzeczywistnienie przyniosłoby ludziom pożytek.
Im większe dobro mogłoby wyniknąć z danego przedsięwzięcia, tym bardziej wymowny staje się wymierzony przeciwko niemu akt destrukcji. Zniszczenie rzeczy pozbawionej znaczenia jest bowiem czymś innym niż świadome udaremnienie dzieła, które mogłoby przynieść światło, prawdę, nadzieję lub duchowe ocalenie.
Zło uderza więc nie tylko w to, co istnieje, ale także w to, co dopiero ma zaistnieć. Usiłuje zniszczyć przyszłość, zanim ta stanie się teraźniejszością. Pragnie zgasić światło, zanim rozbłyśnie, odebrać owoc, zanim dojrzeje, i unicestwić dzieło, zanim zostanie ukończone.
W tym właśnie objawia się szczególne okrucieństwo destrukcji duchowej.

Człowiek może utracić nie tylko to, co posiada, lecz również to, co mógłby stworzyć. Może zostać pozbawiony nie tylko owoców własnego wysiłku, ale także możliwości ich wydania. Zło osiąga wówczas swój cel, nie pozostawiając nawet widocznych ruin, ponieważ niszczy coś, co nie zdążyło jeszcze przybrać ostatecznego kształtu.
W tradycji chrześcijańskiej ten niszczycielski charakter działania szatana został wyrażony z niezwykłą mocą w słowach Pana Jezusa: „Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć” (J 10,10). Werset ten, odnoszący się w swoim bezpośrednim kontekście do fałszywych pasterzy, odsłania zarazem obraz działania przeciwnego życiu, które Chrystus przynosi w obfitości.
Kraść, zabijać i niszczyć — oto trzy stopnie destrukcji. Najpierw odebrać człowiekowi to, co posiada. Następnie pozbawić życia to, co w nim wzrasta. Wreszcie doprowadzić do całkowitego unicestwienia dzieła, więzi lub zamierzenia, aby nie pozostał po nim żaden owoc.
W takim rozumieniu zło nie zadowala się częściowym zwycięstwem. Jego ostatecznym pragnieniem jest całkowite przekreślenie dobra. Nie wystarcza mu osłabienie miłości — dąży do nienawiści. Nie wystarcza mu zachwianie zaufania — pragnie zdrady. Nie wystarcza mu opóźnienie szlachetnego przedsięwzięcia — zmierza do jego ostatecznego upadku.
Szczególnie złowroga staje się ta logika wówczas, gdy zostaje związana z obrzędami magicznymi, których celem jest świadome skierowanie niszczycielskiej woli przeciwko drugiemu człowiekowi. Rytuał przestaje być wówczas symbolicznym pożegnaniem przeszłości, a staje się wyrazem pragnienia, aby cudze dobro obróciło się w nicość.

ks. A.