chyba już wszystko do mnie dotarło. Zrozumiałem niemal, co Pan Bóg mi ukazuje, abym wyzbył się tego najbardziej niszczącego mnie grzechu – pychy, która przenikała mnie od urodzenia, spleciona ze mną na poziomie komórkowym, jak trucizna w krwi. Przez lata buntowałem się przeciwko temu, co było niesprawiedliwością wobec mnie, moja krzywdą, obiektywnie. Ale teraz widzę, że ten bunt był tylko przedłużeniem mojej pychy, która pchała mnie ku zgubie.
Muszę się poddać woli Bożej. Inaczej, jako buntownik, zginę. Przyjąłem wreszcie z pokorą to, jak się do mnie odnoszą, jak wyśmiewają, jak mną pogardzają, i co na mnie wymuszono, a co Pan Bóg dopuścił, by mnie ocalić. Przyjmuję to wszystko co tak bolało, co boli.
A ponadto powstrzymuję się odtąd od wszystkich czynności wynikających ze święceń: od Mszy, spowiedzi, błogosławieństw. Niech się dzieje wola Nieba. Pojąłem, że ta pycha musi zgasnąć, jak knot w lampie, abym mógł uratować swoją duszę przed wiecznym potępieniem.
W czymś na kształt wizji – na wpół jawy, na wpół snu, wczoraj nad ranem – zobaczyłem, co mnie czeka, gdybym umarł w tym stanie. Przekazano mi, że nie czeka mnie potępienie, ale nieprawdopodobnie ciężki czyściec.
Nie był to ogień ani ciemna otchłań w sensie fizycznym. To było coś znacznie gorszego: absolutna, dusząca pustka wewnętrzna. Poczucie, że każde moje słowo, każdy gest, każda myśl z tych lat buntu wraca do mnie jak echo w nieskończonej, pustej sali. Żal tak głęboki, że palił od środka, jakby ktoś powoli rozrywał mi sumienie na strzępy. Najgorsze było to, że wiedziałem: to ja sam to sobie zgotowałem.
Żadnych diabelskich widziadeł, żadnych krzyków – tylko ja sam, skazany na wieczną konfrontację z tym, kim naprawdę byłem. Samotność tak całkowita, że nawet Bóg wydawał się oddalony o nieskończoność, mimo że była pewność, że kiedyś będę z Nim.
To nie mogło pochodzić od złego ducha, bo ten by pokazał mi piekło i wzbudził we mnie rozpacz. A tu był tylko ból. Raczej Anioł Stróż lub dusze czyśćcowe, do których od lat mam szczególne nabożeństwo, pozwoliły mi na chwilę dotknąć tej rzeczywistości, abym się mocniej, poważniej wziął za siebie.
Modlę się za Ciebie i proszę, byś ty modlił się za mnie.
Z Bogiem
a