Podobieństwo społeczeństw
dzisiejszych Stanów
i byłego Związku Sowieckiego
Teraz kiedy stopa życiowa w USA zbliża się do poziomu Sowieckiej, poniższy artykuł nie powinien wywołać szoku!
| DR IGNACY NOWOPOLSKI FEB 13 |
Podstawową cechą upodabniającą Amerykę & Sowiety, były rozmiary tych państw. USA są wielkie, ZSRR był ogromny, zajmując 1/6 powierzchni lądowej naszego globu.
Oba państwa były odizolowane od reszty świata. Ameryka oceanami i Arktyką, ZSRR pasmami górskimi na południu, Arktyką na północy, Oceanem Spokojnym na wschodzie i Tajgą na południu.
Jedyną granicą z cywilizowanym światem była zachodnia z Polską.
Co prawda Polska była „pośrednio” (proxy) okupowana przez stacjonujące na jej zachodnich obrzeżach wojska sowieckie, to były one całkowicie odizolowane od Polski, pozostając w koszarach, garnizonach i poligonach Legnicy i okolic.
Sowieci pamiętali trafne powiedzenie towarzysza Stalina, że „zrobić z Polaków komunistów jest tak trudno jak osiodłać krowę”.
Dlatego też wschodnia granica Polski z ZSRR, była de facto kordonem sanitarnym Sowietów, chroniącym ich przez „polską zarazą”.
W kontekście historycznym wojska „Północnej Grupy Operacyjnej”, czyli te stacjonujące w Polsce, były użyte tylko dwa razy do tłumienia buntów na Węgrzech i ówczesnej Czechosłowacji. Nigdy nie wytykały nosa na polskie terytorium.
Nie licząc „kordonu sanitarnego” na granicy z Polską, ZSRR, na podobieństwo Ameryki, był całkowicie izolowany od cywilizowanego świata. Przy czym stwierdzenie to odnosi się wyłącznie do zwykłych obywateli obu państw.
Co prawda metody izolacji obu społeczeństw od cywilizacji były diametralnie różne, to ich efekty praktycznie identyczne.
Przy czym z punktu widzenia ideologicznej propagandy, wyglądały one podobnie. Oba społeczeństwa wierzyły święcie, że żyją w „raju” (komunistycznym, lub odpowiednio kapitalistycznym), przez co nie ma co szukać poza ich granicami. Administracyjne metody były odmienne. W ZSSR był to wspomniany „kordon sanitarny”, a w USA finanse. Przeciętny Amerykanin, nie miał środków finansowych, rozeznania cywilizacyjnego, ani wiedzy by wybierać się w odległy świat. Wyższe (zamożniejsze) warstwy społeczne, studenci (amerykańska „elita intelektualna”) i tym podobni wybierali się periodycznie za granicę. Były to jednak jednostki. Jeśli z 350 milionowej populacji amerykańskiej co roku podróżowało circa 1 miliona, nie stanowi to nawet 1%, ale jest zauważalne w krajach docelowych.
W rezultacie w obu omawianych państwach gros społeczeństwa był całkowicie otumaniony ideologicznie, pewien swej wyższości nad resztą świata.
Truizmem jest stwierdzenie, że stopa życiowa w USA była o niebo wyższa niż w Sowietach. Jednakowoż prymitywizm konsumpcji bardzo podobny.
Przeciętny Sowiet chlał wódkę i zakąszał ogórkiem. Przeciętny Amerykanin wcinał brudnymi paluchami obrzydliwe i szkodliwe dla zdrowia hamburgery i zapijał cienkim piwem.
Nie taka wielka różnica. Oba społeczeństwa oglądały swą telewizję, totalnie kontrolowaną przez władców: komunistyczną partię i globalną oligarchię finansową, odpowiednio, w zależności od omawianego kraju. Warto tu podkreślić, że „elity” rządzące w obu państwach należały do tej samej grupy etnicznej. Rezultaty musiały być więc podobne.
Jednakowoż, ponad nawet najbardziej wyrafinowaną propagandę, sygnały z pustego brzucha, muszą się w końcu przebić. O ile w ZSRR zajęło to około 70 lat, to w USA ćwierć milenium.
Z punktu widzenia Wszechmocnego, są to niezauważalne różnice czasowe . Natomiast dla twórców i wielbicieli obu szatańskich systemów, wieczność w piekle, będzie się zapewne dłużyć.