9:00 – ulepiłam bałwana.
10:10 – koło mojego domu przechodziła feministka i zapytała, czemu to nie bałwanka.
10:40 – ulepiłam bałwankę.
10:45 – moja sąsiadka, też feministka, zaczęła narzekać na zbyt duża klatkę piersiową bałwanki i generalizowanie płci.
11:00 – para gejów mieszkających na przeciwko, rzuciła tylko, że powinny być dwa bałwany.
11:10 – osoba niebinarna zapytała, czemu nie ulepiłam człowieka ze śniegu z doczepianymi częściami.
11:30 – veganka z końca ulicy skrzywiła się na marchewkę, bo marchewka to jedzenie a nie dekoracja.
11:45 – ktoś wyzwał mnie od rasistek, bo bałwan jest biały.
12:00 – małżeństwo muzułmańskie zza rogu powiedziało, że bałwany powinny mieć burki.
12.30 – przyjechała policja, bo ktoś poczuł się urażony.
12:45 – ponownie przyszła sąsiadka feministka i kazała usunąć miotłę z bałwanki, bo to przedstawia kobiety przedmiotowo.
13:00 – przyjechał właściciel wynajmowanego przeze mnie mieszkania i straszy, że mnie wyrzuci.
14:15 – pojawiła się telewizja i zapytali, czy wiem jaka jest różnica między bałwanem a bałwanką. Odpowiedziałam, że śnieżne kulki i uznali mnie za zboczoną kobietę w średnim wieku.
14:50 – jestem w wiadomościach. Przedstawili mnie jako rasistkę podejrzaną o przestępstwa na tle seksualnym, utrudniającą pracę służbom miejskim w trudnych warunkach pogodowych.
15:05 – zapytali, czy ktoś jeszcze brał w tym udział. Aresztowali moje dzieci.