Cud cudów

„Cud cudów”

19.11.2008. https://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=815&Itemid=46

            „Śledztwo” Vittorio Messoriego w sprawie najbardziej wstrząsającego cudu maryjnego

Włodzimierz Rędzioch [z Niedzieli, nr. 51-52, 1998 Przypominam, na stronie jest już coś na ten temat. Warto przeczytać całą książkę! MD]

            „Żaden wierzący nie byłby tak na­iwny, by prosić Boga o przywrócenie mu odciętej nogi. Tego rodzaju cudu, który byłby decydujący, nigdy nie od­notowano. Możemy też spokojnie stwierdzić, że nigdy go nie odnotuje­my”. Są to słowa Felixa Michauda, jed­nego z synów oświecenia, którzy pisali słowo „rozum” dużą literą i odrzucali zjawiska nadprzyrodzone, uważając je za przejaw ciemnoty zabobonnego ludu.

            Inny znany pozytywista i literat, Emil Zola, słynny również z pamfle­tów „kompromitujących” objawienia w Lourdes, napisał z ironią o wotach w grocie Massabielle: „Widzę wiele lasek, wiele kul. Lecz nie zauważyłem ani jednej protezy nogi”.Chciał przez to powiedzieć, że z wielu chorób moż­na się wyleczyć, również dzięki nie znanym jeszcze nauce siłom psychicz­nym człowieka. Lecz odcięta noga to zupełnie coś innego – gdyby nagle odrosła, mielibyśmy do czynienia z cudem, którego rozum nie mógłby podważyć.

            Jednak taki cud wydarzył się w 1640 r. w Hiszpanii, w małym mias­teczku Calandal Przez ponad trzy wieki panowała na ten temat zmowa milczenia. Warto więc dzisiaj przypomnieć to nadprzyrodzone wydarze­nie, którego ówcześni nie wahali się nazwać El milagro de los milagros (cudem cudów). 25 marca 1617 r. w dniu Zwiasto­wania Pańskiego w Calandzie, w pus­tynnym zakątku Aragonii, urodził się Miguel Juan Pellicer, drugie z ośmior­ga dzieci ubogich rolników, Miguela Pellicera Maya i Marii Balasco. Chło­piec był analfabetą i wraz z całą rodzi­ną pracował na roli. Gdy miał 19 lat, opuścił dom rodzinny i udał się do wu­ja, mieszkającego w okolicach miasta Castellón de la Piana, gdzie pracował jako najemny robotnik rolny. Pewne­go letniego dnia w 1637 r. Miguel Ju­an jechał na załadowanym zbożem wozie, z którego spadł i dostał się pod koła. Jedno z nich przejechało mu no­gę tuż pod prawym kolanem. Wuj naj­pierw zawiózł go do szpitala w Castel­lón, a następnie do oddalonej o 60 km Walencji. Zabiegi lekarzy nie odniosły jednak żadnego skutku i stan nogi po­gorszył się. Pellicer, choć bardzo cier­piał, postanowił udać się do Saragos­sy – słynnej ze znakomitego szpitala Real y General Hospital de Nuestra Seńora de Gracia i z sanktuarium Matki Bożej del Pilar, do której żywił on szczególne nabożeństwo.

            Warto dodać, że sanktuarium w Sa­ragossie to jedna z najważniejszych świątyń maryjnych na świecie. Trady­cja głosi, że sanktuarium powstało w miejscu, gdzie w 40 r. Apostołowi Jakubowi ukazała się Matka Boża stojąca na kolumnie (pilar).

            Niestety, tamtejsi lekarze stwierdzi­li rozległą gangrenę i postanowili am­putować Miguelowi nogę. Operacji dokonał znany w całej Aragonii prof. Juan de Estanga wraz ze swymi asy­stentami. Młody praktykant, niejaki Juan Lorenzo Garcia, zakopał odcię­tą „cztery palce pod kolanem” koń­czynę na przylegającym do szpitala cmentarzu.

            Po odbytej operacji Miguel Juan przebywał w szpitalu jeszcze kilka miesięcy, tzn. do wiosny 1638 r. Na­stępnie utrzymywał się z jałmużny (kanonicy opiekujący się sanktuarium Matki Bożej pozwolili mu żebrać przed świątynią). Wszyscy mieszkań­cy Saragossy (miasto liczyło wów­czas ok. 25 tys. mieszkańców) znali tego młodego i pobożnego pordiosero (żebraka), który codziennie rano uczestniczył we Mszy św. przed obli­czem Madonny del Pilar i nacierał swój kikut olejem z lampek oliwnych w świątyni.

            Po dwóch latach takiego życia, za namową księży z rodzinnego miastecz­ka, Pellicer postanowił wrócić do do­mu. Na początku marca 1640 r. roz­począł podróż, która trwała prawie ty­dzień. Chociaż ubodzy rodzice przy­jęli go z otwartymi rękami, Miguel Ju­an nie chciał być dla nich ciężarem, postanowił więc ponownie żyć z jał­mużny. Prosił o nią nie tylko miesz­kańców Calandy, ale także chłopów z okolicznych wiosek, gdzie udawał się na osiołku. Trzeba wyjaśnić, że w owych cza­sach żebractwo nie upokarzało czło­wieka, a wręcz było obowiązkiem lu­dzi kalekich, którzy nie mogli wykony­wać żadnej pracy. Pomaganie żebra­kowi było natomiast wyrazem ewan­gelicznej miłości, a równocześnie sposobem, by zasłużyć na wieczne zbawienie.

            W czwartek 29 marca 1640 r. w Ca­landzie zatrzymał się oddział żołnierzy królewskich, których zakwaterowano w prywatnych domach. Również ro­dzinie Pellicer przydzielono jednego z kawalerzystów – dano mu do dys­pozycji łóżko kalekiego syna, który przygotował sobie posłanie na podło­dze w izbie rodziców. Miguel Juan udał się na spoczynek tuż po godz. 22-giej. Mniej więcej pół godziny później do pomieszczenia, gdzie spał, weszła jego matka. Od razu poczuła miły, lecz nie znany jej zapach, następ­nie zdumiona zauważyła, że spod płaszcza, pod którym spał syn, wysta­ją dwie nogi. Przestraszona, zawołała męża, który stwierdził, że pod płasz­czem leżał rzeczywiście Miguel Juan z cudownie odrośniętą nogą. Sądząc po bliznach na łydce, była to ta sama noga, którą amputowano mu w Saragossie i zakopano na przyszpitalnym cmentarzu trzy lata wcześniej!

            Można sobie wyobrazić, co się póź­niej działo w domu rodziny Pellicer. Owej nocy w Calandzie nikt nie spał. W atmosferze ogólnego podniecenia dyskutowano na temat tego niezwyk­łego wydarzenia, którego wszyscy byli naocznymi świadkami. Ponieważ cudownie uzdrowiony wyjawił, że gdy „odzyskał” nogę, śnił, że znajduje się w kaplicy Matki Bożej dei Pilar i naciera kikut olejem z lam­pek oliwnych, wszyscy zgodnie przy­pisali ten cud wstawiennictwu Naj­świętszej Maryi Panny czczonej w Saragossie.

            Żołnierze, którzy spędzili tę niezwyk­łą noc w Calandzie, roznieśli sensa­cyjną wiadomość po okolicy. Dlatego też już w poniedziałek w miasteczku zjawił się proboszcz z sąsiedniego miasta Mazalon wraz ze swym wika­riuszem i notariuszem miejskim. Miguel Andru, notariusz królewski (nota­rio real), sporządził akt – dokument państwowy – z dokładnym opisem wydarzeń. Świadków cudownego od­zyskania kończyny przez Miguela Ju­ana były tysiące. Pochodzili oni z róż­nych miejscowości regionu i różnych środowisk społecznych, a poza tym byli to ludzie wiarygodni. Nic więc dziw­nego, że mimo rygorystycznie prze­prowadzonego procesu specjalnie powołana komisja kościelna nie miała zbyt wielkich trudności, aby stwier­dzić cudowny charakter wydarzenia.

            To wszystko, co działo się w Calan­dzie i w Saragossie, odbiło się wiel­kim echem w całej Hiszpanii. Wiado­mość o tym niezwykłym cudzie dotar­ła także do króla Filipa IV, który tuż po zakończeniu procesu, jesienią 1641 r., nie zawahał się zaprosić do siebie cu­downie uzdrowionego. W pałacu kró­lewskim w Madrycie miała miejsce niespotykana scena: Filip IV, w obec­ności całego dworu i korpusu dyplo­matycznego, uklęknął przed Pellice­rem i ucałował jego cudownie odzyskaną nogę. Zachował się wykonany przez Felixa Pescadora szkic zaginio­nego dziś fresku, który upamiętnia to wydarzenie.

            Tak jak już wspomniałem na po­czątku, o cudzie w Calandzie szybko zapomniano – poza Hiszpanią. Prze­wodniki turystyczne informują jedy­nie, że Calanda jest miejscem uro­dzenia znanego reżysera Luisa Bu­nuela.

            Dlatego należy wyrazić wdzięcz­ność Vittorio Messoriemu, który „cu­dowi cudów” poświęcił swą nową książkę. Przebywał on kilkakrotnie w Hiszpanii, odwiedzał miejsca zwią­zane z tym nadzwyczajnym wydarze­niem, prowadził skrupulatne poszuki­wania w archiwach państwowych i kościelnych, konsultował się z histo­rykami. Owocem jego pracy jest książ­ka popularyzatorska, napisana z dzien­nikarską werwą, a jednocześnie bo­gato udokumentowana i pełna głębo­kich refleksji. Autor książki udzielił mi wywiadu dla Niedzieli.

* * *

            Włodzimierz Rędzioch: – Od kilku lat na łamach ukazującego się we Włoszech miesięcznika „Je­sus” publikowane są pańskie arty­kuły zatytułowane „Taccuino ma­riano – „Notes maryjny”.  Skąd to zainteresowanie problematyką maryjną?

            Vittorio Messori: – Moja mi­łość do Maryi rodzi się zasadniczo z faktu, że przez Jej ciało został dany nam Chrystus. Wcielenie jest dziełem Boga, lecz realizuje się za pośrednic­twem Maryi, dzięki Jej „fiat„, dzięki Jej pokornemu i całkowitemu przyzwole­niu na plan Boga. Jestem przekona­ny, że w czasach kryzysu wiary, jaki obecnie przeżywamy, docenienie roli i miejsca Matki Bożej to najlepszy sposób, by spotkać Jezusa.

            – W tych dniach ukazała się Pań­ska nowa książka pt. „Il miracolo” („Cud”). Jej podtytuł wyjaśnia, o jaki cud chodzi: „Hiszpania 1640 r. – «śledztwo» w sprawie najbardziej wstrząsającego cudu maryjnego”. W jaki sposób zrodziła się myśl na­pisania tej książki?

            – Książka, w której piszę o najbar­dziej wstrząsającym cudzie maryjnym, powstała prawie przez przypadek. Przeglądając katalog księgarni – antykwariatu, znalazłem wydaną we Fran­cji książkę poświęconą temu właśnie cudowi. Natychmiast ją kupiłem, choć myślałem, że chodzi o jakieś mitycz­ne opowiadanie lub o fakt znany jedy­nie z tradycji ustnej. Przekonałem się jednak, że jest to nieźle udokumento­wane wydarzenie. Udałem się więc do Hiszpanii i w Calandzie – miejsco­wości, gdzie zaistniał cud – próbowa­łem precyzyjnie i skrupulatnie zrekon­struować wszystkie fakty.

            – W tytule Pańskiej książki poja­wia się słowo „śledztwo„. W jaki sposób przeprowadził Pan „śledz­two” w sprawie cudu w Calandzie?

            – Prowadzenie dochodzenia nie było trudne, gdyż zachowało się bar­dzo wiele dokumentów. Już kilkadzie­siąt godzin po wydarzeniu notariusz królewski w obecności licznych świad­ków sporządził akt, który zachował się do dziś. Natomiast kilka miesięcy póź­niej odbył się publiczny proces, za­kończony uznaniem nadprzyrodzone­go charakteru zjawiska. Tyle jest do­kumentów świadczących o cudzie, że żaden uczciwy historyk nie może go negować. Wydarzenie jest tak wyjąt­kowe, tak dobrze udokumentowane, że świadomie możemy dotrzeć do progu Tajemnicy. Na zakończenie ra­cjonalnie przeprowadzonego procesu nasze serce może w pełni dostąpić radości wiary.

            Cud w Calandzie i dochodzenie w jego sprawie – to przykład odkrywa­nia prawdy poprzez rozum i wiarę ­temu właśnie poświęcona jest najnow­sza papieska encyklika Fides et ratio.

            – Hiszpanie nazywają cud w Ca­landzie „cudem cudów”. Jak wyjaś­ni Pan fakt, że ten cud par excel­lence – „cud cudów” jest prawie nieznany poza granicami Hiszpa­nii? Dodam, że w Polsce nic o nim nie wiadomo.

            – Nie należy zapominać, że w la­tach, gdy wydarzył się cud, Hiszpania przeżywała bardzo trudny okres swej historii (krwawa wojna trzydziestolet­nia, powstanie w Katalonii, oderwanie się Portugalii i części Niderlandów). Potem nastały czasy oświecenia, któ­re nie sprzyjały rozpowszechnianiu wiadomości na temat cudu. Ja też nic o tym cudzie nie wiedzia­łem. Lecz Duch Święty tchnie tam, gdzie chce! Może nastały wreszcie czasy, by odkryć na nowo cud w Ca­landzie.

            – Pozwoli Pan, że zacytuję zna­komitego pisarza Gilberta K. Ches­tertona: „Wierzący to człowiek, który akceptuje cud, jeżeli oczywi­stość faktów zmusza go do tego. Natomiast niewierzący to człowiek, który o cudach nie chce nawet dyskutować, ponieważ nie pozwa­la mu na to doktryna, którą wyzna­je i której nie chce się wyrzec”. Nie wydaje się Panu, ze ostatnio my, katolicy, chcemy być wielkimi racjonalistami, a mówienie o cu­dach wprawia w zakłopotanie rów­nież osoby wierzące?

            – Zauważam dziś wśród wierzą­cych dwie przeciwstawne postawy: z jednej strony mamy katolików, którzy zirytowani odrzucają zjawiska nad­przyrodzone, uznając je za niegodne „dojrzałej i dorosłej” wiary, z drugiej ­znajdują się ci, którzy wszędzie szu­kają cudów i wszędzie je widzą. Według mnie, wierzący nie może być zamknięty na znaki, również te nad­przyrodzone, które nam daje Bóg. Co więcej, powinien je doceniać jako owoce Bożej miłości i wsparcie dla naszej wiary i nadziei. Nie można jed­nak popadać w przesadę. Nie zapo­minajmy, że największym cudem jest Zmartwychwstanie Chrystusa i Jego stała obecność w Eucharystii. Jeżeli jednak Bóg pozwala na objawienia maryjne i na cudowne uzdrowienia w miejscach tych objawień, jeżeli daje nam w darze takich ludzi, jak o. Pio, dlaczego nie korzystać z tych darów i nie cieszyć się nimi? Misterium, na­wet w swych nadprzyrodzonych prze­jawach, nigdy nie obezwładnia nasze­go rozumu, który również jest wielkim darem Boga. Nakłania go natomiast pod przewodnictwem Ducha Święte­go do roztropnego, lecz odważnego otwarcia się na coraz to szersze hory­zonty życia wewnętrznego.

            – Pańskie „odkrycie” cudu w Ca­landzie stało się także udziałem Czytelników „Niedzieli” i chciałem Panu za to gorąco podziękować. Korzystam także z okazji, by zaprosić Pana do naszego narodo­wego sanktuarium maryjnego – na Jasną Górę, której Pan jeszcze nie miał okazji nawiedzić, oraz do Re­dakcji „Niedzieli”, której siedziba znajduje się u stóp Jasnej Góry.

Kościół uznał 70-ty cud za wstawiennictwem Niepokalanej z Lourdes

http://www.pch24.pl/francja–kosciol-uznal-70–cud-za-wstawiennictwem-niepokalanej-z-lourdes,58203,i.html#ixzz56sUE2wHP

[Tak sobie zajrzałem do Archiwum… Co i Wam radzę... Kościół to nie tylko ta banda przebierańców koło Franciszka w Watykanie! MD]

===================================

W święto objawień Matki Bożej z Lourdes, biskup diecezji Beauvais – Jacques Benoit-Gonin, ogłosił niewytłumaczalne z lekarskiego punktu widzenia uzdrowienie s. Bernadette Moriau. Jest to 70-ty uznany i oficjalnie potwierdzony przez Kościół cud za wstawiennictwem Maryi Niepokalanej z Lourdes.

Francuska zakonnica ze Zgromadzenia Oblatek Najświętszego Serca Jezusowego s. Bernadette Moriau, cierpiała od końca lat sześćdziesiątych na paraliż okolic lędźwiowych i krzyżowych. Przejawia się on w niedowładzie kończyn dolnych z towarzyszącymi temu licznymi innymi zaburzeniami typu nerwowego. Od 1987 roku, chora nie mogła się niemal zupełnie poruszać.

Do cudownego uzdrowienia doszło 11 lipca 2008. Bp Benoit-Gonin przekazał tę wiadomość dopiero 11 lutego br., we wspomnienie Matki Bożej z Lourdes.

 Diecezja upowszechniła już wideo, na którym zakonnica mówi, że w lutym 2008 jej lekarz namówił ją na pielgrzymkę diecezjalną do Lourdes. „Nigdy wcześniej nie byłam tam jako chora (…), udałam się do tego miejsca, dzieląc radość wszystkich pielgrzymów. Poza tym w 2008 obchodziliśmy 150. rocznicę objawień” – wspominała s. Bernadette. Zaznaczyła, że gdy była w Grocie Objawień poczuła „tajemniczą obecność Maryi i małej Bernardki”, dodając, że „w żadnym wypadku” nie prosiła o uzdrowienie, ale raczej chciała „nawrócenia serca i siły w dalszym znoszeniu choroby”.

 Po powrocie do swej wspólnoty zakonnej w Besles koło Beauvais nastąpiło to, co Kościół katolicki uznał obecnie za 70-ty cud z Lourdes.11 lipca, w czasie naszej godziny adoracji i w łączności z sanktuarium, gdy ponownie czułam w swym sercu tę mocną chwilę przeżywaną w czasie błogosławienia chorych Najświętszym Sakramentem, gdy naprawdę odczuwałam obecność Jezusa, to doświadczenie się powtórzyło. Pod koniec adoracji doświadczam w swym sercu wrażenia ciepła i odprężenia całego mego bytu. Czuję się dobrze” – opowiadała francuska oblatka.

 Dalszy ciąg wydarzeń opisał bp Benoit-Gonin w oświadczeniu oficjalnym nt. cudu. – Po adoracji siostra wróciła do swego pokoju i tam usłyszała wewnętrzne wezwanie do zdjęcia z siebie tego wszystkiego, co miało jej choć trochę ułatwiać życie z chorobą: gorsetu, szyn podtrzymujących jej zwiotczałe kolana, wyłączenia stymulatora nerwowego itd. Uczyniła to i nagle zaczęła chodzić, bez niczyjej pomocy, całkowicie swobodnie. Na świadków poprosiła swe siostry, które nie mogły uwierzyć w to, co się stało – relacjonował biskup.

 Dodał, że zakonnica natychmiast udała się do swego lekarza, który potwierdził zmianę. Podobne orzeczenie wydali specjaliści. Potem uzdrowiona zakonnica stawiła się w Międzynarodowym Biurze Medycznym w Lourdes, które postanowiło rozpocząć procedurę stwierdzenia i określenia cudu.

 Nastąpiła długa seria licznych ekspertyz i badań. Po zgromadzeniu wszystkich materiałów wspomniane Biuro, złożone z lekarzy i specjalistów z wielu krajów jeszcze raz zbadało sprawę i na swym dorocznym zebraniu w dniach 18-19 listopada 2016 niemal jednogłośnie (przy jednym głosie sprzeciwu) orzekło, że uzdrowienie s. Bernadette „jest niewytłumaczalne przy obecnym stanie wiedzy naukowej”.

 Ostateczne uznanie tego orzeczenia lekarskiego za cud należy do władzy kościelnej, która musi to rozpatrzyć z teologicznego punktu widzenia. Biskup Beauvais wyjaśnił, że o całej sprawie powiadomiono go w lutym 2017. Należało też ustalić związek między uzdrowieniem a pielgrzymką siostry do sanktuarium.

 W rozmowie z paryskim dziennikiem „Le Figaro” hierarcha zapewnił, że nie znał wcześniej s. Bernadette, nie mógł więc wypowiadać się na temat jej doświadczeń i osobistych przeżyć. Jednocześnie podkreślił, że „dla Kościoła cud jest działaniem Boga, które mówi coś o Nim i o Jego planie wobec ludzkości”. Dodał, że cuda nierzadko dokonują się za pośrednictwem świętego, do którego się dana osoba modli. „W tym wypadku Bóg zadziałał przez Maryję Pannę, czczoną w Lourdes” – zauważył biskup Beauvais.

  Źródło: KAI WMa

Cud na Jordanie. Woda w rzece, wzburzona jak fale na morzu, zawraca i płynie w przeciwną stronę.


http://prawoslawnikatolicy.pl/category/all/cerkiew/cudowney-znaki-naszej-wiary/
Wody Jordanu w Ziemi Świętej według kalendarza juliańskiego święci w wigilię Chrztu Pańskiego patriarcha Jerozolimy ze strony izraelskiej i biskup Ammanu ze strony jordańskiej. Jordan, w miejscu gdzie przyjął chrzest Zbawiciel, stanowi naturalną granicę między tymi państwami.

Po odprawieniu Liturgii św. Bazylego Wielkiego na polowym ołtarzu patriarcha Jerozolimy Teofil III w uroczystej procesji udał się nad brzeg rzeki, aby dokonać obrzędu wielkiego oświęcenia wód.
Tradycja oświęcenia wód Jordanu sięga bardzo odległych czasów. Jeszcze w XIX wieku patriarcha zanurzał krzyż w wodzie stojąc w łodzi ustawionej na środku rzeki. Dziś krzyż, umocowany na sznurku i udekorowany wiązką kwiatów, patriarcha rzuca do wody na środek rzeki. W taki sam sposób, lecz nieco później, zanurza krzyż biskup Ammanu.
W tym roku na oczach tysięcy pielgrzymów wydarzył się wielki cud. Podczas pierwszego zanurzenia krzyża woda w rzece mocno zawirowała i wzburzyła się. Po trzykrotnym, zgodnie z tradycją, zanurzeniu woda w rzece, wzburzona jak fale na morzu, zawróciła i popłynęła w przeciwną stronę.

Cud ten trwał ponad godzinę. Zebranych ogarnęła wielka radość, ale i wielkie zdumienie. Pielgrzymi w religijnym zachwycie rzucali się do wody, tak że brzeg Jordanu, porośnięty w tym miejscu trzcinami i tamaryszkiem, został zdeptany w jednej minucie. Niektórzy rzucali do wody wiązanki kwiatów i kwiaty te płynęły po wodzie również w przeciwną stronę. Ktoś z pielgrzymów tak zapamiętale rzucił się do rzeki, że zapomniał zdjąć buty. Jeden pantofel popłynął wartko po wodzie także w przeciwną stronę. Gładkie jak lustro wody Jordanu po oświęceniu wzburzyły się…
Całe to zjawisko przypominało obraz z życia pierwszych chrześcijan, kiedy całe zgromadzenie w jedności ducha odczuwało obecność Boga. Nikt nie miał wątpliwości, że „przybliżyło się Królestwo Niebios”.
Cud ten powtarza się każdego roku, lecz nie w takiej skali. Po oświęceniu wody Jordan rzeczywiście zawraca i płynie w przeciwną stronę, jednak fale są niewielkie i zjawisko trwa dosyć krótko, dlatego nie każdy z pielgrzymów może je zauważyć.
Reakcje ludzi na to cudowne zjawisko były różne. Pewien rosyjski dziennikarz, człowiek już starszy, w wielkim zachwycie wykrzyknął: – Ja się po to urodziłem, aby taki cud zobaczyć. Rumuńska zakonnica powiedziała mi, że po powrocie z Jordanu przez trzy dni płakała. Zapytałam ją dlaczego. – Bo Bóg mocą swoją wodę w rzece zawrócił, a ja niegodna, nie boję się Go obrażać codziennie swoimi grzechami – odpowiedziała.
W żadnej Ewangelii nie zachowały się wzmianki o tym, że podczas chrztu Chrystusa woda w rzece zawróciła. Również święta tradycja o tym milczy.
Św. Sofroniusz, patriarcha Jerozolimy (żył w VII wieku), rozumiał słowa psalmu „Morze widziało to i uciekło, Jordan płynął wstecz” (114,3) jako proroctwo, że w czasie chrztu Chrystusa Jordan zawróci i popłynie w przeciwną stronę: „Jordan płynął wstecz, widząc ogień Boży, w ciele schodzącego do niego”. Widocznie w starożytności istniała pewna tradycja, z biegiem czasu zapomniana.
Jest jeszcze inne wytłumaczenie tego cudownego zjawiska. W historii Narodu Wybranego Jordan zawrócił bieg trzykrotnie: przed Arką Przymierza, gdy Jozue wprowadzał do Ziemi Świętej dwanaście pokoleń Izraela (Joz 3,14-17), przed prorokiem Eliaszem, kiedy przechodził Jordan, aby wznieść się do nieba w rydwanie ognistym (2 Krl 2,8) i przed prorokiem Elizeuszem, gdy płaszczem Eliasza rozdzielił Jordan na dwie części (2 Krl 2,14).
Ziemia Obiecana, do której Jozue wprowadzał dwanaście pokoleń Izraela, była starotestamentowym obrazem Królestwa Bożego, a rzeka Jordan jego granicą: „Gdy Izrael wychodził z Egiptu, Dom Jakuba spośród ludu obcego języka, stał się Juda jego świętością, Izrael jego Królestwem. Morze widziało to i uciekło, Jordan płynął wstecz” (Ps 114,1-3).
Dzisiaj również nikt nie wejdzie do Królestwa Bożego, jeśli nie przejdzie przez Jordan, tzn. nie przyjmie sakramentu chrztu, ponieważ baptysteizm symbolizuje Jordan, a chrzest jest sakramentem wprowadzającym na łono Cerkwi.

s. Maria (Jurczuk) Jerozolima Źródło: Przegląd Prawosławny

В КРЕЩЕНИЕ НА РЕКЕ ИОРДАН ЕЖЕГОДНО ПРОИСХОДИТ ЧУДО…Поворот реки Иордан на Крещение (видео, фото)

20.01.2021 https://volnogorskhram.com/%D0%B2-%D0%BA%D1%80%D0%B5%D1%89%D0%B5%D0%BD%D0%B8%D0%B5-%D0%BD%D0%B0-%D1%80%D0%B5%D0%BA%D0%B5-%D0%B8%D0%BE%D1%80%D0%B4%D0%B0%D0%BD-%D0%B5%D0%B6%D0%B5%D0%B3%D0%BE%D0%B4%D0%BD%D0%BE-%D0%BF%D1%80%D0%BE/?fbclid=IwAR2tyN2bQLZeHZdB-Ko1nezFCq7tsbhxbzPYxULUIzTkDbhPsLwhEfIhpTI

=================================

pięć minut

====================

Вхождение Иисуса Христа в воды Иорданские сопровождалось множеством знамений. Река Иордан течет с гор (высотой примерно 400 м), впадает в Генисаретское море (ныне озеро Киннерет), но на протяжении 300 метров не смешивается с его солеными водами, мощным потоком продолжает течение, пока не впадет в Мертвое море.

Река Иордан на карте

Когда Иисус принял крещение и на Него сошел Дух Святой, воды Иордана пошли вспять.

Это река Иордан. Место, где крестился Господь. Видно, как течение меняет направление. Это чудо происходит каждый год на Крещение

По христианской традиции, начиная с IV века,  местом Крещения Господня считается северная оконечность реки Иордан, расположенная в 8 км от города Иерихона вблизи греческого православного монастыря Пророка, Предтечи и Крестителя Господня Иоанна.

Более 2000 лет назад именно здесь произошло первое явление святой Троицы: Иисус Христос принимал крещение от Иоанна Предтечи в водах реки Иордан, когда на Него снизошел Святой Дух в виде голубя, а голос Бога-Отца свидетельствовал: «Сей есть Сын Мой возлюбленный, в Котором Мое благоволение»  (Мф. 3:17). В библейской традиции река Иордан – это граница, знаменующая собой вхождение в Землю Обетованную, которая считается прообразом Царства Небесного, благодати Христовой. Без крещения никто не войдет в Царство Небесное, и в этом таинстве все мы проходим свой Иордан…

Место крещения Христа ныне находится на территории государства Иордании, и местные власти только 19 января позволяют Патриарху совершать на берегу службу и освящать воду.

После молитвы владыки трижды одновременно забрасывают на длинных веревках серебряные кресты с привязанными к ним цветами и зелеными ветвями. Тут же выпускается пара голубей как символ сошествия Святого Духа.

Иерусалимский Патриарх Феофил III

Знамение поворота реки в обратном направлении с тех пор повторяется ежегодно: накануне Крещения православные пускают по реке деревянные кресты с зажженными свечами, река уносит их в Мертвое море, а 19 января неизменно приносит обратно! В этот же день обычно пресная вода Иордана становится соленой…

Множество паломников собираются на берегу

За этим действом следит великое множество приезжих: поэтому имеется колоссальное количество очевидцев, своими глазами видевших, как воды реки поворачиваются вспять, вода «играет», освящаясь святым духом, а ветви деревьев, растущих по берегам, опускаются так низко, что касаются поверхности воды.

Великое чудо и знамение, описанное в Библии, может увидеть множество людей. Как только после молитвы серебряные кресты с обоих берегов Иордана забрасываются в его спокойные воды, на глади реки появляется водоворот – и на несколько минут течение меняется. Над Иудейской пустыней разносится возглас восторга множества паломников. Трудно поверить своим глазам: как две тысячи лет назад, после того как Иисус Христос вошел в эти воды, Иордан снова изменяет свое течение.

Нo на место крещения Господня паломников пускают преимущественно два раза в году — накануне праздника Богоявления, когда совершается Великое освящение воды, и на Страстной седмице. Связано это с тем, что граница между государством Израиль и Королевством Иордания проходит по водам реки Иордан как раз в том месте, где по преданию совершилось Крещение Христово, и вся близлежащая территория находится под строгим контролем пограничников.

С надеждой на чудо

Развалины базилики на месте Крещения Господня

На фото подлинное место Крещения Господа в Иордании, руины древней христианской базилики, в которой отсутствовала алтарная апсида и прямо с алтаря вели ступени в Священный Иордан.

18 января 2021 года, в Крещенский сочельник, начальник Русской духовной миссии в Иерусалимеархимандрит Александр (Елисов) возглавил богослужения навечерия Богоявления в храме мученицы царицы Александры на территории Миссии. Его Высокопреподобию сослужили члены Миссии игумен Никон (Головко), иеромонах Дометиан (Маркарян), иеромонах Афанасий (Букин) и клирик Миссии диакон Илия Драчук.

После заамвонной молитвы был совершен чин великого освящения воды. Затем священнослужители окропили все помещения здания Миссии освященной водой.

В тот же день Блаженнейший Патриарх Иерусалимский Феофил III совершил чин великого освящения воды на месте Крещения Господня на реке Иордан в сослужении иерархов Иерусалимской Православной Церкви, духовенства Святогробского братства и представителей Поместных Православных Церквей в Иерусалиме.

По традиции перед освящением воды был совершен крестный ход. Верующие проследовали от монастыря святого Иоанна Предтечи в Каср-аль-Яхуде к берегу реки Иордан.

В крестном ходе и богослужении приняли участие начальник Русской духовной миссии архимандрит Александр (Елисов) и заместитель начальника Миссии иеромонах Дометиан (Маркарян).

Кондак Предтечи глас 6

Плотскаго Твоего пришествия убоявся,/ Иордан страхом возвращашеся;/ пророческое же служение исполняя,/ Иоанн трепетом спряташеся;/ Ангельския чини ужасахуся,/ зряще Тя, во струях плотию крещаема;/ и вси, сущии во тьме, озаряхуся,// воспевающе Тя, явльшагося и просветившаго вся.