Imperva, Silverfort – a polska „sprawiedliwość”, sądy i system KSeF.

Grzegorz GPS Świderski @gps65

Za całym [??? md] światowym biznesem stoi fundusz Black Rock. A za polską branżą IT stoi słynna izraelska elitarna jednostka 8200 wojskowego wywiadu elektronicznego Izraela. Z afery #KSeF już wiemy, że założycielem firmy Imperva, która dostaje na tacy mapę całej polskiej gospodarki, był Shlomo Kramer, były żołnierz tej jednostki.

Jednak ich macki sięgają dalej. Otóż polskie sądy i Ministerstwo Sprawiedliwości zakupiły rozwiązania firmy Silverfort, które wymuszają sprzętową lub programową autoryzację każdego logowania. Jej właścicielem jest Hed Kovetz, też były żołnierz jednostki wywiadowczej 8200.

To akurat nie jest afera, bo zrobili to poprawnie, to jest usługa on-premise. Niemniej oczywiście ryzyko jest nadal, bo nawet jeśli to tylko kupno software’u, a nie usługi chmurowej, jak w przypadku KSeF, to tam mogą być jakieś backdoory, a Izraelczycy są zdolni do takich numerów, oni nawet mini bomby potrafią do pagerów podkładać, by palce i jaja chirurgom rozwalać.

Logo jednostki wywiadowczej 8200 oraz inne informacje z Wikipedii o tej izraelskiej jednostce.

=================================

Grzegorz GPS Świderski @gps6

Już samo to, że @MF_GOV_PL nigdzie nie przyznaje się do współpracy z firmą #Imperva w kwestii #KSeF, jest skandalem zasługującym na dymisję @donaldtusk’a.

A to, że ta firma ma laboratoria w Izraelu, a posiada ją francuska grupa #Thales zajmująca się wywiadem, to argument za ogromną ostrożnością.

Firma Imperva ma pełny wgląd w polską gospodarkę, widzi metadane wszystkich polskich faktur poprzez system KSeF. A wszystko to jest pod amerykańską jurysdykcją.

Zobaczmy, kto ją założył: Shlomo Kramer jest współzałożycielem firmy Imperva w 2002 roku wraz z Mickeyem Boodaei i Amichaiem Shulmanem. Przed założeniem firmy odbył służbę wojskową w izraelskich siłach obronnych IDF, konkretnie w elitarnej jednostce wywiadowczej Unit 8200. To właśnie tam rozwijał swoje umiejętności w zakresie cyberbezpieczeństwa, zanim w 1993 roku współzałożył pierwszą firmę Check Point Software.

Imperva została sprzedana francuskiemu koncernowi technologicznemu Thales. Transakcja przebiegała dwuetapowo: w 2018 roku amerykańska firma private equity Thoma Bravo kupiła Impervę za 2,1 mld dolarów, a następnie w 2023 roku Thales nabył ją od Thoma Bravo za około 3,6 mld dolarów. Thales sfinalizował przejęcie w grudniu 2023 roku, wcześniej niż pierwotnie planowano. Po przejęciu przez Thales, Imperva nadal utrzymuje znaczące ośrodki badawczo-rozwojowe. Centrum R&D w Izraelu zatrudnia około 500 pracowników i planowano jego dalszy rozwój po zakończeniu akwizycji. Dodatkowo w Indiach działalność Impervy wniosła do Thales około 100 pracowników specjalizujących się w rozwoju oprogramowania. Thales zadeklarował inwestycje w wysokości 4 miliardów euro rocznie w badania i rozwój, zobowiązując się do wspierania klientów Impervy i rozwijania jej rozwiązań poprzez przyspieszone innowacje.

===========================

Grzegorz GPS Świderski @gps65

W odpowiedzi do @AgataJagodzisk1

Problemem nie jest tylko dostęp do treści faktur, ale kontrola nad punktem, w którym ruch sieciowy i metadane spotykają się z obcą infrastrukturą. WAF to nie tylko filtr DDoS, lecz punkt inspekcji protokołu HTTP(s) – wrażliwy także na nagłówki, certyfik

Protest przedsiębiorców przeciwko KSeF. [bandyterka w świetle dnia]

https://reduta.tv/nagranie/protest-przedsiebiorcow-prawicy-przeciwko-ksef

KSeF, to bandyterka w świetle dnia.

Jak państwo niszczy przedsiębiorców

Jak państwo niszczy przedsiębiorców

Łukasz Warzecha


salon24/lukaszwarzecha/jak-panstwo-niszczy-przedsiebiorcow

Różnego rodzaju inspekcje mają tylko jeden cel: znaleźć pretekst, nałożyć kary i ściągnąć kasę do budżetu. To korzyść dla budżetu krótkoterminowa i pozorna, a karani bezwzględnie przedsiębiorcy nabierają słusznego przekonania, że państwo jest ich wrogiem.

Żadna z dwóch partii, cieszących się w Polsce największym poparciem, nie dba o przedsiębiorców – nie mylić z wielkimi korporacjami, bo te akurat mają się jak pączki w maśle.

Najlepszym przykładem jest nadchodzące wdrożenie KSeF, czyli Krajowego Systemu eFaktur. Jak wiele złych dla Polaków rozwiązań – choćby strefy czystego transportu czy system kaucyjny – to wspólne dzieło PiS i KO (PO). Inwigilacyjny, totalniacki, niedopracowany system KSeF został przecież wymyślony za czasów pana premiera Morawieckiego i nawet wdrożony, tyle że na zasadzie tymczasowo nieobowiązkowej. Obowiązek wejścia w KSeF był zaplanowany na początek 2024 r., ale przesunięto ten termin jeszcze za PiS.

Ostatecznie na wejście w życie mechanizmu, który najprawdopodobniej okaże się katastrofalny w skutkach – o potencjalnych masowych naruszeniach tajemnicy handlowej nie mówiąc – będzie mieć miejsce od lutego, a dla wszystkich firm od kwietnia.

Jednak stanowisko partii i ich nastawienie do przedsiębiorców to nadbudowa nad aparatem państwa, w którego logice mieści się niezmiennie i od dekad traktowanie przedsiębiorców jak wrogów. Jak gąbki, z której wyciska się pieniądze. To postawienie spraw na głowie. Gdyby system państwa był tak zbudowany i nastrojony, aby uwzględniał korzyści wspólnoty, podejście wszelkiego rodzaju organów kontrolnych brałoby pod uwagę rachunek skutków ich działań. W Polsce tak nie jest. Organy kontroli mają jedno zadanie: znaleźć powód i ukarać.

Od jednego z przedsiębiorców ze wschodniej Polski, działającego w branży najogólniej mówiąc spożywczej, usłyszałem opowieść o tym, jak potraktowała go Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Zapewne mało kto spośród osób niezajmujących się biznesem w branży żywnościowej wie, że taki organ w ogóle istnieje. A owszem, istnieje, został powołany na podstawie Ustawy z 21 grudnia 2000 r. o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych, a głównego inspektora, szefa tejże agencji, powołuje minister rolnictwa.

Mój rozmówca zajmuje się konfekcjonowaniem i sprzedażą produktów spożywczych, sam ich nie wytwarza. Gdy pojawili się u niego inspektorzy – było to stosunkowo niedawno – rozpoczęła się bardzo drobiazgowa kontrola. Właściwie nie był zaskoczony. Miał za sobą doświadczenie 13 kontroli w ciągu sześciu pierwszych miesięcy działalności kilkanaście lat wcześniej. I oczywiście wielu późniejszych.

Inspektorzy zaczęli się przyglądać opakowaniom sprzedawanych towarów i wykryli tak karygodne uchybienia, jak: nazwa firmy niezawierająca nazwiska właściciela (formalnie nazwa firmy to „Sprzedaż Tego i Owego Jan Kowalski”, zaś na opakowaniu stało tylko „Sprzedaż Tego i Owego”)), użycie słowa „waga” zamiast słowa „masa” czy w przypadku alergenów adnotacja, iż produkt może je zawierać, zamiast „zawiera”.

Faktycznie – na opakowaniu powinna być masa, w nie waga, podobnie jak lepiej napisać, że produkt zawiera alergen niż że może go zawierać, skoro tenże alergen w produkcie jest. I to wszystko było oczywiście do poprawienia. Gdyby jednak polskie państwo szanowało biznesy, które zatrudniają ludzi i płacą podatki, IJHARS oraz inne podobne organy, których jest mnóstwo, w tego typu sytuacji wskazywałyby przedsiębiorcy, co należy skorygować – i byłoby to ich główne zadanie w przypadku pierwszej kontroli. Szczególnie że są to kwestie, które dla klienta na ogół mają znaczenie marginalne albo zerowe. Dla ilu osób problemem będzie słowo „waga” zamiast słowa „masa” na opakowaniu?

Lecz to tak nie działa: głównym zadaniem inspekcji wszelkiego rodzaju jest wyszukanie naruszeń przepisów i nałożenie mandatów. A te mogą być druzgocące i sięgać nawet kilkuset tysięcy złotych. Zgodnie z ustawą, może to być nawet 10 proc. przychodu z poprzedniego roku. Jak nietrudno sobie wyobrazić, dla wielu firm może to oznaczać po prostu upadek, a przynajmniej ograniczenie działalności i zwolnienia.

Inspektorzy nie myślą w kategoriach korzyści państwa, bo nikt tego od nich nie wymaga. Jest nawet przeciwnie – z góry idą oczekiwania, że przyniosą określoną liczbę mandatów i wpływy z nich. Dokładnie tak jak to ma miejsce w przypadku drogówki i kierowców.

Literalne traktowanie przepisów – których zresztą jest zbyt wiele, ale to także skutek skrajnego przeregulowania w UE – i wlepianie mandatów za każde ich naruszenie rzeczywiście pozornie zasila budżet, a inspekcja może się pochwalić przed przełożonymi statystyką. Budżet zasilany jest pozornie, bo przedsiębiorca mający wskutek nałożonych kar problemy z płynnością czy upadający będzie zwalniał pracowników, a ci trafią na garnuszek państwa i przestaną płacić podatki. Sam przedsiębiorca, jeśli upadnie, również przestanie zasilać fiskusa. Sumarycznie korzyść jest krótkoterminowa, straty zaś ponosimy w planie strategicznym jako wspólnota.

Nie znaczy to, że nie należy karać za celowe fałszowanie składu produktów czy uporczywe naruszenia przepisów. Ale nakładanie kar przy pierwszej kontroli za pomylenie na opakowaniu wagi z masą – to po prostu działanie na szkodę państwa i nas wszystkich. A także świetny sposób na przekonanie przedsiębiorców, że państwo nie jest ich przyjacielem, ale wrogiem, wobec którego muszą przyjąć postawę obronną.