Wielkopostna asceza. Czyli po co i jak się umartwiać?

Wielkopostna asceza. Czyli po co i jak się umartwiać?

Adrian Fyda pch24.pl/wielkopostna-asceza-czyli-po-co-i-jak-sie-umartwiac/

(PCh24.pl)

Rozpoczynamy dziś Wielki Post – czas w którym podejmujemy umartwienia, post, odmawiamy sobie różnych przyjemności. Ktoś mógłby jednak zapytać: po co to wszystko? Dlaczego dziś mamy zjeść tylko jeden posiłek do syta? Po co mamy rezygnować z rzeczy, które dają nam trochę przyjemności wśród trudów codziennego życia? Oczywiście jedną motywacją jest fakt, że sam Chrystus dał nam przykład czterdziestodniowego postu. Ale są jeszcze inne powody.

Nauka samodyscypliny

W czasie dojrzewania i dorosłości człowiek uczy się samodyscypliny. Wcześniej to głównie rodzice decydowali o tym, co można jeść, kiedy kłaść się spać, wstawać czy jak spędzać wolny czas. Teraz jednak sam zaczyna dokonywać tych wyborów. Dorosłość oznacza, że wiele rzeczy jest dozwolonych, przynajmniej prawnie. Jeśli ktoś chce spać do południa albo jeść niezdrową żywność – może to robić, ale poniesie również konsekwencje swoich decyzji. Nie wstając na czas, można stracić pracę; jedząc zbyt dużo cukru, pogorszyć swoje zdrowie. Przykłady można by tu mnożyć.

Dlatego człowiek potrzebuje wyrobić w sobie dobre nawyki, a doskonałą okazją ku temu jest Wielki Post. To czas, w którym możemy podjąć postanowienia z miłości do Boga, a jednocześnie uczyć się samodyscypliny. To choćby szansa, by wyrobić w sobie nawyk kładzenia się spać o rozsądnej porze, co z kolei sprawia, że rano wstaje się łatwiej. Podobnie jest z innymi nawykami: ograniczanie niezdrowych przekąsek, praca nad swoimi wadami itp. – wszystko to przynosi realne korzyści w życiu. A rezygnacja z niepotrzebnych czynności, takich jak oglądanie filmów czy przeglądanie mediów społecznościowych, daje więcej czasu na obowiązki, modlitwę czy bliskich.

Trzymanie ciała w ryzach

Samodyscyplina wiąże się również z umiejętnością trzymania ciała w ryzach. Każdy doświadcza bowiem sytuacji, w których rozum zderza się z pożądaniami ciała. Rozum nakazuje powstrzymanie się od zjedzenia czegoś niezdrowego lub od poddania się przyjemnościom, ale na skutek słabości człowiek często ulega pokusie, a potem tego żałuje.

Umartwienia pomagają przezwyciężać takie sytuacje, ucząc ciało słyszeć „nie”. Dlatego kierownicy duchowni zalecają – nie tylko w Wielkim Poście – podejmowanie choćby drobnych wyrzeczeń. Rezygnacja z czegoś do jedzenia, zimny prysznic zamiast ciepłego, przesunięcie sprawdzenia mediów społecznościowych na później – w każdej takiej decyzji mówimy ciału „nie” lub chociaż „nie teraz”. Powtarzanie takich czynności, choć może sprawiać chwilowy dyskomfort, przynosi nagrodę w przyszłości. Nauka panowania nad ciałem wzmacnia naszą wolę, gdy pojawiają się pokusy.

Do umartwiania ciała zachęca nas również Ewangelia. Kiedy Apostołowie zapytali Chrystusa, dlaczego nie mogli wyrzucić pewnego rodzaju złego ducha, On im odpowiedział: „Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą i postem” (Mk 9,28). Z kolei św. Franciszek Salezy tak pisał we „Wprowadzeniu do życia duchowego”:

Post nie tylko wznosi umysł, ujarzmia ciało, umacnia dobroć i przynosi nagrodę niebieską, lecz także uczy panowania nad łakomstwem oraz poddawania zmysłowych pożądań i całego ciała prawu ducha. Nawet jeśli możemy uczynić niewiele, nieprzyjaciel lęka się tych, o których wie, że potrafią pościć.

Zdrowie

Portal healthline.com zebrał publikacje naukowe dowodzące różne korzystne efekty postu dla zdrowia. Okazuje się, że post wspomaga kontrolę poziomu cukru we krwi, ogranicza stany zapalne, korzystnie wpływa na ciśnienie krwi, chroniąc jednocześnie serce; pomaga także w utrzymaniu odpowiedniej masy ciała oraz może zapobiegać nowotworom. Zatem podejmując post – zarówno ilościowy, jak i jakościowy – nie tylko wykształcamy dobre nawyki i trzymamy ciało w ryzach, ale również dbamy o swoje zdrowie fizyczne.

Jakie umartwianie najlepiej wybrać?

Przewodnicy duchowi podkreślają, że najlepsze umartwienia to te, które Bóg nam zsyła – czyli codzienne obowiązki i przeciwności, które nas napotykają. Dla matki może to być cierpliwe znoszenie trudów rodzicielstwa, dla kapłana – odmówienie Brewiarza pomimo zmęczenia. To także cierpliwe znoszenie chorób, trudności w pracy czy w rodzinie. Takie naturalne wyzwania są często bardziej wartościowe duchowo niż wymyślone surowe posty i uczą nas posłuszeństwa woli Bożej.

Dobrowolne umartwienia nie powinny szkodzić zdrowiu ani przeszkadzać w wypełnianiu obowiązków. Post ma sens tylko w granicach zdrowego rozsądku. Zbyt ciężkie postanowienia mogą sprawiać pozorne poczucie spełnienia, podczas gdy Bóg pragnie przede wszystkim naszej wierności i codziennej współpracy z Jego planem – jak mówi Pierwsza Księga Samuela: „Lepsze jest posłuszeństwo od ofiary” (1 Sam 15,22). Św. Franciszek Salezy tak pisał o zbyt ciężkich pokutach:

Nie pochwalam długich i nadmiernych postów, zwłaszcza u ludzi młodych. Doświadczenie nauczyło mnie, że gdy źrebię zbyt się zmęczy, schodzi z drogi; podobnie młodzi, osłabieni przesadnym postem, łatwo popadają w pobłażanie sobie. Jeleń nie biegnie dobrze ani wtedy, gdy jest zbyt tłusty, ani gdy zbyt chudy – i tak samo my jesteśmy narażeni na pokusy zarówno przy nadmiarze jedzenia, jak i przy jego niedostatku. W jednym przypadku ciało staje się ospałe, w drugim – przygnębione; i jak nie możemy go znieść w pierwszym, tak ono nie zniesie nas w drugim. Brak umiaru w poście, umartwieniach i surowości uczynił wielu ludzi niezdolnymi do dzieł miłosierdzia w najlepszych latach życia, jak stało się to ze św. Bernardem, który żałował swej nadmiernej surowości. Kto na początku źle obchodzi się z ciałem, na końcu musi je nadmiernie rozpieszczać. Rozsądniej jest traktować je roztropnie, stosownie do pracy i powołania. (…) Jeśli twoja praca jest konieczna lub pożyteczna dla chwały Bożej, wolałbym, abyś znosiła zmęczenie pracy, a nie postu.

Asceza to nie tylko cielesne wyrzeczenia

Podejmowane umartwienia nie muszą mieć wyłącznie wymiaru cielesnego. Mogą bowiem dotyczyć myśli, słów czy cierpliwego znoszenia trudnych sytuacji. Osoba, która grzeszy myślą lub marnuje czas na niepotrzebne rozmyślania, może podjąć ćwiczenie nad kierowaniem myśli ku dobremu, a kto zmaga się z wielomówstwem lub obmową, może powstrzymać się od pewnych słów. Cennym wielkopostnym ćwiczeniem jest również cierpliwe znoszenie uszczypliwości innych, a może nawet pojednanie się z kimś pokłóconym.

Zbliżanie się do Boga

Każda forma podejmowanej ascezy przybliża nas do Pana Boga. Najważniejsze jest jednak, aby cierpienie wynikające z wyrzeczenia połączyć z cierpieniem Chrystusa na krzyżu i ofiarować je Ojcu Niebieskiemu. W ten sposób upodabniamy się do cierpiącego Zbawiciela. Jeśli wyrzeczenie dokonuje się w łasce uświęcającej i z miłości do Boga, staje się aktem zasługującym – takim, który zbliża nas do Niego i wspiera naszą drogę ku wieczności. O konieczności ascezy naucza także Katechizm:

Droga do doskonałości wiedzie przez Krzyż. Nie ma świętości bez wyrzeczenia i bez walki duchowej. Postęp duchowy zakłada ascezę i umartwienie, które prowadzą stopniowo do życia w pokoju i radości błogosławieństw (KKK 2015).

Wielkopostne postanowienie każdy wybiera sam. Musi być dostosowane do stanu życia, kondycji zdrowotnej oraz własnych słabości i grzechów. Nie chodzi o to, by na 40 dni odmówić sobie słodyczy, a potem powrócić do nich. Celem jest raczej zmiana życia na lepsze – tak, aby dobry nawyk czy wolność od konkretnego grzechu pozostała z nami także po Wielkanocy.

Adrian Fyda

Czy to jeszcze Wielki Post? Liberalizacja dyscypliny pokutnej sprzyja kryzysowi wiary

Czy to jeszcze Wielki Post? Liberalizacja dyscypliny pokutnej sprzyja kryzysowi wiary

Filip Adamus pch/wielki-post-liberalizacja-dyscypliny-pokutnej-sprzyja-kryzysowi-wiary

(PCh24.pl)

Wraz ze Środą Popielcową Kościół rozpoczyna Wielki Post. Od kilku dekad trudno oprzeć się wrażeniu, że nazwa tego okresu jest przesadnie pompatyczna… Czasy zdecydowanej dyscypliny pokutnej przed Wielkanocą to już bowiem przeszłość. Zniesienie większości wymaganej od wiernych wstrzemięźliwości jest blisko związane z rewolucją, domagającą się „rewizji” katolickiej wiary. Zmysłowość, której Kościół przestał się opierać, to jedno z kół zamachowych „nowinkarskiej manii”.

Mistycznemu Ciału Chrystusa pilnie potrzeba dziś powrotu umartwienia, by katolicy odzyskali poczucie dystansu, dzielącego ich od pogańskiego świata – i przestali żądać ukształtowania wiary na jego modłę.

Paweł VI żegna Post

Radykalne zmniejszenie wymagań wstrzemięźliwości w Kościele było jedną ze zmian wprowadzonych w okresie około-soborowym. Zdecydował o nim papież Paweł VI, publikując w 1966 roku Konstytucję Apostolską Paenitemini. Wraz z nią zmieniono dyscyplinę pokutną przewidzianą przez Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 roku.

Tak zliberalizowanie przez ojca świętego zasady obowiązują do dzisiaj. Tym samym katolików XXI wieku dzieli uderzająco wiele od naszych poprzedników w wierze. Wymogi wstrzemięźliwości – jakie w różnej – ale zawsze poważnej postaci obowiązywały w Kościele – zostały zredukowane niemal do zera. Można tu swobodnie mówić o zmianie jakościowej. Jeszcze przed rokiem 1966 wymagające praktyki ascetyczne były dla katolików doświadczeniem regularnym. Dziś są ewenementem.

Kontrast atmosfery dawnego Wielkiego Postu z tą obecną ukazuje choćby już rzut oka na zasady obowiązujące m.in. za pontyfikatu świętego papieża Piusa X. Prawo zobowiązywało wiernych do spożywania jednego posiłku dziennie, ewentualnie dwóch, w całym okresie Wielkiego Postu, w niektóre dni adwentu i występujące raz na kwartał „suche dni”, wreszcie w wigilie niektórych uroczystości.

Zasady te nieco zelżały wraz z wprowadzonym w 1917 roku, za pontyfikatu Benedykta XV, Kodeksem Prawa Kanonicznego. Post określono na jego kartach jako spożycie jednego posiłku do sytości i dwóch skromniejszych rano i wieczorem, ale z zasady bezmięsnych. Taka dyscyplina dotyczyła wszystkich dni Wielkiego Postu, rzecz jasna nie tych, w których post jakościowy wykluczał też pokarmy mięsne (jak Popielca, Piątków i Sobót). Ścisły post obowiązywał także w „suche dni” czyli występujące raz na kwartał postne środy, piątki i soboty oraz kilka wigilii.

Wymogi zmieniały się więc na przestrzeni lat – ale zawsze obligowały wiernych do regularnego podejmowania wyrzeczeń. Tylko ktoś zdeterminowany, by życzeniowo oceniać zmianę Pawła VI może ignorować fakt, że zerwała ona zupełnie z tym podejściem. Dwa dni ścisłego postu w ciągu całego roku kościelnego oznaczają niemal całkowite pozbycie się tej praktyki z eklezjalnego kalendarza. 

Zmysłowość – zaczyn rewolucji

Skrajna liberalizacja postnych wytycznych jest blisko związania z programem zbliżenia Kościoła do świata i trwającą w Kościele rewolucją. Sednem kryzysu chrześcijaństwa jest w pewnym sensie utrata zdolności rozróżnienia dóbr na to nadprzyrodzone, samo w sobie stanowiące wartość i doczesne, ważne o tyle, ile pomocne w drodze do przewyższającego je wiecznego celu. Ascetyczne praktyki oswajają z tą różnicą i uczą dążyć ku „summum bonum”: do Boga. Światowe życie zaciera zaś ten dystans i sugeruje, że liczy się pozytywne doświadczenie i realizacja zachcianek.

„Pośród namiętności najniebezpieczniejsze dla wiary są pycha i zmysłowość. (…) Gdy ona [zmysłowość – red.] opanuje człowieka, wypala w sercu wszystko, co szlachetne i czyste, rozumowi zaś narzuca zasłonę, by nie widział Boga i Jego prawa, a w końcu wmawia mu, że ciało jest jedynym bóstwem, zaś zmysłowa rozkosz jedyną prawdą”, tłumaczył w swojej słynnej „Obronie Religii Katolickiej” św. Józef Sebastian Pelczar. „Oby wszyscy zapamiętali sobie piękne słowa Platona: Kto się oddaje żądzy zmysłowej, lub unosi gniewem, nie będzie miał innych myśli krom niskich i śmiertelnych. Kto zaś z miłości ku prawdzie stara się myśleć o rzeczach nieśmiertelnych i boskich, ten dojdzie do nieśmiertelności i odnajdzie szczęśliwość”, dodawał słynny polski apologeta.

Odwołanie do antyku w rozmyślaniu nad chrześcijańską dyscypliną postną jest jak najbardziej na miejscu. To właśnie w starożytności znajdujemy początki programu ascezy. Samo pojęcie askesis – zaadaptowane do opisu chrześcijańskiego umartwienia – oznacza „trening”. Już św. Paweł Apostoł w Liście do Koryntian odwoływał się do wstrzemięźliwości i ćwiczenia atletów jako wzoru dla chrześcijańskiego życia – z tym, że nakierowanego na zabiegi o nadprzyrodzone dobra. 

Ascetyczny porządek

„Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę? Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali. Każdy, który staje do zapasów, wszystkiego sobie odmawia; oni, aby zdobyć przemijającą nagrodę, my zaś nieprzemijającą. Ja przeto biegnę nie na oślep; walczę nie tak, jak gdybym zadawał ciosy w próżnię, lecz poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę (…) (1 Kor 9,24-27)”, czytamy w pierwszym rozdziale pisma apostoła do greckich chrześcijan.

Z Greków jednak nie tylko sportowcy podejmowali umartwienie. Praktykowali je również filozofowie, mając świadomość, że dążenie do cnoty wymaga wyrobienia woli przez stronienie od pustych rozkoszy.

To pochodzenie pojęcia ascezy – doprowadzonej do pełni rozkwitu w chrześcijańskim monastycyzmie – ujawnia jej zadanie. Chodzi o uporządkowanie korzystania z przyziemnych dóbr. Wiemy wszak, że człowiek nie żyje dla ich smakowania. Ma raczej korzystać z nich tak, by dotrzeć do zbawczego celu, którego wartość przewyższa wszystkie z nich. Na tym właśnie polega życie, które św. Tomasz z Akwinu nazwałby rozumnym. Atleci chcąc osiągnąć mistrzostwo rezygnują ze wszystkiego, co mogłoby osłabić wydolność ich ciała… Chrześcijanie zaś podejmują post, by zmierzyć się ze zmysłowymi pragnieniami, które na co dzień skłaniają ich do hedonistycznej przyjemności, która oddala od zbawienia. Rezygnacja z niej to próba skupienia perspektywy na tym, co rzeczywiście pożyteczne i ważne. Marności odsuwa się na właściwie im miejsce.

Pogubienie „światowców”

Dziś z przeprowadzeniem takiego rozróżnienia Kościół ma właśnie olbrzymi problem. To, co pozbawione religijnego znaczenia zaczyna doceniać i pielęgnować… w niektórych wypadkach nawet kosztem spraw świętych. Odejście od praktyk pokutnych jest zarówno owocem, jak i źródłem przekonania, że przyziemne aspiracje i troski same w sobie są godne pochwały… 

Dosadnie problem ukazuje m.in. odniesienie ks. Józefa Tischnera do transformacji społecznych w II połowie XX wieku. Ksiądz – filozof z Łopusznej przekonywał niegdyś w rozmowie z Jackiem Żakowskim, że świat zmienił się na dobre przez kilka ubiegłych dekad. Ta szokująca dla myślącego po katolicku czytelnika opinia pokrywa się zresztą z optymizmem, jaki wobec „postępu” deklarował Paweł VI.

Gdzież tu szukać przemian na lepsze? W naporze laicyzacji? W zeświecczeniu małżeństwa? W popularności ateizmu? W pladze rozwodów? Przecież od lat 50- tych w zakresie społecznym zatriumfowały tendencje nieustannie potępianie przez Kościół od XVIII wieku. Jak więc doceniać te ewolucję i wieszczyć udoskonalenie ludzkości dzięki niej?

Powodem optymistycznego postrzegania stopniowego psucia cywilizacji zdaje się być właśnie przecenienie czysto ziemskich czynników, jak gdyby dobrych samych w sobie. Od ks. Tischnera i Pawła VI dowiedzieć się bowiem można, że o zadowalającym rozwoju ludzkości świadczy rozszerzenie się „praw człowieka”, demokracji liberalnej, czy dostatku. Ba! W encyklice „Populorum Progressio” budowa takiego porządku międzynarodowego wskazane została jako niemal para-religijne szczytne przedsięwzięcie.

Trudno dostrzec związek tych czynników z celem człowieka: uświęceniem i oddawaniem czci Najwyższemu. Wszak wiele z osobnych „praw człowieka” Urząd Nauczycielski potępił (wolność wyznania, wolność sumienia) – jako sugerujące, że człowiek ma „prawo” wybrać moralność i wyznanie wedle upodobania. Kto z powodu demokracji liberalnej odniósł pożytek na duszy? Albo jak do Łaski zbliżył kogokolwiek rozrost struktur międzynarodowych, by zabiegał o nie Kościół?

Tym większe zdziwienie budzić muszą współczesne zabiegi o Kościół inkluzywny, w którym znajduje się błogosławieństwo dla każdego. Misyjne posłanie sam papież Franciszek ogłosił niemal nieaktualnym podczas podróży apostolskiej do Azji Wschodniej, namawiając do porzucenia sporów o prawdziwość religii. Zamiast głoszenia Chrystusa to pokojowe i sympatyczne relacje z innowiercami miałyby stanowić kluczowe dobro. Polityka otwartych granic, ekologiczne praktyki wśród wiernych – oto priorytety obecnego pontyfikatu. Apogeum zagubienia Kościoła w świecie.  

Logicznym rozwinięciem tej zmiany priorytetów zdaje się logika o. Tomasza Maniury. Znany oblacki duszpasterz młodzieży jeszcze niedawno współprowadził w mediach społecznościowych kanał „Trzy Światy”. W trakcie występów mówił m.in., że „samo życie ma sens”, a szczęście to „bycie ze sobą tu i teraz”… Rozmawiając z kobietą tworzącą filmy pornograficzne określił ją mianem „dobrej” ze względu na jej chęć dobrego odżywiania się, pragnienie przyjaźni, czy poczucie zgodności z sobą…

Podobne słowa to wynik rewolucji zasadzonej na niekontrolowanej zmysłowości, która zaciera granicę między tym, co „dobre”, a tym, co doświadczalnie przyjemne. Dystans między tym, czego ja chcę, a między tym, czego chcieć powinienem, zostaje zanegowany. Gdziekolwiek pragnienia napotykają na jakieś granice, natychmiast pojawia się postępowy program ich zniszczenia. Tak właśnie rodzą się zabiegi o zmianę nauczania co do homoseksualizmu, czy antykoncepcji. Przestroga św. Józefa Sebastiana Pelczara nie może nie pobrzmiewać w uszach. U progu dzisiejszej erozji wiary stoi zmysłowość i rozmiłowanie w światowych dobrach… 

Powrót ascezy przegoni nowy humanizm z Kościoła?  

To położenie Kościoła w świecie współczesnym przywodzi na myśl jego głęboki kryzys w dobie renesansu. Okres późnego XV i XVI wieku uznawany jest za moment, w którym zrodziła się antychrześcijańska rewolucja, czerpiąca rodowód właśnie ze zmysłowości i pychy czasów. Światowość „odrodzenia” z całą mocą wdarła się wtedy i do Kościoła. Została na tyle „doceniona” przez papieży, że Ci utrzymywali metresy i płodzili potomków…

Zakochanie w zasadach humanizmu kard. Sylwiusz Antoniano wiązał właśnie z aspiracjami do „zreformowania wiary”, wyrażonymi m.in. przez heretycki bunt Marcina Lutra. W swoim traktacie o wychowaniu chrześcijańskim hierarcha zaznaczał, że skłonność do niedowiarstwa i reformatorskie pretensje były w dużej mierze owocem zmysłowego stylu bycia i zgodnego z nim wychowania młodzieży.

Dla uzdrowienia Mistycznego Ciała Chrystusa, obrony przed pseudo-reformatorami i zepsuciem, potrzeba było niczego innego, jak zerwania bliskości z humanistycznym światem. Przywrócenia dyscypliny i surowości obyczajów przeciwko renesansowemu rozpasaniu. Z takich reform zasłynął papież-asceta św. Pius V i Sobór Trydencki, który wytyczył Kościołowi znakomity program na kolejne wieki…

Dziś Kościół stoi przed potrzebą nowej kontrreformacji na podobną modłę. Post, pokuta i asceza będą miały ogromną rolę w podźwignięciu katolicyzmu. Bowiem to te duchowe środki pomagają patrzeć na świat z perspektywy ostatecznych racji. Zagubiony w docenianiu i używaniu doczesności Kościół może tymczasem jedynie ulegać światu… Bo gdzie skarb, tam i serce…

Filip Adamus

Dziś Środa Popielcowa – początek Wielkiego Postu

Dziś Środa Popielcowa – początek Wielkiego Postu pch24

(Fałat Julian, Popielec.

Dziś Środa Popielcowa – dzień, który rozpoczyna w Kościele katolickim okres Wielkiego Postu, czyli czterdziestodniowej pokuty. Ten dzień ma pobudzić ochrzczonych do podjęcia zdecydowanej drogi osobistej odnowy i nawrócenia.

Wielki Post zakończy się w Wielki Czwartek 28 marca, kiedy to katolicy rozpoczną obchody Triduum Paschalnego Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa. Niedziela Wielkanocna przypada w tym roku 31 marca.

W Środę Popielcową katolicy rozpoczynają czterdziestodniowy post. Liczba 40 stanowi w Piśmie Świętym wyraz pewnej dłuższej całości, czasu przeznaczonego na jakieś konkretne zadanie człowieka lub zbawcze działanie Boga.

W Wielkim Poście Kościół odczytuje i przeżywa nie tylko czterdzieści dni spędzonych przez Jezusa na pustyni na modlitwie i poście przed rozpoczęciem Jego publicznej misji, ale i trzy inne wielkie wydarzenia biblijne: czterdzieści dni powszechnego potopu, po których Bóg zawarł przymierze z Noem; czterdzieści lat pielgrzymowania Izraela po pustyni ku Ziemi Obiecanej; czterdzieści dni przebywania Mojżesza na Górze Synaj, gdzie otrzymał on od Jahwe Tablice Prawa.

Okresy i dni pokuty są w Kościele katolickim specjalnym czasem ćwiczeń duchowych, liturgii pokutnej, pielgrzymek o charakterze pokutnym, dobrowolnych wyrzeczeń, jak post i jałmużna, braterskiego dzielenia się z innymi, m.in. poprzez inicjowanie dzieł charytatywnych i misyjnych. Z liturgii znika radosne „Alleluja” i „Chwała na wysokości Bogu”, a kolorem szat liturgicznych staje się fiolet. Istotą pozostaje przygotowanie wspólnoty wiernych do największego święta chrześcijan, jakim jest Wielkanoc.

Wielki Post jest także okresem przygotowania katechumenów do chrztu. Każda niedziela wprowadzała w kolejne tajemnice wiary, a na Wielkanoc podczas Wigilii Paschalnej udzielany jest sam chrzest.

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa przygotowanie do świąt Zmartwychwstania trwało tylko czterdzieści godzin. W późniejszym czasie przygotowania zabierały cały tydzień, aż wreszcie ok. V w. czas ten wydłużył się. Po raz pierwszy o poście trwającym czterdzieści dni wspomina św. Atanazy z Aleksandrii w liście pasterskim z okazji Wielkanocy z 334 r.

Tradycyjnemu obrzędowi posypania głów popiołem towarzyszą w Środę Popielcową słowa: „Pamiętaj, że jesteś prochem i w proch się obrócisz” albo „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.

Sam zwyczaj posypywania głów popiołem na znak żałoby i pokuty znany jest w wielu kulturach i tradycjach. Znajdujemy go zarówno w starożytnym Egipcie i Grecji, jak i u plemion indiańskich oraz oczywiście na kartach Biblii, np. w Księdze Jonasza czy Joela.

Liturgiczna adaptacja tego zwyczaju pojawia się jednak dopiero w VIII w. Pierwsze świadectwa o święceniu popiołu pochodzą z X w. W następnym wieku papież Urban II wprowadził ten zwyczaj jako obowiązujący w całym Kościele. Z tego też czasu pochodzi zwyczaj, że popiół do posypywania głów wiernych pochodził z palm poświęconych w Niedzielę Palmową poprzedzającego roku.

W Środę Popielcową wierni nie mają obowiązku uczestnictwa we Mszy świętej. Kościół zaleca jednak udział w liturgii, ze względu na pokutny charakter dnia rozpoczynającego Wielki Post. W Środę Popielcową obowiązuje post ścisły (ilościowy). To ograniczenie się do spożycia trzech posiłków, dwóch lekkich i jednego do syta, oraz wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych (jakościowy). Post ilościowy nie obowiązuje osób do 18 roku życia i od 60 roku życia, podczas gdy wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych (post jakościowy) obowiązuje wszystkich, którzy ukończyli 14 rok życia.