Strona Mirosława Dakowskiego.
Odwiedza nas 50 gości
S T A R T
22.05.2015.
 
 
migawki

Prowadzący Bula przerazili się Widma Tańczącego Pułkownika, stąd brak debaty u Kukiza.

 =================

Czy Duda wydusi z siebie poważne przyrzeczenie w sprawie JOW w jednej turze i w 100%? - Nie "wydusił". Ale Bul się bardziej odsłonił  - z tymi "kompromisami".. Przeważyła chęć zachowania Wiecznej Władzy Prezesa (por. Miller! -ten zachowuje bezczelnie!)  - nad rozsądkiem. Czemu Duda unikał sprawy WSI i Pro Civili? Czy dlatego, że Leszek Tobiasz się zatańczył? "Zdecydowane zwycięstwo" : Bronek nie wszedł na krzesło i nie zasnął.

 
N O W O Ś C I
W Y S Z U K I W A R K A
"Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego"  najnowsza książka W. Sumlińskiego
Wpisał: Wojciech Sumliński   
13.04.2015.

"Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego"

 

Alarmująca rozmowa z Wojciechem Sumlińskim

 https://www.youtube.com/watch?v=jepamFUo9bA&feature=youtu.be

pół godziny.

 Próba wykradzenia najtajniejszego dokumentu w Polsce -

 WSTRZĄSAJĄCE.

 TVP, Polsat, TVN – „na żywo”....

 Katastrofalne [dla niego] zeznania Komorowskiego.

"Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego" – najnowsza książka W. Sumlińskiego

www.sumlinski.com.pl

WSPARCIE dla PodziemnaTV - http://podziemnatv.pl/

Zmieniony ( 19.04.2015. )
 
"Nie bójcie się. Ja zawsze będę z wami!"
Wpisał: biskup Bernard Fellay   
05.04.2015.

"Nie bójcie się. Ja zawsze będę z wami!"

 

 Drzwi, które są otwarte, to drzwi do piekła! Ci biskupi, którzy dzierżą władzę kluczy, czyli otwierania bram nieba, zamy­kają je i otwierają bramy piekła.

 

Zawsze wierni, nr. 176, styczeń - luty 2015

 

        Wywiad z biskupem Bernardem  Fellayem, przełożonym generalnym  Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa, przeprowadzony 27 października 2014 roku dla francuskiego portalu internetowego La Porte Latine - po pielgrzymce Bractwa do Lourdes z okazji 100. rocznicy śmierci św. Piusa X.

 

- W imieniu wiernych, którzy nie mogli wziąć udziału w tej wspaniałej pielgrzym­ce, dziękujemy, że Wasza Ekscelencja ze­chciał udzielić wywiadu "La Porte Latine". Jak Wasza Ekscelencja podsumowałby to wydarzenie?

 

- Rzeczywiście, "wspaniała" to właściwe określenie. To była przepiękna pielgrzymka. Zawdzięczamy ją połączeniu trudu organi­zatorów - zapewnili nam wszystko, co było potrzebne - z Bożą Opatrznością, która sprawiła, że cieszyliśmy się znakomitą po­godą, dzięki której ceremonie przebiegły tak spokojnie, jak to tylko było możliwe... Tak, właśnie tego słowa chciałbym użyć: spokój. Było bardzo spokojnie i pięknie. Myślę, że dzięki temu uczestnicy mogli wznieść swoje dusze ku Bogu, zjednoczyć się z Nim, dzię­kować Najświętszej Maryi Pannie i prosić Ją o wszystkie łaski, których potrzebują, któ­rych my potrzebujemy. To była naprawdę piękna pielgrzymka dziękczynna.

 

- W czasie pielgrzymki zostało dokona­nych kilka aktów konsekracji. Prosimy, aby Wasza Ekscelencja powiedział o tym coś więcej, ponieważ dotyczą one wszyst­kich wiernych związanych z Bractwem Św. Piusa X.

 

        - W rzeczywistości były to odnowienia tych aktów. Wydaje mi się, że nie były czynione żadne bezpośrednie akty konsekracji poza być może dzisiejszym, który był raczej proś­bą do papieża św. Piusa X. Ale oczywiście on jest naszym Patronem, więc wszystko i tak już spoczywa w jego rękach. Odnowienie poświęcenia Bractwa i dystryktu francu­skiego Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny było takie samo, jak w Fatimie, gdyż Lourdes jest miejscem objawień Matki Bożej, a przesłanie tych objawień jest w rze­czywistości takie samo: chodzi o pogłębio­ne, intymne nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny, do Jej Niepokalanego Serca. W Lourdes jest czczone Niepokalane Serce, a w Fatimie Bolesne i Niepokalane Serce tej samej Najświętszej Maryi Panny. Ten akt poświęcenia jest dla nas tak waż­ny, ponieważ za jego pośrednictwem Niebo wskazuje nam środki, dzięki którym mo­żemy zyskać ochronę i pomoc w trudnych czasach, w których żyjemy. Rzeczywiście, Niepokalane Serce jest środkiem, który wska­zuje nam Pan Bóg i Niebiosa. Miało również miejsce poświęcenie Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Chrystusowi Królowi. Jest to sprawa bardzo nam droga i bardzo ważna.

        Przypomina mi to coś bardzo poucza­jącego, co arcybiskup Marcel Lefebvre po­wiedział o walce i o obecnych problemach w Kościele. Nawiązując do Chrystusa Króla, rzekł on: "Wszystko idzie ku gorszemu dla­ tego, że biskupi, nasi biskupi, którzy stoją na czele Kościoła, w żaden sposób nie troszczą się już o królestwo i panowanie naszego Pana Jezusa Chrystusa". Powiedział nawet, że nie powinniśmy za nimi podążać. To prawda, że jest to język, który dziś w ogóle nie jest rozu­miany. Myślę, że jest to jedno z największych nieszczęść - sprowadzenie królowania na­szego Pana Jezusa Chrystusa do teorii, której już nie trzeba stosować w praktyce. Może do­brej dla indywidualnych osób, ale gdy chodzi o społeczeństwa, o uznanie, że społeczeń­stwa, państwa i narody należą do Pana - to jest to postrzegane, nawet w Kościele, po pro­stu jako pomysł rodem z Marsa.

        To wielka tragedia, bo nasz Zbawiciel jest właśnie Panem narodów. To On stoi na czele wszystkich narodów i na czele Kościoła. On jest jednocześnie Zbawicielem, jedynym, któ­ry może nas uratować. Usunięcie spod Jego panowania tej części świata, w której toczy się życie ludzi, którzy mają przecież i duszę, i ciało, jest czymś bardzo poważnym, jest tym, czego chcieli wrogowie Kościoła: ode­braniem naszemu Panu berła. Ta walka zo­stała porzucona, a my, podążając śladami Arcybiskupa, zawsze postrzegaliśmy tę sytu­ację jako coś niezwykle groźnego. I jesteśmy przekonani, że mamy rację. Tak więc odno­wienie wspomnianych konsekracji - o co prosił papież Pius XI - jest bardzo ważne. To jest demonstracja wobec Niebios, za po­mocą której chcemy powiedzieć: "Wielu od­wróciło się od Ciebie, ale nie my! My chcemy trwać przy Tobie!".

 

- A jeśli chodzi o modlitwę i prośby do św. Piusa X?

 

        - Święty Pius X jest naszym Patronem, za­tem z wiarą prosimy go, aby nas podtrzy­mywał, aby nas chronił, aby angażował się z nieba w to dzieło, które zostało powierzone jego patronatowi. Pragniemy go naśladować i korzystać z jego wstawiennictwa. Ludzie mogą mówić co chcą, ale Pius X był napraw­dę wielkim, świętym papieżem. Został ka­nonizowany dzięki sposobowi, w jaki spra­wował swoje kapłaństwo. Oczywiście, bycie papieżem jest, że tak powiem, szczytem ka­płaństwa - jest to pontifex maximus - i to również musimy brać pod uwagę. Musimy pamiętać, że to on - papież św. Pius X ­jest naszym wzorem.

 

- Katolików, a zwłaszcza wiernych zwią­zanych z Bractwem, nurtuje kilka pytań dotyczących ostatnich wydarzeń. Pierwsze dotyczy chrześcijan na Bliskim Wschodzie, którzy są tam teraz brutalnie mordowani. Jaka jest opinia Waszej Ekscelencji na te­mat tych wydarzeń?

 

- Mam w sobie przede wszystkim ogrom­ne współczucie, ale i brak wątpliwości, że jeśli dziś mamy do czynienia w tych kra­jach z bardzo agresywnymi formami is­lamu, to dlatego, że istniejący ustalony porządek został tam niedawno obalony. Aż dotąd chrześcijanie żyli w tych krajach ciesząc się należnym szacunkiem. Można powiedzieć, że było tak od początku. Gdy wraz z Mahometem dotarli tam wyznawcy islamu, to nie byli oni tak barbarzyńscy, jak są dzisiaj. To też jest znak czasu.

        Powinno to zmusić ludzi do refleksji, ale odnoszę wra­żenie, że ludzie nie myślą. Wrzucają to do szufladki z napisem "ekstremizm" i na tym koniec. A to, co tam się dzieje, jest sprawą bardzo poważną - naprawdę bardzo, bar­dzo poważną. I znów, gdy odrzucamy pano­wanie naszego Pana, to wówczas odczuwamy tego konsekwencje, które z niezwykłą wyra­zistością stają przed naszymi oczami.

 

- W mediach wiele się mówi o obecnym synodzie (poświęconym tematowi rodziny - przyp. tłum.). Co powinniśmy o nim są­dzić) czego się spodziewać?

 

        - Nie ma czego się spodziewać, ani na co czekać. Kierunek został wytyczony i wszyst­ko jest jasne. Trzeba to otwarcie powiedzieć. To oczywiste, że chce się bagatelizować sytu­ację tych, którzy żyją w cudzołóstwie, w sta­nie grzechu. Chce się to bagatelizować i to jest bardzo, bardzo, bardzo groźne. Kiedy igra się z moralnością, igra się z Bożymi przykazaniami. Przez dwa tygodnie ośmie­lano się dyskutować nad kwestiami, które nie podlegają dyskusji! To jest Słowo Boże, wobec którego wszystko, co możemy po­wiedzieć, to jedynie "Amen!". Oczywiście, musimy się zastanowić, jak pomóc tym lu­dziom (rozwodnikom w nowych związkach - przyp. tłum.), zawsze musimy o tym my­śleć. Ale na pewno nie zrobimy tego mówiąc im, że drzwi są otwarte, podczas gdy otwar­te nie są. Drzwi, które są otwarte, to drzwi do piekła! Ci biskupi, którzy dzierżą władzę kluczy, czyli otwierania bram nieba, zamy­kają je i otwierają bramy piekła.

        To niebywa­łe! To szaleństwo, zupełne szaleństwo! Jak już powiedziałem, kierunek został wy­tyczony. To prawda, że ten synod nie miał podjąć decyzji, miał zrobić pierwszy krok i zrobił go. Kierunek został obrany i nietrud­no odgadnąć, do czego doprowadzi kolejny synod. Chyba że nastąpi o wiele silniejsza re­akcja niż widzimy to dzisiaj. Ale niestety to nie nastąpi... Wątpię, aby tak się stało.

 

- Co mamy sądzić o beatyfikacji papieża Pawła VI?

 

- To jest po prostu niepoważne. Wniosek jest taki, że każdy może zostać świę­tym, zwłaszcza jeśli jest zwolennikiem Vaticanum II! Jeśli miało się cokolwiek do czynienia z II Soborem Watykańskim, to jest się teraz beatyfikowanym, kanonizo­wanym, świętym... Znów trywializuje się świętość. Tu już nie ma nic z powagi, to jest wprost niepoważne! To nas rani, głęboko rani. Religia jest wykpiwana. Święty musi świecić przykładem swych cnót, heroiczno­ścią cnót - musi być przykładem do naśla­dowania. To smutne, ale to co się dokonało, nie jest poważne.

- Zakończmy, nawiązując do zauważonych przez media słów Waszej Ekscelencji, które padły podczas wczorajszego kazania: "Nie bójcie się!". Czy Wasza Ekscelencja może powiedzieć wiernym, którzy nie uczestni­czyli w tej Mszy, o czym powinni pamiętać?

 

- To co powiedziałem, musi być właściwie rozumiane. Nie wystarczy powiedzieć tak po prostu "Nie bójcie się!". Powiedziałem, że po ludzku rzecz biorąc jest bardzo wiele poważ­nych powodów do obaw. Jednak musimy od­powiedzieć na ten ludzki strach z nadprzy­rodzonego punktu widzenia, słuchając Pana, który wiedział, że apostołowie się bali. Ten strach nie jest niczym nowym, był odczu­wany już od czasów apostołów. Jest on jedną z najpotężniejszych broni wrogów Kościoła, zwłaszcza diabła, który paraliżuje apostolską działalność Kościoła. Próbuje przestraszyć, przerazić. Musimy przezwyciężyć ten strach, ale nie ludzkim sposobem. Ludzie są kuszeni: albo po to, by ulegli strachowi przed otaczającą ich rzeczywi­stością, albo żeby sami próbowali rozwią­zać swoje problemy.

        W obu tych przypad­kach właściwą odpowiedź dał nasz Pan Jezus Chrystus: "Nie bójcie się!". To u Niego musimy szukać pomocy. Adiutorium no­strum in Nomine Domini - wspomożenie nasze w imieniu Pana. Musimy kierować wzrok ku Bogu. A w czasie kryzysu, tak strasznego jak ten, to jedyne co nam pozo­stało. Patrząc po ludzku - jest to koniec, nie ma nadziei. Sytuacja Kościoła jest nie­słychaną katastrofą. Naprawdę są powody do lęku. Ale nie mamy prawa dać się sparaliżo­wać, musimy iść do przodu, musimy do­konać rekonkwisty, a to można zrobić tyl­ko w imię Pana, kierując wzrok ku Bogu, wyglądając obiecanej przez Niego pomo­cy.

        Gdy Chrystus nakazał uczniom iść na cały świat, powiedział im nie tylko - "Nie bójcie się!", ale także - "Możecie na Mnie polegać, zawsze będę wśród was!". To jest prawdziwe przesłanie, a nie jedynie "Nie bójcie się!"...                          

 

źródło: www.news.sspx.pl

Zmieniony ( 05.04.2015. )
 
Zdrada, panowie...
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
23.01.2015.

Zdrada, panowie...

 

Stanisław Michalkiewicz http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3306

 

Felieton    tygodnik „Najwyższy Czas!”    23 stycznia 2015

 

Co można było wziąć na lewo z kopalń, to już wzięliśmy, więc górnictwo nie jest już nam potrzebne” - takim podpisem opatrzył swój rysunek w „Rzeczypospolitej” z 16 stycznia br. Andrzej Krauze. Jak powiadają gitowcy - „wszystko gra i koliduje”, z tym, że ten komentarz do gwałtownego kryzysu w polskim górnictwie węglowym, chociaż słuszny, to jednak mimo wszystko poczciwy, a przez to – niewystarczający do opisu całości łajdactwa.

Rzeczywiście – bezpieczniackie watahy, które przejęły władzę w naszym nieszczęśliwym kraju w roku 1980, już jej nigdy nie oddały, aż do dnia dzisiejszego. Dzięki nieustannie rozbudowywanej agenturze kontynuują okupację Polski w kolejnych pokoleniach ubeckich dynastii, których początki nikną w mrokach okupacji niemieckiej i sowieckiej. Tę agenturę trzeba karmić – ale z ręki, żeby nie poprzewracało się jej we łbach – i temu właśnie służą „strategiczne sektory gospodarki”, których za żadne skarby nie można sprywatyzować.

Toteż bezpieczniackie watahy za pośrednictwem agentury, tych wszystkich powystrugiwanych z banana prezesów i przewodniczących rad nadzorczych, kontrolują strategiczne sektory gospodarki, drenując je poprzez spółki Skarbu Państwa. Stan gospodarki, a w szczególności – stan spółek Skarbu państwa pokazuje, że zasoby kraju zostały już przez bezpiekę wyżarte niemalże do gołej ziemi i obecnie stoi ona przed koniecznością podjęcia jakiejś decyzji wobec coraz wyraźniejszej perspektywy utraty korzyści z okupacji. Toteż podejrzewam, że nagły pomysł wysmażenia ustawy, na podstawie której uruchomiona by została lawinowa likwidacja nie tylko śląskich kopalni, ale również destrukcji życia gospodarczego tego regionu miał na celu nie tylko zatarcie wszelkich śladów rabunku – bo nie ulega wątpliwości, że po zlikwidowanych kopalniach nie zostaną nawet skrawki papieru toaletowego, nie mówiąc o dokumentacji księgowej.

W ten sposób ślady zostaną zatarte – i po to właśnie bezpieka zdecydowała się na wystruganie premiera rządu z pani Ewy Kopacz, która swoje miedziane czoło pokazała już w roku 2010, snując rzewne, a wyssane z palca opowieści o przekopywaniu ziemi na terenie katastrofy na metr w głąb, a zwłaszcza – o osobistym uczestnictwie w przeprowadzanych w Moskwie sekcjach ofiar.

Oczywiście nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być jeszcze lepiej, toteż pani premierzycy podsunięto w charakterze ministry spraw wewnętrznych „psiapsiółeczkę” w osobie pani Teresy Piotrowskiej, która już nazajutrz po objęciu swego urzędu zrzekła się nadzoru nad bezpieką, chociaż ustawa o ministrze spraw wewnętrznych nie została zmieniona. Ale jak jest rozkaz, to nikt nie zwraca uwagi na żadne ustawy – więc od tej pory bezpieka hula po naszym nieszczęśliwym kraju jak tornado: „w Urzędzie dają broń i władzę, a wkoło kraj, jak Zachód dziki!

Ale na tym oczywiście nie koniec, bo uruchomienie procesu likwidowania górnictwa węglowego na Śląsku obliczone jest na osiągniecie jeszcze jednego celu. Rzecz w tym, że bezpieczniackie watahy położyły łapę nie tylko na handlu węglem, ale za pośrednictwem agentury kontrolują również energetykę. Dzięki temu mogą sprowadzać tańszy węgiel zza granicy i sprzedawać go zblatowanym elektrowniom, bez konieczności martwienia się tym całym Śląskiem i jego problemami. No dobrze – ale co by im szkodziło handlować zagranicznym węglem i śląskim? Żeby to zrozumieć, musimy cofnąć się w czasie do drugiej połowy lat 80-tych.

Po spotkaniu Gorbaczowa z prezydentem Reaganem w Reykjaviku w roku 1986 okazało się, że istotnym elementem konstruowanego w mozole nowego porządku politycznego w Europie będzie ewakuacja imperium sowieckiego z Europy Środkowej. Ponieważ tubylcza bezpieka, podobnie zresztą jak i „patrioci” z partii, od 1944 roku wysługiwali się sowieciarzom, każdy z nich musiał postawić sobie samemu pytanie o własną przyszłość, kiedy zabraknie już sowieckiego protektora. Ponieważ bezpieczniacy są wprawdzie zdemoralizowani, ale spostrzegawczy i sprytni, to bez trudu uświadomili sobie, że po wycofaniu sowieciarzy prędzej czy później i raczej prędzej, niż później, nastąpi odwrócenie sojuszy. To po co czekać na odwrócenie sojuszy, kiedy lepiej już teraz, zanim ono nastąpi, przewerbować się na służbę do przyszłego sojusznika i w ten sposób uzyskać murowaną polisę ubezpieczeniową?

I tak właśnie się stało, o czym świadczy przypadek funkcjonariusza kontrrazwiedki, pana Edwarda Mazura. Reprezentujący go w procesie ekstradycyjnym w Chicago adwokat Chris Gair ujawnił, że w latach 80-tych p. Mazur „mógł” podjąć współpracę z FBI. Zawnioskował nawet o przesłuchanie wskazanego agenta prowadzącego, ale prokurator zgłosił sprzeciw i sędzia zabronił agentowi pisnąć chociaż słówko. Skoro tedy „mógł”, to pewnie i podjął. Zapewne dlatego niezawisły amerykański sąd – a sądy w USA są tak samo niezawisłe, jak i u nas – odmówił ekstradycji, a obecnie, kiedy w naszym nieszczęśliwym kraju gwałtownie reaktywowane zostało Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie, niezależna tubylcza prokuratura, przez całe lata podejrzewająca pana Mazura o sprawstwo kierownicze w zabójstwie generała Papały, w jednej chwili oczyściła go ze wszystkich podejrzeń, jakby wykąpał się w hyzopie.

Jestem tedy pewien, że nie był to przypadek odosobniony, z tym oczywiście, że nie wszyscy przewerbowali się do FBI. Sporo filutów musiało przejść na służbę do niemieckiej BND i teraz oni właśnie – oczywiście już w kolejnym pokoleniu - tworzą najtwardsze jądro Stronnictwa Pruskiego. A jakie może mieć zadanie Stronnictwo Pruskie na Śląsku? A jakież by, jeśli nie spektakularne udowodnienie europejskiej opinii publicznej, że Polska z tym Śląskiem sobie nie radzi, że doprowadza ten region do całkowitej dewastacji – jak to stało się już ze Śląskiem Dolnym, a przynajmniej jego górniczą częścią? Dodatkowym elementem byłoby doprowadzenie do gwałtownych rozruchów („kryzys w ciężkim przemyśle, płace górników głodowe, ich twarze nieprawomyślne, ich myśli antypaństwowe”) które warszawscy Zasrancen musieliby nolens volens jakoś pacyfikować.

Nietrudno się domyślić, że po serii takich eksperymentów Ruch Autonomii Śląska wspomagany przez Związek Ludności Narodowości Śląskiej mógłby wysunąć się na pierwsze miejsce wśród tamtejszych sił politycznych, a mając na uwadze precedens Kosowa, niepodobna postawić granic konsekwencjom takiego stanu rzeczy. Wygląda zatem na to, że bezpieczniackie watahy, stojące w obliczu możliwości utraty korzyści z okupacji Polski, a w każdym razie – z utraty korzyści uzyskiwanych dotychczasowymi, rabunkowymi metodami – podjęły się zadania przyspieszania realizacji scenariusza rozbiorowego.

To dlatego zasiadający w Sejmie konfidenci tak gwałtownie reagowali na wszelkie próby zablokowania tworzenia pozorów legalności dla rozpoczęcia tej operacji i dlatego pan wicepremier Janusz Piechociński siedział w rządowej ławie z taką miną, jakby co najmniej odpadł mu kutas.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

 
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 1 - 4 z 475
 
Top! Top!