Strona Mirosława Dakowskiego.
Odwiedza nas 17 gości
S T A R T
28.03.2015.
 
 
migawki
Czwartek, 26 marca godz. 22-ga. Zawieźli do Komisji Wyborczej ok. 125 tysięcy pięćset sprawdzonych podpisów poparcia Grzegorza Brauna. Jeszcze ludzie czekali pod Komisją z dodatkowymi listami poparcia. Już urzędnicy Komisji plombują. Trudno będzie oficjelom to sponiewierać...

Piątek: Dziękuję wszystkim, którzy w tej pokracznej batalii wzięli udział z nami. Mirosław Dakowski

 
N O W O Ś C I
W Y S Z U K I W A R K A
Zdrada, panowie...
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
23.01.2015.

Zdrada, panowie...

 

Stanisław Michalkiewicz http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3306

 

Felieton    tygodnik „Najwyższy Czas!”    23 stycznia 2015

 

Co można było wziąć na lewo z kopalń, to już wzięliśmy, więc górnictwo nie jest już nam potrzebne” - takim podpisem opatrzył swój rysunek w „Rzeczypospolitej” z 16 stycznia br. Andrzej Krauze. Jak powiadają gitowcy - „wszystko gra i koliduje”, z tym, że ten komentarz do gwałtownego kryzysu w polskim górnictwie węglowym, chociaż słuszny, to jednak mimo wszystko poczciwy, a przez to – niewystarczający do opisu całości łajdactwa.

Rzeczywiście – bezpieczniackie watahy, które przejęły władzę w naszym nieszczęśliwym kraju w roku 1980, już jej nigdy nie oddały, aż do dnia dzisiejszego. Dzięki nieustannie rozbudowywanej agenturze kontynuują okupację Polski w kolejnych pokoleniach ubeckich dynastii, których początki nikną w mrokach okupacji niemieckiej i sowieckiej. Tę agenturę trzeba karmić – ale z ręki, żeby nie poprzewracało się jej we łbach – i temu właśnie służą „strategiczne sektory gospodarki”, których za żadne skarby nie można sprywatyzować.

Toteż bezpieczniackie watahy za pośrednictwem agentury, tych wszystkich powystrugiwanych z banana prezesów i przewodniczących rad nadzorczych, kontrolują strategiczne sektory gospodarki, drenując je poprzez spółki Skarbu Państwa. Stan gospodarki, a w szczególności – stan spółek Skarbu państwa pokazuje, że zasoby kraju zostały już przez bezpiekę wyżarte niemalże do gołej ziemi i obecnie stoi ona przed koniecznością podjęcia jakiejś decyzji wobec coraz wyraźniejszej perspektywy utraty korzyści z okupacji. Toteż podejrzewam, że nagły pomysł wysmażenia ustawy, na podstawie której uruchomiona by została lawinowa likwidacja nie tylko śląskich kopalni, ale również destrukcji życia gospodarczego tego regionu miał na celu nie tylko zatarcie wszelkich śladów rabunku – bo nie ulega wątpliwości, że po zlikwidowanych kopalniach nie zostaną nawet skrawki papieru toaletowego, nie mówiąc o dokumentacji księgowej.

W ten sposób ślady zostaną zatarte – i po to właśnie bezpieka zdecydowała się na wystruganie premiera rządu z pani Ewy Kopacz, która swoje miedziane czoło pokazała już w roku 2010, snując rzewne, a wyssane z palca opowieści o przekopywaniu ziemi na terenie katastrofy na metr w głąb, a zwłaszcza – o osobistym uczestnictwie w przeprowadzanych w Moskwie sekcjach ofiar.

Oczywiście nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być jeszcze lepiej, toteż pani premierzycy podsunięto w charakterze ministry spraw wewnętrznych „psiapsiółeczkę” w osobie pani Teresy Piotrowskiej, która już nazajutrz po objęciu swego urzędu zrzekła się nadzoru nad bezpieką, chociaż ustawa o ministrze spraw wewnętrznych nie została zmieniona. Ale jak jest rozkaz, to nikt nie zwraca uwagi na żadne ustawy – więc od tej pory bezpieka hula po naszym nieszczęśliwym kraju jak tornado: „w Urzędzie dają broń i władzę, a wkoło kraj, jak Zachód dziki!

Ale na tym oczywiście nie koniec, bo uruchomienie procesu likwidowania górnictwa węglowego na Śląsku obliczone jest na osiągniecie jeszcze jednego celu. Rzecz w tym, że bezpieczniackie watahy położyły łapę nie tylko na handlu węglem, ale za pośrednictwem agentury kontrolują również energetykę. Dzięki temu mogą sprowadzać tańszy węgiel zza granicy i sprzedawać go zblatowanym elektrowniom, bez konieczności martwienia się tym całym Śląskiem i jego problemami. No dobrze – ale co by im szkodziło handlować zagranicznym węglem i śląskim? Żeby to zrozumieć, musimy cofnąć się w czasie do drugiej połowy lat 80-tych.

Po spotkaniu Gorbaczowa z prezydentem Reaganem w Reykjaviku w roku 1986 okazało się, że istotnym elementem konstruowanego w mozole nowego porządku politycznego w Europie będzie ewakuacja imperium sowieckiego z Europy Środkowej. Ponieważ tubylcza bezpieka, podobnie zresztą jak i „patrioci” z partii, od 1944 roku wysługiwali się sowieciarzom, każdy z nich musiał postawić sobie samemu pytanie o własną przyszłość, kiedy zabraknie już sowieckiego protektora. Ponieważ bezpieczniacy są wprawdzie zdemoralizowani, ale spostrzegawczy i sprytni, to bez trudu uświadomili sobie, że po wycofaniu sowieciarzy prędzej czy później i raczej prędzej, niż później, nastąpi odwrócenie sojuszy. To po co czekać na odwrócenie sojuszy, kiedy lepiej już teraz, zanim ono nastąpi, przewerbować się na służbę do przyszłego sojusznika i w ten sposób uzyskać murowaną polisę ubezpieczeniową?

I tak właśnie się stało, o czym świadczy przypadek funkcjonariusza kontrrazwiedki, pana Edwarda Mazura. Reprezentujący go w procesie ekstradycyjnym w Chicago adwokat Chris Gair ujawnił, że w latach 80-tych p. Mazur „mógł” podjąć współpracę z FBI. Zawnioskował nawet o przesłuchanie wskazanego agenta prowadzącego, ale prokurator zgłosił sprzeciw i sędzia zabronił agentowi pisnąć chociaż słówko. Skoro tedy „mógł”, to pewnie i podjął. Zapewne dlatego niezawisły amerykański sąd – a sądy w USA są tak samo niezawisłe, jak i u nas – odmówił ekstradycji, a obecnie, kiedy w naszym nieszczęśliwym kraju gwałtownie reaktywowane zostało Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie, niezależna tubylcza prokuratura, przez całe lata podejrzewająca pana Mazura o sprawstwo kierownicze w zabójstwie generała Papały, w jednej chwili oczyściła go ze wszystkich podejrzeń, jakby wykąpał się w hyzopie.

Jestem tedy pewien, że nie był to przypadek odosobniony, z tym oczywiście, że nie wszyscy przewerbowali się do FBI. Sporo filutów musiało przejść na służbę do niemieckiej BND i teraz oni właśnie – oczywiście już w kolejnym pokoleniu - tworzą najtwardsze jądro Stronnictwa Pruskiego. A jakie może mieć zadanie Stronnictwo Pruskie na Śląsku? A jakież by, jeśli nie spektakularne udowodnienie europejskiej opinii publicznej, że Polska z tym Śląskiem sobie nie radzi, że doprowadza ten region do całkowitej dewastacji – jak to stało się już ze Śląskiem Dolnym, a przynajmniej jego górniczą częścią? Dodatkowym elementem byłoby doprowadzenie do gwałtownych rozruchów („kryzys w ciężkim przemyśle, płace górników głodowe, ich twarze nieprawomyślne, ich myśli antypaństwowe”) które warszawscy Zasrancen musieliby nolens volens jakoś pacyfikować.

Nietrudno się domyślić, że po serii takich eksperymentów Ruch Autonomii Śląska wspomagany przez Związek Ludności Narodowości Śląskiej mógłby wysunąć się na pierwsze miejsce wśród tamtejszych sił politycznych, a mając na uwadze precedens Kosowa, niepodobna postawić granic konsekwencjom takiego stanu rzeczy. Wygląda zatem na to, że bezpieczniackie watahy, stojące w obliczu możliwości utraty korzyści z okupacji Polski, a w każdym razie – z utraty korzyści uzyskiwanych dotychczasowymi, rabunkowymi metodami – podjęły się zadania przyspieszania realizacji scenariusza rozbiorowego.

To dlatego zasiadający w Sejmie konfidenci tak gwałtownie reagowali na wszelkie próby zablokowania tworzenia pozorów legalności dla rozpoczęcia tej operacji i dlatego pan wicepremier Janusz Piechociński siedział w rządowej ławie z taką miną, jakby co najmniej odpadł mu kutas.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

 
CZUWAJCIE, PRZEŁOŻENI, OBUDŹCIE ŚPIĄCYCH [ks. St.M.]
Wpisał: Ks. Stanisław Małkowski   
29.11.2014.

CZUWAJCIE, PRZEŁOŻENI, OBUDŹCIE ŚPIĄCYCH

 

 

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL-u, iż udają katolików

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

Warszawska Gazeta 28 listopada – 4 grudnia 2014 r.  KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ostatnie dni roku liturgicznego kierują nasze myśli ku kresowi doczesności i chwilom końca świata poprzedzonego znakami, które dają świadomość braku oparcia i zadomowienia w sprawach widzialnych, gdy ziemia usuwa się spod nóg i przemija postać tego świata.

Słowo Boże czytane w czasie mszy świętych od wtorku do soboty przed I niedzielą Adwentu, wzięte jest z Księgi Apokalipsy i z Ewangelii wg św. Łukasza (Łk 21, 5-36). Wraz z upadkiem Babilonu, mocarstwa wrogiego Bogu i osądzeniem Wielkiej Nierządnicy znieprawiającej ziemię (Ap 18,2; 19,2) ukaże się zwycięski Chrystus – Król królów i Pan panów (Ap 19,16), a wraz z Nim Miasto Święte – Jeruzalem Nowe zstępujące z nieba od Boga (Ap 21,2), do którego prowadzi aleja drzew życia (Ap 22,2) – symbol odzyskania raju niegdyś utraconego.

Dlatego mówi swoim uczniom Jezus: „nie trwóżcie się; przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie; nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie; czuwajcie i módlcie się w każdym czasie, bo chociaż niebo i ziemia przeminą. Moje słowa nie przeminą” (zob. Łk 21).

Poddanie się władzy Chrystusa Króla daje ludziom ocalenie i zbawienie, gdy nikną pozory bezpieczeństwa i spokoju. Jedną z postaci takiego niegodziwego spokoju, który musi minąć, jest sojusz ołtarza z tronem dla tymczasowych, obopólnych korzyści za cenę zła grzechu, gdy politycy udają katolików, a katolicy uprawiają i wspierają politykę opartą na kłamstwie i zbrodni. A przecież nie czymś innym jest udzielanie i przyjmowanie świętokradzkich komunii świętych. Mówi Jezus: „Okrutnie cierpię od grzeszników, jedna niegodnie przyjęta Komunia Święta więcej mi sprawia boleści niż trzy godziny konania, bo cierpienie moje jest bez skutku; pocieszaj Serce moje wiernością” („Nadprzyrodzone oświecenia służebnicy Bożej Kunegundy Siwiec”).

 

W pierwszą niedzielę Adwentu 30 listopada słyszymy wezwanie do czuwania (Mk 13, 33-37), aby pan domu nie zastał domowników razem z odźwiernym śpiących, gdy niespodzianie przyjdzie. Motywem czujności i czuwania jest nadzieja, której istotą jest niezłomna wiara w zwycięstwo światła nad ciemnością i pewność, że powstanie ze snu mimo trwania nocy jest możliwe i zbawienne.

W III RP trwa noc zakłamania, obłudy i zgody na wszelkie postacie krzywdy, zbrodni i bluźnierstw. Rządzi państwem zwanym III RP rozbójnicza banda złoczyńców tym różniących się od rządców PRL-u, iż udają katolików po to, by podobać się wszystkim i szerzyć pogląd wyrażony zwięźle w znanych słowach klasyka krętactwa: „jestem za, a nawet przeciw”, „są plusy dodatnie i plusy ujemne”.

Żyjemy w czasach chaosu, zamętu i pomieszania pojęć. Zatracają się proste rozróżnienia, światło miesza się z ciemnością, dobro ze złem, prawda z kłamstwem, wolność z dowolnością i samowolą. Diabeł podobny do lwa ryczącego szuka, kogo pożreć (zob. I P 5,8). Najłatwiej pożera się śpiących.

W czasach powszechnej apostazji i detronizacji Chrystusa Króla nie wolno być sennie obojętnym wobec zła. Zło powinno boleć. Dlaczego wielu śpiących odźwiernych nie boleje nad rabunkiem domu i krzywdą domowników? Dlaczego niewielu się przejmuje tym, że Polska ginie? Gdy żywy organizm choruje, skuteczne leczenie dotyczy całości. Gdy cała Polska jest chora, nie wystarczy kierować uwagę i terapię ku dolegliwościom cząstkowym. Wiarygodne przywództwo ma wskazać drogę życia.

Ponieważ duchowe przebudzenie jest początkiem i kresem narodowego powstania sięgnijmy po duchowe i modlitewne środki ocalenia, te trzy: po Krucjatę różańcową za Ojczyznę, po Intronizację Jezusa Chrystusa na Króla Polski razem z Maryją już intronizowaną jako Korony Polskiej Królową, a wreszcie po ofiarowanie Rosji Niepokalanemu Sercu Matki Bożej zgodnie z wolą wypowiedzianą w Fatimie w roku 1917.

W trzecim akcie dla nawrócenia Rosji i pokoju wstawiennictwo krzywdzonych ma szczególne znaczenie. Nasz polski ból i krzywdy doznane ze strony Rosji razem z bólem i łzami Maryi, z boleścią Chrystusa i prześladowanego Kościoła – oto argument nie do odrzucenia wobec usypiaczy na bezdrożach nihilizmu.

Kto czuje ból, ten nie śpi i wie, dokąd iść po ratunek. Ból sprzyja czuwaniu.

Zmieniony ( 29.11.2014. )
 
Eksperyment socjotechniczny. Sprawdza - ile społeczeństwo jest w stanie znieść.
Wpisał: Izabela Brodacka   
27.11.2014.

Eksperyment socjotechniczny. Sprawdza - ile społeczeństwo jest w stanie znieść.

 

„Wszyscy zawsze podejrzewają oszustwa wyborcze. OK. W takim razie zrobimy to jawnie, bezczelnie w biały dzień. Zobaczymy czy wytrzymają?”

Izabela Brodacka

Wiele osób nie potrafi sobie poradzić intelektualnie i mentalnie z obserwowaną wyborczą hucpą. Z jednej strony zawiodło wszystko co mogło zawieść - ludzie i urządzenia, system elektroniczny i Komisja Wyborcza. Z drugiej strony różne autorytety i strażnicy żyrandoli wydzielają z siebie nonsensowne i prowokujące dźwięki. Wysłuchałam z prawdziwym niesmakiem rozmowy z senatorem, prezesem Trybunału Konstytucjonalnego w spoczynku, Jerzym Stępniem. Pan senator raczył powiedzieć, że jedyną formą protestu przeciwko fałszerstwom wyborczym jest zgłaszanie wniosku do właściwego sądu okręgowego, który po rozpoznaniu sprawy to znaczy, po sprawdzeniu kart do glosowania w konkretnej komisji, zadecyduje czy w tej komisji unieważnić wybory.

Pan senator żyje wystarczająco długo na świecie i zajmował się wystarczająco długo wyborami, żeby wiedzieć, że nikt nigdy nie sięga do kart do głosowania. Idą na przemiał bez sprawdzania. W 2011 roku byłam przewodniczącą komisji wyborczej nr 89. Osobiście oddawałam protokóły na Wiśniowej. Widziałam jak moje ostemplowane i zamknięte worki zjeżdżają po pochylni do piwnicy. Miły pan woźny zapewnił mnie, że nigdy się dotąd nie zdarzyło, żeby ktoś do nich sięgał przy protestach wyborczych. Przykro mi ale wierzę woźnemu a nie profesorowi Stępniowi.

W poniedziałek 17.11.2014 po ostatnich wyborach byłam w budynku Gminy Śródmieście w Warszawie. Interesanci deptali po workach z kartami do głosowania rozproszonymi w holu i w korytarzach. Nikt ich nie pilnował. Każdy, bez najmniejszego problemu, mógłby zrobić z nimi co tylko chciał.

Skłonna jestem postawić tezę, że wyniki wyborów są lekceważone już na poziomie komisji wyborczej. Jej członkowie martwią się tylko o to żeby w protokole nie było sprzeczności wewnętrznych uniemożliwiających przyjęcie dokumentów. Osoby przyjmujące dokumenty doradzają słabiej liczącym jak poprawić czyli sfałszować protokół aby został przyjęty. Sama byłam czegoś takiego świadkiem, natomiast mojej koleżance, która była przewodniczącą komisji na Bielanach bez żenady zaproponowano kiedyś, żeby dla uzgodnienia wyników przeniosła do rejestru głosów nieważnych kilka głosów oddanych na Leppera.

Od lat społeczeństwo jest przygotowywane do tego, żeby traktować wybory jako rodzaj „ święta demokracji”- rytualny gest poparcia dla aktualnej władzy.

Jednak to nie tylko gest poparcia. Jestem zdania, że władza okresowo przeprowadza na społeczeństwie eksperyment socjotechniczny. Sprawdza - ile społeczeństwo jest w stanie znieść?

W 1970 roku okazało się, że lud pracujący miast i wsi nie wytrzymał podwyżki ceny kiełbasy zwyczajnej o 17,6%. To, że jednocześnie potaniały lokomotywy nikogo specjalnie nie pocieszyło. W 1980 roku ludzie nie znieśli braków rynkowych. Mogę uwierzyć, że nieracjonalna gospodarka planowa nie radziła sobie z zapotrzebowaniem na pralki automatyczne. Trudno jednak uwierzyć, żeby produkcja papieru toaletowego przekraczała możliwości techniczne gospodarki socjalistycznej i intelektualne jej zarządców. Długie huśtanie łodzią zaowocowało wybuchem. Eksperyment się udał.

Nasze społeczeństwo jest w stanie stuporu. Najlepszy dowód, że pokornie przełknęło kradzież oszczędności w OFE i wszelkie poprzednie skandaliczne afery PO. Wydaje mi się, że organizatorzy wyborów powiedzieli sobie: „Wszyscy zawsze podejrzewają oszustwa wyborcze. OK. W takim razie zrobimy to jawnie, bezczelnie w biały dzień. Zobaczymy czy wytrzymają?”

Zastanawiałam się wiele razy dlaczego politycy opozycji są w podobnych sytuacjach tacy pokorni i grzeczni? Dlaczego nawołują do spokoju i przełknięcia zniewag? Czy boją się o swoje życie? A może boją się konsekwencji wywołania zamieszek?

Uważam, że odpowiedź na to pytanie jest podobna do odpowiedzi na pytanie dlaczego molestowane dzieci latami nie buntują się przeciwko swoim oprawcom. Otóż molestowane dzieci uważają, że jeżeli będą grzeczne i potulne nie stanie się nic jeszcze straszliwszego niż się z nimi właśnie dzieje. Może oprawca poprzestanie na mniejszym, może da sobie spokój, może zrozumie, że dziecko cierpi. Tak powstaje syndrom sztokholmski- uzależnienie psychiczne od oprawcy.

Jeżeli obecny skandal wyborczy ujdzie rządzącemu establishmentowi na sucho będzie to oznaczało, że może posunąć się dalej. Może wprowadzić podatek katastralny aby wymusić wyprzedaż nieruchomości. Może zawiesić emerytury albo renty. Pewne kroki w tym kierunku już zostały zrobione. Wprowadzono niejako tylnymi drzwiami „odwróconą hipotekę”. Jest to mechanizm, który we współdziałaniu ze skrajnie niskimi emeryturami i rentami spowoduje przejście nieruchomości w ręce funduszy inwestycyjnych i banków czyli do końca wypłucze społeczeństwo z własności.

Jeżeli faktycznie dotknął nas syndrom sztokholmski następne eksperymenty będą bardziej okrutne.

 
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 1 - 4 z 473
 
Top! Top!