Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 11 gości
S T A R T
Wednesday 18 October 2017 02:05:55.24.
migawki
18go, środa: Opole – Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy jak w każdą trzecią środę miesiąca. Zaczyna się Mszą Świętą o 18-tej w intencji Ojczyzny w kościele Matki Bożej Bolesnej i św. Wojciecha. Marsz wiedzie wokół Uniwersytetu Opolskiego, do Ratusza i na pl. Wolności, kończy się przy katedrze pod figurą bł. Ks. Popiełuszki.

 
N O W O Ś C I
W Y S Z U K I W A R K A
 
POLECANE
11 listopada otaczamy Sejm RP Różańcem Świętym - Tak czynimy co roku już od sześciu lat! Drukuj Email
Wpisał: krucjata rozancowa za Ojczyzne   
16.10.2017.

11 listopada otaczamy Sejm RP Różańcem Świętym – Tak czynimy co roku już od sześciu lat!

[Nasza inicjatywa na razie znajduje mierne poparcie w mediach. "Ktoś" to blokuje. Proszę więc o nagłaśnianie, wydrukowanie plakatów, namawianie dziennikarzy do poparcia CZYNNEGO. No i - o UDZIAŁ !!   Mirosław Dakowski]

 

Dziękujmy Panu Bogu i Maryi Królowej Polski za owoce tej modlitwy i prośmy o więcej – niech Polska stanie się prawdziwym Królestwem Maryi i Jej Syna (Jasnogórskie Śluby Narodu). Msza Święta za Ojczyznę o godz. 10-tej w kościele Św. Aleksandra, pl. Trzech Krzyży, Warszawa.

Po złożeniu Bogu Najświętszej Ofiary za Ojczyznę nastąpi przemarsz pod Sejm i Senat RP, który po raz szósty otoczymy modlitwą różańcową!
-------------------------------------------
Tu można pobrać plakat
(większy rozmiar do wydrukowania i wywieszenia w parafii, w miejscu publicznym lub w pracy):

https://drive.google.com/file/d/0B7i15HJp0hgRNWxUbUhCZWRrMlE/view?usp=sharing

(a tu mniejszy rozmiar do rozsyłania poprzez internet):
https://drive.google.com/file/d/0B7i15HJp0hgRVU5NLW9mdFl5ODQ/view?usp=sharing

Zmieniony ( 16.10.2017. )
 
Głos w obronie Europy. Ratujmy nasz świat, zanim nie będzie za późno. Deklaracja paryska. Drukuj Email
Wpisał: Philippe Bénéton i inni.   
10.10.2017.

Głos w obronie Europy. Ratujmy nasz świat, zanim nie będzie za późno.

Deklaracja paryska.



Konrad Kołodziejski https://wpolityce.pl/polityka/361715-deklaracja-paryska-to-glos-w-obronie-europy-ratujmy-nasz-swiat-zanim-nie-bedzie-za-pozno



W internecie można już przeczytać deklarację paryską – głos osobistości: intelektualistów i polityków z Europy zaniepokojonych ścieżką, którą podąża dziś nasz kontynent. To głos rozsądku przywracający do życia podstawowe pojęcia, wywrócone do góry nogami przez tyranię lewicowej ideologii i nawołujący do opamiętania, póki nie jest jeszcze za późno.

 

Deklaracja paryska (jej pełny tekst tutaj) jest oświadczeniem mniejszości – wśród sygnantariuszy znane nazwiska m.in. Roger Scruton, Ryszard Legutko czy Rémi Brague – ale reprezentującym większość, milczącą i zastraszoną w obliczu ideologicznego terroru narzuconego Europie przez lewicowe elity.

[napisali i podpisali: Philippe Bénéton (France) Rémi Brague (France) Chantal Delsol (France) Roman Joch (Česko) Lánczi András (Magyarország) Ryszard Legutko (Polska) Roger Scruton (United Kingdom) Robert Spaemann (Deutschland) Bart Jan Spruyt (Nederland) Matthias Storme (België) md]

„Prawdziwa Europa jest w niebezpieczeństwie. Wszystkie nasze osiągnięcia – narodowa suwerenność, opór wobec imperium, kosmopolityzm harmonizujący z obywatelską miłością, chrześcijański ideał dobrego i godnego życia, głębokie przeżywanie klasycznej spuścizny – wymykają nam się z rąk. Podczas gdy patroni fałszywej Europy konstruują swoją sztuczną religię powszechnych praw człowieka, my tracimy nasz dom.”

Tracimy nasz dom, ponieważ jego fundamenty zostały już poważnie naruszone. Jego miejsce zajmuje „fałszywa Europa” zbudowana na gruncie nowego, narzuconego przez liberalną lewicę zespołu wartości, a narzędziem, które służy budowie tego nowego gmachu jest wielokulturowość będąca wyrazem niewiary w wyjatkowość europejskiej cywilizacji. To projekt w swojej naturze bolszewicki, który niszczy dorobek wielu pokoleń, a jednocześnie kruchy i nietrwały ponieważ nie opiera się na spoiwie, jakim jest sięgająca setek lat wstecz wspólna przeszłość i kultura.

Rozpadająca się Europa staje się dziś łatwym celem. Najeźdźcą są tu wrogowie Zachodu, z jednej islamiści, a z drugiej – próbujący upiec własną pieczeń na tym ognisku Putin. Gdzieś w oddali majaczą jeszcze Chiny, póki co przyglądające się rozwojowi wydarzeń. Najeźdźcy mają już swojego konia trojańskiego, różniącego się od tego z Troi tym, że nawet nie musieli go podstępnie przepychać za bramy Europy. On tam był od dawna. Zamieszkali w nim wrogowie wszystkiego, co zdołała zbudować zachodnia cywilizacja. Przeciwnicy religii i rodziny, wyznawcy obcych kultur i sfrustrowanych mniejszości, które nie mogą się pogodzić z tym, że są mniejszością, zwolennicy cenzurowania wolnej myśli oraz pisania od nowa podręczników do historii i literatury, relatywiści wszelkiej maści. Gdy rozpoczęła się inwazja „uchodźców” szeroko otworzyli im bramę, posługując się frazesami o wolności, która przestanie być cokolwiek warta, jeśli odmówimy jej innym.

Otóż jest dokładnie odwrotnie, jeśli zgodzimy się na najazd obcych kultur, to narazimy nasze bezpieczeństwo i wolność na szwank, bo wolność w warunkach zagrożenia jest fikcją. Czy możliwy jest wolny wybór, gdy ktoś przykłada nam nóż do gardła? Tak, ale tylko wtedy, jeżeli nam życie niemiłe.

Aby uniknąć takiego scenariusza potrzebne jest przywrócenie właściwych proporcji między tym, co własne, a tym, co obce. Kilka lat temu Szwajcarzy w referendum opowiedzieli się za zakazem budowy minaretów przy meczetach, tłumacząc, że minarety nie mają charakteru religijnego, lecz stanowią wyraźny symbol polityczno-religijnych roszczeń do władzy, co stawia pod znakiem zapytania podstawowe prawa obowiązujące w tym kraju. Czy taki zakaz jest niestosowny? Owszem, tak samo jak niestosowny jest zakaz posiadania chrześcijańskich symboli religijnych na terytorium Arabii Saudyjskiej lub tamtejszy zakaz poruszania się odcinkami autostrad przeznaczonymi wyłącznie dla muzułmanów.

Oczywiście Arabia Saudyjska może stanowić na swoim terytorium własne prawa, tak samo jak i my w Europie mamy prawo do ochrony naszej kultury i tożsamości. Ktoś powie: ależ nic złego się nie dzieje, nasza kultura i tożsamość nie są na razie zagrożone, po co ten apokaliptyczny ton? Ano dlatego, że w tej sprawie trudno mieć zaufanie do politycznych elit Europy, które założyły na siebie ideologiczny knebel polit-poprawności. Nikt z nas, obserwując problemy z asymilacją odmiennych kultur we Francji, Niemczech czy Skandynawii, nie życzyłby sobie podobnych konfliktów we własnym kraju. Bo choćby sama demografia wskazuje, że starcia międzykulturowe czy międzyreligijne w Europie będą się raczej nasilać niż zanikać. Jeśli nawet nie za naszego życia to za życia naszych dzieci. A skoro zasada odpowiedzialności za przyszłe pokolenia – jak uczy lewica – niezaprzeczalnie obowiązuje w kwestii globalnego ocieplenia, to z pewnością nie inaczej jest ze współistnieniem różnych kultur.

Sygnatariusze deklaracji paryskiej piszą, że multikulturowe mogą być wyłącznie imperia. To prawda. Amerykanie – których państwo może z uwagi na globalne interesy uchodzić za współczesne imperium – są społeczeństwem wielokulturowym. Jednak zdołali oni zapewnić sobie lojalność większości przyjezdnych wobec obowiązujących tu praw. Warunkiem pozostania w Ameryce jest bowiem nie tylko poszanowanie reguł, ale także lojalność wobec nowej ojczyzny.

Tego wszystkiego w rozdartej różnymi interesami Europie nie ma. Nie ma przede wszystkim jednej tożsamości europejskiej, nie ma aktu założycielskiego, do którego można się odwołać, nie jest nim bowiem traktat z Maastricht, ani traktat lizboński, nicejski ani żaden inny. Jeśli bowiem nawet akty te odwołują się w jakimś stopniu do wspólnych europejskich korzeni, to i tak każdemu Europejczykowi bliższa jest tożsamość lokalna.

Być może narastająca wojna z wojującym islamem doprowadzi do przesilenia, które zdoła zerwać pęta politycznej poprawności.

W tej chwili jednak absurdalny strach przed fatwą ze strony liberalnej lewicy uniemożliwia prowadzenie polityki, która byłaby odpowiedzią na stojące przed Europą zagrożenia. Wydaje się wręcz, że europejskie elity bardziej obawiają się etykietki „ksenofoba” niż czających się islamistów.

Niewykluczone więc, że obecny projekt europejski zakończy się niepowodzeniem. Przede wszystkim dlatego, że okazał się on mało odporny na ideologiczne zacietrzewienie. Kryzys imigracyjny unaocznił niezdolność do wypracowania wspólnego stanowiska, niezdolność, za którą winę ponoszą głównie pełniące przywódczą rolę w Unii Niemcy. A obecne elity europejskie, które z powodów ideologicznych ciągle nie potrafią podjąć we własnym gronie dyskusji w obliczu realnych zagrożeń, nie są już w stanie zapewnić obywatelom ani bezpieczeństwa ani wolności.

Deklaracja paryska jest głosem w obronie Europy. Bo bezpieczeństwa, jakie daje wspólnota, nie jesteśmy w stanie zapewnić sobie samodzielnie. Jeśli uda się zniszczyć tę wspólnotę, stracimy poczucie bezpieczeństwa. A jego utrata kończy się zwykle również utratą wolności.

Zmieniony ( 13.10.2017. )
 
Niechaj wodze spierają się i swarzą. To jest Cud nad Wisłą. Drukuj Email
Wpisał: ks. arcybiskup JÓZEF TEODOROWICZ   
22.12.2016.

Niechaj wodze spierają się i swarzą. To jest Cud nad Wisłą.

 

...Dziś pomóc mogą więcej wasze modlitwy, niżeli nasza sztuka wojenna...

 

[Wstęp do książki płk. Franciszka Arciszewskiego „CUD NAD WISŁĄ, rozważania żołnierza”, Veritas, Londyn, 1957]

[ Ze zbioru kazań pt. NA PRZEŁOMIE, stroníca  251. Nakład Księgarni Świętego Wojciecha. Poznań  - Warszawa - Wilno ‹- Lublin, rok 1923. ]   

 

[Jesteśmy dumni, że wiek temu mieliśmy TAKICH arcybiskupów i TAKICH żołnierzy. Teraz by się TERAZ przydali.. MD]

 

 

Wyciąg z kazania ks. arcybiskupa JÓZEFA TEODOROWICZA wypowiedzianego w katedrze warszawskiej w 1920 r., podczas nabożeństwa dziękczynnego za oswobodzenie stolicy i kraju od najazdu bolszewickiego.

 

===============

 

Ciężkie były zmagania się Izraela z Amalekitaini; bitwa rozgorzała wielka. Po jednej i drugiej stronie równy zapał ożywiał żołnierzy i wodzów. Nikt nie mógł rozróżnić, nikt rozpatrzyć, na która stronę przechyli się szala zwycięstwa. A wtedy Mojżesz odszedł, ażeby z dala od wrzawy i zgiełku bitwy do Pana się modlić. I wznosił obie dłonie w błagalnej modlitwie i jął zaklinać Boga, ażeby błogosławił orężowi Izraela. W tej samej chwili szyki wroga zachwiały się i cofać poczęły, a Izrael następował na nie. Lecz wysoko wyciągnione w górę ręce Mojżesza w zemdleniu poczęły opadać. Jak gdyby na dany znak, gdy osłabła modlitwa, wróg w lot poprawił trudne swoje położenie i odwrócił się, ścigany, jak gdyby czując słabość w Izraelu. I znowu losy bitwy poczęły być dla ludu wybranego wątpliwe. Jak fala zawrócona w biegu, odbita od twardej skały, tak duch Izraela cofał się i słabnął. A wtedy Mojżesz wznosił znów dłonie ku Panu i, o dziwo, Izrael na nowo poczynał brać górę. Az się spostrzegli i opatrzyli Mojżesza towarzysze, i wzięli jego ręce w swoje dłonie, i trz mali je wyciągnięte ku niebu. i juz szczęście wojenne trwale było przy Izraelu. I trzymali dłonie Mojżeszowe tak długo, aż ostatecznie zatryumƒował lud wybrany i w surmę zwycięstwa uderzył. (Ks. Wyjścia XVII,  8-16) 

Patrzcie, jak w tym wizerunku sprzęgają się i wzajem wspomagają: duch męstwa żołnierza i duch modlitwy. Bitwa ta rozgrywała się niezawodnie podług wszelkich praw znanej ówczesnej strategii. Losy przegranej, czy zwycięstwa ważyć się zdawały tylko podług rachunku ludzkiego, tj. gorszych czy lepszych planów strategicznych, większej czy mniejszej liczby żołnierzy, większej czy mniejszej sprawności wodzów.

I każdy historyk wojenny mógł śmiało uczniom wykładać, gdzie i w której chwili i dlaczego losy bitwy przechyliły się na tę, czy na tamta stronę.  A jednak i plany wojenne, i męstwo żołnierza, i zdolności dowódców nie rozegrały tej walki. Wszystko to, co bitwie stanowi, było narzędziem tylko w ręku niewidzialnego Wodza, który podług miary i wagi układa sam swój plan bitwy.

Nie miesza się On cudownie w zastępy walczących, nie zsyła Aniołów swych z nieba, by hufce mdlejące zasilały, bierze jednak w swe ręce to, co się wymyka z wszelkich i najlepszych obliczeń rycerskich dowódców i czego nie dosięgnie ni zapał, ni bohaterstwo żołnierzy; bierze On w swe ręce to, co się wydaje czystym przypadkiem albo jakimś niedopatrzeniem czy nie-doliczeniem, i wciąga to w swój rachunek, w swój plan, i albo daje przegrana albo też darzy zwycięstwem. 

Ten obraz żywo mi staje przed oczyma, kiedy dziś wespół z wami wspominam przed Bogiem ciężkie dni oblężenia Warszawy. Wasze wielkie wysiłki i ofiary, złożone w obronie stolicy przed straszliwym wrogiem, ale tez i wasze gorące po świątyniach modlitwy, wasze nowenny, wasze spowiedzi i wasze Komunie św., na intencję wybawienia Polski przyjmowane.

Niechaj wodze spierają się i swarzą, niech długo i uczenie rozprawiają, jaki to plan strategiczny do zwycięstwa dopomógł. Będziemy im wierzyli na słowo i słuszność im przyznamy. Ale cokolwiek wypowiedzą, nigdy nas o jednym nie przekonają, by plan, choćby najmędrszy, sam przez się dokonał zwycięstwa.

Jeżeli w każdej bitwie, nawet najlepiej przygotowanej, przy doborze wodzów i żołnierza, przy planach genialnych, jeszcze zwycięstwo -waha się niepewne, jeszcze zależnym jest od gry przypadków, a raczej od woli Bożej, to cóż dopiero mówić tutaj? - Tu, pod Warszawą, taka była pewność przegranej, że wróg telegramami światu oznajmił na dzień naprzód jej zajęcie. Sam zas wódz francuski, który tyle zasług niespożytych położył około obrony naszej stolicy, gdy go nuncjusz zapytał w przededniu bitwy. czy liczy na zwycięstwo - odpowiedział znacząco: „Dziś pomóc mogą więcej wasze modlitwy, niżeli nasza sztuka wojenna“. Istotnie modlitwy pomogły. Nie ujęły zasługi wodzom, ni chwały męstwu żołnierzy; nie ujęły tez wartości ofiarom i wysiłkom całego społeczeństwa; ale modły bitwę rozegrały, modły cud nad Wisłą sprowadziły.

Dlatego cokolwiek mówić czy pisać się będzie o bitwie pod Warszawą, wiara powszechna nazwie ją cudem nad Wisła, i jako cud przejdzie ona do historii.

Zupełnie podobny to cud do cudu pod Częstochową. Dzieje pisać o nim będą i takimiż złotymi upamiętnią, go w sercu narodu głoskami, jak pisały i wspominały obronę Częstochowy. Tu i tam czerń zalała Polskę, tu i tam od zdobycia jednego grodu losy Polski zawisły; tu i tam boje i zwycięstwo uwieńczone zostały cudem Pańskim. W niczym cud pod Częstochową nie obniży wartości męstwa broniących grodu żołnierzy; ni jednego nie uszczknie lauru ze skroni Kordeckiego. Bóg, czyniąc cuda, nie przytłacza i nie niszczy chlubnych wysiłków swojego stworzenia;  owszem, tam, gdzie i największe ofiary przed przemagającą siłą ustąpić musza, cudem je wspiera  zi cudami bohaterstwo wieńczy. Pycha to tylko, bałwochwaląca siebie, zdolna jest tak wysoko się wynieść, iż Bogu samemu urąga, dumnie w przechwałkach wołając: O cudach nam mówicie, cuda nam głosicie?  Zali to nie ramię nasze ocaliło Warszawę? zali to nie  geniusz wodzów ja zbawił? 

Tylko tym, co się mienia bogami na ziemi, wydaje się Bóg i Jego moc i Jego łaska jakąś konkurencją niepożądaną, która z zasług ich odziera. Nie za sługi Pańskie, ale za wcielone bóstwa uważają się ci, którzy ze śmiesznej i zuchwalej nadętości tak mówią.

Veni, vidi, Deus vicit” - Przyszedłem, zobaczyłem, Bóg zwyciężył - powiedział Sobieski pod Wiedniem.  Pytam się was, czy te słowa pokory i wiary umniejszyły w czymkolwiek lub obniżyły bohaterstwo króla i wodza? czy uszczknęły co z wawrzynów, jakie potomność i historia włożyły na skroń jego?

Nic,  zaiste, raczej mu ich przymnożyły: bo przepoiły jego  bohaterstwo wdziękiem niezwykłym, ze tak kornie o sobie trzymał, a nie nadymał się pysznie i nie  wynosił. Rzuciły te słowa na czoło królewskie aureolę, utkaną z promieni wiary, które Jana III pasują na chrześcijańskiego rycerza.

Można więc śmiało powiedzieć, ze te piękne i korne słowa wieńczą i zdobią jego skronie jeszcze wdzięczniej, niż samo męstwo. W słowach jego tkwi prawdziwa filozofia ducha wojen, w których Bóg, rozrządzający losem narodów, przegraną lub zwycięstwem dla swoich posługuje się  celów. Tkwi w nich obraz i symbol takich zwycięstw, które, jak zwycięstwo pod Warszawą, tylko w sposób nadprzyrodzony wyjaśnić i wytłumaczyć można.  Deus vicit! - powtarzamy za naszym zwycięskim królem, kiedy dzisiaj wspominamy o naszych przejściach strasznych i wielkim zmiłowaniu Bożym.  Deus vicit - Bóg zwyciężył! - zawołamy tym wszystkim, którzy by ludzkiej mocy czy zręczności wyłącznie przypisywać chcieli zwycięstwo i wiązać je nie z nadziemska pomocą Bożą, ale tylko z wojennymi planami. 

Cóż tu mówić dużo o planach, skoro przejścia do Warszawy dla wroga, jak się pokazało później, podobne były do nici pajęczej, którą trochę silniejszy napór albo trochę słabsza obrona każdej chwili mogły przerwać? Nie plan strategiczny rozstrzygał o ocaleniu Warszawy, skoro pozostawiał punktu obrony nie-  zabezpieczone. Plan to inny ocalenie przyniósł. Plan ten skreślony był ręką Bożą a tworzył go i wykonywał  Duch Pański. Czego nie zdołał ni zabezpieczyć ni przewidzieć plan ludzki, to zabezpieczył i przewidział plan Boży. Gdy za słaba była obrona na przedmościu warszawskim i wróg już począł zwycięsko napierać, wtedy, jak spod ziemi dobywa Duch Boży serca bohaterskie... Kiedy szeregi wojsk poczynają się łamać, coƒać i pierzchać, wtedy Wódz Niebieski odkomenderowywa poruszeniem wewnętrznym kapelana Skorupkę i ten pierzchających zawraca, a śmiercią męczeńską zwycięstwo zabezpiecza. Bóg  to jeden do warunków, do potrzeb, do chwili odnajdywał i wydobywał serca, poddawał im szczęśliwe  natchnienia, uzbrajał męstwem bohaterskim i przez  nie swoje przeprowadzał plany.

To, co jest najsłabszą stroną w planie strategicznym człowieka, to właśnie stanie się najsilniejszym w planie nadprzyrodzonym, Bożym... Bóg, który bohaterów wzbudził, który ich przewidział i wybrał, na właściwym miejscu- postawił  i w chwili stosownej użył, czyż nie wsławia w nich  imienia swojego? czyż przez nich chwały swej nie rozgłasza?  A jak jedni papierowe plany, Bożej przeciwstawiają mocy, tak znowu inni twierdza, że zwycięstwo pod Warszawa było łatwe, bo wróg był wyczerpany.  Wyczerpany? On przecież gonił, duchem zwycięskim  ożywiony, naszego żołnierza aż pod Warszawę. Taka gonitwa wyczerpywała wojsko nasze, ale nie jego siły.  Poczucie tryumƒu i zwycięstwa jest i w najsłabszej armii zadatkiem potęgi, podobnie jak poczucie przegranej jest i w najpotężniejszej zadatkiem jej słabości i rozgromu. I gdyby naprawdę wróg czuł się słabym, toć właśnie tutaj skupiłby wszystkie swe siły, ażeby ostatecznym uderzeniem zwycięstwo sobie zapewnić.  Czy jednak czuł on naprawdę niemoc swoja? Czyżby rozgłaszał światu swoje zwycięstwo jako dokonane, i narażał tak siebie na ośmieszenie i poniżenie, gdyby zwycięstwa tego nie był sam pewien? A czyżby rozdzielał armie swoje najniepotrzebniej i jedne oddziały wysyłał ku Niemcom, a drugie ku Warszawie, gdyby co do obliczeń swoich nie był upewniony? Zapewne w takim rozdzieleniu sił był olbrzymi błąd strategiczny, który tylko oczywistemu zaślepieniu przypisać można.

Był to błąd podobny do tego jaki popełnił Absalon, ścigając wojsko Dawida. Zamiast' uderzyć na oddziały jerozolimskie cała siłą, jak mu radził Ahitophel, poszedł on raczej za złą radą Chuzy i ociągał się, pewien, iż stanie się to, co ma Chuza zapowiadał:  „Przypadniemy nań a okryjemy go, jako zwykła rosa  padać na ziemię, a nie zostawimy z mężów, którzy  z nim są, ani jednego” (Por. II Król. XVII, 12)

Tak samo myślał wróg o grodzic naszym; sądził on, ze może swobodnie dzielić wojska, bo i tak stolica Polski, jak dojrzały owoc z drzewa, na pewno mu się dostanie. Bóg dopuścił, że nieprzyjaciel upoił się pycha i pewnością siebie i zaślepił się.

Mówił mi jeden z generałów: ,,Pod Warszawa Bog zdziałał cud”.

Pomijam już wszystko inne, ale podobnie szalony plan, jak rozdzielenie sił wojennych przez bolszewików w pochodzie na Warszawę, tylko jakiemuś szczególniejszemu zaślepieniu przez Boga przypisać się musi.  Myśmy zaś wówczas, patrząc na to, mogli powtarzać za Prorokiem: Wypuścicie z piersi waszych okrzyk wojenny, a mimo to zniszczeni będziecie. Wnijdźcie w narady, a one będą rozerwane i unicestwione. Dawajcie jakie chcecie rozporządzenia, a one się staną bez skutku, albowiem Bóg jest z nami. (por. Iz. VIII,  9-10). Prawdziwie, kiedy się rozejrzymy w całym planie i dziele, wołamy z Prorokiem: „Oto Bóg Zbawiciel  mój... moc moja i chwała moja Pan, bo stał się wybawieniem“ (Iz. XII, 2).

Nie z nas to, o Panie, nagle wystrzelił promień nadziei. Z nas było tylko przygnębienie, z nas mówiło zrozpaczenie, kiedyśmy hordy dzikie pod Warszawa ujrzeli. Z nas szły tylko cienie, które chmura czarnej nocy przysłaniały oczy nasze. Ty to pośród ciemności rozpaliłeś światło, Ty w zwątpieniu wskrzesiłeś nadzieję, Ty w omdlałej naszej duszy rozpaliłeś płomień  życia, miłości i bohaterstwa. Bohaterstwo zatętniło w skroniach naszego polskiego żołnierza, a ono dziełem było rak Twoich. Ty je spuściłeś z niebios na jego rozmodloną przed ołtarzami Twymi duszę. Bo żołnierz w rozsypce, który od tygodni całych miał tylko jedno na myśli - ucieczkę, żołnierz wyczerpany na ciele i na  duchu, żołnierz zwątpiały, który wierzył święcie  w przegrana, a zrozpaczył o zwycięstwie, taki żołnierz  tylko od Ciebie, tylko z serca Twojego mógł zaczerpnąć  nowej wiary, nowej ufności i nowego zapału. Czym on był wówczas sam przez się, 0 tym świadczył ten oddział, który w chwili poczynającej się bitwy, wbrew zakazom, cofnął się z pola, oddając na pastwę wroga losy ostatecznej rozegranej. Oto czym był wówczas żołnierz sam z siebie, lecz w lwa się przemienił, gdyś Ty, o Panie, tchnął weń moc Twoją. «  A kiedyś nas tak przemądrze wspierał i wspomagał, nie spuszczałeś jednocześnie i wroga. z oczu.  - Nas oświecałeś, o Panie, a wroga naszego zaślepiałeś; w nas wskrzeszałeś ufność i wiarę, a jemu zatwardnieć dałeś w wyniosłości i pysze; z nas dobywałeś płomień bohaterstwa i wysiłki najszczytniejsze,  kiedy tymczasem u wroga pewność zwycięstwa wywoływała lekceważenie i nieopatrzność.

Teraz już rozumiemy, teraz już wiemy, teraz już czytamy plany Twoje, o Panie. Dziełami Twymi przemawiasz do nas tak, jak przemawiałeś do Izraela przez Izajasza Proroka, który o Tobie i w Twoim imieniu powiedział: Znam Ja me plany, którem powziął względem was - to plany na pokój, a nie na nieszczęście; aby wam przyszłość tworzyć i dać nadzieję (Jer. XXIX, 1,1).

 -Jak zaś sama obrona Warszawy, tak i moralne jej skutki świadczą o zmiłowaniu Bożym i o dziele Bożym. Bóg przez swój cud pod Warszawa dał nam odpowiedź wymowną na nasze trwożne pytania, które rozpacz ciskała na usta. Patrząc na zwycięskie hordy, następujące na stolicę, pytaliśmy: Dlaczego dopuściłeś to wszystko na nas, Panie? Bóg odpowiada: Jam was  na to nawiedził, ażeby mój lud poznał Imię moje;  dlatego pozna on w ten dzień, iż to Ja jestem, który  mu mówię.: otom tu jest (por. Iz. LII, 6).

Poznaliśmy Imię Pańskie w dzień wskrzeszenia Polski, ale dusze nasze wkrótce odbieżały od Jego świętego imienia, i pilno nam było imię własne wywyższać i wynosić. I Bóg dopuszcza na nas straszne nawiedzenie i ratuje nas z niego cudem swoim, ażebyśmy przez nowe przeżycie poznali, iż to On  prawdziwie jest pośród nas. W odpowiedzi zaś swojej cudzie swoim Bóg nam ukazał przyszłość naszą.

Pod Warszawą zrozumieliśmy: albo ogarnąć się damy hordom i nawale od Wschodu, a wtedy utracimy i byt nasz i duszę naszą, lub tez staniemy przeciw niej, ażeby wybawić siebie, a murem ochronnym stać się dla świata.

Przez cud swój pod Warszawą Bóg powiązał przyszłość naszą z przeszłością. Powiązał i sprzągł myśl swoją względem nas z dnia wczorajszego dniem dzisiejszym i jutrzejszym. I odzywa się do nas Bóg, jak się odzywał do Izraela przez Izajasza Proroka:  Narodzie, oczy twoje patrzą na Mistrza twego, i usłyszą  uszy twoje słowa napominającego: Ta jest droga,  chodźcie po niej, a nie ustępujcie ani na prawo, ani  na lewo (por. Iz. XXX, 20-21).

Cud pod Warszawa był też pochodnią, rozpaloną przez Boga, w której blasku ujrzały narody przeznaczenie Polski. Na co to - pytały - i dla jakich to celów Polska powstała i pośród nas stanęła? Na to odpowiada Bóg przez cud pod Warszawa - by murem ochronnym wam była, tarczą waszą i puklerzem waszym.

Bo ani wiedziały, ani się domyśliwały nawet narody, jak wielkie ma Polska dla nich znaczenie i przeznaczenie.  Oprócz wiernej sojuszniczki Francji, wszystkie inne państwa zostawiły nas w chwili oblężenia pod Warszawą własnemu losowi. Były pośród nich i takie nawet, które utrudniały dowóz broni i amunicji do stolicy. Inne z uśmiechem sceptycznym na ustach wołały, wzruszając ramionami: Już przepadli, już zginęli! Ze szpalt zaś prasy narodów, nawet z nami  sprzymierzonych, dolatywały nas nieraz docinki: Dobrze im tak, zasłużyli na ten los.

Gdyśmy walczyli o byt nasz, ludy i narody patrzyły na nasze zmagania tak, jak się wpatruje widz z galerii w jakieś cyrkowe widowisko.

Nigdy nie uwidocznił się żywiej brak wszelkiej myśli politycznej w Europie, jak w tej pamiętnej chwili.  Bo ci, którzy nam płacili obojętnością lekkomyślną, nie byli zdolni zadrżeć chociażby o swoje własne bezpieczeństwo. Jakżeż to więc chcemy, ażeby ludy te, państwa i narody wniknąć miały, pojąć i zrozumieć naszą misję dziejową -względem nich?

Dopiero gdy się rozległ po Europie i świecie okrzyk, iż Warszawa jest wolna, dreszcz przeszedł po wszystkich. Dopiero wtedy jęły się pytać narody: A cóż by to z nami się stało, gdyby Warszawa była padła, a dziki huragan przewalił się po niej i biegł, ażeby potem nam nieść zniszczenie?  Dopiero wtedy z piersi narodów dobył się okrzyk:  W zwycięstwie Warszawy jest zwycięstwo nasze, a wolność Polski poręcza i nam wolność.

Cud pod Warszawa był dopełnieniem cudu wskrzeszenia Polski. Powstanie narodu związał Bóg z wytrwałością jego w znoszeniu cierpień niewoli; ale cud nad Wisła wywołały nasze nowe przeniewierstwa.

Wskrzeszenie Polski było nowym tworem Bożym; ochrona zaś jej była dziełem zbawienia. Kiedy Polska stanęła pośród narodów, Bóg jeszcze nie wypisał na jej czole jej przeznaczeń. Ani ona sama nie wiedziała, czy ma powrócić do dawnych tradycji przeszłości, ani świat jej dawnego posłannictwa ku obronie świata od  Wschodu nie pamiętał.

Cudem pod Warszawa Bóg głoskami krwawymi, ale chwalebnymi, posłannictwo Polski na drogach jej nowych zapisał.  W dziele wskrzeszenia Polski Bóg posługuje się narodami, ażeby wespół z Nim, w myśl Jego, współdziałały ku jej powstaniu. Lecz w cudzie nad Wisłą, Bóg chce szczególniej stwierdzić, ze jednak On sam przede wszystkim dzierży naród nasz w ręce i kiedy chce, dopuszcza nań karę, a kiedy zechce, wybawia go.

Bóg łaskę zwycięstwa i cud pod Warszawa dał nam przez ręce Tej, która Polski jest Królowa. Mówił mi kapłan, pracujący w szpitalu wojskowym, iż żołnierze rosyjscy zapewniali go i opisywali, jak pod Warszawa widzieli Najświętsza Pannę, okrywającą swym płaszczem Polski stolicę. I z różnych innych stron szły podobne świadectwa; zupełnie jak pod Częstochową. I właśnie dzień 15 sierpnia dzień poświęcony czci Matki Boskiej, a dzień ostatni wielkiej nowenny narodowej, był dniem pamiętnym zwycięstwa. Na ten dzień wróg zapowiadał był swój tryumf; w tym dniu miał odbyć swój wjazd do stolicy sam naznaczył tę właśnie datę na upokorzenie i na rozgromienie nasze.

I to właśnie w tym dniu stało się coś zgoła nieprzewidzianego, niespodziewanego. Dzień 15 sierpnia, obwołany w biuletynach całego świata - jeszcze przed czasem jako dzień zajęcia Warszawy, obraca się dla pysznego wroga w klęskę, a dla nas w chwałę i zwycięstwo. „Haec dies, quam fecit Dominus, Alleluja.  (Ps. CXVII, 24) To jest prawdziwy dzień Najświętszej  Panny - dzień Jej zmiłowania i dzień Jej opieki -  dzień cudu nad Polska. Chce Ona w nim przed narodem całym zaświadczyć, że będzie tym Polsce, czym  była w całej przeszłości: Panią jej i Obronicielką. Jak ongi nad murami Częstochowy, tak dziś rozbłysnąć zapragnęła nad Warszawą, ażeby przez ten nowy cud wycisnąć w sercu nowej Polski miłość swoją.  Cud pod Częstochowa prowadził króla i naród do ślubów świętych, złożonych przed ołtarzem Maryi w archikatedrze Lwowskiej i do obwołania Jej Królową Polskiej Korony.

Niechajże cud pod Warszawa zdziała to samo. Niechaj zwiąże naród cały w jedno bractwo wdzięcznych czcicieli Maryi. I niechaj bractwo to podejmie się dopełnienia zaciągnionych, a jeszcze nie wykonanych ślubów.

Zmieniony ( 06.10.2017. )
 
Partyzanci z wyrąbanego lasu. Czemu zawsze o cenzurze. Drukuj Email
Wpisał: Izabela Brodacka   
30.09.2017.
 

Partyzanci z wyrąbanego lasu

[Czemu musimy zawsze o cenzurze?? jej ewolucji?? md]

Izabela Brodacka

Jest to śródtytuł ostatniej książki profesora Mirosława Dakowskiego [ O to  co najważniejsze, krzaczek na drodze lawiny] oraz tytuł książki Michała Marusika i Grzegorza Ungiera o protestach, walce i strajkach w Rafinerii Gdańskiej w latach 1980 i 81. Tak można nazwać wszystkich walczących o prawdę. Prawdę historyczną, prawdę społeczną, prawdę naukową.

Jest takie rosyjskie powiedzenie не надо ( nie trzeba) będące łagodniejszą wersją  нельзя ( nie wolno), które ujmuje w sposób niezwykle precyzyjny istotę współczesnej cenzury gorszej chyba nawet w skutkach niż brutalna cenzura prewencyjna. Przemoc rodzi opór, a przynajmniej jednoznaczną polaryzację stanowisk. Cenzura miękka, będąca pochodną politycznej poprawności łatwo się uwewnętrznia, staje się rodzajem kodeksu dobrego tonu. Osoba cenzurująca, odmawiająca ci prawa do swobodnej wypowiedzi przestaje być przeciwnikiem czy wręcz wrogiem. W oczach społeczeństwa staje się strażnikiem dobrych obyczajów, a nawet zasad moralnych.

Nikt nie zabrania ci na ogół zajmować się niewygodnymi tematami, nikt nie mówi nie wolno. Mówi się не надо, nie trzeba, nie należy.

Każdy kraj ma swoją listę tematów tabu. W Stanach Zjednoczonych nie należy zajmować się na przykład różnicami rasowymi. Jeżeli nawet stwierdzimy, że murzyńscy biegacze czy koszykarze z racji specyficznej anatomii osiągają w swoich dyscyplinach o wiele lepsze wyniki niż rasa biała , albo że Murzyni są wyjątkowo utalentowani muzycznie popełniamy śmiertelny grzech dyskryminacji rasowej. Samo słowo Murzyn jest niedopuszczalne, zaleca się używać terminu Afroamerykanin. Bohater Sienkiewicza Kali zgodnie z tą logiką powinien być nazywany Afroafrykaninem. Doprowadzono do tego, że człowiek który użyje słowa Murzyn czuje się tak jakby zepsuł w towarzystwie powietrze.

O wiele bardziej poważne w skutkach jest przenoszenie do rejestru tematów tabu informacji na temat katastrof i klęsk żywiołowych, tajnych układów politycznych  oraz prawdziwej wiedzy historycznej. Metody kneblowania niepokornym ust okazują się równie skuteczne jak swego czasu gipsowanie ust skazańcom przez hitlerowców.

Dziennikarzowi, który chciałby podjąć niebezpieczny temat redaktor naczelny mówi: „ naszych czytelników to nie zainteresuje”. Młody dziennikarz spłaca najczęściej kredyt mieszkaniowy, a rynek pracy jest w tym zawodzie bardzo wąski. Dziennikarz udaje więc, że bierze za dobrą monetę wskazówki naczelnego i bierze się za kuchnię, albo modę, albo inne równie bezpieczne zagadnienia.

Od lat niezwykle skuteczną okazuje się metoda kompromitowania niewygodnych tematów, którą nazywam metoda „ na Urbana”. Aktualna wersja tej metody powinna nosić nazwę „ na Putina”. Stwierdzenie: „Mówisz jak Urban czy mówisz jak Putin” zamyka usta prawie każdemu dociekliwemu niezależnie od tego czy w tej szczególnej kwestii Urban i Putin mieli rację.

Niezwykle skuteczna okazuje się metoda opisywana przez Roberta Cialdiniego w znanej książce pod tytułem  "Wywieranie wpływu na ludzi", metoda „na konsekwencję”. Przeciętny człowiek, a szczególnie przeciętny inteligent czuje się zobowiązany do konsekwencji. Gdy od lat usiłowałam zainteresować dziennikarzy tematem jawnego złodziejstwa niesłusznie nazywanego reprywatyzacją nieruchomości nieodmiennie słyszałam, że jestem przeciwniczką  samej reprywatyzacji. Reprywatyzacja była wymieniana obok bonu oświatowego i urynkowienia wydawnictw w zestawie haseł zaklęć transformacji ustrojowej. Krytykowanie patologicznej formy tej reprywatyzacji, to znaczy handlu roszczeniami skutkującego obrabowywaniem prawowitych właścicieli oraz wyrzucaniem na bruk prawowitych lokatorów było traktowane jako powiadanie się po stronie dekretu Bieruta. Niewiele osób jak się okazuje chciało nosić podobne piętno. Jak inaczej wytłumaczyć milczenie dziennikarzy w tak drażliwej i pełnej dramatycznych czy wręcz kryminalnych epizodów sprawie.

Często stosowaną metoda gipsowania ust jest odwoływanie się do etyki chrześcijańskiej przez osoby które są ateistami,  nawet zadeklarowanymi wrogami kościoła. Osoby te czują się jednak uprawnione do pouczania nas, ludu bożego, jak mamy rozumieć i jak stosować zasady naszej wiary.

Jeszcze ciekawszy od rejestru metod zamykania ust  jest rejestr tematów tabu. Takim tematem jest na przykład awaria w Fukushimie, o której niewiele wiemy wszyscy, ale również niewiele wiedzą najbardziej zainteresowani czyli Japończycy. Nadal bardzo źle widziane jest zajmowanie się katastrofa smoleńską. Nie tylko źle widziane, lecz wręcz tępione jest zainteresowanie lekami, firmami farmaceutycznymi, a w szczególności szczepionkami i ich oddziaływaniem na najmłodszych.

Na szczęście istnieją ludzie nie poddający się kneblowaniu i impregnowani na wszelki inwektywy.  Takim człowiekiem jest profesor Mirosław Dakowski. Przez całe życie walczy o prawdę- prawdę naukową, prawdę historyczną, prawdę społeczną od wielu lat publikując na swojej stronie to co uważa za słuszne i stosowne.

Ma zapewne podobną liczbę gorących zwolenników co równie gorących przeciwników, których gorszy całkowite lekceważenie przez niego zasad politycznej poprawności. Ostatnio w wydawnictwie Antyk Marcina Dybowskiego ukazała się nowa książka profesora Dakowskiego pod tytułem: „ O to  co najważniejsze, krzaczek na drodze lawiny”. Znajdziemy tam artykuły na temat energetyki, na temat katastrof elektrowni jądrowych w Czarnobylu oraz Fukushimie, na temat katastrofy smoleńskiej nazywanej wprost „ zbrodnią smoleńską”, na temat afery FOZZ, na temat ewolucjonizmu, globalizmu, stanu współczesnej nauki i stanu cywilizacji,  na temat pseudonauki ( globalne ocieplenie) i cudów. Ostatni rozdział to stan świata i nadzieje dla Polski.

W posłowiu profesor Dakowski pisze : „ ciekawe jest być non person pisującym sobie o no- problems, a jednak czytywanym tak przez zwykłych ludzi jak i agentów sił. Mam dowody  na oba kierunki zainteresowań….. Bo czy to dla mas ważne, że na skutek Czarnobyla zginęło ponad milion ludzi? Czy może fakt, że z reaktorów w Fukushimie wylewa się jakiś roztopiony uran i pluton?”

Gorąco polecam.

Tekst drukowany w Warszawskiej Gazecie

Zmieniony ( 04.10.2017. )
 
Do Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę przystąpił J. E. Ks. Abp Marek Jędraszewski Drukuj Email
Wpisał: krucjata rozancowa za Ojczyzne   
27.09.2017.

Do Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę przystąpił J. E. Ks. Abp Marek Jędraszewski

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

W dniu 25.08.17 a więc w wigilię święta Matki Boskiej Częstochowskiej, kiedy to mieliśmy na Jasnej Górze comiesięczne czuwanie, do Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę przystąpił J. E. Ks. Abp Marek Jędraszewski Metropolita Krakowski.

Bogu niech będą dzięki!


===============================================
Zapraszamy na

LXVII CZUWANIE KRUCJATY RÓŻAŃCOWEJ ZA OJCZYZNĘ

http://krucjatarozancowazaojczyzne.pl/?p=5558

Bazylika Jasnogórska

Raz w miesiącu, zawsze z ostatniego piątku miesiąca na sobotę, organizowane
są nocne czuwania modlitewne na Jasnej Górze Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę
dla wszystkich Polaków w Kraju i za granicą.  Czuwania rozpoczynają się w
piątek po Apelu Jasnogórskim (godz. 21:00) i kończą przed godz. 4-tą nad
ranem.


Poniżej porządek  czuwania:


Czuwanie rozpocznie się zaraz po samym Apelu Jasnogórskim

Modlić się będziemy z Maryją Królową Polski za naszą Ojczyznę by była

wierna Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, oraz by wypełniła Jasnogórskie Śluby
Narodu.

21.00 -Apel Jasnogórski

21.30 -Litania do Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny

Modlitwa Różańcowa wraz z rozważaniami różańcowymi.

23.00 -Droga Krzyżowa.

24.00 -Msza Święta za Ojczyznę.

01.30 -Litania do Matki Boskiej Częstochowskiej

01.40 - Dalszy ciąg Modlitwy Różańcowej wraz z rozważaniami przed
Najświętszym Sakramentem.

3.15 -Koronka do Miłosierdzia Bożego.

3.30 -Zakończenie Czuwania
Osoby, które chcą wziąć udział w Czuwaniu lub chcą pomóc w organizowaniu
wyjazdu prosimy o kontakt: Autokar z Warszawy, Pruszkowa i okolic -
tel. 505
075 818
Autokar z Zamościa i okolic -tel. 696 438 136 (trzeba by zgłosiła się
odpowiednio liczna grupa pielgrzymów)
Autokar z Gdańska i okolic -tel. 798 498 994 (trzeba by zgłosiła się
odpowiednio liczna grupa pielgrzymów)Autokar z Radomia i okolic -tel.
727924326 (p. Róża z Rodziny Radia Maryja)
Autokar z Krakowa i okolic -tel. 886010028 (trzeba by zgłosiła się
odpowiednia liczna grupa pielgrzymów). Prosimy o powiadamianie nas o innych
autokarach -tak ważne informacje będziemy umieszczać na naszej
stronie!

Następne czuwania z każdego ostatniego piątku miesiąca na sobotę.
Terminy 2017
27/28 października - Bazylika
24/25 listopada - Kaplica Matki Bożej
29/30 grudnia - Kaplica Matki Bożej

Zmieniony ( 27.09.2017. )
 
Zobacz też…
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 1 - 50 z 512
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.