Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 57 gości
S T A R T
Monday 25 June 2018 15:14:55.25.
migawki
LXXV CZUWANIE KRUCJATY RÓŻAŃCOWEJ ZA OJCZYZNĘ

29/30.06 Jasna Góra

 
N O W O Ś C I
W Y S Z U K I W A R K A
 
POLECANE
Permanentny pochód pierwszomajowy nad Wisłą Egalitaryzm. Etatyzm Antyklerykalizm Państwo wie lepiej Drukuj Email
Wpisał: Michał Wałach   
30.04.2018.

Permanentny pochód pierwszomajowy nad Wisłą

Egalitaryzm. Etatyzm. Antyklerykalizm. Państwo wie lepiej.



Michał Wałach

http://www.pch24.pl/permanentny-pochod-pierwszomajowy-nad-wisla,59872,i.html#ixzz5E8xp64dR


Wraz z tzw. upadkiem komuny zakończyła się w naszym kraju epoka pierwszomajowych pochodów z udziałem przedstawicieli władz. Idea socjalizmu zdaje się być jednak – zgodnie ze słowami Władysława Gomułki, wypowiedzianymi 1 maja 1963 roku – nieśmiertelna. „Czerwona” doktryna żyje w sercach wielu z nas, co wpływa na polityków.

 

Egalitaryzm

Wiara w absolutną równość między ludźmi i traktowanie jej jako czegoś dobrego to najpowszechniejsza w polskim społeczeństwie „herezja” wynikająca z błędów socjalistycznej ideologii. Mówienie o tym, że nie jesteśmy równi, wywołuje powszechną konsternację i niezgodę.

 Popularną postawą jest również niechęć do elit rozumianych niezwykle szeroko. O ile bowiem zrozumiały byłby dystans Polaków wobec zawodnych liderów politycznych, to już trudniej pojąć często występującą niechęć np. wobec osób zarabiających więcej. Szczególnie w sytuacji, gdy od dłuższego czasu sytuacja ekonomiczna ulega poprawie.

 Egalitaryzm ma oczywiście przełożenie na polską politykę. Antyelitarną narrację uprawiają bowiem nie tylko neomarksiści z marginalnej, ale głośnej partii Razem. Odwoływanie się do mitycznych „zwykłych Polaków” zestawianych ze złymi „elitami” to domena rzekomo prawicowego PiSu.

 

Etatyzm

Zamiast prywatnej inicjatywy wolimy inicjatywę państwa.

[Może nie „my”, ale Oni, tj. ta grupa, która zagarnęła władzę – i walczy o nią ze wszystkich (naszych) sił. Mirosław Dakowski]

Zamiast – w myśl katolickiej zasady pomocniczości – realizować pewne zadania samemu, wierzymy raczej w centralną administrację i redystrybucję. Ponadto mało kto podważa dziś zasadność państwowego mecenatu nad kulturą, istnienia państwowych mediów czy państwowych przedsiębiorstw energetycznych, nie mówiąc już o państwowej edukacji i służbie zdrowia. Już sama próba wywołania takiej dyskusji naraża nas na towarzyski ostracyzm. A wszystkie te postawy to przecież nic innego jak poglądy socjalistyczne.

 W kwestii aktywnego (a często kluczowego) udziału państwa w życiu gospodarczym panuje powszechna zgoda nie tylko Polaków, ale także niemalże wszystkich partii i środowisk politycznych, a więc – tak naprawdę – od lewa do… lewa.

 

Państwo wie lepiej

Z typowo socjalistycznego myślenia pokutuje w nas również niemalże transcendentna wiara w państwo – wiara, co warto przypomnieć, niezgodna z doktryną Kościoła. Państwo bowiem nie jest Bogiem, a nakazy administracji nie są Przykazaniami.

 W ramach tej swoistej statolatrii godzimy się na wszystko, co zaproponują nam politycy. Od upaństwowienia naszych pieniędzy odłożonych w OFE, przez finansowanie niewydolnych systemów publicznej opieki zdrowotnej czy ubezpieczeń społecznych, po regularne zmiany programów szkolnych – oczywiście w ramach obowiązkowej edukacji. W tej ostatniej materii można jednak zauważyć pewien opór, zdrowe odruchy. Zarażanie edukacji ideologią gender czy ograniczanie liczby godzin nauczania historii wywołało w czasach rządów PO-PSL wyraźny społeczny opór. Nie wywołuje go jednak postępująca inwigilacja społeczeństwa czy produkowane w zatrważających ilościach przepisy regulujące wszystko. Tutaj zresztą nic się nie zmienia, a kolejne formacje rządzące zachowują się jak koalicjanci. Oczywiście socjalistyczni.

 

Antyklerykalizm

Typowa dla poglądów socjalistycznych jest również wrogość do religii. Wszak to już Karol Marks, twórca filozoficznego prądu na którym opiera się socjalizm, mówił o religii jako „opium dla ludu” (co później Lenin przełożył na rosyjskie warunki: „gorzałka dla ludu”).

 Ten zestaw poglądów na pozór nie jest w Polsce popularny. Właśnie! Na pozór. Wszak pozornie marginalny antyklerykalizm urasta do monstrualnych rozmiarów przy każdej medialnej informacji dotyczącej np. księdza, który za udzielenie ślubu wziął od pary młodej więcej pieniędzy, niż ktoś się spodziewał. Wtedy gawiedź rozgrzewa się do czerwoności i rzuca w stronę duchowieństwa niewybrednymi słowy.

 Antyklerykalizm nie jest również obcy politykom – i nie mówimy tutaj tylko o postkomunistach, spadkobiercach reżimu odpowiedzialnego za mordowanie księży w epoce PRL. Przy okazji debaty dotyczącej prawa aborcyjnego na niewybredne uwagi pod adresem ludzi Kościoła pozwalali sobie politycy wielu formacji: Razem, Nowoczesnej czy PO. Zresztą niegdysiejszy lider tej formacji, Donald Tusk, obiecywał „nie klękać przed biskupami”.

 

Amoralność

Rewolucja socjalistyczna miała radykalnie odmienić oblicze świata. Lenin podczas bolszewickiego przewrotu wspierał wszystko, co służyło zniszczeniu, społecznej destrukcji. Tym tropem poszli także twórcy kolejnej rewolucji, rewolucji seksualnej z maja roku 1968. Jej skutki odczuwamy do dziś, zaś do przejawów owej rewolty należą wszelkiej maści wynaturzenia i zachowanie niemoralne – wszystko, co sprzeczne z nauczaniem Kościoła.

 Wśród obecnych również i u Polaków postaw będących efektem obyczajowej rewolucji występuje rozwiązłość, rozwody, związki niesakramentalne, aborcja i homoseksualizm. Wielu z nas – nawet jeśli osobiście nie praktykuje któregoś z tych grzechów – traktuje je pobłażliwie i akceptuje „wolną miłość”, „życie na kocią łapę”, aborcję, czy związki LGBT (z ich prawną legalizacją włącznie).

 Odpowiedzią na takie przekonania i życiowe wybory Polaków są… programy partii politycznych. Najlepszym przykładem spoglądania na wywrotowe poglądy obywateli jest strach PiSu przed zakazaniem aborcji eugenicznej.

 

Internacjonalizm

Proletariat, w myśl ideologii marksistowskiej, miał nie mieć narodowości i ojczyzny (charakterystycznych rzekomo dla „klas posiadających”). Przegrana przez bolszewików wojna z Polską w roku 1920 doprowadziła jednak do zmiany planów: ograniczenia zasięgu rewolucji i powstania koncepcji „socjalizmu w jednym kraju” – Związku Sowieckim, który po latach rozniósł „czerwoną” zarazę po całej Europie Wschodniej i Środkowej.

 Przez dekady funkcjonowania na naszych ziemiach państwa komunistycznego i siania rewolucyjnej propagandy, myśl internacjonalistyczna zakorzeniła się w polskich umysłach do tego stopnia, że dziś, blisko 30 lat po formalnym upadku komunizmu… święci tryumfy. Doktrynę ponadnarodową uosabia obecnie bowiem integracja europejska.

 Sympatie wobec Unii Europejskiej podziela znaczna część Polaków i – poza prawicową „drobnicą” – wszystkie partie polityczne.

 

Polak – wybrakowany socjalista

Oczywiście są i takie socjalistyczne poglądy, których Polacy (zarówno jako naród jak i jako klasa polityczna) nie wyznają. Najlepszym tego przykładem jest kolektywizm. Polacy w większości reprezentują zupełne przeciwieństwo tej socjalistycznej herezji. Jesteśmy indywidualistami – aż do przesady myślimy o nas samych, zupełnie zapominając o wspólnocie.

 Nauka Kościoła stawia jednak w tej materii na umiar, podobnie z resztą jak Arystoteles, który twierdził, że człowiek to istota polityczna. Musimy więc żyć w społeczeństwie – nie możemy ani zatracać własnej indywidualności w ramach grupy, ani izolować się od innych ludzi.

 

Ale polski indywidualizm to już temat na zupełnie inny kryminał…

Zmieniony ( 30.04.2018. )
 
Posłanka PiS Lichocka jawną czcicielką bożka MOLOCHA, który żarł dzieci. Drukuj Email
Wpisał: Posłanka PiS Lichocka   
23.04.2018.

Posłanka PiS Lichocka jawną czcicielką bożka MOLOCHA, który żarł dzieci.

Wprowadzenie ustawy „zatrzymaj aborcję” jest sprzeczne z realiami polityki społecznej



https://www.ekspedyt.org/2018/04/22/poslanka-pis-wprowadzenie-ustawy-zatrzymaj-aborcje-jest-sprzeczne-z-realiami-polityki-spolecznej/



Wprowadzenie tej ustawy jest być może zgodne z nauczaniem Kościoła, ale sprzeczne z realiami polityki społecznej– powiedziała Joanna Lichocka, posłanka PiS

Posłanka wyraziła swoją opinię na spotkaniu ze zwolennikami PiS, które odbyło się w Bochni. Słowa Lichockiej zacytowało kilka dzienników. Jedno z pytań dotyczyło projektu zmiany prawa aborcyjnego.

To nie jest projekt PiS, ale projekt Kai Godek, projekt obywatelski (…) Osobiście uważam, że mierzony ludzką miarą ten projekt jest nieludzki. To rzekome opowiadanie się „za życiem” środowisk forsujących projekt z mojej perspektywy ma za zadanie realizację innych celów, które nie mają nic wspólnego z obroną życia (…) Jest to projekt, który w przypadku dramatycznego wyboru pomiędzy życiem i zdrowiem matki a życiem dziecka, jednoznacznie opowiada się po stronie dziecka.

Na tym samym spotkaniu Joanna Lichocka porównała PiS i PO.

PiS od PO odróżnia moralny, etyczny wymiar służby państwu, obywatelom; wymiar nawiązujący do dorobku Solidarności”.


Zmieniony ( 23.04.2018. )
 
Witajcie w "Rzeczpospolitej przyjaciół". To nie żaden kryzys - to rezultat. Drukuj Email
Wpisał: Grzegorz Braun   
26.02.2018.

Witajcie w "Rzeczpospolitej przyjaciół".

To nie żaden kryzys - to rezultat.



Brutalnie zakłócony został proces gotowania polskich żab na wolnym ogniu – że aż niektóre wyskakują z garnka

Grzegorz Braun

https://polskaniepodlegla.pl/opinie/item/14991-tylko-u-nas-grzegorz-braun-witajcie-w-rzeczpospolitej-przyjaciol



Po pierwsze: to nie żaden kryzys – to rezultat. Kto dziś sprawia wrażenie zaskoczonego potężniejącą manifestacją żydowskiej polonofobii, ten dotąd albo naiwnie sam siebie łudził, albo innych cynicznie oszukiwał. Żeby bowiem traktować tę najnowszą odsłonę międzynarodowej kampanii wymierzonej w Polskę jako nieoczekiwany eksces, trzeba było wcześniej tak głęboko chować głowę w piasek, by przeoczyć największego słonia w menażerii.

Trzeba było puszczać mimo uszu (albo z wyrachowaniem przemilczać) wszystkie wcześniejsze kłamstwa, oszczerstwa, pogróżki, fale nagonki i akty szantażu, jakich w ostatnich dekadach (zgodnie zresztą z wielowiekową tradycją) nie szczędzili nam przedstawiciele elity żydowskiej – reprezentujący zarówno Państwo Położone w Palestynie, jak i diasporę w świecie, jak wreszcie V kolumnę (postsowiecką i neo-euro-sowiecką) w granicach Rzeczypospolitej.

Żeby dziś się autentycznie dziwić, czy ostentacyjnie rozdzierać szaty, trzeba było wcześniej latami bezkrytycznie przyjmować i kolportować wszystkie historyczne urojenia i polityczne iluzje o „wspólnej przeszłości”, „strategicznym partnerstwie” i „Rzeczypospolitej przyjaciół” (copyright: prez. belwederski Duda).

Słowem, trzeba było trwać w głównym nurcie polit- poprawnego ścieku, być lojalnym lub wprost przynależeć do którejś z sekt (spod znaku „Gazety Wyborczej” albo „Gazety Polskiej”) bezkompromisowych pogromców wszelkich „nacjonalizmów” (poza jednym żydowskim, ma się rozumieć).

Po drugie: to nie „nagły zwrot w stosunkach polsko-żydowskich”, tylko po prostu permanentna wojna. Wojna wciąż ta sama – której podstawowym narzędziem było oszustwo, prowokacja i zdrada; a stałymi motywami: bezwzględność, pogarda, trzymanie strony silniejszego i przyzywanie obcej interwencji; a ideologiczną bazą rasistowski, plemienny kult – stanowiący istotę religii Talmudu w wersji tradycyjnej, a w wersji zmodernizowanej - religii Holocaustu.

I nic się w tej fundamentalnej kwestii nie zmienia od czasu, gdy pierwsi żydowscy handlarze niewolników i fałszerze monety zawitali w nasze strony. Od czasu gdy najstarsze kahały w Polin podsuwały tutejszym władcom kolejne Esterki i kolejne podrobione wersje „przywilejów kaliskich”; od czasu gdy „mesjasz” Jakub Frank prorokował wrogie przejęcie masy upadłościowej po Rzeczypospolitej, a rabin Szneur Zalman autorytatywnie potwierdzał, że goje pochodzą od demonów (patrz: traktat „Tania”, najczęściej drukowana księga żydowska w świecie – sic); od czasu gdy niejaki Lehman (faktor drezdeńskiego dworu Wettynów) występował ze swym oryginalnym planem rozbiorowym; od czasu gdy rabin Ber Misels (rekomendowany przez wiedeńskiego Rothschilda) inicjował kolejną prowokację powstańczą; od czasu gdy liderzy diaspory jednoznacznie deklarowali się przeciwko niepodległości Polski w dobie I wojny światowej, konferencji w Wersalu i wojny z bolszewikami; od czasu gdy żydowscy przywódcy bez wahania decydowali się na kolaborację z okupantem niemieckim i okupantem sowieckim – zmieniają się, owszem, realia historyczne, ale nie zmienia się realne nastawienie elit żydowskich względem polskiej suwerenności.


       Frontalna agresja i pełne pogardy zakłamanie, jakich aktualnie doświadczamy ze strony Żydów, to po prostu historyczna norma. I doprawdy najgłębszej trzeba ignorancji albo najbezczelniejszej chucpy, by próbować tę normę zamazać i zagadać – albo metodą „Łapaj złodzieja!” (tj. poprzez uprawianie pedagogiki wstydu z kłamstwem kieleckim czy brednią jedwabieńską w stałym repertuarze, z wiecznie otwartym sezonem polowań na „polskich antysemitów”), albo metodą „Kochajmy się!” (tj. poprzez propagandę sentymentalnych urojeń, z dyżurnym Berkiem Joselewiczem pod Kockiem i Jankielem z „Pana Tadeusza”).

Po trzecie: nie chodzi tu o niszczenie dobrego imienia narodu i prestiżu państwa polskiego dla samej łajdackiej satysfakcji. O nie, zbyt dużo już kosztowało to nominowanie Polaków na zastępczych winowajców II w. ś., by chodziło tylko o czystą przyjemność naszych potwarców i prześladowców. Antypolska kampania zapowiedziana przez Israela Singera (prezesa Światowego Kongresu Żydowskiego z ll. 90.: „Polska będzie upokarzana na arenie międzynarodowej…” itd.) – to jest projekt międzynarodowy, prowadzony na skalę grubo przekraczającą format bezinteresownej podłości.

Promocja oszczerczych produktów popkultury, seriali telewizyjnych, fabuł kinowych, pseudo-dokumentów, hodowanie tabunów łże-historyków, bajkopisarzy, nie mówiąc o hordach „dziennikarzy”, „reporterów”, a nawet „eseistów” – tropicieli „polskiego antysemityzmu” – to się tak samo z siebie nie dzieje; za tym stoją całkiem pokaźne budżety produkcyjne i wydawnicze, katedry akademickie, stypendia, nagrody, klakierzy, etc. A jeżeli czynione są tak znaczne i systematyczne wydatki, to znaczy, że jest plan inwestycyjny i są spodziewane zyski. Ale uwaga: wypłaty w gotówce (owych 65 mld dolarów zalicytowane przez wspomnianego aferzystę Singera) – to także nie jest jeszcze ostateczny cel sam w sobie.

Cóż zatem jest celem ostatecznym? Ni mniej, ni więcej: przejęcie kontroli nad terytorium – instalacja żydowskiej suwerenności (zrazu „wyspowej”, przede wszystkim w większych aglomeracjach) na całym Międzymorzu bałtycko-adriatycko -czarnomorskim. Państwu Izrael, którego resurs geopolityczny jest od dawna na wyczerpaniu (z wszelakich względów: demograficznych, hydrologicznych i rzecz jasna, geopolitycznych), ma to zapewnić konieczną „głębię strategiczną”.

Tymczasowo zaś, na zachętę dla okolicznych i aktywnych w Europie Środkowej mocarstw (wyjąwszy Chiny), ma to być wymarzona formuła dziejowego kompromisu: kondominium rosyjsko-niemieckie pod żydowskim zarządem powierniczym (to ostatnie jako gwarancja utrzymania anglosaskiego arbitrażu).

Po czwarte: wydarzenia ostatnich tygodni znamionują skierowanie do realizacji nowego scenariusza – przy czym generalna linia pozostaje niezmieniona, ale z jakichś względów zdecydowano przyspieszyć kulminację.

To trochę tak, jakby operator w staroświeckim kinie zgubił albo świadomie pominął kolejną rolkę sensacyjnego filmu – publika odczuwa gwałtowny przeskok w akcji, ale przecież nie gubi zasadniczych wątków, a ekranowi gwiazdorzy nie wypadają ze swych ról. Tak i w naszej „Rzeczypospolitej przyjaciół” – mimo przykrych perturbacji warszawskie salony kontynuują realizację testamentu prezydenta Lecha Kaczyńskiego (który wszak „przyjaźń” z Żydami podniósł niejako do rangi aksjomatu polityki Post-PRL/III RP).

Prezydent belwederski Duda, który wszak jeszcze rok temu nadawał „Orła Białego” Weissowi i celebrował polsko-żydowskie „braterstwo broni”, nie byłby sobą, gdyby nie podał Żydom pomocnej dłoni – kierując do Trybunału Konstytucyjnego podpisaną ustawę o IPN, która posłużyła Żydom za pretekst do plucia i szczucia, podarował im faktycznie bezterminową prolongatę możliwości manipulowania opinią wewnętrzną i międzynarodową przeciwko Polsce.

Premier tymczasem na telefon z Jerozolimy powołał spec-zespół ds. „dialogu” – a więc de facto stworzył narzędzie stałej ingerencji zewnętrznej w wewnętrzne sprawy państwa. Przy okazji nasi przywódcy dokonali kolejnej mimowolnej auto-demaskacji – oświadczyli mianowicie, że projekt ustawy, o którą poszło, „już od dwóch lat” konsultowali z Żydami.

A w jakimże trybie? Z pewnością nie parlamentarnym, a zatem pozaprawnym. Cóż jeszcze tak sobie z nimi konsultują, jakie jeszcze projekty i inne dokumenty w zębach im noszą – Bóg raczy wiedzieć.

Owszem, przy okazji niektórzy eksponenci żoliborskiej grupy rekonstrukcji historycznej sanacji przystąpili do energicznego lansowania się w oczach patriotycznego elektoratu jako niezłomni obrońcy przed tymi właśnie upiorami antypolonizmu, które wcześniej tak wytrwale ignorowali lub wręcz sami wywoływali. Również znakomita większość etatowych „niezależnych” i „niepokornych” publicystów bez większego trudu z dnia na dzień przestroiła się na mądrość nowego etapu. Ci sami, którzy wcześniej praktykowali publicystyczne „szmalcownictwo”, ochotniczo pisując donosy prasowe na mniemanych „judeofobów” i „kłamców oświęcimskich” – teraz nadal bez najmniejszej żenady kreują się na liderów patriotycznej opinii. Muszą jednak uważać, by nie przesadzić – bo wszak nadal skrycie marzą o tym, by starsi i mądrzejsi treserzy-selekcjonerzy sięgnęli właśnie po nich, kiedy przyjdzie pora ostatecznego wyboru kandydatów do „Polenratów”.

Po piąte wreszcie: ryzyko krwawej prowokacji i wojny poważnie wzrosło. Skoro tak brutalnie zakłócony został proces gotowania polskich żab na wolnym ogniu – że aż niektóre wyskakują z garnka – to trudno będzie przywrócić wiarygodność dotychczasowej linii propagandowej. Może więc już nie jesteśmy potrzebni jako „towarzysze broni” na wojnę perską? Nic nie szkodzi, jest inna wojna, która pozwoli zutylizować polski potencjał militarny i zneutralizować element patriotyczny (bez czego plany wyżej wspomniane nie mogą się w pełni ziścić) – mianowicie wojna ukraińska.

To na nią posłać należy „polskich faszystów” z Marszu Niepodległości i Wojsk Obrony Terytorialnej – aby „żydowska suwerenność wyspowa” od Odessy do Szczecina mogła osiągnąć wyższy poziom jawnej organizacji i osiągnąć gotowość na przyjęcie w ramach operacji „Most 2” fali „uchodźców z Bliskiego Wschodu” (fali wygenerowanej właśnie przez wciąż odraczaną wojnę perską). Właśnie w ostatnich dniach wystosował pod adresem Polski słabo zawoalowane groźby karalne jeden z b. ministrów obrony Ukrainy.

A tymczasem przecież nie od wczoraj na fejsbuku „skrzykują się” u nas Ukraińcy niezadowoleni z płac (sic). Niewykluczone więc, że czas grubszej prowokacji jest nieodległy – zważywszy i inne, pojawiające się na ziemi i niebie poważne znaki i drobniejsze znaczki. Do tej drugiej kategorii zaliczmy choćby świeżą obecność w kraju Andrzeja Gąsiorowskiego – w swoim czasie dyskretnego współ- organizatora zaplecza finansowego operacji „Most 1”.

Natomiast do tej pierwszej kategorii, znacznie poważniejszej, należy np. ubiegłoroczne uruchomienie regularnych połączeń lotniczych połowy polskich miast wojewódzkich z Państwem Połączonym w Palestynie (w czym jako żywo nie mógł być argumentem przesądzającym sam wdzięk i bezpretensjonalność sierż. Jonny’ego Danielsa, „wielkiego przyjaciela” Polski i prezesów PLL LOT) – ale też i całkiem świeże podpisanie przez Polskie Sieci Energetyczne z ich izraelskim partnerem (Israel Electric Corp. Ltd) umowy o cyber-bezpieczeństwie (sic, sic – umowa podpisana w Hajfie 29 stycznia, a więc w apogeum ataku histerii na tle „polskich obozów śmierci”).

To już może lepiej w charakterze specjalistów od zwalczania terroryzmu zaprośmy weteranów ISIS – będą nie mniej nieobliczalni, ale chyba tańsi.

Zmieniony ( 26.02.2018. )
 
Po ultimatum Departamentu Stanu Drukuj Email
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
05.02.2018.

Po ultimatum Departamentu Stanu



Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4137

Komentarz  •  serwis „Prawy.pl” (prawy.pl)  •  5 lutego 2018



Ostrzeżenie wystosowane wobec Polski przez amerykański Departament Stanu, że nowelizacja ustawy o IPN „może mieć wpływ na strategiczne interesy Polski, a także jej relacje ze Stanami Zjednoczonymi”, pozwala na wyciągnięcie licznych wniosków.

Po pierwsze – pokazuje jakie konsekwencje pociągnęła za sobą praktyka rozbijania Polonii Amerykańskiej przez komunistyczne służby PRL, kontynuowana następnie przez realizującego żydowskie interesy w polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych profesora Bronisława Geremka.

Warto przypomnieć, że gdy prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Edward Moskal, pod petycją do Kongresu USA w sprawie przyjęcia Polski do NATO zebrał 9 milionów podpisów, natychmiast rozpoczęła się, inspirowana przez warszawskie MSZ kampania dyskredytowania prezesa Moskala na terenie amerykańskim, jako „antysemity”.

Prezes Moskal rzeczywiście nie kucał przed Żydami, bo nie widział takiego powodu, ale to był tylko pretekst, bo tak naprawdę chodziło o to, że pokazał, iż przynajmniej w niektórych sprawach można Polonię Amerykańską politycznie zintegrować, a 9 milionów głosów żaden polityk amerykański nie mógłby zlekceważyć.

To by jednak oznaczało, że w USA może pojawić się polskie lobby polityczne, a po co tam ono, skoro jest już lobby żydowskie, a między żydowską diasporą, a w szczególności – między żydowskimi organizacjami przemysłu holokaustu, a Polską pojawił się konflikt interesów na tle tak zwanych „roszczeń”, jakie organizacje te wysuwały pod adresem Polski.

Toteż w rezultacie tej kampanii prezes największej polskiej organizacji w USA przestał by przyjmowany w Białym Domu, a Polonia nadal była rozbijana zarówno przez nasyłaną z Polski bezpieczniacką agenturę, tym razem firmowana przez stare kiejkuty, czyli WSI, które ściśle współdziałały z placówkami dyplomatycznymi i konsularnymi Rzeczypospolitej, poobsadzanymi przez „zespół skompletowany w MSZ przez Bronisława Geremka”.

Toteż w sytuacji, gdy Polsce i narodowi polskiemu zagroziło niebezpieczeństwo w postaci ustawy nr 447 (1226), Polonia Amerykańska dopiero próbuje zaimprowizować coś na kształt politycznego lobby, w którym uczestniczą nie tylko działacze, ale wielu zwykłych Polaków – ludzi dobrej woli. Wskutek tolerowania w Polsce żydowskiej dywersji kraj nasz stracił co najmniej 20 lat i jest kompletnie nieprzygotowany do zaistniałej sytuacji.

Po drugie – zagadkowe i tchórzliwe milczenie pana prezydenta Andrzeja Dudy i rządu w sprawie wspomnianych ustaw budzi najgorsze podejrzenia, że zarówno pan prezydent, jak i rząd mogli poczynić stronie żydowskiej jakieś obietnice, albo nawet dokonać ustaleń, które tylko wobec polskiej opinii publicznej mają pozostać jak najdłużej tajemnicą.

Pan prezydent Duda bowiem podczas swojego pobytu w Nowym Jorku, odbył prawie dwugodzinną rozmowę z przedstawicielami żydowskich organizacji przemysłu holokaustu, ale Kancelaria Prezydenta, mimo licznych próśb ze strony obywateli, nie podała komunikatu na temat treści tej rozmowy, a to, co o niej wiemy, pochodzi wyłącznie z wypowiedzi szefa żydowskiej Ligi Antydefamacyjnej Abrahama Foxmana, dla nowojorskiej prasy. Pan Foxman ujawnił, że sprawa „roszczeń” była omawiana, ale nie powiedział, czy pan prezydent Duda złożył w tej sprawie jakieś zobowiązania.

Podobnie było w przypadku wizyty rządu in corpore w Izraelu, na temat której polska opinia publiczna tak dobrze, jak nic nie wie. Podejrzenia te pogłębia okoliczność, że podczas ostatniej wizyty sekretarza stanu USA Rexa Tillersona w Warszawie, prezes Kaczyński nie ośmielił się zagadnąć go o wspomniane ustawy, co zresztą sam przyznał podczas konferencji prasowej. Czy dlatego, że jest nieśmiały, czy dlatego, że sprawa tych ustaw została już wcześniej z prezydentem i rządem Rzeczypospolitej uzgodniona?

To trzeba by wyjaśnić i to w miarę szybko, żeby lobbujacy na rzecz Polski i narodu polskiego działacze Polonii Amerykańskiej wiedzieli na czym stoją – że na przykład nie mogą liczyć na wsparcie polskiego prezydenta i rządu dlatego, że boi się on kierować pod adresem władz USA jakichkolwiek próśb, czy dlatego, że na przykład dopuścił się zdrady i tylko próbuje utrzymać ten fakt jak najdłużej w tajemnicy przez polską opinią.

Po trzecie – że tak oto mszczą się na sytuacji Polski i narodu polskiego zaniechania, a nawet łajdactwa, jakich dopuścili się konstytucyjni przedstawiciele Polski w przeszłości.

Mam tu na myśli zachowanie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, którego uważam za prawdziwe nieszczęście dla naszego i tak już przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju. Wraz z premierem Leszkiem Millerem, z pominięciem Sejmu, wprowadził on polski kontyngent wojskowy do Iraku, co samo w sobie żadnym błędem nie było – ale nie zrobił nic, by w związku ze spełnieniem ten amerykańskiej prośby, poprosić prezydenta Busha o dwie sprawy: deklarację, że rząd USA nie będzie wywierał na Polskę nacisków w sprawie żydowskich roszczeń i o amerykańska zgodę na militarną konwersję polskiego długu zagranicznego.

Jeśli dobrze przypuszczam, prezydent Kwaśniewski miał nadzieję, że frymarcząc polskim interesem państwowym, zasłuży sobie u prezydenta Busha na nominację na I sekretarza ONZ, a przynajmniej – na I sekretarza NATO. Ale nie został ani jednym, ani drugim, a Amerykanie wynagrodzili tylko swoją agenturę w Polsce za pośrednictwem firmy Nur Corporation, która porozdzielała między nich honoraria – jeśli to słowo w ogóle tu pasuje.

Podobnego zaniechania dopuścił się prezydent Lech Kaczyński, który w imieniu Polski podjął się niebezpiecznej roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią za darmo.

Wreszcie prezydent Bronisław Komorowski miał ostatnią szansę załatwić tę sprawę z prezydentem Obamą, kiedy ten w czerwcu 2014 roku przyjechał do Warszawy, by powinszować Polsce, że znowu podjęła się niebezpiecznej roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią.

Dwukrotnie na antenie Radia Maryja mówiłem wtedy, żeby tym razem już nie powtarzać błędu popełnionego przez prezydenta Kaczyńskiego i załatwić z prezydentem Obama dwie sprawy: oficjalne zapewnienie, że USA nie będą wywierały na Polskę nacisków w sprawie realizacji żydowskich roszczeń majątkowych oraz, ze skoro Polska, podejmując się wspomnianej niebezpiecznej roli, siłą rzeczy stała się państwem frontowym – by rząd amerykański zaczął traktować Polskę tak samo, jak inne państwo frontowe, czyli Izrael.

A więc: kroplówka finansowa 4 mld dolarów rocznie na modernizację i dozbrojenie armii i udogodnienia wojskowe, podobne do tych, z jakich korzysta Izrael. Gdyby prezydent Obama słysząc to się roześmiał, to byłaby to dla Polski ważna informacja – że mianowicie chce nas wykorzystać i zostawić z dzieckiem, więc w taki interes nie wolno wchodzić. A gdyby się nie roześmiał, to mielibyśmy lepsze rozeznanie własnej sytuacji i kto wie, czy wspomniana ustawa byłaby w ogóle w Kongresie USA procedowana. Ale cóż; okazja raz stracona może być stracona na zawsze.

Po czwarte wreszcie – ultimatum wystosowane przez Departament Stanu USA pokazuje nam, że sojusz Polski ze Stanami Zjednoczonymi tak naprawdę może nie być wart funta kłaków, podobnie jak komplementy, jakie sadził nam prezydent Donald Trump podczas swojej wizyty w Warszawie. Skoro bowiem Stany Zjednoczone sztorcują Polskę w ważnej dla Polaków sprawie tylko dlatego, że jest to potrzebne izraelskiemu premierowi Benjaminowi Netanjahu do załatwienia przed wyborami jakichś parszywych partyjnych geszeftów, to jakże możemy liczyć na Stany Zjednoczone w momencie, gdy pojawi się prawdziwe niebezpieczeństwo?

Ciekawe, czy amerykański Departament Stanu w ogóle wziął pod uwagę polski punkt widzenia w tej sprawie i polski interes państwowy, czy wykonał rozkazy AIPAC, który już nie raz pokazał, że w USA ogon wywija psem?

W tej sytuacji – po piąte – Polacy powinni zrobić, co w ich mocy, by zapobiec niebezpieczeństwu, jakie dla Polski i narodu polskiego stwarza wspomniana amerykańska ustawa. To znaczy – powinni poprzeć w każdej formie, która dla Polonii Amerykańskiej zostanie uznana za pomocną, jej akcję na terenie amerykańskim.

Bo nie jest tak, że wszyscy amerykańscy politycy są zachwyceni panoszeniem się AIPAC w Stanach Zjednoczonych, podobnie jak i w Polsce nie wszyscy są zachwyceni aktywnością folksdojczów, którzy na tym etapie z żydowskim lobby intensywnie kolaborują.

A jeśli szczęśliwie udałoby się zażegnać to niebezpieczeństwo – by nie spoczywać na laurach, tylko rozbudowywać i umacniać polskie lobby polityczne w USA – bo tylko ono może stać się czynnikiem nadającym sojuszowi amerykańsko-polskiemu w ramach NATO jakąś wiarygodność.

Zmieniony ( 05.02.2018. )
 
Papież jest papieżem tylko wtedy, gdy głosi prawdę o Panu Jezusie Drukuj Email
Wpisał: Ojciec Augustyn Pelanowski   
06.01.2018.

Papież jest papieżem tylko wtedy, gdy głosi prawdę o Panu Jezusie


Ojciec Augustyn Pelanowski


http://www.pch24.pl/ojciec-augustyn-pelanowski--papiez-jest-papiezem-tylko-wtedy--gdy-glosi-prawde-o-panu-jezusie-,57383,i.html#ixzz53ROf3Kxq




Trwający w Kościele kryzys rodzi liczne pytania katolików o kwestie związane z nieomylnością następców świętego Piotra. Do sprawy w homilii odniósł się ojciec Augustyn Pelanowski OSPPE.

 

Paulin w wygłoszonym kazaniu daje pod rozwagę kwestię prawdziwego poznania Pana Boga. – Czy moje poznanie Boga jest zgodne z Jego nauczaniem czy też subiektywnym osądem? – zastanawia się zakonnik ujawniając, że przed wygłoszeniem homilii modlił się, aby być Bożym narzędziem i głosić to, co jest zgodne z Jego wolą. – Czy możemy sobie wyobrażać Pana Boga tak jak nam się żywnie podoba? Czy też tak jak On chciałby w nas istnieć? – pyta o. Pelanowski.

 

  • Pan Jezus mówił w pewnej metaforze o wilkach w owczych skórach. Wilk to prawda o wilku, a owcza skóra to wyobrażenie jakie wilk ma o sobie. Ale może być tak, że złodziej przebrany za pasterza myśli, że jest pasterzem, ale tak naprawdę wcale nim nie jest. Myślę o faryzeuszach, o których tak wiele już źle powiedziano.

  • Mają straszną opinię chociaż byli bardzo pobożnymi ludźmi, naprawdę wierzącymi, religijnymi, ascetycznymi (...). Ci faryzeusze tak bardzo w swojej religijności zwyrodnieli, że przedkładali ludzkie komentarze, interpretacje, nad Słowo Boże. Zapisy prawne były postawione w ich wyobraźni nad intencją Ducha Świętego. Ograniczali się tylko do słów, stracili kontakt z wolą Ducha Świętego, z Jego tchnieniem. Stawiali się ponad Bogiem, co zresztą Jezus im wielokrotnie udowadniał. Wszyscy się zgodzimy, że jest obłudą przedkładać ludzkie wypowiedzi nad nauczanie Boga. Byłoby to też bałwochwalstwem osoby lub instytucji, gdyby jakikolwiek autorytet uzurpował sobie prawo do zmiany nauczania Bożego, gdyby ktoś powiedział: ja lepiej wiem niż Bóg, albo powiedział: to jest inaczej – zauważa o. Augustyn Pelanowski tłumacząc jednocześnie zasadę działania autorytetu papieskiego.

 

Duchowny w homilii przypomniał rozmowę Pana Jezusa i św. Piotra, w której Syn Boży pytał apostołów za kogo uważają Go ludzie. – Mamy takie czasy, a nie inne, kiedy ta rozmowa dokonuje się właściwie na naszych oczach. Jezus pytał, a apostołowie różnie odpowiadali. Jedynie Piotr powiedział celną Prawdę, Prawdę zgodną z oczekiwaniem Jezusa. Powiedział to, kim naprawdę był Jezus, a nie to, co się ludziom wydawało. Odpowiedział Prawdą zgodną z Objawieniem: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego – mówi paulin zauważając, że w odpowiedzi na Prawdę ze strony Piotra, Prawdę o nim samym powiedział mu Pan Jezus – Prawdę o Piotrze jako skale, na której zbudowany jest Kościół. Tak zaczął się prymat Piotrowy. Jednak, jak tłumaczy o. Pelanowski, Piotr jest skałą tylko wtedy kiedy mówi prawdę o tym kim jest Pan Jezus, bowiem w innej scenie – gdy Pan Jezus zapowiadał swój krzyż – Piotr sprzeciwił się, chciał cenzurować i nie mówić o męce, dlatego w odpowiedzi usłyszał: Zejdź mi z oczu szatanie!

 – To znaczy, że wtedy kiedy papież mówi prawdę o Jezusie to jest papieżem, a kiedy kłamie o Nim – przestaje być papieżem – zauważa w homilii zakonnik.

 – Czasem ktoś mnie pyta, jak to teraz zrozumieć w związku z tymi wszystkimi niejasnościami jakie pojawiają się w Kościele, kogo tu słuchać? Proste: zejdź mi z oczu szatanie. Inaczej mówiąc: dopóki mówisz Piotrze prawdę o Mnie – jesteś Kefasem, papieżem, ale gdy kłamiesz o mnie, gdy manipulujesz moją Prawdą, to jesteś pod wpływem szatana, a szatana się nie słucha tylko egzorcyzmuje.

Pan Jezus nie odrzucił Piotra. Wyegzorcyzmował go i Piotr zgodził się z Prawdą, spokorniał i poprawił się, przyjął korektę, Correctio fraterna – mówi paulin.

 

Należy odróżniać – przekonuje ojciec Pelanowski – subiektywne ludzkie przekonania o tym Kim jest Bóg, od Prawdy zgodnej z nauką Pana Jezusa, depozytu. Ludzie nie mogliby słuchać jakiegoś papieża tylko dlatego że jest papieżem, jeśli twierdziłby np. że nie ma Syna Bożego, a Chrystus to kłamca. Albo gdyby mówił o „czwórcy świętej”, podważał fakt, że aborcja jest grzechem albo twierdził że istnieją „homoseksualne małżeństwa”. – Byłoby bałwochwalstwem bezkrytycznie wierzyć we wszystko to, co ta postać mówi – zauważa o. Pelanowski.

 

Ktoś mnie spytał: ojcze, jest w dokumencie „Amoris Laetitia” w punkcie 3 takie słowo: „przypominając, że czas jest ważniejszy niż przestrzeń pragnę podkreślić, iż wszystkie dyskusje doktrynalne, moralne czy duszpasterskie, nie powinny być rozstrzygnięte interwencjami Magisterium”. Czy to znaczy, że można zmienić doktrynę dogmatyczną, moralną, zależnie od szerokości geograficznej? Zastanawiam się – takie pytanie otrzymałem, to jest punkt 3 „Amoris Laetitia” – czy tak ma być, że w Polsce cudzołóstwo jest grzechem, w Niemczech nie jest grzechem? W Polsce eutanazja może być grzechem, w Holandii nie jest grzechem? Czy tak chciał Jezus? Czy Chrystus tak powiedział? (…) Nie krytykuję tu nikogo, ale daję problem do rozważenia – mówi zakonnik.

 

Nauczanie papieża jest bezbłędne jedynie wtedy, gdy jest zgodne z nauczaniem Pana Jezusa. A Jezus nie powiedział apostołom tak: idźcie na cały świat, głoście różną ewangelię, zależnie od przestrzeni mówcie co innego, zależnie od tego co ludzie chcą słuchać. Kazał im głosić tę samą ewangelię wszędzie, niezależnie od szerokości geograficznej mówi paulin przypominając, że Kościół nie wymaga naiwnego posłuszeństwa i kwestiach duchowości należy używać rozumu, zaś papież jest nieomylny w sprawach wiary i moralności gdy mówi to co Pan Jezus – o czym przypomniał niedawno kard. Burke.

 

W jednej ze scen z Nowego Testamentu, zauważa o. Pelanowski, Pan Jezus docenia rozwagę Natanaela. On znał Biblię, dlatego nie był entuzjastycznie nastawiony do Pana Jezusa, gdy Filip błędnie powiedział mu, że Chrystus pochodzi z Nazaretu. Natanael wiedział, że w Piśmie mowa była o Judei i Betlejem jako miejscu narodzenia Zbawiciela. Pan Jezus pochwalił taką postawę: oto prawdziwy Izraelita w którym nie ma fałszu. My też musimy znać Pisma, nauczanie Ewangelii, by nie dać się zwieść imitacjom Prawdy, fałszywym mesjaszom – przekonuje paulin.

 

Jesteśmy wierni Kościołowi katolickiemu i XX wiekom nauczania, a przede wszystkim nauczaniu Pana Jezusa – przypomina. – Rzeczą niezwykle ważną, godną pochwały w oczach samego Chrystusa jest nie być naiwnym w poszukiwaniu Zbawiciela, albo ślepym idącym za drugim ślepym, by nie wpaść do zagłady wiecznej – dodaje przypominając również słowa św. Augustyna: nie znasz Biblii, nie znasz Chrystusa! Żeby znać Chrystusa trzeba dobrze znać Pismo – dodaje zakonnik.

 

Ponieważ w ostatnich czasach pojawiło się wiele imitacji zbawienia, dlatego musimy my, katolicy, wierni Kościołowi katolickiemu, bardzo dbać o czystość swej wiary. Łatwo odróżnić prawdziwego pasterza od fałszywego. Dlaczego? Bo prawdziwy pasterz chroni owce przed wilkami, a fałszywy zaprasza wilki, żeby pożarły owce – mówi w homilii o. Pelanowski przypominając słowa św. Jana, który w liście przestrzegał, aby nie wierzyć każdemu duchowi, gdyż nie każda duchowość jest święta. Trzeba badać duchy – czy są z Boga, gdyż nie brakuje fałszywych proroków, a nie wszystko co duchowe, pochodzi od Ducha Świętego.

 

Nawet Magisterium Kościoła nie jest ponad słowem Bożym, ale my mamy mu służyć, wyjaśniać co jest w Piśmie zawarte. Chrystus jasno stwierdza: kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. Jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo. Jest tak napisane? Jest tak napisane! Więc nie może być nauczania sprzeciwiającego się temu co powiedział Jezus – przypomina paulin.

 

Zakonnik zgodził się z opinią biskupa Atanazego Schneidera, który zauważył, że są hierarchowie, którzy chcą innej ewangelii, „ewangelii” prawa do rozwodu, wolności seksualnej, ewangelii bez VI przykazania i używają podstępów, retoryki, manipulacji, niedomówień i półprawd w celu dopuszczenia tzw. rozwodników w nowych związkach do Komunii Świętej bez wypełniania warunku życia w pełnej czystości, nakładanego przez Prawo Boże. – Ja się z nim zgadzam, bo to jest ta sama Nauka, która jest w Ewangelii i XX wiekach nauczania Kościoła katolickiego. I nikt mi nie powie, że to jest jakaś herezja, bo to jest XX wieków nauczania katolickiego – dodaje w homilii o. Pelanowski.

 

Jak zauważa, tam gdzie dopuszcza się rozwodników w nowych związkach do Komunii, spowiedź staje się zbyteczna, gdyż każdy, nawet Emma Bonino, może przyjąć Komunię. Wtedy dochodzi do potężnego, publicznego świętokradztwa, a Ewangelia stanie się antyewangelią, ewangelią tego świata. Wobec takiej ewangelii – mówi o. Pelanowski – nawet upiększonej słowami jak „miłosierdzie”, „matczyna troska” czy „towarzyszenie”, przypomnieć należy słowa św. Pawła z listu do Galatów: Innej jednak Ewangelii nie ma! Są tylko pewni ludzie, którzy sieją zamęt.

Św. Paweł mówi: gdybyśmy my, apostołowie, albo Anioł z Nieba, głosił Wam inną Ewangelię od tej, którą Wam głosiliśmy – a ani jota, ani kreska nie może zostać zmieniona – niech będzie przeklęty! – My też takich przeklinajmy. Ja się nie boję podpisać pod św. Pawłem – dodaje o. Augustyn.

 

Ktoś mógłby teraz powiedzieć, że niszczę Kościół. Ja niszczę Kościół przypominając Prawdę? Czy ten, który niszczy mówiąc, że Prawda już nie jest Prawdą? – mówi w homilii zakonnik dodając, że „Kto zniszczy Kościół, tego zniszczy Bóg”.

 

Na zakończenie o. Pelanowski przypomina również nowotestamentową historię św. Piotra. Pierwszy papież w chrześcijańskiej gminie w Antiochii stosownie traktował nawróconych pogan, jednak w obecności chrześcijan narodowości żydowskiej zmieniał podejście. Złe zachowanie wytknął mu św. Paweł, ale – jak zauważa o. Pelanowski – wtedy ujawniła się siła Piotra, który przyznał się do błędu polegającego na chęci przypodobania się wszystkim ludziom, co jest hipokryzją.

 MWł

Całość homilii można wysłuchać TUTAJ:


https://youtu.be/m5zQ5y1rKPg

Zmieniony ( 06.01.2018. )
 
Zobacz też…
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 1 - 50 z 516
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.