Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 57 gości
S T A R T arrow Kościół arrow katolicka Tradycja, szczeg. Bractwo św. Piusa X arrow Soborowy kult człowieka - a śmierć kultury. II
Thursday 27 February 2020 21:11:16.28.
W Y S Z U K I W A R K A
Soborowy kult człowieka - a śmierć kultury. II Drukuj Email
Wpisał: ks. Jan Jenkins   
12.09.2013.

Sobór Watykański II - śmierć zachodniej kultury

 

Cz. II : Soborowy kult człowieka

 

 

[ks. Jan Jenkins jest fizykiem, matematykiem i informatykiem. Jest też świetnym scholastykiem i tomistą. Stąd tak świeże i precyzyjne stwierdzenia w artykule. Pamiętajmy, że to scholastycy: Buridan i Nicolas d’Oresme stworzyli podstawy fizyki współczesnej: Sformułowali prawa zachowania, współzależność teorii i doświadczenia. MD]

 

 

 

 

ks. Jan Jenkins FSSPX. Zawsze wierni, nr. 3 (166) 2013

 

 

Błędy konstytucji Gaudium et spes

 

Drugim dokumentem Vaticanum II, sta­nowiącym trzon nauczania soborowego, jest konstytucja Gaudium et spes. Posiada ona podtytuł O Kościele w świecie współcze­snym, co sugeruje, że jego autorzy zamierzali przedstawić rolę Kościoła w nowych dla nie­go okolicznościach. Niestety, usiłując zaryso­wać nowe formy działalności duszpasterskiej, nauczają przy tej okazji kilku fundamental­nych błędów natury doktrynalnej.

Przedstawię kilka z nich. Dla przykła­du w paragrafie 12 czytamy, że "wszystkie rzeczy, które są na ziemi, należy skierować ku człowiekowi, stanowiącemu ich ośrodek i szczyt". Nie jest to prawda, ponieważ jak wiemy z katechizmu, wszystkie rzeczy skie­rowane są ku Bogu, to On jest celem wszyst­kich rzeczy. Wszystko inne na tym świecie musi służyć nam jako środek do osiągnięcia zbawienia. Stworzenia nie są skierowane ku człowiekowi. Raczej należy powiedzieć, że człowiek musi posługiwać się nimi wszystki­mi, aby osiągnąć zbawienie.

W paragrafie 22 znajdujemy fundamen­talny błąd dotyczący istoty Wcielenia: "Syn Boży, przez Wcielenie Swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem". Dokument nie wyjaśnia jednak, na czym miałby polegać ten "jakiś sposób". Dogmatycznie pewne jest jed­nak, że Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej przyjęła konkretną ludzką naturę, to jest konkretne i jedyne Ciało oraz jedyną Duszę. Słowo "wcielenie" odnosi się do przybrania konkretnego Ciała w jedności Osoby Boskiej. Fałszywe jest więc twierdzenie, że Wcielenie w jakiś sposób jednoczy wszystkich ludzi z Synem Bożym. Być może dałoby się powiedzieć, że po­przez Wcielenie Chrystus Pan daje wszyst­kim ludziom pewną jedność celu i jedność środków do osiągnięcia zbawienia, niczego takiego jednak w Gaudium et spes nie znaj­dujemy.

Przeciwnie, tekst wydaje się sugero­wać, jakoby samo Wcielenie wywarło wpływ na cały rodzaj ludzki, w wyniku czego Syn Boży zjednoczył się z wszystkimi, nawet z nieochrzczonymi.

Co gorsze, ten sam paragraf sugeruje pewne ubóstwienie całego rodzaju ludzkie­go, niezależnie od łaski, jako skutek samego Wcielenia: "Natura ludzka została wyniesio­na do niezrównanej godności". Jest to w isto­cie atrybut Boga, gdyż tylko Boska natura nie ma niczego, z czym mogłaby się równać. Takie sformułowania, które są równie nie­stosowne co popychające do panteistycznego pojmowania Wcielenia, są całkowicie nieka­tolickie. Autorzy tego deifikującego człowie­ka dokumentu wydają się mieć istną obsesję na punkcie ludzkiej godności.

 

Soborowy kult człowieka

Deifikację natury ludzkiej potwierdził na­wet sam Paweł VI w mowie wygłoszonej po zakończeniu ostatniej sesji soboru 7 grud­nia 1965 roku: "Religia Boga, który stał się człowiekiem, spotkała się z religią człowie­ka, który czyni siebie bogiem. Co wyniknęło z tego spotkania, z tej konfrontacji? Czy wy­niknął wstrząs? Czy wyniknęła walka? Czy wyniknęła anatema? Mogło się tak zdarzyć, ale jednak nie miało to miejsca. (...) Sobór został w pełni przesiąknięty bezgranicznym współczuciem dla świata. Odkrycie potrzeb ludzkich, a są one tym większe, im większy staje się człowiek, przykuło uwagę Soboru i Kościoła. Odkrycie potrzeb ludzkich, po­chylenie się nad ranami człowieka - jak Samarytanin - oto jest duchowość współ­czesnego Kościoła. Wy, współcześni humani­ści, którzy odrzucacie transcendencję rzeczy Boskich, uznajcie przynajmniej tę zasługę i doceńcie nasz nowy humanizm, gdyż my bardziej niż ktokolwiek inny wyznajemy kult człowieka".

Wyznanie to brzmi strasznie, gdyż ce­lem człowieka jest oddawanie czci Bogu za pośrednictwem Kościoła, a nie na odwrót. Podczas soboru nie doszło zasadniczo do wstrząsu czy konfrontacji, ponieważ sa­mym jego programem była religia wyznają­ca kult człowieka, który czyni siebie bogiem. Gaudium et spes stwierdza jasno, że wszyst­ko powinno być czynione dla dobra człowie­ka (a nie ku czci Boga), a sobór - wedle słów papieża - "bardziej niż ktokolwiek inny wy­znaje kult człowieka".

 Podczas lektury tego dokumentu uderza nas fakt, że nie zawiera on żadnej wzmianki o porządku nadprzy­rodzonym, samo sło­wo "nadprzyrodzony" nie pojawia się w nim ani razu.

Liczni autorzy pro­pagujący dokumen­ty soborowe często uciekają się do wy­mówki, że nauczanie Vaticanum II wymie­rzone było w reżimy totalitarne, które za­grażały godności ro­dzaju ludzkiego. Jeśli jednak przyjrzymy się historii trzech ostatnich stuleci, od wy­buchu rewolucji francuskiej po dziś dzień,

dostrzeżemy, że wojny prowadzone w imię ludzkiej godności pochłonęły więcej istnień ludzkich niż wszystkie inne wojny razem wzięte.

 

Równość między ludźmi to utopia

Oczywiście, jest obecnie znacznie wię­cej ludzi: na ziemi żyje teraz ponad 10 proc. wszystkich osób, jakie kiedykolwiek na niej mieszkały. Jednym z fundamentalnych praw zawartych w sowieckiej konstytucji było prawo do wolności religijnej. Rzeczywistość jest brutalnym nauczycielem, a budowanie utopii na fałszywych zasadach zawsze pro­wadzi do tragicznych konsekwencji. Nawet obecnie prowadzi się na świecie więcej wojen w tzw. obronie demokracji, niż z jakiejkol­wiek innej przyczyny.

Głoszona przez Vaticanum II zasada "bra­terstwa" ignoruje fundamentalny fakt, że społeczeństwo ludzkie opiera się na hierar­chii wyrażającej się w tym, iż pewni ludzie posiadają władzę i godności, których inni nie posiadają. Znamieniem cywilizacji, upo­rządkowanego społeczeństwa, jest istnienie w jego obrębie podziału kompetencji, a ów podział kompetencji z konieczności prowa­dzi do różnic w godności i zakresie władzy.

Twierdzenie, że wszyscy ludzie są równi, jest po prostu kłamstwem, po­nieważ każdy z nas po­siada różne cechy i zdol­ności, w różnym też stopniu wykorzystujemy je w praktyce.

Jedynym sposobem, dzięki któremu istoty ludzkie mogłyby stać się sobie równe, jest ob­darzenie ich inną cechą, przewyższającą wszyst­kie godności, jakie lu­dzie mogą nadawać sobie nawzajem. Tego właśnie dokonuje w nas łaska uświęcająca - daje nam nadprzyrodzony przymiot, który umoż­liwia nam osiągnięcie nadprzyrodzonego przeznaczenia. Ponieważ ta nadprzyrodzo­na łaska nie pochodzi od nas, ale od Boga za pośrednictwem Jego Kościoła, nadaje ona wszystkim ludziom pewną równość w odnie­sieniu do tego celu.

Dlatego właśnie mówimy, że wszy­scy jesteśmy braćmi w Chrystusie, ponie­waż mamy tego samego niebieskiego Ojca. Jednak owa nadprzyrodzona łaska nie niszczy naturalnej różnicy między ludźmi. Konstytucja Gaudium et spes, która igno­ruje całkowicie porządek nadprzyrodzony, usiłuje równocześnie narzucić tę nadprzy­rodzoną równość porządkowi natury. Jest to nie tylko niemożliwe, ale szkodliwe i zgub­ne dla społeczeństwa. Usiłowanie pogodze­nia zasady braterstwa z łaską nadprzyrodzo­ną prowadzi do zniszczenia zarówno natury jak i samej łaski.

 

Nowy ekumenizm

Ostatni dokument, o którym chciałbym wspomnieć jako o jednym z filarów doktryny Soboru Watykańskiego II, nosi tytuł Unitatis redintegratio, a jego przedmiotem jest ekumenizm. Omówienie jego samego wymagałoby osobnego opracowania, chciał­bym jedynie wskazać, w jaki sposób prak­tyczne wdrażanie zasad promowanych przez ten dokument zagraża istnieniu zachodniej

kultury, a w zasadzie wszelkiej kultury.

Jedną z fundamentalnych zasad nowego ekumenizmu znajdujemy już w konstytucji Lumen gentium, gdzie czytamy, iż "Kościół Chrystusowy trwa w Kościele katolickim". Do tej pory definiowane to było w sposób jed­noznaczny, można to znaleźć w każdym ka­techizmie wydanym przed Vaticanum II, że

Kościołem Chrystusowym jest Kościół katolic­ki. Innymi słowy, to Kościół katolicki posiada wszystkie znamiona prawdziwego Kościoła Chrystusowego, będąc jedyną i doskonałą spo­łecznością zbudowaną przez Zbawiciela na fun­damencie Apostołów - dla zbawienia dusz.

Jednak nowa definicja stwierdza, że Kościół Chrystusowy trwa w Kościele ka­tolickim, czyli że Kościół Chrystusowy jest w jakiś sposób szerszy niż Kościół katolicki, że istnieją części Kościoła Chrystusowego, które znajdują się poza Kościołem katolickim.

Definicja ta krytykowana była nawet podczas obrad soborowych, a obrońcy jej twierdzili, że w ten sposób sobór chciał wyrazić myśl, iż pewne "środki uświęcenia znajdują się poza strukturą Kościoła". Na przykład protestanci znajdują się poza Kościołem katolickim, po­siadają jednak chrzest oraz Pismo św., które właśnie według Soboru Watykańskiego II są środkami uświęcenia.

Nie jest to jednak prawda. Protestanci mogą praktykować jakąś formę chrztu, sa­krament ten nie jest jednak ich własnością- należy on do Kościoła, któremu został skradziony. Zbawiciel powierzył go bowiem Apostołom oraz ich następcom, a nie tym, którzy sprzeciwiają się Jego woli. Protestanci nie posiadają Biblii - w rzeczywistości ukra­dli oni święte księgi Kościołowi, a nawet od­rzucili osiem z nich. Nie można twierdzić, że "oderwane wspólnoty" są środkami zbawie­nia, podobnie jak nie można powiedzieć, że złodziej posiada ukradziony wam paszport. Nie należy on do niego, nawet jeśli zdarzy mu się nim posłużyć.

Po drugie, nawet jeśli sakrament bę­dzie udzielony w sposób ważny i skuteczny - np. sakrament chrztu - nie oznacza to jesz­cze, że środki te są prawdziwie uświęcające.

Sam fakt, że wspólnoty te pozostają odłączone od Kościoła, powstrzymuje działanie łaski: albo  przez fakt, że ludzie ci są nieświadomi prawdzi­wego nauczania Chrystusa Pana, albo też po­stępują wprost przeciwnie do Jego przykazań. Nawet jeśli otrzymują oni ważny chrzest, cały ich intelekt pozostaje poza Kościołem i praw­dziwą wiarą. Dlatego nawet jeśli zdarzy się, że protestant otrzyma ważnie łaskę chrztu, otrzy­muje ją nie dlatego, że jest protestantem, ale pomimo faktu, że nim jest. Protestantyzm sam z siebie nie udzielił tej łaski, powstrzymuje je­dynie jej działanie, może ją nawet uczynić nie­skuteczną, jeśli ochrzczona osoba zacznie żyć wedle zasad protestantyzmu.

 

Współczesny ekumenizm redukuje zasady religijne

Oczywiście, Bóg zawsze może doprowadzić duszę do prawdy i często jest tak, że pozosta­łość zdrowych zasad doprowadza człowieka do pełnego zdrowia duchowego. Jednak sam fakt, że posiada on jakieś pierwiastki życia katolickiego nie oznacza jeszcze, że jest człon­kiem Kościoła Chrystusowego. Przeciwnie,

jego kondycja definiowana jest właśnie przez to, czego mu brakuje. Kościół katolicki jest z definicji wspólnotą widzialną, a nie jakąś nieokreśloną grupą ludzi, którzy w jakiś spo­sób głoszą Chrystusa. Sam Zbawiciel powie­dział jasno, że do Królestwa niebieskiego wej­dą nie ci, którzy mówią "Panie, Panie", ale ci, którzy pełnią wolę Jego Ojca.

Twierdzenie, że każda religia, niezależ­nie od swego stosunku do widzialnego ciała Kościoła, posiada "pierwiastki uświęcenia i prawdy" jest w istocie destrukcyjna dla reli­gii w ogóle.

Gdyby prawdą było, że zbawienie osiągnąć można przez praktykowanie każdej religii, nie byłoby w istocie żadnego powo­du, by być katolikiem. Idąc dalej za tą logiką można by zapytać, po co w ogóle praktyko­wać jakąkolwiek religię? Jeśli nie ma różnicy, czy wierzę w rzeczywistą obecność Chrystusa w sakramentach, jak to czynią katolicy, czy też odrzucam tę wiarę, jak protestanci, wówczas, logicznie rzecz biorąc, nie ma żadnego znacze­nia, czy wierzę w cokolwiek.

Jeśli wszystkie idee religijne są w istocie tym samym i wszystkie prowadzą do uświę­cenia, wówczas najlogiczniejsze i najbezpiecz­niejsze wydaje się ignorowanie religii, albo przynajmniej ignorowanie wszystkiego, co jest  w niej kontrowersyjne i sporne. I tak wła­śnie wygląda współczesny ekumenizm: redu­kuje on zasady religijne do minimum, do tego, czego nikt nie kwestionuje, do tego, co nie bu­dzi żadnych kontrowersji i może być zaakcep­towane przez ludzi wszelkich wyznań.

Jednak zasada ta jest zgubna i destrukcyj­na dla wszelkiej kultury, zwłaszcza kultury intelektualnej. Jeśli idee religijne nie mają konsekwencji, wówczas ktoś może wyciągnąć wniosek, że żadne idee ich nie posiadają. Jeśli dla mojego szczęścia i wiecznego zbawienia nie ma żadnego znaczenia, czy jestem kato­likiem czy protestantem, wówczas - logicz­nie rzecz biorąc - dla mojej przyszłości nie ma również znaczenia, czy wierzę w prawo grawitacji. Posługiwanie się prawami natu­ry i technologią, dzięki którym potrafimy osiągnąć rzeczy niegdyś dla nas niedostęp­ne, opiera się na fundamentalnej zasadzie, że pewne idee odpowiadają rzeczywistości i możliwe są do realizacji, inne natomiast nie.

Cała kultura, zwłaszcza kultura zachod­nia, opiera się na zasadzie, że idee mają konsekwencje, że pewne idee prowadzą do pozytywnych konsekwencji, inne zaś należy odrzucić. Jeśli zignorujemy tę zasadę, rodzaj ludzki pozbawiony zostanie jakiejkolwiek motywacji do postępu. A to właśnie owo dą­żenie do postępu, do poszukiwania spełnie­nia i realizacji celu jest siłą napędową kultury Widzimy więc, że naturalną konsekwencją zasady, wedle której wszystkie religie pro­wadzą do zbawienia, jest śmierć wszelkiej kultury, ponieważ pozbawia ona ludzkość wszelkiej motywacji do jej tworzenia.

Chrystus Pan mówi w Ewangelii, że Apostołowie, czyli Kościół katolicki, "jest solą ziemi". Jest on solą ziemi przez to, że sól nadaje smak wszystkim owocom ziemi, czyli dziełom i uczynkom ludzkim. To ta sól stwo­rzyła z wydobywanych w kamieniołomach skał wspaniałe katedry, pomniki wiary i kul­tury, które podziwiać możemy po dziś dzień. Ta sól stworzyła muzykę i literaturę minio­nych wieków; stworzyła katolickie narody, można nawet powiedzieć, że ludy pogańskie  nigdy nie stałyby się cywilizowane bez inter­wencji Kościoła.

Jednak Zbawiciel mówi nam również w Ewangelii, że "jeśli sól smak utraci, czymże ją posolić?" (Mt 5, 13). A potem dodaje: "Na nic się. już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podepta­nie przez ludzi". Tego właśnie jesteśmy świad­kami obecnie. Nawet w czasach wielkich prze­śladowań, jakich Polacy byli świadkami jeszcze nie tak dawno, Kościół był znienawidzony, lecz szanowany. Dziś Kościół jest ośmieszany, mie­szany z błotem, deptany butami i rzeczywiście

utracił on swój smak. Usiłuje przyjąć zasady, które są mu całkowicie obce. Utracił swój smak, ponieważ uważa, że sól jest zbyt pikantna dla naszych czasów. Przyjął nowy smak, zgodny  - według słów soboru - z aspiracjami współ­czesnego świata.

Jednak świat współczesny jest od daw­na chory. Jego aspiracje nie doprowadziły do uzdrowienia, ale do niezliczonych wojen prowadzonych w imię utopii opartej na za­sadzie ludzkiej godności. Owe zasady wol­ności, równości i braterstwa są wrogami nie tylko Kościoła, ale całego rodzaju ludzkiego. A Kościół i świat cierpieć będą tak długo, aż nie zrzucą z siebie jarzma tych idei, niszczą­cych wszystkich, którzy im ulegną.

 

ks. Jan Jenkins FSSPX

Zmieniony ( 12.09.2013. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.