Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 63 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Braun Grzegorz arrow Bolszewicka inwazja z kosmosu. Teraz !
Wednesday 26 February 2020 20:21:47.28.
W Y S Z U K I W A R K A
Bolszewicka inwazja z kosmosu. Teraz ! Drukuj Email
Wpisał: Grzegorz Braun   
21.03.2014.

Bolszewicka inwazja z kosmosu

 

Grzegorz Braun dla PCh24.pl  2014-03-20 pch24

Reformy w systemie komunistycznym można porównać do pomysłów kogoś, kto doszedł do wniosku, iż nie najlepiej mu się powodzi, ponieważ źle ustawił sprzęty w swoim mieszkaniu. Jest przekonany, że kiedy zrobi przemeblowanie, będzie mu się wiodło lepiej - mówi Grzegorz Braun, reżyser dokumentalnego cyklu „Transformacja. Od Lenina do Putina”.

 

Trzecia część „Transformacji” opowiada o czasach rządów Chruszczowa i Breżniewa. Jak postrzega Pan tamten okres?

 - Chruszczowszczyznę, breżniewszczyznę od połowy lat 50. do początków 70. nazwałbym okresem „klasycznym” Sowietów. Władzy sowieckiej ciągle jeszcze wtedy wydaje się, że będzie trwała wiecznie, że ciągle buduje czerwoną „tysiącletnią Rzeszę”. Tymczasem tracą swój najlepszy nastrój „pożyteczni idioci” na Zachodzie - ci których dobre samopoczucie jest jednym z niezbędnych warunków pomyślnego funkcjonowania Sowietów (bo przecież ich władza nie może istnieć bez kapitalistów, którzy wedle trafnej diagnozy Lenina „sami sprzedadzą sznur, na którym zostaną powieszeni”).

 Zaczyna się powoli wycofywanie przez światową komunę ideowych aktywów z tego flagowego okrętu rewolucji, jakim jest Związek Sowiecki. Punkt zwrotny to niewątpliwie odwrócenie sojuszy, przesunięcie biegunów geopolitycznych, wyrażające się zmianą sytuacji na Bliskim Wschodzie, a datujące już od kryzysu sueskiego (1956).

Otóż Sowieci zaczynają finansować państwa arabskie tracąc sentyment dla żydowskiego państwa w Palestynie - zresztą, można powiedzieć, z wzajemnością. Sprawa paszportów dla obywateli sowieckich pochodzenia żydowskiego nabiera znaczenia międzynarodowego i zaczyna nabrzmiewać.

 W Polsce mamy odprysk tego problemu. Konsekwencją zmiany linii partyjnej wobec kwestii żydowskiej jest kulminacja wydarzeń roku 1968, poprzedzona prowadzoną przez Wojciecha Jaruzelskiego czystką w Ludowym Wojsku Polskim. Do przywódców sowieckich dociera, że państwo położone w Palestynie zawiodło pokładane w nim nadzieje. Jego powstanie było przecież efektem niezwykłego konsensusu między mocarstwami. Stalin liczył, iż w państwie żydowskim zwycięży tendencja internacjonalistyczna, a nie nacjonalna. Mówiąc krótko, najprawdopodobniej chciał by Izrael odegrał rolę sowieckiego lotniskowca na Morzu Śródziemnym. Te nadzieje zostały srodze zawiedzione i stąd przesilenie, rozejście się dróg tych, którzy tworzyli w swoim czasie główną, być może najbardziej wyrazistą grupę wsparcia projektu sowieckiego. Spośród nich także przecież rekrutowali się zbrodniarze-założyciele tego systemu.

 Skoro okres, o którym traktuje najnowszy odcinek cyklu nazwał Pan „klasycznym”, jakie uwidoczniły się w nim charakterystyczne dla systemu sowieckiego i powtarzane również w innych dekadach elementy?

 - Trwa wówczas, w największym spokoju, żerowanie pasożyta partyjnej nomenklatury na ludności tubylczej, jak mówi to w moim filmie Marek Jan Chodakiewicz. Ten spokój konsumpcji towarzysze zawdzięczają faktowi, że od momentu kiedy skrytykowany został terror wewnątrzpartyjny i tzw. kult jednostki, nie muszą oni się już lękać tego, że zostaną bez ceregieli wymienieni na innych, przy czym dymisja zostanie przeprowadzona poprzez strzał w tył głowy i zepchnięcie do dołu z wapnem. A zatem nomenklatura konsumuje spokojnie, pasożytuje na narodach podbitych przez Związek Sowiecki i z powodu mniejszego zagrożenia otwartą represją zachodzą w piorunującym tempie procesy korupcji, gnicia systemu, który osiąga ten poziom degrengolady, jaki pamiętamy my, należący do ostatnich pokoleń PRL.

 Jak reaguje system na owo gnicie?

 - System reaguje konwulsjami kolejnych „kampanii” i „reform”. Te zaś w systemie komunistycznym - jak to w filmie przezabawnie diagnozuje Stanisław Michalkiewicz - można porównać do pomysłów kogoś, kto doszedł do wniosku, iż nie najlepiej mu się powodzi, ponieważ źle rozstawił meble w swoim mieszkaniu – i jest przekonany, że kiedy zrobi przemeblowanie, będzie mu się powodziło lepiej. To porównanie oddaje istotę reform sowieckiego premiera czasów Breżniewa - Aleksieja Kosygina. Człowiek ten, słusznie podziwiany przez swoich podwładnych i towarzyszy z politbiura za nieprawdopodobną pamięć i precyzję, z naukowym podejściem zabrał się za „regulowanie” systemu nakazowo-rozdzielczego. Chciał usprawnić, dociągnąć wręcz do perfekcji system centralnego sterowania i gospodarkę planową.

Takie projekty formułowano również i w Polsce. Oskar Lange, sowiecki agent, który do dzisiaj cieszy się renomą wybitnego ekonomisty, w swoich marzeniach o perfekcyjnym, centralnym zarządzaniu gospodarką bardzo liczył na rewolucję informatyczną. Wszystkim im się zdawało, że problem tkwi w ludzkich niedoskonałościach – a nie w samym obłędnym systemie. Sądzili, iż jeśli „czynnik ludzki” się wyeliminuje, jeśli zastosuje się odpowiednie „bodźce”, kary i zachęty, jeśli wszystko się jeszcze lepiej policzy i „z naukową precyzję” opracuje plany gospodarcze, których wykonanie z żelazną konsekwencją będzie się następnie egzekwować, to wówczas system zadziała.

Oczywiście, to komunistyczna utopia, którą bardzo zabawnie puentuje Wiktor Suworow we fragmencie wywiadu, jaki być może trafi do jednej z następnych części „Transformacji”: Za mojej młodości obiecywano, że w komunizmie wszyscy będą pracować wedle możliwości i otrzymywać wedle potrzeb. Ale ja to w ogóle nie mam osobistej potrzeby pracować, tylko bym odpoczywał w ciepłych krajach. Z kolei moja żona potrzebuje tylu par butów, że nie sposób byłoby je zliczyć.

 Zatem już same podstawowe założenia komunizmu są zdjęte z sufitu i nic się na to nie da poradzić. Bo tam, gdzie nie ma własności, tam nie może być mowy o rzetelnej pracy.

 Chruszczowszczyzna była pewnego rodzaju odwilżą po niezwykle brutalnym okresie stalinowskim, obecnie mamy chyba do czynienia z końcówką innej odwilży, najdłuższej bodaj po II wojnie.

 - Ona się pewnie właśnie skończyła. Otóż tamta chruszczowowska była w istocie kolejną realizacją klasycznej leninowskiej formuły wash&go czyli NEP i „Trust”. NEP oznacza tu odkręcenie śruby, ale nie po to, żeby dać ludziom wolność, żeby system likwidować, tylko po to, by go wzmocnić. Poluzowanie śruby jest konieczne, ponieważ gospodarka bardzo źle znosi permanentną mobilizację do wojny. Trzeba zatem pozyskać, przynajmniej chwilowo, nie neutralność, ale współpracę i przyjaźń kapitalistów zachodnich. Bez ich wsparcia, technologii, inwestycji nie da się podnieść Armii Czerwonej na wyższy poziom techniczny, a zatem zagwarantować jej zdolności bojowej do przeprowadzenia rewolucji światowej.

Zatem skoro musimy się zaprzyjaźnić z kapitalistami by uzyskać od nich pożyczki, potrzebny jest „Trust”, czyli zmasowana akcja manipulacji, dezinformacji, infiltracji w celu moderowania polityki zachodniej tak aby państwa wolnego świata nie skorzystały z okazji jaką daje chwilowe osłabienie władzy sowieckiej. System komunistyczny może bowiem działać wyłącznie w ofensywie. Kiedy zwalnia kroku, natychmiast się sypie, na jaw wychodzi jego wewnętrzna autodestruktywność.

 Model NEP i „Trust” po raz kolejny realizuje się właśnie w czasach Chruszczowa. Z jednej strony wygraża on Zachodowi, a z drugiej zabiega o kredyty w amerykańskich bankach. Z jednej strony deklaruje pokojowe zamiary, zaś z drugiej stawia świat na krawędzi wojny światowej, jak w przypadku kryzysu kubańskiego (1962).

 Zaś analogie współczesne są takie, iż tak jak Chruszczow zapowiedział pod koniec lat 50., że Sowiety w ciągu najbliższej dekady dogonią i przegonią Stany Zjednoczone, tak za naszego życia podobne deklaracje składano kilkanaście lat temu w ramach tzw. strategii lizbońskiej Unii Europejskiej. Trudno również oprzeć się skojarzeniu tzw. doktryny Breżniewa – w myśl której cały Układ Warszawski pospieszył „w obronie socjalizmu” do Czechosłowacji (1968) – z obowiązującą dziś w Euro-kołchozie doktryną wspólnego interweniowania tam, gdzie byłaby „zagrożona demokracja”

 Szereg następnych analogii nasuwają aktualne wydarzenia. Akurat w trzeciej części „Transformacji” wyłożona jest na wybranych przykładach teoria „kryzysu kontrolowanego” – co jest ewidentnie jednym z aspektów bieżących wydarzeń na Ukrainie. Mylą się jednak ci, którzy wyłącznie Rosję obsadzają dziś w roli „czarnego charakteru”, prowokatora i winowajcy kryzysu. Tu jest co najmniej kilku innych potężnych i równie bezwzględnych graczy, którzy życie i mienie ludzkie mają za nic, dla których „demokracja” to po prostu narzędzie zarządzania nastrojami mas.

Jest tu wszak po uszy zaangażowane upadające imperium amerykańskie (które tak w ogóle jest w fazie zajmowania rubieży wyjściowych do przyszłej rozgrywki z Chinami) i jest również aspirujące do imperialności państwo niemieckie (które po stu latach nie zarzuciło bynajmniej koncepcji „gospodarki wielkiego obszaru” w tzw. Mitteleuropie). Fundamentalną istotną rolę odgrywają interesy Międzynarodowego Funduszu Walutowego (pilna potrzeba pozyskania nowych terenów łowieckich) i kwestia strategicznych interesów państwa położonego w Palestynie (imperatyw ostatecznego rozwiązania kwestii bliskowschodniej). Owszem, sądzę że sytuacja w Kijowie ma sporo wspólnego z sytuacją w Damaszku i w Teheranie. Wszak bez neutralizacji Moskwy nie da się tam „zaprowadzić demokracji”. Wojna perska nie jest dziś ani trochę mniej realna niż dwa lata temu.

Lista pretensji wobec Iranu została ostatnio po raz kolejny powtórzona przez premiera Netaniahu w ultymatywnym tonie. Nb w tym samym akurat momencie, gdy brytyjska Izba Lordów uznała za stosowne rekomendować „wywieranie nacisku” na rząd w Warszawie ws. roszczeń majątkowych wysuwanych wobec Polski przez organizacje diaspory i państwo żydowskie. W tej akurat sytuacji perspektywa dyslokowania znaczących sił amerykańskich do Polski nie napawa mnie aż takim optymizmem, jak by to było może jeszcze parę lat temu.

 Szukając współczesnych analogii nie idźmy zatem na łatwiznę. Trzeba się np. stanowczo przeciwstawić popularnej, także wśród polskich patriotów, opinii, wedle której  Związek Sowiecki był prostą i naturalną kontynuacją Rosji carów. Ja się do takiej opinii nie przychylam. Trzeba dostrzegać, że rewolucja bolszewicka była dla ogromnej większości Rosjan inwazją z kosmosu, inwazją, która doprowadziła przede wszystkim do eksterminacji elit rosyjskich.

 Współczesna władza rosyjska jest natomiast w większym stopniu kontynuacją rządów w Rosji Sowieckiej, niż Rosja Sowiecka była przedłużeniem Rosji carskiej. Na czele państwa, ba, na czele wszystkiego w Rosji stoją dzisiaj wytrenowani i zasłużeni funkcjonariusze służb sowieckich – KGB oraz GRU. Pewne perturbacje wynikały z wzajemnej gry pomiędzy nimi. Dzisiaj w obliczu zagrożenia z jednej strony trwają walki buldogów pod dywanem i, kto wie, wyniknie może z tego coś dobrego dla nas, jednak z drugiej strony ta post-sowiecka władza rosyjska, przynajmniej na zewnętrzny użytek konsoliduje się.

Okres pieriedyszki minął, to jasno można skonstatować podczas lektury codziennych gazet i witryn internetowych.

 Mimo zewnętrznych perturbacji, stare miłości nie rdzewieją i retoryka wojenna transmitowana na nasz użytek przez media nie przeszkadza dalej dobijać targu. Nic nie wskazuje na to, żeby Niemcy chcieli rezygnować z tych złotych interesów, jakie zawdzięczają owocnej współpracy z reżimem moskiewskim, tak jak to tradycyjnie czynili. Kiedy w Polsce trwał stan wojenny ani myśleli zrezygnować ze sprzedaży technologii umożliwiających transport ropy i gazu z terenów imperium sowieckiego. Dzisiaj dzieje się to samo.

Rosja nie może uprawiać swojej polityki szantażu energetycznego bez współpracy Niemiec. I Niemcy ową współpracę gwarantują. Cała ta współczesna sytuacja powinna być widziana w tym kontekście. Czy przypadkiem nie konsoliduje się w kolejnym wcieleniu pakt rosyjsko-niemiecki? Im więcej UE na Ukrainie, tym więcej Niemiec na Ukrainie. Polscy ekonomiści wzywają przedsiębiorców by się stamtąd wycofywali. Tymczasem te interesy, których nie zrobią na Ukrainie Polacy, ubiją Niemcy. To jest tragiczna puenta ostatniego festiwalu demokracji i fałszywej przyjaźni z udziałem warszawskich pożytecznych idiotów.

 Czy w związku z owym przyspieszeniem historii serial „Transformacja”, w założeniu pięcioodcinkowy, wydłuży się?

 - Bardzo chciałbym skończyć pracę nad tym cyklem i przejść do nowych projektów, bo pomysłów na nie jest bez liku.. To, że jeszcze nie udało się tego zrobić, wynika z faktu, że jest to produkcja całkowicie prywatna - niezlecona, niezamówiona, niesponsorowana przez jakąkolwiek telewizję reżimową czy instancje państwowe. Rytm powstawania kolejnych odcinków dyktują możliwości mojego kolegi producenta. Żeby opowieść można było doprowadzić do puenty i by podtytuł filmu – „Od Lenina do Putina” miał pokrycie w rzeczywistości, potrzebne są jeszcze dwa filmy, dwie godziny projekcji.

Nie przymierzam się do serialu, który opowie o wszystkich transformacjach w dziejach. Nie jest moim celem prowadzenie kroniki wydarzeń, ale przedstawienie pewnych modeli. Te modele, stałe warianty gry, powtarzalne chwyty polityczne, pewne stałe sytuacje w grze geopolitycznej często łatwiejsze są do opisania z pewnego oddalenia. Łatwiej jest nam je dostrzec operując na polu badawczym, które jest już jakoś ograniczone. W przypadku mojego filmu tym polem są dzieje Związku Sowieckiego.

 Co obejrzymy w czwartej i piątej części cyklu?

 - Czwarta część opowie o epoce, w której z jednej strony nieuchronność upadku Związku Sowieckiego staje się już ewidentna nawet dla ludzi ze szczytów władzy, a z drugiej strony radykalnie zwiększa się ryzyko rozpętania III wojny światowej. Mówimy o erze późnego Breżniewa, Breżniewa „po wylewie” - widać w materiałach dokumentalnych, że to inny człowiek - i epoce ostatnich sekretarzy: Andropowa, Czernienki i Gorbaczowa. Czwarta część powinna skończyć się w momencie, gdy do gorbaczowowskiego politbiura dociera, że nie da się po raz kolejny przeprowadzić pozorowanych reform, że trzeba pójść na dalej idące koncesje i ten moment stanowi katastrofa w Czarnobylu – element nie obliczony wcześniej w kreślonych jeszcze za życia Andropowa planach pieriestrojki.

 Część piąta opowie zaś o „transformacji właściwej”, czyli jak potoczyły się wydarzenia po tym, gdy w Moskwie uznano, że imperium zewnętrzne trzeba będzie jednak odpuścić. Opowiemy o modelowym meblu, który u nas nazywa się okrągłym stołem, a zakończymy demontażem Związku Sowieckiego. Na ile epilog będzie rozbudowany i na ile sięgnie do współczesności, to się okaże.

Z całą jednak pewnością Włodzimierz Putin zasługuje, by figurować w podtytule całego cyklu, on bowiem jest autorem częściej w ostatnich tygodniach przytaczanego zdania, iż upadek Związku Sowieckiego był największą katastrofą geopolityczną XX wieku.

 Dziękuję za rozmowę.

 Rozmawiał Roman Motoła

 „Transformacja. Od Lenina do Putina”. Część 3 - „Nomenklatura, dezinformacja  i kryzysy kontrolowane”. Reż. Grzegorz Braun, prod. Robert Kaczmarek, Film Open Group 2013.

Film obejrzeć i zakupić można tutaj

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.