Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 56 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Sumliński arrow Zbrodnia założycielska Trzeciej RP. Rozmowa z Wojciechem Sumlińskim
Saturday 16 December 2017 17:46:26.24.
migawki
W każdą trzecią niedzielę miesiąca, teraz 17-go grudnia.

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

ZAMOŚĆ –  o godz. 17-tej – w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3. Msza Święta za Ojczyznę a po niej Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Zamościa.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Zbrodnia założycielska Trzeciej RP. Rozmowa z Wojciechem Sumlińskim Drukuj Email
Wpisał: Wojciech Sumliński   
13.09.2014.

Zbrodnia założycielska Trzeciej RP

 

Wszystko, co w domenie publicznej powiedziano o tej sprawie, poza miejscem i czasem uprowadzenia księdza Jerzego Popiełuszki, jest kłamstwem.

 

 

Rozmowa z Wojciechem Sumlińskim

 

2014-9-12 pch24

 

O tajemnicy śmierci błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki mówi w rozmowie z PCh24.pl red. Wojciech Sumliński, dziennikarz śledczy, autor m.in. książek „Kto naprawdę Go zabił?”, „Z mocy bezprawia”, „Z mocy nadziei” i „Lobotomia 3.0”.

 

Mijają trzy dekady od porwania i zamordowania błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki. W powszechnej świadomości społecznej to unikalny przykład sprawnego działania aparatu sprawiedliwości w odniesieniu do zbrodni politycznych okresu PRL. Sprawcy zostali błyskawicznie schwytani i osądzeni, odsiedzieli po kilka lat w więzieniu. Czy na pewno wszystko już wiemy w tej sprawie?

 - Podążając tropami prokuratora Andrzeja Witkowskiego i jego zespołu śledczego składającego się z kilkunastu prokuratorów, a także w oparciu o własne wieloletnie śledztwo dziennikarskie twierdzę i jestem tego absolutnie pewien, że wszystko, co w domenie publicznej powiedziano o tej sprawie, poza miejscem i czasem uprowadzenia księdza Jerzego Popiełuszki, jest kłamstwem. W swojej zdecydowanej większości opinia publiczna wie o tej sprawie bardzo niewiele albo wręcz nic.

 Ksiądz Jerzy zginął w innych okolicznościach niż to się powszechnie przyjmuje. Wiele przemawia za tym, że także w innym czasie. Od tego czasu aż po dziś dzień okoliczności tej najgłośniejszej, a zarazem najbardziej tajemniczej zbrodni PRL są zakłamywane.

 Dlaczego tak się dzieje?

 - Tu nie chodzi tylko o śmierć jednego kapłana, nawet tak niezwykłego, tak wspaniałego, tak świętego, jakim był ksiądz Jerzy, ale także o cały szereg innych spraw. Wyjaśnienie tej zbrodni jest jak wyjście z portu na szerokie morze. Ta zbrodnia wiązała się z działalnością szeregu osób w okresie PRL, wiązała się z porozumieniem, które w imieniu części opozycji panowie Geremek i Mazowiecki zawarli z panami Rakowskim, Kiszczakiem i Jaruzelskim w roku 1985. Owa zbrodnia założycielska III RP wiąże się również z olbrzymią ilością działań, które powodowały zakłamywanie wszystkich jej okoliczności. Do dzisiaj trwają prowadzone na ogromną skalę zabiegi mające na celu wyciszenie prawdy.

 Pierwsze działania dyskredytujące zaczęły się bezpośrednio po procesie toruńskim. Wówczas zostały wszczęte pod kryptonimami „Teresa”, „Trawa” i „Robot” największe operacje inwigilacyjne w historii państw bloku komunistycznego. Na sześć lat, od początku 1985 aż do kwietnia 1990 roku, oddelegowano do nich kilkuset funkcjonariuszy i kilkuset tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa.

 Tak wielkie siły i środki zaangażowano do podsłuchiwania i obserwacji wszystkich bliskich sprawców porwania: Grzegorza Piotrowskiego, Adama Pietruszki, Waldemara Chmielewskiego, Leszka Pękali, a także ich najbliższych kolegów z resortu MSW. Mówiąc krótko, generał Czesław Kiszczak nakazał wszczęcie tych trzech operacji do totalnej inwigilacji swoich.

 W jakim celu?

 - Zapytałem o to gen. Czesława Kiszczaka, z którym przeprowadzałem wywiad dla Telewizji Polskiej i wie pan, co odpowiedział? „Bo ja byłem tak zdeterminowany, by wyjaśnić tę zbrodnię do końca”.

 Kto lubi bajki, może przyjąć taką argumentację, ale kto chce poznać prawdę, winien zapoznać się z dokumentami fragmentami zapisu podsłuchów sporządzonych w ramach tych operacji. Z kilkudziesięciu tysięcy godzin nagranych rozmów ocalało zaledwie kilkaset, reszta została zniszczona. Dotarłem do zachowanych nagrań i do stenogramów, głównie odnoszących się do rozmów Róży Pietruszki z synem Jarosławem, z matką, innymi krewnymi, najbliższymi przyjaciółmi. Już tylko w oparciu o ten drobny fragment nagrań wyłania się obraz całkowitego spreparowania tej zbrodni przez najwyższe władze PRL z gen. Czesławem Kiszczakiem i gen. Wojciechem Jaruzelskim na czele.

 Co wynika z rozmów nagranych przez SB?

 - Róża Pietruszka była najbardziej zdeterminowana by pokazać, że ta historia faktycznie wyglądała inaczej niż podano i do dzisiaj podaje się oficjalnie. Jej mąż, płk Adam Pietruszka przeszedł do historii jako człowiek, który wymyślił zbrodnię na ks. Jerzym, najwyższy rangą spośród skazanych w procesie toruńskim. Kobieta prowadziła więc rozmowy, i z generałem Kiszczakiem, i z jego przedstawicielami. Treść tych konwersacji sprowadzała się do jednego: nagroda za milczenie, kara za mówienie. Metoda znana każdej policji politycznej świata – kij i marchewka. „Jeżeli nie będziecie drążyć tej sprawy, nagłaśniać jej, będą amnestie. Potem resort zadba o was i wasza rodzina o nic nie będzie musiała się martwić do końca życia. Trzeba wziąć na siebie i odegrać tę trudną rolę. Natomiast gdy tajemnica państwowa zostanie ujawniona, konsekwencje mogą być straszne”. Takie i podobne rozmowy trwały przez długi czas.

 Piotrowski, Pękala, Chmielewski, Pietruszka byli bezwzględnymi oprawcami i zbrodniarzami, nie ulega to żadnej wątpliwości. Mają na rękach krew niejednego człowieka, trzech spośród nich co najmniej pastwiło się nad księdzem Jerzym przez wiele godzin. Nie ma mowy, by tych bandytów bronić, nikt tego nie robi. Natomiast nie ulega wątpliwości, że to nie płk Pietruszka zaplanował tę zbrodnię. Był tylko narzędziem, jednym z bardzo ważnych trybów zbrodni, ale nie najwyższym rangą oficerem, który ją wymyślił. Zrobił to generał Czesław Kiszczak. On nadał sprawie bieg, wymyślił całą kombinację operacyjną.

 Skąd taka pewność?

 - Między innymi, chociaż nie tylko, wiemy to z rozmaitych nagrań i rozmów, które pozostały po operacjach „Teresa”, „Trawa”, „Robot”. Z wielu relacji, jakie się zachowały wynika obraz pełnej kontroli sprawowanej nad tą sprawą od samego początku, a także obraz przebiegu wydarzeń, odkąd operacja została zapoczątkowana, wymyślona i realizowana według z góry przyjętego planu.

Wszystko zaczęło się co najmniej na ponad półtora miesiąca przed uprowadzeniem księdza Jerzego Popiełuszki. W tej zbrodni Pękala, Piotrowski, Chmielewski i Pietruszka znali jednak tylko część zadania, jakie im przydzielono. O drugiej części nie wiedzieli, była ona dla nich zaskoczeniem, wręcz szokiem. O tym, że zostali wytypowani jako wyłącznie zasiadający na ławie oskarżonych i że przyjdzie im jakiś czas za tę zbrodnię spędzić w więzieniu, dowiedzieli się później.

 Co jeszcze, poza archiwaliami z operacji „Teresa”, „Trawa” i „Robot” świadczy o fałszywości oficjalnej wersji zdarzeń?

 - Nie o wszystkich dowodach mogę jeszcze w tym momencie mówić. Skazani w procesie toruńskim oficjalnie żyją skromnie, pozmieniali nazwiska, imali się różnych zawodów, ale u każdego z nich (a także u ich bliskich) na pewnym etapie pojawiły się jakieś bardzo pokaźne pieniądze, czy też możliwości życia na dużo wyższym poziomie niż wskazywałyby na to ich formalne stany majątkowe. Była to bardzo ważna poszlaka wskazująca na to, że gen. Kiszczak najprawdopodobniej dotrzymał słowa danego Róży Pietruszce.

 W procesie zakłamywania i zaciemniania prawdy o tej zbrodni wiele jest punktów, które nazwałbym kluczowymi. Pierwszym z nich było wydarzenie z roku 1991. Na przełomie wiosny i lata Andrzej Witkowski dotarł do niezwykłych materiałów wskazujących na to, że już od połowy września 1984 r., a więc na ponad miesiąc przed zbrodnią, Piotrowski, Pękala, Chmielewski i Pietruszka byli objęci obserwacją funkcjonariuszy Wojskowych Służb Wewnętrznych.

Czy był jakiś jasnowidz, który przewidział, że niebawem ta czwórka dokona uprowadzenia księdza? Logika mówi tylko jedno: ktoś wydał tym ludziom rozkaz, żeby śledzili przyszłych wykonawców zbrodni. Taki rozkaz mógł wydać tylko i wyłącznie Czesław Kiszczak, na co zresztą wskazywały inne dowody, m.in. wspomniane podsłuchy, ale nie tylko. Pamiętajmy, że generał przyszedł do resortu MSW właśnie z kontrwywiadu i był tam [w MSW md] ciałem obcym. Jego środowiskiem było właśnie peerelowskie wojsko, on ufał właśnie WSW. I oficerowie tegoż WSW, prowadzący obserwację od września, kontynuowali ją także tragicznego dnia, 19 października, od Warszawy do Bydgoszczy i od Bydgoszczy do miejsca uprowadzenia księdza.

 Andrzej Witkowski poznał nazwiska tych sześciu oficerów, którzy wówczas jechali za Piotrowskim, Pękalą i Chmielewskim w dwóch samochodach, byli więc na miejscu zbrodni. Szef zespołu śledczego wkroczył z grupą prokuratorów do bydgoskiej siedziby Wojskowych Służb Informacyjnych (rok wcześniej, bez przeprowadzenia żadnej weryfikacji kadr, przemianowano w ten sposób dotychczasowe WSW) i poddał tę szóstkę gruntownemu, całodziennemu przesłuchaniu.

Był to bardzo dobry moment na wyjaśnienie tej zbrodni. Zaledwie siedem lat po jej dokonaniu, dwa lata po transformacji owi funkcjonariusze nie wiedzieli jeszcze, którą stronę pójdzie ta tzw. wolna Polska. Trzy spośród tych osób zadeklarowały Witkowskiemu i jego współpracownikom, że jeżeli otrzymają gwarancje bezpieczeństwa dla siebie i swoich rodzin, gotowi są wyjawić całą prawdę o tej zbrodni. Prokurator pojechał w tej sprawie do Wiesława Chrzanowskiego, ówczesnego ministra sprawiedliwości oraz do jego zastępcy Stanisława Iwanickiego. Pierwsze zaskoczenie – przyjęto go bardzo chłodno. Niecałe dwa tygodnie później dowiedział się, że już tej sprawy nie prowadzi. Ministrowie Chrzanowski i Iwanicki użyli w stosunku do Andrzeja Witkowskiego absurdalnego argumentu mówiąc o tym, że prowadzi śledztwo „od góry do dołu”, a powinien „od dołu do góry”.

Prokurator był zszokowany, ale próbował wejść z nimi w polemikę mówiąc, że stoimy właśnie o krok od wyjaśnienia tej sprawy. Śledztwo zostało jednak mu odebrane. Wszczęte zostały wyrywkowe procesy generałów Ciastonia i Płatka, przed czym Witkowski bardzo przestrzegał mówiąc, że przypomina to wyjęcie z całej układanki dwóch puzzli i próbę ułożenia z nich całego obrazu. Procesy te, zgodnie z przewidywaniami, zakończyły się niczym.

 Po kilku latach pojawiła się jednak druga szansa…

 - W roku 1999 powstał Instytut Pamięci Narodowej, niedługo później prok. Witkowski ponownie otrzymał śledztwo w sprawie mordu na ks. Jerzym. Zmontował od zera swój zespół śledczy, czyli znowu grupę prokuratorów, policjantów. Przez kolejne prawie trzy lata bardzo wnikliwie prowadził śledztwo. Nadeszła jesień 2004 roku. Prof. Witold Kulesza, szef pionu śledczego IPN wezwał prok. Witkowskiego, by w związku ze zbliżającą się 20. rocznicą mordu na księdzu Jerzym przygotował dwie wersje informacji o tym, na jakim etapie znajduje się postępowanie w tej sprawie. Jedną na użytek opinii publicznej, zaś drugą, nieformalną, dla niego, szefa pionu IPN. Notatki powstały, z tej drugiej, tajnej, wynikało, że w ciągu kilku miesięcy powinno zakończyć się śledztwo, prokurator ma już niemal skompletowaną ławę oskarżonych i chce na niej widzieć Czesława Kiszczaka, Waldemara Chrostowskiego i innych, łącznie ponad dwadzieścia osób. Dysponował bardzo wieloma poszlakami wskazującymi na datę śmierci księdza późniejszą o kilka dni od tej podawanej oficjalnie, a także na możliwość, iż to nie Polacy mogli sfinalizować zbrodnię na księdzu.

Pierwsza z koncepcji zakładała, że kapłan miał być zmuszony do współpracy z bezpieką, a następnie wysłany do Rzymu. Zresztą, od kilku miesięcy trwały już zabiegi w tym celu, prowadzone za pośrednictwem osób, którym ufał ksiądz prymas.

 Była jednak też druga hipoteza, zgodnie z którą kapelan „Solidarności” miał być doprowadzony do granicy śmierci i przekazany innej grupie oprawców. Według prok. Witkowskiego, wszystkie tropy biegły do funkcjonariuszy sowieckiego GRU. To, że ksiądz Jerzy zginął, dowodzi, że złamać się nie dał.

 Prokuratorowi znowu zabrakło czasu…

 - Natychmiast (był październik 2004 r.) został wezwany do Warszawy i znów z dnia na dzień dowiedział się, że już tej sprawy nie prowadzi. Prof. Kulesza powiedział, że odbiera mu to śledztwo. Andrzej Witkowski nie mógł tego zrozumieć. Zapytał, dlaczego zapadła taka decyzja. Prof. Kulesza miał odpowiedzieć: „Dowiedziałem się, że zeznawał pan jako świadek w procesach Ciastonia i Płatka. Zachodzi konflikt interesów, nie może pan być prokuratorem prowadzącym śledztwo.”.

 To było kłamstwo. Andrzej Witkowski wiedział o tym, że może znaleźć się w sytuacji takiego konfliktu. W trakcie wspomnianych procesów stawiał się w sądzie (bo musiał), ale nie wypowiedział ani słowa. Nawet proszony o przedstawienie się pokazywał tylko dowód osobisty.

 Akta śledztwa odesłane zostały do Katowic, gdzie przez rok nie działo się w tej sprawie kompletnie nic, nie przesłuchano nawet jednego świadka. Jesienią 2005 dokumenty przekazano do Torunia, stamtąd do Warszawy. Leżały tam, nikt się nimi nie zajmował.

 Ksiądz Jerzy jest już błogosławionym, natomiast mało kto się orientuje, że śledztwo w sprawie wszystkich okoliczności popełnionej na nim zbrodni nie zostało formalnie do dziś zakończone. To swoiste kuriozum, sprawa stoi w miejscu, jest martwa, ale formalnie nie zamknięta.

 Minęło wiele lat, czy widzi Pan wciąż szansę na postawienie przed sądem rzeczywistych inspiratorów i pozostałych wykonawców zbrodni na księdzu Jerzym?

 - Dopóki żyją główni świadkowie, wielu ludzi, którzy zadeklarowali, że pomogą wyjść prawdzie o tej zbrodni na światło dzienne, szansa istnieje. Pojawiłaby się na nowo, gdyby w Polsce zmienił się układ polityczny na taki, który sprzyjał będzie wyjaśnieniu do samego końca różnych spraw z najnowszej historii, bez względu na to, jak byłoby to bolesne.

 W tym momencie nie mogę ujawnić jeszcze wszystkich znanych mi faktów o tej sprawie. Część wiedzy dotychczas nigdzie nie prezentowanej chcę opublikować w książce pt. „Lobotomia 3.0”, która ukaże się 29 września. To najważniejsza moja książka o opatrzonej klauzulą tajemnicy i tajności zagadce śmierci Błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki.

 Cóż to takiego lobotomia? Zabieg polegający na wbiciu poprzez oczodoły szpikulców i przecięciu zwojów nerwowych. Metoda opisana w książce „Lot nad kukułczym gniazdem” miała zmniejszać nadpobudliwość, a jej twórca otrzymał za to nagrodę Nobla. Poddał tej metodzie „leczenia” 2,9 tys. osób, m.in. siostrę prezydenta Kennedy’ego, bardzo pobudliwą nastolatkę. Rzeczywiście, po zastosowaniu lobotomii ludzie stawali się spokojni, ale w większości przypadków ich spokój był spokojem "roślin" - ludzi wpatrzonych w jeden punkt.

Uważam, że taki właśnie zabieg stosuje się na nas, Polakach w bardzo wielu sprawach. Nasze społeczeństwo zostało obezwładnione, jesteśmy jak po drastycznym zabiegu, w którym całkowicie odwrócono prawdę i fałsz, a ludzi, którzy próbowali dociekać wyjaśnienia sprawy, o której mówimy niszczono na wielu poziomach. Dokonywano tego metodami nie raz szokującymi, od zastraszania świadków, dyskredytowania prokuratora Witkowskiego w rozmaitych środowiskach, aż po niszczenie fizyczne.

Zginęła, na przykład z przedawkowania alkoholu stuprocentowa abstynentka, żona brata księdza Popiełuszki, który nie zgadzał się nigdy z oficjalną wersją wydarzeń i odbierał wcześniej groźby dotyczące swojej rodziny. Zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach dwaj główni świadkowie, którzy widzieli, że zwłoki księdza Jerzego zostały wrzucone do Wisły w nocy z 25 na 26 października 1984 (przypominam, że porywaczy zatrzymano 23 października).

 Każdy, kto się w tę sprawę zagłębiał, miał większe lub mniejsze problemy. Kiedy prowadziłem swoje śledztwo, dochodziło do tylu tak absurdalnych sytuacji, że gdybym ich nie przeżył, nigdy nie uwierzyłbym, iż się wydarzyły. Tak jest po dziś dzień.

 Rozmawiał Roman Motoła

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.