Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 89 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Ewa Polak-Pałkiewicz arrow Współcz. człowieka dręczą obawy: przed śmiercią, przed bezsensem życia i - że zostanie nakryty.
Wednesday 21 October 2020 09:50:24.30.
W Y S Z U K I W A R K A
Współcz. człowieka dręczą obawy: przed śmiercią, przed bezsensem życia i - że zostanie nakryty. Drukuj Email
Wpisał: Ewa Polak-Pałkiewicz   
07.11.2014.
Spis treści
Współcz. człowieka dręczą obawy: przed śmiercią, przed bezsensem życia i - że zostanie nakryty.
Strona 2

Współczesnego człowieka dręczą trzy rodzaje obaw: przed śmiercią, przed bezsensem życia i przed tym, że zostanie nakryty.

 

Zwycięstwo narracji.

 

”[Współczesny człowiek] – zamiast wpływać [na innych] – woli, aby to na niego wpływano, jest podatny na propagandę, ulega blichtrowi reklamy i zazwyczaj ma swojego ulubionego dziennikarza, który za niego myśli

 

Ewa Polak-Pałkiewicz 28.10.2014 Ona zmiażdży głowę węża

[w oryginale piękne portrety i reprodukcje MD]

„…nie wierzymy już, iż ludzie mają dusze. Są po prostu innymi zwierzętami i dlatego powinni być traktowani jako środek do realizacji naszych celów. Gdy uwierzysz, że obok ciała istnieje też dusza, zaczynasz nabierać wielkiego szacunku wobec osoby”. (abp Fulton John Sheen).

Co łączy ostatni rzymski Synod o Rodzinie i sprawę prof. Witolda Kieżuna? Pozornie nic. A tak naprawdę wiele. Łączy przede wszystkim brak miłosierdzia. Prawdziwego miłosierdzia. Brak szacunku do osoby, do człowieka. Ale nade wszystko – brak szacunku i miłości do Boga.

Miłosierdzie nigdy nie występuje bez sprawiedliwości.

Przedsoborowe katechizmy wśród przymiotów Boga na czwartym miejscu wymieniają sprawiedliwość, na ostatnim, szóstym miłosierdzie. A miłosierdzie, według tradycyjnej nauki Kościoła, nie jest bynajmniej lekceważeniem grzechu, nie przeczy surowości Sędziego.

Bóg jest miłosierny, bo chce, żeby się wszyscy ludzie zbawili, odkupił ich z niewoli szatana, każdemu daje środki potrzebne do zbawienia i >nie chce śmierci grzesznika, lecz aby się nawrócił i żył<” *).

Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, który za zło karze, za dobro wynagradza

Bóg jest sprawiedliwy, bo oddaje każdemu według jego zasług w tym, lub z pewnością w przyszłym życiu.

Są jeszcze ludzie, którzy pamiętają formuły katechizmu, nieobecne praktycznie w posoborowym wykładzie wiary. Wykreślane ze współcześnie wydawanych katechizmów, w których coraz bardziej zacierają się pozaziemskie cele religii.

Sprawiedliwość powinna polegać przede wszystkim na tym, że człowiek cały zwraca się ku Bogu, przypomina prof. Romano Amerio. Tymczasem forsowana dziś koncepcja sprawiedliwości zwraca człowieka ku drugiemu człowiekowi, moralność religijna zamienia się stopniowo w moralność humanitarną, zaś królestwo Boga jest zredukowane do królestwa człowieka.

Nic nie mówiące, górnolotne zapewnienia o trosce o rodzinę („pochylaniu się”, „wsłuchiwaniu”, „dowartościowaniu wizji”, „pogłębianiu obrazu”, „szukaniu lekarstwa na kryzys”, zachęcie i wezwaniu, „aby małżonkowie dostrzegli światło, które rozbłyska w samej miłości małżeńskiej…” ) oraz płaskie konstatacje psychologiczne zastąpiły na rzymskim synodzie odniesienie do konkretnych pojęć.

Pojęć najważniejszych z punktu widzenia wiary i chrześcijańskiego życia. Takich jak przykazania Boże, odpowiedzialność przed Bogiem, wiara Kościoła, duch pokuty, cnota, dobre uczynki, grzech, kara, sąd – które aż do soboru były podstawowymi tematami nauczania i duszpasterstwa Kościoła.

Owocem ostatniego soboru, zakończonego pięćdziesiąt lat temu, okazało się zupełne niemal pomijanie dobra Boga. Zaprzestano powoływać się na należną Bogu chwałę. Coraz częściej zapominano o konieczności przestrzegania przykazań Bożych i strzeżenia depozytu wiary. Zapomniano głosić, jakie są przymioty Boga; pominięto niemal zupełnie sprawiedliwość Boga, akcentując miłość. (O miłosierdziu bez granic, które zdaje się wyznawać obecny papież, wspomniał abp Stanisław Gądecki po powrocie z rzymskiego synodu).

Już na soborze zatriumfował antropocentryzm. Jednostronnie pojmowane dobro człowieka – w istocie pozorne, skoro pomija konieczność odniesienia się do Boga – zastąpiło dobro Boga. Drogą Kościoła miał stać się człowiek – wybór ten oznaczał również coraz większy chaos i coraz więcej sprzeczności w nauczaniu.

Jeśli zarzuca się teologię i filozofię realistyczną, w miejsce prawdy o Trójcy Świętej muszą pojawić się opowieści o Bogu. Wkracza pojęciowy nieporządek i wielosłowie. Język poezji zastępuje język ścisłej terminologii teologii dogmatycznej i moralnej. Wierni przestają rozumieć, kim jest Bóg.

Imię Boga zaprzecza chaosowi i nieładowi. Patrząc na świat stworzony przez Boga nie sposób nie zauważyć, że Ten, Który Jest posiada ponadto imiona takie jak: ład, karność, miara, celowość i ścisłość.

W Rzymie podczas synodu pękła tama i rozlały się szeroko wody pobłażliwości dla grzechu. Pod zasłoną zaokrąglonych fraz oraz nieco natrętnych deklaracji duszpasterskiej troski o rodzinę, człowieka, dziecko usłyszeliśmy brutalne usprawiedliwienia grzechu. Głosy, które namawiają, byśmy uwierzyli, że grzech to nic. Nic takiego. Grzech nie istnieje.

Papież milczał – podają wszystkie źródła. Nie zajmował stanowiska. Głosowania nad trzema punktami spornymi dokumentu podsumowującego obrady synodu, ujawniły, że szóste przykazanie zostało przez większość hierarchów zignorowane. 

W Warszawie z kolei rozległ się chór potępienia wobec człowieka, który miał odwagę zabrać publicznie głos w obronie dobrego imienia Polaków walczących w Powstaniu Warszawskim. Znaleziono jego pseudonim T.W. Zasugerowano publicznie, że współpracował, że może być donosicielem, a więc zdrajcą.

Zniesławiono dziewięćdziesięcioletniego człowieka, choć nie potrafiono udowodnić zarzucanych mu win – bez naciągań i nadinterpretacji – pod przyjętą jako założenie ideologiczną tezę. Teza ta brzmi: Nie mogą istnieć bohaterowie Powstania Warszawskiego, bo powstanie było złem i głupotą. Nie mogą i nie istnieją.

Zlekceważone zostało przykazanie ósme: Nie mów fałszywego świadectwa.**) 

Nowy proces pokazowy 

Współczesnego człowieka dręczą trzy rodzaje obaw: obawa przed śmiercią, obawa przed bezsensem życia i obawa przed tym, że zostanie nakryty” (abp. Fulton John Sheen).

Nasz strach niech się strachem odciska, to hasło ludzi przeprowadzających lustrację na modlę postkomunistyczną, czyli tę zastosowaną w przypadku prof. Kieżuna (wcześniej – abpa Wielgusa). Jest ona emanacją stylu, w jakim sprawuje się obecnie rządy. Taka lustracja jest tolerowana, a nawet, jak można się domyślać, popierana. Wybiórcza, bez dbałości o rzetelność w ustaleniu faktów, precyzję i hierarchię zarzutów. W perspektywie, jaką zarysował przebieg sprawy abp Wielgusa i prof. Kieżuna widać, że tego typu oskarżenia, z klucza politycznego, będą pojawiać się nadal. Teczki w tym wydaniu to faktyczne zwycięstwo narracji.

Gdy zapomina się o zasadzie tożsamości, gdy pozwala się ludziom uchodzącym za autorytety na autorskie podejście do historii konkretnego człowieka, pojawia się podobieństwo do procesów pokazowych. Wszystko było tam wykreowane dla potrzeb propagandowych i dla zastraszenia społeczeństwa. „Materiały kompromitujące” były laboratoryjnie spreparowane, stanowiły kompilację fałszywych zeznań.

Bogusław Nizieński, który jako Rzecznik Interesu Publicznego wprowadzał do procedur lustracyjnych kulturę godną Polaka – każdy mógł się odwołać, był wysłuchiwany, nie poniżany natychmiastowym werdyktem; traktowany po prostu jak człowiek – nie ma niestety następców. To co przeprowadzono wobec prof. Kieżuna stało się typową dziką lustracją w stylu charakterystycznym dla post-peerelowskich obyczajów.

Pismacy, twierdzi Vittorio Messori, ulegają  często pokusie dezinformacji, pragnąc uchodzić za ekspertów i podają bez zmrużenia oka swoje teorie jako udowodnioną prawdę. W tej mieszaninie ignorancji i domysłów pływa każdy, kto nonszalancko podchodzi do drugiego człowieka, uważając, że skoro „wie już o nim wszystko” może go wykorzystać jako narzędzie. Dlatego tak łatwo dziś w naszym kraju dziennikarzom żonglować wyrywkowymi faktami, oprawiając je we własne interpretacje, według pożądanych politycznych czy ideologicznych tez.

Czynią oni założenie – tak jak robi to cały post-komunistyczny świat – że każdy człowiek żyje niemoralnie, każdy ma brudne sumienie. Tak jak to zawyrokował jeden z najbardziej postępowych autorytetów moralnych w post-peerelu: Wszyscy jesteśmy umoczeni po przejściu przez morze czerwone.


Zmieniony ( 07.11.2014. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.