Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 40 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Sienkiewicz arrow Ci nie pójdą do związków ani do zdrajców; z nich utworzę święte bractwo.
Friday 20 September 2019 20:48:28.27.
W Y S Z U K I W A R K A
Ci nie pójdą do związków ani do zdrajców; z nich utworzę święte bractwo. Drukuj Email
Wpisał: Henryk Sienkiewicz   
10.11.2014.

Ci nie pójdą do związków ani do zdrajców; z nich utworzę święte bractwo.

 

 

Henryk Sienkiewicz, Pan Wołodyjowski, rozdz. VIII

 

Pan Sobieski przeszedł się kilkakrotnie po komnacie, następnie zatrzymał się nad małym rycerzem i położył mu poufale rękę na ramieniu.

- Jeśli ci łzy dotąd nie obeschły, to ci je wiatr w stepie osuszy. Harowałeś ty, żołnierzyku, przez całe życie, haruj jeszcze. A jeśli przyjdzie ci kiedy do głowy, żeć zapomniano, nie nagrodzono, spocząć nie dano, żeś wysłużył nie smaro­wane grzanki, ale suchy chleb, nie starostwa, ale rany, nie spoczynek, ale mękę, to jeno zęby ściśnij i powiedz: "Tobie, ojczyzno !" Innej pociechy ci nie dam, bo nie mam, jeno chociażem nie ksiądz, przecie ci mogę dać zapewnienie, że tak służąc, dalej zajedziesz na wytartej kulbace niźli inni w poszóstnych karetach i że będą takie bramy, które się przed tobą otworzą, a przed nimi zamkną.

"Tobie, ojczyzno !" - rzekł w duszy pan Wołodyjowski dziwiąc się zarazem, jak hetman mógł tak bystrze tajne jego myśli przeniknąć.

A pan Sobieski siadł naprzeciw i mówił dalej:

- Nie chcę z tobą gadać jak z podkomendnym, ale jak z przyjacielem, ba! jako ojciec z synem! Jeszcze za tych cza­sów, kiedyśmy to w ogniu bywali, u Podhajec i przedtem, na Ukrainie; kiedyśmy ledwie zdużać mogli przemocy nie- przyjacielskiej, a tu, w sercu ojczyzny, ubezpieczeni za na­szymi plecami :źli ludzie warcholili się, prywat własnych dochodząc - przychodziło mnie nieraz do głowy, że ta Rzeczpospolita zginąć musi. Zbytnio tu swawola nad ładem panuje, zbytnio dobro publiczne prywatnym sprawom ustę­pować zwykło... Tego nigdzie nie ma w takim stopniu... Ot, gryzły mnie te konsyderacje i w dzień w polu, i w/ nocy w namiocie, bom sobie myślał: "Nu! my żołnierze, gorze­jem!... dobrze!... to nasza powinność i nasz los! Ale żebyśmy to choć wiedzieli, że z tą naszą krwią, która wypływa nam z ran, wypłynie i zbawienie. Nie! i tej pociechy nie było.

Oj, ciężkiem dni przebywał pod Podhajcami, chociażem wam wesołe pokazował oblicze, abyście zaś nie myśleli, żem o wiktorii w polu zdesperował. Ludzi nie masz! - my­ślałem sobie - ludzi nie masz prawdziwie tę ojczyznę miłujących! I tak mi było, jakoby mi kto nóż w pierś wbijał. Aż razu pewnego... było to ostatniego dnia w podhajeckim okopie... gdym was w dwa tysiące posłał do ataku na dwadzieścia sześć tysięcy ordy, a wyście na oczywistą śmierć, na pewne jatki lecieli z takim okrzykiem i ochotą, jakoby na wesele, przyszło mi nagle na myśl: "A owi moi żołnierze?" I Bóg w jednej chwili zdjął kamień z serca, i w oczach stało mi się jasno. Ci - rzekłem - z czystej miłości dla matki tam giną; ci nie pójdą do związków ani do zdrajców; z nich utworzę święte bractwo, z nich utwo­rzę szkołę, w której młode pokolenia uczyć się będą. Ich przykład, ich kompania podziała; przez nich ten naród nie­szczęsny się odrodzi, prywaty próżen, swawoli niepomny, i stanie jako lew okrutną moc w członkach czujący, i świat zadziwi ! Takie to bractwo z moich żołnierzów uczynię!

Tu pan Sobieski sam zapłonął, podniósł do góry głowę podobną do głowy rzymskiego cezara i wyciągnąwszy ręce zawołał: .

- Panie! Nie pisz na naszych murach Mane, Tekel, Fa­res! i pozwól mi moją ojczyznę odrodzić!

 

====================

Bitwa pod Podhajcami 1667 roku - pierwszy sprawdzian z dowodzenia!

 

 
« poprzedni artykuł
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.