Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 8 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Michalkiewicz 14 III arrow Nadchodzi znieczulenie - a co zrobią stare kiejkuty?
Thursday 22 August 2019 02:29:44.27.
W Y S Z U K I W A R K A
Nadchodzi znieczulenie - a co zrobią stare kiejkuty? Drukuj Email
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
22.12.2014.

Nadchodzi znieczulenie

 

Stanisław Michalkiewicz http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3286

 tygodnik „Goniec” (Toronto)    21 grudnia 2014

Tydzień poprzedzający tydzień świąteczny, to w Polsce – jak powiedziałby Witkacy - „los ultimos podrigos”, czyli ostatnie podrygi przed pogrążeniem się całego naszego nieszczęśliwego kraju w nirwanie, z której zacznie się ocykać dopiero w okolicach Trzech Króli. W tym okresie łączą się ekstrema, to znaczy – wierzący i niewierzący, partyjni i bezpartyjni, żywi i u..., no nie, aż tak dobrze, to u nas nie jest, chociaż skoro zdarzają się coraz liczniejsze przypadki bilokacji związane z sejmowymi kilometrówkami, to dlaczegóż pewnego dnia nie mogłoby dojść do pojednania, a nawet – zjednoczenia żywych i umarłych?

Skoro posłowie Twojego Ruchu, a ściślej – grupa, która opuściła dziwnie osobliwą trzódkę biłgorajskiego filozofa, by utworzyć „niezależne” koło „Gospodarka durniu”, czy może „”Gospodarka d’abord” - bo różnie o tym tworze mówiono – przechodzi do Polskiego Stronnictwa Ludowego, to od razu można wyciągnąć co najmniej dwa wnioski. Po pierwsze – gdzie przesunęło się serce tubylczej gospodarki, a po drugie – że uczestnicy tego transferu najwyraźniej liczą na drugie życie w następnej kadencji Sejmu – już jako „ludowcy”, czyli chłopi z Marszałkowskiej. Jak bowiem wiadomo, najcięższa jest dola chłopa, a chłopem jest każdy – chyba, że jest babą – więc skoro PSL na tym patencie jedzie już ponad 100 lat, to czemuż nie mogliby tego spróbować i inni?

Tedy – jak wspomniałem – w okresie nirwany łącza się ekstrema – wierzący z niewierzącymi – bo i jedni i drudzy podpalają choinki, spożywają wieczerzę wigilijną, a nawet – co zakrawa na cud – dzielą się opłatkiem – z czego wynika, że ci niewierzący to tylko tak udają dla miłego grosza, bo jużci – jakoś trzeba się „pięknie różnić” - ale jak przychodzi co do czego, to znaczy – kiedy nadchodzą Święta Bożego Narodzenia - to nawet i oni zaczynają mówić ludzkim głosem, niby zwierzęta.

Przychodzi im to tym łatwiej, że zgodnie z nakazami nieubłaganego postępu zwierzęta to „istoty czujące”, jak nie przymierzając – pani Katarzyna Maria Piekarska, słynna „istota czująca”, którą Leszek Miller zwabił w swoim czasie z Unii Wolności do SLD stanowiskiem wiceministra spraw wewnętrznych. „Istoty czujące” - a więc jakby ludzie, co a contrario oznaczałoby, że skoro zwierzęta – jak ludzie, to i ludzie – jak zwierzęta. Gdzież możemy lepiej się o tym przekonać, jak nie w Sejmie, patrząc na Umiłowanych Przywódców? Myszy nęcone są serem, szczury – muzyką szczurołapa, a Umiłowani Przywódcy – kasą i prestiżem wynikającym z piastowania stanowisk, zajmowania gabinetów z sekretarkami, używania limuzyn z szoferami słowem – używania życia całą paszczą – hucznie, z przytupem i hulaszczo, zgodnie ze staropolskim zaleceniem: „pij bracie, pij, na starość torba i kij”.

Oczywiście taka perspektywa nie dotyczy Umiłowanych Przywódców, którzy zgodnie ze spiżową formułą Jerzego Urbana muszą się jakoś wyżywić, toteż poprzyznawali sobie rozmaite „odprawy” - tylko zwykłych obywateli, którzy w obliczu rosnących apetytów bezpieczniackich watah i Umiłowanych Przywódców już nie dają rady wyrobić na to wszystko w podatkach. Toteż Sejm właśnie przyjął budżet na rok 2015 w którym zaplanowane zostało 46 miliardów deficytu. Ten deficyt może się jeszcze powiększyć, bo kto wie, czy rok 1014 nie będzie u nas ostatnim rokiem spokojnego słońca.

Oto bowiem przybył do naszego nieszczęśliwego kraju ukraiński oligarcha-prezydent Piotr Poroszenko i strasznie się Polakom podlizywał, a nawet – stręczył się z „pojednaniem”. „Słowicze dźwięki w mężczyzny głosie, a w sercu – lisie zamiary” - przestrzegał poeta – więc nie ulega wątpliwości, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Wprawdzie Ukraina po przewrocie, jaki za przyzwoleniem prezydenta Obamy obstalował sobie Piotr Poroszenko, nie tylko brnie od sukcesu do sukcesu, ale nawet dostaje od tego zawrotów głowy – ale czyż nawet w tej sytuacji nie przydadzą się jakieś pieniądze?

Jasne, że się przydadzą, toteż nawet pan prezydent Komorowski ze słynną u niego spostrzegawczością zauważył, że nie ma żadnego embarga na dostawy broni na Ukrainę. I słuszna jego racja – potwierdził to nawet ostatni szczyt NATO w Newport zauważając, że wprawdzie NATO dostarczać na Ukrainę broni nie będzie, ale każde z państw członkowskich, jeśli tylko zechce, może to uczynić. Toteż nic dziwnego, że prezydent Poroszenko przyjechał w tej sprawie akurat do Warszawy.

Jużci – Warszawa to najbardziej frajerska stolica w Europie, wiec jak dostanie rozkaz, żeby Ukrainie przekazywać broń, to przekaże wszystko, co tylko ma, nie oglądając się na ekwiwalent. Bo inne państwa, to znaczy – państwa poważne, w odróżnieniu od państw pozostałych, najsasmpierw spytałyby prezydenta Poroszenki, czy aby ma czym zapłacić. U nas jednak takie pytanie uchodziłoby za nietaktowne tym bardziej, że na takich dostawach broni można ukręcić lody co najmniej podobne do tych, jakie razwiedka ukręciła na Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Jak pamiętamy, pod pretekstem wykupu długów wydoiła ona z Rzeczypospolitej 1 700 mln dolarów, ale długów wykupiono tylko za 60 milionów. Reszta została rozkradziona tak dokładnie, że do dzisiaj nie pozostał po tym żaden ślad – chyba, żeby za taki ślad uznać liczne stare rodziny, potężne ubeckie dynastie, jakie pojawiły się w naszym nieszczęśliwym kraju po transformacji ustrojowej.

To jednak byłoby w najwyższym stopniu nietaktowne – i właśnie dlatego niezależna prokuratura właśnie przesłuchuje w Belwederze prezydenta Komorowskiego w charakterze świadka w związku ze śledztwem w sprawie domniemanej próby przekupstwa w celu uzyskania pozytywnej weryfikacji funkcjonariusza Wojskowych Służb Informacyjnych. Podejrzanym w tej sprawie jest dziennikarz Wojciech Sumliński, ale tak naprawdę chodzi o osaczenie złowrogiego Antoniego Macierewicza, któremu okupująca Polskę soldateska nie może wybaczyć chwilowego przerwania dobrego fartu. Chwilowego – bo po pięciu minutach strachu soldateska znowu nabrała otuchy tym bardziej, że pułkownik Leszek Tobiasz, główny świadek w „aferze marszałkowej”, to znaczy – w związku z podejrzeniami kierowanymi w stronę pana marszałka Komorowskiego – zatańcował się był na śmierć na balu OHP w karnawale w 2012 roku – oczywiście nie tylko „bez swojej wiedzy i zgody”, ale również - „bez udziału osób trzecich”. Dlatego teraz pan prezydent Komorowski będzie mógł już bez najmniejszych obaw, z czystym sumieniem zeznać całą prawdę i tylko prawdę – tak mi dopomóż Bóg – jak przystało przed świętami Bożego Narodzenia.

Czy jednak wystarczy to do osaczenia złowrogiego Antoniego Macierewicza? Gdybym to ja był na jego miejscu, to na wypadek, gdyby z jasnego nieba trafił mnie piorun kulisty, zaraz w niezależnych mediach głównego nurtu – ale nie u nas, bo u nas wiadomo, że niezależne media pozostają pod specjalnym nadzorem razwiedki – tylko w niezależnych mediach zagranicznych zaczęłyby ukazywać się jeden za drugiem kompromaty – i to nie w sprawie jakichś tam resortowych „Stokrotek”, tylko najbardziej krwistych sprawach, gdzie w grę wchodzą ciężkie miliardy, fabryki, kopalnie, ziemia, lasy, bydło, no i oczywiście – ludzie.

A ponieważ nie ulega wątpliwości, że złowrogi Antoni Macierewicz nie jest głupszy ode mnie, toteż niezależna prokuratura ma twardy orzech do zgryzienia, żeby zadośćuczynić świętej sprawiedliwości, jednak bez szkody dla razwiedki, która w przeciwnym razie musiałaby nie tylko przypomnieć niezależnym prokuratorom, skąd wyrastają im nogi, ale przede wszystkim wsadzić końce śledztwa w wodę.

I dopiero na tym tle lepiej rozumiemy, dlaczego prezydent Poroszenko, co to, wraz z premierem Arszenikiem Jaceniukiem buńczucznie zadeklarował intencję zwalczenia na Ukrainie korupcji do roku 2020, przyjechał akurat do Warszawy, by skorzystać z tutejszych doświadczeń. I słuszna jego racja – bo u nas walka z korupcją trwa już nieprzerwanie 24 lata, a przecież nie tylko końca nie widać, ale nawet można odnieść wrażenie, że dopiero zaczynamy. Takich doświadczeń nikt nie powinien lekceważyć, przeciwnie – każdy powinien takie starania docenić i dlatego między innymi stare kiejkuty nie ukrywają rozgoryczenia z powodu noża, jaki Amerykanie z partii demokratycznej, przekomarzający się z Amerykanami z partii republikańskiej, wbili im w plecy raportem o tajnych więzieniach CIA w naszym bantustanie. Na szczęście zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, a wraz z nimi – okres nirwany, w którym można będzie znieczulić wszelkie bóle – aż do bolesnego powrotu do rzeczywistości, nie wcześniej jednak, aż w okolicach Trzech Króli.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.