Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 135 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Oświata oraz naukawcy II arrow Działacze partyjni otrzymywali bez trudu tytuły profesorów, docentów, doktorów
Saturday 04 April 2020 11:25:15.29.
migawki
 

Trzeźwi bądźcie i czuwajcie, bo przeciwnik wasz diabeł jak lew ryczący krąży, szukając, kogo by pożarł. Sprzeciwiajcie mu się mocni w Wierze, wiedząc, że to samo utrapienie spotyka braci waszych na świecie. A Bóg wszelkiej łaski, który wezwał was do swej wiecznej chwały w Chrystusie Jezusie, udoskonali, utwierdzi i ugruntuje utrapionych. 1P 1,5

===========
Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich. Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. List do Efezjan, 6 – 12,13
       Czy głupota jest grzechem?
 
W Y S Z U K I W A R K A
Działacze partyjni otrzymywali bez trudu tytuły profesorów, docentów, doktorów Drukuj Email
Wpisał: Karol Estreicher jr   
02.02.2015.

baner historia PRL

Działacze partyjni otrzymywali bez trudu tytuły profesorów, docentów, doktorów.

https://lustronauki.wordpress.com/2015/02/02/dzialacze-partyjni-otrzymywali-bez-trudu-tytuly-profesorow-docentow-doktorow 

na podstawie – Karol Estreicher jr – Dziennik wypadków, T. VII , 1981 – 1984. Wyd. Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, 2013

(czerwone podtytuły i wyróżnienia – jw)

Rok 1981

1 III 1981

W roku 1968 – po awanturach studenckich w Polsce, we Francji, po Wiośnie Praskiej, inwazji na Czechosłowację – rozpoczęło się w Polsce prześladowanie inteligencji, intelektualistów, pisarzy, artystów i humanistyki. [W dziedzinach ścisłych było podobnie, jak opisano w tym artykule. Wyraźniej jednak – uwzględniano kryteria „rasowe”. Nikt chyba nie ośmielił się opisać.. M. Dakowski]. Partia – rządcy z Komitetu Centralnego – postanowili uchwycić, jak kleszczami, całe dziedziny życia narodowego, które uznali za źródło wszelkiego zła. Byli pewni bezkarności, w tym sensie, że przecie owe nieliczne ilościowo grupy i zawody nie będące zwartymi klasami społecznymi, pozbawione były oparcia w masach. Często skłócone, niejednolite, pojedyncze można było dowolnie szykanować i obniżać.

Humanistyka była szczególnie prześladowana. Historię uznano za wrogie narzędzie propagandy rewizjonistycznej (wtedy pojawił się ten niezrozumiały twór językowy) i antymarksistowskiej. Przyjęto program zastępowania nauki historii na uniwersytetach pseudonaukową socjologią i psychologią, a w zakresie życia politycznego i prawnego – ekonomiką.

Władcom marksistowskim (jak Werblan, Sokorski i Schaff) szczególnie groźną wydała się sztuka – zwłaszcza plastyka i sztuki wizualne. W malarstwie i rzeźbie, i także w filmie, w telewizji można przecież zbyt wiele powiedzieć! W nauce o literaturze należy zwracać uwagę na badania językowe, bo te na nikogo nic oddziaływają. Są jałowe. W historii nie wolno utrzymywać ciągłości, lecz należy popierać tematy bez większego znaczenia lub łatwe do interpretowania w duchu krzywdy społecznej.

Na uniwersytecie należy ograniczać wszystko, co przypomina przeszłość polską. Należy popierać katedry i profesorów historii Rosji, Ukrainy, Bułgarii, marksizmu, ruchów społecznych i religijnych.

Profesorów i pracowników na polu kultury polskiej, konserwatorów zabytków, historyków miast należy poniżać i lekceważyć. Tworzyć jak najwięcej zastępczych, ruchomych instytucji, które właściwie nic nie będą robić, ale na które działacze partyjni zawsze będą mogli się powoływać.

Zabytki, dawne budowle i ich urządzenie, wszystko, co przypomina przeszłość, należy bezszelestnie burzyć, godzić się na niszczenie, rozkradanie, zmiany.

Lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte, to okres wypełniania tego programu przez wszystkich pachołków ideowych i najemnych. Przeżyłem to — nie na najmniejszym odcinku – w Uniwersytecie Jagiellońskim. Rektor Mieczysław Karaś – właściwie dozorca partyjny - zdążył w ciągu dziesięciu lat swoich wpływów i rządów obniżyć poziom wydziałów humanistycznych UJ tak skutecznie, że dziś są to szczątki dawnej struktury.

Przeżyłem to także w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych atakowanym przez niejakiego Franciszka Kuduka – ciemnego, złośliwego aparatczyka-czynownika, który jak tylko mógł obniżał, szykanował, uniemożliwiał wszelką poważniejszą działalność kulturalną- Był przy tym nieuczciwy, był łapówkarzem, złodziejaszkiem, oszuścikiem, co oczywiście pozostało niewykryte, bo działał w imieniu Partii i dawał partyjnym zarabiać. Ale wreszcie, gdy jego nadużyć było za dużo, dostał tzw. kopniaka w oprę i wysłano go do Warszawy.

Jakie były prawdziwe i głębsze przyczyny tego jedynego w swoim rodzaju widowiska – rewolucji kulturalnej w Polsce?

Pomijając, że musiała być ona kierowana z Moskwy - na co oczywiście nie ma i nie będzie dowodów – główną przyczyną była nienawiść mocno utwierdzonej Partii i jej dygnitarzy do zjawisk kultury. Około roku 1960-65 dorosło pokolenie działaczy partyjnych kształconych 112 różnych kursach i seminariach, których nauczono zewnętrznej kultury zachowania się. języka, obyczaju – obłaskawiono i ogładzono trochę i nimi zaczęto obsadzać wszystkie stanowiska.

Powoli nadano im różne fałszywe stopnie naukowe – bez studiów lub za kłamliwymi świadectwami.

W nadawaniu takich stopni celowały SGPiS, Akademia Górnicza i Hutnicza w Krakowie i Politechnika Krakowska, Szkoły Pedagogiczne i różne pomniejsze szkółki zawodowe.

Działacze partyjni otrzymywali bez trudu tytuły profesorów, docentów, doktorów nie mówiąc już o inżynierach, magistrach, adiunktach i asystentach!

Wszyscy ministrowie i członkowie partyjni KC posiadali takie fałszywe studia – przeważnie ekonomiczne i inżynieryjne.

Pokolenie tych aktywistów partyjnych doszło do władzy około r. 1960-70. Rozsiadło się na wygodnych fotelach i zaczęło na wielką skalę rządzić i kraść dla siebie i swych kolegów. Rozkazywać i kraść, żyć nad stan, gardzić zależnymi od nich i niszczyć wrogów. Partyjni władcy nie znają innych przedstawicieli społeczeństwa jak poddanych i wrogów.

Cała ta niedokształcona, zarozumiała, skorumpowana a bezkarna elita sekretarzy partyjnych, ministrów, prezydentów, wojewodów czuła się jednak i ciągle jeszcze czuje, bardzo niepewnie, gdy mowa o historii kultury, języku, o sztuce i o teatrze. Niektórym z nich zdarza się – ale już nie często – jakieś gwarowe, wiejskie wyrażenie. Niemal wszyscy mówią językiem sztucznym, nadużywając wyrażeń obcych i nie umiejąc właściwie akcentować. Bardzo się tego wstydzą.

Wszyscy ci rzadcy Polski nienawidzą, boją się, nie chcą czegokolwiek wiedzieć o humanistyce. Nie wiedząc co w dziejach kultury polskiej – świeckiej i religijnej, naukowej i artystycznej, prawniczej i politycznej -jest ważne, okazują tej kulturze i nauce skrajne lekceważenie.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.