Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 95 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Kataryna arrow Niestosowne pytania, niewygodne informacje
Sunday 25 October 2020 16:58:45.30.
migawki
 

25.10.20 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

Uchwalili bezczelnie „Bezkarność konowała+” pod szydliwą nazwą „Dobry Samarytanin”.

Polacy karnie noszą maseczki nawet na pustej ulicy. Tymczasem liczba stwierdzonych zakażeń rośnie. Okazuje się, że maskowanie nie działa, ale tego rząd nie przyzna za nic w świecie. Dlatego trzeba wskazać „wroga ludu”, który niweczy wysiłek całego narodu.

Co chcą nam powiedzieć celebryci, okraszający informację o złapaniu kowida: "dbajcie o siebie, noście maseczki"? Że sami zaniedbali i nie nosili, czy że ich samych to dbanie i noszenie przed niczym nie uchroniło?

 
W Y S Z U K I W A R K A
Niestosowne pytania, niewygodne informacje Drukuj Email
Wpisał: Kataryna   
22.04.2010.

Niestosowne pytania, niewygodne informacje

2010-04-20 17:10  http://www.kataryna.pl

            Łukasz Warzecha przedstawił długą listę pytań, na jakie trzeba znaleźć odpowiedź, zanim się wykluczy winę - umyślną lub nie - kogoś innego niż polski pilot i poganiający go prezydent, który spóźnił się na lotnisko i przez niego całe nieszczęście. Bo zdaje się w takim kierunku zmierza narracja. Warzecha jest chyba pierwszym dziennikarzem, który zebrał wątpliwości, jakie od tragicznej soboty mają nie tylko internauci, ale także osoby świetnie się orientujące w rosyjskiej rzeczywistości, jak Wiktor Suworow czy Władimir Bukowski i dobrze byłoby aby doczekały się szybkiego i dogłębnego wyjaśnienia, na którym najbardziej powinno dzisiaj zależeć tym, którzy w nie ani przez chwilę nie wierzyli i traktują je wyłącznie jako symptom spiskowej histerii.

            Ignorowanie lub wykpiwanie pojawiających się wątpliwości i niewygodnych pytań jest kontr-skuteczne i tylko potęguje wrażenie, że próbuje się ukryć niewygodną prawdę, która może, ale przecież nie musi, być mroczna. Zamiast więc kpić z pytań Warzechy, dziennikarze nie podzielający jego wątpliwości powinni się z nimi merytorycznie rozprawić, jeśli są tak bezpodstawne i absurdalne, nie powinno być z tym problemu, prawda?

            Na całym świecie dziennikarze prześcigaliby się w wyjaśnianiu przyczyn tragedii, a wszystkie szanujące się redakcje zaraz po niej wysłałyby do Moskwy swoich najlepszych dziennikarzy, żeby patrzeć śledczym na ręce, i równolegle szukać odpowiedzi na pytanie "co się stało?". Na całym świecie, ale nie u nas. U nas dziennikarze zajmują się głównie tłumaczeniem, że w tym co się stało nie ma właściwie nic sensacyjnego, nic wartego powęszenia, jeśli nie liczyć drobiazgowego wyjaśniania dlaczego prezydent spóźnił się pół godziny na lotnisko i co z tego wynikło. A jeśli znajdzie się ktoś informujący o niewyjaśnionych zdarzeniach, zaraz dostaje po łbie od dziennikarzy, którzy swoją rolę widzą w wygaszaniu, tonowaniu i uciszaniu. Tak jak obsługująca katastrofę dziennikarka Gazety Wyborczej, która ma pretensje do telewizyjnych "Wiadomości", że poinformowały opinię publiczną o tajemniczym i bardzo niepokojącym zdarzeniu jakie miało miejsce zaraz po katastrofie.

            Aleksandra Klich (Gazeta Wyborcza): Ale drugi ton, choć wiąże się z krótką, ledwie kilkuminutową relacją spod Smoleńska, budzi coś gorszego niż niepokój. Dowiadujemy się, że młody reporter "Wiadomości" dokonał szokującego odkrycia: lampy mające wskazywać polskiemu pilotowi drogę lądowania nie działały jak należy. A właściwie - niektóre w ogóle nie działały. Na dodatek spanikowani Rosjanie w starym, sowieckim stylu tuż po tragedii mieli chyłkiem, w tajemnicy te lampy naprawiać. Mogli to robić bez trudu, bo jak ustalił reporter "Wiadomości", miejsce katastrofy nie było porządnie strzeżone i kto chciał - czytaj Rosjanie - wynosił stamtąd kawałki rozbitego samolotu. Dzięki "Wiadomościom" już przed pogrzebem na Wawelu, zanim polscy i rosyjscy śledczy cokolwiek oficjalnie ogłoszą, widzowie TVP mogą się domyślać, kto odpowiada za śmierć polskiego prezydenta. "Życzliwość i wrażliwość rosyjskiego ludu znaliśmy od zawsze, ale w Smoleńsku we wzruszający sposób współbrzmiała z nią serdeczność i pomoc najwyższych przywódców Rosji" - mówił m.in. arcybiskup Michalik we wspomnianym przemówieniu na placu Piłsudskiego, dostrzegając to, co już tydzień temu docenili Polacy. Jak się do słów przewodniczącego episkopatu ma spiskowa teoria TVP?

            Jak widać, Aleksandra Klich wcale nie zarzuca dziennikarzowi "Wiadomości", że skłamał, nie podaje też odmiennej wersji zdarzeń, ani własnej interpretacji, tego co dziennikarz relacjonował. Ona po prostu uważa, że nie powinniśmy się o tym dowiedzieć, bo to szkodzi pojednaniu. A jeśli ktoś ma wątpliwości, to Aleksandra Klich ma jeszcze w zanadrzu argument rozstrzygający, a jest nim fragment przemówienia arcybiskupa Michalika, i już jest jasne, jak bardzo niestosowne jest stawianie godzących w polsko-rosyjskie pojednanie pytań.
            Nie spodziewam się więc, że je przeczytam w Gazecie. Nie spodziewam się ich też w innych mainstreamowych mediach, bo mam wrażenie, że przez ten tydzień udało się nas skutecznie zniechęcić do dzielenia się wątpliwościami, a kto pyta, ten oszołom. Zabawne, swoją drogą, że dziennikarkę oburza podawanie faktów, nie zająknęła się natomiast na temat licznych hipotez o odpowiedzialności samego prezydenta Kaczyńskiego, który miał podobno wymusić na pilocie lądowanie. Co prawda nie ma na to ani dowodów, ani poszlak, no ale przecież wszyscy wiemy jaki był Kaczyński, prawda? Dlatego publiczne głoszenie jego (współ)winy nie razi, w każdym razie nie tak jak informowanie o faktach.

            Najbliższe miesiące to test dla naszych mediów, które będą musiały wyjaśnić nie tylko samą katastrofę, ale także to co się po niej działo w kraju. W internecie krąży mnóstwo plotek o mniej lub bardziej sensacyjnym charakterze, które - gdyby się potwierdziły - sporo by nam powiedziały o naszym państwie i politykach, którzy się zabrali za "sprzątanie" po prezydencie. Życzyłabym sobie na przykład, żeby pełnego wyjaśnienia doczekały się dwa, już oficjalnie potwierdzone wątki.

            Wizyty ABW w domach ofiar. Interia "Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zabezpieczyła materiał porównawczy DNA oraz "inną dokumentację" niezbędną do identyfikacji ciał pasażerów i członków załogi samolotu Tu-154 - podała rzeczniczka ABW ppłk Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska. (...) Jak się dowiedziała w źródłach związanych ze służbami specjalnymi, w niektórych przypadkach funkcjonariusze ABW na podstawie nakazu prokuratorskiego uzyskiwali dostęp do mieszkań ofiar katastrofy, by pobrać materiał porównawczy DNA, np. z grzebienia czy szczoteczki do zębów". Niedługo po katastrofie w internecie krążyły sensacyjne doniesienia o wizycie ABW w warszawskim mieszkaniu Zbigniewa Wassermanna. ABW oficjalnie potwierdza, że odwiedziny w mieszkaniach były, a z użytych sformułowań ("na podstawie nakazu prokuratorskiego uzyskiwali dostęp do mieszkań") można wnioskować, że faktycznie mogło chodzić o wizyty w mieszkaniach opuszczonych (gdyby ABW przyszła do rodzin i poprosiła o szczoteczki do zębów, komunikat brzmiałby inaczej, bo pewnie obyłoby się bez nakazu prokuratorskiego). Bardzo bym chciała wiedzieć, czy rzeczywiście ABW weszła z nakazem do warszawskiego mieszkania Wassermanna. Kraków to niecałe trzy godziny drogi pociągiem, ABW ma tam swoją delegaturę, dużo bardziej naturalna byłaby więc wizyta w krakowskim domu Wassermanna i uprzejma prośba do wdowy o wydanie szczoteczki. Zajęłoby to pewnie tyle samo czasu co fatygowanie się do prokuratora, i wchodzenie z nakazem do pustego warszawskiego mieszkania. Z uwagi na wyjątkową pozycję Wassermanna (w komisji śledczej, w komisji ds. służb specjalnych, wcześniej jako koordynatora ds. służb specjalnych), dobrze byłoby sprawdzić, czy służby nie wykorzystały tragedii do uzyskania wglądu w służbowe materiały posła zajmującego się w PiSie służbami specjalnymi. Może więc dziennikarze sprawdzą, do czyich domów wchodziły służby pod nieobecność właścicieli, i czy zawsze był to naprawdę jedyny sposób na pozyskanie materiału do badań. 

            Decyzje w Kancelarii Prezydenta. Jedną z pierwszych, jeśli nie pierwszą, decyzją Bronisława Komorowskiego jako p.o. prezydenta było powołanie nowego szefa Kancelarii Prezydenta, spoza ekipy pracującej dla Lecha Kaczyńskiego. Nie wnikam w powody, być może w takim momencie każdy chce móc się oprzeć na swoim człowieku, mając do wykonania całe mnóstwo zadań, warto się jednak przyjrzeć wszystkim decyzjom jakie od soboty zapadły, i zadać pytanie, czy wszystkie były racjonalne, uzasadnione i naprawdę na miejscu. Już w poniedziałek wypowiedzenia dostali doradcy Lecha Kaczyńskiego. Być może Bronisławowi Komorowskiemu nie są potrzebni, a być może chce zatrudnić innych. Biorąc jednak pod uwagę to, że - przynajmniej teoretycznie - jest tylko p.o. prezydenta, a jego zadaniem jest wyłącznie tymczasowe, przez dwa miesiące, administrowanie Kancelarią, chciałabym wiedzieć, czy na miejsce zwolnionych doradców Lecha Kaczyńskiego zamierza zatrudnić własnych, a jeśli tak, to czy ta czystka personalna naprawdę nie mogła poczekać te dwa miesiące na faktycznego prezydenta. Dzisiejsza Rzepa donosi także o odwołaniu uroczystości wręczenia odznaczeń przyznanych przez Lecha Kaczyńskiego, nawet takich, na które goście zostali już zaproszeni. Odznaczenia mieli wręczać doradcy Lecha Kaczyńskiego, ale w poniedziałek dostali wypowiedzenia, więc podobno nie mogli już prezydenta reprezentować. Takie wytłumaczenie wydaje mi się kuriozalne, choć pewnie formalnie wszystko jest w porządku. Chyba nic nie stało na przeszkodzie, żeby przyznane odznaczenia, na już zorganizowanych uroczystościach, wręczyli - niechby nawet eks - doradcy Lecha Kaczyńskiego, skoro to on je przyznał. Nie rozumiem tej decyzji i nie chciałabym pozostać z niemiłym wrażeniem, że p.o. prezydenta odwołał uroczystości wręczenia odznaczeń przyznanych przez Lecha Kaczyńskiego, bo chce ten zaszczyt zostawić dla siebie. Te dwa miesiące nagłego zastępstwa w pałacu prezydenckim to test Bronisława Komorowskiego, mam nadzieję, że dziennikarze będą go z niego rozliczać równie gorliwie jak rozliczali Lecha Kaczyńskiego z każdego jego kroku. Mamy okazję sprawdzić jak przyszły prezydent wykorzystuje władzę, którą los mu tak nagle wcisnął do rąk, chciałabym mieć pewność, że każda z podjętych w takich okolicznościach decyzji była całkowicie uzasadniona i absolutnie nie mogła czekać na prezydenta.
Wracając jeszcze na chwilę do niestosownych wątpliwości Warzechy, które niestety podzielam, chciałabym przypomnieć, że Leszek Miller swego czasu też zdawał się sugerować, że wypadek jego helikoptera mógł nie być przypadkowy. A jeśli ktoś się dziwi, że jesteśmy tak nieznośnie podejrzliwi, odsyłam do dedykowanego Jackowi Żakowskiemu zbiorku moich ulubionych cytatów, w których najważniejsze postaci III RP opisują państwo, w jakim żyjemy.

Gazeta Wyborcza: Szokujące odkrycie "Wiadomości"
Rzeczpospolita: Spór o odznaczenia, IPN i doradców
Blog Łukasza Warzechy: "Zamach" - słowo tabu
Kataryna: Z dedykacją dla Jacka Żakowskiego

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.