Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 42 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow Żydowska agresja III . Po chucpie w KONGRESIE. arrow "Sarmata", "Katyń" i szczyty rzeźbiarstwa. Tytus chichocze.
Monday 25 June 2018 15:38:24.25.
migawki
LXXV CZUWANIE KRUCJATY RÓŻAŃCOWEJ ZA OJCZYZNĘ

29/30.06 Jasna Góra

 
W Y S Z U K I W A R K A
"Sarmata", "Katyń" i szczyty rzeźbiarstwa. Tytus chichocze. Drukuj Email
Wpisał: Tomasz Burzyński   
17.05.2018.

"Sarmata",  "Katyń" i szczyty rzeźbiarstwa


czyli jeszcze jeden przykład budowania mitów

============================

Umieszczam ten artykuł z dwóch względów:

- Ten „Katyń” pana Sarmaty”, czyli Andrzeja Pityńskiego umieszczony w Jersey City, widujemy od dwóch tygodni codziennie w TV, za sprawą burmistrza, czyli Żyda pochodzącego z Węgier, pałającego dziwną, to jest nieuzasadniona logicznie nienawiścią do Polaków. Pewnie wyssał z mlekiem matki.A najpewniej - wbili do mózgownicy w chederze. 

O ten pomnik staczają boje „nasi”, rządzący, bojący się spraw ważnych, jak sankcjonowanie rabunku Polski i Polaków przez przemysł holokaustu. Przecież ta awantura ma na celu przykrycie medialne ustawy 447, przepchniętej przez mocarne żydowskie grupy nacisku przez obie izby parlamentu w USA, potem podpisanej przez prez. Trumpa. Im nie chodzi tylko o rabunek, zupełnie bezprawny, majątku Polski. Im chodzi również o splugawienie polskości.

A jakość tego „dzieła” z Jersey City, służącego do głośnego aj-waj, pozoru, w celu odwrócenia uwagi Polaków od sedna – obnaża poniższy artykuł.Polonia też nie potrafiła zdmuchnąc piany...

Drugi powód – to plugawienie pamięci Ofiar Zbrodni Smoleńskiej przez „Pomnik Smoleński” w Warszawie, też jakiegoś tfurcy, a będący plagiatem znanych nawet [głównie !!] dzieciom „Schodów do Nikąd” Papcia Chmiela i szympansa Tytusa. Por.:

"Schody do NIKĄD" - Papcio Chmiel oskarżony o PLAGIAT? Pomysł i realizacja całości - TYTUS.

Przemówił dziad do Obrazu, Jarek do niego ani razu. I sąsiednie.

Czy zawsze u nas, również w sprawach sztuki i symboli, muszą decydować prostacy – ale politycznie umocowani? Mirosław Dakowski.

========================


Tomasz Burzyński Dziennik Nowojorski 16 grudnia 1994 r.


Tu działa i tworzy, tu uczy innych jak osiągać szczyty rzeźbiarskich możliwości”. Tak pisze pani Róża Nowotarska o rzeźbiarzu z Nowego Jorku, Andrzeju Pityńskim, w „Gwieździe Polarnej” z 12 listopada br. Z powyższego stwierdzenia łatwo się domyślić, że jeżeli Pityński uczy innych osiągać szczyty rzeźbiarskich możliwości, to sam te szczyty osiągnął i równa się mistrzom starożytnej rzeźby egipskiej i greckiej, Michałowi Aniołowi, Rodinowi czy Maillolowi, których dzieła to właśnie szczyty rzeźby.


Przerwałem w tym momencie czytanie artykułu i wyrzuciłem gazetę do kosza na śmieci. Po chwili doszedłem jednak do wniosku, że ktoś w końcu musi powiedzieć prawdę o Pityńskim. Jeśli teraz zignoruję artykuł pani Nowotarskiej, to w niedługim czasie przeczytam w prasie polonijnej, że „Sarmata” jest największym rzeźbiarzem wszystkich czasów, a tacy jak Michał Anioł nie dorastają mu nawet do pięt.


Od osiemnastu lat komunistyczna i pseudo-niepodległościowa prasa w kraju i na emigracji buduje mit Pityńskiego. Wypisuje się historie, które nie mieściłyby się w głowie autorom artykułów, czy książek o Rodinie czy Maillolu. Ciekawe, że o Pityńskim piszą ludzie, którzy nie mają elementarnej wiedzy na temat rzeźby i sztuki w ogóle.


Nazywano Pityńskiego „Cowboyem z Krakowa”, „Partyzantem Armii Krajowej”, „Atamanem”, a obecnie przedstawicielem kultury sarmackiej w najszlachetniejszym wydaniu i „wielkim patriotą polskim”.

W 1976 roku ten wielki „patriota” i „Sarmata” skomponował okładkę katalogu swoich prac ze zdjęć pism, które go reklamowały. Były tam między innymi „Żołnierz Polski”, „Krajowa Agencja Informacyjna”, „Kurier Polski”, „Polska”, „Tydzień” – red. Myssury, „Nowy Dziennik” – red. Wierzbiańskiego i oczywiście na samej górze okładki „Trybuna Ludu” z hasłem „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się”. [W Dzienniku Nowojorskim śliczna jest fotokopia MD]


Sarmata” nie przybył do USA jako uchodźca polityczny. Nie chodził nigdy na demonstracje pod konsulat reżimowy w Nowym Jorku. Raz pojawił się na demonstracji, ale nie pod konsulatem, tylko pod siedzibą Centrum Polsko-Słowiańskiego w dzielnicy Greenpoint i rysował portrety demonstrantów z napisem „Polskie kundle”. Były to karykatury osób, które demonstrowały przeciwko pro-reżimowemu dyrektorowi Centrum, ks. Tołczykowi.

Pityński zaczął projektować pomniki Katyńskie dopiero z nadejściem „pieriestrojki”. Wcześniej namawiany do udziału w konkursie na pomnik Katyński odmówił, bo nie chciał się narazić „czerwonym”. Kiedy w Amerykańskiej Częstochowie w Doylestown budowano pomnik żołnierzom poległym w I i II wojnie światowej, zamiast symbolu wyrażającego walkę Polaków o wolność i sowieckie czy niemieckie ludobójstwo, Pityński zaproponował husarza.

Budowa pomnika w Doylestown odbywała się w czasie, kiedy nieomal w każdym tygodniu na całej stronie „Nowego Dziennika” ukazywała się reklama „Wódki wyborowej” ze znakiem „Husarza” na etykietce. W konsulatach reżimowych „zalewano robaka” Wyborową, a gazetki na usługach tych konsulatów starały się przekonać Polonię, że „Husarz” to „Mściciel za Katyń”.


Ostatnio w „Gwieździe Polarnej” pani Nowotarska napisała, że profesor ASP w Krakowie Jerzy Badura (nie nazywał się Badura, tylko Bandura) ”…wiedział niemal od początku, że dla zdolnego ucznia za mało powietrza w kraju”.

W rzeczywistości było całkiem inaczej. Oddajmy głos profesorowi: „Andrzej Pityński przyjechał do Krakowa nieśmiało uśmiechnięty, nie wiem jakim cudem przebrnął przez maszynkę egzaminu wstępnego – nic nie umiał. W jego domowych szkicownikach widziało się napady na dyliżans, podobizny szeryfów, itd. Zaczął od zera, stale się uśmiechał i robił swoje. Grunt pod nogami poczuł późno, gdzieś na czwartym roku. W tym czasie jeździł w klubie jeździeckim i była to jego pasja”.

(Fragment listu prof. Jerzego Bandury do redaktora „Stolicy” B. Okulskiego – rok 1981, zamieszczony w tygodniku „Relax” z 25 września 1993 r.).

Tak więc do czwartego roku studiów Pityński nic nie umiał, a na zakończenie szkoły nie miał pasji do rzeźby, bo zamiast do pracowni mistrza, chodził do klubu jazdy konnej. W szkole oprócz odlewania w gipsie i brązie, niewiele się nauczył, a kiedy zamieszkał na Greenpoincie, uczył innych jak osiągać szczyty rzeźbiarskich możliwości?

Doprawdy zadziwia tupet Pityńskiego. Czy ten człowiek nie zdaje sobie sprawy, że nie wszyscy Polacy na emigracji to „ciemna masa”? Czy nie przyjdzie mu do głowy, że wśród Polonii żyją ludzie, którzy znają go lepiej niż ci „znawcy rzeźby”, którzy o nim piszą? Nie wystarczy wystrugać portki, rogatywkę, marynarkę przebitą karabinem, napisać w „Gwieździe Polarnej” czy „Nowym Dzienniku”, aby nieudolna i nieprzemyślana robota zasłużyła na miano rzeźby.


Figurę trzeba wyrzeźbić. Forma rzeźbiarska ma swoje prawa, swoją logikę, swój język, które artysta musi znać, aby tworzyć dzieła sztuki. Zdolność i umiejętność kształtowania formy rzeźbiarskiej odróżnia dzieło mistrza od manekina sklepowego. To nie jest tylko mój osobisty pogląd. Tego uczą dzieje sztuki, począwszy od czasów jaskiniowych do obecnej doby.


Nie jest też łatwo zbudować pomnik. Rodin rzeźbił posąg Balzaca przez siedem lat. Maillol wykonywał kilka wersji tej samej figury, zanim ukończył rzeźbę. Rzeźbiarze osiągają dojrzałość zazwyczaj po 50-ce, po całym życiu ciężkiej pracy.

Aby zbudować dobry pomnik, na całym świecie organizowane są konkursy, w czasie których projekty oceniane są przez komisje składające się z wybitnych rzeźbiarzy, historyków sztuki, krytyków. W środowiskach, w których działa Pityński, zwyczaje takie nie istnieją. Prezesi organizacji, czy instytucji wierzą w to, co przeczytają w „Gwieździe Polarnej” czy „Nowym Dzienniku” i akceptują bez zastrzeżeń wszystko, co zaproponuje „Sarmata”.


Pityński nie uczy rzeźby w żadnej akademii sztuki. Pracuje w technicznym zakładzie powiększania i odlewania rzeźb, założonym przez J. S. Johnsona Jr., biznesmena, który zapragnął zostać rzeźbiarzem. W gazetach i podręcznikach na temat odlewnictwa spotykam często zdjęcia figur wykonanych przez Johnsona Jr. Stosuje on technikę przypominającą odlewanie z żywego modela. Kilka lat temu czytałem w prasie amerykańskiej, że obrotny biznesmen sprzedał już ponad sto swojej produkcji pomników. W artykule nie pisano jednak, że są to szczyty rzeźby.


Włoski malarz Giorgio de Chirico w swoim pamiętniku pisze, że pisarz, podobnie jak artysta, może być znany, ale nie udany. Do takich twórców znanych w Polsce, ale nie udanych należy np. długoletni redaktor „Życia Literackiego” Władysław Machejek, a na emigracji Andrzej Pityński.


Jeśli ktoś nie zgadza się z moją opinią na temat rzeźb Pityńskiego, proszę uprzejmie o zabranie głosu na lamach „Dziennika Nowojorskiego” i uzasadnienie, że np. ostatni projekt pomnika Katyńskiego dla Baltimore (na który zbiera się już pieniądze) będzie wybitnym pomnikiem. Zastrzegam jednak, aby osoby biorące udział w dyskusji, miały ukończone studia z zakresy rzeźby, malarstwa lub historii sztuki.


Zmieniony ( 19.05.2018. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.