Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 5 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow Historia 18 arrow Gen. Izydor Modelski: Wojskowe przyczyny klęski wrześniowej 1939 r.
Wednesday 27 May 2020 04:49:04.29.
W Y S Z U K I W A R K A
Gen. Izydor Modelski: Wojskowe przyczyny klęski wrześniowej 1939 r. Drukuj Email
Wpisał: Gen. Izydor Modelski   
27.07.2018.

Gen. Izydor Modelski: Wojskowe przyczyny klęski wrześniowej 1939 r.

Cześć i.1


Prezentujemy w czterech odcinkach Raport – analizę, głównie wojskową, przyczyn największej klęski w dziejach Polski, sporządzoną we wrześniu 1941 r. przez gen. Izydora Modelskiego na zlecenia Naczelnego Wodza gen. Władysława Sikorskiego. Rzetelna analiza przyczyn klęski, zawarta w Raporcie umożliwia wyciąganie wniosków z błędów po to, aby ich więcej nie popełniać.

Natomiast zaniechanie takiej analizy i tworzenie bezrozumnej legendy, jest haniebne i karygodne. Historię trzeba odkłamywać, ponieważ prawda, także gorzka, wyzwala i uczy, zarówno człowieka jak i Naród. Niestety w czasach 26 letniej „transformacji” mamy podobną sytuację, lecz jeszcze szybszego i bardziej skutecznego rozkładu Państwa Polskiego i polskiej armii, tak jak wtedy od zamachu majowego w 1926 r, czyli nielegalnego puczu, dokonanego przez Józefa Piłsudskiego.

Dlatego w pełni zasadna jest mądra myśl wybitnego polskiego pisarza Stefana Żeromskiego, że „trzeba rozrywać rany polskie by się nie zabliźniły blizną podłości”. Raport będzie zaprezentowany w czterech kolejnych odcinkach według poniższego spisu treści.

Redakcja KIP

/…/

Jak najbardziej bezstronne przemyślenie i badanie wojsko­wych przyczyn klęski jesiennej 1939 r. w Polsce doprowadza do wniosku, że marszałek Śmigły-Rydz w tym punkcie ma rację: największym winowajcą klęski wrześniowej jest Józef Piłsudski. [podkr. – J.K.]


SPIS TREŚCI

Słowo przedwstępne

Wstęp

Wojskowe przyczyny klęski jesiennej w 1939 roku

I – Przed wojną

1) okres od maja 1926 do maja 1935 roku   

  • Dowódcy armii

  • Ministerstwo Spraw Wojskowych

  • Sztab Główny

2) okres maj 1935 – marzec 1939 roku           

II – W przededniu wojny

III – Podczas wojny

Zakończenie        

Epilog

Klucz dziennika byłego Biura Rejestracyjnego


SŁOWO PRZEDWSTĘPNE

 Uprzytomnijmy sobie wypadki, które przeżyliśmy. Jeżeli można w ogóle mówić o „popularności” wojny w Narodzie tak miłującym pokój, tak do głębi duszy katolickim i tak pracowi­tym, jak Naród Polski — to ta wojna była popularna we wszystkich warstwach ludności polskiej.

Słuszność obiektywna była, bowiem tak wyraźnie po naszej stronie, a niecne zamiary niemieckie — zwłaszcza po zaborze Austrii, Kłajpedy i Czecho­słowacji— w stosunku do Polski tak oczywiste w całej swej bru­talnej nagości i ohydzie, że wywołały żywiołowy i instynktowny odruch poczucia konieczności samoobrony. Nigdy bodaj w swej tysiącletniej historii Naród Polski nie był tak zwarty i tak jed­nolity w silnej i niezachwianej woli odparcia wroga – najeźdźcy.

Naród kochał przy tym swe wojsko i miał do tego wojska pełne zaufanie, wyhodowane długoletnią propagandą rządową.

Wierzył, że sprzymierzony z Francją i Anglią odniesie nad Niemcami zwycięstwo.

Utwierdzały go w tym przekonaniu o naszej jakoby niezniszczalnej sile artykuły prasy zależnej o naszej „mocarstwowości” i buńczuczne wystąpienia i przemówienia wysokich dygnitarzy rządowych i partyjnych (sanacyjnych) w rodzaju osławionego „nie damy nawet guzika” lub sloganów jak „silni, zwarci, gotowi”, poza tym fatalna nasza propaganda w radio i prasie, podkreślająca rzekome lub przejaskrawione słabe strony wojska niemieckiego czy przygotowań niemieckich do wojny, równo­cześnie przemilczająca niesłychaną dysproporcję sił Polski i Nie­miec, jak w ogóle całego potencjału wojennego, tak różnego po jednej i po drugiej stronie.

Naród — w swej całości — wierzył, że wojsko polskie jest gotowe do wojny, „zapięte na ostatni guzik”. Ogromna więk­szość oficerów zawodowych, z powodu „tajemnicy”, też nie wiedziała jak rzeczy naprawdę stoją i wierzyła — jak cały Naród — w naszą gotowość. Dziś wszyscy wiedzą, że było inaczej. Ex nihilo — nihil, czyli „z pustego — nie nalejesz”. Toteż wynik mógł być tylko jeden.

Znamy dramatyczny przebieg kampanii i tragiczne następ­stwa klęski. Kto znał dobrze Niemców w ogóle, a hitlerowców w szczególności, ten musiał sobie zdawać sprawę, że ta wojna, w razie klęski, nie będzie zwykłą przegraną wojną z utratą takiej czy innej prowincji na rzecz zwycięzcy. Studium Mein Kampf musiało rozwiać ostatnie pod tym względem złudzenia niepo­prawnych germanofilów lub upartych rusofobów i innych nie­realnie oceniających sytuację optymistów. Tym większa odpo­wiedzialność tych, którzy nie zrobili wszystkiego, co w ludzkiej mocy, aby Naród uchronić od klęski.

Po wrześniu Naród zamilkł i zamarł w trwodze pod terrorem.

Ale zdrowy duch Narodu domagał się instynktownie od pierwszej chwili po klęsce jesiennej 1939 r. i domaga się nadal bezustannie, jak to wiemy z licznych odgłosów, dochodzących z kraju, stwierdzenia, kto był i jest odpowiedzialny za tę nie­bywałą klęskę.

/…/

 WSTĘP

 Źródeł klęski wrześniowej można się doszukiwać bardzo daleko i bardzo głęboko. 123 lata niewoli Narodu z wszystkimi jej następstwami tak natury psychicznej jak i moralnej i mate­rialnej niewątpliwie zaciążyły ujemnie na stopniu możliwości zdrowego rozwoju odrodzonego Państwa Narodu Polskiego. Nieobecność niepodległej Polski wśród wolnych narodów Europy w XIX wieku, „wieku pary i elektryczności”, zdobyczy kolonialnych oraz stosunkowo łatwego, szybkiego i niesłychanego bogacenia się krajów europejskich przy jednoczesnym ucisku gospodarczym i tłumieniu we wszystkich dziedzinach rozwoju ziem polskich, zepchnęły ludność polską na dno nędzy i stawiły Polskę na jednym z ostatnich miejsc w Europie pod względem cywilizacyjnym, przemysłowym i ekonomicznym. Zniszczenie kraju podczas wojny światowej i nieotrzymanie na jego odbu­dowę odszkodowań wojennych zaciążyło również złowrogo na naszej Niepodległości.

Traktat Wersalski, pozostawiając Prusy Wschodnie i Śląsk Opolski oraz dawne powiaty Wielkopolski jak Babimost, Kargowę, Międzyrzecz, Gorzów nad Wartą, Piłę i Złotów przy Rzeszy Niemieckiej, zawierał już sam w sobie zarodek przyszłej naszej klęski ze strategicznego punktu widzenia.

Doszły inne fatalne obciążenia, jak długi wojenne i przede wszystkim „traktat mniejszościowy”, który z góry stworzył „państwo w państwie”, rozsadzał organizm Polski od wewnątrz i dał elementom wrogim państwowości polskiej szerokie pole do działalności destrukcyjnej, a państwom obcym pretekst i prawo do mieszania się w sprawy czysto wewnętrzne Państwa Polskiego. Traktat ten stworzył przede wszystkim „obywateli uprzywilejowanych”, należących do mniejszości, którzy nie tylko o uzyskanie Niepodległości nie starali się i nie walczyli, ale przeciwnie: w ogóle jej nie chcieli i wrogi swój stosunek do Polski na każdym kroku manifestowali, i „obywateli 2-ej klasy”, rdzennych Polaków, którzy od kilku pokoleń i przez długie lata dla Polski cierpieli prześladowania, o nią walczyli, jej pragnęli i do niej dążyli. Trudno chyba o bardziej paradoksalne i bardziej i upokarzające położenie Polaka we własnym Państwie. Doszły do tego niezrozumiałe błędy własnych rządów. Nawet tych nielicznych furtek, które nam pozostawił traktat wersalski i pozostałe traktaty pokojowe, nie tylko, że nie umieliśmy wykorzystać dla dobra Polski, ale je nawet zatrzaskiwaliśmy.

Żeby tylko jeden przykład przytoczyć: traktat wersalski dawał nam prawo usunięcia wszystkich Niemców, 1) którzy optowali na rzecz Niemiec, 2) którzy przybyli na nasze ziemie zachodnie po 1908 r., to jest po roku ustawy pruskiej o wywłaszczeniu. (Pozostanie tajemnicą, dlaczego nasi delegaci w Wersalu nie umieli przeforsować, jako tej daty, przynajmniej roku 1885, więc roku założenia pruskiej komisji kolonizacyjnej! Sprawiedliwość wymagałaby cofnięcia się do r. 1772, to jest daty pierwszego rozbioru).

Dość, że nawet z tego postanowienia traktatu wersalskiego nie umieliśmy skorzystać. Dopóki Wielkopolska była i „zbuntowaną prowincją pruską”, a rządy w niej sprawowała Naczelna Rada Ludowa, Niemcy opuszczali ją masowo. Po ratyfikacji traktatu i przyłączeniu Wielkopolski również formalnie i prawnie do Macierzy (a w Warszawie największymi wpływami cieszył się poseł niemiecki hrabia Kessler), wyjazd Niemców do Rzeszy zmalał do minimum. Jeżeli raz na kilka miesięcy pociąg z „optantami” mijał Zbąszyń, cały aparat propagandy republiki weimarskiej rozgłaszał to po całym świecie w tysiącach artykułów z licznymi ilustracjami, jako rzekomy dowód prześladowania mniejszości niemieckiej. Nasza osławiona, zawsze nieudolna pro­paganda nie umiała się temu przeciwstawić. Prawdopodobnie z lenistwa i z braku sumienności przeważnie w ogóle milczała. Nasze M.S.Z. było stale w defensywie. W końcu, w układzie wiedeńskim z sierpnia 1924 roku Minister Spraw Zagranicznych, Aleksander Skrzyński, „zrezygnował” wobec p. Stresemanna w imieniu Polski z tego uprawnienia.

Łatwo było p. Skrzyńskiemu rezygnować z cudzego i być hojnym nie z własnej kieszeni, choć taka krótkowzroczność jego polityki dyskwalifikuje go jako dyplomatę, a rzuca podejrzenie na jego patriotyzm. Gorzej, że nawet nie rozumiał, jaką krzywdę wyrządził Polsce w ogóle, a ziemiom zachod­nim w szczególności. Gdy przy dyskusji nad ratyfikacją tej nie­zrozumiałej i niecnej umowy przemawiała w sejmie Zofia Sokolnicka, gorąca patriotka, Wielkopolanka i Wielka Polka, prze­śladowana przed rokiem 1914 i więziona przez policję pruską za swoją pracę narodową, współpracowniczka i wielka zaufana Hen­ryka Sienkiewicza z czasów vevey’skich i Romana Dmowskiego z czasów paryskich, pan Aleksander hr. Skrzyński uważał za stosowne zironizować jej rzeczowe argumenty odnoś­nie niebezpieczeństwa niemieckiego i legalizowania przez nasz własny polski Rząd pracy eksterminacyjnej Bismarcka, Capriviego, Bulowa i Bethmann-Hollwega.

W sukurs panu ministrowi Skrzyńskiemu przyszła nazajutrz cała prasa niemiecka na terenie Polski, a Neue Lodzer Zeitung, chwaląc „dalekowzroczną” poli­tykę tego dyplomaty „na miarę europejską”, i tak schlebiwszy snobizmowi polskiego ministra (to samo działo się później za Becka) umieściła, ośmieszając czcigodną i prawie niewidomą pos­łankę, trawestację wiersza Goethego Der Erlkönig pod tytułem: Sophia sah Geister am hellichten Tage…

Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni nasze M.S.Z. fatalną polityką utrudniało lub wręcz uniemożliwiało naszą przy­szłą skuteczną obronę… Błędna polityka M.S.Z. była nieomal przez całe 20-lecie niepodległości jedną z większych przyczyn klęski wrześniowej (Rapallo, Wiedeń, Zaolzie).

Przykładów takich można by przytoczyć wiele. „Taka poli­tyka” mniejszościowa (choćby tylko na tym jednym, to jest niemieckim odcinku) rozzuchwalała Niemców[1], cieszących się pieczołowitą opieką władz polskich, pogłębiała i tak już głęboki „kompleks niższości” Polaków w stosunku do Niemców i – co w najgorsze — odbierała szerokim warstwom najbardziej patriotycznej ludności polskiej zaufanie do Rządu i jego polityki. Wszędzie węszono i widziano wpływy „anonimowego mocarstwa” i pracę świadomą na szkodę Polski, a pour le roi de Prusse, i tak było aż do końca.

Bo też najczarniejszą hipoteką, zostawioną Polsce przez długoletnich zaborców, było zarażenie duszy polskiej miazmatami nihilizmu rosyjsko-azjatyckiego i zatrucie jej poglądami liberalistyczno-ateistycznymi niepolskiego i niearyjskiego pochodzenia.

Na takim tylko podłożu mogło powstać to wszystko, co w Polsce niepodległej przeżyliśmy, a co było tak niezrozumiałym dla zdrowej duszy polskiej - 20 lat Niepodległej Polski to bezustanna walka światopoglądu azjatycko-nihilistycznego z wszystkim, co dotychczas było Polakom święte, więc Bogiem, Kościołem nacjonalizmem polskim i polską tradycją (wykpiwanie „Cudu nad Wisłą”, wygnanie Sienkiewicza ze szkół średnich, zakaz Przewodnika Katolickiego i „Krucjaty Eucharystycznej”, propaganda świadomego macierzyństwa” — 200.000 dzieci zabijano w łonie matek co rok w Polsce — wygnano łacinę i grekę ze szkół).

Chora dusza polska i w następstwie zgnilizna moralna jest największą i zasadniczą przyczyną naszej klęski militarnej w 1939 r.

Gdy w roku 1871 staremu Moltkemu po powrocie do stolicy robiono w Berlinie owację z powodu przeprowadzenia zwycięskiej przeciw Francuzom wojny, Szef Sztabu Generalnego pruskiego — a w tej chwili już też niemieckiego — skromnie oświadczył: Diesen Feldzug hat der preussische Volksschullehrer gewonnen.

Ale też pruski nauczyciel uczył patriotyzmu i porządku, posłuchu i obowiązkowości, a nie uprawiał polityki — tym bardziej nie polityki przeciwpaństwowej czy stanowej — a pruskie podręczniki szkolne były pełne patriotycznych wierszy i czytanek, opisów i opowiadań, zaczerpniętych z bohaterskich zwycięstw wojska pruskiego i wysławiających wielkość Niemiec, a o Bogu bynajmniej nie milczały, ale go stawiały na pierwszym miejscu.

Znaliśmy podręczniki polskie naszych dzieci.

W drodze do niepodległości większość Polaków zgubiła nie­stety miłość Boga i Ojczyzny. Puste miejsce wypełniła frazesami demagogicznymi, radykalnymi i zupełnie obcymi umysłowości polskiej, a podsycanymi przez utajoną, podziemną propagandę niemiecką i sowiecką.

Dusza polska była chora, mentalność rządzących była obca mentalności Polaków, przesiąkniętych starodawną kulturą łacińską. Nienawiść „elity” sanacyjno-legionowej do wszystkiego, co z ducha naprawdę polskie i katolickie, była notorycznie znana i zdumiewająca i niezrozumiała… dla prawdziwego Polaka. Jej zewnętrznym przejawem była umysłowość, rzekomo „polska” i rzekomo „elitarna”, która Naród Polski, naród Chrobrego, Jagiellonów i Sobieskiego, naród królowej Jadwigi, Stanisława Kostki i Andrzeja Boboli, naród Zamoyskich, Żółkiewskich, Chodkiewiczów, Kościuszki i obrońców Olszynki, naród Kocha­nowskiego, Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego, Sienkiewicza i Wyspiańskiego nazywała publicznie „narodem idiotów”.

Prasa niemiecka zahuczała radością i roztrąbiła to triumfal­nie na cały świat. A „kompleks niższości” ogółu Polaków pod­niósł się o kilka stopni.

Takie „wychowywanie” Narodu naśladowane przez niedouczonych i złych uczniów też było jedną z przyczyn klęski wrześniowej.

Ta sama, niepolska „mentalność” zrodziła metody „wy­chowawcze”, godzące nie tylko w ambicję i honor osobisty jednostek, ale podrywające zupełnie wszystkie te pojęcia, które przyjęliśmy od dawna nazywać patriotyzmem, w najgłębszym, najszerszym i w najczystszym tego słowa znaczeniu. Mało tego: te metody wychowawcze doprowadziły powoli do zupełnego zaniku zaufania do poczynań Rządu i władz państwowych, pozbawiły je autorytetu w oczach szerokich warstw ludności, pozbawiły Naród wiary nie tylko w słuszność i celowość zam­ierzeń rządowych, ale w ogóle w patriotyzm i honorowość członków Rządu i jego organów wykonawczych. Powstał komp­letny chaos pojęć.

I znów smutny paradoks: Rząd przeciwsta­wiając Państwo Narodowi i Kościołowi robił wszystko, co w ludzkiej mocy, aby to Państwo zniszczyć przez niszczenie pod­staw, na których może jedynie wyrosnąć Wielkość Narodu i jego ram organizacyjnych, to jest Państwa; podrywał wiarę w Boga, walczył z Kościołem i z polskim patriotyzmem, odrzuca­nym jako „nacjonalizm”, zwalczał prawo, może dlatego, że sam wyszedł z rokoszu, więc bezprawia.

Reasumując, Rząd Polski zwalczał konsekwentnie uosobienie tych dwóch nierozerwalnych pojęć tkwiących w duszy każdego Polaka, to jest polski nacjonalizm i katolicyzm, Rząd Polski rządził bezprawnie wbrew Narodowi i ponad nim.

Na tysiąc przykładów, choć kilka:

w szkołach zwalczano literaturę piękną, jak Sienkiewicza, K. H. Rostworowskiego i tym podobnych, narzucano młodzieży brudną lekturę Boy-Żeleńskiego i bezwartościową Kadena-Bandrowskiego, itp.,

młodzież polską prześladowano, bito, rozpędzano za objawy akcji narodowej i katolickiej[2], gdy w tym-samym czasie młodzież niemiecka ćwiczyła bezkarnie pod okiem i pod opieką władz polskich w obozach letnich musztrę, służbę polową itp.(Nowy Tomyśl, Gniezno, Pomorze), gdy ta młodzież niemiecka wyjeżdżała na lato przez Gdańsk do Rzeszy na „przeszkolenie wojskowe narodowo-socjalistyczne, a wyjeżdżała… za zniżkowe, a nieraz darmowe polskie bilety kolejowe (proces Barbary von Mendorff ze Zdziechowej pod Gnieznem)”,

– zakazano w szkołach dzieciom należenia do (czysto dewocyjnej) organizacji „Krucjata Eucharystyczna”, czytania Przewodnika Katolickiego (pisanego na bardzo wysokim poziomie, na którym wychowało się kilka pokoleń wielkopolskich, a który bezustannie szykanowała policja pruska); na wiosnę 1939 roku przeszło 500 szkół powszechnych nie miało katechetów… i nauki religii, gdyż „polskie” (chyba tylko z nazwy) władze szkolne wbrew rozumowi, racji stanu, umowie z Watykanem (konkordatowi) i woli Rodziców po prostu księży samowolnie do szkół nie dopuszczały — w myśl dyrektyw komunizującego Związku Nauczycielstwa Polskiego (enuncjacja Episkopatu polskiego) – a stworzono „straże przednie” i tym podobne inne organizacje, które kompletnie demoralizowały wrażliwe, młodociane charaktery z tej przyczyny, że tylko przynależenie do nich oraz abonowanie i czytanie bezbożniczego i duchem niepolskiego pisemka Płomyk i Płomyczek dawały im różne prerogatywy i dobre stopnie w naukach. Było to wydawnictwo (osławionego i bezbożniczego i komunizującego Związku Nauczycielstwa Polskiego, przeciw któremu musiał pod wpływem opinii publicznej wystąpić nawet Sławoj. Młodzież należąca do Straży Przedniej musiała też zeznawać, jakie gazety czytają Rodzice, co zwłaszcza w rodzinach urzędniczych miało swoje znaczenie.

Oficer zawodowy, krytykujący wobec przełożonych i starszych z poczucia obowiązku stosunki w wojsku, które musiały prędzej czy później doprowadzić Państwo do katastrofy, lub czytający Myśl Narodową, Warszawski Dziennik Narodowy, Kuriera Poznańskiego lub inne pismo „opozycyjne”, był brany na czarną listę, pomijany w awansach, karnie przenoszony lub tp., gdy w tym samym czasie ku przerażeniu Wielkopolan i Pomo­rzan, a sądzę, że i innych Polaków, polski generał, dowódca Kor­pusu VIII, był gościem na hitlerowskim Bierabend w polskim Inowrocławiu, gdzie nawet na cześć hitlerowców przemawiał.

Oficerów, którzy ośmielali się praktykować, czyli być wiernymi wierze Ojców i polskim tradycjom narodowym, nie tylko wykpiwano i ośmieszano, ale uważano ich również za wrogów Państwa, znienawidzonych członków „rzymskiej mię­dzynarodówki”, gdy równocześnie inni polscy „oficerowie” lżyli bezkarnie i obrażali najwyższych i czcigodnych wiekiem i zasłu­gami książąt Kościoła, wypróbowanych patriotów (Kielce, Łomża, Pińsk, Kraków) lub napadali słownie i czynnie koryfeuszów pol­skiej myśli narodowej i społecznej (Dmowski, Korfanty, Trąmpczyński, Zdziechowski, Nowaczyński, Cywiński).

Podwójna była moralność i podwójne prawo: młodemu oficerowi łamano często szczęście osobiste nie pozwalając się żenić ze skądinąd zacną panną, a generałowie i różni „pułkow­nicy” wbrew prawom Boskim i moralności ogólno-ludzkiej, a poza tym wbrew pojęciu honorowości i dżentelmeństwa jako zasadniczym cechom stanu oficerskiego, nagminnie się rozwodzili i zmieniali żony jak koszule[3].

Karano, nieraz nawet bardzo srogo, młodszych czy szta­bowych oficerów za rzeczywiste, a często tylko domniemane ich uchybienia służbowe (na przykład dowódcę baonu, bo „inspek­tor uzbrojenia” z M.S. Wojsk, znalazł w jego baonie jakiś kb. ze starymi śladami rdzy lub dowódcę dywizjonu artylerii lekkiej, gdyż tenże inspektor na 12 dział tego dyonu, znalazł jedną panewkę nienatłuszczoną, — co zresztą w pierwszym i w drugim wypadku należało raczej do odpowiedzialności pozostałego szeregu niższych dowódców — a niektórzy generałowie, dostatecznie całej Polsce znani z nazwiska i swych czynów, kalali chronicznie polski mundur, już nie tylko generalski, ale w ogóle polski mundur wojskowy i to zupełnie bezkarnie, a wiedziało o tym całe wojsko,

Wreszcie: niesprawiedliwość w sądach. W nocy kilku uzbrojonych oficerów 36 p.p. na rozkaz dowódcy pułku mówiącego w domu po niemiecku, płk Ulricha, napada na dom ppor. rez. Wójcika w Piastowie, jego biją, maltretują jego żonę, a gdy napadany w obronie własnej strzela z posiadanego legalnie rewolweru, a sprawa nazajutrz dostaje się do prasy, nie da się więcej zatuszować, zebrany w specjalnym składzie sąd — w którym oskarżał późniejszy minister „sprawiedliwości”, Grabowski – wydaje wyrok skazujący ofiarę napadu ppor. Wójcika na więzienie… za dokonanie napadu i strzelanie do oficerów[4].

To już szczyt cynizmu i bezwstydu. Pan prokurator Grabowski zapoczątkowuje tym wyrokiem swą wielką karierę i hańbi polski wymiar sprawiedliwości, stawiając go na jednym poziomie z hitlerowskim lub bolszewickim.

Doboszyński jest dwukrotnie zwolniony od winy i kary przez legalny Sąd Rzeczpospolitej i po obu wyrokach… prokurator zatrzymuje go wbrew ustawom i obowiązującej procedurze w więzieniu na rozkaz ministra Grabowskiego,

To rozzuchwala. Więc generał Dąb-Biernacki wydaje rozkaz służbowy 16 ofiarom „ukarania” profesora Cywińskiego, zasłużonego, starego działacza i patriotę polskiego w kresowym Wilnie. I szesnastu uzbrojonych polskich oficerów napada na bezbronnego i starszego wiekiem cywila. Żaden z nich nie odmówił wykonania tak bezprawnego i tak hańbiącego rozkazu.

Pars pro toto. Trudno! Hańba spadła na cały korpus oficerski. Tak nisko upadł polski korpus oficerski w wyniku metod wychowawczych sanacyjno-legionowych. (Gorzej, że niektórzy z tych panów noszą po dziś dzień polski mundur oficerski w Szkocji, tak samo zresztą, jak „oprawcy z Brześcia).

Niemcy z zachwytu zacierali ręce. Kto jak kto, ale oni to już chyba najlepiej oceniali, do czego taki korpus oficerski doprowadzi wojsko w chwili ciężkiej próby. Czy się nie pomylili, postaram się zanalizować przy rozpatrywaniu kampanii wrześniowej.

Po napadzie na Cywińskiego ani jeden polski generał nie odmówił podania ręki generałowi Dębowi-Biernackiemu, nie wystąpił przeciw niemu naczelny prokurator wojskowy („prokurator” —- to znaczy „obrońca prawa” z urzędu, a w wojsku przy tym jeszcze oficer wysokiego stopnia). A Generalny Inspektor Sił Zbrojnych też go nie zawiesił natychmiast w czynnościach, nie zdymisjonował, nie oddał pod sąd. Według oświadczenia pułkownika Korpusu Sądowego Słowikowskiego, marszałek Rydz-Śmigły wzbronił nawet wszcząć przeciwko gene­rałowi Dąb-Biernackiemu sprawę sądową. Tak daleko i tak głęboko i tak wysoko przeżarła się już w Polsce zgnilizna moralna. To tylko trzy przykłady, a można by ich przytoczyć setki z zamordowaniem generała Zagórskiego na czele, poprzez zatrucie generała Rozwadowskiego i Wojciecha Korfantego do bezkarności zasądzonego stu kilkudziesięciu wyrokami prawo­mocnymi za świadome oszczerstwa rzucone na ludzi nie­skazitelnych w Głosie Prawdy (?!) osławionego redaktora Stpiczyńskiego.

To było bagno cuchnące. Z pijaków, miernot moralnych i umysłowych nie wyrosną w razie potrzeby, nagle, przez noc, herosy. Nie z takiej szkoły wyszli rycerze spartańscy, ni nasi wielcy hetmani, ni Prądzyński, Schlieffen czy Foch.

Trzeba sobie, choć w przybliżeniu uprzytomnić głębokość upadku moralności w Polsce, jeżeli chce się zrozumieć zasad­nicze przyczyny klęski wrześniowej. Wszystkie inne, o których będzie mowa poniżej, są już tylko pochodnymi tej jednej, podstawowej. Zgnilizna mo­ralna przeżerała coraz wyraźniej cały organizm państwowy. Jest to zupełnie logiczne następstwo bezprawia. Jeżeli nie obowiązuje jedno przykazanie Boskie, dlaczego ma obowiązywać inne? Ale mało tego. Skutki szły jeszcze głębiej: jeżeli przykazania Boskie nie obowiązują ministra czy generała, dlaczego — rozumowano — mają obowiązywać innych obywateli?

Nie można wojska oddzielić od Państwa. Tym niemniej wielka indywidualność, świadoma swego celu i zdająca sobie jasno sprawę ze swej dziejowej odpowiedzialności, może na niezbyt długiej przestrzeni czasu zachować wojsko, to jest kadrę zawodową, od zewnętrznych wpływów ujemnych. Przy­kład? Generał Seeckt i „Reichswehr”. W republice, w której naonczas — 1920-1925 r. — walczyli słowem, piórem i orężem wszyscy przeciw wszystkim, stworzył, rozwinął i zachował nie­skażone duchowo, wspaniale zdyscyplinowane, doskonale szko­lące i szkolone wojsko, wysoko dzierżące sztandar Honoru, miłości Ojczyzny i świetnej tradycji dawnej armii.

W zasadzie jednak Wojsko było (i jest) tylko jednym z licznych składników organizmu państwowego, a kadra zawodowa (jak zresztą oczywiście i rezerwy) emanacją —Narodu. Nam zabrakło człowieka na miarę von Seeckta. Nie umieliśmy wiec też uchronić wojska od zgnilizny, która — jak widzieliśmy — przeżerała organizm państwowy. Wszyscy o tym wiedzieli w Polsce i szeptali sobie o tym na ucho. Wszyscy o tym wiedzą tym bardziej teraz, po klęsce, i — znów tylko szepcą o tym na ucho (poza kilku publicystami, którzy traktują zresztą zagadnie­nie całe demagogicznie, bez dostatecznej znajomości przedmiotu i nie dla dobra sprawy, tylko dla celów osobistych).

Każdego człowieka honoru, wiec przede wszystkim oficera, obowiązuję otwartość i śmiałe wypowiadanie swego zdania, gdy chodzi o dobro publiczne, nawet, gdyby ta prawda była bardzo nieprzyjemna.

Prawdzie tylko i dobru Polski ma służyć niniejsze opracowanie.

Jest też pisane w myśl powyższej zasady.

Praca poniższa nie jest i nie ma być żadną rewelacją. Tym bardziej nie dla Naczelnego Wodza, który sam trzymał bez przerwy „rękę na pulsie” i oczywiście lepiej, niż kto inny orien­tuje się w „sanacyjnej rzeczywistości”. Celem jej jest po prostu:

uszeregowanie licznych przyczyn klęski jesiennej i zestawienie ich w pewnym przejrzystym porządku,

usunięcie – o ile możności — już dzisiaj i w przyszłej Niepodległej Polsce tych rozpoznanych przyczyn klęski, aby drugi raz nie zagroziły istnieniu Państwa,

zupełne odsunięcie od wpływu na Państwo i Wojsko ludzi współodpowiedzialnych w takiej czy innej mierze za klę­skę, a dzisiaj już zupełnie wyraźnie dążących (w sposób zresztą jak najbardziej zakonspirowany) do ponownego objęcia władzy,

wyciągnięcie z nich logicznych wniosków, aby uniknąć podobnych błędów w chwili formowania nowego wojska, to jest zaraz.

Niepodobieństwem nieomal jest — rozważając przyczyny klęski militarnej — wyraźnie oddzielić czysto wojskowe od ogólnopaństwowych, politycznych, społecznych, przemysłowych, eko­nomicznych i finansowych, zwłaszcza, gdy nowoczesną wojnę nie wojsko samo, ale cały Naród musi prowadzić, gdy „na jednego żołnierza na froncie przypada ośmiu robotników w fabryce”.

Tym niemniej, w niniejszym krótkim studium zajmę się — o ile to tylko możliwe — tylko czysto wojskowymi przyczy­nami klęski jesiennej, pozostawiając wszystko inne na uboczu.

 WOJSKOWE PRZYCZYNY KLĘSKI JESIENNEJ 1939 R.

  1. PRZED WOJNĄ

1) Okres od maja 1926 r. do maja 1935 r.

W wywiadzie, udzielonym Melchiorowi Wańkowiczowi[5] już na terenie rumuńskim, w miejscowości Craiova, na pytanie, kogo uważa za głównego sprawcę klęski, marszałek Śmigły-Rydz odpowiedział: „Józefa Piłsudskiego, który, zajmując się zbytnio polityką wewnętrzną i zagraniczną, zaniedbywał całkowicie armię. Gdyby wojna wybuchła nie, w 1939r. a w 1935 r. — trwałaby jeden dzień. Musiałem użyć nadludzkich wysiłków, aby armia mogła walczyć kilkanaście dni z wielokrotnie przeważającym przeciwnikiem. Drugim sprawcą jest wicepremier Kwiatkowski, który kilkakrotnie odmawiał mi kredytów na rozbudowę i uno­wocześnienie armii.

W tym miejscu interesuje nas początek odpowiedzi, który powtarzam: Józefa Piłsudskiego…”

Pozostałe stwierdzenia marszałka Śmigłego-Rydza zostaną zanalizowane, odnośnie swej obiektywnej słuszności, w dalszych rozdziałach niniejszego opracowania.

Jak najbardziej bezstronne przemyślenie i badanie wojsko­wych przyczyn klęski jesiennej 1939 r. w Polsce doprowadza do wniosku, że marszałek Śmigły-Rydz w tym punkcie ma rację: największym winowajcą klęski wrześniowej jest Józef Piłsudski. [podkr. – J.K]

Przed rokiem 1926 on zrywał sejmy, sztucznie tworzył „partyjnictwo”, „pikował” rządy, walczył z większością polską opierając się — poza bagnetami swej „pierwszej brygady” — na mniejszościach wrogich Polsce, dyskredytował ludzi zasłużonych, zdolnych i Polsce bez reszty oddanych (jak Witos, Korfanty itd.) — on odtrącał rękę większości polskiej, wyciągniętą do zgody dla dobra Polski (Dmowski, -Paderewski, Korfanty, Trąmpczyński itd.) — on, więc już przed majem 1926 r. był jedyną i największą przeszkodą w osiągnięciu zgody na­rodowej wszystkich Polaków dla dobra Państwa[6].

Ile energii i sił polskich zostało zmarnowanych w tych najtrudniejszych pierwszych latach Niepodległości, które — gdyby były kierowane wielkim sercem i bystrym umysłem dalekowzrocznego patrioty — mogły być podstawowymi elementami siły wewnętrznej i zewnętrznej Państwa Polskiego w latach następnych. Cel był jeden: ludzi innych obozów usunąć od rządów, aby Polską samemu rządzić, jak folwarkiem, oraz, aby wynagrodzić swoich, z pierwszej brygady, za… legendę o pobudkach odmowy przysięgi, za przygotowanie sprytną propagandą „terenu” w kraju do objęcia władzy w listopadzie 1918 roku, potwierdzoną — wbrew oczywistemu dobru Narodu „przez większość lewicowo-mniejszościową sejmu, kierując się względami oportunistycznymi i tożsamością dotychczasowych poglądów” (scilicet, „aktywistycznych”). „…oddano nieograniczoną władzę jednemu człowiekowi, który na organizmie tego państwa musiał nabywać doświadczenia”. (L.dz.594/39).

W tym też okresie podzielił Józef Piłsudski — nie de iure ale de facto — wszystkich Polaków, zamieszkujących Rzeczpospolitą, na obywateli pierwszej i drugiej klasy. Dodał tym samym do różnic dzielnicowych, które istnieją w każdym Państwie mię­dzy mieszkańcami odległych dzielnic (np. Walia — Szkocja, Bre­tania — Pireneje, Bawaria —- Meklemburgia, Podkarpacie — Kurpie czy Kaszuby lub Pałuki — Podlasie lub Śląsk), a u nas powiększonych jeszcze znacznie przez odmienne bardzo warunki wychowania, otoczenia, cywilizacji i kultury pod trzema zaborami przez 123 lata niewoli — nowe różnice i to najgroźniejsze.

Na „pierwszobrygadowców”, dla których były otwarte i dostępne wszystkie stanowiska w Państwie i w wojsku i na „szary tłum”, który nawet przy wielkich zasługach w pracy narodowej przed wojną, wielkich nieraz zdolnościach, zaletach umysłu i charakteru oraz wybitnej fachowości był albo z góry odsunięty albo tylko tolerowany czasowo, „jako dobre bydło robocze”, bez którego nie można się było obyć, ale, dla którego wyższe stanowiska były bezwzględnie zamknięte. Powrócę do tego zagadnienia na dalszych stronach. Tu tylko jeszcze wniosek:

Józef Piłsudski jeszcze przed majem 1926 roku wprowadził i pogłębiał swoim postępowaniem niechęci dzielnicowe i stanowe wśród Polaków — przez okropnie niesprawiedliwą weryfikację wprowadził do polskiego korpusu oficerskiego wzajemną niechęć, poderwał w zaraniu Niepodległości zaufanie do sprawiedliwości polskich poczynań rządowych i władz wojskowych, wreszcie: zupełnie poderwał zaufanie szerokich warstw korpusu oficerskiego do powagi stopnia wojskowego, z jednej strony, w publicznych wywiadach prasowych, krytykując bezwzględnie i ośmieszając wysokie i bardzo wysokie szarże, pochodzące z armii zaborczych, z drugiej zaś weryfikując prze­ważnie młodocianych, mało doświadczonych legionistów do wysokich i bardzo wysokich stopni wojskowych, do których nie dorośli, bo dorosnąć jeszcze nie zdołali. Doły oficerskie porów­nywały ich z generałami i pułkownikami czy francuskimi czy państw zaborczych i porównanie to musiało wypaść i wypadało przeważnie, na niekorzyść legionistów.

Przecież przygniatająca większość ówczesnych polskich oficerów od podporucznika wzwyż odbyła po doskonałej szkole rekruta i podchorążówce w armiach zaborczych największe w pierwszej wojnie światowej bitwy na froncie rosyjskim, włoskim czy francuskim, widziała wiedzę, doświadczenie i charakter swych przełożonych ówczes­nych, byli w formacjach wschodnich czy w powstaniach na zie­miach zachodnich, w końcu w wojnie polsko-bolszewickiej. Ich udział w tych najkrwawszych i największych ówczesnych bitwach wynosił nie dni i nie tygodnie, ale długie miesią­ce i nawet lata. Takie przeżycia czynią ludzi dojrzałymi nad wiek, uczą patrzeć i wyciągać wnioski. Toteż porównywano tam­tą organizację i porządek z tym, co widziano w wojsku polskim.

Ich doświadczenie bojowe na niższych szczeblach dowodzenia (pluton, kompania, batalion) było wprost kapi­talne, ich wyszkolenie i zdyscyplinowanie wzorowe, ich przyzwy­czajenie do porządku, planu, organizacji doskonale. Brak im było wyższych dowódców z takim samym doświadczeniem i z takim samym wyszkoleniem i z takim samym poważnym podejściem do zagadnień i z taką samą dyscyplina, nabytą w dobrej, pod­stawowej szkole rekruckiej i w długoletniej normalnej służ­bie na kolejnych, coraz to wyższych stanowiskach.

Pomijam tutaj dwa nazwiska generałów, pochodzących z legionów, którzy zawsze byli w Narodzie i w wojsku wysoko cenieni i zawsze się cieszyli Narodu i wojska zaufaniem, bo podchodzili do wszystkich odłamów Narodu, do wszystkich jego stanów, warstw i partii bez uprzedzeń, z jednakowym obiekty­wizmem i z jednakową życzliwością i umiarem. Ale obaj mieli wyższe wykształcenie. Obaj też pokazali charakter, siłę woli i bystrość umysłu oraz roztropność w postępowaniu w ciężkich dla Państwa chwilach, tak w czasie obu wojen, jak i w kryzy­sach wewnętrznego życia państwowego. Czyny ich mówią za siebie, Naród nie potrzebował propagandy, aby mieć do nich zaufanie…

Ale było ich tylko dwóch.

Resztę takich wyższych oficerów — od pułku wzwyż — jakich potrzebowali ówcześni młodsi i starsi oficerowie — a przede wszystkim dobro sprawy — można tylko wybrać — przy zupełnie bezstronnym sądzie — spośród bardzo licznych oficerów zawodowych armii austriackiej i rosyjskiej. W ten spo­sób mogliśmy dać podwaliny twarde i trwałe pod zdrowy i pod każdym względem dobry zalążek polskiego korpusu oficerów zawodowych. Oficerowie legioniści, zweryfikowani na tych samych, co oficerowie z armii zaborczych zasadach, byliby uzna­nymi przez wszystkich i mile widzianymi kolegami. Do września — normalnie pracując i awansując — gros z nich i tak by już było doszło do stopni pułkowników, nieliczni może też już do generałów. Amalgamat taki, przeprowadzony na zasadach słusz­ności i sprawiedliwości, byłby dobrodziejstwem dla wojska i Pań­stwa. Wybrano drogę inną. Z pobudek partyjnych wbito kolec miedzy polski korpus oficerski, który spowodował nigdy niegojącą się ranę. Oficerom legionowym największą krzywdę wyrządziła ich weryfikacja. Bez dostatecznego przygotowania fachowego, wiedzy i doświadczenia wskoczyli na szczyty, na których dostawali zawrotu głowy. Wiedzieli, że nie potrzebują pracować, aby awansować i mieć dobre stanowiska. Trzymali się na tych wyżynach sztucznie, nawzajem się podtrzymując i pod­pierając i pociągając wbrew dobru Państwa i woli Narodu, spaczając własne charaktery i usiłując łamać obce, aż runęli w prze­paść niesławy i hańby, wciągając za sobą i wojsko i Państwo i Naród.

Francuski generał Trousson, który był w Polsce w 1923 i 1924 roku, w rozmowie z polskim oficerem w Paryżu w roku 1925 wyraził swoją opinię następująco: „Wie Pan, mnie jest żal Polski i ludzi, jak Panu. Bo gdy człowiek poznał Polskę, jak ja ją poznałem i gdy realnie patrzy się w przyszłość, to musi się ją czarno widzieć. Na zapytanie, „dlaczego?”, generał Trousson odpowiedział: „Widzi Pan, u was jest wyśmienity materiał ludzki, dużo jest ludzi dobrych i zdolnych, którzy wszędzie byliby pierwszorzędnymi jednostkami. Lecz widzi Pan, by być dobrym chirurgiem, nie wystarczy skończyć medycynę. Trzeba jeszcze w dobrym szpitalu praktykować, a potem można być sławą. W Polsce zaś, niestety, cała góra w większości nie jest na wysokości zadania. Naszych rad nie chciano słuchać. Często robiono nam na opak. Generał Sikorski, który był ich wyrazicie­lem, już ustąpił. Dziś u góry są ludzie zupełnie do tego nie przygotowani, bez wiedzy i praktyki wojskowej. Wewnętrzny brak zastępują zewnętrznymi pozorami. I co się stanie, gdy młody, wartościowy oficer pod takim przełożonym służy? Ano, idąc za swym sumieniem, zamelduje, gdy jedno i drugie zło zobaczy, o tym. Stanie się przez to przykrym dla przełożonego i ludzi jego otoczenia, przeważnie tej samej, co on wartości i wtedy odstawią go na ślepy tor, gdy dalej będzie prawdę meldował. Albo, z braku charakteru, stanie się oportunistą, przesta­nie pracować, a będzie wszystko chwalił. Wtedy pójdzie naprzód, lecz stanie się podobnym do swego dowódcy.

Gdy jednak wojna przyjdzie, okaże się cała próżnia tego gmachu. Myśmy to przeżyli w roku 1870/71, gdy względy dworu były miarodajne przy obsadzie stanowisk. Rezultatem był Sedan. Na szczęście mamy położenie geograficzne, które pozwo­liło nam na ocknięcie się pod Paryżem i okupienie się Niem­com. Lecz dopiero spostrzeżenie tych błędów i studia nad nimi dały nam dowództwo, które potrafiło w roku 1918 zwyciężyć. Polskę, w jej geograficznym położeniu, dowództwo, jakie ma, może byt jej kosztować”. (L. dz.594/39).

Mimo wszystkich wysiłków pierwszobrygadowców, aby tylko siebie utrzymać u władzy, stosunki, kontrolowane przez Sejm, zaczynają się i pod tym względem poprawiać i iść ku lep­szemu. Sejm bowiem, w którym mimo partii, ludzie widzą jaś­niej — zachowując cały szacunek dla tego, którego okoliczności na czele armii postawiły — chce wciągnąć ludzi fachowych do pracy, ludzi, mających uznanie sojuszniczych rzeczoznawców wojskowych. Francuska misja wojskowa działa i mówi prawdę, co jest ziarnem w wojsku, a co plewą. Plewą, niestety, jest większość znajdujących się na wysokich stanowiskach „polity­ków” pierwszej brygady. Powoli, więc, obok nich, głos zaczynają mieć i ludzie fachowi, generał Józef Haller, (generał Stanisław Haller), gen. Rozwadowski, generał Władysław Sikorski, generał Szeptycki i inni. Za sprawowania urzędu Ministra Spraw Woj­skowych przez generała Sikorskiego (i Szefostwa Sztabu przez generała Stanisława Hallera) zdaje się wszystko być na najlepszej drodze. Organizacja naczelnych władz wojskowych, oparta na wzorze francuskim, a nieoddająca sprawy bezpieczeństwa i obrony Państwa ślepo w ręce jednego człowieka, wchodzi w życie. Nad kliką jest kontrola i zdaje się, że w oparciu o Alian­tów Polska idzie do normalnego rozwoju.

Lecz pierwsza brygada ma już coraz mniej do mówienia. A tu chodzi przecież o władzę, a przy tej władzy o żłób. Partia, biorąc za pretekst za małe uprawnienia dla Wodza Naczelnego, każe mu się na bok usunąć, by podziemną robotą przygotować zamach majowy…” (L.dz.594/39).

Klika robi to, co też dzisiaj, w zmniejszonej skali, obserwu­jemy w Szkocji: robi się sztucznie fermenty, rozszerza najróż­niejsze pogłoski i plotki o przełożonych władzach wojskowych, więc tak, jak i tu: przede wszystkim o generale Sikorskim, lan­suje zjadliwe i podburzające artykuły w prasie, szafując szeroko kłamstwem i oszczerstwem (tam: ówczesny tygodnik Głos Prawdy, tu: Wiadomości Polskie w artykułach nie tylko Pruszyńskiego) — jednym słowem: robi się „wojnę nerwów”, a późną jesienią w gabinecie Skrzyńskiego zostaje Ministrem Spraw Wojskowych „popularny” na …wileńszczyźnie generał Żeligowski, który w Sejmie oświadcza, że „…wojsko wyprowadzi w pole” i …obsadzi kluczowe stanowiska w wojsku ludźmi, oddanymi Piłsudskiemu. Naiwne społeczeństwo przyjmuje tę zapowiedź za dobrą wiarę w sensie długotrwałych ćwiczeń letnich. Gros oficerów nawet najniższych stopni i na najdalszej prowincji zaczyna inaczej rozumieć słowa Ministra. Tej myśli potwornej nikt jednak nie chce pozwolić się w sercu zagnieździć. Lecz słowa generała Dreszera, (który po tym nie wykonał rozkazu generała Sikorskiego o objęcie 2-ej Dywizji Kawalerii w Poznaniu, ku zgorszeniu całego wojska) podczas demonstracji w Sulejówku „…o szablach, które Tobie, Komendancie, stawiamy do dyspozycji”, ostatnie rozwiewają złudzenia.

Wreszcie nowe kłamstwo: napad „endeków” (oczywiście!!) na dworek „ukochanego” Wodza Narodu Józefa Piłsudskiego w Sulejówku. Przewidział ten „napad” proroczo pułkownik Wieniawa-Długoszowski już w przeddzień. Toteż w knajpach warszawskich skacząc po stołach robił poprzedzającej nocy towarzystwie kobiet z półświatka, zwłaszcza żydowskiego odpowiedni nastrój „pierwszobrygadowy”, zmuszając publiczność obecną w lokalu do śpiewania „Pierwszej Brygady”. Była to awantura, godna tragifarsy, jaką niebawem rozpoczęto pod nazwą „sanacja moralna”.

Nazajutrz pan Minister generał Żeligowski dotrzymując słowa … „wyprowadził wojsko w pole”, łamiąc przysięgę dwukrotnie, jako Minister i jako żołnierz. Oszukał zbrojne ramię Narodu, pracujące, milczące i kochające Ojczyznę i chcące w 90% swego korpusu oficerskiego służyć Ojczyźnie przeciw wrogom zewnętrznym.

Swego czasu, gdy w roku 1917 chcieli Niemcy stworzyć stutysięczne wojsko polskie, oczywiście dla swoich celów, wielu ludzi światłych, widząc zbliżającą się nieuchronnie klęskę Niemiec, było za tworzeniem tego wojska, widząc doskonale, jakim to Wojsko będzie atutem w chwili załamania się Rzeszy. Ludzi tych reprezentował Komitet Narodowy i druga brygada Legionów.

Pierwsza brygada była przeciwstawna temu. Głębszym i jedynym powodem było to, że w tej armii ludzie nie tylko z partii głos by mieli i że władza z rąk by się obozowi wymknęła. Na zewnątrz, dla społeczeństwa, tworzy i rozdmuchuje się sprawę przysięgi. Co jednak dla obozu tego przysięga znaczyła, pokazał zamach majowy, gdy przysięga nie najeźdźcy, lecz Rzeczpospolitej złożona, została zdeptana, byleby władzę zagarnąć”. (L dz. 594/39).

Rokosz majowy, wstydliwie „wypadkami” zwany, dochodzi do skutku. Krew bratnia się leje. Setki mogił tych, co „byli wierni przysiędze”, są ich wspomnieniem na wojskowych Powązkach. Może to symboliczne, że ogromna większość tych grobów kryje szczątki synów Wielkopolski.

Ówczesny Ilustrowany Kurier Codzienny nazywał Wielkopo­lan „…zniemczonym plemieniem, które złamało przysięgę, bo nie dochowało wierności… Marszałkowi”.

A warszawska prasa czerwona nazywała Wielkopolskę „Beotią” i „twierdzą endecką”, którą trzeba rozbić.

Całą ohydę tego rokoszu z bardzo ciekawym opisem nie­polskich fizjonomii tych, którzy rokosz popierali na ulicy, deptali Sztandar Prezydenta Rzeczypospolitej, strzelali od tyłu do polskiej młodzieży akademickiej, znęcali się nad schwyta­nymi, oraz charakterystykę dowódców, którzy poza przysięgą, łamali jeszcze słowo honoru, dobrowolnie dane, jak to zrobił ówczesny dowódca 1 pułku szwoleżerów, pułkownik Grobicki, uwypuklił w krótkiej, rzeczowej, a jakże dramatycznie ujętej broszurze generał Stanisław Haller[7].

Rokosz majowy, na którego czele stanął Józef Piłsudski „kalając Majestat Rzeczypospolitej”[8] jest jedna z głównych przy­czyn klęski wojskowej w kampanii jesiennej 1939 roku w Polsce.

Józef Piłsudski, bowiem, przez rokosz majowy, wpro­wadził w Polsce system rządów, który przez zgniliznę moralną zdeprawował kompletnie aparat administracji państwo­wej, przez co spowodował upadek Państwa.

Józef Piłsudski, objąwszy przez rokosz majowy władzę absolutną w Państwie, wprowadził na najwyższe stanowiska w Państwie i w wojsku miernoty moralne i intelektualne, które już bezpośrednio doprowadziły do katastrofy wrześniowej, przez co spowodował upadek Państwa.

Józef Piłsudski wprowadził przez rokosz majowy roz­strój i wzajemną nienawiść do szeregów korpusu oficerów zawo­dowych. Usuwając po maju, co najdzielniejszych i najdoświadczeńszych i najszlachetniejszych wyższych dowódców bądź przez zabójstwa i więzienie (jak generał Zagórski i Rozwadowski), bądź przez przedwczesne emerytury (jak generał Szeptycki i Haller), bądź przez „zapomnienie” (jak generał Władysław Sikorski) i setki innych oficerów zasłużonych w wojsku polskim, a wprowadzając na ich miejsce na najwyższe i na inne naczelne stanowiska w wojsku niedoświadczonych, nadętych młokosów, nieuków i częściowo aferzystów ze swego obozu i pozostawiając „dla przyzwoitości” i zaciemnienia istotnego stanu rzeczy kilku mało inteligentnych generałów z armii zaborczych[9], pogłębił tę nienawiść wśród korpusu oficerskiego, poderwał jego morale i kręgosłup, a wojsku polskiemu przez taką politykę personalną zamknąwszy możliwości normalnego, zdrowego rozwoju, doprowadził je z własnej winy do upadku moralnego i materialnego – przez co spowodował upadek Państwa Polskiego.

Józef Piłsudski, sięgnąwszy zuchwale i zarozumiale, przelewem krwi bratniej, wbrew woli Narodu, po władzę, wznosi się ponad partie,…nie staje się władcą Polaków, by bacząc jedynie, na wartości i kwalifikacje, wprząc ludzi charakteru i zdolnych z wszystkich obozów do pracy dla Polski, lecz pozostaje władcą partii”. (L.dz. 594/39).

Widzieli to również obcy. Znany pisarz niemiecki, Friedrich Wilhelm von Oertzen, który napisał w epoce republika weimarskiej cały szereg pamfletów przeciwpolskich, wydał w okresie flirtów Hitler-Beck kilka książek na tematy polskie, tym razem w naświetleniu koniunkturalno propolskim, między innymi „Männer um Piłsudski” i „Alles oder Nichts”. Tę ostatnią książkę kończy zdaniem, które cytuję tylko z pamięci, ale które w swej treści i w swym sensie oddaję jak najwierniej:,Josef Piłsudski hat mit Bajonetten gesiegt, aber der völksiche Gedanke, den Roman Dmowski schon 1894 niedergelegt bat, der wird in Polen in Zukunft siegen”.

Tak, Józef Piłsudski zdobył władzę w Polsce łamiąc prawo i depcząc to prawo — wbrew woli i wbrew wielkim tradycjom Narodu, dalej bezprawnie rządził i bezprawnie szerzył.

Józef Piłsudski odsunął Naród Polski, Naród o zdrowym duchu, wielkiej myśli i gorącym sercu od udziału w rządach państwem i od kontroli nad poczynaniami i gospodarką Rządu.

A brak tej kontroli nad poczynaniami Rządu był ostatecznie najważniejszą przyczyną niebywa­łej i hańbiącej klęski wrześniowej.

Tak. Józef Piłsudski jest głównym winowajcą klęski wrześniowej, lecz, w dużo szerszej mierze, niż to podaje w wyżej wymienionym wywiadzie marszałek Śmigły-Rydz.

Dlaczego rokosz majowy się udał, uzasadnia generał Stanisław Haller w swej broszurze. Ogół oficerski do argumentów generała Stanisława Hallera dodawał jeszcze inne, według mego zdania najistotniejsze:

Rząd nie stłumił przygotowań do zamachu w zarodku, o których nie mógł nie wiedzieć,

brak zdecydowania po stronie Rządu po ujawnieniu buntu,

brak szybkości w wykonaniu decyzji i

brak bezwzględności w postępowaniu.

Rokoszanie wiedzieli, że bunt „gardłem grozi”. Postępowali więc zgodnie z wyżej wymienionymi postulatami, to jest bez skrupułów, „totalnie”.

Po stronie zaś rządowej:

generał Ładoś zwlekał pod Ożarowem z natarciem na Warszawę, nie wiadomo na co i po co,

generał Żymierski namawiał do tego czekania generała Ładosia, za co mu po tym sanacja się odwdzięczyła głośnym procesem,

— „mobilizacja” wojsk rządowych była niezdecydowana, połowiczna, słaba,

reakcja Rządu na sabotaże czerwonych kolejarzy była nijaka. Oddziały wielkopolskie siłą sobie musiały otwierać drogę (w Kutnie i nie tylko tam).

Skutek:

Gros oficerów (bo ci ostatecznie decydowali o postawie wojska) widząc zdecydowanie po stronie rokoszu, a słabość, miękkość i wahanie po stronie Rządu, zachowała postawę wyczekiwania. Gdy już widocznym było, „…skąd wiatr wieje”, przeszli na stronę rokoszan.

„…Słaby Prezydent, chcąc uniknąć dalszego rozlewu krwi, składa swój urząd w chwili, gdy szala zwycięstwa się waha. To decyduje o losie Polski i jej rządach, Władzę absolutną obejmuje niepodzielnie Marszałek Józef Piłsudski i jego partia. Sejm bez odwagi cywilnej daje absolutorium za bunt i zamach stanu. Witos, Daszyński i inni, niepomni zasady neminem captivabimus nisi iure victum, nie upominają się ani o zabitego generała Zagórskiego, ani o więzionego generała Rozwadowskiego, nie przypuszczając, że sami niedługo padną ofiarą tego samego bezprawia, któremu w zarodku nie sprzeciwili się…” (L.dz. 594/39).

Rokosz majowy był tragedią Polski, gdyż

zanarchizował wojsko,

zdeprawował dusze,

wprowadził wojsko do polityki i politykę do wojska,

wprowadził na naczelne stanowiska w wojsku niefa­chowców.

            Pierwsze zarządzenia Piłsudskiego w wojsku, po opanowaniu władzy miały wyraźnie na celu zachowanie i utrwalenie tej władzy w swoim ręku:

przez natychmiastowe zmiany personalne,

przez wydanie rozkazu o sądach doraźnych „za rokosz”, bunt, czynne targniecie się na przełożonego itd.”, który to rozkaz musi być czytany przed frontem każdego pododdziału w pierwszym dniu miesiąca przy wypłacie żołdu i podpisywany przez tych, którzy go przyjęli do wiadomości. Czytano go też przed frontem aż do września.

przez wprowadzenie w życie nowej organizacji naczelnych władz wojskowych.

Spróbujmy zdać sobie sprawę, w jakim stopniu wyżej wymienione zmiany przyczyniły się do klęski wrześniowej, zaczynając od ostatniej.

Według nowej organizacji Naczelnych Władz Wojskowych:

całą pełnię władzy wojskowej skupiał w swym ręku Generalny Inspektor Sił Zbrojnych, przyszły — w razie wojny — Wódz Naczelny,

ale odpowiedzialność konstytucyjną przed Sejmem, więc przed Narodem za obronę Państwa i za wszystkie sprawy z tą obroną związane zachował nadal Minister Spraw Wojskowych.

To było pierwsze tragiczne nieporozumienie, które tak złowrogo zaciążyło na przyszłych losach wojska i Państwa.

Piłsudski objął oba stanowiska, to jest Generalnego Inspektora i równocześnie Ministra, prawdopodobnie:

aby, nawet czysto formalnie — nie podlegać Ministrowi,

aby, widząc wadę tej organizacji, uchylić z góry jej następstwa. Skutki były mimo to, a może właśnie, dlatego, opłakane.

W żadnym państwie europejskim generał, przewidziany w czasie pokoju na Naczelnego Wodza, nie miał takiej swobody działania jak w Polsce. Władza naszego Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych była wprost nieograniczona.. Każdy jego rozkaz czy też życzenie było dla całego wojska świętym przykazaniem. Ponadto obydwaj marszałkowie zapewnili sobie wpływ w rządzie, że oni faktycznie wykonywali czynności Prezydenta Rzeczpospolitej a nawet w dużym bardzo stopniu Premiera. Ta dyktatorska władza Generalnych Inspektorów miała w swym założeniu przynieść wojsku wiele korzyści, a jej logiczne uzasadnienie znajdywano w niezmiernie ciężkim położeniu militarnym Państwa. Bez wątpienia niezwykła trudność tego położenia wymagała niezwykłej, silnej i prostej organizacji naszych naczelnych władz wojskowych. Doszliśmy w tym jednak do zbyt wielkiej przesady, która w skutkach okazała się szkodliwa i to w pierwszym rzędzie dla wojska.

Generalny Inspektor poświęcał przy tej organizacji wiele drogocennego czasu na kierownictwo sprawami, które były zwią­zane tylko pośrednio, niekiedy tylko w małym stopniu, a nie­kiedy w ogóle nie były związane z przygotowaniami do wojny.

Toteż Marszałek Piłsudski nie miał możności bywać na ćwiczeniach letnich i zimowych ani też na grach wojennych, prowadzonych przez Inspektorów Armii, ani na inspekcjach w oddziałach, ani w Wyższej Szkole Wojennej. Pozostawało mu tylko tyle czasu, aby mniej więcej raz na rok prowadzić osobiś­cie[10] egzaminy sprawdzające dla kandydatów na dowódców dywizji i piechot dywizyjnych.

Dla porównania weźmy znaną powszechnie postać niemiec­kiego Szefa Sztabu, generała hr. Schueffena, działającego na prze­łomie XIX wieku, a także jego zastępcy, hr. Moltkego młod­szego, którzy jako przyszli naczelni wodzowie znajdowali dość czasu, aby osobiście przygotować i rozgrywać niezliczone warianty przyszłej wojny niemiecko-francuskiej i rosyjsko-niemieckiej. Ba, hr. Schlieffen miał nawet czas, aby osobiście układać końcowe gry wojenne dla poruczników, absolwentów szkoły Sztabu Generalnego, nie mówiąc już o tym, że założenia do dorocznych wielkich manewrów letnich były przez niego opracowane, a kierownictwo nimi spoczywało w jego rękach”. („U źródeł polskiej niemocy wojskowej”, Warszawa, 27.X. 1939 r.).

Nowo stworzony organ pracy Generalnego Inspektora: Generalny Inspektorat Sił Zbrojnych, we właściwym sobie zakre­sie, to jest w pracy operacyjnej nic nie robił i nic do wiosny 1939 roku nie zrobił, jeżeli się pominie zwykłe studia opera­cyjne, najwyżej w zakresie „Armii”, a na poziomie najwyżej słuchaczy Wyższej Szkoły Wojennej, a przede wszystkim bez realnego przygotowania planów operacyjnych z braku rozkazów, wytycznych i koordynacji pracy poszczególnych Inspektorów Armii (przyszłych dowódców Armii) ze strony Generalnego Ins­pektora. Zajęty bowiem innymi sprawami, nie mającymi z obroną Państwa i z wojskiem nic wspólnego, nie miał on czasu na wykonanie tego swego zasadniczego obowiązku.

/…/

Do spraw tych powrócę jeszcze przy rozpatrywaniu goto­wości naszego wojska w przededniu wojny.

Konkluzja za okres: maj 1926 – maj 1935

Pod względem wojskowym był to czas bezpowrotnie i bezużytecznie dla Polski stracony, (gdy Rzesza dopiero zaczynała się zbroić — od 1928 tajnie, od 1933 jawnie i Sowiety w ogóle nie były jeszcze brane pod uwagę).

Marszałek Piłsudski, bowiem, zajęty nadmiernie innymi sprawami:

Sam nie miał czasu, a później i zdrowia, aby się wojskiem samemu zająć,

Ludziom dalekowzrocznym i dobrej woli (jak generało­wie Piskor, Zamorski) nie pozwalał pracować, a nawet zakazywał pracować.

Toteż Inspektorowie Armii nic nie robili, Sztab Główny nic nie robił, a M.S.Wojsk, tylko niezbędną pracę pokojową. W szczególności: planów wojny nie przygotował ani G.I.S.Z., ani Oddział III Sztabu Głównego. Oddział II zbierał wiadomości i wydawał komunikaty i opracowania, których nikt nie czytał z wyższych dowódców i z których nie wyciągano żadnych wniosków praktycznych. Oddział I miał zakaz pracy, Oddział IV i Wydział Komunikacji Wojskowych chronicznie nic nie robiły. M.S.Wojsk, „zawiadywało budżetem” i wymyślało ciągle to nowe sposoby uprzykrzania wojsku życia tak papierową robotą jak ciągłymi zmianami przepisów mundurowych itp.

Generał Składkowski jako Szef Administracji Armii pokazywał poza tym od czasu do czasu panom posłom na Sejm wzory naszej motoryzacji i uzbrojenia. Wojsko tego uzbrojenia wprawdzie nie posiadało, ale prasa rządowa mogła robić reklamę i usypiać czujność społeczeństwa, pisząc o wspaniałym, nowoczesnym uzbrojeniu naszego wojska. „Byczo jest”, mówił generał Składkowski z zadowoleniem.

Wojsko, to znaczy „linia” na ogół pracowało bardzo poważnie, sumiennie i dużo, ale nie z jego winy — na poziomie 1914 roku, walcząc bezustannie z niesłychanymi trudnościami, jak katastrofalnie niskie stany, brak koni, umundurowania, sprzętu i pomocy wyszkoleniowych, butów i innego koniecznego wyposażenia. Pułki artylerii w tym okresie były tylko pułkami z nazwy. Faktycznie były to tylko w czasie przybycia rekrutów, to jest od 1 marca, ośrodki dość lichego z braku czasu wyszkolenia podstawowego, a od września, — gdy zwolniono starszy rocznik — zamieniały się na folwarki, w których oficerowie pełnili obowiązki ekonomów, a kanonierzy byli fornalami dla pracy przy zwożeniu owsa i siana, żywności dla kwatermistrza i czyszczenia sprzętu. O szkoleniu oczywiście nie mogło być mowy. Mimo to, zgodnie z „terminarzem” szły obszerne meldunki o szkoleniu. Dowódcy pułków musieli kłamać, aby im konie nie pozdychały z głodu i brudu, a sprzęt nie zmarniał z braku pielęgnacji. W centrali dobrze ten stan artylerii znano z bezustannych meldunków pisemnych i ustnych, tak dowódców grup artylerii, jak i dowódców pułków. Życie zaś zmuszało dowódców pułków do składania fałszywych meldun­ków, gdyż opinię i pułk by stracili, gdyby liczne przybywające do pułku komisje stwierdziły zły stan koni lub sprzętu. O ludzi nikt nie pytał. Wiedzieli o tym wszyscy oficerowie i uczyli się kłamać.

Wojsku brakowało nie tylko nowoczesnego sprzętu i uzbrojenia we wszystkich rodzajach broni, ale brakło mu nawet tych najniezbędniejszych i podstawowych części uzbrojenia i wyposażenia pokojowego, które nawet nasze, tak ubogie tabele polskie, przewidywały, jak na przykład ostrogi, maski, hełmy, sprzęt o.p.l, sprzęt optyczno-mierniczy w artylerii, uprzęż, wozy taborowe itp. Oficerowie często z własnej gaży kupowali gwoź­dzie do butów żołnierzy, kredę do pisania itp.

Plan mobilizacji faktycznie nie istniał, bo był zupełnie nieaktualny.

Toteż w maju 1939 roku mobilizacja byłaby niemożliwa, a wojna, prowadzona przez nas bez najpotrzebniejszego sprzętu, uzbrojenia i wyposażenia „…trwałaby jeden dzień.

W tym punkcie Marszałek Śmigły-Rydz ma rację.

A generał Zamorski, w końcu wojny „wygryziony” ze Sztabu Głównego, powiedział odchodząc generałowi Gąsiorowskiemu: „…gdyby wojna wybuchła natychmiast, wiem, że musiał­bym być rozstrzelany od razu przed grobem nieznanego żołnie­rza, ale miałbym tę satysfakcję, że patrzyłbym na jego śmierć, bo on byłby rozstrzelany pierwszy…”

Wręczył też generałowi Gąsiorowskiemu pismo w zalako­wanej kopercie z pieczęcią „mob” za L.dz.260/mob/35 z datą 25 stycznia 1935 roku, w którym między innymi pisze:

  1. Mobilizacja władz…..nie istnieje wcale,

  2. Mobilizacja oficerów….. nie przygotowana wcale,

  3. Mobilizacja wojska….. tabele nieaktualne,

  4. Jeżeli będziemy się mobilizować do przyszłej wojny w ten sposób, to powtórzymy błąd armii austriackiej z 1914 roku, z dodatkiem naszego bałaganu z roku 1918,

  5. .. plan transportów przestał istnieć…..

  6. Stan powyższy znany mi od roku 1927 i niejednokrotnie referowany przełożonym, którzy zresztą dokładnie o tym są poinformowani, pogorszył się ostatnio zasadniczym rozdźwiękiem w pracach M.S.Wojsk, i kilku „specjalistów”, specjalnie powołanych, a Sztabem Głównym. Wprawdzie ostatnio po odejściu generała Langnera udało mi się doprowadzić dzięki ppłk Sierosławskiemu i płk Ulrychowi do harmonijnej współpracy, co jednak nie może doprowadzić do likwidacji planu „S” ciążącego ciągle nad Armią. Stwierdzam z naciskiem, że wszelkie te roboty nie zmieniły nic z groźnego stanu obecnego. Doprowadziły tylko do ujawnienia zasadniczej tajemnicy odprawy w Brześciu nad Bugiem mobilizacji 33.D.P., podczas gdy zasady tej odprawy wykonane nie są i mob. tych 3 D.P. nie istnieje, do tego stopnia, że faktycznie nie wiadomo, z czego mają te 3 D.P. poza pokojowymi powstać.

  7. Podkreślam to z poczuciem całkowitej odpowiedzialności za to, co piszę z tym, że wydaje mi się, iż Pan marszałek przekonany jest, że zarówno odprawa w Krakowie jak w Brześciu nad Bugiem są zrealizowane, tymczasem ani jedno, ani drugie.

  8. System pracy studiami, robionymi przez różnych ad hoc specjalistów w postaci generała Wołkowickiego i płk Lewińskiego bez wcielania studiów w czyn w nowym planie, czy zmianach w poprzednim jest systemem zgubnym i twierdzę to z całą świadomością, prowadzącym w chwili mobilizacji najkrótszą drogą do katastrofy…

  9. Tymczasem jednak istnieje kategoryczny zakaz Pana Marszałka wprowadzania jakichkolwiek zmian w planie obecnym, czy przystępowania do opracowania planu nowego, jak również wydania nowych organizacji wojennych, bo dawne są z roku 1923

  10. ……

  11. W końcu, jeśli chodzi o materialną stronę, przygotowa­nia naszego wojska do wojny, to podkreślam, pominąwszy wszystko inne, co można o tym napisać, jedno:

Możemy się bić około miesiąca do dwóch, bo na tyle czasu mamy zapalników. Na to zagadnienie zwracałem uwagę przełożonym w czasie ubiegłych lat kilkakrotnie bez rezultatu. Cóż z tego, że mamy amunicji piechoty na sześć miesięcy? Bez artylerii możemy najwyżej powtórzyć partyzantkę Burów z roku 1901.

Armia bez oficerów z jednej strony, bez amunicji artyleryjskiej i taborów z drugiej strony — może chwalebnie zginąć, — ale bić się nie może!

  1. Do żadnej wojny gotowi nie jesteśmy! Odchodząc z wojska melduję to Panu Generałowi, bowiem jakkolwiek chętnie dzielę się swoją zasługą, chętnie ponoszę odpowiedzialność za czyny przeze mnie popełnione, nie chcę w przyszłości ponosić odpowiedzialności, zwłaszcza moralnej, za stan, w jakim pod względem przygotowań mob. znajdzie się nasze wojsko, albowiem Panu Generałowi przyczyny takiego stanu rzeczy są najdokładniej znane, a razem z tym i to, że odpowiedzialności za to nie ponoszę.

  2. Powyżej poruszyłem tylko odcinek Armii samej — pozostaje dziedzina mob. Państwa, którą zajmowałem się swego czasu jako p.o. zastępcy Szefa Sztabu. Na rozkaz Marszałka zajmować się przestałem. Stwierdzam, że o tym zagadnieniu nie myśli poważnie nikt. W niektórych ministerstwach robi się małe, drobne rzeczy z inicjatywy dogorywających tam wydziałów woj­skowych, ale faktycznie przygotowania samego aparatu pań­stwowego do zmobilizowania się nie istnieją, mob. pieniężna nieprzemyślana, mob. przemysłu i handlu na bezdrożu — prawie nie istnieje, mob. policji państwowej nie istnieje, mob. K.O.P. nie istnieje, doskonała kadra Straży Granicznej niewykorzystana.

{—) Kordian ZAMORSKI

generał brygady

Przez długi czas po złożeniu tego pisma, które w odpisie posłałem do G.I.S.Z., oczekiwałem wielkiej burzy z procesem sądowym włącznie. Nic podobnego nie nastąpiło, mimo że gen. Gąsiorowski raport ten przeczytał. Raport ten był znany rów­nież następcy generała Gąsiorowskiego, generałowi Stachiewiczowi…” (L.dz.994/A/40).

 

 Przypisy źródłowe

[1] Z setek przykładów tylko dwa:

Jesienią 1923 roku w Lednogórze pod Gnieznem, podczas manewrów miedzygarnizonowych, koloniści niemieccy — wbrew obowiązującej ustawie — odmówili oddziałom Wlkp. Brygady Kawalerii kwater. Kwatery oczywiście zajęto.

W lutym 1933 r., podczas ćwiczeń zimowych 8.D.P., koloniści niemieccy we wsi Nowy Dwór pod Modlinem przeciwstawili się siłą zakwaterowaniu dyonu C.p.a.l. — Dyon oczywiście kwatery zajął.

[2] Prowokowane częstokroć przez czynniki rządowe zajścia akademickie we Lwowie, Poznaniu, Warszawie, w końcu nawet w arcy-sanacyjnym Wil­nie. W jednej z tych sławnych „bitew” ulicznych z polską młodzieżą akademicką policją i sikawkami straży ogniowej dowodził „zwycięsko” generał dywizji (lekarz-ginekolog) Sławoj-Składkowski. Polem bitwy było Krakowskie Przedmieście w Warszawie, a brutalność postępowania policji ustępowała chyba jeszcze większej brutalności w tłumieniu sprowokowanych przez sanację zajść akademickich w 1958 r. we Lwowie.

[3] W jednym wypadku za trumną gen. Orlicza-Dressera szły trzy kłócące się o emeryturę „wdowy”, w innym zaś trzech mężów tej samej pani było w wojsku polskim równocześnie zawodowymi oficerami (ppłk art. Nałęcz-Gębicki, gen. Jatelnicki, płk int. Meksz). Dalszej „kariery” tej pani nie znam, ale nasuwa się pytanie, po co istniały komisje małżeńskie

[4] Informacja od jego kolegi szkolnego i dobrego znajomego z Kalisza, ppłk dypl. piech. Spytek-Pstrokońskiego Stanisława.

[5] Brzmienie tego wywiadu nadesłał do M.S. Wojsk, w Paryżu ppłk dypl. Rudnicki Tadeusz z nadmienieniem, że oryginał wywiadu posiada p. Birkenmayer i mjr s.s. Lepecki Mieczysław.

[6] Interesujące pod tym względem jest krótkie studium historyczne: prof. dr Michał Bobrzyński „Wskrzeszenie Państwa Polskiego 1918-1923 r.”.

[7] Gen. Stanisław Haller, „Wypadki majowe”, Warszawa 1926.

[8] Z odezwy do Narodu Prezydenta R.P. Wojciechowskiego z 12 maja

[9] Żeligowski, Konarzewski, bracia Wróblewscy, Kwaśniewski.

[10] Tu nasuwa się pytanie, na jakiej zasadzie prowadził Marszałek Piłsud­ski te „egzaminy”? Jakie wykształcenie wojskowe i jakie dalsze studia wojskowe dawały mu do tego tytuł i kwalifikacje? Jakie więc kryteria były decydujące w jego ocenie kandydatów na wyższych dowódców?

[11] Obecnie, na terenie Wielkiej Brytanii, oficer, który tu ma rodzinę (żonę i czworo dzieci), otrzymuje dodatek tylko za troje. To chyba nieporo­zumienie. Przecież trudno przypuszczać, aby oficer płodził dzieci z myślą o otrzymaniu dodatku. Wiadomo, że koszt wychowania dziecka jest nie­współmiernie wyższy niż ten dodatek. Poza tym oficerów z tak liczną rodziną jest przecież — niestety — bardzo mało. Skarb, więc też na tym nie straci, dając na czwarte czy piąte dziecko

[12] Błędnie u nas nazywano sprzętem „ciężkim” „155″ a nawet „105″. Był to sprzęt średni. Ciężkim nazywa się sprzęt powyżej 155 do 250, „najcięższym” zaś kalibry od 280 wzwyż

Opublikowano za: http://www.ojczyzna.org/ZASOBY_WWW/DOKUMENTY/Gen.MODELSKI_PRZYCZYNY_KLESKI_WRZESNIOWEJ_1939R/

 

PS. Kształtowanie nowoczesnej politycznej myśli narodowej, wymaga kształtowania oddolnie obywatela, jako odpowiedzialnego członka Wielkiej Rodziny, jaką jest Naród i jego organizacji, jaką jest Państwo, z uwzględnieniem oddziaływań geopolitycznych. Wykształtowanie własnych elit narodowych jest w obecnych czasach niewystarczające, po wielu doświadczeniach ich eksterminacji w czasach wojen i powstań lub niszczących działań anty-elit stworzonych przez ośrodki zewnętrzne, w tym globalistyczne. Podstawą wychowania Obywateli, jako świadomych politycznie i społecznie członków Narodu, jest wyciągnięcie wniosków z naszej historii prawdziwej, nie tylko z ostatnich 3 wieków, ale co najmniej 2-3 tysięcy lat.

Polecamy więc, zwłaszcza dla Dociekliwych i Samodzielnie Myślących przeczytanie w tym temacie i przeanalizowanie, co najmniej zamieszczone na poniższych linkach teksty o trudnej historii naszego kraju w ubiegłym wieku oraz artykułów o charakterze geopolitycznym i połączenie wielu „puzli” w pełniejszy obraz. Zalecamy czytanie i analizowanie w podanej kolejności.

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/08/uszkujnik-paradoksy-historii-tajna-historia-rosji-europy-i-swiata/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/09/grupa-bilderberga-globalna-mafia-polityczna/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/mit-odzyskania-niepodleglosci-11-listopada-bez-pilsudskiego/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/08/marek-j-toczek-w-95-rocznice-bitwy-warszawskiej-cz-i/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/08/wiceadmiral-rmarek-j-toczek-w-95-rocznice-bitwy-warszawskiej-cz-ii/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/bereza-kartuska/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/jak-sanacja-doprowadzila-do-katastrofy-politycznej-i-militarnej-ii-rp/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/gen-izydor-modelski-wojskowe-przyczyny-kleski-wrzesniowej-1939-r-czesc-i-1/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/gen-izydor-modelski-wojskowe-przyczyny-kleski-wrzesniowej-1939-czesc-i-2/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/gen-izydor-modelski-wojskowe-przyczyny-kleski-wrzesniowej-1939-r-czesc-ii/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/gen-izydor-modelski-wojskowe-przyczyny-kleski-wrzesniowej-czesc-iii-podczas-wojny-i-zakonczenie/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/robert-grunholz-prawda-o-pilsudskim/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/wiceadm-r-marek-toczek-11-listopada-1918-r-odzyskanie-wlasnej-panstwowosci-polski-marsz-na-morze/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/08/dariusz-kosiur-1-sierpnia-1944-roku-syjonistyczna-zbrodnia-na-polakach/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/08/klamstwa-i-falszerstwa-ekonomii-polityki-i-historii/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/08/zydowski-kapitalizm-niszczyl-ii-rp-dzisiaj-niszczy-iii-rp/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/zadruga-1939r-zrodla-impasu-sprawy-zydowskiej/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/08/leslaw-michnowski-powstrzymac-iii-wojne-swiatowa-czesc-i/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/08/leslaw-michnowski-ekohumanizm-albo-globalna-katastrofa-czesc-ii/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/06/marek-s-program-eliminacji-polakow/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/miroslaw-krol-roman-dmowski-i-jego-przelom-polityczny/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/09/wiceadmiral-r-marek-j-toczek-jeszcze-raz-o-racji-stanu/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/wlodzimierz-bojarski-trzeba-poznac-partnerow-wspolpracy-miedzynarodowej/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/09/dr-dariusz-maciej-grabowski-czy-europa-bedzie-gniazdem-dla-orla-i-sokola/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/09/romuald-starosielec-przyszlosc-polskiej-polityki-wschodniej/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/prof-wlodzimierz-bojarski-trudna-polityka-wschodnia/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/10/dr-krzysztof-lachowski-przemiany-swiadomosci-i-paradygmatow/

Wnikliwe przestudiowanie i przemyślenie zawartych treści zaoszczędzi czytania kilkudziesięciu tysięcy stron, w tym zwłaszcza gazetowej „sieczki”, gdzie ważna prawda ukryta jest w mieszance wielkich kłamstw z mało ważną prawdą, która służy jedynie uwiarygodnieniu wielkich kłamstw.

Więc trzeba czytać i analizować, analizować, analizować… i wydobywać ważną prawdę na powierzchnię oraz … realizować według zasady australijskich Aborygenów: „Musisz stać się tą zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.”

Redakcja KIP

______________________________

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/gen-izydor-modelski-wojskowe-przyczyny-kleski-wrzesniowej-1939-r-czesc-i-1/


============================================

Całość:

Index of /OJCZYZNA/ZASOBY_WWW/DOKUMENTY/Gen.MODELSKI_PRZYCZYNY_KLESKI_WRZESNIOWEJ_1939R

 

Name

Last modified

Size

Description

 
 

Parent Directory

 

-

 

 

Modelski.doc

2017-11-06 17:58

21K

 

 

Modelski.odt

2017-11-06 17:58

12K

 

 

Modelski.pdf

2017-11-06 17:58

31K

 

 

Modelski_92.doc

2017-11-06 17:58

463K

 

 

Modelski_92.odt

2017-11-06 17:58

101K

 

 

Modelski_92.pdf

2017-11-06 17:58

425K

 

 

Modelski_93.doc

2017-11-06 17:58

547K

 

 

Modelski_93.odt

2017-11-06 17:58

114K

 

 

Modelski_93.pdf

2017-11-06 17:58

461K

 

 

Modelski_94-czI.doc

2017-11-06 17:58

263K

 

 

Modelski_94-czI.odt

2017-11-06 17:58

62K

 

 

Modelski_94-czI.pdf

2017-11-06 17:58

264K

 

 

Modelski_94-czII.doc

2017-11-06 17:58

295K

 

 

Modelski_94-czII.odt

2017-11-06 17:58

72K

 

 

Modelski_94-czII.pdf

2017-11-06 17:58

285K

 

 

Modelski_95-czI.doc

2017-11-06 17:58

321K

 

 

Modelski_95-czI.odt

2017-11-06 17:58

75K

 

 

Modelski_95-czI.pdf

2017-11-06 17:58

309K

 

 

Modelski_95-czII.doc

2017-11-06 17:58

157K

 

 

Modelski_95-czII.odt

2017-11-06 17:58

45K

 

 

Modelski_95-czII.pdf

2017-11-06 17:58

206K

 

 
======================

mail:

Do analizy gen. Modelskiego warto dodać, że:

Zamach majowy był dokonany z poduszczenia angielskiego i był przez Anglików finansowany. Pozostawili oni dużą sumę do dyspozycji Piłsudskiego na koncie banku Szereszewskiego - żydowskiego bankiera i przemysłowca. Suma brytyjskiego wsparcia wynosiła 3,800,000 zł czyli 800,000 funtów. 

Te informacje opublikował Jędrzej Giertych w Komunikatach za płk Miszewskim i płk Kędziorem.

Zresztą, wcześniejszy zamach Mussoliniego we Włoszech był też finansowany przez Wielką Brytanię.


Można też dodać, że z propozycją dokonania zamachu Anglicy zwrocili się najpierw do Sikorskiego. Ten odmówił. Czy przez to zasłuzył sobie na Gibraltar?

Ponadto, Piłsudski, znany z uczciwości niewykorzystane  200 tysięcy funtów zwrócił mocodawcom. 

Historycy do tej pory nie wyjaśnili, kto wziął 600 tysięcy funtów.

 


Zmieniony ( 28.07.2018. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.