Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 99 gości
S T A R T arrow PUBLICYŚCI arrow Michalkiewicz 20 - I arrow Wielkanocne kazanie ze szczyptą herezji
Friday 30 October 2020 14:56:47.30.
migawki
 

30/31.10 Jasna Góra – comiesięczne Czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

Wielce Czcigodny Premierze i Ministrze „Zdrowia” ! Demonstranci przeciw kłamstwom kowidowym pytali : „Premierze, czy istnieje sranie bezobjawowe?” . A po karetkach policji skakał wasz prowok - zdjęcia mogę dostarczyć.

Uchwalili bezczelnie „Bezkarność konowała+” pod szydliwą nazwą „Dobry Samarytanin”. Polacy karnie noszą maseczki nawet na pustej ulicy. Tymczasem liczba stwierdzonych zakażeń rośnie. Okazuje się, że maskowanie nie działa, ale tego rząd nie przyzna za nic w świecie. Dlatego trzeba wskazać „wroga ludu”, który niweczy wysiłek całego narodu.

Co chcą nam powiedzieć celebryci, okraszający informację o złapaniu kowida: "dbajcie o siebie, noście maseczki"? Że sami zaniedbali i nie nosili, czy że ich samych to dbanie i noszenie przed niczym nie uchroniło?

A fekalia Trzaskowskiego systematycznie, po cichu dalej ubogacają Wisłę.

 
W Y S Z U K I W A R K A
Wielkanocne kazanie ze szczyptą herezji Drukuj Email
Wpisał: Stanisław Michalkiewicz   
14.04.2020.

Wielkanocne kazanie ze szczyptą herezji


Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4678

Felieton  •  serwis „Prawy.pl” (prawy.pl)  •  14 kwietnia 2020

W Święta Wielkanocne, podobnie jak w Boże Narodzenie, powody do radości mają zarówno partyjni jak i bezpartyjni, wierzący, jak i niewierzący, a nawet – żywi i umarli – jak to w przemówieniach mówił Edward Gierek, podkreślając w ten sposób jedność moralno-polityczną całego narodu, a więc również – jego poprzednich pokoleń.

Wierzący – wiadomo; skoro Pan Jezus zmartwychwstał, to znaczy, że zmartwychwstanie jest możliwe, zatem nasza przygoda na planecie wcale nie kończy się definitywnie, tylko będzie kontynuowana i to już bez ograniczeń czasowo-przestrzennych, które czasami przysparzają nam tyle zgryzoty.

Z kolei niewierzący też mają powód do radości, choćby ze względu na towarzyszące im poczucie intelektualnej wyższości nad wierzącymi, które właśnie podczas Świąt Wielkanocnych może być szczególnie silne, bo przecież Zmartwychwstanie jest chyba najmniej wiarygodnym „mitem” w całym tym mitycznym, a przez to godnym pogardy, chrześcijaństwie. Nic co daje nam szczęście, nie jest fikcją, zatem z tego punktu widzenia, skoro niewierzący czerpią tyle satysfakcji ze Zmartwychwstania, to i ono samo poniekąd istnieje. Nawiasem mówiąc, bycie niewierzącym było bardziej zrozumiałe w wieku XIX, niż w wieku XXI a to ze względu na postęp, jaki dokonał się w naukach przyrodniczych. Pamiętam moje zaskoczenie, kiedy córka pokazała mi maturalne pytania z biologii. Nie odpowiedziałbym na żadne, bo wiedza, którą nam przekazano przed 55 laty, była znacznie skromniejsza, niż współczesna. Ówczesne rewelacje są dzisiaj rutyną i to jest właśnie dowód na ogromny postęp. Ale co nam mówi nauka na temat, dajmy na to – stworzenia świata? Ona na temat stworzenia, jako takiego, nie mówi nam nic, ale twierdzi, że Wszechświat powstał ponad 13 miliardów lat temu w taki sposób, że miejsca o rozmiarach punktu matematycznego wytrysnął ogromny bąbel czystej energii, z której dopiero po pewnym czasie zaczęły tworzyć się elementarne cząstki materii, a dopiero potem – atomy wodoru i helu, stanowiące pierwotny budulec Wszechświata, Nawiasem mówiąc, ta materia jest właściwie próżnią, bo jeśli, dajmy na to, jądro atomu wodoru miałoby średnicę centymetra, to jedyny elektron obiegałby je w odległości kilometra, a między nimi nie byłoby nic, poza oddziaływaniem „pól’. Więc tamten bąbel energii to Wielki Wybuch, którego echo zostało wykryte w latach 60-tych w postaci tzw. „promieniowania tła”.

A co na ten temat mówi religia? Ano, powiada, że Wszechświat został „stworzony”. Stworzyć zaś – jak poucza katechizm – to „uczynić coś z niczego”. I właśnie ponad 13 mld lat temu coś takiego się wydarzyło. O ile mi wiadomo, nauka – jeśli w ogóle się tym zajmuje – nie potrafi wyjaśnić, dlaczego tak się stało, ani – co było przedtem. Podobnie religia – chociaż św. Jan powiada, że „na początku było Słowo”. Być może to ONO stało się impulsem do pojawienia się owego ogromnego bąbla czystej energii? Ale skoro tak, to KTOŚ musiał to Słowo wyrzec, a żeby je wyrzec, musiał najpierw istnieć i to w dodatku – poza czasem – bo czas, podobnie jak i przestrzeń – pojawiły się właśnie w momencie Wielkiego Wybuchu. Skoro tedy „poza czasem”, to znaczy – w Wieczności, którą można rozumieć jako niezmienne Teraz. Ale wynika z tego – na co zresztą zwrócili uwagę już starożytni Rzymianie, którzy każde spostrzeżenie zaraz ubierali w postać pełnej mądrości sentencji – że cuius est condere, eius est tolere, co sie wykłada, że ten, kto ustanowił, ten może znieść - więc wynika z tego, że Ten, kto wyrzekł owo Słowo, panuje nad naturą, a prawa dla niej ustanowione Jego nie obowiązują. I o tym właśnie opowiadają nam Ewangelie, jak to Jezus wszedł do Wieczernika, mimo, że „drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami”. Tak zresztą mową wiązaną opowiada i wielkanocna pieśń, że „Bóg wszechmocny, Bóg natury, wyższy nad wszystkie twory, wstaje z grobu, kruszy mury, nie zna żadnej zapory”.

Ale niewierzący w to wszystko nie wierzą i niezmiennie są zadowoleni ze swego rozumu, co zresztą zauważył jeszcze w XVII wieku francuski aforysta Franciszek ks. de La Rochefoucauld, że „nikt nie jest zadowolony ze swojej fortuny, każdy – ze swego rozumu.

Ale przecież na tym nie koniec, bo jeszcze starsza wielkanocna pieśń, nawiązując do fragmentu wyznania wiary, ustalonego jeszcze w roku 325 i głoszącego, że Pan Jezus „zstąpił do piekieł”, powiada, że „nad grzesznymi się zlitował (…) którzy w otchłaniach mieszkali”. Że i On „do trzeciego dnia tam mieszkał, ojce święte tam pocieszał, potem za sobą iść kazał”. „Za sobą iść kazał”, to znaczy – że tych wszystkich z piekieł wyprowadził. Dopiero na tym tle lepiej rozumiemy słowa innej wielkanocnej pieśni, głoszącej, że „Zwycięzca śmierci, piekła i szatana...”. Że „śmierci”, to jasne, skoro zmartwychwstał i to – jak głosi pieśń - „swą mocą”. Ale dlaczego „piekła i szatana”? Na czym polegało zwycięstwo nad piekłem? Zwróćmy uwagę, że Pan Jezus rządzi się w piekle jak chce i bez pytania szatana o pozwolenie, „pociesza”. Zatem i tam objawił swoją władzę, co przecież oznacza zwycięstwo. A zwycięstwo nad szatanem? „Potem za sobą iść kazał” tym, co w piekle się znajdowali. [to nie było „piekło”, lecz limbo, taka przechowalnia. MD]. Ale nie wszystkim – bo szatan został w piekle sam. Tak go Pan Jezus załatwił. Nawiasem mówiąc, wyobrażam sobie, jak ci wszyscy, których Pan Jezus za sobą z piekła wyprowadził, musieli być szczęśliwi, chociaż z pewnością zawstydzeni.

Oczywiście szatan nie ma w związku z tym żadnych powodów do radości, bo zostawiony w piekle sam, nie ma nawet na kim się wyżywać. Toteż próbuje zwabić do siebie kogo tylko może, podbijając rozmaitym mikrocefalom bębenka pychy z własnego rozumu. Nie mówię już o „niewierzących”, zwłaszcza tych, którzy na religię reagują alergiczną, nienawistną pogardą, ale przede wszystkim o tych, którzy pod płaszczykiem nowoczesnej teologii, skierowanej nie na pogłębienie prawdy, tylko na „dialog” na przykład z „judaizmem”, próbują podważać historyczny charakter Zmartwychwstania. Że – powiadają – apostołowie tak pragnęli, by Jezus ożył, tak pragnęli, tak już nie mogli bez tego wytrzymać, że aż zaczęli mieć halucynacje, w które zaraz skwapliwie uwierzyli, żeby następnie duraczyć maluczkich. Rzeczywiście wychodzi to naprzeciw potrzebom „judaizmu”, któremu ten cały Jezus z Jego Zmartwychwstaniem jest potrzebny, jak psu piąta noga. Jak wspomina w swojej Ewangelii św. Mateusz, rzymscy żołnierze, wysłani do pilnowania grobu Jezusa, zaraz po Zmartwychwstaniu zameldowali żydowskim arcykapłanom, co się stało. Przynosi to zaszczyt dyscyplinie panującej w rzymskich legionach, bo chociaż żołnierze zdawali sobie sprawę z całkowitej niewiarygodności swego meldunku, to jednak opowiedzieli, jak było. I ciekawa jest reakcja Sanhedrynu. O ile bowiem przedtem mogli szczerze uważać, że Jezus jest szaleńcem albo bluźniercą, to po meldunku rzymskich żołnierzy było to już niemożliwe, Już wiedzieli, że się straszliwie pomylili, co jest przecież wyjaśnieniem uprzejmym. Widocznie wahali się, co z tym fantem zrobić, bo św. Mateusz wspomina o „naradzie”. I dopiero potem „dali żołnierzom sporo pieniędzy”, żeby rozpowiadali, że kiedy oni zasnęli na warcie, to uczniowie ciało Jezusa wykradli. Dodali, że gdyby doszło to do namiestnika, to oni z nim pomówią i „wybawią ich z kłopotu”. A kłopot był niemały, bo za zaśnięcie na warcie legionista był zaćwiczany batogami na śmierć, więc żołnierze mieli powody do obaw. I tak cud, że uwierzyli arcykapłanom, ale szczerze mówiąc, cóż w tej sytuacji mieli zrobić, chcąc ratować własną skórę? Z tego jednak wynika, że ten cały judaizm, z którym dzisiaj prowadzone są dialogi na cztery nogi i rozmaite umizgi, to po prostu przekręt – chyba, że kłamie św. Mateusz.

Ale jeśli on by kłamał, to – jak zauważył św. Paweł - „próżna byłaby nasza wiara”, a w tej sytuacji musielibyśmy powiększyć grono niewierzących. Ale i jako „niewierzący” też musielibyśmy wierzyć – jak nie św. Mateuszowi, to Sanhedrynowi. Taki mamy wybór.

Zmieniony ( 14.04.2020. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.