Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 66 gości
S T A R T arrow O POLSKĘ arrow o WSI i PO WSI arrow DONALD TUSK, CZYLI PAN NIKT
Thursday 19 September 2019 14:56:53.27.
W Y S Z U K I W A R K A
DONALD TUSK, CZYLI PAN NIKT Drukuj Email
Wpisał: Krzysztof Wyszkowski   
19.03.2012.



„Tusk obecny pozostaje tym samym prostym, niedojrzałym emocjonalnie, społecznie i politycznie dziewczynkowatym chłopaczkiem, jakim był w roku 1989. To nastroje elektoratu zindoktrynowanego medialnie na akceptację politycznej tandety, łatwizny i podróbki wyniosły go na polityczne wyżyny. Balon łatwo wzniósł się w górę właśnie dlatego, że jest lekki, bo pusty”

 

[przypominam, bo niewiele można dodać...  Może trochę świństw i tchórzostwa więcej.. MD]

 

z Krzysztofem Wyszkowskim rozmawiają Anita Gargas i Paweł Paliwoda. http://wzzw.wordpress.com/2011/11/06/donald-tusk-czyli-pan-nikt

 

 - Zna Pan Donalda Tuska osobiście od niemal 30 lat. Kiedy zaczął przejawiać predyspozycje i aspiracje przywódcze? 

 

Muszę przyznać, że zdumiewa mnie rozwój politycznej kariery obecnego premiera. W głośnym wywiadzie dla „Gazety Gdańskiej” z 1991 r. Tusk mówił o sobie, że woli być „macherem z zaplecza” niż pełnić rolę publiczną.

Kiedy byłem doradcą Jana Krzysztofa Bieleckiego, Tusk często pojawiał się w Kancelarii Premiera właśnie jako cichy pośrednik. Kiedy Bielecki, nieco zirytowany tymi zabiegami, zaproponował mu przyjęcie jakiejś funkcji państwowej, która umożliwi mu jawne działanie we własnym imieniu – Tusk stanowczo odmówił. W tym czasie Bielecki nawet mnie ostrzegał przed Tuskiem i jego grupą – „Uważaj na nich”, co było dla mnie zdumiewające, bo byłem przekonany, że sam jest jednym z nich i dopiero wówczas dowiedziałem się, że nie jest członkiem KLD.

To utwierdziło mnie w przekonaniu, że Tusk do eksponowanych funkcji politycznych się nie nadaje, wie o tym i na roli machera poprzestanie.

Ważnym objawem akcesu Tuska do układu było powołanie go przez Mazowieckiego do składu Komisji Likwidacyjnej Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej. Chodziło o podział gigantycznego majątku monopolistycznego molocha będącego własnością PZPR. Sposób tego podziału miał decydujące znaczenie dla stanu polskiej prasy, a więc również świadomości politycznej całego społeczeństwa. W kwietniu 1990 r., gdy w okrągłostołowym centrum decyzyjnym był nie tylko Jaruzelski, ale również Kiszczak i inni ludzie sowieccy, pełnym zaufaniem tego układu został obdarzony anonimowy dzieciak z „Gazety Gdańskiej”. A jego partnerami byli tacy wyjadacze, jak Jan Bijak, członek KC PZPR i współtwórca „Polityki”, z którą, zresztą, do dziś łączą Tuska bliskie kontakty. Był tam, co prawda, też Andrzej Grajewski, szerzej nieznany wówczas dziennikarz katolicki, ale w tym przypadku decydowało podjęcie przez niego, jak tłumaczy obecnie – na prośbę ministra Bronisława Komorowskiego – tajnej współpracy z WSI jako „Muzyk”. Jakie gwarancje dał Tusk, nie wiemy, ale biorąc pod uwagę skalę majątku, jakim dysponował choćby tylko na Wybrzeżu, musiały być to gwarancje dające układowi pewność jego pełnej służebności.

 

- W jaki sposób ten człowiek zaplecza stał się szefem rządu?

 

Mam poczucie, że nie jest to skutek charakterologicznej i mentalnej ewolucji Tuska, a raczej radykalnego spłycenia świadomości społecznej. Istnieje taka zupa, mleko z ubitym białkiem, nazywana „zupa nic”. Tusk jako polityk to taka zupa nic – „Pan Nikt”. Tusk obecny pozostaje tym samym prostym, niedojrzałym emocjonalnie, społecznie i politycznie dziewczynkowatym chłopaczkiem, jakim był w roku 1989. To nastroje elektoratu zindoktrynowanego medialnie na akceptację politycznej tandety, łatwizny i podróbki wyniosły go na polityczne wyżyny. Balon łatwo wzniósł się w górę właśnie dlatego, że jest lekki, bo pusty.

Po ujawnieniu się fałszu mitu Wałęsy z jednej strony, a z drugiej po planowej i metodycznej akcji niszczenia przez dominujące środowiska medialno-polityczne postaci prawdziwych mężów stanu, takich jak Jan Olszewski i Lech Kaczyński, szeroka publiczność została wytresowana do traktowania polityki jako elementu rozrywki telewizyjnej, obok „Tańca z gwiazdami” czy innego show. W tym second-handzie nie szuka się męża stanu, człowieka powagi, odpowiedzialności, patriotyzmu i ofiarności. Kariera Tuska może być miarą miałkości politycznej znacznej części Polaków. Pan Nikt doskonale komponuje się z intelektualną i moralną pustką swoich wielbicieli.

 

- Kto tę pustkę wytworzył?

 

To jest trwanie dziedzictwa PRL. III RP tylko formalnie jest nowym państwem, bo choć wiele struktur uległo „transformacji”, to mentalność sowietyzmu przetrwała i nadal triumfuje. Nadal podstawową strukturą, decydującą o kształcie i wpływach wszystkich innych,  jest zbudowany przy Okrągłym Stole układ postkomunistyczno –postsolidarnościowo -liberalny, który wartości i postawy państwowotwórcze zwalcza z całą siłą, jako fundamentalne zagrożenie dla własnego bezpieczeństwa. Sojusz byłych właścicieli PRL z agenturą komunistycznych służb specjalnych i wszelkiego autoramentu złodziejami jest układem tak silnym, że postawę służby Bogu, Honorowi i Ojczyźnie potrafi prezentować Polakom jako śmieszność, „moherowość”, kołtuństwo i „obciach”.

 

- Czy ten układ miał wpływ na karierę obecnego premiera? 

 

Wiem, że Tusk, choć od lat powtarza, że na służbach specjalnych się nie zna, bardzo szybko zorientował się w roli tajnych służb w podmienieniu PRL na III RP. On się nie odważył na nich poznać, bo się im całkowicie podporządkował. Gdy zrozumiał zasadniczą rolę w tym procesie komunistycznych służb specjalnych i ich agentury, dokonał fundamentalnego wyboru – sprzymierzył się z nimi, uznając, że sprzeciw skazałby go na przegraną.

Publicznym objawem takiego wrogiego dobru Polski pragmatyzmu było hasło – nie możemy pozwolić, żeby nomenklatura rozkradła wszystko. Tyle że nie chodziło o walkę z postkomunizmem, lecz o przyłączenie się do nomenklatury w uwłaszczaniu na mieniu społecznym. Ponieważ to nomenklatura nadal kontrolowała banki i pole gry, więc uwłaszczanie się było jednocześnie podporządkowaniem się dominacji służb specjalnych. Dlatego Tusk, choć osobiście nie jest złodziejem [?Skąd ta pewność? MD] , to szukając pieniędzy „na partię”, przyjął ofertę Wiktora Kubiaka, czyli eksponenta tych służb. Trzeba przyznać, że ułatwił to sobie, uznając, że łączy go z tym człowiekiem serdeczna osobista przyjaźń. Kiedy teraz prawi publice o miłości, warto pamiętać, że on umie tak kochać, żeby obie strony obrastały w żywy pieniądz – KLD jako partia, a Kubiak jako pełnomocnik ministra prywatyzacji. Choć przyjaciel Tuska ścigany listem gończym musiał na pewien czas uciekać z Polski, to obecnie znowu może tu robić interesy. Nic dziwnego, bo jego zeznania, np. przed komisją sejmową, mogłyby mieć równie znaczące konsekwencje, jak utworzenie IPN.

 

- Jakie służby reprezentował Kubiak?

 

Z badań dr. Sławomira Cenckiewicza wynika, że Kubiak był agentem Departamentu II MSW. Zarejestrowano go w kategorii tajny współpracownik pod pseudonimem „ Witek ”. Ponieważ FOZZ był operacją wspólną MON i MSW, Kubiak współpracował z dyrektorem generalnym, Grzegorzem Żemkiem,  który był współpracownikiem Zarządu II o ps. „Dik”. W latach 80. zajmował się nielegalnym transferem z Zachodu urządzeń elektronicznych objętych zakazem eksportu do krajów komunistycznych. W porozumieniu z Żemkiem i pod parasolem służb prowadził też interesy na terenie Wiednia. Niewątpliwie ludzie ze „stajni” Kubiaka i służb przyczynili się do sukcesu KLD – partii młodej, ale w pełni establishmentowej.

 

- W jaki sposób Kubiak przeniknął do środowiska tej partii?

 

Po Okrągłym Stole Kubiak pojawił się w Polsce jako powracający z Zachodu biznesmen zainteresowany popieraniem antykomunistycznych środowisk politycznych. Nie znamy szczegółów tego planu, ale wiadomo, że komunistyczne służby specjalne przystąpiły wówczas do systemowego organizowania „demokracji”, tak aby zabudować scenę polityczną swoimi kreaturami i zablokować możliwość rozwoju środowisk niezależnych. Kubiak zaproponował pomoc finansową m.in. Michałowi Falzmannowi z radykalnie antykomunistycznego solidarnościowego środowiska CDN, który jako inspektor kontroli skarbowej wpadł na trop FOZZ. [Michał wyszedł z hukiem. Inni – nie wyszli. Opisałem to gdzie indziej. MD] . Gdy później, pracując w NIK, Falzmann pogłębił swą wiedzę do tego stopnia, że służby poczuły się zagrożone, został nagle odsunięty od wszelkich czynności kontrolnych, a dwa dni później znaleziono go martwego. Że sprawa dotyczyła kośćca układu, wskazuje fakt, że wkrótce potem w wypadku samochodowym zginął też prezes NIK Walerian Pańko, a następnie znaleziono zwłoki jego kierowcy, który wypadek przeżył, oraz policjantów, którzy jako pierwsi przybyli na miejsce katastrofy.

Falzmann był człowiekiem uczciwym i odważnym – w swoim notesie, po próbie zwerbowania go do UOP przez „starych fachowców” z SB, zapisał: „władza w Polsce jest nadal w rękach KGB. Dalsza praca to osobiste śmiertelne niebezpieczeństwo, szans na sukces nie widzę żadnych”. Wyczuł, z kim ma w Kubiaku do czynienia i pogardził prowokatorem wraz z jego workami złota. Za  to Tusk i jego środowisko ten złoty deszcz przyjęli jak wyschnięta beczka. Za moment podjęcia współpracy można zapewne przyjąć wprowadzenie się nieśmierdzących groszem działaczy KLD do nowych biur z eleganckim wyposażeniem i przeobrażenie się organu liberałów, „Przeglądu Politycznego”, z wydawanego metodami podziemnymi skromnego biuletynu w drukowany na kredowym papierze elegancki żurnal.

 

- Ktoś może powiedzieć, że to była ze strony Kubiaka tylko ideowa sympatia i zwykła życzliwość – „mam wolny lokal, nie znoszę postkomuny, proszę skorzystać”.

 

Kiedy odwiedziłem nowy lokal partii, zapytałem Tuska: „Donald, skąd to wszystko?”. Odpowiedział: „Od sponsora. Zaraz tu będzie”. Okazało się, że tym sponsorem jest Kubiak. Traktowano go w KLD nie tylko jako faceta, który na każde żądanie wyciąga forsę z kieszeni, ale także osobistego przyjaciela. Dał pieniądze na drogą operację za granicą naszego ciężko chorego kolegi, pożyczał nawet na kupno mieszkania i nie wiem, czy był takim sknerą, żeby domagać się zwrotu… Był też cenionym partnerem politycznym i uczestniczył w wewnętrznych posiedzeniach partii – np. na Helu, dokąd przyleciał helikopterem.

 

- Nie było to niemożliwe i nie musiało być od razu podejrzane.

 

Jeżeli Tusk rzeczywiście cały czas w to wierzył, musiałbym powiedzieć, że jest umysłowo ociężały. Przecież w sprawie FOZZ miał swoją cząstkę odpowiedzialności również Balcerowicz, a to właśnie Tusk przeforsował go na szefa Unii Wolności, gdy KLD „zlał się” z Unią Demokratyczną. Brałem udział w spotkaniach KLD organizowanych w zajmującym całe piętro biurze Kubiaka w hotelu Marriott i jasne było, że przyznanie mu „żup solnych” z państwowej kasy przez posadzenie go w fotelu pełnomocnika ministra prywatyzacji było rewanżem za jego hojność jako sponsora.

Firma Kubiaka „Batax”, której służby używały do operacji na Zachodzie, cieszyła się pełnym zaufaniem Tuska. Rzecz w tym, że te służby – wojskowe i cywilne – nie były suwerenne, ale stanowiły praktyczną ekspozyturę GRU i KGB. O kulisach tych operacji wiedzieli również Sowieci, tym bardziej że część interesów związanych z FOZZ realizowali ludzie związani z Moskwą. „Opieka” i „pomoc” świadczone młodym, obrotnym politykom, którzy szybko znaleźli się w elicie władzy III RP, była wielkim sukcesem tych służb.

Pamiętam, jak podczas naszych wielogodzinnych rozmów Tusk uporczywie, wbrew zdrowemu rozsądkowi, wysuwał coraz to nowe, najprymitywniejsze  argumenty, aby tylko czymś uzasadniać swój sprzeciw wobec uzdrawiania Polski przez dekomunizację i lustrację. Nie przypadkiem właśnie on odegrał ważną rolę w obaleniu rządu Jana Olszewskiego. Podczas „Nocnej Zmiany- (film)” - z pełnym zaangażowaniem wypełniał obowiązki obrońcy agentury, który dzięki kontaktom z SdRP był w ten spisek zaangażowany głębiej niż inni, histerycznie apelując w kuluarach do Wałęsy, Moczulskiego, Geremka, Pawlaka i Kwaśniewskiego –panowie, policzmy głosy”. Na rozwiązanie WSI też zgodził się dopiero wtedy, gdy ich obrona nie była dłużej możliwa, bo nawet część SLD skupiona wokół Siemiątkowskiego była skłonna poświęcić Dukaczewskiego et consortes. A dzisiaj ci ludzie znowu wrócili na pozycje partnerów „dużego i małego pałacu”.

 

- Jak jest dzisiaj, czy Donald Tusk i jego rząd działają w sposób w pełni autonomiczny?

 

Po przejęciu rządów przez ekipę Tuska niewątpliwie doszło do reesbekizacji służb specjalnych i innych ważnych struktur państwowych. Nastąpił powrót dawnych współpracowników i funkcjonariuszy na wysokie stanowiska – choćby w MSZ. Okres rządów PO–PSL kontynuuje proces budowy III RP, którego zasadą było zachowanie filarów PRL wraz z ich zakorzenieniem w służbach specjalnych – podporządkowanych do dziś służbom sowieckim. Jednym z tego objawów jest twarda postawa tej ekipy wobec USA. Wystarczy poczytać ujawnione przez portal WikiLeaks amerykańskie dokumenty dyplomatyczne (ok. 250 tys.), wśród których znalazło się ok. 970 depesz z Polski. Wynika z nich na przykład, że Tusk demonstracyjnie unikał spotkań z czołowymi politykami amerykańskimi. Z woli Tuska storpedowano program „Tarczy antyrakietowej” – przygotowana przez PiS ustawa nie została ratyfikowana. Odwrotowi od USA służy „reset” wobec Moskwy. To tu narodziły się przyczyny katastrofy smoleńskiej.

Zauważmy, że wolą Tuska było, żeby z ustawy de-ubekizacyjnej wyłączyć ludzi wywiadu i kontrwywiadu wojskowego. Ustawa obejmowała tylko cywilów z SB. I ktoś tu może bajać o autonomii władzy? Czym tłumaczyć skandaliczną uległość wobec Rosji w sprawie smoleńskiej – bezbrzeżną naiwnością i bezgraniczną głupotą Tuska i całego aparatu władzy? Taką wiarę ci ludzie przyjęliby z pocałowaniem ręki. Wszyscy Polacy to wiedzą, ale nawet główny doradca dyplomatyczny prezydenta Sarkozy’ego, wedle jednego z dokumentów WikiLeaks, też wie, że „Dla Rosji dobrzy sąsiedzi, to całkowicie ulegli podkomendni”. Jeden biedny Tusk nie zdaje sobie z tego sprawy? Nie powiedziałbym tego, co mówią niektórzy komentatorzy, że Tusk cieszy się z chodzenia na pasku Kremla. Myślę, że tak, jak podobny do niego premier Babiuch, wolałby mieć nieco większe pole manewru. Ale jest przede wszystkim cyniczny i niezdolny do walki o Polskę, a tylko o własny interes. Rozsmakował się we władzy i nie podejmuje żadnych działań, które mogłyby tej władzy zaszkodzić. Próba rozbicia układu służb specjalnych albo ujawnienie zasięgu ich  wpływów mogłyby w krótkim czasie położyć kres jego rządom. Tuskiem rządzi strach.

 

- Napisał Pan w związku z tragedią smoleńską, że „Rosjanie plują Tuskowi w twarz”. Co Pan miał konkretnie na myśli? 

 

Po występie generał Anodiny, mając nadzieję, że Putin pozwoli mu przynajmniej na pusty gest na użytek propagandy krajowej, Tusk skrytykował raport MAK. Ale Rosjanie odpowiedzieli mu po swojemu, czyli kopnięciem w twarz artykułem, w którym dziadkowi Tuska przypisano służbę w SS, przy okazji obarczając Polaków masową współpracą z nazistami i zaprzeczając winie NKWD za Katyń. Wobec takiego pokazu obłędnej wrogości i pogardy, tak samo jak wówczas, gdy rosyjscy generałowie grozili eksterminacją narodu polskiego – Tusk nie zrobił rabanu w Unii i NATO, a zachował się tak samo jak kacyki z PZPR – gdy z Kremla lecą joby, to powinnością Polaków jest milczeć i „ruki pa szwam”. Ale gdy rzecznik Tuska popełnił nieznaczący błąd w nazwie jakiejś rosyjskiej służby, musiał natychmiast pokajać się publicznie i w polskiej telewizji przepraszać w języku rosyjskim.

Tusk przestraszył się, że jeżeli mruknie choćby słowem, to Rosjanie rzucą następne rewelacje. Dlatego potem wszystko przebiegało już według relacji cara i raba. Rosjanie kłamali, zatajali fakty, bezczelnie upokarzali stronę polską, a Tusk wszystko pokornie łykał. Potrafił być chamsko agresywny wobec braci Kaczyńskich, bo miał w tym poparcie Rosji i Niemiec. Ale poparcie Kaczyńskiego w ewentualnym sporze z Putinem nie ma żadnej wartości, bo dla człowieka, który wyparł się obrony ofiar Katynia, interes Polski, jeżeli nie jest tożsamy z jego interesem, nic nie znaczy. Dlatego woli ganiać za piłką niż podejmować najważniejsze dla Polski wyzwania. Premier RP w swoim gabinecie ma odwagę kopać piłką po ścianach, ale boi się stanąć do walki w obronie własnego państwa i narodu.

 

- Sport to zdrowie. Byle nie strzelał samobójów.

 

Właśnie. Choć okres rządów Tuska oceniam jako pasmo działań pozorowanych i niespełnionych obietnic, najpoważniejsze niebezpieczeństwo widzę w sytuacji, gdy pojawiłaby się perspektywa rozliczenia politycznego i osądzenia jako kryminalisty. Obawiam się, że moglibyśmy wówczas stanąć w obliczu zagrożenia tym, co w odniesieniu do ogółu społeczeństwa sam dość czytelnie wyraził w żałosnym i tchórzliwym przemówieniu a Westerplatte, a jego minister finansów w odniesieniu do elit tej władzy przekazał, mówiąc o ucieczce na drugą stronę oceanu.  Gdy będzie ciężko, ci ludzie Polskę i Polaków pozostawią samym sobie.

 

Anita Gargas, Paweł Paliwoda • panstwo.net

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.