Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 17 gości
S T A R T arrow Kultura i okolice arrow kultura arrow Białe i czarne legendy
Sunday 25 October 2020 03:25:59.30.
migawki
 

24.10.20 Bielsko-Biała Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy od 14-tej

Uchwalili bezczelnie „Bezkarność konowała+” pod szydliwą nazwą „Dobry Samarytanin”.

Polacy karnie noszą maseczki nawet na pustej ulicy. Tymczasem liczba stwierdzonych zakażeń rośnie. Okazuje się, że maskowanie nie działa, ale tego rząd nie przyzna za nic w świecie. Dlatego trzeba wskazać „wroga ludu”, który niweczy wysiłek całego narodu.

Co chcą nam powiedzieć celebryci, okraszający informację o złapaniu kowida: "dbajcie o siebie, noście maseczki"? Że sami zaniedbali i nie nosili, czy że ich samych to dbanie i noszenie przed niczym nie uchroniło?

 
W Y S Z U K I W A R K A
Białe i czarne legendy Drukuj Email
Wpisał: Mirosław Dakowski   
31.08.2008.

[Umieszczam ważny tekst St. Michalkiewicza w obawie, iż komuś nie zechce się kliknąć na stronę http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=490 . Tekst pasuje do wielu działów mej strony, ale, nie  ze względu na niejakiego Chochlewa, umieszczam w Kulturze. Ministrem „kultury” była Izabela Cywińska, tak teraz popierająca oszczerstwa w sprawie Westerplatte... MD]

Białe i czarne legendy
Felieton  ·  specjalnie dla www.michalkiewicz.pl  ·  2008-08-31

            Wprawdzie Ministerstwo Prawdy nie reklamuje swoich zamiarów względem narodu tubylczego, ale przecież tego i owego można się domyślić choćby z tego, co popiera, a co zwalcza żydowska gazeta dla Polaków, czyli „Gazeta Wyborcza”. Zanim jednak przejdę do rzeczy – kilka słów wyjaśnienia, co oznacza określenie „żydowska gazeta dla Polaków”. Zdarzyło się na początku okupacji niemieckiej (dzisiaj polityczna poprawność nakazywałaby napisać: „nazistowskiej”, bo wiadomo, że Polskę, podobnie jak wcześniej Niemcy, okupowali „naziści”, co to nawet mówili nazistowskim językiem) w Polsce, Niemcy zwrócili się do Władysława Studnickiego, znanego germanofila, ale zarazem polskiego patrioty z zapytaniem, dlaczego nie pisuje do niemieckich gazet. Studnicki odpowiedział, że jakże to „nie pisuje”? Na to Niemcy – że jakże to „pisuje”, skoro do „Nowego Kuriera Warszawskiego” jednak nie pisuje. Wtedy oburzony Studnicki odpowiedział, że on może pisywać do niemieckich gazet dla Niemców, ale nie będzie pisał do niemieckich gazet dla Polaków. Jaka różnica była między niemieckimi gazetami dla Niemców, a niemieckimi gazetami dla Polaków? Ano taka, że niemieckie gazety dla Niemców prezentowały niemiecki punkt widzenia, jako niemiecki, podczas gdy niemieckie gazety dla Polaków prezentowały niemiecki punkt widzenia, jako obiektywny. Otóż „Gazeta Wyborcza” jest żydowską gazetą dla Polaków i w tym charakterze wykonuje różne zadania wobec tutejszego narodu tubylczego.

Jednym z zadań jest „obrona Lecha Wałęsy”. Zgodnie z leninowskimi dyrektywami dotyczącymi organizatorskiej funkcji prasy, stalinięta i fejginięta tworzące kierownictwo „Gazety Wyborczej” zainicjowały akcję zbierania podpisów, że Lech Wałęsa jest czysty jak łza. Wiadomo bowiem, że im więcej podpisów pod tym stwierdzeniem „Gazeta Wyborcza” zbierze, tym Lech Wałęsa będzie czyściejszy. Zresztą nie o Wałęsę tu chodzi; myślę, że obchodzi on ścisłe kierownictwo „GW” tyle, co zeszłoroczny śnieg. Chodzi przede wszystkim o wytresowanie narodu tubylczego, że o tym, co jest prawdą, a co nie – decyduje Adam Michnik. W przystępie szczerości sam zresztą dał to do zrozumienia, więc nawet nie potrzebujemy specjalnie się domyślać, o co w tej tresurze narodu tubylczego chodzi. Więc dyspozycyjni przedstawiciele natychmiast zareagowali; m.in. Andrzej Wajda twierdzi, iż odmówił zgody na umieszczenie swego nazwiska na IPN-owskiej liście pokrzywdzonych przez reżym komunistyczny. Jeśli nawet ktoś się do Andrzeja Wajdy z taką propozycja zwrócił, to odmowna decyzja sławnego reżysera wydaje się jak najbardziej na miejscu. Umieszczenie bowiem nazwiska takiego pieszczocha komunistycznego reżymu, jakim był Andrzej Wajda, na liście pokrzywdzonych przez ten reżym, wywoływałoby niezamierzony efekt komiczny. Ale nie w tym rzecz – a w uzasadnieniu desperackiej obrony Lecha Wałęsy, w ramach której panowie Bujak, Frasyniuk i Lis złożyli nawet ostatnio donos do prokuratora Ćwiąkalskiego, żeby doktorom z IPN pokazał „ruski miesiąc”. Chodzi o to, że Polakom potrzebne są „legendy”, czyli spreparowane przez Ministerstwo Prawdy, zafałszowane wersje historii. Jedną z takich „legend” jest historia Lecha Wałęsy.

Ale oczywiście na Wałęsie świat się nie kończy. O ile narodom bardziej wartościowym, a zwłaszcza narodowi najbardziej wartościowemu, dorabiane są legendy heroiczne, to dla narodów mniej wartościowych Ministerstwo Prawdy preparuje legendy plugawiące. Jedną z takich propozycji jest film „Tajemnica Westerplatte” pokazujący obrońców Polskiej Składnicy Wojskowej, jako pijaków, seksualnych maniaków i tchórzy. Podjął się tego zadania Paweł Chochlew, aktor warszawskiego teatru Syrena, znany przede wszystkim z drugoplanowych rólek w różnych knotach, a produkcji podjęła się spółka z ograniczoną odpowiedzialnością „Pleograf” z siedzibą w Warszawie, przy ulicy Puławskiej 67/14. Jej prezesem jest Jacek Lipski, członek prezydium Stowarzyszenia Filmowców Polskich, gdzie pełni obowiązki skarbnika. Współpracę przy produkcji filmu zadeklarował również Allan Starski, (a tak naprawdę, nie „Starski”, tylko Kałuszyner), znany również ze współpracy przy filmie „Lista Schindlera” za co nawet został wynagrodzony. Ponieważ spółka wystąpiła o wsparcie i protektorat do prezydenta RP, musiała pokazać scenariusz i mleko się rozlało. Na odsiecz ruszyli funkcjonariusze „Gazety Wyborczej”, stając na nieubłaganym gruncie wolności wypowiedzi dla twórców i przywołując nawet aforyzm atakowanego niegdyś na łamach „GW” jako „hitlerowskiego kolaboranta” Józefa Mackiewicza, że „jedynie prawda jest ciekawa” (nawiasem mówiąc, pan Gadomski najwyraźniej Mackiewicza nie czytał, bo aforyzm ten podaje w wersji: „tylko prawda jest ciekawa”, ale mniejsza z tym). Rzecz jednak w tym, że film „Tajemnica Westerplatte” nie podaje żadnej prawdy o obrońcach tej placówki, tylko fantasmagorie wylęgłe w mózgownicy Pawła Chochlewa.

Jak widzimy, przygotowania do instalacji Żydolandu w Polsce, a ściślej – w tej części Polski, do której żadnych pretensji terytorialnych nie roszczą sobie Niemcy, idą pełną parą i to dwutorowo. Jedna grupa, tzn. reaktywowana w Polsce we wrześniu ub. roku żydowska loża B’nai B’rith, działa na odcinku „bazy”, to znaczy – wymuszenia na Polsce wypłacenia haraczu dla żydowskich organizacji „przemysłu holokaustu” pod pretekstem tzw. „roszczeń” oraz pacyfikacji Radia Maryja, zaś druga, czyli Ministerstwo prawdy – na odcinku „nadbudowy”, czyli tworzenia ad usum mniej wartościowego narodu tubylczego białych i czarnych legend. Przykładem pierwszej jest legenda Lecha Wałęsy. Przykładem drugiej – „Tajemnica Westerplatte”.

Zmieniony ( 03.09.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.