Strona Mirosława Dakowskiego
Odwiedza nas 25 gości
S T A R T arrow Inne polityczne arrow globaliści, ich metody arrow OGIEŃ I LÓD - teorie totalitarystów
Saturday 21 September 2019 11:05:08.27.
W Y S Z U K I W A R K A
OGIEŃ I LÓD - teorie totalitarystów Drukuj Email
Wpisał: Francis King   
16.08.2012.

OGIEŃ I LÓD - „teorie” totalitarystów

 

[Totalitaryzmy mają zadziwiająca zdolność do posługiwania się, a często nawet wierzenia, w różne bzdury naukawe. Przecież komunizm- bolszewizm promował „teorie” Łysienki, np. o przemianie żyta w pszenicę, czy Olgi Lepieszyńskiej o „powstaniu życia” w źle wymieszanym kisielu z komórek czy glonów. Komsomołki oddawały swe macice dla powstania hybrydy szympans - bonobo- kobieta radziecka...

Hitleryzm, w swej wersji okultyzmu „nakazywał” wiarę w lodowy Wszechświat. Jest to dobrze udokumentowane, a przypominam, bo to się znów powtarza:

 

Globaliści, szczególnie w odmianie UE, nakazują ludom i państwom wierzyć w „efekt cieplarniany”. Ci ostatni są o tyle silniejsi i sprytniejsi od poprzedników, że każą sobie jeszcze za to płacić tysiące miliardów Euro.   MD]

 

 

Z książki Francis King Szatan i swastyka

Okultyzm w partii nazistowskiej, str. 199 i nast. Wydawnictwo AXIS , Poznań 1996

 

 

OGIEŃ I LÓD

Rozdział trzynasty

 

Zbuduję obserwatorium. w którym reprezentowane będą trzy wielkie kosmologiczne koncepcje w dziejach świata - Ptolemeusza, Kopernika i Hőrbigera. Adolf Hitler, 28 kwietnia 1942 roku

 

Aby być do­brym narodowym socjalistą, należy przyjąć założenia teorii Horbigera za pewnik

 

Rok 1937 był dla Heinricha Himmlera bardzo pracowity. Sen z powiek spędzały mu wypadki homoseksualizmu w SS. Himmler wydał specjalne rozkazy, wedle których osoby oskarżone o homose­ksualizm należało po postawieniu pod sąd "wysłać... do obozu kon­centracyjnego i zastrzelić podczas próby ucieczki". Był także wielce zaabsorbowany projektami herbów dla prominentów SS i wciąż je­szcze zaangażowany w irytujące spory, które wybuchły poprzednie­go roku pośród stronników lodowej teorii wszechświata Hansa Hőrbigera.

Kim był Hans Hőrbiger i na czym polegała jego lodowa teoria? Dlaczego obchodziła tak bardzo Reichsfuhrera SS?

Urodzony w Austrii w 1860 roku Hőrbiger rozpoczął swe zawodo­we życie jako kowal, ale wkrótce porzucił kowalstwo na rzecz techni­ki. Zaprojektował kilka pomp hydraulicznych, wymyślił nowy i udo­skonalił dotychczasowy mechanizm zaworowy oraz założył własną firmę. Okazała się ona dostatecznie dochodowa, by umożliwić Hőr­bigerowi przejście na wczesną emeryturę i poświęcenie się swoim za­interesowaniom - kosmologii i astronomii, innymi słowy, na rozwi­nięcie lodowej teorii wszechświata. Jeszcze jako chłopiec, Hőrbiger spoglądając na księżyc, doszedł do przekonania, że jest on prawdopo­dobnie cały z lodu. W 1882 widok komety "skrzącej się jak lód" przy­pomniał mu o jego wcześniejszych poetyckich konkluzjach, zaś dzie­sięć lat później miał widzenie - niemal wizję - w którym zostało mu objawione, że pole grawitacyjne Słońca rozciąga się zaledwie na odległość trzykrotnej orbity Neptuna. Pewnego dnia był też świad­kiem niewielkiej eksplozji, do której doszło w następstwie upadku roz­topionego metalu na zmrożone błoto.

W przebłysku objawienia zdał sobie sprawę z pochodzenia układu słonecznego - planety powstały w wyniku wybuchu Słońca i są resztkami po wielkich eksplozjach, jakie nastąpiły po zderzeniach Słońca z olbrzymimi bryłami lodu... Prze­strzeń kosmiczna wypełniona jest rozrzedzonym wodorem i drobnymi kryształkami lodu. Te z kolei koagulują w olbrzymie bryły lodowe i uderzają w gwiazdy. Eksplozja, do jakiej w rezultacie dochodzi, nie tylko wyrzuca w przestrzeń wielkie kule materii gwiezdnej (które zbi­jają się w planety), ale również wiele powietrza z tych planet, które łącząc się z wodorem z przestrzeni kosmicznej, tworzy wielką chmu­rę orbitujących cząstek lodu ("bolidów" lub meteorów). W wypadku naszego Słońca chmura ta jest widoczna gołym okiem - bowiem Droga Mleczna nie jest, jak zdają się sugerować obserwacje telesko­powe, zgrupowaniem wielu gwiazd, lecz szczególnie gęstą gromadą takich meteorów.

W miarę upływu czasu prędkość meteorów zostaje spowolniona na skutek tarcia z międzygwiezdnym wodorem. Meteory, łącząc się ze sobą i tworząc jeszcze większe bloki, poruszają się ruchem spi­ralnym w kierunku Słońca. W rezultacie zewnętrzne planety znaj­dują się pod nieustannym bombardowaniem brył lodu, a wokół nich tworzy się pokrywa lodowa gruba nawet na setki mil. Na szczęście Ziemia uniknęła tego niebiańskiego ostrzału, bowiem chroni nas Księżyc, również zresztą otoczony powłoką lodową.

Koncepcje Hőrbigera są oczywiście, z naukowego punktu widze­nia, nie do utrzymania. Albedo Księżyca (zdolność odbijania świa­tła) jest znacznie słabsze niż lodu - słabsze nawet niż albedo Ziemi - podczas gdy koncentracja materii Saturna jest znacznie mniejsza, niż byłaby w sytuacji, gdyby pokryty był lodem. Próbując radzić sobie z tymi faktami, Hőrbiger ratował się ucieczką w niewyjaśnione po­jęcie "cienia grawitacyjnego", a gdy krytycy byli dość odważni, by wyrażać swoje wątpliwości, zwykł wykrzykiwać: "Wierzcie mnie, a nie równaniom matematycznym! Kiedy wreszcie przekonacie się, że matematyka jest bezwartościowa?"

Przed pierwszą wojną światową Horbiger zyskał entuzjastyczne­go wyznawcę w osobie Philippa Fautha, dyrektora szkoły, który był również wyróżniającym się astronomem amatorem, specjalistą od obserwacji Księżyca. W roku 1913 Fauth wydał Kosmogonię gla­cjalną, główne dzieło Hőrbigera, książkę, która - jak i późniejsze literackie produkcje Hőrbigera i jego zwolenników - ujawnia znacz­ny, choć nie poświadczony przez autora, intelektualny dług wobec madame Bławatskiej oraz, prawdopodobnie, wobec Fouriera.

Hőrbiger - podobnie jak rosyjska okultystka - uważał, że histo­ria ludzkości sięga znacznie głębiej w przeszłość, niż przyznaje kla­syczna nauka. Tak jak ona twierdził, że Ziemia w przeszłości miała wiele satelitów - i że dzisiejszy Księżyc, choć starszy niż Ziemia, jest jej satelitą od stosunkowo krótkiego czasu.

Hőrbiger tłumaczył owe ekscentryczne poglądy, rozwijając tzw. lodową teorię wszechświata. Ruch wszystkich planet, twierdził, zwal­nia tarcie pomiędzy nimi a cząsteczkami lodu i międzygwiezdnym wodorem. W konsekwencji planety poruszają się mchem spiralnym w kierunku Słońca, ginąc ostatecznie w jego ogniu. Dzięki większej gęstości cząsteczek lodu w bliskości Drogi Mlecznej, zewnętrzne pla­nety napotykają na większe tarcie i wpadają na Słońce o wiele szyb­ciej niż te, które znajdują się bliżej środka naszego układu słonecz­nego. Efekt ten jest szczególnie widoczny, gdy chodzi o mniejsze, zewnętrzne planety, gdyż stosunek ich powierzchni do objętości jest większy niż w wypadku takich gigantów, jak Saturn czy Jowisz. Kiedy małe planety wchodzą w orbitę Ziemi podczas swej wędrówki ku Słońcu, są przez nią przechwytywane i stają się jej satelitami - księ­życami.

Wciąż jeszcze za sprawą tarcia zwalniają biegu i nadal przesu­wają się ruchem spiralnym w dół, ale teraz już w kierunku Ziemi.

Kiedy osiągną granicę strefy Roche'a - tj. odległości (różnej w zależności od masy satelity), przy której orbitujące ciało niebie­skie zostaje rozerwane przez siły grawitacji - rozpadają się na drobne części, a Ziemia bombardowana jest najpierw kawałkami lodu, na­stępnie błotem, a wreszcie skałą. Ostatecznie wszystkie księżycowe szczątki roztrzaskują się o Ziemię, która od tego momentu pozba­wiona jest księżyca aż do czasu, kiedy kolejna posuwająca się spiralnie planeta zostanie przechwycona przez ziemskie pole grawita­cyjne. Przyjęcie takiego nowego satelity jest oczywiście wydarze­niem bardzo gwałtownym - towarzyszą mu geologiczne wypiętrze­nia oraz powodzie.

Przed naszym Księżycem Ziemia miała przynajmniej sześć innych, których wejście na orbitę okołoziemską oraz zniszczenie odpowiada sześciu okresom geologicznym w historii Ziemi, poprzedzającym obe­cny. Człowiek - jak się okazuje - był już istotą cywilizowaną w trzeciorzędzie, który zakończył się jakieś 250 tysięcy lat temu, pamięta częściowo destrukcję poprzedniego księżyca i pojawienie się obecnego satelity Ziemi, co nastąpiło zaledwie 15 tysięcy lat temu. Pamięć o tym - niejasna i niesprecyzowana - ujawnia się zarów­no w snach, bowiem reminiscencje tych katastrof odcisnęły się w rasowej podświadomości, jak i w legendach, folklorze i świętych pismach różnych narodów. Księga Apokalipsy, na przykład, jest ni mniej ni więcej, tylko pomieszanym sprawozdaniem z historii wo­jen religijnych, które trwały bezpośrednio przed rozpadnięciem się satelity z trzeciorzędu, w owym czasie znajdującego się tak blisko Ziemi, że przesłaniał jedną piąta nieba i orbitował z taką prędkością, że aż trzykrotnie w ciągu dnia doprowadzał do zaćmienia słońca...

Gospodarcze załamanie rynku, które nastąpiło w wyniku militar­nej klęski Niemiec w listopadzie 1918 roku, odbiło się niekorzystnie na finansowej pozycji Hőrbigera, ale nie przeszkodziło mu w gorączkowej kampanii wymierzonej przeciwko klasycznej kosmo­logii. Maszyny drukarskie produkowały sterty broszur i ulotek, orę­downicy lodowej teorii wszechświata przerywali wystąpienia mów­ców na konferencjach astronomicznych okrzykami: "Precz z or­todoksją, chcemy Horbigera", a sam Hőrbiger ogłosił, że "albo uwierzycie we mnie i w to, co mówię, albo zostaniecie potraktowani jak wrogowie". W latach dwudziestych lodowa teoria wszechświata zyskała pewne poparcie zarówno w Niemczech, jak i w Austrii. Obłą­kańcze teoretyzowanie jej zwolenników i gorączkowa nienawiść wobec "nauki oficjalnej" nie tylko odwoływały się do tego, co irra­cjonalne, ale dostarczały też wytłumaczenia tajemniczego zatonię­cia Atlantydy - rzekomego wydarzenia, które nabrało olbrzymiego znaczenia dla wielu "narodowych" okultystów. Ten kataklizm, jak wiele jemu podobnych - takich jak zatopienie mitycznego konty­nentu Lemurii - wytłumaczono w następujący sposób:

Gdy satelita zbliża się coraz bardziej do Ziemi, coraz bardziej wzra­sta też ciąg grawitacyjny (siła przyciągania). Wskutek tego przypły­wy oceanów stają się coraz większe i po jakimś czasie osiągają po­ziom, w którym różnice zasięgu przypływów i odpływów muszą być mierzone już nie w metrach, lecz w kilometrach. W końcu, kiedy sa­telita zaczyna się zbliżać do orbity, na której rozpoczyna się proces jego zniszczenia, i zaczyna okrążać Ziemię z olbrzymią prędkością, sytuacja znowu się zmienia. Nie ma już mowy o zwyczajnych przy­pływach i odpływach, ale tworzy się jeden rozległy "przypływ opa­sujący" - olbrzymia koncentracja mas wody, utrzymująca się jako stałe wybrzuszenie wokół równika.

Taka koncentracja wody w tropikach wywołuje podwójny efekt. Północne obszary, które normalnie znajdowały się pod wodą, stają się suchym lądem, a wszystkie tropikalne i subtropikalne rejony zo­stają całkowicie zatopione, z wyjątkiem dużych wzniesień, jak na przykład Andy.

W tym samym czasie, gdy pojawia się "przypływ opasujący", do­chodzi do wyraźnej redukcji ziemskiej siły ciążenia na skutek silne­go przyciągania satelity. W rezultacie zwierzęta i roślinność zaczy­nają się rozrastać do niezwykłych rozmiarów. Jak można się domy­śleć, tłumaczy to pojawienie się dinozaurów.

W wiekach poprzedzających kataklizm, 250 tysięcy lat temu, w czasach, gdy Ziemię okrążał poprzednik naszego obecnego sateli­ty, wysoki płaskowyż Andów - wtedy zaledwie kilkaset metrów nad poziomem spiętrzonego "opasującym przypływem" morza ­ stał się ośrodkiem światowej cywilizacji. Kultura ta została jednak zniszczona wraz z eksplozją satelity z trzeciorzędu. Na jej miasta spadł deszcz wielkich odłamków skał z rozpadającego się księżyca, a ustanie przyciągania satelity sprawiło, że wody z pasa równikowe­go spłynęły do stref podbiegunowych, zatapiając je całkowicie i pozostawiając cywilizację andyjską cztery kilometry nad poziomem morza - skazaną na oddychanie rozrzedzonym powietrzem.

Zwolennikom każdej pseudonauki prawie zawsze udaje się zna­leźć jakiś "dowód" prawdziwości swych z góry przyjętych teorii.

Zwolennicy teorii Hőrbigera nie byli tu wyjątkiem i udało im się odnaleźć ślady cywilizacji andyjskiej w ruinach miasta Tiahuanaco, które - jak zapewniają nawet dzisiaj - ma podobno 250 tysięcy lat.

W rzeczywistości miasto to, godne uwagi z powodu megalitycz­nych budowli - m.in. tak zwanej "Bramy Słońca", wyrzeźbionej z pojedynczej bryły kamiennej, szerokiej na prawie cztery metry, wy­sokiej na przeszło trzy metry i ważącej coś około dziesięciu ton ­powstało nie dawniej niż tysiąc pięćset lat temu. Dlaczego jego bu­downiczowie usytuowali je w okolicy leżącej na wysokości czterech tysięcy metrów, pozostaje zagadką. Być może Tiahuanaco nie tyle było miastem żywych, co raczej miastem bogów, zbudowanym na miejscu uważanym za szczególnie święte z powodu bliskości niebios.

Załamanie się "przypływu opasującego" wystarczało do wyjaśnie­nia wielu olbrzymich kataklizmów, które - jak wierzyli okultyści - wydarzyły się w czasach prehistorycznych - na przykład zato­pienia Lemurii. Nie tłumaczyło to jednak satysfakcjonująco zniszcze­nia Atlantydy, bowiem poprzedni satelita upadł przecież pod koniec trzeciorzędu, a do katastrofy Atlantydy doszło przypuszczalnie ja­kieś 9-15 tysięcy lat przed naszą erą.

Wyznawcy teorii Hőrbigera nie poczuli się tym specjalnie zbici z tropu. Zaginiony kontynent, o którym pisał Platon, zatonął - po­wiadali - w wyniku gigantycznego wstrząsu sejsmicznego będące­go konsekwencją napięć grawitacyjnych wywieranych na Ziemię po przechwyceniu przez nią naszego obecnego księżyca, do czego do­szło ich zdaniem zaledwie 12 - 13 tysięcy lat przed Chrystusem. Te same napięcia doprowadziły do czasowego ustania ruchu obrotowe­go Ziemi, co tłumaczyłoby cud ze Starego Testamentu - zatrzyma­nia słońca dla Jozuego. Tego rodzaju "wytłumaczenie" opowieści ze Starego Testamentu jest bardzo podobne do niektórych interpretacji starożytnych mitów i legend, w co zaangażowany był Velikovsky, autor doskonale sprzedającej się książki Światy w kolizji. Choć nie ma dowodu na to, że pisma Hőrbigera wywarły bezpośredni wpływ na Velikovskiego, widać, że w ekscentrycznych teoriach tych dwóch kosmologów-amatorów pobrzmiewa ta sama nuta twórców irracjo­nalnych teorii - pragnienia, aby uznano je za racjonalne.

Hőrbiger umarł w roku 1931, lecz jego koncepcje go przeżyły i większość jego zwolenników z radością przyjęła dojście nazistów do władzy. Obalenie "tradycyjnej" polityki, czego dokonał Hitler, postrzegali oni jako wydarzenie porównywalne z ich własnym, wielce upragnionym i bliskim - jak wierzyli - obaleniem "tradycyjnej, ortodoksyjnej" fizyki i astronomii.

L. Sprague de Camp cytował coś, co wydaje się anonimowo wy­danym manifestem Hőrbigera: "Nasi nordyccy przodkowie dawali sobie świetnie radę wśród lodów i śniegów, wiara w lodową teorię wszechświata jest więc konsekwentnym i naturalnym dziedzictwem po człowieku nordyckim". I dalej: "Narodowi socjaliści, którzy przy­jęli tak wiele dziwacznych idei i pomysłów, akurat na tą pozostali obojętni”. Mylił się: w rzeczywistości wielu nazistów pozytywnie zareagowało na Lodową teorię wszechświata. Heinrich Himmler był jednym z nich. Adolf Hitler jest kolejnym przykładem.

Kiedy dokładnie naziści i wyznawcy teorii Horbigera spotkali się po raz pierwszy, nie wiadomo. Bardzo możliwe, że Hitler czytał bro­szury propagujące Lodową teorię wszechświata jeszcze przed rokiem 1914 w Wiedniu, kupując je od tych samych "narodowo-okul­tystycznych" księgarzy, od których nabywał pisma Lanza von Lic­benfelsa. Pewne jest natomiast, że Ottocar Prohaszka był bliskim przyjacielem Hőrbigera i zagorzałym zwolennikiem jego teorii. Co więcej, utrzymywał dobre stosunki z kierownictwem partii nazistowskiej od 1924 roku aż do swojej śmierci w roku 1927.

Prawdopodobnie Himmler zapoznał się z kosmologią Hőrbigera na początku lat dwudziestych - niewiele ekscentrycznych teorii i umknęło jego uwagi - ale oddanym entuzjastą lodowej teorii wszechświata stał się dopiero po założeniu Ahnenerbe.

Wydawcą pisma „Germanien", oficjalnego organu Ahnenerbe, był niejaki dr von Hase, którego zbzikowane pomysły zaskarbiły mu nic kłamaną sympatię Himmlera. Von Hase, żarliwy wyznawca teorii Hőrbigera, znał się też bardzo dobrze z Edmundem Kissem, którego H. S. Bellamy - anglo-austriacki uczeń Horbigera i propagator kosmologii mistrza w świecie angielskojęzycznym - nazwał "poetą Atlantydy". W 1935 roku Kiss, który pisał powieści osnute na zmie­szanych wątkach lodowej teorii wszechświata i ideologii atlantyjskiej Hermanna Wirtha (który, przypomnijmy, był pierwszym dyrektorem Ahnenerbe), planował zorganizowanie wyprawy w góry Etiopii, gdzie miał nadzieję odnaleźć nie tylko ślady ludzkiej cywilizacji z okresu trzeciorzędu, ale i fragmenty poprzedniego satelity Ziemi. Pod wpły­wem von Hasego i jego kolegów o podobnych zapatrywaniach na teorię Horbigera, Himmler nie tylko zgodził się wspomagać finansowo absurdalne badania prowadzone przez Kissa, ale założył też podsek­cję meteorologiczną w Ahnenerbe, której celem było przewidywa­nie pogody według zasad lodowej teorii wszechświata. Badaniami tymi kierował dr Scultetus, przyjaciel i współpracownik wspomnia­nego już Philippa Fautha, wydawcy Kosmogonii glacjalnej.

Himmler nie poprzestał na tym. Ogłosił mianowicie, że jako Re­ichsfuhrer SS obejmuje lodową teorię wszechświata swoim protek­toratem (był to prawdopodobnie jedyny wypadek w historii, kiedy policjant czuł się zobowiązany bronić jakiejś teorii naukowej). Bom­bardował innych hitlerowskich prominentów broszurami propagują­cymi teorię Horbigera (już w 1937 roku Himmler wysłał paczkę ta­kich materiałów Goeringowi). Wykorzystywał Gestapo do wstrzy­mywania publikacji artykułów krytykujących teorię lodową i upierał się nawet przy pomyśle, aby niemiecka ekspedycja w Himalaje prze­prowadziła eksperymenty mające ją potwierdzić.

Tak silne było poparcie Himmlera dla lodowej teorii wszechświata, że - jak zanotował w swoich pamiętnikach Alfred Rosenberg ­niektórzy członkowie partii nazistowskiej uwierzyli, że aby być do­brym narodowym socjalistą, należy przyjąć założenia teorii Horbigera za pewnik. Aby zatrzeć to wrażenie, Rosenberg rozesłał do wszyst­kich regionalnych biur NSDAP pismo okólne - tak przynajmniej twierdził. Istnienie okólnika nie zostało z całą pewnością udowodnio­ne, ale niewykluczone, że Rosenberg miał tu na myśli swoją wypo­wiedź z grudnia 1937 roku. Wypowiedź ta, ogólnie rzecz biorąc, wy­mierzona była w działalność Ahnenerbe. Rosenberg nawiązywał w niej do "problemów prowadzenia badań nad fizyką kosmiczną... oraz geologią prehistoryczną, które ostatnio wysunęły się na czo­ło..." Twierdził, iż "partia nazistowska nie może w żadnym razie zajmować wobec tych zagadnień stanowiska opartego na ideologicz­nym dogmatyzmie".

Tymczasem kolejne potwierdzenia przychylno­ści partii zachęciły stronników lodowej teorii wszechświata do dal­szej aktywności. W 1936 roku "Illustrierte Beobachter", czasopismo, którym bardzo interesował się Josef Goebbels, zamieściło trzy ob­szerne artykuły poświęcone nowej kosmologii. Następnego roku SA, wciąż liczne i wpływowe ugrupowanie partyjne - mimo utraty pre­stiżu politycznego po wymordowaniu przez Hitlera większości kie­rownictwa w czystce w 1934 roku - wydało broszurę na temat lo­dowej teorii wszechświata. W broszurze tej autor, kryjący się pod pseudonimem Rudolf von Elmayer-Westenbrugg, sformułował cał­kowicie narodowosocjalistyczną wersję kosmologii Horbigera, łącząc ją z elementami wybranymi z Mitu dwudziestego wieku Rosenberga oraz głosząc, że teoria względności Einsteina miała się tak do lodo­wej teorii wszechświata "jak Talmud do Eddy"! Takie zestawienie Talmudu - zbioru norm religijno-prawnych powstałego w żydo­wskiej diasporze - i Eddy - zbioru legend o bogach nordyckich - musiało sprawiać szczególną przyjemność tym nazistom, którzy byli zwolennikami teorii Horbigera.

Jako naziści uważali bowiem Talmud za dzieło godne jedynie pogardy (popularna broszura Ro­senberga nosiła tytuł Niemoralność i rozpusta Talmudu), zaś jako zwolennicy Horbigera spoglądali na Eddę jak na szczególnie świętą, alegoryczną relację z wydarzeń, do których doszło w czasie zniszcze­nia poprzedniego księżyca Ziemi. Warto zwrócić uwagę, że maszy­nopisy prac H. S. Bellamy'ego, poświęconych takiej właśnie inter­pretacji Eddy, wciąż jeszcze krążą pomiędzy angielskojęzycznymi zwolennikami teorii Horbigera.

Nawet jeszcze przed publikacją broszury von Elmayera-Westen­brugga najaktywniejsi z tych, którzy propagowali nową kosmologię jako całkowicie zgodną z ideologią narodowego socjalizmu, zaczęli toczyć ze sobą spory. Konflikt wyrósł z pozornie niewinnego spo­tkania grupy zwolenników teorii Horbigera w Bad Pyrmont. Wśród uczestników byli: dr Scultetus - kandydat Himmlera na kierownika kierującej się tą teorią sekcji meteorologicznej Ahnenerbe; von Hase, również z Ahnenerbe; Heinz Voigt, który w roku 1920 wydał pierw­sze popularne opracowanie na temat teorii Horbigera, oraz Edmund Kiss, "poeta Atlantydy".

Na zakończenie spotkania zebrani okulty­ści wydali dziwaczny manifest, w którym - po rytualnym oznajmieniu swojej satysfakcji z powodu poparcia Himmlera dla ich teo­rii - wyrazili opinię, że lodowa teoria wszechświata jest szczegól­nie ważna dla narodu niemieckiego jako "autentyczny intelektualny skarb aryjski", przekonywali o ważności "naukowego" przepowia­dania pogody opartego na tej teorii, wezwali do powołania "intelek­tualnego Fuhrera dla teorii", bezpośrednio podległego Himmlerowi, i zaproponowali na to stanowisko syna Horbigera (ze Scultetusem jako zastępcą), po czym przeszli do zawoalowanej groźby pod adre­sem "pewnych panów", a dokładnie Hinzpetera, Fischera i von Et­zdorfa, którzy z własnej woli nie chcieli współpracować z sygnata­riuszami manifestu.

Owych trzech odszczepieńców było zagorzałymi okultystami, których, w przeciwieństwie do autorów manifestu, niewiele obcho­dziło, czy kosmologia Horbigera zostanie zaakceptowana przez nau­kowy establishment, czy też nie. Fischer na przykład był astrolo­giem, który uważał, że lodowa teoria wszechświata podeprze jego przepowiednie. Scultetus i jego koledzy z kolei bardzo dbali o to, aby odcinać się od praktyk okultystycznych - pragnęli zamanife­stować, że ich własne odejście od powszechnie przyjętych poglądów jest krokiem intelektualnie odpowiedzialnym, chcąc w ten sposób zyskać akademicki prestiż i uznanie świata nauki. Sen z powiek spę­dzał im szczególnie von Etzdorf. Dałoby się jeszcze założyć, mówi­li, że pod surową kontrolą dr. Scultetusa można by zmusić Fischera i Hinzpetera do przeprowadzenia wartościowych badań naukowych, ale żadną miarą nie można dopuścić do tego, by von Etzdorf miał cokolwiek do powiedzenia w kwestii rozwoju lodowej teorii wszech­świata. Von Etzdorf był zbzikowanym dziwakiem, oni - naukow­cami. Teoria Horbigera powinna być wolna od jakiejkolwiek skazy czy śladu dziwactwa...

Fischer, mimo że został potraktowany przez sygnatariuszy mani­festu dość łagodnie, oszalał z wściekłości. Lodowa teoria wszech­świata była oczywiście oparta na naukowych założeniach, ale to sarno dotyczyło przecież astrologii! Scultetus i jego sprzymierzeńcy za­chowywali się jak Żydzi! Albo jeśli już nie jak Żydzi, to jak masoni. Kto wie, może są masonami! Napisze o tym do Himmlera. Trzeba się zająć tą sprawą, i to na najwyższym szczeblu.

List ów, opatrzony datą z sierpnia 1936 roku, był wręcz komiczny - zabawna była głównie wściekłość i napuszenie Fischera. Pisał o "istotnych konsekwencjach" dla "Partii, Narodu i Państwa..." Tyl­ko on, Fischer, i jego współpracownicy doceniają właściwe znacze­nie lodowej teorii wszechświata. Voigt jest niebezpiecznym chrze­ścijaninem i równie niebezpiecznym masonem. Co do Horbigera ju­niora, to, że jest on najstarszym synem proroka, nie powinno przesłaniać jego niebezpiecznych poglądów: jest katolikiem, a nawet gorzej - druidem, autorem rozpowszechnianej prywatnie broszury o Wielkiej Loży Zakonu Druidów. Von Hase z Ahnenerbe jest nawet jeszcze gorszy, to oszust, który tak naprawdę wcale nie interesuje się lodową teorią wszechświata, chce ponadto w gangsterski sposób wykupić całą literaturę po Horbigerze za zaniżoną cenę i ustanowić dla siebie zyskowny monopol.

Krótko po doręczeniu tego listu, Fischer zniknął ze sceny gorącz­kowych polemik na temat teorii Horbigera. Być może po prostu zmę­czyło go to i postanowił skoncentrować się na "swojej" astrologii albo, co również jest możliwe, posunął się zbyt daleko w atakach na von Hasego i skończył w jakimś obozie koncentracyjnym.

Wydaje się jednak, że jego list wpłynął jednak na stanowisko Himmlera, bowiem rok później Hans Horbiger został pozbawiony swojej funkcji w sekcji meteorologicznej. Pomimo to dr Scultetus kontynuował pracę nad przepowiadaniem pogody według zasad teo­rii Horbigera seniora.

 

Na tym etapie należałoby się zastanowić nad intrygującym pyta­niem: czy wielce niedokładne bądź mylne prognozy pogody pocho­dzące albo z Ahnenerbe, albo z jakiegoś innego źródła, gdzie kiero­wano się teorią Horbigera, mogły mieć istotny - katastrofalny ­wpływ na strategię Hitlera w wojnie ze Związkiem Radzieckim zimą przełomu 1941 i 1942 roku?

Hitler najechał na Związek Radziecki 22 czerwca 1941 roku. Po­czątkowo zdawało się, że znowu jest na drodze do kolejnego błyska­wicznego zwycięstwa. Szeroko zakrojone kleszczowe uderzenia do­prowadziły do okrążenia i zniszczenia całych radzieckich armii.

W połowie lipca niemieckie czołgi były już w odległości niecałych czterystu kilometrów od Moskwy.

Niewykluczone, że gdyby w owym czasie Hitler zezwolił genera­łowi Bockowi i jego Grupie Armii Środek na kontynuowanie pocho­du na Moskwę, miasto zostałoby zdobyte, Armia Czerwona i jej na­prędce sformowane oddziały poniosłyby decydującą porażkę, a Stalin musiałby prosić o pokój. Zamiast tego Hitler popełnił wtedy swój pierwszy duży błąd strategiczny. Przez prawie osiem tygodni grupa armijna Bocka stała bezczynnie, unieruchomiona jego rozkazem, pod­czas gdy jej dywizji zmechanizowanych użyto do wsparcia Grupy Armii Północ w nieudanym ataku na Leningrad i Grupy Armii Połu­dnie, której zadaniem było zawładnięcie żyznymi ziemiami na Ukra­inie.

Dopiero na początku października zezwolono Grupie Armii Śro­dek na podjęcie marszu. Dwa tygodnie później jej formacje znalazły się w odległości zaledwie stu trzydziestu kilometrów od Moskwy. Teraz jednak było już za późno - pierwszy śnieg spadł 7 paździer­nika. Od początku listopada oddziały Bocka zmuszone były walczyć przy coraz większym mrozie. Działa i karabiny zaczęły się zacinać, gdyż zamarzał smar, napędowe paliwo syntetyczne zaczęło się roz­dzielać na części składowe, a co gorsza, żołnierze ubrani byli je­szcze w lekkie letnie mundury. Nie mieli zimowych butów, ciepłych czapek, nawet białych strojów maskujących czy ciemnych okularów chroniących przed śnieżną ślepotą. 6 grudnia Armia Czerwona przy­stąpiła do kontrofensywy.

Pomimo braku odpowiedniego wyposażenia zimowego, pomimo straszliwych warunków atmosferycznych, niemieckie linie trzymały się mocno, chociaż kosztem dużych strat. Do wiosny 1942 roku od­działy niemieckie miały około 1 680 000 zabitych i rannych żołnie­rzy, nie licząc chorych. Tylko osiem ze 162 dywizji zachowało pełną zdolność bojową i zaledwie 150 czołgów było w dobrym stanic tech­nicznym. Nie będzie dużą przesadą, jeśli powiemy, że to właśnie powolne wyczerpanie sił niemieckich zimą 1941/1942 roku, a nie Stalingrad czy Kursk, było rzeczywistym punktem zwrotnym woj­ny. I chociaż Hitlerowi udało się do jesieni wysłać na front o wiele więcej wojska niż poprzedniego roku, Związek Radziecki zyskał tak bardzo potrzebny czas - czas na przeszkolenie nowych armii, na przestawienie fabryk na Uralu z produkcji traktorów na produkcję czołgów, na otrzymanie z Zachodu tak bardzo potrzebnych środków transportu.

Dlaczego Hitler nie zdołał dostarczyć na czas odpowiedniego wy­posażenia zimowego dla swojej armii? Odpowiedź na to pytanie, którą podawali niektórzy okultyści, została streszczona przez Pauwelsa i Bergiera:

 

Przyrównanie ognia do duchowej energii jest jeszcze jedną archety­pową ideą ludzkości. Ktokolwiek posiada taką moc, posiada ogień. Choć może się to wydać dziwne, Hitler był przekonany, że gdziekolwiek po­stąpią jego wojska, zimno i mróz same będą przed nim ustępować...

Zwolennicy tcorii Horbigera, którzy twierdzili, że są w stanic przewidzieć pogodę na całej naszej planecie z wyprzedzeniem miesięcznym a nawet kilkuletnim, ogłosili tego roku nadejście stosunkowo łagodnej zimy. Był jednak jeszcze jeden czynnik: podobnie jak inni zwolennicy teorii wiecznego lodu, Hitler był stanowczo przekonany. że zawarł przy­mierze z mrozem i śnieżne równiny Rosji nie zdołają opóźnić jego marszu na Wschód. Ludzkość pod jego przywództwem stała właśnie u progu nowego cyklu - cyklu ognia. Zima musiała więc ustąpić przed jego niosącymi płomień legionami.

 

Twierdzenie, że Hitler był "przekonany o tym, że zawarł przy­mierze z mrozem" można oczywiście włożyć między bajki. Nie ma żadnego powodu, aby wątpić, że w swoich kampaniach na ziemiach rosyjskich Hitler polegał na geniuszu wojskowym, który - jak wie­rzył - posiadał, a nie na jakimś mistycznym pakcie czy porozumie­niu ze śnieżnymi gigantami z nordyckiej mitologii. Cóż jednak z poprzednią sugestią - że Hitlerowi nie udało się zaopatrzyć swo­ich armii w odpowiedni zimowy ekwipunek, ponieważ horbigeriańscy meteorolodzy przewidzieli łagodną zimę? Trzeba uczciwie przyznać, że nic ma żadnych udokumentowanych dowodów na to, że wyznaw­cy teorii Horbigera mieli jakiś wpływ na strategiczne decyzje Hitle­ra w 194] roku. Nie oznacza to jednak, że nie było takiego oddziały­wania i nie sposób pominąć sugestii zawartych w tekście Pauwelsa i Bergiera.

Nie ma wątpliwości, że Hitler nie tylko znał lodową teorię wszech­świata, ale był do niej bardzo przychylnie nastawiony. Co więcej, był przekonany, że tylko kosmologia Horbigera dostarcza satysfak­cjonującego wytłumaczenia pewnych stałych elementów występują­cych w wielu pradawnych mitach i legendach.

Nie ma niczego takiego, co nie pozwalałoby nam przypuszczać - po­wiedział - że mitologia jest odbiciem wydarzeń, do których faktycz­nie kiedyś doszło, a o których ludzkość zachowała niejasną

i niesprecyzowaną pamięć. We wszystkich legendach, czy to ustnych, czy pisanych, wspomina się o jakimś olbrzymim kosmicznym katakli­zmie. To, co mówi na ten temat Biblia, nie jest wyłącznym doświadcze­niem Żydów, ale zostało z całą pewnością zapożyczone przez nich od Babilończyków i Asyryjczyków. W legendach nordyckich czytamy o walce bogów z gigantami... Tłumaczy to jedynie hipoteza o katastrofie, która całkowicie zniszczyła ludzkość posiadającą już rozwiniętą cywi­lizację. Materialne pozostałości naszej prehistorii są być może zale­dwie kopiami przedmiotów należących do bardziej odległej przeszłości... Jakie mamy dowody na to... że obok przedmiotów wykonanych z kamienia nie istniały również podobne wykonane z metalu? Wytrzy­małość brązujest ograniczona... Poza tym nie ma dowodu, że cywiliza­cja, która istniała przed kataklizmem, znajdowała się w rozkwicie dokładnie w tych rejonach, które dziś są przez nas zamieszkałe... Kto wie, jakich odkryć można by dokonać, gdybyśmy mogli zbadać lądy, które obecnie znajdują się pod wodą?

Skłaniam się ku akceptacji kosmicznych teorii Horbigera. Nie jest nie­możliwe, że dziesięć tysięcy lat przed naszą erą doszło do zbliżenia Ziemi i Księżyca, co w konsekwencji wtrąciło Księżyc na jego obecną orbitę. Jest również możliwe, że Ziemia przyciągnęła do siebie atmo­sferę Księżyca, co radykalnie zmieniło wamnki życia na naszej plane­cie... Wydaje mi się, że na te pytania będzie można odpowiedzieć w dniu, w którym człowiek intuicyjnie pojmie związki pomiędzy tymi faktami, w ten sposób wyznaczając naukom ścisłym drogę, którą mają podążać.

Prawie miesiąc później Hitler powrócił do tematu:

W czasach Ptolemeusza wielkim krokiem do przodu było stwierdzenie, że Ziemia ma kształt kuli, i że gwiazdy krążą wokół niej. Od tego czasu

odnotowujemy już stały postęp nauki... Najpierw Kopernik. On z kolei mocno już został zapomniany i tak też pozostanie. W naszych czasach kolejny krok naprzód zrobił Horbiger...

... Najistotniejszym pytaniem jest, czy Ziemia pochodzi ze Słońca, czy też raczej ma tendencję do stałego zbliżania się ku niemu. Dla mnie nie ma wątpliwości, że satelity przyciągane są przez planety zupełnie tak, jak te ostatnie przyciągane są przez oś układu - Słońce. Ponieważ nie istnieje coś takiego jak próżnia, możliwe, że ruch obrotowy i postępowy planet może być stale wyhamowywany. W związku z tym, na przykład, nie jest wcale wykluczone, że Mars może się stać któregoś dnia satelitą Ziemi.

 

Skąd Hitler zaczerpnął wiedzę na temat lodowej teorii wszech­świata? Pogłoski, powtarzanej w kręgach okultystów od 1945 roku, że Hitler i Horbiger spotkali się kilkakrotnie przed śmiercią tego ostat­niego w 1931 roku, nie można zlekceważyć pomimo braku jakich­kolwiek dokumentów. Jest też oczywiste, że przed nadzwyczajnym i nagłym przypływem poparcia dla partii nazistowskiej, co udowo­dniły wybory do Reichstagu w 1930 roku, dostęp do Hitlera było wicie łatwiejszy niż później. Możliwe również, że - jak wspo­mniałem wcześniej w tym rozdziale - Hitler czytał broszury Horbigera jeszcze w przedwojennym Wiedniu.

W każdym razie można wskazać dwa źródła informacji o lodowej teorii wszechświata Horbigera. O pierwszym z nich można wniosko­wać z treści Listu wysłanego przez Brunona Galkego, wysokiej rangi oficera SS, do pewnej osoby z Monachium. James Webb opubliko­wał pełny tekst tego listu w swoim Occult Liberation (wyd. Alcove Press), lecz w tym kontekście nie będę już go omawiał. Drugie źródło, z którego Hitler dowiedział się o tej teorii, miało charakter literacki.

Krótko przed cytowanym wcześniej monologiem Hitlera o lodowej teorii Horbigera, wygłoszonym w nocy z 25 na 26 stycznia 1942 roku, Flihrer wypowiedział się na temat książki o pochodzeniu rasy Ludz­kiej, z którą się niegdyś zapoznał. Chociaż nie wymienił jej tytułu, nie ulega wątpliwości, że miał na myśli książkę Edgara Oaque Vrwelt. Sage und Menschheit, bowiem kolejne wypowiedzi Hitlera na temat "olbrzymiego kosmicznego kataklizmu" były tylko streszczeniem nie­których konkluzji Daque dotyczących kosmologii Horbigera. Podziw Hitlera dla okultystycznych teorii E. Daquc nie był wcale nowy ­wyraził go prawie dziesięć lat wcześniej w rozmowach z Hermannem Rauschningiem.

Pewien uczony z Monachium - pisał Rauschning" - autor kilku prac naukowych. napisał również osobliwe rzeczy o świecie prehistorycz­nym. o mitach i wizjach człowieka tych czasów o formach percepcji i siłach nadprzyrodzonych. To w jego wywodach pojawiło się trzecie oko. organ magicznej percepcji Nieskończoności. obecnie zredukowa­ne do postaci szczątkowej - szyszynki. Spekulacje tego rodzaju fascynowały Hitlera i czasami bywało, że był nimi całkowicie pochłonięty. Sam postrzegał swoją zadziwiającą karierę jako potwierdzenie działa­nia ukrytych mocy... Ludzkość. głosił, jest w trakcie znacznych przeo­brażeń. Proces zmiany. który trwał tysiące lat, miał się właśnie dopełnić. Słoneczny okres ludzkości dobiegł końca. Nadchodząca epoka zaczy­nała się ujawniać w pierwszych wielkich postaciach ludzkości. posta­ciach nowego typu. Podobnie jak... świat. który musi się bez ustanku odnawiać, gdy stary porządek ginie wraz ze swoimi bogami... tak i człowiek musi się teraz odwrócić. aby osiągnąć wyższy poziom.?

 

         Kim zatem był ów Edgar Daquć, człowiek, którego okultystyczne

przemyślenia tak bardzo zafascynowały Hitlera? Jakie były źródła jego nauk?

Urodzony w 1878 roku Daqué był zarówno intelektualistą, uzna­nym naukowcem, specjalistą od prehistorii i profesorem na uniwer­sytecie w Monachium, jak i zapalonym okultystą, wielbicielem teo­zofii pani Bławatskiej. Jego Urwelt. Sage und Menschheit zostało opublikowane po raz pierwszy w 1924 roku i cieszyło się pewnym powodzeniem w tych kręgach naukowców, które wykazywały skłon­ność do mistycyzmu i magii. Co ciekawe, książka Daqué została wy­dana, jak większość jego pozostałych prac, przez Diedrichsa - eks­centrycznego wydawcę chodzącego w spodniach ze skóry zebry i oddającego cześć słońcu.

Daque usiłował pogodzić w Urwelt klasyczne, zgodne z powsze­chnie przyjętymi zasadami spojrzenie na prehistorię z okultystyczną wersją historii ewolucji człowieka zaprezentowaną w Doktrynie tajemnej madame Bławatskiej. Poczesne miejsce zajmowała w tej pra­cy kosmologia i lodowa teoria wszechświata Horbigera, której ob­szerny - i życzliwy - opis zamieścił Daque.

Gdy ta książka została wydana, Hitler odsiadywał wyrok za udział w puczu monachijskim w 1923 roku. To właśnie w więzieniu ją prze­czytał i tam właśnie przekonał się do kosmologii Horbigera.

 

Tak wciąż jeszcze głosi plotka krążąca wśród okultystów, Hitler uwierzył w prognozy z sekcji meteorologicznej opanowanej przez wyznawców teorii Horbigera i sądził, że zima 1941-1942 będzie łagodna. Co jednak z argumentami historyków, którzy twierdzą, że armia niemiecka nie była przygotowana do zimy, gdyż Hitler prze­widywał błyskawiczne zwycięstwo nad Armią Czerwoną i wierzył, że do końca grudnia niemieccy żołnierze znajdą sobie wygodne i ciepłe kwatery na zimę? Otóż Hitler wcale nie oczekiwał, że wojnę z Rosją zakończy przed końcem roku 1941. Świadczy o tym rozkaz wojenny nr 37, wydany 10 października 1941 roku, w którym Hitler wspomina o "ostatecznym zajęciu" Murmańska, półwyspu Kola i linii kolejowej do Murmańska dopiero w roku następnym. Co do jego do­mniemanego przeświadczenia, że Wehrmacht znajdzie się zimą w bezpiecznych i ciepłych kwaterach, trudno zgadnąć, gdzie Hitler chciał je znaleźć, skoro sam zarządził całkowite zniszczenie wielu miast rosyjskich. Gdzie, na przykład, znalazłyby schronienie przed śniegiem i mrozem oddziały przypuszczające szturm na Leningrad? Przecież w rozkazie dotyczącym przyszłości miasta, wydanym 29 września, ogłosił, że podjął decyzję o "starciu miasta z powierzchni ziemi". Nawet instalacje portowe, na które miała apetyt niemiecka marynarka wojenna, miały zostać zniszczone. Hitler zamierzał "okrą­żyć miasto, a następnie zrównać je z ziemią" za pomocą bombardo­wań i ognia artyleryjskiego.

Trudno zatem podtrzymać tezę wysuwaną przez historyków, że Hitler oczekiwał końca wojny i rozlokowania swoich oddziałów na kwaterach jeszcze przed początkiem zimy. Na jej poparcie, jak się zdaje, trudno przedstawić satysfakcjonujące wytłumaczenie, pozo­staje zatem możliwość, że - jak utrzymują okultyści - do kata­strofy doprowadziła wodza Niemiec meteorologia oparta na założe­niach teorii Horbigera, w którą Hitler bez wątpienia wierzył.

Jeśli tak było, to właśnie wiara Hitlera w okultystyczną kosmologię ura­towała Rosję - a może i cały świat - przed włączeniem do Rze­szy, która wówczas rzeczywiście mogłaby okazać się tysiącletnią.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!

Nasza strona korzysta z plikow cookies w celu gromadzenia anonimowych statystyk, jesli nie blokujesz tych plikow, to zgadzasz sie na ich uzycie oraz zapisanie w pamieci urzadzenia. Mozesz samodzielnie zarzadzac plikami cookies w ustawieniach przegladarki.