![]() |
| Szanowni Państwo, Proszę, aby uważnie przeczytali Państwo to, co napiszę poniżej. Potrzebujemy bowiem Państwa pilnej pomocy. W zeszłorocznej ankiecie na temat działań Centrum Życia i Rodziny odpowiedzieli Państwo, że najważniejszą formą wypełniania naszej misji powinno być prowadzenie aktywnej działalności w mediach społecznościowych i internecie – docieranie z dobrymi treściami do tysięcy internautów, ujawnianie prawdy, formacja, poruszające grafiki. Wzięliśmy to wskazanie do serca i przez cały rok wkładaliśmy wiele sił w działania w przestrzeni wirtualnej, w sposób szczególny rozwijając nasz profil na Facebooku. Dzięki licznym kampaniom zaobserwowało go i zaczęło na bieżąco śledzić to, co robimy, ponad 66 000 użytkowników. Przełożyło się to na ponad 10 000 000 (tak, milionów!) wyświetleń! Dziś jednak owoce tej pracy mogą zostać zniweczone. Padliśmy ofiarą internetowych cenzorów, a co najgorsze – nie wiemy właściwie za co.Wspomniana platforma w ostatnich dniach nałożyła na nasze konto restrykcyjne ograniczenia. Widoczność zamieszczanych przez nas treści została drastycznie zmniejszona.Powód, jaki nam podano to… promowanie niewolnictwa, nielegalnej adopcji lub handlu ludźmi. To przecież zupełny absurd! Za chwilę opiszę Państwu w szczegółach, na czym polega problem, najpierw jednak chciałbym wyraźnie podkreślić: takie ograniczenia mogą zupełnie zniweczyć naszą pracę. Nie pozwalają nam docierać do nowych użytkowników, a tym, którzy regularnie odwiedzają nasze konto, znacznie utrudniają odbiór naszych postów.W dzisiejszych czasach obecność w internecie, a zwłaszcza w mediach społecznościowych, to podstawa bytu organizacji społecznej. Bez możliwości docierania z naszą misją i przekazem do odbiorców w internecie nie mamy szans na skuteczne prowadzenie działalności. Dlatego potrzebujemy Państwa pilnej reakcji – taka sytuacja zagraża misji Centrum Życia i Rodziny! Wspieram działania Centrum w tej trudnej sytuacji!Choć oskarżenia brzmią zupełnie absurdalnie, to niestety nałożona przez Facebook kara jest zupełnie realna. Na konto Centrum Życia i Rodziny nałożono ograniczenia dotyczące pozycjonowania treści. Mówiąc w skrócie: algorytmy internetowe działają tak, że gdy użytkownik polubił facebookową stronę osoby lub organizacji o podobnym do nas profilu działalności, w proponowanych stronach, które również mogłyby go zainteresować, pojawiała się strona Centrum. Niestety teraz nasza strona będzie przez algorytmy ukrywana i nie będzie już pojawiać się w propozycjach.Podobny mechanizm został nałożony na nasze treści docierające do użytkowników, którzy już nas obserwują. Do tej pory osobom, które interesowały się naszymi postami, automatycznie wyświetlały się nowe zamieszczane przez nas treści. Teraz to się zmieniło.Nawet jeśli dotychczas użytkownicy regularnie czytali nasze posty, nie będą one już podsuwane przez algorytmy. Oczywiście, nadal można je wyszukać. Wszyscy twórcy internetowi wiedzą jednak doskonale, że jeśli posty nie pokazują się użytkownikom automatycznie, z czasem odbiorcy zwyczajnie zapominają i przestają odwiedzać profil.Jest jasne, że takie ograniczenia mogą drastycznie zmniejszyć liczbę odbiorców, do których docieramy! Treści o obronie życia, małżeństwa i rodziny, które codziennie publikujemy, nie będą już pokazywać się użytkownikom Facebooka, a docieranie do nowych odbiorców stanie się niemal niemożliwe! Ale jest coś jeszcze: Facebook „ukarał” także bezpośrednio naszego współpracownika, który administrował profilem Centrum Życia i Rodziny i publikował tam posty. Jego konto zostało usunięte z platformy! To dla niego duża osobista strata – wraz z kontem utracił znaczącą część swojego dorobku zawodowego. Co więcej, nie ma możliwości ponownego założenia konta na swoje dane. Dostaliśmy surową karę! Ale najbardziej szokujące jest to, że dostaliśmy ją za rzekome promowanie zjawisk, które w rzeczywistości jednoznacznie krytykowaliśmy! Pomagam w walce z internetową cenzurą! Wspominałem już, że całe wyjaśnienie, jakie otrzymaliśmy od platformy Facebook, jest co najmniej kuriozalne.Powodem, który miał wpłynąć na nałożenie na nas ograniczeń, jest bowiem rzekome promowanie niewolnictwa, nielegalnej adopcji i handlu ludźmi.Przyznają Państwo, że brzmi to wręcz nieprawdopodobnie! Zajmujemy się przecież obroną życia od poczęcia do naturalnej śmierci, ochroną tożsamości małżeństwa i walką o prawa rodzin i rodziców, i takie też treści publikujemy na naszych profilach w mediach społecznościowych.Byliśmy zdumieni, gdy okazało się, że rzucane są przeciw nam tak nieprawdopodobne oskarżenia! Oczywiście natychmiast zaczęliśmy też przeszukiwać nasz facebookowy profil w poszukiwaniu treści, które mogłyby być uznane za promujące niewolnictwo, nielegalną adopcję czy handel ludźmi.I… coś znaleźliśmy. Przed trzema laty na profilu Centrum Życia i Rodziny udostępniliśmy artykuł z portalu Marsz.info, który traktował właśnie o niewolnictwie. Ale absolutnie nie był jego pochwałą! W treści opisywano przerażającą skalę tego procederu, wciąż powszechnego w niektórych rejonach świata, zwłaszcza wobec kobiet i dzieci. Jest oczywiste, że artykuł był potępieniem niewolnictwa i nie dało się odczytać tego inaczej. Przypuszczamy jednak, że to właśnie ten tekst mógł stać się pretekstem do nałożenia na nas restrykcji i ograniczenia widoczności naszego profilu. No właśnie – pretekstem. Co tak naprawdę jest przyczyną? Możemy tylko się domyślać. Strona Centrum Życia i Rodziny na platformie Facebook przez lata zebrała ponad 66 tys. obserwujących. Do tylu osób codziennie docierają publikowane przez nas treści ukazujące wartość małżeństwa, godność każdego ludzkiego życia już od poczęcia i jednoznacznie stające w obronie praw rodzin, a także posty zachęcające do organizacji i uczestnictwa w Marszach dla Życia i Rodziny.I być może to jest klucz do tej zagadki. Jesteśmy – o ile mi wiadomo – największym w Europie profilem promującym Marsze dla Życia i Rodziny, i tym samym jednym z największych na świecie. Dla porównania: brytyjski profil Marszu dla Życia ma 10 tys. obserwujących. Niemiecka czy hiszpańska strona zgromadziły ich nieco ponad 2 tys., a francuska – 14 tys. Dlatego śmiem przypuszczać, że prawdziwe przyczyny ograniczania naszej widoczności na Facebooku mogą być zupełnie inne niż oficjalne. Bo przecież obcięcie zasięgów naszego profilu nie zablokuje promocji niewolnictwa, ale bez wątpienia odbije się na widoczności treści pro-life i pro-family w internecie. Szczególnie mocno może zaś osłabić inicjatywę Marszów dla Życia i Rodziny, a właśnie w tym czasie rozpoczynamy przygotowania do tegorocznego sezonu marszowego, o czym pisałem Państwu ostatnio. Na pewno uderzy również w skuteczność naszych kampanii w obronie małżeństwa i rodziny. Dopiero co informowałem Państwa, ile emocji wywołują nasze posty pokazujące, że wprowadzenie tzw. związków partnerskich czy statusu osoby najbliższej kończy się umożliwieniem adopcji przez pary tej samej płci. Co będzie teraz? Tysiące internautów – tysiące Polaków – będzie mogło spokojnie dalej żyć w przekonaniu, że w tej ustawie chodzi o „odwiedzanie się w szpitalach” par żyjących w konkubinacie… Nie mam wątpliwości, że platformie Facebook nie w smak jest działalność takich stron jak nasza. Firma Meta (właściciel Facebooka i Instagrama) otwarcie deklaruje wsparcie dla społeczności LGBTQ+, m.in. poprzez specjalne „polityki bezpieczeństwa”, ochronę przed „mową nienawiści” oraz narzędzia promujące inkluzywność na swoich platformach.Linia światopoglądowa tego medium jest dość oczywista i powszechnie znana. Właściciel Meta Mark Zuckerberg jakiś czas temu oficjalnie przyznał zresztą, że od co najmniej kilku lat platforma blokowała konserwatywne treści. Wydaje się więc, że Facebook stosuje wobec nas nieczystą grę, pod absolutnie bezpodstawnymi zarzutami niszcząc nasz wieloletni dorobek i tym samym cenzurując treści promujące życie i rodzinę w internecie! Nie zgadzam się na ideologiczną cenzurę! Wobec tak absurdalnych zarzutów nie możemy biernie czekać na dalszy rozwój wydarzeń.Ten może być dla nas katastrofalny: jesteśmy na cenzurowanym i każde, nawet najdrobniejsze „wykroczenie” może zakończyć naszą obecność na największej platformie społecznościowej.Wykorzystaliśmy oczywiście możliwe ścieżki odwoławcze – niestety bez rezultatu. Na nic wyjaśnienia, że stawiane nam zarzuty są bezpodstawne. Ograniczenia z naszego profilu nie zostały zdjęte, a dodatkowo pozbawiono pracy człowieka, który żył z obsługi mediów społecznościowych. Ale ten cios nas nie powala: nie zamierzamy zrezygnować z mówienia prawdy o godności życia ludzkiego, tożsamości małżeństwa i rodziny czy zagrożeniach ideologicznych! W tej chwili jednak działamy w warunkach znacznie ograniczających nasze możliwości. Chociażby promocja treści na Facebooku jest dla nas właściwie zamknięta. Reklamy o charakterze społecznym podlegają bowiem ścisłym restrykcjom.Myślę, że zdają sobie Państwo sprawę, jak bardzo utrudnia nam to docieranie z naszym przekazem do potencjalnych nowych odbiorców i tym samym wpływanie na opinię społeczną. W tej sytuacji chcemy także rozwijać inne kanały komunikacji (np. w innych mediach społecznościowych), inne formy promocji w internecie (zwłaszcza płatne reklamy na stronach internetowych) czy nawet inne – niewirtualne – formy dotarcia do społeczeństwa. Tylko w ten sposób będziemy mogli promować nasz przekaz na wypadek, gdyby nasz profil na Facebooku został objęty dalszymi ograniczeniami lub – co gorsza – usunięty. A to realna możliwość, z którą, jak widać, musimy się liczyć.Dlatego w tym wyjątkowo trudnym dla nas położeniu, proszę Państwa o pilną pomoc! Nie możemy zgodzić się, by największe platformy społecznościowe, rządzące dziś de facto przekazem polityczno-społecznym i formujące opinię publiczną, zamykały nam usta.Już dziś musimy zadbać, by jednoznaczny przekaz o wartości życia, małżeństwa i prawach rodziny był obecny w przestrzeni internetu i mediów społecznościowych, ale do tego bardzo potrzebujemy Państwa wsparcia.Jaka to skala? Aby tak skutecznie docierać do ponad 66 000 użytkowników musieliśmy tylko w zeszłym roku wydać około 50 000 złotych na promocję i reklamy. Teraz, oczywiście, już nie będziemy płacić Facebookowi, ale aby docierać do kolejnych tysięcy, będziemy musieli ponieść przynajmniej połowę tych nakładów. Dlatego proszę Państwa o pilne wsparcie naszych działań w przestrzeni wirtualnej, zwłaszcza promocji naszych treści związanych z obroną małżeństwa, rodziny i życia dobrowolnym datkiem w wysokości 50 zł, 100 zł, 200 zł czy 500 zł, a jeśli mają Państwo taką możliwość, to nawet wyższą kwotą.Wspieram działania Centrum Życia i Rodziny w internecie! Wychodzenie z przekazem o wartości życia i rodziny do Polaków nie obędzie się w dzisiejszej rzeczywistości bez wykorzystania internetu. To cenne narzędzie, zwłaszcza w zdobywaniu uwagi ludzi młodych, którzy w przeciwnym wypadku mogą nie trafić na tego rodzaju treści.Proszę zobaczyć: w social mediach funkcjonują organizacje lewicowe, promujące agendę ideologiczną LGBT, a także organizacje jawnie popierające aborcję, a nawet umożliwiające jej dokonanie!Facebook od lat nie może (a może po prostu nie chce?) poradzić sobie z Aborcyjnym Dream Teamem, organizacją, która wprost reklamuje się jako pomagająca w aborcjach, co stoi przecież w jawnej sprzeczności z polskim prawem. Tymczasem na nasz profil nakładane są ograniczenia, popierane zupełnie absurdalnymi zarzutami, a odwołania od tej niesprawiedliwej decyzji są zwyczajnie ignorowane! Jest dla mnie oczywiste, że w internecie jest mnóstwo osób, które chcą nas zniszczyć. Hejt, jakiego doświadczamy w związku z naszymi działaniami jest ogromny. Ale nic w tym dziwnego: poruszamy tematy niewygodne, mówimy o tym, co inni woleliby przemilczeć, a jeszcze inni – zakrzyczeć. Sprzeciw wobec związków partnerskich i niszczenia małżeństwa, pokazywanie prawdy o okrucieństwie aborcji, demaskowanie ideologizacji szkół prowadzonej przez obecną władzę. Jasne, to wszystko może wywoływać wściekłość w naszych oponentach.Nie możemy jednak zgodzić się na tego rodzaju ideologiczną cenzurę!To już nie działania indywidualnych internautów, którzy bombardują nas wyzwiskami i wyśmiewają, bo nie podoba im się nasz przekaz. To działania cyfrowego giganta, który karze nas za coś, czego nie zrobiliśmy. Nie możemy dać zamknąć sobie ust!Głos w obronie godności życia, wartości małżeństwa i praw rodziny musi mieć swoje miejsce także w przestrzeni wirtualnej.Liczę na Państwa pomoc w tej sprawie! WSPIERAM DZIAŁANIA CENTRUM ŻYCIA I RODZINY! Dane do przelewu:Centrum Życia i Rodziny Skrytka pocztowa 99, 00-963 Warszawa 81 Nr konta: 32 1240 4432 1111 0011 0433 7056, Bank Pekao SA Z dopiskiem: „Darowizna na działalność statutową Centrum Życia i Rodziny”SWIFT: PKOPPLPW IBAN: PL32 1240 4432 1111 0011 0433 7056Centrum Życia i Rodziny Skrytka Pocztowa 99, 00-963 Warszawa tel. +48 22 629 11 76 |

