Radku, Mocarstwo atomowe nie da się sprowokować

Mocarstwo atomowe nie da się sprowokować

A dąży do tego usilnie minister spraw zagranicznych III RP Radosław Sikorski.

Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych III RP, należy do grona najbardziej zagorzałych europejskich podżegaczy wojennych nastawionych antyrosyjsko – wspierany przez swoją żonę Anne Applebaum, która publikuje teksty głównie w USA, na łamach ‚The Atlantic’. Przed wysuwanymi przez nich propozycjami politycznymi i militarnymi można jedynie ostrzegać!

W 1962 roku w USA ukazała się książka amerykańskiego analityka ds. bezpieczeństwa Hermana Kahna pt.„Thinking about the Unthinkable” („Myśleć o tym, co nie do pomyślenia”). W cieniu nadciągającego kryzysu kubańskiego i w okresie apogeum zimnej wojny pozycja ta niemal natychmiast stała się bestsellerem, gdyż zawierała rozważania autora na temat dotąd niewyobrażalny i moralnie nieakceptowalny: w jakich okolicznościach i na jakich warunkach mocarstwa atomowe mogą zostać wciągnięte w konflikt nuklearny oraz jakie błędy polityczne i strategiczne w polityce mocarstwowej mogą doprowadzić do wojny o katastrofalnych skutkach. Książkę niemal natychmiast przetłumaczono na wiele języków.

Od czasu publikacji tej książki minęło ponad sześćdziesiąt lat, a w myśleniu politycznym i strategicznym wiele się zmieniło. Mimo to pewne przemyślenia Kahna (które szczegółowo opisał jako kluczowy etap ‚drabiny eskalacji’) pozostają aktualne: jak zareagowałoby mocarstwo atomowe, gdyby przeciwnik dysponujący bronią jądrową zepchnął je do sytuacji, w której czułoby się poważnie ograniczone w podejmowaniu decyzji dotyczących własnej przyszłości? Do sytuacji, w której miałoby poczucie, że jego egzystencja jest poważnie zagrożona? Czy w takim przypadku nie sięgnęłoby po broń jądrową?

Wrzesień 2026 roku. W Kijowie odbywa się konferencja poświęcona bezpieczeństwu pod nazwą „Yalta European Strategy”, zorganizowana przez ukraińskiego miliardera Wiktora Pinczuka. Głównym mówcą był Radosław Sikorski. Podobnie jak w przeszłości, wygłosił on niezwykle wojownicze i agresywne przemówienie. Oświadczył między innymi, że „gdyby Rosja zdecydowała się nas zaatakować, pokonalibyśmy ją bardzo szybko”; chwalił się, że „mamy nad Rosją ogromną przewagę w siłach powietrznych, nawet nie licząc sił amerykańskich”; groził, że „skoro Ukraina w ciągu sześciu miesięcy wyeliminowała z użytku połowę rosyjskich rafinerii, my wyeliminowalibyśmy drugą połowę w sześć tygodni”; wzywał też do działań polegających na „bombardowaniu rosyjskich zasobów, dzięki czemu wojna sama wygaśnie”. Sikorski nie omieszkał oczywiście wtrącić drwiącej uwagi, stwierdzając, że „pierwotne ambicje Putina, by odwrócić skutki rozpadu Związku Radzieckiego i… stworzyć swego rodzaju Jałtę numer dwa… okazują się niemożliwe do zrealizowania”.

Sikorski nie jest osobą prywatną. Nie jest on zwykłym mówcą, który utrzymuje się z podróżowania na dobrze płatne konferencje, gdzie otrzymywałby tym wyższe honoraria, im bardziej skandaliczne byłyby głoszone przez niego poglądy. Sikorski jest ministrem spraw zagranicznych państwa, które jest znaczącym członkiem NATO w Europie. Powtarzające się wypowiedzi, w których Sikorski podjudza Sojusz Północnoatlantycki przeciwko Rosji, są zatem niezrozumiałe i nieodpowiedzialne w ustach człowieka, którego zadaniem i misją powinno być poszukiwanie rozwiązań dyplomatycznych i pojednawczych.

I w tym miejscu wracam do punktu wyjścia mojego dzisiejszego tekstu oraz rozważań Hermana Kahna. Czy Sikorski naprawdę wierzy, że groźby wojny z Rosją i „zaganianie tego kraju w kozi róg”  nie mogą doprowadzić do fatalnej w skutkach eskalacji? Czy nie obawiamy się, że mocarstwo atomowe – upokarzane przez nieustannie eskalujące ‚pomysły’  i groźby wszystkich tych Sikorskich, Merzów, Macronów i Starmerów (których liczba na Zachodzie zatrważająco rośnie) – mogłoby zdecydować się na użycie tak niszczycielskiej broni? Kahn odpowiada na to jednoznacznie: użyłoby jej.

Stworzenie swego rodzaju „Jałty numer dwa”  jest dziś niemożliwe. Choćby dlatego, że mocarstwa, które pod koniec II wojny światowej zebrały się w Jałcie, albo już nie istnieją (ZSRR), albo znacząco straciły na międzynarodowym znaczeniu (Wielka Brytania), albo z trudem radzą sobie z własnym osłabieniem (USA) w obliczu rosnącej roli innych potęg. Przede wszystkim jednak dlatego, że dynamika geopolityczna przenosi się dziś w inne rejony świata. Straszenie przez Sikorskiego powrotem do układu jałtańskiego jest zatem całkowicie oderwane od rzeczywistości.

Bombastyczne wypowiedzi ministra spraw zagranicznych i groźby wojny, która miałaby zniszczyć Rosję, mogą wprawdzie zadowalać obecne władze Ukrainy (choć z pewnością nie zwykłych Ukraińców, którzy jako pierwsi ucierpieliby na takiej eskalacji napięcia) czy odpowiadać niektórym politykom w krajach bałtyckich – a może nawet niemieckiemu kanclerzowi Merzowi, dla którego polityka kreowania zewnętrznego wroga jest ostatnią szansą na ukrycie rozpaczliwej sytuacji w rządzonym przez niego kraju; wezwanie Sikorskiego do wojny jest też na rękę Ursuli von der Leyen, jeśli sądzić po jej zdumiewających słowach wygłoszonych kilka dni temu w orędziu o stanie Unii.

Ulrich Siegmund podczas wieczoru wyborczego AfD w Magdeburgu

Ulrich Siegmund podczas wieczoru wyborczego AfD w Magdeburgu. Viktor Orban skomentował: ‚Zapnijcie pasy – to dopiero początek’

Jednakże tym, kto wojny nie chce – co jest zrozumiałe – jest opinia publiczna w krajach europejskich. Ludzie słusznie przeczuwają, że to oni najbardziej ucierpieliby wskutek ewentualnych działań wojennych i dają wyraz swoim obawom. Najnowsze wyniki wyborów do parlamentów krajowych w trzech niemieckich landach stanowią swoisty raport nie tylko o tym, jak kończą się rządy szalejących Zielonych wspólnie z progresywistami i zwolennikami wielokulturowości, ale także o lękach i obawach zwykłych ludzi przed eskalacją wojny, która może łatwo wymknąć się spod kontroli i zakończyć katastrofą.

Współczesne europejskie elity polityczne – do których zalicza się również Sikorski – zdają się nie traktować zbyt poważnie obaw swoich obywateli. Niezdolność polityków do zrozumienia rzeczywistości aż nazbyt przypomina tragiczną historię, jakiej Europa doświadczyła w XX wieku. Wygląda na to, że po raz kolejny nie wyciągnięto z niej żadnych wniosków.

Eine Atommacht lässt sich nicht provozieren

globalbridge.ch/eine-atommacht-laesst-sich-nicht-provozieren

Napisał: Ivo Strejček

Opracował: Zygmunt Białas