Zapnijcie pasy!…

Date: 18 ottobre 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/zapnijcie-pasy
Fotografie płomieni ogarniających ratusz w Limoges we Francji, wraz z tymi pokazującymi zawalenie się jego wieży zegarowej, obiegają świat. Takie zdarzenia wymagają jednoznacznego potępienia, podobnie jak akty grabieży, które towarzyszyły protestom w wielu regionach Francji.
Gdybyśmy jednak ograniczyli się do jedynie do tego poziomu rozważań, ograniczylibyśmy się jedynie do klasycznego przejawu małomieszczańskiego konserwatyzmu, który jest uzasadniony, ale jednocześnie dramatycznie krótkowzroczny. Wygłaszanie kazań na temat spalonych samochodów i rozbitych witryn, bez głębszej refleksji, świadczy jedynie o tym, że nie rozumie się jeszcze powagi sytuacji, w której się znajdujemy.
To, czego jesteśmy świadkami we Francji, a obecnie – choć w różnych formach – w wielu krajach europejskich (Hiszpanii, Portugalii, Albanii, Belgii, a od wczoraj także we Włoszech), nie jest bynajmniej zjawiskiem irracjonalnym.
Istnieją bowiem wydarzenia historyczne, które wydają się być irracjonalne jedynie z perspektywy lokalnej, ale nabierają oczywistej racjonalności, gdy spojrzy się na nie z wystarczającej “wysokości”.
„Racjonalne” nie oznacza „bezbolesne” ani „wolne od niesprawiedliwości”.
Trzeba nauczyć się patrzeć na dwie płaszczyzny analizy jednocześnie: tę, na której można oceniać konkretne czyny i konkretne osoby jako barbarzyńskie, niecywilizowane, wandalistyczne, oraz tę, na której można (i należy) zrozumieć, że historia jest zawsze rzeką, po której płyną szczątki i zwłoki, ale której nie zatrzymają żadne kazania.
To, co się dzieje posiada żelazną zbiorową logikę, nawet jeśli osoby w tym uczestniczące często mają jej ograniczone zrozumienie, lub wręcz żadnego.
Od wielu już lat, doświadczenia społeczeństw europejskich związane z ich klasami rządzącymi sprowadzają się do postrzegania ich jako anonimowego organizmu technokratycznego, ruchomej „gumowej ściany”, która funkcjonuje na „autopilocie” – całkowicie obojętnej na potrzeby ludności. Ten technokratyczny elitarny krąg powiązany ze światem finansów postawił sobie za cel uśpienie sumień za pomocą współczesnego opium dla ludu, jakim są media (rozrywka i info-tainment), oraz ujarzmienie opornych poprzez działania restrykcyjne (tutaj uderzenie pałką, tam zamknięcie dostępu do kont, tu uchwalenie jakiejś mało znaczącej ustawy wyborczej, tam unieważnienie wyborów itp.).
Ogólnym, niejawnym i niekwestionowanym założeniem europejskich elit jest to, że z pospólstwem nie dyskutuje się, a jedyne, co należy robić, to stosować na przemian kij i marchewkę.
Wszystko, co mówi się publicznie, jest zawsze kłamstwem wykorzystywanym do własnych celów, z wyjątkiem sporadycznych przypadków, w których również prawda jest traktowana instrumentalnie. Dyskurs publiczny stał się niekończącą się inscenizacją, która coraz mniej dba o zachowanie pozorów wiarygodności.
I tak, choć, nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzy w to, że Rosja zamierza nas zaatakować, nie powstrzymuje to jednak rzeszy instytucjonalnych szczekaczy przed codziennym powtarzaniem tych bzdur z całkowicie poważną miną. I oczywiście cały świat wie, że w tej grze bajek pompowanych przez tabloidowe gazety jedyną istotną kwestią, stałym punktem odniesienia niezależnym od zmieniających się okoliczności, jest chęć arbitralnego zarządzania środkami publicznymi, tak aby używać ich do realizacji interesów prywatnych.
Zasadniczo, elity rządzące od dawna przyzwyczaiły się do postrzegania społeczeństwa jako głupiego bydlęcia, dla którego racjonalne argumenty są bez znaczenia i które należy traktować z jednej strony używając selektywnych pochlebstw i ukierunkowanych uprawnień, a z drugiej – redukując je do stanu bezsilności.
Mechanizm ten potrafi funkcjonować i funkcjonuje przez długi czas. Aż do momentu, gdy już nie działa.
Ów system przestaje funkcjonować w dniu, w którym zbyt wiele osób traci zbyt wiele, by móc pozwolić sobie na pozostawanie w stanie letargu.
„Tracenia zbyt wiele” nie należy tu rozumieć jako coś w rodzaju „śmierci z głodu”. W nowoczesnym społeczeństwie, ludzie popadają w stan nieznośnego niedostatku na długo przed tym, zanim zaczynają „umierać z głodu”.
Dzisiaj, dla przykładu, brak możliwości korzystania z samochodu lub dostępu do internetu dla większości społeczeństwa oznacza odcięcie od świata, od pracy, od życia społecznego – po prostu od życia. A fakt, że samochody i telefony komórkowe były kiedyś dobrami luksusowymi, nie ma żadnego znaczenia: obecnie, właśnie to stanowi nowy poziom „uczestnictwa w życiu społecznym” – czyli to, co odróżnia życie od nie-życia.
Plebs – hodowany jak zwierzęta juczne – któremu od czasu do czasu daje się „panem et circenses”, gówniane robótki i telewizyjne ściemy – w dniu, w którym owa sztuczka przestanie działać, nie będzie wrażliwy na kwestie dobra publicznego, poszanowania własności, szacunku dla zabytków itp.
Podpaleń samochodów, zabytkowych budynków i sklepów dopuszczają się osoby pozbawione wartości kulturowych i etycznych. Jednak prawdziwymi winowajcami – tj. tymi, którzy powinni ponieść odpowiedzialność, są elity społeczne, które tej deprawacji chciały i które ją kultywowały, sądząc, że przyniesie im to korzyści.
Dzisiaj sytuacja jest na skraju wybuchu. Nawet jeśli obecna fala opadnie, jest to dopiero początek, ponieważ europejskie elity nie są w stanie – ani pod względem materialnym, ani kulturowym – skorygować kursu. Zapnijcie więc pasy, bo czeka nas katastrofa.