Co robić? – Ludzie powinni zadawać sobie pytanie „Jak to się dzieje?”

Co robić? Ludzie powinni zadawać sobie pytanie „Jak to się dzieje?

Izabela BRODACKA

Ludzie najczęściej zamiast zadawać sobie pytanie „Jak to się dzieje?” zadają sobie post factum pytanie: „jak to się stało?” Jak jest możliwe, że naród niemiecki uwierzył w to, że świat będzie lepszy po fizycznym wyeliminowaniu kilku różnych nacji? Jak mógł popierać prymitywnego, zakompleksionego wariata, który podpalił ten świat i spowodował śmierć milionów niewinnych ludzi. Oczywiście gdyby wierzyć zapewnieniom szeregowych niemieckich obywateli wszyscy oni byli przeciwni hitleryzmowi i cierpieli pod uciskiem groźnej nacji potężnych i okrutnych nazistów. Przeczą temu jednak dokumentalne filmy pokazujące tłumy wiwatujące w zbiorowej ekstazie na cześć Hitlera.

Być może zostali oszukani, być może pokąsał ich Hegel albo nałykali się tajemniczych pigułek Murti Binga. Jak pamiętamy te pigułki to symbol zniewolenia umysłu zaczerpnięty z powieści „Nienasycenie” Stanisława Ignacego Witkiewicza a spopularyzowany w eseju „Zniewolony umysł” Czesława Miłosza.

Tak czy owak w procesie norymberskim skazani zostali decydenci a nie wykonawcy rozkazów. Im dalej od II Wojny Światowej tym bardziej ci wykonawcy czują się niewinni i niewinne czuje się całe społeczeństwo niemieckie. Jeżeli zgrzeszyli to w swoim mniemaniu tylko głupotą i dziecięcą naiwnością. Tak łatwo uwierzyli, że wymordowanie Żydów zapewni światowi, a przede wszystkim Niemcom na wiek wieków spokój i dobrobyt.

Przywołuję tu Miłosza, bo on też miałby się z czego tłumaczyć. Podobnie jak inni hunwejbini rozkułaczający Bogu ducha winnych chłopów, wyrzucających uniwersyteckich profesorów oraz postulujących – jak Tadeusz Kroński- nauczanie zasad marksizmu kolbami karabinów. Podobnie jak mieliby się z czego tłumaczyć literaci podpisujący słynną listę hańby, listę poparcia dla prześladowania biskupa Kaczmarka. Ktoś kto popierał prześladowanie księży był głupi albo podły. Tertium non datur. Innej możliwości nie ma. A my dopuściliśmy żeby traktować tych ludzi jako moralne autorytety, pozwoliliśmy im przejąć rząd dusz, pozwoliliśmy im zawłaszczyć, naszą solidarnościową rewoltę.

To co się teraz dzieje w Polsce jest pokłosiem tamtej szlachetnej naiwności. Naiwności każącej wierzyć, że dzieci nie odpowiadają za grzechy swoich rodziców, nawet jeżeli czerpią korzyści z tych grzechów, że można zmieniać ordynację wyborczą w trakcie wyborów i ten fakt ich nie unieważnia.

Kiedy większość znajomych świętowała te pierwsze rzekomo wolne wybory ku ich oburzeniu odmówiłam w nich udziału. Podobnie jak najgorszego zdania byłam na temat obrad Okrągłego Stołu – gry do której karty zostały rozdane przecież pod stołem. Uważałam, że – jak ich nazywam- stalinowska grupa interesu chce nie tylko nic nie stracić ze zdobytych dzięki sowieckim tankom przywilejów lecz chce zyskać jeszcze więcej. Nie tylko zachować ukradzione prawowitym właścicielom domy i mieszkania, nie tylko ukraść przysłowiowy pierwszy milion lecz bezkarnie kraść kolejne uruchamiając takie mechanizmy jak FOZZ czy rabunkową rzekomą reprywatyzację. A przede wszystkim nie dopuścić do rozliczenia zbrodniczej totalitarnej ideologii tak jak rozliczony został faszyzm. Nie dopuścić do rzetelnej oceny rodzimych twórców totalitarnego systemu.

Kiedy większość znajomych głosowała za wejściem do Unii Europejskiej, nie tylko byłam temu przeciwna lecz protestowałam czynnie. Razem z dwiema rozsądnymi znajomymi z czasów konspiry rozklejałyśmy w okolicach Anina ulotki wyjaśniające konsekwencje tego fatalnego moim zdaniem w skutkach „anchslussu”. Było dla mnie jasne, że zainfekowaną lewacką ideologią w rezultacie długiego marszu przez instytucje Unia Europejska zacznie się walić pod własnym ciężarem i potrzebuje świeżej krwi, pokornych i naiwnych płatników netto, którzy będą traktować przynależność do UE jak dogmat, tak jak kiedyś traktowano przyjaźń z ZSRR.

Pozwoliliśmy aby za opozycję byli uważani dysydenci z komunistycznego systemu a nie żołnierze wyklęci nazywani przez nich bezczelnie i bezkarnie żołnierzami przeklętymi. Pozwoliliśmy aby za narodziny opozycji przeciwko komunizmowi traktować rok 1968 zapominając o więzionych i torturowanych akowcach, członkach WiN oraz zwykłych obywatelach, którzy przypadkiem wpadli w łapy bezpieki. Pozwoliliśmy aby koniec komunizmu ogłosiła w imieniu społeczeństwa zwykła komediantka, przepraszam znana aktorka. Pozwoliliśmy żeby zmianę ordynacji wyborczej w trakcie wyborów uznawać za zgodną z wyborczym prawem i żeby standardy moralne dyktowali nam komunistyczni oprawcy i ich dzieci.

Dlaczego teraz mamy się dziwić zasadzie, że sędziowie Trybunału Konstytucyjnego mogą złożyć ślubowanie nawet przed portierem i to ślubowanie ma być ważne, że można rzucić się z pięściami na prezydenta kraju i to pozostanie bezkarne, że wreszcie można posługiwać się niemiecką policją w trakcie interwencji w wewnętrzne problemy kraju.

Co należało zrobić 4 czerwca 1989 roku?. Odmówić udziału w sfałszowanych wyborach. Nie akceptować zmiany ordynacji wyborczej w trakcie wyborów. Nie akceptować ustaleń zgodnie z którymi przyznano zwycięzcom solidarnościowej rewolty tylko 35% mandatów.

Co należało zrobić wcześniej, w czasie strajku w stoczni? Pogonić tak zwanych doradców. Nie dopuścić aby dysydenci systemu komunistycznego, wyczerpawszy możliwości korzystania z tego systemu przejęli solidarnościową rewoltę. Ale to wszystko już prehistoria.

Ważniejsze jest co należy zrobić teraz. Nie pozwolić się zagadać naiwnym ugodowcom. W danej chwili jest trochę za późno na rozliczanie Wałęsy za donoszenie, a Kuronia, Geremka czy innych już nieżyjących za to z czym mamy obecnie do czynienia.

Nie jest jednak za późno żeby odwołać rząd utworzony pod symbolem 13 grudnia przez człowieka który kazał liczyć głosy podczas puczu służącego obalaniu rządów premiera Olszewskiego. Odwołać rząd utworzony przez oportunistycznych koalicjantów przegranych w parlamentarnych wyborach. Bo przecież ostatnie wybory parlamentarne wygrał PiS. Skorzystać z faktu, że koalicjanci którzy czują czując wiatr historii zaczynają trząść portkami.