Modzelewski: Na froncie walki z dezinformacją
Z tego, co na co dzień słyszymy, największym zagrożeniem dla Zachodu i wszystkich prawomyślnych obywateli „wolnego świata” jest i będzie dezinformacja.
Można odnieść wrażenie, że owo zagrożenie jest dużo większe od wojny, która – jak wiemy – jest już „nieuchronna” albo już „faktycznie” się rozpoczęła. Do wojny musimy się na gwałt przygotować, kupując na kredyt broń i uzbrojenie, a dezinformację trzeba koniecznie cały czas zwalczać już dziś, bo atakuje nas na każdym kroku. Zapewne tak trzeba, bo wolność słowa nie może służyć wrogom Zachodu. Dezinformatorzy (zapewne trolle Putina) są tak bezczelni, że szkalują nie tylko Unię Europejską, ale nawet ośmielają się oczerniać przywódcę Wolnego Świata w osobie prezydenta Donalda Trumpa, który (jakoby) ingeruje w nasze sprawy wewnętrzne i chce zmienić rząd w naszym kraju. I to z najbardziej proeuropejskiego na proamerykański. Tu dezinformacja przeszła wszelkie granice.
To zapewne bezczelne kłamstwo: w wolnym świecie takie działania nie mają i nie mogą mieć miejsca. USA może zmienić rządy w państwach nie należących do Zachodu (np. w Wenezueli), a my przecież doń już dawno „wróciliśmy” i oddaliśmy się mu bez reszty. „Światowe przywództwo” nigdy, ale to przenigdy, nie ingeruje w sprawy wewnętrzne państw demokratycznych, a my również nie jesteśmy przez kogokolwiek przymuszani do wydatków zbrojeniowych na koszt pokolenia: to są nasze suwerenne decyzje, bo się boimy „Ruskich”.
Nie jest również prawdą, że USA kupuje rosyjski olej napędowy w milionach ton; to przecież jest niemożliwe, bo światowe przywództwo murem stoi za „walczącą Ukrainą” i nie pójdzie na żadne kompromisy z „imperium zła”. To też przykład dezinformacji.
Sprawy walki z dezinformacją trzeba wreszcie uporządkować. Optymalnym rozwiązaniem byłoby ustawowe określenie listy informacji oraz poglądów, które mają status dezinformacji oraz wprowadzenie kary za ich powtarzanie. Lista powinna być ogłaszana każdego dnia do godz. 12.00 i obowiązywać wstecznie. Karze powinni podlegać wszyscy, którzy wcześniej podali zagrożone karą informacje lub głosili karalne poglądy. Nie zawracajmy sobie głowy jakimś tam „działaniem prawo wstecz”: że ten zakaz nie obowiązuje, zdążyliśmy już się przekonać na przykładzie wprowadzenia nowych podatków.
Dam kilka najważniejszych przykładów tego rodzaju dezinformacji, bo przecież nieprawdą jest, że:
* na Ukaranie ma miejsce jakakolwiek korupcja,
* kupujemy w Polsce najdroższą energię w tym stuleciu,
* mamy największe zadłużenie w historii,
* prezydent Zełenski ma pełne poparcie Waszyngtonu.
Nikt nie powinien bezkarnie tego powtarzać.
Już nie będę dalej dworować sobie z oficjalnej propagandy: gdzieś się pogubiliśmy – jest źle, gdy debata publiczna przypomina groteskę. Cenzura, którą nazywa się „walką z dezinformacją”, nie zmieni rzeczywistości, która jest widziana gołym okiem. Najgorzej, że zwalczane poglądy i informacje dowodzą fiaska dotychczasowej polityki, a ich zagłuszanie ma ukryć naszą porażkę, do której nie chcemy się przyznać. Pełne podporządkowanie się polityce amerykańskiej nie brało pod uwagę oczywistej tezy, że politycy amerykańscy nie są nawiedzonymi rusofobami. Powiem więcej, pomylono antykomunizm z pogardą dla Rosji, a przecież „komunistyczny” Związek Radziecki rozwiązał się sam w 1991 roku wbrew radom ówczesnego prezydenta USA. A współczesna Ameryka może potrzebować Rosji w wielkich rozgrywkach z antyamerykańskim Globalnym Południem. Nie można być dziś (i jutro) jednocześnie rusofobem i wielbicielem „światowego przywództwa”.
Zamiast zwalczać dezinformację, czyli również cenzurować wypowiedzi Donalda Trumpa, lepiej zacząć pilnie wycofywać się z własnych błędów. Rosyjska ropa jest naprawdę tańsza.
prof. Witold Modzelewski