„solidarność, siostrzeństwo i wszystkie te bullshity” madam Lempart – i Andrzej Wielowieyski [99 lat]


Łukasz Winiarski – Razprozak  [https://www.facebook.com/razproza]

Wyobraźcie sobie Państwo taką krainę, gdzie politycy wybrani przez naród, wyciągają temu narodowi forsę z sakiewki, żeby zapłacić ludziom odpowiedzialnym za robienie… antypaństwowej propagandy. Ludziom, którzy: usprawiedliwiają niszczenie fasady świątyń stanowiących dziedzictwo tego narodu, wzywają do osłabienia granic przed nielegalnymi najeźdźcami a nawet do terrorystycznego „wyłączenia państwa”, by do władzy mogli wrócić ich ulubieni politycy. Chciałoby się napisać, że to było gdzieś „za górami, za lasami” – ale to u nas, za oknem. Chciałoby się napisać, że to baśń – ale w baśniach są księżniczki, a u nas jest Lempart. I gdyby jakiś książę chciał ją pocałować, to prędzej on by się zmienił w ropuchę, niż ona w księżniczkę.

▪️ Jeszcze niedawno, zindoktrynowane przez lewacką propagandę, błyskawiczki grzmiały: tej siły już nie zatrzymacie. No tak, bo jak głosi stara zasada: ciało puszczone raz – puszcza się cały czas. Dziś są już znacznie mniej krzykliwe, aktywistycznie wykastrowane, uspokojone jak groźny pit bull, który przestał warczeć na intruza gdy dostał kość. Ale jednak, ich liderka nadal ma się świetnie i nadal robi dobry pieniądz na goleniu frajerów. Otóż senat postanowił ufundować naszym środowiskom polonijnym szkolenia z zakresu crowdfundingu, czyli zbierania pieniędzy od darczyńców. Warsztaty mieli z założenia prowadzić profesjonaliści, tymczasem jedne z nich prowadziła… Marta Lempart. Która jedyne co potrafi robić profesjonalnie, to rynsztok z buzi.

▪️ A więc, Marta objęła to wydarzenie swoim lempatronatem. Z informacji opublikowanych na portalu Salon24 wynika, że chęć udziału w szkoleniu, hojnie sfinansowanym przez Senat za 30 tysięcy złotych, wyraziło… 18 osób, a ostatecznie udział wzięło… 11.

Bardzo proszę nie śmieszkować – z jedenastu osób można stworzyć drużynę piłkarską! I trudno ustrzec się przed złym wrażeniem, że uczestnicy tego bulszitowego coachingu zrobiliby o wiele lepiej, gdyby poszli pobiegać za piłką, zamiast brać udział w tym seansie. Korzyści zdrowotne wynikające z aktywności fizycznej zostały potwierdzone tysiącami badań, natomiast nikt nigdy nie udowodnił jakichkolwiek korzyści, zdrowotnych ani jakichkolwiek innych, ze słuchania jak Martucha opowiada swoje indoktrynacyjne farmazony i dokonuje intronizacji głupoty. Ba – mam nawet teorię, że każda minuta słuchania jej, skutkuje bezpowrotną utratą od 2 do 3 szarych komórek – ale ta teoria wymaga jeszcze potwierdzenia w warunkach laboratoryjnych.

▪️ Na udostępnionym w sieci filmiku, madam Lempart opowiada polonijnym tłumom (sztuk: kilkanaście…), że pieniądze można brać od kogo się chce i wydawać na co się chce, a korzystając z luk prawnych, można nawet brać forsę z innych krajów i wykorzystywać ją do nawalania w przeciwników politycznych i propagandowego wpływania na wyniki wyborów. Na nagraniu Marta z lekceważeniem wypowiada słowa: „solidarność, siostrzeństwo i wszystkie te bullshity”.

Wiecie – łatwo ten drobiazg przeoczyć albo zmarginalizować, ale może właśnie na tym polega ta podstawowa różnica między naszymi obozami. Ja sobie nie wyobrażam ŻADNYCH okoliczności, w których mógłbym, publicznie albo prywatnie, podczas wywiadu albo przy piwku z kumplami, powiedzieć coś zbliżonego do słów: „Bóg, Honor, Ojczyzna i wszystkie takie pierdoły”. Dla mnie te wartości są święte i jako patriota uważam, że zawsze należy o nich wypowiadać się z należnym szacunkiem. Mogę narzekać na kondycję społeczną naszej Ojczyzny – ale sama Ojczyzna pozostaje świętością, okupioną krwią tysięcy przodków. Dla idolki lewactwa, jej feministyczne ideały to po prostu narzędzia do robienia forsy na naiwnych frajerach, i nic więcej. Doskonale to widać na podstawie jej słownictwa.

▪️ Podsumowując ten wątek: radykalna, agresywna, prostacko wulgarna, zapluta z nienawiści lewaczka, namawia środowiska polonijne do tego, żeby wywierały nacisk polityczny w Polsce za zagraniczne pieniądze – tymczasem polskie władze nie tylko nie zwalczają takiej postawy. One ją… FINANSUJĄ! Jawnie, otwarcie i zuchwale!

Zresztą, gdyby chodziło tylko o ten jeden raz, to można by było chwilę pobiadolić i za chwilę o tym zapomnieć. Ale nic bardziej mylnego, bo wiosną zeszłego roku media podały, że Senat przyznał fundacji Otwarty Dialog ponad 740 tysięcy złotych (!), a 170 tysięcy dostał… Komitet Obrony Demokracji. Jeśli zastanawiałeś się, czytelniku, czy ten żenujący, rozgdakany twór jeszcze żyje, odpowiedź brzmi: żyje, ma się świetnie i dzięki uprzejmości polityków Senatu, wyciąga ci forsę z kieszeni. Po prostu aktualnie nie broni demokracji, ani konstytucji ani praworządności, ale jak tylko do władzy wróci PiS czy przejmie ją jakaś inna Konfederacja, to, ho, ho – zaraz dziadki z megafonami znowu zrobią taki raban i będą kopać w balustrady wokół Sejmu tak głośno, że nawet wróble będą spieprzać do ciepłych krajów. A gdyby tego jeszcze było mało, to KOD dostał te pieniądze na projekt… „Polonijna sieć obywatelska”. Łączenie tych kropek to naprawdę proste wyzwanie.

▪️ Ale to jeszcze nie koniec tej tragikomedii. Pół roku po tym, jak media donosiły o ogromnych dotacjach dla fundacji, Senat nagle wydał zaskakujący komunikat – umowa z fundacją Kramka i Ludmiły, w sprawie jednego z projektów, została „rozwiązana ze skutkiem natychmiastowym”, a fundacja została zmuszona do zwrotu dotacji na ten projekt. Skąd ten „pożar w burdelu”? Otóż, zacytuję Onet: „Przypomnijmy, że Wirtualna Polska informowała jakiś czas temu, że fundacja Otwarty Dialog otrzymała od Senatu przeszło 57 tys. zł na organizację Londyńskich Czwartków Literackich w ramach konkursu „Senat–Polonia 2025”. Projekt miał promować polską kulturę za granicą — w Londynie miały zostać zorganizowane spotkania z polskimi pisarzami.

Sami autorzy nic jednak na ich temat nie wiedzieli. Sprawę opisał Szymon Jadczak. Wśród nazwisk podanych we wniosku widnieją znani autorzy i autorki, między innymi Jakub Żulczyk, Renata Grochal czy Norman Davis. Mieli pełnić rolę „wabików”. Jak sami twierdzą, o swoim udziale w projekcie nic nie wiedzieli. — Bardzo ciekawe. O ile mi wiadomo, nie mam żadnego związku z Fundacją Otwartego Dialogu i nie słyszałem o Londyńskich Czwartkach Literackich. Obawiam się, że różne osoby wykorzystują moje nazwisko w niecnych celach — komentował cytowany przez Jadczaka Davis. W podobnym tonie wypowiedział się Żulczyk”.

▪️ Ale, ale, żeby nie było, że się tylko czepiam – może i nie doszło do literackiego spotkania z Normanem Davisem, autorem cenionym na całym świecie, może i Davis nawet nie wiedział, że do jakiegoś spotkania z nim miało w ramach tego projektu dojść, ale za to – doszło do spotkania z, uwaga, uwaga… Klementyną Suchanow! Czyli zamiast legendarnego autora książek, w ramach projektu uwzględniono kumpelę Marty ze strajku wściekłych błyskawiczek, wariatkę, która wtargnęła do siedziby Trybunału, zdaniem mediów naruszyła nietykalność cielesną funkcjonariusza policji i oskarżono ją o sprofanowanie zabytkowego kościoła, czyli bolszewicki wandalizm. To trochę tak jakby zapowiedzieć spotkanie z Leo Messim, wziąć forsę na zorganizowanie tego przedsięwzięcia, a na koniec poinformować, że zamiast Messiego wystąpi Rychu Kalisz, ale wszystko ok, bo on też gra w piłkę, wystąpił w meczu polityków przeciwko dziennikarzom, więc wszystko się zgadza – bo i Leo, i Rychu to ludzie ze świata piłki.

📍 Zamiast epilogu, warto kilka słów napisać o szefostwie fundacji Otwarty Dialog, bo to na jej ręce nasz hojny Senat przekazał dziesiątki tysięcy na zorganizowanie szkolenia. Jest tam Andrzej Wielowieyski, ojciec gwiazdy „Gazety Wyborczej”, były poseł Unii Wolności, który w tym roku skończy, uwaga… 99 lat.

Jest niesławny Bartosz Kramek – fanatyk, który wzywał do majdanu i w 2017 roku wystosował rewolucyjny antypaństwowy postulat, cytuję dosłownie tytuł jego manifestu: „Niech państwo stanie: wyłączmy rząd!”, i chciał niszczyć zasieki na granicy, czyli nawoływał do osłabiania polskiego państwa w czasie jawnej inwazji nielegalnych uchodźców, podjudzanych przez KGB. Kolejna gruba ryba w fundacji to jego żona – równie fanatyczna i niebezpieczna Ukrainka Ludmiła Kozłowska (pełniąca funkcję prezesa tej fundacji). Następny: Marcin Mycielski, czyli publicysta „Wyborczej”, szef sztabu Kidawy-Błońskiej w wyborach prezydenckich i były redaktor naczelny najgorszego ścieku w polskim internecie – „Soku z buraka”, i na koniec, crème de la crème Michał Boni. Tajny współpracownik SB, którego może i nie dosięgła ręka wymiaru sprawiedliwości, ale dosięgła go ręka Korwina, który wypłacił mu z liścia. To nawet zabawne, że nazwę „Otwarty Dialog”, wybrały sobie najciaśniej zamknięte umysły w naszym kraju.

Tekst: Łukasz Winiarski – Razprozak 

#SalonOwiec