Sznurówki Olsena, albo jak demokracja walcząca zjada własny ogon
Republikaniec
salon24.pl/tedyiowedy/sznurowki-olsena-albo-jak-demokracjja-walczaca-zjada-wlasny-ogon
O mały włos radio nie stało się przyczyną mego ostrego lądowania w głębokim, bieszczadzkim rowie. Było lato zdaje się 2004 roku, jechałem po coś tam do Ustrzyk, z głośnika leciała audycja RMF. Pomiędzy jedną a drugą muzyką ochrypły baryton Witka Odrobiny ogłaszał wielką sensację – gdzieś tam, w tropikach oceanolodzy odkryli nowy, najmniejszy na świecie gatunek konika morskiego. No i dlaczego niby ta sensacja? Bo ten konik jest jeszcze mniejszy, niż poparcie dla rządu Leszka Millera. Parsknąłem śmiechem tak, że szarpnąwszy kierownicą omal, omal…
Sondażowo rząd DFT [znalazłem: to Donald Franciszek Tusk.. md] po dwóch latach, jak na swoje zasługi jeszcze się trzyma. W porównaniu z początkami na strzępach, ale jednak. Ale pamiętacie, co się dzieje z opinią ludu, tego ciemnego, co ponoć prawie wszystko kupi, gdy równowaga staje się chwiejna? Przylatuje motyl, siada po jednej stronie i bum, klapa. Jakieś tam komusze firanki do mercedesa, albo inne platformerskie ośmiorniczki za dychę.
DFT sprawą SAFE oberwał poważnie, kombinacje i coraz gęstsze tłumaczenia raczej dokładają w opinii szerokich mas wątpliwości, niż je rozwiewają. Płatne proSAFickie reklamy PGZ w zaprzyjaźnionych mediach też częściej wkur…rzają, niż przekonują. Chytry plan utykania i zasłaniania budżetowych dziur – księgowaną inaczej pożyczką może jeszcze nie idzie się czochrać, ale staje się politycznie bardzo, bardzo kosztowny.
Oczywiście, łapanie Ziobry i budowanie euro-koalicji na rzecz odnowy socjalizmu ETS-u dla tych, którzy myślą jak Krystyna Janda, na jakiś czas jeszcze wystarczy, zwłaszcza że co złego na stacjach benzynowych to Trump. Rzednięcie jednak medialnej osłony systemu przypomina o nieuchronnym upływie czasu. W najlepszym najgorszym przypadku do jesieni ’27 zostało zaledwie półtora roku z czterech.
Gdzie więc motyl? Całe stada, krążą, a nie najlżejsze wypuszcza ostatnio sojusznicza do niedawna wobec ekipy rządzącej lewicująca Wirtualna Polska. Udokumentowana opowieść o tym, jak powszechnie uniewinniony i biały jak leluja poseł mecenas Giertych robił (inkasując za to miliony złotych) w bambuko frankowych klientów Leszka Czarneckiego bije ostro w uczucia elektoratu raczej Wilanowsko – Jagodniańskiego, niż Wiejsko – Podkarpackiego. I nic nie pomoże dodanie, że bezpośrednim wykonawcą był sądzony aktualnie nadal kajdaniarz Foka.
Dołóżmy publikowaną tu i ówdzie mimo utajnienia oświadczenia majątkowego, mapę i cennik licznych nieruchomości rolnych ministra Żurka, nabytych legalnie z pensji, wystarczającej zaledwie by żyć jako-tako na prowincji, a atmosferka gęstnieje.
Dziś znów nowy kwiatek: w samym środku lib-dem-mordoru, Departamencie Równego Traktowania kancelarii najsamszego Prezesa Rady Ministrów, pozostającego pod wodzą niedawnej ministry, aktualnie pełnomocniczki do spraw równości Katarzyny Kotuli odwołano z funkcji zastępczynię dyrektorki bo… zaszła w ciążę i urodziła. Tylko i wyłącznie dlatego, do jakości jej pracy i kompetencji zawodowych zastrzeżeń nie było. Demokratycznie walczące także z demograficznymi problemami PL czynniki rządowe komentarzy odmawiają.
Wnerwia mnie od zawsze co innego – to, że prawdziwe powody, dla których nieudolną ekipę należałoby turnąć uchodzą bokiem, a decydują ostatecznie takie didaskalia. Ale w końcu samego Ala Capone posadzili nie za meritum działalności, a za podatki.