17 września – inwazja krwawego komunizmu na Kresy RP

17 września – inwazja krwawego komunizmu na Kresy RP

17 września 2026 pch24/17-wrzesnia-inwazja-krwawego-komunizmu-na-kresy-rp

17-wrzesnia-sowiety-Polacy.jpg

87 lat temu rozpoczęła się sowiecka agresja na Polskę, a z nią mordowanie polskich patriotów i masowe wywózki na wschód. Wskutek nieludzkich deportacji szczególnie mocno ucierpiał Białystok, tracąc piątą część mieszkańców.

Podobne, szacowane łącznie nawet na ponad milion osób potężne ubytki ludności poniosły także inne polskie kresowe miasta i wsie. Dlatego 17 września obchodzony jest również jako Międzynarodowy Dzień Sybiraka.

Agresja, która nastąpiła 17 września 1939 roku, była wynikiem tajnego układu Ribbentrop – Mołotow. Związek Sowiecki i niemiecka III Rzesza zawarły go kilka tygodni wcześniej, 23 sierpnia, uzupełniając później roboczymi uzgodnieniami.  Łącznie siły Armii Czerwonej skierowane w trzech rzutach przeciwko Rzeczypospolitej wynosiły około 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tysięcy czołgów i około 1 800 samolotów.

Zajęły nasze wschodnie tereny, włączając w granice ZSRS połowę powierzchni przedwojennej Polski wraz z około 13 milionami osób. Najeźdźcy zawartą 28 września umową o „granicy i przyjaźni”, przypieczętowaną wspólną paradą wojsk okupacyjnych w Brześciu, rozdarli Rzeczpospolitą między sobą. Granicę poprowadzili wzdłuż rzek Pisy, Narwi, Bugu i Sanu.

Na wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej rozpoczął się czas komunistycznego terroru, zbrodni i nieludzkich wywózek na Sybir. Prezentujemy wspomnienia ich ofiar.

Stanisław Jodkowski (1934 – 2009)

„Nasza rodzina mieszkała w osadzie Popławce niedaleko Grodna. Mój ojciec Hieronim był osadnikiem wojskowym, w randze starszego plutonowego. Mama miała na imię Antonina. Miałem dwie siostry – Annę i Klementynę oraz brata Mieczysława. Kiedy 17 września 1939 roku Sowieci zajęli nasze ziemie, zaraz zaczęły się aresztowania polskich patriotów, wówczas szczególnie wojskowych i leśników. Ojca aresztowano w październiku i słuch po nim zaginął. Dopiero w roku 1994 od prokuratury w Grodnie uzyskałem zaświadczenie następującej treści „Jodkowski Hieronim został aresztowany przez NKWD 3 października 1939 roku i skazany, jako społecznie niebezpieczny element, na 8 lat pracy w łagrze. Zmarł 20 lutego 1941 roku”.

Potem przyszli po nas. 10 lutego 1940 wczesnym rankiem do naszej osady Popławce przyjechało wielu enkawudzistów. Miałem wówczas zaledwie 6 lat. Zrobili rewizje w naszym gospodarstwie. Mamie kazali pakować toboły na daleką podróż. Poradzili, żeby koniecznie wziąć ze sobą ciepłe ubrania i żywność. Dobrze się złożyło, że akurat mieliśmy dużo wędlin od moich stryjków, którzy kilka dni wcześniej nas odwiedzili. Mróz był wielki. Posadzili nas, mamę z czwórką małych dzieci, z tobołami do sań i zawieźli na dworzec kolejowy w Wielkiej Brzostowicy. Następnie kazali wsiadać do wagonu towarowego, wyposażonego w dwupoziomowe prycze do spania, żelazny piecyk i otwór w podłodze do załatwiania potrzeb fizjologicznych. Do tego niedużego wagonu wepchnięto kilkadziesiąt osób.

Pamiętam, że podczas podróży drewniane drzwi wagonu pokrywały się lodem. Podróż była nieznośnie długa, szczególnie dlatego, że przez cały czas jej trwania w wagonie panowały smród, głód i chłód. W końcu transport dotarł do Ałtajskiego Kraju, do syberyjskiej tajgi. Mieszkaliśmy w drewnianym baraku. Praca tam była ponad siły, panował okropny głód, ziąb i choroby. Dużo ludzi umierało. Mama odeszła na wiosnę 1942 roku – z powodu wycieńczenia organizmu. Naszą czwórką nieletniego rodzeństwa zaopiekowała się pani Maria Zaniewska – sąsiadka z rodzinnej osady w Popławcach, również wywieziona z czwórką swoich dzieci. To była wspaniała kobieta. Opiekowała się nami aż do września roku 1943, kiedy to zawieziono nas do Polskiego Domu Dziecka w Zudziłowie na Syberii. Cały ten dom dziecka (75 wychowanków i 18 opiekunów) w lipcu 1946 przewieziono do Gostynina na Mazowszu. Ja i moje rodzeństwo do osiągnięcia wieku pełnoletniego byliśmy wychowankami domów dziecka”.  

Stanisław Pietrewicz ps. „Gałązka” (1926 – 2020), żołnierz dowodzonego przez Władysława Stefanowskiego ps. „Grom” oddziału zdziesiątkowanego przez Sowietów podczas Obławy Augustowskiej – w bardzo krwawej bitwie nad jeziorem Brożane.

„Nasze gospodarstwo znajdowało się na kolonii miasta Lipsk nad Biebrzą. Niedaleko od domu przechodziły ważne trasy komunikacyjne – drogi z Augustowa do Grodna oraz z Dąbrowy Białostockiej do Goniądza. Dlatego zaraz jak 17 września wkroczyli Sowieci, NKWD zrobiło w naszym domu swoją siedzibę. Nas oczywiście wygonili z domu do budynku gospodarczego. Było ich około czterdziestu. Na parterze domu urządzili sobie bazę łączności, a na strychu – obserwację terenu. W piwnicy zrobili areszt i tam trzymali tego, kogo uważali za osobę podejrzaną o wrogi stosunek do ZSRR. Wśród enkawudzistów byli też tajni agenci, którzy przebrani w cywilne ubrania jeździli po okolicznych wsiach i węszyli. Między innymi ustalali, które rodziny należy wywieźć na Sybir. Po cichu werbowali też konfidentów.

Kiedy w roku 1944 Sowieci weszli ponownie na nasze ziemie, mieli już przygotowane przez tych konfidentów listy AK-owców do aresztowania. Wielu ich wywieźli do łagrów. Pierwsze aresztowania były w październiku 1944. Nieco później – w lipcu 1945 podczas Obławy Augustowskiej, na podstawie tych list Ruscy prowadzili aresztowania, a później egzekucje w nieznanym do dziś miejscu. Zostałem zatrzymany, tak zresztą jak wielu innych. Przesłuchiwali, ale na szczęście nie było mnie na tych konfidenckich listach. A kto był, to zaraz wiązali mu sznurem albo drutem na plecach ręce, do samochodu i gdzieś wieźli. Słuch po nich zaginął”. 

Czesław Milewski, żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych ps. „Bernard” (1920 – 2013)

„Kiedy wybuchła wojna, byłem w ostatniej klasie gimnazjum. Należałem do Stronnictwa Narodowego. Zaraz jak Białystok zajęli Sowieci, rozpoczęli aresztowania moich starszych kolegów ze Stronnictwa. Mnie NKWD „zaprosiło” na przesłuchanie. Nie aresztowali, ale wiedziałem, że nie dadzą mi już spokoju i w końcu po mnie przyjdą. Dlatego zaraz uciekłem do moich kuzynów, którzy mieszkali w podbiałostockiej wsi. Ukrywałem się u nich jakieś trzy miesiące. Kiedy ustały zatrzymania, wróciłem do domu. Wielu moich kolegów ze Stronnictwa Narodowego Sowieci wysłali na Sybir, niewielu żywych stamtąd wróciło. Ruskim nie udało się jednak zatrzymać działalności naszej organizacji narodowej. Spotykaliśmy się potajemnie i organizowaliśmy akcje dywersyjne.

Za Sowieta było bardzo trudno prowadzić konspirację, gdyż NKWD miało wszędzie szpiegów, inwigilacja była totalna. Komuniści dopadli mnie dopiero po wojnie. To była zima 1946 roku. Wsadzili nas do wagonów i pod eskortą wieźli na Sybir. My się jednak nie daliśmy. W nocy wyrwaliśmy deskę ze ściany wagonu i skakaliśmy w głęboki śnieg. To nas uratowało od śmierci”.

Jan Priachin – Drucki Lubecki (1920 – 2009)

„W czasie agresji Sowietów na Polskę we wrześniu 1939 roku mieszkałem wraz z matką na Polesiu, w miasteczku Raków, niedaleko Mińska, obecnej stolicy Białorusi. 3 kilometry od Rakowa stał dwór majątku Nowopole, który zbudował mój dziadek – książę Hieronim Drucki Lubecki. Kiedy Sowieci weszli do Rakowa, wyprawiały się tam wówczas dantejskie sceny. Dopuszczali się oni gwałtów i zabójstw. Wielu miejscowych Żydów przyłączyło się do bolszewików i wydawało NKWD swoich dawnych polskich sąsiadów. Dla przykładu – Żydzi złapali kapitana KOP, zbili go okrutnie i ledwo żywego oddali bolszewikom, którzy go zabili. Później, kiedy NKWD aresztowało moją mamę, uciekłem do Wilna i niemal do końca okupacji tam się ukrywałem. Dobrze pamiętam jak Wilno w czasie wojny przechodziło co jakiś czas z jednej niewoli w drugą. Najpierw do miasta weszli Sowieci. Przez sześć tygodni robili swoje krwawe porządki, aresztując wybrane osoby. Potem Wilno oddali Litwinom, ci też prześladowali Polaków – no może w mniejszym stopniu niż inni okupanci, ponieważ nie stosowali deportacji.

Po niecałym roku litewskich rządów na powrót do Wilna wkroczyła armia radziecka. Zaczęły się aresztowania polityczne, a od czerwca 1940 masowe deportacje, przerwane dopiero atakiem Niemców na ZSRR w 1941 roku… Moja mama Maria Drucka Lubecka, zmarła w roku 1945, zaraz po wyjściu z więzienia NKWD w Nowej Wilejce. Sowieci zamordowali też mojego brata Jerzego. Mój wuj Konstanty Drucki Lubecki, który w roku 1939 był ostatnim dowódcą Wileńskiej Brygady Kawalerii, został zamordowany przez Rosjan. Mojego drugiego wuja Józefa Druckiego Lubeckiego zamordowali sowieccy partyzanci. Z całej mojej rodziny czasów powojennych doczekałem tylko ja”.

Ks. Władysław Podeszwik (1933 – 2021)

„Pamiętam taką sytuację z sowieckiej okupacji. Miałem wówczas iść do I Komunii Świętej. Przyszedł do naszego gospodarstwa chłopak od sąsiadów i mówi, że jego rodzinę wywożą na Sybir, a on się NKWD wyrwał i przyszedł schować się u nas. Udzieliliśmy mu schronienia. A to był niebezpieczny czas. Rosjanie bombardowali, strzelali na oślep. Taka właśnie zabłąkana kula zraniła poważnie moją ciocię. Sowieci spalili kościół św. Antoniego Padewskiego w Przytułach. Chcieli zamordować księdza proboszcza. Ten ocalał cudem. Schował się za drzwiami zakrystii, a więc powinni go znaleźć, ale on z wielką wiarą odmawiał Różaniec. Matka Boża zasłoniła go przed oczami bolszewików i tak ocaliła”.

Adam Białous

Fragmenty wywiadów ze świadkami historii z archiwum Adama Białousa

17 września 1939 – Rocznica końca Polski [z korektą]

Rocznica końca Polski

Zorard 18 września, 2025 zorard/rocznica-konca-polski

Dokładnie 86 lat temu, w nocy z 17 na 18 września 1939 (piszę to dokładnie o północy), z Polski haniebnie zwiał rząd z ministrem Beckiem oraz Naczelny Wódz Rydz-Śmigły. Zachowały się świadectwa, że Rydz-Śmigły miał jakieś wątpliwości, rozważał dołączenie do walczących oddziałów i chwalebne polegnięcie na froncie, Beck – główny grabarz II RP – zwiewał bez takich skrupułów. Człowiek, który pół roku wcześniej przesądził o losie Polski bredząc o honorze teraz okrywał się hańbą ucieczki.

Czy Beck i Śmigły-Rydz rozumieli wtedy błąd, który popełnili stawiając Polskę w sytuacji, z której nie było już dobrego wyjścia i trwając w tym uporze do końca? Źródła historyczne na to nie wskazują. Przeciwnie, raczej jeszcze bardziej racjonalizowali swoje fatalne decyzje.

Rydz-Śmigły wita się z Beckiem – 1938, jeszcze można było uniknąć katastrofy…

Ten dzień – 17 września 1939 – to dzień ostatecznego końca niepodległego państwa polskiego. Warto ten dzień wspominać póki jeszcze w ogóle są jacyś Polacy.

Warto, bo niepodległości tej nigdy nie odzyskaliśmy: PRL był sowieckim protektoratem rządzonym przez moskiewską agenturę, III RP jest kondominium żydowsko-amerykańskim rządzonym przez jawnych zdrajców, różnych Sikorskich, Morawieckich czy Tusków, ludzi żałośnie małych i całkowicie zaprzedanych swoim mocodawcom.

Ba! O ile PRL był formalnie niepodległy to III RP nie jest niepodległa nawet formalnie, bo formalnie jest częścią Eurokołchozu ze wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami – i tymi, które już odczuwamy i tymi, które odczujemy. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że w 1956 roku towarzysz Gomułka miał większe pole manewru niż obecnie mają lokalne władze nawet zakładając optymistycznie, że „dzierżące znamiona władzy” żałosne kreatury chciałyby z takowego pola manewru skorzystać.

Warto ten dzień wspominać i II RP wspominać także dlatego, że II RP – choć splamiona przeżarciem struktur rządowych masonerią, podwiązaną głównie pod loże francuskie – była jednak państwem niepodległym. A mimo intensywnych badań nie udało się znaleźć choćby cienia dokumentu, który potwierdzałby, że członkowie ówczesnego rządu czy naczelnego dowództwa sił zbrojnych byli zdrajcami, świadomie działającymi na szkodę Polski. *)

Oni po prostu byli zbyt głupi, zbyt otumanieni sukcesem jakim było w ogóle powstanie II RP, zbyt prostolinijni by rozumieć perfidię „sojuszników”, nie dość wyedukowani by rozumieć rolę żydowskich bankierów pociągających zza kulis za sznurki. Ale chcieli dobrze, tylko im to katastrofalnie nie wyszło bo sytuacja przerosła ich i to o kilka długości.

Więc choć na nich pluję we wstępie, to jednak i tak stali o niebo wyżej od obecnych naszych – pożal się Panie Boże – współczesnych mężyków stanu (że o „żonach stanu”, tych różnych ministrach i posłankach, nie wspomnę, bo ich poziom intelektualny przynosi wstyd i hańbę nie tylko Polsce ale w ogóle kobietom). To, że są to zdrajcy nie wymaga potwierdzenia w dokumentach – jest praktycznie jawne. Taki Sikorski na przykład, podwójne obywatelstwo, syn, który jest oficerem w US Army i żona Żydówka. Czy trzeba coś więcej by wiedzieć, że komuś takiemu nie leży na sercu los Polski i Polaków lecz jedynie jego pozycja w klubie globalistycnych kanalii, w którym odgrywa rolę lokalnego chłopca na posyłki?

Tu powinna nastąpić jakaś krzepiąca puenta, ale nie ma jej, bo ciężko oprzeć się pewnej analogii, pewnemu deja vue, kiedy akurat dziś naczelny zdrajca Tusk wygłasza przemówienia o potędze naszej armii, ponoć najsilniejszej w Europie a niedawna żałośnie grubymi nićmi szyta prowokacja z dronami (ktoś naprawdę w to wierzy? Albo w brednie, że Rosja dronami atakowała fabrykę strategicznych towarów jakimi są z pewnością panele podłogowe?) pokazuje, że nawet ta żałosna podróbka państwa polskiego może zostać wepchnięta w zupełnie zbędną wojnę z Rosją i Białorusią.

Biada nam.

==================================

*)

Tymczasem można przeczytać, np.

https://pch24.pl/amerykanska-partia-szachow

Dowodem w tej sprawie jest 
dokument przejęty przez hitlerowców po zdobyciu Warszawy wraz z 80 skrzyniami akt MSZ, 
a relacjonujący rozmowy 
polskiego ambasadora, hr. Jerzego Potockiego z ambasadorem USA w Paryżu, Williamem Bullitem w dniu 21 listopada 1938.

Bullit w rozmowie stwierdza, że państwa demokratyczne potrzebują jeszcze dwóch lat do pełnego uzbrojenia. W tym czasie Niemcy będą prawdopodobnie usiłowały kontynuować ekspansję w kierunku wschodnim. 

Życzeniem państw demokratycznych jest, by na wschodzie doszło do starcia między Rzeszą a ZSRR. 

Po wybuchu tej wojny może sie zdarzyć, że Niemcy oddalą się zbyt daleko od swej bazy i skazani będą na długie osłabiające działania wojenne. Wtedy dopiero państwa demokratyczne zaatakowałyby Niemcy i zmusiły je do kapitulacji.  Na pytanie Potockiego, czy USA wezmą udział w tej wojnie, Bullit odpowiedział: Bez wątpienia tak, ale dopiero, gdy Francja i Wielka Brytania uderzą pierwsze. W sprawie sytuacji Polski Bullit miał powiedzieć, że jest ona jeszcze jednym krajem, który podejmie walkę zbrojną, jeśli Niemcy przekroczą swe granice. Z tego ostatniego zdania zestawionego z wcześniejszymi wizjami uwikłania Niemiec na wschodzie, można wysnuć jasny wniosek, iż Bullit zakładał naszą klęskę, komunikował to Potockiemu, a jednocześnie oczekiwał, że Polska ten wybór podejmie, by znaleźć się ostatecznie w obozie zwycięzców. W końcu amerykański dyplomata miał przedstawić Potockiemu swą prognozę przebiegu wojny, mówiąc, że potrwa ona 6 lat i zakończy się zupełnym zdruzgotaniem Europy i komunizmem we wszystkich państwach, na czym skorzysta Sowiecka Rosja. 

Ówczesny rząd polski zgodził się na te warunki.

Nie byli to głupcy, lecz zdrajcy.

Wojna trwała 6 lat, jak zapowiedział Bullit.