KINGS i obcy agenci

KINGS i obcy agenci – Bartosz Kopczyński

Autor: AlterCabrio , 9 lutego 2026

Zabawne, jak dosłownie sprawdza się dziecięce przysłowie: „kto się przezywa, ten sam się tak nazywa”. Któż to stworzył dwie rotacyjne oligarchie, wydzierające sobie Polskę niczym postaw czerwonego płótna? Czyje dwie koalicje jedna po drugiej wprowadziły do Polski dalekie ludy, zadłużenie i obce programy ustrojowe, a wyprowadziły przemysł, finanse i uzbrojenie? A jakąż to cywilizację reprezentują starsi i mądrzejsi z POPiS-u? Bizantyjską, turańską czy żydowską?

Kopczyński: KINGS i obcy agenci

Jedna z głównych formuł uprawiania tzw. polityki w Polsce polega na obrzucaniu się inwektywami o byciu agentem obcego państwa, i zwykle jest to Rosja.

[Bo Polacy rozsądniejsi też używają sobie: Najczęściej swego przeciwnika, gdy nie potrafią przekonać, nazywają „żydowskim agentem”. Najczęściej jest to prawda, zresztą. md]

===============================================

Bartosz Kopczyński, wiceprezes Instytutu Wiedzy Społecznej im. Krzysztofa Karonia, autor książek z cyklu Poradnik świadomego narodu”.

W praktyce wygląda to tak, że gdy jakiś politykier POPiS-u nie chce podejmować merytorycznej dyskusji lub zamierza przykryć swoje brudne sprawki, lub kogoś nie lubi, lub nie wie, co powiedzieć, rzuca grom świętego oburzenia: „to agent Putina”, „to reprezentant interesów Rosji”! I to zamyka całą sprawię, no i szlus, nie trzeba rozmawiać, można dalej oddawać się swoim ulubionym procederom. W obecnej sytuacji obydwie strony pozornego sporu, czyli POPiS, są zgodne co do tego, aby takimi epitetami obrzucać Grzegorza Brauna i w ogóle całe środowisko Konfederacji Korony Polskiej.

Trzeba przyznać, że Rosja i Putin spadli POPiS-owi jak gwiazdka z nieba, tak samo jak całej europejsko-masońsko-satanistycznej kamaryli. Wszyscy oni mają świetny pretekst, aby tuszować swoje zdrady, machloje, głupotę i nieudolność. Wystarczy wskazać palcem i krzyknąć: „Putin!”, aby można było bezkarnie kraść. Wystarczy zakryć oczy oraz uszy, wydać okrzyk: „Rosja!” i można nie dostrzegać prawdziwych problemów z wolnością słowa, zaborem praw obywatelskich, migracją, ekonomią i zadłużeniem. Zaiste, gdyby nie było Rosji i Putina, to unijczycy musieliby ich stworzyć.

Od Zjazdu Tysiąclecia do KINGS

Oskarżenia ze strony POPiS-u pod adresem Korony zintensyfikowały się po sobocie 31 stycznia 2026 roku, czyli po wielkiej imprezie Korony pod nazwą Kongres Inicjatyw Narodowych, Gospodarczych i Samorządowych, w skrócie KINGS. W Łochowie odbyło się 12 paneli tematycznych o ważnych sprawach polskich, z udziałem kilkudziesięciu ekspertów i ponad 700 osób publiczności.

Na POPiS padł blady strach, a w ich wypowiedziach słychać przerażenie: ich dotychczasowe narracje rozpadają się jak domki z kart. Sytuacja globalna zmienia się w sposób dla nich niepojęty; ich specjaliści nie wiedzą, co się dzieje, ich politycy dławią się swoimi wyświechtanymi komunałami, a w Koronie – samo mięso. KINGS pokazał, że środowisko KKP jest duże, rozbudowane, prężne, energiczne i składa się z ludzi, którzy wiedzą, co się dzieje, wiedzą, co trzeba zrobić, i chcą dobrze. KINGS to nie był ciąg narzekań, jak jest źle – to projektowanie bliskiej już przyszłości wolnej Polski, bez POPiS-u.

To nie pierwsza wielka impreza Korony, lecz logiczny ciąg, zapoczątkowany przez Zjazd Tysiąclecia, który odbył się w październiku 2025 roku. Wówczas z okazji Tysiąclecia Koronacji Bolesława Chrobrego ponad 1000 ludzi spotkało się pod wspólnym hasłem: „Powrót polskich elit”, a już w styczniu, w Łochowie, na KINGS Polacy mogli zobaczyć polskie elity w działaniu.

Funkcjonariusze POPiS-u nie mogą tego zrozumieć, jak to możliwe, że coś tak wielkiego, prężnego i im nieznanego może toczyć się bez nich i poza nimi. Ci, którzy uwierzyli, że są bożkami Polaków i właścicielami Polski, nagle budzą się z ręką w nocniku i zatrważającą świadomością, że nie wiedzą, co się wokół nich dzieje, i że nie mają już Polakom nic do zaoferowania.

Kto tu jest obcym agentem?

Reagują oczywiście tak, jak potrafią – sztampowo i żałośnie. Polskojęzyczne media wyją o strasznej perspektywie wyjścia z Unii i NATO, o rosyjskich wpływach, o zaprzestaniu wspomagania Ukrainy, o faszyzmie, antysemityzmie, negowaniu Holokaustu, mizoginizmie, o wariatach i wąsatych prymitywach. Jarosław Kaczyński zaś po raz kolejny zarzeka się, że nie będzie współpracować z Braunem i jego zwolennikami, bo reprezentują inną cywilizację, wprowadzają wpływy ze Wschodu i są pod kontrolą rosyjskich służb, ich pomysły są niszczące dla Polski, chcą rozmontować państwo i stworzyć nową oligarchię.

Zabawne, jak dosłownie sprawdza się dziecięce przysłowie: „kto się przezywa, ten sam się tak nazywa”. Któż to stworzył dwie rotacyjne oligarchie, wydzierające sobie Polskę niczym postaw czerwonego płótna? Czyje dwie koalicje jedna po drugiej wprowadziły do Polski dalekie ludy, zadłużenie i obce programy ustrojowe, a wyprowadziły przemysł, finanse i uzbrojenie? A jakąż to cywilizację reprezentują starsi i mądrzejsi z POPiS-u? Bizantyjską, turańską czy żydowską? A może wszystkie naraz? [To prof. Koneczny pięknie zdefiniował jako mieszanka cywilizacyi. md]

No a z tymi wpływami z zagranicy, to czyj prominentny polityk ma obywatelstwo innego państwa? Kto poleciał do Benjamina Netanjahu składać hołd? Kto uporczywie oddaje cześć obcym świecom? Kto jest sługą Ukrainy i chce bronić granicy na Dnieprze? A czy to przypadkiem nie pan prezes Jarosław Kaczyński spotkał się z ambasadorem USA Tomem Rose’m, znanym syjonistą? Pan ambasador raczył poinformować pana prezesa, że nie życzy sobie, aby PiS podjęło współpracę z Braunem i jego ludźmi. Jarosław Kaczyński nie pełni oficjalnych funkcji w państwie i nie ma formalnych powodów, aby spotykać się z ambasadorem obcego mocarstwa. Kto więc jest tu agentem obcych spraw, i kto jest pod kontrolą obcych służb?

Wyspa Epsteina i afera podkarpacka

Ale to przecież USA, nasz super sojusznik, gwarant bezpieczeństwa i ładu na świecie, demokracji, praw człowieka i wolności – takiemu się nie odmawia, on nas obroni przed Putinem. Ale czy na pewno? Czy do polityków POPiS-u dotarła treść nowych strategii obrony USA, ogłoszonych w listopadzie i styczniu? Tam stoi jak wół: Europa ma sobie militarnie radzić sama już od 2027 roku. Jeśli więc politycy POPiS-u pognają nas do samobójczego ataku na Rosję, to znajdziemy się sami na łasce Putina. I to chcą zrobić ci, którzy wszystkich trzeźwych Polaków, niechcących wojny z Rosją, wyzywają od ruskich agentów. A z innej beczki – jakież to mocarstwo, te Stany Zjednoczone, i w ogóle cały wielce cywilizowany Zachód? Kto tym zarządza?

Czy przypadkiem nie stali goście Wyspy Epsteina, gdzie oddawano się uciechom gorszym, niż opisał markiz de Sade? Czy poza zwyczajną rozpustą nie składano tam ofiar? Co robiono tam z kobietami i dziewczynkami? [No i chłopczykami, pełen niewinności Kolego… md]

Świat właśnie dowiaduje się, jak bawią się ci, co wszystkim innym dyktują, co mają robić. I to właśnie tamci ludzie dyktują politykom w Polsce ich politykę, co zostało przypieczętowane ich własną hańbą afery podkarpackiej. A gdy w końcu dowiemy się, co tam się działo, jak wówczas będą wyglądali ci, co dziś oskarżają innych o współpracę z obcym mocarstwem? Najlepszą rzecz, jaką dla Polski mogą zrobić politycy POPiS-u, to odejść i nie zawracać głowy Polakom. Szkoda naszego czasu, energii i pięknego kraju, aby wciąż zajmować się ludźmi haniebnej przeszłości.

===============================================

Więcej podobnych treści Szanowni Czytelnicy znajdą w moich książkach z serii „Poradnik świadomego narodu”, czyli podstawowych pozycjach wiedzy patriotycznej. Przede wszystkim druga część wyjaśnia psychologiczne mechanizmy Wyspy Epsteina.

Źródło: DoRzeczy.pl

Więcej o KINGS.

Braun: Ogłaszam koniec dialogu

Ogłaszam koniec dialogu

[Dwie godziny odważnych rewelacji. MD]

Autor: AlterCabrio, 4 lutego 2026

Wraz z Grzegorzem Braunem analizujemy kulisy ujawnienia aktów Epsteina, wskazując na mroczne powiązania elit show-biznesu, polityki i służb specjalnych. Grzegorz porównuje amerykański skandal do niewyjaśnionych wątków afery podkarpackiej oraz ostrzega przed infiltracją polskiego państwa przez obce wywiady. W programie poruszono również tematy dotyczące relacji polsko-żydowskich, ideologii migracjonizmu oraz przyszłości sceny politycznej. Co przyniesie ten sezon polityczny i co zrobi Korona Grzegorza Brauna? Nasz dzisiejszy gość podsumowuje niedawny Kongres Inicjatyw Narodowych Gospodarczych i Samorządowych (KINGS), zapowiadając walkę o suwerenność Polski poza strukturami Unii Europejskiej.

Zapraszam na “Jan Pospieszalski Rozmawia #187”!

==========================================

GRZEGORZ BRAUN | JAN POSPIESZALSKI ROZMAWIA

KINGS: Zatruta żywność oznacza chore społeczeństwa

KINGS: Zatruta żywność oznacza chore społeczeństwa

kings-zatruta-zywnosc-oznacza-chore-spoleczenstwa

Liczba chorób cywilizacyjnych, zwłaszcza metabolicznych, nowotworowych gwałtownie rośnie. Mamy naprawdę chore społeczeństwa, i to nie tylko w Polsce. Na całym świecie obserwuje się ten efekt toksycznej żywności. Bezpieczeństwo żywnościowe jest silnie związane z bezpieczeństwem zdrowotnym – mówiła w trakcie Kongresu Inicjatyw Naukowych, Gospodarczych i Samorządowych (KINGS) doktor inżynier Jolanta Domańska z Katedry Chemii Rolnej i Środowiskowej lubelskiego Uniwersytetu Przyrodniczego.

Panelistka zwróciła uwagę, że bezpieczeństwo surowców i produktów roślinnych zaczyna się na etapie produkcji rolnej, czyli na żyznych, bezpiecznych, niezanieczyszczonych glebach. Chemizacja za pomocą nawozów naturalnych i sztucznych z jednej strony podnosi plony, zaś z drugiej – jej nadmiar powoduje złe skutki. Zbyt dużo dodatków azotowych przyczynia się do powstawania w roślinach niezwiązanych w białko związków azotu, szkodliwych dla ludzi i zwierząt.

Nadmiernie stosowane nawozy mogą się też przyczyniać do rozprzestrzeniania biogenów w ekosystemach, zagrażając zbiornikom i ciekom wodnym. Z kolei pestycydy, oprócz oddziaływania na patogeny, w niezamierzony przez rolnika sposób niszczą mikroorganizmy znajdujące się w glebie. To zaś wpływa na utratę żyzności ziemi, ze względu na pogarszającą się jakość materii organicznej.

Pod wpływem nawozów zmienia się też odczyn gleby. Niektóre nawozy azotowe zakwaszają ją, co wpływa na łatwą absorpcję toksyn, w tym metali ciężkich. Zanieczyszczenia później akumulują się w organizmach ludzi i zwierząt. Człowiek, będąc na szczycie piramidy pokarmowej może gromadzić ich najwięcej.

Widzimy w tej chwili, że liczba chorób cywilizacyjnych, zwłaszcza metabolicznych, nowotworowych gwałtownie rośnie. Mamy naprawdę chore społeczeństwa, i to nie tylko w Polsce. Na całym świecie obserwuje się ten efekt toksycznej żywności. Bezpieczeństwo żywnościowe jest silnie związane z bezpieczeństwem zdrowotnym – podkreśliła dr Domańska.

Wielkotowarowe, przemysłowe gospodarstwa, które zdominowały światową produkcję artykułów spożywczych, stosują na ogromną skalę chemię i pestycydy. Nawet autorzy raportów międzynarodowych – chociaż z zasady sprzyjają branży Big Food – przyznają, że tego rodzaju produkty przyczyniają się do zjawiska tak zwanego ukrytego głodu (hidden hunger bądź silent hunger). Cierpią na niego, według oficjalnych szacunków globalistów, nawet 2 miliardy ludzi.

Chodzi o stan wywołany konsumowaniem produktów wprawdzie określanych jako spożywcze, jednak ubogich w prozdrowotne składniki mineralne, przeciwutleniacze. Brakuje w nich żelaza, cynku, jodu, witamin A czy B12.

To jest żywność genetycznie zmodyfikowana, do wytwarzania której stosuje się agresywną chemię, pestycydy, Roundup. Ta żywność na pewno nie będzie prozdrowotna – zapewniała dr Domańska.

O walorach naszego jedzenia decydują: produkcja, gleba – w tym jej żyzność – oraz dystrybucja. Trwałość produktów sprowadzanych na przykład z innych kontynentów bądź trzymanych przez szereg dni na sklepowych półkach czy w magazynach, zależy od uprzedniego nafaszerowania ich chemią. Jednak to, co sprzyja sprzedawcom dbającym głównie o własne zyski, nie musi być i w tym przypadku nie jest korzystne dla konsumentów.

W ocenie dr Domańskiej, gremia naukowe i międzynarodowe nie proponują niczego sensownego w kwestii zaradzenia „ukrytemu głodowi”. Zalecają jedynie suplementowanie, czyli chemiczną odpowiedź na nadmiar chemii i niedobór odżywczych składników, które powinny być naturalnie obecne w naszej codziennej diecie, tak jak miało to miejsce jeszcze kilka dekad temu.

Bardzo ważne jest, żeby nasze polskie gospodarstwa były zróżnicowane, również pod względem obszarowym. Te najmniejsze dają szansę na największą bioróżnorodność. Najmniejsze, średnie mogą współistnieć również z gospodarstwami wielkotowarowymi. To wcale się nie wyklucza. Jednak tutaj potrzebne są rozwiązania zmierzające do tego, by te najmniejsze również mogły produkować. Ta kwestia powinna być rozwiązywana na poziomach różnych politycznych i innych – mówiła panelistka.

„Czysta” energia też niszczy ziemie uprawne

Dr Domańska, która naukowo zajmuje się między innymi tematem zanieczyszczania ekosystemów, poświęciła kilka chwil kwestii coraz powszechniej instalowanych w naszym kraju wiatraków i paneli fotowoltaicznych. Ich wpływ na środowisko następuje na różnych etapach i nie dotyczy tylko niszczenia krajobrazu.

Ponieważ tego typu instalacje wznoszone są w określonej odległości od zabudowań, już na wstępie inwestycji powstają osobne drogi dojazdowe. Wymaga to fragmentacji terenu, co już narusza ekosystemy.

Do budowy potrzebna jest ogromna ilość betonu. Przy eksploatacji zużywany jest olej do silników i skrzydeł. Niejednokrotnie następuje więc zanieczyszczenie gleby substancjami ropopochodnymi. Dochodzi tez do pożarów i uwalniania toksycznych substancji. Śmigła zbudowane są z bardzo trwałych tworzyw polimerowych, dodatkowo wzmacnianych szkłem, różnego rodzaju włóknami, bazaltem. Te elementy praktycznie nie podlegają degradacji. Są po kilkunastu latach eksploatowania zakopywane w ziemi.

Natomiast do wytwarzania paneli fotowoltaicznych używa się pierwiastków śladowych, występujących w bardzo małych ilościach. Ich wydobycie wymaga wykonania wielu przekopów, a przygotowanie do użycia – procesów chemicznych, których odpady również naruszają środowisko. – Nie można mówić, że jest to tylko czysta energia – podsumowała dr Domańska.

Not. RoM

Kultura i edukacja. Bezpieczeństwo tożsamościowe – kongres KINGS

Kultura i edukacja. Bezpieczeństwo tożsamościowe – kongres KINGS

Autor: AlterCabrio, 1 lutego 2026

−∗−

Kultura i edukacja. Bezpieczeństwo tożsamościowe

BONUS:

Braun zablokowany? KINGS – Dokąd zmierza Polska?

KINGS czyli nowa nadzieja dla Polski!

Bezpieczni czy zależni?! Polska i Polacy w stanie zagrożenia!

Kongres KINGS w Łochowie – Przepisy na Polskę wg. Konfederacji Grzegorza Brauna

Kongres KINGS w Łochowie

– przepisy na Polskę

Konfederacji Grzegorza Brauna

pch24.pl/kongres-kings-w-lochowie-przepisy-na-polske-konfederacji-grzegorza-brauna

(Fot. Facebook / Grzegorz Braun)

Środowisko polityczne skupione wokół Grzegorza Brauna stworzyło wspólną przestrzeń dla wielu środowisk spychanych na margines przez establishment III RP. Sobotni Kongres Inicjatyw Narodowych, Gospodarczych i Samorządowych (KINGS) odbył się w Łochowie z udziałem ponad 700 osób. Udział w nim wzięły też niezależne wydawnictwa i media.

Na wstępie panelu poświęconego kwestii wolności słowa moderator, redaktor Jan Pospieszalski zwrócił uwagę, że w „demokratycznej” Unii Europejskiej nie tak dawno doszło do kilku przypadków zabójstw dziennikarzy. Ma to wywoływać i wywołuje tak zwany efekt mrożący – powoduje, że niektórzy inni przedstawiciele tej branży będą powstrzymywać się od zabierania głosu w tematach niewygodnych dla władzy czy innych wpływowych sił.

Notoryczne dzisiaj ingerencje w wolność słowa realizowane są na różne sposoby. Należy do nich nadużywanie istniejących regulacji unijnych i państwowych.

Mecenas Rafał Dorosiński z instytutu Ordo Iuris powiedział, że najwięcej – bo ponad 12 tysięcy –  aresztowań za komentarze w mediach społecznościowych miało miejsce w Wielkiej Brytanii (dane dotyczą roku 2023). Daleko za Wyspami znalazły się w tej klasyfikacji Białoruś i Niemcy.

Sfera wolności słowa jest obecnie przestrzenią radykalnych, wciąż rosnących represji. Jednym z podstawowych, służących temu narzędzi jest koncepcja tak zwanej mowy nienawiści. Raz po raz słyszymy, że trzeba walczyć z „mową nienawiści”; że stanowi ona dla życia społecznego podstawowe zagrożenie.

Pojęcie to – jak zaznaczył prawnik – nie wzięło się znikąd. Ma bardzo jednoznaczne, marksistowskie  korzenie. Zostało ukute w ramach krytycznej teorii rasy. Weszło w obieg na początku lat 90. minionego wieku, z czasem stając się jedną z gałęzi ruchu woke („przebudzonych”).

Po II wojnie światowej, w trakcie debaty o traktatach odnoszących się do praw człowieka, państwa bloku sowieckiego szczególnie mocno naciskały żeby do unijnych traktatów wpisać zakaz propagowania „nienawiści”. Ich przedstawiciele utrzymywali, że zakaz nawoływania do przemocy nie wystarcza, gdyż – jak się wyrażali – „nie uderza w korzenie zła”. Należało zatem, w ich mniemaniu zdelegalizować „nienawiść”. – To długa tradycja sowiecka: stosowanie pojęć niejasnych, niedookreślonych, dających rządzącym swobodę rozstrzygania, jakie zachowanie jest „nienawistne”, a jakie nie jest – zauważył mecenas Dorosiński.

Na Zachodzie tak zwani intelektualiści przenieśli filozoficzne koncepcje marksistowskie – konkretnie walkę klas – na obszar kultury. Mamy więc do czynienia z permanentnym generowaniem konfliktu pomiędzy kobietami a mężczyznami, między mniejszościami seksualnymi a „normalsami”; między białymi a kolorowymi, i tak dalej.

Inżynierom społecznym potrzebny jest „nowy proletariat”, gdyż ten pierwotny w postaci klasy robotniczo-chłopskiej, nie spełnił swojej roli ze względu na swe dominujące nastawienie konserwatywne. Nowa lewica odnalazła ów „nowy proletariat” w różnego rodzaju grupach znajdujących się na marginesie.

Obecnie w głównym nurcie opinii cała debata wokół nienawiści, zwalczania dyskryminacji, koncentruje się wokół tych właśnie środowisk. – Wszyscy wiemy, jak obsesyjnie chroni się imigrantów i prowadzi politykę wspierania ich – zauważył mecenas Dorosiński. Dotyczy to rozmaitych grup mających potencjał destabilizowania społecznego porządku. Taki wpływ wywierają na przykład „mniejszości seksualne” w odniesieniu do rodziny.

Takie koncepcje jak „mowa nienawiści” zbudowane są wokół uciszania jednych poglądów, a wynoszenia na piedestał innych. Promowane są postawy i idee, które mają potencjał anarchizujący stosunki społeczne.

Innym skutecznym narzędziem jest walki z „dezinformacją”, malinformacją (prawdziwe informacje podawane rzekomo w złej intencji) i „misinformacją” (przekazywanie fałszywych informacji w sposób nieświadomy).

Również ten wytrych radykalnie wpływa na kształt debaty i wolności słowa.

Jan Pospieszalski nawiązał do kwestii swobody prowadzenia badań naukowych i wygłaszania tez „niezatwierdzonych” przez akademicki oraz medialny główny nurt. Wymienił w tym kontekście kilka przykładów.

Ojciec Michał Chaberek OP zajmujący się krytyczną wobec darwinizmu teorią inteligentnego projektu, w ramach uniwersyteckiego konserwatorium próbował zorganizować debatę pod hasłem „Wiara i rozum”. Spotkała go za to nie tylko napastliwa krytyka mediów, m.in. „Głosu Wielkopolskiego”, ale także ataki ze strony kurii biskupiej.

Dziennikarz Piotr Semka miewał wielokrotnie problemy z organizacją spotkań na temat polityki niemieckiej.

Rektor Uniwersytetu Toruńskiego nie pozwolił na publiczny wykład prof. Władysława Sinkiewicza na temat społecznych skutków procederu zabijania dzieci poczętych.

Oprócz więc represyjnych i stosowanych wybiórczo regulacji państwowych oraz nacisków władz różnego rodzaju i szczebla, istnieje jeszcze „polityczna poprawność” i kneblowanie debaty naukowej.

Do tłumienia opinii społecznej używa się bardzo chętnie artykułów Kodeksu karnego: 212 (zarzuty zniesławienia) oraz 216 (znieważanie).

Jan Pospieszalski doliczył się ponad 100 postępowań tego rodzaju, wytoczonych przedstawicielom tylko jednego środowiska skupionego wokół „Gazety Polskiej” i Telewizji Republika. Jak zwrócił uwagę, słynna ostatnio, zakończona skazaniem sprawa rzekomych gróźb emerytki z Torunia wobec Jerzego Owsiaka, została wszczęta na wniosek „pokrzywdzonego”.

Bez przesady z tą wolnością

Ostatnie 5 lat zmieniły nasze postrzeganie rzeczywistości – wskazał Paweł Lisicki. Pierwszym punktem zwrotnym, gdy uznano powszechnie, iż kategoria wolności słowa w pewnych przypadkach przestaje obowiązywać, była „słynna pseudopandemia”.

– Grupa skupiona wokół ośrodków władzy może narzucać swoje decyzje „w imię dobra wspólnego”, o którym decydują oni sami – opisał ten mechanizm redaktor naczelny „Do Rzeczy”. Wśród głównych rozgrywających w tamtym czasie wymienił ówczesnego szefa rządu Mateusza Morawieckiego oraz wicepremiera odpowiedzialnego za bezpieczeństwo, Jarosława Kaczyńskiego.

„Gdybym mógł, to bym poszedł na całość: wszyscy musieliby zostać zaszczepieni” – cytował słowa szefa PiS redaktor Lisicki.

Te same argumenty o nieważności zasady wolności w obliczu „siły wyższej” powtarzali zresztą także inni zachodni przywódcy. Twierdzili, że owszem, każdy jest wolny, ale swoboda kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innych ludzi. Moja nie może stwarzać zagrożenia dla innych. – Gdyby zastosować takie założenie w sposób konsekwentny, w ogóle zostalibyśmy pozbawieni wolności – zauważył red. Lisicki.

Współczesna ideologia polega na tym, że fakty nie mają znaczenia. W ostatnim czasie czytałem masę artykułów, których autorzy przekonywali, że im jest zimniej, tym tak naprawdę jest cieplej. A to, że nam się wydaje inaczej, jest jedynie kwestią subiektywnego odczucia – zauważył.

Publicysta przytoczył zabawne w gruncie rzeczy zdarzenie, do którego doszło podczas przemowy inaugurującej ponowną kadencję prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa w styczniu 2025 roku. Oznajmił on: „od tej pory państwo amerykańskie będzie uznawało, że są tylko 2 płcie: mężczyzna i kobieta”. To jakże „odkrywcze” stwierdzenie spotkało się z reakcją słuchających w postaci owacji na stojąco.

– Ta sytuacja dobrze pokazuje obecny stopień szaleństwa – podsumował redaktor Lisicki.

Oczywiście wolność można w ten sposób reglamentować na różne sposoby. Na przykład: rzekome nadużywanie wolności oddychania w postaci korzystania z domowego kominka władza karze odbieraniem takiej możliwości.

Panelista powiedział, że podczas „pandemii” w latach 2020 i 2021 na masową skalę zaczęto posługiwać się w propagandzie paradygmatem jednej, powszechnie obowiązującej „prawdy”. Inaczej myślących należy w myśl tej filozofii wykluczać z publicznej debaty.

Widać to też w przypadku kwestii klimatycznych. Ludzie domagający się twardych dowodów naukowych na tezę o wywołanym przez człowieka globalnym ociepleniu, piętnowani są jako „negacjoniści”, co kojarzy się mało przychylnie.  

Tak zwane politycznie poprawne ideologie narzucane są społeczeństwom poprzez media. W nagrodę otrzymują one od potężnych sponsorów wielkie pieniądze za udział w kolejnych przedstawieniach.

Gdy na agendzie pojawił się dogmat walki z globalnym ociepleniem, największe środki przekazu promowały książkę proroka tej ideologii Billa Gatesa. Prasa i portale publikowały mnóstwo artykułów na ten temat, oczywiście tylko w jednym, słusznym tonie. Z czasem okazało się, że do powyższych redakcji szerokim strumieniem płynęły wpłaty od organizacji należących do byłego szefa Microsoftu, który – nawiasem mówiąc – w ostatnim czasie zdążył już zmienić zdanie na temat kluczowego znaczenia „walki z klimatem” dla naszej przyszłości.

Jak ułomna jest debata publiczna w Polsce, pokazała też wojna na Ukrainie. Jak wskazał mówca, zasadniczo powinniśmy być zdolni do jasnego, nieskrępowanego definiowana własnego interesu. Tymczasem każdy, kto ośmiela się zgłaszać odrębne opinie w określonych istotnych kwestiach, pozycjonowany jest jako szpieg, wróg i obcy agent. Znów – podobnie jak przy okazji kategorii „mowy nienawiści” – trzeba tu nawiązać do czasów rewolucji bolszewickiej oraz Rosji Sowieckiej. To komuniści stosowali bowiem tę przewrotną metodę na masową skalę.

Wspólny mianownik tych trzech sytuacji [„pandemii”, globalnego ocieplenia, wojny na Ukrainie] stanowi budowanie globalnego systemu odbierającego ludziom zdolność samodzielnego myślenia, a także pozbawiający ich rozsądku i wolności. Naszą reakcją musi być w tej sytuacji obrona posługiwania się rozumem, odrzucanie szufladkowania każdego, kto ma „niepoprawne” poglądy.

W dalszej części panelu mecenas Dorosiński mówił o mechanizmie fact-checkingu, jako jednym z kluczowych elementów nowego systemu. Wielkie korporacje zobowiązały się płacić organizacjom zajmującym się „weryfikacją faktów”. Zgodnie z zawartym w tej sprawie porozumieniem, muszą jednak należeć do jednej z dwóch organizacji skupiających fact-checkerów. Pierwsza powstała z inspiracji amerykańskiego Departamentu Stanu w trakcie rządów Joego Bidena i za pieniądze Gatesów oraz George’a Sorosa. Drugą stworzyła Unia Europejska.

Taki dobór „weryfikatorów faktów” ma decydujący wpływ na kształt tej weryfikacji. Kiedy w 2020 roku w Polsce odbywały się na dużą skalę nakręcane przez media marsze feministyczne, liderki tego ruchu otwarcie nawoływały do robienia „dymu w kościołach”. Takie publiczne wezwania nie spotykały się jednak z oskarżeniami o „mowę nienawiści”.

Jak zwracał uwagę mecenas Dorosiński, regulowanie kwestii wolności słowa zawsze wymaga wprowadzenia jasnych standardów. Nasze mają za swoje źródło dorobek kultury zachodniej wyrastającej z filozofii greckiej, prawa rzymskiego i etyki chrześcijańskiej.

Druga strona nie przyznaje się do źródeł swoich rewolucyjnych inspiracji.

Energetyka: zejść z drogi prowadzącej do katastrofy

W panelu poświęconym energetyce wziął między innymi dr inż. Mirosław Gajer z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Jak podkreślił, niezbędną częścią każdego systemu elektroenergetycznego są stabilne źródła energii. Krajowy system musi generować dokładnie tyle mocy, ile wymaga operator, czyli ile wynosi aktualne zapotrzebowanie.

Przez 24 godziny na dobę mogą pracować elektrownie węglowe, gazowe i atomowe. Niczego innego ludzkość dotychczas nie wymyśliła. Opowieści o kontrolowanej syntezie termojądrowej możemy traktować w kategoriach science-fiction – zaznaczył uczony.

W grudniu minionego roku aż 67 procent wytworzonej w naszym kraju energii pochodziło z węgla. –  Jesteśmy w stanie przetrwać tę zimę dlatego, że wybudowano w 70. latach XX wieku szereg elektrowni węglowych. W styczniu wspomniany udział węgla w systemie może być jeszcze większy – wskazywał dr inż. Gajer.

W marcu 2021 roku zapadła decyzja o wyburzeniu powstającej w Ostrołęce nowoczesnej elektrowni węglowej o bardzo ograniczonej emisji zanieczyszczeń. W opinii naukowca stało się wówczas jasne że żaden blok węglowy w naszym kraju już nie powstanie. Czy więc realne jest zastąpienie „czarnego złota” na przykład energią z gazu?

Światowy rynek budowy bloków gazowo-parowych zdominowany jest przez 3 koncerny: General Electric, Siemens oraz Mitsubishi. W kolejce do nich czeka się obecnie nawet 5 lat – turbiny parowe nie leżą na półce w sklepie – wyjaśniał dr inż. Gajer.

Jak daleko pozostajemy od celu w kwestii budowy elektrowni atomowych? Dla przykładu, sąsiadująca z nami niewielka Słowacja posiada pochodzące z czasów komunistycznych dwa tego rodzaju zakłady. Mają one zainstalowane łącznie około 2,5 GW mocy.   

Gdybyśmy chcieli w Polsce dojść do takiego samego poziomu zaspokojenia zapotrzebowania,  powinniśmy – proporcjonalnie – zainstalować 18 GW mocy. Oznacza to konieczność wzniesienia aż 6 takich elektrowni jak u południowych sąsiadów. Tymczasem wiemy już, że przed rokiem 2040 nie powstanie ani jedna.

Francuzi budowali swoje bloki jądrowe po kilkanaście lat. Obecnie jednak proces ten trwa jeszcze dłużej i jest droższy.

Polska elektrownia ma kosztować co najmniej tyle, ile musielibyśmy wydać na 20 bloków węglowych w zlikwidowanej elektrowni w Ostrołęce.

Aby nasz system był racjonalny, udział w nim węgla powinien wynosić co najmniej 50 procent – ocenił dr inż. Mirosław Gajer.

Dr inż. Jerzy Majcher wskazał, iż nie istnieje bezpieczeństwo militarne kraju bez bezpieczeństwa energetycznego jego gospodarki. Trzeba więc uporządkować gospodarkę energetyczną tak by służyła rozwojowi państwa. Na progu tak zwanej transformacji ustrojowej, w 1990 roku Polska – wyłączając paliwa płynne – nie tylko była w tej sferze samowystarczalna, ale i eksportowała energię. Dzisiaj importujemy rocznie 12 procent swojego zapotrzebowania i już jesteśmy uzależnieni od dostaw z zewnątrz.

Równocześnie prowadzona jest przez władze państwowe oficjalna polityka dekarbonizacyjna. Zagrożenie widoczne jest już poprzez pryzmat harmonogramu wyłączeń elektrowni węglowych, stanowiących podstawę bezpieczeństwa. Naukowiec zachęcał do przyjrzenia się treści zamieszczonego na stronach rządowych Krajowego planu na rzecz energii i klimatu na lata 2021 – 2030. Wynika z niego, że władze konsekwentnie dążą do pozbycia się przez Polskę stabilnych źródeł.  

Są wycinane, siedzimy na gałęzi i piłujemy od strony pnia – obrazowo nakreślił sytuację naukowiec.

Plan zakłada natomiast przyspieszenie rozwoju kapryśnych OZE, w tym umieszczenie 205 gigawatów mocy w fotowoltaice, wiatrakach i magazynach energii. Ten sam dokument przewiduje, że będziemy mieć do czynienia z „luką mocową”. – Co to oznacza dla odbiorców? Racjonowanie dostaw energii. Nie zapewniają nam ciągłości zasilania, nie mówiąc już o jakości energii – wskazywał prof. Majcher.

W rządowy projekt wpisane są zatem znane starszym pokoleniom z własnego doświadczenia stopnie zasilania, czyli ograniczenia w dostawach. Redukcja poboru czeka również przedsiębiorców, co fatalnie odbije się na gospodarce.

– Bezpieczeństwa nie będzie można zbudować na strukturze zależnej od pogody – uprzedzał ekspert. Rezygnacja z największego skarbu naturalnego Polski skończy się więc katastrofą. Węgiel pozostaje niezmiennie najlepszym, najtrwalszym magazynem energii.

Uczony odniósł się do projektów związanych z elektrowniami jądrowymi. Patrząc realistycznie, każdy z nich powinien być obliczony na 100 lat – 10 trwać może budowa, 80 – eksploatacja i kolejną dekadę demontaż.

Profesor dr hab. inż. Ziemowit Malecha nazwał obecną transformację „konstruktem o cechach wielowymiarowego oszustwa”. Jak zauważył, na obecnym etapie promotorzy tego procesu nie mówią już, że tzw. odnawialne źródła budowane są po to, by ograniczać emisję CO2. Wmawia się za to opinii publicznej, że jest to przedsięwzięcie ekonomicznie uzasadnione. Ma być rzekomo tańsze, jednak prawdziwy obraz zaciemniany jest chociażby poprzez sztucznie narzucane tradycyjnej energetyce obciążenia, zwłaszcza podatek ETS. Wybitny naukowiec, uczestnik wielu zaawansowanych projektów (m.in. w Stanach Zjednoczonych) nazwał go „zbrodnią na energetyce, przemyśle i ciepłownictwie”.

Rozsądnym wyjściem byłaby modernizacja istniejących tradycyjnych elektrowni i wznoszenie nowych, znacznie mniej emisyjnych. Jednak w obecnym planie pierwszeństwo w systemie energetycznym mają docelowo… morskie wiatraki, patrząc całościowo – rozwiązanie droższe nawet od atomu.

Prof. dr inż. Andrzej M. Pawlak wskazał na podstawy zdrowego myślenia o energetyce. Niezależne wolne państwo buduje potencjał energetyczny żeby wspierać swoją gospodarkę. Najpierw musi powstać całościowy plan rozwoju Polski. – Trzeba wyznaczyć zakres i tempo rozwoju. Nie można startować od tyłu – mówił.

Panelista zwrócił uwagę słuchaczy na rzadko wspominany, lecz jego zdaniem najkorzystniejszy model geotermii, zwłaszcza tzw. suchej. W ramach tej metody ciepło pozyskuje się na głębokości 8-10 kilometrów z nieprzepuszczalnych skał, pośród których brak naturalnych wód termalnych. Woda wtłaczana jest w szczeliny skalne, tam jest naturalnie podgrzewana i następnie wydobywana na powierzchnię w postaci gorącej pary lub wody napędzającej turbiny. 

– To metoda dostępna w każdym miejscu Ziemi, najtańsza i bezpieczna, a „odpadem” jest w jej przypadku skroplona woda – mówił profesor Pawlak.

Świat układany na nowo

Prelegenci panelu „Suwerenność i bezpieczeństwo geostrategiczne” rozmawiali o nowym światowym rozdaniu politycznym, w tym – prawdopodobnym wycofaniu Stanów Zjednoczonych ze szczególnego zainteresowania Europą, zwłaszcza środkową. Brutalnie zdiagnozowali stan polskiej polityki zagranicznej w ciągu ostatnich dekad tak zwanej wolnej Polski.  

Krzysztof Baliński, wieloletni dyplomata w latach PRL i III RP mówił: – U nas w Ministerstwie Sprawiedliwości sformułowanie „polski interes narodowy” nie przechodzi przez gardło. Są to słowa wyklęte. Przemiany ustrojowe stworzyły nadzieję na zdefiniowanie interesu narodowego. Niektórzy mieli naiwną nadzieję, że wcielona zostanie dewiza Dmowskiego „Jestem Polakiem i mam obowiązki polskie” – wskazywał.

W przekonaniu panelisty kanon polskiego interesu narodowego padł w naszych czasach ofiarą formacji polityczno-ideologicznej, która każde myślenie w tych kategoriach zwalczała jako przejaw niesłusznej odmiany nacjonalizmu.

Wyrośli w kosmopolitycznym otoczeniu, wyssali z mlekiem serwilizm wobec obcych racji stanu. Nie używali słowa interes narodowy, za to bardzo często interes Ukrainy, Izraela, nawet Tatarów krymskich, ale nigdy Polski – mówił.

Wspomniał o ludziach stojących na czele MSZ w ciągu kolejnych dekad III RP. – Dziwne były kryteria doboru ludzi mających w założeniu definiować głos polskiego interesu narodowego. Pierwszym takim prawdziwym ministrem spraw zagranicznych został syn rabina. Kolejnym ministrem był potomek funkcjonariusza NKWD – wyliczał. – Jeżeli to wszystko podliczymy, to wśród tych pierwszych ministrów SZ czterech to byli potomkowie albo oficerów, albo funkcjonariuszy NKWD, dwóch – potomkowie funkcjonariuszy, czyli funków Komunistycznej Partii Polski. No i był – jest i dziś, bo już po raz drugi jest ministrem spraw zagranicznych – facet wypromowany do tej funkcji w dyplomacji przez wuja, który był majorem w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Później zaś był [minister] na tak zwanych studiach w Londynie. Tam go promował też major Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, nazywał się Bauman – mówił Krzysztof Baliński.

Profesor Jacek Janowski, badacz współczesnych mechanizmów władzy, wskazał na odbywającą się obecnie transformację światowego porządku. To zjawisko nowe, kształtujące się w sposób dużo bardziej dynamiczny i jakościowo inny niż miało to miejsce w przeszłości. – Kiedyś narody walczyły między sobą, silniejszy wygrywał. Teraz diametralnie inna sytuacja. Mamy transformację od porządku prawno-międzynarodowego do porządku globalnego. Można powiedzieć: „chcę Grenlandię”, „chcę Meksyk” i świat to przyjmuje – zauważył. Za najnowszy przejaw tendencji idącej w stronę zmiany sposobu zarządzania światem uznał firmowaną przez Donalda Trumpa Radę Pokoju.

W tym ujęciu przechodzimy właśnie od demokracji do technokracji. Od ładu opartego na prawie i wartościach, do porządku fundowanego na technologiach i możliwościach centralnego wpływania na losy świata nawet z jednego miejsca. Na przykład w sytuacjach kryzysowych dochodzą do nas karkołomne nakazy czy propozycje ideologiczne. Na ich podstawie mielibyśmy się w określony, ujednolicony sposób zachowywać, dostosowywać do wskazówek z anonimowego źródła.

To porządek świata nie oparty na logice, etyce, nawet nie na ekonomii, ale na założeniach. Wysterowanie, uzależnienie, podporządkowanie… – wymieniał.

To już nie państwa, ale ktoś ponad nimi dysponuje największymi możliwościami sprawczymi –  ekonomicznymi, informacyjnymi. Warunki brzegowe wyznacza ideologia. Następuje „prywatyzacja” świata.

Zaproszeni przez Konfederację Korony Polskiej analitycy upatrują szans dla naszego państwa na wschodzie. Profesor Adam Wielomski na pytanie o potencjalne, korzystne dla nas koniunktury wobec zmiany polityki amerykańskiej, wskazał dwa kierunki. – Otóż mamy jeszcze, co na przykład rozumie Viktor Orban – Federację Rosyjską, której nie lubimy, ale ona dalej, niestety cały czas jest. Myślę, że zamiast wygłaszać kolejne antyrosyjskie przemówienia, polskie kanały dyplomatyczne – o ile takie jeszcze istnieją – z Federacją Rosyjską powinny zacząć rozmowy, żeby się na przykład dowiedzieć, że gdybyśmy chcieli zrobić reset z Rosją, to właściwie czego konkretnie? Taka Rosja od nas, ale nie na zasadzie, że nam zagraża i tak dalej, bo Katyń, bo rozbiory, ale konkretnie dzisiaj i teraz – czego od nas chce. My nawet tego nie wiemy, nie pytamy się, nas to nie interesuje – ubolewał. Chociaż wyraźnie spodobało mu się – co zaakcentował – użyte kiedyś wobec niego określenie „polski odpowiednik Aleksandra Dugina”, zapewne zapomniał o jasno sformułowanym przez tego ideologa oczekiwaniu wobec Polski („Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno‑geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana istnieniem niepodległego państwa polskiego w żadnej formie” i inne wypowiedzi w tym tonie). Niestety, nie zwrócił na to uwagi żaden z uczestników dyskusji.

– No i wreszcie kierunek ostatni, Chiny. Polska traci w tej chwili swoją największą geopolityczną okazję, a mianowicie Chiny chciały przepuścić przez Polskę Nowy Jedwabny Szlak – mówił Adam Wielomski. Taka opcja miałaby spowodować, że „jeśli będzie szedł tędy Szlak, koleje, to Chiny nie mogą dopuścić, by latały tu Iskandery”.

Ideę Międzymorza uważa on za utopię ze względu na brak – w jego ocenie – wspólnych interesów z Chorwacją czy Bułgarią. Bardziej realistyczna jest dla niego Grupa Wyszehradzka, którą jednak Polska ostatnio „rozłożyła” ze względu na interes Ukrainy.

Z kolei Leszek Sykulski proponował Polsce strategię równoważenia wpływów mocarstw, zwłaszcza politykę „żadnych wrogów wśród sąsiadów”. – Pozostając w NATO, wiedząc o erozji USA, Polska powinna złożyć akces do BRICS+ i Szanghajskiej Organizacji Współpracy – przekonywał.

Gospodarczy układ z wymienionymi państwami miałby dać Polsce „większe gwarancje niż uformowanie pięćset-tysięcznej armii”.

Uczestnicy w osobnych panelach rozmawiali także o medycynie i bezpieczeństwie zdrowotnym, armii i służbach, złotówce i bezpieczeństwie finansowym, kulturze i edukacji, sądach, wolności gospodarczej, rolnictwie, leśnictwie i przetwórstwie, demografii oraz bezpieczeństwie życia i rodziny, a także wolności samorządów.

KINGS odbył się pod medialnym patronatem niezależnych mediów, w tym portalu PCh24.pl.

RoM, Łochów.

Braun na KINGS: Konfederacja Korony Polskiej jest głosem milionów Polaków

Braun na KINGS: Konfederacja Korony Polskiej jest głosem milionów Polaków

Kongres Inicjatyw Narodowych Gospodarczych i Samorządowych
Kongres Inicjatyw Narodowych Gospodarczych i Samorządowych Źródło: zdj. Izabella Paskuda

dorzeczy/braun-na-kings-konfederacja-korony-polskiej-jest-glosem-milionow-polakow

Trwa kongres programowy Konfederacji Korony Polskiej – KINGS. Grzegorz Braun w dosadnych słowach odniósł się do prób zablokowania wydarzenia, na którym pojawiło się blisko 1000 osób.

W kompleksie Arche Pałac i Folwark Łochów trwa Kongres Inicjatyw Narodowych Gospodarczych i Samorządowych (KINGS), organizowany przez Konfederację Korony Polskiej. Organizatorzy zapowiadali, że KINGS to „konferencja prezentująca ambitną, nowoczesną i odpowiedzialną wizję państwa”. Jak wskazują, w spotkaniu będą uczestniczyć eksperci, praktycy i liderzy opinii, którzy wspólnie tworzą program oparty na faktach, doświadczeniu i strategicznym myśleniu o Polsce. Kongres ma wyznaczyć kierunek i pokazać, jak może wyglądać państwo zarządzane w sposób odpowiedzialny, suwerenny i efektywny.

Polski poseł do Parlamentu Europejskiego Grzegorz Braun skomentował ostatnie kontrowersje medialne, które zaistniały wokół promowanej przez niego imprezy.

Przypomnijmy, że kilka dni temu na lokalnej grupie „Wspólnie dla Łochowa” pojawił się apel do właściciela obiektu, aby ten nie udostępniał lokalu na wydarzenie Konfederacji Korony Polskiej. Petycję poparła m.in. Akcja Demokracja, która domaga się nawet delegalizacji partii Grzegorza Brauna.

Braun: To jest śmieszne, ale jest też i straszne

Jakub Zgierski, przeprowadzając wywiad z liderem Konfederacji Korony Polskiej, przypomniał, że w sieci pojawiła się głośna petycja „przeciwko pobytowi Grzegorza Brauna na łochowskiej ziemi”.

Jak zauważył prezes Instytutu Wiedzy Społecznej im. Krzysztofa Karonia, na sobotnim kongresie pojawiło się blisko 1000 osób, i to pomimo medialnej nagonki. Wejściówki zostały praktycznie wyprzedane.

– Śmieszne jest to, że można próbować wykluczyć poza nawias życia publicznego – dziś w tym miejscu – setki, a w skali kraju tysiące, dziesiątki tysięcy działaczy oraz sympatyków Konfederacji Korony Polskiej. W skali kraju już nawet nie setki tysięcy, ale miliony Polaków, którzy postrzegają Konfederację Korony Polskiej jako swojego wyraziciela, reprezentanta, swoją partię. Jak można tych wszystkich Polaków chcieć z Polski wyrzucić, wypchnąć poza nawias życia debaty publicznej? To jest śmieszne, ale jest też i straszne – stwierdził europoseł Grzegorz Braun.

– Jest w tym, można powiedzieć, też i pewne piękno w jasności sytuacji. Piękno jest, kiedy prawda się wyostrza, wychodzi na jaw, kiedy – jak powiada Pismo – wychodzą na jaw zamysły serc wielu. Nie pierwszy i nie ostatni raz czytam, że kolejne pokolenie żydokomuny na łamach, stronach i portalach rozmaitych mediów gadzinowych, mainstreamowych, mediów eurokołchozowych domaga się mojego zniknięcia.

Kiedy czytam, że moi towarzysze, współpracownicy i sympatycy nazywani są faszystami, to przypominam sobie, że w 1926 roku, a więc prawie dokładnie 100 lat temu, właśnie taka decyzja zapadła na Kremlu. Kremlowskie Politbiuro, po rozczarowaniu związanym z biegiem zdarzeń w Polsce po zamachu majowym, wydało dyrektywę Kominternowi: Z polskimi patriotami walczyć pod hasłem antyfaszyzmu! Więc kiedy dziś „Gazeta Wyborcza” i inne media gadzinowe napadają nas pod tym hasłem, to pamiętajcie Państwo, że oni realizują stalinowską, kremlowską dyrektywę sprzed 100 lat – dodał prezes Konfederacji Korony Polskiej.

– Kolejne pokolenie, już nie dzieci, a wnuki, może prawnuki kominternowskiej żydokomuny, walczą z kolejnym pokoleniem polskich patriotów i nie ma w tym niczego dziwnego. Trzeba tylko to rozumieć i umieć temu sprostać – temu ciśnieniu sytuacyjnemu, które się chwilowo wytwarza. To jest właśnie walka o to, czy Polacy pozostaną w Polsce u siebie na swoim i kto będzie Polakami rządził, czy może, nie daj Boże, pomiatał – zakończył Grzegorz Braun.

=====================================

Jakub Zgierski @JakubJZgierski

„Kolejne pokolenie żydokomuny na łamach mediów gadzinowych, mainstreamowych, mediów eurokołchozowych domaga się mojego odejścia!” – p.@GrzegorzBraun_

Ja tymczasem pozdrawiam z Kongresu „KINGS”. Nie damy się zatrzymać!

https://twitter.com/i/status/2017508906851799231

==================================

Fritz: Nie zniżamy się do takiego poziomu

Jak podkreślił z kolei poseł Roman Fritz z Konfederacji Korony Polskiej, na szczęście właściciel przybytku w Łochowie nie ugiął się pod fatalną presją ze strony środowisk lewicowych.

– My się nie zniżamy, jako ludzie prawi, do takiego poziomu, żeby komuś w jakimś miejscu w Polsce odradzać spotkania, na przykład z marszałkiem Włodzimierzem Czarzastym czy premierem Donaldem Tuskiem. Po co? Jesteśmy za wolnością, za wolnością debaty publicznej, i jesteśmy za prawdą. Więc jeżeli ludzie chcą usłyszeć treści, do których są przekonani – droga wolna – stwierdził parlamentarzysta.

Jakub Zgierski wskazał na fakt, że co prawda Władysław Grochowski, prezes firmy Arche S.A, nie wypowiedział najmu sali w Łochowie, ale zadeklarował publicznie, że wszelkie zyski przeznaczy na pomoc dla walczącej Ukrainy.

– My oczywiście nikomu do kieszeni nie zaglądamy. Każdy ma wolność postępowania z własnym portfelem. Jesteśmy bardzo wdzięczni, że nam użyczyli tych wspaniałych obiektów. Gdy generowane są zyski, to oczywiście właściciele mogą przeznaczyć je na dowolne cele – podsumował Roman Fritz.

KINGS

Diana Ruchniewicz #KORONA2027 @DianaR_Korona

Wejściówek na KINGS już BRAK!

Zdjęcie

15,4 tys. wyświetleń

Mirosław Dakowski

@RudyRomek

Polscy patrioci nazwali swój zlot po angielsku. I co rozumiecie?

Diana Ruchniewicz #KORONA2027 @DianaR_Korona czeń

Kongres Inicjatyw Narodowych, Gospodarczych i Samorządowych. Ja tu nie widzę żadnego angielskiego słowa