Powstanie Warszawskie. Braun OSTRO: Nigdy więcej niech się to nie powtórzy

Powstanie Warszawskie. Braun OSTRO: Nigdy więcej niech się to nie powtórzy

1.8.2026 nczas/powstanie-warszawskie-braun-ostro-nigdy-wiecej-niech-sie-to-nie-powtorzy

Grzegorz Braun
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. / foto: PAP

1 sierpnia 1944 r. w Warszawie wybuchło powstanie, które – pomimo bohaterstwa żołnierzy i cywilów – zakończyło się klęską, śmiercią ok. 200 tys. osób i olbrzymimi stratami materialnymi. Z okazji 82. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego przypominamy opinię na jego temat lidera Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna.

W Warszawie 1 sierpnia 1944 r. do walki stanęło ok. 40-50 tys. powstańców. Powstanie planowane na kilka dni trwało ponad dwa miesiące. W czasie walk w stolicy zginęło ok. 18 tys. powstańców, a 25 tys. zostało rannych.

Poległo również ok. 3,5 tys. żołnierzy z Dywizji Kościuszkowskiej, którzy we wrześniu 1944 roku przeprawili się przez Wisłę, aby pomóc walczącemu miastu.

Straty wśród ludności cywilnej wyniosły ok. 180 tys. zabitych. Pozostałych przy życiu mieszkańców Warszawy, ok. 500 tys., wypędzono ze zniszczonego miasta, które po powstaniu Niemcy niemal całkowicie zburzyli.

Braun o Powstaniu Warszawskim

Z perspektywy czasu decyzję o rozpoczęciu powstania w Warszawie krytycznie ocenia prezes Konfederacji Korony Polskiej i polski poseł do Parlamentu Europejskiego Grzegorz Braun.

– Bardzo chciałbym, aby młodzi Polscy patrioci nie zatrzymywali się na poziomie auto egzaltacji tą hekatombą, tym horrorem, chciałbym, aby czcząc pamięć dzielnych rodaków, żołnierzy, z których nie wszyscy byli profesjonalnymi żołnierzami, żeby nie popadali w pochwałę amatorszczyzny w prowadzeniu wojny. Żeby nikt nie czcił składania ofiary z 11-letnich chłopców na ołtarzu ojczyzny. Bardzo chciałbym, abyśmy wydorośleli – komentuje Powstanie Warszawskie i kult wokół niego stworzony Grzegorz Braun.

– Zróbmy Polskę tak, żeby to nie wymagało składania ofiary z dzieci. Każdy niech złoży ofiarę z własnego życia, jeśli uzna to za stosowne, ale niech nie rozporządza cudzym życiem – podkreślił poseł.

– Zaprawiajmy się do profesjonalnej wojaczki, a nie rozpaczliwych aktów, które jak się okazuje nikogo do niczego nie przekonują i nie dają nam żadnej gwarancji, polisy ubezpieczeniowej, przed spychaniem do kategorii najgorszych wyrzutków historii. Mimo Powstania Warszawskiego, przecież Polacy są bardzo łatwo zaliczani do obozu nazistów, antysemitów, faszystów i winowajców II wojny światowej i Powstanie Warszawskie nas przed tym w żaden sposób nie zabezpiecza – powiedział Braun.

– Nigdy więcej, niech nigdy więcej wojskowi nie wyręczają się cywilami, niech nigdy więcej dorośli nie wyręczają nieletnimi, mężczyźni niech się nie zasłaniają kobietami, nigdy więcej niech się to nie powtórzy. My sobie w cichości ducha tak mówmy, niech inni na około myślą, że jesteśmy wariatami skłonnymi do samobójstw, ale my na poziomie elity przywódczej nigdy więcej nie traktujmy insurekcjonizmu jako wzorcu, po który wolno sięgnąć polskiemu politykowi, liderowi, przywódcy – podkreślił. Lider Konfederacji KP przypomniał, że kiedyś nieudane samobójstwa były karane – nawet więzieniem.

Polskie biesy

Polskie biesy

Autor: Redakcja , 25 lipca 2026 ekspedyt/polskie-biesy

Polska historia jest używana przez, no tak po prostu, przez obcych, przez obcych narodowo, kulturowo, cywilizacyjnie, obcych i wrogich, do tego, żeby obsługiwać Polaków, żeby zarządzać ich percepcją. A tacy Polacy, którymi obcy zarządzają, stają się łatwi w obsłudze  i potem służą jako podpałka, jako materiał łatwopalny do rozpętywania jakichś kolejnych majdanów środkowoeuropejskich

W rozmowie z Grzegorzem Braunem dowiadujemy się o biesach polskiej historii. To trudna rozmowa, gdyż odbrązawia polskie historyczne postacie, do tej pory stojące na piedestałach polskiej historii. Pochylamy się nad polską skłonnością do pięknych gestów, zamiast do pragmatyzmu. Okazuje się, że ta przywara polskiego charakteru zdaje się być mocno zewnętrznie stymulowana. Braun omawia tez skutki sprowadzania polskiej historii do insurekcjonizmu.

Omawiamy trzy obszary: instytucję – tu Komisję Edukacji Narodowej, datę – Konstytucję 3 maja oraz postać: Tadeusza Kościuszko.

Obalanie polskich mitów nie jest u Brauna przyczynkiem do ojkofobii, przeciwnie – postuluje wydobycie się z fałszywych postaci i mitów w bolesnym niekiedy procesie dojścia do prawdy. Każe także uważać na polskie biesy, które pojawiły się grubo przed Dostojewskim.

Abstrakcjonizm, to znaczy nie prowadzimy rachunkowości, tylko uprawiamy gesty i uwaga, nam się zdaje, że to nasze własne gesty. A myśmy zostali zaproszeni na scenę w cudzym teatrze…

Otóż błąd, problem Polaków w diagnozowaniu, w rozpoznaniu własnej historii, do tego się w pewnym skrócie sprowadza, że gest został podniesiony do rangi czynu politycznego, że emocjonalność zastąpiła racjonalność i że parada łże bohaterów przesłoniła… parada marionetek tak skupiła na sobie uwagę, że nie patrzymy po tej nitce do góry kto tam pociąga sznurki.

Narodowe powstanie z kanapy

Narodowe powstanie z kanapy

20.07.2026 Autor:Marek Skalski nczas/narodowe-powstanie-z-kanapy

NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP

„Proszę nie rozsiadać się wygodnie w żadnym fotelu. Proszę Państwa o powstanie z kanapy, narodowe powstanie z kanapy, po to żeby w roku 2027 dobre sondaże nie tylko się potwierdziły, ale po to, żebyśmy naszym dobrym wynikiem zaskoczyli przede wszystkim samych siebie” – apeluje Grzegorz Braun, komentując kolejny już, dwucyfrowy dla „Korony…” wynik badania opinii publicznej.

W rozmowie z Markiem Skalskim polityk odniósł się także do perturbacji wokół aktualizacji nazwy swojej formacji oraz „nawrócenia” (oby na stałe i szczerze!) i urealnienia podejścia polityków PiS i Konfederacji do banderowskiej Ukrainy.

Marek Skalski: Szczęść Boże, Grzegorzu. Możemy powiedzieć Czytelnikom, że jesteś przewodniczącym Konfederacji Korony Polskiej – i tutaj nowość – Grzegorza Brauna.

Grzegorz Braun: Daj Boże! Potwierdzam, chociaż jest tu pewien niuans. Mianowicie odebraliśmy korespondencję z sądu, który z jakichś przyczyn nie chce zarejestrować zmienionej i przegłosowanej przez kongres rozszerzonej nazwy naszej partii. Przypominam, że wcześniej była to Konfederacja Korony Polskiej, a teraz, żeby uniknąć brzemiennych w wyborczych skutkach pomyłek, kongres przegłosował, że będzie to Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna.

Tej delikatnej, rozszerzającej korekty z jakiegoś powodu sąd nie chce wpisać do rejestru. Czekamy na uzasadnienie tej decyzji. Może ono być ciekawe, bo już nam się to zdarzyło w życiu naszej partii. Mniej więcej 5 lat temu wystąpiliśmy do sądu z nie tak znowu szeroką gamą skrótów, które przysługiwać by miały w dokumentacji urzędowej partii. Konfederacja Korony Polskiej chciała mieć formalne prawo do posługiwania się skrótem „Korona”. Wówczas sąd zatrudnił biegłego językoznawcę, który napisał ekspertyzę wykluczającą zarejestrowanie Konfederacji Korony Polskiej z formalnym prawem do rzeczonego skrótu. Zobaczymy więc, czy jacyś biegli językoznawcy wejdą do akcji także i na tym etapie. To są takie drobne potyczki, które musimy staczać w drodze, co tu dużo mówić, po odzyskanie niepodległości.

Oby ta mitręga była tylko natury biurokratycznej. Wiemy bowiem, że sędziowie mają swoje poglądy i mogą sypać piachem w oczy, ale miejmy nadzieję, że to jest akurat bardziej ta pierwsza opcja…

Pół biedy, jeśli to są ludzie, ale – cytując klasyka – bywa, że to nie ludzie, to wilki. Zobaczymy, na kogo trafiliśmy w tym przypadku.

Decyzja o zmianie nazwy umotywowana jest tym, że być może części wyborców łatwiej będzie zidentyfikować formację i łatwiej będzie zdecydować się na oddanie głosów. Jest o co i o kogo walczyć! Z sondażu IBRIS dla Rzeczpospolitej wynika, że w tej chwili obie Konfederacje mają już około 26 proc., natomiast PiS niecałe 25 proc. To pokazuje potęgę partii prawicowych, a zwłaszcza „Korony…”, która blisko 2 proc. zyskała względem poprzedniego notowania tej pracowni. Ciekawe jest także to, że zanim Ty i Twoje środowisko zostało wyrzucone z Konfederacji, oceniano siłę ważoną tej partii (wówczas zjednoczonej) na jakieś 20 proc.

Nie chcę być akurat tym, który będzie się najbardziej małostkowo skupiał na zaszłościach z przeszłości i nie chcę czerpać niskiej satysfakcji z tego, że czas ujawnia, urealnia i pokazuje, jaki jest rozkład sił i jakie są bardziej właściwe proporcje polskiego patriotyzmu na prawej stronie sceny politycznej, bo Czytelnicy sami to widzą i sami mogą oceniać. Co do sondaży, to jest oczywiście miła rzecz, że już nie są Państwo zwodzeni, oszukiwani co do zdolności wyborczej Konfederacji Korony Polskiej. Warto przypomnieć, że jeszcze rok temu o tej porze nie mieliśmy nawet stałego miejsca w sondażach. Zaczęliśmy być uwzględniani w badaniach dopiero opinii po wyborach prezydenckich, nie wcześniej.

Wcześniej, przez pół roku ja się czasem pojawiałem w sondażach, ale jakimś tajemniczym zrządzeniem badający redakcje jak ognia unikały wymieniania nazwy partii Konfederacja Korony Polskiej. Nazwa formacji była też jakoś tam przekręcana, redukowana. Często była to albo sama „Korona…” bez mojego nazwiska, albo pojawiała się jako partia Brauna. Konfederacja Korony Polskiej jest ważona i mierzona systematycznie od lata ubiegłego roku.

Cieszę się, że nie jesteśmy spychani pod próg wyborczy, poniżej tej poprzeczki 5 proc. i że dość się znormalizowało to, że przysługują nam wyniki dwucyfrowe. Cieszę się, ale zawsze zastrzegam, że sondaż to nie jest gwarancja, to jest zaledwie promesa, po którą musimy sięgnąć. Szeroki front gaśnicowy, by odzyskać niepodległość, musi sięgnąć po egzekutywę, po jakieś istotne przyczółki niepodległości. Musi sięgnąć po władzę, a to znaczy po odpowiedzialność za bieg spraw państwowych. Proszę nie rozsiadać się wygodnie w żadnym fotelu. Proszę Państwa o powstanie z kanapy, powstanie narodowe z kanapy, po to, żeby w roku 2027 te sondaże nie tylko się potwierdziły, ale żebyśmy naszym dobrym wynikiem zaskoczyli przede wszystkim samych siebie.

To, co będzie wypisane na drukach wyborczych – czy sąd ostatecznie łaskawie pozwoli, by Państwowa Komisja Wyborcza wymieniała naszą nazwę rozszerzoną o moje imię i nazwisko – nie jest wykwitem jakiejś mojej megalomanii, tylko po prostu pewną potrzebą. Ujawnił to zresztą sondaż zamówiony i wydrukowany przez NCz! Rozszerzona nazwa to jest może procent, może nawet i dwa, więcej. To jest nie do pogardzenia. Wchodzimy na poziom wyraźnie niebalansujący na progu wyborczym, tylko już mówimy o perspektywach tego, w ilu dziesiątkach będzie się liczyło posłów klubu Konfederacji Korony Polskiej. W tym kontekście rozszerzenie Konfederacji Korony Polskiej o Grzegorza Brauna może dla niektórych wyborców mieć takie wyjaśniające znaczenie.

Też mam rezerwę wobec sondaży, bo tak naprawdę prawdziwy sondaż jest w dniu wyborów i dobrze wiem, jaka jest „kuchnia” części badań. Bywa, że ma znaczenie, kto zamawia sondaż, jakie ma oczekiwania i tak dalej… Natomiast tendencja jest na pewno wzrostowa i myślę, że to jest jednak zasługa obecnej koalicji rządowej, bo dzień bez afery w ostatnich tygodniach to jest dzień stracony. Mam też wrażenie, że wielu polityków szeroko rozumianego obozu centroprawicy – polityków Konfederacji Wolność i Niepodległość, ale również Prawa i Sprawiedliwości – wchodzi regularnie w buty „Korony…”. Ostatnio na sali plenarnej Parlamentu Europejskiego pani posłanka Ewa Zajączkowska-Hernik w sposób powiedziałbym bardzo symboliczny i dramatyczny porwała flagę banderowską…

A dzień po tym wydarzeniu głosowane było stanowisko zaproponowane przez Komisję Spraw Zagranicznych w sprawie ewentualnej akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej i w sprawie dalszego bezalternatywnego wspierania Ukrainy w jej polityce wojennej. Władze kijowskie z powodzeniem realizują bowiem koncepcję uczynienia wojny przemysłem narodowym Ukrainy i nawet podstawowym towarem eksportowym, bo to eksport broni, eksport także ludzi, kadr, ostrzelanych fachowców, psów wojny na różne kontynenty.

To jest w tej chwili przemysł narodowy Ukrainy i Eurokołchoz to zaakceptował. Eurokołchoz właśnie na poziomie tej Komisji Spraw Zagranicznych, w której obradach mam nieprzyjemność systematycznie uczestniczyć i na poziomie Komisji Europejskiej traktuje to bezalternatywnie. Ukraina ma być filarem systemu bezpieczeństwa europejskiego.

Przyjęcie Ukrainy do Unii Europejskiej to jest rzecz opcjonalna, względna, to jest raczej retoryka. Ważne, że Bruksela postawiła na banderowski Kijów, bo postawił Berlin, bo postawiły też inne zachodnie stolice, np. Londyn. Choć jest on już poza Eurokołchozem, ale w tym temacie występuje jako głównym „szczwacz” i podżegacz wojenny. Natomiast do tej debaty wreszcie wprowadzona została sprawa promocji banderyzmu, bo to jest nie tylko akceptacja, przyzwolenie przez zaniechanie, ale to jest – na Ukrainie – aktywna promocja banderyzmu. Więcej będzie radości z jednego nawróconego pisiora niż ze stu sprawiedliwych konfederatów…

Wreszcie wprowadzono do debaty publicznej kwestię potępienia kultu ludobójców ukraińskich i wynoszenia na piedestał i na afisz UPA – Ukraińskiej Powstańczej Ludobójczej Armii, która najbardziej zasłużyła się bojami z widłami i siekierami na bezbronne dzieci, kobiety i cywilów w dowolnym wieku. Więc te tematy weszły do debaty także w PE w postaci szeregu poprawek, z których większość została niestety odrzucona w kontekście wspomnianego stanowiska Komisji Spraw Zagranicznych w sprawie akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej. Gdzieś tam dodano w dokumentach i deklaracjach jakieś wyrazy ubolewania. Póki co jednak Ukraina nie schodzi z drogi akcesji do Eurokołchozu, a on nie schodzi z drogi bezalternatywnego wspierania kijowskiego reżimu. Ale powtórzę: dobrze, że się niektórzy obudzili i z PiS-u, i z NeoKonfederacji.

Pamiętam nie tylko przemilczenie tematu, ale także aktywne wyszydzanie i dyskredytowanie tych, którzy – jak Konfederacja Korony Polskiej – podnieśli hasło: stop ukrainizacji Polski, stop banderyzacji polskiej racji stanu. Myśmy byli odsądzani od czci i wiary. Więc teraz jest lekko groteskowy ten wysyp robotników ostatniej czy przedostatniej godziny, ale kierując się właśnie ewangelicznym wskazaniem absolutnie przecież nie odrzucamy tych potępień banderyzmu. Lepiej późno niż wcale. Oczywiście polityka historyczna jest bardzo ważna, ale to jest metapolityka, to nie jest polityka bieżąca, twarda. Natomiast niejako za zasłoną tych sporów metapolitycznych w Eurokołchozie zachodzą rzeczy bardzo twarde. Zostało np. przegłosowane zalecenie przyspieszonego zaprowadzania systemowej cenzury w Internecie, czyli Chat Control. I tutaj większość posłów z Polski te regulacje poparła.

Co było pretekstem? Czy jak zwykle…

…oczywiście jak zwykle jest dorobiona do tego taka teoria, że to w obronie dzieci przed zboczeńcami w Internecie. No tak, tylko jak zwykle u totalniaków, jak zwykle u eurokomuny, u eurofederastów, dorobiona jest zbożna, odwołująca się do pozytywnych sentymentów teoria.

Co to oznacza w praktyce? To oznacza że po to, żeby zapobiec przestępstwom, które realnie zachodzą, trzeba wszystkich postawić w stan podejrzenia o to, że są przestępcami. Wszyscy muszą być nominowani na przestępców i czy to właśnie w systemie cenzury Internetu czy w systemie podatkowym; pod pretekstem walki z mafiami VAT-owskimi, pod pretekstem walki z praniem brudnych pieniędzy. W kontekście tego ostatniego, tzw. money laundering, przyjęto dyrektywę, która ma ograniczyć drastycznie prawo do posługiwania się gotówką. Powiem o tym w konkretach, dlatego że lepszy przykład niż wykład.

Transakcje gotówkowe na sumy przewyższające 10 tysięcy euro mają być w ogóle zabronione. Czyli nie będą mieli Państwo prawa kupić za gotówkę ruchomości czy szczątkowej nieruchomości, jeśli ona ma kosztować więcej niż 10 tysięcy euro… Przy kwotach od 3 do 10 tysięcy euro transakcja będzie musiała być udokumentowana. Czyli ktoś, komu Państwo przyniosą plik banknotów, będzie zobowiązany Was wylegitymować, zidentyfikować, sporządzić dokument z tej transakcji i będzie zobligowany prawem do przechowywania tego dokumentu. Czyli każdy, w każdej chwili będzie mógł być oskarżony o to, że właśnie bezprawnie posłużył się własnymi ciężko zarobionymi pieniędzmi.

To jest, szanowni Państwo, Unia Europejska w praktycznym działaniu. Macie Chat Control, czyli odbieranie wolności poprzez odbieranie prawa do prywatności pod pretekstem obrony dzieci przed pedofilami. Każdy jest podejrzany o to, że jest zboczeńcem, że jest przestępcą, zbrodniarzem w sieci… Ograniczone zostanie do już coraz mniej znaczącego minimum nasze prawo do posługiwania się Waszymi zarobkami, Waszymi własnymi pieniędzmi.

To jest Eurokołchoz w praktyce! Do tego ujawnili się tu, w Eurokołchozie, po prostu naziści. Naziści, to znaczy ci, którym przeszkadza potępienie ukraińskiego nazizmu, banderyzmu. Z tego powodu jedynym logicznym wnioskiem jest POLEXIT. POLEXIT, albo też wypierzpol, trzeba Polskę wyprowadzić z tej organizacji, a wpływy tej organizacji wyrugować z polskiej ziemi. Trzeba odsunąć od wpływu na życie, zdrowie, mienie Polaków Reichsführerin von der Leyen i jej cenzorski, fiskalistyczny i banderowski w preferencjach i sympatiach reżim.

Precz z Eurokołchozem!

Dziękuję za rozmowę.

Braun: Idziemy po udział we władzy, żeby skończyć z eksterytorialnością i obcym władztwem

NASZ WYWIAD. Braun: Idziemy po udział we władzy, żeby skończyć z eksterytorialnością i obcym władztwem

5.07.2026 nczas/braun-idziemy-po-udzial-we-wladzy-zeby-skonczyc-z-eksterytorialnoscia-i-obcym-wladztwem

NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP

„Idziemy po udział we władzy, aby skończyć z eksterytorialnością i obcym władztwem” – przekonuje Grzegorz Braun w rozmowie z Markiem Skalskim. Zdaniem lidera Korony w Polsce istnieją enklawy wyłączone spod faktycznej jurysdykcji państwa polskiego. To „obce lotniskowce w naszym akwenie”, takie jak Auschwitz-Birkenau czy POLIN w Warszawie. Razem z polskim delegatem do eurokołchozu zastanawiamy się także, co może skłonić mieszkańców dużych, postępowych miast – skazanych przez PiS na straty – do buntu i de facto powrotu do normalności.

Marek Skalski: Dzień dobry. Gdy rozmawiamy, jesteś w…

Grzegorz Braun: …Strasburgu. Przypominam, że tutaj w ramach, że tak powiem, ogólnego absurdu i aberracji systemowej raz w miesiącu cały ten interes przeprowadzany jest z Brukseli do Strasburga. Jadą kontenery, jadą lawety, samochody z szoferami, jadą asystenci z papierami i przylatują na dość, między nami mówiąc, prowincjonalne lotnisko strasburskie. Trudno się tu dostać i trudno wydostać. Przylatują CEP-y, MEP-y, czyli członkowie europarlamentu. Dlaczego? Dlatego że Republika Francuska też coś musi z tego mieć, musi zarobić. Wyobraźcie sobie firmę, która raz w miesiącu czy na tydzień przenosi swoją siedzibę, np. samo tylko skromne biuro zarządu do sąsiedniego województwa. To jest właśnie esencja eurokołchozu, to jest jego prawdziwa natura. Tu nie chodzi o jakikolwiek zdrowy rachunek strat, zysków, korzyści. Tu chodzi o ideologię, a tam, gdzie chodzi o różne oszukancze doktryny, pieniądze nie grają roli.

MS: Miałem taki epizod w swoim życiu zawodowym: pracowałem w koncernie górniczo-hutniczym KGHM. Oni mają centralę w Zagłębiu Miedziowym w Lubinie. W pewnym momencie ktoś uznał, zupełnie słusznie, że to jest koncern międzynarodowy, piąty co do wielkości producent miedzi na świecie, więc centrala powinna być w Warszawie. Oczywiście się nie udało, bo tradycja, bo Zagłębie Miedziowe, bo nie wolno, bo związki zawodowe… Ostatecznie utworzyli tylko małe biuro w Warszawie. Koszta oczywiście razy dwa, bo wiadomo – trzeba wszystko duplikować. Pieniądze nieważne…

GB: Wiesz, po namyśle może lepiej byłoby przeprowadzić na jakiś czas stolicę do Lubina, odchudzić, skrócić i wyrzucić, zredukować liczne resorty, agent, przeprowadzić cięcia budżetowe i kadrowe w administracji, która nam się mnoży, a jak się mnoży, to się sroży, prawda? To znaczy szuka sobie zajęcia, więc znajduje różne pomysły na to, jakby gnębić, nękać i uciskać obywatela. Tymczasem w Warszawie administracyjne śródmieście ogrodzić płotem z blachy falistej… Dam im fotowoltaikę, niech się ogrzewają, ale odłączyć prąd z sieci. My tymczasem przenieśmy się do Lubina i stamtąd może Polskę odwołujemy…

MS: Były pomysły, chyba w latach 90., żeby przenosić stolicę do Łodzi.

GB: Bo Warszawa była wtedy zrujnowana. Tak ją odbudowali, że zwęzili ulice ze względów ideologicznych po to, żeby np. w perspektywie marszałkowskiej nie było widać kościoła Zbawiciela – tam podobno sam Bierut przesuwał makietę MDM-u.

MS: Teraz widać, jak towarzysz (S)Trzaskowski, bo tak go chyba trzeba nazywać, kontynuuje te tradycje zwężania ulic. Nawet ci eurokołchoznicy warszawscy mają go już serdecznie dość. Ale, uwaga, nie odważył się wywiesić tęczowych flag, co pokazuje, że jednak jakiś delikatny niepokój jest.

GB: Chociaż, jak wykryłeś poprzez dziennikarskie śledztwo, rozesłał flagi do urzędów dzielnicowych. Słyszę, że np. mieszkańcy w rejonie ulicy Waszyngtona, która ma być zwężana, organizują się, są pikiety, manifestacje. Może jednak ten krakowski moment krytyczny i momentum dziejowe w Warszawie zadziała? Życzmy sobie, żeby się naród obudził. Jeżeli się nie budzi i nie ucieka z krzykiem na hasło Zielonego Ładu, paktu migracyjnego, ukrainizacji, covidy-zacji, to może obudzi go prześladowanie bezpośrednie, kiedy władza uniemożliwi po prostu zatrzymanie się własnym autem pod własnym domem. Bo w niektórych miejscach to ma być uniemożliwione, nawet nie utrudnione, tylko uniemożliwione. Może to otworzy oczy nawet tej warszawskiej, uśmiechniętej wspólnocie, wcześniej zadowolonych z życia eurofederastów, sodomitów zawodowych, etatowych. Może im to tak dopiecze, że zdecydują się zrzucić jarzmo Rafała „Planeta Płonie”-Trzaskowskiego.

MS: Całkiem niedawno prezydent Poznania pan Jaśkowiak dostał prezent w postaci tortu na twarzy…

GB: Tego akurat nie popieram. Niemniej liczę na to, że jakaś fala przez Polskę ruszy i zmiecie tych euro-sowieciarzy. Wydaje mi się, że osobiście Jaśkowiak i inni są na liście sygnatariuszy takiego haniebnego listu. Był to manifest prezydentów dużych miast w Polsce, że oni chętnie przyjmą migrantów, że oni są otwarci… Nie pamiętam, czy to było za drugiej, czy jeszcze za pierwszej okupacji PiS-u, ale oni w ramach walki wewnętrznej właśnie tak zamanifestowali. To była publiczna manifestacja, jakby to powiedzieć, sprzeciwu władzy samorządowej wobec władzy rządowej. Cokolwiek, w którymkolwiek układzie myślimy o władzy jednej i drugiej, to jednak nie chcemy rozwalania państwa, a to była manifestacja, można powiedzieć bojkot władzy centralnej przez władze samorządowe. Podsumowując, nie popieram ciskania tortami w prezydentów, bo jedna rzecz to jest osoba, a druga rzecz to jest urząd.

MS: Oczywiście też tego nie pochwalam. Zwracam jednak uwagę, że ten społeczny sprzeciw manifestuje się w różnych formach, czasami rzeczywiście nieprzyjemnych wobec osób sprawujących zaszczytne funkcje. Nie jest tak, że ludzie nie widzą, co się dzieje i nie będą reagować na wierchuszkę, która żyje w złotej klatce, na wysokiej wieży, na zamku…

GB: Tak, to jest reakcja na bierność, zaniechanie, także zresztą poprzedniego układu władzy, obozu zjednoczonej Łże-Prawicy. Ten obóz po prostu oddał walkowerem te wszystkie miasta. Oni nawet nie próbowali nawiązać walki. Kiedy był wakat w Gdańsku, wówczas premier Morawiecki z nadania PiS-u, a całkiem niedawno jeszcze doradca Tuska, nawet nie wysłał zarządcy komisarycznego do Trójmiasta… Jeśli nawet z góry się godził z przegraną w wyborach uzupełniających, mógł przynajmniej wysłać kogoś, kto by siedział przez ładnych paręnaście tygodni w papierach miasta Gdańska i ten układ gdański, też niemiecki, jakoś przetrzepał. Łże-Patrioci z góry frakturują duże miasta jako stracone i de facto eksterytorialne względem jurysdykcji państwa polskiego. To samo z rozległymi terytoriami, obcymi lotniskowcami w naszym akwenie, takimi jak Auschwitz-Birkenau czy POLIN w Warszawie. One już w ogóle są wyjęte spod jurysdykcji państwa polskiego.

MS: One są sprytnie zarządzane. Tam i państwo finansuje, i miasto, i jeszcze taka czy inna fundacja…

GB: Partnerstwo publiczno-prywatne, to znaczy Polak płaci, a Żydzi skorzystają i zarządzą. Dla Żydów zastrzeżone decyzje i programowe, i kadrowe, a dla nas dożywotni psi obowiązek łożenia na tę antypolską propagandę. Tu wspomnę, że idziemy – nie bójmy się tego słowa i nie owijajmy w bawełnę – po udział we władzy, żeby z tym skończyć, żeby skończyć z eksterytorialnością, żeby skończyć z obcym władztwem i w makro i w mikroskali na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej.

MS: Muzeum POLIN – dodam na marginesie – zajmuje się tępieniem swobody wypowiedzi w Polsce, zgłaszając filmy publikowane przez „NCz!” na platformach internetowych. W Muzeum POLIN działa specjalna komórka, która się tym zajmuje. To kuriozum, że instytucja muzealna angażuje się w ograniczanie wolności słowa w Polsce. Kończąc wątek PiS-u, który poddał walkowerem chociażby Warszawę, warto przypomnieć, że gdy Rada Warszawy uchwaliła strefę czystego transportu, partia Jarosława Kaczyńskiego miała swojego wojewodę. Mógł on powstrzymać tę uchwałę, choćby badając jej legalność. Nie zrobiono tego.

GB: Ale nie zrobiono tego, bo to były czasy, w których niektórzy z PiS chwalili się, że są autorami Zielonego Ładu Europejskiego, a Jarosław Kaczyński budował taką myśl, że temu nie można się przeciwstawić, bo gdybyśmy się przeciwstawili, to byśmy się postawili poza nawiasem – w domyśle – zdrowej demokracji eurokołchozowej.

Takie są tego konsekwencje…

„Koparka” stchórzyła! „Pijak znowu ucieka”! Ale B`nai–Birth w akcji.

„Koparka” stchórzyła!

Kolejna odsłona największego

procesu politycznego III RP

1.07.2026 Marek Skalski nczas./koparka-stchorzyla-kolejna-odslona-najwiekszego-procesu-politycznego-iii-rp

NCZAS.INFO | Grzegorz Braun podczas rozprawy sądowej. Foto: PAP
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun podczas rozprawy sądowej. Foto: PAP

W czerwcu mieliśmy kolejne dwa terminy w procesie przeciw polskiemu posłowi do Euro-Kołchozu i przewodniczącemu Konfederacji Korony Polskiej Grzegorzowi Braunowi. Wszyscy oczekiwali, że w sądzie w końcu pojawi się „poszkodowana”, czyli słynna „koparka-agresorka” Magdalena Gudzińska-Adamczyk, która zaatakowała oskarżonego podczas słynnego „incydentu chanukowego” w Sejmie.

Czekaliśmy, czekaliśmy i się nie doczekaliśmy. Sędzia Marcin Brzostko już na początku rozprawy przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Praga Południe w dniu 19 czerwca tego roku ogłosił stronom i zgromadzonym dziennikarzom i publiczności, że pani Magdalena w sądzie warszawskim nie pojawi się. Nie będzie zeznawać ani na tym posiedzeniu, ani na żadnym innym. Taką decyzję sąd podjął już wcześniej, a zakomunikował właśnie na czerwcowym posiedzeniu. Dlaczego tak się stało?

O tym dowiedzieli się tylko oskarżony, pełnomocnicy stron oraz osoby zaufane, wskazane przez oskarżonego. Sędzia utajnił tę część posiedzenia, w którym odczytano uzasadnienie dla wyłączenia przesłuchania przed sądem nadesłane do sądu przez pełnomocnika pani Gudzińskiej-Adamczyk. Wiemy tylko tyle, że uzasadnieniem dla tej bardzo dziwnej i niespotykanej decyzji sądu były względy zdrowotne samej zainteresowanej.

Kwestię niedoszłych zeznań sławetnej lekarski skomentował sam Grzegorz Braun jeszcze przed rozpoczęciem rozprawy. „Pełnomocnik mojej fałszywej oskarżycielki – mówił przed budynkiem sądu – która wezwana była po raz kolejny na dzień dzisiejszy do złożenia zeznań, przysłał do sądu pismo, w którym stwierdza, że ta pani nie może stawić się w sądzie”.

Grzegorz Braun przy okazji nie szczędził uszczypliwych uwag pod adresem prokuratury, której zarzucił, że trzyma się „kanonicznej wersji »Gazety Wyborczej«”. „Prokurator najwyraźniej nie mógł, nie chciał, a może chciał i nawet sprawdził, ale zdecydował się na przyjęcie oficjalnej wykładni redakcji »Gazety Wyborczej«”.

Adwokat „poszkodowanej” miał argumentować w swoim piśmie, że fakt zeznawania w sądzie mógłby doprowadzić do wstrząsu psychicznego pani Magdaleny, która być może nie mogłaby znieść konfrontacji przed sądem i sama perspektywa stanięcia twarzą w twarz z Grzegorzem Braunem mogłaby wywołać u niej ogromny stres i rozstrój nerwowy.

Co tu dużo ukrywać: jest ogromnie dziwne i niespotykane, że sąd w osobie sędziego Brzostko podzielił te obawy i zgodził się na tak wyjątkowe potraktowanie świadka. Tym bardziej że już wcześniej rozważano, że świadek mogłaby zeznawać w trybie wideokonferencji, przebywając w oddzielnym pomieszczeniu, tak by nie musiałaby być narażona na przykre dla niej skutki bezpośredniego – jak można domniemywać – zetknięcia się na sali sądowej z posłem Grzegorzem Braunem.

Tak więc do konfrontacji zeznań nie doszło i już pewnie nie dojdzie. Szkoda. Taka konfrontacja i wzięcie sławetnej „koparki” w krzyżowy ogień pytań przez obrońców, jak i samego oskarżonego, byłaby przecież nie lada gratką. Zapis wideo ze sławetnego wydarzenia w korytarzu sejmowym w grudniu 2023 roku przecież jasno pokazywał, że stroną agresywną była raczej pani Magdalena, więc jej zeznania musiałyby być bardzo ciekawe. No ale zapewne właśnie tego najbardziej obawiała się warszawska lekarka, a przy okazji aktywna i prominentna – jak się okazało – działaczka warszawskiej żydowskiej gminy wyznaniowej.

„Pijak znowu ucieka”

Zamiast więc zeznań pani „koparki-agresorki” mieliśmy w sądzie przesłuchanie innej ciekawej postaci, a mianowicie byłego Ministra Zdrowia z czasów rządów Zjednoczonej Prawicy, czyli kolejnego lekarza – profesora Łukasza Szumowskiego. Znalazł się on w sadzie na okoliczność interwencji poselskiej posła Brauna, która miała miejsce w Narodowym Instytucie Kardiologii w warszawskim Aninie.

Szumowski po tym, jak złożył dymisję z funkcji ministra zdrowia, objął posadę dyrektora tej zasłużonej placówki. Interwencja poselska posła Brauna nastąpiła w wyniku informacji, jakie otrzymał on od pracowników Instytutu, że dyrektor Szumowski po prostu zwalnia pracowników, którzy w określonym czasie nie poddali się szczepieniom przeciw COVID-19.

Szumowski w trakcie przesłuchania potwierdził, że istotnie dochodziło do takich sytuacji. „W momencie, gdy nie byłem pewien, czy pracownicy poddali się szczepieniu, to wyciągałem konsekwencje. W kilkunastu przypadkach doszło do rozwiązania umowy o pracę…”. Obrońcy Grzegorza Brauna usiłowali uzyskać informację od świadka, czy ten był świadom występowania skutków ubocznych po szczepieniu przeciw Covid-19. „Takie skutki zawsze mogą występować – mówił Szumowski – ale korzyści jest więcej niż ryzyka”.

Najwięcej emocji wywołała jednak kwestia nadużywania alkoholu przez świadka. Ta bowiem kwestia była przyczyną, że relacje z interwencji posła w szpitalu obiegły wówczas cały polski internet. Jak mówił poseł Braun, w trakcie interwencji wyczuł woń alkoholu ze strony dyr. Szumowskiego. Kiedy zażądał przebadania się przez świadka alkomatem na obecność występowania alkoholu w wydychanym powietrzu, ten wyrwał się posłowi i opuścił gabinet dyrektora. „Łapać pijaka, pijak ucieka” – krzyczał za nim wówczas poseł Braun. Doszło wówczas nawet do fizycznego ataku na posła, któremu Szumowski bezceremonialnie przytrzasnął ramię drzwiami gabinetu. Przy okazji ucierpiał również asystent społeczny posła i przyszły poseł na Sejm RP Grzegorz Płaczek. Dyrektor Szumowski wytrącił mu bowiem z ręki telefon, którym pan Płaczek nagrywał przebieg całego zajścia.

Dlatego teraz poseł Braun zapytał w sądzie Łukasza Szumowskiego, czy tego dnia pił alkohol. „Czy świadek regularnie spożywa alkohol”? – pytał przewodniczący Konfederacji Korony Polskiej. Lukasz Szumowski unikał odpowiedzi na takie pytania: „To są pytania dotyczące mojego stanu zdrowia”. Sędzia je uchylał, twierdząc, że takie informacje nie mają wpływu na rozstrzygnięcie sądowe. Ostatecznie świadek Szumowski stwierdził, że nie nadużywa alkoholu, bo pełniąc tak odpowiedzialną funkcję nie mógłby sobie na to pozwolić. „Mam czerwoną skórę twarzy, ale to jest wynik alergii, a nie nadużywania alkoholu” – powiedział na koniec, co wywołało wesołość wśród publiczności. „Proszę o śmianie się w duchu, a nie na głos” – w swoim stylu komentował sędzia Brzostko.

„Zdążyłem, bo szybko biegam”

Drugim i ostatnim świadkiem, który był przesłuchiwany tego dnia, był mecenas Wojciech Nartowski. Tym razem chodziło „aferę choinkową”, czyli interwencję posła Brauna w budynku Sądu Okręgowego w Krakowie. Przypomnijmy, że Grzegorz Braun powiadomiony został o tym, że w holu budynku sądu członkowie stowarzyszeń sędziowskich „Iustitia” i „Temis” obstalowali specyficzną choinkę, na której wywieszone zostały „ozdoby” w postaci bombek, na których wymalowano takie hasła, jak „LGBT”, „Konstytucja” czy „prawa kobiet”. Poseł po prostu rzeczonego drapaka wpakował do najbliższego kosza na śmieci.

Okazało się w trakcie składania zeznań, że mecenas Nartowski był właśnie tym człowiekiem, który na wieść o czynie posła Brauna natychmiast udał się do gabinetu sędzi Stoces, która kierowała akcją dekorowania i ustawienia choinki. „Natychmiast pobiegłem do pokoju pani sędzi i powiedziałem jej, że poseł Braun zabrał naszą choinkę – mówił świadek Nartowski. – Co??? Sędzia była oburzona i razem pobiegliśmy na dziedziniec sądu, gdzie był już poseł Braun z naszą choinką”.

Ta wersja bardzo zdziwiła jednego z obrońców Grzegorza Brauna. Mecenas Raczkiewicz, powołując się doskonałą znajomość topografii budynku sądu, wyraził zdumienie, że świadek w tak krótkim czasie zdołał pokonać dystans z holu sądowego na parterze na trzecie piętro do gabinetu sędzi Stoces i z powrotem. „Zdążyłem, bo szybko biegam!” – odpowiedział wyraźnie dumny z siebie adwokat.

Ta sprawa obnażyła jak na dłoni szereg patologii związanych z funkcjonowaniem kasty prawniczej. Zadziwiającym zblatowaniem sędziów, prokuratorów i adwokatów skupionych w pół-formalnych stowarzyszeniach. Skrzykujących się wokół wątpliwych moralnie celów, jak zdobienie kontrowersyjnymi symbolami choinki i ustawianie jej w budynku sądu.

Na koniec Grzegorz Braun złożył zaskakujący wniosek o sprawdzenie, czy rzeczone drzewko posiadało… europejski certyfikat jakości. „No bo jak nie miało – mówił poseł Braun – to przecież jej umieszczenie w ogólnie dostępnej strefie w sądzie mogło stanowić zagrożenie dla zdrowia pracowników i interesantów w sądzie”.

W przerwie między zeznaniami sędzia Marcin Brzostko ogłosił swoje postanowienie co do niedopuszczenia do przewodu opinii biegłej powołanej przez prokuraturę pani Edyty Gawron. Wnioskowała o to obrona, gdyż bezstronność pani Gawron budziła wątpliwości, jako że ta jest członkiem żydowskiej loży B`nai–Birth. Sędzia jednak odrzucił ten wniosek.

Piątka Brauna dla Ukraińców


Piątka Brauna dla Ukraińców

piko salon24.pl/u/piko/piatka-brauna-dla-ukraincow

1.

Pośmiertne uhonorowania ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego poprzez nadanie mu odesłanego przez prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego Orderu Orła Białego.

2.

Wstrzymanie wsparcia wojskowego dla Ukrainy. Lotnisko Rzeszów-Jasionka powinno zostać poddane natychmiastowemu przeglądowi, remontowi, konserwacji.

Ani jednej palety więcej, ani jednej sztuki broni, sztuki amunicji, ani jednego egzemplarza sprzętu ciężkiego, czy lekkiego, kołowego, czy lotniczego na Ukrainę. Ani tony, ani grama. Nie będziemy dłużej zbroić naszych wrogów. Banderowski reżim kijowski nie jest ani sojusznikiem, ani przyjacielem. Jest wrogiem narodu i państwa polskiego.

3.

Przywrócenie penalizacji służby w obcej armii, „ze szczególnym uwzględnieniem armii ukraińskiej”. 

– Kto się tam zaciągnął, bo władza otworzyła tę furtkę, łamiąc uświęcone tradycją i podtrzymywaną przez zdrowy rozsądek zasadę, że polski obywatel nie może, nie powinien składać żadnych przysiąg wierności innym państwom i innym formacjom. Niektórzy z tego skorzystali. Bóg z nimi. Nie daj Bóg, żeby naród polski ponosił koszty leczenia, odszkodowań, rekompensat za te nieprzyjemności, które mogłyby tam ich spotkać. Należy natychmiast tę furtkę zamknąć, zatrzasnąć

4.

Wprowadzenia „lojalki antybanderowskiej”. Miałaby ona objąć „wszystkich Ukraińców, którzy przebywają, chcą przebywać na terytorium RP”.

– A tym bardziej dla tych, którzy występują z wnioskami o prawo pobytu, pracy, nie daj Boże skutecznie sięgają po obywatelstwo polskie. I tu – uwaga – wstecznie. Każdy przybysz z Ukrainy ma zadeklarować, że nie wyznaje i nie będzie promować i pochwalać zbrodniczej ideologii ukraińskiego nazizmu, banderyzmu.

5.

Ograniczenie szczególnych rozwiązań migracyjnych dla obywateli Ukrainy. 

– My tylko i aż uznamy niektóre akty prawne – na przykład nadania obywatelstwa, przyznania prawa do pobytu i pracy za nadane nieprawnie, a zatem niebyłe.

Poseł Berkowicz rozszerzył „program dla Ukrainy” o dodatkowe propozycje:

– zakręcić kurek z kasą i wszelkiego żyrowania pożyczek

– blokować wejście do EU i NATO

W lipcu 2022 Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna wydała 60. stronicową broszurę „Stop ukrainizacji Polski” w której opisano skutki polityki władz, które teraz możemy obserwować.

Proponuję pobrać i zapozna się z tym co 4 lata temu pisano.

ps.

Dzięki Morawieckiemu mamy urzędników w służbie cywilnej bez obywatelstwa polskiego, którzy decydują o Polakach. Fajnie, no nie?

Na widok Kało nóż się otwiera, a na widok PiS też i dodatkowo chce się rzygać.

Grzegorz Braun vs. młody Eurokołchoźnik

Grzegorz Braun vs. młody Eurokołchoźnik.

Konferencja w Poznaniu

Autor: Redakcja , 28 czerwca 2026 ekspedyt/grzegorz-braun-vs-mlody-eurokolchoznik-konferencja-w-poznaniu

telewizjapolska24

Szanowni Państwo, prawda jest taka, że odzyskiwanie, także i tracenie niepodległości jest sprawą zawsze zdeterminowanej mniejszości. To zdeterminowana mniejszość traci niepodległość, bądź też odzyskuje ją.

Grzegorz Braun

Podczas Konferencji o niepodległości Polski z udziałem Grzegorza Brauna, dr Leszka Sykulskiego, Ireneusza Jabłońskiego i Piotra Barełkowskiego, w części „pytania i odpowiedzi” pojawił się młody Eurokołchoźnik, który spytał Grzegorza Brauna: Dlaczego pan tym wszystkim ludziom robi wodę z mózgu?

Byłem na całym tym spotkaniu i naszła mnie taka myśl. Dlaczego pan tym wszystkim ludziom robi wodę z mózgu? Najpierw pan mówi o tym, że polskie państwo jest likwidowane.

Co w zasadzie dobrego na arenie międzynarodowej, czy na arenie chociaż krajowej udało się panu zrobić dla Polski? Bo ja widzę głównie performensy. Gaszenie świeczek gaśnicą, szarpanie lekarki w szpitalu, bieganie z choinką…

Czy woli pan Polskę taką, jaka jest teraz, czyli silna, z rozwijającą się gospodarką i niepodległą? Czy woli pan Polskę osamotnioną, pozostawioną samą sobie jako samotną wyspę w centralnej Europie, która ma dodatkowe 500 kilometrów granicy z naszym wrogiem Rosją?

Z powodu tego, że zadane pytanie, jak i udzielona odpowiedź Grzegorza Brauna wpisują się w klasykę sporu pomiędzy pożytecznymi idiotami Eurokomuny a opcją niepodległościową, polecamy:

  1. Najpierw: odpowiedź Grzegorza Brauna i Ireneusza Jabłońskiego /film ustawiony od momentu zadania pytania/
  2. A potem odsłuchanie całej Konferencji

  3. https://youtu.be/8VtZtcnVwTk

Czy niepodległość można odzyskać na drodze referendum?

Szanowni Państwo, prawda jest taka, że odzyskiwanie,  także i tracenie niepodległości jest sprawą zawsze zdeterminowanej mniejszości. To zdeterminowana mniejszość traci niepodległość, bądź też odzyskuje ją.

Gdybyśmy urządzili takie referendum, myślę, że jeszcze na wiosnę 1989 roku, czy jesteś za rozwiązaniem Związku Sowieckiego i Układu Warszawskiego,  może nawet jeszcze w 1992-1993 roku, gdyby referendalnie próbować to przeprowadzić, to z całą pewnością, tak pamiętam te czasy, dominowało przeświadczenie, że to jest niemożliwe, że to jest niemożliwe, że Związek Sowiecki będzie trwał wiecznie,  że Układ Warszawski to jest blok, na który nie ma siły. Zresztą przecież nawet Amerykanie nie bardzo chcieli go rozwiązywać, bo woleli mieć jednego wspólnego partnera.  I dlatego dzisiaj tak wielu Polaków popadła w niewiarę w niepodległość i w przekonanie,  że nasze aktualne zobowiązania międzynarodowe są zabetonowane i na wieczność,  i że Eurokołchoz wiecznie żywy nigdy się nie rozpadnie.

A on się już rozpada.  On się rozpada, bo się rozpaczliwie przepoczwarza. Bo jak każde totalniackie imperium,  Eurokołchoz staje się agresywny i autoagresywny.

Walczy z narodami europejskimi,  walczy z wolnymi ludźmi i standardami cywilizacji łacińskiej, no i staje się agresywny,  to znaczy właśnie prowadzi Europę na wojny z Rosją, z Chinami, koniecznie z Białorusią, Iranem.  Jak tylko jakaś wojna ma wybuchnąć, to tam w Eurokołchozie jest taka podgatowka propagandowa. Podgatowka propagandowa i potem całkowitym przypadkiem okazuje się, że to było przygotowywanie podkładki propagandowej pod jakąś kolejną agresję.

Więc ja wyrażam tutaj daleko posunięty sceptycyzm co do odzyskiwania niepodległości  na drodze referendalnej. Państwo będziecie mieli takie swoiste referendum właśnie w przyszłym roku. Będziecie mieli wybory.

PRZYWRÓCIĆ KARĘ ŚMIERCI! Konferencja Konfederacji Korony Polskiej

PRZYWRÓCIĆ KARĘ ŚMIERCI! Konferencja Konfederacji Korony Polskiej

,23 czerwca 2026

TVP Rzeszów_screenshot

Domagamy się śmierci dla zbrodniarzy! Działamy i działać będziemy na rzecz przywrócenia kary głównej, do Kodeksu Karnego, dla seryjnych dzieciobójców, zwyrodnialców, dla pedofilów, dla tych, którzy podają dzieciom substancje narkotyczne, dla nich wszystkich kara śmierci jest jedyną, sprawiedliwą odpłatą.

Ostatni dzwonek by uratować Polskę. Braun: Polexit – jedyna droga ratunku

Ostatni dzwonek by uratować Polskę.

Braun: Skutki będą nieodwracalne

13.6.2026 nczas/ostatni-dzwonek-by-uratowac-polske-braun-skutki-beda-nieodwracalne

NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP

Pakt migracyjny Unii Europejskiej wszedł w życie 12 czerwca bieżącego roku. Wszedł wśród licznych „fajerwerków” w postaci ataków, morderstw, gwałtów i grabieży dokonywanych masowo przez przybyszów na zachodzie Europy. Czy oznacza to ostateczny kres polskiej niepodległości i suwerenności? Grzegorz Braun, prezes Konfederacji Korony Polskiej nie pozostawia złudzeń – nadchodzi czas dramatycznych decyzji dla narodu, który od lat jest oszukiwany przez brukselskich urzędników i krajowych polityków.

Inwazja po cichu – nieodwracalne skutki

Grzegorz Braun wprost opisuje, co realnie przyniesie wejście w życie paktu. Jak mówi: „Wchodzi po cichu. Wchodzi zwiększona liczba gwałtów, grabieży i niepokojów. Wchodzi konieczność zatrudniania ochroniarzy dla dzieci, które idą do szkół. Wchodzi rozwadnianie narodu i czynienie z ludzi poddanych tej tyranii.”

Prezes Konfederacji Korony Polskiej podkreśla, że media i politycy establishmentu próbują bagatelizować pakt, przedstawiając go jako „techniczne rozwiązanie”. W rzeczywistości – jego zdaniem – oznacza on masowy napływ ludzi z zupełnie innych kultur, wzrost przestępczości oraz konieczność ochrony własnych dzieci w polskich szkołach.

„Nie gryziemy się już w język – mówi Braun – bo skutki tego paktu są w praktyce nieodwracalne i niebezpieczne. Konfederacja Korony Polskiej mówi jasno: Polexit powinien być na stole natychmiast. To jedyne wyjście z tej jaskini szulerów, w której od lat jesteśmy oszukiwani na kolejnych etapach w coraz to nowych sprawach.”

Konfederacja Korony Polskiej od początku konsekwentnie powtarzała, że nie ma mowy o żadnych „poprawkach” ani „wyjątkach”. Pakt migracyjny to narzędzie, które ma trwale zmienić skład demograficzny Polski. Społeczeństwo ma być celowo utrzymywane w stanie niepokoju i dezorientacji – wtedy łatwiej nim rządzić.

Rozwadnianie narodu i tyrania z Brukseli

Najmocniejszy fragment wypowiedzi Brauna dotyczy ukrytego celu całego przedsięwzięcia: „Drodzy Państwo, od momentu kiedy media zajęły się tematem, o którym my mówiliśmy od dawna – że Zełenski jest pro-banderowski – nagle od lewa do prawa wszyscy wypowiadają się na temat Ukrainy. A tymczasem tylnymi drzwiami wprowadzany jest nam bandycki pakt migracyjny, którego jedynym celem jest zdestabilizowanie państwa, które i tak zostało już rozprzedane przez obecnych rządzących.”

Braun wskazuje, jak działa ten mechanizm: wielkie tematy zastępcze (jak wojna na Ukrainie) zajmują uwagę opinii publicznej, podczas gdy w tle wprowadza się rozwiązania uderzające w samą istotę państwa narodowego. Pakt migracyjny nie powstał po to, by pomagać komukolwiek. Powstał po to, by osłabić kraje, które jeszcze bronią swojej tożsamości.

Rozwadnianie narodu nie jest przypadkiem – to celowa polityka. Decyzje o tym, kto mieszka w Polsce i jakie ma prawa, mają zapadać w Brukseli, a nie w Warszawie.

Polexit – jedyna droga ratunku

Polska była – zdaniem Brauna – oszukiwana etapami: najpierw w sprawach gospodarczych, potem prawnych, a teraz demograficznych. Pakt migracyjny jest kolejnym, bardzo zaawansowanym etapem tego procesu. Jeśli nie zareagujemy radykalnie, skutki będą nieodwracalne.

Braun ostrzega przed naiwnością tych, którzy wciąż wierzą, że „jakoś to będzie”. Nie będzie. Albo odzyskamy kontrolę nad własnym krajem, albo staniemy się biernymi świadkami jego demograficznej i kulturowej transformacji – co w praktyce oznacza koniec naszego narodu jako wspólnoty historycznej i kulturowej, i zakończenie pięknego dzieła pokoleń zwanego Polską.

Wybór należy do nas.

Największy proces polityczny III RP. Stachanowskie tempo! Pato-prokurator.

Największy proces polityczny III RP. Stachanowskie tempo!

10.06.2026 Marek Skalski nczas/najwiekszy-proces-polityczny-iii-rp-stachanowskie-tempo

Grzegorz Braun
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. / foto: PAP

W maju mieliśmy dwa kolejne terminy rozpraw w procesie przeciw polskiemu posłowi do euro-kołchozu, czyli prezesowi Konfederacji Korony Polskiej Grzegorzowi Braunowi. Od lutego bieżącego roku mieliśmy już tych terminów blisko dziesięć. Każda rozprawa – całodniowa, tempo iście stachanowskie!

Do największego zgrzytu doszło w trakcie posiedzenia, które w warszawskim sądzie rejonowym odbyło się w dniu 22 maja. Grzegorz Braun już na samym początku rozprawy po raz kolejny podniósł temperaturę i skalę emocji niemal do wrzenia. Po tym, jak sędzia Marcin Brzostko poinformował strony, że wniosek formalny o wyłączenie prokuratora Macieja Młynarczyka z postępowania został odrzucony, oskarżony Grzegorz Braun nie skąpił mu ostrych słów. „Dał on popis swojej bezczelnej, butnej skłonności do manipulacji i kłamstwa. Zaprezentował się Wysokiemu Sądowi jako skrajnie stronniczy, agresywny, napastniczy rzecznik nie interesu publicznego, nie sprawiedliwości, której wyroki mają być ferowane w majestacie Rzeczpospolitej”. Na koniec poseł Braun podkreślił bez cienia wahania: „Ten banderowski pato-prokurator reprezentuje reżim”.

Słowa o „pato-prokuratorze” bardzo zdenerwowały przewodniczącego składu sędziowskiego. Sędzia Brzostko ostrzegł oskarżonego Grzegorza Brauna, że jeśli po raz kolejny użyje sformułowania „pato-prokurator”, to nakaże opuszczenie przez niego sali rozpraw. Za chwilę tak się stało i poseł Braun został wyproszony z sali na 40 minut. Doszło przy okazji do sporego zamieszania, bo gdy poseł Braun zgodnie z ustaleniami wrócił na salę posiedzeń punktualnie o godzinie 10.00, to sędzia orzekł, że zakaz obowiązuje… do godziny 10.20. „Proszę zaprotokołować, że ja stawiłem się punktualnie” – protestował Grzegorz Braun.

W tak zwanym „międzyczasie” głos zabrał sam zainteresowany, który najwyraźniej poczuł się urażony słowami Grzegorza Brauna. „Oskarżony ma usta pełne mafii, służb i lóż, ale ja na tej sali reprezentuję interes Rzeczpospolitej Polskiej” – te słowa wyjątkowo rozbawiły zgromadzoną na sali sądowej publiczność. Spowodowało to nawet interwencję sędziego przewodniczącego, który mówił, że „prosi publiczność o nieokazywanie żywiołowych reakcji w sposób głośny, można się śmiać po cichu”.

Operacja „Choinka LGBT”

W czasie kiedy Grzegorz Braun został de facto wyrzucony z sali posiedzeń, sąd zajął się przesłuchaniem kolejnych świadków. Jak już pisaliśmy, prokuratura i obrona powołali łącznie około 90 świadków, tak że pracy przed sądem i pełnomocnikami jest naprawdę sporo.

Tym razem posiedzenie zdominowała operacja „choinka LGBT”. Sąd wezwał bowiem świadków związanych z tym incydentem. Przypomnijmy, w styczniu 2023 roku Grzegorz Braun powołany na świadka w procesie, który toczył się przed Sądem Okręgowym w Krakowie został poinformowany, że w holu tego sądu znajduje się choinka ustawiona i „ozdobiona” przez sędziów członków Stowarzyszenia „Iustitia” i „Temis”, którzy na drzewku umieścili bombki „przystrojone” takimi napisami, jak „LGBT”, „Konstytucja” czy „PL-UA”. Prezes Konfederacji Korony Polskiej w akcie spontanicznej interwencji poselskiej usunął choinkę i wyrzucił ją do kubła na śmieci na sądowym dziedzińcu. Incydent ten rozwścieczył sędziów-aktywistów, jedna z nich przybyła na miejsce i wezwała policję.

Po kilku latach prokuratura warszawska włączyła ten watek do swojego aktu oskarżenia. Co ciekawe, rzeczoznawca powołany przez prokuraturę wycenił początkowo wartość szkody (potłuczonych bombek i uszkodzonej plastikowej choinki) na około 400 zł. Prokurator Wantuch uznał jednak, że tak być nie może. Bo to by oznaczało, że można jedynie mówić o wykroczeniu, a nie przestępstwie, czyli to postępowanie byłoby bezprzedmiotowe, więc zamówił kolejną ekspertyzę. Rzeczoznawca właściwie odczytał intencję prokuratury i wycenił już szkodę na wartość około 1400 zł (sama praca eksperta natomiast została wyceniona na kwotę 2500 zł – [sic!]). W ekspertyzie podniesiono „wysoką wartość artystyczną ręcznie malowanych bombek”.

Magiel i pensjonarka

No i właśnie kwestia rzeczywistej wartości tej „szkody” zdominowała posiedzenie w dniu 22 maja br. Najpierw sędzia przesłuchał świadka, który wskazał oskarżonemu Grzegorzowi Braunowi sam obiekt, czyli choinkę. Był to krakowski przedsiębiorca, który podobnie jak poseł Braun był świadkiem w innym procesie. Jak sam przyznał, „był w szoku”, kiedy dostrzegł, jak polski poseł do „euro-kołchozu” potraktował to oczko w głowie sędziów ze stowarzyszenia „Iustitia”.

Potem przyszedł czas na przesłuchanie sędzi Marzeny Stoces, byłej przewodniczącej krakowskiego oddziału „Iustitii”. Wypowiedź sędzi była bardzo chaotyczna. Trajkotała ona jak automat, mówiąc tak szybko, że sędzia prowadzący kilkakrotnie musiał jej przerywać, bo protokolanci nie byli w stanie notować zeznań świadka. Najważniejszy przekaz, jaki płynął z tego swoistego strumienia świadomości, był taki, że choinka, która stała w holu krakowskiego sadu okręgowego, była swoistym fetyszem, „ukochanym dzieckiem” całego środowiska. „Zbieraliśmy się wokół niego, składaliśmy sobie życzenia, żeby w Polsce wróciła praworządność i szacunek dla Konstytucji” – mówiła wyraźnie wzruszona sędzia Stoces. Świadek przyznała, że członkowie „rozkminiali, jak sfinansować zakup ozdób choinkowych i założyli grupę na popularnym komunikatorze i zrobili zrzutkę dla pani mecenas Pauliny Bac, która pomalowała bombki”. Co ciekawe, świadek przyznała, że członkiem tej grupy był również obecny minister Sprawiedliwości Waldemar Żurek i jego zastępca”.

Kolejnym i ostatnim już świadkiem w tym dniu była adwokat Paulina Bac, która właśnie na prośbę sędziów z „Iustitii” i „Temis” malowała bombki. Tutaj przeszliśmy do clou, czyli faktycznego ustalenia kosztów, jakie poniosła pani mecenas, malując bombki. Już na wstępie pani mecenas na pytanie jednego z obrońców Grzegorza Brauna wyraźnie się rozmarzyła, mówiąc, że „zawsze marzyła, żeby zostać malarką, no ale została adwokatem”. Na samym początku zeznań wyceniła ona swój wkład finansowy w produkcję jednej bombki na 30 zł. Mimo wzmożonych wysiłków obrony nie mogła jednak przedstawić na to jakichś przekonywających dowodów.

Nie pamiętała bowiem, jak sama mówiła, w jakiej cenie kupowała tak zwane „gołe bombki”, które następnie malowała. Tłumaczyła bowiem, że nie każde bombki się nadawały, bo nie na każdych „dobrze siadła farba”. W jej wcześniejszych zeznaniach złożonych w procesie przygotowawczym przyznała jednak, że bombki kupowała w sklepach jednej z dużych sieci marketów budowlanych, w tak zwanej „promocji”. Dodatkowo okazało się, że niezwykle ciężko jej ustalić, czy zniszczeniu uległy bombki „świeżo wykonane”, czy może te z lat wcześniejszych. Jaka więc była wartość amortyzacji pomocy artystycznych (farb, pędzli czy rozpuszczalników do farb)?

Te żenujące lekko i w sumie ośmieszające powagę sądu Rzeczpospolitej spory i dywagacje ostatecznie podsumował sam Grzegorz Braun. „Wnioskuję, aby sąd zlecił biegłemu ustalenie tempa i stopnia amortyzacji choinek plastikowych, bombek z roku 2018, 2019, 2020, 2021, 2022 i 2023, dla porównania. Proszę wyliczyć, jaki był stopień tej amortyzacji i proszę przyjąć najbardziej korzystny dla oskarżonego wariant, że w obliczu niezdolności autorki tych bombek do ustalenia, jakie to właściwie bombki wisiały w dniu krytycznym na choince, która naruszała powagę sądu okręgowego w Krakowie, na co zareagowałem w trybie interwencji poselskiej. Ponieważ nie jest w stanie pani mecenas Bac powiedzieć, czy to były bombki z 2022 roku, czy może jednak z 2018 i czy były bardziej za 15,50 zł, a może jednak bardziej za 11,30 i na dodatek czas upływał, więc proszę, by biegły ustalił, w jakim tempie i na jakie kwoty ulegają amortyzacji bombki i choinki i proszę, żeby to po ustaleniu w najbardziej dla mnie korzystnym procesowo wariancie zostało przyjęte”.

Kolejny termin

28 maja br. odbyło się kolejne posiedzenie sądu. I tym razem nie zabrakło kontrowersji i ostrych sporów na linii prokuratura–oskarżony–obrona. Prokurator Maciej Młynarczyk po raz kolejny poprosił sąd o zrezygnowanie z listy świadków aż 11 osób pierwotnie wskazanych w akcie oskarżenia. „Zeznania tych osób niewiele wniosą, gdyż nie byli wystarczająco blisko sytuacji, w których dochodziło do sytuacji znamionujących popełnienie przestępstwa albo ich zeznania pokrywają się z wcześniejszymi zeznaniami już przesłuchanych przez sąd świadków” – mówił na sali rozpraw prokurator Maciej Młynarczyk.

Takie postawienie sprawy nie znalazło zrozumienia u obrońców Grzegorza Brauna. Dał temu wyraz w sposób dobitny mecenas Mariusz Ratajczak. „Wyłączenie przesłuchania przed sądem jest możliwe jedynie w sytuacji, gdy świadek na stałe przebywa zagranicą. Mamy wtedy do czynienia z przełamaniem zasady bezpośredniości i wtedy mamy uzasadnienie. Przeciw takim fundamentalnym zmianom stanowiska prokuratury my stanowczo protestujemy”.

Nawiązując do sprawy choinki z krakowskiego sądu mecenas Ratajczak zauważył: „Zdroworozsądkowo i tak obiektywnie ujmując sprawę, można było przyjąć wartość tej choinki, która miała wiele lat już, że to było mniej niż te 800 zł. Ale zwraca uwagę ekspresowe działanie prokuratury w tej sprawie. 27 stycznia dochodzi do zdarzenia i już tego samego dnia prokuratura wszczyna postępowanie przygotowawcze”.

W tym dniu sąd przesłuchał aż czterech świadków. Tylko i wyłącznie pracowników policji, bądź firmy ochroniarskiej wynajętej przez prezesa sądu w Krakowie. Jeden z nich wyraźnie miotał się i plątał w zeznaniach, co zauważył sam oskarżony, który wnioskował o przyjęcie przysięgi od świadka.

Był to funkcjonariusz, który podczas incydentu „choinkowego” naruszył nietykalność cielesną posła Brauna i w związku z tym miał nawet postępowanie przed prokuraturą, bronił go były poseł Paweł Śliz. „Charakterystyczne, że świadek odpowiada pytaniami na pytania. Ponieważ jest to proces nie tylko choinkowy, ale także i chanukowy, więc zwrócę uwagę na to, że to jest właśnie retoryka talmudu” – mówił poseł Grzegorz Braun komentując zeznania świadka: „Dyskurs, pytanie na pytanie”

Grzegorz Braun m.in. o procesie, Izraelu, lex szarlatan, POPiS i aferach

Grzegorz Braun m.in. o procesie, Izraelu, lex szarlatan, POPiS i aferach

Autor: AlterCabrio , 22 maja 2026

−∗−

Grzegorz Braun OSTRO u Marcina Roli o procesie, zbrodniach Izraela, LEX SZARLATAN, POPiS i mega aferze pedofilskiej

Grzegorz Braun odważnie i szczerze o tajnych taśmach, hakach na polskie elity i zdradzie Kościoła

Grzegorz Braun brutalnie o tajnych taśmach, hakach na polskie elity i zdradzie kościoła

Autor: AlterCabrio, 7 kwietnia 2026

Rozmowa o tematach tabu w polskiej polityce, o tym, dlaczego reżim wydał na niego wyrok i dlaczego “wrobili nas w cudzą wojnę”. O wynaturzeniach polskiego społeczeństwa, o zdradzie episkopatu polskiego Kościoła i rewizji historii Holokaustu. Poruszamy również sprawę Gizy Jagielskiej i wydarzenia w Oleśnicy, konflikt w Gazie, działania Trumpa a także miejsce religii, rodziny i państwa w życiu społecznym.

Grzegorz Braun brutalnie o tajnych taśmach, hakach na polskie elity i zdradzie kościoła

00:00:00 Wstęp
00:02:29 Konflikty Prawne i Polityczne
00:08:38 Retoryka a “Mowa Nienawiści”: COVID i Gaza
00:15:17 Język a Konflikt Izraelsko-Palestyński
00:19:08 Globalne Mechanizmy: Pandemia, Afera Epsteina i Ukraina
00:26:09 Wpływ Afery Podkarpackiej na Politykę Wobec Ukrainy
00:30:47 Stanowisko ws. Paktu Migracyjnego i Polexit
00:35:38 Argumenty za Polexitem: Migracja i Ideologia
00:40:37 Neutralność Polski wobec Konfliktu Iran-Izrael/USA
00:46:51 Geopolityka: Wielki Izrael i “Chrześcijański Syjonizm”
00:53:32 Krytyka Polityki Wobec Izraela i Kościoła w Polsce
00:58:50 Judaizm Talmudyczny a Hanuka
01:06:43 Rewizja Historii Holokaustu
01:13:17 Sprawa Lekarki Gizeli Jagielskiej i Obrona Życia
01:19:39 Etyka Aborcji i Prawo do Życia
01:25:31 Osobiste Refleksje i Miłość

——————————-

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

1 komentarz

  1. AlterCabrio 7 kwietnia 2026

  2. Kiedy oglądam kolejne interwencje poselskie pana posła Grzegorza Brauna, stają mi przed oczami sceny z filmów z Dzikiego Zachodu: samotny szeryf, zastraszeni, tchórzliwi mieszkańcy miasteczka, banda zorganizowanych złoczyńców terroryzujących i przekupujących ludzi.Dziki Zachód Dzikim Zachodem, ale dlaczego w naszej europejskiej cywilizacji ambasador Izraela, niszczący ekspozycję, otrzymuje wsparcie premiera swojego państwa, a polski poseł, interweniujący przeciw hucpie mającej na celu zdjęcie odium zbrodni z prawdziwych sprawców i przerzucenie go na Polaków, jest szarpany jako oskarżony przed polskim sądem?
  3. Koniecznie trzeba znaleźć odpowiedź na to pytanie.
  4. Odwaga cywilna posła Grzegorza Brauna

Braun o obecności „transpłciowej filozofki” na synodzie u kard. Rysia

Braun zapytany

o obecność „transpłciowej filozofki”

na synodzie u kard. Rysia

Prezes Konfederacji Korony Polskiej, polski poseł do PE Grzegorz Braun
Prezes Konfederacji Korony Polskiej, polski poseł do PE Grzegorz Braun Źródło: PAP / Paweł Supernak

dorzeczy/grzegorz-braun-o-transplciowej-filozofce-u-kard-rysia

Grzegorz Braun odniósł się do sprawy obecności „transpłciowej filozofki” „zmieniającej Kościół od środka” na synodzie u kardynała Rysia w Krakowie.

Na II Synodzie Duszpasterskim Archidiecezji Krakowskiej pojawił się aktywista LGBT identyfikujący się po tranzycji jako kobieta.

„Transpłciowa filozofka w Synodzie Archidiecezji Krakowskiej. Zmieniam Kościół od środka. Nie byłam pewna, czy mogę brać udział w pracach Synodu. Więc zapytałam otwarcie. Wysłałam zdjęcie ze spotkania z kardynałem i dla pewności jeszcze link do artykułu: „Transpłciowa filozofka spotkała się z kardynałem Rysiem. Wręczyła mu list” – czytamy w związku z tym wydarzeniem na profilu Maria Jadwiga Minakowska na Facebooku.

O odniesienie się do tej sprawy Braun został poproszony przez Rafała Mossakowskiego na kanale Centrum Edukacyjne. Przedmiotem rozmowy był między innymi temat kondycji najwyższych hierarchów kościoła katolickiego w Polsce.

Grzegorz Braun: Tam gdzie nie ma tradycji, pojawiają się ruchome piaski

– To są rzeczy, które wzdragam się komentować dlatego, że one same się komentują, a z drugiej strony jest to jakaś manifestacja nieszczęścia ludzkiego i nie ma co nad tym wydziwiać – powiedział polski poseł do Parlamentu Europejskiego. – Szkoda ludzi, których to dotyka i tych, którzy są narażeni na tego typu ekspozycje deficytów. Deficytów, które niektórzy wyciągają na sztandar np. na sztandar tęczowy – dodał.

Wyrażając ubolewanie, polityk zwrócił jednocześnie uwagę, że to, co dzieje się w polskim Kościele może jednak w końcu uruchomić w jakimś stopniu szersze tendencje antyrewolucyjne. – Wszystko to jest jakiś punkt dojścia, więc może nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Po raz kolejny w ostatnich latach okazuje się, że gdzie nie ma tradycji w postaci Mszy św. w rycie tradycyjnym, tam wszyscy lądują na jakichś ruchomych piaskach – ocenił lider Konfederacji Korony Polskiej.

W jego ocenie tam, gdzie pozostał natomiast ryt tradycyjny, zachował się system cywilizacji łacińskiej, czyli bezpieczeństwa doktrynalnego. – Tam, gdzie brak tej ostoi, tam pojawiają się ruchome piaski modernizmu, czyli wszystko jest możliwe. A skoro jest możliwe w sferze obyczajowości, to jest możliwe także w sferze geopolityki i ekonomii – ostrzegł.

Reportaż bez cenzury z procesu Grzegorza Brauna

Oczy i uszy na sali sądowej.

Reportaż bez cenzury z procesu Grzegorza Brauna

11.03.2026 Autor:Julia Gubalska nczas/oczy-i-uszy-na-sali-sadowej-reportaz-bez-cenzury-z-procesu-grzegorza-brauna

Grzegorz Braun
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. / foto: PAP

To nie jest zwykły proces karny. To proces, który dotkliwie ujawnia patologię, jaka od lat przeżera nasz system: od władzy ustawodawczej, przez biurokrację w urzędach, po wymiar (nie)sprawiedliwości. To historyczne wydarzenia dla polskiego narodu, który masowo się budzi i murem stoi za liderem Konfederacji Korony Polskiej. Choć rozprawy są jawne, to Sąd chce przeprowadzić proces błyskawicznie, a media zamieść go pod dywan.

To chwile, w których prawda wybrzmiewa publicznie. Dlatego jako „Najwyższy Czas!” byliśmy obecni na dwóch kolejnych rozprawach Grzegorza Brauna, towarzysząc mu w drodze po sprawiedliwość. Wierzymy, że kwestia odzyskania Niepodległości jest niezwykle istotna dla naszych czytelników, dlatego poniższy reportaż bez cenzury relacjonuje dwa dni – 23 lutego i 5 marca – które spędziliśmy w sądzie z panem posłem Braunem.

Interweniował w imię narodu

23 lutego 2026 r. od godz. 8:30 przed budynkiem Sądu Rejonowego dla Warszawy Praga-Południe przy ul. Terespolskiej 15A licznie zaczęli gromadzić się przedstawiciele Szerokiego Frontu Gaśnicowego. Działacze partyjni i sympatycy dodawali otuchy Grzegorzowi Braunowi, a przebieg sprawy od początku do końca relacjonowały niezależne propolskie media. Po przedstawieniu stanowiska prokuratury głos zabrał oskarżony. Grzegorz Braun już na początku swojego wystąpienia zaznaczył, że nie zgadza się z interpretacją zdarzeń przedstawioną przez stronę oskarżycielską.

W swojej wypowiedzi podkreślał, że jego działania miały charakter symboliczny i były wyrazem sprzeciwu. Jak stwierdził: „Nie działałem z zamiarem naruszenia prawa, lecz w obronie wartości, które uważam za fundamentalne dla polskiej państwowości”. Oskarżony wielokrotnie odnosił się do kontekstu politycznego sprawy. Pamiętajmy, że to postępowanie sądowe jest elementem szerszego sporu ideowego, który toczy się w przestrzeni publicznej. Braun argumentował, że jego działania były formą manifestacji poglądów oraz protestu wobec zjawisk, które zagrażają suwerenności państwa i tradycyjnym wartościom.

W jednym z fragmentów swojej wypowiedzi powiedział: „Moje działanie było aktem sprzeciwu i symbolicznym gestem. Broniłem majestatu Rzeczypospolitej i wartości, które uważam za ważne”. Podczas rozprawy poruszono również kwestię motywów działania oskarżonego. Strona oskarżycielska wskazywała, że niezależnie od deklarowanych intencji czyn pozostaje czynem podlegającym ocenie prawnej. Prokurator stwierdził: „Intencje mogą być przedmiotem interpretacji, jednak prawo ocenia przede wszystkim skutki i charakter działania”. Z kolei Braun podkreślał, że jego działania nie były wymierzone w konkretne osoby, lecz miały charakter symboliczny i polityczny. „Nie był to akt agresji wobec kogokolwiek” – mówił.

W trakcie posiedzenia sądowego pojawiły się także odniesienia do wcześniejszych wydarzeń oraz do reakcji opinii publicznej. Oskarżony wskazywał, że jego działania spotkały się z szeroką aprobatą wśród narodu. W jego ocenie pokazuje to, że sprawa ma wymiar nie tylko prawny, lecz także polityczny i społeczny. „Ta sprawa jest elementem większego sporu o to, czym jest państwo i jakie wartości powinny je kształtować” – podkreślił. Sędzia prowadzący rozprawę wielokrotnie przypominał stronom o konieczności koncentrowania się na kwestiach prawnych oraz na faktach związanych z zarzutami.

Posiedzenie miało momentami dynamiczny charakter, ponieważ zarówno prokurator, jak i oskarżony przedstawiali rozbudowane argumenty, często odwołujące się do szerszego kontekstu społecznego i politycznego. Pod koniec rozprawy sąd wysłuchał końcowych wypowiedzi stron. Prokurator podtrzymał swoje stanowisko, wskazując, że materiał dowodowy jest – według jego opinii – wystarczający do oceny zachowania oskarżonego: „Zebrane dowody pozwalają na jednoznaczne stwierdzenie, że czyn będący przedmiotem postępowania miał miejsce i został popełniony przez oskarżonego” – zaznaczył.

W tym miejscu należy odnotować zachowanie strony oskarżycielskiej, która od początku do końca reprezentowała postawę skrajnie lekceważącą. W sieci pojawiły się liczne zdjęcia mecenasa grającego w gry na telefonie podczas składania wyjaśnień przez oskarżonego, a także pani mecenas śpiącej na ławie. Wypowiedzi oskarżycieli były ciche i zwięzłe – zarówno sam oskarżony, jak i publiczność niejednokrotnie mieli problem, aby je usłyszeć.

Oskarżony przez Żydów

Grzegorz Braun w końcowym wystąpieniu ponownie podkreślił, że nie uważa swojego działania za przestępstwo. W jego ocenie był to akt obywatelskiego sprzeciwu oraz symboliczny gest o charakterze politycznym.

„Nie przyznaję się do winy w sensie moralnym – powiedział – ponieważ działałem w przekonaniu, że bronię dobra Rzeczypospolitej”. Podkreślił też wyraźnie – że fałszywie oskarżają go Żydzi: „Składanie wyjaśnień przed Wysokim Sądem rozpocząłem od wskazania faktów, których znajomość ukształtowała mój stan świadomości i moje stanowisko wobec ekscesu, jakim było pojawienie się w Sejmie Rzeczpospolitej Polskiej przedstawicieli sekty Chabad-Lubawicz wraz z asystą. Ta asysta to z jednej strony osoby pierwsze i drugie w państwie, marszałkowie izby niższej, wyższej Parlamentu Rzeczpospolitej Polskiej, ale także silna reprezentacja ministrów i generalnie politycznej elity, która w zmiennym składzie w tak niegodny sposób rządzi Polską. Ta asysta to również, na ile można się było zorientować z doniesień medialnych – bo przecież ja tam nikogo nie legitymowałem – przedstawiciele rozmaitych organizacji, które przedstawiają się same jako organizacje żydowskie. Jak się przedstawiają? No, na przykład post factum sygnując listy oskarżenia i potępienia wobec mnie. Jeden z takich listów sygnowany był chyba przez ponad setkę organizacji żydowskich w Polsce. Kto by się, Wysoki Sądzie, spodziewał, że aż ponad setka się uzbiera chętnych do tego, żeby mnie potępiać?

I teraz, dlaczego to jest istotne dla rozpoznania tej sprawy? Dlatego że najwyraźniej zorganizowana diaspora żydowska w Polsce, a chyba też i w świecie; ponieważ to potępienie, oburzenie, rozdzieranie szat i sięganie po kamienie (rzecz jasna w przenośni) w przestrzeni medialnej zatoczyło kręgi znacznie przekraczające zarys granic Rzeczypospolitej Polskiej. Więc te organizacje najwyraźniej utożsamiają się z dyskursem prowadzonym przez sektę Chabad-Lubawicz. Więc to jest istotne – że chociaż nie wszyscy Żydzi na co dzień utożsamiają się z programem ideowym i aktywnością sekty Chabad-Lubawicz i chociaż wielu z nich będzie wręcz podkreślać niszowość, wyjątkowość, marginalność tej formacji – to żeby mnie potępić, osądzić od czci i wiary i stawiać przed Wysokim Sądem, skrzyknęli się wszyscy. Nie ma zatem przesady. Jest tylko stwierdzenie faktu, że to Żydzi mnie oskarżają, Żydzi mnie szkalują, Żydzi pociągnęli mnie przed ten sąd w sposób tak bezczelny, jak tego przykład mieliśmy” – podsumował oskarżony.

Po pierwsze służba rodakom

Rozprawa zakończyła się zapowiedzią dalszego toku postępowania oraz analizą przedstawionych materiałów. Sąd poinformował, że decyzje w sprawie zostaną podjęte po szczegółowym rozpatrzeniu wszystkich argumentów oraz dowodów zaprezentowanych podczas rozprawy. W tym miejscu należy zaznaczyć, że pod koniec rozprawy z dnia 23 lutego oskarżony złożył wniosek o możliwość kontynuowania swoich wyjaśnień w późniejszym terminie, ponieważ naglił go termin zbliżającego się lotu do Brukseli w tym samym dniu.

Złożył więc wniosek o odroczenie rozprawy na późniejszy termin. Strona oskarżycielska posuwała się do bezczelnych wręcz sugestii, jakoby praca posła nie była niczym wyjątkowym i nie zwalniała oskarżonego z obecności na rozprawach.

„Nie sposób pominąć faktu, że Grzegorz Braun jest polskim posłem do Parlamentu Europejskiego i to wybranym głosami ponad 100 tysięcy obywateli. Sugerowanie przez przeciwników politycznych nieuczciwości w celu przewlekania postępowania dotyczącego, w mojej ocenie, błahych spraw oraz dyskusyjnych zarzutów, jest formą walki politycznej przeniesioną wprost na salę sądową. Oskarżony nie potrzebuje kreować roli do minus litis, on po prostu korzysta z przysługujących mu uprawnień, których Sąd ma obowiązek strzec za kulisami upolitycznionych pełnomocników pokrzywdzonego stowarzyszenia. Pismo dr Hanny Gajewskiej-Kraczkowskiej, adwokata dr Hanny Gajewskiej-Kraczkowskiej, adwokata Andrzeja Kraczkowskiego, należy uznać za nieuzasadnioną polemikę z decyzjami sądu oraz próbę obejścia elementarnych zasad procesu karnego. Wnoszę zatem nie tylko o procedowanie z poszanowaniem stanu zdrowia oskarżonego, ale i jego prawa do osobistego udziału w czynnościach, co jest jedyną gwarancją wydania sprawiedliwego wyroku. Takie pismo zostało do sądu skierowane” – mówił obrońca oskarżonego.

Grzegorz Braun około godziny 15:00 opuścił salę rozpraw, uzasadniając swoją decyzję służbą, jaką jest praca posła i tym, że nie może zawieść zaufania swoich rodaków, ponieważ pełni rolę wybranego przez nich przedstawiciela w Parlamencie Europejskim. Zapadła decyzja o kompromisie, wedle którego na kolejnej rozprawie, która odbyła się 5 marca, były kontynuowane wyjaśnienia oskarżonego oraz miało dojść do rozpoczęcia przesłuchań świadków.

Szeroki Front Gaśnicowy na warcie

W czwartek 5 marca 2026 roku odbyła się kolejna, III rozprawa. Sympatycy, wyborcy i działacze Konfederacji Korony Polskiej nie zawiedli Grzegorza Brauna, kolejny raz licznie gromadząc się przed budynkiem sądu już od godziny 8:30. Moją uwagę szczególnie przykuła okazała rycerska zbroja jednego z działaczy Szerokiego Frontu Gaśnicowego oraz towarzystwo górali, którymi prezes Korony chętnie się otacza. Dodawali otuchy swojemu liderowi, a przebieg sprawy od początku do końca relacjonowały niezależne propolskie media.

Mimo iż proces Brauna jest publiczny, otwarty dla wszystkich i ważą się na nim losy narodu, to jednak media głównego nurtu zdają się nie angażować w jego ogólnopolską promocję. Na szczęście były obecne niezależne media, które bez owijania w bawełnę relacjonują przebieg zdarzeń. Wraz z Markiem Skalskim reprezentowaliśmy „Najwyższy Czas!” jako przedstawiciele medialni. Z pierwszych minut poranka dało się słyszeć komentarze osób trzecich stojących w kolejce przed salą rozpraw, a także relacje na żywo. Po wejściu na salę sądową ujrzałam pomieszczenie wypełnione niemal po brzegi.

Należy tu zaznaczyć, że wysoka temperatura panująca na sali nie stwarza niestety korzystnych warunków do spokojnego procedowania, stąd co około 1–1,5 godziny sąd zarządzał przerwę w rozprawie. Obok dziennikarzy, rodzin i obserwatorów znajdowały się osoby nagrywające przebieg rozprawy własnymi kamerami. Trzecie posiedzenie w toczącym się procesie europosła dotyczy szeregu zarzutów, z których najgłośniej komentowanym jest incydent z grudnia 2023 roku, dotyczący zgaszenia świec chanukowych podczas obchodów Chanuki w Sejmie RP.

Przed wejściem na salę rozpraw Braun tradycyjnie udzielił krótkiej konferencji, w którą był zaangażowany również szerzej nagłaśniany monolog przed kamerami. Jak mówił podczas tej konferencji: „Rozstrzyga się, z której strony muru wszyscy się znajdziemy i czy przypadkiem nie będzie to mur otaczający Gazę” – powiedział przed wejściem do sądu, odnosząc się do szerszego kontekstu światowego.

Sam proces trwał blisko 7,5 godziny. Po otwarciu posiedzenia przewodniczący sędzia poprosił o kontynuowanie składania wyjaśnień przez oskarżonego. Grzegorz Braun – zgodnie z nagraniami i relacjami – rozpoczął od znanego sobie tonu obronnego, podkreślając, że postrzega to postępowanie jako część szerszego sporu o przyszłość państwa i narodu: „Nie stoję tutaj tylko w obronie własnej osoby, ale w obronie każdego Polaka, który ma prawo do samoobrony wobec narzuconych wzorców i oczekiwań” – mówił.

Następnie polityk odniósł się do poszczególnych zarzutów, zaczynając od najgłośniejszego – dotyczącego zgaszenia świec chanukowych w Sejmie. Z przekazów wideo wynika, że Braun próbował uzasadniać swoje zachowanie jako stanowczy sprzeciw wobec rytualnych manifestacji, które według niego naruszają porządek i prawo: „Nie pozwolę na to, by kultura polityczna była narzucana przez manifestacje, których treść – moim zdaniem – sprzeczna jest z konstytucyjnym porządkiem publicznym” – mówił Grzegorz Braun.

Po swobodnych wyjaśnieniach został poproszony o odpowiedzi na pytania przedstawicieli oskarżenia. Jak wynika z relacji z sali, prokurator wielokrotnie zadawał szczegółowe pytania dotyczące kolejnych zdarzeń z 2023 i 2024 roku, w których uczestniczył poseł. Momentami atmosfera na sali była napięta. Jeden z komentarzy podczas składania wyjaśnień brzmiał: „To nie są konkretne zarzuty – to polityczna interpretacja moich działań, które miały charakter obronny wobec arbitralnych i niekonstytucyjnych praktyk”. Strona oskarżenia zadawała również pytania o incydent w Niemieckim Instytucie Historycznym z maja 2023 roku, gdzie – według aktu oskarżenia – miał zakłócić wykład o Holokauście, przewrócić głośnik i krzyczeć do sali. Grzegorz Braun w odpowiedzi stwierdził, iż jego działania miały na celu odsłonić manipulację narracyjną.

Kopała Brauna, nie przyszła do sądu

W trakcie rozprawy stało się jasne, że Magdalena Guzińska‑Adamczyk – wskazywana w akcie oskarżenia jako osoba poszkodowana w związku z incydentem z gaśnicą – nie pojawiła się na sali. Jak relacjonowano na żywo, sąd uwzględnił jej wyjaśnienia przesłane wcześniej i zdecydował, że jej zeznania odbędą się na posiedzeniu zamkniętym, bez udziału Brauna czy jego obrońców.

I ten fakt zasmucił chyba najbardziej obecnych uczestników rozprawy, ponieważ czekali na moment, aż Żydówka-agresorka spojrzy Grzegorzowi Braunowi w oczy i odniesie się do nagrania, na którym wyraźnie widać, jak się na jego kierunku rzuciła, krzyczała i kopała. Do tego niestety z „przyczyn osobistych” agresorki nie doszło.

Nie powstrzymało to jednak pana Brauna od wyjaśnienia: „Ta pani – cywil, to agresor w sferze symbolicznej – bo uczestniczka tego talmudycznego, satanistycznego rytuału rasistowskiego”. Jak stwierdził pan Grzegorz Braun w swojej przemowie przed budynkiem sądu po zakończonej rozprawie, brak stawienia się Żydówki-agresorki w charakterze świadka to próba uniknięcia spojrzenia prawdzie prosto w oczy „po tym, jak się nakłamało w prokuraturze”. W sieci pojawiały się fragmenty transmisji, w których obrońca Brauna miażdżył wersje prokuratury, wskazując na momenty, kiedy to pokrzywdzona zaczęła atakować parlamentarzystę. Pan Grzegorz Braun nawiązał tu w swojej wypowiedzi do mrocznej i talmudycznej genezy święta Chanuki, które w żadnym wypadku nie powinno być świętowane w polskim Sejmie.

Zadał również pytanie o źródło przyzwolenia na pojawienie się nieobyczajnych bombek na choince w gmachu Sądu, która została przez niego usunięta, albowiem ta interwencja również znalazła się w akcie oskarżenia: „Notabene te stowarzyszenia sędziowskie nie wykazały – a w każdym razie ja o to zapytam Wysoki Sąd – ale nie zauważyliśmy żadnych umów, które by opiewały na przekazanie rozporządzania tym mieniem. Nie wiemy, czy to było na zasadzie użyczenia tych bombek, czy na zasadzie darowizny… jeśli darowizna, to ciekawy, nowy wątek. Wobec tego, czy to zostało zgłoszone do Urzędu Skarbowego? I jeżeli zostałoby zgłoszone, to czy to jest legalne? Czy się godzi sędziom przyjmować darowiznę w postaci choćby bombek (już pomijam, nieobyczajne i nielicujące z powagą sądów treści eksponowane na tych bombkach)? Bo jeżeli można dać bombkę, to można dać też kurę na rosół” – wyjaśniał Grzegorz Braun mediom przed kamerami, co zresztą powtórzył na sali sądowej. Pytanie o legalność występowania takich zjawisk jak bombki propagujące treści nawiązujące do konkretnych ideologii nie powinny bowiem mieć miejsca w siedzibach instytucji państwowych, podobnie jak świecznik chanukowy w Sejmie RP. Dopiero po ocenie podstawy ich pojawienia się tam należałoby przejść do analizy reakcji, do których posunął się Prezes Konfederacji Korony Polskiej.

Przerwana wypowiedź o Żydach

Podczas ostatniej rozprawy oskarżony złożył wniosek o załączenie książki do materiału dowodowego: „Zapytam, czy zostanie uznane za stosowne włączenie tej książki jako całości do materiału dowodowego: »Reckless Rites. Purim and the Legacy of Jewish Violence« (Okrutne rytuały. Święto Purim i dziedzictwo żydowskiej przemocy), autor – Eliot Horowitz, którego, sądząc z nazwiska, nie będziemy podejrzewali o jakiś brzydki antysemityzm. To jest książka naukowa, wydana w Oksfordzie w roku 2006. Polecam. To jest książka jeżąca włos na głowie, która pokazuje na przestrzeni wieków praktykę żydowskiej rytualnej przemocy wywiedzionej z fałszywego kultu talmudycznego.

I ponieważ ta wojna rozpętana została, jak rozumiem, właśnie w duchu świąt purimowych – ponieważ w te święta żydowskie dzieci są zachęcane do tego, żeby powtarzały rytualny mord Hamana, jego jedenastu synów i wszystkich niezliczonych stronników za zgodą króla, który uległ urokom Estery (historia ze Starego Testamentu) – to znowu ważne, żeby Wysoki Sąd rozumiał, że ja występuję, mając świadomość realności zagrożeń wynikających z bezkarnego kultywowania, propagowania rasizmu właśnie przez talmudystów w kolejnych pokoleniach. Dziś Gaza i Iran – a przez wieki rytuał mordowania Hamana i jego stronników, zaczynając od jego potomstwa. Warto, żebyśmy rozumieli, z kim mamy do czynienia.

Mamy do czynienia z ludźmi, dla których wszyscy jesteśmy tyle warci, ile Haman i jego potomstwo. Warto rozumieć, że tak ci ludzie na nas patrzą i w związku z tym scenariusz ludobójstwa jest bardzo realny. A oczywiście bardzo realny jest scenariusz niewolnictwa, zniewolenia, poddania Polaków w woli żydowskich ludobójców, którzy – w czasie wolnym od ludobójstwa, od okrucieństwa bezpośredniego – dopuszczają się takiego okrucieństwa, jakim jest handel ludźmi, co również ma wielopiętrową, dziejową praktykę” – tłumaczył Grzegorz Braun.

„Moje poczucie zagrożenia wynikające z tego, że publicznie celebruje się rasistowski kult talmudyczny, jest zagrożeniem niewydumanym. Ja się tych ludzi lękam. Ja się ich osobiście boję – właśnie dlatego że przeczytałem te wszystkie książki i oglądałem doniesienia z frontów wojen, które Żydzi mieli fantazję wytoczyć w różnych stronach tego świata, sięgając po kij bejsbolowy, po lewar Imperium Amerykańskiego. Więc pozwoli Wysoki Sąd, że podyktuję do protokołu…?” – zapytał.

W tym miejscu jednakże wypowiedź oskarżonego została przerwana: „Nie zezwalam Panu” – odparł sąd. Każdy z nas powinien zadać sobie pytanie o przyczynę takiej decyzji. Jak widać, są tematy których nie można poruszać zbyt szeroko, nie wolno ich zgłębiać. A prawda nie może w polskich instytucjach w pełni wybrzmiewać publicznie.

Grzegorz Braun spędził 7,5 godziny w sądzie. „Miałem poczucie dobrze spełnionego obowiązku”

Grzegorz Braun spędził 7,5 godziny w sądzie.

„Miałem poczucie dobrze spełnionego obowiązku”

pch24.pl/grzegorz-braun-spedzil-7.5-godziny-w-sadzie-mialem-poczucie-dobrze-spelnionego-obowiazku

(fot. PAP/Paweł Supernak)

W procesie lidera Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna warszawski sąd wysłuchiwał w czwartek wyjaśnień oskarżonego dotyczących przerwania skandalicznego wykładu promującego kłamstwa na temat rzekomego udziału Polaków w zbrodniach hitlerowskich, jaki odbył się w Niemieckim Instytucie Historycznym. Odpowiadał też na pytania odnoszące się m.in. do zgaszenia świec chanukowych w Sejmie.

Czwartkowa rozprawa przed sądem rejonowym dla Warszawy-Pragi Południe rozpoczęła się o godz. 9 i trwała 7,5 godziny. Była to już trzecia rozprawa w tym procesie, a jednocześnie także trzecia, w trakcie której Grzegorz Braun składał wyjaśnienia. Po zakończeniu swobodnej wypowiedzi, Braun udzielił odpowiedzi na pytania oskarżenia oraz zaczął odpowiadać na pytania swoich obrońców.

Europoseł Braun składał wyjaśnienia dotyczące zarzutów odnoszących się do zdarzeń z maja 2023 r. w Niemieckim Instytucie Historycznym. Polityk zablokował wówczas wykład niejakiego Jana Grabowskiego o Holokauście, a w toku tej interwencji uszkodził mikrofon, uderzając nim o pulpit. Następnie podszedł do głośnika, przewracając go i krzycząc: „Dość tego!”.

Przed sądem w czwartek Braun mówił, że na organizowane w Instytucie wydarzenie przybył na publiczne zaproszenie, a działania, które wtedy podjął, „były absolutnie niezbędne, by powstrzymać obrażanie państwa i narodu polskiego, majestatu Rzeczypospolitej i dobrego imienia polskich patriotów poległych, cierpiących na różne sposoby za ojczyznę”.

Europoseł powiedział także, że „dezaktywował” mikrofon oraz sprzęt nagłaśniający, żeby mieć pewność, że „seans pogardy i nienawiści wobec Polski i Polaków” nie będzie kontynuowany. Ocenił również, że „zadziałał tak, jak było to możliwe w danych okolicznościach”, a także ma „poczucie dobrze spełnionego obowiązku”.

Najgłośniejszy z zarzutów, którego dotyczy proces, odnosi się do zgaszenia gaśnicą świec chanukowych w Sejmie w grudniu 2023 r. i skierowania jej strumienia na niejaką Magdalenę Gudzińską-Adamczyk. Prokuratura zarzuca europosłowi, że gasząc gaśnicą zapalone świece w świeczniku Chanuki, „obraził uczucia religijne wyznawców judaizmu”. Z kolei kierując strumień gaśnicy w stronę Gudzińskiej-Adamczyk, która miała podjąć „interwencję na rzecz ochrony porządku publicznego”, naruszył jej nietykalność cielesną oraz „spowodował u niej lekki uszczerbek na zdrowiu”.

Na czwartkowe popołudnie zaplanowane było przesłuchanie Gudzińskiej-Adamczyk. Do sądu wpłynął jednak wniosek o usprawiedliwienie jej nieobecności, który został przyjęty przez sędziego Marcina Brzostkę. Przy czym na początku czwartkowej rozprawy sędzia Brzostko poinformował, że jej pełnomocnik złożył wniosek o to, aby składanie przez nią zeznań odbywało się z wyłączeniem jawności oraz bez obecności oskarżonego [sic!! md] . O swojej decyzji sędzia poinformuje na kolejnej rozprawie.

W wyjaśnieniach Braun stwierdził, że został „napadnięty” przez kobietę, w czasie, gdy jako poseł przebywał w miejscu swojej pracy. Dodał, że zapisane w akcie oskarżenia słowa, które miał wypowiedzieć wtedy do Gudzińskiej-Adamczyk, wcale nie padły. Stwierdził również, że oba jego twierdzenia potwierdzają wykonane tego dnia nagrania.

Europoseł powiedział również, że nie przyznaje się do zarzutu „znieważenia przedmiotu czci religijnej”, ponieważ w jego ocenie świecznik chanukowy był „przedmiotem służącym manifestacji politycznej na gruncie reminiscencji historycznych”.

Podczas poprzedniej rozprawy europoseł złożył już wyjaśnienia odnoszące się do zarzutów dotyczących zajść w budynku Narodowego Instytutu Kardiologii w 2022 r., gdy w czasie tzw. pandemii koronawirusa wszedł z grupą osób na spotkanie dyrekcji placówki, aby zarejestrować ówczesnego dyrektora, a byłego ministra zdrowia, współodpowiedzialnego za politykę terroru pandemicznego, Łukasza Szumowskiego, który – jak twierdził Braun – był pijany i podjął ucieczkę przed politykiem.

Odniósł się wtedy również do zarzutu związanego z wyrzuceniem do kosza choinki bożonarodzeniowej w Sądzie Okręgowym w Krakowie w 2023 r.

Następne rozprawy zaplanowano na: 13 i 19 marca, 13 kwietnia, 22 i 28 maja oraz 19 i 26 czerwca. Podczas posiedzenia europoseł Braun będzie kontynuował odpowiadanie na pytania obrony oraz sędziego. Możliwe także, że wówczas zeznania złoży Gudzińska-Adamczyk.

Łącznie akt oskarżenia wobec Brauna w tej sprawie zawiera siedem zarzutów, a niektóre z nich są zagrożone karą do pięciu lat pozbawienia wolności.

Na różnych etapach są inne sprawy wobec Grzegorza Brauna. Ostatnio szef MS – prokurator generalny Waldemar Żurek informował o kolejnym wniosku do europarlamentu o uchylenie immunitetu Brauna. W tym przypadku – jak mówił – chodzi o zaprzeczanie zbrodniom nazistowskim.

Źródło: PAP / Ewa Fiutka

Proces przeciwko Braunowi jest procesem przeciwko Polsce

Proces przeciwko Braunowi jest procesem przeciwko Polsce

CzarnaLimuzyna, 24 lutego 2026 ekspedyt/proces-przeciw-braunowi-jest-procesem-przeciw-polsce

Jeżeli ktoś kręci nosem na to w jaki sposób reprezentuje Polskę w tym procesie Grzegorz Braun, to warto raz jeszcze zwrócić uwagę, że nikt do tej pory z grona innych formacji politycznych nie zgłosił się, nie wystąpił z szeregu stłamszonych tchórzy, a niektórzy dołączyli nawet do nagonki.

Z szeregu wystąpił, tak jak to określił ksiądz Marek Bąk, „jedyny mężczyzna”, Grzegorz Braun.

==================================

Przytaczam kilka ważnych cytatów, dołączając na końcu film z całości rozprawy.

Bogu dziękuję, że tak się właśnie zdarzyło, że mogłem zareagować.

Jestem szczęśliwy, że los, przypadek, Opatrzność tak zrządziła, że mogłem w sposób tak jasny, zdecydowany zareagować na bezeceństwo, które powinno oburzać każdego państwowca, każdego Polaka, który jest świadom w pełni zasad prawno- ustrojowych, które są fundamentalne dla istnienia Rzeczpospolitej Polskiej

Była to celebracja żydowskiego triumfalizmu nad nie Żydami. Była to celebracja wyższości plemienia żydowskiego nad wszystkimi innymi ludzkimi plemionami

– Cytaty –

To Żydzi mnie oskarżają, Żydzi mnie szkalują, Żydzi pociągnęli mnie przed ten sąd i w sposób tak bezczelny… podbechtują, ponaglają wysoki sąd do szybszej, bardziej bezwzględnej rozprawy ze mną bez oglądania się na moje prawo do obrony!

Zarzuca mi się napaść, gdy tymczasem to ja zostałem napadnięty. To jest właśnie żydowska hucpa, wysoki sądzie. To jest właśnie największa bezczelność w całej tej sprawie.

(…) Napadła mnie pani zawodowa żydówka, bo później przeczytałem w gazecie, że tak się prezentuje, że należy do warszawskiej gminy żydowskiej, czyli z bycia Żydem uczyniła sobie jakąś część swojego życia, swojego udziału w życiu publicznym.

Napadła mnie, po czym nakłamała gazetom, prokuratorowi, który wziął to i bezkrytycznie, wytnij-wklej, powtórzył Wysokiemu Sądowi. Kluczowa kwestia. Pani zawodowa żydówka twierdzi, że odezwałem się do niej w sposób nieżyczliwy.

Uwaga, nawet gdybym się odezwał w sposób nieżyczliwy, to jeszcze nie jest przestępstwo. Chyba miałem, dalibóg sporo powodów, żeby odnieść się bez życzliwości do tej pani. A jednak nie odezwałem się ani słowem.

Rasiści oskarżają mnie o rasizm

A jednak nie odezwałem się ani słowem, zaś słowa fałszywie mi przypisane przez tą panią zostały nie wiadomo ile razy przedrukowane, powtórzone, nadano im rezonans, wydźwięk rasistowski. Rasiści oskarżają mnie o rasizm. Żydowscy rasiści talmudyści oskarżają mnie o to, że to ja dzielę ludzi na ludzi i podludzi.

Otóż z naciskiem to stwierdzam i to jest moje w tej kwestii wyjaśnienie kluczowe odnoszące się do faktografii. Ja do tej pani nie odezwałem się słowem, a dowody znajdzie, chwała Bogu, Wysoki Sąd, odtwarzając, mam nadzieję, w tej sali, wszystkie materiały, audio, foto-wideo, które są dostępne, które dokumentują to wydarzenie. Nie trzeba mi wierzyć na słowo, Wysoki Sądzie, no, ale lepiej byłoby też nie wierzyć na słowo mojej fałszywej oskarżycielce.

Bo skoro kłamie ona w sposób tak bezczelny, kontr-faktycznie, stwierdzając jakieś moje wypowiedzi, których nie było, no to w jakiej sprawie nie kłamie, wysoki sądzie? To w jakiej sprawie nie kłamie ta pani?

Ja byłem tam w prawie i u siebie, jako poseł na Sejm, nie tylko upoważniony, ale uwaga, wezwany przez moich wyborców do tego, żeby stać na gruncie polskiej racji stanu, polskiego interesu narodowego i standardów cywilizacji łacińskiej, z którymi się nie godzi program i praktyka sekty Chabad Lubawicz, no i tych stu z górką organizacji żydowskich, które mnie potępiają, a tę panią pochwalają.

Opinia biegłych o paleniu świecznika

Pan czy jeszcze poprzednia pani prokurator zamówił opinię biegłego i została sporządzona taka opinia przez pana profesora doktora habilitowanego Eugeniusza Asakowicza, który stwierdza, cytuję, że świecznik chanukija nie jest przedmiotem kultu uznanym przez zarejestrowaną na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej i wspólnotę religijną, jeszcze raz dużymi literami, nie jest przedmiotem kultu. Nie. Trzy literki N i E. Nie jest.

Nie jest przedmiotem kultu uznanym przez zarejestrowaną na terytorium RP wspólnotę religijną, kościół lub związek wyznaniowy. I stwierdził ten sam biegły profesor doktor habilitowany Eugeniusz Asakowicz, że uroczystość zapalenia świec w Sejmie Rzeczpospolitej Polskiej w dniu 12 grudnia 2023 roku, uwaga, znowu to krótkie słówko, „nie”. Nie.

(…) „to wydarzenie nie stanowiło elementu celebracji religijnej, a zgaszenie świecznika nie stanowiło przeszkadzania w wykonywaniu aktu religijnego”. Bardzo doniosłe stwierdzenie.

No, tylko po przyjęciu takiej opinii, pan prokurator postanowił schować ją pod dywan, do szuflady, unieważnić i zamówił sobie następną opinię, ponieważ ta nie pasowała do przyjętej linii oskarżenia.

I otóż została zakontraktowana następna biegła. Pani doktor Edyta Gawron z judaistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego: wygoogla sobie Wysoki Sąd, mam nadzieję panią doktor Edytę Gawron, i zobaczy Wysoki Sąd, że jest ona nie jest li tylko przedstawicielem świata akademickiego, świata nauki, badaczem, publicystą.

Pani Edyta Gawron wchodzi do zarządu Żydowskiej Masonerii B’nai B’rith Polska. I ta organizacja, mówię Żydowska Masoneria, bo oni tam mają cenzus narodowościowy i gojów nie przyjmują. Otóż ta organizacja figuruje na liście tych organizacji, które mnie potępiły.

Otóż… B’nai B’rith … potępia mnie jako jeden z liderów tej akcji, tego niekończącego się seansu nienawiści, tej napaści medialnej i politycznej.

I oto osoba reprezentująca tę organizację, a więc z całą pewnością nie obiektywnie bezstronny rzeczoznawca, tylko zaangażowana funkcjonariuszka frontu ideologicznego, zostaje przez prokuraturę zakontraktowana jako biegły. Po to, żeby unieważnić wcześniejszą opinię profesora doktora habilitowanego Eugeniusza Sakowicza. To jest hucpa, Wysoki Sądzie. To są drwiny z prawa, sprawiedliwości, zdrowego rozsądku.

To z Wysokiego Sądu chcą zrobić wykonawcę tego wyroku, który gdzie indziej już został napisany. Nie dopuśćmy do tego, żeby pani Gawron z zarządu B’nai B’rith Polska udrapowana w szaty obiektywnego, niezależnego biegłego, żeby dyktowała, co tutaj jest, a co nie jest prawdą w tej sprawie.

=======================