„Operacja polska” NKWD. Pochłonęła życie dziesiątków tysięcy naszych rodaków
11 sierpnia 2026 pch24/operacja-polska-nkwd-pochlonela-zycie-dziesiatkow-tysiecy-naszych-rodakow

89 lat temu rozpoczęła się „Operacja polska” NKWD, największa sowiecka ludobójcza akcja przeprowadzona na naszym narodzie. Historycy zajmujący się tematem szacują, iż strzałami w tył głowy zamordowano od 100 do nawet 200 tysięcy osób tylko dlatego, że były one Polakami.
Ponad sto tysięcy kobiet wywieziono na Sybir, a ich małe potomstwo oddano do sowieckich domów dziecka, aby uczynić z nich „prawdziwych komunistów”.
Oddzieleni granicą od Macierzy
Wskutek porozumień zawartych pomiędzy Polską a Sowietami, a zapisanych w traktacie pokoju ryskiego (rok 1921), około miliona Polaków mieszkających na terenach dzisiejszej wschodniej Białorusi, stało się obywatelami ZSRS (Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich). Najpierw Stalin próbował „zrobić” z nich komunistów i ateistów. Na terenie Białoruskiej SRS w tym celu otwierano szkoły z polskim językiem nauczania, tworzono polskie enklawy, tzw. marchlewszczyznę, gdzie politrucy próbowali uczynić z Polaków homo sovieticus. Jednak nic z tego nie wyszło, a Stalin, rozwścieczony tym stanem rzeczy, nakazał naszych rodaków wymordować.
Masakrę rozpoczął rozkaz „krwawego karła”
Ludobójczą akcję nazwaną przez szefów NKWD „Operacją polską” rozpoczął specjalny rozkaz o numerze 00485, z datą 11 sierpnia 1937 roku. Wydał go ówczesny szef NKWD Nikołaj Jeżow, z powodu niskiego wzrostu i zbrodniczego charakteru nazwany „krwawym karłem”. O przebiegu operacji specjalnej aż do jej zakończenia jesienią 1938 intensywnie raportował on Stalinowi. Do obwodowych komend NKWD zaczęły trafiać listy skazanych, przygotowane w ogromnym pośpiechu przez lokalne instancje bezpieki.
Rodzaj przestępstwa określano zwięźle: „polski kontrrewolucjonista”, „wróg Związku Sowieckiego”, „polski kułak”, „piłsudczyk”, „aktywny działacz katolicki” czy „członek polskiej kontrrewolucyjnej organizacji POW”, która de facto dawno już nie istniała. Nie dbano nawet o pozory. Nie fabrykowano dowodów, nie ratowała ofiar przynależność do klasy robotniczej czy chłopskiej, nieważny był wiek. Leningradzkie NKWD przy wyborze ofiar posiłkowało się książką telefoniczną. Wystarczyło, że posiadało się polskobrzmiące nazwisko, by zostać wrogiem ludu.Weźmy przykład Orszy, gdzie na tzw. Kobylackiej górze w ramach „Operacji polskiej” enkawudziści rozstrzelali 503 Polaków – 457 mężczyzn i 46 kobiet. Większość ze zgładzonych tam naszych rodaków miała od 30 do 60 lat. 32 rozstrzelanych było w wieku od 20. do 30. roku życia. Wiek 45 osób przekraczał 61 lat. Najmłodszy z zabitych, kołchoźnik Eugeniusz Szpet ze wsi Piadyń rejonu begomlskiego (rok urodzenia 1915) w momencie wykonania na nim wyroku śmierci miał ukończone zaledwie 22 lata. Natomiast najstarszą ofiarą wśród Polaków był niezrzeszony w kołchozie, 80-letni cieśla Bronisław Piwnicki (syn Wincentego).
Mechanizm stalinowskiej zbrodni
Zanim spisy aresztowanych skierowano z obwodów NKWD do Moskwy, podwyższano zazwyczaj wyroki, przeważnie do najwyższego wymiaru, czyli kary śmierci. W stolicy orzeczenia były ostatecznie akceptowane przez Jeżowa i głównego prokuratora Andrieja Wyszyńskiego. Następnie centrala zawiadamiała o zatwierdzeniu kary placówki NKWD, w których więziono Polaków.Stalin dał wykonawcom zbyt mało czasu na wymordowanie tysięcy ludzi, więc nazwiska ofiar zatwierdzano w stolicy po pobieżnym przeglądzie dokumentacji – bywało, że po dwa tysiące dziennie. Po pierwszych dwudziestu dniach operacji Jeżow doniósł Stalinowi, że dokonano już ponad 23 tysięcy aresztowań. „Bardzo dobrze! Wykopujcie dalej i usuwajcie ten polski brud” – odpowiedział demoniczny generalissimus.
W latach 1937–1938 żaden Polak na terytorium ZSRS nie mógł spać spokojnie. Więźniarki przyjeżdżały zawsze nocą, enkawudziści wyrywali ludzi ze snu i w pośpiechu zaganiali do samochodów. Ofiary rozstrzeliwano głównie w podziemiach więzień NKWD lub podmiejskich lasach. Zwłoki wrzucano do wcześniej wykopanych dołów. Katów, którzy rozstrzeliwali, po zakończeniu „Operacji polskiej” Stalin kazał zamordować.
Informacje o ofiarach tej zbrodniczej kampanii były tajne i tak jest do dziś. Jak szacuje rosyjski historyk Nikita Pietrow ze Stowarzyszenia Memoriał (który w latach 90. miał wgląd do sowieckich archiwów) podczas „Operacji polskiej” aresztowano prawie 144 tysiące Polaków. Decyzje o wyrokach śmierci wydawano w trybie pozasądowym.
Nikita Pietrow w swoich pracach podaje, iż w ramach „Operacji polskiej” w całym ZSRS zostało skazanych 139 815 osób, z których 111 071 skazano na śmierć poprzez rozstrzelanie. W wyniku represji prowadzonych na terenie sowieckiej Białorusi zabito połowę mieszkającej tam ludności pochodzenia polskiego.
Prof. Nikołaj Iwanow, inny rosyjski historyk badający stalinowskie zbrodnie, w swojej książce „Zginęli, bo byli Polakami” podaje, że w latach 1937–1938 w Związku Sowieckim doszło do zamordowania ponad 200 tysięcy Polaków przez NKWD. Egzekucje poprzedzały przesłuchania, przeradzające się w tortury, których celem było wydobycie fałszywych zeznań lub przyznanie się do fikcyjnych zbrodni. Autor publikacji podkreśla, że wszystko to działo się na rozkaz Józefa Stalina, a jedyną winą ofiar operacji była ich narodowość.
Miejsca kaźni
Pierwsze doły śmierci ofiar „operacji polskiej” odkryto jesienią 2014 roku w lasach przy wsiach Chajsy i Drekolje pod Witebskiem. Na terenie białoruskiej ZSRS NKWD dokonywało egzekucji Polaków także w innych miejscach – m.in. niedaleko Kobylckiej Góry koło Orszy, również m.in. na uroczysku Kuropaty koło Mińska. Jednak tych dołów śmierci na obszarze całego byłego ZSRS jest o wiele więcej. Do dzisiaj ustalono około 100 miejsc pochówków ofiar „operacji polskiej” (niedawno IPN odkrył szczątki ofiar w Gruzji). Według historyków ta liczba stanowi zaledwie około jedną trzecią wszystkich miejsc kaźni.
Wywózki
Kolejną zbrodnią „Operacji polskiej” był rozkaz nr 00486 z 15 sierpnia 1937 r., wydany również przez „krwawego karła” Nikołaja Jeżowa. Jego złym owocem były masowe wywózki. Tym razem represjom poddano żony i dzieci skazanych „zdrajców sowieckiej ojczyzny”. Ta zbrodnicza akcja została przeprowadzona głównie na terenie Białoruskiej Republiki. Represjonowani byli również Polacy zamieszkali w innych sowieckich regionach.
Jedną z ofiar wywózek była Franciszka Michalska z domu Waśkowska. Jako dziecko mieszkała z rodzicami i rodzeństwem w miejscowości Maraczówka koło Sławity na Ukrainie (ziemie wołyńskie), gdzie prowadzili oni gospodarstwo rolne. W roku 1937 ta wieś była zamieszkana przez kilkaset polskich rodzin. „Miałam wtedy 13 lat. Kilka dni przed wywózką wezwali mojego tatę do kołchozu, aby odebrał trzy pudy mąki. Tato nie wiedział jeszcze wtedy, skąd taka hojność komunistów. Powiedziano mu: Niech twoja żona piecze chleby i suszy z nich suchary. Przydadzą się wam. Po tych kilku dniach o świcie przyszli do nas enkawudziści, kazali się zbierać, pakować na podstawiony przed dom wóz. Potem razem z innymi sześciuset rodzinami wsadzili nas do bydlęcych wagonów i przez miesiąc wieźli na kazachskie stepy” – czytamy we wspomnieniach śp. pani Franciszki.
Zrozpaczonym matkom wyrywano z ramion dzieci
Już 15 sierpnia 1937 roku wydano rozkaz NKWD nr 00486 „w sprawie represjonowania żon polskich zdrajców ojczyzny – członków prawicowo-trockistowskich organizacji szpiegowsko-dywersyjnych”, skazanych przez Kolegium Wojskowe i trybunały wojskowe. Zgodnie z tym poleceniem należało aresztować wszystkie żony skazanych, bez względu na to, czy miały związek z działalnością kontrrewolucyjną, a także ich dzieci w wieku powyżej 15 lat, jeśli zostały uznane za „społecznie niebezpieczne i zdolne do działań antysowieckich”, a następnie wywieźć na Sybir. Dzieci poniżej 15. roku życia zabierano matkom i umieszczano w domach dziecka.
Rosja i Białoruś nie mówią nic
Przedstawiciele IPN, który prowadzi śledztwo w sprawie „Operacji polskiej” NKWD, ani też żadnych innych polskich instytucji nie zostali dopuszczeni do miejsc kaźni naszych rodaków. Jedyne dokumenty dotyczące tej zbrodni, jakie posiada państwo polskie, to skany oryginałów, które IPN otrzymało z ukraińskich archiwów w roku 2020 oraz z archiwów Kazachstanu. Pierwsze z nich, z archiwów państwowych w Odessie, Winnicy i Chmielnickim, są bezcenne. Zawierają bowiem szczegółowe informacje dotyczące konkretnych rozstrzelanych Polaków. W materiałach tych znajdują się imiona, nazwiska, daty i miejsce urodzenia, daty aresztowania i skazania na śmierć oraz inne ważne dane.
Zakończenie operacji polskiej przeciągano w czasie
Według pierwszego rozkazu „Operacja polska” miała się zakończyć do 20 listopada 1937 roku, ale na początku tamtego miesiąca lokalne organy NKWD otrzymały rozkaz, aby przyspieszyć działania i zakończyć je do 10 grudnia. Kiedy i to się nie udało, termin został przedłużony do 1 stycznia 1938 roku. Z kolei 31 stycznia Biuro Polityczne pozwoliło NKWD na przedłużenie operacji „likwidacji dywersantów i szpiegów” wśród Polaków do 15 kwietnia 1938 roku. Ostatecznie jednak „Operację polską” NKWD zakończyło w listopadzie 1938 roku.
Adam Białous