Przewracanie praworządności

Przewracanie praworządności

olenkawagner/przewracanie-praworzadnosci

W tytule nie ma literówki. Pamiętam jedną z kampanii wyborczych Sojuszu Lewicy Demokratycznej przebiegającą pod hasłem „Przywróćmy normalność”, które to hasło przeciwnicy SLD szybko przerobili na „Przewróćmy normalność”. Pozwoliłam sobie tej przeróbki użyć, bo pasuje do obecnej sytuacji, ale gdy okaże się, że jest to pomysł konkretnej osoby lub osób, które zastrzegły sobie prawa autorskie, na ich prośbę tytuł zmienię.

Historia zna przykłady zdań lub gestów, które choć prawdopodobnie nigdy nie miały miejsca, dobrze pokazują charakter postaci, złożoną sytuację historyczną czy pewną prawdę uniwersalną. Juliusz Cezar w momencie śmierci raczej nie powiedział „I ty Brutusie…”, nie ma jednoznacznych dowodów na to, że Ludwik XIV kiedykolwiek stwierdził „Państwo to ja„, a  król Szwecji Karol XIV, wcześniej Marszałek Francji, a jeszcze wcześniej uczestnik Rewolucji Francuskiej – Jean Baptiste Bernadotte ni.e musiał ukrywać tatuażu „Śmierć królom” (wg innej wersji „Niech żyje Republika”), bo takowego nie miał. Wszystkie te cytaty w sposób syntetyczny przekazują prawdę o omawianych postaciach. O zdradzie Brutusa, absolutyzmie Króla-Słońce i ideologicznej wolcie marszałka Bernadotte.

Ministrowi Żurkowi daleko wprawdzie do Juliusza Cezara, Ludwika XIV, a nawet marszałka Bernadotte, ale jest pewien gest, którego zainteresowany się wypiera, ale który dobrze oddaje charakter sprawowania władzy przez pana ministra (choć w trakcie wykonywania zdjęcia ministrem nie był). Chodzi o słynne zdjęcie ze środkowym palcem. Tak bardzo się panu ministrowi nie spodobało, że uzyskał sądowy zakaz rozpowszechniania go. Na szczęście zakaz dotyczy tylko pozwanych podmiotów, a nie wszystkich obywateli. Niefortunny znak miał być znakiem V, czyli Victorii. Tyle, że Żurek najpierw wyciągnął środkowy palec, a następnie wskazujący, stąd na zdjęciach poklatkowych mogliśmy zobaczyć gest zinterpretowany jako obraźliwy. Wszystko brzmi przekonująco, choć nieco dziwne wydaje się, że ktoś robiąc gest V wyciąga najpierw jeden palec, później drugi. Ćwiczyłam ten gest i zawsze łatwiej mi było wyciągnąć oba palce jednocześnie. Wygląda tak jakby ówczesny sędzia Żurek chciał pokazać środkowy palec, ale szybko się zreflektował i gest „przerobił” na V. Zapomniał (czy faktycznie?) jednak o tym, że palce ułożone w V i zwrócone grzbietem dłoni do widza to gest równie obraźliwy, choć może nieco mniej znany, bo charakterystyczny dla Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Jakie by nie były intencje pana Żurka w 2020 roku, faktycznie od początku objęcia urzędu zachowuje się tak jakby pokazywał środkowy palec wszystkim uznającym zasady państwa prawa. O ile jego poprzednik – Adam Bodnar jeszcze starał się zachowywać pozory praworządności, to Żurek już pozorami zupełnie się nie przejmuje. Jego celem jest… no właśnie co? To ciężko powiedzieć, postaram się swoje hipotezy zostawić na koniec.

W ostatnich kilku dniach mieliśmy do czynienia z kilkoma sytuacjami, gdy działania wymiaru sprawiedliwości w rażący sposób rozmijały się ze sprawiedliwością w pierwotnym znaczeniu tego słowa. Oczywiście, minister Żurek bezpośrednio nie odpowiada za wszystkie zdarzenia, ale nie wypowiedział się negatywnie w odniesieniu do żadnego z nich, a wszystkie one niestety wpisują się w szerszy obraz obecnej władzy.

1) Skazanie Adama Borowskiego na pół roku więzienia za krytykę Romana Giertycha. Podnoszą się głosy: nie za krytykę, ale za odmowę wykonania postanowienia sądu, który nakazał przeprosić Romana Giertycha za wypowiedź w związku z toczącym się wtedy postępowaniem przeciw Giertychowi. Borowski sugerował (zgodnie z materiałami z śledztwa), że Roman Giertych, jako adwokat wychodził poza akceptowalne działania w obronie klientów, łamiąc przy tym prawo. Giertych uznał, że oskarżenie to podważa zaufanie do niego jako adwokata. Z tym stwierdzeniem bym polemizowała. Osoba mająca konflikt z prawem chętniej wybierze adwokata, który w obronie klienta nie cofnie się przed niczym niż takiego, który poprzestanie na szukaniu okoliczności łagodzących. O utracie jakiego zaufania mówimy? A tak serio to mimo różnych prób wyjaśnień sprawa ma wymiar symboliczny. Legenda „Solidarności”, więzień stanu wojennego zostaje wysłany do więzienia za krytykę syna człowieka, który stan wojenny poparł. Oczywiście, Roman Giertych nie odpowiada za decyzje ojca, ale on sam również nigdy nie potępił stanu wojennego. Paradoks sytuacji zauważyli nawet obecni przeciwnicy polityczni Adama Borowskiego, ale tak jak on niegdyś działacze opozycji antykomunistycznej. W liście otwartym zwracają uwagę na znaczenie wolności słowa, a także fakt, że „śledztwo w sprawie roli, jaką w aferze Polnordu odgrywał Roman Giertych, zostało umorzone zbyt pochopnie”. Pismo skierowane jest do Waldemara Żurka. Czy pan minister zareaguje? Nie wiem, prawdopodobnie zareaguje jednak prezydent Karol Nawrocki, który Borowskiego ułaskawi.

2) Wezwanie pani Weroniki Krawczyk do odbycia kary 3 miesięcy prac społecznych. Pani Weronika w roku 2016 była w ciąży pod opieką ginekologa pana Piotra A. Po wykonanym USG lekarz stwierdził u płodu zespól Downa i namawiał kobietę do aborcji. Ta odmówiła i zmieniła lekarza. Dziecko, choć urodzone przedwcześnie okazało się zdrowe. W roku 2022 przeglądała stronę z opiniami na temat lekarzy. Napisała własną opinię na temat doktora A. Opisała w niej swoje perypetie z tym lekarzem. Ostrzegła inne pacjentki. Niby normalna sprawa. Ludzie wypisują różne opinie konsumenckie. Jedne są pozytywne, inne nie. Większość adresatów opiniami się nie przejmuje. Czasem podziękują za pozytywne. Opinie negatywne zazwyczaj lekceważą, albo też krótko wyjaśnią sytuację, ewentualnie zdementują informacje nieprawdziwe. Piotr A. jednak postąpił inaczej – podał kobietę do sądu, korzystając (podobnie jak Giertych) z osławionego paragrafu 212.  Nigdzie nie znalazłam uzasadnienia wyroku, więc nie wiem co powodowało sędzią, który za winę uznał ostrzeganie innych pacjentek. Czy lekarz wszystkiego się wyparł, a sędzia dal mu wiarę? Pomijając fakt, że pani Weronika nie miała żadnego interesu w tym by dyskredytować lekarza wymyślając nieprawdziwe historie, to dziennikarze znaleźli informację o lekarzu skazanym w roku 2002 za nielegalne wykonywanie aborcji. Nazwisko lekarza nie zostało podane, ale zgadza się adres i wiek. Wyrok byl wydany w zawieszeniu, a lekarza nie pozbawiono prawa wykonywania zawodu. Skazanie wprawdzie uległo zatarciu, nie może być formalnie wykorzystane  przeciw lekarzowi, ale sytuacja ta znacząco uprawdopodabnia wersję pani Krawczyk. Sędzia w pierwszej instancji skazał kobietę na cztery miesiące ograniczenia wolności i nakazał kobiecie przeprosić lekarza, sąd drugiej instancji skrócil karę do trzech miesięcy i podtrzymał nakaz przeprosin. Kobieta zaraz po wyroku złożyła prośbę o ułaskawienie do prezydenta Nawrockiego. Prezydent jeszcze wniosku nie rozpatrzył, nie tylko zresztą tego wniosku. Żadnej sprawy o ułaskawienie jeszcze nie rozpatrywał. Wnikliwość jest rzecz jasna wskazana, ale pani Weronika wiele czasu nie ma. Nie zamierza przepraszać , bo nie czuje się winna. Pani kurator też nie zgodziła się na odroczenie wykonania wyroku do momentu decyzji prezydenta. W sytuacji odmowy prac społecznych kobietę czeka 6 tygodni więzienia. Być może będzie mogła karę odbywać w systemie elektronicznym, ale pewności mieć nie można. Najgorszy w tym wszystkim jest jednak sam fakt skazania, za coś, co powinno być uznane za postawę obywatelską. Nawet proaborcyjne aktywistki przyznają, że niedopuszczalne jest nakłanianie do aborcji.

3) Proces księdza Olszewskiego i dwóch urzędniczek – pani Urszuli i pani Karoliny. O aresztowaniu tych osób napisano wiele, więc skupię się na nowych elementach przekonujących o tym, że wyrok skazujący już został wydany. Sprawę prowadzi sędzia Justyna Koska-Janusz, znana z programu TVN „Sędzia Artur Lipiński – Sąd Rodzinny”. W tym czasie była ona asesorem sądowym, a w programie występowała jako adwokat. Później została sędzią i popadła w konflikt z ówczesnym MS Zbigniewem Ziobro. Sam ten fakt powinien wykluczaj ją z tej sprawy. Sprawa dotyczy bowiem domniemanych nieprawidłowości przy rozdziale pieniędzy w Ministerstwie Sprawiedliwości, a MS był wtedy Ziobro. Uzasadnione jest więc podejrzenie, że pani sędzia może być zainteresowana pogrążeniem człowieka, który ją skrzywdził (naprawdę lub w jej przekonaniu – to nie ma znaczenia). „Odpowiedni” sędzia to jeszcze nie wszystko. Trzeba mieć „swoich” ławników. Na pomoc przyszedł przypadek. Tak się złożyło, że w wyznaczonym terminie wylosowani ławnicy nie mogli być obecni. Zamiast przesunąć termin lub (gdyby nieobecność miała być trwała) wylosować nowych, nowych ławników wyznaczyła sędzia. Co więcej: ławnicy ci stwierdzili, że zapoznali się z aktami liczącymi tysiące stron. Czy było to fizycznie możliwe? Oczywiście, że nie, nawet w przypadku zastosowania techniki szybkiego czytania. Szerzej na temat łamania procedur napisano już w „Salonie24

Widać jednak, że władzy zależy na wyroku skazującym. Nawet skłonna jestem zrozumieć dlaczego. Trzy osoby spędziły długie miesiące w więzieniu, a przynajmniej u dwóch wystąpił syndrom stresu pourazowego. Nawet obecny rzecznik praw obywatelskich stwierdził, że mieliśmy do czynienia z nieludzkim traktowaniem. Oczywiście, przestępca też powinien być traktowany humanitarnie, jednak fakt, że niehumanitarnie potraktowano człowieka niewinnego niesie ze sobą większy ciężar gatunkowy, a za sam fakt niesłusznego aresztowania należy się odszkodowanie. Troska o kieszeń podatników nie jest jedynym problemem. Ewentualne uniewinnienie całkowicie „kładzie” całą „aferę” Funduszu Sprawiedliwości. Jeśli nie było afery z fundacją „Profeto” to innych afer też nie było. Cała narracja o „złodziejskim PiS” runęłaby jak domek z kart. No ale przecież jeśli wszystko jest tak „grubymi nićmi szyte” społeczeństwo (poza twardym elektoratem ośmiu gwiazdek”) nie uwierzy w winę księdza. Czy nie lepiej było by zaryzykować i przynajmniej ławników wylosować? Skazanie przez sąd prawdziwie bezstronny miałoby większą wartość perswazyjną, nawet gdyby wyroki były niższe. Dla mnie tłumaczenie jest jedno: dowody na przestępstwo są wątłe i obiektywny sąd by je odrzucił

4) Wtargnięcie do siedziby KRS, a właściwie sejfów sędziów dyscyplinarnych. Nie będę rozwodzić się nad tym którzy rzecznicy dyscyplinarni są prawidłowo powołani, choć Sąd Najwyższy wyraźnie stwierdził, że rzeczników dyscyplinarnych nie można odwołać przed końcem kadencji. Skupię się tylko na jednym aspekcie: zabrania dokumentów bez należytego pokwitowania. Tego obronić się nie da i osoby, które to zrobiły mocno ryzykują.

5) Skazanie pani Izabeli na pół roku więzienia (co prawda w zawieszeniu) i 1000 zł nawiązki, za to, że pod adresem Jerzego Owsiaka napisała „Giń czeku i to jak najszybciej”. Sędzia podkreślił, że Owsiak obawiał się o życie swoje i rodziny. Drobna emerytka mogłaby realnie zagrozić dobrze zbudowanemu bądź co  bądź mężczyźnie. Sprawa absurdalna. Adwokat zapowiedziała apelację. Dłużej nie będę się nad tą kwestią rozwodzić, gdyż planuję osobny wpis o Owsiaku w kontekście tej właśnie sprawy, ale nie tylko.

Wymieniłam pięć spraw, dotyczących (nie)sprawiedliwości, ale jest ich więcej. Czy za wszystko odpowiada Waldemar Żurek? Zapewne nie. Wiele niesprawiedliwych wyroków wynika z osobistych przekonań sędziów i ich sympatii politycznych. Minister Żurek potrafi jednak reagować (czasem nawet w sposób budzący wątpliwości prawne) na wyroki, które mu się nie podobają. Przykładem może być reakcja na cofnięcie Europejskiego Nakazu Aresztowania wobec Marcina Romanowskiego. Gdyby więc nie był zadowolony z jakiegoś wyroku – zareagowałby. 

Mnie interesuje inna sprawa – Waldemar Żurek wielokrotnie podkreślał, że „puryści prawniczy” mogą być z jego postępowania niezadowoleni, ale on i tak będzie „przywracał praworządność”. Czytaj: będzie działać niezgodnie z prawem. Do czasów objęcia władzy przez obecną koalicję panowała niepisana zasada: „My nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych”. Zasada ta może się „prostemu ludowi” nie podobać, bo jak to? Przestępstwa mają być tolerowane? Złodzieje bezkarni? Niemniej jednak zasada ta zapewniała ciągłość władzy. Nie chodzi o całkowitą bezkarność osób, które zajmowały wysokie stanowiska, ale o dużą ostrożność w oskarżeniach. Jeśli przestępstwo jest ewidentne (przestępstwa pospolite, łapówki, fałszowanie dyplomów) nic nie stoi na przeszkodzie ukarania wysokiego urzędnika.

Do tej pory nie dochodziło jednak do karania za niewłaściwy (zdaniem nowej ekipy) sposób sprawowania władzy. Ekipa Donalda Tuska to zmieniła. Zaczęło się od wtargnięcia do pałacu prezydenckiego i uprowadzenia posłów Kamińskiego i Wąsika, wcześniej przez prezydenta ułaskawionych. Później było tylko gorzej. Brutalne potraktowanie księdza Olszewskiego i obecny proces, zmuszenie Romanowskiego i Ziobro do szukania azylu zagranicą. Raz złamana zasada przestaje obowiązywać. Władza może się zmienić. Sondaże przewidują, że KO wprawdzie wygra, ale nie będzie w stanie stworzyć rządu.

Czy Waldemar Żurek i inni liczą się z ewentualnością bycia pociągniętymi do odpowiedzialności? Do czasu zwycięstwa Karola Nawrockiego rząd mógł liczyć na zmarginalizowanie opozycji przy pomocy ustaw, które Trzaskowski by podpisywał. Ten plan jednak się nie udał. Zamiast szukać kompromisu i pojednać się z opozycją i prezydentem (nie chodzi o brak różnic programowych te są oczywiste, ale o uznanie prawa do istnienia opozycji i niepodważanie legalności wyboru prezydenta) rząd poszedł na jeszcze ostrzejszą konfrontację. Co może przez to osiągnąć? Moim zdaniem jedynie krótkotrwałą satysfakcję dokonania zemsty, ale nic trwałego. 

Żurek – pokaż mi swoich przyjaciół, a powiem ci kim jesteś

Żurek – pokaż mi swoich przyjaciół, a powiem ci kim jesteś

26.11.2025 zurek-pokaz-mi-swoich-przyjaciol-a-powiem-ci-kim-jestes

Żurek konsultuje „odbudowę praworządności” 

Spotkanie Ministra Waldemara Żurka z aktywistami i przedstawicielami organizacji pozarządowych, które miało miejsce w poniedziałek, 25 listopada 2025 roku w gmachu Prokuratury Regionalnej w Warszawie.

Tematem rozmów była głównie „odbudowa praworządności”, a wśród uczestników, których obecność odnotowała prasa, znaleźli się m.in.:

Znani Uczestnicy (Osoby i Organizacje)

Marta Lempart

Mateusz Kijowski

Bartosz Kramek

Katarzyna Augustynek („Babcia Kasia”)

Paweł Kasprzak

Stanisława Skłodowska (Lotna Brygada Opozycji)

Marzena Błaszczyk (Sieć Obywatelska Watchdog Polska)

Organizacje Pozarządowe (m.in.):

Amnesty International

Helsińska Fundacja Praw Człowieka

Fundacja Panoptykon

Ogólnopolski Strajk Kobiet

Obywatele RP

Komitet Obrony Demokracji (KOD)

Zastanawiam się, co szykuje Opatrzność, że wstrzymała uderzenie pioruna w Ministerstwo Sprawiedliwości

Żurek i Szczurek

Żurek i Szczurek

Peacemaker https://www.salon24.pl/u/peacemaker2/1474901,zurek-i-szczurek

Dziś rano za pośrednictwem TV Republika dotarła do mnie wiadomość, że w Ministerstwie Sprawiedliwości odbyło się spotkanie Waldemara Żurka z aktywem najbardziej aktywnych AGRESYWNYCH antypisowskich aktywiszczy takich jak Arkadiusz Szczurek, Marta Lempart, Katarzyna Augustynek itp… Dziennikarze i komentatorzy Republiki zastanawiali się w jakim celu odbyło się to spotkanie. 

  • Może Waldemar Żurek chciał w ten sposób dowartościować środowisko hejterów i zadymiaczy znanych jako „Silni Razem” z którego sam się wywodzi i pokazać temu środowisku, że o nim nie zapomniał (jak jego poprzednik Adam Bodnar)
  • Może była to narada jaką by tu prowokację urządzić przed Świętami Bożego Narodzenia. Bo przecież wiadomo, że wszystkie „majdany”, „ciamajdany”, „rocznice majdanów”, a nawet siłowe wkroczenie do TVP, PR i PAP połączone z wyłączeniem sygnału w stylu Stanu Wojennego to były wydarzenia urządzane tuż przed Świętami Bożego Narodzenia – nawet w czasach gdy PO była jeszcze w opozycji. Od przejęcia władzy przez Tuska, to przedświąteczne podgrzewanie atmosfery zostało rozszerzone także na okres bezpośrednio przed Świętami Wielkanocnymi (aresztowanie ks. Michała Olszewskiego w Wielki Czwartek, przeszukanie w domu Zbigniewa Ziobro), a nawet przed Uroczystością Wszystkich Świętych (ostatnia nagonka na Zbigniewa Ziobro). Więc pewne jest, że przed Świętami Bożego Narodzenia też coś jest planowane. W jakim celu? Aby ludzie byli tak bardzo emocjonalnie roztrzęsieni, by BALI SIĘ POROZMAWIAĆ na ważne tematy przy okazji świątecznych spotkań z rodziną, a jak się już odważą, to by rozmowa uderzała w histeryczno-fanatyczne tony. 

Co ja sądzę na ten temat. Przede wszystkim uważam, że te dwie teorie obie są prawdziwe (zwłaszcza ta druga – w wyjaśnieniu jej dopisałem sporo od siebie, bo dziennikarze Republiki nie byli tak szczegółowi) i co najważniejsze wzajemnie siebie nie wykluczają. Czyli oczywiście Żurek z Tuskiem planują grubą prowokację przed Wigilią Bożego Narodzenia (a może nawet w samą Wigilię). Oczywiście zaprosili zadymiarzy z „Silnych razem” aby nie tylko przekazać im wyrazy uznania i wsparcia, ale wspólnie zaplanować działania przed świętami. To wszystko jest prawda. 

Ale jest coś jeszcze 

Niedawno porównując książkę Antoniego Sobańskiego „Cywil w Berlinie” z czasami obecnymi pozwoliłem sobie na komentarz (oczywiście usunięty przez cenzurę Salonu24) porównujący opisany w książce pierwszy rok rządów Adolfa Hitlera z tym, co się dzieje tu i teraz w Polsce. Konkluzja była taka, że „Silni Razem” w odróżnieniu od Oddziałów Szturmowych (SA, niem. Die Sturmabteilungen der NSDAP) mają OGRANICZONE PRZYZWOLENIE NA STOSOWANIE PRZEMOCY oraz NIE STANOWIĄ FORMALNEJ, UMUNDUROWANEJ ORGANIZACJI. Czyli mogą stosować przemoc werbalną, symboliczną, psychiczną oraz drobną przemoc fizyczną. Więc wolno im obrażać, umieszczać rażąco raniące i obrażające napisy, zakłócać uroczystości, dewastować pomniki i mienie osób należących do opozycji, organizować przepychanki i drobne akty przemocy mające sprowokować drugą stronę do odpowiedzi, którą można będzie wykorzystać propagandowo jako „akt agresji i przemocy”, ale nie wolno im porywać, gwałcić, bić, mordować (a w III Rzeszy takie czyny w wykonaniu bojówek SA były dość częste – odsyłam do książki Antoniego Sobańskiego).

Można się zastanawiać o co cenzor doczepił się do mojego komentarza, bo przecież pokazuje on, że w gruncie rzeczy nie jest jeszcze tak bardzo źle i istnieją jakieś granice… I właśnie kiedy słyszę o spotkaniu Żurka ze Szczurkiem i innymi bojówkarzami (lub jak kto woli „aktywistami”) Lotnej Brygady Opozycji (nazwę wziąłem z artykułu Onetu) to zastanawiam się, czy poprzednie zdanie nie zmienia właśnie czasu na przeszły… że granice BYŁY… do wczoraj. Bo biorąc pod uwagę dotychczasowe „dokonania” ministra Żurka jakoś łatwo mi wyobrazić sobie sytuację, gdy po cichu mówi on Lotnej Brygadzie… teraz już Rządu… „słuchajcie, nie przejmujcie się za bardzo, jakby wam się zdarzyło że was poniosą nerwy i pobijecie jakiegoś pisiora, kamery uchwycą was na niszczeniu jego prywatnego samochodu a nie tylko antyaborcyjnej furgonetki, to mamy już porozstawianych swoich sędziów i włos z głowy wam nie spadnie… a nawet jakby jakiś pisior przypadkiem w wyniku waszych działań zginął, to albo od razu ogarniemy was immunitetem totalnej bezkarności i nietykalności jak prokurator Wrzosek, albo was po lekkiej ściemie wyciągniemy z pudła, jak Rysia Cybę”. Czy rzeczywiście takie lub podobne słowa padły? Tego nie wiem. Ale jeśli Minister Sprawiedliwości zaprasza osoby znane ze stosowania przemocy wobec drugiej strony, to coś musi być na rzeczy – czy to bardziej bezczelne, czy bardziej zawoalowane, ale coś musi być na rzeczy. 

A teraz skąd wziąłem określenie „Aktywista Lotnej Brygady Opozycji Arkadiusz Szczurek”? Z artykułu Onetu, który już w 2022 roku pokazywał, że nie tylko ci bojówkarze sami nadają sobie paramilitarne nazwy, ale są już w większości przypadków bezkarni, choć jeszcze niby rządzi PiS: 

„Aktywista Lotnej Brygady Opozycji Arkadiusz Szczurek, który wspiął się na pomnik smoleński z flagą Unii Europejskiej, może otrzymać 4 tys. zł zadośćuczynienia. Sąd uznał, że mężczyzna został zatrzymany przez policję bezpodstawnie. Wyrok jest nieprawomocny.”

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/wszedl-na-pomnik-smolenski-sad-przyznal-mu-4-tys-zl-zadoscuczynienia/nb1l2et

Z tego co wiem, jedyną osobą skazaną w tym gronie jest Katarzyna Augustynek znana jako „Babcia Kasia” której i tak Sąd Okręgowy w Warszawie złagodził wyrok, nie odstąpił jednak od całkowitego wymierzenia kary. Chodzi o znieważenie i ugryzienie wolontariusza Fundacji Pro-Prawo do Życia. Wszystkie pozostałe przypadki znieważania, opluwania, bicia, gryzienia, zmieniania znaków drogowych i tablic przy nazwach miasta oraz rozpowszechnianie na ich podstawie fałszywych oskarżeń itp, itd… SĄ BEZKARNE. 

Dla przypomnienia jeszcze raz cytat z „Cywila w Berlinie” 

„Ale czyż można wyliczyć wszystkie objawy bezprawia i opisać całą garderobę płaszczyków, pod którymi się ukrywa? Jest jeden taki płaszczyk demagogiczny, w który wszyscy prawie wierzą jak w królewską koszulę z bajki Andersena. A mianowicie zarzuca się osobom, które się chce zniszczyć, po prostu nieuczciwość. Urzędowe oświadczenie, że ktoś kradł, dopuszczał się nadużyć natury finansowej, wyzyskiwał swoje wpływy czy stosunki itp. — któż na całym świecie natychmiast w to nie uwierzy? Może jakaś zaślepiona matka i to chyba nie w czasach dzisiejszych. 

Tylu tysiącom ludzi przypisano podobne sprawki, że opinia publiczna nie może się wprost połapać, czy wytoczono sprawy tym rzekomym kanaliom, czy zostali skazani. Wiadomo, że są aresztowani, że siedzą: dobrze im tak. A gazeta jutrzejsza przyniesie tyle nowych sensacji, że o wczorajszych „panamach” nie będzie czasu myśleć. Tak łatwo przecież przyczepić się do ludzi operujących ogromnymi kapitałami publicznymi. Gdzie tylko jest fundusz dyspozycyjny — tam szantaż murowany. Aż strach pomyśleć, co by się mogło stać, gdyby inny reżim zastąpił obecny i chciał zastosować te same metody walki. Bo nie trzeba myśleć, że wszyscy narodowi socjaliści mają głęboką pogardę dla własnej kieszeni. Jeśli chodzi jednak o tę dziedzinę, plotek opowiada się niewiele, a skandali w ogóle jeszcze nie było.(…)

Powróćmy do rzekomych nadużyć. Zarzuca się je wszystkim „niewygodnym”. Tak aresztuje się hrabiego Eulenburga, osobistego przyjaciela syna Hindenburga. Prałat Kaas, były przewodniczący byłej Partii Centrum, zaskoczony wypadkami za granicą, postanawia pozostać w Rzymie ad infinitum (czyli w nieskończoność – mój przypis), gdyż wie dobrze, że na granicy Niemiec byłby aresztowany pod zarzutem brudnych machinacji pieniężnych. Wreszcie najskuteczniejszą bronią, która przyczyniła się do kompletnego zniszczenia organizacji robotniczych i zawodowych, było rzucenie podejrzeń na czystość rąk przywódców związków zawodowych, Grossmanna i Leiparta, dwóch starych ludzi znanych z prawości, uczciwości i bezinteresowności, którzy całe życie poświęcili sprawie robotniczej. Przeciw jednemu z nich wysunięto zarzut, że pobierał „niesłychanie wygórowane wynagrodzenie”, bo aż siedemset marek miesięcznie. Ale jak już wspomniałem, zarzut chciwości, choćby poparty tak śmiesznie słabymi argumentami, zawsze trafia do złośliwej łatwowierności tłumu.”

Słowa te zostały napisane prawie sto lat temu przez pisarza, który zmarł 13 kwietnia 1941 w Londynie. Opisują one sytuację w III Rzeszy podczas pierwszych dwóch lat rządów Adolfa Hitlera, kiedy przemoc miała jeszcze charakter INCYDENTALNY, a nie instytucjonalny.

Ale czy można znaleźć słowa, które by lepiej opisywały sytuację we współczesnej Polsce w czasie pierwszych dwóch lat rządów Donalda Tuska niż powyższy cytat, a zwłaszcza jego pierwszy akapit?

——————-

Post Scriptum – aktualizacja z godz 14-tej

Właśni TV Republika podała listę „aktywistów” zaproszonych wczoraj na spotkanie z Ministrem Sprawiedliwości Waldemarem Żurkiem (aż ręka świerzbi, by napisać „Ministrem Sprawiedliwości III Rzeszy Waldemarem Ż.”) Są to: 

  • Arkadiusz Szczurek 
  • Bartosz Kramek
  • Katarzyna Augustynek
  • Marta Lempart
  • Stanisława Skłodowska
  • Paweł Kasprzak
  • Jakub Kocjan
  • Mateusz Kijowski

Patrząc po składzie są to osoby, które ewidentnie pretendują do tytułu „męczenników pisowskiego reżimu” bo albo sami pogrążyli się lewymi fakturami (Kijowski), albo tak pogryźli aktywistę pro-life, że obrażeń nie dało się zakwalifikować inaczej niż jako śladów przemocy (Augustynek), albo dewastowali zasieki na polsko-białoruskiej granicy (Kramek), albo wreszcie sami celowo doprowadzili do zamknięcia siebie wskutek niestawiania się na rozprawach i niezapłacenia kary grzywny (Kasprzak). Pojawiła się więc w mojej głowie czwarta hipoteza: Żurek wie, że stosowane przez niego hitlerowskie metody nie są szeroko akceptowane w społeczeństwie. Poparcie dla „rozliczeń PiS” w wykonaniu Żurka jest prawie dokładnie równie poparciu Koalicji Obywatelskiej (dawnej Platformy).

Pozytywną opinię na temat rozliczeń rządów PiS przez Żurka ma 32,4 proc. badanych. Spośród tej grupy działania ministra sprawiedliwości „zdecydowanie dobrze” ocenia 11,7 proc. badanych, zaś „raczej dobrze” 20,7 proc. Odpowiedzi „nie wiem” udzieliło 22,5 proc. respondentów. Z badania wynika, że działania ministra sprawiedliwości negatywnie ocenia 45,1 proc. respondentów, spośród których odpowiedzi „zdecydowanie źle” udzieliło 33,6 proc. badanych, a „raczej źle” 11,5 proc. 

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/rozliczenia-rzadow-pis-polacy-ocenili-ministra-zurka-sondaz/9lkrn6b

Dlatego prawdopodobnie planuje akcję propagandową mającą szkalować rząd PiS jako krwawy reżim, który więził, torturował, mordował… dokładnie tak, jak to w swoim PSYCHOPATYCZNYM WYZNANIU opisał PRL-owski trep dowodzący oddziałem wojsk pancernych w trakcie Stanu Wojennego (który on sam nazwał „kulturalnym wydarzeniem” w którym „dochowano standardów”) towarzysz pułkownik Adam Mazguła, które to wyznanie udostępniłem i skomentowałem w artykule:  https://www.salon24.pl/u/peacemaker2/1472236,slowrzyg-antypisowca-wyborco-koalicji-rzadzacej-jak-ci-nie-wstyd 

Mówiąc w telegraficznym skrócie, chodzi o to, aby wzorem szmatławca Der Stürmer wyzwolić takie pokłady nienawiści do PiS-u (w przypadku Der Stürmer chodziło o Żydów, ale metody były identyczne), aby nie tylko wyłączyły one reakcje sumienia na doniesienia o kolejnych aktach bezprawia i okrucieństwa dokonywanych na politykach i wyborcach PiS, ale aby wyzwoliły „głód rozliczeń”, czyli tak naprawdę DZIKĄ ŻĄDZĘ JAK NAJBARDZIEJ OKRUTNEJ I KRWAWEJ ZEMSTY. Ciekawe kiedy to dotrze do dziennikarzy, bo takiej konkluzji w Republice nie usłyszałem. Ale dobrze, że ona jest, bo inaczej nie dowiedzielibyśmy się o tym spotkaniu Żurka, Szczurka et consortes.

A tak na marginesie… W niedzielnym „Saloniku politycznym Rafała Ziemkiewicza” Gospodarz i Goście dali niezłą plamę. Otóż zarzucili oni politykom PiS, że współpracowali oni z Czarzastym wyrzucając Piotra Farfała z TVP.

Otóż w czasach, kiedy PiS i Lewica dogadały się, aby usunąć z TVP szkodnika Piotra Farfała osadzonego tam przez Romana Giertycha, a „bohatersko” bronionego przez Donalda Tuska za pośrednictwem Aleksandra Grada, liderem Lewicy nie był Włodzimierz Czarzasty, tylko Grzegorz Napieralski. Napieralski w przeciwieństwie do Czarzastego nigdy nie był w PZPR ani nie brał udziału w aferze Rywina. Był on bardzo ludzką twarzą lewicy… może to drobiazg, ale pamiętam, że gdy w trakcie programu telewizyjnego na żywo dowiedział się o Smoleńsku, to ukradkiem wyszedł ze studia, aby nie płakać przed kamerą. Porozumienie PiS z Lewicą na około rok uratowało Polskę przed monopolem medialnym (po Smoleńsku Tusk i tak przejął TVP), a stworzony przez PiS i Lewicę model telewizji publicznej mógłby robić za niedościgniony wzór. W pierwszym kanale miejsce znaleźli publicyści prawicowi (między innymi Rafał Ziemkiewicz i Łukasz Warzecha), w drugim kanale publicyści lewicowi i liberalni (np.: Janina Paradowska i Tomasz Lis), a TVP Info skrupulatnie dbało o to, aby każdą konferencję czy to polityka koalicji czy opozycji relacjonować na żywo, bez cięć, bez „wstępniaków” nastawiających widza pozytywnie lub negatywnie i aby dyskusja po konferencji była prowadzona w zrównoważonym składzie i z neutralną moderacją. 

TAKA TELEWIZJA PUBLICZNA DOPROWADZAŁA DONALDA TUSKA DO FURII. Nie to, co beznadziejna „Telewizja Kurska” czyli TVP z lat 2016 – 2023, czy choćby ta obecna Republika. DLATEGO ZARAZ PO SMOLEŃSKU TVP ZAORANO ŁAPAMI KOMOROWSKIEGO, A RAFAŁA ZIEMKIEWICZA I INNYCH PRAWICOWYCH DZIENNIKARZY WYWALONO NA ZBITY PYSK o czym niestety Rafał Ziemkiewicz chyba raczył zapomnieć.

Ech… Gdyby PiS po roku 2016 znowu zbudował taką telewizję, jaką w 2009 roku stworzył z Napieralskim, to prawdopodobnie nie przegrałby wyborów w 2023 roku. Prawdopodobnie? Raczej na pewno!